 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2013 11:24 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Teodycea. Bóg a zło
14 na 14 | . Pan "Worek kości":> Moja wypowiedź była konsekwencją tego oto komentarza:Cytat:panbuka kopałbym po doopie przez całą wieczność, za to że pozwalał na krzywdzenie tylu niewinnych osób przez swoich przedstawicieli na Ziemi. > Chodziło mi tylko o to, czy autor tej wypowiedzi przemyślał konsekwencje sytuacji, w której nadprzyrodzona istota nie pozwalałaby ludziom robić złych rzeczy.Nie wiem, czy autor tej wypowiedzi przemyślał, ale jest cała gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Tym problemem zajmowało się wielu poważnych myślicieli, jak chrześcijański filozof analityczny Alvin Plantinga Pytanie o istnienie zła zadawało sobie wielu chrześcijan jak np. pan Michał CzumaNa naszym portalu jest zapis dyskusji z panelu 'Bóg a zło', zorganizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów w Krakowie. www.racjonalista.pl/kk.php/s,6530Wypowiadał się ciekawie też Dawkins: www.youtube.com/watch?v=cV_gwz37YqE Tu chodzi mi tylko o to, czy sam Pan Piotr, zamiast wdawania się w pyskówki, przemyślał sobie problem zła w kontekście "Dobrego Wszechmocnego Boga"?Czytałem wiele superpoważnych wyjaśnień tego problemu napisanych przez wielkich fideistycznych myślicieli. Żadne z nich mnie nie przekonywuje i nawet gdyby istniał np. Jezus Chrystus pozwalający na czynienie takiego bezmiaru zła jakie uczynił Kościół Katolicki w jego imieniu, to ja całkowicie pogardzam takim Bogiem. Czyli zgadzam się z autorem komentarza i twierdzę, że sporo przemyślałem, ale mogę wszak też błądzić, a nawet się mylić całkowicie, więc o poważne przemyślane argumenty proszę. Pozdrawiam. @@@ . | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 Dalej..#511 5 na 5 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | To właściwie powinien napisać worek. Dlatego go zapytałem. Worek czyta filozofów i nic z nich nie rozumie. Nie wie że szczęście ma różną twarz. Cała wieczność z dyktatorem nie może być szczęściem. Niebo zamieniłoby się w piekło. To zauważył już Orygenes.
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll |
#512 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Cytat:Przeciwstawienie się fideizmowi wraz ze stwierdzeniem, iż "wiara jest ponad rozumem". ... a przy okazji. Doktorzy wiary, teolodzy, i cała reszta fideistów i obrońców wiary sama przeczy stwierdzeniu, iż wiara jest ponad rozumem. Skoro wiara jest ponad rozumem to po co ta cała ich "radosna twórczość" odwołująca się do rozumu?. Całkowicie zbędna.. ... widać sami w to stwierdzenie nie wierzą... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne... |
#513 4 na 4 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji.<"Dusza" nie jest ani sprzeczna ani pomocna w teorii ewolucji. Jej istnienie tworzy jednak poważny problem dla teologów. W pewnym momencie zwierzę musiało urodzić człowieka. Ojciec był bez duszy , syn otrzymał duszę. Czy jesteśmy w stanie uchwycić ten punkt? Czy jest on wyobrażalny? Jeżeli kreator steruje ewolucją to musi odpowiadać za nią. Za wzrost drzew i za układ planet. Teoria która wyjaśnia wszystko, nie wyjaśnia niczego. W całym wszechświecie nie można rozpoznać inteligentnej ręki kreatora. Wszechświat nie jest ani piękny ani logiczny. Jest zimny i neutralny. Celem kreatora jest stworzenie boskie ,na jego wzór i podobieństwo. W tym celu marnotrawi niewyobrażalne ilości energii tworząc miliardy nikomu niepotrzebnych galaktyk, żeby gdzieś tam na skraju drogi mlecznej stworzyć małą planetę, zaopatrywaną w energię z wygasalnego źródła. Po paru miliardach lat do namysłu, przystępuje do realizacji planu. Nie lepi jej (swojej żywej kreacji) z gliny lub stwarza ją za pomocą pstryknięcia palcem, tylko każe jej powstawać w żmudnym i długotrwałym procesie ewolucji, którym steruje. Swoje stworzenie czyni grzesznym i musi zza setek mld galaktyk, posłać swego syna na tą małą, nieistotną planetę żeby dać się przygwoździć do krzyża przez prymitywnych potomków małpowatych, za grzechy tych którzy ich nigdy nie popełnili lub jeszcze się nie narodzili. W sterowaniu ewolucją, nie potrafi się zdecydować które zwierzęta mają żyć na lądzie, które w wodzie.(patrz foto). w tym wszystkim nie można się dopatrzeć żadnej celowości. Ewolucją rządzi ślepy, bezcelowy przypadek, co przeczy twierdzeniu o niewidzialnej ręce inteligentnego kreatora.  Szkielet grenlandzkiego wieloryba. Widoczne śladowe kończyny. Widzisz w tym celowość czy raczej chaos planisty ?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll |
#514 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | Worek jest dziwacznie zafiksowany na zasadzie przyjemności/szczęścia. To uważa za sens życia tutaj, a najlepiej i po śmierci, tylko tam musi być już non stop i na maksa. Mam przy sobie czterolatkę, ona jest teraz w takim Raju, choć patrzy na mnie błagalnie, kiedy teraz piszę. Bo chce jeszcze więcej i więcej przyjemności, a jest już aż kilka minut przerwy. A to niedobrze. Najlepiej jakby było stale. Chce ciągle tego przyjemnościowego Raju, czyli dalszego ciągu, a był już Chińczyk, Grzybobranie, Pędzące Żółwie i strzelanie do świniaków z idiotycznej katapulty, zwłaszcza do Wąsacza. Ona jest w niebie, ja schodzę już w piekło. Chcę spokoju, chociaż na chwilę, ale ona chce przyjemności, kolejnej, a potem kolejnej i może tak do wieczora. Nie męczy się mały diabeł. Worek chce podobnego stanu. Myślę o nim jak o takim dziecku, albo infantylnym nie/dorosłym, a to całkowicie sztuczny świat. Niezhumanizowany. Umiejętność odcięcia się od popędów, zdystansowania, uwolnienia, może dopiero ustanowić świadomą, cokolwiek uwolnioną jaźń. Pragnienie szczęśliwej jazdy non stop i na wieczność, to właściwie wieczna anihilacja Osoby. Tylko realizacja przyjemnych popędów. Rozpłynięcie się. Albo w tutejszych popędach, albo w przestrzeni pompującego nieustanną przyjemność wiecznego Pantokratora. Bez sensu. |
#515 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | . Bardzo proszę o przeczytanie zalinkowanych artykułów oraz wypowiedzi i powrócenie do rozmowy.> Przeczytałem i wracam, choć wiem, że wybiera Pan się w podróż i w związku z tym obawiam się, że nie uda się nam dokończyć rozmowy przed Pańskim wyjazdem.Tak, wyjeżdżam w niedzielę i do 17 czerwca nie będę miał dostępu do internetu. > Dla mnie doszukiwanie się celowości w przyrodzie jest skutkiem antropomorfizacji otaczających nas zjawisk. Są to ludzkie wyobrażenia, oczywiście w żaden sposób nie potwierdzone naukowo, a więc są wymyślone.I już to chyba racjonaliście powinno wystarczyć. > Staram się jednak odróżniać to, co najwyraźniej tylko wymyślone, ale jakoś tam jednak możliwe od tego, co całkiem niemożliwe.Zdanie fizyka: www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,492101#w503318Zdanie filozofa: www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,539097#w542538> Sądzę w związku z tym, że ewentualna interwencja nadnaturalności jest całkowicie wykluczona tylko tam, gdy dany skutek jest w pełni wyjaśniony poprzednimi stanami materii i jej ruchem. Tam gdzie nie znamy przyczyny zawsze istnieje możliwość boskiej interwencji. Nikt tego nigdzie w sposób weryfikowalny nie zaobserwował, ale jeśli tylko brak znanej nam przyczyny danego zjawiska, to żadnej możliwości nie można wykluczyć.Nauka nigdy nigdzie nie napotkała najmniejszej przesłanki do uznania nadnaturalnego wpływu na istniejącą obiektywnie rzeczywistość. O niewykluczaniu możliwości istnienia takiego wpływu, to najlepiej porozmawiać z panem Brzostowskim, ja tu całkowicie wysiadam. > To z tej przyczyny mówi się właśnie o ciężarze dowodu - nic nie jest wykluczone, ale dowód spoczywa na tym, kto podnosi dane twierdzenie.Tak - ciężar dowodu - w logice i dyscyplinach pokrewnych obowiązek udowodnienia stawianej tezy. (...) Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji, nazywamy argumentum ad ignorantiam.> Gdyby istnienie Boga, czy też celowości w przyrodzie było absolutnie wykluczone, to nie mówilibyśmy o ciężarze dowodu, lecz o przeprowadzonym dowodzie na nieistnienie Boga, czy celowości.Istnienie czego? Co to znaczy "Bóg" w naukach przyrodniczych? Proszę o zdefiniowane przywołanego terminu? > Z powyższych względów trochę się dziwię rozłącznej alternatywie, jaką Pan zaproponował.To zupełnie nie ja. Ja tylko zgadzam się się tu z poglądem, że ewolucja jest procesem przypadkowym i niekierunkowym - uznawanym i naukowo uargumentowanym przez przytłaczającą większość przyrodników-ewolucjonistów począwszy od Darwina. www.racjonalista.pl/forum.php/s,515240#w521294www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,476004#w476333> Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji. Są dodane i podpadają pod brzytwę Ockhama, a więc są zbędne. Ale zbędność a wykazana niemożliwość to moim zdaniem dwie pary kaloszy.To Pański pogląd, ale argumentacja słabiutka. > Pan definiując ewolucyjny przypadek jako całkowicie obiektywnie niezdeterminowany poprzednim układem i ruchami materii (o czym kiedyś rozmawialiśmy) już tutaj, przy każdym kopiowaniu DNA zgodzić się musi na możliwość boskiej interwencji.Jakoś tego przymusu nie czuję i ani Pan mnie tu nie przekonał, ani prof. Heller: "Jeśli przypadek jest określonym przejawem funkcjonowania świata przyrody (a jest!), to znaczy, że podlega on wszechwładzy Boga tak samo, jak wszystkie inne elementy tego świata. Tak zwane przypadki nie następują nigdy wbrew prawom przyrody, ale zawsze zgodnie z nimi, dlatego wystarczy przyjąć, że Bóg, stwarzając prawa przyrody, w pewien sposób włączył w te prawa to, co my, w oparciu o ograniczoną wiedzę, nazywamy przypadkiem.
Jeśli w ten sposób spojrzeć na zagadnienie ewolucji życia, to widać wyraźnie, że jest ona wynikiem współdziałania praw przyrody i kontrolowanych przez te prawa przypadkowych fluktuacji. Fluktuacje te nie są jednak czymś zewnętrznym wobec świata przyrody; czymś co wymyka się Bogu spod kontroli. Są one, podobnie jak same prawa przyrody, przejawem racjonalności świata, czyli - pośrednio - Bożego działania. W rozdziale poświęconym chaosowi deterministycznemu dowiedzieliśmy się już, że w układach nieliniowych, dalekich od stanu równowagi termodynamicznej, przypadkowe fluktuacje mogą prowadzić do powstawania złożonych, uporządkowanych i stabilnych struktur o wysokim stopniu samoorganizacji. Jest to mocny argument za tym, że Bóg, posługując się prawami przyrody, wykorzystał nie co innego, ale właśnie przypadek, żeby stworzyć życie." Źródło: Elementy filozofii przyrody, M. Heller, T. Pabjan. > Ta możliwość jest wykluczona dopiero w naukowo wykazanej kauzalności zjawisk.Filozoficznie warto zajrzeć do Hume. > Dopiero wtedy nie ma luki, w którą mógłby się wepchnąć Bóg.www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf PS.www.racjonalista.pl/forum.php/s,470400#w470409www.racjonalista.pl/forum.php/s,470400#w470628www.racjon(*)m.php/s,470400/z,0/d,2#w471056www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,470400#w471951Ale to nie ten wątek. Pozdrawiam. @@@ . |
| Irracja (4721 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty. ... tak nie tylko teoretycznie, ale całkiem praktycznie - skoro "jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi" to efektem jest powstanie całkiem dużej grupy "wyewoluowanych ludzi". To że np. w poniedziałek o godzinie 00:01 pojawił się Adam, zaś w pozostałe godziny i dni tygodnia pojawiły się dopiero dziesiątki i setki "Adamów i Ew" nie ma żadnego znaczenia, z punktu widzenia ewolucji. Ewolucja to nie pstryknięcie palcami, okres kilku/kilkunastu lat nie jest ważny...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne... |
#517 3 na 3 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek, a potem, wszędzie wokół kolejni - drugi, trzeci i czwarty.<Szkoda że nie ma Koszałka, ten wyjaśniłby ci absurdalność tego zdania lepiej. Jak miał postąpić ten pierwszy człowiek, żeby być w zgodzie z wolą bożą. Miał czcić ojca swego i matkę swoją, czy miał czynić zwierzęta sobie poddanymi?
Mam dość ateistów. Oni bez przerwy gadają o Bogu - Heinrich Böll |
| maceox (6766 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Moim zdaniem o ile teoria ewolucji rzeczywiście ogranicza się w pełni do naturalnego wytłumaczenia obecnego kształtu materii, to takie idee jak "dusza", czy "Bóg", a nawet "celowość" będąc wprawdzie zupełnie niezweryfikowanymi tezami, nie muszą być w każdym przypadku wprost sprzeczne z wiedzą o ewolucji.<> Swoje stworzenie czyni grzesznym i musi zza setek mld galaktyk, posłać swego syna na tą małą, nieistotną planetę żeby dać się przygwoździć do krzyża przez prymitywnych potomków małpowatych, za grzechy tych którzy ich nigdy nie popełnili lub jeszcze się nie narodzili.Tak. Sądzę, że zrozumienie teorii ewolucji skłania do odrzucenia zarówno chreścijaństwa, jak i inspiruje do ateizmu. Jednak jeśli dobrze zrozumiałem Pana Andrzeja, to on uważa, że żadna - jakakolwiek - teleologia nie jest do pogodzenia z teorią ewolucji. Uważam to za przesadę. Nie do pogodzenia z teorią ewolucji byłoby twierdzenie, że np. nie zachodzą mutacje genetyczne, albo - ogólniej - że organizmy nie ewoluują. Wtedy mamy sprzeczność. Tymczasem teleologia jest tak jak idea Boga - jest doklejoną, dodatkową spekulacją podpadającą pod brzytwę Ockhama, ale nie zawsze musi być wprost sprzeczna z dostępną nam wiedzą naukową. Brak jest dowodu na całkowity brak "celu", podobnie jak brak jest dowodu na nieistnienie Boga. Mi w zupełności wystarcza stwierdzenie, że sa to czcze, wyssane z palca, zbędne spekulacje. Nie muszę jeszcze dodatkowo twierdzić, że nauka ponad wszelką wątpliwość całkowicie wyklucza możliwość jakiejkolwiek celowości i jakiegokolwiek Boga, gdyż nie jestem wierzącym ateistą. Sądzę, że nauka jedynie bada materię dostępną nam poprzez zmysły, a wszelkich dalszych spekulacji nie wyklucza, ani też nie potwierdza. Wystarcza mi, że nauka nie stwierdza istnienia celowości, ani Boga. Jednak brak stwierdzenia a sprzeczność z wiedzą naukową to dwie różne rzeczy. > Ewolucją rządzi ślepy, bezcelowy przypadek, co przeczy twierdzeniu o niewidzialnej ręce inteligentnego kreatoraPrzepraszam, jaką stosujesz definicję "przypadku"? Co oznacza "ślepy" i "bezcelowy"? Czy taki przypadek unieważnia fizykę newtonowską, w której każdy ruch materii jest w pełni zdeterminowany jej poprzednim układem i ruchem? Pozdrawiam |
| worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Pstryk i człowiek. Pstryk i drugi. Pstryk i trzeci...> Litości! Gatunki nie zmieniają się na "pstryk".Nie chcę nic mówić, ale to z tym pstrykaniem to Ty powiedziałeś, a nie ja.
bembergiem w berg |
| worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Nie. Nigdy w tej grupie tysięcy osobników nie było takiej chwili, że można było powiedzieć "o to już jest człowiek a wszyscy inni to jeszcze nie ludzie".Ale zakładamy chyba, że geny kształtują się na poziomie zygoty (mniej więcej). Z logicznego punktu widzenia w pewnym momencie musiał więc urodzić się pierwszy osobnik, którego DNA należało do gatunku homo sapiens. > Różnorodność genetyczna ludzkości jest zbyt duża aby mogła być zawarta w chromosomach mitycznej pary Adama i EwyCiągle przypisujesz mi literalne rozumienie Księgi Rodzaju, podczas gdy można uznać, że Adam i Ewa to po prostu wybrani przedstawiciele nowego gatunku, który pojawił się na Ziemi, opisani w celu przedstawienia ich wyjątkowości na tle reszty stworzeń.
bembergiem w berg |
| worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > >Ale tak teoretycznie - jeśli w pewnym momencie jakaś afrykańska grupa człowiekowatych zaczęła ewoluować w ludzi, no to chyba z chronologicznego punktu widzenia musiał najpierw pojawić się ten pierwszy, wyewoluowany człowiek,> który (lub która) nie miał z kim współżyćCo jest ciekawym problemem ewolucji - że gatunki zdają się w pewnym momencie ewoluować hurtowo - zupełnie jakby były połączone jakąś wspólną kosmiczną energią.
bembergiem w berg |
#522 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > To że np. w poniedziałek o godzinie 00:01 pojawił się AdamNo, i nawet Księga Rodzaju brzmi nagle sensownie.
bembergiem w berg |
| worek kości (2937 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | > Jak miał postąpić ten pierwszy człowiek, żeby być w zgodzie z wolą bożą. Miał czcić ojca swego i matkę swoją, czy miał czynić zwierzęta sobie poddanymi?Ajawiem, mógł po prostu żyć zgodnie ze swoją naturą.
bembergiem w berg |
#524 2 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | . > Jednak jeśli dobrze zrozumiałem Pana Andrzeja, to on uważa, że żadna - jakakolwiek - teleologia nie jest do pogodzenia z teorią ewolucji.Dobrze Pan zrozumiał. > Uważam to za przesadę.Ale słabiutko Pan to argumentuje. __________________________- Co to jest teleologia?
Znaczenie pojęcia: finalizm; jedna z propozycji odnosząca się do porządku świata, tłumacząca, na czym ów porządek ma polegać; pogląd głoszący, że nasze życie, wszechświat istnieje po coś, w jakimś celu, że wszelkie zdarzenia mają swoje uzasadnienie, przyczynę - tak m.in. uważał → Platon, który celowość świata dostrzegał już w samym dziele jego stworzenia przez → demiurga; dla → Arystotelesa wyjaśnianie teleologiczne zjawisk, zdarzeń było podstawowym wyjaśnianiem naukowym; → Tomasz z Akwinu widział celowość uformowanego świata w jego przemyślanej formie, zrodzonej z nicości, objawiającej się w istnieniu "drabiny bytów", hierarchii ważności, w której każdy niższy szczebel jest konieczny, bo służy szczeblom wyższym; celowość istnienia świata ujmowano również w sposób materialistyczny, np. widząc w niej przejaw funkcjonowania organizmu jako pewnej uporządkowanej całości, w której współpracujące ze sobą poszczególne elementy kierowane są przez wewnętrzną siłę życiową, → entelechię; finalizm stracił rację bytu z chwilą pojawienia się teorii Darwina. Powiem więcej! Wpływ jakiejkolwiek i jakkolwiek rozumianej inteligencji na procesy przyrodnicze jest nie do pogodzenia z naszą wiedzą o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Pozdrawiam. @@@ . |
#525 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Teodycea. Bóg a zło | . > Zgoda. Nie każę nikomu przyjąć jakichś tez na wiarę, bo wymyślił je ktoś mądrzejszy - to by było ad verecundiam. Mówię tylko, że żeby odrzucić całą dziedzinę wiedzy, trzeba jakichś większych podstaw niż porównanie Boga do Yeti.Dziedzinę wiedzy? Czy wiedza jest nauką?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.
Dochodzenie do prawdy jest permanentnym procesem, na którym potykają się nawet mocarze intelektu. Czy oni mając w jakiejś części fałszywe przekonania (prawdę niepełną) - gdy wychodząc z nieprawdziwych złożeń doszli do błędnych wnioskowań - nie są warci naszych analiz i przemyśleń? Czy człowiek myląc się w jednym, myli się we wszystkim? Czy przemyślane i świadomie działania przynoszące zamierzony skutek, ale oparte na fałszywych przesłankach są racjonalne? A gdy zdecydowany racjonalista nabywa przekonań drogą wnioskowania w oparciu o - jego zdaniem - przesłanki prawdziwe i zasadnie przyjęte, popełni błąd (co przecież się zdarza), to jest to pomyłka, nieracjonalność, a może irracjonalność?
Uważam, że używanie rozumu nawet po przyjęciu (np. w procesie socjalizacji) fałszywych założeń jest racjonalnością, co więcej niekiedy (np. ponowne przeanalizowanie) pozwalają nam zweryfikować wcześniejsze, fałszywe założenia. Nieracjonalną intelektualnie, choć dosyć powszechną, jest dla mnie tylko wszelaka dogmatyka. Dogmatyczne, bezrefleksyjne przyjmowanie "naukowej" wiedzy, uzasadnianej wyłącznie tytułami uczonych, posiada niewiele wyższą racjonalność od wiary w krasnoludki.
Trudno wyobrazić sobie, aby nauka doszła kiedykolwiek do stanu absolutnej doskonałości. Bardzo dużo już osiągnęliśmy. Niektórzy mówią o końcu nauki, ale chyba bliżej był Albert Einstein mówiąc: Cała nasza nauka, w porównaniu z rzeczywistością, jest prymitywna i dziecinna - ale nadal jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy.
Czy nauce ("fizyce") potrzebna jest metafizyka, a wiara uczonym? Chyba tak, ale czy poniższe zacytowanie myśli Edwarda O. Wilsona usatysfakcjonuje teologów? Nauka oferuje dziś najśmielszą metafizykę naszych czasów. Jest przy tym dziełem stworzonym wyłącznie przez człowieka. Daje wyraz naszej wierze, że jeśli tylko nie przestaniemy marzyć, dążyć do nowych odkryć, szukać wyjaśnień i znowu marzyć, wdzierając się za każdym razem śmiało w nowy, nie znany dotąd obszar badań, to otaczający nas świat stanie się w końcu bardziej zrozumiały i uda nam się uchwycić prawdziwą osobliwość wszechświata. A wszystkie osobliwości okażą się ze sobą powiązane i utworzą sensowną całość.
Racjonalne myślenie opiera się na założeniu, że dostępną nam rzeczywistością rządzą jakieś prawa, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości, czyli niezmienne w czasie. Z prawdą jest trochę inaczej. Do prawdy stale dochodzimy, ale nikt nie może uzurpować sobie prawa do jej posiadania. Prawda zmienia się w czasie i na przykład mechanikę Newtonowską zastąpiono mechaniką Einsteinowską.
W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje, z których najważniejszymi są te powiązane z filozofią. /A. Izdebski/ @@@ . |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|