 |
Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ? Może warto :) Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-03-2014 14:30 | Hejtibeats (210 punktów) | Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ? Może warto :)
-6 na 12 | Witam Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
17 na 17 | Grimar (1210 punktów) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Dlatego, że nie przekonano mnie, że istnieje. Podobnie jak nie przekonano mnie, że istnieje Wisznu, św. Mikołaj i transcendentalne istoty o kształcie trójkąta równoramiennego.
|
|
 | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | > > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Dlatego, że nie przekonano mnie, że istnieje. Podobnie jak nie przekonano mnie, że istnieje Wisznu, św. Mikołaj i transcendentalne istoty o kształcie trójkąta równoramiennego.Jest to pewien argument z Twojej strony. Moim zdaniem odpowiedzią jest nierozumiana przez ludzi wolna wola i wolność wyboru."szukajcie a znajdziecie" mówi, że znajdziesz to, czego szukasz jak i nieznajdziesz tego, czego nie szukasz. Szukając Boga, znajdziesz wiele arumentów, żeby w niego wierzyć, natomiast nieszukając lub szukając przeciwnych, znajdziesz przeciwne jego istnieniu. Jeżeli powodem jest brak dowodów, musisz sam/a odpwoiedzieć sobie na pytanie, czy w ogóle chcesz je dostrzec lub czy może odpowiada Ci wizja życia bez wiary. Posidasz wolną wolę i wybór. Mało tego, wierzę, że Bóg dał nam wolną wiarę do tego stopnia, że masz prawo wyboru w co chcesz wierzyć. Jest to piękny dar. Dla ludzi, którzy nie są przekonani co do poszukiwania Boga, sam Bóg ustępuje z drogi i nie narzuca się. Kto nie chce wierzyć, nie znajdzie go, choćby i cały świat przebadał za życia.
|
|
|  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Jest to pewien argument z Twojej strony. Moim zdaniem odpowiedzią jest nierozumiana przez ludzi wolna wola i wolność wyboru."szukajcie a znajdziecie" mówi, że znajdziesz to, czego szukasz jak i nieznajdziesz tego, czego nie szukasz. Szukając Boga, znajdziesz wiele arumentów, żeby w niego wierzyć, natomiast nieszukając lub szukając przeciwnych, znajdziesz przeciwne jego istnieniu. >Jeżeli powodem jest brak dowodów, musisz sam/a odpwoiedzieć sobie na pytanie, czy w ogóle chcesz je dostrzec lub czy może odpowiada Ci wizja życia bez wiary.
To nie jest tak. Nie szukasz czegoś, o ile nie ma dobrych przesłanek za istnieniem tego czegoś. A za bóstwami argumenty niemal zerowe, a interpretacji i wniosków z zerowych danych całe morze.
>Dla ludzi, którzy nie są przekonani co do poszukiwania Boga, sam Bóg ustępuje z drogi i nie narzuca się. Kto nie chce wierzyć, nie znajdzie go, choćby i cały świat przebadał za życia. >
A skąd ta pewność, że Bóg taką Ci dał wolę? Czym to zmierzyłeś?
|
|
| |  | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) |
A jak myślisz, dlaczego więcej ludzi wierzących jest wśród matematyków i fizyków, a mniej wśród biologów? Co jest bardziej ścisłe i wiarygodne ? A skąd wiesz, że ktoś Cię kocha, zważyłeś to ?
|
|
| | |  | 7 na 7 | Sygnał (4252 punktów) | > A jak myślisz, dlaczego więcej ludzi wierzących jest wśród matematyków i fizyków, a mniej wśród biologów? Co jest bardziej ścisłe i wiarygodne ?Dane statystyczne poproszę. > A skąd wiesz, że ktoś Cię kocha, zważyłeś to ?  > Nie, zaobserwowałem wiedząc dokładnie, kogo obserwuję. Teiści natomiast nie obserwując niczego, wiedzą, że bóstwo ich kocha (zazwyczaj). Gdzie tu jakikolwiek sens?
|
|
| | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | > skąd wiesz, że ktoś Cię kocha, zważyłeś to ?  Pomaga mi w trudnych chwilach i cieszy się moją pomyślnością.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | > >skąd wiesz, że ktoś Cię kocha, zważyłeś to ?  > Pomaga mi w trudnych chwilach i cieszy się moją pomyślnością.> Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój RuchNo właśnie. Wychodzi na to, że wierzysz tylko w to, co możesz zaobserwować i zmierzyć, zważyć, powiedzieć, że widziałeś to i jest. Ok. ja nie mam nic do dodania, wierzę, że są też rzeczy niepojęte dla ludzkiego umysłu, ale czy to powód, żeby się nie szanować ?  Te piękne uczucia o których piszesz powodują, że ja wierzę, że to jest byt piękne, żeby było dziełem przypadku wyrośniętym od przypadku, ktoś inny wierzy, że to tylko chemia, jeszcze inny wierzy, że to tylko funkcja mózgu. Kwestia wiary, bo dowodów nie ma nikt.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Sygnał (4252 punktów) | > No właśnie. Wychodzi na to, że wierzysz tylko w to, co możesz zaobserwować i zmierzyć, zważyć, powiedzieć, że widziałeś to i jest. Ok. ja nie mam nic do dodania, wierzę, że są też rzeczy niepojęte dla ludzkiego umysłu, ale czy to powód, żeby się nie szanować ?  Inna sprawa. Kompletnie nie szanuję idei Twoich poglądów w tej kwestii, a nie Ciebie. Jeśli ten pogląd definiuje Cię w stu procentach, to pokazuje jedynie, że jesteś niedojrzały. > Te piękne uczucia o których piszesz powodują, że ja wierzę, że to jest byt piękne, żeby było dziełem przypadku wyrośniętym od przypadku, ktoś inny wierzy, że to tylko chemia, jeszcze inny wierzy, że to tylko funkcja mózgu. Kwestia wiary, bo dowodów nie ma nikt.Biologowie, neurolodzy, kognitywistycy pragną się z Tobą nie zgodzić.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > wierzę, że są też rzeczy niepojęte dla ludzkiego umysłu Chodzi o to, że jesteś z czegoś słaby i szukasz korepetytora?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 makuś (5578 punktów) (zablokowany) |
>No właśnie. Wychodzi na to, że wierzysz tylko w to, co możesz zaobserwować ...
hej, A ty wierzysz w to czego nie możesz zaobserwować ... ? Wierzę w to czego nie widzę , nie czuję , nie rozumiem ... i ta wiara czyni mnie człowiekiem zupełnie wyjątkowym , wybranym i wybitnie szczególnym ... pozdrawiam makuś
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | zaqmko (15 punktów) |
> No właśnie. Wychodzi na to, że wierzysz tylko w to, co możesz zaobserwować i zmierzyć, zważyć, powiedzieć, że widziałeś to i jest. Ok. ja nie mam nic do dodania, wierzę, że są też rzeczy niepojęte dla ludzkiego umysłu, ale czy to powód, żeby się nie szanować ?  > Te piękne uczucia o których piszesz powodują, że ja wierzę, że to jest byt piękne, żeby było dziełem przypadku wyrośniętym od przypadku, ktoś inny wierzy, że to tylko chemia, jeszcze inny wierzy, że to tylko funkcja mózgu. Kwestia wiary, bo dowodów nie ma nikt.Dla Ciebie jest piękne, dla mnie też. Mam świetną rodzinę, wielu przyjaciół, pasje jak muzyka, sport, piękny dom w najpiękniejszym miejscu w Polsce, ale ja akurat mam szczęście i jestem wdzięczny za świadomość i przyjemność z życia. Chcę Ciebie tylko zapytać co może powiedzieć rodzic którego dziecko urodziło się z rozszczepem kręgosłupa, albo ciocia która umiera na białaczkę. Jaki instynkt kieruje ludźmi walczącymi o resztki pożywienia w krajach które nawiedziło tsunami. Zbyt dużo cierpienia którego Ty najwyraźniej nie widzisz. Trudno mi wierzyć w kochającego i sprawiedliwego Boga, na którego istnienie nie mamy żadnych dowodów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | bohandas (842 punktów) | > No właśnie. Wychodzi na to, że wierzysz tylko w to, co możesz zaobserwować i zmierzyć, zważyć, powiedzieć, że widziałeś to i jest. Ok. ja nie mam nic do dodania, wierzę, że są też rzeczy niepojęte dla ludzkiego umysłu, ale czy to powód, żeby się nie szanować ?  Do tego nie potrzebna jest wiara - bo dlaczegóż to nie miałyby istnieć rzeczy poza zasięgiem ludzkiego pojmowania. Wielu ludzi dostrzega np. że inne zwierzęta mają swoje ograniczenia i jednocześnie są przekonani o wyjątkowości i potędze ludzkiego rozumu (mózgu).  Wszechświat jest tak ogromny i stary, że cudem byłoby, gdyby nie istniały w nim istoty, dla których my z naszymi małpimi umsyłami jesteśmy czymś bardziej ograniczonym niż wróble dla nas.
|
|
|  | 6 na 6 | qerfy (677 punktów) | > >> Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >>jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > >Dlatego, że nie przekonano mnie, że istnieje. Podobnie jak nie przekonano mnie, że istnieje Wisznu, św. Mikołaj i transcendentalne istoty o kształcie trójkąta równoramiennego.> Jest to pewien argument z Twojej strony. Moim zdaniem odpowiedzią jest nierozumiana przez ludzi wolna wola i wolność wyboru."szukajcie a znajdziecie" mówi, że znajdziesz to, czego szukasz jak i nieznajdziesz tego, czego nie szukasz.Człowiek dostrzega w naturze odbicie samego siebie. Rozpoznaje twarze w plamach na ścianie, wydaje mu się, że gdy piorun uderzy, to dlatego, że ktoś(bóg?) jest za to odpowiedzialny. Myśli sobie: "Wczoraj rzuciłem dzidą w stronę nieba. A dzisiaj niebo mi odpowiedziało piorunem. Pewnie ktoś tam jest na górze i chciał mi oddać. Źle mnie zrozumiał, nie chciałem go przecież zabić tą dzidą. Kim on jest?" Wtem nadchodzi szaman. W paroksyzmach tajemniczego uniesienia, głębokim głosem przekonuje swoich współziomków, że posiadł kontakt z ktosiem, a nawet ma na niego wpływ. A przecież plama to tylko plama, a piorun to tylko piorun. Reszta jest grą wyobraźni. Ci, którzy to zrozumieli przestają wierzyć szamanowi.
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >"Szukając Boga, znajdziesz wiele arumentów"..."Jeżeli powodem jest brak dowodów, musisz sam/a odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w ogóle chcesz je dostrzec" >"szukajcie a znajdziecie" mówi, że znajdziesz to, czego szukasz jak i nie znajdziesz tego, czego nie szukasz. Kto nie chce wierzyć, nie znajdzie go, choćby i cały świat przebadał za życia. Dowód jest czymś, co może być zrozumiane i uznane przez obie strony, jeśli tylko uczestnicy debaty są wystarczająco bystrzy. Tymczasem z Twojego punktu widzenia dana osoba, choćby była nie wiem jak inteligentna nigdy nie zrozumie dowodu teisty, jeśli nie ma określonej woli. Wychodzi więc na to, że Twoja wolna wola kieruje Cię nie tylko w stronę przeświadczenia o istnienia boga, ale także w kierunku przekonania (rodem z biblii), że ów bóg zachowuje się w określony sposób, mianowicie wprowadza jakąś zasadniczą niemożność porozumienia się w zależności od woli dyskutantów (bóg ustępujący z drogi). Używanie słów (w tym przypadku takich jak dowód, argument) w jakimś innym sensie to rodzaj błędu logicznego.
dajmonion
|
|
|  | 1 na 1 | Martouf (59 punktów) |
>Jest to pewien argument z Twojej strony. Moim zdaniem odpowiedzią jest nierozumiana przez ludzi wolna wola i wolność wyboru."szukajcie a znajdziecie" mówi, że znajdziesz to, czego szukasz jak i nieznajdziesz tego, czego nie szukasz. Szukając Boga, znajdziesz wiele arumentów, żeby w niego wierzyć, natomiast nieszukając lub szukając przeciwnych, znajdziesz przeciwne jego istnieniu.
aha, czyli bog nas stworzyl dla zabawy - schowal sie i każe nam go szukac ale... dal nam tez wolnosc wyboru, czyli jak chcecie to we mnie wierzcie ale jak nie to... i tutaj powstaje sprzecznosc bo bog zaplanowal KARĘ dla tych, ktorym nie chce sie go szukac, mimo ze nie mają takiego obowiązku! Podsumowujac wolna wola polaga na wyborze pomiedzy oddaniem sie bogu a ogniem piekielnym. No fajną sobie staruszek zabawę wymyslił a do tego pakt z diabłem zawarł zamiast go zgładzic, cos w stylu: słuchaj szatan, jak jakas duszyczka nie bedzie mnie wychwalac tylko zyc sobie wygodnie tak jakby mnie nie bylo to ją sobie zabieraj do tego piekła. A tak w ogóle to polecam autora o pseudonimie Lucjan Ferus tutaj na portalu - nic tak nie zmusza do (logicznego) myslenia jak przeczytanie jego felietonów. Przepraszam za brak polskich znakow, pisze s ekranu dotykowego.
|
|
| |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >...do tego pakt z diabłem zawarł zamiast go zgładzic, cos w stylu: słuchaj szatan, jak jakas duszyczka nie bedzie mnie wychwalac tylko zyc sobie wygodnie tak jakby mnie nie bylo to ją sobie zabieraj do tego piekła.
Na to już wynaleźli interpretacje. Wg jednej z najnowszych (przyznam, że wreszcie rozsądnych w ramach ich norm oczywiście) doktryn, piekło to po prostu takie trwanie w wieczności bez tego ich Boga. Czyli nic specjalnego, po prostu wieczny bezsens. Przynajmniej nie ma ognia, jakkolwiek ponowocześnie dalej zniechęca w chęć wiary w tego ich (bądź co bądź) dalej tyrana. No ale człowiek chociaż pozostaje wolny i robi co sam uważa za stosowne, bez obowiązku non stop śpiewania chórów chwalebnych i lizania śmietany z kolan... Ja w każdym razie z dwojga ww. złego wolę przestać istnieć po śmierci, a nie męczyć się na wieki w ten czy inny sposób.
|
|
 | 1 na 1 | Damian Kamiński (216 punktów) | > > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Dlatego, że nie przekonano mnie, że istnieje. Podobnie jak nie przekonano mnie, że istnieje Wisznu, św. Mikołaj i transcendentalne istoty o kształcie trójkąta równoramiennego.A czy to nie jest przypadkiem tak, że trochę mieszamy "wiem że Bóg istnieje" z "wierzę że Bóg istnieje ?" Nie wypowiadam się co do istnienia / nieistnienia, nie mam stanowiska w tym temacie. Natomiast sądzę że ideą każdej wiary, jest wierzenie w istnienie czegoś pomimo braku niezbitych dowodów na fakt istnienia. Gdyby mnie ktoś przekonał że istnieje, przestał bym wierzyć a zaczął bym wiedzieć. Ja osobiście mam problem z wiarą jako taką, tam gdzie nie mam pewności posługuję się prawdopodobieństwem a nie wiarą czy nadzieją.
Chcę zrozumieć rzeczywistość ... Chcę być dobrym człowiekiem ... Chce by moje dzieci były lepsze ode mnie ...
|
|
11 na 11 | PhallusAngelus (331 punktów) | Do nie wierzenia w jakiegoś tam, nie wiadomo jakiego Boga, przekonali mnie Racjonaliści z tego portalu i Ockham. Szkoda czasu na jałowe spekulacje... Natomiast do niewiary w konkretnych bogów (np. Jahwe, Kriszna itp.) przekonali mnie sami ich wyznawcy, nie potrafiąc przedstawić nawet jednego sensownego argumentu na to, ze to ich Bóg istnieje.
|
|
 | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | > Do nie wierzenia w jakiegoś tam, nie wiadomo jakiego Boga, przekonali mnie Racjonaliści z tego portalu i Ockham. Szkoda czasu na jałowe spekulacje...> Natomiast do niewiary w konkretnych bogów (np. Jahwe, Kriszna itp.) przekonali mnie sami ich wyznawcy, nie potrafiąc przedstawić nawet jednego sensownego argumentu na to, ze to ich Bóg istnieje.Przekonali Cię inni.. hmm, czyli to podejście jest oparte na WIERZE w ludzkie słowa, czy nie tak ?  Ludzi, którzy rzekomo przebadali istnienie Boga, ludzi, którzy ledwo co pojmują prawa rządzące światem, a pojęli sens istnienia i stworzenia życia? Wierzysz w to ?  Możesz, bo masz wolną wolę, znajdziesz to, czego szukasz.  Co do drugiego zgadzam się, ale problem nawiązuje się do pierwszej części wypowiedzi. Ludzie wierzą innym ludziom, zamiast samemu poszukiwać i poznawać naturę Boga. Wtedy rodzą się ludzie, którzy mówią, że są wierzący, ale którzy nie znają Boga o którym mówią. Wypełniają tylko bezmyślnie rytuały. Pojawiają się ludzie, którzy poprzez swoją ignorancję na naukę, wpychają pojęcia Boga, jak wyjaśnienie wszystkiego, czego nie rozumieją, a czego zauważ, nie próbują zrozumieć. To jest wygodne życie mówiąc, że Bóg jest, bo jest, lub nie ma go, bo go nie można zmierzyć linijką. Ale mówić, że Bóg jest, bo inni mówią, że jest lub nie, bo mówią, że nie, jest też wygodne. Wolna wola co ?
|
|
|  | 4 na 4 | PhallusAngelus (331 punktów) | Chyba źle mnie zrozumiałeś. Ci "inni" nie przekonali mnie, że nie ma Boga, a jedynie, że nie ma żadnych, dostatecznie prawdopodobnych przesłanek na jego istnienie. Ba! Nie wiadomo nawet czego szukać, bo każdy pod nazwą "bóg" rozumie co innego.
Ps Gdyby nie "inni", to nie wiadomo czy sam wpadłbym na "koncepcję boga", ponieważ do codziennego życia, nie jest mi ona w niczym potrzebna. To niby czyją tę "naturę" i po co, mam szukać i poznawać? Sam tu niewiele wskóram, gdyż, jak pisał filozof: "Że wiara czasem uszczęśliwia, że szczęśliwość z pewnej idee fixe nie czyni jeszcze prawdziwej idei, że wiara gór nie przenosi, lecz owszem góry osadza tam, gdzie żadnych nie ma: o tym poucza nas przelotne przejście się przez dom wariatów."(F.Nietzsche)
|
|
| |  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | > Chyba źle mnie zrozumiałeś. Ci "inni" nie przekonali mnie, że nie ma Boga, a jedynie, że nie ma żadnych, dostatecznie prawdopodobnych przesłanek na jego istnienie. Ba! Nie wiadomo nawet czego szukać, bo każdy pod nazwą "bóg" rozumie co innego.> Ps> Gdyby nie "inni", to nie wiadomo czy sam wpadłbym na "koncepcję boga", ponieważ do codziennego życia, nie jest mi ona w niczym potrzebna. To niby czyją tę "naturę" i po co, mam szukać i poznawać? Sam tu niewiele wskóram, gdyż, jak pisał filozof:> "Że wiara czasem uszczęśliwia, że szczęśliwość z pewnej idee fixe nie czyni jeszcze prawdziwej idei, że wiara gór nie przenosi, lecz owszem góry osadza tam, gdzie żadnych nie ma: o tym poucza nas przelotne przejście się przez dom wariatów."(F.Nietzsche)> Wpadłbyś na tę koncepcję, nawet jakbyś był sam jeden na ziemi. Zapewniam Cię, prędzej czy później
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > Przekonali Cię inni.. hmm, czyli to podejście jest oparte na WIERZE w ludzkie słowa, czy nie tak ? Ludzi, którzy rzekomo przebadali istnienie Boga, ludzi, którzy ledwo co pojmują prawa rządzące światem, a pojęli sens istnienia i stworzenia życia? Wierzysz w to ? Możesz, bo masz wolną wolę, znajdziesz to, czego szukasz.  Szermujesz pojęciem wolnej woli od Boga danej od momentu wejścia na to forum, raczej bezmyślnie. Co się kryje za pojęciem wolnej woli wg Ciebie? Czy takie coś istnieje? Jeśli się zgodzisz ze mną, to pojęcie wolnej woli, mówiąc najprościej, określa niczym nie krępowaną wolę wyboru. Każda religia walczy o zawłaszczenie umysłów. Prawie jak prawo wolnego rynku. Każdy sprzedawca towaru zachęca potencjalnego klienta jak tylko może nawet idąc drogą łamania wolności wyboru. Przecież z tego żyje. Więc wszelkie chwyty dozwolone. A jak jest z tą wolną wolą daną przez Twojego Boga? Zasadniczym ograniczeniem wolnej woli (wyboru) jest przykazanie brzmiące: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Zakaz wyraźny. Granica, której przekroczenie grozi konsekwencjami gdzieś tam, kto z żyjących nie był jeszcze nawet na religijnej wycieczce i nie wie co to oznacza, nawet awangarda kościoła łącznie z najwyższym hierarchą. Tylko też mówią mając "ledwo co pojmując prawa rządzące światem, a pojęli sens istnienia i stworzenia życia" jak to cudownie ująłeś. Więc czym wobec Ciebie jest wolna wola dana od Boga? Widać, że masz wolną wolę tylko dociekać, przez całe życie, gdzie są dowody na istnienie Boga. Ciągłe szukanie niczego może rzeczywiście wpłynąć na umysłowość i sprowadzić przypadłość psychozy. Czy to o czym się wypowiadasz ma jaki sens? Jeśli pozwolisz, to tylko powiem, że tzw. wolnej woli nie ma. Jesteś zawsze krępowany przez społecznie akceptowalne normy współżycia. Nie masz całkowitej dowolności woli wyboru. Możesz być z wyboru przestępcą nie przystosowanym do społeczeństwa, ale prędzej czy później będziesz ukarany "tu i teraz", a nie gdzieś tam nie wiadomo gdzie. To jak u Ciebie z tym pojęciem wolnej (bez)woli danej od Boga?Dokładnie tak. Powiedz mi dlaczego chrzci się nieświadome jeszcze swego istnienia niemowlęta, nie czekając do czasu świadomego ich wyboru i zdolności wyrażania swojej wolnej woli (wg prawa określa się to uzyskania zdolności prawnej)? Coś źle mówię? To wyjaśnij mi ile lat miał Jezus biorąc chrzest? Był zdolny do czynności prawnych, czy też nieświadomym oseskiem? Ktoś wykorzystując jego nieświadomość za niego decydował, czy też Jezus zrobił to z własnej woli wyboru z całą świadomością? Pozdrawiam.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
20 na 20 | panTeista (6808 punktów) | Witam > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Brak śladów działalności bogów. Brzytwa Ockhama. Niezniszczalność materii/ energii, jej odwieczne bezprzyczynowe istnienie. Wiarygodność ewolucji. Wyłącznie ludzkie pochodzenie Biblii, to że jest ona kompilacją wierzeń wcześniejszych. Brak rozsądnych argumentów za istnieniem bogów. Pozdrawiam
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
 | -5 na 5 | Hejtibeats (210 punktów) | > Witam> >Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Brak śladów działalności bogów. Brzytwa Ockhama. Niezniszczalność materii/ energii, jej odwieczne bezprzyczynowe istnienie. Wiarygodność ewolucji. Wyłącznie ludzkie pochodzenie Biblii, to że jest ona kompilacją wierzeń wcześniejszych. Brak rozsądnych argumentów za istnieniem bogów.> Pozdrawiam> Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój RuchBrak śladów działalności bogów. - prawda lub nie, otrzymując wolną wolę od Boga, dar największy poza samym życiem, Bóg nie może w sposób jednoznaczny zejść i zrobić coś osobiście, ponieważ zaneguje nasz wybór i nie pozostawi wyboru, ale może działać pośrednio, pozostawiając wciąż wybór Brzytwa Ockhama. - dążenie do prostoty i jasności, popieram Niezniszczalność materii/ energii, jej odwieczne bezprzyczynowe istnienie. - kto wyjaśnił bezprzyczynowe istnienie materii, skąd słowo "bezprzyczynowe" skoro aby je zrozumieć należy rozumieć początki świata i znać na wylot jego konstrukcję lub żyć nieskończenie długo razem ze światem, który człowiek to poją, by głosić takie teorie ? : ) Wiarygodność ewolucji. - ewolucja nie jest zaprzeczeniem Boskiej konstrukcji, pomijając już luki tej teorii i brakujące ogniwa, jest potwierdzeniem jego doskonałości w tym co stworzył, jego wyższości intelektualnej nad swoim stworzeniem Wyłącznie ludzkie pochodzenie Biblii, to że jest ona kompilacją wierzeń wcześniejszych. - jest tam wiele ponadczasowych mądrości pisanych pod natchnieniem wiary, w każdej wierze jest część prawdy, ale ze względu na ludzi, którym zależało na wprowadzeniu zamieszania, a także ludzi, którzy wykorzystywali wiarę do polityki, wojen, prawda ta jest niejasna dziś, ale w czym problem, skoro mamy wolną wolę, Bóg nie przyjdzie i nie narzuci nam swojego istnienia, szukacie a znajdziecie : ) Brak rozsądnych argumentów za istnieniem bogów. - odpowiedzi na to pytanie udzieliłem na początku Panu/Pani Grimar - poza tym co oznacza rozsądny ? żebyśmy przeżyli pierwsze życie bez cierpienia, doświadczania bólu i mieli 100000000000000zł na koncie ? nie doceni życia, kto nie pozna śmierci : )
|
|
|  | 9 na 9 | panTeista (6808 punktów) | >głosić takie teorie ? : )
Niezniszczalność materii/ energii to nie teoria, a praktyka, doświadczenie.
>jego (Boga) wyższości intelektualnej nad swoim stworzeniem
Osobniki o wyższym intelekcie rozwijają się z osobników o niższym intelekcie. A więc Bóg nie mógł być wcześniej, niż wirusy, bakterie, grzyby itd.
>pod natchnieniem wiary,
Najpierw wymyślono bogów, a potem spisano mity o Nich. Bóg działa jedynie poprzez umysły ludzkie, sam nic nie może, gdyż jest postacią literacką/ wyimaginowaną.
>szukacie a znajdziecie : )
Ty znalazłeś? Jeżeli tak to gdzie?
>nie doceni życia, kto nie pozna śmierci : )
Nikt bliski Ci nie umarł? Ja śmierć poznałem, oraz to że życia pozagrobowego nie ma.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| |  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | > Niezniszczalność materii/ energii to nie teoria, a praktyka, doświadczenie.To prawda, ani Ty ani ja nie potrafimy tego zrobić. Z naszego punktu widzenia masz rację. > Osobniki o wyższym intelekcie rozwijają się z osobników o niższym intelekcie. A więc Bóg nie mógł być wcześniej, niż wirusy, bakterie, grzyby itd.Rozumiem, że według Twojej wiary wszystko trwa od nieskończoności i ewoluuje tak o sobie przypadkiem lub może był jakiś wybuch, czy coś ?  Co było przed bakteriami, i wirusami ? Nic ? Coś ?  > Najpierw wymyślono bogów, a potem spisano mity o Nich. Bóg działa jedynie poprzez umysły ludzkie, sam nic nie może, gdyż jest postacią literacką/ wyimaginowaną.To prawda, żadna religia w 100% nie jest w stanie oddać natury Boga, ale opisy te są w stanie skłonić do refleksji i dalszych poszukiwań. > Ty znalazłeś? Jeżeli tak to gdzie?Poznaję nieustannie poprzez świat i ludzi, Ty natomiast pewnie chciałbyś, żeby objawił Ci się osobiście, specjalnie dla Ciebie, bo jak się nie pojawi, to go nie ma. > Nikt bliski Ci nie umarł? Ja śmierć poznałem, oraz to że życia pozagrobowego nie ma.Mam prawie 30 lat, kilku ważnych ludzi już odeszło po drodze. Poznałeś śmierć i wróciłeś o tym opowiedzieć ? Co robisz na forum, z taką wiedzą ? A może przeżyłeś śmierć kliniczną, lecz nie doznałeś żadnych widzeń ?
|
|
| | |  | 4 na 4 | farmer (22440 punktów) |
>>Ty znalazłeś? Jeżeli tak to gdzie? >Poznaję nieustannie poprzez świat i ludzi, Ty natomiast pewnie chciałbyś, żeby objawił Ci się osobiście, specjalnie dla Ciebie, bo jak się nie pojawi, to go nie ma.
Matka Boska to może nie bóg ale się objawia. Na przykład w Medziugorie. Chyba nie czekasz aż Ci się objawi osobiście? Generalnie to mało mówi się o "Matce Bosce" a było nie było ma ona największe wstawiennictwo. Dziwią mnie przeto zupełnie rozmowy w których sprowadza się boga do czegoś. Skoro On się konkretnie nazywa ma syna,i jest też Duchem Św. Stworzył ten świat a potem go utopił z prawie wszystkimi ludźmi, będzie film w kinie zresztą ja idę. Na faktach w końcu. Biblia jest przecież pisana za natchnieniem boskim. A bóg to fakt tak mówią a nawet piszą.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Skoro On się konkretnie nazywa ma syna,i jest też Duchem Św.
Biblijny Duch Św. to inaczej po prostu wola Boga, jego działanie.
Dostrzegam istnienie Boga w odkryciach nauk ścisłych, uważam, że jest to zamierzony plan, ktoś inni uważa, że nie, natomiast co wnosi Twój prześmiewczy post do rozmowy?
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | farmer (22440 punktów) | >>Skoro On się konkretnie nazywa ma syna,i jest też Duchem Św. >Biblijny Duch Św. to inaczej po prostu wola Boga, jego działanie. >Dostrzegam istnienie Boga w odkryciach nauk ścisłych, uważam, że jest to zamierzony plan, ktoś inni uważa, że nie, natomiast co wnosi Twój prześmiewczy post do rozmowy? >
Jak prześmiewczy? Matka Boska to żart? Nie wierzysz w Matkę Boską którą widziało trzech pastuszków w Fatimie?
|
|
| | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Jak prześmiewczy? Matka Boska to żart? Nie wierzysz w Matkę Boską którą widziało trzech pastuszków w Fatimie?
Czemu naśmiewasz się z Pastuszków, no powiedz, co tam wyczytałeś w google, hmm ?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >>Jak prześmiewczy? Matka Boska to żart? Nie wierzysz w Matkę Boską którą widziało trzech pastuszków w Fatimie? >Czemu naśmiewasz się z Pastuszków, no powiedz, co tam wyczytałeś w google, hmm ?
Google? Matka Boska jest starsza niż internet. Ale jak tam, wierzysz w Matkę Boską co się objawiła? Bo zwlekasz.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | > >>Jak prześmiewczy? Matka Boska to żart? Nie wierzysz w Matkę Boską którą widziało trzech pastuszków w Fatimie?> >Czemu naśmiewasz się z Pastuszków, no powiedz, co tam wyczytałeś w google, hmm ?> Google? Matka Boska jest starsza niż internet. Ale jak tam, wierzysz w Matkę Boską co się objawiła? Bo zwlekasz.Ale google też jest wszechwiedzący, no co tam napisali o pastuszkach ?
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | farmer (22440 punktów) | > >>>Jak prześmiewczy? Matka Boska to żart? Nie wierzysz w Matkę Boską którą widziało trzech pastuszków w Fatimie?> >>Czemu naśmiewasz się z Pastuszków, no powiedz, co tam wyczytałeś w google, hmm ?> >Google? Matka Boska jest starsza niż internet. Ale jak tam, wierzysz w Matkę Boską co się objawiła? Bo zwlekasz.> Ale google też jest wszechwiedzący, no co tam napisali o pastuszkach ?  Ha ha wiedziałem, piszesz sobie o swoim bogu bo tak fajnie, bo go wszędzie widzisz ale Matka Boska i objawienia już stają się problemem. Nie przejmuj się są jeszcze objawienia maryjne z Medziugorie. Tu już jest problem bo sami wierzący mają dylematy. To jak z tą Matką Boską? Dlaczego nie wierzysz w Matkę Boską ? Może warto
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 8 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Ha ha wiedziałem, piszesz sobie o swoim bogu bo tak fajnie, bo go wszędzie widzisz ale Matka Boska i objawienia już stają się problemem.Nie jest problemem, dostosowuję jedynie odpowiedź do poziomu rozmówcy, skoro nic poza szyderstwem nie wynika z takich postów, nie wysilam się na odpowiedź. Zacząłeś od pastuszków, a więc napisz mi, że "amerykańscy supernaukowcy odkryli, że to była zbiorowa halucynacja - co o tym myślisz? (+ podajesz link do źródła)" i możemy jakoś rozmawiać, a jeżeli zakładasz, że jesteś kozak, bo masz internet i czytasz wszystkie wypociny antyreligijne, to możemy się pośmiać i zakończyć rozmowę  To jak rozmawiamy ze sobą, czy szydzimy z siebie ?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | farmer (22440 punktów) |
> To jak rozmawiamy ze sobą, czy szydzimy z siebie ?  Oczywisty problem wierzących, sprowadzić problem do uczuć. Pytanie jest proste, wierzysz w objawienia Maryjne. Zadajesz pytanie Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ? Może warto  To ja się pytam czy wierzysz w objawienia. I tu zaczynają się schody. Pytania o pastuszków, szyderstwo etc. Odbiegasz od pytania. Dlaczego nie uszanujesz Ateistów na tym portalu wiedząc że DRAŻNIĄ ich przynajmniej MNIE te ciągłe pytania o boga. Dlaczego, masz jakiś cel. Wpierw odpowiedz o Maryję jak chcesz dalej rozmawiać. Wiem że to problem bo wiara ludzi jest wybiórcza uznaniowa.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | Zdaje się że dla Świadków Jehowy Maryja tylko urodziła Syna Bożego i na tym jej rola się kończy. Nie może ona czynić cudów. Założyciel wątku nie pisze czy jest Ś.J. ale jego wykręty przed wypowiedzią na temat Bozi sugerują że nie jest katolikiem.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >...jego wykręty przed wypowiedzią na temat Bozi sugerują że nie jest katolikiem.
Jego wykręty w mojej opinii dowodzą raczej, że pan dyskutant trochę się przygotował. Mamy zapewne do czynienia z teistą, który przegrał setki dyskusji i się zapewne nauczył uczyć na swoich błędach. Pan dyskutant wybrał, więc typową dla teistów ścieżkę ewolucji. Teiści coraz mniej mówią o swoich bogach, bo zdają sobie sprawę, że to najprostsza droga do porażki. Na dodatek wiedzą, że jest jeden dogmat, którego muszą bronić:
Już w Starym Testamencie pod wspływem starszych i bardziej rozwiniętych kultur teiści podkreślają ważność dowodu. Jednak udają, że wymóg dowodu nie dotyczy Jahve - wymóg dowodu wg wyznawców Jahve dotyczy wszystkich innych.
Księga Izajasza największego mesjanistycznego proroka jest naszpikowana odwołaniami do potrzeby dowodu.
Pan dyskutant ciągle pisze jak najmniej o braku swoich argumentów i ciągle stara się przerzucić argumentację na drugą stronę. Już od pierwszego postu.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 5 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Pan dyskutant ciągle pisze jak najmniej o braku swoich argumentów i ciągle stara się przerzucić argumentację na drugą stronę. Już od pierwszego postu.
Ładny wywód, tylko gdybyś bardziej się skupił zamiast wymądrzać, zauważyłbyś, że przyszedłem tu pogadać, a nie nawracać, i że nie mam żadnych dowodów, które można zmierzyć linijką, natomiast mam wiarę, na podstawie tego co obserwuję, przy czym jak widać różnych ludzi te same wyniki badań skłaniają do różnych refleksji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >> Pan dyskutant ciągle pisze jak najmniej o braku swoich argumentów i ciągle stara się przerzucić argumentację na drugą stronę. Już od pierwszego postu. >Ładny wywód, tylko gdybyś bardziej się skupił zamiast wymądrzać, zauważyłbyś, że przyszedłem tu pogadać, a nie nawracać, i że nie mam żadnych dowodów, które można zmierzyć linijką, natomiast mam wiarę, na podstawie tego co obserwuję, przy czym jak widać różnych ludzi te same wyniki badań skłaniają do różnych refleksji.
1) Ciągle nie odnosisz się do pytań. Już kilku dyskutantów zwróciło Ci na to uwagę.
2) Jesteś wyznawcą schizmatyków boga Ela i wstydzisz się do tego przyznać.
3) Nie potrafisz powiedzieć czemu nie wierzysz w krasnoludki i inne nadprzyrodzone rzeczy. A przecież zgodnie z Twoją ideologią może warto ? :-D
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kwasigroch (100 punktów) |
> Pan dyskutant ciągle pisze jak najmniej o braku swoich argumentów i ciągle stara się przerzucić argumentację na drugą stronę. Już od pierwszego postu.
Zgadzam się, że przerzucenie argumentacji na drugą stronę nie jest w pełni uzasadnione. Z naukowego punktu widzenia powinno się najpierw udowadniać istnienie pewnej rzeczy ( np. Bóg), a nie udowadniać nieistnienie tejże rzeczy. Przykład: "Bóg istnieje, oto argumenty...", a nie "Bóg istnieje i udowodnij mi, że tak nie jest"
|
|
| | |  | 10 na 12 | panTeista (6808 punktów) | > >Niezniszczalność materii/ energii to nie teoria, a praktyka, doświadczenie.> To prawda, ani Ty ani ja nie potrafimy tego zrobić. Z naszego punktu widzenia masz rację.> >Osobniki o wyższym intelekcie rozwijają się z osobników o niższym intelekcie. A więc Bóg nie mógł być wcześniej, niż wirusy, bakterie, grzyby itd.> Rozumiem, że według Twojej wiary wszystko trwa od nieskończoności i ewoluuje tak o sobie przypadkiem lub może był jakiś wybuch, czy coś ? Co było przed bakteriami, i wirusami ? Nic ? Coś ?  Nie wszystko!!! lecz energia i materia trwa od nieskończoności w wiecznym ruchu, bez pierwszego poruszyciela. Związki chemiczne nieorganiczne i organiczne powstały na drodze przypadkowej syntezy organicznej. Związki chemiczne organiczne są nosicielami informacji, są protoplastami życia. Przewidywana pierwsza komórka jest o wiele prostsza niż współczesne bakterie, nie wymaga DNA, które może być zastępowane przez RNA, aparatu syntezy białek (RNA może pełnić funkcje enzymatyczną) ani zdolności syntezy istotnych substancji organicznych (które są dostępne w otoczeniu). Biogeneza była poprzedzona przez abiotyczną ewolucję materii, w wyniku której wytwarzają się autoreplikujące informację struktury. Inaczej mówiąc przekazywanie informacji na nowe pokolenia jest definiowalnym warunkiem początku biologicznej ewolucji. Początkowo rolę nośnika informacji pełnił TNA. TNA, jak i RNA oprócz właściwości nośnika informacji może mieć także katalityczną funkcję. Takie samoreplikujące się cząsteczki ewoluowały dalej mutując i wymieniając informację. Początek biogenezy był w mikroskali znikomo mało prawdopodobny, jednak biorąc pod uwagę ilość mikronisz (cały ocean prazupy) oraz czas, w którym mógł zaistnieć (miliony lat), jest prawdopodobne, że życie powstało na Ziemi. Pewne postępy uczyniono poprzez badania na drodze biochemicznej. Są pewne dane sugerujące, że pierwotny metabolizm mógł być oparty na pentozach, nie zaś na heksozach jak u organizmów współczesnych. Głównym argumentem jest, że większość najważniejszych związków chemicznych komórek, w szczególności związki energetyczne oraz kwasy nukleinowe, to pochodne pentoz, były więc one bardziej pierwotne od heksoz. Pierwsze organizmy nie zawierały DNA, i używały RNA zarówno w funkcjach wypełnianych współcześnie przez DNA, jak i w funkcjach enzymatycznych. Poprzedzały je organizmy zbudowane na bazie jeszcze prostszych cząsteczek analogicznych do RNA (np. TNA). Rybosomy, enzymy białkowe oraz mechanizm translacji RNA-białko nie występowały u pierwszych organizmów, lecz są wynikiem ewolucji. Pierwszym z argumentów za tym jest, że RNA może również pełnić funkcje enzymów i spotyka się je także u współczesnych organizmów. Drugim jest, że wiele organizmów posiada alternatywną ścieżkę syntezy peptydów, niezależną od rybosomów, jednak jest ona ograniczona jedynie do kilku bardzo prostych peptydów (rozmiarów rzędu 10 jednostek) i przypomina raczej syntezę innych związków chemicznych niż białek w rybosomach. Trzecim argumentem jest, że znaczenia trójek kodonów nie są ułożone przypadkowo, lecz w taki sposób, że mutacja powoduje zazwyczaj przejście do aminokwasu o podobnych właściwościach. Ewolucja, która doprowadziła do takiego ustawienia, musiała zachodzić w organizmach, w których rybosomowa synteza peptydów nie była kluczowa do istnienia, gdyż w przeciwnym wypadku praktycznie każda mutacja byłaby letalna. Wszystko wskazuje na to, że życie powstało, w ciągu kilkudziesięciu milionów lat od powstania płynnych oceanów na Ziemi. Możliwe jest też, że życie powstało w przestrzeni kosmicznej (zobacz: panspermia), skąd przybyło na Ziemię w postaci zarodników. Możliwe jest również, że powstało w środowisku odmiennym niż oceany. Obie możliwości jedynie dają życiu więcej czasu na powstanie. Wielu naukowców uważa, że powstanie życia nie tylko nie sprawia żadnych problemów, lecz stanowi jedynie dodatkowe potwierdzenie, że powstanie życia jest to proces, który w sprzyjających warunkach zachodzi z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Nie wiadomo, czy życie istnieje na innych planetach niż Ziemia. W Układzie Słonecznym dopuszcza się możliwość istnienia prymitywnych form życia na Marsie raczej w odległej przeszłości oraz księżycu Jowisza - Europie. > >Najpierw wymyślono bogów, a potem spisano mity o Nich. Bóg działa jedynie poprzez umysły ludzkie, sam nic nie może, gdyż jest postacią literacką/ wyimaginowaną.> To prawda, żadna religia w 100% nie jest w stanie oddać natury Boga, ale opisy te są w stanie skłonić do refleksji i dalszych poszukiwań.A gdzie i jak szukasz? W mitologiach rzekomo natchnionych? U Tomasza z Akwinu? Ja swoje postawy etyczne wolę opierać na proponowanych przez Simona Blackburna w książce "Sens dobra" > >Ty znalazłeś? Jeżeli tak to gdzie?> Poznaję nieustannie poprzez świat i ludzi,O świecie i ludziach wiadomo że są. Dziwne że pytania skąd wzięło się życie, nie odnosisz do Boga. Skąd wziął się Bóg? Potrafisz przyjąć że był zawsze ale że energia i materia w ruchu były zawsze, to Cię dziwi. > Ty natomiast pewnie chciałbyś, żeby objawił Ci się osobiście, specjalnie dla Ciebie, bo jak się nie pojawi, to go nie ma.Wolę sceptycyzm niż niepotrzebne mnożenie bytów. Jaką rolę w moim życiu miałby pełnić Bóg? Do niczego nie jest mi potrzebny. > >Nikt bliski Ci nie umarł? Ja śmierć poznałem, oraz to że życia pozagrobowego nie ma.> Mam prawie 30 lat, kilku ważnych ludzi już odeszło po drodze.Czyż śmierć lub kalectwo ukochanych osób nie jest źródłem cierpienia? Czy jest sens modlić się do rzekomo istniejącego Boga? > Poznałeś śmierć i wróciłeś o tym opowiedzieć ?To nie pierwsze moje życie lecz kolejna reinkarnacja.  > Co robisz na forum, z taką wiedzą ?Pomagam ludziom pozbyć się iluzji.  Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie wszystko!!! lecz energia i materia trwa od nieskończoności w wiecznym ruchu, bez pierwszego poruszyciela.
Skąd to wiesz?
Ale niech Ci będzie (roboczo)!
Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla nas za różnica...)? Byt który posiada tak dużą wiedzę, że jest dla nas bogiem, byt który wie jak żyć wiecznie, który wie jak przenieśc naszą swiadomość po śmierci ciała gdzieś, może do nieba własnie... itd...
Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda?
|
|
| | | | |  | 7 na 9 | panTeista (6808 punktów) | >>Nie wszystko!!! lecz energia i materia trwa od nieskończoności w wiecznym ruchu, bez pierwszego poruszyciela. >Skąd to wiesz?
To wynika z tego że jest niezniszczalna.
>Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, > który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może >już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla >nas za różnica...)?
Różnicę dla nas stanowi to czy oddziałuje na nas czy nie. Nic nie wskazuje na to żeby jakiś miłosierny i wszechmogący oddziaływał na ludzi. Należy brać pod uwagę także to że byty nie tylko powstają ale także ulegają zagładzie.
>Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda?
Nie jest pewne dlatego że życie nie rozwija się w stabilnych warunkach ale ulega zagładzie kosmicznej. Natomiast definicja słowa miłosierny i wszechmogący jest znana. Jeżeli nawet jakiś byt o inteligencji niewspółmiernie większej od ludzkiej istnieje to nie jest on miłosierny dla ludzi. Definicja miłosierdzia i wszechmocy wyklucza oddziaływanie takiego boga na ludzki świat. Nawet jeżeli jest niepojęty nie zmienia to definicji miłosierdzia.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Nie wszystko!!! lecz energia i materia trwa od nieskończoności w wiecznym ruchu, bez pierwszego poruszyciela. >>Skąd to wiesz? >To wynika z tego że jest niezniszczalna. OK, tak można wnioskować, bo przecież jak do tej pory niczego takiego nie doświadczyliśmy, ale:
1. Niezniszczalność przez nas obserwowana nie oznacza, że nie było "stworzenia" tego czegoś, co jest niezniszczalne. Pewnosci tutaj nie ma.
2. Cholera tam wie, co z tą materią i energią dzieje się w osobliwości? A co tuż przed BB? >>Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, >> który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może >już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla >nas za różnica...)? >Różnicę dla nas stanowi to czy oddziałuje na nas czy nie. Nic nie wskazuje na to żeby jakiś miłosierny i wszechmogący oddziaływał na ludzi. To oczywiście ważne, czy na nas oddziaływuje, ale nie decyduje to o tym czy istnieje, czy też nie. >Należy brać pod uwagę także to że byty nie tylko powstają ale także ulegają zagładzie. >>Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda? >Nie jest pewne dlatego że życie nie rozwija się w stabilnych warunkach ale ulega zagładzie kosmicznej. Zgadza się, warunki zmieniają się, ale nieskończonośc trwania materii i energii zapewnia, że w końcu trafią się takie wrunki, aby coś takiego mogło powstać. Po prostu to konsekwencja nieskończoności trwania. >Natomiast definicja słowa miłosierny i wszechmogący jest znana. Jeżeli nawet jakiś byt o inteligencji niewspółmiernie większej od ludzkiej istnieje to nie jest on miłosierny dla ludzi. Definicja miłosierdzia i wszechmocy wyklucza oddziaływanie takiego boga na ludzki świat. Nawet jeżeli jest niepojęty nie zmienia to definicji miłosierdzia. Byt taki nie jest miłosierny wg ludzkiej percepcji, dzisiaj. Gdy jednak dowiedziałbyś się o co bogu chodzi, to wówczas po zrozumieniu tego, mógłbyś nadal twierdzić iż bóg jednak Cię miłuje. To może być kwestia wiedzy, a nie definicji.
Gdyby ktoś kilka wieków temu twierdził, że coś może być jednocześnie w dwóch miejscach, to naukowcy nazwali by go wariatem, a teiści wietrzyli w tym cud albo diabła. Dzisiaj elektrony są jednoczesnie w wielu miejscach i przyjmujemy to za fakt. Nikogo nie obchodzi co było te kilka wieków temu. Umysł ludzki zrobił pewien krok i dziś wiemy, że to możliwe, ale te kilkaset lat temu był to absurd. I żadne stare definicje nie mają zastosowania, gdy zrobiliśmy już ten krok. Tak samo może być z tym paradoksem miłosierdzia i wszechmocy. stare definicje nie mają tutaj zastosowania, bo pojawią się nowe znaczenia.
Natomiast wg starej definicji i starej wiedzy, tak może być zawsze jak piszesz. Tak jak wg starego postrzegania świata, nie możliwe jest aby cokolwiek mogło być w kilku miejsach jednocześnie (poza ojcem Pio oczywiście).
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | > 1. Niezniszczalność przez nas obserwowana nie oznacza, że nie było "stworzenia" tego czegoś, co jest niezniszczalne. Pewnosci tutaj nie ma.> 2. Cholera tam wie, co z tą materią i energią dzieje się w osobliwości? A co tuż przed BB?Jeżeli nie muszę, to nie wstawiam dodatkowych bytów. Jeżeli czegoś nie wiem, to w miejsce niewiadomego nie wstawiam boga. > >Różnicę dla nas stanowi to czy oddziałuje na nas czy nie. Nic nie wskazuje na to żeby jakiś miłosierny i wszechmogący oddziaływał na ludzi.> To oczywiście ważne, czy na nas oddziaływuje, ale nie decyduje to o tym czy istnieje, czy też nie.Jeżeli istnieje a nie oddziałuje, to jego istnienie tyle znaczy co istnienie kosmitów. > >Nie jest pewne dlatego że życie nie rozwija się w stabilnych warunkach ale ulega zagładzie kosmicznej.> Zgadza się, warunki zmieniają się, ale nieskończonośc trwania materii i energii zapewnia, że w końcu trafią się takie wrunki, aby coś takiego mogło powstać. Po prostu to konsekwencja nieskończoności trwania.Jestem fideistą  ateistycznym: uznaję prymat wiary nad rozumem. Wierzę  że boga nie ma. > Byt taki nie jest miłosierny wg ludzkiej percepcji, dzisiaj.Ludzka percepcja to jedyna jaką dzisiaj znam. Są jeszcze objawienia ale moim objawieniem  jest że boga nie ma. > Gdy jednak dowiedziałbyś się o co bogu chodzi, to wówczas po zrozumieniu tego, mógłbyś nadal twierdzić iż bóg jednak Cię miłuje. To może być kwestia wiedzy, a nie definicji.Rzekomo objawiona "wiedza" biblijna zaprowadziła mnie do innego Jego postrzegania. > Umysł ludzki zrobił pewien krok i dziś wiemy, że to możliwe, ale te kilkaset lat temu był to absurd. I żadne stare definicje nie mają zastosowania, gdy zrobiliśmy już ten krok. Tak samo może być z tym paradoksem miłosierdzia i wszechmocy. stare definicje nie mają tutaj zastosowania, bo pojawią się nowe znaczenia.W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak czekać na zwrot mojego postrzegania. Maitrea Budda.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >1. Niezniszczalność przez nas obserwowana nie oznacza, że nie było "stworzenia" tego czegoś, co jest niezniszczalne. Pewnosci tutaj nie ma.> >2. Cholera tam wie, co z tą materią i energią dzieje się w osobliwości? A co tuż przed BB?> Jeżeli nie muszę, to nie wstawiam dodatkowych bytów.Gdyby tak tylko z musu je wstawiać to daleko byśmy nie zaszli... Czy ta zasada jest rodzajem dogmatu, czy czasem pozwalasz sobie na odejście od niej? > Jeżeli czegoś nie wiem, to w miejsce niewiadomego nie wstawiam boga.Słusznie, ja też tak nie czynię, byłoby to głupie. Równie głupie, wg mnie jest wykluczanie czegoś, gdy się nie wie. Tylko tyle. Pisałem wielokrotnie, że bóg jest dla mnie tylko jednym z wyjaśnień zaistnienia świata lub jednym z wniosków logicznych z obserwacji świata. Nie twierdzę, że istnieje, ale dostrzegam że może istnieć. Nazywam się teistą, bo to już wystarczy, dla Was. A skoro może istnieć (co staram się wykazać), to jest to dla mnie bardzo ciekawa alternatywa i się nią zajmuję. > >To oczywiście ważne, czy na nas oddziaływuje, ale nie decyduje to o tym czy istnieje, czy też nie.> Jeżeli istnieje a nie oddziałuje, to jego istnienie tyle znaczy co istnienie kosmitów.Mniej więcej tak. > >Zgadza się, warunki zmieniają się, ale nieskończonośc trwania materii i energii zapewnia, że w końcu trafią się takie wrunki, aby coś takiego mogło powstać. Po prostu to konsekwencja nieskończoności trwania.> Jestem fideistą ateistycznym: uznaję prymat wiary nad rozumem. Wierzę że boga nie ma.Uciekłeś od odpowiedzi na tę część postu. Nie dziwię się, musiałbyś przyznać, że to możliwe. Nie jest to jednak żadna ujma, skoro wnioskowanie jest prawidłowe, przy przyjętych założeniach. > >Byt taki nie jest miłosierny wg ludzkiej percepcji, dzisiaj.> Ludzka percepcja to jedyna jaką dzisiaj znam. Są jeszcze objawienia ale moim objawieniem jest że boga nie ma.Oczywiście, że to jedyna znana percepcja (inteligentna), ale przecież właśnie o to chodzi, że niepojęty bóg zmieni takową. > >Gdy jednak dowiedziałbyś się o co bogu chodzi, to wówczas po zrozumieniu tego, mógłbyś nadal twierdzić iż bóg jednak Cię miłuje. To może być kwestia wiedzy, a nie definicji.> Rzekomo objawiona "wiedza" biblijna zaprowadziła mnie do innego Jego postrzegania.Jak zdążyłeś dostrzec nie opeirałem się na tej "wiedzy" ale logicznym wnioskowaniu. Wg mnie to moje wnioskowanie jest spójne. > >Umysł ludzki zrobił pewien krok i dziś wiemy, że to możliwe, ale te kilkaset lat temu był to absurd. I żadne stare definicje nie mają zastosowania, gdy zrobiliśmy już ten krok. Tak samo może być z tym paradoksem miłosierdzia i wszechmocy. stare definicje nie mają tutaj zastosowania, bo pojawią się nowe znaczenia.> W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak czekać na zwrot mojego postrzegania.Może to nastąpić, ale jak obydwaj szacujemy, prawdopodobieństwo tego jest niskie.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Wg mnie to moje wnioskowanie jest spójne.I tym najbardziej logicznym i prawdziwym zdaniem (akcent lezy na "wg mnie"), ktore opuscilo Twoje usta zakonczmy p*****lenie o szope.. Jahwe  Wg Ciebie spojnie udowadniasz istnienie Twojego urojonego kolegi a wg. wszystkich innych praw fizyki, biologii, chemii, logiki lejesz wode i pleciesz trzy po trzy.
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Wg mnie to moje wnioskowanie jest spójne.> I tym najbardziej logicznym i prawdziwym zdaniem (akcent lezy na "wg mnie"), ktore opuscilo Twoje usta zakonczmy p*****lenie o szope.. Jahwe  > Wg Ciebie spojnie udowadniasz istnienie Twojego urojonego kolegi a wg. wszystkich innych praw fizyki, biologii, chemii, logiki lejesz wode i pleciesz trzy po trzy.Jakoś nikt, mimo starań, nie wykazał błędu w moim wnioskowaniu. Postaraj się, zamaist pisać takie tam ...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Jakoś nikt, mimo starań, nie wykazał błędu w moim wnioskowaniu. Postaraj się, zamaist pisać takie tam ...Alkoholik twierdzi, ze nie jest chory i moze w kazdej chwili przestac pic. Ty twierdzisz, ze nikt Ci bledu nie wykazal  Jak komus, kto a priori zaklada, ze ma racje mozna udowodnic, ze sie myli? To tak, jakbys Macierewiczowi chcial udowodnic, ze nie bylo zamachu  Tobie nawet Allah nie moglby udowodnic, ze Jahwe nie istnieje
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Jakoś nikt, mimo starań, nie wykazał błędu w moim wnioskowaniu. Postaraj się, zamaist pisać takie tam ...> Alkoholik twierdzi, ze nie jest chory i moze w kazdej chwili przestac pic.Nie mam sam takich doświadczeń, ale współczuję. > Ty twierdzisz, ze nikt Ci bledu nie wykazal  Tak. > Jak komus, kto a priori zaklada, ze ma racje mozna udowodnic, ze sie myli?Nie zakładam tak, wielokrotnie o tym pisałem i prosiłem o wykazanie błędu, Ty też możesz spróbować. > To tak, jakbys Macierewiczowi chcial udowodnic, ze nie bylo zamachu  Uuuuaaa! Ja wbrew Macierewiczowi jestem bezwzględnie logiczny. > Tobie nawet Allah nie moglby udowodnic, ze Jahwe nie istnieje  Nie wiadomo. Takie posty, jak ten Twój, odbieram jako bezradność argumentacyjną. Sprawa jest trudna, rozumiem, że moje wnioskowanie burzy Twój świat, ale nie martw się, skup się na racjonanych argumentach, może sobie poradzisz. Bogusławski jednak jest dużo lepszy, przynajmnniej linki jakieś podrzuca, to mi dostarcza nowych argumentów. A ty tylko taki nerwowy... pozdrawiam i cześć, bo jak rozumiem, nic tutaj już mądrego raczej nie napiszemy do siebie.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Pisałem wielokrotnie, że bóg jest dla mnie tylko jednym z wyjaśnień zaistnienia świata lub jednym z wniosków logicznych z obserwacji świata.> >>Zgadza się, warunki zmieniają się, ale nieskończonośc trwania materii i energii zapewnia, że w końcu trafią się takie wrunki, aby coś takiego mogło powstać. Po prostu to konsekwencja nieskończoności trwania.Tutaj wpadasz w sprzeczność, raz upatrujesz Boga jako praprzyczynę wszechświata z dalszymi konsekwencjami, a raz jako byt wykreowany przez ów wszechświat co już jest religijnie jakby mniej atrakcyjne  i daje racjonalne powody do sceptycyzmu. Wprawdzie jeśli ktoś twierdzi, że wszechświat (materia-energia) istnieje wiecznie, ten musi się liczyć i z argumentem możliwości wiecznej praprzyczyny wszechświata, albo utożsamiać jedno z drugim w światopoglądzie panteistycznym. W tym jednak wypadku nazwa Bóg traci sens, pojawia się Natura, której stosunek do człowieka jest idealnie obojętny. Jeśli ktoś potrzebuje w życiu pojęcia Boga to powinien go inaczej definiować. Bóg to kwestia definicji.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Tutaj wpadasz w sprzeczność, raz upatrujesz Boga jako praprzyczynę wszechświata z dalszymi konsekwencjami, a raz jako byt wykreowany przez ów wszechświat co już jest religijnie jakby mniej atrakcyjne i daje racjonalne powody do sceptycyzmu.Wg mnie są dwie możliwości: bóg jako praprzyczyna lub jako byt wykreowany przez wszcheświat, który istnieje bez przyczyny, a nie jednocześnie tak i tak. > Wprawdzie jeśli ktoś twierdzi, że wszechświat (materia-energia) istnieje wiecznie, ten musi się liczyć i z argumentem możliwości wiecznej praprzyczyny wszechświata, albo utożsamiać jedno z drugim w światopoglądzie panteistycznym. W tym jednak wypadku nazwa Bóg traci sens, pojawia się Natura, której stosunek do człowieka jest idealnie obojętny.Jeśli stoi się na stanowisku że wszechświat (materia-energia) istnieje wiecznie, nie musi on wówczas mieć przyczyny. > Jeśli ktoś potrzebuje w życiu pojęcia Boga to powinien go inaczej definiować.> Bóg to kwestia definicji.Też.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jan Rylew (3965 punktów) | >Wg mnie są dwie możliwości: bóg jako praprzyczyna lub jako byt wykreowany przez wszcheświat, który istnieje bez przyczyny, a nie jednocześnie tak i tak. OK, jako dwie odrębne możliwości, zgadza się.
Tylko teraz piszesz, bóg jako praprzyczyna (z małej litery - nomen omen) jeśli uprościsz to wyjdzie praprzyczyna lub po prostu przyczyna (jeśli taka w ogóle istnieje). Dlaczego przyczynę nazywać bogiem ? Skąd się wziął bóg ? Pewnie z potrzeby religijnej człowieka.
Jeśli zaś wszechświat wykreował inteligencję wielką i nadzwyczajną, co jest możliwe, to również przypisywanie jej cech ludzkich (dobroć, miłosierdzie, uczucia, wpływ na człowieka) i boskich stanowi wytwór fantazji ludzkiej, bo nie ma żadnej przesłanki by to czynić.
>>Jeśli ktoś potrzebuje w życiu pojęcia Boga to powinien go inaczej definiować. >>Bóg to kwestia definicji. >Też. Mnie się wydaje, że nie "też", a wyłącznie, ale chętnie zapoznam się z argumentem przeciwnym.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Karton.R (392 punktów) | > >>Nie wszystko!!! lecz energia i materia trwa od nieskończoności w wiecznym ruchu, bez pierwszego poruszyciela.> >Skąd to wiesz?> To wynika z tego że jest niezniszczalna.Wiek Wszechświata wynosi około 13,82 miliardów lat, nie trwa on od nieskończoności. www.youtube.com/watch?v=EjaGktVQdNgAntymateria+materia=nic Materia jest zniszczalna.
|
|
| | | | | | |  | | panTeista (6808 punktów) | >Wiek Wszechświata wynosi około 13,82 miliardów lat, nie trwa on od nieskończoności.
Wielki Wybuch był lokalnym końcem odwiecznej* inflacji kosmologicznej <=> lokalnym początkiem Naszego Wszechświata, stąd należałoby mówić analogicznie: Nasz WW.
Teoria inflacji kosmologicznej doczekała się przed miesiącem doświadczalnego potwierdzenia w danych z eksperymentu BICEP2, związanego z wykryciem pierwotnych fal grawitacyjnych wyemitowanych tuż po Naszym Wielkim Wybuchu - zgodnych z przewidywaniami modeli inflacyjnych. Potwierdzenie tych danych spodziewane jest w październiku, na bazie o wiele dokładniejszych danych z kosmicznej misji sondy PLANCK.
To wszystko oznacza, że mamy (co najmniej inflacyjny) Wieloświat! Nasz Wszechświat jest jednym z nieskończenie* wielu "wszechświatów bąbelkowych", a ponieważ proces Inflacji Kosmologicznej nie może się zatrzymać - a ponadto jest *najprawdopodobniej odwieczny - i prowadzi do nieskończonego podwajania 'czaso-przestrzenio-materii-energii'.
en.wikiped(*)thematical_universe_hypothesis
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | |  | | Karton.R (392 punktów) | >>Wiek Wszechświata wynosi około 13,82 miliardów lat, nie trwa on od nieskończoności. >Wielki Wybuch był lokalnym końcem odwiecznej* inflacji kosmologicznej <=>lokalnym początkiem Naszego Wszechświata, stąd należałoby mówić analogicznie: Nasz WW. >Teoria inflacji kosmologicznej doczekała się przed miesiącem doświadczalnego potwierdzenia w danych z eksperymentu BICEP2, związanego z wykryciem pierwotnych fal grawitacyjnych wyemitowanych tuż po Naszym Wielkim Wybuchu - zgodnych z przewidywaniami modeli inflacyjnych. Potwierdzenie tych danych spodziewane jest w październiku, na bazie o wiele dokładniejszych danych z kosmicznej misji sondy PLANCK. >To wszystko oznacza, że mamy (co najmniej inflacyjny) Wieloświat! Nasz Wszechświat jest jednym z nieskończenie* wielu "wszechświatów bąbelkowych", a ponieważ proces Inflacji Kosmologicznej nie może się zatrzymać - a ponadto jest *najprawdopodobniej odwieczny - i prowadzi do nieskończonego podwajania 'czaso-przestrzenio-materii-energii'. > en.wikiped(*)thematical_universe_hypothesis
Regressus ad infinitum. Zakładam, że kiedyś musiał powstać ten pierwszy wszechświat.
Jest to tylko hipoteza, w dodatku taka, której nigdy nie sprawdzimy, bo nie. Możemy podejrzewać, co "spowodowało" Wielki Wybuch oraz czy trwa to od nieskończoności, czy jest to długi proces, który kiedyś się zaczął, czy to my jesteśmy tym pierwszym wszechświatem. Teoria inflacji kosmologicznej nie wyklucza żadnej z tych możliwości.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Zakładam, że kiedyś musiał powstać ten pierwszy wszechświat. A skąd to założenie?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Kwasigroch (100 punktów) |
>Antymateria+materia=nic
Błąd! materia+antymateria=energia (którą da się "zamienić" na materię)
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla nas za różnica...)? Byt który posiada tak dużą wiedzę, że jest dla nas bogiem, byt który wie jak żyć wiecznie, który wie jak przenieśc naszą swiadomość po śmierci ciała gdzieś, może do nieba własnie... itd...> Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda?wyborcza.p(*)rzeniu_swiata___na_kredyt.htmlwww.eioba.pl/a/3rgy/skad-sie-wzial-wszechswiatwww.facebook.com/NowyAteizm/posts/208797132547495lubimyczytac.pl/ksiazka/80717/wielki-projektwww.wykop.(*)at-z-niczego-jak-dziala-swiat/@@@ .
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > .> >Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla nas za różnica...)? Byt który posiada tak dużą wiedzę, że jest dla nas bogiem, byt który wie jak żyć wiecznie, który wie jak przenieśc naszą swiadomość po śmierci ciała gdzieś, może do nieba własnie... itd...> >Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda?> wyborcza.p(*)rzeniu_swiata___na_kredyt.html> www.eioba.pl/a/3rgy/skad-sie-wzial-wszechswiat> www.facebook.com/NowyAteizm/posts/208797132547495> lubimyczytac.pl/ksiazka/80717/wielki-projekt> www.wykop.(*)at-z-niczego-jak-dziala-swiat/Logika, Panie Bogusławski logika! A ta jest nieubłagalna. Mocniejsza niż tysiące linków.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Logika, Panie Bogusławski logika!Jaka logika? Pańska logika, a kogo poza Panem i paroma Pańskimi przyjaciółmi ona przekonywuje. W zakresie stosowania logiki stosowanej przez naukę, jak na razie nie wykazał się Pan ani wiedzą na jej temat, ani umiejętnością zastosowania. Tak, wypowiada Pan tu wiele zdań logicznych: Zdaniem w sensie logicznym nazywamy takie zdanie oznajmujące, o którym możemy powiedzieć czy jest prawdziwe czy fałszywe i jeśli zdanie jest prawdziwe to ma wartość logiczną 1, a jeśli fałszywe 0. Innymi słowy zdaniem logicznym jest każde zdanie, o którym wiadomo czy to prawda czy bujda. Np. "Każda krowa jest zielona" jest zdaniem logicznym, o wartości 0 (w końcu ja na własne oczy widziałam kilka krów które zielone bynajmniej nie były...).
______________________ Taki człowieczek - nie aż tak dobrze jak Pan logikę znający - kiedyś tam napisał: Jeżeli znaczeniem zdania jest jego wartość logiczna, to wszystkie zdania prawdziwe mają to samo znaczenie, a wszystkie fałszywe też. Jak więc widać, w znaczeniu zdania wszystkie szczegóły ulegają zatarciu. Dlatego nie chodzi nam nigdy o samo znaczenie zdania; nie daje też jeszcze wiedzy sama myśl. Wiedzę daje dopiero myśl wraz ze swym znaczeniem, czyli ze swą wartością logiczną. Akt sądu można ująć jako przejście od myśli do jej wartości logicznej. Nie jest to żadna definicja. Sąd jest bowiem czymś jedynym w swoim rodzaju i do niczego przyrównać się nie daje. Można by powiedzieć, że sądem jest rozróżnianie części w wartości logicznej. Dokonuje się go, wracając do myśli. Każdy sens, który przynależy do danej wartości logicznej, odpowiadałby zatem innemu sposobowi rozkładania na czynniki. Słowa "część" używam przy tym w specjalnym rozumieniu. Przenoszę bowiem stosunek całości do części ze zdania na jego znaczenie, i mówię, że znaczenie słowa jest składnikiem znaczenia zdania, jeżeli słowo to jest składnikiem tego zdania. To zaś nie jest zwrot bez zarzutu. Wyraz część jest bowiem w przypadku znaczeń rozumiany tak, że całość wraz z jedną z części nie wyznaczają jeszcze części drugiej; w przypadku brył jest zaś inaczej. Potrzebne byłoby więc jakieś inne nazwanie. (...)
Od języka logicznie doskonałego (od logicznej ideografii) trzeba wymagać, by każde wyrażenie zbudowane jako nazwa ze znaków już wprowadzonych, i gramatycznie poprawne, oznaczało rzeczywiście jakiś przedmiot; oraz żeby nie wprowadzać żadnej nowej nazwy, nie zagwarantowawszy jej znaczenia. W podręcznikach logiki przestrzega się przed wieloznacznością wyrażeń jako źródłem błędów logicznych. Co najmniej równie potrzebne zdaje mi się ostrzeżenie przed nazwami pozornymi, które niczego nie oznaczają. Historii matematyki dobrze znane są błędy, jakie stąd powstawały. Równie łatwo wtedy - a może nawet łatwiej - o demagogiczne nadużycia, jak przy wyrazach wieloznacznych. Przykładem może być "wola ludu"; łatwo bowiem można się przekonać, że wyrażenie to nie ma żadnego powszechnie przyjętego znaczenia. Nie jest więc sprawą małej wagi, by to źródło błędów zamknąć raz na zawsze, przynajmniej w nauce. Nie będzie już miejsca na wątpliwości w rodzaju omówionych, gdy to, czy jakaś nazwa ma znaczenie, nie będzie zależeć od prawdziwości jakiejś myśli. /Gottlob Frege/ > A ta jest nieubłagalna.Czy antropomorfizacja według Szanownego Pana, to ta "nieubłagana" logika? > Mocniejsza niż tysiące linków.A co ma piernik do wiatraka? Chciałby Pan nam tu powiedzieć, iż Pan sprawniej posługuje się logiką od wybitnych współczesnych uczonych np. fizyków. Takie stwierdzenie to już nie tylko logicznie jest ciekawe, ale nie sposób o tym publicznie dyskutować. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Logika, Panie Bogusławski logika! >Jaka logika? Pańska logika, ... Przeprowadziłem pewien wywód logiczny, jeśli Pan uważa że jest błędny, z chęcią dowiem się na czym ów błąd polega.
Byłoby miło, aby zamiast odwoływania się do wszystkich mądrości świata, po prostu wykazał Pan że ja myślę nielogicznie.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Wywód logiczny: "Qui bibit, dormit, qui dormit, non peccat, qui non peccat, sanctus est, ergo: qui bibit, sanctus est." "Gramatyka idzie najpierw. Dbajmy o nią, choć zbytniej dbałości nie wymaga. Daje sobie radę sama. Potem idzie logika. Sąd powinien być dobrze pomyślany. Nie ufajmy efektownej formie - baczmy, by treść była prawdziwa i istotna. Retoryka idzie na końcu: uretorycznijmy to co logiczne". /J. Bralczyk/ Celem studiowania dziedziny, jaką jest logika jest zarówno przyswojenie sobie odpowiedniej aparatury logicznej i metodologicznej, która stanowi narzędzie niezbędne przy uprawianiu wszelkich dyscyplin naukowych, jak też osiągnięcie pewnej sprawności w zakresie jasnego, ścisłego, uporządkowanego myślenia i wypowiadania myśli, metodycznego stawiania i rozwiązywania zagadnień, dostatecznego uzasadniania proponowanych rozwiązań podętych problemów oraz rzeczowej argumentacji w dyskusji z innymi stanowiskami...____________________________________ Logika, Panie Bogusławski logika!> >>>Jaka logika? Pańska logika, ...> Przeprowadziłem pewien wywód logiczny, jeśli Pan uważa że jest błędny, z chęcią dowiem się na czym ów błąd polega.Gdzie? Ja odniosłem się tylko do poniższego wydumanego przez Pana pytania: Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas (może już niewszechmocny, ale prawie, może już nie wszechwiedzący, ale prawie, może już nie. ... ale ... a w sumie co to dla nas za różnica...)? Byt który posiada tak dużą wiedzę, że jest dla nas bogiem, byt który wie jak żyć wiecznie, który wie jak przenieśc naszą swiadomość po śmierci ciała gdzieś, może do nieba własnie... itd... Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda? i pokazałem (bez rozbierania na czynniki pierwsze tego steku bezsensownych bzdur) w linkach aktualną wiedzę naukową na ten temat. Wówczas nie wiedząc czemu odwołał się Pan do logiki: Logika, Panie Bogusławski logika! A ta jest nieubłagalna. Mocniejsza niż tysiące linków., a ja wykazałem - choćby tylko cytatem z Gottloba Frege'go, iż Pański wywód pozbawiony jest całkowicie sensu i żadna "Pańska logika" tu nie pomoże. > Byłoby miło, aby zamiast odwoływania się do wszystkich mądrości świata, po prostu wykazał Pan że ja myślę nielogicznie.Nie tylko ja się o to starałem, ale także wielu innych forumowiczów i okazuje się to zupełnie niemożliwym. "Każdy mgwa jest bgwa", czy "bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)." czyli definiowanie "nie wiadomo czego" "nie wiadomo czym" jest bezsensem, czy mówiąc kolokwialnie bzdurą i ma Pan prawo pisać, że Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń, ale nie ma Pan prawa oczekiwać, że takie bezsensowne poglądy podzielą z Panem inni. Nasze forum skierowane jest do racjonalistycznej inteligencji i chcąc kogoś tu przekonać należy przedstawiać racjonalne argumenty. Przykro mi, że nie potrafi Pan tego zrozumieć, ale ja naprawdę nic z tym począć nie mogę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | Panie Bogusławski, bądź Pan facetem z jajami i wykaż Pan błąd logiczny w rozumowaniu, nie zasłaniając się gramatyką, autorytetami i innymi mądrościami świata.
Plecie Pan tutaj od lat, że nie ma definicji boga, a zatem on nie istnieje. Takie wnioskowanie jest oczywistą bzdurą. Jednocześnie twierdzi Pan, że może istnieć jakaś "naprzyrodzoność", ale definicja takiej też zbyt doskonała nie jest. Pisze Pan, tak, jak Panu wygodniej (jak Panu światopogląd podpowiada), na drugim miejscu stawia Pan racjonalne podejście i logikę. A to już zahacza o fideizm, którego się Pan tak brzydzi.
Nieskończoność trwania materii i energii (z czym Pan się zgadza, przecież), skutkuje pewnością powstania bytu bardzo potężnego, który dla nas może być kimś w rodzaju boga.
Coś się Panu tutaj nie zgadza? Napisz Pan, co!
Zwróćcie uwagę drodzy czytelnicy, jak Pan Bogusławski manipuluje. Przytoczył kilka moich zdań, a potem do tego dopiął zdanie innego forumowicza ("Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń") jako niby moje, aby dokonać rzekomo dzieła ośmieszenia.
Taka jest Pańska uczciwość intelektualna. Tfu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Panie Bogusławski, bądź Pan facetem z jajamiPanie Brzostowski, do myślenia służą nie jaja, ale głowa (umysł) i to z głową tu trzeba mieć w porządku. Jaja przydają się do zupełnie innych rzeczy i chyba warto tu wspomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!"> i wykaż Pan błąd logiczny w rozumowaniu, nie zasłaniając się gramatyką, autorytetami i innymi mądrościami świata.Choćbym i chciał nie dam rady, gdyż nie można się w bezsensownej plątaninie niezrozumiałych (pustych treściowo) słów ani dopatrzeć się logiki, ani wykazać błędu w rozumowaniu. Cały Pański przytoczony tu wywód jest bezsensownym i z jakimkolwiek wywodem logicznym nie ma nic wspólnego. > Plecie Pan tutaj od lat, że nie ma definicji boga, a zatem on nie istnieje.Różne rzeczy tu plotę w przeciwieństwie do Pańskich mądrości, ale proszę konkretnie podać, gdzie napisałem, iż brak definicji (zresztą jakiej definicji, gdyż definicje religijne i religioznawcze sam tu podaję) jest dowodem nieistnienia. W przeciwieństwie do Pana wiem co piszę i jestem odpowiedzialnym za słowo. Pańskie próby zamataczenia kiepsko Panu wychodzą, gdyż nie potrafi Pan zrozumieć tego co ja piszę i inni racjonalistyczni forumowicze. > Takie wnioskowanie jest oczywistą bzdurą.Pod warunkiem, iż tak ktoś wnioskuje. > Jednocześnie twierdzi Pan, że może istnieć jakaś "naprzyrodzoność",Znowu Pan mataczy. Konkret proszę! Gdzie tak twierdzę? > ale definicja takiej też zbyt doskonała nie jest.A jaka jest? I definicji czego? Nadprzyrodzoności? Tak, to jedno z głupich (pustych znaczeniowo) pojęć metafizycznych. > Pisze Pan, tak, jak Panu wygodniej (jak Panu światopogląd podpowiada), na drugim miejscu stawia Pan racjonalne podejście i logikę.Oczywiście - o zgrozo! Piszę odwrotnie jak Pan, który pisze tak, jak mu niewygodnie. Tak, proszę Szanownego Pana, piszę zgodnie z własnymi przekonaniami i poglądami, a tym bliski jest racjonalizm światopoglądowy i sceptycyzm naukowy. Logika jest tylko narzędziem intelektualnym - jednym z wielu - jakimi posługują się ludzie. Według mnie daję sobie radę sprawnie posługiwać tym narzędziem, zaś Panu to jakoś nie bardzo wychodzi. > A to już zahacza o fideizm, którego się Pan tak brzydzi.Gdzie napisałem, iż brzydzę się fideizmem? Znowu Pan bredzi. > Nieskończoność trwania materii i energii (z czym Pan się zgadza, przecież),Nie do końca, gdyż dla mnie najistotniejszymi są ustalenia nauki, a ta tu nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania. Niektórzy twierdzą, że od "wielkiego wybuchu", a inni mówią, że "wielki wybuch", to jeden z etapów cyklu. > skutkuje pewnością powstania bytu bardzo potężnego, który dla nas może być kimś w rodzaju boga.Skąd ten wniosek, a jeszcze pewność? Ten wywód jest nie tylko pozbawiony logiki, to wytwór chorego umysłu. Logika służy do przeprowadzania rozumowań niezawodnych tj. takich, które od prawdziwych przesłanek prowadzą zawsze do prawdziwych wniosków. U Pana ani przesłanki, ani wyprowadzone z nich wnioski nie są prawdziwe i niech Pan sobie z poważnych ludzi jaj nie robi. > Coś się Panu tutaj nie zgadza? Napisz Pan, co!Ani nie ma tu wyjaśnienia przyczyn, ani skutków? Nie wiem dlaczego Pan używa tu formy "nas"? Nie wiem, co tu znaczy "bóg", a tym bardziej "coś w rodzaju boga". Nie wiem, co to znaczy "wszechmocny" i "wszechwiedzący"? Ignotum per ignotum. To jest bełkot! Jeżeli Gottlob Frege nie zdołał Panu tego wytłumaczyć, to cóż ja biedny mogę. Pan na wszelkie argumenty przeczącej Pańskiej wierze jest całkowicie nieprzemakalnym. To taki typ, a ten typ tak ma. > Zwróćcie uwagę drodzy czytelnicy, jak Pan Bogusławski manipuluje. Przytoczył kilka moich zdań, a potem do tego dopiął zdanie innego forumowicza ("Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń") jako niby moje, aby dokonać rzekomo dzieła ośmieszenia. Przepraszam, rzeczywiście pomyliłem się (zmylił mnie zielony kolor, choć to nie było po kilka zdań, a tylko jedno Pańskie {niby definicja} oraz jedno zdanie pana Ślusarskiego {które można tu odrzucić nie zmieniając sensu całej mojej wypowiedzi}) można też zamienić go na zdanie już na pewno Pańskie: A czy wiara w Jahwe, Allaha, FSM, Zeusa, czy co tam jeszcze nie jest swoistym rodzajem marzenia? Istnienia Boga, o ile On sam się nie ujawni i nie objawi nam swojej istoty, nie da się udowodnić w sensie naukowym, a przynajmniej dotychczas nikt się do tego nawet nei zbliżył, ale niech się Pan nie martwi, nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. > Taka jest Pańska uczciwość intelektualna. Tfu.Zanim Pan zacznie opluwać innych warto zerknąć do lusterka, ja się pomyliłem i przeprosiłem, nie było w tym żadnej świadomej manipulacji, a Pan wielokrotnie świadomie moimi tekstami manipuluje. Nawet w tym poście, do którego się tu odnoszę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > .> >Panie Bogusławski, bądź Pan facetem z jajami> Panie Brzostowski, do myślenia służą nie jaja, ale głowa (umysł) i to z głową tu trzeba mieć w porządku. Jaja przydają się do zupełnie innych rzeczy i chyba warto tu wspomnieć zawołanie Andrzeja Mleczki - "Obywatelu nie pieprz bez sensu!">Nie wiem czy Pan się orientuje, ale jaja nie biorą udziału w procesie o którym Pan z taką radością pisze. Nawet więcej, one się po prostu obijają. i wykaż Pan błąd logiczny w rozumowaniu, nie zasłaniając się gramatyką, autorytetami i innymi mądrościami świata. > Choćbym i chciał nie dam rady, gdyż nie można się w bezsensownej plątaninie niezrozumiałych (pustych treściowo) słów ani dopatrzeć się logiki, ani wykazać błędu w rozumowaniu.> Cały Pański przytoczony tu wywód jest bezsensownym i z jakimkolwiek wywodem logicznym nie ma nic wspólnego.Szanowny Panie, o bogu, pisze się od tysięcy lat, piszą filozofowie, mędrcy, naukowcy, także na tym portalu, każdy jakoś tam tego boga sobie przedstawia, nawet Pan o nim pisał, mimo, że definicji dobrej nie ma. Tylko jakoś to co akurat ja piszę, w kontekście istnienia boga Pana drażni i wyciąga Pan armaty o braku definicji, itd... Większość myślicieli też nie potrafi boga zdefiniować i jakoś piszą... Tylko ja Pana szanownego denerwuję, głównie zapewne tym, iż staram się wykazać, że bóg może w ogóle istnieć. Gdybym pisał tutaj zgodnie z Pana poglądami, to by się Pan nawet nie zająknął o definicję tegoż boga. Tak to jest, gdy światopogląd stoi przed racjonalizmem. > >Plecie Pan tutaj od lat, że nie ma definicji boga, a zatem on nie istnieje.> Różne rzeczy tu plotę...Zamiast bawić się w szukanie cytatów, pytanie do Pana: 1. Czy bóg rozumiany jako "jakaś tam", ale bardzo potężna, świadoma siła (brak definicji, lub bardzo ona marna) może istnieć czy nie? TAK czy NIE? > W przeciwieństwie do Pana wiem co piszę i jestem odpowiedzialnym za słowo. Pańskie próby zamataczenia kiepsko Panu wychodzą, gdyż nie potrafi Pan zrozumieć tego co ja piszę i inni racjonalistyczni forumowicze.Pytanie nr 2: 2. Czy wg Pana może istnieć nadprzyrodzoność? Proszę podać własną definicje, jesli Pan chce. TAK czy NIE? > A jaka jest? I definicji czego? Nadprzyrodzoności? Tak, to jedno z głupich (pustych znaczeniowo) pojęć metafizycznych.Sam Pan o takowej pisał. > Oczywiście - o zgrozo! Piszę odwrotnie jak Pan, który pisze tak, jak mu niewygodnie.> Tak, proszę Szanownego Pana, piszę zgodnie z własnymi przekonaniami i poglądami, a tym bliski jest racjonalizm światopoglądowy i sceptycyzm naukowy. Logika jest tylko narzędziem intelektualnym - jednym z wielu - jakimi posługują się ludzie. Według mnie daję sobie radę sprawnie posługiwać tym narzędziem, zaś Panu to jakoś nie bardzo wychodzi.Stawia Pan światopogląd przed racjonalnym oglądem i logiką, takie mam wrażenie, gdy czytam pańskie posty. > Gdzie napisałem, iż brzydzę się fideizmem? Znowu Pan bredzi.Tak wynika z pańskich postów. > >Nieskończoność trwania materii i energii (z czym Pan się zgadza, przecież),> Nie do końca, gdyż dla mnie najistotniejszymi są ustalenia nauki, a ta tu nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania. Niektórzy twierdzą, że od "wielkiego wybuchu", a inni mówią, że "wielki wybuch", to jeden z etapów cyklu.Tutaj też się zgadzamy ze sobą. > > skutkuje pewnością powstania bytu bardzo potężnego, który dla nas może być kimś w rodzaju boga.> Skąd ten wniosek, a jeszcze pewność? Ten wywód jest nie tylko pozbawiony logiki, to wytwór chorego umysłu. Logika służy do przeprowadzania rozumowań niezawodnych tj. takich, które od prawdziwych przesłanek prowadzą zawsze do prawdziwych wniosków. U Pana ani przesłanki, ani wyprowadzone z nich wnioski nie są prawdziwe i niech Pan sobie z poważnych ludzi jaj nie robi."Wykazał" Pan właśnie, że wszyscy naukowcy oraz filozofowie, którzy się mylili, a prowadzili logiczne rozumowania mieli chore umysły. To co Pan napisał, po prostu mnie osłabiło... > >Coś się Panu tutaj nie zgadza? Napisz Pan, co!> Ani nie ma tu wyjaśnienia przyczyn, ani skutków? Nie wiem dlaczego Pan używa tu formy "nas"? Nie wiem, co tu znaczy "bóg", a tym bardziej "coś w rodzaju boga". Nie wiem, co to znaczy "wszechmocny" i "wszechwiedzący"? Ignotum per ignotum. To jest bełkot! Jeżeli Gottlob Frege nie zdołał Panu tego wytłumaczyć, to cóż ja biedny mogę. Pan na wszelkie argumenty przeczącej Pańskiej wierze jest całkowicie nieprzemakalnym. To taki typ, a ten typ tak ma.Oczekuje Pan ode mnie rzeczy niemożliwych. Pisałem już wielokrotnie, tutaj, że ludzie, w tym naukowcy, dotykając pojęcia "neiskończoność" są bezradni. Cała teoria BB to wg Pana "bełkot"? Bo tam też jest pojęcie nieskończoności. To cecha naszej nauki i naszego, ludzkiego rozumowania - tam gdzie mówimy o nieskończoności, tam się gubimy proszę Pana. Nie jest to jednak żaden powód, aby nie podejmować takich zagadnień. Bo niby czemu? > >Zwróćcie uwagę drodzy czytelnicy, jak Pan Bogusławski manipuluje. Przytoczył kilka moich zdań, a potem do tego dopiął zdanie innego forumowicza ("Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń") jako niby moje, aby dokonać rzekomo dzieła ośmieszenia.> Przepraszam, ...Przyjmuję. > >Taka jest Pańska uczciwość intelektualna. Tfu.> Zanim Pan zacznie opluwać innych warto zerknąć do lusterka, ja się pomyliłem i przeprosiłem, nie było w tym żadnej świadomej manipulacji, a Pan wielokrotnie świadomie moimi tekstami manipuluje. Nawet w tym poście, do którego się tu odnoszę.I ja przeprosiny przyjąłem, chociaż w pierwszym odruchu byłem pewien że zrobił to Pan umyślnie. > Miłego dnia.Wzajemnie
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Pisałem już wielokrotnie, tutaj, że ludzie, w tym naukowcy, dotykając pojęcia "nieskończoność" są bezradni.
Brzostowski, pomijając rachunek różniczkowy, całkowy i całą analizę matematyczną, czy Ty chociaż o liczbach niewymiernych, rzeczywistych i ciągach liczbowych słyszałeś? Czy Ty w ogóle maturę z matematyki zdałeś?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Pisałem już wielokrotnie, tutaj, że ludzie, w tym naukowcy, dotykając pojęcia "nieskończoność" są bezradni. >Brzostowski, pomijając rachunek różniczkowy, całkowy i całą analizę matematyczną, czy Ty chociaż o liczbach niewymiernych, rzeczywistych i ciągach liczbowych słyszałeś? Czy Ty w ogóle maturę z matematyki zdałeś?
Dla Twojej informacji: matury z matematyki nie zdawałem, ale rachunek różniczkowy, całkowy i analizę matematyczną miałem na przyzwoitym akademickim poziomie.
Czy to zmieniło nieskończoną gęśtosc osobliwosci w skończoną?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > ... rachunek różniczkowy, całkowy i analizę matematyczną miałem na przyzwoitym akademickim poziomie.
No to nie pisz, że "naukowcy, dotykając pojęcia "nieskończoność" są bezradni", bo podobno sam potrafisz używać tego pojęcia "na przyzwoitym akademickim poziomie".
> Czy to zmieniło nieskończoną gęstość osobliwości w skończoną?
Nieskończona gęstość na początku Wielkiego Wybuchu jest jedynie matematycznym modelem. Faktyczna gęstość była niewątpliwie skończona. Można to powiedzieć o wszelkich nieskończonościach: są one jedynie idealizacjami matematycznymi, które w rzeczywistym świecie nie występują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> ... rachunek różniczkowy, całkowy i analizę matematyczną miałem na przyzwoitym akademickim poziomie. >No to nie pisz, że "naukowcy, dotykając pojęcia "nieskończoność" są bezradni", bo podobno sam potrafisz używać tego pojęcia "na przyzwoitym akademickim poziomie". Są bezradni. >> Czy to zmieniło nieskończoną gęstość osobliwości w skończoną? >Nieskończona gęstość na początku Wielkiego Wybuchu jest jedynie matematycznym modelem. Faktyczna gęstość była niewątpliwie skończona. Można to powiedzieć o wszelkich nieskończonościach: są one jedynie idealizacjami matematycznymi, które w rzeczywistym świecie nie występują. Skąd wiesz lub na podstawie czego przypuszczasz, że faktyczna gęstość była skończona?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Są bezradni...> Skąd wiesz...Znowu przypomniałeś mi ten dowcip: - Doktorze, chyba mam zanik pamięci. - A od kiedy? - Co od kiedy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie wiem czy Pan się orientuje, ale jaja nie biorą udziału w procesie o którym Pan z taką radością pisze.Znowu Pan swoje fantomy zwala na innych. Mało mnie ten temat na poważnym forum interesuje czemu dałem wyraz, ale Pan jak zwykle niewiele zrozumiał. > >>>Cały Pański przytoczony tu wywód jest bezsensownym i z jakimkolwiek wywodem logicznym nie ma nic wspólnego.> Szanowny Panie, o bogu, pisze się od tysięcy lat, piszą filozofowie, mędrcy, naukowcy,Tak, tylko co to ma wspólnego z Pańską wypowiedzią? > także na tym portalu, każdy jakoś tam tego boga sobie przedstawia,Tak, "jakoś tam" różni ludzie różnie sobie świat nadprzyrodzony przedstawiają, tylko co z tego wynika? To poważne forum i trzeba wiedzieć co się wypisuje. > nawet Pan o nim pisał,Tak, nawet Pan w sierpniu 2012 r zechciał dokonać pewnego wyboru moich wypowiedzi "o bogu" w określonym kontekście: www.racjon(*).php/z,0/d,33/s,506302#w514675 Choć pisałem też wiele o Bogu/bogach i całym bogactwie nadprzyrodzonego świata w innych kontekstach. > mimo, że definicji dobrej nie ma.Wyżej napisałem - zresztą jakiej definicji, gdyż definicje religijne i religioznawcze sam tu podaję - co nie doczytał Pan czy nie zrozumiał? > Tylko jakoś to co akurat ja piszę, w kontekście istnienia boga Pana drażni i wyciąga Pan armaty o braku definicji, itd...Gdyż akurat Pan wypisuje na ten temat niemożebne bzdury. Plącze Pan konwencje i porządki. Przenosi Pan intelektualne siano na publiczne forum i domaga się publicznej dyskusji na wydumanych przez Pana zasadach i wszelkie próby wyjaśnienia Panu merytorycznych, a także logicznych błędów Pan traktuje jako osobisty atak na siebie. > Większość myślicieli też nie potrafi boga zdefiniować i jakoś piszą...No i znowu Pan bzdury opowiada. Jaka większość jakich myślicieli. Teologowie to chyba wszyscy o Bogu piszą, a to nie wszyscy gdyż są jeszcze różni filozofowie religii oraz myśliciele, którzy uprawiają metafizykę (moim zdaniem wyspekulowane bzdury, ale przynajmniej wiedzą co piszą i w określonej konwencji jest to sensowne i logicznie spójne). Jest też spory wachlarz nauk społecznych, w których bóg jest przedmiotem rozważań i jest nauka przyrodnicza - jaką jest część medycyny, psychiatria, która poważnie bogiem się zajmuje. Jeżeli piszę, że nie ma nie tylko Boga, ale nawet jego definicji, to zaznaczam, że dotyczy to nauk przyrodniczych - przez Anglosasów określanych science. Poczytaj Pan co tu piszę i postaraj się Pan zrozumieć zamiast wypisywania tego co Pan myśli, iż ja myślę. Całkowite bzdury na temat moich poglądów to Pan tu ciągle wypisuje. > Tylko ja Pana szanownego denerwuję, głównie zapewne tym, iż staram się wykazać, że bóg może w ogóle istnieć.Zapewniam Pana, iż żadne poglądy nie są w stanie mnie zdenerwować, choć przyznaję, że irytuje mnie głupota, szczególnie taka uporczywa, całkowicie nieprzemakalna na jakąkolwiek argumentację, ale przecież Pana to nie dotyczy. Tak, dla mnie zakładanie istnienie jakiegokolwiek Boga w świetle dorobku nauk przyrodniczych jest żenującym absurdem, ale znam bardzo wielu mądrych ludzi, którzy w takiego wydumanego stwora wierzą i starają się tą swoją wiarę jakoś tam zracjonalizować. Nie, zgadzam się np. z Życińskim, czy Hellerem, ale ich za głupców nie uważam. Może Pan sobie ich wywody poczyta i postara się z nich coś zrozumieć. Mogę podać Panu sporą listę pozycji poważnych obrońców teizmu z mojej domowej biblioteczki, tylko po co, gdy Pan się i tak za najmądrzejszego uważa. > Gdybym pisał tutaj zgodnie z Pana poglądami, to by się Pan nawet nie zająknął o definicję tegoż boga.Może, gdyby Pan pisał....? Tyle tylko, że Pan nawet nie jest w stanie pojąć moich poglądów, ja natomiast starałem się przez wiele lat poznać i zrozumieć myśli wielkich obrońców istnienia Boga i odrzuciłem ich koncepcje dopiero po przemyśleniach. Dlatego też wiem o czym piszę. Nie da rady, Szanowny Panie, przenieść definicji filozoficznych, religijnych, religioznawczych na grunt nauk przyrodniczych, gdyż to co tam się broni, tu bzdurą się staje i wybitni myśliciele religijni już dawno to zauważyli. Poczytaj Pan sobie ich trochę zamiast wypisywania tu bzdur. Naprawdę, gdy Pan w miarę normalnie się zapyta pomogę nawet Panu ugruntować i umotywować Pański światopogląd, ale wskazanych przeze mnie publikacji już za Pana już nie przeczytam i nie zrozumiem. CDN. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: No właśnie, ułożył Pan sobie teścik dla idiotów i chce mnie Pan przepytać.> Zamiast bawić się w szukanie cytatów, pytanie do Pana:> 1. Czy bóg rozumiany jako "jakaś tam", ale bardzo potężna, świadoma siła (brak definicji, lub bardzo ona marna) może istnieć czy nie?Zupełnie nie rozumiem pytania? > 2. Czy wg Pana może istnieć nadprzyrodzoność?Odpowiadałem na to pytanie wielokrotnie. Może Pan sobie znaleźć odpowiedź we własnym (wyżej zalinkowanym) zbiorze cytatów Bogusławskiego. > >>>Tak, to jedno z głupich (pustych znaczeniowo) pojęć metafizycznych.> Sam Pan o takowej pisał.Tak, pisałem też o bogach, diabłach, duchach i tym podobnych stworach. > Stawia Pan światopogląd przed racjonalnym oglądem i logiką, takie mam wrażenie, gdy czytam pańskie posty.Zupełnie nie ponoszę odpowiedzialności za Pańskie wrażenia. Natomiast ja nie rozumiem co Pan w wyższym zdaniu chciał powiedzieć? Zarzuca Pan mi nieracjonalność i brak logiki? Brawo! Ale z tego zdania wynika, że nie rozumie Pan terminu światopogląd, a to niedobrze używać terminologii, której się nie rozumie. Zawsze lepiej sprawdzić. > >>>Gdzie napisałem, iż brzydzę się fideizmem? Znowu Pan bredzi.> Tak wynika z pańskich postów.Znowu Pan lepiej wie co inni myślą i co chcieli przez swoją wypowiedź przekazać. > Nieskończoność trwania materii i energii (z czym Pan się zgadza, przecież),> >>>Nie do końca, gdyż dla mnie najistotniejszymi są ustalenia nauki, a ta tu nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania. Niektórzy twierdzą, że od "wielkiego wybuchu", a inni mówią, że "wielki wybuch", to jeden z etapów cyklu.> Tutaj też się zgadzamy ze sobą.Raczej to niemożliwe: www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575832www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,498353#w500277Pan Brzostowski: skutkuje pewnością powstania bytu bardzo potężnego, który dla nas może być kimś w rodzaju boga.Bogusławski: Skąd ten wniosek, a jeszcze pewność? Ten wywód jest nie tylko pozbawiony logiki, to wytwór chorego umysłu. Logika służy do przeprowadzania rozumowań niezawodnych tj. takich, które od prawdziwych przesłanek prowadzą zawsze do prawdziwych wniosków. U Pana ani przesłanki, ani wyprowadzone z nich wnioski nie są prawdziwe i niech Pan sobie z poważnych ludzi jaj nie robi.> "Wykazał" Pan właśnie, że wszyscy naukowcy oraz filozofowie, którzy się mylili, a prowadzili logiczne rozumowania mieli chore umysły. To co Pan napisał, po prostu mnie osłabiło...Ma Pan rzeczywiście bogatą wyobraźnię i potrafi Pan robić nawet za wszystkich naukowców oraz filozofów. Przykro mi, ale Pańskie wywody - w moim odbiorze - nie mają się nijak do wywodów ludzi lepiej rozgarniętych - nie mówiąc już o profesjonalistach. Ja nie wiem, czy Pan jest chory, ale to co Pan tu wypisuje jest na pewno chore. Mnie to jednak nie osłabia, gdy sam Pan siebie ośmiesza. Widocznie już tak Pan musi. > Coś się Panu tutaj nie zgadza? Napisz Pan, co!> >>>Ani nie ma tu wyjaśnienia przyczyn, ani skutków? Nie wiem dlaczego Pan używa tu formy "nas"? Nie wiem, co tu znaczy "bóg", a tym bardziej "coś w rodzaju boga". Nie wiem, co to znaczy "wszechmocny" i "wszechwiedzący"? Ignotum per ignotum. To jest bełkot! Jeżeli Gottlob Frege nie zdołał Panu tego wytłumaczyć, to cóż ja biedny mogę. Pan na wszelkie argumenty przeczącej Pańskiej wierze jest całkowicie nieprzemakalnym. To taki typ, a ten typ tak ma.> Oczekuje Pan ode mnie rzeczy niemożliwych.Nie oczekuję od Pana niczego, a jeżeli już to aby Pan ewidentnych bzdur tu nie wypisywał. > Pisałem już wielokrotnie, tutaj, że ludzie, w tym naukowcy, dotykając pojęcia "neiskończoność" są bezradni.Tak, pisał Pan tu bardzo dużo i wypisywał Pan tu przeróżne Pańskie wymysły i wobec ich fantastycznej neiskończoności stajemy się (nie tylko ja) często bezradni. > Cała teoria BB to wg Pana "bełkot"?A skąd Pan ten pomysł powziął? Znowu Pan lepiej niż ja wie co ja myślę. > Bo tam też jest pojęcie nieskończoności.Znam ten termin, a gdybym nie znał to przecież jest Wikipedia. > To cecha naszej nauki i naszego, ludzkiego rozumowania - tam gdzie mówimy o nieskończoności, tam się gubimy proszę Pana.I sam Pan to wymyślił? A jak Pan się gubi? Ja jakoś tego zgubienia nie odczuwam, choć rozumiem swoje "ważne" miejsce we wszechświecie i żaden Święty Boże mi w tym nie pomoże. Pan zaś twierdzi, że "zagubienie" to cecha naszej nauki i naszego, ludzkiego rozumowania , tak, to ciekawa koncepcja. Tyle iż mnie nauka raczej odnaleść się pozwala. > Nie jest to jednak żaden powód, aby nie podejmować takich zagadnień.Cóż to dla nas my możemy i motyką na słońce im mniej się wie, tym więcej na ten temat możemy powiedzieć. > Bo niby czemu?Już kiedyś chyba tu wspomniałem, że nawet profesjonaliści zajmujący się naukowo różnymi dziedzinami nauki robią u Pana za hetki-pętelki, które mogą się co najwyżej uczyć u Pana. > I ja przeprosiny przyjąłem, chociaż w pierwszym odruchu byłem pewien że zrobił to Pan umyślnie.Bardzo nie lubię, gdy ktoś czyimiś wypowiedziami lub myślami manipuluje. Dotyczy to wszystkich - także i mnie. Dlatego bardzo staram się tego nigdy nie robić, ale pomyłki są ludzką rzeczą i wszystkim się zdarzają. Uważam, że wtedy nie należy kręcić tylko przyznać się do błędu i przeprosić. Więc jeszcze raz Pana przepraszam. (Można z całego kontekstu wypowiedzi jednak wywnioskować, iż to nie było celowe działanie, a ewidentny mój błąd.)Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > .> Ciąg dalszy:> No właśnie, ułożył Pan sobie teścik dla idiotów i chce mnie Pan przepytać.> >Zamiast bawić się w szukanie cytatów, pytanie do Pana:> >1. Czy bóg rozumiany jako "jakaś tam", ale bardzo potężna, świadoma siła (brak definicji, lub bardzo ona marna) może istnieć czy nie?> Zupełnie nie rozumiem pytania?> >2. Czy wg Pana może istnieć nadprzyrodzoność?> Odpowiadałem na to pytanie wielokrotnie. Może Pan sobie znaleźć odpowiedź we własnym (wyżej zalinkowanym) zbiorze cytatów Bogusławskiego.> >>>>Tak, to jedno z głupich (pustych znaczeniowo) pojęć metafizycznych.> >Sam Pan o takowej pisał.> Tak, pisałem też o bogach, diabłach, duchach i tym podobnych stworach.Z Panem nie da się rozmawiać, ponieważ Pan przedkłada światopogląd nad racjonalizm i logikę. Dopuszcza Pan istnienie swiata nadprzyrodzonego, ale boga w nim Pan nie dopuszcza ponieważ nie ma jego definicji.  Definicja świata nadprzyrodzonego jest też bardzo marna, ale istnienie takiego swiata Pan dopuszcza.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Jak z tego posta widać Pańskie możliwości czytania ze zrozumieniem są wprost ogromne. Dopuszczam, że tak do 10% jest Pan wstanie zrozumieć. Reszta spływa ciurkiem. Jak na forum skierowanym do inteligencji, to ostatnio i tak bardzo dużo.> Z Panem nie da się rozmawiać, ponieważ Pan przedkłada światopogląd nad racjonalizm i logikę.To już parę lat temu ustaliliśmy i teraz Pan ze spóźnionym refleksem odbija tylko piłeczkę. > Dopuszcza Pan istnienie swiata nadprzyrodzonego,Tak, nawet Pan w sierpniu 2012 r zechciał dokonać pewnego wyboru moich wypowiedzi "o bogu" w określonym kontekście: www.racjon(*).php/z,0/d,33/s,506302#w514675 Choć pisałem też wiele o Bogu/bogach i całym bogactwie nadprzyrodzonego świata w innych kontekstach.Tam napisałem: "Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem".
"Ten symboliczny promil pozostawiam na cały świat nadprzyrodzony. Łącznie z krasnalami, trollami i św. Mikołajem."
"Nie, tylko mówię, że ja mogę się mylić, również mówię, że nauka może się mylić. Więcej moje doświadczenie życiowe i przeczytane książki świadczą, że pomyłek i błędów w nauce zdarzyło się już niesłychanie wiele, ale prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś świata nadprzyrodzonego ograniczam do promila z promila."> ale boga w nim Pan nie dopuszcza ponieważ nie ma jego definicji.  Z tego wyboru: "Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)".Wyżej napisałem: Znowu Pan nie przeczytał, albo nic nie zrozumiał, co na jedno wychodzi. > Definicja świata nadprzyrodzonego jest też bardzo marna,Przecież to właśnie napisałem:> Jednocześnie twierdzi Pan, że może istnieć jakaś "naprzyrodzoność", Znowu Pan mataczy. Konkret proszę! Gdzie tak twierdzę?> ale definicja takiej też zbyt doskonała nie jest. A jaka jest? I definicji czego? Nadprzyrodzoności? Tak, to jedno z głupich (pustych znaczeniowo) pojęć metafizycznych.> ale istnienie takiego swiata Pan dopuszcza. Ile razy można tak w kółko:> Cytat z Bogusławskiego:"Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje". "Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych". Jeszcze bardzo dobrze pamiętam co napisałem i nadal to podtrzymuję. Czy z tego zdania wyciąga Pan wniosek, że ja dopuszczam istnienie świata nadprzyrodzonego? O wiarę trudno, ale już dopuszczanie świata nadprzyrodzonego wychodzi lepiej, prawda? Do takich przypuszczeń konieczną jest albo choroba, albo ogrom złej woli. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,613984#w614984 @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) |
Proszę Pana, dopuszczanie istnienia czegoś oznacza, iż daje Pan temu czemuś szanse na ileś tam %, na istnienie. Skoro wg Pana bóg nie istnieje na 999,999 promila, to jest oczywiste, że dopuszcza Pan to istnienie na promil promila. Nawet jeśli Pan napisze, że pozostaje Pan w tym promilu agnostykiem, to też jest to dopuszczenie możliwości.
Nie ma też innego dopuszczenia niż racjonalne, można to nazywać metodologicznym, ale o to samo chodzi. Zatem, tak, dopuszcza Pan istnienie boga, taki jest wniosek z tego co Pan napisał. Nie jest to też nic zdrożnego, to racjonalne, a Pan się tak przed tym broni. Wiem też że chodzi o tę minimalną szansę, to oczywiste, ale niezerową jednak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Proszę Pana, dopuszczanie istnienia czegoś oznacza, iż daje Pan temu czemuś szanse na ileś tam %, na istnienie. Nie mówimy o procentach, tylko o promilu z promila.
>Skoro wg Pana bóg nie istnieje na 999,999 promila, to jest oczywiste, że dopuszcza Pan to istnienie na promil promila. Nawet jeśli Pan napisze, że pozostaje Pan w tym promilu agnostykiem, to też jest to dopuszczenie możliwości. Tak, tyle tylko, że proszę zgodnie z prawdą pisać, że dopuszczam istnienie w stopniu promila z promila, a nie, iż dopuszczam takie istnienie, gdyż wtedy jest to kłamstwo, w celu matactwa, którego się Pan permanentnie tu dopuszcza.
>Nie ma też innego dopuszczenia niż racjonalne, można to nazywać metodologicznym, ale o to samo chodzi. Zatem, tak, dopuszcza Pan istnienie boga, taki jest wniosek z tego co Pan napisał. Nie jest to też nic zdrożnego, to racjonalne, a Pan się tak przed tym broni. Mam tu zasadnicze pytanie, czy Pan jest głupcem, czy tylko "rżnie głupa"? Dopuszczenie racjonalne, metodologiczne, czy jeszcze inne w stopniu promila z promila nie jest dopuszczeniem istnienia boga, a tylko wątpliwością metodologiczną, którą Pan mataczy.
>Wiem też że chodzi o tę minimalną szansę, to oczywiste, ale niezerową jednak. Jak Pan wie, to czemu Pan kłamie? Proszę pisać konkretnie i zgodnie z tym co ja napisałem, skoro Pan się do mnie odnosi. Nie wypieram się swoich słów i przemyśleń. Zupełnie odwrotnie jestem do nich przywiązany i nie lubię manipulowania nimi. Pan zaś ma do tego stałą tendencję.
PS. Znowu dla dalszych manipulacji pominął Pan całe meritum.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Wikipedia:
Ocena poprawności rozumowań
Zazwyczaj uznaje się, że przekonania mogą być racjonalne lub nieracjonalne. Wyróżniono wiele kryteriów racjonalności przekonań - do ważniejszych należy odwołanie się do autorytetu, zgodność z relacjami zmysłów, wewnętrzna niesprzeczność przekonania, brak danych przeciwstawnych do uznanych w przekonaniu itp. Szczególnie istotną metodą oceny racjonalności przekonań jest jednak ocena sposobu, za pomocą którego dane przekonanie powstało - racjonalne są przekonania które powstały na drodze rozumowania, o ile było to rozumowanie poprawne. Kryteria poprawności rozumowań stanowią jeden z głównych przedmiotów badań logiki.
Logika ocenia wyłącznie racjonalność przekonań zwerbalizowanych - pierwszym i koniecznym kryterium oceny tego, czy rozumowanie jest racjonalne, jest więc jego werbalizacja. Zwerbalizowane ciągi rozumowań składają się na argumentacje, tj. złożone wypowiedzi mające na celu nakłonienie kogoś do przyjęcia jakiegoś przekonania. O sile argumentacji stanowi nie tylko poprawność rozumowania - innymi niż poprawność rozumowania czynnikami stanowiącymi o sile argumentacji zajmuje się nie logika, a retoryka (opisowa). Nie jest przy tym tak, że w praktyce retorycznej i argumentacji retorycznej nie wzbudza się przekonań za pomocą rozumowań - przeciwnie, rozumowania poprawne są podstawą argumentacji retorycznej, a erystyka, czyli wzbudzanie przekonań za pomocą rozumowań celowo błędnych nie jest częścią sztuki retorycznej.
By wyodrębnić w argumentacji czynniki stanowiące o poprawności rozumowania od czynników retorycznych i ekspresywnych należy przeprowadzić analizę argumentacji, w której wyodrębnia się składniki logiczne mające wartość uzasadniającą, przede wszystkim racje (przesłanki) i następstwa (konkluzje, wnioski) rozumowań. W analizie takiej powinna ujawnić się struktura logiczna wypowiedzi.
Po dokonaniu analizy logicznej argumentacji by ocenić poprawność rozumowania należy przede wszystkim ocenić poprawność przesłanek i to, czy można wyprowadzić z nich wniosek. Dla każdego typu rozumowania (niezależnie od tego, czy jest to rozumowanie pewne) należy starać się o to, by przesłanki były zdaniami prawdziwymi - przyjęcie nieprawdziwych przesłanek stanowi błąd zwany błędem materialnym i jeśli któraś z nich może być odrzucona, możemy odrzucić całe rozumowanie. W wielu rozumowaniach (nawet we wnioskowaniach matematycznych) pomija się wiele przesłanek uznanych za oczywiste - rozumowania takie noszą nazwę rozumowań entymematycznych (ich szczególnym typem są wnioskowania entymematyczne). By ocenić poprawność wnioskowania entymematycznego należy często uzupełnić je o brakujące przesłanki i ocenić ich prawdziwość, ze względu na zawodność poczucia oczywistości. Istnieją także rozumowania entymematyczne w których podane są wszystkie przesłanki, nie została jednak jasno podana konkluzja - w erystyce są one środkiem, dzięki któremu można łatwo doprowadzić słuchacza do konkluzji błędnej.
Prócz oceny przesłanek należy ocenić poprawność następstwa - by to uczynić, trzeba określić typ rozumowania, z którym mamy do czynienia, dla różnych typów rozumowań sposoby wyprowadzania następstw są bowiem odmienne. Rozumowania dedukcyjne mają charakter rozumowań niezawodnych - relacja wynikania ma w nim charakter czysto logiczny, zachodzi na mocy samej struktury zdania. By ustalić, że dane rozumowanie logiczne jest poprawne, trzeba udowodnić je za pomocą przyjętych aksjomatów lub zdań już udowodnionych i reguł wynikania. Istnieje przy tym wiele rozumowań poprawnych, które możemy ocenić intuicyjnie - przeważnie są one podstawieniami najważniejszych tautologii. By całe rozumowanie ocenić jako niededukcyjne i przez to zawodne, wystarczy też podanie dla rozumowania o pewnych przesłankach kontrprzykładu dla wniosku. Rozumowania, o których sądziliśmy, że są niezawodne, a w których nie zachodzi w rzeczywistości stosunek wynikania, obarczone są błędem formalnym. Istnieje wiele typowych błędów formalnych (błędne koło w rozumowaniu, błąd ekwiwokacji itp), które logika opisuje jako błędy logiczne.
Ocena poprawności rozumowań niededukcyjnych jest zagadnieniem o wiele bardziej złożonym - nie powstała też dotychczas w logice spójna, wyczerpująca i szeroko akceptowana teoria tych rozumowań. W przypadku rozumowań nieredukcyjnych daje się zauważyć rozdźwięk między standardami przyjętymi w naukach przyrodniczych a rozumowaniami indukcyjnymi przeprowadzanymi na co dzień. Te przeprowadzane na co dzień są zazwyczaj bardzo fragmentaryczne i nieprecyzyjne - dlatego też szczególnie fragmentaryczne i nieprecyzyjne muszą być kryteria ich oceny. Jednak dla wszystkich rozumowań redukcyjnych, także naukowych, nie da się wskazać pełnego zestawu reguł poprawności - można wymienić tylko najbardziej podstawowe. Można je uznać za poprawne np. jeśli ich przesłanki trudno zakwestionować, jeśli nie są one subiektywnie pewne, jeśli nie zachodzi wyraźna dysproporcja między przyjmowaną pewnością wniosku a przyjmowaną pewnością przesłanek, jeśli ich wyniki nie są niezgodne z podstawowymi składnikami dotychczasowej wiedzy o świecie, jeśli nie przecenienia się prawdopodobieństwa prawdziwości wniosku w świetle przesłanek itp. Typowe sytuacje, w których przecenia się prawdopodobieństwo wniosku w świetle przesłanek to opieranie się na zbyt małej liczbie obserwacji, opieranie się na zbyt małej próbie danej zbiorowości, opieranie się na niereprezentatywnej próbie danej zbiorowości, ignorowanie obserwacji niezgodnych z konkluzją ze względu na stronniczość obserwatora, utożsamienie zwykłego następstwa czasowego dwóch stanów rzeczy ze związkiem przyczynowo-skutkowym, założenie że każde zjawisko ma tylko jedną przyczynę, niebranie pod uwagę alternatywnych hipotez.
CDN
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Wikipedia ciąg dalszy:
Tak rozumowania redukcyjne, jak i dedukcyjne mogą być obciążone błędem mętności. Rozumowania mętne to takie rozumowania, w których wniosek lub przesłanki zostały sformułowane niejasno - tak, że istnieje wiele sposobów ich interpretacji. Szczególnymi przypadkami rozumowań mętnych są rozumowania obciążone błędem kwantyfikacji lub kwalifikacji, rozumowania, dla których na skutek entymematyczności nie da się ustalić, czy mają one charakter dedukcyjny czy redukcyjny przez rozumowanie enigmatyczne (takie, w których nie da się odgadnąć części przemilczanych). W przypadku rozumowań mętnych można starać się o przeprowadzenie oceny poprawności argumentacji na drodze ustalania za pomocą kontekstu tego, jakie były intencje ich twórcy. Jeśli jednak interpretacja znaczenia przesłanek i wniosku rozumowania nie jest możliwa (szczególnie, gdy nie jest w stanie podać jej sam twórca rozumowania) nie jest możliwa także żadna analiza jego poprawności.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >. >Wikipedia ciąg dalszy: >Tak rozumowania redukcyjne, jak i dedukcyjne mogą być obciążone błędem mętności. Rozumowania mętne to takie rozumowania, w których wniosek lub przesłanki zostały sformułowane niejasno - tak, że istnieje wiele sposobów ich interpretacji. Szczególnymi przypadkami rozumowań mętnych są rozumowania obciążone błędem kwantyfikacji lub kwalifikacji, rozumowania, dla których na skutek entymematyczności nie da się ustalić, czy mają one charakter dedukcyjny czy redukcyjny przez rozumowanie enigmatyczne (takie, w których nie da się odgadnąć części przemilczanych). W przypadku rozumowań mętnych można starać się o przeprowadzenie oceny poprawności argumentacji na drodze ustalania za pomocą kontekstu tego, jakie były intencje ich twórcy. Jeśli jednak interpretacja znaczenia przesłanek i wniosku rozumowania nie jest możliwa (szczególnie, gdy nie jest w stanie podać jej sam twórca rozumowania) nie jest możliwa także żadna analiza jego poprawności.
Dopuszcza Pan istnienie swiata nadprzyrodzonego, ale boga w nim Pan nie dopuszcza ponieważ nie ma jego definicji. Definicja świata nadprzyrodzonego jest też bardzo marna, ale istnienie takiego swiata Pan dopuszcza.
Faktycznie nie da się tego analizować, można tylko przyjąć że ma Pan okreslone intencje.
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | >>> Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas... > Przeprowadziłem pewien wywód logiczny, jeśli Pan uważa że jest błędny, z chęcią dowiem się na czym ów błąd polega.
Na tym, że świat istnieje nie od nieskończoności a od 13,8 miliardów lat.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>> Czy w takim istniejącym od nieskończoności dynamicznym świecie, mógł powstać byt, który jest kimś w rodzaju boga dla nas... >> Przeprowadziłem pewien wywód logiczny, jeśli Pan uważa że jest błędny, z chęcią dowiem się na czym ów błąd polega. >Na tym, że świat istnieje nie od nieskończoności a od 13,8 miliardów lat. A czy to nie Ty pisałeś kiedyś, że próżnia kwantowa istnieje od zawsze? Ale pal licho próżnię i jej wieczność. Czy przed BB istniało coś czy nic? Wg mnie coś, bo przecież świat nie powstał z niczego. A Ty jak uważasz?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | >>> ... z chęcią dowiem się na czym ów błąd polega. >> Na tym, że świat istnieje nie od nieskończoności a od 13,8 miliardów lat. > A czy to nie Ty pisałeś kiedyś, że próżnia kwantowa istnieje od zawsze?
Nie ja.
> Ale pal licho próżnię i jej wieczność.
Rozumiem, że to licho spaliło też Twojego boga.
> Czy przed BB istniało coś czy nic?
Prawdopodobnie przed BB nie było też czasu, a więc i jakiegokolwiek istnienia.
> Wg mnie coś, bo przecież świat nie powstał z niczego. A Ty jak uważasz?
Uważam, że brakuje Ci sensownych pomysłów gdzie by tego boga upchać.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Ale pal licho próżnię i jej wieczność. >Rozumiem, że to licho spaliło też Twojego boga. Mogło tak być. >> Czy przed BB istniało coś czy nic? >Prawdopodobnie przed BB nie było też czasu, a więc i jakiegokolwiek istnienia. >> Wg mnie coś, bo przecież świat nie powstał z niczego. A Ty jak uważasz? >Uważam, że brakuje Ci sensownych pomysłów gdzie by tego boga upchać. Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania! Jak myślisz? Oczywiście prawdopodobnie, bo pewności nie ma, ale jak myślisz? Powstanie czegos z niczego przeczy wiedzy naukowej i logice. A zatem?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania! Jak myślisz? Oczywiście prawdopodobnie, bo pewności nie ma, ale jak myślisz? Powstanie czegos z niczego przeczy wiedzy naukowej i logice. A zatem?Cos z niczego powstac nie moze bo przeczy temu nauka i logika ale bog mogl powstac z niczego bo po powstaniu z niczego jego pierwsza fucha byla zmiana praw logiki specjalnie dla Brzostowskiego aby ten mogl sobie logicznie wyjasnic, ze bog mogl powstac z niczego bo jest wszechmogacy i mogl zmienic prawa logiki, ktore chwile temu nie pozwalaly na powstanie czegos z nieczego
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania! Jak myślisz? Oczywiście prawdopodobnie, bo pewności nie ma, ale jak myślisz? Powstanie czegos z niczego przeczy wiedzy naukowej i logice. A zatem?> Cos z niczego powstac nie moze bo przeczy temu nauka i logika ale bog mogl powstac z niczego bo po powstaniu z niczego jego pierwsza fucha byla zmiana praw logiki specjalnie dla Brzostowskiego aby ten mogl sobie logicznie wyjasnic, ze bog mogl powstac z niczego bo jest wszechmogacy i mogl zmienic prawa logiki, ktore chwile temu nie pozwalaly na powstanie czegos z nieczego  Sam widzisz, że pozostaje Ci tylko ironia. Bóg mógł powstać albo z materii (w wyniku ewolucji) albo był pierwsza przycyzną. To logiczne konsekwencje stanowiska wspólczesnej nauki w aspekcie powstania/istnienia świata. Dlatego też, mimom, że pewnym byc tego nie mogę, to nie obrażam się, gdy nazysają mnie teistą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Bóg mógł powstać albo z materii..Jakiej materii??? A skad materia sie wziela? Przeciez przed chwila twierdziles, ze z niczego nie moze powstac cos. Wiec skad ta metaria sie wziela? > ...albo był pierwsza przycyzną.Pierwsza przyczyna czego? Powstania swiata? Jesli tak to skad wzial sie bog? Powstal z nieczego (co wykluczyles) czy stworzyl go jakis mocniejszy bog? > To logiczne konsekwencje stanowiska wspólczesnej nauki w aspekcie powstania/istnienia świata.Dupa Jasiu i skrzypce. Nie zadne logiczne konsekwencje tylko rozpaczliwy belkot fideisty, ktory za wszelka cene chce aby jego bog zaistnial
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Dupa Jasiu i skrzypce. Nie zadne logiczne konsekwencje tylko rozpaczliwy belkot fideisty, ktory za wszelka cene chce aby jego bog zaistnial  Uważam, że świat albo istnieje od zawsze (bez przyczyny), albo powstał w określonym momencie (miał przyczynę). 1. Jeśli istnieje od zawsze, to ta nieskończoność sprawia, że pewnym jest iż musiał w tym czasie powstać byt potężny (zbliżony do takiego boga "wszech") - o co chodzi możesz znaleźć w tym wątku bardziej szczegółowo. 2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg (przyczyna niewyjaśnialna na dziś). Masz inne zdanie? Masz inną propozycję, podziel się nią. Zamiast wpadać w nerw...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
>1. Jeśli istnieje od zawsze, to ta nieskończoność sprawia, że pewnym jest iż musiał w tym czasie powstać byt potężny (zbliżony do takiego boga "wszech") - o co chodzi możesz znaleźć w tym wątku bardziej szczegółowo.
Dlaczego pewnym jest? Rownie pewnym jest, ze musial w tym czasie powstac byt potezniejszy od poteznego. Lub rownie pewne jest, ze ´zycie musialo powstac 10000000 miliardow lat wczesniej niz wskazuja na to dziesiejsze badania.
>2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg (przyczyna niewyjaśnialna na dziś).
A jaka przyczane mial bog? Dlaczego powstanie swiata musi miec przyczyne a bog nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>1. Jeśli istnieje od zawsze, to ta nieskończoność sprawia, że pewnym jest iż musiał w tym czasie powstać byt potężny (zbliżony do takiego boga "wszech") - o co chodzi możesz znaleźć w tym wątku bardziej szczegółowo. >Dlaczego pewnym jest? Rownie pewnym jest, ze musial w tym czasie powstac byt potezniejszy od poteznego. Lub rownie pewne jest, ze ´zycie musialo powstac 10000000 miliardow lat wczesniej niz wskazuja na to dziesiejsze badania. Dokładnie tak, wniosek jest jednak taki sam. >>2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg (przyczyna niewyjaśnialna na dziś). >A jaka przyczane mial bog? Dlaczego powstanie swiata musi miec przyczyne a bog nie? Nie miał przyczyny. A jesli chciałbyś aby ją miał to patrz punkt 1.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> >A jaka przyczane mial bog? Dlaczego powstanie swiata musi miec przyczyne a bog nie?> Nie miał przyczyny. A jesli chciałbyś aby ją miał to patrz punkt 1.No  Nie mial przyczyny a jesli musial ja miec to i tak jej nie musial miec
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >>A jaka przyczane mial bog? Dlaczego powstanie swiata musi miec przyczyne a bog nie?> >Nie miał przyczyny. A jesli chciałbyś aby ją miał to patrz punkt 1.> No Nie mial przyczyny a jesli musial ja miec to i tak jej nie musial miec  Sprzeczność jest pozorna, ponieważ dotyczy dwóch różnych punktów wyjsciowych, a Ty je mieszasz. W tym drugim, bóg nie ma przyczyny, tylko wtedy jest to spójne logicznie - nie twierdzę, że prawdziwe, tylko spójne. Nie ma przyczyny tak jak w pierwszym materia i energia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Sprzeczność jest pozorna, ponieważ dotyczy dwóch różnych punktów wyjsciowych, a Ty je mieszasz. W tym drugim, bóg nie ma przyczyny, Wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.> tylko wtedy jest to spójne logicznie - nie twierdzę, że prawdziwe, tylko spójne.Że nieprawdziwe, to w świetle współczesnej nauki prawie pewnik, ale spójności też tu nie dostrzegam. > Nie ma przyczyny tak jak w pierwszym materia i energia.A czym jest materia? www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,420765#w429031www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,420765#w429133www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,344734#w346656Że można ją zestawiać z bogiem? Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie.
Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.
Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../
Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty za i przeciw w tej kwestii. Logika Pana Brzostowskiego jest jego własną logiką, opartą na jego głębokiej wierze i "twarde" wywody tej logiki są może i przekonywujące, ale głównie nadal tylko dla niego. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
> Że można ją zestawiać z bogiem?> [color=navy] Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie."są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie". Jeżeli puste treściowo, to jak mogą być wewnętrznie sprzeczne? Jeżeli są niejasne, to skąd wiadomo, że są wewnętrznie sprzeczne - może tylko takimi wydają się być skutkiem niejasności? Jak widać, ateizm sięga po najbardziej bezmyślne argumenty. Czy nie potrafi się Pan zastanowić nad tym, co Pan mechanicznie przepisuje z "Wikipedii"? > Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.A zatem i to zdanie jest bez sensu. Nie wiadomo, o czym mówi, a raczej - nie mówi o niczym. > Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../> Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty, itd.Tak głosił pozytywizm logiczny rozwijany w Kole Wiedeńskim - stanowisko już dawno odrzucone. Mamy rok 2014, a nie 1929. Bezmyślnie sięga Pan po cytaty z "Wikipedii" (tu: pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm). Można Pański światopogląd nazwać nazwać "bezmyślnym ateizmem". Najwyraźniej nie pojmuje Pan, że to, że coś jest w "Wikipedii" naprawdę nie oznacza, że jest prawdą. Hasła piszą tam ludzie nie zawsze najlepiej przygotowani. Niech się Pan wreszcie nauczy samodzielnie myśleć, p. Andrzeju Wikipediosławski. Nauczy tego, co z taką lubością zaleca innym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie.
Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.
Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../
Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty za i przeciw w tej kwestii. _______________ "są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie". > Jeżeli puste treściowo, to jak mogą być wewnętrznie sprzeczne? Jeżeli są niejasne, to skąd wiadomo, że są wewnętrznie sprzeczne - może tylko takimi wydają się być skutkiem niejasności?Wielce Szanowny Panie, tymi bzdurami od wieków zajmuje się teologia i spora część filozofii, z czego widać, że na tematy niejasne, wewnętrznie sprzeczne i puste treściowo pieprzyć głupoty można nieskończenie. > Jak widać, ateizm sięga po najbardziej bezmyślne argumenty.Choć - odcina się Pan jak żaba od błota - od KK, to klepie Pan tu podobne bzdury jak najwybitniejsi katoliccy intelektualiści. Jak kto głupi, to może to kupi. Wciska Pan tu bezmyślne treści i żąda ich traktowania zgodnie z Pańską wiedzą i umysłowością ograniczoną przez wiarę. Ja wcale nawet nie staram się aby to, co ja piszę, było dla Pana jasnym, gdyż nie oczekuję cudów ani też innych niemożliwości. Jak widać wszyscy fideiści są całkowicie nieprzemakalni i racjonalne argumenty spływają po nich jak woda po kaczce. Z czyjąś wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. > Czy nie potrafi się Pan zastanowić nad tym, co Pan mechanicznie przepisuje z "Wikipedii"?Tak Pan sądzi? Czy jest Pan tego pewien? Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.> A zatem i to zdanie jest bez sensu.Kolejna Pańska głęboka mądrość. > Nie wiadomo, o czym mówi, a raczej - nie mówi o niczym.Tak, żaden Bóg dla nauk nie istnieje, ale istnieje tysiące osób podobnych Panu, którzy próbują to nieistnienie do poważnego dyskursu wepchnąć. Grzeczność - dopóki to możliwe - zmusza nas aby ich poważnie traktować. Zdanie ma sens, już choćby w kontekście całej dyskusji z Panem na naszym forum, gdyż pokazuje, że ona była właśnie bezsensowna. Ot takie pieprzenie o Szopenie, jak tysiące podobnych dyskusji z fideistami. Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia. (...) Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../ Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty, itd.> Tak głosił pozytywizm logiczny rozwijany w Kole Wiedeńskim - stanowisko już dawno odrzucone.To oczywiste, że Pan z tej samej parafii co Pan Wilhelm i Panu pozytywizm się też nie podoba Czy naprawdę Pan wierzy, że kawałek racjonalnych koncepcji wraz z ich XIX wiecznym prekursorem utopi Pan w bzdur potopie? Zaiste musi Pan mieć wielką wiarę. Nie warto też zapominać, że żyjemy już w XXI wieku, a nauka nie stoi w miejscu.Ja zaś nie jestem wcale pozytywistą. Nawet neopozytywistą też nie jestem. > Mamy rok 2014, a nie 1929.Pan zaś chciałby cofnąć nas do średniowiecza. > Bezmyślnie sięga Pan po cytaty z "Wikipedii" (tu: pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm). Można Pański światopogląd nazwać nazwać "bezmyślnym ateizmem".Jestem u Pana w bardzo dobrym towarzystwie, jak Pan napisał: - "Tischner był głupcem, tak więc nie jest żadnym autorytetem". U Pana wszyscy, którzy inne niż Pan poglądy mają, to za głupców robią. > Najwyraźniej nie pojmuje Pan, że to, że coś jest w "Wikipedii" naprawdę nie oznacza, że jest prawdą.Skąd mógłby to pojmować? > Hasła piszą tam ludzie nie zawsze najlepiej przygotowani.To jeszcze "małe piwo". Ich poglądy są mocno zideologizowane fideistycznie i na prawo. > Niech się Pan wreszcie nauczy samodzielnie myśleć, p. Andrzeju Wikipediosławski.Tak, obrzucanie ludzi błotem, epitety, wyzwiska, to to, co Panu tu najlepiej wychodzi. Już Pan o mnie zechciał napisać: Owszem, chętnie bym z Panem porozmawiał, problem jednak polega na tym, że nie jest Pan racjonalistą, tylko "człowiekiem lewicy" z warszawskiego SLD, któremu kiedyś dość skutecznie wyprano mózg (albo, co na jedno wychodzi, który jest do dziś wdzięczny PRL-owi, że udało się kupić pralkę...) i który swoje niespełnione ambicje wymieszane z marksistowskimi bredniami próbuje wtłoczyć w racjonalistyczne forum pod kiepsko naklejoną etykietą "naturalizmu ontologicznego". Może Pan trykać jak ten baran, ale nie uda się Panu nic zdziałać. Za późno na wszystko i najlepiej będzie, jeżeli się Pan z tym pogodzi. PRL nie wróci, a marksizm odszedł na śmietnik historii. Marne szanse, ze znajdzie się coś grzebiąc na śmietniku, a i czasu szkoda. Ale to jest wszystko na co Pana merytorycznie stać, gdyż jakiś mądry Pański post na jakikolwiek temat to trudno znaleźć - ja, w każdym razie, takiego nie zauważyłem. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > > Wielce Szanowny Panie, tymi bzdurami od wieków zajmuje się teologia i spora część filozofii, z czego widać, że na tematy niejasne, wewnętrznie sprzeczne i puste treściowo pieprzyć głupoty można nieskończenie. Argument rodem z kabaretu "Tey": "bo gdyby się coś stało, toby Polskie Radio dawno już podało". Matematyka istnieje od czterech tysięcy lat, co w skali ewolucyjnej jest bardzo niewielkim okresem. Wcześniej też "pieprzono głupoty" na temat liczb. Może 100 000 lat temu Pański przodek też perorował, że "liczenie powyżej 10 nie ma żadnego sensu i jest pieprzeniem głupot". > Choć - odcina się Pan jak żaba od błota - od KK, to klepie Pan tu podobne bzdury jak najwybitniejsi katoliccy intelektualiści. Jak kto głupi, to może to kupi. Wciska Pan tu bezmyślne treści i żąda ich traktowania zgodnie z Pańską wiedzą i umysłowością ograniczoną przez wiarę. Ja wcale nawet nie staram się aby to, co ja piszę, było dla Pana jasnym, gdyż nie oczekuję cudów ani też innych niemożliwości.Tu nie ma nawet śladu argumentu - wata słowna. "Watuje" Pan, jak mówiono kiedyś w Polskim Radio. > >Czy nie potrafi się Pan zastanowić nad tym, co Pan mechanicznie przepisuje z "Wikipedii"?> Tak Pan sądzi? Czy jest Pan tego pewien?Niestety jestem tego pewien. > >Nie wiadomo, o czym mówi, a raczej - nie mówi o niczym.> Tak, żaden Bóg dla nauk nie istnieje, ale istnieje tysiące osób podobnych Panu, którzy próbują to nieistnienie do poważnego dyskursu wepchnąć. Grzeczność - dopóki to możliwe - zmusza nas aby ich poważnie traktować. Zdanie ma sens, już choćby w kontekście całej dyskusji z Panem na naszym forum, gdyż pokazuje, że ona była właśnie bezsensowna. Ot takie pieprzenie o Szopenie, jak tysiące podobnych dyskusji z fideistami.Jak wyżej. Wata słowna. > To oczywiste, że Pan z tej samej parafii co Pan Wilhelm i Panu pozytywizm się też nie podoba Czy naprawdę Pan wierzy, że kawałek racjonalnych koncepcji wraz z ich XIX wiecznym prekursorem utopi Pan w bzdur potopie? Zaiste musi Pan mieć wielką wiarę. Nie warto też zapominać, że żyjemy już w XXI wieku, a nauka nie stoi w miejscu.Proszę poczytać współczesnych metodologów, co sądzą o tym kawałku. > >Bezmyślnie sięga Pan po cytaty z "Wikipedii" (tu: pl.wikipedia.org/wiki/Ignostycyzm). Można Pański światopogląd nazwać nazwać "bezmyślnym ateizmem".> Jestem u Pana w bardzo dobrym towarzystwie, jak Pan napisał: - "Tischner był głupcem, tak więc nie jest żadnym autorytetem". U Pana wszyscy, którzy inne niż Pan poglądy mają, to za głupców robią.Nie wszyscy, ale Tischner robi na pewno. Ale prawdą jest, że gdy ktoś powiada "jestem ateistą", to w moich uszach brzmi to cokolwiek jak przyznanie się: "jestem idiotą". Sceptycyzm jest właściwym rozwiązaniem, a nie ateizm - niech Pan to zapamięta raz na zawsze. > >Hasła piszą tam ludzie nie zawsze najlepiej przygotowani.> To jeszcze "małe piwo". Ich poglądy są mocno zideologizowane fideistycznie i na prawo. Na szczęście jaka jest prawda o Kościele, świecie i nauce dowiemy się z wywodów niejakiego p. Izdebskiego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | MarcinK (9189 punktów) | >Sceptycyzm jest właściwym rozwiązaniem, a nie ateizm - niech Pan to zapamięta raz na zawsze.
Ma się rozumieć ten Twój infantylny sceptycyzm, w ujęciu fundamentalistycznym, miałby być odpowiedzią na cokolwiek? To nic innego jak kolejna próba znalezienia mysiej dziury dla Twego godofthegapsa - coraz trudniej go gdzieś wcisnąć to sobie wynalazłeś pozorny problem probabilistyki teorii naukowych. Każda działalność ludzka, w tym nauka, opiera się na probabilistyce ale też zna takie pojęcie jak "ponad rozsądna wątpliwość". Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje, że podczas przygotowywania śniadania z cukierniczki wyskoczy pięciometrowy kangur i na mikroweli zagra Marsyliankę, a to jest rząd prawdopodobieństwa (mocno optymistycznie) gdzie by Twojego godofthegapsa poszukiwać. To, że nie da się jednoznacznie usytuować "ponad rozsądnej wątpliwości" nie przeszkodziło w przejściu od sawanny do wysyłania sond na Marsa.
Ujęcie powyższe jedynie ukazuje czym jest filozofia całkowicie oderwana od empirii - zwykłe hobby, zbieranie znaczków, bezznaczeniowe wodolejstwo Dodatkowo zaś te Twe ujęcie wikła Cię w swe błędne koło - nauka "nie może" wykluczyć "boga" ale też nie możesz wykluczyć, że może wykluczyć, a zarazem nie możesz wykluczyć, że możesz wykluczyć, że nie może wykluczyć ale to przecież nie oznacza, że nie możesz wykluczyć, że możesz wykluczyć... No i gdzie granica dla owego? Zaraz - jaka granica? - czy nie zasadne jest wykluczyć granicę czy też niezasadnie? A może odwrotnie, na bakier i z góry na dół? Czy aby na pewno? A z mikroweli leci druga zwrotka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Elasp (6859 punktów) |
Twój post jest napisany jakimś racjonalistycznym slangiem. Nie wzmocni to wcale zawartych w nim argumentów, ani nie osłabi moich.
>Ma się rozumieć ten Twój infantylny sceptycyzm, w ujęciu fundamentalistycznym, miałby być odpowiedzią na cokolwiek? To nic innego jak kolejna próba znalezienia mysiej dziury dla Twego godofthegapsa - coraz trudniej go gdzieś wcisnąć... itd.
Nigdzie nie wciskam, bo nie uważam Boga za przedmiot empiryczny. Istnieje wiele nieempirycznych przedmiotów. Nauce przydaje się liczba 2, natomiast dla naszej kondycji etycznej ważny jest Bóg. Możliwość istnienia sprawiedliwego, wszechmogącego i wszechwiedzącego sędziego powstrzymuje ludzi przed czynieniem zła. Nie powstrzymani, będą czynić źle. Bez liczby 2 będą źle liczyć. Tak naprawdę dochodzi do konfrontacji dwóch twierdzeń: "Bóg może istnieć" (teisty) i "człowiek jest z natury dobry" (ateisty). Człowiek rozsądny od razu uzna pierwsze, a odrzuci drugie. Historia poucza jak bardzo deprawuje władza absolutna. Dlaczego deprawuje, a nie np. udoskonala? Dlatego, że człowiek, który niczego się nie obawia, może pokazać swoją prawdziwą naturę.
Ateista może uciec w jeszcze jeden zabobon, mianowicie zabobon "skutecznego prawa". Dobre prawo ma rzekomo sprawić, że ludzie będą dobrze postępować i sankcja transcendentna wcale nie będzie potrzeba. Zapomina się, że słabym elementem takiej konstrukcji jest znowuż człowiek, który przecież zarówno tworzy jak i egzekwuje prawo. To tak, jakbyśmy chcieli się wyleczyć z trądu u lekarza, który sam jest trędowaty.
>Ujęcie powyższe jedynie ukazuje czym jest filozofia całkowicie oderwana od empirii - zwykłe hobby, zbieranie znaczków, bezznaczeniowe wodolejstwo.
Masz prawo do takiego zdania. Niewolnik w jaskini sądziłby zupełnie tak samo.
>Dodatkowo zaś te Twe ujęcie wikła Cię w swe błędne koło - nauka "nie może" wykluczyć "boga" ale też nie możesz wykluczyć, że może wykluczyć,
Nie możesz więc wykluczyć, że nie wikła w błędne koło. A to w zupełności wystarczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | MarcinK (9189 punktów) | > Twój post jest napisany jakimś racjonalistycznym slangiem.
Nawet wyjątkowo się zgodzę - jest napisany po prostu w sposób racjonalny.
> Nie wzmocni to wcale zawartych w nim argumentów, ani nie osłabi moich.
Nie odniosłeś się do żadnego mojego argumentu tylko wkleiłeś swój manifest "bogodowodliwy", którym to zestawem nieodmiennie się posługujesz. Ja odniosłem się krytycznie tylko do Twojego ujęcia sceptycznego, które zaproponowałeś i wskazałem konsekwencje, które się z nim wiążą.
> Nigdzie nie wciskam, bo nie uważam Boga za przedmiot empiryczny.
Warto zatem do niego modły zanosić skoro to tylko koncept filozoficzny nijak w rzeczywistość nie ingerujący i nigdy na modlitwy nie odpowiadający? Ilu to się modli do pierwiastka z trzydziestu siedmiu?
> Nauce przydaje się liczba 2, natomiast dla naszej kondycji etycznej ważny jest Bóg.
Nieempiryczne niewiadomoco miałoby wpływać na naszą kondycję etyczną? Kogoś dyscyplinuje groźba groźnej ontologii czy złowieszczej koncepcji bytu?
> Możliwość istnienia sprawiedliwego, wszechmogącego i wszechwiedzącego sędziego powstrzymuje ludzi przed czynieniem zła.
Logicznie rzecz ujmując - takowy byt jest równie prawdopodobny co już nie jeden ale stado kangurów wyskakujące z każdego pojemnika w kuchni i tańczące poloneza ze stonogą jako wokalistką.
>Bez liczby 2 będą źle liczyć.
No i szybko empirycznie to zweryfikują. Jest natomiast jakowyś sposób by analogicznie to do tego nieempirycznego bóstwa odnieść? Skąd wiadomo kiedy brakuje ciągu od 2 do 147?
> Tak naprawdę dochodzi do konfrontacji dwóch twierdzeń: "Bóg może istnieć" (teisty) i "człowiek jest z natury dobry" (ateisty).
A jakaż to magiczna korelacja zachodzi między tymi dwoma twierdzeniami? Ateista zaś może być humanistą, rasistą, antysemitą, a nawet filokosmitą.
> Człowiek rozsądny od razu uzna pierwsze,
Konkretniej - zdaniu "niewiadomoco istnieje" nie da się przypisać atrybutu prawdy bądź fałszu. To zaś omnibenewoletne, scjetne, prezentne, potentne etc blablabla co u góry wkleiłeś można spokojnie odesłać do powyższego stonóg's band.
> Dlatego, że człowiek, który niczego się nie obawia, może pokazać swoją prawdziwą naturę.
Nie lękajcie się, Elasp - taki klasyk tak twierdził - znasz zapewne.
> Zapomina się, że słabym elementem takiej konstrukcji jest znowuż człowiek, który przecież zarówno tworzy jak i egzekwuje prawo.
Rozumieć należy, że nieempiryczne niewiadomoco wytworzyło jakieś prawo (w jaki sposób?, jak nieempirycznie je tu przekazało?) ale go nie egzekwuje? Poniekąd chyba trudno coś nieempirycznie egzekwować. Skoro zaś nie egzekwuje to jakim cudem ludzkość się już całkiem nie zdeprawowała?
>Niewolnik w jaskini sądziłby zupełnie tak samo.
A ganiajże za tymi cieniami. Dla mnie życie za krótkie.
>Nie możesz więc wykluczyć, że nie wikła w błędne koło. A to w zupełności wystarczy.
Żeby delektować się subtelnym sopranem stonogi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -5 na 5 | Elasp (6859 punktów) |
>Warto zatem do niego modły zanosić skoro to tylko koncept filozoficzny nijak w rzeczywistość nie ingerujący i nigdy na modlitwy nie odpowiadający? Ilu to się modli do pierwiastka z trzydziestu siedmiu?
Ci, którzy się modlą, mogą nie wiedzieć, że modlitwa jest nieskuteczna, ale mimo to może dobrze, że się modlą, a nie np. piją czy się narkotyzują. Poza tym Bóg może równie dobrze działać w rzeczywistości nieempirycznej ("życiu wiecznym") - tam mogą być wyrównane wszystkie rachunki i wysłuchane wszystkie prośby. Człowiek rozsądny modli się od czasu do czasu - na wszelki wypadek. Tylko głupiec tego nie robi. Ateista jest więc z definicji głupcem (powiedziałem nawet gdzie indziej, że jest idiotą; jest to nieparlamentarne, ale trafne określenie).
>Nieempiryczne niewiadomoco miałoby wpływać na naszą kondycję etyczną? Kogoś dyscyplinuje groźba groźnej ontologii czy złowieszczej koncepcji bytu?
Tak. Wielu ludzi. Wiele matek nie zabiło swoich dzieci w obawie przed "karą boską", chociaż miało możliwość ukrycia swojego czynu przed innymi ludźmi. U Żydów Tora czyni obowiązkiem pracę zarobkową - z wiadomymi rezultatami. Gdyby nie Tora, Żydzi żyliby jak Cyganie.
>> Możliwość istnienia sprawiedliwego, wszechmogącego i wszechwiedzącego sędziego powstrzymuje ludzi przed czynieniem zła. >Logicznie rzecz ujmując - takowy byt jest równie prawdopodobny co już nie jeden ale stado kangurów wyskakujące z każdego pojemnika w kuchni i tańczące poloneza ze stonogą jako wokalistką.
Proszę o dowód, ze prawdopodobieństwo jest równie znikome.
>>Bez liczby 2 będą źle liczyć. >No i szybko empirycznie to zweryfikują. Jest natomiast jakowyś sposób by analogicznie to do tego nieempirycznego bóstwa odnieść? Skąd wiadomo kiedy brakuje ciągu od 2 do 147?
Wydumane problemy. Myślę w tym momencie o "chwili, która nastanie za 10 miliardów lat w którejś z odległych galaktyk", chociaż też jest to "nie wiadomo co". Ani przez chwilę nie wątpię jednak, że doskonale rozumiesz moje słowa.
>> Tak naprawdę dochodzi do konfrontacji dwóch twierdzeń: "Bóg może istnieć" (teisty) i "człowiek jest z natury dobry" (ateisty). >A jakaż to magiczna korelacja zachodzi między tymi dwoma twierdzeniami? Ateista zaś może być humanistą, rasistą, antysemitą, a nawet filokosmitą.
Taka, że jeżeli odrzuca Boga, to chyba jest przekonany, że pojęcie to jest zbędne także w etyce i dziedzinie moralności. Musi jakoś uzasadnić to przekonanie, a najprościej zrobi to przyjmując wskazane przeze mnie zdanie.
>Konkretniej - zdaniu "niewiadomoco istnieje" nie da się przypisać atrybutu prawdy bądź fałszu. To zaś omnibenewoletne, scjetne, prezentne, potentne etc blablabla co u góry wkleiłeś można spokojnie odesłać do powyższego stonóg's band.
Uwaga jak wyżej. Pozbądź się tego pseudo-Big_Zydowego żargonu, bo robi katastrofalne wrażenie, jak posty nieszczęsnego Big_Zyda.
>Rozumieć należy, że nieempiryczne niewiadomoco wytworzyło jakieś prawo (w jaki sposób?, jak nieempirycznie je tu przekazało?) ale go nie egzekwuje? Poniekąd chyba trudno coś nieempirycznie egzekwować. Skoro zaś nie egzekwuje to jakim cudem ludzkość się już całkiem nie zdeprawowała?
Niestety nie o to chodzi. Chodzi o to, że iluzją jest sądzić, że odpowiednie prawo uczyni człowieka dobrym. Istnienie dobrego człowieka nie może być skutkiem funkcjonowania sprawiedliwego prawa, albowiem jest zgoła odwrotnie - funkcjonowanie sprawiedliwego prawa zależy od istnienia dobrych ludzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | MarcinK (9189 punktów) |
> Ci, którzy się modlą, mogą nie wiedzieć, że modlitwa jest nieskuteczna, ale mimo to może dobrze, że się modlą, a nie np. piją czy się narkotyzują. Poza tym Bóg może równie dobrze działać w rzeczywistości nieempirycznej ("życiu wiecznym") - tam mogą być wyrównane wszystkie rachunki i wysłuchane wszystkie prośby. Człowiek rozsądny modli się od czasu do czasu - na wszelki wypadek. Tylko głupiec tego nie robi. Ateista jest więc z definicji głupcem (powiedziałem nawet gdzie indziej, że jest idiotą; jest to nieparlamentarne, ale trafne określenie).
Ateista jest idiotą bo się nie modli, a teista jest mądrzejszy bo jak tylko nie ćpa i nie pije to modli się o wygraną w totka. Co prawda nie liczy na skuteczność tegoż tutaj ale, że być może łaskawe niewiadomoco prowadzi nieempiryczną sieć kasyn w swej nieempirycznej siedzibie?
>Tak. Wielu ludzi. Wiele matek nie zabiło swoich dzieci w obawie przed "karą boską", chociaż miało możliwość ukrycia swojego czynu przed innymi ludźmi.
Uroczy eufemizm na instynkt macierzyński.
> U Żydów Tora czyni obowiązkiem pracę zarobkową - z wiadomymi rezultatami. Gdyby nie Tora, Żydzi żyliby jak Cyganie.
Jaka Tora znowu? Jakże to? Nieempiryczny bóg zainterweniował w empirycznej rzeczywistości? Jakoś ciutkę empiryczny się robi.
>Proszę o dowód, ze prawdopodobieństwo jest równie znikome.
Atrybuty, które podałeś są logicznie sprzeczne. Wyliczenie czy ta stonoga poleci arią operową czy tylko zwykłym popdensidłem to zadanie tylko dla hobbystów.
> Wydumane problemy.
Standardowa wypowiedź teisty jak człek konkretnie zapyta co to to niewiadomoco. Zaraz, że wydumane, niezbadane są wyroki boskie i tym podobne brednie.
>Myślę w tym momencie o "chwili, która nastanie za 10 miliardów lat w którejś z odległych galaktyk", chociaż też jest to "nie wiadomo co". Ani przez chwilę nie wątpię jednak, że doskonale rozumiesz moje słowa.
Mnie tam co będzie za 10 miliardów lat głowy nie zaprząta ale pogratulować wolnego czasu.
>Taka, że jeżeli odrzuca Boga, to chyba jest przekonany, że pojęcie to jest zbędne także w etyce i dziedzinie moralności. Musi jakoś uzasadnić to przekonanie, a najprościej zrobi to przyjmując wskazane przeze mnie zdanie.
Nic nie musi - onus probandi. To teista musi se tego swojego niewiadomoczego do etyki i moralności wpychać i jego tam bytność uzasadniać.
>Uwaga jak wyżej. Pozbądź się tego pseudo-Big_Zydowego żargonu, bo robi katastrofalne wrażenie, jak posty nieszczęsnego Big_Zyda.
Dalej logika jak wyżej. I podziękował za komplement.
>Niestety nie o to chodzi. Chodzi o to, że iluzją jest sądzić, że odpowiednie prawo uczyni człowieka dobrym. Istnienie dobrego człowieka nie może być skutkiem funkcjonowania sprawiedliwego prawa, albowiem jest zgoła odwrotnie - funkcjonowanie sprawiedliwego prawa zależy od istnienia dobrych ludzi.
Zostawiając już tą "dobroć" to w jaki to sposób miałoby to implikować istnienie nieempirycznego niewiadomoczego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Człowiek rozsądny modli się od czasu do czasu - na wszelki wypadek. Tylko głupiec tego nie robi. Ateista jest więc z definicji głupcem (powiedziałem nawet gdzie indziej, że jest idiotą;Pytanie tylko do ktorego boga tak na wszelki wypadek trzeba sie modlic? Do Jahwe? A co jak Jahwy nie ma? Przeciez Allah wyrzuci cie na zbity pysk z nieba jesli sie okaze, ze modliles sie do falszywego (bo nieistniejacego) boga. No i nie zapominajmy o barierze jeyzykowej. Jesli jako Polak dojdziesz do wniosku, ze Jahwy nie ma bo jest Allah to przeciez nie bedziesz sie modlil po polsku do Allaha. Przeciez Cie nie zrozumie. Tylko glupiec modli sie do niewlasciwego boga
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Tylko głupiec modli się do niewłaściwego boga  Polecam zwiedzenie przepięknej i fascynującej kulturowo Jerozolimy. Tam zrozumiałem, iż bóg jest tylko jeden, a imię jego Mamona*. Służą jemu z największą pokorą funkcjonariusze wszelkich wyznań i żadne nie jest w tym lepsze lub gorsze. __________________ * Wikipedia: Mammon (aram. ma'mon - zysk, bogactwo) - w Biblii to aramejskie słowo oznaczało bożka pieniędzy. Opisuje to fragment Ewangelii św. Łukasza (Łk 16,13):
Żaden sługa dwom panom służyć nie może: bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłować będzie: albo do jednego przystanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu i mamonie służyć.
O Mammonie wspomina także Hugo von Hofmannsthal w dramacie Jedermann z 1911 - przedstawia go jako personifikację pieniędzy, zdobytych jednak w sposób nieuczciwy. Z kolei John Milton w poemacie Raj utracony przedstawiającym biblijną wizję upadku człowieka opisuje jak Mammon nauczył ludzi rozdzierać łono ziemi, by wyrywać z niego skarby.
Mammon wyobrażany był jako diabeł rozsypujący monety (zachęcając w ten sposób ludzi do rozpusty i rozrywki) lub demon w służbie diabła - w ten sposób opisuje go średniowieczny mag i okultysta Henryk Kornel Agrypa, żyjący w latach 1486-1535. Czasami przedstawiany jako złoty bałwan i opisywany jako zwodzący pokusą pełnego przyjemności życia kusiciel - ci, którzy dali się mu zwieść, po śmierci mieli być pozostawieni własnemu losowi bez szans na zbawienie. Ludzi chciwych opisywano pogardliwie "sługami mamony" lub, zwłaszcza w epoce renesansu, określeniem "pachołkowie mamony".Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Masz inne zdanie? Masz inną propozycję, podziel się nią. Zamiast wpadać w nerw...Nie wpadam w nerwy tylko bawi mnie Twoje macierewiczowanie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) |
To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne! Dla mnie´najlepszy jest taki, ktory nie zaklada roboczego istnienia niezwyklch bytow, ktore jesli chca moga zmieniac prawa fityki i logiki  Ty potrzebujesz boga i jest git. Dopoki nie wlazisz w moje zycie z tym nieobliczalnym i nieuchwytnym bytem a tylko macierewiczujesz sobie po necie, dopoty jest fajnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne!> Dla mnie´najlepszy jest taki, ktory nie zaklada roboczego istnienia niezwyklch bytow, ktore jesli chca moga zmieniac prawa fityki i logiki  Ja uważam, że każde wyjaśnienie, które jest spójne, warto rozważyć. > Ty potrzebujesz boga i jest git. Dopoki nie wlazisz w moje zycie z tym nieobliczalnym i nieuchwytnym bytem a tylko macierewiczujesz sobie po necie, dopoty jest fajnie.Wyjaśniłem Ci, że wg mnie istnieje duża szansa, że bóg istnieje, faktycznie jest nieobliczalny i nieuchwytny i jakoś nikomu razem z Nim nie włażę nigdzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Ja uważam, że każde wyjaśnienie, które jest spójne, warto rozważyć. A ja, że nie każde! Aby było warte rozważenia musi jeszcze być sensownym i mieć jakieś oparcie w jakiejś wiedzy, choć dla mnie zasadnicze znaczenie ma wiedza naukowa i wszystkie inne rodzaje wiedzy mogą być zaledwie jej uzupełnieniem.
Czy wiedza jest nauką? Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.
Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej. (...)
Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.
Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami. /Andrzej B. Izdebski/
Z Panem zaś nie warto, gdyż do Pana zupełnie nic nie dociera. Pan tu nie dyskutuje tylko - tak jak panowie Bielecki czy Elasp - monologuje. Głosicie kazania niewiernym i domagacie się pokornego słuchania. Do niektórych już to Wasze żądanie dotarło i teraz wspólnie z Wami żądają na naszym forum ochrony dla mniej sprawnych intelektualnie. Wtedy dopiero ma być idealnie. Demokratyczne forum równych szans - dla każdego kto już SMS-a napisać potrafi.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Z Panem zaś nie warto, gdyż do Pana zupełnie nic nie dociera. Pan tu nie dyskutuje tylko - tak jak panowie Bielecki czy Elasp - monologuje. Głosicie kazania niewiernym i domagacie się pokornego słuchania. Do niektórych już to Wasze żądanie dotarło i teraz wspólnie z Wami żądają na naszym forum ochrony dla mniej sprawnych intelektualnie. Wtedy dopiero ma być idealnie. Demokratyczne forum równych szans - dla każdego kto już SMS-a napisać potrafi.
Proszę Pana, staram się wnioskować logicznie, podałem tutaj dwa możliwe wyjasnienia powstania świata, w dwóch zaproponowałem boga, raz jako przycyznę, innym razem jako jeden z rezultatów istnienia świata. Z punktu widzenia logiki jest to przyzwoita argumentacja. Pan się czepia definicji, szczegółów, bo Panu wniosek nie pasuje.
Logika jest twarda. Jeśli istnieje bez przyczyny, wiecznie materia i energia (pogląd akceptowany przez wielu racjonalistów, jako bardzo prawdopodobny), to musiał też powstać byt, który potrafi materię i energię okiełznać, byt, który jest bardzo potężny (bóg). To konsekwencja nieskończoności istnienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę Pana, staram się wnioskować logicznie,I cóż komu z Pańskich starań, gdy wcale to Panu nie wychodzi. > podałem tutaj dwa możliwe wyjasnienia powstania świata,Nie podał Pan tu żadnych możliwych wyjaśnień powstania świata. Możliwe wyjaśnienia powstania świata muszą opierać się na dowodach, a minimum na przesłankach naukowych. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,562660#w565198www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,557342#w558358www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558177www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,573743#w575832www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,613243#w613867> w dwóch zaproponowałem boga,A co to znaczy "bóg"? Ja proponuję bdziulungwę - też nie wiem co to miałoby znaczyć, ale nazwa bardziej mi się podoba. > raz jako przycyznę, innym razem jako jeden z rezultatów istnienia świata.Szanowny Panie znam ładniejsze religijne bajdy: Podobnych bytów historia ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.
Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego. > Z punktu widzenia logiki jest to przyzwoita argumentacja.Z punktu widzenia logiki nie można przeprowadzać wnioskowania na pozbawionych sensu terminach. Może też warto się zastanowić czym jest logika i do czego ona służy. Zacytowałem hasło z Wikipedii www.racjon(*).php/z,0/d,27/s,612740#w615073 nie przeczytał Pan, czy nic nie zrozumiał? > Pan się czepia definicji, szczegółów, bo Panu wniosek nie pasuje.Nie czepiam się żadnych definicji, tylko Od języka logicznie doskonałego (od logicznej ideografii) trzeba wymagać, by każde wyrażenie zbudowane jako nazwa ze znaków już wprowadzonych, i gramatycznie poprawne, oznaczało rzeczywiście jakiś przedmiot; oraz żeby nie wprowadzać żadnej nowej nazwy, nie zagwarantowawszy jej znaczenia. W podręcznikach logiki przestrzega się przed wieloznacznością wyrażeń jako źródłem błędów logicznych. Co najmniej równie potrzebne zdaje mi się ostrzeżenie przed nazwami pozornymi, które niczego nie oznaczają. /Gottlob Frege/. "Każdy mgwa jest bgwa" - po prostu nic nie znaczy. > Logika jest twarda. Logika - wedle klasycznej definicji - nauka o sposobach jasnego i ścisłego formułowania myśli, o regułach poprawnego rozumowania i uzasadniania twierdzeń - nie jest ani twarda, ani miękka, to intelektualne narzędzie, które może być dobrze lub źle wykorzystane. > Jeśli istnieje bez przyczyny, wiecznie materia i energia (pogląd akceptowany przez wielu racjonalistów, jako bardzo prawdopodobny), to musiał też powstać byt, który potrafi materię i energię okiełznać, byt, który jest bardzo potężny (bóg).Powyższe zdanie może być tylko wytworem chorego umysłu lub mocno ograniczonego wiarą umysłu i nie ma nic wspólnego ani z naukową wiedzą, ani z logiką. Po prostu takie zależności nie istnieją, a tym bardziej nie ma takiego przymusu. Nie przedstawił Pan na to, nigdzie i nigdy, żadnych - nawet najsłabszych przesłanek naukowych - ani nawet spójnego wywodu logicznego. To, że Panu się coś wydaje lub w coś wierzy, tu nie jest żadnym argumentem. > To konsekwencja nieskończoności istnienia.Co najwyżej ludzkiej wyobraźni: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej. /Albert Einstein/. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
> To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne!Myślę, że najlepiej zachować sceptycyzm i nie rozstrzygać kwestii nierozstrzygalnych. Uważasz, że trzeba? Cytat:Poznane jest skończone, nieznane jest nieskończone; intelektualnie stoimy na wysepce pośród bezgranicznego, nie wyjaśnionego oceanu. Zadaniem kolejnych pokoleń jest osuszanie następnych kawałków lądu. /Thomas Henry Huxley/ Ani Ciebie ani mnie już nie będzie.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne! >Myślę, że najlepiej zachować sceptycyzm i nie rozstrzygać kwestii nierozstrzygalnych. Uważasz, że trzeba? Staram się nie rozstrzygać, ale też wnioskować logicznie. Czasem bywa tak, że logiczny wywód pprowadzi do absurdu, a czasem do sensownego wniosku. Oczywiste jest, że to tylko logika i filozofia, dowodów naukowych brak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Staram się nie rozstrzygać, ale też wnioskować logicznie. Taka sama wiara, jak każda inna.Wierzyć można we wszystko. Wiara nie potrzebuje ani dowodów, ani argumentów, a odwrotnie - na ogół - jej szkodzą. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >To jest najprostszy, loogiczny sposób na wyjaśnienie istnienia świata. Znasz lepszy? Podziel się nim! Dopóki nie ma lepszego, ten przyjmuję jako najlepszy. Kurdę, to takie racjonalne! > Niels Bohr powiedział kiedyś "nie chodzi wyjaśnienie natury, ale o to co można o naturze powiedzieć", to duża różnica. Kłopot z człowiekiem jest taki, że musi sobie wszystko wytłumaczyć (uzasadnić własne postępowanie - to takie ludzkie), stąd powyższy cytat nakłania do pokory przed tajemnicami świata, tak aby świat "czytać", a nie go oceniać. Tak sobie myślę, że nawet w dobie współczesnej nauki nie można zanegować istnienia żadnego bytu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg Dlaczego nie mnóstwo maleńkich przyczynków?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg >Dlaczego nie mnóstwo maleńkich przyczynków? ponieważ te przyczynki musiaałyby mieć swoje przyczyny, a bóg nie. Jesli bowiem bóg miałby miec przyczynę - patrz opcja nr 1.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Dlaczego nie mnóstwo maleńkich przyczynków?
Co za pytanie? Przecież sam Pan twierdzi, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. Jeden Bóg w zupełności wystarcza.
Kiedy racjonaliści przestaną strzelać sobie gole samobójcze? Jest już przynajmniej 100 : 0 dla fideizmu.
Naprawdę katastrofa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Kiedy racjonaliści przestaną strzelać sobie gole samobójcze? Jest już przynajmniej 100 : 0 dla fideizmu.Racja. W erystyce, semantycznej ewkilibrystyce i zaklinaniu rzeczwistosci fideisci pobija (doslownie i w przenosni) kazdego. Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  Niewidomi także mogą twierdzić, że ktoś wmawia im ułomność i że żadnych "barw" nie ma. Jak przekonasz niewidomego od urodzenia, że brakuje mu zmysłu wzroku?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  > Niewidomi także mogą twierdzić, że ktoś wmawia im ułomność i że żadnych "barw" nie ma. Jak przekonasz niewidomego od urodzenia, że brakuje mu zmysłu wzroku?Barwy codziennie widuja milardy ludzi. Ponadto barwy nie ingeruja w prawa fizyki i logiki  No i zaden niewidomy nie wciska mi na sile w szkole kitu, ze barwy nie istnieja. Nie buduje w imie brakujacych barw kosciolw oraz nie zaglada mi do majtek argumetujac, ze brakujace barwy tak chca. Wymysliliscie sobie boga i teraz sie gimnastykujecie aby jego istnienie udowodnic.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Pytam o co innego: jak przekonasz niewidomego, że barwy istnieją? Jak trafisz mu do przekonania, jakim argumentem? Dla niego przekonanie o istnieniu barw może być zupełnie nieracjonalne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | > Pytam o co innego: jak przekonasz niewidomego, że barwy istnieją?Zmierzę ich temperaturę. Każda ma inną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | > Pytam o co innego: jak przekonasz niewidomego, że barwy istnieją?
Zademonstruję mu instrument wykrywający barwy, czyli spektroskop. A czy Ty potrafisz zademonstrować mi instrument wykrywający Boga?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Zademonstruję mu instrument wykrywający barwy, czyli spektroskop.
Czyli z dotykowych własności s. i jego budowy będzie on mógł wywnioskować o istnieniu barw? Aby takiego wnioskowania dokonać, trzeba już uznawać istnienie barw (jak to ma miejsce w przypadku osoby obdarzonej wzrokiem).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | > Czyli z dotykowych własności s. i jego budowy będzie on mógł wywnioskować o istnieniu barw? Aby takiego wnioskowania dokonać, trzeba już uznawać istnienie barw (jak to ma miejsce w przypadku osoby obdarzonej wzrokiem).
Bo barwa jest tylko etykietką nałożoną na parametr fali elektromagnetycznej, jaką jest jej długość, co dość dobrze udokumentowano i pomierzono, a pojęcie to ma wspaniałe możliwości do tłumaczenia innych zjawisk, więc spokojnie można to uznać za prawdę, bo model jest naprawdę dobry (najlepszy z dostępnych).
Wygląda to mniej więcej tak:
1) Mam przesłanki do stworzenia pojęcia "barwa" (wzrok pokazuje mi wiele kolorów) 2) Buduję spektrometr w oparciu o teorie optyki falowej 3) Mierzę światło monochromatyczne dowolnego koloru (np. czerwone zaobserwowano wzrokowo) 4) Zauważam, że barwa jest zależna od długości fali, co mi wychodzi z pomiarów 5) Podobne rozumowanie wykonuje 300 innych ludzi i wychodzi im to samo +/- niepewność pomiarowa 6) Tym sposobem udowadniamy, że etykietka "barwa" rzeczywiście jest użyteczną etykietką, bo jednoznacznie określa coś dobrze mierzalnego.
To takie trudne ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>1) Mam przesłanki do stworzenia pojęcia "barwa" (wzrok pokazuje mi wiele kolorów)
A jeżeli jestem niewidomym? Pytanie było takie: jak przekonać niewidomego od urodzenia, że barwy istnieją? Dla niego przekonanie to jest - a przynajmniej może być - zupełnie irracjonalne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sygnał (4252 punktów) | > A jeżeli jestem niewidomym? Pytanie było takie: jak przekonać niewidomego od urodzenia, że barwy istnieją? Dla niego przekonanie to jest - a przynajmniej może być - zupełnie irracjonalne.
Niewidomy ma prawo stworzyć swój własny model, który dalej zestawimy z obowiązującym, który uwzględnia długości fal elektromagnetycznych, a więc kolory. Wątpię, żeby lepszy wymyślił, a o ile chce spójnego opisu rzeczywistości, uzna barwy.
W skrócie: jak przekonać niewidomego od urodzenia, że barwy istnieją? Nauczyć go fizyki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>W skrócie: jak przekonać niewidomego od urodzenia, że barwy istnieją? Nauczyć go fizyki.
Fizyka będzie dla niego po części składać się z niezrozumiałych praktyk i tajemnych zaklęć - zupełnie jak religia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Sygnał (4252 punktów) | > Fizyka będzie dla niego po części składać się z niezrozumiałych praktyk i tajemnych zaklęć - zupełnie jak religia. >
Zapomniałeś o wynikach pomiarów. Wielu teistów to robi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Fizyka będzie dla niego po części składać się z niezrozumiałych praktyk i tajemnych zaklęć - zupełnie jak religia.
Mam wrażenie, że piszesz o sobie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > A jeżeli jestem niewidomym? Pytanie było takie: jak przekonać niewidomego od urodzenia, że barwy istnieją?
Mocujesz na wyjściu spektroskopu przetwornik długości fali światła na częstotliwość dźwięku. Niewidomy chodzi z nim i słyszy: róża wydaje niski dźwięk, fiołki wysoki, itd.
A jak wykryć niewidzialnego Boga?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > róża wydaje niski dźwięk, fiołki wysoki, itd.Ładna przenośnia  [Pewnie można prócz 'akordów' słyszeć też podczerwień i nadfiolet (skoro pasmu widzialnemu odpowiada raptem jedna oktawa) - w efekcie niewidomy "widziałby" więcej niż niejeden olśniony.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>róża wydaje niski dźwięk, fiołki wysoki, itd.
Z takiego hokus-pokus ma wypłynąć morał, że "jest coś, co w pewien regularny sposób wiąże się z dotykanymi rzeczami i słyszanymi dziękami i to coś nazywamy "barwą" tych rzeczy". To tak jakby teolog przekonywał: "jest coś, co wiąże się z losami świata, z każdym jego stanem, itp. i to coś nazywamy "Bogiem"". Można powiedzieć, że dla niewidomego twierdzenie o barwach jest czymś w rodzaju twierdzenia teologicznego, w które może co najwyżej uwierzyć. Ważne jest to, że niewidomy nie jest "ograniczony intelektualnie" - że użyję (bezmyślnej) frazy Bogusławskiego, a jednak z jego punktu widzenia teza o istnieniu barw jest bezzasadna, chociaż wiadomo nam, że jest prawdziwa.
Przez litość dla racjonalistów pomijam fakt, że niewidomy, aby mógł w ogóle przyjąć, że urządzenie to działa poprawnie (a nie jest tylko imitacją mającą wzbudzić w nim fałszywe przekonanie) powinien moc sprawdzić, czy działa ono poprawnie. Tego jednak nie jest w stanie zrobić nie mając zdolności widzenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Sygnał (4252 punktów) | > Z takiego hokus-pokus ma wypłynąć morał, że "jest coś, co w pewien regularny sposób wiąże się z dotykanymi rzeczami i słyszanymi dziękami i to coś nazywamy "barwą" tych rzeczy". To tak jakby teolog przekonywał: "jest coś, co wiąże się z losami świata, z każdym jego stanem, itp. i to coś nazywamy "Bogiem"".
Różnica tylko taka, że barwę przyporządkowuje się do czegoś, co istnieje.
> Przez litość dla racjonalistów pomijam fakt, że niewidomy, aby mógł w ogóle przyjąć, że urządzenie to działa poprawnie (a nie jest tylko imitacją mającą wzbudzić w nim fałszywe przekonanie) powinien moc sprawdzić, czy działa ono poprawnie. Tego jednak nie jest w stanie zrobić nie mając zdolności widzenia.
Tak więc 1000 niewidomych będzie budować spektrometry i badać jeden obiekt, aby wyeliminować niepewność pomiaru. Czy ja o tym już Elaspie nie pisałem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Fizyk (17637 punktów) | >> róża wydaje niski dźwięk, fiołki wysoki, itd. > Z takiego hokus-pokus ma wypłynąć morał, że "jest coś, co w pewien regularny sposób wiąże się z dotykanymi rzeczami i słyszanymi dziękami i to coś nazywamy "barwą" tych rzeczy".
W zasadzie tak jest. Z tą tylko róźnicą, że to hokus-pokus tylko dla Ciebie, a nie dla tych co potrafią skonstruować takie urządzenie.
> To tak jakby teolog przekonywał: "jest coś, co wiąże się z losami świata, z każdym jego stanem, itp. i to coś nazywamy "Bogiem"".
Wcale nie tak, bo ani Ty ani żaden teolog nie potrafi skonstruować urządzenia, które choćby cichutko pisnęło jak napotka Boga.
> Przez litość dla racjonalistów pomijam fakt, że niewidomy, aby mógł w ogóle przyjąć, że urządzenie to działa poprawnie (a nie jest tylko imitacją mającą wzbudzić w nim fałszywe przekonanie) powinien moc sprawdzić, czy działa ono poprawnie.
Zupełnie niedoceniasz niewidomych. Jestem nim sam, jeśli chodzi o podczerwień i nadfiolet, a z powodzeniem wykrywam te zakresy fal. A jak tam z tym wykrywaczem Boga?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>W zasadzie tak jest. Z tą tylko róźnicą, że to hokus-pokus tylko dla Ciebie,
Usilnie stara się Pan mnie obrazić, kolejny już raz. Zwykle puszczam tego rodzaju uwagi mimo uszu, ale zapytam - po co Panu tego rodzaju przytyki? Z pewnością nie posuwają dyskusji naprzód. Niech Pan tego rodzaju "argumenty" zostawi Bogusławskiemu, który stosuje je z o wiele większą wprawą.
>a nie dla tych co potrafią skonstruować takie urządzenie.
To nie ma żadnego znaczenia, nie o nich przecież mowa. Chodzi o to, czy dla niewidomego przekonanie o istnieniu barw może być racjonalne.
>Wcale nie tak, bo ani Ty ani żaden teolog nie potrafi skonstruować urządzenia, które choćby cichutko pisnęło jak napotka Boga.
To także nie ma znaczenia. Obawiam się, że w ogóle nie rozumie Pan zagadnienia albo odpowiada Pan bez zastanowienia.
>Zupełnie niedoceniasz niewidomych. Jestem nim sam, jeśli chodzi o podczerwień i nadfiolet, a z powodzeniem wykrywam te zakresy fal. A jak tam z tym wykrywaczem Boga?
Z Pańskiego przykładu ze spektrometrem wynika, że są barwy podczerwone i nadfioletowe, i że jeżeli tylko rozpoznaje Pan stowarzyszone z nimi dźwięki, rozpoznaje Pan te barwy. Nie jest więc Pan aż tak bardzo ślepy.
Obawiam się, że przy okazji myli Pan widzianą barwę z falą elektromagnetyczną. Fala jest przyczyną widzianej barwy, ale nie jest z nią tożsama. Jak bowiem wiadomo, można mieć doznania barw bez stymulacji falą. Można pomyśleć o mózgu, w którym widzenie barwne będzie reakcją np. na fale akustyczne (synestezja!) albo na cokolwiek innego. Istotne cechy własnego mózgu (który akurat na fale elektromagnetyczne reaguje widzeniem barw) uważa Pan za istotne własności świata (barwa = fala elektromagnetyczna). Jest to zresztą często spotykany błąd, ale wypadałoby się z niego wyzwolić.
Można pomyśleć o urządzeniu, które dźwiękowi odpowiedniej wysokości przyporządkowuje np. słowo języka polskiego ze słownika ułożonego w kolejności alfabetycznej. Jak rozumiem, niewidomy, odróżniający słowa (w taki pośredni sposób stowarzyszone z rzeczami) będzie mieć także prawo uznać istnienie barw, pomimo iż w jego świadomości zjawiają się znaczenia słów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Fizyk (17637 punktów) | >> W zasadzie tak jest. Z tą tylko róźnicą, że to hokus-pokus tylko dla Ciebie, > Usilnie stara się Pan mnie obrazić, kolejny już raz.
Przepraszam, jeśli tak to Pan odczuł, ale obrażanie nie było moim zamiarem. To przecież Pan użył słowa "hokus-pokus" aby zdyskredytować moją wypowiedź.
>> Wcale nie tak, bo ani Ty ani żaden teolog nie potrafi skonstruować urządzenia, które choćby cichutko pisnęło jak napotka Boga. > To także nie ma znaczenia.
Uważam, że to ma zasadnicze znaczenie i odpowiada na tytułowe pytanie tego wątku.
>> Zupełnie niedoceniasz niewidomych. Jestem nim sam, jeśli chodzi o podczerwień i nadfiolet, a z powodzeniem wykrywam te zakresy fal. > Z Pańskiego przykładu ze spektrometrem wynika, że są barwy podczerwone i nadfioletowe, i że jeżeli tylko rozpoznaje Pan stowarzyszone z nimi dźwięki, rozpoznaje Pan te barwy. Nie jest więc Pan aż tak bardzo ślepy.
Dokładnie o to chodzi! No ale co do Boga to jesteśmy zupełnie ślepi, czyż nie? A może ma Pan jakiś wykrywacz Boga? Czy choćby duchów? Niekoniecznie nawet świętych?
> Obawiam się, że przy okazji myli Pan widzianą barwę z falą elektromagnetyczną.
Niesłusznie Pan się obawia.
> Fala jest przyczyną widzianej barwy, ale nie jest z nią tożsama. Jak bowiem wiadomo, można mieć doznania barw bez stymulacji falą. Można pomyśleć o mózgu, w którym widzenie barwne będzie reakcją np. na fale akustyczne (synestezja!) albo na cokolwiek innego. Istotne cechy własnego mózgu (który akurat na fale elektromagnetyczne reaguje widzeniem barw) uważa Pan za istotne własności świata (barwa = fala elektromagnetyczna).
Doskonale sobie z tego zdaję sprawę.
> Można pomyśleć o urządzeniu, które dźwiękowi odpowiedniej wysokości przyporządkowuje np. słowo języka polskiego ze słownika ułożonego w kolejności alfabetycznej. Jak rozumiem, niewidomy, odróżniający słowa (w taki pośredni sposób stowarzyszone z rzeczami) będzie mieć także prawo uznać istnienie barw, pomimo iż w jego świadomości zjawiają się znaczenia słów.
Owszem, można słowami, choć tonami dźwięku można to zrobić szybciej i dokładniej. Niemniej ta Pana wypowiedź tylko potwierdza, że barwy można wykryć nawet jak się ich nie widzi. W odróżnieniu od Boga, czyż nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>To przecież Pan użył słowa "hokus-pokus" aby zdyskredytować moją wypowiedź.
Przecież nie w tym celu użyłem tych słów. Chciałem tylko powiedzieć, że dla niewidomego wykrywanie barw urządzeniem, które zna dzięki dotykowi, będzie czymś w rodzaju hokus-pokus. Cały czas zastanawiam się nad sprawą niejako w imieniu niewidomego i staram się przyjąć (tzn. wyobrazić sobie) jego punkt widzenia. To, co oczywiste dla widzącego, nie musi być wcale oczywiste dla niewidomego (inaczej w ogóle wzrok nie byłby nam potrzebny).
>>> Wcale nie tak, bo ani Ty ani żaden teolog nie potrafi skonstruować urządzenia, które choćby cichutko pisnęło jak napotka Boga. >> To także nie ma znaczenia. >Uważam, że to ma zasadnicze znaczenie i odpowiada na tytułowe pytanie tego wątku.
Tak, ale mnie interesowało co innego. Mianowicie - zachodzi możliwość, że dla niewidomego przekonanie o istnieniu barw (o którym my wiemy, że jest prawdziwe) będzie nieracjonalne i że nigdy nie będziemy w stanie przekonać go o istnieniu (dla niego rzekomych) barw. My posiadamy środki do identyfikacji barw, ale czy to, co jest dla nas środkiem do identyfikacji barw jest takim środkiem dla osoby niewidomej? Wydaje mi się, że dla niej spektrometr będzie urządzeniem o bliżej nieznanym przeznaczeniu i tajemniczym działaniu (stąd słowo "hokus pokus"). Co więcej, niewidomy będzie mieć prawo do takiej oceny. Oczywiście może on zaufać nam i uwierzyć, że spektrometr "coś" wykrywa, że to "coś" niejako kryje się za dźwiękiem i że należy to "coś" nazywać barwą, ale nie będzie to w jego przypadku przekonanie racjonalne.
>W odróżnieniu od Boga, czyż nie?
No więc właśnie, ale przykład z niewidomym dowodzi, że sytuacja nie jest wcale groźna. Może być bowiem tak, że nie mamy środków do wykrycia Boga na takiej zasadzie, na jakiej niewidomy nie ma środków do wykrycia barw. W świecie ślepców ten, kto będzie głosić istnienie "spektrum barw" (jako czegoś bliżej nieznanej natury, co w tajemniczy sposób wiąże się z przedmiotami dotyku) będzie słusznie traktowany jako nieracjonalny fideista. Ślepiec nie ma jednego z pięciu znanych nam podstawowych zmysłów i nie zdaje sobie sprawy z jego braku. Równie dobrze ludzkość może być społecznością ślepców, czyli może nam brakować pewnego zmysłu. To, że nie dostrzegamy braku tego zmysłu nie ma żadnej mocy dowodowej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) |
>Może być bowiem tak, że nie mamy środków do wykrycia Boga na takiej zasadzie, na jakiej niewidomy nie ma środków do wykrycia barw. Na takiej zasadzie Pański Bóg stanowi jedynie element materii.
Ponadto taka "niewykrywalna" materia musiałaby być jakoś związana z materią przez nas wykrywalną, a w takim razie musielibyśmy coś jednak, przynajmniej pośrednio, o niej wiedzieć na mocy obliczeń opartych na eksperymentach.
Może chodzi Panu o ciemną materię?
Jeśli jednak miałoby chodzić o coś, co nie ma być materią (czyli tym, co odbieramy poprzez zmysły również za pomocą przeróżnych narzędzi lub czego istnienia spodziewamy się na podstawie obliczeń i eksperymentów), to o czymś takim w ogóle niczego nie wiemy, gdyż nie jest to w ogóle możliwe do zmysłowego poznania. A skoro tak, to wcale nie byłoby to takie, jak kolory niewidzialne dla niewidomego.
Przepraszam za zabranie głosu w dyskusji jako laik, ale chciałem tylko wyrazić moją wątpliwość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Na takiej zasadzie Pański Bóg stanowi jedynie element materii.
Wydaje mi się, że chodzi jednak o coś innego. Przykład z niewidomym pokazuje (ma pokazać), że można mieć rację uważając za nieracjonalne przekonanie P (chociaż przekonanie to jest prawdziwe).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sygnał (4252 punktów) | >Wydaje mi się, że chodzi jednak o coś innego. Przykład z niewidomym pokazuje (ma pokazać), że można mieć rację uważając za nieracjonalne przekonanie P (chociaż przekonanie to jest prawdziwe).
A mi się jednak wydaje, że przy okazji pokazałeś, że w formułowaniu naszych stwierdzeń jesteśmy ograniczeni percepcją i pomiarami. Gdzie Twoja percepcja Boga? To wszak fundament Twojego uczulenia na racjonalizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A mi się jednak wydaje, że przy okazji pokazałeś, że w formułowaniu naszych stwierdzeń jesteśmy ograniczeni percepcją i pomiarami. Gdzie Twoja percepcja Boga? To wszak fundament Twojego uczulenia na racjonalizm.
Możliwość percepcji jest tu istota.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Możliwość percepcji jest tu istota.
Jeśli jest możliwa, wypadałoby ją pokazać, na przykład przez przedstawienie i omówienie wyników pomiaru. Wyjmuj więc bogomierz i do roboty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
"Przedstawienie i omówienie wyników pomiaru" dowodzi percepcji, a nie możliwości percepcji. Możliwości dowodzi przykład z niewidomym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | maceox (6766 punktów) | >"Przedstawienie i omówienie wyników pomiaru" dowodzi percepcji, a nie możliwości percepcji. Możliwości dowodzi przykład z niewidomym. A kto kwestionuje możliwość istnienia Boga? Osobiście uważam, że istnieć może wszystko, ale racjonalne jest uznanie za istniejące tego tylko, o czym możemy powiedzieć coś weryfikowalnego. Idee niezweryfikowane to tylko spekulacje bez pokrycia w doświadczeniu.
A Bóg może istnieć tak samo jak wciuk i krzuk. Tak naprawdę to oni we dwójkę stworzyli świat.
Chyba znam trochę psychologiczne przyczyny religijności, ale to jeszcze nie dowodzi istnienia Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A kto kwestionuje możliwość istnienia Boga? Osobiście uważam, że istnieć może wszystko
A zatem można wierzyć w istnienie Boga, skoro może istnieć wszystko. Nie rozumiem więc, dlaczego racjonalizm chce tak uparcie walczyć z tą wiarą? Owszem, może walczyć z tymi, którzy wiarę biorą za wiedzę (tzn. jeżeli uważają, że ich wiara jest wiedzą) i którzy tę wiarę chcą narzucać. Niech każdy wierzy w to, co mu się żywnie podoba.
>A Bóg może istnieć tak samo jak wciuk i krzuk. Tak naprawdę to oni we dwójkę stworzyli świat.
Zasada brzytwy Ockhama likwiduje ten problem. Zdaje się, że racjonaliści są zwolennikami tej zasady. Brzytwa Ockhama każe uznać, że Bóg - jeżeli istnieje - jest przedmiotem absolutnie prostym. Wiara z domieszką racjonalności (jaką jest uznawanie b. O.) oznacza wiarę w tak pojmowanego Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | panTeista (6808 punktów) | >Nie rozumiem więc, dlaczego racjonalizm chce tak uparcie walczyć z tą wiarą?
Bo Kościół narzuca swoje zakazy i nakazy w postaci prawa państwowego. Bo dofinansowuje się z podatków niewierzących.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Myli Pan racjonalizm z antyklerykalizmem. Krytyka wiary a krytyka instytucji Kościoła i jej nadużyć to nie to samo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | Bez wierzących/ praktykujących Kościół traci podstawy swego trwania.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie rozumiem więc, dlaczego racjonalizm chce tak uparcie walczyć z tą wiarą?Gdzie, kiedy, kto? Na naszym niszowym forum, jednym z niewielu w polskim internecie, parę wypowiedzi podważających nachalną powszechną indoktrynację proreligijną ma być tą upartą walką z wiarą? > Owszem, może walczyć z tymi, którzy wiarę biorą za wiedzę (tzn. jeżeli uważają, że ich wiara jest wiedzą)> i którzy tę wiarę chcą narzucać. Niech każdy wierzy w to, co mu się żywnie podoba.Całkowicie się z Panem zgadzam i dlatego nie znajdzie mnie Pan na portalach: Opoka - laboratorium wiary i kultury Wiara - Portal ludzi otwartych Mateusz - katolicki serwis www Katolik.pl - portal dla wierzących, wątpiących i poszukujących Adonai.pl - portal katolicki Angelus.pl - portal chrześcijański Deon.pl Duchowy.pl - serwis dla każdego Obecni.pl - przestrzeń wiary Tezeusz.pl - chrześcijanie w świecie Żywa wiara - portal ludzi wierzących i poszukujących Chrześcijanin.pl - chrześcijański portal informacyjny Apologetyka.pl - katolicki serwis apologetyczny Aeropag XXI - miejsce rozmowy o Bogu, wierze i religii Sancti - razem z tobą kroczymy ku Bogu Witaj - portal ewangelizacyjny Profeto - sercański portal ewangelizacyjny 2ryby - portal ewangelizacyjny Langusta na palmie - portal ewangelizacyjny Jezus - chrześcijański portal ewangelizacyjnyA Szanowny Pan, to co tu robi?Prowadzi Pan własną wojnę z racjonalizmem i osobistą wojenkę - z Bogu ducha winnym racjonalistą Bogusławskim. Miłego dnia @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Na naszym niszowym forum, jednym z niewielu w polskim internecie, parę wypowiedzi podważających nachalną powszechną indoktrynację proreligijną ma być tą upartą walką z wiarą? Ile to "niewiele"? Ot - rozmowa z "racjonalistą". > Prowadzi Pan własną wojnę z racjonalizmem i osobistą wojenkę - z Bogu ducha winnym racjonalistą Bogusławskim. Po pierwsze, nie prowadzę wojenki z "racjonalistą Bogusławskim", ponieważ nie jest Pan żadnym racjonalistą. Po drugie, nie prowadzę wojenki nawet z "forumowiczem Bogusławskim" - niech Pan sobie nie pochlebia - bo nie mam w tym żadnego interesu, gdyż jest Pan zbyt słabym przeciwnikiem. Po trzecie, nie prowadzę żadnej wojny z racjonalizmem, tylko uważam, że stanowisko to wiąże się z trudnościami teoretycznymi, których racjonaliści zdają się nie zauważać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Po pierwsze, nie prowadzę wojenki z "racjonalistą Bogusławskim", ponieważ nie jest Pan żadnym racjonalistą. Po drugie, nie prowadzę wojenki nawet z "forumowiczem Bogusławskim" - niech Pan sobie nie pochlebia - bo nie mam w tym żadnego interesu, gdyż jest Pan zbyt słabym przeciwnikiem. Po trzecie, nie prowadzę żadnej wojny z racjonalizmem, tylko uważam, że stanowisko to wiąże się z trudnościami teoretycznymi, których racjonaliści zdają się nie zauważać. Jeszcze jedna pusta deklaracja, a ile ja już się takich deklaracji w życiu naczytałem! Kto Panu wierzy, to i w to uwierzy - ja wiem, że są trzy prawdy, jak napisał ks. prof. Józef Tischner: świento prawda, tys prawda i gówno prawda, a Pan z uporem babra się tylko w tej ostatniej. Z życzeniem dalszego babrania się w tym, co Pan tak lubi - Bogusławski.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | maceox (6766 punktów) | >Przykład z niewidomym pokazuje (ma pokazać), że można mieć rację uważając za nieracjonalne przekonanie P (chociaż przekonanie to jest prawdziwe). Nie ma Pan racji. Jeśli przekonanie jest prawdziwe, to nie można mieć racji uważając je za nieracjonalne.
Tymczasem dopóki ktoś nie wykaże prawdziwości danego przekonania, dopóty można podnosić, że jest nieracjonalne.
Chyba, że Pan uważa, że niewidomy ma rację, gdy kwestionuje istnienie kolorów. On rzeczywiście nie ma racji, ponieważ kwestionuje coś, co da się wykazać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Nie ma Pan racji. >Jeśli przekonanie jest prawdziwe, to nie można mieć racji uważając je za nieracjonalne.
Przykład z niewidomym dowodzi, że można. Niewidomy jest całkowicie racjonalny w swojej negacji istnienia barw.
Myli Pan prawdziwość z racjonalnością, a to jednak nie to samo. Przekonanie fałszywe może być racjonalne, a prawdziwe - nieracjonalne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >>Nie ma Pan racji. >>Jeśli przekonanie jest prawdziwe, to nie można mieć racji uważając je za nieracjonalne. > Przykład z niewidomym dowodzi, że można. Niewidomy jest całkowicie racjonalny w swojej negacji istnienia barw.
Czyli niewidomy jest też racjonalny w negacji boga ( bóg barwa jeden kij). Czyli wystarczy nie widzieć, okej czy ktoś widział boga ( objawienia maryjne się nie liczą).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Czyli niewidomy jest też racjonalny w negacji boga
Tak, jest racjonalny. Może się w tym tak samo mylić jak w przypadku barw.
>Czyli wystarczy nie widzieć, okej czy ktoś widział boga ( objawienia maryjne się nie liczą).
W społeczeństwie ślepców też ktoś może zawołać "czy ktoś kiedykolwiek doświadczył rzekomej Barwy? Obmacywanie spektrometru się nie liczy!"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Obmacywanie spektrometru się nie liczy!
Oj, bardzo się liczy. Pomimo, że jesteśmy ślepi na znakomitą większość zakresu widma fal elektromagnetycznych, to potrafimy je z powodzeniem wykorzystać. A robimy to w zasadzie przez "obmacywanie" takich urządzeń jak lampy rentgenowskie, obwody scalone, kamery na podczerwień, czy telefony komórkowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | farmer (22440 punktów) | >>Czyli niewidomy jest też racjonalny w negacji boga > Tak, jest racjonalny. Może się w tym tak samo mylić jak w przypadku barw.
Ale dla niego barwa znaczy tyle samo co dla mnie przesunięcie ku czerwieni. Są jednak tacy co wiedzą co to jest używając instrumentów potrafią się tym posługiwać. Czy w związku z tym mam zanegować przesunięcie ku czerwieni bo jestem ślepy na to?
Dlaczego zabraniasz niewidomemu dostępu do wiedzy? Czy na tym właśnie polega wiara. Absolutnie nie dotykać nie sprawdzać. Zamiast otwierać oczy ludziom zamykasz je. To w końcu technologia pcha ludzi do przodu.
Powiedz mi co znaczy dla Ciebie 453,5kg? Umiesz to ocenić, idź jutro na bazar i powiedz do pana proszę 3kilo jabłek tylko zaznacz by Ci nie ważył. Zrozumiesz jak jesteś bezbronny i ślepy.
Łódź podwodna to majstersztyk posługiwania się informacjami.
>>Czyli wystarczy nie widzieć, okej czy ktoś widział boga ( objawienia maryjne się nie liczą). > W społeczeństwie ślepców też ktoś może zawołać "czy ktoś kiedykolwiek doświadczył rzekomej Barwy? Obmacywanie spektrometru się nie liczy!"
Obmacywanie księżyca też.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>Nie ma Pan racji. >>Jeśli przekonanie jest prawdziwe, to nie można mieć racji uważając je za nieracjonalne. > Przykład z niewidomym dowodzi, że można. Niewidomy jest całkowicie racjonalny w swojej negacji istnienia barw. Nie. Nie jest. Istnienie barw można mu wykazać inaczej niż poprzez ich pokazanie.
> Myli Pan prawdziwość z racjonalnością, a to jednak nie to samo. Ale ja nie napisałem, że to jest to samo.
>Przekonanie fałszywe może być racjonalne, a prawdziwe - nieracjonalne. Jakieś przykłady?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | >>>> Wcale nie tak, bo ani Ty ani żaden teolog nie potrafi skonstruować urządzenia, które choćby cichutko pisnęło jak napotka Boga. >>> To także nie ma znaczenia. >> Uważam, że to ma zasadnicze znaczenie i odpowiada na tytułowe pytanie tego wątku. > Tak, ...
A więc zgodziliśmy się co do zasadności ateizmu.
> ... ale mnie interesowało co innego. Mianowicie - zachodzi możliwość, że dla niewidomego przekonanie o istnieniu barw (o którym my wiemy, że jest prawdziwe) będzie nieracjonalne i że nigdy nie będziemy w stanie przekonać go o istnieniu (dla niego rzekomych) barw.
Nie ma takiej możliwości, bo możemy mu zademonstrować śpiewający spektrometr.
> My posiadamy środki do identyfikacji barw, ale czy to, co jest dla nas środkiem do identyfikacji barw jest takim środkiem dla osoby niewidomej?
Nie doceniasz niewidomych. Pomimo braku jednego ze zmysłów potrafią zrozumieć działanie urządzeń technicznych. Często nawet lepiej niż ludzie widzący.
> Wydaje mi się, że dla niej spektrometr będzie urządzeniem o bliżej nieznanym przeznaczeniu i tajemniczym działaniu (stąd słowo "hokus pokus").
Nawet jak niewidomy nie będzie chciał wchodzić w szczegóły działania spektrometru, to wystarczy mu wypróbować jego działanie. Niewątpliwie zauważy, że te same obiekty dają ten sam ton dźwięku, a więc spektrometr wykrywa pewną cechę tych przedmiotów, którą można nazwać barwą. I to będzie racjonalny wniosek, a nie żadne "hokus pokus".
> Co więcej, niewidomy będzie mieć prawo do takiej oceny.
Stanowczo nie, bo musiałby wykazać tyle złej woli co teiści wzbraniający się spojrzeć przez lunetę Galileusza.
>> W odróżnieniu od Boga, czyż nie? > No więc właśnie, ale przykład z niewidomym dowodzi, że sytuacja nie jest wcale groźna.
Nie groźna? Dla kogo? Dla Boga? Powiedziałbym, że wręcz śmiertelna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>W zasadzie tak jest. Z tą tylko różnicą, że to hokus-pokus tylko dla Ciebie, >Usilnie stara się Pan mnie obrazić, kolejny już raz. (...) Niech Pan tego rodzaju "argumenty" zostawi Bogusławskiemu, który stosuje je z o wiele większą wprawą. Zdecydowanie tak, gdyż Bogusławski z uporem powtarza: Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. A najgorszy przypadek to jest wtedy, gdy ktoś nawet nie czuje, jak bardzo się kompromituje.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A najgorszy przypadek to jest wtedy, gdy ktoś nawet nie czuje, jak bardzo się kompromituje.
Myślę, że Pańskie posty są tego najlepszym potwierdzeniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Niech Pan tego rodzaju "argumenty" zostawi Bogusławskiemu, który stosuje je z o wiele większą wprawą. Zdecydowanie tak, gdyż Bogusławski z uporem powtarza: Nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. A najgorszy przypadek to jest wtedy, gdy ktoś nawet nie czuje, jak bardzo się kompromituje. > Myślę, że Pańskie posty są tego najlepszym potwierdzeniem. Nareszcie, choć w jednym, się z Panem zgadzam. Tak, nasze posty są tego najlepszym potwierdzeniem.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
>Usilnie stara się Pan mnie obrazić, kolejny już raz. Nie obraź się za porównanie, ale już kiedyś widziałam kieszonkowca, który najgłośniej krzyczał "łapać złodzieja".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Nie obraź się za porównanie, ale już kiedyś widziałam kieszonkowca, który najgłośniej krzyczał "łapać złodzieja".
Pani Mereteseger...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | farmer (22440 punktów) |
> Przez litość dla racjonalistów pomijam fakt, że niewidomy, aby mógł w ogóle przyjąć, że urządzenie to działa poprawnie (a nie jest tylko imitacją mającą wzbudzić w nim fałszywe przekonanie) powinien moc sprawdzić, czy działa ono poprawnie. Tego jednak nie jest w stanie zrobić nie mając zdolności widzenia.WOW. A Ty wiedziałeś że coś jest niebieskie czy mama Ci powiedziała? Sztuczne oko to tylko kwestia czasu. Już dziś jest Argus II. No i nie lituj się. "Pacz" jaki bajer Gość rusza ręką przy pomocy myśli youtu.be/yff20TlHv34?t=4m44s
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | > >Gość rusza ręką przy pomocy myśli> >youtu.be/yff20TlHv34?t=4m44s> Przecież to cud, 3'15'' wielki krzyż na ścianie.  He he szach mat ateiści pomyślało wiele osób....
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | niestadny (2492 punktów) |
> Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  Dowodu nie będzie. Wiara nie jest wiedzą. Nie ma tu - jak w przypadku twierdzeń/tez - zastosowania zasada onus probandi.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | Spytam więc grzecznie, w jakim celu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
> Spytam więc grzecznie, w jakim celu?Co: "w jakim celu"? Wierzyć? Nie do mnie pytanie gdyż niewierzący jestem, ale o sensie, potrzebie czy ewolucyjnych uwarunkowaniach zawsze podywagować można... 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  I prawdopodobnie nie będzie... ja jestem z tym pogodzony. A Ty?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > >Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  > I prawdopodobnie nie będzie... ja jestem z tym pogodzony. A Ty?Pogodzic sie mam? To Ty musisz sie pogodzic bo wiesz, ze bog to urojenie i nigdy nie bedzie mozna udowodnic jego istnienia. Dla mnie bog to to samo co krasnal, wrozka czy skrzat. I dla mnie niemoznosc udowodnienia istnienia tych postaci jest jedynym mozliwym wynikiem. Dlatego nie musze sie pogodzic tak samo jak nie musze sie pogodzic, ze deszcz na ziemi spada z gory na dol a nie odwrotnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >>Ino twardego dowodu ich boga jak zwykle ani widu ani slychu  > >I prawdopodobnie nie będzie... ja jestem z tym pogodzony. A Ty?> Pogodzic sie mam? To Ty musisz sie pogodzic bo wiesz, ze bog to urojenie i nigdy nie bedzie mozna udowodnic jego istnienia. Dla mnie bog to to samo co krasnal, wrozka czy skrzat. I dla mnie niemoznosc udowodnienia istnienia tych postaci jest jedynym mozliwym wynikiem. Dlatego nie musze sie pogodzic tak samo jak nie musze sie pogodzic, ze deszcz na ziemi spada z gory na dol a nie odwrotnie.Podałem 2 logiczne wyjasnienia, że bóg istnieć może. Nikt nie wykazał błędu w tym rozumowaniu, poza emocjami i chciejstwem. Dlatego mam wrażenie, że Ty musisz się bardziej z tym pogodzić, niż ja z brakiem dowodów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. To dobry argument. Nie postuluję tu jednak nowych jakości, a tylko wątpię jakoby miała być jedna (nie żąda się np. istnienia jednego tylko elektronu). Poza tym nie wiadomo na ile stosuje się zasada Ockhama do hipotetycznej 'sytuacji przedświatowej' (a taką tu chyba rozważa p. Brzostowski). > Jeden Bóg w zupełności wystarcza. Jeśli brzytwę równie ostro zastosować do "Boga", to powinien być czymś całkiem nieskomplikowanym - co najwyżej jednoelementowym (a najpewniej pustym) - niezdolnym do wytworzenia złożoności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. >To dobry argument. Nie postuluję tu jednak nowych jakości, a tylko wątpię jakoby miała być jedna (nie żąda się np. istnienia jednego tylko elektronu). Poza tym nie wiadomo na ile stosuje się zasada Ockhama do hipotetycznej 'sytuacji przedświatowej' (a taką tu chyba rozważa p. Brzostowski). Słusznie. Skoro jednak jedną zasadę powinniśmy stosować z rozwagą, do sytuacji "przedswiatowej" to także inne, również te wywodzące się z obserwacji. A to prowadzi do absurdu. >> Jeden Bóg w zupełności wystarcza. >Jeśli brzytwę równie ostro zastosować do "Boga", to powinien być czymś całkiem nieskomplikowanym - co najwyżej jednoelementowym (a najpewniej pustym) - niezdolnym do wytworzenia złożoności. Możemy sobie opowiadać ... każdy po swojemu...
Jesli chodzi o świat nadprzyrodzony, boga, okres przed BB, to jak narazie nasze rozważania są tylko filozoficzne i logiczne. Żadnych dowodów. Dlatego tylko logiczne myślenie, przy okreslonych założeniach, pozostaje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > >Bóg mógł powstać albo z materii..> Jakiej materii??? A skad materia sie wziela? Przeciez przed chwila twierdziles, ze z niczego nie moze powstac cos. Wiec skad ta metaria sie wziela?> >...albo był pierwsza przycyzną.> Pierwsza przyczyna czego? Powstania swiata? Jesli tak to skad wzial sie bog? Powstal z nieczego (co wykluczyles) czy stworzyl go jakis mocniejszy bog?> >To logiczne konsekwencje stanowiska wspólczesnej nauki w aspekcie powstania/istnienia świata.> Dupa Jasiu i skrzypce. Nie zadne logiczne konsekwencje tylko rozpaczliwy belkot fideisty, ktory za wszelka cene chce aby jego bog zaistnial  > To ogólnie ciekawy temat. Gdyby spojrzeć na możliwość kreacji materii to jest to możliwe. W każdej chwili tworzone są właśnie z "niczego" pary cząstek i antycząstek (zgodnie z mechaniką kwantową). Te kwantowe fluktuacje tworzą z energii próżni materię w postaci cząstki i jej antycząstki, dzieje się to szybko, aby nie łamać zasady zachowania energii. To zjawisko wykorzystał Stephen Hawking w wyjaśnianiu promieniowania "czarnych dziur", gdzie jedna z takich cząstek zostaje poza horyzontem zdarzeń a druga jest na powrót pochłaniana przez "czarną dziurę". Właściwie każdy model wszechświata zakłada przekształcanie się energii w masę. Z punktu widzenia mechaniki kwantowej każda próżnia posiada minimalną energię, której po prostu nie może nie mieć. Zatem nie może być "nic".
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
>Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania! Jak myślisz? Oczywiście prawdopodobnie, bo pewności nie ma, ale jak myślisz? Powstanie czegos z niczego przeczy wiedzy naukowej i logice. A zatem? Wydaje się, że odpowiedzi na to pytanie ludzkość nie pozna w najbliższym czasie(o ile w ogóle pozna). Uczciwie należy odpowiedzieć: "Nie wiem". Co to jest "nic"?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania! Jak myślisz? Oczywiście prawdopodobnie, bo pewności nie ma, ale jak myślisz? Powstanie czegos z niczego przeczy wiedzy naukowej i logice. A zatem? >Wydaje się, że odpowiedzi na to pytanie ludzkość nie pozna w najbliższym czasie(o ile w ogóle pozna). Uczciwie należy odpowiedzieć: "Nie wiem". Słusznie. Ale jeśli jest możliwa inna odpowiedź i jest spójna z innymi poglądami, to też warto ją poznać. >Co to jest "nic"? Chodzi o stan zupełnej pustki: brak materii i energii w każdej postaci. Przynajmniej tak to rozumiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
>>Co to jest "nic"? >Chodzi o stan zupełnej pustki: brak materii i energii w każdej postaci. Przynajmniej tak to rozumiem. Rzecz w tym, że nawet pustki nie ma. Pustka już jest "czymś".
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania!Nie ja uciekam od pytania; to Ty uciekasz od odpowiedzi. Odpowiedź podałem wielokrotnie: tu i tu i tu i tu i tu. Ile razy można? Bądź poważny i nie używaj swojej ignorancji jako argumentu na istnienie boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > > Czyli uważasz, że świat (materia i energia) powstały z niczego? Nie uciekaj od pytania!> Nie ja uciekam od pytania; to Ty uciekasz od odpowiedzi. Odpowiedź podałem wielokrotnie: tu i tu i tu i tu i tu. Ile razy można? Bądź poważny i nie używaj swojej ignorancji jako argumentu na istnienie boga.> Nie ma nigdzie dowodu na to, aby coś powstało z niczego. W związku z tym, nie jest uprawnione przyjmowanie, że tak się stało. Bardziej prawdopodobne jest to, że nie wiemy co było przed, niż to, że coś powstało z niczego. Wybieg dotyczący tego, że nie można rozpatrywać co było przed BB jest nie do przyjęcia. Bo niby dlaczego? Bo BB wybuchł z nieskończonej gęstości? Sorry, ale to wszystko jest tylko próbą logicznego wyjaśnienia powstania świata, która nie jest lepsza od mojego wnioskowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | zaqmko (15 punktów) |
>Nie ma nigdzie dowodu na to, aby coś powstało z niczego. W związku z tym, nie jest uprawnione przyjmowanie, że tak się stało. Bardziej prawdopodobne jest to, że nie wiemy co było przed, niż to, że coś powstało z niczego. >Wybieg dotyczący tego, że nie można rozpatrywać co było przed BB jest nie do przyjęcia. Bo niby dlaczego? Bo BB wybuchł z nieskończonej gęstości? >Sorry, ale to wszystko jest tylko próbą logicznego wyjaśnienia powstania świata, która nie jest lepsza od mojego wnioskowania. Tak ale kiedyś mogły istnieć kompletnie inne prawa fizyki (w naszym rozumieniu). Dla mnie to trochę wygoda tłumacząc wszystko Bożym planem i unikanie kiedzy o biologii, neurologii, fizyki (nie do pojęcia, niektóre prawa rozumie garstka najtęższych umysłów na świecie)
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda? Powiedzmy, że tak - że skończenie mocne i skończenie mądre byty (w nieskończonym potencjale) powstać muszą. Z analogicznego rozumowania wynika, że co najmniej tak samo pewne jest samoistne powstanie życia i inteligencji typu ludzkiego - byłaby to jeszcze 'prawdziwsza prawda' - prawda?
[Zauważmy też, że w żaden sposób nie wynika stąd relacja podległości/służebności wobec obcych cywilizacji - nie ma chyba sensu ubóstwianie ... konieczności dziejowych.]
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Skoro świat istnieje od nieskończoności, to powstanie takiego bytu jest ... pewne, prawda? >Powiedzmy, że tak - że skończenie mocne i skończenie mądre byty (w nieskończonym potencjale) powstać muszą. No właśnie. >Z analogicznego rozumowania wynika, że co najmniej tak samo pewne jest samoistne powstanie życia i inteligencji typu ludzkiego - byłaby to jeszcze 'prawdziwsza prawda' - prawda? Oczywiście, że tak. >[Zauważmy też, że w żaden sposób nie wynika stąd relacja podległości/służebności wobec obcych cywilizacji - nie ma chyba sensu ubóstwianie ... konieczności dziejowych.] Oczywiście, że nie wynika.
|
|
|  | 1 na 1 | zaqmko (15 punktów) |
>Wiarygodność ewolucji. - ewolucja nie jest zaprzeczeniem Boskiej konstrukcji, pomijając już luki tej teorii i brakujące ogniwa, jest potwierdzeniem jego doskonałości w tym co stworzył, jego wyższości intelektualnej nad swoim stworzeniem Wybacz ale takie kombinowanie jest żałosne i każdy to rozumie jak chce. Cała właśnie wiara to takie gdybanie i gra wyobraźni i uczuć (biologicznych) >Brak rozsądnych argumentów za istnieniem bogów. - odpowiedzi na to pytanie udzieliłem na początku Panu/Pani Grimar - poza tym co oznacza rozsądny ? żebyśmy przeżyli pierwsze życie bez cierpienia, doświadczania bólu i mieli 100000000000000zł na koncie ? nie doceni życia, kto nie pozna śmierci : ) No właśnie, strach przed śmiercią. To chyba normalne że każdy by chciał żyć dłużej, ale w nieskończoność no błagam. Umierają tak samo koty, drzewa, bakterie.
|
|
12 na 12 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Niewłaściwie postawione pytanie. Co niby by mnie miało przekonać, że jakiś istnieje? Do nieistnienia pćmukli też nikt i nic mnie przekonywać nie musiało.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
 | -5 na 5 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Niewłaściwie postawione pytanie. Co niby by mnie miało przekonać, że jakiś istnieje? Do nieistnienia pćmukli też nikt i nic mnie przekonywać nie musiało.> The only good is knowledge and the only evil is ignorance.Niewłaściwie postawione pytanie. Nikt i nic Cię nie przekona, jeżeli tego nie chcesz. Posiadasz wolną wolę wyboru, chęci poszukiwania za/przeciw lub nieposzukiwania
|
|
|  | 6 na 6 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Nikt i nic Cię nie przekona, jeżeli tego nie chcesz.Szczególnie nie przekonają mnie bajki pastuchów, zapisane w wielokrotnie modyfikowanej księdze nie wiedzieć czemu uznawanej za świętą. Tak samo jak nie przekonają mnie takie pseudo argumenty jak ten powyższy. > Posiadasz wolną wolę wyboru,Doprawdy? Tak poza tą mniemaną wolną wolą to masz coś na kształt argumentu? > chęci poszukiwania za/przeciw lub nieposzukiwania  To tego mzimu aż szukać trzeba? Nie jest ono wszędzie i zawsze? Nic nie świadczy o istnieniu katolickiej bozi, świat doskonale obywa się bez niej. PS. Nie trudź się odpisywaniem - albo trollujesz, albo jesteś przekonany, że białe jest czarne a czarne jest białe. Tak czy inaczej szkoda mojego czasu na dalszą "dyskusję".
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| |  | 2 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Nikt i nic Cię nie przekona, jeżeli tego nie chcesz.> Szczególnie nie przekonają mnie bajki pastuchów, zapisane w wielokrotnie modyfikowanej księdze nie wiedzieć czemu uznawanej za świętą. Tak samo jak nie przekonają mnie takie pseudo argumenty jak ten powyższy.> >Posiadasz wolną wolę wyboru,> Doprawdy? Tak poza tą mniemaną wolną wolą to masz coś na kształt argumentu?> >chęci poszukiwania za/przeciw lub nieposzukiwania  > To tego mzimu aż szukać trzeba? Nie jest ono wszędzie i zawsze? Nic nie świadczy o istnieniu katolickiej bozi, świat doskonale obywa się bez niej.> PS. Nie trudź się odpisywaniem - albo trollujesz, albo jesteś przekonany, że białe jest czarne a czarne jest białe. Tak czy inaczej szkoda mojego czasu na dalszą "dyskusję".> The only good is knowledge and the only evil is ignorance.> Nie jestem tutaj, żeby kogoś nawracać, tylko, żeby porozmawiać, poznać inne punkty widzenia. Użyłeś też słowo "katolickiej", ja nie użyłem go nigdzie. Ton Twojej odpowiedzi pozostawiam do przemyślenia czytającym.
|
|
| | |  | 6 na 6 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Nie jestem tutaj, żeby kogoś nawracać, tylko, żeby porozmawiać, poznać inne punkty widzenia. O czym dobitnie świadczą twoje posty, w których co rusz mamroczesz o wolnej woli i zarzucasz niechęć do uwierzenia. >Użyłeś też słowo "katolickiej", ja nie użyłem go nigdzie. Czyżbyś był muzułmaninem? Dżinistą? Animistą? Hindusem? Wyznajesz Wicca? A może stare słowiańskie bóstwa? >Ton Twojej odpowiedzi pozostawiam do przemyślenia czytającym. Czyżbyś poczuł się urażony? Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.
Na tym kończę rozmowę. Pisz, nie pisz, ale na kolejną odpowiedź nie licz. Nic wartościowego do zaoferowania nie masz.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | gostyx (347 punktów) | Z coraz większym zdziwieniem czytam Twoje posty.
Nie jestem katolikiem i nie wierzę, ale nie pomyślałbym nigdy, aby w dyskusji o Bogu, bogu, Wisznu, mzimu, Quetzalcoatlu czy Ozyrysie używać takich argumentów i podejścia do rozmówcy jak Twoje. Moim zdaniem każdemu należy się szacunek niezależnie od poglądów jakie głosi. Z Twojej strony widzę jakieś nadęte ego i poczucie moralnej wyższości, bo Ty nie wierzysz w "bajki pastuchów" i "szkoda Twojego czasu na dyskusję", bo dysputant "nie ma nic wartościowego do przekazania".
Powiem Ci tak: moim skromnym zdaniem prezentujesz sobą poziom daleko poniżej tego, co ja uznaję za normalną, uprzejmą dyskusję. A może na forach internetowych leczysz w ten sposób jakieś swoje zastarzałe kompleksy? Smutne tylko, że nie widzisz za bardzo poziomu, jaki sobą reprezentujesz. Przyznam, że dawno nie widziałem kogoś, od kogo biłaby taka pogarda dla rozmówcy jak od Ciebie przy równoczesnym przekonaniu o swojej nieomylności. Jeśli poczujesz się urażony (w co wątpię) to miej świadomość, że mnie jest również "bardzo wszystko jedno". Tak samo jak to, że moje zdanie spłynie po Tobie jak woda po kaczce.
>The only good is knowledge and the only evil is ignorance. Oj, tak . Ze swojej strony jeszcze przytoczę, że "wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi średniego i nadyma małego". Pozdrowienia.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | |  | 6 na 8 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Z coraz większym zdziwieniem czytam Twoje posty. Do ciebie nie piszę więc snu z powiek mi to nie spędzi. >Nie jestem katolikiem i nie wierzę, ale nie pomyślałbym nigdy, aby w dyskusji o Bogu, bogu, Wisznu, mzimu, Quetzalcoatlu czy Ozyrysie używać takich argumentów i podejścia do rozmówcy jak Twoje. Moim zdaniem każdemu należy się szacunek niezależnie od poglądów jakie głosi. Z Twojej strony widzę jakieś nadęte ego i poczucie moralnej wyższości, bo Ty nie wierzysz w "bajki pastuchów" i "szkoda Twojego czasu na dyskusję", bo dysputant "nie ma nic wartościowego do przekazania". Mało mnie obchodzi co byś pomyślał a czego nie. Tak poza tym czym innym jest ST jak nie bajkami pastuchów właśnie? Spójrz też na "argumenta" drugiej strony - jeśli ktoś jest o istnieniu jakiegoś mzimu przekonany to po co i o czym z nim dyskutować? Czego się dowiem czytając po raz kolejny, że nie chce zrozumieć, ale to okej bo po to mzimu mi dało wolną wolę? >Powiem Ci tak: moim skromnym zdaniem prezentujesz sobą poziom daleko poniżej tego, co ja uznaję za normalną, uprzejmą dyskusję. Moim zdaniem ty żadnego poziomu nie reprezentujesz. >A może na forach internetowych leczysz w ten sposób jakieś swoje zastarzałe kompleksy? Piękny przykład projekcji. >Smutne tylko, że nie widzisz za bardzo poziomu, jaki sobą reprezentujesz. To samo mógłbym napisać o tobie tylko, że twój brak poziomu mnie nie obchodzi. >Przyznam, że dawno nie widziałem kogoś, od kogo biłaby taka pogarda dla rozmówcy jak od Ciebie przy równoczesnym przekonaniu o swojej nieomylności. A w lustro patrzyłeś? >Jeśli poczujesz się urażony (w co wątpię) to miej świadomość, że mnie jest również "bardzo wszystko jedno". Tak samo jak to, że moje zdanie spłynie po Tobie jak woda po kaczce. Żebym się poczuł urażony musiałbym przykładać jakąkolwiek wagę do twojego zdania. >Oj, tak . Ze swojej strony jeszcze przytoczę, że "wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi średniego i nadyma małego". To jak bardzo nadęty się czujesz?
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | gostyx (347 punktów) | >Moim zdaniem ty żadnego poziomu nie reprezentujesz. To zdanie podobnie jak sposób argumentacji kończy moją ocenę Twojej osoby jako kogoś z kim można w miarę sensownie porozmawiać. Nie boleję nad tym i domyślam się, że z wzajemnościa. Pozdrowienia.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >To zdanie podobnie jak sposób argumentacji kończy moją ocenę Twojej osoby jako kogoś z kim można w miarę sensownie porozmawiać. Wzajemnie. Tyle, że już od dosyć dawna uważałem, że z tobą sensownie rozmawiać się nie da. >Nie boleję nad tym i domyślam się, że z wzajemnościa. Dobrze się domyślasz. Raczej rzadko boleję nad czymś co mnie nie martwi.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | panTeista (6808 punktów) | >nie pomyślałbym nigdy, aby w dyskusji o Bogu, bogu, Wisznu, mzimu, Quetzalcoatlu czy Ozyrysie używać takich argumentów i podejścia do rozmówcy jak Twoje.
Obowiązek argumentowania o istnieniu czegokolwiek spoczywa na osobie, która twierdzi że coś istnieje. Co to za podejście do rozmówcy w którym na pytanie: "Napisz jednym zdaniem, co przekonało Cię że z pośród tysięcy bogów, ten jeden w którego wierzysz, istnieje" Hejtibeats odpowiada: "Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji, mnie to natomiast prowadzi do podziwu wobec Boga i jego dzieła, my nie potrafimy nawet zrobić robota, którego można nazwać chociaż lekko świadomym siebie, a posiadamy przecież wiedzę rozwijaną od pokoleń". Na dyskusję z osobą o powyższym podejściu do rozmówcy rzeczywiście szkoda czasu.
>Moim zdaniem każdemu należy się szacunek niezależnie od poglądów jakie głosi.
Szacunek należy się zazwyczaj osobie, ale już nie poglądom głoszonym publicznie. Mam wątpliwości czy należy się szacunek rozmówcy, który na proste pytanie dotyczące dyskutowanej kwestii, podaje odpowiedź nie mającą nic wspólnego z kwestią.
>Z Twojej strony widzę jakieś nadęte ego i poczucie moralnej wyższości,
A tu uderzyłeś ad personam, czyli dostrzegasz w czyimś oku źdźbło, a nie widzisz w swoim belki.
>bo Ty nie wierzysz w "bajki pastuchów" i "szkoda Twojego czasu na dyskusję", bo dysputant "nie ma nic wartościowego do przekazania".
"bajki pastuchów" odnosi się do poglądów rozmówcy, a nie do samego rozmówcy. Hejtibeats nie przytoczył argumentu za istnieniem Boga, poza znanym wszystkim czytelnikom Racjonalisty pseudo-argumentem z Biblii i Tomasza z Akwinu. Czyli "nie ma nic wartościowego do przekazania".
>przy równoczesnym przekonaniu o swojej nieomylności.
To przekonanie wyrabia się przecież w trakcie dyskusji z wierzącymi, którzy oprócz obalonych pseudo-dowodów Tomasza z Akwinu i rzekomej historyczności Biblii, nie mają żadnych argumentów.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | gostyx (347 punktów) | >Co to za podejście do rozmówcy w którym na pytanie: "Napisz jednym zdaniem, co przekonało Cię że z pośród tysięcy bogów, ten jeden w którego wierzysz, istnieje" Hejtibeats odpowiada: "Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji, mnie to natomiast prowadzi do podziwu wobec Boga i jego dzieła, my nie potrafimy nawet zrobić robota, którego można nazwać chociaż lekko świadomym siebie, a posiadamy przecież wiedzę rozwijaną od pokoleń". No i Hejtibeats napisał, zgodnie z własnymi poglądami, co go przekonuje o istnieniu boga. To jest jego stanowisko i powiedział prawdę: dla niego właśnie te rzeczy świadczą o istnieniu boga. Nie rozumiem podejścia w stylu "co to za podejście do rozmówcy, w którym podaje takie argumenty". To jakie miał podać? Takie, które Ty byś chciał usłyszeć i które Tobie by pasowały? Są argumenty "równe" i "równiejsze"?
>Mam wątpliwości czy należy się szacunek rozmówcy, który na proste pytanie dotyczące dyskutowanej kwestii, podaje odpowiedź nie mającą nic wspólnego z kwestią. Ja nie mam wątpliwości, że rozmówcy zawsze należy się szacunek. Nawet opierdzielając Iwana Denisowicza starałem się robić to z głową.
>>Z Twojej strony widzę jakieś nadęte ego i poczucie moralnej wyższości, >A tu uderzyłeś ad personam, czyli dostrzegasz w czyimś oku źdźbło, a nie widzisz w swoim belki. Nie, nie uderzyłem ad personam; wypowiedziałem swoje zdanie nt. postawy Iwana Denisowicza. Cała moja wypowiedź była streszczeniem moich poglądów na te sprawę i tego, co o tym myślę, a nie argumentem w jakiejkolwiek dyskusji, a to znaczna różnica.
>>bo Ty nie wierzysz w "bajki pastuchów" i "szkoda Twojego czasu na dyskusję", bo dysputant "nie ma nic wartościowego do przekazania". >"bajki pastuchów" odnosi się do poglądów rozmówcy, a nie do samego rozmówcy. >Hejtibeats nie przytoczył argumentu za istnieniem Boga, poza znanym wszystkim czytelnikom Racjonalisty pseudo-argumentem z Biblii i Tomasza z Akwinu. Czyli "nie ma nic wartościowego do przekazania". Jak dla mnie wypowiedź w stylu "szkoda mojego czasu, bo nic ciekawego mi nie powiesz" to jawna wzgarda dla drugiego dysputanta. Używając analogii: jest znaczna różnica w powiedzeniu komuś "Słuchaj, masz swoje zdanie na ten temat, ale moim zdaniem Twoja żona jest mało atrakcyjną kobietą, uważam, że powinna iść do dentysty i częściej dbać o higienę.", a stwierdzeniem "Słuchaj, uważam, ze Twoja żona to naprawdę paskudny babsztyl, bo śmierdzi jej z gęby i się nie myje". Chodzi o formę przekazu, a to już zależy po prostu od kultury osobistej. Z postów Iwana Denisowicza na te tematy wyziera rażące lekceważenie, pogarda i poczucie wyższości, więc powiedziałem, co myślę o takim podejściu. I wszystko.
>>przy równoczesnym przekonaniu o swojej nieomylności. >To przekonanie wyrabia się przecież w trakcie dyskusji z wierzącymi[...]. Jeśli masz takie przekonanie - ok, Twoje prawo. Ja tam byłbym ostrożny w wyrabianiu sobie przekonania o nieomylności. Pycha i samozadowolenie nie prowadzą daleko.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | |  | -1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | Jak widać, to nie jest kwestia wierzący/niewierzący lub naukowy/nienaukowy. Niektórzy ludzie z jakiegoś powodu wykazują olbrzymią ignorancję nie tylko wobec możliwości istnienia czegoś o wiele inteligentniejszego, a co samych ludzi, którzy ich otaczają.
Uważam, że nauka w żaden sposób nie neguje istnienia wyższej inteligencji, wręcz ją potwierdza, jest potrzebna, żeby obalać zabobony i używanie pojęcia "Bóg" jako korka, do zatykania jeszcze niezbadanych dziur.
Lecz faktycznie nauka nie jest dla każdego. Jednych utwierdzi w pokorze, drugim rozdyma ego i będą latać pod sufitem przekonani w swojej wielkości, bo odkryli jeden trybik w wielkiej maszynie.
Nikogo jeszcze nie zdążyłem obrazić, a już znalazły się osoby, które musiały zaatakować. Nie wpadłbym na to, żeby powiedzieć "nie warto z Tobą rozmawiać, nic od Ciebie się nie dowiem". Otóż każda rozmowa jest sensowna, dopóki, ktoś Cię nie ignoruje lub obraża. Czytelnicy forum sami wyciągną wnioski.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | >każda rozmowa jest sensowna,
Nawet taka w której jeden jest głuchy, a drugi ślepy?
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Uważam, że nauka w żaden sposób nie neguje istnienia wyższej inteligencji, wręcz ją potwierdza...
To nie jest prawda. Nauka doświadczalna nam mówi, że każda inteligencja musi być zrealizowana w materialnym nośniku o bardzo dużej komplikacji informatycznej, takim jak mózg lub komputer. Czymże miałby być ten nośnik dla tej "wyższej inteligencji"?
> ... jest potrzebna, żeby obalać zabobony i używanie pojęcia "Bóg" jako korka, do zatykania jeszcze niezbadanych dziur.
A to już tylko zwykłe chciejstwo ignorantów.
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Uważam, że nauka w żaden sposób nie neguje istnienia wyższej inteligencji, wręcz ją potwierdza... >To nie jest prawda. Nauka doświadczalna nam mówi, że każda inteligencja musi być zrealizowana w materialnym nośniku o bardzo dużej komplikacji informatycznej, takim jak mózg lub komputer. Czymże miałby być ten nośnik dla tej "wyższej inteligencji"? Opierając się na doświadczeniu, masz rację, ale ...
1. Mówimy tutaj o bogu - czymś co wymyka się naszemu doświadczeniu, nie możemy zatem przyjmować wprost takiej interpretacji wykluczającej. Pisałem o tym już wielokrotnie: bóg może być dla nas niezrozumiały, i taki bóg istnieć może, chociaż w świetle dokonań nauki to mało prawdopodobne.
2. Tam gdzie dotykamy pojęć nieskończoności (czyli też bóg) na różnych płaszczyznach, jesteśmy zupełnie zagubieni, nawet w nauce. Jako przykład podawałem już kiedyś nieskończoną gęstość osobliwości (chodzi o BB). Czy nauka doświadczalna zna takie cóś, jak "nieskończenie gęste cóś"? Wydaje mi się, że nie. A tyamczasem jest to poważna część nauki o kosmosie. Co oznacza, że nie jesteśmy tacy "stanowczy" w dyskursie naukowym, także nie tylko doświacenie może być kluczowe w poznawaniu świata.
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Sygnał (4252 punktów) |
>1. Mówimy tutaj o bogu - czymś co wymyka się naszemu doświadczeniu, nie możemy zatem przyjmować wprost takiej interpretacji wykluczającej. Pisałem o tym już wielokrotnie: bóg może być dla nas niezrozumiały, i taki bóg istnieć może, chociaż w świetle dokonań nauki to mało prawdopodobne.
A Ty na zasadzie wrodzonego chciejstwa i mimo wszelkich wskazań wybierasz akurat tę alternatywę? To szalone.
>2. Tam gdzie dotykamy pojęć nieskończoności (czyli też bóg) na różnych płaszczyznach, jesteśmy zupełnie zagubieni, nawet w nauce. Jako przykład podawałem już kiedyś nieskończoną gęstość osobliwości (chodzi o BB). Czy nauka doświadczalna zna takie cóś, jak "nieskończenie gęste cóś"?
Nikt nie twierdzi, że jest nieskończona. Musi być odpowiednio duża, aby można było uznać to za nieskończoność w równaniach. Ktoś, kto nigdy się nie zajmował żadną nauką będzie miał problemy ze zrozumieniem tego.
>Wydaje mi się, że nie. A tyamczasem jest to poważna część nauki o kosmosie. Co oznacza, że nie jesteśmy tacy "stanowczy" w dyskursie naukowym, także nie tylko doświacenie może być kluczowe w poznawaniu świata.
Modelowanie matematyczne też jest nie najgorszą metodą.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>1. Mówimy tutaj o bogu - czymś co wymyka się naszemu doświadczeniu, nie możemy zatem przyjmować wprost takiej interpretacji wykluczającej. Pisałem o tym już wielokrotnie: bóg może być dla nas niezrozumiały, i taki bóg istnieć może, chociaż w świetle dokonań nauki to mało prawdopodobne. >A Ty na zasadzie wrodzonego chciejstwa i mimo wszelkich wskazań wybierasz akurat tę alternatywę? To szalone. Nie wybieram tej alternatywy, bo jej się nie wybiera, ona istnieje lub nie. I ja ją dostrzegam. >>2. Tam gdzie dotykamy pojęć nieskończoności (czyli też bóg) na różnych płaszczyznach, jesteśmy zupełnie zagubieni, nawet w nauce. Jako przykład podawałem już kiedyś nieskończoną gęstość osobliwości (chodzi o BB). Czy nauka doświadczalna zna takie cóś, jak "nieskończenie gęste cóś"? >Nikt nie twierdzi, że jest nieskończona. Musi być odpowiednio duża, aby można było uznać to za nieskończoność w równaniach. Ktoś, kto nigdy się nie zajmował żadną nauką będzie miał problemy ze zrozumieniem tego. To ciekawe. Wszędzie mówi się o nieskonczonej gestosci, a Ty o gęstosci skończonej, którą można uznać za nieskończoną w równaniach? Możesz to (jak sądzę, Ty to rozumiesz) wyjaśnić bliżej? Czy tak samo jest z nieskońocznością (czasu) istnienia materii? Czy tu już nie? A jeśli nie to dlaczego? >>Wydaje mi się, że nie. A tyamczasem jest to poważna część nauki o kosmosie. Co oznacza, że nie jesteśmy tacy "stanowczy" w dyskursie naukowym, także nie tylko doświacenie może być kluczowe w poznawaniu świata. >Modelowanie matematyczne też jest nie najgorszą metodą. Owszem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | >Nie wybieram tej alternatywy, bo jej się nie wybiera, ona istnieje lub nie. I ja ją dostrzegam.
Tak po prawdzie a priori istnieje ich nieskończenie wiele, a Ty z zerową wiedzą, na ślepo, albo na zasadzie chciejstwa wybierasz jedną bez żadnych pomiarów. Powtarzam, szalone.
>To ciekawe. Wszędzie mówi się o nieskonczonej gestosci, a Ty o gęstosci skończonej, którą można uznać za nieskończoną w równaniach? Możesz to (jak sądzę, Ty to rozumiesz) wyjaśnić bliżej?
To jest oczywiste. Gdy w danym równaniu (modelu) jeden z czynników jest gigantyczny w porównaniu z innymi spokojnie idzie go przybliżyć przejściem granicznym do nieskończoności.
>Czy tak samo jest z nieskońocznością (czasu) istnienia materii? Czy tu już nie? A jeśli nie to dlaczego?
Jak podpisujemy się pod model BB, to materia nie istnieje od zawsze, tylko od t0=BB. Są jeszcze zabawne modele z zapętlającym się wszechświatem, ale nie jestem do końca wykwalifikowany, żeby je tłumaczyć.
>Owszem. >
Kolejna metoda, której nie używasz.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie wybieram tej alternatywy, bo jej się nie wybiera, ona istnieje lub nie. I ja ją dostrzegam. >Tak po prawdzie a priori istnieje ich nieskończenie wiele, a Ty z zerową wiedzą, na ślepo, albo na zasadzie chciejstwa wybierasz jedną bez żadnych pomiarów. Powtarzam, szalone. Nie wybieram, tylko dostrzegam jako jedną z wielu. >>To ciekawe. Wszędzie mówi się o nieskonczonej gestosci, a Ty o gęstosci skończonej, którą można uznać za nieskończoną w równaniach? Możesz to (jak sądzę, Ty to rozumiesz) wyjaśnić bliżej? >To jest oczywiste. Gdy w danym równaniu (modelu) jeden z czynników jest gigantyczny w porównaniu z innymi spokojnie idzie go przybliżyć przejściem granicznym do nieskończoności. Takie przybliżenia o jakich piszesz, są dziwactwem: aby zamieniać wartość bardzo dużą na nieskończoną, tylko dlatego, że jest duża w porównaniu z innymi. Faktycznie to niewiadomo, jak jest z tą gęstoscią, może i jest nieskończona, a może nie, przecież to tylko wynik modelowania.
>>Czy tak samo jest z nieskońocznością (czasu) istnienia materii? Czy tu już nie? A jeśli nie to dlaczego? >Jak podpisujemy się pod model BB, to materia nie istnieje od zawsze, tylko od t0=BB. Są jeszcze zabawne modele z zapętlającym się wszechświatem, ale nie jestem do końca wykwalifikowany, żeby je tłumaczyć. >>Owszem. >> >Kolejna metoda, której nie używasz.
Sam widzisz, jak to modelowanie i zakładanie BB prowadzi do absurdów: nieskończonej gestości, która niby jest, ale tylko we wzorze, a tam w tyn BB to już na początku prawa fizyki nie obowiązują, bo tak pasuje do wzoru? Szaleństwo i Harry Poter. Właśnie o to chodzi. Tam gdzie dotykamy nieskończoności, jesteśmy bezradni, a logicznie rzecz ujmując bóg może istnieć. Logiczne, ale jakby wbrew rozumowi, tak jak nieskonczona gęstość: logiczna (ze wzrou) ale wbrew rozumowi, tak jak niedziałanie praw fizyki (logicznen ze wzrou) ale wbrew rozumowi, itd... Tak właśnie jest tam, gdzie rozmawiamy o nieskończoności. Myślisz, że Twoje logiczności wbrew rozumowi są lepsze niż moje? Tak może być tylko wtedy, gdy wierzysz w swoje. Ja nie wierzę w żadne, ale je widzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Sygnał (4252 punktów) | >Nie wybieram, tylko dostrzegam jako jedną z wielu.
Toć i my dostrzegany, a jednak odrzucamy, jako wybitnie nieprawdopodobną, jak bardzo wiele innych z resztą.
>Takie przybliżenia o jakich piszesz, są dziwactwem: aby zamieniać wartość bardzo dużą na nieskończoną, tylko dlatego, że jest duża w porównaniu z innymi.
Proponuję przejść przez podstawowy kurs analizy matematycznej, a potem dowolną fizykę opierająca się o pola wektorowe. Wtedy zrozumiesz, o co chodzi.
>Faktycznie to niewiadomo, jak jest z tą gęstoscią, może i jest nieskończona, a może nie, przecież to tylko wynik modelowania.
Jak zdarta płyta ... Ten model jest najlepszy, bo jest najbardziej spójny i zakłada najmniej.
>Myślisz, że Twoje logiczności wbrew rozumowi są lepsze niż moje?
Myślę, że Twoje są bezużyteczne, a aktualne modele mają jakąś wartość poznawczą.
>Tak może być tylko wtedy, gdy wierzysz w swoje.
Uznaje za najlepsze z aktualnych.
>Ja nie wierzę w żadne, ale je widzę.
Już było na początku, wszyscy tu je widzą, ale odrzucają, bo bezużyteczne i nieprawdopodobne. Ty zaś jak zdarta płyta negujesz coś, o czym nie masz najmniejszego pojęcia. Proponuję najpierw samemu kiedyś coś policzyć, zająć się naukami przyrodniczymi, a potem zaczynać tyrady. Kto wie, może urośnie kolejny atto.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie wybieram, tylko dostrzegam jako jedną z wielu. >Toć i my dostrzegany, a jednak odrzucamy, jako wybitnie nieprawdopodobną, jak bardzo wiele innych z resztą. Nie jest ona tak wybitnie nieprawwdopodobna, tylko ateiści, nie chcą wówczas dyskutować zasłaniając się wybiegami. Przytoczyłem tutaj logiczne wyjaśnienia dot. możliwości istnienia boga, a nawet, że jest to pewne. Nikt nie raczy na to odpowiedzieć sensownie, bo każdy by poległ, logika jest nieubłagana. Zamiast dyskusji o tym "jądrze" problemu, są stosowane same wybiegi. >>Takie przybliżenia o jakich piszesz, są dziwactwem: aby zamieniać wartość bardzo dużą na nieskończoną, tylko dlatego, że jest duża w porównaniu z innymi. >Proponuję przejść przez podstawowy kurs analizy matematycznej, a potem dowolną fizykę opierająca się o pola wektorowe. Wtedy zrozumiesz, o co chodzi. Skąd to przekonanie na forum, że po drugiej stronie pisze gimnazjalista? Skup sie raczej na arguemntach, a nie na podkreślaniu czyjejś niewiedzy i w domysle swojej mądrości. Daj mi dwa przykłady, w których zmieniono wartość bardzo dużą na nieskończoną, tylko dlatego, że była bardzo duża. >>Faktycznie to niewiadomo, jak jest z tą gęstoscią, może i jest nieskończona, a może nie, przecież to tylko wynik modelowania. >Jak zdarta płyta ... Ten model jest najlepszy, bo jest najbardziej spójny i zakłada najmniej. ??? Najlepszy model: 1. z neiskończoną gestością, której nikt nigdy nie obzerwował i jest ona wbrew doświadczeniu, rozumowi i logice, 2. z niedziałaniem praw fizyki.
>>Myślisz, że Twoje logiczności wbrew rozumowi są lepsze niż moje? >Myślę, że Twoje są bezużyteczne, a aktualne modele mają jakąś wartość poznawczą. Bezużytecznośc zależy dla kogo, to kwestia oceny. >>Tak może być tylko wtedy, gdy wierzysz w swoje. >Uznaje za najlepsze z aktualnych. Uznaniowość to trochę jak wiara, że te najlepsze, no może mocno subiektywna ocena. >>Ja nie wierzę w żadne, ale je widzę. >Już było na początku, wszyscy tu je widzą, ale odrzucają, bo bezużyteczne i nieprawdopodobne. Ty zaś jak zdarta płyta negujesz coś, o czym nie masz najmniejszego pojęcia. Proponuję najpierw samemu kiedyś coś policzyć, zająć się naukami przyrodniczymi, a potem zaczynać tyrady. Kto wie, może urośnie kolejny atto. Ja niczego nie neguje. I znowu piszesz, jak byś był wielce mądry... Forum ma to do siebie, że nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie, dlatego lepiej skupić się na arguemntach niż takich personalnych wycieczkach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | farmer (22440 punktów) |
> Przytoczyłem tutaj logiczne wyjaśnienia dot. możliwości istnienia boga, a nawet, że jest to pewne. Nikt nie raczy na to odpowiedzieć sensownie, bo każdy by poległ, logika jest nieubłagana. Zamiast dyskusji o tym "jądrze" problemu, są stosowane same wybiegi.
Nie przesadzaj. Sam pisałeś że >Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny
Pytałem Cię o sposoby obserwacji względem innych wierzących jakich używasz i to Ty poległeś. Inni dostrzegają rzeczy których ty nie widzisz. Pytałem kto się myli Ty czy oni. Też poległeś.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Przytoczyłem tutaj logiczne wyjaśnienia dot. możliwości istnienia boga, a nawet, że jest to pewne. Nikt nie raczy na to odpowiedzieć sensownie, bo każdy by poległ, logika jest nieubłagana. Zamiast dyskusji o tym "jądrze" problemu, są stosowane same wybiegi. >Nie przesadzaj. No, może trochę przesadziłem... >Sam pisałeś że >>Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny >Pytałem Cię o sposoby obserwacji względem innych wierzących jakich używasz i to Ty poległeś. Inni dostrzegają rzeczy których ty nie widzisz. Pytałem kto się myli Ty czy oni. Też poległeś. Nie do końca potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Wierzących są miliony, w dodatku każdy postrzega boga po swojemu, każdy wierzy inaczej, itd ... Nie mogę odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Różni ludzie dostrze4gają różne rzeczy, interpretują itd...
Zadaj konkretne pytanie, dostaniesz odpowiedź.
Co do ogólnego pytania: kto się myli? Nie wiem, może ja, może oni. Ja potrafię swój pogląd w miarę logicznie uzasadnić, korzystajac przy tym ze zdobyczy nauki.
Ja z pewnością nie polegną, ponieważ mnie interesuje stan faktyczny, żadne wierzenia, niczego nie biorę na wiarę, dlatego nie boję się żadnego pytania i żadnej odpowiedzi. Polegnę jedynie w taki sposób, że tylko przyznam się do niewiedzy, ale to nie porażka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
>Co do ogólnego pytania: kto się myli? Nie wiem, może ja, może oni. Ja potrafię swój pogląd w miarę logicznie uzasadnić, korzystajac przy tym ze zdobyczy nauki.
Czyli kto się myli? Bo jeśli Ty masz rację to oni nie. Twoje poglądy wynikają z obserwacji ich też a jednak mało jest cech wspólnych. Nie wspominasz nic o Matce Boskiej. Skąd taka rozbieżność? Dlaczego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Co do ogólnego pytania: kto się myli? Nie wiem, może ja, może oni. Ja potrafię swój pogląd w miarę logicznie uzasadnić, korzystajac przy tym ze zdobyczy nauki. >Czyli kto się myli? Bo jeśli Ty masz rację to oni nie. Twoje poglądy wynikają z obserwacji ich też a jednak mało jest cech wspólnych. Nie wspominasz nic o Matce Boskiej. Skąd taka rozbieżność? Dlaczego?
To proste, w skrócie jest tak:
Uważam, że świat albo istnieje od zawsze (bez przyczyny), albo powstał w określonym momencie (miał przyczynę).
1. Jeśli istnieje od zawsze, to ta nieskończoność sprawia, że pewnym jest iż musiał w tym czasie powstać byt potężny (zbliżony do takiego boga "wszech") - o co chodzi możesz znaleźć w tym wątku bardziej szczegółowo.
2. Jesli powstał w momencie, to musiała istniec pierwsza przyczyna - bóg.
Koniec.
Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
>Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem.
Czyli to nic nie wyjaśnia w kwestii rozbieżności. Jedna z tysiąca prywatnych wersji.
Czy gdyby rozmowa dotyczyła np czarnej dziury lub rubieży kosmicznych takie wyjaśnienia uznałbyś za kompletne, kompetentne, ostateczne, mające racje bytu?
Nie wiem dlaczego ten "nieśmiertelny" tandem w rozmowach "pierwsza przyczyna - bóg" staje się nagle oczywisty w jednym zjawisku(potocznie wielki wybuch) a przy innych zjawiskach a szczególnie tam gdzie jest blisko aparatura pomiarowa ludzie nie są już tak przekonujący zostawiając dany problem fachowcom i w opracowaniach ciężko doszukać się boga.
Kiedyś ponoć bóg pomieszał ludziom języki gdy budowali więżę do nieba. Dziś śmiało poruszamy się w przestrzeni kosmicznej. Nie mówiąc już o tak prozaicznych budowlach mających 800 kilka metrów Burdż Chalifa.
Mimo wszystko mam mamy tą wiedzę historyczną. Równie dobrze mógłbym wysłuchiwać teraz kapłana jakieś 1000 lat temu a mój sprzeciw miałby taką samą moc, o ile nie wydłubano by mi oka i ucięto języka (czytaj dano bana) po tym sprzeciwie.
Potrafię Cię zrozumieć, nie potrafię umiejscowić się dziś na miejscu tego chłopa z przed 1000 lat.
Moja nie wiedza nie uprawnia mnie do zajmowania stanowiska w tak skomplikowanej sprawie jak kosmos ale też nie może powodować że przyjmę cokolwiek w tej sprawie.
Nie cierpię z tego powodu tak jak nie cierpię nie wiedząc ile kilometrów kw ma wielka pustka kosmiczna.
Jest to dla mnie nie istotne.
Interesuje się kosmosem na tyle na ile dostarcza wiedzy mi nauka. Znam kilka stanowisk jakie ludzie zajmują w kwestii świata, Twoje będzie jednym z nich tak jak to że ludzie widzą Matkę Boską.
Wędrujesz razem z wiedzą. Już nie jesteś wstanie wpiąć w to Matki Boskiej jako super bytu. Nie oczekujesz że to ona odbierze wiadomość z Voyagera.
Mówiąc tyle o bogu wiesz więcej niż sonda która jeszcze nie dotarła do końca swej podróży a która dopiero za 300 000 lat będzie mijać się z Syriuszem. Na kanwie tego opowieści że bóg że musi że byt.......
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem. >Czyli to nic nie wyjaśnia w kwestii rozbieżności. Bo nie może. Gdybym ja widział matkę boską, to bym Ci coś odpisał. >Jedna z tysiąca prywatnych wersji. Racjonalnie boga nie "złapiesz", nie da się o nim zbyt wiele w sposób spójny napisać. >Czy gdyby rozmowa dotyczyła np czarnej dziury lub rubieży kosmicznych takie wyjaśnienia uznałbyś za kompletne, kompetentne, ostateczne, mające racje bytu? Jeśli w rozważaniach dochodzisz do granicy poznania to możesz tylko powiedzieć: nie wiem. Nie jest to oczywiście kompletne itd... Jest uczciwe, bo nie wiem. >Nie wiem dlaczego ten "nieśmiertelny" tandem w rozmowach "pierwsza przyczyna - bóg" staje się nagle oczywisty w jednym zjawisku(potocznie wielki wybuch) a przy innych zjawiskach a szczególnie tam gdzie jest blisko aparatura pomiarowa ludzie nie są już tak przekonujący zostawiając dany problem fachowcom i w opracowaniach ciężko doszukać się boga. Nie jest taki oczywisty. Problem ten dotyka jednak głównie tych obszarów, w których ocieramy się o granice poznania. >Wędrujesz razem z wiedzą. Już nie jesteś wstanie wpiąć w to Matki Boskiej jako super bytu. Nie oczekujesz że to ona odbierze wiadomość z Voyagera. >Mówiąc tyle o bogu wiesz więcej niż sonda która jeszcze nie dotarła do końca swej podróży a która dopiero za 300 000 lat będzie mijać się z Syriuszem. Na kanwie tego opowieści że bóg że musi że byt.......
Ja tutaj wyraźnie zaznaczam, że gówno wiemy! Możemy jedynie opierać się w obszarach gdzie dotykamy granic poznania, na logice i założeniach oraz pewnych przesłankach płynaych z obserwacji. Dowodów w tych obszarach nie ma i zapewne nie będzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>>Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem. >>Czyli to nic nie wyjaśnia w kwestii rozbieżności. >Bo nie może. Gdybym ja widział matkę boską, to bym Ci coś odpisał.
Nigdzie też nie wspominasz że widziałeś boga? Dlatego pytam z uporem maniaka w którym miejscu przeważyło Bóg nad Matka Boska.
Chciałbym usłyszeć wywód logiczny gdzie cyt: mozemy jedynie opierać się w obszarach gdzie dotykamy granic poznania, na logice i założeniach oraz pewnych przesłankach płynaych z obserwacji. Dowodów w tych obszarach nie ma i zapewne nie będzie
Czyli ja mówię że czarna dziura jest kwadratowa Ty że itd. W podobnym tonie chciałbym usłyszeć dlaczego nie Matka Boska.
Zakładając że przesłanek płynących z obserwacji na rzecz Matki Boskiej jest więcej. Ilość obrazów w samej Polsce, liczne miejsca objawień. To powinno chyba być dla Ciebie ważne podczas procesu
Chciałbym po prostu użyć Twoich argumentów gdyby okazało się że Maryja jest nielogiczna w rozmowie z innymi wierzącymi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >>>Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem.> >>Czyli to nic nie wyjaśnia w kwestii rozbieżności.> >Bo nie może. Gdybym ja widział matkę boską, to bym Ci coś odpisał.> Nigdzie też nie wspominasz że widziałeś boga? Dlatego pytam z uporem maniaka w którym miejscu przeważyło Bóg nad Matka Boska.Pojęcie boga w znaczeniu stworzyciela, pierwszej przyczyny jako tako jest wszystkim znane. W kontekscie w jakim o bogu piszę, nie ma znaczenia ilu jest aniołów, czy są, czy istnieją żaby, itd ... > Chciałbym usłyszeć wywód logiczny gdzie cyt:> mozemy jedynie opierać się w obszarach gdzie dotykamy granic poznania, na logice i założeniach oraz pewnych przesłankach płynacych z obserwacji. Dowodów w tych obszarach nie ma i zapewne nie będzie> Czyli ja mówię że czarna dziura jest kwadratowa Ty że itd.Przesłanki muszą wynikać jednak z obserwacji, a nie z "czapy" zupełnie. > W podobnym tonie chciałbym usłyszeć dlaczego nie Matka Boska.Nie ma przesłanek, aby mnożyć byty. > Zakładając że przesłanek płynących z obserwacji na rzecz Matki Boskiej jest więcej. Ilość obrazów w samej Polsce, liczne miejsca objawień. To powinno chyba być dla Ciebie ważne podczas procesuObrazy?  Miejsca objawień, można by wziąć, o ile stiwerdzono tam coś, przynajmniej niewytłumaczalnego, podobnego do MB i są świadkowie lub badania na ten temat. > Chciałbym po prostu użyć Twoich argumentów gdyby okazało się że Maryja jest nielogiczna w rozmowie z innymi wierzącymi.A to pisz od razu o co Ci chodzi, bo ja staram się zrozumieć, a Ty się kamuflujesz z intencjami. Nie ma takiej łatwej analogii pomiędzy relacjami związanymi z istnieniem boga, materii a relacjami pomiędzy przesłankami na istnienie matki boskiej, aniołów czy baby jagi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
> Pojęcie boga w znaczeniu stworzyciela, pierwszej przyczyny jako tako jest wszystkim znane. W kontekscie w jakim o bogu piszę, nie ma znaczenia ilu jest aniołów, czy są, czy istnieją żaby, itd ...Czy to jest wywód logiczny, czy obserwacja? Nie widzę uzasadnień tylko prywatne ułatwienia. Jako taka działa też gromnica. Nie konfrontujesz tego z wierzącymi co mnie zdumiewa. Masz obok gotowego klarownego boga całą świtę a nawet namiestników ziemskich ale nie masz przekonania do nich. Nie potrafisz uzasadnić wyboru mówiąc że to nie ma znaczenia. Dla miliarda ma to znaczenia. W przyszłym tygodniu miliony ludzi będzie wspominać śmierć syna bożego całując jego stopy. Miliony ludzi wyzna grzechy przed bogiem dla nich bardzo konkretnym Kto się myli Ty czy oni. > Przesłanki muszą wynikać jednak z obserwacji, a nie z "czapy" zupełnie.No ale... > >>Nic więcej o bogu, rozszdnie, poza wyobrażeniem i wymyślaniem z "czapy" nie wiem. Matki boskiej nie widziałem.> >W podobnym tonie chciałbym usłyszeć dlaczego nie Matka Boska.> Nie ma przesłanek, aby mnożyć byty.To tylko dwa, dla klarowności kilkanaście tysięcy innych zostawiam w spokoju. > >Zakładając że przesłanek płynących z obserwacji na rzecz Matki Boskiej jest więcej. Ilość obrazów w samej Polsce, liczne miejsca objawień. To powinno chyba być dla Ciebie ważne podczas procesu> Obrazy? Miejsca objawień, można by wziąć, o ile stiwerdzono tam coś, przynajmniej niewytłumaczalnego, podobnego do MB i są świadkowie lub badania na ten temat.Okej, czyli inni wierzący nie są wstanie na Ciebie wpłynąć byś pomodlił się do Matki Boskiej bo w to nie wierzysz? Jakie masz wnioski obserwując wierzących nie wierząc im? > A to pisz od razu o co Ci chodzi, bo ja staram się zrozumieć, a Ty się kamuflujesz z intencjami.Raczej interesuje mnie jak odrzuca się te wszystkie akcesoria boskie. > Nie ma takiej łatwej analogii pomiędzy relacjami związanymi z istnieniem boga, materii a relacjami pomiędzy przesłankami na istnienie matki boskiej, aniołów czy baby jagi.Jw
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >>Co to za podejście do rozmówcy w którym na pytanie: "Napisz jednym zdaniem, co przekonało Cię że z pośród tysięcy bogów, ten jeden w którego wierzysz, istnieje" Hejtibeats odpowiada: "Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji, mnie to natomiast prowadzi do podziwu wobec Boga i jego dzieła, my nie potrafimy nawet zrobić robota, którego można nazwać chociaż lekko świadomym siebie, (...)". >No i Hejtibeats napisał, (...), co go przekonuje o istnieniu boga. To jest jego stanowisko i powiedział prawdę: dla niego właśnie te rzeczy świadczą o istnieniu boga. Nie rozumiem podejścia w stylu "co to za podejście do rozmówcy, w którym podaje takie argumenty". To jakie miał podać? Takie, które Ty byś chciał usłyszeć i które Tobie by pasowały?
Nie wiem jaki ma związek "Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń,(...)" z istnieniem Boga. Nie wiem dlaczego miałoby to świadczyć o istnieniu boga. Miał podać co go przekonało że ten jeden istnieje, a inni (bogowie/ boginie) nie istnieją. Tymczasem Hejtibeats w ogóle nie doczytał o innych bogach i odpisał nie na kwestię zawartą w pytaniu. Dlaczego inni nie istnieją było dla Hejtibeats'a niewygodne, więc udał że pytania nie zauważył. Nadal chciałbym usłyszeć argumenty dlaczego akurat ten jeden, a inni bogowie już nie.
>Cała moja wypowiedź była streszczeniem moich poglądów na te sprawę i tego, co o tym myślę, a nie argumentem w jakiejkolwiek dyskusji, (...).
Nie oczekuję Twojego udziału w dyskusji o istnieniu lub nie boga, oczekuję że przeczytasz uważniej i przyjmiesz do wiadomości, że argumenty Hejtibeats'a są nie na temat. Czyli stosuje on manipulację wypowiedzią partnera, a więc szkoda czasu na dyskusję z nim.
>Jak dla mnie wypowiedź w stylu "szkoda mojego czasu, bo nic ciekawego mi nie powiesz" to jawna wzgarda dla drugiego dysputanta.
Szkoda czasu bo zamiast odpowiedzi stosuje retorykę. Pisze, może warto wierzyć ale nie wyjaśnia dlaczego warto.
>Ja tam byłbym ostrożny w wyrabianiu sobie przekonania o nieomylności. Pycha i samozadowolenie nie prowadzą daleko.
Jednak papieże są przekonani o nieomylności, czyli popełniają "grzech" pychy i mimo to są określani świętymi. Wierzący bezkrytycznie podążają za przywódcami religijnymi i są samo-zadowoleni że prowadzą ich do jakiegoś zbawienia.
Nadzieją na de-klerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >No i Hejtibeats napisał, zgodnie z własnymi poglądami, co go przekonuje o istnieniu boga. To jest jego stanowisko i powiedział prawdę: dla niego właśnie te rzeczy świadczą o istnieniu boga. Czyżby przekonanie o czymś czyniło dobry argument? Czyżby przekonanie miało przełożenie na istnienie? Jeśli miliard ludzi krzyknie wróżki istnieją to one istnieć zaczną? >Nie rozumiem podejścia w stylu "co to za podejście do rozmówcy, w którym podaje takie argumenty". To jawnie lekceważące podejście. Tak samo jak zarzucanie rozmówcy, że nie chce zrozumieć, albo że nie chce szukać. Bóg istnieje, ale ty nie chcesz go dostrzec - gdzie tu szacunek dla rozmówcy? Bóg istnieje, dał ci wolną wolę i dlatego możesz w niego nie wierzyć - czyżby nie było tu nieuprawnionych założeń i przekonania o własnej racji wykluczającego wszelką sensowną dyskusję? >Są argumenty "równe" i "równiejsze"? Są gorsze i lepsze. Argumentowanie, że szef jest dobry bo bije pracownika tylko dwa razy dziennie to absurd. Dostrzegasz mam nadzieję analogię. >Ja nie mam wątpliwości, że rozmówcy zawsze należy się szacunek. Nie zawsze, ale po co sięgać po standardowe obalacze. Nie w tym rzecz zresztą, poglądom nie należy się szacunek, wypowiadając je publicznie trzeba być gotowym na krytykę. >Jak dla mnie wypowiedź w stylu "szkoda mojego czasu, bo nic ciekawego mi nie powiesz" to jawna wzgarda dla drugiego dysputanta. A jak dla mnie wcale nie. To opinia i do tego będąca reakcją. Żadnych nowych czy przekonywujących argumentów, szkoda więc mojego czasu. Tak samo jak szkoda czasu piszącego, który mógłby w tym czasie zrobić cokolwiek innego. >Chodzi o formę przekazu, a to już zależy po prostu od kultury osobistej. Z postów Iwana Denisowicza na te tematy wyziera rażące lekceważenie, pogarda i poczucie wyższości, więc powiedziałem, co myślę o takim podejściu. I wszystko. Dostrzegasz co chcesz dostrzec. Ale co tam, twoja opinia, twoja sprawa.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | gostyx (347 punktów) | >>No i Hejtibeats napisał, zgodnie z własnymi poglądami, co go przekonuje o istnieniu boga. To jest jego stanowisko i powiedział prawdę: dla niego właśnie te rzeczy świadczą o istnieniu boga. >Czyżby przekonanie o czymś czyniło dobry argument? Czyżby przekonanie miało przełożenie na istnienie? Jeśli miliard ludzi krzyknie wróżki istnieją to one istnieć zaczną? Odwracanie kota ogonem i zmiana tematu. Mówiliśmy o uzasadnieniu poglądów Hejtibeatsa odnośnie istnienia boga. Na pytanie "Co cię przekonuje o istnieniu boga?" Heitibeats podał swoje argumenty. I czemu jego uzasadnienie miałoby być gorsze czy niepoważne? Bo nie odwoływało się do fizyki/chemii/biologii/filozofii/Biblii/nie wiadomo czego jeszcze, tylko na subiektywnym odczuciu rzeczywistości i trudno z taką argumentacją walczyć? Uzasadnił swoje przekonanie. To, że chciałbyś koniecznie wykazać mu absurd jego przekonań i nie za bardzo masz jak przy tego typu uzasadnieniu, to Twój problem jako dysputanta. Ale uzasadnienie samo w sobie - ani lepsze, ani gorsze. Po prostu opinia: trudno (jeśli w ogóle) obalalna. Sorry, taki ma klimat.
>>Nie rozumiem podejścia w stylu "co to za podejście do rozmówcy, w którym podaje takie argumenty". >To jawnie lekceważące podejście. Czemu? Bo jako uzasadnienie poglądów na istnienie boga podaje to, że ktoś jest w stanie marzyć, śnić, piękno umysłu, itd? Poproszony o uzasadnienie swjego przekonania - uzasadnił je, nikomu przy tym nie nachodząc na odcisk. Z formalnego punktu widzenia jego wyjaśnienie jest jak najbardziej w porządku. Gdzie tu lekceważenie kogokolwiek i na czym ono polega?
>>Są argumenty "równe" i "równiejsze"? >Są gorsze i lepsze. Argumentowanie, że szef jest dobry bo bije pracownika tylko dwa razy dziennie to absurd. Dostrzegasz mam nadzieję analogię. Szczerze mówiąc: nie. Nie dostrzegam analogii między argumentacją "szef jest dobry bo bije tylko dwa razy dziennie" a argumentacją "do istnienia boga przekonują mnie piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji". Nie widzę powodu, dla którego ten ostatni argument uzasadniający przekonanie o istnieniu boga miałby być formalnie "gorszy" pod jakimkolwiek względem. Jest to stwierdzenie pewnego faktu: przekonuje mnie to i to. Chyba, że tyczy się to w jakiś sposób mojej wypwiedzi, ale wtedy już kompletnie nie rozumiem, co masz na myśli i skąd taki argument.
>>Ja nie mam wątpliwości, że rozmówcy zawsze należy się szacunek. >Nie zawsze, ale po co sięgać po standardowe obalacze. Jak dla mnie - zawsze. Jak widać standardowe obalacze są nadal potrzebne.
>Nie w tym rzecz zresztą, poglądom nie należy się szacunek, wypowiadając je publicznie trzeba być gotowym na krytykę. Znowu szybka zmiana tematu, podparta stwierdzeniem truzimu. Mówiliśmy o szacunku dla rozmówcy, nie dla jego poglądów. Krytyka poglądów a krytyka poglądów z szacunkiem dla rozmówcy to zupełnie inne sprawy.
>Dostrzegasz co chcesz dostrzec. Ale co tam, twoja opinia, twoja sprawa. Cytat z Ciebie: "Tak samo jak zarzucanie rozmówcy, że nie chce zrozumieć, albo że nie chce szukać. Bóg istnieje, ale ty nie chcesz go dostrzec - gdzie tu szacunek dla rozmówcy? Bóg istnieje, dał ci wolną wolę i dlatego możesz w niego nie wierzyć - czyżby nie było tu nieuprawnionych założeń i przekonania o własnej racji wykluczającego wszelką sensowną dyskusję?" Ty również jak widać dostrzegasz to, co chcesz dostrzec.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Odwracanie kota ogonem i zmiana tematu. Gdzież mi tam do mistrza w tym. >Mówiliśmy o uzasadnieniu poglądów Hejtibeatsa odnośnie istnienia boga. Na pytanie "Co cię przekonuje o istnieniu boga?" Heitibeats podał swoje argumenty. To co on podał to obok argumentu nawet nie stało. >I czemu jego uzasadnienie miałoby być gorsze czy niepoważne? Bo nie odwoływało się do fizyki/chemii/biologii/filozofii/Biblii/nie wiadomo czego jeszcze, tylko na subiektywnym odczuciu rzeczywistości i trudno z taką argumentacją walczyć? Uzasadnił swoje przekonanie. Uzasadnił na zasadzie wierzę bo wierzę. Jemu może taka "argumentacja" wystarcza, ale mi zdecydowanie nie. >To, że chciałbyś koniecznie wykazać mu absurd jego przekonań i nie za bardzo masz jak przy tego typu uzasadnieniu, to Twój problem jako dysputanta. To absurd takiego przekonania trzeba jeszcze wykazywać? >Czemu? Bo jako uzasadnienie poglądów na istnienie boga podaje to, że ktoś jest w stanie marzyć, śnić, piękno umysłu, itd? Poproszony o uzasadnienie swjego przekonania - uzasadnił je, nikomu przy tym nie nachodząc na odcisk. Z formalnego punktu widzenia jego wyjaśnienie jest jak najbardziej w porządku. Gdzie tu lekceważenie kogokolwiek i na czym ono polega? Może polega na tym co wyciąłeś bo nie potrafiłeś się do tego odnieść? Widzisz co chcesz widzieć - skoro ty czegoś nie dostrzegasz to tego nie ma, czyż nie? >Szczerze mówiąc: nie. Nie dostrzegam analogii między argumentacją "szef jest dobry bo bije tylko dwa razy dziennie" a argumentacją "do istnienia boga przekonują mnie piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji". Nie widzę powodu, dla którego ten ostatni argument uzasadniający przekonanie o istnieniu boga miałby być formalnie "gorszy" pod jakimkolwiek względem. Jest to stwierdzenie pewnego faktu: przekonuje mnie to i to. Nie dziwię się twojemu niedostrzeganiu. Skoro zaś nie widzisz płytkości "argumentu" bóg jest bo świat jest piękny to i gadać nie ma o czym. >Znowu szybka zmiana tematu, podparta stwierdzeniem truzimu. Mówiliśmy o szacunku dla rozmówcy, nie dla jego poglądów. Krytyka poglądów a krytyka poglądów z szacunkiem dla rozmówcy to zupełnie inne sprawy. Rozmówca zasługuje na taki szacunek jaki okazuje swojemu partnerowi w dyskusji. >Ty również jak widać dostrzegasz to, co chcesz dostrzec. Oczywiście. Zaprawdę ty tylko wszystko dostrzegasz i widzisz w świetle najwłaściwszym. Zarzucasz innym swoje przewiny.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | gostyx (347 punktów) | > >Odwracanie kota ogonem i zmiana tematu.> Gdzież mi tam do mistrza w tym.Mistrz dziękuje za zaiste racjonalną wypowiedź odnośnie mojego zarzutu.  > >Mówiliśmy o uzasadnieniu poglądów Hejtibeatsa odnośnie istnienia boga. Na pytanie "Co cię przekonuje o istnieniu boga?" Heitibeats podał swoje argumenty.> To co on podał to obok argumentu nawet nie stało.Dla Ciebie pewnie nie, dla Heitibeatsa owszem; co wobec tego uznałbyś za argument, bo aż ciekawy jestem. > >I czemu jego uzasadnienie miałoby być gorsze czy niepoważne? Bo nie odwoływało się do fizyki/chemii/biologii/filozofii/Biblii/nie wiadomo czego jeszcze, tylko na subiektywnym odczuciu rzeczywistości i trudno z taką argumentacją walczyć? Uzasadnił swoje przekonanie.> Uzasadnił na zasadzie wierzę bo wierzę. Jemu może taka "argumentacja" wystarcza, ale mi zdecydowanie nie.Jak dla mnie to była jednak argumentacja funkcyjna: "wierzę(argument1, argument2)". Ponawiam zatem pytanie: jakich argumentów oczekiwałeś Ty? Potrafisz sprecyzować, czy tak naprawdę sam dokładnie nie wiesz, co masz na myśli wołając "daj mi prawdziwy argument" i jest to tylko chwyt erystyczny z Twojej strony?  > >To, że chciałbyś koniecznie wykazać mu absurd jego przekonań i nie za bardzo masz jak przy tego typu uzasadnieniu, to Twój problem jako dysputanta.> To absurd takiego przekonania trzeba jeszcze wykazywać?No jak widać, nie dla wszystkich (np. Heitibeatsa) jest to taki absurd, panie ja-wiem-lepiej. Tłumaczenie z iwandenisowiczowego na polski: "To absurd takiego przekonania (inngo niż moje) trzeba jeszcze wykazywać?" > >Czemu? Bo jako uzasadnienie poglądów na istnienie boga podaje to, że ktoś jest w stanie marzyć, śnić, piękno umysłu, itd? Poproszony o uzasadnienie swjego przekonania - uzasadnił je, nikomu przy tym nie nachodząc na odcisk. Z formalnego punktu widzenia jego wyjaśnienie jest jak najbardziej w porządku. Gdzie tu lekceważenie kogokolwiek i na czym ono polega?> Może polega na tym co wyciąłeś bo nie potrafiłeś się do tego odnieść? Widzisz co chcesz widzieć - skoro ty czegoś nie dostrzegasz to tego nie ma, czyż nie?Czy mogę prosić o prawdziwy argument na pytanie "gdzie tu lekceważenie" a nie lanie wody na zasadzie "wiem, ale Ci nie powiem, sam sie domyśl". Cóż takiego wyciąłem, bo nie potrafiłem się do tego odnieść? Męczy mnie już trochę takie Twoje unikanie jasnych odpowiedzi i zmian tematu w postaci retorycznych pytań, tylko opakowanych w ironię, żeby ładnie się sprzedawało. > >Szczerze mówiąc: nie. Nie dostrzegam analogii między argumentacją "szef jest dobry bo bije tylko dwa razy dziennie" a argumentacją "do istnienia boga przekonują mnie piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji". Nie widzę powodu, dla którego ten ostatni argument uzasadniający przekonanie o istnieniu boga miałby być formalnie "gorszy" pod jakimkolwiek względem. Jest to stwierdzenie pewnego faktu: przekonuje mnie to i to.> Nie dziwię się twojemu niedostrzeganiu. Skoro zaś nie widzisz płytkości "argumentu" bóg jest bo świat jest piękny to i gadać nie ma o czym.Ponownie z iwandenisowiczowego na polski: "Skoro zaś nie zgadzasz się z moim zdaniem nie będziemy dyskutować, bo i nie ma o czym." Racjonalizm jak ta lala  > Rozmówca zasługuje na taki szacunek jaki okazuje swojemu partnerowi w dyskusji.Jeśli nie okazujesz szacunku dysputantowi, który Tobie go nie okazuje - jesteś taki sam jak on i niczym się od niego nie różnisz. > >Ty również jak widać dostrzegasz to, co chcesz dostrzec.> Oczywiście. Zaprawdę ty tylko wszystko dostrzegasz i widzisz w świetle najwłaściwszym.Tak? Dziękuję! Nie wiedziałem  > Zarzucasz innym swoje przewiny.Ok, Twoja racja, mój spokój. A z lekkim przymrużeniem oka - w sposobie argumentacji przypominasz mi moją ciotkę. Jak pokazać jej, że robi coś, z czym się nie chce pogodzić, że robi, bo stawiałoby ją to w złym świetle, to nie pojawiają się argumenty, tylko "a właśnie to Ty tak robisz". To samo widzę u Ciebie - kropka w kropkę. 
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Mistrz dziękuje za zaiste racjonalną wypowiedź odnośnie mojego zarzutu.  Jaki zarzut taka odpowiedź. > Dla Ciebie pewnie nie, dla Heitibeatsa owszem; co wobec tego uznałbyś za argument, bo aż ciekawy jestem.Argument przemawiający za istnieniem sprzecznego biblijnego boga w którego on zdaje się wierzyć? Nie ma takiego - biblijny bóg jest zbyt dobrze opisany żeby poważnie za jego istnieniem argumentować. Jakiś deistyczny bóg mógłby inaczej się prezentować, ale nie takiego tworu się dyskusja tyczy. > Jak dla mnie to była jednak argumentacja funkcyjna: "wierzę(argument1, argument2)". Ponawiam zatem pytanie: jakich argumentów oczekiwałeś Ty? Potrafisz sprecyzować, czy tak naprawdę sam dokładnie nie wiesz, co masz na myśli wołając "daj mi prawdziwy argument" i jest to tylko chwyt erystyczny z Twojej strony?  Nie czujesz się choć odrobinę nieswojo zarzucając innym swoje przewiny?  Co do argumentu patrz wyżej. > No jak widać, nie dla wszystkich (np. Heitibeatsa) jest to taki absurd, panie ja-wiem-lepiej.Nie wszyscy mogą wiedzieć lepiej, panie najwyraźniej nieświadomy istnienia kościelnej indoktrynacji. > Czy mogę prosić o prawdziwy argument na pytanie "gdzie tu lekceważenie" a nie lanie wody na zasadzie "wiem, ale Ci nie powiem, sam sie domyśl". Cóż takiego wyciąłem, bo nie potrafiłem się do tego odnieść? Męczy mnie już trochę takie Twoje unikanie jasnych odpowiedzi i zmian tematu w postaci retorycznych pytań, tylko opakowanych w ironię, żeby ładnie się sprzedawało.Prosić możesz, ale czy jesteś w stanie ten argument przyjąć do wiadomości? Albo go choć zauważyć? Uznanie już na wstępie, że ktoś bozi nie dostrzega bo nie chce dostrzec nie jest lekceważeniem rozmówcy? Założenie, że ktoś nie wierzy bo postulowana bozia dała mu jakoby wolną wolę nie sprawia, że nie da się sensownie odnieść do twierdzenia postulującego? I odpuściłbyś już sobie przypisywanie swoich zachowań mnie. To było zabawne w kilkunastu innych postach, teraz świadczy tylko o tobie. I wcale nie świadczy dobrze. > Z iwandenisowiczowego na polski: "Skoro zaś nie zgadzasz się z moim zdaniem nie będziemy dyskutować, bo i nie ma o czym." Racjonalizm jak ta lala  Od ciebie to pochwała bo ty obok racjonalizmu nawet nie stałeś. No i te manipulacje, żeby nie nazwać tego łgarstwami. Jak niby ma wyglądać dyskusja z kimś kto uznaje niewiarę w boga za dowód na istnienie tegoż? > Jeśli nie okazujesz szacunku dysputantowi, który Tobie go nie okazuje - jesteś taki sam jak on i niczym się od niego nie różnisz.Normalnie w samo serce mnie ubodłeś swoją opinią. > Tak? Dziękuję! Nie wiedziałem  Wielu rzeczy nie wiesz  > Ok, Twoja racja, mój spokój. A z lekkim przymrużeniem oka - w sposobie argumentacji przypominasz mi moją ciotkę. Jak pokazać jej, że robi coś, z czym się nie chce pogodzić, że robi, bo stawiałoby ją to w złym świetle, to nie pojawiają się argumenty, tylko "a właśnie to Ty tak robisz". To samo widzę u Ciebie - kropka w kropkę.  Bez lekkiego przymrużenia oka. Nie dostrzegasz moich argumentów, nie uznajesz ich twoja wola. Bądź jednak łaskaw swoich zachowań mnie nie przypisywać. Kończę ową wielce owocną wymianę poglądów - nie jestem zainteresowany ciągłym udowadnianiem, że nie jestem wielbłądem, szczególnie komuś kto nijak tego nie chce przyjąć do wiadomości.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | >>Prosić możesz, ale czy jesteś w stanie ten argument przyjąć do wiadomości? Albo go choć zauważyć? Uznanie już na wstępie, że ktoś bozi nie dostrzega bo nie chce dostrzec nie jest lekceważeniem rozmówcy?
Zacytuj proszę dokładnie moment, w którym uznaję na wstępie, że założyłem istnienie Boga i to, że ktoś go nie chce zobaczyć. Proszę o dokładny cytat. W jednym z postów nawet przeprosiłem, jeżeli ktoś by tak to odebrał, ale proszę o dokładny cytat.
Poza tym widzę, że dla niektórych pewne argumenty, nie są argumentami, a więc rozmowa z góry jest skazana na krytykę, to nawet nie jest rozmowa, to jest właśnie lekceważenie.
Uważam, że mądra, przemyślana wiara musi iść w parze z nauką, a każdy kto popada w skrajności na 99% jest daleki od Boga i mądrości, ale żeby to zrozumieć trzeba trochę otworzyć nie tylko głowę, ale i serce na drugiego człowieka.
Wiara, która wybrałem świadomie na podstawie drogi, którą przeszedłem opiera się w dużym stopniu na biblii, ale nie zakładam, że jest to jedyny wyznacznik, nie zakładam, że znam naturę Boga, wręcz przeciwnie, wyobrażam sobie go jako kogoś niepojętego na tym etapie naszej świadomości.
Przeszedłem przez najdziwniejsze teorie naukowe zanim uznałem, że jest coś wyżej nad nami, ostatecznie dotarłem do sztucznych inteligencji i zauważyłem jedynie próżność niektórych naukowców, którzy pewni i zadufani w sobie, uznali, że wszystko rozwikłają, bo są z nich takie kozaki, że Bóg w sumie to nie jest potrzebny.
Ale ja się pytam, co ma Bóg do nauki ? Może nauka nie walczy z Bogiem, może walczy z wykorzystywaniem przez ludzi religii do sterowania ludźmi ? Pomyślał tak ktoś ?
Podkreślam. Potrzebna jest wiara, nauka i zrozumienie drugiego człowieka.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Zacytuj proszę dokładnie moment, w którym uznaję na wstępie, że założyłem istnienie Boga i to, że ktoś go nie chce zobaczyć. Proszę o dokładny cytat. W jednym z postów nawet przeprosiłem, jeżeli ktoś by tak to odebrał, ale proszę o dokładny cytat.Nie ma dokładnego cytatu boś był na tyle przewidujący żeby tak jawnej głupoty wprost nie napisać. Poniżej masz jednak kilka swoich wypowiedzi, które sprawę właściwie naświetlają. Tak swoją drogą nie próbujesz mi chyba wmówić, że wcale nie jesteś przekonany o istnieniu swojej bozi, tudzież wolnej woli? Istnienie boga (i nie tylko): Cytat:To forum i ton rozmowy między niektórymi ludźmi pokazuje, że nawet nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a chcemy poznać plan Boga ? To kolejny dla mnie dowód, że nie jesteśmy jeszcze godni poznać jego zamysłów. Tu masz wolną wolę: Cytat:Mało tego, wierzę, że Bóg dał nam wolną wiarę do tego stopnia, że masz prawo wyboru w co chcesz wierzyć. Jest to piękny dar. Wolna wola i istnienie boga: Cytat:Brak śladów działalności bogów. - prawda lub nie, otrzymując wolną wolę od Boga, dar największy poza samym życiem, Bóg nie może w sposób jednoznaczny zejść i zrobić coś osobiście, ponieważ zaneguje nasz wybór i nie pozostawi wyboru, ale może działać pośrednio, pozostawiając wciąż wybór Chcenie lub niechcenie bycia przekonanym: Cytat:Nikt i nic Cię nie przekona, jeżeli tego nie chcesz. Posiadasz wolną wolę wyboru, chęci poszukiwania za/przeciw lub nieposzukiwania > Poza tym widzę, że dla niektórych pewne argumenty, nie są argumentami, a więc rozmowa z góry jest skazana na krytykę, to nawet nie jest rozmowa, to jest właśnie lekceważenie.Poczułeś się urażony tym, że ktoś nie uznaje istnienia twojego ulubionego superbohatera, na którego istnienie nie ma sensownych dowodów i który najpewniej jest jednym z setek bożków wymyślonych przez ludzi na przestrzeni wieków? > Uważam, że mądra, przemyślana wiara musi iść w parze z nauką, a każdy kto popada w skrajności na 99% jest daleki od Boga i mądrości, ale żeby to zrozumieć trzeba trochę otworzyć nie tylko głowę, ale i serce na drugiego człowieka.I ty wcale nie zakładasz istnienia bozi, tak? A teraz dodatkowo nie sugerujesz, że jak ktoś nie podziela twojej wiary w dawne mity to coś z nim nie tak? Dziwię się doprawdy, że masz czelność oskarżać innych przy jednoczesnym zawoalowanym wprawdzie ale nazywaniu ich głupcami. > Wiara, która wybrałem świadomie na podstawie drogi, którą przeszedłem opiera się w dużym stopniu na biblii, ale nie zakładam, że jest to jedyny wyznacznik, nie zakładam, że znam naturę Boga, wręcz przeciwnie, wyobrażam sobie go jako kogoś niepojętego na tym etapie naszej świadomości.Wybrałeś świadomie? Będąc ochrzczonym w wieku np. 18 lat a wcześniej odbierając solidne wykształcenie z zakresu religioznawstwa? > Przeszedłem przez najdziwniejsze teorie naukowe zanim uznałem, że jest coś wyżej nad nami, ostatecznie dotarłem do sztucznych inteligencji i zauważyłem jedynie próżność niektórych naukowców, którzy pewni i zadufani w sobie, uznali, że wszystko rozwikłają, bo są z nich takie kozaki, że Bóg w sumie to nie jest potrzebny.I wszystko jasne. Ty uznałeś i ty masz rację. Gdzie tam naukowcom do tytana intelektu tej miary. Zapewne skromność jest jedną z twoich wielu zalet. > Ale ja się pytam, co ma Bóg do nauki ?Nic. Nieistniejące byty z zasady nic do nauki nie mają. > Może nauka nie walczy z Bogiem, może walczy z wykorzystywaniem przez ludzi religii do sterowania ludźmi ?Ciężko walczyć z czymś co nie istnieje inaczej niż wyobrażenie trwające m.in. z powodu kościelnej indoktrynacji. > Podkreślam. Potrzebna jest wiara, nauka i zrozumienie drugiego człowieka.Podkreślaj do woli, nie znaczy to, że masz rację. Tobie może i wiara jest do czegoś potrzebna, ale to nie znaczy, że innym również.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Ciężko walczyć z czymś co nie istniejeIle razy ja użyłem słów, "wierzę", "uważam, że", ty takich nie używasz, co świadczy raczej o Twojej pewności i niepodważalności Twojej wiary w nieistnienie Boga, i to Cię tak boli, że ktoś ma inni światopogląd. Swoimi postami ewidentnie atakujesz rozmówców
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Ile razy ja użyłem słów, "wierzę", "uważam, że", ty takich nie używasz, co świadczy raczej o Twojej pewności i niepodważalności Twojej wiary w nieistnienie Boga, i to Cię tak boli, że ktoś ma inni światopogląd.Zabawny jesteś. Wiara w nieistnienie boga. A którego? Twoja wiara zaprawdę musi być wielka skoro wierzysz w istnienie bozi biblijnej - próżnego i okrutnego tyrana, będącego najpewniej niczym więcej niż wymysłem cokolwiek prymitywnych umysłów. Zresztą nie wiem po co się produkuje, to ty powinieneś dostarczyć dowodów. Dlaczego niby miałbym brać pod uwagę istnienie bozi, w którą wierzysz? Na piękne oczy? > Swoimi postami ewidentnie atakujesz rozmówców  Raczej intelektualną pustkę ich niczym nieuzasadnionych przekonań 
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >to Cię tak boli, że ktoś ma inni światopogląd.
Twój światopogląd jest dla nas obojętny uczuciowo, wkurza nas to że naukę religii swoich dzieci finansujecie naszym kosztem. Mówiąc wprost okradacie ateistów by zapłacić za katechezę swoich dzieci.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >>to Cię tak boli, że ktoś ma inni światopogląd. >Twój światopogląd jest dla nas obojętny uczuciowo, wkurza nas to że naukę religii swoich dzieci finansujecie naszym kosztem. Mówiąc wprost okradacie ateistów by zapłacić za katechezę swoich dzieci. To oczywista demagogia. W podobny sposób mogą powiedzieć ludzie bezdzietni o wydatkach na dzieci, pracujący o wydatkach dla bezrobotnych, abstytenci o wydatkach na leczenei alkoholizmu, itd ...
Po prostu w demokracji decyduje większość, i tyle. Opowiadanie tutaj wielkich słów o okradaniu jest nie na miejscu. Wg takiej logiki, wszyscy wszystkich okradają, bo każdemu jakiś tam wydatek się nie podoba lub jest w takiej a nie innej grupie ludzi.
Demagogia, z butów wyłazi.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Wiara, która wybrałem świadomie na podstawie drogi, którą przeszedłem opiera się w dużym stopniu na biblii
Czy Twoim zdaniem kobieta jest równa mężczyźnie? 11 Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. 12 Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. Bóg stworzył najpierw Adama, a potem stworzył Ewę, by była "pomocą" dla Adama. Ten porządek stworzenia ma uniwersalne zastosowanie dla całej ludzkości zarówno w rodzinie (List do Efezjan 2:22-33), jak i w Kościele. To, że Ewa jako pierwsza została zwiedziona, odpowiada na pytanie, dlaczego kobieta nie może być pastorem czy mieć władzy nad mężczyzną. Żony powinny poddać się pod autorytet swoich mężów. "Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu. Bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim" (Efezjan 5.22-24).
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | gostyx (347 punktów) | > Argument przemawiający za istnieniem sprzecznego biblijnego boga w którego on zdaje się wierzyć? Nie ma takiego - biblijny bóg jest zbyt dobrze opisany żeby poważnie za jego istnieniem argumentować. Jakiś deistyczny bóg mógłby inaczej się prezentować, ale nie takiego tworu się dyskusja tyczy.> >Jak dla mnie to była jednak argumentacja funkcyjna: "wierzę(argument1, argument2)". Ponawiam zatem pytanie: jakich argumentów oczekiwałeś Ty? Potrafisz sprecyzować, czy tak naprawdę sam dokładnie nie wiesz, co masz na myśli wołając "daj mi prawdziwy argument" i jest to tylko chwyt erystyczny z Twojej strony?  > Nie czujesz się choć odrobinę nieswojo zarzucając innym swoje przewiny? Co do argumentu patrz wyżej.Czyli, podsmowując, Twój tok rozumowania wygląda następująco: jesteś przeświadczony o nieistnieniu boga i nie ma takich argumentów, które mogłyby Cię przekonać o tym. Mimo to (a może właśnie przez to?) cokolwiek by ktoś nie powiedział, dlaczego ON wierzy, nie jest dla Ciebie dobrym argumentem w dyskusji. Jak dla mnie - nie zgadzam się w wielu miejscach z Hejtibeatsem, ale uznaję jego prawo do własnej oceny siły argumentów i to co jego przekonuje, mnie nie musi. Ale nie twierdziłem nigdy, że to nie jest argument. Dla niego jest. > >No jak widać, nie dla wszystkich (np. Heitibeatsa) jest to taki absurd, panie ja-wiem-lepiej.> Nie wszyscy mogą wiedzieć lepiej, panie najwyraźniej nieświadomy istnienia kościelnej indoktrynacji.Śmiem twierdzić, że zdawałem sobie z niej sprawę wcześniej od Ciebie, ale jakoś nie wpływa to na mnie aż tak bardzo, jak na Ciebie. Nie traktuję ludzi, którzy usiłują mnie nawracać, czy choćby porozmawiać o bogu jak jakiejś głupiej stonki, która jest o tyle głupia, że wierzy w coś, w co ja nie. Osobiście księży nie przyjmuję, powiedziałem uprzejmie "dziękuję, nie korzystam", nawet licealny ksiądz, jak się wypisałem z religii, witał mnie potem na korytarzu przyjaznym okrzykiem "szczęść boże, witam antychrysta!" - rozstaliśmy się w pełnej zgodzie, Świadków Jehowy traktowałem z uśmiechem, kilka razy luźno pogadaliśmy, było nawet fajnie - już do mnie nie przychodzą, bo wiedzą, że nie mają po co. W tej sprawie zgadzam się w pełni z Hejtibeatsem - nastawienie do ludzi jest najważniejsze i nie twórzmy sztucznych podziałów na "mądrych/oświeconych" i "głupich/zabobonnych", których ci rzekomo światlejsi powinni traktować z pogardą. A widze po postach, że Ty sobie nie odmawiasz solidnej dawki złośliwości, ironii i wyżycia się. Smutne to tak właściwie. > >Czy mogę prosić o prawdziwy argument na pytanie "gdzie tu lekceważenie" a nie lanie wody na zasadzie "wiem, ale Ci nie powiem, sam sie domyśl". Cóż takiego wyciąłem, bo nie potrafiłem się do tego odnieść? Męczy mnie już trochę takie Twoje unikanie jasnych odpowiedzi i zmian tematu w postaci retorycznych pytań, tylko opakowanych w ironię, żeby ładnie się sprzedawało.> Prosić możesz, ale czy jesteś w stanie ten argument przyjąć do wiadomości? Albo go choć zauważyć?Zapewne ani jedno ani drugie. Pewnikiem muszę być naprawdę tępy, skoro nie docierają do mnie Twoje tak znakomicie Ciebie przekonujące argumenty. > Uznanie już na wstępie, że ktoś bozi nie dostrzega bo nie chce dostrzec nie jest lekceważeniem rozmówcy?Czemu? Moim zdaniem, po przeczytaniu postów Hejtibeatsa, nie zarzuca Ci on ignorancji czy złej woli, tylko mówi, że ok, masz po prostu swoją ścieżkę. Tam, gdzie on widzi boga, Ty nie musisz. I własnie to Ci próbuje przekazać. Gdyby do mnie ktoś tak pisał, to średnio bym się obraził. Nie doszlibyśmy do porozumienia, ale nie imputowałbym rozmówcy tego, że mnie lekceważy. > Założenie, że ktoś nie wierzy bo postulowana bozia dała mu jakoby wolną wolę nie sprawia, że nie da się sensownie odnieść do twierdzenia postulującego?Dlatego mówię, że nie doszlibyśmy w takim przypadku do porozumienia. Ale nie dochodzić do porozumienia można na kilka sposobów, milszych lub pogardliwych. > I odpuściłbyś już sobie przypisywanie swoich zachowań mnie. To było zabawne w kilkunastu innych postach, teraz świadczy tylko o tobie. I wcale nie świadczy dobrze.Prawdziwy lewy sierpowy od mojej ciotki. > Od ciebie to pochwała bo ty obok racjonalizmu nawet nie stałeś.Spójrz na swoje posty, na moje, następnie wyjdź na spacer i świeżym okiem oceń swoje podejście do adwersarza w dyskusji. Dobrze Ci to zrobi. > >Jeśli nie okazujesz szacunku dysputantowi, który Tobie go nie okazuje - jesteś taki sam jak on i niczym się od niego nie różnisz.> Normalnie w samo serce mnie ubodłeś swoją opinią.Nie było to moim zamiarem, żebyś chwytał się za serce, tylko uzasadniłem Ci dlaczego ja staram się mieć szacunek dla rozmówcy nawet, gdy on mnie nie chce szanować. Quasi-kąśliwa ironia na serce nie pomaga, a nawet i szkodzi, wiesz o tym? > Nie dostrzegasz moich argumentów, nie uznajesz ich twoja wola.Widzę wszystkie, nie uznaję niektórych, jeśli chodzi o ścisłość, uważam, ze są po prostu błędne. Natomiast jeśli miałbym oceniać Cię po ogólnej zawartości argumentów, które piszesz, to jest z reguły ok, pod wieloma Twoimi wypowiedziami sam bym się podpisał, ale może napisanymi w innym tonie. Poza prześmiewcy czy wręcz szydercy podchodzącego z góry do prymitywnych maluczkich, którzy mają inne zdanie niż ja i lekceważącego ich swoim sposobem argumentacji nie leży w mojej naturze. Ale jak widać, każda nisza znajdzie mieszkańca. Dodatkowo w Twoich postach widzę dużo zacietrzewienia i erystyki, byleby wyszło na Twoje. Tak, wiem, że zaraz mi zarzucisz, że ja robię to samo, więc choć tym razem odpuść. > Bądź jednak łaskaw swoich zachowań mnie nie przypisywać. Kończę ową wielce owocną wymianę poglądów - nie jestem zainteresowany ciągłym udowadnianiem, że nie jestem wielbłądem, szczególnie komuś kto nijak tego nie chce przyjąć do wiadomości.Moja ciotka widzę kontratakuje...
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Czyli, podsmowując, Twój tok rozumowania wygląda następująco: jesteś przeświadczony o nieistnieniu boga i nie ma takich argumentów, które mogłyby Cię przekonać o tym.Często zdarza ci się być przeświadczonym o istnieniu wewnętrznie sprzecznych bytów, za których istnieniem nic nie przemawia i których czyny dziwnie przypominają działania innych bożków? > Mimo to (a może właśnie przez to?) cokolwiek by ktoś nie powiedział, dlaczego ON wierzy, nie jest dla Ciebie dobrym argumentem w dyskusji.Cokolwiek kto by nie napisał również by mnie nie przekonało do istnienia krasnoludka pożerającego słońce. > Jak dla mnie - nie zgadzam się w wielu miejscach z Hejtibeatsem, ale uznaję jego prawo do własnej oceny siły argumentów i to co jego przekonuje, mnie nie musi. Ale nie twierdziłem nigdy, że to nie jest argument. Dla niego jest.Dla niego może być, dla mnie nie ma żadnej wagi. I w ogóle mnie nie przekonuje. Zresztą czy twierdzenia o wielkiej wadze nie powinny wspierać się na równie solidnych dowodach i argumentach? > Śmiem twierdzić, że zdawałem sobie z niej sprawę wcześniej od Ciebie, ale jakoś nie wpływa to na mnie aż tak bardzo, jak na Ciebie. Nie traktuję ludzi, którzy usiłują mnie nawracać, czy choćby porozmawiać o bogu jak jakiejś głupiej stonki, która jest o tyle głupia, że wierzy w coś, w co ja nie.Ci co próbują nawracać do głupi nie są (nie zawsze w każdym razie). Oni mają w tym interes. A traktuje ich tak jak innych bajkopisarzy, którzy chcieliby wymuszać życie według zasad z ich ulubionych dzieł literackich. I nie chodzi o wiarę w coś w co ja nie wierzę, tylko o bezpodstawną wiarę w jakiś wyższy byt, będący jakoby jakimiś właściwościami obdarzonym. Nie mówiąc już o tym, że byt ten ma mieć wobec ludzi jakiś plan a jego cechy niezbyt przystają do rzeczywistości. Ot wszechmiłosierdzie chociaż i brak reakcji na katastrofy naturalne. > Osobiście księży nie przyjmuję[...]A widze po postach, że Ty sobie nie odmawiasz solidnej dawki złośliwości, ironii i wyżycia się. Smutne to tak właściwie.Dlaczego miałbym odmawiać sobie i innym ironii i niechby złośliwości nawet? Nie uważam religijnych mitów za godne szacunku. A że ciebie to smuci, cóż twoja sprawa. > Zapewne ani jedno ani drugie. Pewnikiem muszę być naprawdę tępy, skoro nie docierają do mnie Twoje tak znakomicie Ciebie przekonujące argumenty.Przez grzeczność nie zaprzeczę. > Czemu? Moim zdaniem, po przeczytaniu postów Hejtibeatsa, nie zarzuca Ci on ignorancji czy złej woli, tylko mówi, że ok, masz po prostu swoją ścieżkę. Tam, gdzie on widzi boga, Ty nie musisz. I własnie to Ci próbuje przekazać. Gdyby do mnie ktoś tak pisał, to średnio bym się obraził. Nie doszlibyśmy do porozumienia, ale nie imputowałbym rozmówcy tego, że mnie lekceważy.Twoim zdaniem. Ja odnoszę zupełnie inne wrażenie. Toż on mniej czy bardziej świadomie zakłada, że jest tym co ma rację. A ja nie dość, że jej nie mam, to jeszcze nie mam bo jego bozia łaskawie pozwala w siebie nie wierzyć. W nowym zaś poście niezwykle wprost elegancko i subtelnie zasugerował, że brak wiary się z brakiem mądrości łączy: Cytat:Uważam, że mądra, przemyślana wiara musi iść w parze z nauką, a każdy kto popada w skrajności na 99% jest daleki od Boga i mądrości, ale żeby to zrozumieć trzeba trochę otworzyć nie tylko głowę, ale i serce na drugiego człowieka. > Dlatego mówię, że nie doszlibyśmy w takim przypadku do porozumienia. Ale nie dochodzić do porozumienia można na kilka sposobów, milszych lub pogardliwych.Można też to robić z ironią i sarkazmem, a nawet pewną dawką zasłużonej złośliwości. Nie lubię kaznodziei. > Prawdziwy lewy sierpowy od mojej ciotki.Prawda boli. > Spójrz na swoje posty, na moje, następnie wyjdź na spacer i świeżym okiem oceń swoje podejście do adwersarza w dyskusji. Dobrze Ci to zrobi.To już swego rodzaju świecka tradycja ale zapytam dla porządku - jesteś pewien, że pisząc do mnie nie myślisz o sobie? > Nie było to moim zamiarem, żebyś chwytał się za serce, tylko uzasadniłem Ci dlaczego ja staram się mieć szacunek dla rozmówcy nawet, gdy on mnie nie chce szanować.Ja z kolei nie mam zamiaru szanować kogoś kto mnie nie szanuje. > Widzę wszystkie, nie uznaję niektórych, jeśli chodzi o ścisłość, uważam, ze są po prostu błędne.Uważaj, twoja sprawa. > Natomiast jeśli miałbym oceniać Cię po ogólnej zawartości argumentów, które piszesz, to jest z reguły ok, pod wieloma Twoimi wypowiedziami sam bym się podpisał, ale może napisanymi w innym tonie.Cieszę się niezmiernie, iż moje argumenty wzniosły się na taki poziom, że nie dość, iż je zauważyłeś to jeszcze je doceniasz. Zaprawdę wiele to dla mnie znaczy. > Poza prześmiewcy czy wręcz szydercy podchodzącego z góry do prymitywnych maluczkich, którzy mają inne zdanie niż ja i lekceważącego ich swoim sposobem argumentacji nie leży w mojej naturze.W sposób szyderczy to podchodzę do prymitywnych przekonań i sposobu ich przekazywania, tudzież mniej czy bardziej otwartego zarzucania mi ignorancji. > Ale jak widać, każda nisza znajdzie mieszkańca.Jak więc czujesz się w swojej? > Dodatkowo w Twoich postach widzę dużo zacietrzewienia i erystyki, byleby wyszło na Twoje. Tak, wiem, że zaraz mi zarzucisz, że ja robię to samo, więc choć tym razem odpuść.Dlaczego niby miałbym odpuścić? To już kopanie się z koniem, ale to ty jesteś stroną manipulującą. > Moja ciotka widzę kontratakuje...Ten lewy sierpowy wyraźnie ci nie posłużył. Wyjdź na dwór, zrelaksuj się a później bez zacietrzewienia pisz - czyli zastosuj swoją radę do siebie.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | gostyx (347 punktów) | >Często zdarza ci się być przeświadczonym o istnieniu wewnętrznie sprzecznych bytów, za których istnieniem nic nie przemawia i których czyny dziwnie przypominają działania innych bożków? No dobra - na Twoją modłę, aż sie prosi: często bijesz żonę? Ad rem: mogę uwierzyć choćby i w sześć niemożliwych rzeczy przed śniadaniem, ale raczej nie sprowokuje mnie to do złośliwości i pogardliwego sarkazmu dla osób, które nie są przeświadczone o tym, co ja. Na jakiej podstawie miałbym być dla nich złośliwy czy szydzić z ich poglądów? Wykazać absurd to i owszem, ale szydzić? Czemu miałoby mi to służyć?
>Cokolwiek kto by nie napisał również by mnie nie przekonało do istnienia krasnoludka pożerającego słońce. Świetnie ale Twoich dysputantów to przekonuje i co? Powiesz im, że to nie jest argument, jak dałeś do zrozumienia Hejtibeatsowi, bo Ciebie to nie przekonało?
>Dla niego może być, dla mnie nie ma żadnej wagi. I w ogóle mnie nie przekonuje. Słyszałeś, że "miara jest w oku patrzącego" oraz "przekonanemu o czymś nie potrzeba dowodów, sceptyka nie przekonają żadne argumenty"?
>Zresztą czy twierdzenia o wielkiej wadze nie powinny wspierać się na równie solidnych dowodach i argumentach? Truizm i jak większość truizmów - naiwny. Kto zatem miałby obiektywnie ocenić siłę i solidność takich argumentów, bo dowodów (w ścisłym znaczeniu tego słowa) w sprawie (nie)istnienia boga nie znajdziesz? Niezależna komisja śledcza? Jeśli Ty masz taki obiektywny dowód, to zaprezentuj go światu. Bedziesz sławny, bogaty i zakończysz tysiąclecia strzępienia jęzorem. Ja jestem zdania, o (nie)istnieniu boga można być co najwyżej przekonanym na podstawie argumentów, ale argumenty to nie dowody.
>I nie chodzi o wiarę w coś w co ja nie wierzę, tylko o bezpodstawną wiarę w jakiś wyższy byt No i widzisz - ciągle patrzysz ze swojego punktu widzenia i jesteś przekonany o swojej racji. A oni o swojej. I co? Jakby nie patrzeć - dupa z tyłu. Tylko nadal pytam: po co Ci w takich przypadkach ironia i złośliwość? Chcesz nimi wygrać wymianę zdań?
>Dlaczego miałbym odmawiać sobie i innym ironii i niechby złośliwości nawet? Jeśli Ci to w życiu koniecznie potrzebne...
>Nie uważam religijnych mitów za godne szacunku. A że ciebie to smuci, cóż twoja sprawa. Mnie smuci to, że moim zdaniem przenosisz brak szacunku dla poglądów na brak szacunku dla dysputanta, co widać po Twoich postach.
>Ja odnoszę zupełnie inne wrażenie. Toż on mniej czy bardziej świadomie zakłada, że jest tym co ma rację. I co z tego?? Ty robisz dokładnie to samo, widzisz to? Mimo tego Hejtibeats złośliwy dla Ciebie nie jest, a Ty dla niego owszem - mocno.
>A ja nie dość, że jej nie mam, to jeszcze nie mam bo jego bozia łaskawie pozwala w siebie nie wierzyć. W nowym zaś poście niezwykle wprost elegancko i subtelnie zasugerował, że brak wiary się z brakiem mądrości łączy. I jego zdanie bodzie Cię tak mocno, ze aż potrzeba złośliwości? Trochę dystansu może, hmm?
>Można też to robić z ironią i sarkazmem, a nawet pewną dawką zasłużonej złośliwości. Nie lubię kaznodziei. Aha - z iwandenisowiczowego na polski 3: nie lubię kaznodziei, więc będę dla nich złośliwy? Tylko z tego to wynika, że ich nie lubisz?
>>Prawdziwy lewy sierpowy od mojej ciotki. >Prawda boli. Jeśli sierpowy trafi. Tamten minął mnie w dużej odległości.
>>Spójrz na swoje posty, na moje, następnie wyjdź na spacer i świeżym okiem oceń swoje podejście do adwersarza w dyskusji. Dobrze Ci to zrobi. >To już swego rodzaju świecka tradycja ale zapytam dla porządku - jesteś pewien, że pisząc do mnie nie myślisz o sobie? Jak najbardziej, ja się nie zacietrzewiam, nawet nie jestem zdenerwowany, gdy do Ciebie piszę. Nie mam czym. Nie potrzebuję i nie podejmuję prób sprowadzania rozmówcy do parteru ironią i wygrywania szyderstwem.
>Ja z kolei nie mam zamiaru szanować kogoś kto mnie nie szanuje. Twoja wola. Powiedziałem - niczym się wtedy nie odróżniasz od tego, kto nie szanuje Ciebie. Nie przeszkadza Ci to - ok.
>>Natomiast jeśli miałbym oceniać Cię po ogólnej zawartości argumentów, które piszesz, to jest z reguły ok, pod wieloma Twoimi wypowiedziami sam bym się podpisał, ale może napisanymi w innym tonie. >Cieszę się niezmiernie, iż moje argumenty wzniosły się na taki poziom, że nie dość, iż je zauważyłeś to jeszcze je doceniasz. Zaprawdę wiele to dla mnie znaczy. Planowałeś coś osiągnąć tą ironia? Bo nie rozumiem, po co ona tutaj? Żeby mi pokazać, jak mało moje zdanie Cię obchodzi? Zdaję sobie z tego sprawę i jest mi to najzupełniej obojętne, ale po co kwitować ironicznym komentarzem (prawie) każdą wypowiedź? Ilość ironii nie koreluje z mertoryką i głębią treści.
>W sposób szyderczy to podchodzę do prymitywnych przekonań i sposobu ich przekazywania, tudzież mniej czy bardziej otwartego zarzucania mi ignorancji. Twoja sprawa. Ja tam nie podchodzę szyderczo do poglądów, bo nie mam takiej potrzeby.
>>Ale jak widać, każda nisza znajdzie mieszkańca. >Jak więc czujesz się w swojej? Znakomicie, dziękuje; co to pytanie wnosi do dyskusji?
>To już kopanie się z koniem, ale to ty jesteś stroną manipulującą. Nie rozumiem czemu? Mówię bez ogródek co myślę o Twoim sposobie dyskusji i to wszystko. To już manipulacja? Pytam bez złośliwości: dlaczego uważasz, że manipuluję? Gdzie? Czy jedynym Twoim sposobem na ucieczkę od niewygodnego zarzutu drugiej strony jest oswiadczenie "nieprawda, to właśnie Ty tak masz"? Bo robisz to zawsze.
>Wyjdź na dwór, zrelaksuj się a później bez zacietrzewienia pisz - czyli zastosuj swoją radę do siebie. Powtarzam: wierz lub nie, ale naprawdę jestem zrelaksowany, gdy piszę posty. Co widać zresztą po ich charakterze. Mam wrażenie, że nie są nawet w połowie tak agresywne i kąśliwe jak większość Twoich. P.S. I znowu moja ciotka z Ciebie wychodzi.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >No dobra - na Twoją modłę, aż sie prosi: często bijesz żonę? Nie częściej niż ty. >Ad rem: mogę uwierzyć choćby i w sześć niemożliwych rzeczy przed śniadaniem... Lubisz sobie pożartować czy nie zauważasz, że przeświadczenia o istnieniu boga nic nie popiera? Wobec tego nie rozumiesz też, że sarkazm i ironia mogą być odpowiednią odpowiedzią na artykułowanie takiego przeświadczenia, prawda? >Świetnie ale Twoich dysputantów to przekonuje i co? Powiesz im, że to nie jest argument, jak dałeś do zrozumienia Hejtibeatsowi, bo Ciebie to nie przekonało? I nic. Hejtbitsowe argumenty to jego wiara, szczerzę wątpię, że bez niej dał by się przekonać swoimi słowami. >Słyszałeś, że "miara jest w oku patrzącego" oraz "przekonanemu o czymś nie potrzeba dowodów, sceptyka nie przekonają żadne argumenty"? Jeśli powiem, że nie słyszałem to jak bardzo stracę w twoich łaskawych oczach? Tak poza tym to przekonanemu faktycznie nic więcej nie trzeba, ale ze sceptykiem to już żeś pojechał. Sceptyka nie przekona czyjaś wiara. >Truizm i jak większość truizmów - naiwny. Kto zatem miałby obiektywnie ocenić siłę i solidność takich argumentów, bo dowodów (w ścisłym znaczeniu tego słowa) w sprawie (nie)istnienia boga nie znajdziesz? Niezależna komisja śledcza? Skoro nie ma dowodów na istnienie to i nie ma się czym zajmować. Za czym i na jakiej podstawie argumentować? I o jakich argumentach tu mowa? Bóg istnieje bo wierzę? Bo świat jest piękny? >Jeśli Ty masz taki obiektywny dowód, to zaprezentuj go światu. Bedziesz sławny, bogaty i zakończysz tysiąclecia strzępienia jęzorem. Ja jestem zdania, o (nie)istnieniu boga można być co najwyżej przekonanym na podstawie argumentów, ale argumenty to nie dowody. O nieistnieniu boga można być przekonanym bo nie ma nic co świadczyłoby o jego istnieniu. Z biblijnym bożkiem już się rozprawiono, tylko wierzący tego do wiadomości nie chcą przyjąć. Polecam choćby Stengera i jego God: The Failed Hypothesis. >No i widzisz - ciągle patrzysz ze swojego punktu widzenia i jesteś przekonany o swojej racji. Może dlatego, że racji przeciwnej strony nic nie wspiera? Bo biblia jest takim samym dowodem na istnienie boga, jak komiks o Spidermanie na istnienie tegoż. >Tylko nadal pytam: po co Ci w takich przypadkach ironia i złośliwość? Chcesz nimi wygrać wymianę zdań? Wymianę zdań to oni przegrywają w momencie jej zaczęcia. A ironię lubię. >Jeśli Ci to w życiu koniecznie potrzebne... Czyżbyś próbował demonstrować mniemaną wyższość moralną? >Mnie smuci to, że moim zdaniem przenosisz brak szacunku dla poglądów na brak szacunku dla dysputanta, co widać po Twoich postach. Skoro tak to niestety lub stety będziesz zasmucał się dalej. Tak z ciekawości, do czytania moich postów ktoś cię zmusza, czy lubisz się trochę posmucić od czasu do czasu? >I co z tego?? I to z tego, że on jej nie ma a próbuje kota ogonem odwrócić. >Ty robisz dokładnie to samo, widzisz to? Bo wedle wszelkiego prawdopodobieństwa rację mam. Czyżbyś nie chciał przyjąć do wiadomości braku dowodów na istnienie tego akurat boga? >Mimo tego Hejtibeats złośliwy dla Ciebie nie jest, a Ty dla niego owszem - mocno. Jestem uszczypliwy, a on chce mi wmówić ignorancję. >I jego zdanie bodzie Cię tak mocno, ze aż potrzeba złośliwości? Trochę dystansu może, hmm? Nie wczułeś się za bardzo w obrońcę pokrzywdzonych? Może troszkę zluzuj...kolego. >Aha - z iwandenisowiczowego na polski 3: nie lubię kaznodziei, więc będę dla nich złośliwy? Tylko z tego to wynika, że ich nie lubisz? Z twojego na polski - nie lubię Denisowicza więc będę mu ustawicznie zarzucał manipulację, brak dystansu, brak szacunku i co tam mi się jeszcze uroi. Błoto przylgnie. >Jeśli sierpowy trafi. Tamten minął mnie w dużej odległości. Nie sądzę. Ale nie dziwię się temu, że się przyznać nie chcesz. >Twoja wola. Powiedziałem - niczym się wtedy nie odróżniasz od tego, kto nie szanuje Ciebie. Nie przeszkadza Ci to - ok. To tylko twoja opinia nie fakt. Człowiek broniący się przed atakiem na potępienie nie zasługuje. >Planowałeś coś osiągnąć tą ironia? Bo nie rozumiem, po co ona tutaj? Żeby mi pokazać, jak mało moje zdanie Cię obchodzi? Między innymi. Względnie aby zasugerować, że uważam ową "pochwałę" za nieszczerą. Ewentualnie z wrodzonej złośliwości. Wybierz co ci bardziej pasuje. >Zdaję sobie z tego sprawę i jest mi to najzupełniej obojętne, ale po co kwitować ironicznym komentarzem (prawie) każdą wypowiedź? Bo mam na to ochotę? >Ilość ironii nie koreluje z mertoryką i głębią treści. Doprawdy? U ciebie ironii nie ma, co da się znieść, ale coś merytorycznego to już mógłbyś napisać. >Twoja sprawa. Ja tam nie podchodzę szyderczo do poglądów, bo nie mam takiej potrzeby. Twoja sprawa. Ja podchodzę, bo mam taką ochotę. >Znakomicie, dziękuje; co to pytanie wnosi do dyskusji? Pewnie to samo co twoje stwierdzenie. >Nie rozumiem czemu? Mówię bez ogródek co myślę o Twoim sposobie dyskusji i to wszystko. To już manipulacja? Pytam bez złośliwości: dlaczego uważasz, że manipuluję? Bo to robisz? Tyle, że krzyczysz łapaj złodzieja i zgrywasz niewiniątko? I tak oczywiście, uciekam w ten sposób od jakże mocno umotywowanego zarzutu, bo gdzie mnie się na argumenta mierzyć z istną krynicą mądrości. >Gdzie? Czy jedynym Twoim sposobem na ucieczkę od niewygodnego zarzutu drugiej strony jest oswiadczenie "nieprawda, to właśnie Ty tak masz"? Bo robisz to zawsze. Nie zarzuty. Z twojej strony to jedynie insynuację i obrzucanie błotem. To co piszesz na nazwanie zarzutem nie zasługuje. >Powtarzam: wierz lub nie, ale naprawdę jestem zrelaksowany, gdy piszę posty. Co widać zresztą po ich charakterze. No. Taka manipulacja na zimno, bez emocji. Potrafi być całkiem skuteczna kiedy piszący nie zdradza się z niechęcią. >P.S. I znowu moja ciotka z Ciebie wychodzi. Gdybym był tak nieuprzejmy za jakiego mnie uważasz napisałbym ci co z ciebie wychodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | panTeista (6808 punktów) | >>To już kopanie się z koniem, ale to ty jesteś stroną manipulującą. >Nie rozumiem czemu? Mówię bez ogródek co myślę o Twoim sposobie dyskusji i to wszystko. To już manipulacja? Pytam bez złośliwości: dlaczego uważasz, że manipuluję? Gdzie?
Rozmawiasz z pozycji rodzica karcącego dziecko. Pouczasz i strofujesz: Iwan tak się nie robi, jesteś niegrzeczny. Nie przeszkadzaj Hejtibeatsowi w sianiu wątpliwości u ateistów. Traktujesz Denisowicza jak smarkacza i dziwisz się dlaczego ironizuje i jest uszczypliwy.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | gostyx (347 punktów) | >Rozmawiasz z pozycji rodzica karcącego dziecko. Pouczasz i strofujesz: Iwan tak się nie robi, jesteś niegrzeczny. Nie podoba mi się jego podejście do rozmówcy; co mogę zrobić - i robię - to wyrazić swoją opinię na temat jego zachowania. Czy to manipulacja? Zresztą, nie oszukujmy się, Iwan jest często-gęsto po prostu niegrzeczny dla rozmówcy. Mała dygresja nie wnosząca nic do rozmowy - gdyby moje dziecko dyskutowało w taki sposób z kimkolwiek, to fakt - natychmiast wziąłbym je do siebie na dłuższą rozmowę. Denisowicz nie jest jednak moim dzieckiem, tylko pełnoprawnym obywatelem RP i nie widzę powodu, abym miał go strofować czy karcić, bo nie mam do tego prawa. Ale mówiłem: wyrazić swoją opinię mogę i to robię. A że moja opinia o jego sposobie dyskusji jest mało pochlebna? Cóż, taka jest.
>Traktujesz Denisowicza jak smarkacza i dziwisz się dlaczego ironizuje i jest uszczypliwy. Możesz mieć rację, nastawienie do rozmówcy a la Iwan Denisowicz to chyba rzeczywiście pewnego rodzaju smarkateria, ale jak pisałem wyżej, traktuję go jako dorosłego, któremu wprost mówię, co mi się w jego zachowaniu nie podoba. Iwan może zrobić z tym sobie, co zechce. Ja go zmieniać nie mam zamiaru - trafi do niego mój punkt widzenia, to trafi, nie to nie, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym odmawiać sobie wyrażenia swojej opinii. Tym bardziej, że robię to właśnie dlatego, że Denisowicz jest, mówiąc eufemistycznie, "ironiczny" i "uszczypliwy".
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Możesz mieć rację, nastawienie do rozmówcy a la Iwan Denisowicz to chyba rzeczywiście pewnego rodzaju smarkateria, Jeśli moje nastawienie kojarzy ci się ze smarkaterią to jak określisz swoje? Dno, idiotyczne pouczanie, czy chęć pokazania mniemanemu smarkaczowi jak bardzo nie ma racji? >ale jak pisałem wyżej, traktuję go jako dorosłego, któremu wprost mówię, co mi się w jego zachowaniu nie podoba. Dorosły zaś ma w głębokim poważaniu twoje umoralniające gadki. >Iwan może zrobić z tym sobie, co zechce. Dziękuje za pozwolenie łaskawco. >Ja go zmieniać nie mam zamiaru - trafi do niego mój punkt widzenia, to trafi, nie to nie, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym odmawiać sobie wyrażenia swojej opinii. Wyrażaj sobie do woli, wolny kraj. Ja tymczasem skorzystam z opcji zablokowania wyświetlania twoich wypowiedzi. Rozwiązanie świetne, ty będziesz mógł sobie coś tam roić, a ja nawet nie będę świadom ignorowania owych rojeń. >Tym bardziej, że robię to właśnie dlatego, że Denisowicz jest, mówiąc eufemistycznie, "ironiczny" i "uszczypliwy". I to aż tak bardzo cię boli, iż odczuwasz potrzebę podzielenia się swoją cokolwiek wątpliwą mądrością?
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | > Na pytanie "Co cię przekonuje o istnieniu boga?" Heitibeats podał swoje argumenty.Pytanie brzmiało Cytat:napisz jednym zdaniem co przekonało Cię że z posród tysięcy bógow, ten jeden w którego wierzysz, istnieje . www.racjon(*)orum.php/s,612740/i,44#w612782 Hejtibeats, a za nim TY pominęliście znaczenie słów "dlaczego ten jeden z pośród tysięcy", a nie inny np. Zeus, Allah, Kryszna itp. I to świadczy o jego manipulowaniu wypowiedzią kiryl'a. > I czemu jego uzasadnienie miałoby być gorsze czy niepoważne?Bo nie uwzględniające pełnej treści pytania www.racjon(*)orum.php/s,612740/i,44#w612782> Gdzie tu lekceważenie kogokolwiek i na czym ono polega?Polega na manipulacji wypowiedzią kiryl,a.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | gostyx (347 punktów) | > Pytanie brzmiało Cytat:napisz jednym zdaniem co przekonało Cię że z posród tysięcy bógow, ten jeden w którego wierzysz, istnieje . www.racjon(*)orum.php/s,612740/i,44#w612782 Hejtibeats, a za nim TY pominęliście znaczenie słów "dlaczego ten jeden z pośród tysięcy", a nie inny np. Zeus, Allah, Kryszna itp.> I to świadczy o jego manipulowaniu wypowiedzią kiryl'a.Rozumiem, na czym polega Twoje stanowisko. Ale manipulowaniu? Bez przesady. Mam wrażenie, że problem polega na tym, że chcielibyście, żeby Hejtibeats podał wam argument, który wy (Ty i Iwan Denisowicz) uznacie za argument za wiarą w konkretnego boga, a nie Heitibeats. Zgodnie z jego wierzeniami (tak ino przypuszczam, wiedzieć przecież nie mogę) bóg jest jeden i bezsensowne jest mówić o "jakimkolwiek innym". W przypadku sądów o bogu raczej trudno jest dobrać argumenty, które będą spełniały tę rolę dla obu stron. Może dlatego od tysiącleci sprawa tak się ciągnie? > >I czemu jego uzasadnienie miałoby być gorsze czy niepoważne?> Bo nie uwzględniające pełnej treści pytania www.racjon(*)orum.php/s,612740/i,44#w612782Nadal będę się upierał, że nie zrozumieliście się nawzajem. > >Gdzie tu lekceważenie kogokolwiek i na czym ono polega?> Polega na manipulacji wypowiedzią kiryl,a.Powtórzę: manipulacji? Czy to aby nie brak dobrej woli i zarzucanie komuś coś na siłę tylko dlatego, ze się z nim nie zgadzamy? A może to po prostu niezrozumienie/niedoczytanie? Zaręczysz mi, że nie? Ja za niezrozumienie ręczyć nie mogę i dlatego piszę "może" - to wie sam Hejtibeats.
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen. It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research. Axel D. Becke
|
|
| | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
> Dostrzegasz co chcesz dostrzec. Ale co tam, twoja opinia, twoja sprawa.No dokładnie. Ale do sedna, jeżeli ktoś poczuł się, jakbym mu coś narzucał, to przepraszam, natomiast nie przypominam sobie, żebym z kogoś drwił lub ironizował prześmiewczo. Skrajne wierzenie, jest tam samo niebezpieczne jak skrajne niewierzenie. Przedstawiciele tych dwóch nurtów będą się kłócić do śmierci. JA natomiast WIERZĘ, że prawda jest gdzieś między Bogiem a Nauką i da się to połączyć. Wierzący mogliby nauczyć sceptyków wiary, a racjonaliści wyleczyć z zabobonów wiarę. Ale kto jest gotowy wyciągnąć rękę do człowieka o skrajnie innych poglądach ? Czas pokaże.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >No dokładnie. Miałem nie pisać, ale pal licho. Nie lubię być tylko świadkiem w dyskusji o mnie. >Ale do sedna, jeżeli ktoś poczuł się, jakbym mu coś narzucał, to przepraszam, natomiast nie przypominam sobie, żebym z kogoś drwił lub ironizował prześmiewczo. Zarzucałeś i owszem. Niechęć do szukania, będącą jakoby rezultatem obdarowania wolną wolą przez jakoby istniejącego boga. Krótko mówiąc nazywasz rozmówcę ignorantem, przy użyciu innych słów wprawdzie i dziwisz się ironii i drwinom? Drwinom z poglądów należy dodać. No i dlaczego stosowanie drwiny i ironii ma być zarzutem? >Skrajne wierzenie, jest tam samo niebezpieczne jak skrajne niewierzenie. Przedstawiciele tych dwóch nurtów będą się kłócić do śmierci. Co to jest skrajne niewierzenie? I co w nim niebezpiecznego? Z zagrożeniem związanym ze skrajną wiarą jak najbardziej się zgadzam. >JA natomiast WIERZĘ, że prawda jest gdzieś między Bogiem a Nauką i da się to połączyć. Wierz, wolna wola. Ino bądź gotów na to, że nie wszyscy nieuzasadnioną wiarę za cnotę uważają. >Wierzący mogliby nauczyć sceptyków wiary, a racjonaliści wyleczyć z zabobonów wiarę. Po co sceptycy mieliby się uczyć wiary? Szczególnie wiary w bóstwa, będące według wszelkiego prawdopodobieństwa ludzkim wymysłem?
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | Kasuj zbędne cytowania.
|
|
| | |  | 2 na 2 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >Nie jestem tutaj, żeby kogoś nawracać, tylko, żeby porozmawiać, poznać inne punkty widzenia. Użyłeś też słowo "katolickiej", ja nie użyłem go nigdzie.
Napisz więc jaki odłam albo frakcje reprezentujesz, to bardzo rozjaśni dyskusję.
|
|
 | | niestadny (2492 punktów) |
>Do nieistnienia pćmukli też nikt i nic mnie przekonywać nie musiało. Co to są "pćmukle"?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Bo nie wierzę też w masę innych niepotrzebnych bytów.
|
|
 | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Witam> >Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> >pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Bo nie wierzę też w masę innych niepotrzebnych bytów.A czy chciałbyś, żeby istniał jakiś Bóg ? Cieszyłbyś się gdyby istniał, czy nie?
|
|
|  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | > A czy chciałbyś, żeby istniał jakiś Bóg ? Cieszyłbyś się gdyby istniał, czy nie?  Moje zdanie nie na temat istnienia/nieistnienia bóstw nie wpływają na ich istnienie w świecie realnym. To pytanie nie ma za wiele sensu.
|
|
| |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Moje zdanie nie na temat istnienia/nieistnienia bóstw nie wpływają na ich istnienie
to prawda, ale wpływa na Ciebie
|
|
| | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >to prawda, ale wpływa na Ciebie
Bardzo nieznacznie. Podobnie na mnie wpływa mój stosunek do tostów francuskich z cynamonem.
|
|
| | |  | 1 na 1 | panTeista (6808 punktów) | >>Moje zdanie nie na temat istnienia/nieistnienia bóstw nie wpływają na ich istnienie >to prawda, ale wpływa na Ciebie
W jaki sposób wpływa, co zmienia?
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | -1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | > >>Moje zdanie nie na temat istnienia/nieistnienia bóstw nie wpływają na ich istnienie> >to prawda, ale wpływa na Ciebie> W jaki sposób wpływa, co zmienia?> Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój RuchOgólnie rzecz biorąc, to w co wierzysz wpływa na Twoje podejście do świata i ludzi. Obserwując niektórych ludzi na forum, możesz zauważyć, że ich wierzenia, myśli i stosunek do świata przełożyły się na to, że piszą bzdury typu, że przyszedłem tutaj wszystkich nawracać i wymądrzam się, pisząc, że ja wiem wszystko lepiej. Otóż nie wiem nic lepiej, przyszedłem jedynie porozmawiać. Podobnie jest z np. modlitwą, ona nie jest potrzebna żadnemu Bogu, ona zmienia ludzi, bo gdy o coś proszą, myślą nad tym, kontemplują swoje zachowanie. Pomijam tutaj skrajne przypadki bezmyślnego powtarzania wyuczonych paciorków, z których nic nie wynika, poza obowiązkiem złożenia modłów, nonsens. Ja np. wierzę, że istnieje niepojęty dla nas na tym etapie życia Bóg, poza tym wierzę, że nauka i wiara mogą iść w parze, to wpływa na to, że wyciągam rękę do ludzi, którzy uważają mnie za kretyna, bo w coś uwierzyłem.  Zauważ, że to, w co wierzę, nie wpływa na istnienie / nieistnienie Boga. Odpowiedź może poznam po śmierci, wierzę, że tak będzie, a czy tak będzie ? Nie wiem.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | > Ogólnie rzecz biorąc, to w co wierzysz wpływa na Twoje podejście do świata i ludzi.Wiara w Boga nie przeszkadza ludziom popełniać zbrodnie. W imię wiary wymordowano wielu ludzi. Nic w tym dziwnego bo główny bohater Biblii sam dał przykład niezrównoważonej podłej mściwości. > piszą bzdury typu, że przyszedłem tutaj wszystkich nawracaćWszystkich to znaczy "worka kości" też? A czym jest pisanie, że warto wierzyć w Boga, jak nie namawianiem do wiary? Czym jest poddawanie w wątpliwość przekonania o nieistnieniu Boga? Czym jest pisanie że materia, energia, ruch, świadomość mają swe źródło w Bogu? > Otóż nie wiem nic lepiej, przyszedłem jedynie porozmawiać.Jak będziesz mówił że piszą bzdury, to z takiej rozmowy nic dobrego nie wyniknie! > Podobnie jest z np. modlitwą, ona nie jest potrzebna żadnemu Bogu, ona zmienia ludzi, bo gdy o coś proszą, myślą nad tym, kontemplują swoje zachowanie.Gdy o coś proszą, to nie przynosi skutku, lepiej żeby myśleli nad tym o co proszą, jak można do tego dążyć. > Ja np. wierzę, że istnieje niepojęty dla nas na tym etapie życia Bóg,Ja wierzę że ludzie mogą czerpać wskazówki do postępowania z książki "Sens dobra" autor Simon Blackburn, główny bohater Biblii nie jest godzien uznania za wzorzec moralny. > poza tym wierzę, że nauka i wiara mogą iść w parze,Przecież nauka podaje za sposób powstania życia ewolucję, a wiara podaje że zwierzęta (w tym ludzi) ulepił Demiurg. > to wpływa na to, że wyciągam rękę do ludzi, którzy uważają mnie za kretyna, bo w coś uwierzyłem.  Uważamy Cię za ofiarę indoktrynacji, a ofiarami bywają także osoby inteligentne. Uwierzyłeś indoktrynantom bo byli mili, sympatyczni, uprzejmi i wygadani. Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
|  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | > A czy chciałbyś, żeby istniał jakiś Bóg ?Chciałbym by istniały krasnoludki. Od naszego chcenia Bóg wyimaginowany nie zamieni się w samodzielnie istniejący byt. Pozostanie on postacią mitologiczną: dla jednych wzorcem pozytywnym, dla innych odrażającym. > Cieszyłbyś się gdyby istniał, czy nie?  Gdyby miał taką moralność jak biblijny to zdecydowanie nie.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Gdyby miał taką moralność jak biblijny to zdecydowanie nie.
Przybliż mi jaką ma, co wyczytałeś ?
|
|
| | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >>Gdyby miał taką moralność jak biblijny to zdecydowanie nie. >Przybliż mi jaką ma, co wyczytałeś ?
Jest mściwy- za spożycie owocu z drzewa, które sam umieścił w zasięgu Adama, ukarał nie tylko pierwszą parę ale i potomstwo na sześć tysięcy lat.
Potopił niemal wszystkie zwierzęta, oprócz najbliższych krewnych Noego i po parze niższych zwierząt.
Był sprawcą cierpień Hioba, przekazując go próbą Szatana, dla swojej gierki z Szatanem.
Był niezrównoważony w swym gniewie i zapalczywości, dokonał zagłady Sodomy, Gomory, Admy i Seboim.
Był żądny krwi- przyjmował ofiary ze zwierząt.
Zamienił żonę Lota w słup soli tylko dlatego że się obejrzała.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
13 na 13 | diogenes (42753 punktów) | >Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ?
Bo żaden o to nie prosi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ?> Bo żaden o to nie prosi.> Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.Otrzymałeś razem z życiem wolną wolę, dlaczego miałby ingerować bez Twojego zaproszenia w Twoje życie
|
|
|  | 5 na 5 | paganus (731 punktów) | > Otrzymałeś razem z życiem wolną wolę, dlaczego miałby ingerować bez Twojego zaproszenia w Twoje życie  Do swojego życia żarliwie zapraszają i zapraszały "go" miliony : *idący do komór gazowych, *leżący w okopach z jelitami na wierzchu, *bestialsko torturowani przez inkwizycję, *chorzy na raka, *paleni na stosach, *gwałceni, itd, itd, itd, .... i co ? I gówno. Nawet paluchem nie kiwnął. Pytam więc, gdzie on do kórvy nędzy jest i był, gdy "go" ukochane, cierpiące dzieci rozpaczliwie błagają i błagały ?
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
| |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Pytam więc, gdzie on do kórvy nędzy jest i był, gdy "go" ukochane, cierpiące dzieci rozpaczliwie błagają i błagały ?Jak to gdzie? W zaświatach. Wolną wolę dał i tyle jego - coś jak bogowie z "Conana", dawali człowiekowi siłę a potem niech sobie radzi jak może 
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Jak to gdzie? W zaświatach. Wolną wolę dał i tyle jego - coś jak bogowie z "Conana", dawali człowiekowi siłę a potem niech sobie radzi jak może  Przy czym wolna wola (jak nam wylozyl worek) polega na mysleniu a nie woleniu. To znaczy ofiara, ktora w danym momencie jest gwalcona moze sobie pomyslec "kurde, wolalbym nie byc gwalcony" i koncepcja wolnej woli jest w 100% spelniona. Czyli jak taka ofiara trafi do nieba to nie moze zlozyc reklamacji bo bog sie zapyta: "a pomyslales, ze nie chcesz byc gwalcony? Jesli tak to nie jestem niczemu winny. Dalem Ci wolna wole, ty z niej skorzystales i git".
|
|
| | |  | 3 na 3 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Jak to gdzie? W zaświatach. Wolną wolę dał i tyle jego - coś jak bogowie z "Conana", dawali człowiekowi siłę a potem niech sobie radzi jak może  Kompletnie offtopic, bo ten cały temat jest offtopic  Crom w jednej (ze 100 czy więcej?) książek przynajmniej zadziałał/objawił się. Czarodziej, który chciał być równy bogom miał bliskie i pilne spotkanie z podeszwą Croma. Bóg El czy jak go tam nazywają bóg Jahve fizycznie się nie zamanifestował w książce o Bliskim Wschodzie.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | |  | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Bóg El czy jak go tam nazywają bóg Jahve fizycznie się nie zamanifestował w książce o Bliskim Wschodzie.Otóż to, odrzuciłeś wszystko czego nie zmierzyłeś linijką. Dla Ciebie taka rozmowa nie jest interesująca, ponieważ wiesz już wszystko.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Otóż to, odrzuciłeś wszystko czego nie zmierzyłeś linijką. Dla Ciebie taka rozmowa nie jest interesująca, ponieważ wiesz już wszystko.  Takich rozmów przeprowadziłem setki. To są właśnie metody religijne. 1) Zaatakować słabą ofiarę, w gorszym okresie, wątpiącą. 2) Jeśli ofiara jest silna to zasiać zwątpienie lub spytać się się "Czemu....?". 3) To ofiara ma się bronić argumentacją, a nie atakujący ma ją argumentacją przekonać. 4) Atakujący wybiera sobie obszary obrony, które atakuje. Oczywiście, że nie wybiera silnych obszarów tylko te słabe. 5) Później już się korzysta z Cialdiniego i wybiera zasady, które pasują do zamknięcia sprzedaży. 6) Metodologia jest stała. Zmienia się odrobinę przebieg rozmowy. 7) Największa zaleta - efektywność energetyczna. Ofiara, jeśli nie przerwie rozmowy, musi się dwoić i troić oraz starać się, wytężać mózg. Atakujący nie musi za bardzo się wysilać, jego zadaniem jest zmęczenie ofiary. Takich rozmów można prowadzić setki dziennie i nie mieć nawet pojęcia o temacie. TYLKO TO NIE JEST METODA RELIGIJNA A SPRZEDAŻOWA.Ta metoda, gdy dobrze wytrenowana, jest ciężka do zablokowania. Metoda zaprzestania kontaktu jest najlepszym blokiem, chyba że czujemy się komfortowo i wiemy, że sobie poradzimy, bo osoba korzystająca z tej metody jest słaba oraz produkt kiepski. Dodatkowo trzeba mieć czas do stracenia. To jest powód dlaczego buddyści wśród religii nie wypadają aż tak źle. Oni mówią o sobie. Nie mówię, że to dobra wiara, ale ich metoda sprzedażowa nie polega na obniżaniu poczucia wartości.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma, bo gdyby takim był, to nie dopuściłby do tego zła na świecie, które jest niezależne od ludzi. Czyli np. trzęsienia ziemi, trąby powietrzne, powodzie itd.
Czyli wykazujemy sprzeczności między wiarą w dobroć i wszechmoc bożą a istnieniem zła.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | -6 na 6 | Hejtibeats (210 punktów) |
Jest to częsty argument ludzi, którzy odrzucili wiarę w Boga - istnienie zła. To prawda, że nie wszystko rozumiemy, spotykają nas krzywdy, a wszyscy chcieliby już wszystko wiedzieć, znać Boga jeżeli jest, znać jego plan i wszystko, wszystko, ale stop!!! To forum i ton rozmowy między niektórymi ludźmi pokazuje, że nawet nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a chcemy poznać plan Boga ? To kolejny dla mnie dowód, że nie jesteśmy jeszcze godni poznać jego zamysłów.
Co do wojny - prawda, Bóg nie zszedł, nie zaingerował, ale to ludzie ludziom zgotowali ten los, nie Bóg gazował ludzi, ale skąd wiemy jakim życiem mogą żyć teraz Ci ludzie ? Może takie było ich zadanie i misja.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | pawel_wr (4297 punktów) | [..]
> a chcemy poznać plan Boga ? To kolejny dla mnie dowód, że nie jesteśmy jeszcze godni poznać jego zamysłów.
Trudno chcieć poznać zamysły czegoś,czego nie ma.
>Co do wojny - prawda, Bóg nie zszedł, nie zaingerował, ale to ludzie ludziom zgotowali ten los, nie Bóg gazował ludzi,
Hm,hm,hm , ale zesłać potop niszczący wszystko, poza rodziną Noego , to Wszechmocny i Wszechmiłosiernie Dobry Pam Bóg miał czelność.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Hm,hm,hm , ale zesłać potop niszczący wszystko, poza rodziną Noego , to Wszechmocny> i Wszechmiłosiernie Dobry Pam Bóg miał czelność.Coś mi ta Bozia przypomina:
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >Jest to częsty argument ludzi, którzy odrzucili wiarę w Boga - istnienie zła.
Wygląda na to, że masz w tej kwestii doświadczenie lub przeszkolenie. Czyżbyś zajmował się misjonarstwem, może jesteś Świadkiem Jehowy?
>Co do wojny - prawda, Bóg nie zszedł, nie zaingerował, ale to ludzie ludziom zgotowali ten los, nie Bóg gazował ludzi,
Ja nie piszę o wojnie ale o tym złu na świecie, które jest niezależne od ludzi. Czyli np. trzęsienia ziemi, trąby powietrzne, powodzie itd. Znowu manipulujesz wypowiedzią przedmówcy.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma, bo gdyby takim był, to nie dopuściłby do tego zła na świecie, które jest niezależne od ludzi. Nie ma też: - wszechmogącego i miłosiernego boga, ponieważ psują się zęby i borowanie zęba boli, gdyby takim był to nie dopuściłby do tego, - wszechmogącego boga, bo nie może bóg stworzyć zęba, którego nie da rady wyleczyć, ...
klasyka dyskusji o tych sprawach...
tymczasem: co to znaczy miłosierny, co to znaczy wszechmocny, kto ma możliwości weryfikacji tych cech?
Bóg może sobie istnieć, jaki chce (także miłosierny i wszechmocny jednocześnie), i nie musi robić nic poza tym, nie musi też być dla nas zrozumiały (także dla Ciebie). Nawet więcej - jako bóg będacy też wszechwiedzącym jest z dużą szansą dla nas niezrozumiały, bo my nie jesteśmy wszechwiedzący. Z tego wynika że taki bóg może sobie istnieć.
>Czyli wykazujemy sprzeczności między wiarą w dobroć i wszechmoc bożą a istnieniem zła.
No właśnie to jest niemożliwe.
Jeśli chcesz wykazać sprzeczność między wszechmocą i dobrocią bożą, już w tym momencie zakładasz roboczo (na potrzeby wywodu) że bóg istnieje, a On może być wszechwiedzący (a więc zatem także może być niepojęty dla Ciebie), stąd wniosek jest oczywisty że może istnieć i bóg i zło, ale my nie możemy tego pojąć. To chyba jasne.
A jeśli chcesz wykazać sprzecznośc między wiarą w dobroć bożą i wszechmoc a istnieniem zła, to się sprowadzi do tego samnego, bo wiara jest w boga (jego istnienie) o określonych cechach, w tym przypadku.
I tak to właśnie jest. Jedyny sens jaki dostrzegam w tym wykazywaniu sprzeczności dot. istnienia boga i zła, to poprawa sobie samopoczucia, przy założeniu (od czapy zupełnie) że jeśli bóg mógłby w ogóle istnieć musiałby być zrozumiały dla tego kto wykazuje sprzeczności. Ale skąd takie założenie?
Poza tym zobacz jak wygląda nawet to forum - tutaj pisze się o bogu więcej niż o nauce, i jeszcze się dziwią niektórzy że coraz więcej tutaj wierzących. Jak tyle jest wątków o bogu i wierze, kościele, to naturalne jest, że ściąga to teistów. Gdyby większość contentu dotyczyła spraw racjonalnych, nie interesowałoby to teistów.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | panTeista (6808 punktów) | >>Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma, bo gdyby takim był, to nie dopuściłby do tego zła na świecie, które jest niezależne od ludzi. >Nie ma też: >- wszechmogącego i miłosiernego boga, ponieważ psują się zęby i borowanie zęba boli, gdyby takim był to nie dopuściłby do tego,
Gdyby miał empatię (był miłosierny) i wszechmoc, to nie dopuściłby do tego.
>tymczasem: co to znaczy miłosierny,
miłosierny wg słownika języka polskiego to: okazujący dobroć, zrozumienie i współczucie osobie cierpiącej, poszkodowanej;
>co to znaczy wszechmocny,
wszechmocny SJP: mający nieograniczoną, absolutną moc; wszechmogący wszechmogący SJP: mający nieograniczoną, absolutną moc; wszechmocny
>Bóg może sobie istnieć, jaki chce (także miłosierny i wszechmocny jednocześnie), i nie musi robić nic poza tym,
Nie musi ale rzekomo może. Jakoby może przeciw-działać trzęsieniom ziemi, uderzeniom meteorytów ale tego nie robi. O czym to świadczy? O tym że nie jest okazującym dobroć, zrozumienie i współczucie osobie cierpiącej, poszkodowanej; czyli nie jest miłosierny. Tak zachodzi weryfikacja cech Boga.
>Z tego wynika że taki bóg może sobie istnieć.
Jakoby istnieje ale nie jest miłosierny, więc cóż mi po jego istnieniu. Nawet istnienie Jego jako bohatera mitologicznego, nie przynosi pożytku, bo nie nadaje się On na wzorzec do naśladowania. To już więcej miłosierdzia i mocy wykazała Matka Teresa z Kalkuty.
>>Czyli wykazujemy sprzeczności między wiarą w dobroć i wszechmoc bożą a istnieniem zła. >(...) a On może być wszechwiedzący (a więc zatem także może być niepojęty dla Ciebie), stąd wniosek jest oczywisty że może istnieć i bóg i zło, ale my nie możemy tego pojąć. To chyba jasne.
Jakie znaczenie ma dla ludzi istnienie takiego Kreatora, jaki sens modlić się do Niego i wierzyć. Ponadto dla chrześcijan pasterze zalecają Chrystusa jako wzór zasad moralnych. A przecież wzorować się na Kimś niepojętym jest bez sensu.
>Jedyny sens jaki dostrzegam w tym wykazywaniu sprzeczności dot. istnienia boga i zła, to poprawa sobie samopoczucia, przy założeniu (od czapy zupełnie) że jeśli bóg mógłby w ogóle istnieć musiałby być zrozumiały dla tego kto wykazuje sprzeczności. Ale skąd takie założenie?
Twoim zdaniem musiałby, ja nie podzielam twojego twierdzenia. Czytelnicy rozstrzygną. Hejtibeats postawił pytanie: "A czy chciałbyś, żeby istniał jakiś Bóg ? Cieszyłbyś się gdyby istniał, czy nie?" Ja mu odpowiedziałem: "gdyby miał taką moralność jak biblijny to zdecydowanie nie". Hejtibeats na to: "Przybliż mi jaką ma...?" W ten sposób zbliżyliśmy się do torów teodycei. Może dla Ciebie służy to poprawie samopoczucia dla Hejtibeats'a ma jakiś sens.
>Poza tym zobacz jak wygląda nawet to forum - tutaj pisze się o bogu więcej niż o nauce,
Bo celem serwisu, jest tropienie absurdów, przesądów, szarlatanerii, uprzedzeń, kłamstw, fobii i głupoty. A wiara w Boga tym właśnie jest.
>i jeszcze się dziwią niektórzy że coraz więcej tutaj wierzących. Jak tyle jest wątków o bogu i wierze, kościele, to naturalne jest, że ściąga to teistów.
I dobrze że ściąga teistów, tutaj mogą się zapoznać z racjonalnym obrazem świata. Jak są na forum to nie odprawiają w tym czasie guseł.
>Gdyby większość contentu dotyczyła spraw racjonalnych, nie interesowałoby to teistów.
Byłoby mniej wejść na forum a Mariuszowi Agnosiewiczowi zależy na tym aby wejść było jak najwięcej. Aby portal był szerzej znany.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Gdyby miał empatię (był miłosierny) i wszechmoc, to nie dopuściłby do tego.
Dlaczego ? Jest to potężna próba Twojej wiary i zaufania. Gdyby życie okazało się takim matrixem, a Twoje obecne cierpienie chwilowe i niczym w porównaniu do życia z Bogiem, nie miałbyś takiego żalu do "nie istniejącego" Boga.
Należałoby odrzucić także połowę wyższej matematyki i fizyki przez większość ludzi, bo po prostu jej nie rozumieją, a więc nie powinna dla nich istnieć.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >>Gdyby miał empatię (był miłosierny) i wszechmoc, to nie dopuściłby do tego. >Dlaczego ?
Bo taka jest definicja miłosierdzia. Biblijny Bóg nie wykazuje swoimi czynami miłosierdzia.
>Jest to potężna próba Twojej wiary i zaufania.
To wszechwiedzący Bóg nie wie kto wierzy?
>nie miałbyś takiego żalu do "nie istniejącego" Boga.
Ja nie mam żalu do głównego bohatera mitologii, tylko stwierdzam fakt, że nie jest on miłosierny i wszechmogący.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | |  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | >>>Gdyby miał empatię (był miłosierny) i wszechmoc, to nie dopuściłby do tego. >>Dlaczego ? >Bo taka jest definicja miłosierdzia. Biblijny Bóg nie wykazuje swoimi czynami miłosierdzia.
Przypuszczam, że Bóg nie jest bezwzględnie miłosierny. Tak to czuję, nawet nie przeszło mi to przez myśl.
>>Jest to potężna próba Twojej wiary i zaufania. >To wszechwiedzący Bóg nie wie kto wierzy?
Powiem Ci więcej, przypuszczam, że Bóg nie zna przyszłości, ale na podstawie tego co obserwuje, jest w stanie bardzo wiele przewidzieć. Tylko nie porównuj swojego ludzkiego punktu widzenia i obserwacji do boskiej. Skoro otrzymujesz wolną wolę, Bóg tym samym nie wie, czy pokochasz go, czy w przyszłości przeciwstawisz się jego woli.
Pięcie Wszechmogący odniósłbym do pojęcia w stosunku do ludzi, czyli zdolny uczynić, stworzyć coś, o czym nawet nie śniłeś.
>>nie miałbyś takiego żalu do "nie istniejącego" Boga. >Ja nie mam żalu do głównego bohatera mitologii, tylko stwierdzam fakt, że nie jest on miłosierny i wszechmogący.
Jak napisałem wyżej.
>Maitrea Budda > Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | >Przypuszczam, że Bóg nie jest bezwzględnie miłosierny. Tak to czuję, nawet nie przeszło mi to przez myśl.
To nie kwestia przypuszczeń ale oceny postępowania głównego bohatera Biblii. Czujesz że spożycie owocu z drzewa zakazanego to wystarczający powód do skazania na umieranie kilkuset tysięcy pokoleń, a nie tylko dwojga winnych.
>czy w przyszłości przeciwstawisz się jego woli.
Skąd wiesz jaka jest Jego wola? Zapiski biblijne są wyrazem woli autorów tej mitologii.
>Pięcie Wszechmogący odniósłbym do pojęcia w stosunku do ludzi, czyli zdolny uczynić, stworzyć coś, o czym nawet nie śniłeś.
Tak zdolny ulepić z gliny człowieka i ten ulepek uczynić żywym. Ty w to wierzysz i podajesz mi jako wiarygodną historyczną opowieść.
>>Ja nie mam żalu do głównego bohatera mitologii, tylko stwierdzam fakt, że nie jest on miłosierny i wszechmogący. >Jak napisałem wyżej.
Znaczy się uważasz że jakiś plan, zamysł, cel uświęca środki.
Może byłbyś łaskaw kasować mój podpis i stopkę, skoro się do niej nie odnosisz.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Panowie, że też Wam się chce dyskutować tyle o bycie urojonym...
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Panowie, że też Wam się chce dyskutować tyle o bycie urojonym... Mnie też to dziwi, jednak ateiści są dość dziwni, nie uważasz? Nikogo nie powinno dziwić, że ja, jako teista, o bogu gawędzę... Dla mnie to nie jest byt urojony.
Ale przecież dla ateistów to bez sensu. A rozmawiają!
Jeszcze o skutkach społęcznych wiary, religii to rozumiem, ale o bogu samym? Bez sensu. No chyba, że część z nich, gdzieś głęboko w środku jeszcze cały czas wierzy ...
Pan Bóg się ucieszy, z nawrócenia, jak sądzę.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Panowie, że też Wam się chce dyskutować tyle o bycie urojonym... >Mnie też to dziwi, jednak ateiści są dość dziwni, nie uważasz? Nikogo nie powinno dziwić, że ja, jako teista, o bogu gawędzę... Ateiści są oczywiście rózni, dla jednych to temat zamknięty, dla innych (walczących), ciągle aktualny, bo chcą walczyć ze złem jakie niosą religie nie bacząc na potrzeby religijne ludzi.
Jednak nawet dla ludzi dla których Bóg jest bytem urojonym warto czasami pogawędzić żeby poznać mentalność ludzi wierzących lub prawie wierzących i w jakim kontekście wierzą. Myślę, że tych naprawdę wierzących nie jest wielu, a myślenie o Bogu ma charakter życzeniowy (dobrze żeby był, bo dobrze żeby była jakaś sprawiedliwość i porządek, jeśli nie tu to na tamtym świecie, amen). Słowo amen podobno oznacza - z pewnością.
>Dla mnie to nie jest byt urojony. Czy mam rozumieć, że wierzysz w Boga żywego, Pana Boga, stworzyciela wszechświata, istoty rozumnej, świadomej, celowej, stworzyciela człowieka, jeszcze do tego wszechmocnego i miłosiernego ?
>Ale przecież dla ateistów to bez sensu. A rozmawiają! >Jeszcze o skutkach społęcznych wiary, religii to rozumiem, ale o bogu samym? Bez sensu. No chyba, że część z nich, gdzieś głęboko w środku jeszcze cały czas wierzy ... Myślałem podobnie, nawet sam kiedyś wyraziłem taką myśl na tym forum, że walka z wiarą może być skutkiem niepewności w ateiźmie, ale to było trochę złośliwe, zresztą zmieniłem zdanie.
>Pan Bóg się ucieszy, z nawrócenia, jak sądzę. No, ale podstawy tego sądzenia wyglądają mi na mizerne.
|
|
| | | | | | | | |  | 12 na 12 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ateiści są oczywiście rózni, dla jednych to temat zamknięty, dla innych (walczących), ciągle aktualny,> bo chcą walczyć ze złem jakie niosą religie nie bacząc na potrzeby religijne ludzi. KUL - Konferencja "Nauki przyrodnicze a nowy ateizm"Jan Pleszczyński (ur. 1958) z wykształcenia biolog molekularny (UMCS) i filozof (KUL). Czy jest możliwa racjonalna debata z nowym ateizmem?
Pytanie postawione w tytule tego panelu jest pewną manipulacją. Równie dobrze (a nawet lepiej!) można by zapytać: Czy możliwa jest racjonalna dyskusja z teizmem (resp. wierzącymi)? Nie widzę żadnego powodu, by a priori deprecjonować "nowy ateizm" czy "nowych ateistów" (do których grona zresztą się nie zaliczam). Nie chciałbym zresztą być tu ustawiany w roli "chłopca do bicia", a widzę, że inni paneliści są gotowi do rozprawiania się z "nowym ateizmem". Otóż jeszcze raz podkreślam - nie reprezentuję tego nurtu, choć z zaciekawieniem obserwuję spory na obszarze "nauka - wiara". I w mojej ocenie "nowi ateiści" na razie są górą.
Oczywiście, problem z tzw. nowym ateizmem jest. Ale należy wyodrębnić w nim dwa pod-problemy. Pierwszy ma raczej charakter raczej "socjologiczny", a nie filozoficzny: chodzi w nim o miejsce wiary, a przede wszystkim jej instytucjonalnych reprezentantów (w przypadku Polski dotyczy to przede wszystkim instytucjonalnego Kościoła katolickiego) w życiu publicznym. Myślę jednak, że w naszej dyskusji nie to jest najważniejsze, choć tego wątku pomijać nie można. Istotniejsze jest filozoficzne przesłanie nurtu zwanego "nowym ateizmem".
Chcę zauważyć, że najpierw musimy ustalić, co rozumiemy przez racjonalną dyskusję. Pojęcie "racjonalizmu" jest bardzo szerokie. To, co jest "racjonalne" w humanistyce niekoniecznie jest racjonalne na obszarze science. To, co racjonalne w szeroko rozumianej filozofii, niekoniecznie jest akceptowane w naukach przyrodniczych. Etc.
Tzw. "nowy ateizm" bazuje na osiągnięciach science (fizyki, biologii) i wyniki tych nauk poddaje odpowiedniej interpretacji filozoficznej. Moim zdaniem jest nie tylko uprawnione, ale i wskazane, aby interpretacje te dążyły do wyrugowania "Absolutu", "Boga" etc. i bazowały na pojęciach z zakresu nauki, a nie teologii czy metafizyki. (Zupełnie innym problemem jest jakość argumentacji). Natomiast filozofowie o orientacji teistycznej próbują w interpretacje włączać pojęcia spoza aparatury naukowej. Oczywiście mają do tego pełne prawo. Jednak to na nich spoczywa obowiązek dowodzenia, że pojęcia te są niezbędne do opisywania, wyjaśniania i rozumienia świata. "Nowi ateiści" próbują się bez tych pojęć obejść.
Jest oczywiste, że na pewne pytania filozoficzne nie znajdziemy definitywnych odpowiedzi. Nie można jednak przygważdżać oponentów pytaniami typu: "A skąd się wzięły prawa przyrody?", "Jaki jest sens ludzkiego życia?" etc. To, że nie ma na nie odpowiedzi (i moim zdaniem nigdy nie będzie) nie jest żadnym argumentem na rzecz teistycznego obrazu świata.
Trzeba też zauważyć, że czym innym jest obraz świata, a czym innym światopogląd. Na podstawie tego samego obrazu świata można mieć bardzo różne światopoglądy. Jest czymś naturalnym i wskazanym, aby przedstawiać argumenty na rzecz światopoglądu, który wydaje się nam słuszny, choć nigdy nie możemy mieć pewności, że jest on "prawdziwy". Wydaje mi się - a nawet więcej, jestem przekonany - że pewna agresywność ze strony przedstawicieli tzw. nowego ateizmu (ale nie zapominajmy o agresywności z drugiej strony; moim zdaniem nieproporcjonalnie większej) wynika z przyczyn ideologicznych, z obserwacji współczesnego świata, ze skutków, jakie wiążą się z wiarą w osobowego Boga. Zauważmy, że wielkie religie monoteistyczne nie ograniczają się do stwierdzenia, że jest jakiś Absolut. Np. chrześcijanie wierzą w bóstwo Jezusa Chrystusa. Logicznie przejście od uznania "jakiegoś Absolutu" do akceptacji "twierdzeń" konkretnych religii jest - pod względem logicznym (racjonalnym) zadaniem karkołomnym i jest już wyłącznie kwestią wiary. Zaś wiary w Jezusa narzucić nikomu nie można.
Nie wnikam tu w szczegółowe kwestie konkretnych argumentacji. Wiele z nich jest nieudanych, a nawet prymitywnych. Literatura na ten temat jest bardzo obszerna. Uważam jednak, że brak odpowiedzi na pewne zasadnicze pytania filozoficzne, na które "nowy ateizm" nie daje odpowiedzi (bo ich dać nie może) nie jest żadnym argumentem przeciw temu sposobowi myślenia. To "teiści" twierdzą coś "pozytywnego": że Bóg istnieje, albo jeszcze mocniej, że ich religia jest posiadaczem "prawdy". Myślę, że "nowy ateizm" wynika ze sprzeciwu wobec takiego sposobu myślenia. Nie chodzi tu o kontrowersje wobec pewnego "obszaru nieznanego", tylko o zawłaszczanie tego obszaru przez filozofów, którzy nie tylko wierzą w Boga, ale i "wiedzą", która religia jest "prawdziwa".
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden punkt. Filozof przyrody (bo o to w tej dyskusji chyba chodzi), który deklaruje się jako teista, ma ograniczone możliwości działania. Aby wykazać możliwość istnienia Boga, zawsze będzie szukał "dziury" (i zawsze ją znajdzie!) w argumentacji przeciwnika. "Nowy ateista" nie ma takich ograniczeń. Nie jest skoncentrowany na argumentach "kontra". Jeśli ateistę przekonać, że Bóg istnieje - nie będzie to dla niego żadną tragedią. Przeciwnie, będzie to radosne odkrycie. W odwrotnej sytuacji - filozofowi wierzącemu zawali się świat.
Dlatego kibicuję nowym ateistom. A moje osobiste przekonania nie mają z tym nic wspólnego. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Znakomite to jest. Dzięki, Panie Andrzeju. I Panu Janowi oczywiście też.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Znakomite to jest. Dzięki, Panie Andrzeju. I Panu Janowi oczywiście też.Tak, to streszczenie wywiadu Jana Pleszczyńskiego pokazuje, że jest z kim rozmawiać, choć rzeczywiście o partnera tam trudno. Na nasze forum rzadko teiści o takim poziomie intelektualnej refleksji rzadko wchodzą. Przy okazji - moje poglądy są najbliższe poglądom profesora Włodzisława Ducha opisanym w referacie wygłoszonym na tej samej konferencji: www.fizyka(*)tions/kmk/11-Natura-Ludzka.pdf Gdy Pan go nie zna, to polecam Pańskiej uwadze. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | > .> Przy okazji - moje poglądy są najbliższe poglądom profesora Włodzisława Ducha opisanym w referacie wygłoszonym na tej samej konferencji: www.fizyka(*)tions/kmk/11-Natura-Ludzka.pdf Gdy Pan go nie zna, to polecam Pańskiej uwadze.> Pozdrawiam.> @@@> .> Obserwowałem kiedyś z wielką ciekawością, jeszcze jak byłem daleki od wiary w Boga, poczynania Pana Włodzisława, trochę przemailowaliśmy, bardzo mądry człowiek, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że wszystko o czym mówi w kontekście nieobecności Boga, bytów wyższych, to tylko czcze życzenia. Badania które prowadzą on i jemu podobni ludzie są bardzo ważne z punktu możliwości leczenia chorób i ogólnego poznania świata, nas samych, mimo wszystko wciąż są to jedynie obserwacje i założenia, marzenia, że tak jest jak chcą, żeby było i że odkryją to czego szukają, tyle samo dowodów na nieistnienie Boga, co ja mam na jego istnienie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Obserwowałem kiedyś z wielką ciekawością, jeszcze jak byłem daleki od wiary w Boga, poczynania Pana Włodzisława, trochę przemailowaliśmy, bardzo mądry człowiek, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że wszystko o czym mówi w kontekście nieobecności Boga, bytów wyższych, to tylko czcze życzenia.Rozumiem, takie jest Pańskie zdanie. (Pan Wodzisław - tak zupełnie przypadkiem jest profesorem.)> Badania które prowadzą on i jemu podobni ludzieZaś zdanie podobne Pańskiemu mają podobni Panu ludzie. > są bardzo ważne z punktu możliwości leczenia chorób Kognitywistyka zajmuje się innym zakresem zagadnień. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,209583#w209960www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,103376#w103856www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,103376#w104021www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,422161#w426686www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,422161#w426716www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,10#w503496Pomylił Pan kognitywistykę z psychiatrią. > i ogólnego poznania świata, nas samych, mimo wszystko wciąż są to jedynie obserwacje i założenia, marzenia, że tak jest jak chcą, żeby było i że odkryją to czego szukają,Pan tu mówi o poznaniu religijnym, teologicznym i filozoficznym. Rozważania dwóch pierwszych uważam za bzdury, trzeci ma zasadność tylko wówczas, gdy rozważania są prowadzone w kontekście nauki (po uwzględnieniu aktualnego dorobku nauki). > tyle samo dowodów na nieistnienie Boga, co ja mam na jego istnienie.Gdzie? W naukach przyrodniczych termin "Bóg" jest terminem pustym, niezdefiniowanym i już choćby przez samo to praktycznie nieweryfikowanym. Przecież zupełnie nie wiemy co to znaczy Bóg, a jeżeli nie znamy nawet znaczenia terminu, to nie możemy rozważać jego istnienia. Bóg dla nauk przyrodniczych nie istnieje.www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,32#w615337Ja zupełnie nie mam ani też nie znam dowodów na nieistnienie: bogów, diabłów, smoków krasnali, smoków i czego tam jeszcze ludzie sobie nie wymyślili. Nie są one też mi wcale do niczego potrzebne.Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
Mam głęboki szacunek dla ludzi wierzących i postępujących zgodnie ze swoja religią, ale zainteresowanie historią i religioznawstwem doprowadziły mnie do przeciwstawiania się klerykalizmowi, którego istotą jest naużywanie religii dla dopięcia celów, nie mających z religią nic wspólnego, a jego nieodłączną towarzyszką jest obłuda przybrana w słowa chrześcijańskiego miłosierdzia. Zaś próby zrozumienia podstawowych praw rządzących światem doprowadziły mnie do poglądów bliskich stwierdzeniu Laplace'a, który na pytanie Napoleona o koncepcję Boga w jego dziełach odpowiedział: - Ta hipoteza nie była mi potrzebna. Jeszcze lepiej mój pogląd oddaje maksyma Tadeusza Kotarbińskiego: - Bluźnierstwem jest posądzanie Boga o istnienie.
Świat bez ingerencji sił nadprzyrodzonych, jest dla mnie łatwiej zrozumiałym niż po włączeniu w jego porządek udziału transcendentalnej inteligencji. Zgadzając się z tezą, że człowiek ze swej natury jest istotą religijną i w miarę rozumiejąc fenomen ludzkiej religijności, muszę powiedzieć, że nie rozumiem słowa "Bóg" i to zarówno, gdy użyte jest przez przysłowiową Kowalską, jak i w poważnych koncepcjach teologicznych. Wyrażenia tego w żaden sposób nie możemy powiązać ze zmysłowym doświadczeniem człowieka, czyli empirycznie zbadać, a tylko takie wyrażenia, które takim badaniom się poddają, są poznawczo sensowne. Ciężar dowodu zawsze spoczywa na tym, kto je głosi, a nie na tym, kto je odrzuca. Jak na razie - na gruncie nauk przyrodniczych - jeszcze nikt nie przedstawił nawet najmniejszej przesłanki możliwości istnienia nadrzeczywistości, czy chociażby jej minimalnego wpływu na rzeczywistość. To co dotychczas na ten temat przeczytałem, to były tylko wytwory wyobraźni mniej lub bardziej zniekształconych wiarą umysłów. PS. Szanowny Panie, jeżeli podejmuje Pan rozmowę z jakimś interlokutorem, to wypadałoby - w miarę możliwości - poznać jego poglądy. Panu zaś nawet nie chciało się przeczytać tego co w tym wątku, na interesujący Pana temat napisałem. Trudno jest dla każdego powtarzać swoje wywody od początku, tym bardziej, że jest to nudne dla stałych czytelników. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Rozumiem, takie jest Pańskie zdanie. (Pan Wodzisław - tak zupełnie przypadkiem jest profesorem.)
Ludzie inteligentni nie upominają się o tytuły, nie czują takiej potrzeby, z doświadczenia wiem, że robią to prymitywy i wyuczenie na pamięć PROFESURY. Sam posiadam tytuł doktora w dziedzinie nauk ścisłych i nie każę pisać do siebie na forum Panie doktorze, ponieważ człowiek uczy się całe życie i trzeba zachować resztki pokory. Swoją drogą właśnie brak pokory pozwala ludziom takim jak Pan wykluczać istnienie Boga, być może z powodu nadanych przez ludzi tytułów i zbytnie zadufania.
>Pomylił Pan kognitywistykę z psychiatrią.
Niczego nie pomyliłem, jeżeli świat wygląda tak jak sugeruje Pan Włodzisław, jak najbardziej poznanie struktur mózgu i zasady jego działania pomoże leczyć wiele chorób i urazów głowy. Nie stoi to w sprzeczności z Biblią, według której człowiek jest istotą duchową, jego duszą jest krew, życiem tchnienie Boga, i ciało ulepione z prochu. W Biblii śmierć jest przyrównywana do snu, z którego Bóg może wzbudzić wybranych przez siebie.
>Pan tu mówi o poznaniu religijnym, teologicznym i filozoficznym. Rozważania dwóch pierwszych uważam za bzdury, trzeci ma zasadność tylko wówczas, gdy rozważania są prowadzone w kontekście nauki (po uwzględnieniu aktualnego dorobku nauki).
Tak Pan uważa. To Pana wiara.
>Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne..
Rozumiem, moje także mogą okazać się błędne, wierzę natomiast, że mój błąd dotyczył będzie jedynie wyobrażenia o Bogu / Bogach / sile napędowej świata ludzi. Moje dowody dla ludzi takich jak Pan są nielogiczne, więc nie będę się na nie powoływał. Część podałem, mogę podać inne dla poszukujących Boga na ich życzenie.
>Mam głęboki szacunek dla ludzi wierzących i postępujących zgodnie ze swoja religią, ale zainteresowanie historią i religioznawstwem doprowadziły mnie do przeciwstawiania się klerykalizmowi,
Także rozumiem, moja wiara rośnie, ale z całą przykrością muszę przyznać, że nauki kościoła odbiegają od nauk Biblijnych. Jednak przestałem wrzucać do jednego worka wszystkich ludzi, jeżeli w danym mieści 1/100 osób jest dobra, to nie mogę powiedzieć, że to miasto jest pełne złych ludzi, jest PRAWIE pełne, a to PRAWIE, to dla mnie nadzieja.
>Świat bez ingerencji sił nadprzyrodzonych, jest dla mnie łatwiej zrozumiałym
I dla mnie, jednak nie zamierzam tłumić w sobie przeświadczenia, że nie wszystko da się pojąć na tym etapie rozumem i dostrzec okiem.
> Ciężar dowodu zawsze spoczywa na tym, kto je głosi, a nie na tym, kto je odrzuca.
Powstaje wiele różnych teorii nawet w nauce, o możliwości istnienia kolejnych wymiarów, przejściu z dziedziny czasu do częstotliwości, jest tego masa, dlatego śmiem nazywać naukę także w pewnym sensie wiarą. Moje dowody nie są dla Pana logiczne zapewne, są odrzucane na starcie. W każdym miejscu wyrażam jedynie moją wiarę, podobnie jak Pan, z tym, że Pan powołuje się na ludzki opis świata i to co można było do tej pory opisać. W matematyce istnieje pojęcie linii, jest to zbiór kropek umownie bezwymiarowych, i te bezwymiarowe kropki tworzą wymiar długość, faktycznie logika jest zachowana i na tej fałszywej logice zbudowano cały dział, ale na pewnej umownej płaszczyźnie. Dla mnie zatem może istnieć Bóg na pewnej umownej płaszczyźnie, która dla Pana może być nielogiczna. Czy chce mi Pan powiedzieć, że tą logiczną logiką chce Pan sięgnąć do Boga jeżeli istnieje ? Trochę pokory.
>PS. Szanowny Panie, jeżeli podejmuje Pan rozmowę z jakimś interlokutorem, to wypadałoby - w miarę możliwości - poznać jego poglądy. Panu zaś nawet nie chciało się przeczytać tego co w tym wątku, na interesujący Pana temat napisałem.
Nie lekceważę Pana, czytam po długiej przerwie od początku cały wątek, przepraszam jeżeli Pan tak to odebrał, ale to forum jest trochę niewygodne pod względem przejrzystości dla mnie, łatwo się pogubić. Myślę, że moja wypowiedź akurat nie nawiązała do Pana konkretnie, będąc w tamtym miejscu w temacie zaznaczyłem jedynie opinię na temat poglądów Pana Włodzisława. Oburzenie jak dla mnie nie jest uzasadnione.
Interlokutor.... fonetycznie obrzydliwe słowo, wolę jednak polskie odpowiedniki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Obserwowałem kiedyś z wielką ciekawością, jeszcze jak byłem daleki od wiary w Boga, poczynania Pana Włodzisława, trochę przemailowaliśmy, bardzo mądry człowiek, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że wszystko o czym mówi w kontekście nieobecności Boga, bytów wyższych, to tylko czcze życzenia. Badania które prowadzą on i jemu podobni ludzie są bardzo ważne z punktu możliwości leczenia chorób i ogólnego poznania świata, nas samych, mimo wszystko wciąż są to jedynie obserwacje i założenia, marzenia, że tak jest jak chcą, żeby było i że odkryją to czego szukają, tyle samo dowodów na nieistnienie Boga, co ja mam na jego istnienie. Rozumiem, takie jest Pańskie zdanie. (Pan Wodzisław - tak zupełnie przypadkiem jest profesorem.)> Ludzie inteligentni nie upominają się o tytuły, nie czują takiej potrzeby,Całkowicie się z Panem tu zgadzam. > z doświadczenia wiem, że robią to prymitywyMoje doświadczenia są tu inne, to prymitywy pomijają czyiś dorobek i fraternizują się się nieznajomymi acz znanymi ludźmi o dużym dorobku, czy znaczeniu używając tylko ich imienia, wraz z określeniem "jemu podobni ludzie". > i wyuczenie na pamięć PROFESURY.Jak tu widać nie ma Pan pojęcia o zdobywaniu tytułów naukowych. > Sam posiadam tytuł doktora w dziedzinie nauk ścisłychGratuluję pamięci - musiał Pan sporo wykuć na blachę, ale teraz można się pochwalić. > i nie każę pisać do siebie na forum Panie doktorze,Pan profesor Włodzisław Duch też tego nie każe. Ludzie na pewnym poziomie intelektualnym i kulturalnym sami wiedzą jak się do innych zwracać. > ponieważ człowiek uczy się całe życie i trzeba zachować resztki pokory.Pokora powinna dotyczyć samego siebie i szacunku dla innych, a nie sprowadzanie innych do własnego poziomu. Wielce Szanowny Doktorze Hejtibeats. > Tak Pan uważa. To Pana wiara.Tak, Panie Doktorze nasze wiary są alternatywne. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | Imię Pana Włodzisława pisałem nawet myśląc z należytym mu szacunkiem, ale takie "intelektualne" snoby nie pojmą tego.
Napisz mi Pan jak to jest, że bezwymiarowa kropka tworzy w Pańskiej logice linię i jej wymiar, sypnij Pan dowodami naukowymi najlepiej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Napisz mi Pan jak to jest, że bezwymiarowa kropka tworzy w Pańskiej logice linię i jej wymiar, sypnij Pan dowodami naukowymi najlepiej.
Wprawdzie Pańskie pytanie nie było adresowane do mnie - więc przepraszam - ale zupełnie go nie rozumiem.
Po pierwsze logika jest - tak ogólnie mowiąc - jedna, a nie czyjaś.
Po drugie - na podstawie mojej wiedzy matematycznej wyniesionej ze szkoły podstawowej i średniej - kropka jest bardzo szczególną, ekstremalną linią - jest najkrótszą możliwą linią, choć to zależy oczywiście od definicji linii, ale proszę mi powiedzieć, czy właśnie na ten temat chce się pan spierać? {równie dobrze mogło mi się popieprzyć z odcinkiem, a jedno i drugie z punktem, ale to niech Pan wówczas udowodni, że Pański oponent podnosił, to co Pan mu w pańskim poście przypisał}
Po trzecie mam pytanie o znaczenie zastosowanego przez Pana słowa "nauka". Jeśli chodzić ma o nauki przyrodnicze - empiryczne, to matematyka nauką w tym rozumieniu nie jest. Matematyka to tak bardzo ogólnie mówiąc zbiór tautologii wywiedziony w naszych umysłach w oparciu o pewne założenia przy zachowowaniu prawideł logiki. Matematykę (i logikę) wymyślili ludzie w swych zdolnych do takich wymysłów mózgach, w oparciu o doświadczenie empiryczne, jednak idealizując je i dokonując ideowych abstrakcji.
Wrażenie odkrywania świata matematyki wynika stąd, że nie wszystkie wyniki są od razu ewidentne przy danym zadaniu. Czasami trzeba się trochę nagłowić, ale to jeszcze nie znaczy, że matematyka istnieje gdzieś poza mózgiem.
Z jakiej dziedziny jest Pan doktorem, jeśli wolno spytać?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | > ale to niech Pan wówczas udowodni, że Pański oponent podnosił, to co Pan mu w pańskim poście przypisał}Po trzecie mam pytanie o znaczenie zastosowanego przez Pana słowa "nauka".
Mój oponent zarzucił mi wiele innych rzeczy, na końcu jednoznacznie obrażając, co oznacza, że wydał już osąd, nie znając moich intencji i nastawienia. Ponieważ odpowiedź była wymierzona w jego światopogląd poczuł się dotknięty jak widać i obruszony. Dla rozładowania atmosfery postanowiłem obrazić go wprost, ponieważ bardzo irytują mnie snobistyczne próby zachowania dobrych manier przez pseudointeligentów wraz z użyciem w każdym zdaniu "szanowy pan" , "miłego dnia" epatując i ociekając wyższością. Niechaj zatem ocieka do własnej kuwety.
>Jeśli chodzić ma o nauki przyrodnicze - empiryczne, to matematyka nauką w tym rozumieniu nie jest. Matematyka to tak bardzo ogólnie mówiąc zbiór tautologii wywiedziony w naszych umysłach w oparciu o pewne założenia przy zachowowaniu prawideł logiki.
Czy uważa Pan, że matematyka nie ma za wiele wspólnego z empirią i jest wiedzą pozostającą w sferze umysłu?
Czy potrafi Pan odpowiedzieć na pytanie dlaczego więcej niewierzących jest wśród naukowców empirycznych, a więcej wierzących wśród fizyków, matematyków ?
>Z jakiej dziedziny jest Pan doktorem, jeśli wolno spytać?
Jak to zostało już przez pewnego chama określone, zapewne wyuczyłem się na pamięć i miałem widocznie farta. Doktorat z pogranicza fizyki, elektryczności i informatyki, nie zabrakło w nim matematyki, choć nie używałem narzędzi jej najwyższych lotów.
Mój doktorat nie wnosi nic do tego wątku, nie udowadnia istnienia Boga, więc proszę nie kontynuować tego typu pytań.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Ludzie inteligentni nie upominają się o tytuły, nie czują takiej potrzeby, z doświadczenia wiem, że robią to prymitywy i wyuczenie na pamięć PROFESURY. Sam posiadam tytuł doktora w dziedzinie nauk ścisłych i nie każę pisać do siebie na forum Panie doktorze, ponieważ człowiek uczy się całe życie i trzeba zachować resztki pokory. Swoją drogą właśnie brak pokory pozwala ludziom takim jak Pan wykluczać istnienie Boga, być może z powodu nadanych przez ludzi tytułów i zbytnie zadufania. >Jak to zostało już przez pewnego chama określone, zapewne wyuczyłem się na pamięć i miałem widocznie farta.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | >.wiem, że robią to prymitywy i wyuczenie na pamięć PROFESURY.
Nie każdy profesor jest wyrytym na pamięć snoobem i prymitywem, ale należy zachować resztki dystansu, ażeby nie brać dosłownie słów INTERLOKUTORA, którego intencji się nie zna.
>przez pewnego chama
Jak najbardziej adresowane do Pana, podpisuję się pod tym po raz drugi. Grzeczniej jest wyrazić opinię w prost niż oględnie "szanowny Panie" "miłego dnia" do posrania. Rozmowa to wymiana poglądów, przyjmuję inne stanowisko rozmówcy, wysłucham, mogę się nie zgadzać lub mieć uwagi i jest to normalne, ale nie oznacza to, że zjadłem wszystkie rozumy, więc jak ktoś mnie obraża szanowny Panie z powodu odmienności poglądów, a moje dowody uznaje za nielogiczne, bo nie mieszczą się w jego ramkach intelektu, ramy to zapewne nie są, bo to kojarzy się z czymś większym, to miłego dnia mu życzę, bo z prostakami nie da się inaczej.
>miałem widocznie farta.
Skończyłeś Pan ?
>Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.@@@
Otóż to, skończ Pan.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Z jakiej dziedziny jest Pan doktorem, jeśli wolno spytać?Odp: Dlaczego nie wierzysz w żadnego doktora? "(...) z doświadczenia wiem, że robią to prymitywy i wyuczenie na pamięć PROFESURY. Sam posiadam tytuł doktora w dziedzinie nauk ścisłych (...)" Dlatego, że mam zupełnie inne doświadczenia oraz znam wymogi przygotowania i obrony dysertacji doktorskiej. pl.wikipedia.org/wiki/Dysertacjapl.wikiped(*)tor_(stopień_naukowy)pl.wikipedia.org/wiki/Doktorantblog.matru(*)cesu-pisania-pracy-doktorskiejZnam też przeróżne kombinacje prowadzące do uzyskania kolejnego stopnia, czy tytułu naukowego. Na przykład: natemat.pl(*)ciwoscia-we-wlasnym-srodowiskuNawet korzystając z "gotowca" trudno doktorat wykuć na pamięć, nie mówiąc już o habilitacji, czy publikacji profesorskiej. Oczywiście bardziej myślę tu o naukach humanistycznych, gdyż nie bardzo wiem jak się robi "Doktorat z pogranicza fizyki, elektryczności i informatyki, nie zabrakło w nim matematyki, choć nie używałem narzędzi jej najwyższych lotów."> Może warto?Myślę, że nie warto wierzyć, a już zdecydowanie nie warto wierzyć w steki bzdur wypisywanych przez niekulturalnych ludzi. Uwierzyć w takie deklaracje: "ateistką byłam, ale się rozmyśliłam", to tylko mocno naiwni mogą. Od intelektualnie uzasadnionej niewiary do wiary, to najczęściej choroby psychiczne prowadzą i uwidocznia się to w poziomie wypowiedzi oraz stopniu agresji wobec inaczej myślących. Pozdrawiam serdeczne @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | Moja wypowiedź była daleka od agresji, słowa nie są w stanie jej we mnie wzbudzić, musiałby Pan uczynić fizyczną krzywdę mi lub komuś mi bliskiemu, całą resztę pisałem obojętnie, ale stosowanie do wypowiedzi, ponieważ pan mnie obraża w swojej zarozumiałości udając elokwenta merytorycznie przygotowanego do każdej debaty.
Otóż ciężko się rozmawia z kimś, kto ma już założenia NIEPODWAŻALNE o zgrozo oparte na bajkach naukowych. Jestem w stanie wykazać, że jest Pan osobą w istocie bardzo wierzącą, a Pańska wiara opiera się na niewierze w żadnego Boga. Nie wiem czy istnieje ku temu powód, być może tak się Panu żyje wygodniej. Nie wiem nie wnikam.
Ewolucja? Może wielki wybuch ? Co jest udowodnione naukowo ? Gdzie są dowody na to jak powstaje coś z niczego? Nie ma dowodów? Ja też nie mam dowodu na istnienie Boga naukowych, bo takich nie będzie. Przekrzykujecie się w sposobach powstania świata, życia, ustalacie fikcyjne daty, a wszystko to jest dziurawe jak ser. Wszystko co możecie robić, jak i ja mogę, to opisywać świat, i badać jego zależności przy pomocy przyjętego opisu, otóż to PRZYJĘTEGO UMOWNIE opisu świata.
Matematyka, fizyka ma wiele wspólnego z empirycznymi badaniami i nie jest czymś jedynie w świecie umysłu, chyba nie muszę tłumaczyć jak wiele urządzeń działa na bazie tych nauk, a urządzenia te wykorzystywane są do empirycznych badań.
W każdym przypadku zaszła potrzeba uproszczenia modelu opisywanego świata, tak aby dało się go opisać sensownie i wykorzystać na nasze potrzeby, ale Szanowny Pan uprościł swój model do tego stopnia, że odrzucił możliwość istnienia Boga, a wszystkich przeświadczonych o jego istnieniu uznał za psychicznie chorych ? Gratuluję zamkniętych poglądów, faktycznie naiwne umysły można tym mamić i robić za postać ważną w pewnych kręgach, ale na tym to się kończy i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | Pozwolę sobie dorzucić moje trzy grosze do rozmowy Panów.
Chciałbym tylko wyrazić moje przekonanie, że wszystko co mamy, to doświadczenie, ale istnieje pewna różnica pomiędzy weryfikowalnym doświadczaniem świata zewnętrznego poprzez zmysły a doświadczaniem stanów swego umysłu.
Stany umysłu mają odpowiedniki w neuronalnych korelatach świadomości, jednak bazujące na pracy mózgu ludzkie idee już żadnego desygnatu w świecie mieć nie muszą.
Gdybyśmy mogli zgodzić się na jakieś minimum i odróżnić świat fizyczny - poznawany poprzez zmysły (i wciąż nie w pełni poznany) od - bazującego na nim wprawdzie, lecz zdolnego do wytwarzania wizji nie znajdujących potwierdzenia w empirii - świata umysłu, to mogłoby to stanowić jakiś dobry początek dyskusji.
W przeciwnym razie wpadamy w pewną pułapkę, a mianowicie taką, że bazujący na współpracy ludzkich umysłów świat kultury w sposob nieuprawniony zmiesza się w naszej dyskusji ze światem przyrody (bo choć są one powiązane, to jednak nie w każdy możliwy sposób), w wyniku czego Baba Jaga bedzie się nam chciała stać tak samo realna jak znaki graficzne, które teraz Państwo odczytujecie na ekranie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pozwolę sobie dorzucić moje trzy grosze do rozmowy Panów.Zgadzam się z Pańskimi groszami całkowicie, choć gdyby Pan chciał dorzucić trzy złote, a nie grosze, to zgodziłbym się tak na 2,70 do 2,80. > W przeciwnym razie wpadamy w pewną pułapkę, a mianowicie taką, że bazujący na współpracy ludzkich umysłów świat kultury w sposób nieuprawniony zmiesza się w naszej dyskusji ze światem przyrody ....O święty Maceoxie anielskiej cierpliwości, moim zdaniem powinien Pan zawód zmienić i zająć się ludźmi specjalnej troski (tylko szkoda, iż takim pedagogom tak słabo płacą). Pan ciągle nie chce mi uwierzyć, iż są ludzie o teflonowej wprost nieprzemakalności na naukowe rozumienie rzeczywistości i Pan także nie ma szans na pobudzenie ich do krytycznego myślenia. Oni są zawsze gotowi na wyciągnięcie jakiegoś nowego królika z kapelusza i udowodnienie kolejnej głupoty wcale im w niczym nie przeszkadza, gdyż umieją je wytwarzać wprost nieskończenie. Wracając do naszych baranów warto się zastanowić czy istnieje coś takiego jak obiektywna (czyli niezależna od tego czy jest, czy też nie jest poznawana) rzeczywistość? Czy żyjemy w jakimś tam symulakurum lub matrixie, a nasze rozumienie, poznanie rzeczywistości jest tylko solipsystyczne . W XXI wieku ratowanie religijnych bzdur wywodzonych z berkeleyowskich konepcji - jest wprost żenujące. Niezależnie od tego jaką ta istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest, to poznajemy ją tylko i wyłącznie za pośrednictwem naszych zmysłów, a najwyższym potwierdzeniem (weryfikacją prawdziwości) naszego poznania jest doświadczalna powtarzalność (w tych samych warunkach) zdarzeń - czyli praktyka. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583674www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583674www.racjonalista.pl/forum.php/s,450352#w451775www.racjonalista.pl/forum.php/s,450352#w451782Religijne i naukowe rozumienia rzeczywistości są nawet nie tylko alternatywne, ale są wprost sprzeczne. Bredni można napisać wiele, a głupoty pieprzyć nieskończenie, tyle, że takie rozmówki-pyskówki z fideistami są zupełnie niekonkluzywne. Dobrze, gdy jakieś wypowiedzi mogą służyć nam za inspirację dla ukazania racjonalnego czy naukowego stanowiska. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Pozwolę sobie dorzucić moje trzy grosze do rozmowy Panów.> Zgadzam się z Pańskimi groszami całkowicie, choć gdyby Pan chciał dorzucić trzy złote, a nie grosze, to zgodziłbym się tak na 2,70 do 2,80.Zastanawiam się, czy te od 30 do 20 groszy niezgody już Pan wyraził w poprzednim poście. Jeśli nie, to proszę o sprecyzowanie. > >W przeciwnym razie wpadamy w pewną pułapkę, a mianowicie taką, że bazujący na współpracy ludzkich umysłów świat kultury w sposób nieuprawniony zmiesza się w naszej dyskusji ze światem przyrody ....> O święty Maceoxie anielskiej cierpliwości, moim zdaniem powinien Pan zawód zmienić i zająć się ludźmi specjalnej troski (tylko szkoda, iż takim pedagogom tak słabo płacą).Tak, ale moja świętość wynika również stąd, że zawsze pociągały mnie upadłe anioły, a samemu nie raz zaliczyłem niezłą glebę. Do tej pory mam duże wątpliwości co do słuszności mojego postępowania, gdyż święci - czyli tacy, którzy ze wszystkimi i wszędzie chcą mieć fajne stosunki - ostatecznie nigdzie nie przynależą, a tym samym znów jakby się od ziemi odrywali. Walcząc po jednej ze stron łatwo można zyskać silnych sprzymierzeńców, ale i niejednego z nich utracić, gdy tylko spróbuje się zrozumieć przeciwników. W internecie tylko rozmawiamy, ale zgadzam się z Panem, że głupoty nie wolno akceptować nigdzie. Tyle że głupota niejedno ma imię i zdarza się, że jest ulotna, czasem też pozory mogą mylić. Akurat w 99% przypadków zgadzam się z Pańską oceną postów innych użytkowników, ale odwrotnie, dostrzegam również, ze Pan chyba - tak ogólnie rzecz biorąc - mnie rozumie. Wytyczam swą ścieżkę pomiędzy różnymi doświadczeniami i nie ma na niej kroku, który by nie wynikał z kroku poprzedniego, choć wiele jest improwizacji. W realu przebywałem już w znacznie gorszych miejscach, niż te które można odwiedzić w świecie wirtualnym i zawsze jakoś udawało mi się z ludźmi dogadywać. Jednak zupełnie nie przypisuję sobie tego za jakąkolwiek zasługę, gdyż uważam, że dogadywanie się to nasz ludzki obowiązek, zupełnie zresztą konieczny do przetrwania. Czasami rzeczywiście pytanie po co i za jaką cenę. Sądzę, że jednak wiele zależy od tego co się w różnych miejscach konkretnie wygaduje i może czasem warto wyjść poza bezpieczną sferę, by się sprawdzić w różnych - również niekoniecznie komfortowych - sytuacjach. Bliskie są mi idee humanizmu, być może bliższe niż racjonalizmu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,612740#w618349ale dla mnie humanizm można racjonalnie wywieść z empirii - ludzkich potrzeb i doświadczeń w świecie. > Pan ciągle nie chce mi uwierzyć, iż są ludzie o teflonowej wprost nieprzemakalności na naukowe rozumienie rzeczywistości i Pan także nie ma szans na pobudzenie ich do krytycznego myślenia. Oni są zawsze gotowi na wyciągnięcie jakiegoś nowego królika z kapelusza i udowodnienie kolejnej głupoty wcale im w niczym nie przeszkadza, gdyż umieją je wytwarzać wprost nieskończenie.> Najwyraźniej mają taką potrzebę, gdyż tak zostali ukształtowani. Oni tacy są. Ale znów pytanie o to, co komu, gdzie wolno i na jakich zasadach.Ma Pan rację. Niezależnie od tego dla mnie ciekawe jest pytanie, w jakim stopniu i do czego potrzebne nam są irracjonalizmy? > Wracając do naszych baranów warto się zastanowić czy istnieje coś takiego jak obiektywna (czyli niezależna od tego czy jest, czy też nie jest poznawana) rzeczywistość? Czy żyjemy w jakimś tam symulakurum lub matrixie, a nasze rozumienie, poznanie rzeczywistości jest tylko solipsystyczne .W ramach filozofii to chyba ciekawe pytanie. Faktem jest, że jako jednostki posiadamy jedynie subiektywny - nasz własny punkt widzenia i odbioru rzeczywistości - i dlatego wychodząc ze sceptycyzmu teoretycznie nic nie musi być pewne. Sądzę jednak, że solipsyzm podlega pod brzytwę Ockhama. Ponadto spór ten wydaje mi się być całkowicie nieistotny, dlatego że tak, czy śmak, właśnie taki, a nie inny świat odbieramy poprzez to, co nazywamy zmysłami - zupełnie niezależnie od tego, czy nazwiemy to "światem obiektywnym", czy "filmem odtwarzanym w naszym umyśle". Ciekawszym problemem jest moim zdaniem np. kwestia związana z teorią umysłu: > pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_umysłuUczestniczyłem kiedyś w zorganizowanej na mojej uczelni dyskusji po pokazie filmu "Łowca androidów" ("Blade runner"). To już prawie 20 lat temu, ale przypominam sobie, że powstała zasadniczo kwestia, co to jest człowiek. A konkretniej, czy dobrze wykonany robot będzie posiadał świadomość własnego istnienia i uczucia? Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę rozwój nauki jest to tylko kwestia dysponowania odpowiednią technologią. Jednak z drugiej strony, czy będziemy mieć pewność, że taki robot rzeczywiście będzie samoświadomy, a nie będzie tylko mechanicznie wykonywał różnych gestów i grymasów? > W XXI wieku ratowanie religijnych bzdur wywodzonych z berkeleyowskich konepcji - jest wprost żenujące.Tak. Właśnie dokładnie tak, jak wyciąganie w racjonalnej rozmowie królika z kapelusza. > Niezależnie od tego jaką ta istniejąca obiektywnie rzeczywistość jest, to poznajemy ją tylko i wyłącznie za pośrednictwem naszych zmysłów, a najwyższym potwierdzeniem (weryfikacją prawdziwości) naszego poznania jest doświadczalna powtarzalność (w tych samych warunkach) zdarzeń - czyli praktyka.Zgadzam się tu z Panem całkowicie > Religijne i naukowe rozumienia rzeczywistości są nawet nie tylko alternatywne, ale są wprost sprzeczne.Jestem coraz bliższy tej konkluzji. > Bredni można napisać wiele, a głupoty pieprzyć nieskończenie, tyle, że takie rozmówki-pyskówki z fideistami są zupełnie niekonkluzywne. Dobrze, gdy jakieś wypowiedzi mogą służyć nam za inspirację dla ukazania racjonalnego czy naukowego stanowiska.Zgadzam się. Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zastanawiam się, czy te od 30 do 20 groszy niezgody już Pan wyraził w poprzednim poście. To był trochę żart. Te procenty niezgody z Panem wyrażam we wszystkich swoich postach. Uważam, że nasze poglądy są zbieżne, ale nie tożsame.
>Jeśli nie, to proszę o sprecyzowanie. Trzeba by zainicjować nowy wątek, a chyba nie warto. Dla 20 - 30 groszy?
>Tak, ale moja świętość wynika również stąd, że zawsze pociągały mnie upadłe anioły, No, właśnie mnie też, ale ja tu anioła nie dostrzegam, a często nawet żaby, która chciałaby mieć skrzydła. Parę razy spotkałem w życiu dorosłych ludzi o minimalnej wiedzy o świecie, ale patrzyłem na nich z największym szacunkiem i podziwem, gdy chcieli poznać i zrozumieć więcej. Naprawdę Panie Macieju to nie nasze obecne miejsce jest ważne tylko kierunek w jakim podążamy, gdy człowiek uważa się posiadł już większość mądrości i może pouczać innych, to dla mnie tylko o jego głupocie to świadczy, choćby to i był ks. abp prof. zw. dr hab. - natomiast gdy człowiek dąży aby jutro wiedzieć więcej niż wie dziś, to jest człowiekiem wartościowym, choćby i nawet podstawówki nie skończył.
> a samemu nie raz zaliczyłem niezłą glebę. To uczy życiowej mądrości.
> Do tej pory mam duże wątpliwości co do słuszności mojego postępowania, A to budzi szacunek.
>gdyż święci - czyli tacy, którzy ze wszystkimi i wszędzie chcą mieć fajne stosunki - ostatecznie nigdzie nie przynależą, a tym samym znów jakby się od ziemi odrywali. Moim zdaniem, nie da rady. Człowiek inteligentny musi mieć jakieś poglady, a jak ma poglądy, to do czegoś mu bliżej, a do czegoś dalej. Uczciwie jest w miarę zdefiniować swoje poglądy i ich nie ukrywać.
>Walcząc po jednej ze stron łatwo można zyskać silnych sprzymierzeńców, ale i niejednego z nich utracić, gdy tylko spróbuje się zrozumieć przeciwników. To nie do końca tak. Dla głęboko wierzących największym wrogiem jest ten, który wątpi, a dopiero później ten, który przeczy. Można dyskutować z poglądami, ale nigdy z wiarą. Proszę sobie popatrzeć nawet tylko na naszym forum na krętactwa fideistów. Zauważył Pan jakieś modyfikacje poglądów np. u panów Brzostowskiego i Elaspa. Przecież oni naprawdę niewiele wiedząc pouczają tu uczonych ze sporym dorobkiem w swoich specjalnościach. Są mądrzejsi od profesjonalnych fizyków, biologów, historyków, ekonomistów, politologów. Bez własnego oczytania w podstawowej literaturze przedmiotu zarzucają innym brak oczytania w literaturze w językach obcych. Śmiesznym dla mnie jest, gdy Polak sam nie przeczytał elementarza, a wymaga od innych znajomości Kanta w oryginale.
>W internecie tylko rozmawiamy, ale zgadzam się z Panem, że głupoty nie wolno akceptować nigdzie. Tyle że głupota niejedno ma imię i zdarza się, że jest ulotna, czasem też pozory mogą mylić. Akurat w 99% przypadków zgadzam się z Pańską oceną postów innych użytkowników, ale odwrotnie, dostrzegam również, ze Pan chyba - tak ogólnie rzecz biorąc - mnie rozumie. I czy nie jest to dziwne, że tak dobrze rozumiemy się z pewną grupą osób, nawet różniąc się poglądami, a w pewnych przypadkach odrzucamy wywody tych, którzy twierdzą prawie tak samo. Uważam racjonalizm za pewną filozofię myślenia. Intelektualną technikę poznania i zrozumienia rzeczywistości. Racjonalizm nie jest jakąkolwiek wiarą, a właśnie zaprzeczeniem wiary jako elementu poznawczego. Dlatego nie przeszkadzają mi ludzie wątpiący i poszukujący własnej drogi, a drażnią wszyscy, którzy są pewni, że już ją znaleźli. Nawet, gdy mają wtedy poglądy identyczne z moimi.
>Wytyczam swą ścieżkę pomiędzy różnymi doświadczeniami i nie ma na niej kroku, który by nie wynikał z kroku poprzedniego, choć wiele jest improwizacji. W realu przebywałem już w znacznie gorszych miejscach, niż te które można odwiedzić w świecie wirtualnym i zawsze jakoś udawało mi się z ludźmi dogadywać. Jednak zupełnie nie przypisuję sobie tego za jakąkolwiek zasługę, gdyż uważam, że dogadywanie się to nasz ludzki obowiązek, zupełnie zresztą konieczny do przetrwania. Czasami rzeczywiście pytanie po co i za jaką cenę. Sądzę, że jednak wiele zależy od tego co się w różnych miejscach konkretnie wygaduje i może czasem warto wyjść poza bezpieczną sferę, by się sprawdzić w różnych - również niekoniecznie komfortowych - sytuacjach. Jestem sporo starszy od Pana i zapewniam Pana z perspektywy własnych doświadczeń, że warto być przyzwoitym człowiekiem z konkretnymi i miarę stałymi poglądami. Nawet, gdy czasem mocno się od życia oberwie, to pozostaje satysfakcja, gdy patrzy się w lusterko, a w życiu jednak najczęściej tak bywa, iż oliwa jest sprawiedliwa i prawda - wcześniej lub później - na wierzch wypływa i dobro do nas wraca.
Tak już zostałem wychowany, że zawsze pogardzałem głupcami, ludźmi małymi (i nie o wzrost mi tu idzie) obślizłymi konformistami, którzy każdej władzy nawet bez wazeliny wchodzą, donosicielami i taką normalną ludzką swołoczą, która robi różne kariery. Gdy jest walka to oni ostrożniutko z tyłu, ale gdy już jest zwycięzca ustalony to oni wtedy są w awangardzie. Kiedyś bali się z tyłu kibla napisać "precz z PZPR", a dziś osobiście Jaruzelskiego z grobu by wyrzucili. Wiem, że to takie ludzkie, ale mnie to mierzi.
Niech Pan zobaczy ilu tu specjalistów od zaglądania ludziom w rozporki. Specjalistów, którzy lepiej znają pańskie poglądy i przynależności niż Pan sam. Prokuratorów, sędziów i katów w jednej osobie - na szczęście bez mocy sprawczej. Nie, zdecydowanie nie z każdym warto rozmawiać, choć na publicznym forum takie postawy i głupotę należy wykazywać. Cieszę się, że jednak nie jestem sam, że ciągle na naszym forum racjonaliści stanowią większość.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >Gdybyśmy mogli zgodzić się na jakieś minimum i odróżnić świat fizyczny - poznawany poprzez zmysły (i wciąż nie w pełni poznany) od - bazującego na nim wprawdzie, lecz zdolnego do wytwarzania wizji nie znajdujących potwierdzenia w empirii - świata umysłu, to mogłoby to stanowić jakiś dobry początek dyskusji.
Słuszna uwaga, jednak czy jeżeli nie wszystko poznane, co można poznać empirycznie, mamy prawo głosić, że żaden bog nie istnieje, a myśli to jedynie zlepek chemii i elektryczności, które jak nawet niektórzy twierdzą można sobie przeprogramować, podobnie jak wzory. Znów spotykamy się na skrzyżowaniu wiary w boga i wiary w człowieka i jakiś dziwny, nieuzasadniony, przypadkowy przypadek wywodzący się z niebytu i nicości prowadzący do istnienia porządku.
Idąc moim tokiem ja także nie powinienem głosić, że Bóg istnieje, jednak wierzę, że tak jest, podobnie jak ktoś wierzy, że go nie ma. Wierzę, że da się fajnie porozmawiać między wierzącym a niewierzącym, ale do tego trzeba ludzi z otwartym sercem, ba, nawet więcej są w stanie razem osiągnąć, nie da się tego natomiast zrobić z ludźmi, którzy uważają za inteligenckie zera każdego, kto nie ma tak "naukowych" poglądów jak oni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | >>Gdybyśmy mogli zgodzić się na jakieś minimum i odróżnić świat fizyczny - poznawany poprzez zmysły (i wciąż nie w pełni poznany) od - bazującego na nim wprawdzie, lecz zdolnego do wytwarzania wizji nie znajdujących potwierdzenia w empirii - świata umysłu, to mogłoby to stanowić jakiś dobry początek dyskusji. >Słuszna uwaga, To się cieszę, tylko zwróć proszę uwagę, jakie z tego wypływają konsekwencje. O świecie fizycznym wiemy coś o tyle tylko, o ile nauka nam to empirycznie wykaże (a i tak proces koroboracji trwa nieustannie, więc absolutnie pewni być nie możemy). No a cała reszta - te różne idee, to już tylko spekulacje...
>jednak czy jeżeli nie wszystko poznane, co można poznać empirycznie, mamy prawo głosić, że żaden bog nie istnieje, Mamy takie prawo, powstaje jednak pytanie, czy znasz w ogóle kogoś, kto taką tezę głosi. Jakoś nie spotkałem jeszcze ateisty, który nie wiedziałby, na kim spoczywa ciężar dowodu i ktory usiłowałby wykazywać nieistnienie czegokolwiek.
To Ty zdefiniuj Boga i wykaż, że istnieje.
Przecież to jest abecadło i zupełnie mnie nie dziwi, że niektorzy mają dość takich rozmów. Racjonaliści są wówczas skazani na powtarzanie w kółko tego samego, a fideiści i tak tego nie są w stanie zrozumieć uważając się za wrażliwszych i bardziej otwartych na świat ducha (czyli za lepszych).
>a myśli to jedynie zlepek chemii i elektryczności Czy na pewno "jedynie"? Cały świat to zlepek chemii i elektryczności, tylko czy taki opis rzeczywistości Ciebie całkowicie satysfakcjonuje? Jako naukowiec zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że różne dziedziny nauki badają sposób funkcjonowania różnych zlepków rzeczywistości i wyniki tych badań dają nam jakąś pozytywną wiedze o świecie.
Kognitywistyka to jeszcze wciąż raczkująca dziedzina, ale trochę o związku umysłu z mózgiem już wiemy. Tymczasem religijne wyobrażenia to wciąż wyobrażenia właśnie.
>które jak nawet niektórzy twierdzą można sobie przeprogramować, podobnie jak wzory. Nie wiem jak się przeprogramowywuje wzory, ale pewne doświadczenia z modelowaniem sieci neuronowych zdaje się już mamy. Proszę mi przypomnieć.
>Znów spotykamy się na skrzyżowaniu wiary w boga i wiary w człowieka i jakiś dziwny, nieuzasadniony, przypadkowy przypadek wywodzący się z niebytu i nicości prowadzący do istnienia porządku. Piękne zdanie, tylko co z niego wynika poza pięknem? Nie, ja nie wiem jak powstał wszechświat, tylko zupełnie nie widzę potrzeby zastępowania niewiedzy wiarą.
Również mam na tym tle różne osobiste odczucia, tylko że lecąc na samych odczuciach można łatwo dać się wmanewrować w jakieś imprezy stadne, typu klękanie przed obrazem (w najlepszym razie) lub lądowanie w wieżowcach (w gorszym razie), ale ja - przeciwnie - staram się raczej wyzwalać od autorytetów próbujących wpajać mi przeróżne jedynie sluszne idee.
>Idąc moim tokiem Możesz iść swoim tokiem, byle byś go nie próbował narzucać innym. Tu na przykład jest forum racjonalistów - z zasady niewierzących (a przynajmniej niepróbujących ewangelizować).
>ja także nie powinienem głosić, że Bóg istnieje, jednak wierzę, że tak jest, Z wiarą to jest tak, że nie bardzo jest o czym dyskutować. Ty wierzysz i jak ja mam Cię przekonać? Podnosząc że nie masz dowodów? Ale Ty ich przecież nie potrzebujesz, bo wierzysz. Mogę jedynie wskazać na historię ukazującą, w jaki sposób była wykorzystywana łatwowierność ludzi i do jakich - bezrefleksyjnych - czynów popychała ich wiara (wcale niekoniecznie religijna).
>podobnie jak ktoś wierzy, że go nie ma. To proszę rozmawiać z kimś, kto wierzy, że go nie ma. Racjonaliści nie uzasadniają swych twierdzeń wiarą. Boga zupełnie zwyczajnie nie ma. Nie trzeba w to wierzyć. Jakby chciał to by się ujawnił.
>Wierzę, że da się fajnie porozmawiać między wierzącym a niewierzącym, ale do tego trzeba ludzi z otwartym sercem, ba, nawet więcej są w stanie razem osiągnąć, nie da się tego natomiast zrobić z ludźmi, którzy uważają za inteligenckie zera każdego, kto nie ma tak "naukowych" poglądów jak oni. Porozmawiać fajnie można tylko wtedy, jeśli obydwie strony zrezygnują z opierania swoich twierdzeń na wierze.
Tego rodzaju twierdzeniom można tylko przytaknąć albo zaprzeczyć i w obydwu przypadkach nie ma rozmowy, ale czy osobę, która je głosi można przekonać w oparciu o racjonalne argumenty?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Mamy takie prawo
Rozumiem, w takim razie ja mam prawo mówić, że istnieje. To, że jjak wierzę jest poza materią i czasem niczego nie zmienia, są ludzie, którzy nie uwierzą dopóki nie dotknął i mają do tego prawo. Zwykła wiara i nadzieja, żadna nauka, choć wiara ta wypływa z przesłanek jak najbardziej naukowych odkryć zależności i powiązań.
>a fideiści i tak tego nie są w stanie zrozumieć uważając się za wrażliwszych i bardziej otwartych na świat ducha (czyli za lepszych).
Nikt nie ma prawa uważać się za lepszego, kto tak uważa przypuszczam, że nie ma nic pojęcia o Bogu i nigdy go nie szukał, jedynie tak twierdzi.
>To Ty zdefiniuj Boga i wykaż, że istnieje.
Opisując go słowami po mojemu, jakich używamy, choć i to za mało, jest to istota świadoma indywidualnie, jedna, a może i tworzy całą społeczność z innymi inteligentnymi istotami, której/ych nie ogranicza czas ani materia. Przez nią / nich dzieje się coś, przez co rozwija się nasza świadomość w wybranym przez nas kierunku, jest / są projektantami całych procesów, które zostały puszczone w ruch. Zna / znają wszystkie zależności naszego świata.
>>a myśli to jedynie zlepek chemii i elektryczności >Czy na pewno "jedynie"? Cały świat to zlepek chemii i elektryczności, tylko czy taki opis rzeczywistości Ciebie całkowicie satysfakcjonuje?
Nie, była to ironia, ponieważ niektórzy do takiego absurdalnego uproszczenia są w stanie sprowadzić wszystko.
>>które jak nawet niektórzy twierdzą można sobie przeprogramować, podobnie jak wzory. >Nie wiem jak się przeprogramowywuje wzory, ale pewne doświadczenia z modelowaniem sieci neuronowych zdaje się już mamy. Proszę mi przypomnieć.
Doświadczenie z lokalizowaniem obrazowym aktywnych części mózgu podczas myślenia o czymś prostym typu "tak" lub "nie" doprowadziły poniektórych do stwierdzenia, że będziemy czytać myśli, owszem, moim zdaniem być może będzie można wpiąć swego rodzaju głośnik do mózgu (daleka droga do tego, o ile w ogóle), ale to dla mnie nadal nie jest żaden dowód na to, że myśli i świadomość, to mózg. Moja skromna intuicja podpowiada, że mózg jedynie reaguje fizycznie na energię myśli, i daje elektryczne sygnały (chemia to też elektryczność jak popatrzymy na cząstki) do sterowania ciałem.
Ponadto podrażniając pewne części mózgu wcale nie wpływamy jak ktoś tam twierdzi na cudze myśli, a jedynie obserwujemy reakcje ciała, pociągnięcie linki hamulcowej w moim motorze przez osobę z zewnątrz, wcale nie oznacza, że ja jako kierowca chciałem zahamować, jednak to co fizycznie obserwujemy, to hamowanie, ale nie moją świadomość.
>>Znów spotykamy się na skrzyżowaniu wiary w boga i wiary w człowieka i jakiś dziwny, nieuzasadniony, przypadkowy przypadek wywodzący się z niebytu i nicości prowadzący do istnienia porządku. >Piękne zdanie, tylko co z niego wynika poza pięknem? >Nie, ja nie wiem jak powstał wszechświat, tylko zupełnie nie widzę potrzeby zastępowania niewiedzy wiarą. >Również mam na tym tle różne osobiste odczucia, tylko że lecąc na samych odczuciach można łatwo dać się wmanewrować w jakieś imprezy stadne, typu klękanie przed obrazem (w najlepszym razie) lub lądowanie w wieżowcach (w gorszym razie), ale ja - przeciwnie - staram się raczej wyzwalać od autorytetów próbujących wpajać mi przeróżne jedynie sluszne idee.
Fanatyzm, to nie wiara, Bóg jak przyuczam nie potrzebuje marnych ofiar, typu modły 24h, to człowiek tego potrzebuje, aby przemyśleć swoje postępowanie, ale większość robi to tak bezmyślnie, że niczego to nie zmienia. To jak żyjesz i co dajesz innym jest Twoją wiarą.
>>Idąc moim tokiem >Możesz iść swoim tokiem, byle byś go nie próbował narzucać innym. Tu na przykład jest forum racjonalistów - z zasady niewierzących (a przynajmniej niepróbujących ewangelizować).
Niżej mimo wszystko deewangelizujesz.
>Boga zupełnie zwyczajnie nie ma. Nie trzeba w to wierzyć. Jakby chciał to by się ujawnił.
Mocne słowa, jeżeli istnieje poza czasem i materią, widocznie jest powód dla którego tego nie robi. Jego wola w ogóle musiałaby się zmaterializować i przyjąć jakąś formę. Tchnienia życia dla mnie jest jednym z dowodów na materializację jego woli. O algorytmie genetycznym już pisałem, ktoś musi ustalić warunki początkowe i napisać rozsądny kod optymalizacyjny, dodatkowo użyć zbioru (cząstek materii) przy określonych warunkach, kody genetyczne i inne, jeżeli ktoś wierzy, że to wszystko przypadek, to jest to wiara i tylko wiara, by nie wierzyć w Boga, bo tak jest łatwiej.
>Z wiarą to jest tak, że nie bardzo jest o czym dyskutować. Ty wierzysz i jak ja mam Cię przekonać? Podnosząc że nie masz dowodów? Ale Ty ich przecież nie potrzebujesz, bo wierzysz. Mogę jedynie wskazać na historię ukazującą, w jaki sposób była wykorzystywana łatwowierność ludzi i do jakich - bezrefleksyjnych - czynów popychała ich wiara (wcale niekoniecznie religijna).
Mam bardzo wiele dowodów, podobnie jak Ty masz, ale dla Ciebie moje nie są dowodami. Taka logika. A dla mnie Twoje dowody świadczą tym bardziej o inteligentnym zamyśle stworzenia. Każdy może dochodzić do różnych wniosków na podstawie tego samego wyniku, tak to już jest. Ale to nie powód do kłótni jak niektórzy robią, a do zwyczajnej ludzkiej, życzliwej rozmowy.
>To proszę rozmawiać z kimś, kto wierzy, że go nie ma. Racjonaliści nie uzasadniają swych twierdzeń wiarą.
Nie? Na podstawie jednej poszlaki, twierdzą, że coś będzie możliwe. Masa przykładów. Dziurawa jak ser teoria ewolucji dała podstawy do tego, żeby dopisać, że z niczego wzięło się coś i jeszcze inteligentnie się rozwijało, na skutek bliżej nie określonych zdarzeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | > Ponadto podrażniając pewne części mózgu wcale nie wpływamy jak ktoś tam twierdzi na cudze myśli, a jedynie obserwujemy reakcje ciała, pociągnięcie linki hamulcowej w moim motorze przez osobę z zewnątrz, wcale nie oznacza, że ja jako kierowca chciałem zahamować, jednak to co fizycznie obserwujemy, to hamowanie, ale nie moją świadomość.Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli. Mam tu przykład, jak go zinterpretujesz? www.prison(*)dy_moralne_moga_byc,p722562039
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | > >Ponadto podrażniając pewne części mózgu wcale nie wpływamy jak ktoś tam twierdzi na cudze myśli, a jedynie obserwujemy reakcje ciała, pociągnięcie linki hamulcowej w moim motorze przez osobę z zewnątrz, wcale nie oznacza, że ja jako kierowca chciałem zahamować, jednak to co fizycznie obserwujemy, to hamowanie, ale nie moją świadomość.> Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli.> Mam tu przykład, jak go zinterpretujesz?> www.prison(*)dy_moralne_moga_byc,p722562039Temat jest niewątpliwie trudny i przypuszczam, że nikt nie ma tutaj dowodów poza poszlakami za lub przeciw. Zaburzanie jak ma miejsce w artykule części mózgu, moim zdaniem nie jest niczym innym jak blokowaniem pełnego dopływu informacji, w skutek czego ciężko jest podjąć "moralnie właściwą" decyzję. Jest to fizyczna ingerencja w ciało człowieka, a nie w samo źródło świadomości, podobnie jakbym ja wpiął się do Twojej dłoni jakimiś przekaźnikami sygnałów elektrycznych i nią sterował, tylko tutaj mówi się o mózgu i może dlatego takie podniecenie, bo to przecież mózg a nie ręka. Lub jak się napijesz za dużo, to moralnie możesz być również zblokowany, a ciało przejmują instynkty, ale kiedy trzeźwiejesz, mówisz "o rany, ja to zrobiłem?" To miałem na myśli. Nie jest zlokalizowane źródło świadomości, ale naturalną sprawą jest szukanie go poprzez badanie reakcji, obserwowanie aktywności mózgu. Są to bardzo ciekawe badania, ale ja nie byłbym taki pewny, żeby powiedzieć, że źródłem świadomości są skomplikowane procesy chemiczno-elektryczne, coś tam coś tam. Niewątpliwie świadomość w jakiś sposób oddziaływuje na materię, która jest przecież energią, w internecie jest dużo niewygodnych faktów na temat mózgu i tego, że świadomość nie do końca jest jedynie w jednym miejscu lub zależna od mózgu. Wystarczy poszukać i nie wszystko okazuje się takie proste. To co zrobili, to fizyczne manipulowanie postrzeganiem tego, co nazywamy rzeczywistością, a przecież jest to możliwe przy pomocy zwykłych słów, wystarczy dobrze argumentować jakieś postępowanie i można przekonać kogoś, że to co zrobił, było moralnie dobre lub złe i to jeszcze długofalowo, a nie na chwilę jak w tym badaniu, bo słowami możemy uderzyć bezpośrednio przekazują intencje w czyjąś świadomość. Było wiele ciekawych badań na temat tego, jak sama myśl, intencja wpływa na rzeczywistość, przypuszczam, że sama myśl naszej świadomości ma ogromny wpływ na materię. Jestem ciekawy dalszych wyników prac, ponieważ coś mi mówi, że będzie jeszcze ciekawiej, a nie prościej jak to się wmawia ludziom. Im głębiej, tym coraz trudniejsze pytania i jest ich więcej, a nie mniej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | >Jest to fizyczna ingerencja w ciało człowieka, a nie w samo źródło świadomości, Przy założeniu, że mózg nie jest źródłem świadomości.
>Niewątpliwie świadomość w jakiś sposób oddziaływuje na materię, która jest przecież energią, w internecie jest dużo niewygodnych faktów na temat mózgu i tego, że świadomość nie do końca jest jedynie w jednym miejscu lub zależna od mózgu. Masz jakieś materiały na ten temat, które Ciebie najbardziej przekonują?
>Było wiele ciekawych badań na temat tego, jak sama myśl, intencja wpływa na rzeczywistość, I na ten.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Przy założeniu, że mózg nie jest źródłem świadomości. >Masz jakieś materiały na ten temat, które Ciebie najbardziej przekonują?
Dokładnie, wszystko zależy od założenia, a na jego poprawność nie ma nikt dowodów, ale są różne poszlaki za i przeciw. W tym tygodniu będę miał dużo pracy, ale skoro wymieniamy się informacjami przy założeniu, że traktujemy się poważnie, postaram się pozbierać najciekawsze i przedstawić za jakiś czas. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | >postaram się pozbierać najciekawsze i przedstawić za jakiś czas. Czekam cierpliwie, a w międzyczasie podaję kolejny przykład do rozważenia.
Jeśli ktoś porządnie się opije, traci przytomność. Gdzie jest wtedy jego świadomość i dlaczego nic nie pamięta z tego czasu, kiedy mózg był zalany alkoholem? To samo dotyczy uderzenia w głowę. Również świadomość znika na jakiś czas. Jeśli istnieje nie tylko w głowie, to dlaczego nic nie pamięta?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | > >postaram się pozbierać najciekawsze i przedstawić za jakiś czas.> Czekam cierpliwie, a w międzyczasie podaję kolejny przykład do rozważenia.> Jeśli ktoś porządnie się opije, traci przytomność.> Gdzie jest wtedy jego świadomość i dlaczego nic nie pamięta z tego czasu, kiedy mózg był zalany alkoholem?> To samo dotyczy uderzenia w głowę. Również świadomość znika na jakiś czas. Jeśli istnieje nie tylko w głowie, to dlaczego nic nie pamięta?> Świadomość to nierozwikłane zagadnienie, więc nie będę się wymądrzał, ale powiem jak widzę to aktualnie ja. Możemy się na czymś skupić lub nie, po alkoholu punkty skupienia są inne niż na trzeźwo. Czy pamięta Pan konkretne kolory sukienek spotkanych ostatnio na ulicy kobiet, pewnie nie, bo nie skupił Pan na nich swojej świadomości, uwagi, intencji. A więc nie zapamiętujemy niczego, na czym się nie skupiamy, po alkoholu zmienia się stan świadomości, a może blokujemy fizycznie możliwość pełnej kontroli ciała, w skutek czego instynkty przejmują rolę, coś jak inteligenty pojazd, posiadający swój układ sterowania i instynkty samozachowawcze kiedy układ sterowania świadomość-ciało jest fizycznie zablokowany / uszkodzony. Mówię otwarcie, nie wiem jak jest, i nie boję się przyznać. Jednocześnie kwestionuję, tych, którym się wydaje, że oni wiedzą. Świat może być dalece bardziej skomplikowany niż się wydaje i żadne uproszczenia tego nie zmienią. Moja aktualna odpowiedź niżej, przepraszam, że się nie postarałem tak jak zamierzałem, ale brakuje mi czasu ostatnio na zgłębianie teorii, z których nie mam pieniędzy, dlatego zapewne moje odpowiedzi nie są satysfakcjonujące, ale mam nadzieję kogoś skłonią do refleksji  Szukałem ostatnio czegoś odkrywczego, i dla Pana i dla siebie z ciekawości. Przyznam szczerze, że nie znalazłem czegoś co mogłoby Pana przekonać, co do mnie i co mnie przekonało, przynajmniej na tyle, aby zakwestionować świadomość jako zbędny wytwór mózgu, to doświadczenia z pogranicza śmierci, zwłaszcza szczególne przypadki, np. niewidoma kobieta od urodzenia, opowiada rzeczy, których nie miała prawa widzieć, czy żołnierz po wypadku w obcym szpitalu, czytanie "myśli" lekarza, słów tych nie wypowiedział, nie miał prawa o tym nic wiedzieć) zbieżność tych opowieści niezależnie od regionu i wiary (i nic tu nadzwyczajnego, że buddysta mówi, że widział Buddę, a chrześcijanin Jezusa, każdy użył słów jakich znał do opisania widzianej postaci, opisał jak potrafił, a nie że mózg pokazał co tam sobie chcieli, żeby im "załagodzić śmierć, niczego nie musiał załagadzać, ponieważ osoby te jednoznacznie przestawały bać się śmierci, po przekroczeniu pewnej granicy). Przypadki gdzie ludzie po urazach nie tylko utracili zdolności, a wręcz rozwijali szybko nowe. Ciekawi mnie dalszy ciąg tych historii, ale to już każdy z nas sam pozna, co go czeka. Ciekawostki: infra.org.(*)-wywiad-z-prof-j-ecclesem.htmlradioamator.elektroda.eu/swiadomosc.htmlwww.youtube.com/watch?v=rY7XXdRUK8kwww.youtube.com/watch?v=X5vLLhJQcVIi wiele więcej... podobnie jest w sprawie Biblii, która ma być pochodną mitów, ale czy nie mogło być odwrotnie ? www.gotque(*)ski/Mity-dotyczace-Jezusa.htmlW linku przykładowa odpowiedź, ale jak poszukamy dowodów ZA to znajdziemy ich wiele więcej. Podobnie jak Stary, jest kwestionowany też nowy testament, ale zapewniam, że kto szuka, ten znajdzie. Każde zakwestionowanie można również zakwestionować. a w sprawie całunu, który ma być jakąś podróbą, nie wiem czy jest, ale nie wszystko jest takie oczywiste: ok.apologe(*)rstwo-niedokonane-cz-1,558.htmwpiszmy w google coś typu: consciousness without brain Znajdziemy wiele różnych ciekawostek, wiele też może być niewygodnych dla typowego świata nauki, ale nie da się im zaprzeczyć, że zaistniały. Stawiam tezę, że mózg jest nam potrzebny wyłącznie do kontrolowania procesów życiowych, jak oddychanie bez zastanawiania się nad tym.v (irracjonalna, bez dowodów, skoro ktoś może założyć, że świadomość powstaje w mózgu, ja też sobie mogę założyć coś swojego). Ze strony znanej tu większości: www.fizyka(*)iadomosc/01-mozg-FN/index.htmlmożemy zacytować: "Wszystko jest takie, jakie jest, bo ... takie się zrobiło!" Odkrywcze. Czy tak myślą racjonaliści ? Jest tak, bo tak ? Ja stawiam pytanie dlaczego tak jest, bo to jest kluczowe pytanie. Tego typu stwierdzenia są dalekim uproszczeniem. Założenia powstawania świadomości w umyślę są popularne, bo zwyczajnie są bardziej promowane i są prostsze do przyjęcia, niż utrudnianie sobie jeszcze pojęciem "świadomości", do której zbadania nie posiadamy narzędzi. Kiedyś wierzono, że ziemia jest płaska, i to było prostsze do wyobrażenia, a więc i popularniejsze, ja stoję na płaskim terenie, jak mogę zaobserwować ze swojej perspektywy, a więc inni też pewnie tak sobie gdzieś tam stoją. I nie do pomyslenia było, że gdzieś tam pode mną stoi ktoś do góry nogami do mnie. Wszystko zależy od punktu obserwacji i stanu wiedzy. A jeżeli faktycznie ciało to "radio" a świadomość, to fale, istniejące poza czasem i przestrzenią ? Nasze radio może odbierać na całej ziemi i dalej, a więc jego sygnał nie słabnie. Zniszczenie / uszkodzenie / przestrojenie radia nie jest dowodem na znalezienie źródła fal ani ich sterowanie. Nikogo nie nawracam, zaznaczam jedynie spory znak zapytania adresowany do tych wszystkich ludzi przekonanych o prawdziwości swojej teorii, bazującej na iście uproszczonym modelu mózg-świadomość, która jest tylko i wyłącznie teorią
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | > po alkoholu zmienia się stan świadomości,No i właśnie o to mi chodzi. Jeśli świadomość jest niezależna od materialnego ciała, to powinna też być niezależna od innych rzeczy materialnych np. związków chemicznych typu alkohol. A wiesz o tym, że w przestrzeni kosmicznej znajdują się chmury alkoholu? No i co będzie z naszymi duszami w niebie? I dlaczego uderzenie w głowę zakłóca działanie umysłu, a uderzenie w nogę nie bardzo? Co do linków. No cóż. Skoro profesorowie mogą mówić takie rzeczy, nie ma się co dziwić, że mniej wykształceni ludzie też mogą w to uwierzyć. Gdyby faktycznie istniały naukowe dowody na istnienie duszy, to byłoby o nich głośno w naukowych pismach. Dlaczego świat naukowy miałby się śmiać z tych dowodów? Według mnie tylko z jednego powodu - bo te dowody nie są poważne. > Stawiam tezę, że mózg jest nam potrzebny wyłącznie do kontrolowania procesów życiowych, jak oddychanie bez zastanawiania się nad tym.A do myślenia nie jest potrzebny? No to jeszcze raz - dlaczego przyłożenie elektrod albo uderzenie w głowę zakłóca proces myślenia? > Założenia powstawania świadomości w umyślę są popularne, bo zwyczajnie są bardziej promowane i są prostsze do przyjęcia,Wydaje mi się, że bardziej promowane i popularne było pojęcie duszy niematerialnej. Dopiero od niedawna to się zaczęło zmieniać. > A jeżeli faktycznie ciało to "radio" a świadomość, to fale, istniejące poza czasem i przestrzenią ? Nasze radio może odbierać na całej ziemi i dalej, a więc jego sygnał nie słabnie. Zniszczenie / uszkodzenie / przestrojenie radia nie jest dowodem na znalezienie źródła fal ani ich sterowanie.OK. Dwie sprawy. 1. Nikt nie wykrył takiego źródła ani tych fal, a więc postulujesz coś, czego nikt nigdy widział. Nie muszę chyba pisać, że równie dobrze mógłbys postulować istnienie krasnoludków. 2. Powiedzmy, że tak jest. Po co w takim razie odbiornik? Czy taka świadomość może funkcjonować bez odbiornika? Funcjonować, myśleć, decydować. Bo jeśli nie, to tak jakby jej nie było. > co mnie przekonało, przynajmniej na tyle, aby zakwestionować świadomość jako zbędny wytwór mózgu, to doświadczenia z pogranicza śmierci, zwłaszcza szczególne przypadki, np. niewidoma kobieta od urodzenia, opowiada rzeczy, których nie miała prawa widzieć, czy żołnierz po wypadku w obcym szpitalu, czytanie "myśli" lekarza, słów tych nie wypowiedział, nie miał prawa o tym nic wiedzieć)No ale sam pisałeś, że nie pamiętamy tego, na czym się nie skupiamy. Jeśli lekarz był mocno skoncentrowany na ratowaniu pacjenta, zestresowany i zmęczony, to mógł nie pamiętać, co mówił. Tak więc sam obaliłeś swój argument.  Ale poważnie. Faktycznie to byłyby znaczące fakty, gdyby okazały się prawdziwe. To znaczy, nie chodzi mi o te wizje, bo nie takie rzeczy ludzie widzą nawet bez śmierci klinicznej, ale gdyby pacjent po wyjściu z ciała faktycznie widział coś, czego nie miał prawa zobaczyć albo zgadnąć albo domyślić się będąć w ciele. Byłby to dowód, że świadomość może istnieć poza mózgiem. Jest wiele takich historii. Słyszałem jednak, że po bliższym przyjrzeniu się tym wydarzeniom okazywało się, że jednak źródło informacji było naturalne. Niedawno czytałem artykuł o lekarzu, który na oddziale ratunkowym umieścił obrazek na szafie, aby sprawdzić, czy ktoś z reanimowanych go zobaczy po wyjściu z ciała. Ja sam też tak bym zrobił. Zresztą uważam, że takie obrazki powinny być na wszystkich oddziałach, aby jak najszybciej czegoś się dowiedzieć. No i analizować na świeżo przypadki, kiedy ktoś twierdzi, że wyszedł z ciała i coś widział. Co do aktywności mózgu w czasie śmierci klinicznej to nie jest tak, że jej nie ma. www.lucido(*)ogia-umierania-near-death.htmlAle myślę, że warto badać jeszcze to zjawisko.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | >>po alkoholu zmienia się stan świadomości, >No i właśnie o to mi chodzi. Jeśli świadomość jest niezależna od materialnego ciała, to powinna też być niezależna od innych rzeczy materialnych np. związków chemicznych typu alkohol.
Nasze ciało jest materialne. Można jego funkcjonowanie zakłócić. Moim zdaniem, i mam do tego prawo, bo nie ma dowodów przeciwko temu, ciało jest jednak tym pojazdem, a mózg jedynie przekaźnikiem dla świadomości, ale jak przypuszczam nie jedynym, wszystko jest w jakiś sposób połączone, np. niektóre przeszczepy dawały dostęp biorcy do przeżyć dawcy. Zauważmy, że w sytuacji stresującej mózg wyrzuca sterowanie burzą hormonów, ale dobra myśl i intencja jest w stanie to zahamować, a zła myśl bardziej rozkręcić stres. Mózg sam siebie nie jest w stanie powstrzymać. On kontroluje tylko podtrzymywanie życia i czeka na "rozkazy". To co robimy z mózgiem i to, że nim próbujemy sterować jest tylko ingerencją fizyczną, próbą podpięcia się pod mózg.
>A wiesz o tym, że w przestrzeni kosmicznej znajdują się chmury alkoholu? No i co będzie z naszymi duszami w niebie?
Czym jest niebo ? Ja nie wiem. Przypuszczam, że jeżeli istnieje przerasta nasze oczekiwania i wyobrażenia. Takie absurdalne pytania rodzą się w głowie, gdy człowiek stara się stanąć na równi ze Stwórcą. Tak jak dopiero co wyczytałem pytania, czy Bóg wierzy w siebie? Absurd albo złośliwość. Nie wiem kim jest Bóg dla istot w swoim otoczeniu, czy Bogiem jest jedna osoba, czy cała społeczność wyższych bytów, ale dla nas Bóg powinien być Bogiem i należy zachować pokorę w swoich pytaniach i przemyśleniach.
>I dlaczego uderzenie w głowę zakłóca działanie umysłu, a uderzenie w nogę nie bardzo?
Bo procesorem ciała jest mózg, a nie noga. Komputer z obitą obudową jeszcze może działać. To czy mam rację, pokażą dalsze badania, i sam jestem ich ciekaw, bo wierzę, że sporo ludzi zagalopowało się w swoich naukowych teoriach.
>Co do linków. No cóż. Skoro profesorowie mogą mówić takie rzeczy, nie ma się co dziwić, że mniej wykształceni ludzie też mogą w to uwierzyć.
Bo wiara/niewiara nie ma nic wspólnego z nauką, nikt na nic nie ma dowodów. Biblia naucza, aby "mędrcy" poluzowali trochę i zaufali sercu, bo choćby człowiek całą wiedzę świata posiadł, a nie odkrył zasad miłości, odda Bogu co jego i na nic jego wielkie księgi, oczytanie i wielka wiedza, która nie wiadomo na ile jest zbliżona do prawdy.
>Gdyby faktycznie istniały naukowe dowody na istnienie duszy, to byłoby o nich głośno w naukowych pismach. Dlaczego świat naukowy miałby się śmiać z tych dowodów?
Gdyby takie dowody istniały, każdy mógłby iść się teraz zabić, bo po co się męczyć w ciele. Typowe myślenie niewierzących, jeżeli Bóg by istniał, to ja bym go zrozumiał, bzdury i brak pokory wobec wielkości stworzenia.
>No to jeszcze raz - dlaczego przyłożenie elektrod albo uderzenie w głowę zakłóca proces myślenia?
Zakłóca proces myślenia czy zakłóca proces wyrażania poprzez ciało myśli ? Różnica jest oczywista. Niektórzy naukowcy "wierzą", że to jest to pierwsze. Skoro jedni i drudzy naukowcy mogą myśleć co chcą, wciąż oznacza to, że jesteśmy w punkcie wyjścia względem Boga i ten sposób myślenia może nie dać nam narzędzi do zbliżenia się do niego za życia w ciele.
>>Założenia powstawania świadomości w umyślę są popularne, bo zwyczajnie są bardziej promowane i są prostsze do przyjęcia, >Wydaje mi się, że bardziej promowane i popularne było pojęcie duszy niematerialnej. Dopiero od niedawna to się zaczęło zmieniać.
Biblia nie mówi o tym, że dusza jest nieśmiertelna, natomiast nie mówi jednoznacznie, czy dusza jest czymś odrębnym, wiadomo natomiast, że człowiek składa się z prochu i tchnienia Boga - jego woli, dzięki której to co martwe, stało się żywe. Mówi natomiast, że do końca życia rozgrywa się walka o duszę człowieka, czyli o jego życie.
>>A jeżeli faktycznie ciało to "radio" a świadomość, to fale, istniejące poza czasem i przestrzenią ? Nasze radio może odbierać na całej ziemi i dalej, a więc jego sygnał nie słabnie. Zniszczenie / uszkodzenie / przestrojenie radia nie jest dowodem na znalezienie źródła fal ani ich sterowanie. >OK. Dwie sprawy. >1. Nikt nie wykrył takiego źródła ani tych fal, a więc postulujesz coś, czego nikt nigdy widział. Nie muszę chyba pisać, że równie dobrze mógłbys postulować istnienie krasnoludków.
Kiedyś ziemia "była" płaska i co z tego. Nikt nie wykrył źródła, bo to jest zbyt trudne pytanie na dzisiaj, ale brak dowodów nie jest dowodem przeciwko, nie dajmy się zwariować, proszę mówić "nie wierzę" w żadnego Boga, ale nie przekraczać granicy racjonalnego myślenia i mówić, "Boga nie ma, bo nie pokazał się", mówimy o możliwości istnienia Boga, kimś kto przerasta nasze wyobrażenia, stwórcy i przyczyny wszystkiego, co obserwujemy obecnie. Ja nie nawracam, kwestionuję jedynie zarozumiałość i brak pokory niektórych naukowców.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | > 2. Powiedzmy, że tak jest. Po co w takim razie odbiornik? Czy taka świadomość może funkcjonować bez odbiornika? Funcjonować, myśleć, decydować. Bo jeśli nie, to tak jakby jej nie było.Materialny odbiornik po to, aby móc zamanifestować swoją wolę w świecie materialnym. Nie wiem czy świadomość może istnieć bez ciała - jeżeli nie - nie wyklucza to możliwości istnienia Boga i wskrzeszenia całego człowieka w ciele na przykład zakodowanym do ciągłej regeneracji. Jeżeli tak - nie wyklucza to możliwości istnienia Boga. Biblia nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, gdyby się na nią powołać. Natomiast pewne wyjątkowe przypadki śmierci klinicznej są jak dla mnie zadziwiające, i ja bym ich nie lekceważył, chociaż niektórzy znawcy biblii uważają, że człowiek zasypia w śmierci, nie odczuwa upływu czasu do zmartwychwstania i sądu. Przy takim założeniu można by wtedy zastanawiać się, czy powstawanie świadomości w mózgu nie jest zgodne z biblią i kierunek nauki jest właściwy - ale jak mówiłem, to wciąż nie wyklucza istnienia Boga. Jeśli świadomość nie może istnieć bez odbiornika, to tak jakby jej nie było ? Czyli nas nie ma ? Sprzeczność, CZUJESZ, że jesteś, a nie ROZUMIESZ, że jesteś. I to cała filozofia, Boga być może trzeba doświadczyć, poczuć, a nie dosłownie analizować. > >co mnie przekonało, przynajmniej na tyle, aby zakwestionować świadomość jako zbędny wytwór mózgu, to doświadczenia z pogranicza śmierci, zwłaszcza szczególne przypadki, np. niewidoma kobieta od urodzenia, opowiada rzeczy, których nie miała prawa widzieć, czy żołnierz po wypadku w obcym szpitalu, czytanie "myśli" lekarza, słów tych nie wypowiedział, nie miał prawa o tym nic wiedzieć)> No ale sam pisałeś, że nie pamiętamy tego, na czym się nie skupiamy. Jeśli lekarz był mocno skoncentrowany na ratowaniu pacjenta, zestresowany i zmęczony, to mógł nie pamiętać, co mówił. Tak więc sam obaliłeś swój argument.  Lekarz z tego zdarzenia, nieustannie rozmyślał o tym, że powinien mieć wakacje, a tu trafia się operacja. Za to później go przepraszał, jak usłyszał swoje myśli. Wyobrażasz sobie lekarza, który mówi to podczas operacji na głos i grymasi przy innych lekarzach że on powinien już iść na samolot, niech umiera ten pacjent ? To nie jest argument, to tylko spory znak zapytania jak jest i czym jest życie. > Ale poważnie. Faktycznie to byłyby znaczące fakty, gdyby okazały się prawdziwe. To znaczy, nie chodzi mi o te wizje, bo nie takie rzeczy ludzie widzą nawet bez śmierci klinicznej, ale gdyby pacjent po wyjściu z ciała faktycznie widział coś, czego nie miał prawa zobaczyć albo zgadnąć albo domyślić się będąć w ciele.> Byłby to dowód, że świadomość może istnieć poza mózgiem. Jest wiele takich historii. Słyszałem jednak, że po bliższym przyjrzeniu się tym wydarzeniom okazywało się, że jednak źródło informacji było naturalne.Problem polega na tym, że żeby zrozumieć drugiego człowieka, trzeba przeżyć to co on, a nie zbadać co on przeżył i wyciągać szorstkie wnioski. Skąd w tych ludziach później tak silna wiara, takie przekonanie, taka pewność, brak lęku, a dlaczego w praktykujących "wyjścia z ciała" taka mała i przyziemna ? Znak zapytania. Nie wiem do jakiego miejsca udaje się świadomość, gdy mózg jest sztucznie pobudzany, może wraca do miejsca "snów" a nie Boga, bo może być w jakiś sposób silnie związana z ciałem, dopóki ono żyje w jakiś sposób. Opowieści sztucznie wywołanych przeżyć były dość płytkie w porównaniu do tych z pogranicza śmierci i żadne z tych przeżyć nie były tak silne i tak nie rzutowało na życie ludzi. > Niedawno czytałem artykuł o lekarzu, który na oddziale ratunkowym umieścił obrazek na szafie, aby sprawdzić, czy ktoś z reanimowanych go zobaczy po wyjściu z ciała. Ja sam też tak bym zrobił. Zresztą uważam, że takie obrazki powinny być na wszystkich oddziałach, aby jak najszybciej czegoś się dowiedzieć. No i analizować na świeżo przypadki, kiedy ktoś twierdzi, że wyszedł z ciała i coś widział.Czy w momencie śmierci myślisz o tym, żeby iść sprawdzić obrazek na ścianie ?  > Co do aktywności mózgu w czasie śmierci klinicznej to nie jest tak, że jej nie ma.> www.lucido(*)ogia-umierania-near-death.html> Ale myślę, że warto badać jeszcze to zjawisko.Kolejne pytanie, czy mózg obserwuje ciało, czy świadomość obserwuje mózg ? Czy pobudzony mózg może tworzyć obrazy same w sobie, czy może świadomość obserwuje samo działanie pobudzonego mózgu ? Ważne pytanie. Kto kogo obserwuje, tego nie wiemy. Nie nawracam, stawiam tylko znaki zapytania na lekceważone pytania, które mogą być kluczowe, bo kieruję się nie tylko schematycznym myśleniem, ale i irracjonalną inteligencją.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | > Gdyby takie dowody istniały, każdy mógłby iść się teraz zabić, bo po co się męczyć w ciele.No przecież zabić się to grzech, za to się idzie do piekła. Ale gdyby nie było za to kary po śmierci, to właśnie, dobre pytanie - po co się męczyć? Co byłoby w tym złego, że ludzie zabijaliby sami siebie? Po co manifestować swoją wolę w materialnym świecie, skoro można istnieć bez tego? > Zakłóca proces myślenia czy zakłóca proces wyrażania poprzez ciało myśli? Różnica jest oczywista.Jest oczywista. Gdyby zakłócony był proces wyrażania myśli, to myśleliby normalnie, ale nie mogliby tego wyartykułować. Ale oni mówili, odpowiadali na pytania jakby nigdy nic i zupełnie nie byli świadomi tego, że głupio gadali, tzn. niezgodnie z tym, co powiedzieliby, gdyby nie mieli elektrod. Czyli proces wyrażania myśli nie był zakłócony, zakłócona była treść myśli. > Natomiast pewne wyjątkowe przypadki śmierci klinicznej są jak dla mnie zadziwiające, i ja bym ich nie lekceważył,Ależ ja też ich nie lekceważę. Cały czas piszę, że należy je badać. > Nie wiem czy świadomość może istnieć bez ciałaA chciałbyś wiedzieć? No i do czego chcesz mnie przekonać? > Biblia nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, gdyby się na nią powołać.To po co o niej wspominać? > Jeśli świadomość nie może istnieć bez odbiornika, to tak jakby jej nie było ? Czyli nas nie ma ? Sprzeczność, CZUJESZ, że jesteś, a nie ROZUMIESZ, że jesteś.Jesteśmy, bo jest odbiornik, czyli ciało. Mówię o świadomości bez odbiornika, czyli na przykład po śmierci ciała. To, że teraz jestem, to widzę. Co będzie, kiedy tego odbiornika zabraknie? Jak będzie wyglądało nasze istnienie bez ciała? Czyli co z nas zostanie, gdy zabraknie ciała? > Boga być może trzeba doświadczyć, poczuć, a nie dosłownie analizować.Nie analizowaliśmy Boga, tylko naszą świadomość. > Lekarz z tego zdarzenia, nieustannie rozmyślał o tym, że powinien mieć wakacje, a tu trafia się operacja.To było łatwe. Sporo osób w sezonie myśli o wakacjach. Myślałem, że rzeczywiście coś oryginalnego usłyszał. > Problem polega na tym, że żeby zrozumieć drugiego człowieka, trzeba przeżyć to co on, a nie zbadać co on przeżył i wyciągać szorstkie wnioski. Skąd w tych ludziach później tak silna wiara, takie przekonanie, taka pewność, brak lęku, a dlaczego w praktykujących "wyjścia z ciała" taka mała i przyziemna ? Znak zapytania. Nie wiem do jakiego miejsca udaje się świadomość, gdy mózg jest sztucznie pobudzany, może wraca do miejsca "snów" a nie Boga, bo może być w jakiś sposób silnie związana z ciałem, dopóki ono żyje w jakiś sposób. Opowieści sztucznie wywołanych przeżyć były dość płytkie w porównaniu do tych z pogranicza śmierci i żadne z tych przeżyć nie były tak silne i tak nie rzutowało na życie ludzi.No masz.  A miało być o niewygodnych faktach. > Czy w momencie śmierci myślisz o tym, żeby iść sprawdzić obrazek na ścianie ?Widzę, że jesteś nie w temacie. W czasie NDE ludzie unoszą się nad ciałem, niektórzy latają pod sufitem, spacerują po korytarzach, obserwują ludzi, wydarzenia, swoje ciało, narzędzia chirurgiczne, meble. Jednocześnie zwykle są wtedy wyluzowani. Jeśli będą unosić się pod sufitem i rozglądać po sali to bez problemu powinni zobaczyć obrazek. A jeśli tylko będzie im się "śniło" że się unoszą pod sufitem, to nie zobaczą obrazka. Właśnie o to tu chodzi. > Kolejne pytanie, czy mózg obserwuje ciało, czy świadomość obserwuje mózg ?> Czy pobudzony mózg może tworzyć obrazy same w sobie, czy może świadomość obserwuje samo działanie pobudzonego mózgu ?A może mózg obserwuje wszystko za pośrednictwem zmysłów i tworzy na tej podstawie obrazy? A potem obserwuje te obrazy, przetwarza? Oczywiście, są różne części w mózgu, o różnych funkcjach, porozumiewają się między sobą. Jedna część faktycznie nie mogłaby robić wszystkiego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Siodemeczka (161 punktów) | >>postaram się pozbierać najciekawsze i przedstawić za jakiś czas. >Czekam cierpliwie, a w międzyczasie podaję kolejny przykład do rozważenia. >Jeśli ktoś porządnie się opije, traci przytomność. >Gdzie jest wtedy jego świadomość i dlaczego nic nie pamięta z tego czasu, kiedy mózg był zalany alkoholem? >To samo dotyczy uderzenia w głowę. Również świadomość znika na jakiś czas. Jeśli istnieje nie tylko w głowie, to dlaczego nic nie pamięta? >
Ja odpowiem jako agnostyk.
Kiedyś też byłem ateistą i używałem argumentów Twojego typu, a nawet bardziej abstrakcyjnych takich jak np. "Jeżeli po śmierci jest coś, to co było przed Twoimi narodzinami? Nic." Itp. Jednak zmieniło się moje podejście gdy przestałem "szukać" i zacząłem "akceptować". Wtedy wizja boga/bogów/absolutu zaczęła się klarować i dużo odstępować od koncepcji religii. Według mnie bóg nie potrzebuje Twojej wiary, on nie stawia warunków, nie tworzy Ci zasad, nie ma nawet nazwy... Coś jednak przysłoniło naturalną radość z istnienia, coś sprawiło iż ludzie wolą żyć w niewoli kłamstw* które sami tworzą. O tych kłamstwach niżej, znajdziesz w tekście.
Jeżeli istnieje siła wyższa to patrzy globalnie, ma pełen obraz sytuacji. Wszystkie akcje się zazębiają i czemuś służą. Tylko stwórcy znanemu celowi. Może jest to walka o Ciebie*? Możliwe, że utrata świadomości czemuś konkretnemu służy. A raczej... Nie zabranie świadomości a zabranie pamięci.Przecież na pytanie co jadłeś na obiad 5 tygodni temu na obiad, raczej nie odpowiesz o ile nie zanotowałeś. To różnica. Gdy żyjesz to jesteś i tyle. Jedyne co tracisz to wspomnienie z przeszłości. Akcja tworzy reakcje, możliwe, że coś z pozoru dziwnego, "złego", przykrego, może być pewnym drogowskazem. A może masz nie pamiętać o bólu? Pytania można stawiać i stawiać. Jednak to nie pytania sprawiają, że będziesz szczęsliwszy. Nie ma takiej odpowiedzi która by Cię zaspokoiła i byś przestał pytać osiągając szczęście. Jeżeli stwórca miał jakieś intencje to to, żeby to co stworzył było dobre. Poddając się i wątpiąc, nie będziesz w stanie się cieszyć chwilą.
*-Co mam na myśli mówiąc nawrócenie? Życie w harmonii z tym co się dzieje, nie słuchanie głosu w głowie który nas powoli wyniszcza sugerując, że jesteśmy nikim, jesteśmy samotni, nic nam się nie uda, a to co zrobiliśmy było beznadziejne. Może to uderzenie w głowę ma Ci dać do zrozumienia, że pamięć o przeszłości nie jest taka ważna? Nie wiem. Pokora do niewiedzy jest pierwszym stopniem do szczęścia? Ciekawość to pierwszy stopień do...
Wiem tylko iż wiara iż jesteśmy częścią większej układanki która ma sens, sprawia, że mamy wiarę w siebie i w swoje poczynania. Zakończę to optymistycznie - słowo na dziś - UFAM.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
>Wiem tylko iż wiara iż jesteśmy częścią większej układanki która ma sens, sprawia, że mamy wiarę w siebie i w swoje poczynania. Zakończę to optymistycznie - słowo na dziś - UFAM.
Coś w tym jest, jeżeli zadamy zbyt wiele trudnych pytań, a nie poznamy odpowiedzi na podstawowe, można się pogubić i stracić ZAUFANIE.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Siodemeczka (161 punktów) | >>Wiem tylko iż wiara iż jesteśmy częścią większej układanki która ma sens, sprawia, że mamy wiarę w siebie i w swoje poczynania. Zakończę to optymistycznie - słowo na dziś - UFAM. >Coś w tym jest, jeżeli zadamy zbyt wiele trudnych pytań, a nie poznamy odpowiedzi na podstawowe, można się pogubić i stracić ZAUFANIE.
Według mnie, nie ma takiej odpowiedzi i pytań które przybliżą ateistę do boga:
Dla chrześcijan:
"Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. (czyli wszystko co masz wiedzieć to wiesz)
18 Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; (poczucie szczęścia z istnienia) a kto nie ma (ludzie którzy nie są szczęśliwi sami z siebie), temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma (wydaje nam się, że mamy dobra doczesne typu samochody, żony, prace itp.)"
Łk 8: 17-18
Wiara w coś mądrzejszego niż my to świadomość iż w chwili krytycznej postąpimy mądrze i trzeba zaufać sobie/czemuś wyżej (jak zwał tak zwał) jaka by ta chwila nie była.
Dla chrześcijan za pismem św.: "lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają."
Iz. 40,31
Jednak jako agnostyk dopuszczam też fakt iż przestanę całkowicie istnieć i nic na mnie nie czeka po śmierci. Oraz fakt, że może mi się to wszystko tylko zdawać. Z drugiej strony żyje mi się lżej gdy po prostu ufam (nie wiem komu. Po prostu Światu/Absolutowi/Porządkowi/Bogowi czy czemuś tam który sprawia, że to wszystko tworzy harmonię). Wtedy strach jakoś się rozmywa... Nie umiem już w sumie tej postawy jakoś z siebie wyrzucić, ona jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Jednak zmieniło się moje podejście gdy przestałem "szukać" i zacząłem "akceptować". Wtedy wizja boga/bogów/absolutu zaczęła się klarować i dużo odstępować od koncepcji
>*-Co mam na myśli mówiąc nawrócenie? Życie w harmonii z tym co się dzieje, nie słuchanie głosu w głowie który nas powoli wyniszcza sugerując, że jesteśmy nikim, jesteśmy samotni, nic nam się nie uda, a to co zrobiliśmy było beznadziejne.
Bóg Szatan stara śpiewka. Nic nowego. Zamienniki współczesne pod nazwą absolutu, coś itd. głosy w głowie ? Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Siodemeczka (161 punktów) | >>Jednak zmieniło się moje podejście gdy przestałem "szukać" i zacząłem "akceptować". Wtedy wizja boga/bogów/absolutu zaczęła się klarować i dużo odstępować od koncepcji >>*-Co mam na myśli mówiąc nawrócenie? Życie w harmonii z tym co się dzieje, nie słuchanie głosu w głowie który nas powoli wyniszcza sugerując, że jesteśmy nikim, jesteśmy samotni, nic nam się nie uda, a to co zrobiliśmy było beznadziejne.
>Bóg Szatan stara śpiewka. Nic nowego. Zamienniki współczesne pod nazwą absolutu, coś itd. głosy w głowie ? Zamienił stryjek siekierkę na kijek. >
Wyraziłem tylko swoje zdanie, nie zależy mi na tym by mieć rację. Może dla kogoś to będzie świeże spojrzenie na wiarę. Mi na tym nie zależy bo ja nic z tego nie mam. Ani zbawienia, ani pieniędzy, ani nawet satysfakcji. Chciałbym tylko by ludzie byli szczęśliwsi i pewniejsi siebie. Bo nie ma w nas nic czego mielibyśmy się wstydzić. Jeżeli ludzie w głowie nie mają takiego sabotażysty, to powiedz mi skąd oni biorą te wszystkie dziwne problemy? Samotność, niezadowolenie z życia, myśli samobójcze...? Do tego ten irracjonalny strach, że wszystko będzie źle. Skąd to się bierze? Co ludzi tak podkopuje? Wątpię by człowiek to robił świadomie. To są moje obserwacje które sprawiają iż wiary nie odrzucam jednym ruchem ręki, ale też nie jestem jakimś praktykującym wierzącym. Po prostu nie muszę wszystkiego wiedzieć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>>Bóg Szatan stara śpiewka. Nic nowego. Zamienniki współczesne pod nazwą absolutu, coś itd. głosy w głowie ? Zamienił stryjek siekierkę na kijek. >> >Wyraziłem tylko swoje zdanie, nie zależy mi na tym by mieć rację. Może dla kogoś to >będzie świeże spojrzenie na wiarę. Mi na tym nie zależy bo ja nic z tego nie mam. Ani >zbawienia, ani pieniędzy, ani nawet satysfakcji. Chciałbym tylko by ludzie byli >szczęśliwsi i pewniejsi siebie.
Nie kupuję tego. To dalej rzeczy typu (splunąć przez lewe ramię, złapać się za guzik)
>Bo nie ma w nas nic czego mielibyśmy się wstydzić. Jeżeli ludzie w głowie nie mają takiego sabotażysty, to powiedz mi skąd oni biorą te wszystkie dziwne problemy? >Samotność, niezadowolenie z życia, myśli samobójcze...?
Chodzi Ci o życie? No to nie jest odpowiedź na dwie linijki.
Zimno ciepło jest jakby ode mnie niezależne. No ale skoro ludzkość sobie z tym poradziła to już nie mam powodu zabijać się w zimie. Faktycznie mógłbym się urodzić w jakimś skonfliktowanym rejonie Afryki i "rypać" z miskę ryżu całe życie. To mógłby być powód do zabicia się.
A czy jako "zdrowy najedzony" Europejczyk mam powody do niezadowolenia z życia? No pewnie że mam. Nissan GT-R ciągle poza moim zasięgiem. Ale można też prościej. Utrata pracy w regionie o wysokim bezrobociu połączona z ciężką chorobą dziecka w mieszkaniu na raty.
Tylko teraz czy mam się załamywać bo w najbliższej przyszłości nie kupię sobie GT-Ra czy cieszyć się bo wszyscy zdrowi?
>Do tego ten irracjonalny strach, że wszystko będzie źle. Skąd to się bierze? Co >ludzi tak podkopuje? Wątpię by człowiek to robił świadomie.
Jakiś straszny pesymizm.
>To są moje obserwacje >które sprawiają iż wiary nie odrzucam jednym ruchem ręki, ale też nie jestem jakimś >praktykującym wierzącym. Po prostu nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Wiedzieć zawsze warto. Nie widzę jednak w tym rozmyślaniu ani przez moment do zajęcia pozycji w której bóg wpina się w to wszystko.
Fajnie się gada o bogu tylko....właściwie o czym? Pomijam że Elasp już go udowodnił czyli....jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | Napisałem bardzo długi post. Po czym go skasowałem. Proszę się nie złościć. Podłoże dyskusji opierałoby się na bardzo subiektywnych odczuciach, co sprawia iż tylko byśmy się oboje frustrowali nie mogąc dojść do consensusu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >Napisałem bardzo długi post. Po czym go skasowałem. Proszę się nie złościć. Podłoże dyskusji opierałoby się na bardzo subiektywnych odczuciach, co sprawia iż tylko byśmy się oboje frustrowali nie mogąc dojść do consensusu.
Nie szkodzi. Obecnie bóg stał się bardzo "sauté" oczywiście istnieją ciągle stare szkoły które wiedzą że 144 000 braci Chrystusa nie będą jedynymi ludzi, którzy przeżyją Armagedon.A w najbliższym czasie inna stara szkoła będzie sypać kwiatki na drogi będąc w zupełnej opozycji do tej pierwszej.
Jeśli będą jakieś publikacje o bogu w periodykach naukowych proszę o link. Nie będzie się Pan musiał frustrować brakiem consensusu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | >>Napisałem bardzo długi post. Po czym go skasowałem. Proszę się nie złościć. Podłoże dyskusji opierałoby się na bardzo subiektywnych odczuciach, co sprawia iż tylko byśmy się oboje frustrowali nie mogąc dojść do consensusu. >Nie szkodzi. Obecnie bóg stał się bardzo "sauté" oczywiście istnieją ciągle stare szkoły które wiedzą że 144 000 braci Chrystusa nie będą jedynymi ludzi, którzy przeżyją Armagedon.A w najbliższym czasie inna stara szkoła będzie sypać kwiatki na drogi będąc w zupełnej opozycji do tej pierwszej.
Nie uznaje żadnej religii. Religia oznacza pewną odrębność, ścisłe reguły i warunki. Nawet uważam je za źródło zła kierowane właśnie nieświadomymi ludźmi. Ja jestem zdania że stanowimy wszyscy jedność, ścisłe reguły służą cierpieniu ludzi a warunki zbawienia powodują nieuzasadniony żal za "grzechy". Także religie odpadają.
Według mojej wizji jeżeli COŚ/KTOŚ istnieje to zależy temu czemuś abym był szczęśliwy (moje pojęcie szczęścia jest w temacie bodajże "czy istnieje szczescie bez nieszczescia" czy coś takiego). W chwilach załamania mam świadomość, że to chwilowe, że potem będzie lepiej. A w każdej sekundzie mojego życia postąpię słusznie. Jakkolwiek źle by nie było, mam to zaufanie. To sprawia, że nie cierpię psychicznie, tylko akceptuje to co się mi przydarza, a na co nie mam wpływu. Niektórzy to nazywają wiarą w łaskę boga, inni wiarą w siebie jeszcze inni przeznaczeniem. Jednak widząc ludzi dotkniętych depresją, widzę jak coś ich niszczy. I ona dotyka zarówno ludzi sukcesu jak i tych mniej zaradnych. Nie da się naukowo tego opisać, wzorami, reakcjami czy symbolami. Nie znamy miejsca skąd pochodzą myśli z którymi się utożsamiamy. Także nauka nie wszędzie sięga bo jesteśmy ograniczeni.
>Jeśli będą jakieś publikacje o bogu w periodykach naukowych proszę o link. Nie będzie się Pan musiał frustrować brakiem consensusu. > Mało czytam o bogu, bo nie mam potrzeby już szukać. Biblię znam jeszcze z czasów wojowania jako ateista.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >Nie uznaje żadnej religii.
Rozumiem że wraz z tym wszelkich informacji jakie one niosą. Wierzący mają to dziwną tendencję do niewierzenia. Np. Nie wierzą w Matkę Boską.
>Według mojej wizji jeżeli COŚ/KTOŚ istnieje to zależy temu czemuś abym był szczęśliwy
No chyba że jest się Hiobem, ten to miał pecha. Ale oczywiście Pan nie wierzy....
Jeśli będą jakieś publikacje o COŚ/KTOŚ w periodykach naukowych proszę o link. >A w każdej sekundzie mojego życia postąpię słusznie.Jakkolwiek źle by nie było, mam to zaufanie. To sprawia, że nie cierpię psychicznie, tylko akceptuje to co się mi przydarza, a na co nie mam wpływu.
Nie mam zamiaru pastwić się nad gościem który ugotował swoje dziecko w aucie(bardzo mu współczuję)....ale czy chcesz mi powiedzieć że gdyby..."no wiesz" to nawet powieka by Ci nie drgneła i powiedziałbyś że postąpiłeś słusznie?
Nie wiem czy chcę wiedzieć.
>Jednak widząc ludzi dotkniętych depresją, widzę jak coś ich niszczy. I ona dotyka zarówno ludzi sukcesu jak i tych mniej zaradnych
I tych wierzących również warto dodać. Tylko co z tego ma wynikać?
>Także nauka nie wszędzie sięga bo jesteśmy ograniczeni.
Ma Pan jednak jakieś szczególne predyspozycje do bycia ponad nauką? Zawsze mnie to zadziwia.
>>Jeśli będą jakieś publikacje o bogu w periodykach naukowych proszę o link. Nie będzie się Pan musiał frustrować brakiem consensusu. >> >Mało czytam o bogu, bo nie mam potrzeby już szukać. Biblię znam jeszcze z czasów wojowania jako ateista.
>...Według mnie bóg nie potrzebuje Twojej wiary....
Generalnie to taki miszmasz religijny. Trochę tego trochę tamtego.
Można modlić się boga, odmawiać różaniec, tańczyć wokół totemu, klęczeć w stronę Mekki. Można. Można nawet mieć wizję COŚ KTOŚ. Można. Tylko co
To ewolucja religijna. Obecnie bóg stał się bardzo "sauté" stał się COŚ.
Generalnie to żyję bez tego czegoś i żyję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | >>Nie uznaje żadnej religii. >Rozumiem że wraz z tym wszelkich informacji jakie one niosą. Wierzący mają to dziwną tendencję do niewierzenia. >Np. Nie wierzą w Matkę Boską.
Razem z informacjami jakie niosą.
>>Według mojej wizji jeżeli COŚ/KTOŚ istnieje to zależy temu czemuś abym był szczęśliwy >No chyba że jest się Hiobem, ten to miał pecha. Ale oczywiście Pan nie wierzy....
Widzi pan. Hiob to akurat świetna historia pokazująca jak człowiek może się godzić z cierpieniem i ufać. Inni ludzie byli zdziwieni, że Hiob nie stawia oporu temu co się dzieje. Czy hiob był nieszczęśliwy wtedy? Nie. Bo miał świadomość iż bóg dał bóg zabrał.
"Dał Pan i zabrał Pan." "Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?" Czy gdzieś tu stawia opór? Cierpi psychicznie?
"Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego. 18 On zrani, On także uleczy, skaleczy - i ręką swą własną uzdrowi." I ten optymizm o którym mówiłem.
Do reszty cytatów zapraszam do Ks. Hioba.
>Jeśli będą jakieś publikacje o COŚ/KTOŚ w periodykach naukowych proszę o link. >>A w każdej sekundzie mojego życia postąpię słusznie.Jakkolwiek źle by nie było, mam to zaufanie. To sprawia, że nie cierpię psychicznie, tylko akceptuje to co się mi przydarza, a na co nie mam wpływu.
>Nie mam zamiaru pastwić się nad gościem który ugotował swoje dziecko w aucie(bardzo mu współczuję)....ale czy chcesz mi powiedzieć że gdyby..."no wiesz" to nawet powieka by Ci nie drgneła i powiedziałbyś że postąpiłeś słusznie? >Nie wiem czy chcę wiedzieć.
Pewnie bym się rozpłakał i był smutny. Jednak trzeba umieć sobie przebaczyć, widocznie tak miało być. To wymaga czasu bo swoje trzeba przeżyć, jednak uwieńczeniem tego powinno być pogodzenie się z nieuniknionym. Z pod naszej ręki nie zawsze muszą wychodzić czyny dla nas dobre. Ta śmierć mogła czemuś posłużyć większemu. Nie mógł postąpić inaczej, był w tamtym momencie w takiej świadomości a nie innej i tyle. Nie miał na to wpływu.
>>Jednak widząc ludzi dotkniętych depresją, widzę jak coś ich niszczy. I ona dotyka zarówno ludzi sukcesu jak i tych mniej zaradnych >I tych wierzących również warto dodać. Tylko co z tego ma wynikać?
1.Wierzący nie równa się szczęśliwy, pogodzony ze światem i z tym co go spotyka. Wręcz większość wierzących to tego zaprzeczenie.
2.Wynika to z tego, że istnieje coś co psuje ludzi. Człowiek szczęśliwy daje szczęście.
>>Także nauka nie wszędzie sięga bo jesteśmy ograniczeni. >Ma Pan jednak jakieś szczególne predyspozycje do bycia ponad nauką? Zawsze mnie to zadziwia.
Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp.
>>>Jeśli będą jakieś publikacje o bogu w periodykach naukowych proszę o link. Nie będzie się Pan musiał frustrować brakiem consensusu. >>> >>Mało czytam o bogu, bo nie mam potrzeby już szukać. Biblię znam jeszcze z czasów wojowania jako ateista. >>...Według mnie bóg nie potrzebuje Twojej wiary.... > Generalnie to taki miszmasz religijny. Trochę tego trochę tamtego. >Można modlić się boga, odmawiać różaniec, tańczyć wokół totemu, klęczeć w stronę Mekki. Można. Można nawet mieć wizję COŚ KTOŚ. Można. Tylko co >To ewolucja religijna. Obecnie bóg stał się bardzo "sauté" stał się COŚ. >Generalnie to żyję bez tego czegoś i żyję.
Nie jestem reprezentantem jakiegokolwiek nurtu. Nie poświęcam czczeniu boga ani sekundy, teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć. Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić. Jeżeli pan żyje i umie cieszyć się życiem, to ja na pewno niczego nie chce doradzać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
>>>Według mojej wizji jeżeli COŚ/KTOŚ istnieje to zależy temu czemuś abym był szczęśliwy >>No chyba że jest się Hiobem, ten to miał pecha. Ale oczywiście Pan nie wierzy.... >Widzi pan. Hiob to akurat świetna historia pokazująca jak człowiek może się godzić z cierpieniem i ufać.
Zapewne jako marionetka. Dziś mówi się na takie coś Syndrom sztokholmski - stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją.
Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres oraz rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i wywołania u nich współczucia.
>Inni ludzie byli zdziwieni, że Hiob nie stawia oporu temu co się dzieje. Czy hiob był nieszczęśliwy wtedy? Nie. Bo miał świadomość iż bóg dał bóg zabrał.
J.w.
>>Nie mam zamiaru pastwić się nad gościem który ugotował swoje dziecko w aucie(bardzo mu współczuję)....ale czy chcesz mi powiedzieć że gdyby..."no wiesz" to nawet powieka by Ci nie drgneła i powiedziałbyś że postąpiłeś słusznie? >>Nie wiem czy chcę wiedzieć. >Pewnie bym się rozpłakał i był smutny. Jednak trzeba umieć sobie przebaczyć, widocznie >tak miało być. To wymaga czasu bo swoje trzeba przeżyć, jednak uwieńczeniem tego >powinno być pogodzenie się z nieuniknionym. Z pod naszej ręki nie zawsze muszą >wychodzić czyny dla nas dobre.
Całkiem normalne...aż dotąd
>Ta śmierć mogła czemuś posłużyć większemu.
To straszne. Brzmi jak Jigsaw z "Piły".
>2.Wynika to z tego, że istnieje coś co psuje ludzi. Człowiek szczęśliwy daje szczęście.
Chyba że mu krety zryją podwórko i będzie musiał radykalnie podejść do sprawy. Dzień jak co dzień. Gdzie tu filozofia?
>Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp.
>Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić.
To jest kluczowy moment. Zakładam że nauka naukowcy posiadają instrumenty wiedzę potrzebne do badań....obserwują znaczy się.
I teraz nie rozumiem. Nauka nie zaobserwowała.....(ludzie naukowcy) natomiast Pan już tak.
Well....
>Nie jestem reprezentantem jakiegokolwiek nurtu. Nie poświęcam czczeniu boga ani sekundy
A może? >Z drugiej strony żyje mi się lżej gdy po prostu ufam (nie wiem komu. Po prostu Światu/Absolutowi/Porządkowi/Bogowi czy czemuś tam który sprawia, że to wszystko tworzy harmonię)
Rozumiem że nie palisz kadzidełek. Zaufałeś jednak.....sam nie wiesz komu. Dla mnie to trochę dziwne. Określając naukę jako niezdolną do identyfikacji.
Choć pobudzenie mózgu w celu odczuwania "boga" jest już możliwe.
> teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć.
Dlaczego nie pisze Pan o Matce Boskiej że może istnieć? Skąd ta destylacja?
Na świecie jest z miliard ludzi którzy o niej mówią wierzą, ma Pan jakieś opory by mówić Matka Boska. Są objawienia, dla Pana nauka w tym obszarze i tak nie ma nic do powiedzenia a więc warto byłoby brać pod uwagę te.......tysiące różnych wersji tego czegoś. Ja jednak powtórzę co wyżej, ewolucja, taki na wszelki wypadek.
>Jeżeli pan żyje i umie cieszyć się życiem, to ja na pewno niczego nie chce doradzać
Ja też. Jak zwykle jestem ciekaw skąd ta wartość "dodana" do życia które powstało sobie bez udziału a teraz nagle go potrzebuje bo ma depresję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | Jeżeli pan opisuje hioba jako kogoś kto miał syndrom sztokholsmki to cóż. Ma pan do tego prawo. Ja jednak rozumiem postawę Hioba tak jak ją opisałem.
>>Pewnie bym się rozpłakał i był smutny. Jednak trzeba umieć sobie przebaczyć, widocznie >tak miało być. To wymaga czasu bo swoje trzeba przeżyć, jednak uwieńczeniem tego >powinno być pogodzenie się z nieuniknionym. Z pod naszej ręki nie zawsze muszą >wychodzić czyny dla nas dobre.
>Całkiem normalne...aż dotąd >>Ta śmierć mogła czemuś posłużyć większemu. >To straszne. Brzmi jak Jigsaw z "Piły".
Nie oglądałem Piły niestety. Trudno jednak widząc pewien wycinek zobaczyć cały łańcuch przyczynowo-skutkowy. Proszę mnie zrozumieć, jestem raczej optymistą i wszędzie doszukuje się plusów.
>>2.Wynika to z tego, że istnieje coś co psuje ludzi. Człowiek szczęśliwy daje szczęście. >Chyba że mu krety zryją podwórko i będzie musiał radykalnie podejść do sprawy. Dzień jak co dzień. Gdzie tu filozofia?
Krety mu rozkopią podwórko chwilę powkurza się bo to naturalne i mu przejdzie, o ile nie będzie do tego wracał w pamięci. A ja mówie o psuciu ludzi którzy mają nieprzerwany strumień negatywnych osądzających, problematycznych myśli i nie potrafią spojrzeć na piękno otaczającego świata bo ich energia jest absorbowana na walkę z wiatrakami.
>>Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp. >>Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić. >To jest kluczowy moment. Zakładam że nauka naukowcy posiadają instrumenty wiedzę potrzebne do badań....obserwują znaczy się. >I teraz nie rozumiem. Nauka nie zaobserwowała.....(ludzie naukowcy) natomiast Pan już tak.
Zaobserwować to obserwują, ale nie rozumieją wszystkiego. Możesz czegoś doświadczyć, ale nie zrozumieć jak to działa/się dzieje/po co/skąd... itp. Taka różnica między tymi dwoma moimi wypowiedziami.
>Well.... >>Nie jestem reprezentantem jakiegokolwiek nurtu. Nie poświęcam czczeniu boga ani sekundy >A może? >>Z drugiej strony żyje mi się lżej gdy po prostu ufam (nie wiem komu. Po prostu Światu/Absolutowi/Porządkowi/Bogowi czy czemuś tam który sprawia, że to wszystko tworzy harmonię)
>Rozumiem że nie palisz kadzidełek. Zaufałeś jednak.....sam nie wiesz komu. Mówiłem, że ludzie to różnie nazywają wiara w siebie, wiara w plan boski, przeznaczenie, los, czy cokolwiek. To jest po prostu postawa w której gdzie sie nie znajdziesz i co sie nie stanie, wiesz, że właśnie będzie tak jak miało być. Nie inaczej. Nie poddajesz tego wątpliwościom, nie wracasz do przeszłości. Żyjesz teraźniejszością. Czas zawsze pokazuje czy dane zdarzenie miało jakiś wpływ na dalsze życie, z mojego doświadczenia wszystkie wydarzenia tworzyły pewną drogę zrozumienia. Abstrakcja wiem. Mówiłem będzie subiektywnie.
>> teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć. >Dlaczego nie pisze Pan o Matce Boskiej że może istnieć? Skąd ta destylacja? >Na świecie jest z miliard ludzi którzy o niej mówią wierzą, ma Pan jakieś opory by mówić Matka Boska. Są objawienia, dla Pana nauka w tym obszarze i tak nie ma nic do powiedzenia a więc warto byłoby brać pod uwagę te.......tysiące różnych wersji tego czegoś. Ja jednak powtórzę co wyżej, ewolucja, taki na wszelki wypadek.
Nie biorę pod uwagę bo ja odczuwam jedność ze wszystkim. Bóg jak już to jest częścią mnie a nie odrębnym bytem. On mną kieruje. Na podziałach zależy złu, nie mi. W moim mniemaniu. >>Jeżeli pan żyje i umie cieszyć się życiem, to ja na pewno niczego nie chce doradzać >Ja też. Jak zwykle jestem ciekaw skąd ta wartość "dodana" do życia które powstało sobie bez udziału a teraz nagle go potrzebuje bo ma depresję. > Nie potrzebujesz boga do bycia szczęśliwym. To, że czegoś potrzebujesz to kolejna iluzja. Bo szczęście jest już w Tobie, w chwili obecnej. Czasami je tylko trzeba odsłonić z pod ciężaru irracjonalnych nierozwiązywalnych problemów. A poczucie obecności czegoś mądrzejszego od nas to po prostu kwestia doświadczeń i obserwacji. Człowiek pakuje się w różne sytuacje i widzi, że wilk nie taki straszny i dajesz sobie radę. Oczywiście to nie wyklucza tego, iż ta siła nam włączy czasami hamulec i powie "nie". Jednak to wszystko odbywa się samo, bez potrzeby rozmyślania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >Jeżeli pan opisuje hioba jako kogoś kto miał syndrom sztokholsmki to cóż. Ma pan do tego prawo. Ja jednak rozumiem postawę Hioba tak jak ją opisałem.
Definicja pasuje jak ulał. Jest oprawca jest ofiara.
>>>Pewnie bym się rozpłakał i był smutny. Jednak trzeba umieć sobie przebaczyć, widocznie >tak miało być. To wymaga czasu bo swoje trzeba przeżyć, jednak uwieńczeniem tego >powinno być pogodzenie się z nieuniknionym. Z pod naszej ręki nie zawsze muszą >wychodzić czyny dla nas dobre. >>Całkiem normalne...aż dotąd >>>Ta śmierć mogła czemuś posłużyć większemu. >>To straszne. Brzmi jak Jigsaw z "Piły". >Nie oglądałem Piły niestety. Trudno jednak widząc pewien wycinek zobaczyć cały łańcuch przyczynowo-skutkowy. Proszę mnie zrozumieć, jestem raczej optymistą i wszędzie doszukuje się plusów.
No widzę. Tylko czy ugotowanie w aucie dziecka ma jakiś plus? Nie, proszę mi nie mówić.
>>>2.Wynika to z tego, że istnieje coś co psuje ludzi. Człowiek szczęśliwy daje szczęście. >>Chyba że mu krety zryją podwórko i będzie musiał radykalnie podejść do sprawy. Dzień jak co dzień. Gdzie tu filozofia? >Krety mu rozkopią podwórko chwilę powkurza się bo to naturalne i mu przejdzie, o ile nie będzie do tego wracał w pamięci. A ja mówie o psuciu ludzi którzy mają nieprzerwany strumień negatywnych osądzających, problematycznych myśli i nie potrafią spojrzeć na piękno otaczającego świata bo ich energia jest absorbowana na walkę z wiatrakami.
Świat nie składa się wyłącznie z takich ludzi.
>>>Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp. >>>Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić. >>To jest kluczowy moment. Zakładam że nauka naukowcy posiadają instrumenty wiedzę potrzebne do badań....obserwują znaczy się. >>I teraz nie rozumiem. Nauka nie zaobserwowała.....(ludzie naukowcy) natomiast Pan już tak. >Zaobserwować to obserwują, ale nie rozumieją wszystkiego. Możesz czegoś doświadczyć, ale nie zrozumieć jak to działa/się dzieje/po co/skąd... itp. Taka różnica między tymi dwoma moimi wypowiedziami.
No dobrze Ty wiesz nie wiesz a oni nie rozumieją wszystkiego jednak to Ty masz rację.
>Z drugiej strony żyje mi się lżej gdy po prostu ufam ( nie wiem komu. Po prostu Światu/Absolutowi/Porządkowi/Bogowi czy czemuś tam który sprawia, że to wszystko tworzy harmonię)
Well.... >>>Nie jestem reprezentantem jakiegokolwiek nurtu. Nie poświęcam czczeniu boga ani sekundy >>A może? >>>Z drugiej strony żyje mi się lżej gdy po prostu ufam (nie wiem komu. Po prostu Światu/Absolutowi/Porządkowi/Bogowi czy czemuś tam który sprawia, że to wszystko tworzy harmonię) >>Rozumiem że nie palisz kadzidełek. Zaufałeś jednak.....sam nie wiesz komu. >Mówiłem, że ludzie to różnie nazywają wiara w siebie, wiara w plan boski, >przeznaczenie, los, czy cokolwiek.
No tak. 1000 religii i wierzeń na świecie mówią same za siebie że ludzie różnie to nazywają. I mają niesamowity problem z uwierzeniem.
Można godzinami rozmawiać z kimś o Maryji objawieniach a i tak usłyszysz "coś".
>To jest po prostu postawa w której gdzie sie nie znajdziesz i co sie nie stanie, >wiesz, że właśnie będzie tak jak miało być. Nie inaczej. Nie poddajesz tego >wątpliwościom, nie wracasz do przeszłości. Żyjesz teraźniejszością. Czas zawsze >pokazuje czy dane zdarzenie miało jakiś wpływ na dalsze życie, z mojego doświadczenia >wszystkie wydarzenia tworzyły pewną drogę zrozumienia. Abstrakcja wiem. Mówiłem będzie >subiektywnie.
No.....inaczej się nie da żyć póki co. Ciąg zdarzeń....ale to jakby oczywista oczywistość.
>>> teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć. >>Dlaczego nie pisze Pan o Matce Boskiej że może istnieć? Skąd ta destylacja? >>Na świecie jest z miliard ludzi którzy o niej mówią wierzą, ma Pan jakieś opory by mówić Matka Boska. Są objawienia, dla Pana nauka w tym obszarze i tak nie ma nic do powiedzenia a więc warto byłoby brać pod uwagę te.......tysiące różnych wersji tego czegoś. Ja jednak powtórzę co wyżej, ewolucja, taki na wszelki wypadek. >Nie biorę pod uwagę bo ja odczuwam jedność ze wszystkim. Bóg jak już to jest częścią mnie a nie odrębnym bytem. On mną kieruje. Na podziałach zależy złu, nie mi. W moim mniemaniu.
Dużo wiesz o czymś o czym nic nie wiesz. Wiesz jednak że to nie Maryja. Nawet nie pytam jak to sprawdziłeś.
>>>Jeżeli pan żyje i umie cieszyć się życiem, to ja na pewno niczego nie chce doradzać >>Ja też. Jak zwykle jestem ciekaw skąd ta wartość "dodana" do życia które powstało sobie bez udziału a teraz nagle go potrzebuje bo ma depresję. >> > Nie potrzebujesz boga do bycia szczęśliwym. To, że czegoś potrzebujesz to kolejna >iluzja.
Nic nie pisałem o szczęściu. Natomiast Ty potrzebujesz wizji boga do życia a ja nie. Tak jak życie nie potrzebowało kiedy powstawało.
>Życie w harmonii z tym co się dzieje, nie słuchanie głosu w głowie który nas powoli >wyniszcza sugerując, że jesteśmy nikim, jesteśmy samotni, nic nam się nie uda, a to co >zrobiliśmy było beznadziejne
Życie powstało i jest setki tysięcy lat. Skąd te głosy w głowie skoro przetrwało tyle?
Życie daje sobie radę bez tego i pewnie da.
Dorobiona ideologia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | >Definicja pasuje jak ulał. Jest oprawca jest ofiara.
Jeżeli pan tak to postrzega to w porządku. Ja opisałem już swoją koncepcję jak ja to widzę. Nie jednokrotnie.
>>>>Pewnie bym się rozpłakał i był smutny. Jednak trzeba umieć sobie przebaczyć, widocznie >tak miało być. To wymaga czasu bo swoje trzeba przeżyć, jednak uwieńczeniem tego >powinno być pogodzenie się z nieuniknionym. Z pod naszej ręki nie zawsze muszą >wychodzić czyny dla nas dobre. >>>Całkiem normalne...aż dotąd >>>>Ta śmierć mogła czemuś posłużyć większemu. >>>To straszne. Brzmi jak Jigsaw z "Piły". >>Nie oglądałem Piły niestety. Trudno jednak widząc pewien wycinek zobaczyć cały łańcuch przyczynowo-skutkowy. Proszę mnie zrozumieć, jestem raczej optymistą i wszędzie doszukuje się plusów.
>No widzę. Tylko czy ugotowanie w aucie dziecka ma jakiś plus? Nie, proszę mi nie mówić.
Mówię jeszcze raz. Nie mamy całego kontekstu. Nie umiemy przewidywać przyszłości oraz wiedzieć wszystkiego. Jeżeli jednak pan chce to na potrzeby dyskusji opiszę możliwy przypadek. Dziecko to dorasta i zabija Ciebie. Ty o tym nie wiesz. Po co więc istniało dziecko? Możliwe po to, żebyś nie wyjechał do Anglii jak miałeś w planie, bo tam by się coś wydarzyło. Czy tam po to, żeby się zdarzyło dużo innych rzeczy pożytecznych dla Ciebie. Po co więc taka metoda a nie inna?.... i tak w nieskończoność. Nigdy nie ma ostatecznego pytania i odpowiedzi. Kontekst obejmuje Ciebie i cały wszechświat.
>>>>2.Wynika to z tego, że istnieje coś co psuje ludzi. Człowiek szczęśliwy daje szczęście. >>>Chyba że mu krety zryją podwórko i będzie musiał radykalnie podejść do sprawy. Dzień jak co dzień. Gdzie tu filozofia? >>Krety mu rozkopią podwórko chwilę powkurza się bo to naturalne i mu przejdzie, o ile nie będzie do tego wracał w pamięci. A ja mówie o psuciu ludzi którzy mają nieprzerwany strumień negatywnych osądzających, problematycznych myśli i nie potrafią spojrzeć na piękno otaczającego świata bo ich energia jest absorbowana na walkę z wiatrakami. >Świat nie składa się wyłącznie z takich ludzi.
Wiem, jednak to, że ludzie błądzą i pragną szczęścia, a obok nich żyją ludzie będący ich odwrotnością sprawia, że mam wątpliwości czy nie istnieją jakieś nieopisane siły wyższe.
>>>>Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp. >>>>Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić. >>>To jest kluczowy moment. Zakładam że nauka naukowcy posiadają instrumenty wiedzę potrzebne do badań....obserwują znaczy się. >>>I teraz nie rozumiem. Nauka nie zaobserwowała.....(ludzie naukowcy) natomiast Pan już tak. >>Zaobserwować to obserwują, ale nie rozumieją wszystkiego. Możesz czegoś doświadczyć, ale nie zrozumieć jak to działa/się dzieje/po co/skąd... itp. Taka różnica między tymi dwoma moimi wypowiedziami.
>No dobrze Ty wiesz nie wiesz a oni nie rozumieją wszystkiego jednak to Ty masz rację. Nigdzie nie walczę o rację, jakby pan zauważył. Opisuje moje subiektywne odczucia i ewentualnie jak ktoś pyta to mu je przybliżam.
>No tak. 1000 religii i wierzeń na świecie mówią same za siebie że ludzie różnie to nazywają. I mają niesamowity problem z uwierzeniem. >Można godzinami rozmawiać z kimś o Maryji objawieniach a i tak usłyszysz "coś".
Istnienie religii to tylko dowód iż ludzie szukają, a nie znajdują. To taki substytut programów "20 kroków byś był szczęśliwy.". Religia to ciągła walka, ze sobą, z innymi. Stawia cele do zdobycia oraz wprowadza restrykcje. Wszystko to służy ludziom tylko nie tym którym powinno. Ze mną nie porozmawiasz o bogu, ze mną możesz porozmawiać o mnie. Bo jeśli coś istnieje to jest we mnie, ze mną, nie obok mnie. Jeśli sprawia, że jestem szczęśliwy, to chce się tym podzielić. A to, że ktoś tego nie przyjmie, nie sprawi na pewno, że poczuję się gorzej. Dopuszczam do swiadomosci iż ktoś może być szczęśliwy bez moich "wskazówek", jednak jak pytają to ja odpowiadam.
>>>> teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć. >>>Dlaczego nie pisze Pan o Matce Boskiej że może istnieć? Skąd ta destylacja? Nie było mi dane nic doświadczyć, co by mi dało kompetencje do wypowiadania się na ten temat.
>warto byłoby brać pod uwagę te.......tysiące różnych wersji tego czegoś.
Ja niczego nie szukam. Ten szuka kto nie odnalazł tego w sobie.
>>Nie biorę pod uwagę bo ja odczuwam jedność ze wszystkim. Bóg jak już to jest częścią mnie a nie odrębnym bytem. On mną kieruje. Na podziałach zależy złu, nie mi. W moim mniemaniu.
>Dużo wiesz o czymś o czym nic nie wiesz. Wiesz jednak że to nie Maryja. Nawet nie pytam jak to sprawdziłeś.
Jak widzisz nie wierze w byt, który by nas mógł podzielić jako ludzi. Pan dla mnie nie jest kimś obcym. Wierzę że odczuwa/zdarza się odczuwać/odczuwałby pan ten sam spokój ducha, także, niezależnie od poglądów.
>> Nie potrzebujesz boga do bycia szczęśliwym. To, że czegoś potrzebujesz to kolejna >iluzja. >Nic nie pisałem o szczęściu. Natomiast Ty potrzebujesz wizji boga do życia a ja nie.
Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje już odpowiedzi (takich stricte egzystencjalnych). Bo jest szczęśliwy. Jeżeli pan uważa iż, ja potrzebuje boga do życia to widocznie pan zrozumiał mój tekst na swój sposób. Nie moja wina.
>>Życie w harmonii z tym co się dzieje, nie słuchanie głosu w głowie który nas powoli >wyniszcza sugerując, że jesteśmy nikim, jesteśmy samotni, nic nam się nie uda, a to co >zrobiliśmy było beznadziejne >Życie powstało i jest setki tysięcy lat. Skąd te głosy w głowie skoro przetrwało tyle? No właśnie pytam. Skąd?
>Życie daje sobie radę bez tego i pewnie da. Życie to jakiś byt? Osoba? Kto
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >>Definicja pasuje jak ulał. Jest oprawca jest ofiara. >Jeżeli pan tak to postrzega to w porządku. Ja opisałem już swoją koncepcję jak ja to widzę. Nie jednokrotnie.
Hiob nie jest ofiarą samego siebie tylko czyjąś. Nie wpakował się w kłopoty.
To prosta historyjka po co odwracać kota ogonem.
Podkładanie komuś nogi to nie to samo co wywracanie się na nie zawiązanych sznurówkach z lenistwa.
Ja zawiąże sznurówki i biegnę dalej. Hiob nie ma szans podniesie się z ziemi.
>>No widzę. Tylko czy ugotowanie w aucie dziecka ma jakiś plus? Nie, proszę mi nie mówić. >Mówię jeszcze raz. Nie mamy całego kontekstu. Nie umiemy przewidywać przyszłości oraz wiedzieć wszystkiego. Jeżeli jednak pan chce to na potrzeby dyskusji opiszę możliwy przypadek. >Dziecko to dorasta i zabija Ciebie. Ty o tym nie wiesz. Po co więc istniało dziecko? >Możliwe po to, żebyś nie wyjechał do Anglii jak miałeś w planie, bo tam by się coś >wydarzyło. Czy tam po to, żeby się zdarzyło dużo innych rzeczy pożytecznych dla >Ciebie. Po co więc taka metoda a nie inna?.... i tak w nieskończoność.
To jest chore. Hitler i Stalin też mieli w sumie jakiś większy plan całości.
Komory gazowe były potrzebne. "Qrwa" komu?
>>>>>Nie jestem ponad nauką, ani pod nauką. Stwierdzam fakt. Nie rozumiemy wszystkich teorii z fizyki, mamy takie a nie inne zmysły które też nas ograniczają itp. >>>>>Obserwuję i doświadczam, czasami widząc jak się rzeczy zazębiają (te dobre i te złe) i jak pchają mnie w dobrym kierunku mam wrażenie, że to jest jakiś plan. Jednak ostrzegałem, jest to subiektywne. I mogę się mylić. >>>>To jest kluczowy moment. Zakładam że nauka naukowcy posiadają instrumenty wiedzę potrzebne do badań....obserwują znaczy się. >>>>I teraz nie rozumiem. Nauka nie zaobserwowała.....(ludzie naukowcy) natomiast Pan już tak. >>>Zaobserwować to obserwują, ale nie rozumieją wszystkiego. Możesz czegoś doświadczyć, ale nie zrozumieć jak to działa/się dzieje/po co/skąd... itp. Taka różnica między tymi dwoma moimi wypowiedziami. >>No dobrze Ty wiesz nie wiesz a oni nie rozumieją wszystkiego jednak to Ty masz rację. >Nigdzie nie walczę o rację, jakby pan zauważył. Opisuje moje subiektywne odczucia i ewentualnie jak ktoś pyta to mu je przybliżam.
Walka? Uznałeś się władny skonstruować "coś" w opozycji do dostępnej wiedzy.
>>No tak. 1000 religii i wierzeń na świecie mówią same za siebie że ludzie różnie to nazywają. I mają niesamowity problem z uwierzeniem. >>Można godzinami rozmawiać z kimś o Maryji objawieniach a i tak usłyszysz "coś". > Bo jeśli coś istnieje to jest we mnie, ze mną, nie obok mnie. Jeśli sprawia, że jestem szczęśliwy, to chce się tym podzielić. A to, że ktoś tego nie przyjmie, nie sprawi na pewno, że poczuję się gorzej. Dopuszczam do swiadomosci iż ktoś może być szczęśliwy bez moich "wskazówek", jednak jak pytają to ja odpowiadam. >>>>> teraz piszę sobie tylko o tym iż może istnieć. >>>>Dlaczego nie pisze Pan o Matce Boskiej że może istnieć? Skąd ta destylacja? >Nie było mi dane nic doświadczyć, co by mi dało kompetencje do wypowiadania się na ten temat.
Dziwne....bo niżej
>>warto byłoby brać pod uwagę te.......tysiące różnych wersji tego czegoś. >Ja niczego nie szukam. Ten szuka kto nie odnalazł tego w sobie. >>>Nie biorę pod uwagę bo ja odczuwam jedność ze wszystkim. Bóg jak już to jest częścią mnie a nie odrębnym bytem. On mną kieruje. Na podziałach zależy złu, nie mi. W moim mniemaniu. >>Dużo wiesz o czymś o czym nic nie wiesz. Wiesz jednak że to nie Maryja. Nawet nie pytam jak to sprawdziłeś. >Jak widzisz nie wierze w byt, który by nas mógł podzielić jako ludzi. Pan dla mnie nie jest kimś obcym. Wierzę że odczuwa/zdarza się odczuwać/odczuwałby pan ten sam spokój ducha, także, niezależnie od poglądów.
Misz masz. Sorry ale.........
Skoro uważasz że ... Mówię jeszcze raz. Nie mamy całego kontekstu. Nie umiemy przewidywać przyszłości oraz wiedzieć wszystkiego
Dlaczego podjąłeś decyzję o odrzuceniu Matki Boskiej........z wygody?
Historia o Hiobie taka fajna. To dla twojego dobra klęczeć na kolanach i modlić się o przebaczenie......
A zapomniałem "coś" jest fajniejsze.....kalkulujesz ugotowanie dziecka w aucie ale sytuacji że sam jesteś takim dzieckiem już nie i dlatego wizja Matki Boskiej nie pasuje do Twojej wizji.
Hiob się kłania.
>>> Nie potrzebujesz boga do bycia szczęśliwym. To, że czegoś potrzebujesz to kolejna >iluzja. >>Nic nie pisałem o szczęściu. Natomiast Ty potrzebujesz wizji boga do życia a ja nie. >Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje już odpowiedzi (takich stricte egzystencjalnych). >Bo jest szczęśliwy. Jeżeli pan uważa iż, ja potrzebuje boga do życia to widocznie >pan zrozumiał mój tekst na swój sposób. Nie moja wina.
Zaufałeś mu. Ale miszmasz.
I tu się wyłania problem z brakiem definicji.
Staram się jednak czytać co napisałeś i to się ni jak nie spina
>Życie to jakiś byt? Osoba? Kto
Żyjesz? Ja żyje
Groch z kapustą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | > Kiedyś też byłem ateistą i używałem argumentów Twojego typuA ja kiedyś wierzyłem w swoją, pozareligijna wersję Boga. I tak sobie myślę, że jak ktoś potrzebuje Boga, to najlepiej, żeby wytworzył sobie taką jego wizję, jaka mu najbardziej odpowiada. > A może masz nie pamiętać o bólu?Szkoda, że ta teoria nie działa w przypadku złamania nogi.  Niżej: > Mało czytam o bogu, bo nie mam potrzeby już szukać.I słusznie. Nie znajdziesz lepszego boga niż ten, którego sam wymyślisz. Co do Hioba, zgadzam się z Twoim rozumieniem. Też kiedyś to było dla mnie nie do pojęcia, zrozumiałem dopiero przypadkiem. Wziąłem kiedyś narkotyk i miałem tzw. złą jazdę. No po prostu byłem w piekle przez parę godzin. Później chwaliłem się znajomym ze szczególami. Trochę byli zszokowani, a najbardziej dziwili się gdy powiedziałem: A dlaczego mam być niezadowolony? Chciałem czegoś doświadczyć i doświadczyłem. Dlaczego miałbym akceptować tylko miłe doświadczenie? Wtedy zrozumiałem o co chodzi w historii Hioba. Ale dlaczego większość ludzi rozumie to inaczej? Według mnie to proste. (Choć moge się mylić, oczywiście, to moja teoria.) Jak zaatakuje Cię jakiś człowiek i zrobi Ci trwałą krzywdę i to celowo, masz pretensję, żądasz dla niego kary, możesz mieć żal nawet przez całe życie. Gdyby to samo zrobił niedźwiedź, pewnie szybko przeszedłby Ci żal do niedźwiedzia, miałbyś bardziej żal do siebie, że poszedłeś w niebezpieczne miejsce. A dyby spadło na Ciebie drzewo to już chyba absurdem byłoby mieć pretensję do drzewa. Więc jeśli ktoś traktuje Boga, jako świadomą osobę, która ma władzę i wolę decydowania o naszym losie to normalne, że ma do niego pretensję. Pretensje do życia lub natury są już mniej oczywiste. > Wiem tylko iż wiara iż jesteśmy częścią większej układanki która ma sens, sprawia, że mamy wiarę w siebie i w swoje poczynania.Ale w to nie trzeba wierzyć, bo to jest faktem. Jesteśmy częścią świata żywych organizmów, środowiska, społeczeństwa, mamy mniej lub bardziej pośredni wpływ na wszystko, z wzajemnością, oczywiście. Nawet nasze atomy oddziałują z całym wszechświatem. Natomiast nie zgadzam się z doszukiwaniem się we wszystkim celowości i sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | > >Kiedyś też byłem ateistą i używałem argumentów Twojego typu> A ja kiedyś wierzyłem w swoją, pozareligijna wersję Boga.> I tak sobie myślę, że jak ktoś potrzebuje Boga, to najlepiej, żeby wytworzył sobie taką jego wizję, jaka mu najbardziej odpowiada.Tak jak już pisałem. Ja nie potrzebuje boga. Moją interpretację szczęścia już opisałem i nie widzę tam potrzeby istnienia boga. Żyje z dnia na dzień i obserwuje jedynie pewien porządek. Który daje mi do myślenia, iż może być coś więcej. Termin "potrzeba" jest założeniem, że czegoś już nie dostałeś. A ja uważam, że ja już mam to co miało być mi dane. Nie wiecej nie mniej. > >A może masz nie pamiętać o bólu?> Szkoda, że ta teoria nie działa w przypadku złamania nogi.  Każda sytuacja jest inna i pamiętajmy, że mamy tylko urywek całego łańcucha w swojej percepcji. Tak jak mrówki w akwarium hodowane nie są świadome, że czuwa ktoś nad nimi bo nie obejmują tego swoimi zmysłami. (Mam nadzieje, chyba, że sieje herezje to przepraszam, chciałem tylko zobrazować.) > Niżej:> >Mało czytam o bogu, bo nie mam potrzeby już szukać.> I słusznie. Nie znajdziesz lepszego boga niż ten, którego sam wymyślisz.Ja go nie wymyślam. Nie traktuje go osobowo, jako coś odrębnego, rozłącznego ze mną. To ego zależy, żeby zawsze był ktoś. Ktoś z kim można się porównać, walczyć, służyć itp. Bez podziałów ego nie istnieje. Ja traktuje tę opisywaną siłę jakby była we mnie i w każdym żyjącym stworzeniu. Wierzę, że mną kieruje i daje mi siłę. To nie jest racjonalne, to nie jest możliwe do pojęcia tego rozumem. Próbuje to opisać słowami które są również ograniczone, przy tym starając się możliwie najlepiej nie wyjść na wariata. Cieszę się, że ktoś zrozumiał moje podejście do życia które opisywałem w temacie "Zło i dobro nie istnieją", posłużył się pan nawet moją analogią z niedźwiedziem: Pana post: > Jak zaatakuje Cię jakiś człowiek i zrobi Ci trwałą krzywdę i to celowo, masz pretensję, żądasz dla niego kary, możesz mieć żal nawet przez całe życie. Gdyby to samo zrobił niedźwiedź, pewnie szybko przeszedłby Ci żal do niedźwiedzia, miałbyś bardziej żal do siebie, że poszedłeś w niebezpieczne miejsce. A dyby spadło na Ciebie drzewo to już chyba absurdem byłoby mieć pretensję do drzewa.Mój: "Jakby Twoją bliską osobę zagryzł niedźwiedź to byś inaczej na to patrzył. Bo niedźwiedzie tak mają, to był nieszczęśliwy wypadek. Szybciej się z tym pogodzisz. Jak zrobi to chory z nienawiści człowiek to uważasz, że to niesprawiedliwe i złe. Taką zadrę możesz nosić do końca swojego życia nawet. Pytanie po co poświęcać temu życie? (o ile nic nie mozesz z tym zrobić)" Naprawdę cieszę się, że niektóre z moich słów do kogoś trafiają. > Więc jeśli ktoś traktuje Boga, jako świadomą osobę, która ma władzę i wolę decydowania o naszym losie to normalne, że ma do niego pretensję.O właśnie o to chodzi  . Jeżeli istnieje zło w nas to właśnie mu zależy na tym by postrzegać boga jako osobny byt, a nie coś co jest z nami/lub w nas. Abstrakcja po raz drugi. > Pretensje do życia lub natury są już mniej oczywiste.Jesteśmy jednym z naturą i życiem. > >Wiem tylko iż wiara iż jesteśmy częścią większej układanki która ma sens, sprawia, że mamy wiarę w siebie i w swoje poczynania.> Ale w to nie trzeba wierzyć, bo to jest faktem. Jesteśmy częścią świata żywych organizmów, środowiska, społeczeństwa, mamy mniej lub bardziej pośredni wpływ na wszystko, z wzajemnością, oczywiście. Nawet nasze atomy oddziałują z całym wszechświatem.Niektórzy czują się wyalienowani i widzą w okół tylko zagrożenia. > Natomiast nie zgadzam się z doszukiwaniem się we wszystkim celowości i sensu.Według mnie widząc nieszczęśliwych ludzi którzy są dalecy od podstawy akceptacji Hiobowej wobec życia, oraz obok nich widząc ludzi tętniących życiem. Mi się nasuwają wnioski, że coś niektórych ludzi od środka zżera. Taki człowiek nie czuje jedności ze światem, a czuje sie jak indywidualna jednostka, przeciw której jest wszystko. Według mnie sens jest w tym wszystkim taki, by jak największa liczba osób się przebudziła ze swojego marazmu i odnalazła to mityczne szczęście. Niezależne od osiągnięć, przedmiotów czy czynów. Szczęście. Jeżeli pan je odnalazł to gratuluję. Bo według mnie to ono jest celem ziemskiego istnienia. Od razu uprzedzam. Argumenty o ludziach biednych i bogatych, są chybione. Ponieważ niezależnie od statusu znajdziemy w obydwu grupach ludzi szczęśliwych i nieszczęśliwych. Jak widzi pan ja mam tylko obserwacje które sprawiają, że mam wątpliwości, czy serio nie ma jakiś sił wyższych. Samo istnienie naszej świadomości jest dla mnie nie lada zagadką. Do której nie koniecznie oczekuje odpowiedzi. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | > Ja nie potrzebuje boga. Moją interpretację szczęścia już opisałem i nie widzę tam potrzeby istnienia boga. Żyje z dnia na dzień i obserwuje jedynie pewien porządek. Który daje mi do myślenia, iż może być coś więcej.Tego "czegoś więcej" też nie potrzebujesz? > Termin "potrzeba" jest założeniem, że czegoś już nie dostałeś. A ja uważam, że ja już mam to co miało być mi dane. Nie wiecej nie mniej.Niekoniecznie. Można potrzebować czegoś, co już mamy. W tym sensie, że gdybyś to stracił to odczuwałbyś brak. Masz dach nad głową. Czy to znaczy, że go nie potrzebujesz? > >Nie znajdziesz lepszego boga niż ten, którego sam wymyślisz.> Ja go nie wymyślam. Nie traktuje go osobowo, jako coś odrębnego, rozłącznego ze mną. (...)> Ja traktuje tę opisywaną siłę jakby była we mnie i w każdym żyjącym stworzeniu. Wierzę, że mną kieruje i daje mi siłę.OK. Nie wymyślasz. To skąd zaczerpnąłeś tą koncepcję? I jak nazywasz to coś? Ja nazwałem to bogiem, ale teraz widzę, że Twój opis bardziej pasuje do instynktu przetrwania. > Naprawdę cieszę się, że niektóre z moich słów do kogoś trafiają.Masz ciekawe pomysły. Z tego niedźwiedzia rzeczywiście skorzystałem, żeby zobrazować, co mam na mysli i nawet pamiętałem, że to Ty napisałeś.  > Według mnie widząc nieszczęśliwych ludzi którzy są dalecy od postawy akceptacji Hiobowej wobec życia...Oprócz akceptacji życia dobrze jest też akceptować fakty, np. naukowe. Jak ktoś ma taką dużą zdolność do akceptacji, to nie powinien mieć z niczym problemu i na pewno szczęścia mu to nie odbierze. Wiara w coś, co jest łatwiejsze do zaakceptowania to pójście na łatwiznę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | > >Ja nie potrzebuje boga. Moją interpretację szczęścia już opisałem i nie widzę tam potrzeby istnienia boga. Żyje z dnia na dzień i obserwuje jedynie pewien porządek. Który daje mi do myślenia, iż może być coś więcej.> Tego "czegoś więcej" też nie potrzebujesz?Nie identyfikuje się z żadnym osobnym bytem. To jedynie różna interpretacja tego co ja i pan doświadczamy codziennie. > >Termin "potrzeba" jest założeniem, że czegoś już nie dostałeś. A ja uważam, że ja już mam to co miało być mi dane. Nie więcej, nie mniej.> Niekoniecznie. Można potrzebować czegoś, co już mamy. W tym sensie, że gdybyś to stracił to odczuwałbyś brak.Mam wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia. I to nie jest spowodowane posiadaniem czegokolwiek. Mogę stracić oko, zęby, żonę, psa, pracę, ale jak mogę stracić siebie? Śmierć? Załóżmy, że przestanę istnieć, wtedy i tak nie będzie tego który może odczuwać szczęście, więc jaki problem? > Masz dach nad głową. Czy to znaczy, że go nie potrzebujesz?Do przeżycia tak. Do poczucia spokoju i szczęścia nie. Można marznąć i chorować, dalej zachowując spokój ducha. Po prostu nie walczysz z "przeznaczeniem". > >Ja go nie wymyślam. Nie traktuje go osobowo, jako coś odrębnego, rozłącznego ze mną. (...)> >Ja traktuje tę opisywaną siłę jakby była we mnie i w każdym żyjącym stworzeniu. Wierzę, że mną kieruje i daje mi siłę.> OK. Nie wymyślasz. To skąd zaczerpnąłeś tą koncepcję?Jak coś jest. To nie ważne jakimi słowami to opiszesz, będzie istniało dalej. Jestem jedynie autorem mojej interpretacji. > I jak nazywasz to coś? Ja nazwałem to bogiem, ale teraz widzę, że Twój opis bardziej pasuje do instynktu przetrwania.Nazwa nie ma znaczenia. Żadnego. To nie jest odrębny byt który ma własną wolę. Po prostu, żeby się nie bać, trzeba zaufać. Niektórzy na tej potrzebie zrobili pieniądze tworząc religie. Nikt nie powiedział ludziom, że za to zaufanie nie trzeba płacić oraz spełniać jakiś wyszukanych warunków. > >Według mnie widząc nieszczęśliwych ludzi którzy są dalecy od postawy akceptacji Hiobowej wobec życia...> Oprócz akceptacji życia dobrze jest też akceptować fakty, np. naukowe. Jak ktoś ma taką dużą zdolność do akceptacji, to nie powinien mieć z niczym problemu i na pewno szczęścia mu to nie odbierze.Jakiego faktu nie akceptuje, a powinienem? > Wiara w coś, co jest łatwiejsze do zaakceptowania to pójście na łatwiznę.  > To czy wierze, że to siła wyższa czy coś. Nie zmienia nic. To tylko nazewnictwo. Dalej będę subiektywnie czuł tę otaczającą mnie mądrość świata której się poddaję. Druga sprawa, że ja nie zrzucam odpowiedzialności za czyny na coś innego. Wszystkie konsekwencje zawsze ponoszę ja. Jedynie żyje mi się łatwiej bo nie obchodzi mnie moja przeszłość i nie rozliczam się z niej. Gdy sytuacja wymaga, podświadomość automatycznie sobie wyciągnie z niej co bedzie potrzebowała do sytuacji. Dzieje się to niezależnie ode mnie, jak bicie serca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | > Mam wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia. I to nie jest spowodowane posiadaniem czegokolwiek. Mogę stracić oko, zęby, żonę, psa, pracę, ale jak mogę stracić siebie? Śmierć? Załóżmy, że przestanę istnieć, wtedy i tak nie będzie tego który może odczuwać szczęście, więc jaki problem?> Można marznąć i chorować, dalej zachowując spokój ducha.> Po prostu nie walczysz z "przeznaczeniem".Od dawna tak masz? I jak do tego doszedłeś? Tak pytam z ciekawości. > Jestem jedynie autorem mojej interpretacji.O to pytałem. Bóg też jest taką interpretacją. Ludzie coś odczuwają, postrzegają i jakoś to interpretują. Np. że Bóg za tym stoi. > >I jak nazywasz to coś?> Nazwa nie ma znaczenia. Żadnego.Wiem.  Pytałem, żeby ułatwić rozmowę, ale ok. > Jakiego faktu nie akceptuje, a powinienem?Na temat moralności i jej pochodzenia już sporo wiadomo. Masz swoją teorię, ale dlaczego nie chcesz zapoznać się z dorobkiem innych ludzi, którzy poświęcają lata pracy nad badaniami na ten temat? > To czy wierze, że to siła wyższa czy coś. Nie zmienia nic. To tylko nazewnictwo.Nazwy są tylko po to, żeby łatwiej się porozumiewać. Liczy się Twoja relacja z tym czymś i jaki ma wpływ na Twoje życie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Siodemeczka (161 punktów) | >>Mam wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia. I to nie jest spowodowane posiadaniem czegokolwiek. Mogę stracić oko, zęby, żonę, psa, pracę, ale jak mogę stracić siebie? Śmierć? Załóżmy, że przestanę istnieć, wtedy i tak nie będzie tego który może odczuwać szczęście, więc jaki problem? >>Można marznąć i chorować, dalej zachowując spokój ducha. >>Po prostu nie walczysz z "przeznaczeniem".
>Od dawna tak masz? I jak do tego doszedłeś? Tak pytam z ciekawości.
Wysłałem wiadomość na Twojego maila którego masz w profilu.
>>Jestem jedynie autorem mojej interpretacji.
>O to pytałem. Bóg też jest taką interpretacją. Ludzie coś odczuwają, postrzegają i jakoś to interpretują. Np. że Bóg za tym stoi.
Jeżeli to tylko stwierdzenie, że bóg za tym stoi, to całkiem nie groźne. Gorzej jak tego boga się potraktuje jako coś odrębnego z czym trzeba nawiązać jakąś relację. Wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy, takie jak religia.
>>Jakiego faktu nie akceptuje, a powinienem?
>Na temat moralności i jej pochodzenia już sporo wiadomo. Masz swoją teorię, ale dlaczego nie chcesz zapoznać się z dorobkiem innych ludzi, którzy poświęcają lata pracy nad badaniami na ten temat?
Sam fakt, że podjąłem tutaj dyskusję na ten temat przedstawia fakt, iż słucham drugą stronę. Sam jednak na swoją rękę nie szukam, bo nie mam pytań z zakresu moralności na które chciałbym poznać odpowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >ale jak mogę stracić siebie?
Jeśli doznasz uszkodzenia mózgu (np. w wypadku drogowym) przestaniesz być takim samym człowiekiem. Jeśli zachorujesz na depresję stracisz poczucie szczęścia.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Siodemeczka (161 punktów) | >>ale jak mogę stracić siebie? >Jeśli doznasz uszkodzenia mózgu (np. w wypadku drogowym) przestaniesz być takim samym człowiekiem.
Tyle ile będzie mi dane widzieć, tyle będę widział. Dopóki życie we mnie jest dopóty jestem.
>Jeśli zachorujesz na depresję stracisz poczucie szczęścia.
Istnienie depresji tylko daje kolejny powód do rozmyśleń. Co mąci ludziom w głowach i sprawia, że tracą radość z życia? Nie musi pan odpowiadać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | Bardzo dobrze napisane, ale ja nie kibicuję nowym ateistom, wolę raczej podziwiać logikę argumentów jeśli taka ma miejsce, poza tym nie kibicuję z zasady tym, którzy są lepiej wyposażeni i nie zależy mi na tym żeby komuś zawalił się świat. Poza tym nie umiem sobie w ogóle wyobrazić, żeby ateista mógł przekonać filozofa wierzącego. Wiara to inny zakres świadomości w której argumenty nauki są jakby nieadekwatne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Bardzo dobrze napisane,Przez teistę. > ale ja nie kibicuję nowym ateistom,Wiem, pamiętam. www.racjonalista.pl/forum.php/s,395780#w395864www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,395780#w396287Znam dorobek całej konferencji, z której streszczenie referatu zacytowałem. Znam też krytykę "nowego ateizmu" przez chrześcijańskich intelektualistów i katolickie media: rzymskikat(*)teisci-sa-az-tak-wsciekli.htmlwww.pch24.(*)m-dla-chrzescijan,10647,i.html> wolę raczej podziwiać logikę argumentów jeśli taka ma miejsce,Tu się zgadzamy! > poza tym nie kibicuję z zasady tym, którzy są lepiej wyposażeniNo widzi Pan jak to pozory mylą. Ja nawet nie śmiałbym zestawiać wyposażenia Kościoła Katolickiego z wyposażeniem wszelakich jego oponentów. www.przegl(*)pl/pl/artykul/tron-pod-krzyzem Nawet tylko w ilości internetowych portali. > i nie zależy mi na tym żeby komuś zawalił się świat.A ja lubię być zmuszanym do myślenia i lubię do tego skłaniać innych. Streszczenie referatu właśnie takim skłonieniem do refleksji dla inteligentnych było. > Poza tym nie umiem sobie w ogóle wyobrazić, żeby ateista mógł przekonać filozofa wierzącego.Zaraz aż filozofa? A wierzącego nie wystarczy. Dlatego nie znajdzie Pan mnie na fideistycznym portalu. To wchodzą fideiści i usiłują racjonalistów ewangelizować. www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173> Wiara to inny zakres świadomości w której argumenty nauki są jakby nieadekwatne.Piszę tu to wielokrotnie: Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej, ale nasze forum nie jest wcale do wierzących skierowane, tylko do racjonalistów i warto sobie poczytać jakie intelektualne przesłanki nimi kierują. Przedstawiamy tu racjonalne argumenty, zdając sobie doskonale sprawę, iż dla irracjonalistów są one wielce nieprzekonywujące, ale oni mają swoje bardziej liczne fora. PS.: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,429241#w429551Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jan Rylew (3965 punktów) | > >Bardzo dobrze napisane,> Przez teistę.Jeśli tak, to czy to nie dowód, że osoba wierząca nie musi być chora psychiczne jak twierdzi niejaki "Wacek" którego wypowiedź przywołał Pan do swojego komentarza jako trafną w tej materii, wg wyżej podanego linku. Cytat: "Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć." Ja odrzucam tego typu tezy, bo widzę tu przesadę wynikającą z nieprecyzyjności pojęć takich jak zdrowie psychiczne, wiara czy pojęcie Boga oraz z nieznajomości psychologicznych, osobowych uwarunkowań wiary. Nie chcę, żeby komuś dotychczasowy świat się zawalił, z wielu względów, wolę żeby sobie takie rzeczy powoli sam poukładał. Dlatego promuję zawsze samodzielne myślenie, a w dyskusjach na tematy światopoglądowe prawie zawsze do tego jest okazja, a często do ciekawych spostrzeżeń. Nie kibicuję tym którzy są lepiej wyposażeni, a według mnie nowi ateiści są lepiej wyposażeni w argumenty racjonalne, gdy teiści mogą się powoływać głównie na swoją wiarę, która manifestuje się wewnętrznie w sferze uczuć, a to za mało dla ateisty. Inteligentniejsi teiści czują chyba to swoje skromne wyposażenie i dlatego unikają dyskusji światopoglądowych. Ale cieszę się, że wchodzą na to forum teiści i próbują nawiązać kontakt w formie rozmowy światopoglądowej i wcale nie uważam, to próby ewangelizowania ateistów, wręcz przeciwnie, mogą to być próby poszerzenia swojego horyzontu widzenia świata. Gdyby wyznawcy swoich ideologii gromadzili się sami na swoich forach to ich rozmowy przypominałyby odgłosy stada baranów  . Mnie taka monokultura nie odpowiada dlatego cieszę się z każdego, kto trafia na to forum z odmiennymi poglądami. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Bardzo dobrze napisane,> >>>Przez teistę.> Jeśli tak, to czy to nie dowód, że osoba wierząca nie musi być chora psychiczne jak twierdzi niejaki "Wacek" którego wypowiedź przywołał Pan do swojego komentarza jako trafną w tej materii, wg wyżej podanego linku.Według mnie pan "Wacek" ma prawo do własnego zdania, to nie jest moje zdanie, ale dostrzegam w nim sporo trafnych spostrzeżeń. Wiara jest terminem wieloznacznym i stopniowalnym. Nawet wśród religijnie wierzących należy odróżnić należy odróżnić wiarę np. ks. prof. Życińskiego od ks. prof. Oko. Z pełnym przekonaniem twierdzę, iż każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu) ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą bardziej fundamentalistyczną to tym bardziej. Ale znamy również poważnych myślicieli religijnych wielce sceptycznych do przedmiotu swej wiary o ogromniej wiedzy i ciekawej refleksji intelektualnej. > Cytat:> "Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć." Strasznie Pan ten cytat okastrował, a najważniejsze z tego fragmentu: "Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości", z którego widać, iż Pan Wacek też uważa, że osoba wierząca "nie musi być chorą psychicznie". > Ja odrzucam tego typu tezy, bo widzę tu przesadę wynikającą z nieprecyzyjności pojęć takich jak zdrowie psychiczne, wiara czy pojęcie Boga oraz z nieznajomości psychologicznych, osobowych uwarunkowań wiary.Które tezy? Te przez siebie wymyślone i przypisywane innym? Musimy posługiwać się tymi pojęciami, które istnieją wraz z ich precyzją. Ja - oby w miarę możliwości wiedzieć co piszę - co nie co postudiowałem. > Nie chcę, żeby komuś dotychczasowy świat się zawalił, z wielu względów, wolę żeby sobie takie rzeczy powoli sam poukładał.Wprost błagam Szanownego Pana, wrzuć mi Pan parę argumentów, aby mi się "świat zawalił", ba takich, abym parę dni mógł nad nimi pomyśleć. Nie proszę Szanownego Pana po wstępnym procesie socjalizacji wszyscy budujemy sobie sami światopogląd, a jego fundamenty powstają pomiędzy 12 a 25 rokiem życia. W tym okresie można podrzucić młodym ludziom, trochę materiału dla własnych przemyśleń, ale bez obaw - nawet gdy jest Pan geniuszem argumentacji, to nikomu Pan świata nie zawali. > Dlatego promuję zawsze samodzielne myślenie, a w dyskusjach na tematy światopoglądowe prawie zawsze do tego jest okazja, a często do ciekawych spostrzeżeń.Ło Boże, a Bogusławski od prawie ośmiu lat proponuje cokolwiek innego. Do kogo ta mowa i po co ta deklaracja? > Nie kibicuję tym którzy są lepiej wyposażeni, a według mnie nowi ateiści są lepiej wyposażeni w argumenty racjonalne, gdy teiści mogą się powoływać głównie na swoją wiarę, która manifestuje się wewnętrznie w sferze uczuć, a to za mało dla ateisty.Wielce Szanowny Panie, Pan zdaje się na zdaje sobie zupełnie sprawy z tego ile kosztuje promowanie. Kasa, Szanowny Panie, kasa. Trzeba mieć pieniądze na telewizję, radio, książki, gazety. Na utrzymywanie kleru, kościołów, uczelni i wydziałów religijnych, katechetów, to wszystko kosztuje, ale ten biznes się dobrze opłaci. Proszę zobaczyć co mogą temu ogromnemu mechanizmowi przeciwstawić ci wstrętni "nowi ateiści"? Tak, ma Pan rację rozum i racjonalne argumenty. Tyle że ten racjonalizm trzeba upowszechniać, a do tego brak wyposażenia w konieczne do tego środki. Nawet taką niszę racjonalizmu jak jest Racjonalista.pl próbuje się zawłaszczyć lub osłabić jej siłę racjonalnej, antyfideistycznej argumentacji. A ponadto - proszę popatrzeć na taką ciekawostkę: Najpierw oburzenie na "Wacka", a następnie robienie z teistów idiotów, którzy wymagają specjalnej ochrony, gdyż nie dają sobie rady, a przecież muszą. > Inteligentniejsi teiści czują chyba to swoje skromne wyposażenie i dlatego unikają dyskusji światopoglądowych.Tak, też mi się wydaje, za to ci mniej inteligentni i o mniejszym poziomie wiedzy, wchodzą tu i próbują nas nauczać i pouczać na wszelkie dostępne im sposoby. > Ale cieszę się, że wchodzą na to forum teiści i próbują nawiązać kontakt w formie rozmowy światopoglądowej i wcale nie uważam, to próby ewangelizowania ateistów, wręcz przeciwnie, mogą to być próby poszerzenia swojego horyzontu widzenia świata.Nigdy, nie wnioskowałem o zbanowanie kogoś, nie klikam też minusów. Natomiast niech Pan łaskawie i mnie pozwoli na własne oceny. Pan nie dostrzega, a widzę wprost nachalność tych prób. To otwarte forum i każdy może tu wejść i każdy może sobie dobierać tematy i partnerów do rozmów na własnym poziomie, ale też każdy powinien się tu liczyć z krytyką jego wypowiedzi. Nie powinno tu być żadnej ochrony nad sprawnymi intelektualnie inaczej. To forum dla ludzi dorosłych i inteligentnych. Nie wszyscy muszą się tu zmieścić, to nie jest jedyne forum w internecie. > Gdyby wyznawcy swoich ideologii gromadzili się sami na swoich forach to ich rozmowy przypominałyby odgłosy stada baranów .Proponuję, w takim razie, wchodzenie na katolickie fora, aby rozgonić te monoideologiczne stada, forum Racjonalisty nigdy takim nie było ani nikt do takiego tu nie dążył. Ma Pan dosyć dziwny obraz naszego forum, zresztą nie tylko forum, ale z tutejszych racjonalistów robi Pan jakieś agresywne dziwadła "walczących ateistów" dręczące "uczuciowych fideistów". > Mnie taka monokultura nie odpowiada dlatego cieszę się z każdego, kto trafia na to forum z odmiennymi poglądami.A ja jestem zwolennikiem forum monokultury ludzi inteligentnych o zróżnicowanych poglądach i zróżnicowanej wiedzy. Bardzo lubię sobie podyskutować na wiele tematów, czy tylko porozmawiać, ale bardzo nie lubię pieprzenia głupot. Ten poziom dyskursu bawi mnie mało i nie o poglądy tu chodzi. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Piękny Lolo (2082 punktów) | > Ten poziom dyskursu bawi mnie mało i nie o poglądy tu chodzi.Ale wskażę usera do ewentualnego zlinczowania, czyż nie? Bo Wilhelm Wokulski elektryzujący, charyzmatyczny, elokwentny, oczytany, pióro Jego lekkie, a styl wyborny, a ja, najogólniej rzecz biorąc, sobie z Nim nie radzę! A tu walka o pozycję forumowego samca alfa, po prostu. Każda formuła się wyczerpuje, Panie Bogusławski, a "łaska userów na pstrym koniu jeździ" (w cudzysłowie, bo nie wykluczam, że to tekst autorstwa jednego z userów tego forum) i może trzeba się pogodzić z przegraną i z godnością, bez tego nudnego i do zerzygania jojczenia o fideistach i rzekomym upadku tego forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ale wskażę usera do ewentualnego zlinczowania, czyż nie? Nie!Panowie Wilhelm, Elasp, Brzostowski, Konowal, Vancalar, Bielecki mieli i mają tu swoich czytelników i zwolenników, a teraz jeszcze zostali wsparci przez dwie znakomite panie. Wielce Szanowna Pani, każdy sądzi według siebie, ale każdy ma prawo do swoich subiektywnych ocen. Różnimy się bardzo w tych ocenach i chyba jeszcze to tu dozwolone?> Bo Wilhelm Wokulski elektryzujący, charyzmatyczny, elokwentny, oczytany, pióro Jego lekkie, a styl wyborny, a ja, najogólniej rzecz biorąc, sobie z Nim nie radzę!No, właśnie, gdy Pani się coś podoba, to najprawdopodobniej mnie się nie podoba, ale to otwarte forum i każdy ma tu prawo wyrażać swoje zdanie i może pozwoli Szanowna Pani, aby mnie się poziom niektórych wypowiedzi nie podobał. Nawet wtedy, kiedy one Pani bardzo się podobają. Mamy tu prawo do wyrażania swoich ocen i swoich przekonań, a Pani próbuję mi zamknąć wolność wypowiedzi. > Każda formuła się wyczerpuje, Panie Bogusławski, a "łaska userów na pstrym koniu jeździ" (w cudzysłowie, bo nie wykluczam, że to tekst autorstwa jednego z userów tego forum) i może trzeba się pogodzić z przegraną i z godnością,Zawiadamiam Panią - choć wiem, że sprawiam przykrość - że wcale nie czuję się tu przegranym. Jest zupełnie odwrotnie, choćby już Pani - pełen nienawiści post (wraz z plusami) - pod moim adresem świadczy o moim sukcesie. Ja nie piszę dla wszystkich i nie wszystkim chcę się podobać. Piszę tylko dla tych, którzy zrozumieć mnie potrafią, a ciągle na naszym forum jest ich zdecydowana większość. > bez tego nudnego i do zerzygania jojczenia o fideistach i rzekomym upadku tego forum.Tak, chciałbym aby już się zakończyło to nudne i do zerzygania jojczenie o dyskryminacji kogokolwiek i kiedykolwiek na tym forum za poglądy, gdyż jest to kłamstwo i próby zamataczenia rzeczywistości. Tak, była tu słuszne dyskryminowana głupota, a szczególnie ta zacietrzewiona i upierdliwa. (Co się teraz stało nie bardzo rozumiem, choć każdy - nawet ci mniej inteligentni - mogą dostrzec nie tylko obniżenie ogólnego poziomu merytorycznych dyskusji {oczywiście nie wszystkich}, ale także spadek zainteresowania tymi dyskusjami. Daj Boże, aby przejściowy!)> A tu walka o pozycję forumowego samca alfa, po prostu.Tak, o Liliac, Meretseger, Big_zyda, Nietsche i tak dalej. Dobrze, że jeszcze sporo samodzielnie myślącej inteligencji tu pozostało: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,606077#w606230 Jak na razie stanowią oni zdecydowaną większość, a więc o jakiej przegranej może być tu mowa? PS. Proszę się tak nie pieklić, a postawić wniosek o zbanowanie mnie. Znajdzie Pani sporo userów, którzy go poprą. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | >Ja nie piszę dla wszystkich i nie wszystkim chcę się podobać. Piszę tylko dla tych, którzy zrozumieć mnie potrafią, a ciągle na naszym forum jest ich zdecydowana większość.
Faktycznie odpowiedź kierowaną do konkretnej grupy odbiorów ciężko zrozumieć, widać łatwiej się rozmawia z ludźmi, którzy przytakują. Czyli paplamy się we własnych bajorku naukowych bajek, brak dowodów, ale są słuchacze i mistrz może głosić monolog kreowany na formę dialogu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | > >Cytat:> >"Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć."> Strasznie Pan ten cytat okastrował, a najważniejsze z tego fragmentu: "Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości", z którego widać, iż Pan Wacek też uważa, że osoba wierząca "nie musi być chorą psychicznie"."Okastrowałem", bo nie jestem zainteresowany rozpłodnieniem panawackowych myśli, ale będę bronił jego prawa do wygłaszania ich na tym forum. Zresztą dalej nie lepiej, bo zdanie: "Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości" pozwala sądzić, że jego autor ma na myśli wątpliwości w istnienie Boga o znanych mu cechach i parametrach, tymczasem pojęcie Boga może być różne u różnych ludzi jak i sama wiara nie musi być stanem posiadania bożka i jego uwielbieniem. Dlatego razi mnie prymitywizm rozumowania nowych ateistów upraszczających ten problem do granic prostactwa, by tym łatwiej z nim "dyskutować". Poza tym każda wiara zawiera pierwiastek wątpliwości, bo w przeciwnym razie jest pewnością, a nie wiarą. I pewnie dlatego wierzący zaglądają na ten portal, a nie dlatego żeby go "zawłaszczyć". Poza tym antyfideistyczna argumentacja pozostanie sztuką dla sztuki i przekonywaniem już przekonanych jeśli nie dotrze do wierzących, a Pan chyba nie ma ochoty iść na fideistyczne portale w celu deewangelizacyjnym i ja na pewno nie. I nie robię z "teistów idiotów" tylko stwierdziłem, że nie mają argumentów racjonalnych, a idiotów z nich robi Pan i Wacek i jeszcze paru innych, co postrzegam jako zjawisko na tym forum, ale nie dlatego żeby komuś coś zabraniać, najwyżej skłonić do zastanowienia. Nie wykluczam, że ma Pan rację z tą nachalnością fideistów na tym forum. Ja tego nie śledzę ciągle, wiem tylko na podstawie wielu dyskusji z osobami wierzącymi na temat religii, wiary, Kościoła K, że żaden mnie nie obraził, a to ja musiałem się czasem mocno starać, żeby nie obrazić kogoś. Może na tym ostatnim tylko powinna polegać ta "ochrona", ale ja nie mam zamiaru kogoś zmieniać, bo to raczej nie jest w ogóle możliwe. A co do "pieprzenia głupot" i "tego poziomu dyskursu" to wydaje mi się po pobieżnym oglądzie, że Pan nie potrafi rozmawiać z teistami i jeśli to Pana "mało bawi" to może lepiej sobie darować. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Cytat:> "Człowiek zdrowy psychicznie z właściwie pracującym rozumem nie potrafi wierzyć." Strasznie Pan ten cytat okastrował, a najważniejsze z tego fragmentu: "Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości", z którego widać, iż Pan Wacek też uważa, że osoba wierząca "nie musi być chorą psychicznie".> "Okastrowałem", bo nie jestem zainteresowany rozpłodnieniem panawackowych myśli,Ale, jest Pan zainteresowany ich zmanipulowaniem pod własne potrzeby. Pan Jan Rylew: Nie kibicuję tym którzy są lepiej wyposażeni, a według mnie nowi ateiści są lepiej wyposażeni w argumenty racjonalne, gdy teiści mogą się powoływać głównie na swoją wiarę, która manifestuje się wewnętrznie w sferze uczuć, a to za mało dla ateisty. Inteligentniejsi teiści czują chyba to swoje skromne wyposażenie i dlatego unikają dyskusji światopoglądowych. > I nie robię z "teistów idiotów" tylko stwierdziłem, że nie mają argumentów racjonalnych, a idiotów z nich robi Pan i Wacek i jeszcze paru innych,(Myślę, iż większość racjonalistów potrafi czytać ze zrozumieniem i potrafią zrozumieć to co piszemy.)> co postrzegam jako zjawisko na tym forum,Właśnie, jakoś mnie dziwią postrzeżenia niektórych "odnowicieli". Zdecydowanie różnią się od moich. > ale nie dlatego żeby komuś coś zabraniać,Cholera, a mnie się wydaje, że teraz ostro jest zwalczana wolność tych wypowiedzi, które odnoszą się krytycznie do forumowiczów obniżających poziom. Jakaś moja psychoza? > najwyżej skłonić do zastanowienia.Tak, już bardzo dawno zauważyłem, że jakby się ktoś nie starał, to nikt z nas nie uczyni większych idiotów niż uczynimy to sami. Jeżeli coś publikujemy, to podajemy się publicznemu osądowi i każdy może się do naszej wypowiedzi krytycznie odnieść. Ja jestem wdzięczny wszystkim, którym chce się to zrobić. Oczywiście merytorycznie i do tekstu, a nie do mnie osobiście. Skłonienie do zastanowienia też jest sztuką, którą po pierwsze nie każdy potrafi, a po drugie nie zawsze przynosi oczekiwane efekty. Nie udało mi się spowodować Pańskiej refleksji nad referatem Jana Pleszczyńskiego, tylko skłonił on Pana do dalszego przywalania wydumanym przez fideistów acz nie istniejącym "ateistom walczącym": Ateiści są oczywiście rózni, dla jednych to temat zamknięty, dla innych walczących), ciągle aktualny, bo chcą walczyć ze złem jakie niosą religie nie bacząc na potrzeby religijne ludzi. Do tego wymyślonego przez wrogów wolnego propagowania swoich poglądów, dołączyli jacyś dziwni "racjonaliści" (Albo ja nie rozumiem czym jest racjonalizm, albo oni). > Nie wykluczam, że ma Pan rację z tą nachalnością fideistów na tym forum.Znowu Pan się myli, mnie fideiści zupełnie nie przeszkadzają, a przeszkadza mi tylko nachalność głupoty i nie moją jest tu winą, że ona znacznie częściej z przeróżnymi (nie tylko religijnymi) fideizmami jest powiązana. Ale dobrze pamiętam też głupotę różnych dyskutantów deklarujących swój ateizm, czy nawet racjonalizm. > Ja tego nie śledzę ciągle, wiem tylko na podstawie wielu dyskusji z osobami wierzącymi na temat religii, wiary, Kościoła K, że żaden mnie nie obraził, a to ja musiałem się czasem mocno starać, żeby nie obrazić kogoś.Cieszę się, ale ciężko obrażają moją inteligencję publiczne wypowiedzi przedstawicieli episkopatu, często z tytułami profesorów zwyczajnych powiązane. Uważam, że Kościół w Polsce jest poważnym zagrożeniem dla demokratycznego świeckiego państwa i mojej osobistej wolności. > Może na tym ostatnim tylko powinna polegać ta "ochrona", ale ja nie mam zamiaru kogoś zmieniać, bo to raczej nie jest w ogóle możliwe.No to może warto się zastanowić co racjonalistyczne (od "zawsze" powiązane z wolnomyślicielstwem) forum powinno chronić? Według Pana głupota na tym forum powinna znajdować się pod szczególną ochroną? Czy też popisowe agresywne pyskówki niedouczonych acz zadufanych w swoje racje i pouczających innych - co im wolno myśleć i pisać - forumowiczy? > A co do "pieprzenia głupot" i "tego poziomu dyskursu" to wydaje mi się po pobieżnym oglądzie, że Pan nie potrafi rozmawiać z teistami i jeśli to Pana "mało bawi" to może lepiej sobie darować.No właśnie, czy ja Pana pouczam z kim i jak ma Pan rozmawiać. Kto Szanownego Pana do tego upoważnił? Ciągle tu jeszcze mamy ten sam "Regulamin", którego staram się przestrzegać i ciągle mamy tą samą linię programową wyrażoną "Wprowadzeniu", której się trzymam - już choćby dlatego, że ona mi bardzo odpowiada. Gdy Pan uważa inaczej, to proszę to zgłosić odnośnym władzom tego portalu. Ogromnie mnie dziwi, że dla niektórych jestem teraz najciekawszym przedmiotem dyskusji, a nawet wrogiem numer jeden, ale dziękuję czuję się przez to dowartościowany, gdyż wiem, że postępuję zgodnie z "Polityką" Racjonalisty.pl: Zadania i cele jakie sobie wytyczamy sprowadzają się zasadniczo do szerzenia wiedzy ogólnej o świecie i o zjawiskach, a także wiedzy z poszczególnych dziedzin życia. (...)
Po drugie, celem naszym jest propagowanie wolnomyślicielskiej, racjonalistyczno-sceptycznej postawy światopoglądowej, w opozycji do postawy religijnej. Nie tylko jako wyraz przekonania, że jest ona lepsza, słuszniejsza, uczciwsza intelektualnie, bardziej twórcza, etc., lecz i dlatego, że ona najskuteczniej umożliwia realizację celu wymienionego powyżej.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jan Rylew (3965 punktów) | Pora kończyć tę dyskusję, która nic nowego wnieść nie może poza nowym poziomem agresji.
Kto z kogo robi idiotów najlepiej ocenią inni. Kto posługuje się ciągle argumentem z głupoty, także widać. Tylko że argument z głupoty lub niskiego poziomu nie służy obligatoryjnie temu kto wytyka to innym. Głupotę poglądów trzeba udowodnić i najlepiej wyśmiać, bo tutaj nie ma automatyzmu w rodzaju: Ateista = mądry; Teista = głupi (ew chory psychicznie). A to co właśnie napisałem nie jest narzucaniem innym sposobu działania na tym forum (bo nie mam takiej władzy) tylko wyrażeniem swojej opinii do której mam prawo. To ja odczytuję pańskie komentarze do moich wypowiedzi jako próbę zakneblowania mnie oraz innych, którzy myślą podobnie.
Nie mam zamiaru Pana "pouczać"co Pan ma robić na tym forum, przedstawiłem tylko jedną z opcji traktowania "nachalnej głupoty", ale wybór opcji należy do Pana. Dziwi się Pan, że stał się Pan "najciekawszym przedmiotem dyskusji", a ja myslę, że cała zasługa po Pańskiej stronie.
Cele i zadania polityki Racjonalisty.pl, które wkleił Pan na końcu są oczywiście słuszne, ale istotą naszych ostatnich dyskusji nie są cele tylko formy i metod osiągania tych celów. Jeśli ktoś uważa, że cel uświęca środki, to jego sprawa.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pora kończyć tę dyskusję, która nic nowego wnieść nie może poza nowym poziomem agresji.A czy jakakolwiek dyskusja z Panem jest możliwą, gdy Pan tylko usiłuje narzucić własny punkt widzenia jako jedynie słuszny i używa Pan do tego nieuczciwych argumentów. > Kto z kogo robi idiotów najlepiej ocenią inni.Przecież właśnie to wyżej napisałem. > Kto posługuje się ciągle argumentem z głupoty, także widać."Argumentem z głupoty"? Ciekawy argument i kto się nim posługuje? Tak, zdecydowanie nie lubię głupoty, a czyżby Pan był jej miłośnikiem? > Tylko że argument z głupoty lub niskiego poziomu nie służy obligatoryjnie temu kto wytyka to innym.A co Szanowny Pan chciał tym zdaniem wyrazić? Przyznam się, że nie rozumiem. Zarzuca mi Pan stosowanie "argumentów z głupoty lub niskiego lotu", czy to, że zarzucam to innym i mnie obligatoryjnie, to nie służy. Niech się Pan tym nie martwi - nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Cieszę się, że jest Pan pewien, iż moją argumentację doskonale rozumie i jest w stanie ocenić miałkość moich argumentów. > Głupotę poglądów trzeba udowodnićTaki też mam zwyczaj. > i najlepiej wyśmiać,Bardzo często tak czynię. > bo tutaj nie ma automatyzmu w rodzaju: Ateista = mądry; Teista = głupi (ew chory psychicznie).A co ja wyżej napisałem? Szanowny Panie, to forum skierowane jest jednak do inteligencji i do niej kieruję swoje wypowiedzi. Przykro mi, że Pan mnie napada niewiele rozumiejąc z moich wypowiedzi, choć podejrzewam Pana o gorszą rzecz, to znaczy przypisywania mi poglądów, które Pan sobie wymyśla i przypisuje je mnie, a następnie z nimi polemizuje. > A to co właśnie napisałem nie jest narzucaniem innym sposobu działania na tym forumMożliwe, że to ja tak błędnie Pana odczytuję:> (bo nie mam takiej władzy)Na moje szczeście! > tylko wyrażeniem swojej opinii do której mam prawo.A ja nie mam? > To ja odczytuję pańskie komentarze do moich wypowiedzi jako próbę zakneblowania mnie oraz innych, którzy myślą podobnie.Tą ocenę pozostawiam czytelnikom - tym bardziej, że teraz toczy się tu jakaś dziwna wojna i to nie ja ją prowadzę, gdyż to nie ja żądam tu zmian. Mnie dotychczasowa forma forum bardzo odpowiadała. > Nie mam zamiaru Pana "pouczać"co Pan ma robić na tym forum, przedstawiłem tylko jedną z opcji traktowania "nachalnej głupoty", ale wybór opcji należy do Pana. Dziwi się Pan, że stał się Pan "najciekawszym przedmiotem dyskusji", a ja myślę, że cała zasługa po Pańskiej stronie.No właśnie, ciągle ta sama metoda. Ja Pana nie atakuję jestem łagodnym wprost jak baranek, a że Ci przypier... to tak z dobrego serca. Ja Pana nie pouczam, ale niech Pan postępuje tak jak ja tego oczekuję. Naprawdę Pan oczekuje, że w miarę inteligentny człowiek pozwoli z siebie barana zrobić. "Najciekawszym przedmiotem dyskusji stałem się tylko dla tych", z którymi się całkowicie nie zgadzam - co do przekształcenia naszego forum w jeszcze jedną głupawkę, na łamach której każdy - niezależnie od swojego poziomu intelektualnego i psychicznego - będzie mógł sobie popieprzyć do woli. > Cele i zadania polityki Racjonalisty.pl, które wkleił Pan na końcu są oczywiście słuszne,Jeżeli są słuszne to czemu Pan je cały czas zwalcza? Czy Pan zrozumiał co tam jest napisane? > ale istotą naszych ostatnich dyskusji nie są cele tylko formy i metod osiągania tych celów.No i co Wielce Szanowny Pan uważa, iż ma patent na formy i metody, a inni to zaślepieni nienawiścią do teistów, którzy mogą się powoływać głównie na swoją wiarę, która manifestuje się wewnętrznie w sferze uczuć, a to za mało dla ateisty. Inteligentniejsi teiści czują chyba to swoje skromne wyposażenie i dlatego unikają dyskusji światopoglądowych "walczący ateiści". Moim zdaniem - coś się Panu porąbało i zaplątał się Pan we własne nogi. > Jeśli ktoś uważa, że cel uświęca środki, to jego sprawa.No właśnie! Jeśli ktoś tak uważa, a kto tak uważa - Pan? Sieje Pan tu negatywnymi ocenami i epitetami, jak ci mniej "inteligentni teiści", którzy powołują się na swoją wiarę w istnienie wydumanych "walczących ateistów" przypisując własną agresję Pańskim interlokutorom. Jeżeli chce się merytorycznie porozmawiać, to warto się zastanowić co nasz partner napisał i co chciał nam i innym czytelnikom przekazać, a nie jak mu skutecznie przypieprzyć. Zupełnie się nie boję, że ktoś zrobi ze mnie durnia, natomiast zawsze się zastanawiam, aby nie zrobić durniem samego siebie. Cieszę się, iż Pan jest swoimi wywodami usatysfakcjonowany i proszę się zupełnie się tym nie przejmować, że ja się z nimi nie zgadzam. PS. Ciekawostką jest tu to, iż Pan wcale nie podejmuje merytorycznej dyskusji z argumentami, które przedstawiam, tylko koncentruje się na mnie. Naprawdę jestem ciekawszy od Ajdukiewicza, czy Pleszczyńskiego? Ciekawszy od rozważań na temat idei i zadań racjonalizmu i tego, jak w to wpisuje się nasze forum? Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Jeżeli chce się merytorycznie porozmawiać, to warto się zastanowić co nasz partner napisał i co chciał nam i innym czytelnikom przekazać, a nie jak mu skutecznie przypieprzyć.Właśnie z tej rady proszę skorzystać, bo to co Pan wyprawia z moimi tekstami, ba zdaniami (pewnie w imię słusznej walki z teizmem i głupotą), dzieląc je na kawałki i tak komentując bez przeczytania całego zdania i bez refleksji co do jego merytorycznej zawartości, nie mówiąc już o kontekście całej wypowiedzi, wskazuje właśnie na tę wadliwość, która uniemożliwia wszelką merytoryczną dyskusję. > PS. Ciekawostką jest tu to, iż Pan wcale nie podejmuje merytorycznej dyskusji z argumentami, które przedstawiam, tylko koncentruje się na mnie.Odpowiedź zawarta jest w tym co napisałem już wyżej i w tym co napisał Pan sam w dwóch poprzednich zdaniach: > Zupełnie się nie boję, że ktoś zrobi ze mnie durnia, natomiast zawsze się zastanawiam, aby nie zrobić durniem samego siebie. Cieszę się, iż Pan jest swoimi wywodami usatysfakcjonowany i proszę się zupełnie się tym nie przejmować, że ja się z nimi nie zgadzam.Przy czym uważny czytelnik skonstatuje łatwo, że pierwsze zdanie też kieruje Pan do mnie. Szkoda, że nie bierze Pan go rzeczywiście do siebie. Pan tutaj bardzo rzadko operuje konkretnymi argumentami podrzucając do przeczytania różne teksty jakby licząc, że adwersarz sam sobie wybierze odpowiednią myśl, ale o wiele bardziej ułatwia rozmowę bezpośrednie posługiwanie się własnymi myślami (oczywiście w kwestii spornej, a nie na temat tego drugiego). > Naprawdę jestem ciekawszy od Ajdukiewicza, czy Pleszczyńskiego? Ciekawszy od rozważań na temat idei i zadań racjonalizmu i tego, jak w to wpisuje się nasze forum?Oczywiście, byłby Pan dla mnie ciekawszym jako rozmówca od Ajdukiewicza (z nim nie da się już podyskutować), podobnie Pleszczyńskiego, który spreparował ładną wypowiedź i na koniec skokietował Pana wzmianką, że kibicuje nowym ateistom (z dość wątpliwym uzasadnieniem), gdyby Pan więcej samodzielnie formułował swoje argumenty zamiast posługiwać się autorytetami jak tarczą, odziany w bezpieczny (według Pana) kaftan racjonalizmu. Natomiast to, że rozmawiamy o sobie wynika z tego, że przyjęliśmy ten modus rozmowy, mówiąc nie tylko o swoich osobistych przekonaniach: Ja to i to, a ja tamto i owo, ale że mamy inne poglądy nie musimy się chyba uważać za durniów (wiem, że to trudne  . Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Jeżeli chce się merytorycznie porozmawiać, to warto się zastanowić co nasz partner napisał i co chciał nam i innym czytelnikom przekazać, a nie jak mu skutecznie przypieprzyć.> Właśnie z tej rady proszę skorzystać, bo to co Pan wyprawia z moimi tekstami, ba zdaniami (pewnie w imię słusznej walki z teizmem i głupotą), dzieląc je na kawałki i tak komentując bez przeczytania całego zdania i bez refleksji co do jego merytorycznej zawartości, nie mówiąc już o kontekście całej wypowiedzi, wskazuje właśnie na tę wadliwość, która uniemożliwia wszelką merytoryczną dyskusję.Proszę o konkrety *. Według mnie, to jest zupełnie odwrotnie i swoje matactwa mnie Pan zarzuca. > >>>Ciekawostką jest tu to, iż Pan wcale nie podejmuje merytorycznej dyskusji z argumentami, które przedstawiam, tylko koncentruje się na mnie.> Odpowiedź zawarta jest w tym co napisałem już wyżej i w tym co napisał Pan sam w dwóch poprzednich zdaniach:> >>>Zupełnie się nie boję, że ktoś zrobi ze mnie durnia, natomiast zawsze się zastanawiam, aby nie zrobić durniem samego siebie. Cieszę się, iż Pan jest swoimi wywodami usatysfakcjonowany i proszę się zupełnie się tym nie przejmować, że ja się z nimi nie zgadzam.> Przy czym uważny czytelnik skonstatuje łatwo, że pierwsze zdanie też kieruje Pan do mnie. Szkoda, że nie bierze Pan go rzeczywiście do siebie.Nie dość, iż Pan lepiej wie niż ja sam co myślę i co chcę powiedzieć, to jeszcze narzuca swój osąd innym czytelnikom. Zapewniam Pana, że w większości czytają nas bardzo inteligentni ludzie, którzy potrafią tekst zrozumieć i dokonać samodzielnego jego osądu. > Pan tutaj bardzo rzadko operuje konkretnymi argumentami podrzucając do przeczytania różne teksty jakby licząc, że adwersarz sam sobie wybierze odpowiednią myśl, ale o wiele bardziej ułatwia rozmowę bezpośrednie posługiwanie się własnymi myślami (oczywiście w kwestii spornej, a nie na temat tego drugiego).Mnie się wydaje, że jest akurat zupełnie odwrotnie. Jestem wprost upierdliwy w przedstawianiu konkretnych argumentów i to właśnie jest główną przyczyną nienawiści do mnie tych, którym merytorycznych racjonalnych argumentów brakuje. Tak, bardzo często podpieram się "literaturą przedmiotu", gdyż ja nie jestem tak mądry sam z siebie, czy też nie mam mądrości jako "dar boży", tylko jestem mądry mądrością innych. Staram się przez całe życie być w miarę oczytanym i wiedzieć, gdzie mogę co znaleźć. Czytając mam możliwość dyskusji z największymi myślicielami świata i wszystkim takie oczytanie polecam. > >>>Naprawdę jestem ciekawszy od Ajdukiewicza, czy Pleszczyńskiego? Ciekawszy od rozważań na temat idei i zadań racjonalizmu i tego, jak w to wpisuje się nasze forum?> Oczywiście, byłby Pan dla mnie ciekawszym jako rozmówca od Ajdukiewicza (z nim nie da się już podyskutować), podobnie Pleszczyńskiego, który spreparował ładną wypowiedź i na koniec skokietował Pana wzmianką, że kibicuje nowym ateistom ( z dość wątpliwym uzasadnieniem), gdyby Pan więcej samodzielnie formułował swoje argumenty zamiast posługiwać się autorytetami jak tarczą, odziany w bezpieczny (według Pana) kaftan racjonalizmu.Minimum tego, aby jakakolwiek dyskusja była możliwą, jest zrozumienie tego co interlokutor napisał. Mam poważne wątpliwości czy Pan nawet chce to zrozumieć. (Jeżeli chce się merytorycznie porozmawiać, to warto się zastanowić co nasz partner napisał i co chciał nam i innym czytelnikom przekazać, a nie jak mu skutecznie przypieprzyć.)Dla mnie oczywistym jest, że 73 letni Ajdukiewicz zmarł w 1963 roku, a Pleszczyński nie jest uczestnikiem naszego forum, ale tu dyskutujemy nawet nad myślą filozofów starożytnych i każdy tekst może być przedmiotem dyskusji, a także kanwą dla własnych przemyśleń i polemik. Dlaczego obraża Pan u "Bogu ducha winnego" Pleszczyńskiego? Dlatego, że Pan się z nim nie zgadza. Wiem, że to Pańska metoda wobec mnie, ale czy warto stosować ją wobec wszystkich oponentów? Ja też nie zgadzam się we wszyskim z Pleszczyńskim, a co gorsze nawet z Ajdukiewiczem, ale to mądrzy ludzie i warto zastanowić się nad tym co napisali. Warto się od nich uczyć, choć racjonaliści powinni zawsze myśleć samodzielnie. > Natomiast to, że rozmawiamy o sobie wynika z tego, że przyjęliśmy ten modus rozmowy, mówiąc nie tylko o swoich osobistych przekonaniach: Ja to i to, a ja tamto i owo, ale że mamy inne poglądy nie musimy się chyba uważać za durniów (wiem, że to trudne .Powtórzę więc jeszcze raz: Zupełnie się nie boję, że ktoś zrobi ze mnie durnia, natomiast zawsze się zastanawiam, aby nie zrobić durniem samego siebie, gdyż nikt nie skompromituje nas bardziej niż uczynimy to sami. Nie, za durnia Pana nie uważam, ale to naprawdę ma dalece wtórne znaczenie za kogo mnie Pan uważa, czy też ja Pana - tu swoje wypowiedzi upubliczniamy oddając je pod krytyczną analizę czytelników i ma znaczenie za kogo uważają nas ci, do których swoje wypowiedzi kierujemy. Niech Pan zostawi prawo do tych ogólnych ocen ogółowi i ograniczy się tu do swojego subiektywnego osądu. Moje wypowiedzi i mój sposób wywodu ma prawo się Panu nie podobać. Nie jest Pan w tym sam. Jest tu grupa osób, którym się one nawet bardzo nie podobają, ale przez próby narzucania swojego zdania innym czytelnikom tylko się sami ośmieszamy i dlatego nie warto tego robić. Ja zostawiam ocenę komunikatywności oraz jakości argumentacji w moich tekstach naszym czytelnikom i jakoś nie mam tu poczucia braku zrozumienia, czego i Panu życzę. * Mile widziane jest przytaczanie tylko tych słów adresata, które są ważne w naszej wypowiedzi, pozostałe usuwamy.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jan Rylew (3965 punktów) | Liczyłem po trochu na bardziej pojednawczy ton tej wypowiedzi, ale znów się pomyliłem. Ja oczywiście także nie uważam Pana za durnia, a rozmowę naszą, bezsensowną z uwagi na modus tej rozmowy narzucony przez Pana, a który ja przyjąłem, traktowałem jako dość zabawną wprawkę erystyczną. Obawiam się jednak, że z drugiej strony było inaczej. Widoczny był wielki ładunek emocjonalny po Pańskiej stronie, wskazujący, że od początku postanowił mi Pan dowalić, bo w kwestii "nowych ateistów" ośmieliłem się mieć inne zdanie. Dlatego te emocje owocowały ciągle uwagami w rodzaju: > Zupełnie się nie boję, że ktoś zrobi ze mnie durnia, natomiast zawsze się zastanawiam, aby nie zrobić durniem samego siebie.> Cieszę się, iż Pan jest swoimi wywodami usatysfakcjonowany i proszę się zupełnie się tym nie przejmować, że ja się z nimi nie zgadzam.> Tak, już bardzo dawno zauważyłem, że jakby się ktoś nie starał, to nikt z nas nie uczyni większych idiotów niż uczynimy to sami.> Minimum tego, aby jakakolwiek dyskusja była możliwą, jest zrozumienie tego co interlokutor napisał. Mam poważne wątpliwości czy Pan nawet chce to zrozumieć.Mającymi dać do zrozumienia, że interlokutor ma kłopoty z główką  . Zapomniał Pan przy tym, że w ten sposób pokazje Pan jałowość swojej argumentacji i że to dyskwalifikuje Pana jako dyskutanta z którym warto prowadzić spór. Już to (jak sam Pan twierdzi), że istnieje tu grupa ludzi którym się Pańska forma dialogu nie podoba, albo nawet jest wstrętna, powinna Pana zmusić do refleksji, bo nie jest to spowodowane tym, że Pan jest "upierdliwy" "w przedstawianiu konkretnych argumentów", Pan jest, moim i chyba ich zdaniem, upierdliwy w narzucaniu innym swojego zdania posługując się głównie sugerowaniem głupoty i przekonań im obcych. Ja Pana oczywiście bardzo cenię za wiedzę, którą Pan tutaj na forum przytacza; chciałbym żeby i Pan miał o mnie jak najlepsze zdanie, ale drogi Panie, nie za cenę przytakiwania gdy mam inne zdanie, a już w żadnym razie pod terrorem emocji, którymi Pan emanuje w sporze. Rozumiem i popieram racjonalistyczne ideały i cele, ale zwracam także uwagę na to, że środki i metody zmierzania do tych celów nie mogą być dalekie od racjonalizmu. Między innymi chodzi także o kulturę dialogu o czym pisałem w swom wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,611485Polecam przynajmniej mój pierwszy oraz ostatni wpis. Pozdrawiam kończąc.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pozdrawiam kończąc.Do dobrze, gdyż nie widzę możliwości dalszej rozmowy z Panem. Zupełnie nie zwracając uwagi na moje argumenty - co najwyżej dalej nimi manipulując - powtarza Pan ciągle to samo. Przejrzyj się Pan w lusterku, poczytaj Pan trochę ze zrozumieniem moich wypowiedzi, to może będzie warto z Panem rozmawiać. Ja rzeczywiście cierpliwością pana Macieja nie dysponuję, a zresztą nawet nie chcę dysponować - jest tu tyle osób, które potrafią mnie zrozumieć i chcą mnie czytać, że nie warto po inne zbyt głęboko schodzić. To jednak forum dla samodzielnie myślącej inteligencji. Nie święci garnki lepią i każdy, gdy chce, to może równać w górę - zamiast ściągania innych do swojego poziomu. Różnica pomiędzy nami jest tu taka, iż ja uważam, że nikt nie może być sędzia we własnej sprawie - Pan zaś uważa, że Panu jest wolno, gdyż jest wzorem obiektywizmu i dlatego Pan mnie oskarża i osądza (prawie gotów nawet wyrok wykonać), a osąd pozostawiam naszym czytelnikom. (Kiedyś za dobrych czasów takie dobre usługi czyniła też moderacja.)PS. Ja Pański wątek (i nie tylko ten wątek) przeczytałem i znam większość Pańskich argumentów (taki już mam upierdliwy zwyczaj, że chcę wiedzieć z kim intelektualnie rozmawiam {dane osobiste obchodzą mnie tu mało}), ale Pan już mojego nie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,590321 tak, jak i niewielkie pojęcie ma Pan o tym co tu pisałem oraz jak to argumentowałem. Same dobre mniemanie na własny temat jest, Panie Janie, dalece niewystarczającym argumentem, ale cieszę się, że Pan takie ma i może Pan dalej w nim tkwić. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Strasznie Pan ten cytat okastrował, a najważniejsze z tego fragmentu: "Zdrowy psychicznie wierzący zawsze ma wątpliwości", z którego widać, iż Pan Wacek też uważa, że osoba wierząca "nie musi być chorą psychicznie". >"Okastrowałem", bo nie jestem zainteresowany rozpłodnieniem panawackowych myśli, Zobaczmy w takim razie co napisał nie Wacek, a Kazimierz do tego Ajdukiewicz:
RELIGIA A POGLĄD NA ŚWIAT W historii kultury europejskiej większość ludzi znajdowała taki ostateczny pogląd na świat w religii. Religia zarzuca wszelkiemu nie uwzględniającemu zaświatów poglądowi na świat, że jest poglądem zaściankowym. Sama natomiast występuje z pretensją, że to ona daje ostateczny pogląd na świat: ostateczny w tym sensie, że oparte na nim oceny eudaimono-logiczne i moralne są niewzruszone i nie potrzebują się obawiać zmiany, choćby horyzonty nasze się nie wiadomo jak rozszerzyły (chyba żeby przez nie tamten pogląd na świat uległ obaleniu). Religia zaspokaja więc człowiekowi wierzącemu jego potrzebę ostatecznego, nie zaś prowizorycznego i zaściankowego tylko poglądu na świat. Kto taką religię wyznaje, ten ma w życiu drogowskaz, którego nie odrzuci, dopóki tę religię wyznaje, choćby dalsze postępy jego wiedzy odsłoniły mu nowe, nieznane przedtem horyzonty.
Większość ludzi wierzących zdobywa swą wiarę nie na drodze własnego rozumnego namysłu ani nie na drodze osobistych doświadczeń, ale przejmuje ją od generacji starszej drogą, którą się w psychologii nazywa "sugerowaniem przekonań".
W religii zostaje się wychowanym, tzn. wierzenia religijne są człowiekowi od małego dziecka wpajane wraz z przekonaniem, że jakiekolwiek powątpiewanie o ich słuszności jest grzechem. Nieliczni tylko opierają swą wiarę religijną na rozumowej argumentacji lub na jakichś mistycznych doznaniach. Dlatego u wielu wiara religijna ulega zachwianiu z chwilą dojścia do krytycyzmu. Wraz z zachwianiem się tej wiary ulega też zachwianiu drogowskaz ku ostatecznemu szczęściu i obowiązkowi, który się opierał na tej wierze. Potrzeba znalezienia takiego drogowskazu rodzi teraz potrzebę znalezienia przecież na drodze osobistego wysiłku myślowego takiego ostatecznego, a nie prowizorycznego i zaściankowego tylko, poglądu na świat, który by wskazał, w czym ostatecznie leży największe szczęście i co ostatecznie jest jego obowiązkiem. Z tego dążenia rodzi się bezpośrednio lub pośrednio znaczna część problematyki metafizycznej.
Metafizyka powstała w dziejach jako próba zastąpienia religijnego poglądu na świat samodzielnie zdobytym ostatecznym światopoglądem. Na tej drodze powstała ona w dziejach myśli europejskiej w starożytnej Grecji, gdy na początku epoki hellenistycznej upadła wiara w bogów olimpijskich, a wraz z nią autorytet jej przykazań. Powstała ona, mając za swe zadanie znalezienie fundamentu ocen moralnych i eudaimonicznych, opartego na rozumowych rozważaniach, a nie na tradycji fundamentu ostatecznego, który by dostarczył niezmiennego już drogowskazu w dążeniu ku szczęściu i moralnemu dobru.
Powstała więc metafizyka jako spadkobierczyni religii. W spadku po niej przejęła mianowicie zadanie stworzenia ostatecznego poglądu na świat, tylko że miała do niego dojść na innej drodze, niż doń dochodzi religia, miała ten pogląd na świat oprzeć na racjonalnych dociekaniach.
Nic przeto dziwnego, że na pierwszy ogień wzięła metafizyka na warsztat tezy religijne, które miały jakoby stanowić taki ostateczny pogląd na świat. Problematyka religijna: Bóg, nieśmiertelność duszy, wolność woli, przez długie wieki stanowią trzon dociekań metafizyki, która nieraz potwierdza tezy panującej już podówczas chrześcijańskiej religii, ale często też się im przeciwstawia. /Zagadnienia i kierunki filozofii/
Jakoś to mi się podobnym zdaje, choć oczywiście pięknie wyrażonym przez tytana myśli prof. Ajdukiewicza, a nie pana Wacka czy Bogusławskiego.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | mayolina (2278 punktów) | wsadzanie wszystkich Nowych Ateistów do jednego worka jest tak samo niewłaściwe jak twierdzenie, że Fronda i krąg, powiedzmy, Tischnera, jest tym samym KrK. Nowi Ateiści na pewno domagają się miejsca w przestrzeni publicznej. Niektórzy walczą z religią, inni chcą jedynie prawa głosu.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Czyli wykazujemy sprzeczności między wiarą w dobroć i wszechmoc bożą a istnieniem zła. >>(...) a On może być wszechwiedzący (a więc zatem także może być niepojęty dla Ciebie), stąd wniosek jest oczywisty że może istnieć i bóg i zło, ale my nie możemy tego pojąć. To chyba jasne. >Jakie znaczenie ma dla ludzi istnienie takiego Kreatora, jaki sens modlić się do Niego i wierzyć. Ponadto dla chrześcijan pasterze zalecają Chrystusa jako wzór zasad moralnych. A przecież wzorować się na Kimś niepojętym jest bez sensu.
Nie wiem jakie ma znaczenie, czy jest sens się do niego modlić itd... to sprawa wierzących.
Wiem jednak iż racjonalnie rzecz biorąc bóg taki (miłosierny i wszechmogący) może istnieć, co wykazałem.
>>Jedyny sens jaki dostrzegam w tym wykazywaniu sprzeczności dot. istnienia boga i zła, to poprawa sobie samopoczucia, przy założeniu (od czapy zupełnie) że jeśli bóg mógłby w ogóle istnieć musiałby być zrozumiały dla tego kto wykazuje sprzeczności. Ale skąd takie założenie? >Twoim zdaniem musiałby, ja nie podzielam twojego twierdzenia. Czytelnicy rozstrzygną. OK, ja też nie uważam, że musiałby, ale wtedy nie ma sprzeczności i bóg taki (miłosierny i wszechmogący) może istnieć. A to ważny wniosek w kontekscie milionów "dowodów" o niemożliwości jego istnienia w tym setek zapisanych na tym portalu. >Hejtibeats postawił pytanie: "A czy chciałbyś, żeby istniał jakiś Bóg ? Cieszyłbyś się gdyby istniał, czy nie?" >Ja mu odpowiedziałem: "gdyby miał taką moralność jak biblijny to zdecydowanie nie". >Hejtibeats na to: "Przybliż mi jaką ma...?" >W ten sposób zbliżyliśmy się do torów teodycei. Może dla Ciebie służy to poprawie samopoczucia dla Hejtibeats'a ma jakiś sens. Trochę o czym innym pisałem... >>Poza tym zobacz jak wygląda nawet to forum - tutaj pisze się o bogu więcej niż o nauce, >Bo celem serwisu, jest tropienie absurdów, przesądów, szarlatanerii, uprzedzeń, kłamstw, fobii i głupoty. A wiara w Boga tym właśnie jest. >>i jeszcze się dziwią niektórzy że coraz więcej tutaj wierzących. Jak tyle jest wątków o bogu i wierze, kościele, to naturalne jest, że ściąga to teistów. >I dobrze że ściąga teistów, tutaj mogą się zapoznać z racjonalnym obrazem świata. Nie żartuj, setki forumowiczów na tym portalu myśli, że dowodem na nieistnienie boga jest to, że istnieje zło. Wyjaśniłem chyba dość jasno, że to absurd. >Jak są na forum to nie odprawiają w tym czasie guseł. Tak, dodatkowo można wyjaśnić setkom racjonalistów kilka absurdów, które powtarzają w sieci. >>Gdyby większość contentu dotyczyła spraw racjonalnych, nie interesowałoby to teistów. >Byłoby mniej wejść na forum a Mariuszowi Agnosiewiczowi zależy na tym aby wejść było jak najwięcej. Aby portal był szerzej znany. Wg mnie jest tak, że portal był znany szerokiemu gronu teistów, którzy tutaj się normalnie udzielali, niestety przez wzrost agresji antyklerykalnej pojawiło się ich więcej, jako odpowiedź na agresję.
A jeśli chodzi o większą liczbę forumowiczów, to można zrobić zpecjalny dział dla teistów i będzie więcej, a co!
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Nie wiem jakie ma znaczenie, czy jest sens się do niego modlić itd... to sprawa wierzących.
To że wierzą i się modlą to ich sprawa ale próbują swoje przekonania religijne przekuwać na prawo państwowe i ciągną pieniądze podatników, a to już nie jest mi obojętne.
>Wiem jednak iż racjonalnie rzecz biorąc bóg taki (miłosierny i wszechmogący) może istnieć, co wykazałem.
Krasnoludki i Latający Potwór Spaghetti też mogą istnieć. Nieistnienia nie można wykazać. A za istnieniem nie ma argumentów.
>OK, ja też nie uważam, że musiałby, ale wtedy nie ma sprzeczności i bóg taki (miłosierny i wszechmogący) może istnieć. A to ważny wniosek w kontekscie milionów "dowodów" o niemożliwości jego istnienia w tym setek zapisanych na tym portalu.
Twoim zdaniem miłosierny i wszechmogący ale połowa ludności świata nie jest o tym przekonana, czyżby nie dotarł do nich przekaz z Biblii lub Koranu? Nie jest kwestią dowodów ale kwestią rozumienia Biblii i Koranu oraz wyciągnięcia wniosku. Ty przeczytałeś Biblię i wyciągnąłeś wniosek, że główny bohater jest miłosierny i wszechmogący. Ja również przeczytałem Biblię i w mojej ocenie główny bohater nie zasługuje na miano miłosiernego, dobrego, współczującego dla ludzi.
>Nie żartuj, setki forumowiczów na tym portalu myśli, że dowodem na nieistnienie boga jest to, że istnieje zło. Wyjaśniłem chyba dość jasno, że to absurd.
Wyjaśniłeś sobie samemu i tym którzy oceniają Boga tak jak Ty. Setki forumowiczów na tym portalu oceniła, że główny bohater Biblii nie zasługuje na miano miłosiernego i uzasadniła które czyny za taką oceną (niezrównoważony mściciel) przemawiają. Ty przyjmujesz że jakiś plan, zamysł bohatera, usprawiedliwia morderstwa przez Boga dokonane. Połowa ludności świata albo nie wierzy w Boga albo wyznaje innych (bardziej moralnych bogów).
>Tak, dodatkowo można wyjaśnić setkom racjonalistów kilka absurdów, które powtarzają w sieci.
Uważasz że twierdzenie, iż główny bohater Biblii jest niezrównoważonym mordercą, jest absurdem? Możesz oceniać po swojemu ale Twoje (i innych) wyjaśnienia nie wybielą mordercy w oczach agnostyków, ateistów, buddystów, taoistów, konfucjanistów, hinduistów itd.
>A jeśli chodzi o większą liczbę forumowiczów, to można zrobić zpecjalny dział dla teistów i będzie więcej, a co!
Forum jest podzielone na działy. Religia, nauka, antyklerykalizm, itd. więc nie wiem o jaki specjalny dział dla teistów chodzi? Przecież teista może założyć wątek w dowolnym interesującym go dziale i wybrać opcję publikuj po sprawdzeniu. W ten sposób może uniemożliwić publikowanie postów które poczytuje jako zbyt agresywne, czy z innych powodów niestosowne.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | |  | -3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie wiem jakie ma znaczenie, czy jest sens się do niego modlić itd... to sprawa wierzących. >To że wierzą i się modlą to ich sprawa ale próbują swoje przekonania religijne przekuwać na prawo państwowe i ciągną pieniądze podatników, a to już nie jest mi obojętne. OK, no tak jest w świecie demokratycznym, że większość decyduje i jeśli jakieś sprawy dotyczą większości, to kszatłtują tak prawo, że jest ono wygodne dla tej większości. Dlatego jest zasiłek dla bezrobotnych (też części ludzi się to nepodoba), są darmowe studia (bezdzietni też kręcą nosami - niektórzy), itd ... Masz prawo walczyć o swoje. >>Wiem jednak iż racjonalnie rzecz biorąc bóg taki (miłosierny i wszechmogący) może istnieć, co wykazałem. >Krasnoludki i Latający Potwór Spaghetti też mogą istnieć. Nieistnienia nie można wykazać. A za istnieniem nie ma argumentów. Słusznie. Ale to Ty pisałeś, że "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma", to wykazałem Ci, że może istnieć.
Krasnoludki i FSM to jednak coś innego: brak ugruntowanej filozofii, nauka się nimi za bardzo też nei zajmuje, itd... Nikt nie bierze tego na poważnie, racjonaliści także, bo przecież gdyby było inaczej pisaliby o krasnoludkach częściej. Istnienie FSM jest tak samo prawdopodobne jak istnienie boga: PYRRRPPPYPPA, tymczasem taki Jezus istniał faktycznie, a Biblia mimo wielu sprzeczności opisuje jednak pewne fakty zgodne z prawdą.
Jest różnica.
Chociaż oczywiście masz rację.
>Twoim zdaniem miłosierny i wszechmogący ale połowa ludności świata nie jest o tym przekonana, czyżby nie dotarł do nich przekaz z Biblii lub Koranu? Moim zdaniem taki bóg może istnieć, tylko tyle. >Nie jest kwestią dowodów ale kwestią rozumienia Biblii i Koranu oraz wyciągnięcia wniosku. Ty przeczytałeś Biblię i wyciągnąłeś wniosek, że główny bohater jest miłosierny i wszechmogący. Ja również przeczytałem Biblię i w mojej ocenie główny bohater nie zasługuje na miano miłosiernego, dobrego, współczującego dla ludzi. To zupełnie coś innego, teraz piszesz o swojej ocenie tego co rozumiesz, a nie piszesz twierdząco o tym że On nie istnieje. Ja nie pisałem nic o tym, że uważam iż istnieje taki bóg, tylko że może istnieć. >>Nie żartuj, setki forumowiczów na tym portalu myśli, że dowodem na nieistnienie boga jest to, że istnieje zło. Wyjaśniłem chyba dość jasno, że to absurd. >Wyjaśniłeś sobie samemu i tym którzy oceniają Boga tak jak Ty. Setki forumowiczów na tym portalu oceniła, że główny bohater Biblii nie zasługuje na miano miłosiernego i uzasadniła które czyny za taką oceną (niezrównoważony mściciel) przemawiają. Ty przyjmujesz że jakiś plan, zamysł bohatera, usprawiedliwia morderstwa przez Boga dokonane. Połowa ludności świata albo nie wierzy w Boga albo wyznaje innych (bardziej moralnych bogów). Prawo do oceny to coś innego niż twierdzenie, że nie istnieje na podstawie nieuprawnionych wniosków. >>Tak, dodatkowo można wyjaśnić setkom racjonalistów kilka absurdów, które powtarzają w sieci. >Uważasz że twierdzenie, iż główny bohater Biblii jest niezrównoważonym mordercą, jest absurdem? Możesz oceniać po swojemu ale Twoje (i innych) wyjaśnienia nie wybielą mordercy w oczach agnostyków, ateistów, buddystów, taoistów, konfucjanistów, hinduistów itd.
Kręcisz. Twierdzę, iż nie można mówić iż boga nie ma na podstawie tego, że istnieje zło, bo możemy boga nie rozumieć. To jest absurdalne. Natomiast ocena boga to coś innego. >>A jeśli chodzi o większą liczbę forumowiczów, to można zrobić zpecjalny dział dla teistów i będzie więcej, a co! >Forum jest podzielone na działy. Religia, nauka, antyklerykalizm, itd. więc nie wiem o jaki specjalny dział dla teistów chodzi? No wiesz jakiś taki dla moherów. >Przecież teista może założyć wątek w dowolnym interesującym go dziale i wybrać opcję publikuj po sprawdzeniu. W ten sposób może uniemożliwić publikowanie postów które poczytuje jako zbyt agresywne, czy z innych powodów niestosowne. Słusznie.
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Istnienie FSM jest tak samo prawdopodobne jak istnienie boga: PYRRRPPPYPPA, tymczasem taki Jezus istniał faktycznie, a Biblia mimo wielu sprzeczności opisuje jednak pewne fakty zgodne z prawdą. Makaron i piraci istnieja.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Istnienie FSM jest tak samo prawdopodobne jak istnienie boga: PYRRRPPPYPPA, tymczasem taki Jezus istniał faktycznie, a Biblia mimo wielu sprzeczności opisuje jednak pewne fakty zgodne z prawdą. >Makaron i piraci istnieja. Wiem że niektórym to wystarcza, aby wierzyć w FSM.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Wiem że niektórym to wystarcza, aby wierzyć w FSM. To są powody co najmniej tak samo dobre jak te skłaniające do wiary w katolickiego boga.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Wiem że niektórym to wystarcza, aby wierzyć w FSM. >To są powody co najmniej tak samo dobre jak te skłaniające do wiary w katolickiego boga. Możliwe. Dziwi jednak postawa wielu racjonalistów i ateistów, którzy powody teistów katolickich wyśmiewają, a teistów FSM-owych akceptują.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Możliwe. Dziwi jednak postawa wielu racjonalistów i ateistów, którzy powody teistów katolickich wyśmiewają, a teistów FSM-owych akceptują. Kto akceptuje, ten akceptuje. Jak dla mnie nie ma dobrych powodów do wiary, ale póki jest ona prywatną sprawą, nie wpływa na moje życie, a kościół ją wyznający nie czerpie z moich pieniędzy jest mi to obojętne.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | panTeista (6808 punktów) | >Słusznie. Ale to Ty pisałeś, że "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma", to wykazałem Ci, że może istnieć.
Nadal podtrzymuję, że jeżeli jakiś Bóg (a raczej Kreator) istnieje, to nie jest On miłosierny i wszechmogący. A to jest równoznaczne ze stwierdzeniem "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma". Wykazałeś mi tylko i wyłącznie że jakiś bóg może istnieć, nie wykluczałem takiej możliwości. Ale to że może istnieć Bóg miłosierny i wszechmogący wykazałeś tylko sobie i tym którzy już wierzyli. Na to że "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma" przedstawiłem uzasadnienie.Twoje podważanie mojego ateizmu nie wzbudziło we mnie najmniejszych wątpliwości. Prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś Kreatora jest śladowe (może jeden promil), Prawdopodobieństwo istnienia Boga miłosiernego i wszechmogącego wynosi zero.
>Istnienie FSM jest tak samo prawdopodobne jak istnienie boga:
Dokładnie. Tutaj zgadzam się całkowicie. Istnienie Latającego Potwora Spaghetti jest tak samo prawdopodobne jak istnienie boga Jahwe czy Chrystusa.
>tymczasem taki Jezus istniał faktycznie, a Biblia mimo wielu sprzeczności opisuje jednak pewne fakty zgodne z prawdą.
Jezus to było popularne imię, więc istniał i miał swoją sektę, ale nie zmartwychwstał, ani nie wskrzesił Łazarza. Prawdziwość kilku informacji zawartych w legendzie, nie czyni prawdziwymi innych doniesień tej samej legendy. Opowieść o Smerfach też opisuje pewne fakty zgodne z prawdą chociażby te że drzewa w Smerfowym lesie rosną korzeniami w glebie, a liśćmi na gałęziach nad ziemią.
>>Twoim zdaniem miłosierny i wszechmogący ale połowa ludności świata nie jest o tym przekonana, czyżby nie dotarł do nich przekaz z Biblii lub Koranu? >Moim zdaniem taki bóg może istnieć, tylko tyle. Natomiast moim zdaniem może istnieć jakiś bóg ale wykluczam u niego miłosierdzie wobec zwierząt na Ziemi, w tym ludzi.
>>Nie jest kwestią dowodów ale kwestią rozumienia Biblii i Koranu oraz wyciągnięcia wniosku. Ty przeczytałeś Biblię i wyciągnąłeś wniosek, że główny bohater jest miłosierny i wszechmogący. Ja również przeczytałem Biblię i w mojej ocenie główny bohater nie zasługuje na miano miłosiernego, dobrego, współczującego dla ludzi. >To zupełnie coś innego, teraz piszesz o swojej ocenie tego co rozumiesz, a nie piszesz twierdząco o tym że On nie istnieje. Ja nie pisałem nic o tym, że uważam iż istnieje taki bóg, tylko że może istnieć.
Unikasz wyrażenia swojej oceny postępowania bohatera Biblii. Nigdy nie pisałem twierdząco że On istnieje, co najwyżej że może istnieć jakiś bóg ale z pewnością nie miłosierny (i wszechmogący) dla ludzi. A ja nie pisałem że Ty pisałeś że istnieje.
>>Wyjaśniłeś sobie samemu i tym którzy oceniają Boga tak jak Ty. Setki forumowiczów na tym portalu oceniła, że główny bohater Biblii nie zasługuje na miano miłosiernego i uzasadniła które czyny za taką oceną (niezrównoważony mściciel) przemawiają. Ty przyjmujesz że jakiś plan, zamysł bohatera, usprawiedliwia morderstwa przez Boga dokonane. Połowa ludności świata albo nie wierzy w Boga albo wyznaje innych (bardziej moralnych bogów). >Prawo do oceny to coś innego niż twierdzenie, że nie istnieje na podstawie nieuprawnionych wniosków.
Jednakże z tej oceny Jego postępowania wynika, że nie jest On miłosierny, dobry, dla ludzi. A skoro Ten nie jest miłosierny, to miłosierny nie istnieje. Nie można wykluczyć, że jakiś bóg istnieje ale jest pewne, że jeżeli nawet istnieje, to nie jest miłosierny dla ludzi.
>>>Tak, dodatkowo można wyjaśnić setkom racjonalistów kilka absurdów, które powtarzają w sieci. >>Uważasz że twierdzenie, iż główny bohater Biblii jest niezrównoważonym mordercą, jest absurdem? Możesz oceniać po swojemu ale Twoje (i innych) wyjaśnienia nie wybielą mordercy w oczach agnostyków, ateistów, buddystów, taoistów, konfucjanistów, hinduistów itd. >Kręcisz. Twierdzę, iż nie można mówić iż boga nie ma na podstawie tego, że istnieje zło, bo możemy boga nie rozumieć. To jest absurdalne. Natomiast ocena boga to coś innego.
Nie można mówić iż boga nie może być w ogóle, ale można mówić iż bóg o ile jest, to z pewnością nie jest miłosierny wobec ludzi i wszechmogący. W świetle zła które dotyka ludzi ze strony Natury, mówienie że istnieje bóg miłosierny (dla ludzi) i wszechmogący jest absurdalne.
No to doszliśmy do tego czym różnią się nasze przekonania.
>>Forum jest podzielone na działy. Religia, nauka, antyklerykalizm, itd. więc nie wiem o jaki specjalny dział dla teistów chodzi? >No wiesz jakiś taki dla moherów.
Moher może założyć wątek i dopuszczać do publikacji tylko te posty które uzna za stosowne.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Słusznie. Ale to Ty pisałeś, że "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma", to wykazałem Ci, że może istnieć. >Nadal podtrzymuję, że jeżeli jakiś Bóg (a raczej Kreator) istnieje, to nie jest On miłosierny i wszechmogący. A to jest równoznaczne ze stwierdzeniem "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma"...
Przykro mi, ale to co piszesz jest pozbawione logiki. W bardzo łatwy sposób wykażę Ci że może istnieć bóg miłosierny i wszechmogący.
1. Czy bóg i jego postępowanie może być dla Ciebie niezrozumiałe? Każdy racjonalista odpowie TAK. 2. A skoro tak, to może istnieć miłosierny i wszechmogący mimo istniejącego zła (tylko Ty tego nie rozumiesz - nie wiesz jak to możliwe).
Koniec dowodu. Logika jest prosta. Nic tutaj nie poradzisz.
Samo założenie o istnieniu boga (roboczo) oznacza, że może to być bóg niepojęty dla ludzi, dlatego też możemy nie rozumieć jego działań i dochodzimy do ich oceny że są sprzeczne. Nie dowodzi to jednak jego nieistnienia.
Chyba, że nakładasz na boga ograniczenie w postaci takiej że musi on być dla ciebie zrozumiały i już! Co jest nieuprawnione, bo niby dlaczego?
Tak prosty wywód, a taki problem z jego zrozumieniem. Fideiści tak mają, niestety. W taki sposób ujawnia się wiara ateistyczna. Przykro mi, ale inaczej nie mogę tego nazwać.
A jeśli chodzi Ci o ocenę moją boga biblijnego (wg dzisiejszych standardów oczywiście) to był dość ponurym gościem, niszczył, zmieniał zdanie, unicstiwał ludzi i zwierzęta, itd...
Nie wynika jednak z tego, że nie mógł nadal być miłosierny i wszechmocny i istnieć. Jako bóg bowiem może być dla nas niepojęty. A podobne przypadki możesz obserwować w świecie:
Czy ojciec który nakazuje swojemu synowi uczyć się, a ten niechce, woli obsikiwać murki pod blokiem, czyni dobrze? Ojciec zmusza syna, różnymi metodami, a ten nie chce słyszeć o nauce. Cierpi! Synuś nie rozumie, że to mu się może przydać. I tak to kochający ojciec chce jak najpeiej i zmusza dziecko do cierpienia. I tutaj uwaga! A przecież może synkowi dawać kasę całe życie, aby ten sobie żył miło.
Taki oto ojciec - zły, każe swemu dziecku chodzić do szkoly, uczyć się, pomagać w domu, itd... a może przecież wszystko mu dać na tacy.
Przykładów możesz sobie zaobserwować wiele, w których ten, który jest dobry, zadaje drugiemu cierpienie dla jego dobra. Istnieją tacy ludzie, miliony.
Jest dość łatwym do wyobrażenia, że skoro są takie relacje rodzic-dziecko, to mogą też być bóg-człowiek. A to dowodzi w sposób oczywisty, że może istnieć dobry (miłosierny) bóg i może być wszechmocny.
No tak - morderca! Ale wg boga śmierć to nie koniec życia, a cierpienie to tylko wstęp do czegoś lepszego (nieba). Tak jak zły ojciec zmusza synka do nauki (aby potem w życiu miał lepiej) tak bóg stawia przed nami wyzwania, abyśmy potem mieli lepsze życie. Może tak być? Skoro podobne mechanizmy obserwujemy w świecie, to znaczy że i w relacji bóg-człowiek może być podobnie. Przecież nawet w chrześciajsńtwie mówi się o tym wprost. Nie trzeba zgadywać.
Dlatego też bóg miosierny i wszechmocny istnieć może. Wynika to z racjonalnej analizy. Tylko fideista może zaprzeczać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >>jeżeli jakiś Bóg (a raczej Kreator) istnieje, to nie jest On miłosierny i wszechmogący. A to jest równoznaczne ze stwierdzeniem "Boga miłosiernego i wszechmocnego nie ma"... >Przykro mi, ale to co piszesz jest pozbawione logiki. W bardzo łatwy sposób wykażę Ci że może istnieć bóg miłosierny i wszechmogący. >1. Czy bóg i jego postępowanie może być dla Ciebie niezrozumiałe? >Każdy racjonalista odpowie TAK. >2. A skoro tak, to może istnieć miłosierny i wszechmogący mimo istniejącego zła (tylko Ty tego nie rozumiesz - nie wiesz jak to możliwe). >Koniec dowodu. Logika jest prosta. Nic tutaj nie poradzisz.
Utwierdziłeś siebie i tych którzy wierzyli w miłosierdzie boga w dotychczasowym przekonaniu. W Twoim systemie wartości cel uświęca środki, za nieposłuszeństwo dziecka możesz karać wnuki i praprawnuki. Ja za nieposłuszeństwo dziecka karzę tylko i wyłącznie to dziecko. W moim systemie wartości nie ma miejsca na odpowiedzialność zbiorową. Logika jest prosta: kto zawinił ten i tylko ten, może być pociągnięty do odpowiedzialności. Do stosowania odpowiedzialności zbiorowej, potrzeba by zmiany mojego systemu wartości. Abym go zmienił musiałbyś mnie przekonać, że stosowanie mojego systemu wartości jest dla innych ludzi (innego człowieka) krzywdzące. Tak prosty wywód, a taki problem z jego zrozumieniem. Fideiści tak mają, niestety. W taki sposób ujawnia się wiara agnostyka. Przykro mi, ale inaczej nie mogę tego nazwać.
>Samo założenie o istnieniu boga (roboczo) oznacza, że może to być bóg niepojęty dla ludzi, dlatego też możemy nie rozumieć jego działań i dochodzimy do ich oceny że są sprzeczne. Nie dowodzi to jednak jego nieistnienia. >Chyba, że nakładasz na boga ograniczenie w postaci takiej że musi on być dla ciebie zrozumiały i już! Co jest nieuprawnione, bo niby dlaczego?
Nie oczekuję że będzie zrozumiały, oczekuję że powstrzyma się od karania mnie za nieposłuszeństwo moich prapradziadków z przed sześciu tysięcy lat.
>A jeśli chodzi Ci o ocenę moją boga biblijnego (wg dzisiejszych standardów oczywiście) to był dość ponurym gościem, niszczył, zmieniał zdanie, unicstiwał ludzi i zwierzęta, itd... >Nie wynika jednak z tego, że nie mógł nadal być miłosierny i wszechmocny i istnieć.
Jeżeli unicestwianie zwierząt (w tym ludzi) nie przeszkadza Ci w nazwaniu Go miłosiernym, to nie mamy szansy na dogadanie się. W Twoim systemie wartości cel uświęca środki, w moim takie postępowanie wyklucza nazwanie Go miłosiernym.
>Czy ojciec który nakazuje swojemu synowi uczyć się, a ten niechce, woli obsikiwać murki pod blokiem, czyni dobrze? Ojciec zmusza syna, różnymi metodami, a ten nie chce słyszeć o nauce. Cierpi! Synuś nie rozumie, że to mu się może przydać. I tak to kochający ojciec chce jak najpeiej i zmusza dziecko do cierpienia. I tutaj uwaga! A przecież może synkowi dawać kasę całe życie, aby ten sobie żył miło. >Taki oto ojciec - zły, każe swemu dziecku chodzić do szkoly, uczyć się, pomagać w domu, itd... a może przecież wszystko mu dać na tacy.
Jak już pisałem wobec nieposłuszeństwa dziecka, karę stosuję tylko wobec niego, a nie wobec jego wnuków.
>Przykładów możesz sobie zaobserwować wiele, w których ten, który jest dobry, zadaje drugiemu cierpienie dla jego dobra. Istnieją tacy ludzie, miliony. >Jest dość łatwym do wyobrażenia, że skoro są takie relacje rodzic-dziecko, to mogą też być bóg-człowiek. A to dowodzi w sposób oczywisty, że może istnieć dobry (miłosierny) bóg i może być wszechmocny.
Ojcowie ludzcy nie stosują kar dla wnuków za nieposłuszeństwo dzieci. Tym bardziej bóg mający większe możliwości mógłby dać przykład lepszych relacji. To oczywisty dowód, że nie jest On miłosierny (dobry).
>No tak - morderca! Ale wg boga śmierć to nie koniec życia, a cierpienie to tylko wstęp do czegoś lepszego (nieba).
Skoro dusza nie umiera, lecz żyje wśród aniołów, to po co bóg nadał jej ciało (uwięził dusze w ciałach)?
>Tak jak zły ojciec zmusza synka do nauki (aby potem w życiu miał lepiej) tak bóg stawia przed nami wyzwania, abyśmy potem mieli lepsze życie. Może tak być?
Lepsze życie to już mieliśmy, wtedy gdy byliśmy duszami wśród aniołów bez ciała, nadając nam ciała wyrządził nam krzywdę. Podobnie jak rodzice płodząc dzieci skazują je na starzenie się i umieranie.
>Dlatego też bóg miosierny i wszechmocny istnieć może. Wynika to z racjonalnej analizy.
Może istnieć tego nie można całkowicie wykluczyć ale o tym że nie jest On względem zwierząt (w tym ludzi) miłosierny to wiadomo z Biblii i z doświadczenia życiowego. Tylko fideista może zaprzeczać.
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Utwierdziłeś siebie i tych którzy wierzyli w miłosierdzie boga w dotychczasowym przekonaniu. W Twoim systemie wartości cel uświęca środki, za nieposłuszeństwo dziecka możesz karać wnuki i praprawnuki. Przeprowadziłem cały logiczny wywód, który wskazuje, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć. Ty odpowiedziałeś tylko ogólną frazę, "że nie, bo nie". Gdybyś miał arguemnty przeciw mojemu wywodowi, to byś ich użył, ale ich nie masz.
Bóg taki może istnieć. Możesz sobie rozwazać, czy Ci się to podoba czy nie, uciekać w poboczne wątki, ale logiki (takiej samej dla wszystkich) nie przeskoczysz.
Nie potrafię już bardziej łopatologicznie tego wyjaśnić, niż tylko przez logiczny wywód.
Twój system wartości jest tutaj bez znaczenia, ponieważ Ty możesz nie rozumieć boga, a jego system może być taki jak Twój, ale dla Ciebie to co widzisz jest niepojęte. Tak nie musi być, ale może, A skoro może ...
>Nie oczekuję że będzie zrozumiały, oczekuję że powstrzyma się od karania mnie za nieposłuszeństwo moich prapradziadków z przed sześciu tysięcy lat.
A ten dalej swoje... Skoro oczekujesz tego od boga, to zakładasz (roboczo) jego istnienie, a zatem musissz także przyjąc możliwość (też roboczo) że boga nie rozumeisz, a zatem może istnieć...
i generalnie
itd...
Problem jest duży z logiką w dyskusji i mają go ostatnio zauważam, coraz częściej ateiści. Nie wiem skąd to się bierze. Stale, w rozmowach o bogu, powtarza się ten sam problem:
1) zakładacie roboczo, że bóg istnieje (wszech), 2) następnie nakładacie na tego boga ograniczenie wynikające z Waszego oglądu świata (wbrew założeniu nr 1) 3) i wychodzi że nie ma boga (wszech)!
Takie myślenie, to albo głupota (o co większości nie posądzam) albo nieuczciwość intelektualna.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | . > Przeprowadziłem cały logiczny wywód, który wskazuje, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć.Nic nie przeprowadziles. No moze monolog, ktory poprzez zalozenie wejsciowe iz bog jest tak skomplikowany, ze wymyka sie wszystkim prawom logiki, fizyki, chemii i biologii, ze moze byc jednoczesnie maly i duzy, jednoczesnie bialy i czarny, jednoczesnie wszechmogacy i nicniemogacy, jednoczesnie dowolny i -dowolny. Slowami, ekwilibrytyka, erystyka oraz (co najwazniejsze) dibilizmem i idiotyzmem moge udowodnic istnienie kazdego dowolnego bytu i niebytu. Takie dowody mozesz sobie wsadzic tam gdzie slonce nie dochodzi
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > .> >Przeprowadziłem cały logiczny wywód, który wskazuje, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć.> Nic nie przeprowadziles. No moze monolog, ktory poprzez zalozenie wejsciowe iz bog jest tak skomplikowany, ze wymyka sie wszystkim prawom logiki, fizyki, chemii i biologii, ze moze byc jednoczesnie maly i duzy, jednoczesnie bialy i czarny, jednoczesnie wszechmogacy i nicniemogacy, jednoczesnie dowolny i -dowolny.> Slowami, ekwilibrytyka, erystyka oraz (co najwazniejsze) dibilizmem i idiotyzmem moge udowodnic istnienie kazdego dowolnego bytu i niebytu. Takie dowody mozesz sobie wsadzic tam gdzie slonce nie dochodzi  Widzę, że nie doczytałeś, o czym tutaj rozmawiamy. Przypominam, że jeden z forumowiczów stwierdził, że istnienie boga jest mało prawdopodobne, a istnienie boga miłosiernego i wszchemocnego jest niemożliwe. A zatem tłumaczę ponownie: 1. Jeśli rozpoczynamy dyskusję o bogu ze względu na jakieś jego cechy, to zakładamy roboczo jego istnienie. To chyba jest dla Ciebie zrozumiałe. 2. Czy ów "roboczy" bóg może być dla Ciebie niezrozumiały, czy nie? Może czy nie? Każdy człowiek rozumny napisze, że może. 3. Z tego wynika, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć. I tyle. Tak bóg może taki być. Skoro elektron może być trochę tu i trochę tam, to bóg też może. Niczyj debilizm nie zaneguje logiki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> A zatem tłumaczę ponownie:> 1. Jeśli rozpoczynamy dyskusję o bogu ze względu na jakieś jego cechy, to zakładamy roboczo jego istnienie. To chyba jest dla Ciebie zrozumiałe.> 2. Czy ów "roboczy" bóg może być dla Ciebie niezrozumiały, czy nie? Może czy nie? Każdy człowiek rozumny napisze, że może.> 3. Z tego wynika, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć.> I tyle.> Tak bóg może taki być. Skoro elektron może być trochę tu i trochę tam, to bóg też może.> Niczyj debilizm nie zaneguje logiki.To Ty rozpoczynasz dyskusje i to Ty zakladasz robocze idiotyzmy. Dla mnie bog nie istnieje i zadne robocze urojenie nie sprawi, ze zacznie on istniec. Rownie dobrze, mozesz zalozyc roboczo, ze Ziemia to nie Ziemia ino Mars. Te robocze zalozenie ma taka sama wartosc jak zalozenie, ze bog jest jednoczesnie taki i -taki  Napinasz sie, zeby udowodnic istnienie Twojego urojonego kolegi a jego od poczatku ani widu ani slychu
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >A zatem tłumaczę ponownie:> >1. Jeśli rozpoczynamy dyskusję o bogu ze względu na jakieś jego cechy, to zakładamy roboczo jego istnienie. To chyba jest dla Ciebie zrozumiałe.> >2. Czy ów "roboczy" bóg może być dla Ciebie niezrozumiały, czy nie? Może czy nie? Każdy człowiek rozumny napisze, że może.> >3. Z tego wynika, że bóg miłosierny i wszechmocny może istnieć.> >I tyle.> >Tak bóg może taki być. Skoro elektron może być trochę tu i trochę tam, to bóg też może.> >Niczyj debilizm nie zaneguje logiki.> To Ty rozpoczynasz dyskusje i to Ty zakladasz robocze idiotyzmy.Ja? > Dla mnie bog nie istnieje i zadne robocze urojenie nie sprawi, ze zacznie on istniec.Nie roizważamy tutaj istnienia boga lub nie, tylko możliwość jego istnienia. Nie udowadniam że istnieje, tylko że istniec może i że wynika to z obserwacji świata. > Rownie dobrze, mozesz zalozyc roboczo, ze Ziemia to nie Ziemia ino Mars. Te robocze zalozenie ma taka sama wartosc jak zalozenie, ze bog jest jednoczesnie taki i -taki  Założenie wynika z obserwacji świata, a nie z "czapy". > Napinasz sie, zeby udowodnic istnienie Twojego urojonego kolegi a jego od poczatku ani widu ani slychu  Ja? Mam wrażenie, że większym problemem dla Ciebie jest dopuszczenie nawet małej szansy jego istnienia (co jest generalnie zgodne z obserwacją świata i logicznego wnioskowania) niż dla mnie przyznanie, że faktycznie ta szansa jest niewielka. A mówi się, że to nam teistom świat sie wali, gdy ktoś podważy nasz światiopogląd...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Ja? Mam wrażenie, że większym problemem dla Ciebie jest dopuszczenie nawet małej szansy jego istnienia (co jest generalnie zgodne z obserwacją świata i logicznego wnioskowania) niż dla mnie przyznanie, że faktycznie ta szansa jest niewielka. A mówi się, że to nam teistom świat sie wali, gdy ktoś podważy nasz światiopogląd...A ktory bog ma szanse istnienia? Wszyscy? Czy tylko ten zydowski? Generalnie istnienie latajacej swini nie jest mniej prawdopodobne niz itnienie czegos blizej nieokrelonego (Ty to nazywasz bogiem), co moze byc jednoczesnie takie i -takie. Przyjmujac roboczo takie idiotyzmy jak Twoje mozna zalozyc doslownie wszystko
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > A ktory bog ma szanse istnienia? Wszyscy? Czy tylko ten zydowski?definicję podałem. > Generalnie istnienie latajacej swini nie jest mniej prawdopodobne niz itnienie czegos blizej nieokrelonego (Ty to nazywasz bogiem), co moze byc jednoczesnie takie i -takie.nie bardzo. jesli podasz deficnicję latającej świni, to pogadamy. > Przyjmujac roboczo takie idiotyzmy jak Twoje mozna zalozyc doslownie wszystko  A czym jest nieskonczona gęstość? Czymś określonym? A czym jest istniejacy tu i tam elektron jednocześnie? A czym są wylatujace z "niczego" (kwantowej zupy) cząstki bez żadnej przyczyny? Kolego, świat który obserwujemy właśnie taki jest: bliżej nieokreślony. Określone byty są jednocześnie takie i takie, czasem nieokreślone, a jednak istnieją. A Ty z jakiegoś powodu takiemu nieokreślonemu bogu chcesz odebrać szanse na istnienie? Dlaczego? Bo prawdopodobnie jesteś fideistą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> nie bardzo. jesli podasz deficnicję latającej świni, to pogadamy.A ty podales definicje Twojego boga? Przyjales roboczo, ze takie cos moze istniec bo moze sprawic, ze nasze pojecie logiki nie bedzie obowiazywalo. Wiec ja oswiadczam, ze roboczo istnieje swinia, ktora za pomoca ogona moze latac? Ze co? Ze fizycznie nie jest to mozliwe? Mojej swini nie obowiazuja prawa fizyki bo istnieje prawdopodobiebnstwo, ze swinia z takimi mozliwosciami moze istniec. > Bo prawdopodobnie jesteś fideistą.Tak. Wykluczam istnienie takich bytow jak Jahwe i Allah na wiare i dlatego jestem fideista
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >nie bardzo. jesli podasz deficnicję latającej świni, to pogadamy.> A ty podales definicje Twojego boga? Przyjales roboczo, ze takie cos moze istniec bo moze sprawic, ze nasze pojecie logiki nie bedzie obowiazywalo.definicja moja jest w tym wątku, > Wiec ja oswiadczam, ze roboczo istnieje swinia, ktora za pomoca ogona moze latac?I co dalej? > Ze co? Ze fizycznie nie jest to mozliwe? Mojej swini nie obowiazuja prawa fizyki bo istnieje prawdopodobiebnstwo, ze swinia z takimi mozliwosciami moze istniec.Pleciesz... definicję boga podałem, aby Twoja świnia mogła nie poddawać się prawom fizyki, musi być albo bogiem (wtedy musisz ją dookreślić) albo jest to świnia która siedzi w czarnej dziurze lub siedziała w osobliwości (wtedy bedzie to w dodatku, przynajmniej w tym względzie, możliwe z punktu widzenia nauki). > >Bo prawdopodobnie jesteś fideistą.> Tak. Wykluczam istnienie takich bytow jak Jahwe i Allah na wiare i dlatego jestem fideista  Chodzi właśnie o to, że Ty nie wykluczasz na wiarę, tylko wykluczasz, mimo, że są przesłanki racjonalne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | Brzostowski napisał:
>Tak jak zły ojciec zmusza synka do nauki (aby potem w życiu miał lepiej) tak bóg stawia przed nami wyzwania, abyśmy potem mieli lepsze życie. Może tak być? Skoro podobne mechanizmy obserwujemy w świecie, to znaczy że i w relacji bóg-człowiek może być podobnie. Przecież nawet w chrześcijaństwie mówi się o tym wprost. Nie trzeba zgadywać.
Bardzo trafne ujęcie, czy ktoś uważa za pozbawione logiki i sensu? z obserwacji wynika, że problem z niewiarą w żadnego Boga, tłumacząc, że istnieje zło, jest taki, że ludzie Ci chcieliby mieć lekko i przyjemnie w życiu, dodam jeszcze, że ostatnio czytałem taką myśl: czym jest zło i ciemność ? czy mamy fizyczne jednostki miary ciemności ? Ale mamy miarę natężenia światła, czym zatem jest ciemność ? Czy nie brakiem światła ?
Czym zatem może być zło ? Czy nie brakiem Boga ?
Mówi się, że źli ludzie cierpią w "piekle" po śmierci. Ujmę to tak, BYĆ MOŻE jest tak, że nikt tam ich nie polewa rozpaloną smołą, ale wystarczy, że trafiają do miejsca, w którym nie ma, ZWYCZAJNIE NIE MA Boga, a w raz z jego brakiem chęci porozumienia, miłości, pomocy. Wtedy sami sobie mogą zadawać jeszcze większe cierpienie, niż miałby to im robić "zły" Bóg.
|
|
|  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Otrzymałeś razem z życiem wolną wolę...
Nie przypominam sobie... Zdanie to zakłada dziwaczną ontologię: byłem sobie pozbawiony życia i wolnej woli, aż tu nagle - masz ci los: i życie, i wolna wola? Życie jako dodatek? Do czego?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Życie jako dodatek? Do czego?O jakim dodatku mówisz. Świadome siebie istnienie samo w sobie jest największym, niepojętym pięknem i tajemnicą. > byłem sobie pozbawiony życia i wolnej woli, aż tu nagle - masz ci los: i życie, i wolna wola?technologia, której nie ogarniesz zapewne w tym życiu
|
|
| | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | Przepraszam Cię bardzo, ale Twoje gadanie śmiertelnie mnie nudzi. "Tajemnica", "nie ogarniesz", to życie, tamto życie... Ile można?
|
|
1 na 1 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Koprolalia - patologiczna, nie dająca się opanować potrzeba wypowiadania nieprzyzwoitych słów lub zdań, przekleństw lub obelg (wulgaryzmów) kierowanych do obcych. Występuje w zespole Tourette'a (poniżej 15% wszystkich chorych), ale również w schizofrenii, psychozach alkoholowych, czasem w zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym. pl.wikipedia.org/wiki/Koprolalia
|
|
 | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | > Uderz w stół, a nożyce się odezwą.> Koprolalia - patologiczna, nie dająca się opanować potrzeba wypowiadania nieprzyzwoitych słów lub zdań, przekleństw lub obelg (wulgaryzmów) kierowanych do obcych.> Występuje w zespole Tourette'a (poniżej 15% wszystkich chorych), ale również w schizofrenii, psychozach alkoholowych, czasem w zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym. pl.wikipedia.org/wiki/Koprolalia> Spytam się grzecznie, widzisz to zachowanie w powyższych postach? Bo jak dla mnie, wszyscy dość umiarkowanie swoje uzasadnienie niewiary przedstawili.
|
|
| |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Gorzej, skamlą ustami pasterzy. Zacieranie śladów, jest poszlaką, dowodem.
|
|
| | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | O, Kirył gdzieś Ty?
|
|
| | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | dzisiaj 18:23 kiryl (2783 punktów) Pokaż dane uczestnika Pokaż wypowiedzi autora (819) >>Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ? >Bo żaden o to nie prosi. Gorzej, skamlą poprzez swoich niewolnikow.
Odwaga staniała?
|
|
| | | | |  | 7 na 7 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >dzisiaj 18:23 >kiryl (2783 punktów) Pokaż dane uczestnika
Uważaj żeby Ci żyłka nie pękła, mam klawisz del i nie waham się go użyć.
|
|
| | | | | |  | -3 na 3 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Zanim zaczniesz pluć na kogoś spójrz najpierw w lustro. Gościu, stoisz po kolana w gównie i masz czelność oskarżać? (1. kłamstwo, 2. zacieranie sladów, 3. wypieranie się - kasowanie, 4. wulgarny atak,) Niestety, potwierdzasz tylko moją diagnozę, a ci co dają ci plusy to taki sam plankton.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Gościu, stoisz po kolana w gównie i masz czelność oskarżać?Koprolalia - patologiczna, nie dająca się opanować potrzeba wypowiadania nieprzyzwoitych słów lub zdań, przekleństw lub obelg (wulgaryzmów) kierowanych do obcych.</b> 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Plankton (gr. planktós - błąkający się]) - zespółorganizmów żywych unoszących się w wodzie. Nawet jeśli mają narządy ruchu, to są one zbyt słabe, by organizmy te mogły się aktywnie przeciwstawić prądom wodnym i wiatrom, wystarczą natomiast do biernego utrzymywania się w stanie zawieszenia. Zazwyczaj plankton stanowią drobne organizmy, ale zalicza się do niego również meduzy, które mogą mieć znaczne rozmiary. pl.wikipedia.org/wiki/Plankton
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Powtarzasz się, zamiast skoncentrować na celu moich pogrubień i cytatów z Ciebie. Mądrej głowie dość dwie słowie, Serdecznie pozdrawiam!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | O kulturę dialogu warto powalczyć. Udzielam się na różnych forach dyskusyjnych od 2002 roku z różną intensywnością, dało to okazję do poznania wielu typów dyskutantów i wielu sposobów dyskusji, argumentowania i oddziaływania na czytelników, które z grubsza chciałbym przedstawić, podając jednocześnie parę zasad, jak myślę, racjonalnego podejścia do tematu rozmowy na kwestie sporne lub kontrowersyjne. Liczę przy tym na głosy uzupełniające i krytyczne czytelników, którzy mogą coś ciekawego dodać w tym temacie. Zasada pierwsza - rozmawiać na temat w którym mamy pewną znajomość rzeczy i jakieś swoje własne przemyślenia. www.racjonalista.pl/forum.php/s,611485
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | "Skamlanie, gówno, czelność, oskarżanie", pogardliwe określanie interlokutora "gościem" lub "planktonem", widzenie nieprzyzwoitych słów lub zdań, przekleństw lub obelg (wulgaryzmów) gdzie ich nie ma. Bez komentarza. Serdecznie pozdrawiam!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Skamlenie to CYTAT z kiryla: dzisiaj 18:23 kiryl (2783 punktów) Pokaż dane uczestnika Pokaż wypowiedzi autora (819) > >Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ?> Bo żaden o to nie prosi.Gorzej, skamlą poprzez swoich niewolnikow. Reszta to diagnoza. Zasada druga - odróżniać poglądy od osoby. www.racjonalista.pl/forum.php/s,611485Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Skamlenie to CYTAT z kirylaEdytujesz teksty innych w sposób mylący. Cytaty z kogoś albo oznaczamy wcięciami (znak "> ", ">>" i tak dalej), albo po prostu otaczamy cytatem. Do tego należy użyć małej ikonki u dołu, jakby dymek.Przykład: Kiryl data taka to a taka, link. Cytat:Gorzej, skamlą poprzez swoich niewolników. W tym wątku takiej wypowiedzi Kiryla nie ma. Bądź przejrzysty i wyrozumiały dla innych którzy nie śledzą wszystkich Twoich wpisów i rozmów z innymi, inaczej nijak Cię nie będzie można zrozumieć. > Reszta to diagnoza.Diagnoza. Jasne. Grzegorz K, 21.03.2014, godz. 21:05: Cytat:Zanim zaczniesz pluć na kogoś spójrz najpierw w lustro. Gościu, stoisz po kolana w gównie i masz czelność oskarżać? Mało kulturalna ta Twoja diagnoza, mogłeś bardziej się postarać. > Zasada druga - odróżniać poglądy od osoby.Acha. Dziękujemy za ten nader potrzebny nam - ignorantom - dar pouczenia, inaczej nie dalibyśmy rady odróżnić poglądów od osoby  Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Dziękuję za pozdrowienie. Odpowiem najgrzeczniej jak potrafię. To, że nie zrozumiałeś całego tego wątku mojej "dyskusji" z kirylem to nie moja wina. To, iż nie skorzystałem z funkcji cytat, istotnie mogło być mylące, ale jak to dwukrotnie dowiodłem rzeczony kiryl po pierwsze: najpierw zmienił terść pierwotnego wpisu z: >>Gorzej, skamlą poprzez swoich niewolnikow>>plus ikonka, na: <<Gorzej, skamlą ustami pasterzy. >>, a potem całkiem skasował całą wypowiedź. Przypadkiem miałem podgląd i stąd ten dowód. Przyznaję, iż bardziej zasadny byłby cytat, ale cała "akcja" trwała zaledwie kilka minut. Trzeba mieć wiele samozaparcia by tego nie zauważyć. Ze wzgledu na zaistniałą sytuację, proponuję nie wracać już więcej do tego tematu. Wcale nie uważam was - kogo? za ignorantów, tylko przypominam by skorzystać z lustra, bo okazać się może, że plujecie - kto? we własne oblicze - kto z was jest bez grzechu.. i takie tam. The End.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Wcale nie uważam was - kogo? za ignorantów, tylko przypominam> by skorzystać z lustra, bo okazać się może, że plujecie - kto? we> własne oblicze - kto z was jest bez grzechu.. i takie tam. The End.Korzystamy korzystamy, proszę się nie zamartwiać. Wbrew pozorom racjonaliści mają w sobie wiele samokrytycyzmu, z pewnością na równi z teistami, może nawet troszkę więcej  pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kiełczewski (439 punktów) | Sugerował bym Mądrej głowie dość pałką w łeb.
|
|
|  | 1 na 1 | TyDraniu (6569 punktów) | > Spytam się grzecznie, widzisz to zachowanie w powyższych postach? Bo jak dla mnie, wszyscy dość umiarkowanie swoje uzasadnienie niewiary przedstawili.A słowo B*g ?
|
|
| |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Też masz jakieś problemy?
|
|
| | |  | 4 na 4 | TyDraniu (6569 punktów) | > Też masz jakieś problemy?Nie mam żadnych. Jestem osobą dobrze wychowaną i żaden wulgaryzm mi przez usta nie przejdzie.
|
|
9 na 9 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna...Jako osoba niewierząca w żadnych bogów podejmuję wymianę zdan, napisz jednym zdaniem co przekonało Cię że z posród tysięcy bógow, ten jeden w którego wierzysz, istnieje. Podpowiem, urodziłes się w rodzinie wierzących w Twojego boga i tak zostało, doznałes mocy, objawienia? > z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Mój umysł.
|
|
 | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | |
|
|  | 2 na 2 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >Błądzący umysł jest nieszczęśliwy.
Więc bądz czujny.
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Błądzący umysł jest nieszczęśliwy.
Dokładnie. A precyzyjnie: błądzący w meandrach wiary.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | meandry «skomplikowany i często trudny do zrozumienia bieg wydarzeń lub czyichś myśli» pl.wikipedia.org/wiki/MeduzaZgadzam się z Tobą. Z pewnością meduzy o meandrach wiary niewiele wiedzą.
|
|
| | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | |
|
| | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Zgadzam się z Tobą. Z pewnością meduzy o meandrach wiary niewiele wiedzą.Dodajmy jeszcze "meduzy". Aleś Ty pocieszny  No nic, alleluja i do przodu!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | -4 na 4 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Witam> >Jako osoba wierząca od niedawna...> Jako osoba niewierząca w żadnych bogów podejmuję wymianę zdan, napisz jednym zdaniem co przekonało Cię że z posród tysięcy bógow, ten jeden w którego wierzysz, istnieje. Podpowiem, urodziłes się w rodzinie wierzących w Twojego boga i tak zostało, doznałes mocy, objawienia?> >z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Mój umysł.> Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji, mnie to natomiast prowadzi do podziwu wobec Boga i jego dzieła, my nie potrafimy nawet zrobić robota, którego można nazwać chociaż lekko świadomym siebie, a posiadamy przecież wiedzę rozwijaną od pokoleń
|
|
|  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | Napisz jednym zdaniem, co przekonało Cię że z pośród tysięcy bogów, ten jeden w którego wierzysz, istnieje.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
|  | 4 na 4 | pawel_wr (4297 punktów) | >Piękno ludzkiego umysłu, możliwość marzeń, snów, projekcji, mnie to natomiast prowadzi do podziwu wobec Boga i jego dzieła,
Boga Mzimu , Światowita, Hefajstosa czy Ananke ? Jeśli wybrałeś Jahwe, napisz, dlaczego uważasz, że inne Bogi nie istnieją...
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | Najbardziej nie wierzę w Latającego Potwora Spagetti, ponieważ wierzą w niego ateiści.
|
|
 | 6 na 6 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | |
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Najbardziej nie wierzę w Latającego Potwora Spagetti, ponieważ wierzą w niego ateiści.> W FSM się nie wierzy! O FSM się wie!Może Ty nie wierzysz, tylko wiesz, ale Ci co zgłaszali o "rejestrację" wyznania, to raczej wierzą. Przecież piszą o tym wprost ..., że to nie "joke", tylko "religion". Niektórych znam, to ateiści! Podejrzewam że większość to ateiści! Ze strony FSM: "Powszechne jest mniemanie, że nasz Kościół jest wyłącznie satyrą, która powstała w opozycji do kreacjonistycznej wizji stworzenia Świata. Jest to nieprawda  , Kościół Latającego Potwora Spaghetti jest prawdziwy i całkowicie prawomocny. Poparty jest licznymi dowodami naukowymi  , a każda treść wydająca się śmieszna i humorystyczna, jest taka wyłącznie przez przypadek" "Wierzymy  że Piraci, pierwsi Pastafarianie, byli spokojnymi, szlachetnymi odkrywcami, którzy wyłącznie przez konsekwentną chrześcijańską propagande mają teraz opinię bezwzględnych kryminalistów" "Ideą wiary  w Latającego Potwora Spaghetti jest szerzenie tolerancji i zdrowego rozsądku wśród ludzi" "Pastafarianizm jest prawdziwą religią!  " ... To w końcu wierzycie, czy wiecie?
|
|
| |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > To w końcu wierzycie, czy wiecie? A chrześcijanie o swoim Jezusie to wiedzą czy tylko w niego wierzą?
|
|
| | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >To w końcu wierzycie, czy wiecie? > A chrześcijanie o swoim Jezusie to wiedzą czy tylko w niego wierzą?Trochę wiedzą, bardziej wierzą, jak to na teistów przystało. Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą, a wydaje im się że wiedzą, bo przecież by nie okłamywali sądu! Pisałem już kiedyś kolegom ateistom, że na moje czucie sprawy, to w Polsce, gdzie jest ok. 90% teistów, takie jaja jak FSM raczej chwały nie przyniosą. Nawet gdy się uda zarejestrować wyznanie, to tylko to bardziej jeszcze zadziała na niekorzyść ruchu ateistycznego w Polsce. Jak skazany będzie ktoś za obrazę makaronu, to zostaniecie w przestrzeni publicznej naznaczeni jako "wariaci", co przełoży się na innych ateistów i wypchnie ich jeszcze bardziej z dyskusji publicznej. Może i fun jest i będzie, ale krótko, bo ile się można śmiać z tego samego. Bawcie się... Nie moje woły, nie mój wóz...
|
|
| | | |  | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > >>To w końcu wierzycie, czy wiecie? > >A chrześcijanie o swoim Jezusie to wiedzą czy tylko w niego wierzą?> Trochę wiedzą, bardziej wierzą,No popatrz jak identycznie... > Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą...Czyli jak ateiści wierzą to jest zły uczynek? > Jak skazany będzie ktoś za obrazę makaronu, to zostaniecie w przestrzeni publicznej naznaczeni jako "wariaci"Ale pierwszy skompromitowałby się sąd, prawda? I dlatego nie będzie wyroku za obrazę klusek.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Trochę wiedzą, bardziej wierzą, >No popatrz jak identycznie... No właśnie >>Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą... >Czyli jak ateiści wierzą to jest zły uczynek? A czy ja coś takiego sugeruję? Absolutnie nie. >>Jak skazany będzie ktoś za obrazę makaronu, to zostaniecie w przestrzeni publicznej naznaczeni jako "wariaci" >Ale pierwszy skompromitowałby się sąd, prawda? Pierwszy skompromitowałby się ten kto taki pozew wniesie, sąd tylko rozstrzyga w zgodzie z prawem. >I dlatego nie będzie wyroku za obrazę klusek. Nie wiadomo.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >>>Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą... >>Czyli jak ateiści wierzą to jest zły uczynek? >A czy ja coś takiego sugeruję? Absolutnie nie. Więc dlaczego "z ateistami gorzej"?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>>Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą... >>>Czyli jak ateiści wierzą to jest zły uczynek? >>A czy ja coś takiego sugeruję? Absolutnie nie. >Więc dlaczego "z ateistami gorzej"?
Wierzący teista to nic dziwnego, ale wierzący ateista to dość dziwne. Stąd "gorzej".
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >>>>>Gorzej jednak z ateistami, którzy wierzą... >>>>Czyli jak ateiści wierzą to jest zły uczynek? >>>A czy ja coś takiego sugeruję? Absolutnie nie. >>Więc dlaczego "z ateistami gorzej"? >Wierzący teista to nic dziwnego, ale wierzący ateista to dość dziwne. Stąd "gorzej". Piszesz, że wierzący ateiści są dziwniejsi, ale czemu ich postawę uważasz za gorszą?
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) |
>Piszesz, że wierzący ateiści są dziwniejsi, ale czemu ich postawę uważasz za gorszą? Gorszą w tym sensie, że sprzeczną logicznie - nie można być jednocześnie ateistą i wierzyć w FSM. Teiści wierzą, a nie jednocześnie wierzą i nie wierzą.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >nie można być jednocześnie ateistą i wierzyć w FSM. Uważasz więc, że FSM jest bogiem?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>nie można być jednocześnie ateistą i wierzyć w FSM. >Uważasz więc, że FSM jest bogiem? Ja? Nie. Uważam że to joke religon. Ale mając na uwadze racjonalną metodologię nie można tego wykluczyć na 100%.
Ja jestem teistą! Takim trochę nietypowym, ale jednak teistą!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >>>nie można być jednocześnie ateistą i wierzyć w FSM. >>Uważasz więc, że FSM jest bogiem? >Ja? Nie. Więc gdzie TY widzisz sprzeczność?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Więc gdzie TY widzisz sprzeczność? Nie dam już rady... sorry
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | panTeista (6808 punktów) | >Teiści wierzą, a nie jednocześnie wierzą i nie wierzą.
Teiści wierzą w boga Jahwe lub Allacha i w dusze idące do nieba, a jednocześnie nie wierzą w Krysznę i reinkarnację dusz. Nie wiadomo dlaczego nie wierzą w reinkarnację skoro są argumenty za reinkarnacją. O reinkarnacji pisali św. Klemens z Aleksandrii (150-220 r.n.e) i Orygenes. Św. Grzegorz (257-332 r.n.e.) nauczał: "Absolutnie koniecznym jest, aby dusza została uzdrowiona i oczyszczona, a jeśli nie stanie się to za jej życia na Ziemi ,musi się dokonać w przyszłych wcieleniach."
Wraz z potępieniem dzieł Orygenesa na V Soborze Ekumenicznym w Konstantynopolu w 553 roku - wyrzucono reinkarnację z nauki Kościoła. Tyle, że mało kto wie, iż był to sobór świecki, zwołany przez cesarza bizantyjskiego Justyniana pozostającego pod presją swej okrutnej i bezwzględnej żony Teodory.
Wędrówka dusz podważała boskość obojga. Jak można być bogiem, skoro w poprzednim wcieleniu mogło się być żebrakiem? By nie wzbudzać w poddanych takich wątpliwości, zdecydowali się wykreślić z Biblii wszystkie akapity mówiące o wędrówce dusz. Na na sobór nie dopuszczono oczywiście papieża, który się sprzeciwiał wszelkim wykreśleniom, a wkrótce sobór ten potępił. W ten oto sposób reinkarnacja, z woli przede wszystkim Teodory, która przyspieszyła zejście z tego świata co najmniej dwóch kolejnych papieży - została raz na zawsze wyłączona z religii chrześcijańskiej... Sam Jahwe wcielił się w człowieka (Jezusa), a potem ponownie w Boga. "Jan Chrzciciel był reinkarnacją Eliasza" - Mat. 11,13-15 i Mat. 17,10-13 i Mal. 3, 23-24 (Ew. Jana 3:3-14, Biblia Tysiąclecia) W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Umarłem jako minerał i stałem się rośliną, Umarłem jako roślina i stałem się zwierzęciem, Umarłem jako zwierzę i byłem człowiekiem. Dusza ludzka jest jak woda; spada z nieba i do nieba wzlatuje, i znów spada na ziemię, wiecznie zmienna [Johann Wolfgang von Goethe] Nie jest bardziej zaskakujące narodzić się dwa razy, niż raz [Wolter] doktryna reinkarnacji nie jest ani absurdalna, ani bezużyteczna [Wolter] Bóg śpi w kamieniu, oddycha w roślinie, śni w zwierzęciu i budzi się w człowieku Idea reinkarnacji jest niezwykle rozpowszechniona i występuje właściwie we wszystkich religiach i wierzeniach. Pojawiała się również w pracach dawnych myślicieli chrześcijańskich, zwanych ojcami kościoła, np. u św. Hieronima czy św. Augustyna. Rozważania na temat reinkarnacji znajdziemy również w powieściach i poezji największych autorów. Wiedzieli o niej m.in. Platon, Giordano Bruno, Artur Schopenhauer, Johann Wolfgang von Goethe, Lew Tołstoj, Honore de Balzac, Jack London, Louise May Alcott, Walt Whitman, Immanuel Kant, Carl Gustav Jung czy Benjamin Franklin. Specjalnie używam tu słowa "wiedzieli" a nie "wierzyli", ponieważ rozumienie reinkarnacji i prawa karmy nie jest kwestią wiary, lecz wiedzy. Każdy, kto osiągnął odpowiedni stopień rozwoju intelektualno-duchowego osiągnął też zdolność wglądu filozoficznego oraz zrozumienie praw duchowych, rządzących światem. Fakt, że idea ta jest lub była obecna w każdej religii powinien dać nam do myślenia. Każda rzecz ma duszę. Ma ją nawet kamień, roślina, owad i zwierzę. Dusza ta, bardzo początkowo nieświadoma i niedoskonała przechodzi kolejne etapy rozwoju, od kamienia do człowieka. Na początku dusza nie ma rozeznania i żyje w stanie zagrożenia. Kieruje się instynktami, jest agresywna lub lękliwa. Najlepiej czuje się w gromadzie i pod silnymi rządami, podobnie jak wtedy, gdy żyła w stadzie zwierzęcym, prowadzonym przez przywódcę stada. Skądś to znamy? Owszem, to dresiarze, kibole i gangi o strukturze mafijnej. Kradną, biją się z innymi stadami, a władza ma z nimi mnóstwo kłopotów. Łagodniejsze stworzenia grupują się wokół kapłana i posłusznie poddają się jego przewodnictwu. Ale nawet one skłonne są do agresji i chętnie atakują tych, którzy nie należą do ich grupy. Żyjąc w ten sposób gromadzą obfitą karmę, którą spłacają potem przez wiele wcieleń, dopóki nie nauczą się tolerancji i bezwarunkowej miłości. Dla tego, kto się narodził, śmierć jest pewna, a dla tego, kto umarł, nieuniknione są narodziny. [Bhagavad Gita (2:27)] Tak, jak człowiek zakłada nowe ubrania, zdejmując stare, podobnie dusza przyjmuje nowe materialne ciała, porzucając stare i zużyte. [Bhagavad Gita (2:22)] Tak, jak wcielona dusza bezustannie wędruje w tym ciele, od wieku chłopięcego, poprzez młodość aż do starości, podobnie przechodzi ona w inne ciało po śmierci. Zmiany takie nie zwodzą duszy samozrealizowanej. [Bhagavad Gita (2:13)] Żywa istota, okryta siłą ignorancji natury materialnej, czasami jest mężczyzną, czasami kobietą, czasami eunuchem, czasami istotą ludzką, czasami półbogiem, ptakiem, zwierzęciem itp. W ten sposób podróżuje ona przez ten materialny świat. Działania, które wykonuje pod wpływem sił natury, powodują, że przyjmuje różne rodzaje ciał. Żywa istota jest jak głodny pies, który włóczy się od drzwi do drzwi w poszukiwaniu pożywienia. Zależnie od przeznaczenia, czasami dostaje cięgi i jest wypędzany, innym razem dostaje coś do jedzenia. Podobnie, żywa istota - ulegając tak wielu pragnieniom - podróżuje w różnych gatunkach życia, zgodnie z przeznaczeniem. Czasami jest na górze, czasami na dole, czasami udaje się na planety niebiańskie, czasami do piekła, czasami na środkowe systemy planetarne itp. [Śrimad Bhagavatam (4:29:29-31)] I byłeś martwy, a On przywrócił cię do życia. I On spowodował twoją śmierć, i ponownie przywrócił cię do życia, aby w końcu zagarnąć cię z siebie. [Koran 2,28]
Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Teiści wierzą, a nie jednocześnie wierzą i nie wierzą. >Teiści wierzą w boga Jahwe lub Allacha i w dusze idące do nieba, a jednocześnie nie wierzą w Krysznę i reinkarnację dusz. Nie wiadomo dlaczego nie wierzą w reinkarnację skoro są argumenty za reinkarnacją...
Ach...
Są różni teisci, wierzą w różne rzeczy, ale jeśli już w coś wierzą, to wierzą.
Tymczasem część ateistów jednocześnie wierzy w FSM i nie wierzy w FSM (no bo ateiści).
Coraz zabawniej...
|
|
15 na 15 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje. To proste. 1) Wyznawcy konretnych bogów uniemożliwiają ich istnienie wymyślając ich wewnętrznie sprzecznymi. 2) Zabawa w przypuszczanie, że coś może istnieć jest fajna, ale tak do 5-10 roku życia. Do tego wieku dzieci starają się przekonać słuchających o tym, że za krzakiem jest zamek, a za górką galaktyka. 3) Jestem w stanie wymyśleć fajniejszych bogów. Na dodatek mając doświadczenie ze świata fikcji czyli książek, filmów, komiksów, opowieści znam bardzo prostą zasadę - byty typu omega/AAA/ostateczne są nudne. We wszystkich przekazach najciekawsza jest ewolucja bohaterów/istnień/istot. Wszech- -mocni/-obecni/-potężni/-dobrzy nie interesują odbiorców. - komiksy postaci np. najpotężniejszy z Supermanów, Beyonder, Infinity Gauntlet+ktoś potężny, One Above All, Phoenix Force, Living Tribunal, Richardson, Anti-Monitor są zbyt potężne. Ich walka to manipulacja rzeczywistością na skalę wszechświata/ów - nie galaktyk, układów słonecznych, planet, kontynentów, krajów, regionów czy wiosek jak lokalny głupek Jahve a wszechświata/ów. Dopiero dopisanie do nich jakiejś wady zaczyna ich robić interesującymi. Bez tego nie ma fabuły. - książki: i) antologia typu biblia (która ukradła 90% z innych twórców)- mamy boga, który niby tworzy świat. Niby doskonały bóg, a ciągle mu coś nie wychodzi, czegoś nie wie, nie panuje nad emocjami, nie ma pojęcia o świecie, wyznawców zamiast uczyć/rozwijać to szczuje/upadla/olewa/znęca się itd. Przechodzi ewolujcję od chaotycznego twórcy, najpotężniejszego z panteonu, do mega s....syna, do jakiegoś sado masochisty. Potężne istnienia/istoty z DC lub Marvela wciągnęłyby go nosem i nie zauważyły. ii) seria typu "Koło Czasu" Roberta Jordan - wieśniak może się stać równy Twoim wyobrażeniom bogów. Starczy on z potencjałem mocy + coś a la pilot + hiper wzmacniacz. Na dodatek on wiele rodzajów mocy. iii) seria typu "Czarna Kompania" Glena Cooka. Magowie stają się potęgami, demonami, pseudo-bogami. Odwrotnie niż w rzeczach typu biblia, gdzie opowieści legendy o zwykłych ludziach stają się mega-ściemą. Ktoś z wystarczającym potencjałem, wkładem pracy i długim czasem staje się potęgą. iiii) seria typu "The Four Lords of the Diamond" Jacka L. Chalkera - mając elastyczny umysł, możesz wykorzystać specyficzne własności jednej z czterech planet, która działa jak wzmacniacz. Fajne i sci-fi. - filmy i seriale: i) odcinek Twilight Zone: It's a good life. Czyli bóg o nieskończonej mocy w ciele dziecka - Anthony Fremont. Taki cesarz dziecko do n-tej potęgi. ii) serial Lexx kilka typów a la bogów. iii) Star Trek i np. istoty Q Nie porównuj do bogactwa twórczości świata jakiś prymitywnych tworów autorów sprzed tysięcy lat. Rzeczy zbawniejszych ciekawszych niż "bogowie" są setki. Są utwory, gdzie bogowie są źli, dobrzy, prymitywni, zaawansowani, zainteresowani nami, nie zainteresowani, zabawni, przerażający i miliony innych rzeczy.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
 | -6 na 6 | Hejtibeats (210 punktów) |
> To proste. 1) Wyznawcy konretnych bogów uniemożliwiają ich istnienie wymyślając ich wewnętrznie sprzecznymi.Ułomność ludzi nie neguje istnienia stwórcy. > 2) Zabawa w przypuszczanie, że coś może istnieć jest fajna, ale tak do 5-10 roku życia. Do tego wieku dzieci starają się przekonać słuchających o tym, że za krzakiem jest zamek, a za górką galaktyka.To jest czysta wiara i nadzieja. Kto uważa, że tego nie potrzebuje, odrzuca je, i nie ma to nic wspólnego z nauką, mądrością tego świata. > 3) Jestem w stanie wymyśleć fajniejszych bogów.Wszech- -mocni/-obecni/-potężni/-dobrzy nie interesują odbiorców. i) antologia typu biblia (która ukradła 90% z innych twórców)- mamy boga, który niby tworzy świat. Niby doskonały bóg, a ciągle mu coś nie wychodzi, czegoś nie wie, nie panuje nad emocjami, nie ma pojęcia o świecie, wyznawców zamiast uczyć/rozwijać to szczuje/upadla/olewa/znęca się itd. Przechodzi ewolujcję od chaotycznego twórcy, najpotężniejszego z panteonu, do mega s....syna, do jakiegoś sado masochisty. Potężne istnienia/istoty z DC lub Marvela wciągnęłyby go nosemUżywa się pojęcia Boga jako wszechmogącego i odwiecznego w stosunku do ludzi. Nie oznacza to, że Bóg się nie rozwija, a pytanie o wiek Boga na poziomie niemożności stwierdzenia naukowego czy istnieje jest już fantazją niepojętą dla umysłu. Nikt nie wziął pod uwagę, że sama Biblia ukazuje dokładnie, że Bóg potrafi się gniewać, potrafił zwątpić w swoje stworzenie, gdy ludzie byli na moralnym dnie, bezmyślni ludzie mają dość mylne wyobrażenie o Bogu, a ateiści lubią je wykorzystywać jako argument > ii) seria typu ..za dużo ksiażek  > Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).Póki co to jest taki sam argument, jak brak dowodów na nieistnienie Bogów (naprawdę bardzo mocny argument). Jak dla mnie ateizm, to religia, o biegunie przeciwnym do teizmu. W skrajnym teizmie bywają ludzie, którzy wierzą we wszystkie "cuda" bezmyślnie ale i w skrajnym ateizmie ludzie uwierzyli, że pozjadali rozumy świata. Pokora i współpraca obu grup może przynieść pożądane efekty w celu odkrycia tajemnic świata.
|
|
|  | 1 na 1 | panTeista (6808 punktów) | >Nie oznacza to, że Bóg się nie rozwija,
Skąd masz tę informację, że się rozwija?
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) | >>Nie oznacza to, że Bóg się nie rozwija, >Skąd masz tę informację, że się rozwija?
Obserwacja Boga biblijnego. Wierze w istotę wszechmocną i odwieczną w stosunku do nas, jako naszego stwórcy, natomiast rozważanie co może Bóg i gdzie są jego granice są godne ludzi małej pokory. Mnie to nie interesuje. Interesuje mnie wiara w to, że był w stanie mnie stworzyć, przez co dla mnie jest Bogiem.
|
|
| | |  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >Obserwacja Boga biblijnego.
Obserwujesz Boga? A jakimś radarem, innym urządzeniem? Może przemawia do Ciebie podczas snu?
>Wierze w istotę wszechmocną i odwieczną w stosunku do nas, jako naszego stwórcy, natomiast rozważanie co może Bóg i gdzie są jego granice są godne ludzi małej pokory. Mnie to nie interesuje.
A mnie interesuje. Skoro Bóg może stwarzać kościoły tylko rękami ludzi, to coś tu nie tak z jego istnieniem. Jego istnienie jest urojeniem naszych prapradziadków.
>Interesuje mnie wiara w to, że był w stanie mnie stworzyć, przez co dla mnie jest Bogiem.
A skąd wiesz że to Jahwe, a odrzucasz że to Kryszna lub Allah? Mnie nie stworzył, spłodzili mnie prapradziadkowie i praprababcie. A ci którzy mnie spłodzili też są spłodzeni przez istoty bardziej "prymitywne". Przez co dla mnie Twój Bóg jest tylko postacią literacką, jak dziesiątki tysięcy innych bogów.
Maitrea Budda.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>Obserwacja Boga biblijnego. >Obserwujesz Boga? A jakimś radarem, innym urządzeniem? Może przemawia do Ciebie podczas snu?
To jest właśnie ciekawe że obserwacje innych czyli tych co mieli objawienia Maryjne nie przemawiają do wierzących.
Dla mnie jest to analogiczna sytuacja gdy ktoś opowiada o swoim bogu ale nie potrafi uwierzyć w coś innego.
Ja tylko czasem bym chciał by wierzący zrozumiał że ja nie wierzę tylko o jednego boga więcej niż on.
Tak na marginesie. Zadziwiająco mało jest "aborygeńskich wersji" a zupełnie nie występują tu bogowie z półkuli południowej.
Jakaś moda zapanowała na bliżej nieokreślone bóstwo.
A co z aniołkami, cherubinkami z tymi pyzatymi buźkami. Czy mój anioł stróż zostaje wywalony z roboty skoro pałęta się za moimi plecami bez celu.
A szatan? Co z nim? Czy ma jeszcze rogi czy to już passe w tym sezonie. Może jest bardziej ludzki. Może nigdy nie mógł być wężem i całe swe życie cierpi z powodu tego przezwiska. Pytań co nie miara.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Jakaś moda zapanowała na bliżej nieokreślone bóstwo.To jest jedyne bóstwo, które poprzez brak informacji o nim można próbować bronić. Wszyscy teiści już się zorientowali, że każdy bóg o jakim coś wiadomo, jest do rozniesienia w strzępy w kilka minut  . Stąd ostatnia popularność bóstw deistycznych, jednak niezwykle często pisanych przez duże B i zalatujących biblią  PS: Wszyscy bogowie nieokreśleni padają przy pytaniu "Kto pierwszy o nich usłyszał? Kto pierwszy ich wywnioskował? Skąd, od kogo i na jakiej podstawie?"
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
|  | 5 na 5 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Ułomność ludzi nie neguje istnienia stwórcy.Ludzie są stwórcami idei bogów. Ułomność ludzi stwórców ma więc wielkie przełożenie na łatwość zaprzeczenia ich ideom zwanym bogami. > Używa się pojęcia Boga jako wszechmogącego i odwiecznego w stosunku do ludzi. Nie oznacza to, że Bóg się nie rozwija, a pytanie o wiek Boga na poziomie niemożności stwierdzenia naukowego czy istnieje jest już fantazją niepojętą dla umysłu. Nikt nie wziął pod uwagę, że sama Biblia ukazuje dokładnie, że Bóg potrafi się gniewać, potrafił zwątpić w swoje stworzenie, gdy ludzie byli na moralnym dnie, bezmyślni ludzie mają dość mylne wyobrażenie o Bogu, a ateiści lubią je wykorzystywać jako argumentPrzynajmniej teraz wiem, że jesteś wyznawcą boga Ela zwanego współcześnie bogiem Jahve. Wybrałeś, więc sobie boga od: - magazynów śniegu, gradu i piorunów, - oceanów w kosmosie, - mitów uproszczonych ze starszych wersji, - łatwych ożywień w Starym Testamencie i za Jezusa, jednak niemożliwych obecnie, - akceptującego istnienie innych bogów i zabijającego swoich wyznawców, > > ii) seria typu ..> za dużo ksiażek  Doskonały argument. Za dużo czytam  . Książki są złe, bo zawierają wiedzę i rozwijają wyobraźnię. > > Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).> Póki co to jest taki sam argument, jak brak dowodów na nieistnienie Bogów (naprawdę bardzo mocny argument). Jak dla mnie ateizm, to religia, o biegunie przeciwnym do teizmu. W skrajnym teizmie bywają ludzie, którzy wierzą we wszystkie "cuda" bezmyślnie ale i w skrajnym ateizmie ludzie uwierzyli, że pozjadali rozumy świata.> Pokora i współpraca obu grup może przynieść pożądane efekty w celu odkrycia tajemnic świata.To jest właśnie to ciągłe przerzucanie, które może i działało w przedszkolu lub seminarium, ale ono spowodowało setki Twoich porażek w dyskusjach z ateistami w dorosłym życiu. Ten wątek będzie setki + 1 taką dyskusją. W ogóle nazywanie ateizmu religią pokazuje, jak kompletnie brak Ci argumentów i jak kompletną porażkę ponosisz. Argument na poziomie "Nie zbieranie znaczków to hobby". Żałosne.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Doskonały argument. Za dużo czytam . Książki są złe, bo zawierają wiedzę i rozwijają wyobraźnię.Nie od dziś wiadomo, że czytanie niewłaściwych książek może uśmiercić wiarę. Podobno Biblia doskonale spełnia taką funkcję 
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| |  | -1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Przynajmniej teraz wiem, że jesteś wyznawcą boga Ela zwanego współcześnie bogiem Jahve. Wybrałeś, więc sobie boga od:> - magazynów śniegu, gradu i piorunów,> - oceanów w kosmosie,> - mitów uproszczonych ze starszych wersji,> - łatwych ożywień w Starym Testamencie i za Jezusa, jednak niemożliwych obecnie,> - akceptującego istnienie innych bogów i zabijającego swoich wyznawców,Ładnie, ale tego nawet ja nie wiem, szukam także w biblii, lecz nie ufam jej w 100%. mimo to szukam w Biblii, bo ciekawi mnie dlaczego ludzie, którzy w momencie ukrzyżowania Jezusa zwątpili w mistrza, a 3 dnia zdarzyło się coś, co sprawiło, że wyszli i głosili wiarę za cenę życia ? Co zobaczyli uczniowie Jezusa ? Sekty chcą zarabiać kasę, po co więc poświęcać własne życie w imię bredni ? To, że zmiany w biblii zachodziły było oczywiste, bo od kiedy pojawił się Jezus, już miał dostatecznie wielu wrogów. > >> ii) seria typu ..> >za dużo ksiażek  > Doskonały argument. Za dużo czytam . Książki są złe, bo zawierają wiedzę i rozwijają wyobraźnię.To świetnie, ale nadmiar wiedzy czasem szkodzi. > To jest właśnie to ciągłe przerzucanie, które może i działało w przedszkolu lub seminarium, ale ono spowodowało setki Twoich porażek w dyskusjach z ateistami w dorosłym życiu. Ten wątek będzie setki + 1 taką dyskusją.> W ogóle nazywanie ateizmu religią pokazuje, jak kompletnie brak Ci argumentów i jak kompletną porażkę ponosisz. Argument na poziomie "Nie zbieranie znaczków to hobby". Żałosne. To jest właśnie ten agresywny to ludzi, dla których brak dowodów, jest dowodem. Nauka, to nauka, a wiara w to, że nie ma Boga, bo jest nauka, jest również wiarą, tylko, że próżną. Człowiek pokorny nigdy nie zakłada czegoś w 100%, podobnie jak ja mogę się mylić, naucz się przyznawać, że możesz się mylić.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Ładnie, ale tego nawet ja nie wiem, szukam także w biblii, lecz nie ufam jej w 100%. mimo to szukam w Biblii, bo ciekawi mnie dlaczego ludzie, którzy w momencie ukrzyżowania Jezusa zwątpili w mistrza, a 3 dnia zdarzyło się coś, co sprawiło, że wyszli i głosili wiarę za cenę życia ? Co zobaczyli uczniowie Jezusa ? Sekty chcą zarabiać kasę, po co więc poświęcać własne życie w imię bredni ? To, że zmiany w biblii zachodziły było oczywiste, bo od kiedy pojawił się Jezus, już miał dostatecznie wielu wrogów.Naprawdę wierzysz w tą bzdurę?!? Oczywiste jest, że było inaczej. Kilku kolesi chciało się darmo nachapać. W tym okresie w tym regionie był wysyp religii. Kapłan nie musi pracować i ma dostatnie życie. Trzeba tylko nazbierać wystarczającą ilość frajerów. Jakich Jezus miał wrogów?!? Skąd Ty masz takie informacje?!? > >>> ii) seria typu ..> >>za dużo ksiażek  > >Doskonały argument. Za dużo czytam . Książki są złe, bo zawierają wiedzę i rozwijają wyobraźnię.> To świetnie, ale nadmiar wiedzy czasem szkodzi.???? Buhahahahahahahaah. > >To jest właśnie to ciągłe przerzucanie, które może i działało w przedszkolu lub seminarium, ale ono spowodowało setki Twoich porażek w dyskusjach z ateistami w dorosłym życiu. Ten wątek będzie setki + 1 taką dyskusją.> > W ogóle nazywanie ateizmu religią pokazuje, jak kompletnie brak Ci argumentów i jak kompletną porażkę ponosisz. Argument na poziomie "Nie zbieranie znaczków to hobby". Żałosne. > To jest właśnie ten agresywny to ludzi, dla których brak dowodów, jest dowodem. Nauka, to nauka, a wiara w to, że nie ma Boga, bo jest nauka, jest również wiarą, tylko, że próżną. Człowiek pokorny nigdy nie zakłada czegoś w 100%, podobnie jak ja mogę się mylić, naucz się przyznawać, że możesz się mylić.??? Mój ton jest agresywny. Wykazałem, że ponosisz klęskę. Ty ją zwielokrotniasz uciekając w "agresywny ton". Nauka opisuje cały świat. Bez problemu opisuje tzw. wiarę. Właśnie źle rozumiana chrześcijańska pokorność jest jednym z powodów, że się w Polsce dzieje. Ja potrafię przyznać się do błędu. Ty z tego co widzę to nie. Tak jak Ci odpisałem w innym miejscu ogólnie teraz uściślę znam tą metodę sprzedaży i z niej nie korzystam, bo to obrzydliwe. Zaś Ty jesteś za słaby w niej, a produkt, który usiłujesz sprzedać jest kiepski. Temu czuję się komfortowo i sobie z tobą piszę. Mam też trochę czasu.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | |  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >nadmiar wiedzy czasem szkodzi.
Z pewnością szkodzi klerowi bo owieczki zaczynają wątpić, a wtedy kler ma niższe dochody.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
7 na 7 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?
|
|
 | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | > >Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań.> Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?Nie > chcesz porozmawiać?Tak
|
|
|  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > >>Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań.> >Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?> Nie> >chcesz porozmawiać?> Tak  A o czym?
|
|
| |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >> chcesz porozmawiać?> > Tak  > A o czym?Jeszcze się zastanowi 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | -1 na 1 | Ulydighet (242 punktów) | >>Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. >Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?
Dlaczego sugeruje Pani, że ktoś kto wierzy jest człowiekiem po wypadku?
|
|
|  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > >>Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań.> >Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?> Dlaczego sugeruje Pani, że ktoś kto wierzy jest człowiekiem po wypadku?Chodzi tu o nieszczęśliwy wypadek światopoglądowy.
|
|
| |  | 1 na 3 | Ulydighet (242 punktów) | > >>>Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań.> >>Przydarzył Ci się wypadek i chcesz o tym porozmawiać?> >Dlaczego sugeruje Pani, że ktoś kto wierzy jest człowiekiem po wypadku?> Chodzi tu o nieszczęśliwy wypadek światopoglądowy.  Wiara w Boga to "nieszczęśliwy wypadek światopoglądowy"?
|
|
11 na 11 | Selanos (12869 punktów) | > co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  To, że nic mnie nie przekonało, że istnienie. Powiem nawet więcej - postęp nauki zostawia dla istnienia siły wyższej coraz mniej miejsca.
|
|
7 na 7 | paganus (731 punktów) | > ... jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Bo to się kurde, kupy nie trzymie.
Wiem, że nic nie wiem.
|
|
10 na 10 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  A co to jest ten cały... Bóg? Znam tyle różnych interpretacji tego słowa, że nawet nie wiem jak się do tych wszystkich fantazji odnieść. Odniosę się jednak do tytułu wątku, który zawiera dosyć przewrotne przypuszczenie. Uważam, że trzeba to skomentować, żeby co u niektórych trochę szarej masy pobudzić. Pozwolę sobie jeszcze raz wspomniany tytuł przepisać i zacytować: Cytat:Dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga ? Może warto  Zacznę od pytania: Co znaczy, że "może warto"? W tej chwili uznam sobie, że owszem fajnie by było posiedzieć w fantazyjnym raju, mieć kilkadziesiąt dziewic do dyspozycji itd. itp. Czy wobec tego wystarczy, że sobie zadeklaruję, iż od dzisiaj "wierzę" w Allaha? Przecież to totalne nieporozumienie. Tzw. "wiara" jest pewnym rezultatem, a nie wyborem. To rezultat sumy i głębi nabytych przekonań (np. co do istnienia pewnej pośmiertnej rzeczywistości zwanej rajem), które zostały komuś w taki czy inny sposób wpojone. Wiary się nie wybiera, bo nie jest ona kwestią wyboru lecz sumą wielu czynników, które prowadzą do wykształcenia się tzw. wiary u danej jednostki. Dlatego jeszcze raz podkreślę: Wiara to rezultat - rezultat naiwności, braku wiedzy, ograniczonego potencjału w zakresie samodzielnego myślenia i nade wszystko zorganizowanej indoktrynacji. Dlatego założenie, że "może warto wierzyć w jakiegoś Boga" jest nielogiczne i nie sposób się do niego ustosunkować. Mógłbym rozważać takie założenie, tylko wówczas, gdybym miał możliwość wybrać sobie jakąś wiarę.
|
|
13 na 13 | setarkos (10757 punktów) | Witaj.
Czy wato? Na pewno warto! "Bóg" rozwiewa wszystkie wątpliwości. Wystarczy posłuchać jego namiestników, by wcale nie musieć myśleć. Pełnia wiary to najbardziej komfortowy stan pod Słońcem.
[Tylko nie mów, że najpełniejsza pełnia Księżyca, to tyle co zaćmienie.]
>
|
|
 | | Jan Rylew (3965 punktów) | > Czy warto? Na pewno warto!> "Bóg" rozwiewa wszystkie wątpliwości. Wystarczy posłuchać jego namiestników, by wcale nie musieć myśleć.> Pełnia wiary to najbardziej komfortowy stan pod Słońcem.Zgadzam się lecz z zastrzeżeniem, że jedynym Bogiem dla racjonalisty może być Bóg Mamona. Oto Bóg racjonalnej wiary, ale i tutaj zdarzają się niestety niedowiarki  .
|
|
|  | 1 na 1 | paganus (731 punktów) | >... jedynym Bogiem dla racjonalisty może być Bóg Mamona.
A kto to jest Mamon ?
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
| |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >A kto to jest Mamon ? Postać z mitologii żydowskiej z aramejska oznaczające bożka pieniądza. Wyobrażano go też sobie jako diabła rozsypującego pieniądze. Wystąpił nawet w "Raju utraconym" Miltona gdzie nauczył ludzi "rozdzierać łono ziemi".
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | |  | 1 na 1 | paganus (731 punktów) | Aha, 
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
5 na 5 | zinnyck (182 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Co to jest "Bóg" ?
|
|
6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Pytanie postawione jest trochę na opak. Nic mnie nie przekonało, że Bóg istnieje. Za każdym razem gdy czytać argumenty na istnienie Boga, okazuje się, że albo jest tam aż i tylko ludzka ręka  albo są mgliste i naciągane. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  ... mnie nic nie przekonało, że warto kwestią nieistnienia/istnienia "Boga" się zajmować. Zaś postawy kleru i licznej rzeszy wiernych (zwłaszcza klerykałów), pokazują jak bardzo szkodliwa jest pewność - bo to już nie tylko sama wiara. Zwłaszcza gdy dążą do władzy i narzucania siłą innym swych przekonań... ... a samo pytanie o istnienie "Boga"? Przecież wszystkie religie twierdzą, że za życia odpowiedzi nie poznasz. Odpowiedź i tak tylko śmierć przyniesie,lecz wiedzą tą nie podzielisz się już z nikim... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Odpowiedź i tak tylko śmierć przyniesie,lecz wiedzą tą nie podzielisz się już z nikim...  Bardzo wygodne twierdzenie "oświeconych" teistów. Aż chce się żyć 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
1 na 1 | Marios8 (114 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  -Sprzeczności w Biblii, -niespełnione słowa Jezusa, -wyobrażenia ewangeliczne np. sług Jezusa kontra rzeczywistość, -historia kościoła, -wygląd i zachowanie samych sług Bożych, -pochodzenie Biblii prawdopodobnie zaczęło się w starożytnym Egipcie, -dla żydów dekalog - kodeksem społecznym obowiązującym wśród nich lecz nie na zewnątrz -sprawiedliwość Jahwe - podobno sprawiedliwy, surowy - nie znajduje na tego na świecie.
|
|
 | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | Użyłem słowa Bóg, ale nie miałem na myśli jakiegoś konkretnego, skoro jednak rozmawiamy o tych kręgach zapytam z ciekawości:
>-niespełnione słowa Jezusa,
które słowa się nie spełniły ?
>-historia kościoła, >-wygląd i zachowanie samych sług Bożych,
zgadzam się, zauważ jednak, że są to ludzie, a w śród nich mogą być także sługi nieboże, religia w nieodpowiednich rękach może być doskonałym narzędziem do władzy, powodu do wojny
>-pochodzenie Biblii prawdopodobnie zaczęło się w starożytnym Egipcie,
prawdopodobnie, tyle, że dowody naukowe są takie same jak nienaukowe, natomiast Biblia jako wartość potwierdziła swoją ważność, chociażby po tym jak wielu ludzi chciało i chce ją nadal zniszczyć, wymazać, podważyć autentyczność, nie da się ukryć, że z jakiegoś powodu jest ważna, gdy nie udało się jej zniszczyć zaczęto wprowadzać nowe teorie, które spowodowały zamieszanie
>-sprawiedliwość Jahwe - podobno sprawiedliwy, surowy - nie znajduje na tego na świecie.
skoro mówimy o Bogu biblijnym jest napisane, że na ziemi są złe istoty, wygnane z raju, które będą mylić drogi i myśli ludziom do momentu powrotu Jezusa, Bóg nie jest Panem ziemi, ziemia należy do ludzi, tak tam jest napisane
gdybyś wiedział, że mimo, że umrzesz, będziesz żył i spotkasz tych, którzy odeszli, a życie teraz jest to jedynie chwilowa próba człowieczeństwa, nadal byś się smucił tym, że pełno chamów i prostaków? warto starać się żyć sprawiedliwie, ale biblijny Bóg nie obiecał, że w tym życiu nie będzie cierpienia, wręcz przeciwnie, ale zauważ, że najwięcej cierpienia zadają sobie sami ludzie
|
|
|  | 7 na 7 | paganus (731 punktów) | >skoro mówimy o Bogu biblijnym jest napisane, że na ziemi są złe istoty, wygnane z raju, >które będą mylić drogi i myśli ludziom do momentu powrotu Jezusa, Bóg nie jest Panem >ziemi, ziemia należy do ludzi, tak tam jest napisane Kto, w takim razie, stworzył te złe istoty i wygnał je z raju ? W jakim celu te złe istoty będą mylić drogi i myśli ukochanym dzieciom boga? Czego bóg jest panem, w takim razie ?
>... ale biblijny Bóg nie obiecał, że w tym życiu nie będzie cierpienia, wręcz przeciwnie, ... nawet świadomie zsyłał na swoje dzieci cierpienia.
>ale zauważ, że najwięcej cierpienia zadają sobie sami ludzie Czy sami sobie zadajemy cierpienia w wyniku wypadków, katastrof klimatycznych i żywiołowych, chorób wirusowych, bakteryjnych, nowotworowych, genetycznych itp. ? 24 Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak. 25 Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi i bakterie i wirusy chorobotwórcze i bioaktywne toksyny drobnoustrojów. I widział Bóg, że były dobre. : A AIDS - Amebiaza - Amebioza - Angina - Aspergiloza - B Blastomikoza - Blastomykoza - Błonica - Borelioza - Botulizm - Bruceloza - BSE - C Chlamydioza - Cholera - Choroba Creutzfeldta-Jakoba - Choroba francuska - Choroba Heinego-Medina - Choroba legionistów - Choroba szalonych krów - Choroba Weila - Choroba z Lyme - Chromoblastomikoza - Chromomikoza - CJD - Curu - Czarna ospa - Czerwonka - D Dermatofitoza - Drożdżyca - Dur brzuszny - Dur plamisty - Dur rzekomy - Dyzenteria - Dżuma - F Frambezja - G Gąbczasta encefalopatia bydła - Gąbczaste zwyrodnienie mózgu - Gorączka błotna - Gorączka okopowa - Gorączka Q - Gruźlica - Grypa - Grzybica - H Histoplazmoza - I Infekcje górnych dróg oddechowych - K Kandydoza - Kiła - Kokcydioidomikoza - Krętkowice - Kryptokokoza - Kryptosporydioza - Krztusiec - Kuru - L Leptospirozy - M Maduromykoza - Malaria - Malinica - Mononukleoza zakaźna - Mukormykoza - N Nagminne zapalenie przyusznic - Nosacizna - O Odra - Opryszczka zwykła - Ospa prawdziwa - Ospa wietrzna - P Paradur - Pasażowalne encefalopatie gąbczaste - Pełzakowica - Płonica - Polio - Poliomyelitis - Półpasiec - Pryszczyca - R Różyczka - Rzeżączka - S Salmonelloza - SARS - Shigelloza - Sporotrychoza - Stopa madurska - Suchoty - Syfilis - Szkarlatyna - T Tężec - Tularemia - Tyfus plamisty - W Wąglik - Wirusowe gorączki krwotoczne - Wirusowe zapalenie wątroby - Wścieklizna - Z Zatrucie jadem kiełbasianym - Zakażenie Escherichia coli - Zakażenie Helicobacter pylori - Zakaźne encefalopatie gąbczaste - Zakaźne zatrucia pokarmowe - Zapalenie rogów przednich rdzenia - Zespół nabytego niedoboru odporności -
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
| |  | 1 na 1 | pawel_wr (4297 punktów) |
> 24 Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak. 25 Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi i bakterie i wirusy chorobotwórcze i bioaktywne toksyny drobnoustrojów. I widział Bóg, że były dobre. : >A >AIDS - Amebiaza - Amebioza - Angina - Aspergiloza - >B >Zatrucie jadem kiełbasianym - Zakażenie Escherichia coli - Zakażenie Helicobacter pylori - Zakaźne encefalopatie gąbczaste - Zakaźne zatrucia pokarmowe - Zapalenie rogów przednich rdzenia - Zespół nabytego niedoboru odporności -
Jeśli Biblia jest prawdą,to w chwili stworzenia człowieka i wszystkich zwierząt Jahwe MUSIAŁ zarazić Adama tasiemcem , a Ewa chorowała na rzęsitkowicę ( Trichomonas vaginalis).
Ot, taka psota Jahwe.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| | |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Jeśli Biblia jest prawdą,to w chwili stworzenia człowieka..
No tak, ale pierwsi ludzie zawiedli Boga, więc zostali wygnani i powiedział Bóg "z prochu powstałeś i się w niego obrócisz, w trudzie będziesz zdobywał pokarm, a kobieta w bólu będzie rodzić" a więc planowo dopuścił cierpienie, kto wie, może pierwsi ludzie nie doceniali życia jakie otrzymali
|
|
| | | |  | 3 na 3 | pawel_wr (4297 punktów) | >>Jeśli Biblia jest prawdą,to w chwili stworzenia człowieka.. >No tak, ale pierwsi ludzie zawiedli Boga,
Bóg obarczył chorobami człowieka PRZED tym, jak ich wyrzucił z raju.
Ot, taki figlik i dobroć Jahwe.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >>>Jeśli Biblia jest prawdą,to w chwili stworzenia człowieka.. >>No tak, ale pierwsi ludzie zawiedli Boga, >Bóg obarczył chorobami człowieka PRZED tym, jak ich wyrzucił z raju. >Ot, taki figlik i dobroć Jahwe.
A skąd taka informacja ?
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | pawel_wr (4297 punktów) | >>Ot, taki figlik i dobroć Jahwe. >A skąd taka informacja ?
Z lektury Biblii. Nie znasz pięcioksięgu ? Bóg stworzył WSZYSTKIE istoty żywe ( zwierzęta,rośliny, grzyby,bakteria,wirusy i inne mikroby ) przed zerwaniem owocu z zakazanego dla ludzi drzewa........ Przeczytaj dokładnie i ze zrozumieniem Stary Testament.
Jak przeczytasz,to powiedz, dlaczego Bóg stworzył gadającego węża,który podkusił Ewę do grzechu, i co ważniejsze, w jakim celu w raju rosło drzewo, którego owoce były dla czlowieka zabronione.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
> Kto, w takim razie, stworzył te złe istoty i wygnał je z raju ?Według Biblii. Istoty, to upadłe anioły, szefem był nijaki Lucyfer, pseudonim Szatan. Lucyfer był niesłychanie piękny i inteligentny. Chciał jednak znać plany Boże, a nawet być z nim na równi. Udało mu się z powodu jego przebiegłości przekabacić część istot, i tak powstała załoga zła. > W jakim celu te złe istoty będą mylić drogi i myśli ukochanym dzieciom boga?Plan Boży niepojęty. Ja wierzę, że jest to forma testu i w to, że kto zapragnie Boga za ojca, jakiby nie był, pokocha go jeszcze bardziej, gdy go spotka.  > Czego bóg jest panem, w takim razie ?Bóg jest Panem nieba/raju. Szatan jest tymczasowym Panem ziemi, aż nadejdzie chwila znana Bogu. > Czy sami sobie zadajemy cierpienia w wyniku wypadków, katastrof klimatycznych i żywiołowych, chorób wirusowych, bakteryjnych, nowotworowych, genetycznych itp. ?Zdecydowanie wiele więcej krzywdy sami sobie robimy. Wierzę, że każdy ma jakąś misję, kto wierzy w Boga, nie trzyma się kurczowo obecnego życia i nie wierze z nim wiecznych planów, poza tym, aby pokazać, że jest się wiernym Bogu co się by nie stało. Ciężko jest zrozumieć sens cierpienia, ale to ono sprawia, że rozwijamy się, rozwija się nauka, żeby łatwiej nam było. Musi mieć jakiś sens.
|
|
| | |  | 5 na 5 | paganus (731 punktów) | Nie przekonałeś mnie tłumaczeniem, że : - pod nosem wszechmogącego boga, bezkarnie wyrósł anarchista Lucyfer, - plan boży jest niepojęty (mam wrażenie, że i przez niego samego), - bóg rządzi wszędzie, tylko nie na Ziemi, - każdy wierzący ma misję.
Nie będę się już więcej pastwił nad Tobą. Mam więcej miłosierdzia, niż Twój bóg. I nie musisz z tego powodu, modlić się do mnie.
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
| | | |  | -1 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) |
Hej, nie odbieram tego jak pastwienie, to tylko rozmowa, fajnie, że w niej uczestniczysz.  > - pod nosem wszechmogącego boga, bezkarnie wyrósł anarchista Lucyfer,Wyrósł, ponieważ miał wolną wolę, podobnie jak może po latach zdradzić Cię przyjaciel, lub żona powie, że już Cię nie kocha. > - plan boży jest niepojęty (mam wrażenie, że i przez niego samego),Ja uważam, że ludzie najpierw muszą być w stanie zrozumieć drugiego człowieka, wtedy jest szansa zbliżyć się do Boga. > - bóg rządzi wszędzie, tylko nie na Ziemi,Według Biblii Bóg dopuszcza istnienie zła na ziemi, a nie, że nie ma nad nią władzy. > - każdy wierzący ma misję.KAŻDY ma misję w oczach Boga, nie tylko wierzący.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | paganus (731 punktów) | > Hej, nie odbieram tego jak pastwienie, to tylko rozmowa, fajnie, że w niej uczestniczysz.  Za to zdanie otrzymałeś ode mnie +. Mam nadzieję, że jest ono szczere.
Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
|
|
| | | | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) |
> Za to zdanie otrzymałeś ode mnie +.> Mam nadzieję, że jest ono szczere.Cieszę się, jeżeli Cię to ucieszyło, o wiele lepiej się rozmawia jak ludzie starają się zrozumieć, a nie kłócić.
|
|
1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Na razie mam urwanie głowy, ale odpowiem na wszystkie posty każdego po kolei. Proszę o cierpliwość, z każdym z Was chętnie porozmawiam
|
|
-2 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | > co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Nie istnieją dzisiaj i wg mnie nie będą istnieć w najbliższej przyszłości, żadne fakty, analizy, modele, cokolwiek, co mogłoby wykazać racjonalnie, że bóg nie może realnie istnieć. To elementarny, racjonalny fakt (dzisiaj). Tak samo jak nie istnieją dzisiaj i wg mnie nie będą istnieć w najbliższej przyszłości, żadne dowody (w sensie naukowym) że bóg istnieje. To wyłącznie kwestia wiary.
|
|
 | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | >To wyłącznie kwestia wiary.
I wciąż trwasz w stanie, gdy nie odróżniasz wiary od przeświadczenia.
To w sumie dosyć smutne.
|
|
|  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
> >To wyłącznie kwestia wiary.> I wciąż trwasz w stanie, gdy nie odróżniasz wiary od przeświadczenia.Wiara to głębokie, graniczące z pewnością przeświadczenie/przekonanie. Jedni wierzą, że wytwory ludzkiej wyobraźni istnieją a drudzy, że nie istnieją. Pół biedy jeśli tylko wierzą. Są też "wiedzący"/natchnieni wiedzą. Ci twierdzą: "Bóg istnieje"/"Bóg nie istnieje". Hahaha 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>To wyłącznie kwestia wiary. >I wciąż trwasz w stanie, gdy nie odróżniasz wiary od przeświadczenia. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Ale możesz mi wyjaśnić różnicę?
Wg mnie w sensie religijnym wiara w boga i przeswaidczenie o tym, że istnieje, jest tym samym.
>To w sumie dosyć smutne. No to zależy kto będzie się smucił, gdy wyjaśnisz różnicę między słowami.
|
|
 | 7 na 7 | Świętowit (55 punktów) |
>Tak samo jak nie istnieją dzisiaj i wg mnie nie będą istnieć w najbliższej przyszłości, żadne dowody (w sensie naukowym) że bóg istnieje. To wyłącznie kwestia wiary.
Ale dlaczego Bóg się ukrywa? Dlaczego wymaga czci? Co takiego wspaniałego jest w wierzeniu w coś? I dlaczego przedkłada tą naiwną wiarę bez żadnych dowodów nad sceptycyzm i racjonalny osąd?
|
|
|  | 1 na 1 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Ale dlaczego Bóg się ukrywa? Dlaczego wymaga czci? Co takiego wspaniałego jest w wierzeniu w coś? I dlaczego przedkłada tą naiwną wiarę bez żadnych dowodów nad sceptycyzm i racjonalny osąd?And the Oskar goes.... Znaczy się Nobel w kategorii Pulitzera  za miażdżącą skuteczność w stawianiu pytań. Trzy pytania i pozamiatane.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
|  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Tak samo jak nie istnieją dzisiaj i wg mnie nie będą istnieć w najbliższej przyszłości, żadne dowody (w sensie naukowym) że bóg istnieje. To wyłącznie kwestia wiary. >Ale dlaczego Bóg się ukrywa? Dlaczego wymaga czci? Nie wiem. >Co takiego wspaniałego jest w wierzeniu w coś? W coś to nie wiem, ale wiara w boga jest sprawą pozytywną. Mi daje wiele.
>I dlaczego przedkłada tą naiwną wiarę bez żadnych dowodów nad sceptycyzm i racjonalny osąd?
Kto? Ja bez problemu poruszam się w świecie racjonalnego osądu świata, a bóg jest dla mnie jedną z koncepcji dot. powstania i funkcjonowania świata.
|
|
| |  | 1 na 1 | Świętowit (55 punktów) |
>Kto?
Chodziło mi o to dla czego Bóg bardziej ceni ludzi, którzy w niego wierzą bez dowodów, od ludzi którzy nie wierzą (domagają się dowodów).
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Chodziło mi o to dla czego Bóg bardziej ceni ludzi, którzy w niego wierzą bez dowodów, od ludzi którzy nie wierzą (domagają się dowodów).A co znaczy "Bóg"? Podobnych bytów historia ludzkiej kultury zna niepoliczalne ilości.
Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
Zacząłem szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata". Pan Brzostowski: Definicja boga nie zmieni istoty tej dyskusji. Roboczo może być tak: bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce). Summa summarum.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | |  | -2 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Kto? >Chodziło mi o to dla czego Bóg bardziej ceni ludzi, którzy w niego wierzą bez dowodów, od ludzi którzy nie wierzą (domagają się dowodów). Bóg chrzescijan faktycznie chyba taki jest. Dlaczego Bóg mogłby taki być? Nie wiem, mogę się tylko domyślać, ale też raczej nie oczekujesz ode mnie innej odpowiedzi niż domysły, bo przeceiż innej nie da się udzielić.
Są jednak odpowiedzi, które można uznać za rozsądne, mimo że tylko będą to domysły.
Otóż Bóg, o ile istnieje, może wiedzieć, że my ludzie, mamy zbyt marne umysły aby poznać odpowiedzi na te pytania najważniejsze: skąd jesteśmy, kim jesteśmy, po co żyjemy, jaki (jesli w ogóle) jest sens tego istnienia i inne istotne dla każdego z nas pytania. Stąd też radzi nam, abyśmy bylo pokorni, uwierzyli, bo tak łatwiej i rozsądniej.
A może jest tak, że ceni talent? Może to wewnętrzne poczucie danego człowieka, że istnieje bóg jest rodzajem zmysłu? Talentu? Który ma tylko część ludzi? My też bardziej cenimy utalentowanego "samorodka" od rzemieślnika. Może On też.
|
|
3 na 3 | ślusarski (750 punktów) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Kiedyś wierzyłem w dobrego Boga, lecz ten okazał się zły, słaby, nieudolny i głupi. Poza tym Bóg w swej mentalności nie może być podobny do człowieka i w ogóle osobowy.W następnym etapie mojego duchowego rozwoju rozpatrywałem możliwość inteligentnego projektu, lecz ten pogląd runął po zapoznaniu się z różnymi koncepcjami filozoficznymi na temat kosmogonii. Definitywnie rozwiał moje wątpliwości w Boga Leonard Suskind, współtwórca teorii super strun. W sposób przejrzysty i zrozumiały wyłożył swoją teorię i w konsekwencji wytłumaczył zasadę antropiczną, jako przypadek, a nie dzieło demiurga. Są obszary niepoznane, gdzie ewentualnie można doszukiwać się siły sprawczej, a jest tym pytanie - skąd to wszystko się wzięło? Tego nauka nie wie, a religijne wyjaśnienia na obecnym poziomie urągają ludzkiej inteligencji. Lepiej powiedzieć - nie wiem, niż tworzyć niepotrzebne boskie byty. Emocje każą nam w nie wierzyć, a logika i inteligencja odrzucać. Jeżeli już ktoś musi wierzyć, to niech poszukuje Boga z pozycji agnostycyzmu.
|
|
 | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  > Kiedyś wierzyłem w dobrego Boga, lecz ten okazał się zły, słaby, nieudolny i głupi.... Wierząc w boga i widząc zło na świecie, znając aktualne dokonania nauki, teorie, filozofie itd... wystarczy wywnioskować wprost z intuicyjnego rozumienia boga, że przecież jest duża szansa na to, że bóg, ze względu na to że jest bogiem, może być dla nas niezrozumiały (niepojęty). I to wystarczy aby nadal wierzyć, nieodrzucając niczego z dokonań nauki.
|
|
|  | 2 na 2 | ślusarski (750 punktów) |
>...wystarczy wywnioskować wprost z intuicyjnego rozumienia boga, że przecież jest duża szansa na to, że bóg, ze względu na to że jest bogiem, może być dla nas niezrozumiały (niepojęty). I to wystarczy aby nadal wierzyć, nieodrzucając niczego z dokonań nauki.
W obszarach poznanych przez naukę nie ma miejsca na ideę Boga, gdyż są one sprzeczne. Wytłumaczyć można dwojako - albo Boga nie ma, albo go nie rozumiemy. Stawiam na tą drugą możliwość, gdzie ów Bóg może okazać się zupełnie czymś innym, niż możemy sobie wyobrazić. Bogiem można nazwać tak wielką złożoność materii i praw, które być może nigdy nie będą poznane. Tam mogą kryć się zjawiska fantastyczne, boskie, opisywane przez jeszcze niepoznaną matematykę i fizykę. A więc bogiem jest nasza niewiedza, a kiedy ją zgłębimy, sami staniemy się bogami. I stworzymy na przykład nowy wszechświat.
|
|
| |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>...wystarczy wywnioskować wprost z intuicyjnego rozumienia boga, że przecież jest duża szansa na to, że bóg, ze względu na to że jest bogiem, może być dla nas niezrozumiały (niepojęty). I to wystarczy aby nadal wierzyć, nieodrzucając niczego z dokonań nauki. >W obszarach poznanych przez naukę nie ma miejsca na ideę Boga, gdyż są one sprzeczne. Myślę, że się mylisz i źle stawiasz sprawę. Czy bóg "siedzi" w jakiś miejscach, obszarach? Co to w ogóle znaczy? Łatwiej byłoby abyś wsakzał przykład obszarów poznanych przez naukę w których nie ma miejsca na ideę boga, bo rzekomo coś tam jest sprzeczne.
>Wytłumaczyć można dwojako - albo Boga nie ma, albo go nie rozumiemy. Zgadzam się.
>Stawiam na tą drugą możliwość, gdzie ów Bóg może okazać się zupełnie czymś innym, niż możemy sobie wyobrazić. Może tak być, zgadzam się.
>Bogiem można nazwać tak wielką złożoność materii i praw, które być może nigdy nie będą poznane. Owszem można go tak nazwać, równie dobrze może też być osobowym "dziadkiem" z brodą.
>Tam mogą kryć się zjawiska fantastyczne, boskie, opisywane przez jeszcze niepoznaną matematykę i fizykę.A więc bogiem jest nasza niewiedza, a kiedy ją zgłębimy, sami staniemy się bogami. I stworzymy na przykład nowy wszechświat.
Kurde, znowu któryś raz spotykam się z tą pokrętną logiką. Piszesz, że albo jest bóg, albo go nie rozumiemy, przychylasz się do tej drugiej opcji, a potem piszesz, że bogiem jest niewiedza, a gdy ją zglębimy to będziemy bogami? Sorry ale logiczne to to nie jest.
Natomiast logiczne jest to, że skoro boga nie rozumiemy, to może być to bóg jakiś (niepojęty), może być diabłem, a może dobrym panem, a może pijakiem, nie wiadomo. Ale istnieć może, nie jest to sprzeczne z nauką.
|
|
| | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Natomiast logiczne jest to, że skoro boga nie rozumiemy, to może być to bóg jakiś (niepojęty), może być diabłem, a może dobrym panem, a może pijakiem, nie wiadomo. Ale istnieć może, nie jest to sprzeczne z nauką.
Jak to nie rozumiemy, ludzie maja spotkania z Matką Boską to już chyba wiadomo jak przynajmniej wygląda matka boga. Siejesz zamęt. Idź do kościoła to zobaczysz obraz boga który chodził po ziemi 2000 lat temu, ma zresztą odbity wizerunek na całunie.
Bóg nie jest pijakiem. Przez osiem lat szkoły nigdy ksiądz tak nie mówił o bogu. Chyba nie ma gorszych informacji od Ciebie. Tylko mieszasz w głowie.
|
|
| | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Natomiast logiczne jest to, że skoro boga nie rozumiemy, to może być to bóg jakiś (niepojęty), może być diabłem, a może dobrym panem, a może pijakiem, nie wiadomo. Ale istnieć może, nie jest to sprzeczne z nauką. >Jak to nie rozumiemy, ludzie maja spotkania z Matką Boską to już chyba wiadomo jak przynajmniej wygląda matka boga. Siejesz zamęt. Idź do kościoła to zobaczysz obraz boga który chodził po ziemi 2000 lat temu, ma zresztą odbity wizerunek na całunie. Ty rozumiesz boga? To wyjaśnij dlaczego dopuszcza zło? Ja tego nie rozumiem. To jak wygląda matka boska nie ma nic wspólnego z tym kim dzisiaj jest, gdzie jest, co robi, czy warto się do niej modlić, ile może, itd... Ty to wiesz? Ja nie wiem. >Bóg nie jest pijakiem. Przez osiem lat szkoły nigdy ksiądz tak nie mówił o bogu. Chyba nie ma gorszych informacji od Ciebie. Tylko mieszasz w głowie. A skąd wiesz czy bóg nie jest pijakem? Ksiądz nie mówił że pije, ale też nie mówił że jest abstynentem prawda? Ja zatem nie wiem, czy pije czy nie. Poza tym ograniczenie bogu możliwości picia stoi w sprzeczności z jego wszechmocą.
Mam nadzieję, że te posty traktujesz też jako humor.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Ty rozumiesz boga? To wyjaśnij dlaczego dopuszcza zło? Ja tego nie rozumiem. To jak wygląda matka boska nie ma nic wspólnego z tym kim dzisiaj jest, gdzie jest, co robi, czy warto się do niej modlić, ile może, itd... Ty to wiesz? Ja nie wiem.Było objawienie czy nie? Było, Matka Boska mówiła co trzeba robić, mówiła. Dopuszczasz to ? Jakie kryterium zastosujesz w celu odrzucenia powyższego. Bo kierując się Twoimi wypowiedziami musisz zakładać wszystko co nie realne i realne na świecie, bo może to być bogiem łącznie z Matką Boską będącą samym bogiem wówczas. Chciałbym wiedzieć jak wytłumaczyłeś sobie nie wypełnianie nakazów boga bogów innych ludzi Musisz brać przecież pod uwagę ogień piekielny. A więc odwaga Twa wielka być musi. > Mam nadzieję, że te posty traktujesz też jako humor."Ofkors"
|
|
| | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Ty rozumiesz boga? To wyjaśnij dlaczego dopuszcza zło? Ja tego nie rozumiem. To jak wygląda matka boska nie ma nic wspólnego z tym kim dzisiaj jest, gdzie jest, co robi, czy warto się do niej modlić, ile może, itd... Ty to wiesz? Ja nie wiem.> Było objawienie czy nie? Było, Matka Boska mówiła co trzeba robić, mówiła. Dopuszczasz to ?Tak. > Jakie kryterium zastosujesz w celu odrzucenia powyższego. Bo kierując się Twoimi wypowiedziami musisz zakładać wszystko co nie realne i realne na świecie, bo może to być bogiem łącznie z Matką Boską będącą samym bogiem wówczas.Nie zakładam wszystkiego co nierealne. To co robię to wyłącznie wnioskowanie na podstawie obserwacji i wiedzy oraz logiczne myślenie. Dlaczego mam stosować jakieś kryterium odrzucenia? Są takie tezy/stwierdzenia dla których nie można zastosować kryterium odrzucenia. Co nie oznacza, że takie twierdzenia nie są prawdziwe. > Chciałbym wiedzieć jak wytłumaczyłeś sobie nie wypełnianie nakazów boga bogów innych ludziA po co mi to? Wg mnie jest jeden bóg. > Musisz brać przecież pod uwagę ogień piekielny. A więc odwaga Twa wielka być musi.Biorę, ale ufam że mnie ominie. > >Mam nadzieję, że te posty traktujesz też jako humor.> "Ofkors"
|
|
| | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) |
>Nie zakładam wszystkiego co nierealne. To co robię to wyłącznie wnioskowanie na podstawie obserwacji i wiedzy oraz logiczne myślenie. >Dlaczego mam stosować jakieś kryterium odrzucenia? Są takie tezy/stwierdzenia dla których nie można zastosować kryterium odrzucenia. Co nie oznacza, że takie twierdzenia nie są prawdziwe. >>Chciałbym wiedzieć jak wytłumaczyłeś sobie nie wypełnianie nakazów boga bogów innych ludzi >A po co mi to? Wg mnie jest jeden bóg.
Co różni Cię od innych wierzących. Źle wnioskują, nie myślą logicznie, ich obserwacja jest błędna?
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | >Co różni Cię od innych wierzących. Źle wnioskują, nie myślą logicznie, ich obserwacja jest błędna? Od których wierzących? Nie da się na to pytanie rozsądnie odpowiedzieć, jesli nie określimy o których chodzi. Ale generalnie mogę Ci odpowiedzieć swoją definicją boga:
"bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)."
Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny.
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
>Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny.
Nie ma sprawy. Niech on dla Ciebie bedzie jaki chce (lub trafniej mowiac, niech bedzie taki, jaki ty bys chcial zeby byl). Ale nie wpychaj sie z zadaniami i zachciankami tego calkiem prawdopodobnego boga w polskie prawo i polski portfel. Dywaguj sobie z tym calkiem prawdopodobnym bogiem o aborcji, homoseksualizmie, gender i zwiazkach partnerskich w kosciele a wnioski z tych rozmow zachowaj dla siebie i Twoich braci i siostr. i bedzie git.
Poza tym ten calkiem prawdopodobny bog troche biedny jest. Kiedys istnial na 100%. Kazdy, kto osmielil sie zglosic sprzeciw byl skracany o glowe. Dzis nawet jego wyznawcy dyskutuja o jego prawdopodobienstwie. To samo z jego ingerencja w nasz swiat. Kiedys bog poruszal planetami zeby zrobic sztuczke z zacmienien, zamienial wode w wino i robil przedstawienia z namacalnymi, fizycznymi skutkami a dzis pozostaly mu tanie sztuczki z pokazywaniem sie na szybach czy gofrach.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny. >Nie ma sprawy. Niech on dla Ciebie bedzie jaki chce (lub trafniej mowiac, niech bedzie taki, jaki ty bys chcial zeby byl).
To nie jest moje chcenie sobie tam jakieś, tylko próba określenia boga-absolutu, tak aby nie był sprzeczny (albo był w jak najmniejszym stopniu) z obserwacją świata.
Ale jest to faktycznie trochę "wymyślanie". A znasz jakieś inne podejście do definicji boga, jak nie takie właśnie? Ja nie znam.
>Ale nie wpychaj sie z zadaniami i zachciankami tego calkiem prawdopodobnego boga w polskie prawo i polski portfel. Ja się nie wpycham, jak się urodziłem już tak było.
>Dywaguj sobie z tym calkiem prawdopodobnym bogiem o aborcji, homoseksualizmie, gender i zwiazkach partnerskich w kosciele a wnioski z tych rozmow zachowaj dla siebie i Twoich braci i siostr. i bedzie git. A dalczego? Co złego jest w dyskusji o aborcji, homoseksualizmie, gender... Chcesz większości ludzi w Polsce zabronić dyskusji? Wpływania na prawo, zasady życia społecznego? Dlaczego? To nieładnie z Twojej strony. Ja i inni niczego takiego Tobie nie zabraniają, Ty nie zabraniaj innym. Prawo jest wyrazem pewnej umowy społecznej. Chcesz je zmienić? Krzycz! Blokuj ulice! Okupuj budynek Sejmu! Nie zabranbiaj ejdnak tego innym tylko dlatego, że akurat oni mają inne zdanie. >Poza tym ten calkiem prawdopodobny bog troche biedny jest. Kiedys istnial na 100%. Kazdy, kto osmielil sie zglosic sprzeciw byl skracany o glowe. Dzis nawet jego wyznawcy dyskutuja o jego prawdopodobienstwie. To samo z jego ingerencja w nasz swiat. Kiedys bog poruszal planetami zeby zrobic sztuczke z zacmienien, zamienial wode w wino i robil przedstawienia z namacalnymi, fizycznymi skutkami a dzis pozostaly mu tanie sztuczki z pokazywaniem sie na szybach czy gofrach. Jako ironia przyzwoite, ale jako wkład do dyskusji dość marne. Bóg albo jest albo nie ma, albo bywa na gofrach, albo nie. Poziom ludzkiej wiedzy nie ma nic wspólnego z jego przebywaniem gdziekolwiek. To ateisci twierdzą (błędnie) że bóg ma już coraz mniej miejsca aby się ukryć. Jednocześnie plotą coś o nieskończoności wszelakiej. A wiadomo przecież że: nieskońoczność - coś = nieskońoczność. Poza tym każde nowe odkrycie naukowe raczej rodzi kolejne pytania lub nawet sytuacje takie, że nie potrafimy dobrze pytania zadać. Zatem bóg ma jakby coraz więcej miejsca, a nie mniej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 8 na 8 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> To nie jest moje chcenie sobie tam jakieś, tylko próba określenia boga-absolutu, tak aby nie był sprzeczny (albo był w jak najmniejszym stopniu) z obserwacją świata.> Ale jest to faktycznie trochę "wymyślanie". A znasz jakieś inne podejście do definicji boga, jak nie takie właśnie? Ja nie znam.Ja tez nie znam. Wiem tylko, ze takiej definicji nie potrzebuje. Tak samo jak nie potrzebna mi dokladna definicja krasnoludka. Wystarczy, ze wiem, ze ma brode i czerwona czapke. Zupelnie mnie nie obchodzi co sadzi o homoseksualistach, zwiazkach partnerskich i gender. > A dalczego? Co złego jest w dyskusji o aborcji, homoseksualizmie, gender... Chcesz większości ludzi w Polsce zabronić dyskusji? Wpływania na prawo, zasady życia społecznego? Dlaczego? To nieładnie z Twojej strony.> Ja i inni niczego takiego Tobie nie zabraniają, Ty nie zabraniaj innym. Prawo jest wyrazem pewnej umowy społecznej. Chcesz je zmienić? Krzycz! Blokuj ulice! Okupuj budynek Sejmu! Nie zabranbiaj ejdnak tego innym tylko dlatego, że akurat oni mają inne zdanie.Ja Ci nie przylatuje do kosciola z ksiazkami biologii, chemii, matematyki i fizyki i nie krzycze, ze boga nie ma i ze musicie przestac sie modlic, bo uragacie mojej inteligencji. Ty natomiast naciskasz na politykow tworzacych prawo i argumentujesz, ze aborcja powinna byc zabroniona bo to sie bogu nie podoba. Ja nie przylatuje do kosciola i nie zadam pieniedzy was zeby zbudowac szkole, basen czy sexshop. Ty wkladasz lape w moj portfel aby zbudowac kolejna swiatynie dla prawdopodobnego boga. > Jako ironia przyzwoite, ale jako wkład do dyskusji dość marne. Bóg albo jest albo nie ma, albo bywa na gofrach, albo nie. Poziom ludzkiej wiedzy nie ma nic wspólnego z jego przebywaniem gdziekolwiek.Poziom Twojej wiedzy i Twoich braci w wierze. Pozostali ludzie wiedza, ze ani boga ani skrzatow nie ma. > To ateisci twierdzą (błędnie) że bóg ma już coraz mniej miejsca aby się ukryć. Jednocześnie plotą coś o nieskończoności wszelakiej. A wiadomo przecież że: nieskońoczność - coś = nieskońoczność.Czyli co? Nieskonczonosc to ma byc ten bog? To jest dowod? > Poza tym każde nowe odkrycie naukowe raczej rodzi kolejne pytania lub nawet sytuacje takie, że nie potrafimy dobrze pytania zadać. Zatem bóg ma jakby coraz więcej miejsca, a nie mniej.Bog stracil monopol na tecze, deszcz, snieg, zacmienie, trzesienia ziemi, pioruny. Nawet biedak nie wiedzial jak mu sie udalo, ze ksiezyc w nocy jest jasny. Na poczatku myslal, ze wlaczyl mu oswietlenie az mu czlowiek musial powiedziec, ze ksiezyc to tylko swiatelko odblaskowe (nie mowiac juz, ze powstal duzo pozniej i w innych okolicznosciach niz bog to w swojej autobiografii napisal)  Jedyne miejsce dla Twojego boga zostalo tylko i wylacznie w Twoich ustach  Zostala ci tylko semantyczna ekwilibrystyka, tania erystyka i pseudonauka zwana teologia
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > Ja tez nie znam. Wiem tylko, ze takiej definicji nie potrzebuje. Tak samo jak nie potrzebna mi dokladna definicja krasnoludka. Wystarczy, ze wiem, ze ma brode i czerwona czapke. Zupelnie mnie nie obchodzi co sadzi o homoseksualistach, zwiazkach partnerskich i gender.Mnie obchodzi, ale niestety nie mam pewności, mam tylko pewne przesłanki. > Ja Ci nie przylatuje do kosciola z ksiazkami biologii, chemii, matematyki i fizyki i nie krzycze, ze boga nie ma i ze musicie przestac sie modlic, bo uragacie mojej inteligencji. Ty natomiast naciskasz na politykow tworzacych prawo i argumentujesz, ze aborcja powinna byc zabroniona bo to sie bogu nie podoba.Teiści też się uczą w szkołach i na studiach i na studiach doktoranckich ... Nie trzeba do kościoła latać, bo kościół służy do czegoś innego. My teiści, też nie biegamy z krzyżem do Waszych domów, nawołując do nawrócenia. Zamiast opowiadać o inteligencji, warto jej użyć w dyskusji. Naciskamy na polityków z tysięcy z różnych powodów, w tym z powodu tego co wynika z naszego światopoglądu. A Ty czynisz inaczej? Tak samo. Myślisz, że Twoje działania są lepsze? Mądrzejsze? Dlaczego? Poza tym, aborcja ma akurat wiele dobrych i złych stron wynikająych z biologii i aspektów społecznych, więc to zupełnie chybiony przykład. > Ja nie przylatuje do kosciola i nie zadam pieniedzy was zeby zbudowac szkole, basen czy sexshop. Ty wkladasz lape w moj portfel aby zbudowac kolejna swiatynie dla prawdopodobnego boga.Co Ty pleciesz? A z czyich pieniędzy buduje się w Polsce szkoły, baseny, szpitale? Z kasy ateistów, czy teistów? Głównie z kasy teistów. Dlatego też z tej kasy buduje się też czasem kościół lub muzeum przy kościele. Jak byś chciał? Aby teiści płacili na szkoły, baseny i nie mogli sobie kościoła zafundować? A niby dlaczego? Bo Ty teistów nie lubisz i już! Nie bądź zabawny. > >Jako ironia przyzwoite, ale jako wkład do dyskusji dość marne. Bóg albo jest albo nie ma, albo bywa na gofrach, albo nie. Poziom ludzkiej wiedzy nie ma nic wspólnego z jego przebywaniem gdziekolwiek.> Poziom Twojej wiedzy i Twoich braci w wierze. Pozostali ludzie wiedza, ze ani boga ani skrzatow nie ma.Jak dotychczas, pokazałeś swój poziom wyłącznie w deklaracjach. Boga nie ma w sensie naukowym (nie udowodniono, że istnieje). Jednak takich bytów (nieudowodnionych), ale istniejąych było kiedyś (przed udowodnieniem) tysiące. Bóg zatem jest możliwy, a skoro tak jest, wiara w niego nie jest pozbawiona sensu (dla teistów). Ty możesz nie wierzyć, i nikt Cię do tego nie zmusza. Nie znam też sensownych badań, które pokazują, że teiści są głupsi od ateistów. Gdyby ateiści byli mądrzejsi, to by objęli władzę i zmienili świat na wg nich lepszy. Ale jakoś nie wychodzi, a ideologie bez boga, też jakoś nie za bardzo się sprawdziły. Także z tą mądrością to chyba przesadzasz... > >To ateisci twierdzą (błędnie) że bóg ma już coraz mniej miejsca aby się ukryć. Jednocześnie plotą coś o nieskończoności wszelakiej. A wiadomo przecież że: nieskońoczność - coś = nieskońoczność.> Czyli co? Nieskonczonosc to ma byc ten bog? To jest dowod?Nie wiem skąd taki wniosek wyciągasz, pisałeś coś o swojej inteligencji, a tu takie ... he, he. > >Poza tym każde nowe odkrycie naukowe raczej rodzi kolejne pytania lub nawet sytuacje takie, że nie potrafimy dobrze pytania zadać. Zatem bóg ma jakby coraz więcej miejsca, a nie mniej.> Bog stracil monopol na tecze, deszcz, snieg, zacmienie, trzesienia ziemi, pioruny. Nawet biedak nie wiedzial jak mu sie udalo, ze ksiezyc w nocy jest jasny. Na poczatku myslal, ze wlaczyl mu oswietlenie az mu czlowiek musial powiedziec, ze ksiezyc to tylko swiatelko odblaskowe (nie mowiac juz, ze powstal duzo pozniej i w innych okolicznosciach niz bog to w swojej autobiografii napisal)  > Jedyne miejsce dla Twojego boga zostalo tylko i wylacznie w Twoich ustach Zostala ci tylko semantyczna ekwilibrystyka, tania erystyka i pseudonauka zwana teologia  Niestety, to co piszesz jest bez sensu. To że my ludzie odkrywamy nowe rzeczy o świecie i że kiedyś jakiś tam odsetek tych rzeczy był przypisywany sile sprawczej boga, a dzisiaj już nie, nie oznacza, że bóg ma coraz mniej miejsca aby się "ukryć". Wręcz przeciwnie. Każde nasze odkrycie, rodzi kolejne pytania i otwiera kolejne przestrzenie, zatem bóg w tej ludzkiej percepcji (a przecież ateista o innej mówić nie może i nie chce), ma coraz więcej miejsca do ukrycia się. Kiedyś "był" w tęczy i wulkanie, dzisiaj kryje się pod kwantową zupą, w bąblach wieloświata, itd ... Człowieku, ileż On ma teraz więcej miejsca! Bóg może istnieć, jest na to pewna szansa (prawdopodobieństwo), tak twierdzą też najwięksi piewcy ateizmu, racjonaliści, bo tak wskaują wyniki naszego oglądu świata. Co prawda, z racjonalnego punktu widzenia, szansa jest marna, ale skoro istnieje, a daje szanse na jakieś tam życie wieczne (może parę dziewic), może stan szczęśliwości wszelakiej, to choćby tylko z tego powodu (cynicznej kalkulacji) nie jest głupie aby wierzyć. Z punktu widzenia naukowego, też sprawa nie jest taka oczywista co do tego marnego prawdopodobieństwa (że Go nie ma), ale to już inna dyskusja ...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Co Ty pleciesz? A z czyich pieniędzy buduje się w Polsce szkoły, baseny, szpitale? Z kasy ateistów, czy teistów? Głównie z kasy teistów. Dlatego też z tej kasy buduje się też czasem kościół lub muzeum przy kościele. Jak byś chciał? Aby teiści płacili na szkoły, baseny i nie mogli sobie kościoła zafundować? A niby dlaczego? Bo Ty teistów nie lubisz i już! Nie bądź zabawny.Do szkoly uczeszczaja teisci, ateisci, protestanci, tatarowie i wszycy pozostali obywatele (bez wzgledu na to w jaki idiotyzm wierza). Do kosciola katolickiego chadzaja tylko i wylacznie katolicy. Ateisci, protestanci, swiadkowie czy Tatarzy nie potrzebuje kosciola katolickiego ale musza na budowe placic. A skoro Ty twierdzisz, ze teista placi za szkole wiec ma prawo na budowe kosciola ze srodkow panstwowych to co powiesz na ateiste, ktory za szkole zaplacil i zazyczy sobie zbudowania sexshopu za podatki? Bedzie mogl? Wedlug Twojej logiki raczej tak  Na reszte nie chce mi sie odpowiadac bo jest belkotem 12-latka, ktory mysli, ze zagial wszystkich swoja elokwencja i inteligencja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Co Ty pleciesz? A z czyich pieniędzy buduje się w Polsce szkoły, baseny, szpitale? Z kasy ateistów, czy teistów? Głównie z kasy teistów. Dlatego też z tej kasy buduje się też czasem kościół lub muzeum przy kościele. Jak byś chciał? Aby teiści płacili na szkoły, baseny i nie mogli sobie kościoła zafundować? A niby dlaczego? Bo Ty teistów nie lubisz i już! Nie bądź zabawny.> Do szkoly uczeszczaja teisci, ateisci, protestanci, tatarowie i wszycy pozostali obywatele (bez wzgledu na to w jaki idiotyzm wierza). Do kosciola katolickiego chadzaja tylko i wylacznie katolicy. Ateisci, protestanci, swiadkowie czy Tatarzy nie potrzebuje kosciola katolickiego ale musza na budowe placic.I co z tego wynika? Tłumaczyłem już tę demagogię i nie chce mi się ponownie. Różne grupy ludzi, z różnym nasileniem korzystają z podatków, które płacą wszyscy: dotacje mogą dostać i dotsja różne organizacje, na różne cele, są wśród nich także Tatarzy, ateiści i inni. Z tego co stworzą korzystaja głównie te właśnie grupy i tak jest. Akurat katolików jest najwiecej, to i najwiecej korzystają. Co w tym dziwnego? To oczywiste, w każdym demokratycznym kraju. > A skoro Ty twierdzisz, ze teista placi za szkole wiec ma prawo na budowe kosciola ze srodkow panstwowych to co powiesz na ateiste, ktory za szkole zaplacil i zazyczy sobie zbudowania sexshopu za podatki? Bedzie mogl? Wedlug Twojej logiki raczej tak  Ateista może oczekiwać dotacji, na wszystko, o ile jest to zgodne z przepisami, także na akcje racjonalistyczne, naukowe, ateistyczne i inne. Na sexshop nie, bo tego raczej nie ma na takiej liście, chyba że zmienimy listę i uznsamy że sexshopy są wazne społecznie. Dałeś strasznie głupi przykład. > Na reszte nie chce mi sie odpowiadac bo jest belkotem 12-latka, ktory mysli, ze zagial wszystkich swoja elokwencja i inteligencja.Oj, Panie Rafale, Panie Rafale...
|
|
| | | | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > "bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)."
Zasygnalizuję tylko jeden z kilku problemów. Świadomość istniejąca od zawsze, jeżeli chce być wszechwiedząca, to musi w szczególności mieć wiedzę o każdym momencie swojego istnienia - co wymaga nieskończonych zasobów pamięci, z których jedynie skończona ilość znajduje się wewnątrz jej stożka światła.
> Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny.
Twoje kryteria - reszty ludzkości bądź uprzejmy w to nie mieszać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | ślusarski (750 punktów) | >Świadomość istniejąca od zawsze, jeżeli chce być wszechwiedząca, to musi w szczególności mieć wiedzę o każdym momencie swojego istnienia - co wymaga nieskończonych zasobów pamięci, z których jedynie skończona ilość znajduje się wewnątrz jej stożka światła.
Aby móc zgromadzić pełną wiedzę o Wszechświecie, należy posiadać nośnik pamięci o masie całego Wszechświata. Dzisiaj bardzo mało wiemy o materii i jedynie domyślamy się istnienia ciemnych materii i energii, a one tworzą aż 95% masy Wszechświata. Może zwykła materia łącznie z ciemnymi tworzą stan splątany cząstek i w konsekwencji przyglądając się jednej, wiemy o wszystkich pozostałych? Może tam ma siedlisko i w nieznany nam sposób działa kosmiczna świadomość Brzostowskiego?
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | >> "bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)." >Zasygnalizuję tylko jeden z kilku problemów. Świadomość istniejąca od zawsze, jeżeli chce być wszechwiedząca, to musi w szczególności mieć wiedzę o każdym momencie swojego istnienia - co wymaga nieskończonych zasobów pamięci, z których jedynie skończona ilość znajduje się wewnątrz jej stożka światła. Dokonałeś właśnie ograniczenia mojego boga ludzką logiką (w dodatku tylko pozornie, ale niech będzie). W ten sposób dołożyłeś mu nową cechę i to już jest Twój bóg. I może sobie nie istnieć, mi to nie przeszkadza. >> Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny. >Twoje kryteria - reszty ludzkości bądź uprzejmy w to nie mieszać. Masz rację - moje. Wydaje mi się jednak, że są racjonalne, a te jak wiesz są dość uniwersalne.
Wracając zatem do Twojego problemu.
1. Bóg, jako wszechwiedzący, nie musi wiedzieć wszystkiego (może jednak to wiedzieć gdy bęzie chciał), z definicji. 2. Bóg mój jest wszechpotężny, zatem żaden stożek go nie musi ograniczać. 3. Jesli istnieje taki Bóg, to z łatwością mogę przyjąć, że mogę go nie rozumieć (ludzkie ograniczenia go nie obowiązują), co jest w sumie dość logiczne skoro On jest wszechwiedzący, a ja nie. Stąd wniosek że Twój problem, to żaden problem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Dokonałeś właśnie ograniczenia mojego boga ludzką logiką
Nie ma czegoś takiego jak "ludzka logika", prawa logiki są uniwersalne. Nie ma żadnych racjonalnych podstaw, aby postulować byty wyjęte spod tych praw. Podobnie jak bzdurą jest postulowanie trójkątów o czterech bokach.
>> Twoje kryteria (...) > Masz rację - moje. Wydaje mi się jednak, że są racjonalne
Kpisz sobie? Każde rozumowanie powołujące się na byt "wykraczający poza logikę" z automatu prowadzi do sprzeczności, czyli jest niepoprawne. Nie ośmieszaj się.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Nie ma czegoś takiego jak "ludzka logika", prawa logiki są uniwersalne.> Nie ma żadnych racjonalnych podstaw, aby postulować byty wyjęte spod tych praw.[Wtrącę nie na temat] Dziwi mnie czasem dlaczego postuluje się istnienie elektronów, skoro one nie chcą się zachowywać logicznie, bo nie dość, że tunelują, to nawet nie da się określić którą z dwu szczelin przelecą. Gdzie tu sens, gdzie logika? Chyba powinno się mówić o elektronach co najmniej w kontekście jakichś protonów (od pary) oraz neutrin.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Dziwi mnie czasem dlaczego postuluje się istnienie elektronów, skoro one nie chcą się zachowywać logicznie
Setarkos, nie trolluj mi tu... Elektron zachowywałby się "nielogicznie", gdyby był newtonowską kuleczką - no ale nie jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Elektron zachowywałby się "nielogicznie", gdyby był newtonowską kuleczką - no ale nie jest. Ano nie jest. Za to 'ludzka logika' (i jej aspiracja do logiki uniwersalnej) prawdopodobnie bazuje na odrębności obiektów - albo albo - być może na wyrost.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | ślusarski (750 punktów) | >"bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)." >Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny.
Stary filozoficzny pogląd, a jakże pobudzający wyobraźnię. Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń. Fajnie by było, gdyby tak było i nawet napisałem kilka utworów gloryfikujących tą ideę. Marzenia mają to do siebie, że nie trzeba ich udowadniać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
A propos marzeń i rzeczywistości: Cytat:Wszystko pięknie uczynił w swoim czasie, nawet wieczność włożył w ich serca; a jednak człowiek nie może pojąć dzieła, którego dokonał Bóg od początku do końca. Kazn. Sal. 3:11 Właśnie wybieram się na pogrzeb - w ten piękny, słoneczny, wiosenny dzień.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | ślusarski (750 punktów) | > A propos marzeń i rzeczywistości:> Cytat:Wszystko pięknie uczynił w swoim czasie, nawet wieczność włożył w ich serca; a jednak człowiek nie może pojąć dzieła, którego dokonał Bóg od początku do końca. Kazn. Sal. 3:11W kategoriach marzeń piękne, a w rzeczywistości(bajkowej)mądre. > Właśnie wybieram się na pogrzeb - w ten piękny, słoneczny, wiosenny dzień.To tylko kwestia czasu, kiedy na nasz pogrzeb przyjdą. Wyrazy współczucia.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>"bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)." >Stary filozoficzny pogląd, a jakże pobudzający wyobraźnię. Taka definicja Boga podoba mi się najbardziej i przyjmuję ją w kategoriach nie wierzeń, lecz marzeń. Fajnie by było, gdyby tak było i nawet napisałem kilka utworów gloryfikujących tą ideę. Marzenia mają to do siebie, że nie trzeba ich udowadniać.
A czy wiara w Jahwe, Allaha, FSM, Zeusa, czy co tam jeszcze nie jest swoistym rodzajem marzenia? Istnienia Boga, o ile On sam się nie ujawni i nie objawi nam swojej istoty, nie da się udowodnić w sensie naukowym, a przynajmniej dotychczas nikt się do tego nawet nei zbliżył.
Tak to moja definicja, mój bóg.
Ale nawet Ci którzy udowadniają, że boga nie ma, każdy udowadnia że nie ma boga, którego sobie wyobrażają, że go nie ma. Tak jak teiści - każdy wierzy w swojego, w pewnych ramach, ale jednak każdy w swojego.
Dlatego też, ja, mając dość racjonalny umysł i jednocześnie dziwne, niepoparte dowodami przekonanie o istnieniu jakiejś siły sprawczej oraz pewne przesłanki dotyczące istnienia boga, próbuję racjonalizować to wszystko, co we mnie siedzi.
Mój bóg jest przynajmniej jako tako spójny i nie pozwala się nikomu unicestwić arguemntami - może istnieć!
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > A czy wiara w Jahwe, Allaha, FSM, Zeusa, czy co tam jeszcze nie jest swoistym rodzajem marzenia? Wiarę w mity nie nazwałbym jednak rodzajem marzenia (nawet swoistym). Wyjaśnień potrzeby wiary w Boga szukałbym u Feuerbacha, czy Marksa. > Istnienia Boga, o ile On sam się nie ujawni i nie objawi nam swojej istoty, nie da się udowodnić w sensie naukowym, a przynajmniej dotychczas nikt się do tego nawet nei zbliżył.Nauki przyrodnicze (science) nie wiedzą co to jest "bóg", a gdy nie wiedzą, to nie mogą się zbliżyć. W religioznawstwie, to bogów do wyboru, do koloru: W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów.
Przechodząc do konkretnych wyobrażeń natkniemy się na różnorodność ujęć: w panteonach politeistycznych bogowie są liczni, bez mała równoprawni w strefach swego zarządzania, zaś w panteonach monoteistycznych wszystkie siły nadprzyrodzone podporządkowano bogowi naczelnemu. W panteizmie bóg występuje jako siła bezosobowa tkwiąca w przyrodzie, a niekiedy z nią utożsamiana. W deizmie występuje jako siła sprawcza. W religiach dualistycznych (np. w najstarszej wyznawanej religii świata - mazdaizmie), występuje w dwóch osobach: Oblicza Dobrego - boga światła (Ahura Mazda, Ormuzd) i Oblicza Złego - boga ciemności i zła (Angra Manju, Aryman), które pozostają z sobą w stałym konflikcie.
Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne.
Pomimo tego, że wyobrażenie boga (Bóg) lub bóstw leży u podstaw większości wierzeń religijnych, to ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną religioznawczą definicję. Ponadto znajomość różnych systemów religijnych przeczy tezie, "że wiara w boga, tzn. wiara w osobowo pojmowaną 'nadprzyrodzoną' istotę, z którą człowiek nawiązuje kontakt, jest cechą charakterystyczną wszystkich religii". Istnieją takie religie, które tej idei nie znają. Dlatego współczesne religioznawstwo porównawcze odeszło w swoich analizach od idei bóstw i koncepcji Boga osobowego kierując swoje zainteresowania ku idei świętości. Kontakt ze świętością może przejawiać się w przeróżny sposób, a pewnych okolicznościach wszystko może być uznane za "święte". Świętość przypisywano niebu i poszczególnym ciałom niebieskim, ziemi, górom i poszczególnym szczytom, rzekom, źródłom, głazom i zwierzętom. Wszystko, co odznaczało jakimiś cechami nadzwyczajnymi było uznawane za "święte". Próby uniwersalistycznej definicji podejmowane są na gruncie filozofii, ale wówczas Bóg przemienia się w Absolut, tracąc w części lub w całości swój religijny kontekst, z czym nie bardzo chcą pogodzić się teologowie. > Ale nawet Ci którzy udowadniają, że boga nie ma, każdy udowadnia że nie ma boga, którego sobie wyobrażają, że go nie ma.A kto poważnie udowadnia nieistnienie "nieistniejącego"? > Dlatego też, ja, mając dość racjonalny umysł i jednocześnie dziwne, niepoparte dowodami przekonanie o istnieniu jakiejś siły sprawczej oraz pewne przesłanki dotyczące istnienia boga, próbuję racjonalizować to wszystko, co we mnie siedzi.Rozmawiałem z ludźmi w trakcie psychozy i po. Dla nich omany były bardziej realne niż rzeczywistość. Absurdem byłoby przekonywanie ich, że się mylą. > Mój bóg jest przynajmniej jako tako spójnyTyle, że dla Pana, gdyż jak np. dla mnie "nie trzyma się kupy". > i nie pozwala się nikomu unicestwić arguemntami - może istnieć!Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda. Nie znane są żadne arguemnty zdolne przekonać wierzącego. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | farmer (22440 punktów) | > >Co różni Cię od innych wierzących. Źle wnioskują, nie myślą logicznie, ich obserwacja jest błędna?> Od których wierzących? Nie da się na to pytanie rozsądnie odpowiedzieć, jesli nie określimy o których chodzi.Ty odzierasz całą otoczkę boską, nic nie wspominasz o świcie. To wynika z Twojej obserwacji. Inni "dostrzegają" o wiele elementów więcej. Dlaczego? Z tego samego powodu z którego ja ich nie dostrzegam? Bo nie sposób dostrzec a reszta nie przechodzi przez pierwsze filtry umysłu i jest przerzucana z automatu do legend, baśni etc. > Ale generalnie mogę Ci odpowiedzieć swoją definicją boga:> "bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze), wszechobecna (może być gdzie chce) i wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)."Koncert życzeń  > Wg mnie istnienie takiego boga jest całkiem prawdopodobne, przyjmując nasze, ludzkie kryteria oceny.Jw.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | Piszesz wcześniej, że: >jest duża szansa na to, że bóg, ze względu na to że jest bogiem, może być dla nas niezrozumiały (niepojęty), tymczasem przykładasz "doń" ludzką miarę - Twoje wyobrażenie:
> "bóg to nieśmiertelna świadomość (istniejąca od zawsze)... Dlaczego boskość redukować do jednej świadomości, a nie do wielu? Skąd takie uproszczenie, skoro dla świadomości pewnie niezbędny jest język, a ten powstaje w relacjach wielopodmiotowych?
>(...) wszechpotężna (może robić co chce) i wszechwiedząca (może wiedzieć co chce)." Dlaczego od razu wyobrażać sobie takie skrajne atrybuty? Czy nie bardziej prawdopodobne byłyby byty o skromniejszych cechach? Skoro już przyjąć >nasze, ludzkie kryteria, to wpierw wypadałoby rozważyć konstrukcję: - potężną (ale nie wszech, lecz zwyczajnie potężniejszą od wszystkiego co znane), - wielewiedzącą (ale nie wszystko, tylko więcej niż ktokolwiek).
Zdaje się, że takie 'nieabsolutne bóstwa' byłyby podobne do o UFO (wyższych cywilizacji) - czy w takim razie istnienie UFO należy uznać za bardziej prawdopodobne od istnienia "boga"?
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Musisz brać przecież pod uwagę ogień piekielny.> > A więc odwaga Twa wielka być musi.> Biorę, ale ufam że mnie ominie.Być może ufasz, że jesteś w Jego oczach wyjątkowy, że obroni Cię od wszelkiego cierpienia ponad siły, da oparcie w chwilach słabości, a w chwilach siły dopuści kolejne wyzwania, które pozwolą Ci się rozwinąć, być mądrzejszym, szczęśliwszym, bardziej doświadczonym. Przekaże swoje doświadczenie i pokaże Ci jak żyć. Z czasem chcesz być może cieszyć jego oko owocami swoich własnych działań... Wiesz, też tak kiedyś miałem, właściwie w pewien nieco już zmieniony sposób nadal tak mam  
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | 5 na 5 | Barbiel (1106 punktów) | >może być to bóg jakiś (niepojęty), może być (...) pijakiem, Bardzo mnie cieszy, że zacząłeś dopuszczać istnienie FSM, bo niedawno miałeś jakieś zastrzeżenia.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >>może być to bóg jakiś (niepojęty), może być (...) pijakiem, >Bardzo mnie cieszy, że zacząłeś dopuszczać istnienie FSM, bo niedawno miałeś jakieś zastrzeżenia. Dopuszczam, dopuszczam. Moje zastrzeżenia budzą tylko wierzący ateiści, dlatego też najbardziej jestem sceptyczny wobec wiary tych, którzy nie wierzą i do istnienia czegoś w co oni wierzą i nie wierzą jednocześnie.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > dlatego też najbardziej jestem sceptyczny wobec wiary tych, > którzy nie wierzą i do istnienia czegoś w co oni wierzą i nie wierzą jednocześnie.
Według tej deklaracji wydaje mi się, że powinni wzbudzać w Tobie zaufanie skrajni ateiści, deklarujący (stawiający ostro) swoje poglądy jak Palikot, Rozenek, prof. Hartmann, czy obecni tu Meretseger lub Andrzej Bogusławski.
Z drugiej strony nieufność wzbudzą ks. Boniecki czy osoby wierzące w sposób ludowy i traktujące swoją wiarę w sposób b. praktyczny (taki eufemizm). pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . dlatego też najbardziej jestem sceptyczny wobec wiary tych, którzy nie wierzą i do istnienia czegoś w co oni wierzą i nie wierzą jednocześnie.> Według tej deklaracji wydaje mi się, że powinni wzbudzać w Tobie zaufanie skrajni ateiści, deklarujący (stawiający ostro) swoje poglądy jak Palikot, Rozenek, prof. Hartmann, czy obecni tu Meretseger lub Andrzej Bogusławski.Wypraszam sobie ja w ogóle nie jestem ateistą, a co dopiero skrajnym. Natomiast dokładnie i precyzyjnie w nic nie wierzę. Odwoływałem się tu wielokrotnie do wypowiedzi red. Izdebskiego, ale chyba znowu przypomnieć go muszę: Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Tak, mam zdecydowane poglądy wypracowanie na podstawie wielu przemyślanych lektur poznawanych przez wiele lat. Można się z nimi nie zgadzać, ale nie lubię, gdy się nimi manipuluje przypisując mi takie jakich nie posiadam. Panie Jacku, bardzo proszę nie iść drogą różnych nawiedzonych ewangelizatorów na swoją wiarę nawiedzających nasze forum i nie dać się im podprowadzać. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Tak, mam zdecydowane poglądy wypracowanie na podstawie wielu > przemyślanych lektur poznawanych przez wiele lat. Można się z nimi nie zgadzać, > ale nie lubię, gdy się nimi manipuluje przypisując mi takie jakich nie posiadam. > Panie Jacku, bardzo proszę nie iść drogą różnych nawiedzonych ewangelizatorów > na swoją wiarę nawiedzających nasze forum i nie dać się im podprowadzać.
Bardzo przepraszam Panie Andrzeju, słowo "skrajnie" można faktycznie rozumieć w wielu znaczeniach. Miałem na mysli to, że zazwyczaj bardzo precyzyjnie określa Pan swój stosunek do wiary ujmowanej w kategoriach religijnych. Do głowy by mi nie przyszło, by czymś lub kimś manipulować.
W moim wpisie odniosem się bezpośrednio do wyznania Brzostowskiego, podając przykłąd m.in. Pana, jako odwrotność wierzącego (niewierzącego) ambiwalentnie. Przynajmniej ja Pana tak odbieram, ma Pan bardzo sprecyzowane i spolaryzowane poglądy i metodologię, co nie oznacza że zamknięte. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Bardzo przepraszam Panie Andrzeju, Panie Jacku, nie mam kłopotu ze zrozumieniem Pana i z większością Pańskich poglądów oraz spostrzeżeń się zgadzam, ale czasem wszyscy dajemy się podprowadzić i tym razem - moim zdaniem - tak właśnie się stało. Dlatego informację o moich poglądach doprecyzowałem.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >> dlatego też najbardziej jestem sceptyczny wobec wiary tych, >> którzy nie wierzą i do istnienia czegoś w co oni wierzą i nie wierzą jednocześnie. >Według tej deklaracji wydaje mi się, że powinni wzbudzać w Tobie zaufanie skrajni ateiści, deklarujący (stawiający ostro) swoje poglądy jak Palikot, Rozenek, prof. Hartmann, czy obecni tu Meretseger lub Andrzej Bogusławski. Zaufanie? Chyba że zaufanie do konsekwencji w poglądach. Po prostu szanuję ludzi, którzy mają określony, spójny pogląd i potrafią go obronić. >Z drugiej strony nieufność wzbudzą ks. Boniecki czy osoby wierzące w sposób ludowy i traktujące swoją wiarę w sposób b. praktyczny (taki eufemizm). Tak właśnie jest, chociaż trudno mówić o nieufności generalnie.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Moje zastrzeżenia budzą tylko wierzący ateiści, dlatego też najbardziej jestem sceptyczny wobec wiary tych, którzy nie wierzą i do istnienia czegoś w co oni wierzą i nie wierzą jednocześnie. Moje poważne zastrzeżenia budzą dyskutanci, którzy sobie jakieś poglądy wymyślają, przypisują je innym i ostro zwalczają. Pan ma taki zwyczaj, a ponadto manipuluje Pan tak treścią, jak i sensem wypowiedzi Pańskich interlokutorów. To obrzydliwy zwyczaj.
@@@ .
|
|
| | |  | 3 na 3 | ślusarski (750 punktów) |
>Łatwiej byłoby abyś wsakzał przykład obszarów poznanych przez naukę w których nie ma miejsca na ideę boga, bo rzekomo coś tam jest sprzeczne.
Na przykład wszelkie dogmaty kościelne. One stoją w rażącej sprzeczności z wiedzą naukową.
>Owszem można go tak [Boga]nazwać, równie dobrze może też być osobowym "dziadkiem" z brodą.
Nie może być, ponieważ należałoby odpowiedzieć skąd wziął się Bóg. Poza tym biblijny dziadek z brodą nie byłby zdolny do stworzenia czegokolwiek, prócz siania zła i cierpień.
>Kurde, znowu któryś raz spotykam się z tą pokrętną logiką. Piszesz, że albo jest bóg, albo go nie rozumiemy, przychylasz się do tej drugiej opcji, a potem piszesz, że bogiem jest niewiedza, a gdy ją zglębimy to będziemy bogami? Sorry ale logiczne to to nie jest.
To proste - Człowiek pierwotny mógłby nas, współczesnych, uznać za bogów (kult cargo) i w podobny sposób my (moher) traktujemy rzeczy niezrozumiałe za cudowne. W dalekiej przyszłości być może posiądziemy wiedzę i możliwości tworzenia rzeczy zarezerwowane tylko dla bogów. Na przykład nowy wszechświat.
|
|
1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z >jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje
Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata. Jedyne bogopodobne, co może istnieć, to inna cywilizacja
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
 | 3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata. To stwierdzenie nawet nie zasługuje na miano fałszywego. Jest po prostu niedorzeczne. Obraz (nawet językowy) z założenia, z definicji jest niekompletny, jest zawsze sporządzony z pewną dokładnością i zawsze może być sporządzony z większą. "Kompletny obraz" to wewnętrzna sprzeczność. Przyjmując jednakże życzliwą interpretację (być może pospiesznego i lekkomyślnego twierdzenia) można powiedzieć; "obraz Wszechświata jest kompletny = uwzględnia wszystkie rodzaje rzeczy faktycznie istniejących we Wszechświecie i wszystkie prawa rządzące rzeczami tego rodzaju". Przy takiej interpretacji nasz "opis Wszechświata" jest prawie na pewno jest niekompletny, mimo zapewnień ze strony naiwnego p. Dokowskiego, nieświadomie popadającego w zabobon myślenia życzeniowego - chcielibyśmy przecież, aby nasz obraz świata był kompletny. Jeszcze jedna uwaga. Nawet zakładając, że "Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata" nie wynika stąd, że jest to jedyny kompletny opis wszechświata. Ateizm nie wynika z twierdzenia "Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata", ale z twierdzenia "Fizyka sformułowała jedyny kompletny obraz Wszechświata", które jednak nie jest wcale udowodnione. P. Dokowski nie odróżnia warunku wystarczającego od warunku koniecznego. Można więc w skrócie powiedzieć, że ateizm wypływa z nieznajomości logiki klasycznej.
Naprawdę scyzoryk się w kieszeni otwiera, gdy czyta się takie niedorzeczności - nawet biorąc poprawkę na to, że od racjonalistów nie można zbyt wiele wymagać. Niech Pan się nie wypowiada na tematy, dla których nie ma Pan głębszego zrozumienia.
|
|
|  | 7 na 7 | Sygnał (4252 punktów) |
>Jeszcze jedna uwaga. Nawet zakładając, że "Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata" nie wynika stąd, że jest to jedyny kompletny opis wszechświata.
Proponuję wstrzymać się od takich stwierdzeń bez postulatu innego opisu wszechświata. Słowo daje, tak trudno pojąć, że żeby negacja czegoś miała jakiś sens w zamian wypadałoby zapostulować coś lepszego ?
>Ateizm nie wynika z twierdzenia "Fizyka sformułowała kompletny obraz Wszechświata", ale z twierdzenia "Fizyka sformułowała jedyny kompletny obraz Wszechświata", które jednak nie jest wcale udowodnione.
"Fizyka sformułowała najlepszy z dostępnych obrazów Wszechświata. Jak znajdę lepszy, to ją obalę, a póki co powinienem siedzieć cicho".
>P. Dokowski nie odróżnia warunku wystarczającego od warunku koniecznego. Można więc w skrócie powiedzieć, że ateizm wypływa z nieznajomości logiki klasycznej.
Można więc w skrócie powiedzieć, że Elasp uwielbia wielkie nadinterpretacje.
>Niech Pan się nie wypowiada na tematy, dla których nie ma Pan głębszego zrozumienia. >
Niech Pan postuluje coś sensownego w zamian, miast negować na potęgę.
|
|
|  | 4 na 4 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > To stwierdzenie nawet nie zasługuje na miano fałszywego. Jest po prostu niedorzeczne. (...) >Naprawdę scyzoryk się w kieszeni otwiera, gdy czyta się takie niedorzeczności - nawet biorąc poprawkę na to, że od racjonalistów nie można zbyt wiele wymagać. Niech Pan się nie wypowiada na tematy, dla których nie ma Pan głębszego zrozumienia.
Jestem w szoku po tej zjadliwej, absurdalnej napaści. Spójrzmy na pytanie źródłowe:
"co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje?"
Odpowiedziałem po prostu na to proste pytanie. Wystarczy chwila skupienia, aby zrozumieć nie tylko to pytanie, ale także intencje pytającego. Nie będę obrażał Waszej inteligencji wyjaśniając Elaspowi te oczywiste sprawy. Żeby nie było za łatwo, zadam inne pytanie:
"dlaczego jesteś pewien, że żaden Bóg nie istnieje?"
Jednak dopóki takie pytanie nie padnie, nie będę karmił Elaspa.
Przy okazji dodam, że nie jedno było źródło mojego zrozumienia kwestii Boga. Oprócz klarownego obrazu Wszechświata bez Boga, miałem też dowód negatywny - krzywdy wyrządzane dzieciom przez nauczycieli i rodziców. Zanim zrozumiałem, że żaden Bóg nie istnieje, przekonałem się, że Bóg jest złem, i że służą mu źli ludzie. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że to wszystko są absurdy, które znikają, gdy już się zrozumie, że żaden Bóg nie istnieje.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
No to proszę otrząsnąć się z szoku. Wszyscy popełniamy błędy, Pan także.
>Przy okazji dodam, że nie jedno było źródło mojego zrozumienia kwestii Boga. Oprócz klarownego obrazu Wszechświata bez Boga...
Obraz klarowny to nie to samo, co kompletny, a użył Pan słowa "kompletny", do którego się odnosiłem.
>miałem też dowód negatywny - krzywdy wyrządzane dzieciom przez nauczycieli i rodziców.
To nie jest żaden dowód. Wynika stąd co najwyżej, że nie istnieje Bóg natychmiast reagujący na krzywdy, a nie że nie istnieje Bóg w ogóle. Tego rodzaju "dowody negatywne" są zresztą w obiegu od 2000 lat ("si Deus est, unde malum?"). Nie wymyśla więc Pan niczego nowego.
>Zanim zrozumiałem, że żaden Bóg nie istnieje, przekonałem się, że Bóg jest złem, i że służą mu źli ludzie.
Chyba zbyt proste, aby było prawdziwe. Prawda bardzo często jest złożona - dlaczego miałaby być prosta akurat w tym przypadku?
Coś w rodzaju nieprzemyślanego sloganu p. Bogusławskiego.
|
|
| | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
>To nie jest żaden dowód. Wynika stąd co najwyżej, że nie istnieje Bóg natychmiast reagujący na krzywdy, a nie że nie istnieje Bóg w ogóle. Tego rodzaju "dowody negatywne" są zresztą w obiegu od 2000 lat ("si Deus est, unde malum?"). Nie wymyśla więc Pan niczego nowego.
A co jest dowodem, ze nie ma Allaha? Jest w ogole taki?
|
|
| | | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >A co jest dowodem, ze nie ma Allaha? Jest w ogole taki? Ależ to jest elementarne. Dowodem na nieistnienie Allaha jest istnienie boga chrześcijan. Z drugiej jednak strony jak w takim razie wytłumaczyć istnienie muzułmanów? Nie oddawaliby przecież czci czemuś czego nie ma.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > drugiej jednak strony jak w takim razie wytłumaczyć istnienie muzułmanów? Nie oddawaliby przecież czci czemuś czego nie ma.Alez to jest elementarne - istnienie muzulmanow nie jest dowodem, ze Jahwe nie istnieje  Po prostu nic nie jest dowodem, ze Jahwe nie istnieje. Natomiast wszystko jest dowodem, ze Jahwe istnieje  Tak rzekl Elasp.
|
|
| | |  | 5 na 5 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Obraz klarowny to nie to samo, co kompletny, a użył Pan słowa "kompletny", do którego się odnosiłem.
Wtedy, gdy zrozumiałem, że Boga nie ma, nie łapałem siebie za słówka, jak Ty to teraz robisz. Dla mnie ten obraz był wtedy prosty, spójny, pełny i klarowny.
>To nie jest żaden dowód.
Nikt mnie nie pytał o dowód. Pytanie w tym wątku jest o coś innego. Skup się na meritum, zamiast nakręcać tę swoją nienawiść do ateistów.
Widzę, że sam nie potrafisz zrozumieć, o co chodzi w tym meritum, więc Ci to wyłożę wprost. W tym wątku mamy za zadanie przypomnieć sobie, jak to się stało, że uzyskaliśmy pewność, że Boga nie ma. Pytanie było osobiste, więc odpowiedź powinna być szczera: co sprawiło, że dziecko zaczyna rozumieć, iż żaden Bóg nie istnieje?
A jeśli dziecko zna i rozumie pojęcie "dowodu", to naturalnie posługuje się tym słowem. Dziecko nie rozumie jeszcze różnicy między "dowodem", a "dowodem formalnym" (a czy Ty rozumiesz?), więc uznaje za dowód coś, co za kilka lat określi, jako "dowód z lukami". Twoja ocena jakości tego dowodu jest tutaj zupełnie nieistotna. Istotne jest, czy dowód ten jest przekonujący dla dziecka.
Przypuśćmy, że istnieje dobry Bóg, Niebo, anioły i święci. Wiemy, że zbrodniarze zostają świętymi. Wiemy, że anioły nie są stróżami, tylko mordercami i sadystami, znęcającymi się nad dziećmi. Wiemy, że Bóg wszystkich osądza i wybacza zło, i nakazuje czcić złych rodziców. Bóg jest też stworzycielem tego wszystkiego. Wniosek jest taki, że Bóg jest zły i jest źródłem zła. Wniosek jest absurdalny, sprzeczny z założeniem, że Bóg i Niebo to dobro i nagroda za dobro. Udowodnione więc zostało a.a. że Bóg i Niebo nie istnieją.
Powyższy dowód ma luki, ale dziecku trudno je dostrzec, szczególnie wtedy, gdy samodzielnie ten dowód ułoży w pierwszym przebłysku rozumu.
Mam nadzieję, że już rozumiesz, o czym mówimy w tym wątku. Jeśli jednak chcesz poznać nasze poglądy, to załóż inny wątek i spytaj, co myślimy (jeśli masz odwagę), a wtedy chętnie Ci objaśnię swoje poglądy.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Widzę, że sam nie potrafisz zrozumieć, o co chodzi w tym meritum, więc Ci to wyłożę wprost. W tym wątku mamy za zadanie przypomnieć sobie, jak to się stało, że uzyskaliśmy pewność, że Boga nie ma.
Sprawdźmy zatem.
"Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje."
>Pytanie było osobiste, więc odpowiedź powinna być szczera: co sprawiło, że dziecko zaczyna rozumieć, iż żaden Bóg nie istnieje?
Pytanie brzmi: co przekonało cię, że żaden Bóg nie istnieje? Nie jest to żadne "pytanie osobiste", niczego nie trzeba tu "przypomnieć sobie". Jest to pytanie o racje, które uznaliśmy (i nadal uznajemy) za rozstrzygające kwestię istnienia Boga. To pytanie o to, na jakiej podstawie rościmy sobie prawo do pewności metodologicznej w kwestii nieistnienia Boga, a nie pytanie, kiedy i pod jakim wpływem uzyskaliśmy pewność psychologiczną w tej kwestii (ewentualnie później zamienioną na pewność metodologiczną).
Widać to zresztą z odpowiedzi udzielanych autorowi - wystarczy zadać sobie trud i sprawdzić. Nie podejrzewam zresztą, aby autor był zainteresowany historiami z Pańskiego dzieciństwa. Ciekawią go raczej Pańskie argumenty, które kiedyś uznał Pan za rozstrzygające i nadal je takimi uznaje.
Zresztą pytanie tytułowe brzmi: " dlaczego nie wierzysz w żadnego Boga? Może warto". Jest to ewidentnie pytanie o (obiektywne) racje, które uznajemy nadal za rozstrzygające, a nie o (osobiste) motywy, które wpłynęły na nasz obecny, bardziej wyrafinowany światopogląd.
>Pytanie było osobiste, więc odpowiedź powinna być szczera: co sprawiło, że dziecko zaczyna rozumieć, iż żaden Bóg nie istnieje?
Nie przypadkiem słowa "zaczyna rozumieć" nieświadomie bierze Pan właśnie w znaczeniu metodologicznym, a nie psychologicznym. "Zaczynam rozumieć, że A" implikuje, że "jest prawdą, że A".
>Przypuśćmy, że istnieje dobry Bóg, Niebo, anioły i święci. Wiemy, że zbrodniarze zostają świętymi. Wiemy, że anioły nie są stróżami, tylko mordercami i sadystami, znęcającymi się nad dziećmi. Wiemy, że Bóg wszystkich osądza i wybacza zło, i nakazuje czcić złych rodziców. Bóg jest też stworzycielem tego wszystkiego. Wniosek jest taki, że Bóg jest zły i jest źródłem zła. Wniosek jest absurdalny, sprzeczny z założeniem, że Bóg i Niebo to dobro i nagroda za dobro. Udowodnione więc zostało a.a. że Bóg i Niebo nie istnieją.
Być może jest to środek służący uzyskaniu psychologicznej pewności, że Bóg nie istnieje, faktycznie dostosowany do umysłowości dziecka. Nie ma to żadnego znaczenia dla tematyki wątku.
>a wtedy chętnie Ci objaśnię swoje poglądy.
Obaliłem te poglądy dokładnie 1 stycznia 2013 r. - nie zdobył się Pan na odpowiedż. Niestety nic nie da się z tym zrobić.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >napisz krótko z jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje
>Jest to ewidentnie pytanie o (obiektywne) racje, które uznajemy nadal za rozstrzygające
Pytanie jest ewidentnie o dawne powody pierwszego w życiu nabycia pewności, że żaden Bóg nie istnieje.
Twoje emocjonalne ataki na merytoryczne poglądy, sprzeczności w tym, co piszesz, nawet w jednym poście... jestem zaskoczony... tym bardziej, że już przecież przyznałeś się do błędu.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Pytanie jest ewidentnie o dawne powody pierwszego w życiu nabycia pewności, że żaden Bóg nie istnieje.
Może niech lepiej wypowie się autor wątku. Myślę, że będzie wiedzieć trochę lepiej niż Pan, o co mu chodziło.
>Twoje emocjonalne ataki na merytoryczne poglądy,
oczywiście przede wszystkim na merytoryczne poglądy niejakiego p. Dokowskiego - zapomniał Pan dodać.
>sprzeczności w tym, co piszesz, nawet w jednym poście...
Proszę o wskazanie sprzeczności w jednym poście. Oczywiście nie wykluczam, że gdzieś sobie zaprzeczyłem, wszak zdarza się to każdemu.
>jestem zaskoczony...
Cóż z tego, że jest Pan zaskoczony - to (wydaje mi się) Pańska sprawa, która chyba nikogo nie interesuje.
>tym bardziej, że już przecież przyznałeś się do błędu.
Nigdzie nie przyznałem się do błędu, chociaż być może gdzieś błąd popełniłem. Widzę, że i Panu już puszczają nerwy, bo usilnie chce Pan tu uchodzić za znawcę i autorytet, mieć jakąś namiastkę rangi i znaczenia. Naprawdę niech Pan nie próbuje wyprowadzić mnie z równowagi, bo się to Panu nie uda. Lepsi od Pana próbowali. Pańskie metody tudzież poglądy (jak metody i poglądy p. Bogusławskiego) przekonają tylko niedoświadczonych.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | > Naprawdę niech Pan nie próbuje wyprowadzić mnie z równowagi, bo się to Panu nie uda. I oto popełnił Pan plagiat
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Naprawdę niech Pan nie próbuje wyprowadzić mnie z równowagi, bo się to Panu nie uda.> I oto popełnił Pan plagiat  Takich plagiatów, to u pana Elaspa jest na pęczki. Jest to jedna z jego intelektualnych metod prowadzenia rozmów z ludźmi, których on uznaje za wrogów. PS. Poniżej mały wybór, tylko z tego wątku, stosowanych przez niego argumentów: Twój post jest napisany jakimś racjonalistycznym slangiem. Nie wzmocni to wcale zawartych w nim argumentów, ani nie osłabi moich.
Ateista może uciec w jeszcze jeden zabobon, mianowicie zabobon "skutecznego prawa".
Jest Pan niepoważny, a odpowiedz na pozostałość Pana postu jest stratą czasu. Dalsza część Pana wypowiedzi to bowiem czystej wody trolling, który niczego nie wnosi.
Pozbądź się tego pseudo-Big_Zydowego żargonu, bo robi katastrofalne wrażenie, jak posty nieszczęsnego Big_Zyda.
Niech p. Andrzej.51 nie gmera w Biblii, bo nic to nie da.
Hartman działa na poziomie idiotki Bratkowskiej i (podejrzewam) bardziej szkodzi sobie (i sprawie) niż skłonny byłby przypuszczać. O tym, że ludzie nie chcą idei a la Hartman przekonują zresztą katastrofalne wyniki sondażowe "Twojego Ruchu". "Gazeta Wyborcza" - źródło internacjonalistycznego socjalizmu i ateizmu (ściślej: trockizmu) też na szczęście pada (vide notowania "Agory"). Trzyma się jeszcze "Nie", wydawane przez byłych SB-eków (i za ukradzione w latach 89-90 pieniądze, dzięki którym Urban rozwinął swoje "biznesy"), ale i ono padnie. Są to naturalni wrogowie Kościoła Katolickiego w Polsce i jeżeli ktoś ma choć trochę oleju w głowie (i choćby resztki kręgosłupa moralnego), powinien w tej walce stanąć po stronie Kościoła, chociażby kierując się zasadą mniejszego zła.
Tu nie ma nawet śladu argumentu - wata słowna. "Watuje" Pan, jak mówiono kiedyś w Polskim Radio.[Bogusławski] Jestem u Pana w bardzo dobrym towarzystwie, jak Pan napisał: - "Tischner był głupcem, tak więc nie jest żadnym autorytetem". U Pana wszyscy, którzy inne niż Pan poglądy mają, to za głupców robią. Nie wszyscy, ale Tischner robi na pewno. Ale prawdą jest, że gdy ktoś powiada "jestem ateistą", to w moich uszach brzmi to cokolwiek jak przyznanie się: "jestem idiotą". Sceptycyzm jest właściwym rozwiązaniem, a nie ateizm - niech Pan to zapamięta raz na zawsze.Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Takich plagiatów, to u pana Elaspa jest na pęczki. Jest to jedna z jego intelektualnych metod prowadzenia rozmów >z ludźmi, których on uznaje za wrogów. > PS. Poniżej mały wybór, tylko z tego wątku, stosowanych przez niego argumentów itd.
Nie wiem, jak rozumie Pan słowo "argument", ale wszystkie te przytoczone zdania były tylko (być może dosadnymi) komentarzami, a nie argumentami. Nie wiem, jak można prośbę: "Pozbądź się tego pseudo-Big_Zydowego żargonu..." uważać za argument? Prośba nie jest przecież ani zdaniem fałszywym, ani prawdziwym, a argument takim jest.
Nikogo nie uważam za wroga, co najwyżej za przeciwnika - jak w każdej grze. Nie żywię do nikogo na forum żadnych negatywnych uczuć. Chętnie przyznam rację każdemu (także oczywiście i Panu), jeżeli tylko wysunięte argumenty wydadzą mi się przekonujące, chętnie też przeproszę, jeżeli ktoś poczuł się urażony.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Takich plagiatów, to u pana Elaspa jest na pęczki. Jest to jedna z jego intelektualnych metod prowadzenia rozmów> >>>z ludźmi, których on uznaje za wrogów.> >>>PS. Poniżej mały wybór, tylko z tego wątku, stosowanych przez niego argumentów itd.> Nie wiem, jak rozumie Pan słowo "argument",Naprawdę Pan nie wie?: Bezmyślnie sięga Pan po cytaty z "Wikipedii" (...). Można Pański światopogląd nazwać nazwać "bezmyślnym ateizmem".
Najwyraźniej nie pojmuje Pan, że to, że coś jest w "Wikipedii" naprawdę nie oznacza, że jest prawdą. Hasła piszą tam ludzie nie zawsze najlepiej przygotowani.
Niech się Pan wreszcie nauczy samodzielnie myśleć, p. Andrzeju Wikipediosławski. Nauczy tego, co z taką lubością zaleca innym. Po prostu, korzystam z Wikipedii. > ale wszystkie te przytoczone zdania były tylko (być może dosadnymi) komentarzami, a nie argumentami. Nie wiem, jak można prośbę: "Pozbądź się tego pseudo-Big_Zydowego żargonu..." uważać za argument? Prośba nie jest przecież ani zdaniem fałszywym, ani prawdziwym, a argument takim jest.Wikipedia: Argument w retoryce to fakt lub okoliczność przytaczana w komunikacie celem potwierdzenia lub obalenia tezy.
Argumenty dzielimy na:
- logiczne - oparte na indukcji, dedukcji i analogiach
- emocjonalne - odwołujące się do uczuć, ambicji, wiary słuchaczy
- rzeczowe - będące konkretnymi faktami, danymi itp.
- inne: oparte na doświadczeniu, powszechnej opinii lub wiedzy; autorytetach
> Nikogo nie uważam za wroga, co najwyżej za przeciwnika - jak w każdej grze.Jeżeli tylko na przeciwników Pan takim jadem pluje, to co dopiero z wrogami by było? > Nie żywię do nikogo na forum żadnych negatywnych uczuć.Każdy ma swój stopień wrażliwości mnie wystarcza nienawiść do mnie skierowana. Przykłady nawet w tym wątku wyżej przytoczyłem. Ale jest to zgodnie z katolicką miłością bliźniego, którą Pan tu reprezentuje (niezależnie od tego, czy Pan jest, czy też nie jest katolikiem). > Chętnie przyznam rację każdemu (także oczywiście i Panu), jeżeli tylko wysunięte argumenty wydadzą mi się przekonujące,Tyle, że chyba jeszcze tu takie nikomu się nie przytrafiły, a, jeżeli już to był, to wyjątkowy wyjątek. > chętnie też przeproszę,Prawie wszystko jest możliwe. Ja nawet istnienie świata nadprzyrodzonego na promil promila dopuszczam. Tyle, iż jedne rzeczy są bardziej prawdopodobne inne zaś zdecydowanie mniej. > jeżeli ktoś poczuł się urażony.Różni ludzie różnie wrażliwość ustawioną mają. Mnie niektórzy ludzie - ci do których sprawności intelektualnej nie mam szacunku - nie są w stanie obrazić. Pomimo, że udawało się nawet Panu wyprowadzić mnie z równowagi czego raczej się wstydzę, to nie czuję się Pańskimi chamskimi wypowiedziami urażony - one są tylko wyrazem Pańskiej intelektualnej bezsilności. Braku - logicznych, opartych na indukcji, dedukcji i analogiach; rzeczowych - będących konkretnymi faktami, danymi itp. oraz opartych na doświadczeniu, powszechnej opinii lub wiedzy; autorytetach - merytorycznych argumentów, które zastępuje Pan argumentami emocjonalnymi - odwołującymi się do uczuć, ambicji, wiary słuchaczyMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Nikogo nie uważam za wroga, co najwyżej za przeciwnika - jak w każdej grze.> Jeżeli tylko na przeciwników Pan takim jadem pluje, to co dopiero z wrogami by było? Nie "pluję jadem", niech Pan nie przesadza. > >Nie żywię do nikogo na forum żadnych negatywnych uczuć.> Każdy ma swój stopień wrażliwości mnie wystarcza nienawiść do mnie skierowana. Nie czuję do Pana nienawiści. Przeciwnie, nawet Pana na swój sposób lubię, może za to, że umie Pan wynajdywać u innych wady, które są de facto Pańskimi wadami. Podziwiam też Pana zapał - chyba nie chciałoby mi się walczyć z taką energią o jakąkolwiek sprawę. Jedyne, co budzi moją niechęć w odniesieniu do forum, to 1) używanie emotikonów - bardzo tego nie lubię i nigdy ich nie używam, 2) niestaranna polszczyzna, z którą można mieć tu czasem do czynienia. > ...niezależnie od tego, czy Pan jest, czy też nie jest katolikiem Nominalnie jestem, ale chodzę do kościoła raz do roku, może dwa ("od wielkiego dzwonu"). > >Chętnie przyznam rację każdemu (także oczywiście i Panu), jeżeli tylko wysunięte argumenty wydadzą mi się przekonujące,> Tyle, że chyba jeszcze tu takie nikomu się nie przytrafiły, a, jeżeli już to był, to wyjątkowy wyjątek.Nie, wiele razy zdarzała się taka sytuacja. > > chętnie też przeproszę,> Prawie wszystko jest możliwe. Ja nawet istnienie świata nadprzyrodzonego na promil promila dopuszczam. Tyle, iż jedne rzeczy są bardziej prawdopodobne inne zaś zdecydowanie mniej. Przeprosiłem ostatnio Pana, więc prawdopodobieństwo, że przeprosiłem, wrasta do 100%, a że przeproszę też powinno być niemałe. > >jeżeli ktoś poczuł się urażony.> Różni ludzie różnie wrażliwość ustawioną mają. Mnie niektórzy ludzie - ci do których sprawności intelektualnej nie mam szacunku - nie są w stanie obrazić. Tak, mnie nie można obrazić. Nie jestem "obrażalski", a wszelkie urazy chętnie puszczam w niepamięć. Właśnie teraz próbuje mnie atakować p. Dokowski - ale nie mam do niego to pretensji, chociaż uważam, ze traci czas, bo nic nie zdziała. > Pomimo, że udawało się nawet Panu wyprowadzić mnie z równowagi czego raczej się wstydzę, to nie czuję się Pańskimi chamskimi wypowiedziami urażony - one są tylko wyrazem Pańskiej intelektualnej bezsilności. Przede wszystkim "pomimo że", a nie "pomimo, że". Po drugie, właśnie za tę wypowiedz Pana przeprosiłem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Czy to ma być odpowiedź na moją wypowiedź o Pańskim braku - logicznych, opartych na indukcji, dedukcji i analogiach; rzeczowych - będących konkretnymi faktami, danymi itp. oraz opartych na doświadczeniu, powszechnej opinii lub wiedzy; autorytetach - merytorycznych argumentów, które zastępuje Pan argumentami emocjonalnymi - odwołującymi się do uczuć, ambicji, wiary słuchaczy? Znowu Pan kręci!> Nikogo nie uważam za wroga, co najwyżej za przeciwnika - jak w każdej grze.> >>>Jeżeli tylko na przeciwników Pan takim jadem pluje, to co dopiero z wrogami by było?> Nie "pluję jadem", niech Pan nie przesadza.Nie przesadzam, gdyż nie mam takiego zwyczaju. Oczywiście to tylko zwrot erystyczny. Żadnych plwocin internet nie przenosi. > Nie żywię do nikogo na forum żadnych negatywnych uczuć.Oczywiście, to tylko ja nie potrafię czytać ze rozumieniem. Pan zaś jest przepojony chrześcijańską miłością. > >>>Każdy ma swój stopień wrażliwości mnie wystarcza nienawiść do mnie skierowana.> Nie czuję do Pana nienawiści.Tak, słyszałem i czytałem podobne deklaracje już wiele razy np. takie kazanie: Jezus powiedział do swoich uczniów: "Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie."
Słyszeliście, że powiedziano: "Będziesz miłował swego bliźniego", a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.
Dobrze wiemy, że Prawo Jezusa, które było uzupełnieniem Starego Testamentu sięgało również do wnętrza człowieka, do jego zamiarów i myśli. Jezus powiedział konkretnie, że grzeszy nie tylko ten, kto popełnia zło fizyczne, ale także ten, kto w sercu planuje to zło uczynić.
Jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do przebaczania zła. Jezus prosi nas: "Nie zwalczajcie zła złem. Daj temu, kto Cię prosi. Kochajcie waszych wrogów. Słońce Ojca niebieskiego wschodzi tak samo nad dobrymi i złymi".> Przeciwnie, nawet Pana na swój sposób lubię,Tak, na sposób katolicki. Przepojeni podobną miłością bliźniego są np. księża: Oko, Hoser, Rydzyk; posłowie Niesiołowski, Jurek, Pawłowicz, Żalek, Gowin. > może za to, że umie Pan wynajdywać u innych wady,Tak, np. uważam, że ze znanych mi instytucji najbardziej obłudną jest Kościół katolicki. Jego przedstawicie nawet największe podłości potrafią pokryć pięknymi słowy. Nie mówiąc już o małości, mściwości i pazerności jako typowych cechach osobowościowych znakomitej większości jego przedstawicieli. Występujący na naszym forum obrońcy religii, w znakomitej większości, wykazują się niskim poziomem wiedzy i małą sprawnością intelektualną, co pokrywają wielkim zadufaniem we własne racje. Są ogromnie zacietrzewieni i małostkowi. Ich gry intelektualne, to strzyżono-golono oraz ping-pong. Oskarża Pan innych za swoje własne przewiny, plagiatując nawet ich wypowiedzi. > które są de facto Pańskimi wadami. (Tak, jak właśnie tu.) Przyznaję, wszyscy który mnie trochę znają wyżej przez Pana wymienione wady u mnie rozpoznają. > Podziwiam też Pana zapał - chyba nie chciałoby mi się walczyć z taką energią o jakąkolwiek sprawę. (Na jakim katolickim forum mnie Pan zauważył?) To dobrze, że za coś się podziwiamy. Ja podziwiam Pańska - przedstawianą w postach na naszym forum - głupotę, trudno zrozumiałą u młodego europejczyka w XXI wieku. > Chętnie przyznam rację każdemu (także oczywiście i Panu), jeżeli tylko wysunięte argumenty wydadzą mi się przekonujące,> >>>Tyle, że chyba jeszcze tu takie nikomu się nie przytrafiły, a, jeżeli już to był, to wyjątkowy wyjątek.> Nie, wiele razy zdarzała się taka sytuacja.  Bardzo rzadko używam emotikonów, ale czasem to dobre narzędzie. > Tak, mnie nie można obrazić.Mnie można. Jak ktoś pluje na mnie, to nie potrafię udawać, że to deszcz pada, tyle iż nie każdemu, to się udaje, nie można traktować poważnie ludzi intelektualnie ograniczonych. > Nie jestem "obrażalski", a wszelkie urazy chętnie puszczam w niepamięć.Nie można stałego obrażania puszczać w niepamięć. Inteligencja na to nie pozwala. Dlatego potrzebna jest jednak moderacja, aby ewidentny i złośliwy trollizm wyrzucała. > >>>Pomimo, że udawało się nawet Panu wyprowadzić mnie z równowagi czego raczej się wstydzę, to nie czuję się Pańskimi chamskimi wypowiedziami urażony - one są tylko wyrazem Pańskiej intelektualnej bezsilności.> Przede wszystkim "pomimo że", a nie "pomimo, że".Literówki, a nawet ewidentne błędy zdarzają mi się tu często, ale znacznie rzadziej niż wypisywanie przez Pana głupot - nie mówiąc już o błędach. Tylko - jak mówi Ewangelia - "źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz". (W poważnych redakcjach oprócz redaktorów zatrudnia się także redaktorów i czego innego od nich się wymaga.)No i o czym znowu ta rozmowa? O Pańskich nienawiściach? @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Czy to ma być odpowiedź na moją wypowiedź, itd.
Niech Pan się powstrzyma od publikowania tego rodzaju postów, gdyż z całą pewnością nie dają one Panu powodu do chluby. Naraża Pan swój racjonalizm na jawne pośmiewisko, a samego siebie - na późniejszy wstyd i niesmak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Czy to ma być odpowiedź na moją wypowiedź, itd.> Niech Pan się powstrzyma od publikowania tego rodzaju postów,Do kogo tam mowa, tu nie kazalnica, a Pan za mądrego też na naszym forum nie robi. > gdyż z całą pewnością nie dają one Panu powodu do chluby.Nikomu tu żadne rozmowy z Panem chluby nie przynoszą. > Naraża Pan swój racjonalizm na jawne pośmiewisko,To co jest pośmiewiskiem dla durnia może być czymś ciekawym dla mędrca i odwrotnie. Którą mądrą dyskusję z Pańskim udziałem nam poleci Pan do przeczytania, a pisuje Pan tu od 5 grudnia 2012? Przede mną popisywanie się swoimi mądrościami Pan tu zaczął. Zaś przed panem Dokowskim o trzy dni wcześniej. Przez półtora roku i rozmów z tyloma różnymi polemistami swojego ośmieszania się i kompletnej na naszym forum kompromitacji Pan nie zauważył, to jak może Pan zauważyć ją u innych? Napisałem do Pana: Naprawdę ogromnie staram się aby nigdy nie atakować rozmówców, natomiast jako racjonalista jestem przewrażliwiony na punkcie głupoty wykazuję ją i atakuję nawet brutalnie. Niektórzy ludzie tak bardzo przywiązani są do swoich poglądów i tekstów, że wykazywanie ich głupoty i niedostatecznej argumentacji poglądów, odbierają bardzo osobiście. Twierdzę, że wiele głupot Pan już tu powypisywał, ale nie twierdzę - choćby już dlatego, że nie mam do tego dostatecznych podstaw, nie mówiąc już o kulturze - iż Pan jest głupcem.
O Pańskiej samokompromitacji jestem całkowicie przekonanym i starałem się ją wykazać, ale zakładam, iż mogę się mylić i najlepszym sędzia są tu nasi czytelnicy.
Wyżej napisałem do pana Macieja: Myślę, że niezbyt warto się przejmować tym, co się umysłom mocno ograniczonym wiarą wydaje. Oni są na wszelkie argumenty całkowicie są nieprzemakalni i nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej i dlatego z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Pan Elasp od ponad roku tu ewangelizuje i osiągnął w tym nawet pewne sukcesy {np. zmiana formuły i większe otwarcie się naszego forum na zacietrzewioną głupotę fideistów} natomiast on nie przyjął stąd zupełnie niczego. Wszystko po nim spłynęło, jak woda po kaczce.)> a samego siebie - na późniejszy wstyd i niesmak.Ma Pan tu rację. Wszelkie rozmowy z Panem - tak jak z każdym trollem - niesmak pozostawiają, a czasem i zażenowanie, że dajemy się sprowokować i zejść do ulubionego przez Pana poziomu szamba i prób unurzania w nim Pańskich partnerów rozmów, ale gdy nie ma na forum moderatorów, to czasem ewidentne wykazanie permanentnej działalności trolla jest koniecznym. Można, to zrobić tak, jak kiedyś robił to nieodżałowany Big_zyd, a teraz Czes nie zdzierżył, a można tak jak Bogusławski. Skąd Pan te głupoty bierze, które tu wypisuje? Klapki na oczach chomąto na szyi i wio przed siebie. Czyli - Alleluja i do przodu!Całą swoją parafię Pan kompromituje. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Widzę, że doprowadza Pana do szewskiej pasji to, że jestem niepodatny na Pańskie argumenty i za sprawą jakiegoś wewnętrznego przymusu musi Pan co jakiś czas dać upust swojej złości (zdążyłem się do tego Pana nawyku przyzwyczaić).
Chętnie wyjaśnię Panu, jak to się dzieje. Otóż rozważam argumenty logiczne - mogą to potwierdzić liczni moi rozmówcy, którzy dziwnym trafem nie mają do mnie tylu zastrzeżeń, co Pan. Rozważyłbym chętnie i Pańskie, gdyby Pan takimi się posługiwał. Niestety, posługuje się Pan tylko argumentami emocjonalnymi, oddziałującymi albo na już przekonanych (to właśnie owi zagorzali dawcy plusów, skłonni okrasić plusami najmniej przemyślaną Pana wypowiedź), albo jednostki uległe i miękkie (p. Maceox, może ktoś jeszcze?), podatne bardziej na emocje (np. okazaną życzliwość i zainteresowanie), a nie argumenty za lub przeciw. Być może jest Pan w stanie kogoś nawrócić (Maceox), a na pewno zniechęcić (liczni forumowicze, którzy dzięki Panu dali sobie spokój z forum), ale nie jest Pan w stanie nikogo przekonać - nie dlatego, że "z wiarą nie ma dyskusji" (jak tłumaczy Pan sobie swoje wieloletnie i doprawdy godne pożałowania niepowodzenia), tylko dlatego, że w ogóle nigdy Pan z nikim nie dyskutował, bo Pan tego najzwyczajniej w świecie nie potrafi. To, co Pan pokazuje na forum, pozwala stwierdzić, że jest Pan co najwyżej akwizytorem racjonalizmu, podsycającym niechęć do Kościoła, palaczem w kotłowni emocji, od jakich - jak widać - nie są wolni ludzie mieniący się racjonalistami. Stwierdzam to z pewnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę zarówno Pana wiek, jak wieloletni staż na forum.
Niech Pan przemyśli moje słowa i zamieni argumenty emocjonalne na logiczne - wtedy jak sądzę jakaś dyskusja będzie możliwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Widzę, że doprowadza Pana do szewskiej pasji to, że jestem niepodatny na Pańskie argumenty i za sprawą jakiegoś wewnętrznego przymusu musi Pan co jakiś czas dać upust swojej złości (zdążyłem się do tego Pana nawyku przyzwyczaić).Wielce Szanowny Panie, wszelkie statystyki pokazują, że głupców jest znacznie więcej w każdym społeczeństwie. W oczach europejczyków Polska to kraj, w którym kościoły są pełne, a praktyki religijne przybierają charakter manifestacyjny. Choć mamy teraz wydanych wiele wspaniałych książek i wzrosła ilość tytułów, to poziom czytelnictwa spadł dramatycznie. Z najnowszych badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS OBOP wynika, że w 2008 r. zaledwie 38% badanych Polaków zadeklarowało "trzymanie w ręku chociaż jednej książki" w okresie ostatniego roku. To najniższy wskaźnik czytelnictwa, który został zanotowany w historii systematycznie prowadzonych od 1992 r. obserwacji.
Z badania przeprowadzonego wśród poborowych w wieku 18-19 lat wynika, że 80% poborowych nie rozumie prostego publicystycznego tekstu. Czyli ich zasób słów jest mniejszy niż pięć tysięcy, a może nawet potrafią funkcjonować przy dwu-trzech tysiącach.
Współczesna nauka jest złożonym systemem i zrozumienie nawet jej zarysów wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. Człowiek mało wykształcony szuka drogi na skróty. Takimi skrótami są doktryny religijne, które mogą uprościć i uczynić zrozumiałymi odpowiedzi na odwieczne pytania o sens świata, a w nim na rolę człowieka.
Ponad dziewięćdziesiąt osiem procent Polaków to chrześcijanie. 95% to katolicy, a z tego 66% to słuchacze Radia Maryja. Ale tylko 82% uważa się za osoby wierzące, gdyż wiele osób chodzi do kościoła tylko po to aby zachować tradycję i dać przykład dzieciom, lub z powodu przyzwyczajenia, czy też z poczucia obowiązku.
Uogólniając dr Boguszewski mówi: "Powszechna jest wprawdzie wiara w Boga (90% Polaków nie ma wątpliwości co do Jego istnienia), jednak przekonanie o istnieniu nieba wyraża już niespełna trzy czwarte badanych (74%). Jeszcze mniejsza jest wiara w życie po śmierci - deklaruje ją 70% respondentów, a niespełna dwie trzecie (65%) ma nadzieję na to, że w niebie ponownie spotka osoby, które kocha. Tylko ponad połowa Polaków (56%) wierzy w istnienie piekła, a jeszcze mniej (54%) wyraża przekonanie o istnieniu diabła.
Na tym tle ciekawie przedstawiają się opublikowane niedawno w Internecie wyniki badań OBOP-u, które mówią, że 53% wśród ogółu Polaków, a 43% wśród wierzących i praktykujących uważa, że ludzie powstali w wyniku procesu biologicznego, a tylko odpowiednio 30% i 36% uważa że zostali stworzeni w obecnej postaci. Tą niespójność dostrzega Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, gdy pisze: "Polacy wierzą dziś w sposób selektywny, wybierają z wiary to, co im pasuje, tak jak wybiera się towar z półek w supermarketach".Andrzej B. Izdebski. "Czy światopogląd religijny jest w kryzysie"? Złościć się, że durnie istnieją i że jest ich dużo, to jakby się złościć, iż deszcz pada. Tak jakoś się składa, iż najbardziej zadufałymi we własne racje są różni niedouczeni ćwierć inteligenci - często nawet mocno utytułowani, a prawie zawsze z jakąś wiarą związani. Znacznie przecenia Pan siebie uważając, iż jest Pan w stanie mnie zdenerwować. Najczęściej Pan mnie bawi swoim zacietrzewieniem przy braku jakichkolwiek argumentów merytorycznych i zastępowanie ich obrzucaniem dyskutantów epitetami. > Chętnie wyjaśnię Panu, jak to się dzieje. Otóż rozważam argumenty logiczne - mogą to potwierdzić liczni moi rozmówcy, którzy dziwnym trafem nie mają do mnie tylu zastrzeżeń, co Pan.I o czym jeszcze to zdanie ma świadczyć poza Pańskim ogromnym zaślepieniem. Gdzie są ci liczni rozmówcy potwierdzający cokolwiek z przedstawionych tu przez Pana głupot? Kilku, to sam kilkakrotnie wymieniłem, dziwne by było aby ich zupełnie nie było. Tak, nieliczni forumowicze są na Pańskim poziomie i/lub reprezentują podobne poglądy. Ci Też Panu tu plusy klikają.> To, co Pan pokazuje na forum, pozwala stwierdzić, że jest Pan co najwyżej akwizytorem racjonalizmu, podsycającym niechęć do Kościoła, palaczem w kotłowni emocji, od jakich - jak widać - nie są wolni ludzie mieniący się racjonalistami.To, że mnie Pan chce obrazić to jeszcze rozumiem, ale czemu Pan obraża inteligencję naszych czytelników. Nawet tych, którzy licznie mogą Pańską mądrość tu potwierdzić? Pragnie Pan tu nauczać, a że zupełnie Panu to nie wychodzi, to zaczyna Pan pouczać, czym ośmiesza się Pan już zupełnie. Proszę wziąć pod uwagę poważnie tylko jedno moje zdanie, które dotyczy wszystkich. Pana i mnie także: Nikt nas nie może bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. Uwierz Pan trochę w mądrość większości naszych czytelników. Nie myśl Pan za innych i pozwól Pan im dokonywać samodzielnych wyborów i ocen. > podsycającym niechęć do KościołaTak, przeszkadzam tu Pańskiej misji, tym bardziej, że tak nieudolnie Pan ją tu sprawia. Jest Pan tu jednym z wielu fideistycznych trolli, choć chyba najbardziej upierdliwym i zamkniętym na jakąkolwiek argumentację niezgodną z Pańską wiarą. www.academ(*)stwa_w_nauczaniu_Benedykta_XVIKs. bp Ignacy Dec - Wiem, że portale społecznościowe cieszą się dużą popularnością wśród użytkowników Internetu. Przynależność do sieci społecznościowej jest czymś normalnym czy wręcz obowiązkowym dla młodego pokolenia. Dowiaduję się, ze tego typu portale dają niezwykłe możliwości. Jak napisał w Orędziu Ojciec Święty Benedykt XVI, dzięki nim ludzie dzielą się swoimi pomysłami, przekazują sobie informacje, podtrzymują znajomości i przyjaźnie. Biorąc to pod uwagę, należy powiedzieć, że nie można obecnie lekceważyć istnienia sieci społecznościowych.www.idziem(*)entarnosc-zamiast-konkurencji/@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) |
>Proszę o wskazanie sprzeczności w jednym poście
"co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje" "Jest to ewidentnie pytanie o (obiektywne) racje, które uznajemy nadal za rozstrzygające"
Tu jest sprzeczność, w końcu ją zauważysz
> Oczywiście nie wykluczam, że gdzieś sobie zaprzeczyłem, wszak zdarza się to każdemu.
Nie chodzi o przeprosiny, czy coś takiego, ale o wyciągnięcie wniosku z faktu, że popełniło się błąd. Wnioskiem tym jest rezygnacja z powtarzania tego błędu, a jeszcze lepiej - zacząć mówić zdanie poprawione, już bez tego błędu.
>>tym bardziej, że już przecież przyznałeś się do błędu.
"No to proszę otrząsnąć się z szoku. Wszyscy popełniamy błędy"
>Nigdzie nie przyznałem się do błędu, chociaż być może gdzieś błąd popełniłem.
Gdzież więc jest ten błąd? Aby przyznać się do błędu, trzeba najpierw zrozumieć błąd. Taka udawana uprzejmość, takie przyznawanie się na niby do błędu, którego się nie zrozumiało, jest moim zdaniem gorsze, niż szczere upieranie się, że się błędu nie popełniło
> niech Pan nie próbuje wyprowadzić mnie z równowagi, bo się to Panu nie uda.
Nie chcę wyprowadzić Cię z równowagi, chcę tylko pomóc Ci się skoncentrować na meritum, nakłonić Cię do tego drobnego wysiłku umysłowego, który pozwoli Ci zrozumieć, o co chodzi w tym wątku.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>>Proszę o wskazanie sprzeczności w jednym poście >"co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje" >"Jest to ewidentnie pytanie o (obiektywne) racje, które uznajemy nadal za rozstrzygające" >Tu jest sprzeczność, w końcu ją zauważysz
TO jest ta sprzeczność? Myślałem, że wskaże Pan na sprzeczność moich przekonań, twierdzeń, które bronię. Byłoby to ciekawe i ważne dla mnie samego. A Pan - Pitera racjonalistów - znalazł racjonalistycznego dorsza.
Jak powiedziałem, w kwestii rozumienia tematu wątku powinien wypowiedzieć się jego autor. Moje stwierdzenie nie jest sprzeczne z tym, co on powiedział, a moje wypowiedzi nie zwróciły uwagi moderacji - zdaje się, że to ona w ostateczności decyduje, co na temat, a co nie.
Jest Pan niepoważny, a odpowiedz na pozostałość Pana postu jest stratą czasu. Dalsza część Pana wypowiedzi to bowiem czystej wody trolling, który niczego nie wnosi.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > czystej wody trolling
1 troll - 2+2=5 2 troll - popełniłeś błąd 1 troll - wszyscy popełniamy błędy 2 troll - a więc ile jest 2+2 1 troll - oczywiście 5
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Widzę, że nie dociera do Pana to co się do Pana mówi - słyszy Pan samego siebie. Poświecę jednak Panu trochę czasu - nie mam go zbyt wiele, a Pan chyba za dużo - w nadziei, że Pan na to zasługuje.
1. Nigdzie nie wykazał Pan sprzeczności, tylko powiedział, że zachodzi ona między obydwoma podanymi przez Pana zdaniami. Wskazać dwa zdania + zadeklarować, że to one są sprzeczne, to nie to samo, co wykazać, że są sprzeczne. Myślę, że Pan to rozumie. Proszę więc wykazać, że wzięte razem są sprzeczne, a nie imputować mi, że popełniam taką sprzeczność, jak ktoś, kto twierdzi, że 2+2=5.
2. W kwestii właściwego rozumienia tematu powinien wypowiedzieć się autor. On wie najlepiej, o co mu chodziło.
3. Wreszcie o tym, co na temat lub nie na temat - wypowiada się moderacja. Nie sprzeciwiła się moim wypowiedziom w tym wątku - jak Pan wytłumaczy ten fakt? Jeżeli uważa Pan, że moje wypowiedzi są nie na temat, może Pan zgłosić swoje zastrzeżenia moderacji, a nie marnować mojego i własnego czasu. To chyba też Pan rozumie jako wieloletni forumowicz.
4. Przez litość wspomnę tylko, że sam Pan sobie przeczy, albowiem Pana wypowiedz:
>"czystej wody trolling >1 troll - 2+2=5 >2 troll - popełniłeś błąd >1 troll - wszyscy popełniamy błędy >2 troll - a więc ile jest 2+2 >1 troll - oczywiście 5 > doku (Tomasz Kamiński)
gdzie 1 to oczywiście troll Elasp, a 2 to niewinny racjonalista Dokowski, któremu tolling jest niesprawiedliwie imputowany przez Elaspa,
jest jako żywo nie na temat, biorąc pod uwagę temat wątku. Patrz także pkt. 3.
5. Przez litość wspomnę tylko, że nie nazwałem Pana trollem, tylko powiedziałem, że pozostała część Pana wypowiedzi to trolling. To, że powie ktoś rzecz idiotyczną nie oznacza, że jest idiotą. To, że powie rzecz mądra, nie oznacza, że jest mędrcem. Tak samo dla trollingu. Bycie idiotą, mędrcem, wreszcie trollem oznacza pewną trwałą dyspozycję, o której nie należy wnosić po jednej wypowiedzi. Myślę, że i to powinien Pan rozumieć.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > zadeklarować, że to one są sprzeczne, to nie to samo, co wykazać, że są sprzeczne
Wyjaśnienie, jak stałem się ateistą, dotyczy przeszłości, a dokładnie - tej chwili, gdy stan mojego umysłu zmienił ze stanu innego niż ateista na stan ateista. Co było przyczyną tej zmiany stanu, to nie jest to samo, co teraz jest moim aktualnym światopoglądem. Na tym polega sprzeczność między pytaniem inicjującym wątek, a Twoją krytyką odpowiedzi na to pytanie. Sprzeczności dowodzi użyty w pytaniu czas gramatyczny.
> powinien wypowiedzieć się autor. On wie najlepiej, o co mu chodziło.
To nie jest dokładnie to samo, co "wykazać, że są sprzeczne". Dopóki autor się nie wypowie, że popełnił niezręczność, uczciwość w dyskusji nakazuje przyjąć za dobrą monetę to, co napisał.
> 3. może Pan zgłosić swoje zastrzeżenia moderacji
Mogę, ale nie muszę... z czego się cieszę, bo nie jestem skarżypytą.
> 4. Przez litość wspomnę tylko
Bardzo miło jest poznać osobę wrażliwą, zdolną do litości. Ponieważ ja też tę zdolność posiadam, więc proponuję poddać się temu uczuciu i zakończyć wytykanie sobie wad i ułomności.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Wyjaśnienie, jak stałem się ateistą, dotyczy przeszłości, a dokładnie - tej chwili, gdy stan mojego umysłu zmienił ze stanu innego niż ateista na stan ateista. Co było przyczyną tej zmiany stanu, to nie jest to samo, co teraz jest moim aktualnym światopoglądem. Na tym polega sprzeczność między pytaniem inicjującym wątek, a Twoją krytyką odpowiedzi na to pytanie. Sprzeczności dowodzi użyty w pytaniu czas gramatyczny.
Ażeby zakończyć ten spór:
1) "co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje"
2) "Jest to ewidentnie pytanie o (obiektywne) racje, które uznajemy nadal za rozstrzygające",
i sprzeczność - bo tu czas przeszły, a tu teraźniejszy.
To, że w 1) jest czas przeszły niczego jednak nie dowodzi. Jeżeli zapytam:
1*) Gdzie się tak pięknie opaliłaś?
to przecież pytanie to sugeruje pewien stan zachodzący teraz, ale mający początek w przeszłości (lub odwrotnie - stan kiedyś powstały, ale nadal obecny). Język polski nie ma na to niestety odpowiedniego czasu (dlatego korzysta z cz. przeszłego), natomiast język angielski ma (jest to Present Perfect - Present, a nie Past!). Tak samo istnieje odpowiedni czas w języku niemieckim (Perfekt) i zapewne w wielu innych nieznanych mi językach.
Chyba nie powie Pan, że między zdaniami
1*) Gdzie się tak pięknie opaliłaś?
2*) Jaką masz piękną opaleniznę!
zachodzi niezgodność, bo użyto rożnych czasów? Niech Pan zwróci uwagę, że w wielu wypadkach mogę użyć tych zdań zamiennie.
Gdyby autorowi chodziło o (już nieobecną) "praprzyczynę", powiedziałby naturalnie tak:
1**) "Co po raz pierwszy/kiedyś przekonało Cię, że ...",
1***) "Kiedy/dlaczego przestałeś/aś wierzyć w Boga",
1***) "Z jakiego powodu utraciłeś/aś wiarę?", itp.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ażeby zakończyć ten spór
Czyżby...?
> Gdzie się tak pięknie opaliłaś?
Zadaję to pytanie koleżance spotkanej w piwnicy domu w Warszawie (żeby było łatwiej zrozumieć dialog).
- Miesiąc temu w RPA - To stwierdzenie nawet nie zasługuje na miano fałszywego. Jest po prostu niedorzeczne - Dlaczego, pod koniec lata jest tam jeszcze sporo słońca - Naprawdę scyzoryk się w kieszeni otwiera, gdy słyszy się takie niedorzeczności, nie mogłaś się opalić, bo tutaj nie ma żadnego słońca, chyba że masz tu solarium.
Jak widzisz, odwołanie się do Present Perfect nie ratuje tego absurdu. Zostałem ateistą i jestem ateistą, tymczasem mój światopogląd się zmienił tak jak miejsce pobytu.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>>Ażeby zakończyć ten spór >Czyżby...? Itd.
Nagle zapominał Pan, że pytanie brzmiało: co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.
Tak więc nietrafne jest porównanie:
Opalenizna = ateizm.
Chodzi raczej o to:
Opalenizna = racje dla ateizmu.
Wynika stąd, że te kiedyś uznane racje (tak jak kiedyś uzyskana opalenizna) utrzymują się do dzisiaj. Te racje interesują autora, o nich chce rozmawiać (i je zapewne chce podważyć). Racje są wyrażone w czasie Present Perfect, a nie postawa ateistyczna.
Pytanie o tak rozumiane (można rzec "nadal aktualne") racje jest interesujące - co nas obchodzą jakieś dawne pobudki dla ateizmu? Jakie ma znaczenie jaki impuls sprawił kiedyś, że zostałem ateistą? Co z tego, że kiedyś widziałem zło, i uznałem, że w takim razie "Boga nie ma"? Jakie to ma znaczenie dzisiaj i po co o tym rozmawiać, skoro zaopatrzyłem się później w o wiele lepsze racje i te lepsze uznaję do dzisiaj? Czy naprawdę nie zadał Pan sobie tego pytania?
Istnieje coś takiego jak życzliwa interpretacja i trzeba czyjeś słowa interpretować tak, aby miały jak najwięcej sensu, a nie jak najmniej. Dyskusja o naszej intelektualnej przeszłości nie ma większego sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jakie ma znaczenie jaki impuls sprawił kiedyś, że zostałem ateistą?
To pytanie najważniejsze, bowiem mamy ofensywę religijnych, którzy zatruwają nasze dzieci, więc rzeczą najważniejszą jest możliwie najwcześniejsze przebudzenie rozumu. Im wcześniej dziecko zrozumie, że to bajki, tym mniej ucierpi jego umysł i morale.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>>Jakie ma znaczenie jaki impuls sprawił kiedyś, że zostałem ateistą? Itd.
Zgodzę się z Panem w sposób, który całą rzecz wyjaśni:
>To pytanie najważniejsze według p. Dokowskiego, bowiem mamy ofensywę religijnych, którzy zatruwają nasze dzieci, więc rzeczą najważniejszą, według p. Dokowskiego, jest możliwie najwcześniejsze przebudzenie rozumu. P. Dokowski uważa, że im wcześniej dziecko zrozumie, że to bajki, tym mniej ucierpi jego umysł i morale.
Pana błąd polega na tym, ze własne przeświadczenia imputuje Pan autorowi wątku. Nie podejrzewam, żeby miał on w tym względzie to samo zdanie, co Pan (sam pyta wszak: "może warto?") i te same zainteresowania. Zauważyłem, że często wypowiada się Pan na temat dzieci i ich przekonań, wychowania dzieci, itp. To są Pańskie zainteresowania, które wpłynęły na Pana nadinterpretację pytania, zadanego przez autora wątku. Nie interesują Pana pytania autora, interesują Pana własne pytania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Pana błąd
A gdzie Pańska litość? Dałem się nabrać na tę litość i teraz sam ją czuję, i już nie mam ochoty polemizować z Panem na temat, czyj błąd.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Pana błąd >A gdzie Pańska litość? Dałem się nabrać na tę litość i teraz sam ją czuję,
Niech Pan sobie oszczędzi tych (zbytecznych) złośliwości i po prostu zastanowi się nad tym, co napisałem powyżej. A może chce Pan powiedzieć, ze autor to pytanie, które Pan uważa za najważniejsze, też za takie uważa i że o to pytanie mu chodziło i motywowany tym pytaniem pytał o to, jak to się stało, że itd.? Nie rozumie Pan, że to, co Pan uważa za ważne, dla kogoś innego może być nieważne?
Litość dotyczyła tego, ze nie roztrząsałem innych zarzutów, jakie można by postawić w stosunku do Pańskiego postawienia sprawy, a tylko je zasygnalizowałem - na nic się więc Pan nie nabrał, tylko czasami nieuważnie Pan czyta.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > pytanie, które Pan uważa za najważniejsze, też za takie uważa i że o to pytanie mu chodziło i motywowany tym pytaniem pytał o to, jak to się stało, że itd.? Nie rozumie Pan, że to, co Pan uważa za ważne, dla kogoś innego może być nieważne?
Ja to rozumiem, ale Pan tego nie rozumie. To Pan zaatakował moje poglądy w sposób wysoce niegrzeczny, tylko dlatego, że Pana zdaniem źle interpretuję intencje pytającego.
Ja nie zaatakowałem Pańskiej interpretacji, bronię jedynie swojego prawa do swojego zdania przed Pańską agresją. Panu zaś pozwalam mieć własne zdanie. Może Pan wierzyć w to, że pytający chciał poznać Pański aktualny światopogląd.
Może Pan o swoim światopoglądzie pisać bez obawy, bo my ateiści nie zaatukujemy Pana, bo nie jesteśmy agresywni wobec osób o odmiennych poglądach. Panu natomiast scyzoryk się w kieszeni otworzył tylko dlatego, że odczytałem intencje pytającego zgodnie z tym, co napisał.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> pytanie, które Pan uważa za najważniejsze, też za takie uważa i że o to pytanie mu chodziło i motywowany tym pytaniem pytał o to, jak to się stało, że itd.? Nie rozumie Pan, że to, co Pan uważa za ważne, dla kogoś innego może być nieważne?
>Ja to rozumiem, ale Pan tego nie rozumie. To Pan zaatakował moje poglądy w sposób wysoce niegrzeczny, tylko dlatego, że Pana zdaniem źle interpretuję intencje pytającego.
Miał Pan pełne prawo tak odebrać moją wypowiedz (jako wysoce nieelegancką) - przepraszam. Uwagi o scyzoryku w kieszeni i im podobne były faktycznie nie na miejscu i sam ich później żałowałem. A to, że nie nie przeprosiłem Pana od razu jest błędem, do którego chętnie się przyznaję.
>Ja nie zaatakowałem Pańskiej interpretacji,
Owszem, zaatakował Pan twierdząc, że jest błędna i to w jaskrawy sposób.
>bronię jedynie swojego prawa do swojego zdania przed Pańską agresją. Panu zaś pozwalam mieć własne zdanie. Może Pan wierzyć w to, że pytający chciał poznać Pański aktualny światopogląd.
Tak uważam - i ten światopogląd zamierza(ł) zmienić (vide: "może warto", a nie "może warto było"). Jak Pan inaczej wytłumaczy pytanie autora "może warto?". Jest ono zupełnie niezgodne z całością Pana interpretacji.
>Może Pan o swoim światopoglądzie pisać bez obawy, bo my ateiści nie zaatukujemy Pana, bo nie jesteśmy agresywni wobec osób o odmiennych poglądach.
Ależ skąd, ateiści nie są wobec mnie agresywni i nie atakują mnie wcale ("zakuta pała", "jesteś głupszy niż moje sanki", "gówno prawda", "chcesz w ryj", ostatnio "trollik", setki minusów, prześmiewczych zdjęć i emotikonów). Ich pech polega na tym, że środki te są dla mnie najlepszą oznaką ich słabości, czego zdają się nie dostrzegać.
>tylko dlatego, że odczytałem intencje pytającego zgodnie z tym, co napisał.
Jak rozumiem, pytanie, które Pan uważa za ważne, było też ważne dla autora i stanowiło intencję z jaką wątek założył? Innymi słowy autor wątku uważa, że dzieci są indoktrynowane religijnie i trzeba temu przeciwdziałać, tzn. budzić w nich rozum? Jeżeli uważa Pan, że jest to stanowisko autora, to na jakiej podstawie tak Pan sądzi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jak Pan inaczej wytłumaczy pytanie autora "może warto?".
Przepraszam, po prostu nie zauważyłem tytułu, skupiłem się na treści postu
>Jest ono zupełnie niezgodne z całością Pana interpretacji.
Racja... gdyby nie uśmieszek.
> dzieci są indoktrynowane religijnie i trzeba temu przeciwdziałać, tzn. budzić w nich rozum? Jeżeli uważa Pan, że jest to stanowisko autora, to na jakiej podstawie tak Pan sądzi?
Jak widać zaszło nieporozumienie. Jednak nadal podtrzymuję swoją ocenę - wskazuje na to emotka zamiast znaku zapytania... chociaż emotek nie rozumiem i nie używam, sugeruje ona jednak, że pytanie należy odczytać inaczej niż zwyczajnie.
Oczywiście teraz dopuszczam możliwość, że autor chce nawracać nas na religię. Na to oczywiscie trzeba odpowiedzieć stanowczo: nie warto wierzyć w Boga. Nie warto z dwóch fundamentalnych powodów: dla dobra i mądrości. Wiara religijna przeszkadza człowiekowi być dobrym i mądrym.
Dlaczego nie wierzę w Boga? Przekonałem się, że religijni wskazują fałszywe świadectwa i przesłanki, a nauka nie wskazuje na istnienie Boga. Argumenty religijnych na rzecz Boga są tak wiarygodne, jak fałszywe zeznania recydywisty - zaufanie do takiego mam o wiele niższe niż do nieznajomego, który opowiada mi, że widział w lesie krasnoludki.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > zabobon myślenia życzeniowego - chcielibyśmy przecież, aby nasz obraz świata był kompletny. Twierdzisz zatem, że każdy kompletny obraz świata będzie zabobonny - zaś po to, by był wolny od zabobonu musi być niekompletny (i wzbraniający się przed myśleniem życzeniowym)?
> scyzoryk (..) od racjonalistów nie można zbyt wiele wymagać. Masz na myśli scyzoryk z ostrzami na kształt krzyża czy półksiężyca (tzw. sierpak)? [To był zbędny akapit - daleki od deklarowanej wcześniej "życzliwej interpretacji".]
W wypowiedzi inicjującej wątek padło m.in. pytanie o wiarę w "super siły". Twój przedmówca przyznaje, że mogą istnieć inne "bogopodobne" cywilizacje.
Jak sądzisz - czy UFO jest bardziej prawdopodobne niż "Bóg"?
[Wiadomo, że nie wszystko co ludzkie opiera się na fizyce (a i są racje serca obce rozumowi). Jednakowoż nauki przyrodnicze i gospodarka (dałby "bóg", że również polityka) muszą bazować na prawach fizycznych - w odróżnieniu od spotów reklamowych, religii czy 'kreatywnej księgowości' (które zdają się podlegać "myśleniu życzeniowemu").
Gdzie więc umieścić zabobon - wśród zasad nauki czy w interesach osób lub firm?]
|
|
| |  | 1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Twierdzisz zatem, że każdy kompletny obraz świata będzie zabobonny -
Twierdzę, że każdy kompletny obraz świata jest niemożliwy - mniej więcej tak jak większa połowa. Wynika to z definicji obrazu. Obraz kompletny pokrywa się idealnie z tym, co obrazuje, tak więc jest (a raczej: byłby) tożsamy z tym, co obrazowane. Dokowski tego nie rozumie.
>W wypowiedzi inicjującej wątek padło m.in. pytanie o wiarę w "super siły". Twój przedmówca przyznaje, że mogą istnieć inne "bogopodobne" cywilizacje. >Jak sądzisz - czy UFO jest bardziej prawdopodobne niż "Bóg"?
Prawdopodobieństwo jest kwestią wyliczenia, a nie opinii. Ażeby jednak odpowiedzieć na Pańskie pytanie przyznam, że istnienie UFO wydaje mi się całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę liczbę układów planetarnych we wszechświecie oraz fakt, iż nasze Słońce tudzież nasza Galaktyka (z tego, co nam wiadomo) nie mają żadnych nietypowych cech - są najzupełniej przeciętne. Nie widzę powodu, aby odrzucać możliwość, że wiele z obcych cywilizacji jest lepiej rozwiniętych od naszej i bardziej przypomina Bóstwo (jeżeli takowe istnieje) niż nasza dość nędzna kondycja (wynika stąd także, że "humanizm" jest kompromitującym i zaściankowym zabobonem - można było być "humanistą" w wieku XVI, ale, na Boga, mamy wiek XXI).
|
|
| | |  | 1 na 3 | niestadny (2492 punktów) | Cytat:[...](wynika stąd także, że "humanizm" jest kompromitującym i zaściankowym zabobonem - można było być "humanistą" w wieku XVI, ale, na Boga, mamy wiek XXI). Według mnie humanizm jest religią ateistyczną a bałwanem - sam człowiek. Słowo "klucz" = pycha.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | |  | Wilhelm Wokulski (215 punktów) (zablokowany) | >Według mnie humanizm jest religią ateistyczną a bałwanem - sam człowiek. Zgadzam się z tym, że bałwanem jest sam człowiek, ale humanizm nie jest religią ateistyczną lecz poglądem, który może prowadzić do stworzenia takowej. >Słowo "klucz" = pycha. Według mnie słowem kluczem jest "rozum", który wkłada się do otworu zwanego pychą.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > wynika stąd także, że "humanizm" jest kompromitującym i zaściankowym > zabobonem - można było być "humanistą" w wieku XVI, ale, na Boga, mamy wiek XXI).
"Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i inne międzynarodowe i narodowe instrumenty prawne zabiegają o wytworzenie powszechnej świadomości godności człowieka... prawo do wolności myśli, sumienia i religii oraz prawo do manifestowania swojej religii czy to indywidualnie czy też we wspólnocie, publicznie i prywatnie (..) zasadniczym kryterium porównywania społecznych, ekonomicznych i politycznych systemów nie jest i nie może być kryterium hegemonii i imperializmu; może to być i rzeczywiście musi nim być, kryterium humanistyczne" Jan Paweł II
"Musimy afirmować Człowieka ze względu na niego samego, a nie z jakiejś innej przyczyny lub motywu; wyłącznie ze względu na niego samego! A nawet więcej, musimy kochać człowieka, ponieważ jest Człowiekiem, z powodu specjalnej godności, jaką posiada" Wystąpienie Jana Pawła II w UNESCO, 2 czerwca 1980r.
"właściwym podmiotem pracy nadal pozostaje człowiek"; "pierwszą podstawą wartości pracy jest sam człowiek"; "ostatecznie bowiem celem pracy pozostaje zawsze sam człowiek" Laborum Exercens, Jan Paweł II
W Redemptor Hominis JP II wiele mówi o człowieku (słowo to użyte jest 350 razy), coś niecoś o chrześcijaństwie, ale ani razu nie używa słowa katolik. Przykłady można mnożyć.
> Wynika to z definicji obrazu. Obraz kompletny pokrywa się idealnie > z tym, co obrazuje, tak więc jest (a raczej: byłby) tożsamy z tym, > co obrazowane. Dokowski tego nie rozumie.
Gwoli ścisłości: idealny obraz nie pokrywa się (ani nie jest tożsamy) z tym co obrazuje, a jedynie idealnie to odzwierciedla. Tylko idealna kopia może być traktowana (z pewnymi obostrzeniami), jako pokrywająca się z oryginałem. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>"właściwym podmiotem pracy nadal pozostaje człowiek"; "pierwszą podstawą wartości pracy jest sam człowiek"; "ostatecznie bowiem celem pracy pozostaje zawsze sam człowiek"Laborum Exercens, Jan Paweł II
Laborem.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Doceniam Pana czujność, ale też miałem nadzieję na jakąś tej odpowiedzi merytoryczną treść. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | |  | -8 na 8 | Elasp (6859 punktów) |
> > wynika stąd także, że "humanizm" jest kompromitującym i zaściankowym> > zabobonem - można było być "humanistą" w wieku XVI, ale, na Boga, mamy wiek XXI).> "Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i inne międzynarodowe i narodowe instrumenty prawne zabiegają o wytworzenie powszechnej świadomości godności człowieka... itd.Słowo "humanizm" w powyższych cytatach jest brane w innym znaczeniu, na pewno nie oznacza niedorzecznej doktryny, stawiającej człowieka na piedestale. Ateiści są na ogół w tym znaczeniu humanistami (Lenin) lub nihilistami (Urban). Stanowi to skądinąd reductio ad absurdum ateizmu, jeszcze jeden dowód jego fałszywości i szkodliwości. Ateistów nie należałoby traktować poważnie, ale żyjemy w czasach, w których polityczna poprawność stara się dowartościować każdą, nawet najdziwaczniejszą i najbardziej egzotyczną grupę. W świadomości społecznej zrobiono więc miejsce i dla ateistów. Oto jak ateiści potrafią zagospodarować to miejsce:  Co do science-fiction, niech Pan przeczyta sobie opowiadanie Lema - "Przyjaciel Automateusza" (jedna z "Bajek robotów", nota bene wiem, jaki był światopogląd Lema). Bardzo dobra odtrutka na wszystkie usiłowania, mające na celu pokazać racjonalność (by nie powiedzieć: prawdziwość) ateizmu. Ostatnio dwoił się i troił Ojciec Ateusz, ale nic z tego nie wyszło, bo i wyjść nie mogło.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Wiele w Pana wypowiedzi osobistych ocen i opinii, nie czuję potrzeby aby się do nich wszystkich odnosić. Zauważę tylko, że wylewa Pan dziecko z kąpielą. Nie bronię ateizmu, są tu wytrwalsi ode mnie, którzy mają zdecydowanie większą determinację i wiedzę - zrobią to lepiej niż ja. Już nieraz zresztą to robili. Przyznam, że trochę zaskakuje mnie styl, w jakim miesza Pan rdzeń humanizmu np. z kimś takim jak Lenin. Ale zostawmy to. Aby dowiedzieć się co ja rozumiem przez humanizm, polecam choćby lekturę np. Carla Rogersa. A propos ostatnich wydarzeń w Warszawie: tej "najdziwaczniejszej i najbardziej egzotycznej grupie" udało się zwrócić na siebie i jej liczebność uwagę, jeden z celów został więc osiągnięty. Generalnie jestem za. Wielu dowiedziało się, kim był Kazimierz Łyszczyński, choć z doniesień w TV i radiu widziałem, że nie dość dokładnie. Nie widziałbym w takich inscenizacjach nic dziwacznego, czy niepokojącego. To - jak każdy inny - sposób poszerzania wiedzy historycznej, której właściwie prawie nikt w Polsce nie zna. Sam sposób jest raczej mało egzotyczny, szczególnie dla nas - Polaków. Ot, choćby takie doroczne spektakle w Kalwarii:  Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Przyznam, że trochę zaskakuje mnie styl, w jakim miesza Pan rdzeń humanizmu np. z kimś takim jak Lenin.
Jak rozumiem, co złego, to nie humanizm. Humanizm jest czysty jak łza (i jak miłość).
>Wielu dowiedziało się, kim był Kazimierz Łyszczyński, choć z doniesień w TV i radiu widziałem, że nie dość dokładnie.
Nie wiem, czy do tego celu potrzebne są wybitnie prowokacyjne środki. Sam Hartman jest zresztą intelektualnym prowokatorem, któremu zależy tylko na fotelu w Parlamencie UE i na związanych z tym apanażach. Cała jego obecność w przestrzeni publicznej jest nakierowana na to. Teraz jak widzę posługuje się nawet nieboszczykiem Łyszczyńskim (można to zdjęcie zatytułować: "po trupach do celu" albo: "po trupach do EU"). Jest Pan bardzo naiwnym człowiekiem, jeżeli daje się Pan nabrać na ekscesy Hartmana.
>Nie widziałbym w takich inscenizacjach nic dziwacznego, czy niepokojącego. To - jak każdy inny - sposób poszerzania wiedzy historycznej, której właściwie prawie nikt w Polsce nie zna.
Dobra, dobra.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >>Przyznam, że trochę zaskakuje mnie styl, w jakim miesza Pan rdzeń humanizmu np. z kimś takim jak Lenin. > Jak rozumiem, co złego, to nie humanizm. Humanizm jest czysty jak łza (i jak miłość).
Nic bardziej błędnego, przestrzegam przed naginaniem widzianego świata do własnej optyki. Daleko mu do "czystości". Czysta jest tylko wizja chrześcijańska człowieka (piszę w cudzysłowie, bo w ogóle koncepcję czystości ludzkiej uważam bardziej za szkodliwą nić korzystną). Choć może to nie ma zbytnio znaczenia, ale żyję na tym świecie trochę dłużej niż Pan: humanitarny (czy też zgodny z duchem humanizmu) sposób bycia i działania po prostu się sprawdza, ja go w każdym razie preferuję, interesują mnie postacie, które w taki sposób działają. Taki humanizm był m.in. w JP II, jest również w wielu osobach duchownych, choć akurat nie są one w centrum moich zainteresowań, ani nawet w pobliżu.
> Nie wiem, czy do tego celu potrzebne są wybitnie prowokacyjne środki.
Pan by chciał zapewne pouczać organizatorów tego marszu i inscenizacji, jakimi środkami się posługiwać. Ja jestem od tego daleki - i tym się różnimy.
> Cała jego obecność w przestrzeni publicznej jest nakierowana na to. > Teraz jak widzę posługuje się nawet nieboszczykiem Łyszczyńskim > (można to zdjęcie zatytułować: "po trupach do celu" albo: "po trupach do EU").
Widzę znów posługuje się Pan sposobem myślenia ze swojego własnego środowiska.
> Jest Pan bardzo naiwnym człowiekiem, jeżeli daje się Pan nabrać na ekscesy Hartmana.
Wie Pan: u nas w Polsce przyjęło się mówić, że chrześcijaństwo to samo dobro a ateizm, wyciąganie pewnych przykrych spraw, czy stanie z boku to w gruncie rzeczy obraza chrześcijaństwa i wartości, które ono niesie. Ostatecznie jedynie promowanie się. Uważam, że to bez sensu. To tylko chowanie głowy w piasek i czczy lament. A propos mojej domniemanej naiwności - może się Pan o mnie nie martwić, nie jestem prof. Hartmana wyznawcą ani nawet fanem. Po prostu czasem oglądam czy czytam go z ciekawością, próbuję zrozumieć, co pisze i co chce powiedzieć, oraz co go do tego pcha. I powiem Panu, że dla wolnych i wrażliwych oczu i uszu jest tam sporo różnych ciekawych zjawisk i informacji. A nie jest to postać w swoich poglądach odosobniona, wiec tym bardziej warto wiedzieć co w trawie piszczy, niż pakować go z innymi do wcześniej przygotowanej szufladki.
>> To - jak każdy inny - sposób poszerzania wiedzy historycznej, >> której właściwie prawie nikt w Polsce nie zna. > Dobra, dobra.
Domyślam się, że widzi Pan w tym coś niestosownego, może nawet zagrażającego. Ciekawi mnie, co to takiego. Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Choć może to nie ma zbytnio znaczenia, ale żyję na tym świecie trochę dłużej niż Pan: humanitarny (czy też zgodny z duchem humanizmu) sposób bycia i działania po prostu się sprawdza, ja go w każdym razie preferuję, interesują mnie postacie, które w taki sposób działają.
Zalew muzułmaństwa sprawi, że zostanie Pan znokautowany zanim zabierze się Pan za przecieranie drugiego szkła.
>Widzę znów posługuje się Pan sposobem myślenia ze swojego własnego środowiska.
Nie ma żadnego takiego środowiska.
>A propos mojej domniemanej naiwności - może się Pan o mnie nie martwić, nie jestem prof. Hartmana wyznawcą ani nawet fanem. Po prostu czasem oglądam czy czytam go z ciekawością, próbuję zrozumieć, co pisze i co chce powiedzieć, oraz co go do tego pcha. I powiem Panu, że dla wolnych i wrażliwych oczu i uszu jest tam sporo różnych ciekawych zjawisk i informacji.
Szkoda czasu i atłasu na jego brednie.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Szkoda czasu i atłasu na jego brednie.Szanuję Pana zdanie, choć go nie podzielam. > Zalew muzułmaństwa sprawi, że zostanie Pan znokautowany> zanim zabierze się Pan za przecieranie drugiego szkła.Naprawdę proszę się nie niepokoić. W kwestii nokautów z Tomaszem Adamkiem w szeregach dacie radę za siebie i za innych  . A na poważnie: po pierwsze potrafię być - gdy trzeba - twardy i bezwzględny, po drugie wielokrotnie próbowano mnie ściągnąć do Szanghaju, teraz na daleką Syberię. Myślę, że i w Kanadzie znalazłoby się dla mnie miejsce na parę lat. Gorzej z Panem (nie mówię tu tylko o czarnowidztwie). pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Teraz jak widzę posługuje się nawet nieboszczykiem Łyszczyńskim > (można to zdjęcie zatytułować: "po trupach do celu" (..)
Bardzo ciekawe, że mówi Pan tak o prof. Hartmanie i Łyszczyńskim, a wiara nie przeszkadza Panu widzieć podobnie analogicznej sytuacji ze św. Stanisławem, biskupem i męczennikiem. Jak Panu zapewne wiadomo, Stanisław urodził się około 1030 r. Święcenia kapłańskie otrzymał ok. roku 1060. W centrum zainteresowania kronikarzy znalazł się fakt zatargu Stanisława z królem Bolesławem Śmiałym, który zadecydował (jak podają źródła) o tragicznym końcu Biskupa. W ślad za licznymi napomnieniami Króla, Biskup rzucił na niego klątwę, czyli wyłączył króla ze społeczności Kościoła i zwolnił od posłuszeństwa poddanych. 11 kwietnia 1079 roku zginął uderzeniem w głowę. Kroki wstępne do kanonizacji nieboszczyka rozpoczął św. Grzegorz VII. Dnia 17 września 1253 roku w kościele św. Franciszka z Asyżu papież Innocenty IV dokonał kanonizacji. Na ręce dostojników Kościoła w Polsce papież wręczył bullę kanonizacyjną. Wracających z Italii posłów Kraków powitał uroczystą procesją ze wszystkich kościołów. Ogłoszenie jego kanonizacji w Polsce odbyło się dnia 8 maja 1254 roku. Tradycyjne wspomnienie św. Stanisława w KrK obchodzone jest 11 kwietnia (dzień śmierci), natomiast w Polskim Kościele 8 maja i ma rangę uroczystości liturgicznej (podniesienie relikwii). Św. Stanisław jest głównym patronem Polski (obok NMP Królowej Polski i św. Wojciecha, biskupa i męczennika).
Męczennicy liczną rzeszą zasilają zastępy błogosławionych i świętych w KrK. Czyż nieuprawnionym będzie pogląd, że KrK kroczy po trupach do celu tzn. konsolidacji wiernych?
Należy podkreślić, że wśród ateistów nikt ryzykownie nie uważa, że Łyszczyński posiada nadprzyrodzone atrybuty i może wyjednać różne rzeczy po śmierci. Odwrotnie wśród wiernych KrK. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) | >> Teraz jak widzę posługuje się nawet nieboszczykiem Łyszczyńskim >> (można to zdjęcie zatytułować: "po trupach do celu" (..) >Bardzo ciekawe, że mówi Pan tak o prof. Hartmanie i Łyszczyńskim, a wiara nie przeszkadza Panu widzieć podobnie analogicznej sytuacji ze św. Stanisławem, biskupem i męczennikiem. >Jak Panu zapewne wiadomo, Stanisław urodził się około 1030 r., itd.
Sytuacja jest podobna, ale wcale nie wiadomo, czy analogiczna (Pańska odpowiedz polega na pomieszaniu jednego z drugim). Nie każdy, kto jest - że tak powiem - zamęczony, jest męczennikiem. Decyduje o tym sprawa, dla której umiera. Trzeba pokazać, że idea ateizmu jest równie cenna jak idea chrześcijaństwa, a jest to zadanie (oględnie mówiąc) niełatwe.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Sytuacja jest podobna, ale wcale nie wiadomo, czy analogiczna (Pańska > odpowiedz polega na pomieszaniu jednego z drugim). Nie każdy, kto jest - > że tak powiem - zamęczony, jest męczennikiem.
To zależy, jaki kontekst nada Pan określeniu męczennik. Szkoda by było dla Pana, gdyby uzurpował sobie prawo do gloryfikacji pewnych arbitralnie wybranych postaw, a inne - jak już powiedziałem analogiczne - przekreślał.
> Decyduje o tym sprawa, dla której umiera.
To też. Postawa Łyszczyńskiego sama się broni, zwłaszcza w dzisiejszych czasach nie potrzeba nic już tu udowadniać. O wolność słowa w krajach zachodu trzeba na szczęście już walczyć mniej, choć akurat u nas zachowało się mnóstwo wstecznictwa i pieniactwa.
> Trzeba pokazać, że idea ateizmu jest równie cenna jak idea chrześcijaństwa
Niniejszy portal m.in. częściowo temu służy, choć racjonalizm czy ateizm nie musi mieć żadnych podpór czy zestawień, aby okazał się cenny. Jest cenny sam w sobie, na poparcie tej tezy napisano tu już ocean argumentów. Jednak oprócz pokazania, u drugiej strony cenna jest otwartość, odwaga i ciekawość świata, a z tym u odbiorców różnie bywa. Natomiast o tym pokazywaniu (w praktyce) "cenności" idei chrześcijaństwa trochę jeszcze bym napisał, ale to może kiedy indziej.
> a jest to zadanie (oględnie mówiąc) niełatwe.
Zgadzam sie tu z szanownym Panem Elaspem w 100%, choć też dużo zależy komu się to pokazuje. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie każdy, kto jest - że tak powiem - zamęczony, jest męczennikiem.
Pozostawiając chwilowo z boku kwestię różnic zamęczany - męczennik, warto przytoczyć tu fakt, iż żaden z polskich biskupów, zasiadających wtedy w sądzie nie był za stosowaniem tortur, choć nikt nie miał wątpliwości, że Łyszczyńskiego należy skazać na śmierć. Kardynał Michał Stefan Radziejowski - arcybiskup gnieźnieński - twierdził, że wina jest oczywista i Łyszczyński powinien ponieść śmierć przez spalenie na stosie w takim miejscu, aby mogło go oglądać jak najwięcej osób.
Biskup kijowski natomiast - Andrzej Chryzostom Załuski - chciał, aby najpierw spalić Łyszczyńskiemu rękę, która pisała bluźnierstwa, potem spalić go całego żywcem na stosie, a prochy wystrzelić w powietrze. Natomiast biskup inflancki Mikołaj Popławski był za złagodzeniem kary i proponował, żeby dla skrócenia męczarni ściąć Łyszczyńskiemu głowę. Sam Łyszczyński poprosił, aby skrócono mu męczarnie "momentaneo ictu gladii" (szybkim cięciem miecza). Ostatecznie przychylono się do tego ostatniego. Informacje za Andrzejem Rusławem Nowickim.
Mnie zawsze w takich wypadkach zastanawia, czego takiego obawiali się biskupi.. i czy dziś ten strach aby na pewno w 100% się ulotnił. Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Kardynał Michał Stefan Radziejowski - arcybiskup gnieźnieński - twierdził, że wina jest oczywista i Łyszczyński powinien ponieść śmierć przez spalenie na stosie w takim miejscu, aby mogło go oglądać jak najwięcej osób...
Specjalnie dla kol. Głodzika - fragment z klasyka liberalizmu - z roku 1689, a więc z roku śmierci Łyszczyńskiego:
"W końcu tych ludzi, którzy przeczą istnieniu bóstwa, w żaden sposób tolerować nie wolno. Dla ateusza bowiem nie mogą być święte żadne poręczenia, żadne układy, żadne przysięgi, które więziami są społeczeństwa: do tego stopnia, że w następstwie negacji Boga, już bodaj w samej myśli, to wszystko traci swą wartość. Ponadto nie może żadnego przywileju tolerancji udzielić sobie pod przykrywką religii ktoś, kto przez ateizm burzy od posad wszelką religię. Co się zaś tyczy pozostałych mniemań praktycznej natury, choć nawet nie wolnych od błędów, to jeśli tylko za ich pośrednictwem nie starają się ludzie zapewnić sobie panowania i bezkarności publicznej, to, zaiste, nie można podać żadnego powodu, dlaczego nie należałoby tolerować takich kościołów, w których się naucza tych mniemań."
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Cóż, John Locke tworzył w swojej epoce, w większości przypadków należy się spodziewać mieszaniny nowych myśli i starych, chrześcijańskich uprzedzeń. Przy okazji lektury opracowania "Listów" natrafiłem na ciekawy akapit, który z kolei dedykuję Panu. Jest on w kontekście "szorstkiej przyjaźni" św. Stanisława i króla Bolesława Śmiałego o czym pisałem, ale też i nieco szerszym. Cytat:Co właściwie innego chcą wyrazić ci, którzy nauczają, że nie należy przestrzegać żadnych układów z heretykami? Chcą oczywiście wyrazić przez to takie zapatrywanie, że mają po prostu nadany sobie przywilej łamania każdego przymierza, ponieważ wszyscy, nie należący do ich zgromadzenia, są obwoływani heretykami albo przy nadarzającej się sposobności w każdym razie za takich mogą być obwołani? Ci, którzy twierdzą, że ekskomunikowani królowie tracą prawo do panowania, do czego innego zmierzają, jak nie do tego, żeby przywłaszczyć sobie władzę obalania swych królów z tronu, skoro prawo ekskomunikowania zastrzegają wyłącznie dla swojej hierarchii? Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Cóż, John Locke tworzył w swojej epoce, w większości przypadków należy się spodziewać mieszaniny nowych myśli i starych, chrześcijańskich uprzedzeń.Chodzi o coś więcej, mianowicie o to, że wszelkie dostępne wówczas (nawet najbardziej liberalne) uzasadnienie przemawiało za skazaniem Łyszczyńskiego. Przypominać dzisiaj o tym wydarzeniu to tak jakby narzekać, że 300 lat temu nie korzystano z telefonów, tylko korzystano z posłańców. Oczywiście nie zająkną się o tym krętacze w rodzaju Hartmana czy Nowickiego. Oczywiście dlatego, że każdy kij jest dobry, żeby uderzyć w Kościół, w czym lubują się przedstawiciele masonerii - Hartman (loża B"nai B'rith, pl.wikiped(*)/B'nai_B'rith_(Polska)) oraz Nowicki (na zdjęciu)
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Nie wiem, czy to akurat ich usprawiedliwia. Gdyby poczytać głębiej Biblię, z pewnością i Pan znajdzie w niej sporo do obrony Łyszczyńskiego. Problem w tym Panie Elasp, że to Kościół właśnie powołuje się na tradycję i czerpie ze swoich 2 tysiące letnich korzeni, dzisiaj niechętnie przyznając się (lub nie przyznając) do złych decyzji, mających swe podstawy wiele lat temu. Za to gloryfikuje się powierzchownie świętych, żyjących 500 lat temu i dawniej. Wg starej szkoły Kościół próbuje unikać wyświetlania szczególnie tej części spróchniałych i wstydliwych korzeni. Brak jest uderzenia się w piersi, powiedzenia prostego "przepraszam", "myliliśmy się", "przemyślałem" i racjonalnego przyznania w prawdziwej pokorze, że to właśnie nasi bracia, którzy współtworzyli Kościół i pozostawili na nim swoje piętno - raz dobre, kiedy indziej złe. Czyli Kościół tworzy i czerń i biel.
Kwestia masonerii, którą Pan poruszył nie nadaje się do mojego komentarza.
W sprawie Łyszczyńskiego jeszcze: jest co najmniej jeden podstawowy powód, aby "kwiatki" podobnego typu wciąż przypominać np. takimi inscenizacjami. W myśl zasady: "kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie". Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Problem w tym Panie Elasp,
Problem dla kogo? Dla garstki racjonalistów.
>że to Kościół właśnie powołuje się na tradycję i czerpie ze swoich 2 tysiące letnich korzeni, dzisiaj niechętnie przyznając się (lub nie przyznając) do złych decyzji, mających swe podstawy wiele lat temu... itd.
Przecież JPII przepraszał - ile razy jeszcze trzeba, żeby ukontentować kol. Głodzika i jemu podobnych?
>Kwestia masonerii, którą Pan poruszył nie nadaje się do mojego komentarza.
A to niby dlaczego? Jest to organizacja oficjalnie szerząca humanizm, a nieoficjalnie - nienawistna w stosunku do kościoła katolickiego. Powinna być zdelegalizowana już dawno - za szerzenie nienawiści. Ta irracjonalna (a zarazem - w przeciwieństwie do Kościoła - snobistyczna) sekta odpowiada m.in. za katastrofę jaką była Wielka Rewolucja Francuska, za krew, która wtedy popłynęła.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Sygnał (4252 punktów) | > A to niby dlaczego? Jest to organizacja oficjalnie szerząca humanizm, a nieoficjalnie - nienawistna w stosunku do kościoła katolickiego. Powinna być zdelegalizowana już dawno - za szerzenie nienawiści. Ta irracjonalna (a zarazem - w przeciwieństwie do Kościoła - snobistyczna) sekta odpowiada m.in. za katastrofę jaką była Wielka Rewolucja Francuska, za krew, która wtedy popłynęła.Oficjalnie pojechałeś frondową argumentacją, że za wszystkim stoją żydzii masoni. Czy potrafisz to jakoś uargumentować i udowodnić? Bo w przeciwnym wypadku to ostatni dowód, że z myśleniem u Ciebie słabo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Oficjalnie pojechałeś frondową argumentacją,
Nie powiedziałem, że masoni odpowiadają za wszystko. Napisałem za co odpowiadają. To, że WRF była dziełem masonów, przyznają sami masoni. "Wolność, równość, braterstwo" to hasło masońskie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | > Nie powiedziałem, że masoni odpowiadają za wszystko. Napisałem za co odpowiadają. To, że WRF była dziełem masonów, przyznają sami masoni. "Wolność, równość, braterstwo" to hasło masońskie.Podobnie jak "Gott mit Uns" jest hasłem Wehrmachtu. Czy czyni to Order Łabędzia odpowiedzialnym za działania militarne Trzeciej Rzeszy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Powtarzam: To, że WRF była dziełem masonów, przyznają sami masoni. "Wolność, równość, braterstwo" to hasło masońskie i nie przypadkiem stało się hasłem rewolucji. Twórcy WFR (Danton, Marat) byli wolnomularzami - przecież są to fakty bezsporne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | Hitler miał wąsy. Druga Wojna Światowa jest wynikiem wielkiego spisku Wąsatych !
Dorośnij, Elaspie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Hitler miał wąsy. Druga Wojna Światowa jest wynikiem> wielkiego spisku Wąsatych ! Dorośnij, Elaspie.To co widzimy w odpowiedziach Elaspa jest praktycznie trzonem sposobu utrzymania społeczności katolickiej razem: "Jesteśmy małą łupinką na falach oceanu. Od wieków atakują nas Żydzi, masoni a teraz ściga bezwzględny i krwiożerczy gender, gdyż małym dziewczynkom śmie się mówić, z jakiego powodu około 12 roku życia mogą obudzić się w prześcieradle ze śladami krwi. Zaiste należy z tym walczyć nogami i zębami". A propos Żydów, warto tutaj przypomnieć sobie dwa zapisy z Biblii NT i wszystko stanie się dla osób rozumujących bez ograniczeń jasne. Oto one: "To wasza rzecz" - mówi, Piłat myjąc ręce wobec tłumu Żydów (por. Mt 27, 24) i okrzyk tłumu Żydów "Krew Jego na nas i na dzieci nasze" w jego ewangelii. Po tych słowach chronienie się Apostołów w Wieczerniku po śmierci Jezusa przed Żydami wydaje się tego prostą konsekwencją.  Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>To co widzimy w odpowiedziach Elaspa jest praktycznie trzonem sposobu utrzymania społeczności katolickiej razem...
Proszę, niech kol. Głodzik jednak nie wypowiada się w moim imieniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Nie jest to wypowiedź w Pana imieniu, ale interpretacja motywów, celu i przyczyn. Pan wypowiada się w swoim imieniu w sposób szeroki i zupełnie zadowalający. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Proszę, niech kol. Głodzik jednak nie wypowiada się w moim imieniu.
Na poprzednie moje wpisy i pomijane nagminne ważniejsze wątki, nie szerzące "nagich marszów atrakcyjnych niewiast" nie odpowiedział Pan. Pewnie były zbyt prowokacyjne, albo zbyt trudne. No nic. Pozdrawiam.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Problem w tym Panie Elasp, > Problem dla kogo? Dla garstki racjonalistów.
Tja.. oczywiście z powodu tej garstki racjonalistów w krajach rozwiniętych Kościół powoli traci te wpływy. Między innymi dla Pana Elaspie.
> Przecież JPII przepraszał - ile razy jeszcze trzeba, żeby > ukontentować kol. Głodzika i jemu podobnych?
Jest Pan naiwny i mało osadzony w ludzkiej rzeczywistości. Sądzi Pan, że - per analogia - przeprosiny papieża w imię zadośćuczynienia molestującego seksualnie księdza wystarczą? Tu nie chodzi o przeprosiny, a co coś więcej: wyciągnięcie wniosków z przeszłości, rewizję Prawa Kanonicznego, nawet odsłonięcie i przypominanie w Kościele przez pewien czas ciemnej strony niektórych świętych. Wtedy będzie miało to ręce i nogi. Same przeprosiny są zbyt tanie, za łatwo to wszystko chciałby papież zrobić.
> sekta odpowiada m.in. za katastrofę jaką była Wielka Rewolucja > Francuska, za krew, która wtedy popłynęła.
Widzi Pan same złe strony w Rewolucji Francuskiej (które istotnie były), a nie dostrzega dobrych. Proszę poczytać moje wpisy m.in. na temat Rewolucji Francuskiej, umieszczone na tym forum kilka miesięcy temu. Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Powinna być zdelegalizowana już dawno - za szerzenie nienawiści. > Ta irracjonalna (a zarazem - w przeciwieństwie do Kościoła - > snobistyczna)
Że snobistyczna i powiązana ze środowiskiem biznesowym, to wiadomo. Ale z tą nienawiścią to ciekawe. Ma Pan jakieś argumenty na poparcie swojej tezy, czy tylko tak gada? Tu proszę o szacunek względem mojego czasu, nie interesują mnie same Pana opinie, ani opinie Panu podobnych. Chętnie zapoznam się z cytatami, względnie szerszymi wypowiedziami osób zaliczających się do masonerii.
Zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego, byle prawdziwego. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Jest to organizacja oficjalnie szerząca humanizm, a nieoficjalnie >> - nienawistna w stosunku do kościoła katolickiego. Powinna być zdelegalizowana już dawno >> - za szerzenie nienawiści. > Chętnie zapoznam się z cytatami, względnie szerszymi wypowiedziami > osób zaliczających się do masonerii.
Dziękuję, ta cisza mnie, oraz zapewne forumowiczom odpowiedziała. Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Elasp (6859 punktów) | > >> Jest to organizacja oficjalnie szerząca humanizm, a nieoficjalnie> >> - nienawistna w stosunku do kościoła katolickiego. Powinna być zdelegalizowana już dawno> >> - za szerzenie nienawiści.> > Chętnie zapoznam się z cytatami, względnie szerszymi wypowiedziami> > osób zaliczających się do masonerii.> Dziękuję, ta cisza mnie, oraz zapewne forumowiczom odpowiedziała. O ciszy, co Jackowi Głodzkiowi oraz zapewne forumowiczom odpowiedziała W głębokiej kniei, w ciemnocie i zacofaniu, pośród krzyży, gromnic i zetlałych obrazów świętych żył raz niejaki Elasp, który wszystko przyjmował na wiarę. Musicie uwierzyć i wy na wiarę, drodzy słuchacze, że ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej nienawidził on masonów i Żydów, tak iż nawet jego rozpadająca się ze starości chata - licząca pono dwadzieścia wieków - była z każdej strony upstrzona hasłami antymasońskimi, a także antysemickimi. Dodawszy właśnie kolejne nienawistne hasło Elasp złożył scyzoryk (co mu się czasem w kieszeni otwierał), usiadł na progu i z zadowoleniem zapalił sczerniałą fajkę z napisem: "Jezu, ufam Tobie, więc szybciej do Ciebie trafię, tym lepiej!". Przechodził tamtędy, pogwizdując wesoło, dobry i jasno myślący Jacek Głodzik, wracający z intelektualnej podróży, która zaprowadziła go na same szczyty racjonalizmu, z których widok był rozległy a czysty i niczym nie zmącony. Ze szczytów schodził inną niż zazwyczaj drogą i ona to, krętymi i zdziczałymi ścieżkami, prowadziła właśnie przez knieję. - A co macie przeciwko masonom i Żydom, dobry człowieku? - zawołał Jacek Głodzik jakby na powitanie, dostrzegłszy ku swojemu zdziwieniu nie tylko chatę, ale też sporej wielkości napis na ścianie frontowej. Zdjął przy tym plecak myśląc już o tym, żeby zjeść gotowaną kurę, przygotowaną przez troskliwą Panią Głodzikową. Elasp, nieprzyzwyczajony do obcych, a tym bardziej do takich pytań, wybałuszył oczy, zerwał się na równe nogi i pospiesznie zamknął za sobą to, co ongiś było drzwiami. Przez szpary przyglądał się tylko nieproszonemu gościowi - przeklinając mu w duchu od Żydów i masonów - tymczasem tamten podszedł nieco bliżej. - No co macie przeciwko masonom i Żydom? - powtórzył Jacek Głodzik, tym razem mówiąc jak gdyby do siebie. Usiadł na pobliskim pniu, akurat oświetlanym przez skąpo przedostające się słońce. - Przecież masoni są dobrzy, Żydzi są dobrzy. Ludzie są dobrzy. W ogóle wszystko jest dobre. Kura też dobra - zauważył z zadowoleniem. Dokończywszy kurę, odczekawszy jeszcze przyjemną chwilę, a nie doczekawszy odpowiedzi Jacek Głodzik, podgwizdując wesoło, ruszył w drogę. Wiedział bowiem - tak! wiedział, a nie jedynie wierzył - że czeka na niego Pani Głodzikowa, która jest dobra, i że juto znowu będzie jadł dobrą kurę. Wiedział także (o jakże dobrze wiedział!), że na odważnie rzucone pytanie sama cisza mu odpowiedziała. Dobrze zapamiętał ten kolejny dowód prawdziwości kiedyś obranej drogi, którą wkrótce potem znowu zobaczył i która zaprowadziła co, coraz prostszymi i gładszymi ścieżkami, aż pod drzwi jego własnego domu. Opowiedział o wszystkim Pani Głodzikowej, a wiele lat później swoim dzieciom, aż wreszcie wnukom, których wnuki - a może nawet prawnuki - przekazały mi tę historię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Może się mylę, ale pewne myśli Pan, że zaspokoi moją racjonalną ciekawość swoim kunsztem literackim (nomen-omen niemałym), lub w inny sposób da do myślenia na temat niemałych niebezpieczeństw, które czyhają na każdego (nie tylko bogobojnego) człowieka. Nic z tego. Podziel się Pan z nami informacjami o żydach i masonach, nie bądź żyła  Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Może się mylę, ale pewne myśli Pan, że zaspokoi moją racjonalną ciekawość swoim kunsztem literackim (nomen-omen niemałym) "Nota bene" raczej niż "nomen-omen". > lub w inny sposób da do myślenia na temat niemałych niebezpieczeństw, które czyhają na każdego (nie tylko bogobojnego) człowieka.> Nic z tego.> Podziel się Pan z nami informacjami o żydach i masonach, W czasach nieszczęsnej politycznej poprawności oba tematy są bardzo niebezpieczne. Na szczęście nadal jest elementem wiedzy potocznej teza o ogromnych wpływach wolnomularstwa oraz o jego wrogim stosunku do kościoła katolickiego. Idea państwa świeckiego jest pomysłem masońskim, podobnie jak idea połączenia takich państw w "Unii Europejskiej". Chrześcijańskim pomysłem była idea wspólnoty gospodarczej, EWWiS, początkowo EWG - dzieła katolików K. Adenauera, R. Schumana, A. De Gasperiego. Przewracają się teraz w grobie, bo na ich i nasze nieszczęście wzięła górę koncepcja komucha A. Spinellego. Oto niektóre z niezliczonych źródeł: www.krajski.com.pl/unia.htmwww.zenit.(*)emasonry-s-influence-in-europewww.brusselsjournal.com/node/3184www.freema(*)-masons-to-summit-in-brussels/Powtarzam, ta szkodliwa organizacja powinna zostać rozwiązana. Na naszych oczach doprowadzają Europę do ruiny - ekonomicznej, obyczajowej i kulturowej. Uzdrowić Europę może tylko powrót do źródeł, tzn. do gospodarki kapitalistycznej, moralności chrześcijańskiej i do idei państw narodowych. Jeżeli chodzi o Żydów, to przede wszystkim należałoby porządnie zdefiniować antysemityzm, ażeby stwierdzić kto jest, a kto nie jest antysemitą. Żyjemy w czasach rozmycia pojęć, którymi w ten sposób podejrzanie łatwo operować (bezsensowna "mowa nienawiści", a także "homofobia" oraz "faszyzm"). Do takich rozmytych pojęć należy także "antysemityzm". Bezwzględnie potępiam antysemityzm (bezpodstawną niechęć do narodu żydowskiego), ale jestem przeciwnikiem syjonizmu, jakim od chwili powstania kieruje się w swojej agresywnej polityce państwo Izrael. Uważam, że powstanie tego państwa było wielkim błędem (owszem, aktem swoistej rekompensaty w stosunku do narodu, który tak wiele wycierpiał, ale zarazem błędem), przyczyną destabilizacji całego regionu, co należało wówczas przewidzieć. Bezsensem jest twierdzenie, że ktoś ma prawa do terenów, którą opuścił 2000 lat temu. Jeżeli ma prawo, dlaczego nie wypędzono Arabów z Egiptu i nie oddano całego państwa w ręce potomków starożytnych Egipcjan, czyli chrześcijańskich Koptów? Bezsensowne założenie doprowadziło do bezsensownego rozlewu krwi i tarć w całym regionie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Bardzo przepraszam, ale nadal nie widzę, gdzie w podanych źródłach występują urywki mówiące o potrzebie szerzenia nienawiści (szerzące nienawiść).
Z lektury wnioskować można głównie o tym, że to b. pracowici, niezależni i twórczy ludzie. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Na naszych oczach doprowadzają Europę do ruiny - ekonomicznejI dlatego Unia Europejska dziś jest najbardziej tolerancyjnym, wolnym i wydajnymi oraz gospodarczo rozwiniętym miejscem świata o produkcie większym, niż pierwsze państwo globu, czyli USA. Acha  > obyczajowej i kulturowejHm. A wojen w jej obrębie od zarania, jak na lekarstwo. Acha  Kultura, sztuka i nauka rozwija się niczym nieskrępowana (o skrępowaniu coś Pan zapewne wie, wystarczy sięgnąć np. do historii "O obrotach sfer niebieskich" po śmierci twórcy dzieła). Rozumiem, że ta domniemana ruina obyczajowa, to dla Pana głównie ideologia gender i 'promocja' homoseksualizmu. Acha  > Uzdrowić Europę może tylko powrót do źródeł, tzn. do gospodarki kapitalistycznejA być może nawet feudalnej. > moralności chrześcijańskiej i do idei państw narodowych.Żaden tego typu powrót w historii świata nie wchodził i nie wchodzi w grę. To zwykła mrzonka sentymentalnego umysłu, o którym dużo i krytycznie pisał m.in. ks. prof. Józef Tischner. Widzę, że w kwestii Żydów i Żydostwa nadal trochę tkwi Pan w "Protokołach Mędrców Syjonu". Mimo wszystko pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > > Na naszych oczach doprowadzają Europę do ruiny - ekonomicznej> I dlatego Unia Europejska dziś jest najbardziej tolerancyjnym, wolnym i wydajnymi oraz gospodarczo rozwiniętym miejscem świata o produkcie większym, niż pierwsze państwo globu, czyli USA. Acha  Pogratulować naiwności. > > obyczajowej i kulturowej> Hm. A wojen w jej obrębie od zarania, jak na lekarstwo. Acha  Tak, to na pewno dzięki biurokratom z UE, a nie dzięki pamięci o II Wojnie Światowej. > Kultura, sztuka i nauka rozwija się niczym nieskrępowana (o skrępowaniu coś Pan zapewne wie, wystarczy sięgnąć np. do historii "O obrotach sfer niebieskich" po śmierci twórcy dzieła). Politycznej poprawności nie ma oczywiście. Jak się siedzi w Rosji, to wszystko po powrocie widzi się przez różowe okulary. > Rozumiem, że ta domniemana ruina obyczajowa, to dla Pana głównie ideologia gender i 'promocja' homoseksualizmu. Acha  Tak, między innymi. Chyba mam prawo jeszcze do takiego zdania, czy może nieodwołalnie czeka mnie szamanie więziennej zupy? > > Uzdrowić Europę może tylko powrót do źródeł, tzn. do gospodarki kapitalistycznej> A być może nawet feudalnej.> > moralności chrześcijańskiej i do idei państw narodowych.> Żaden tego typu powrót w historii świata nie wchodził i nie wchodzi w grę. To zwykła mrzonka sentymentalnego umysłu, o którym dużo i krytycznie pisał m.in. ks. prof. Józef Tischner.Tischner był głupcem, tak więc nie jest żadnym autorytetem. > Widzę, że w kwestii Żydów i Żydostwa nadal trochę tkwi Pan w "Protokołach Mędrców Syjonu".Nie, nie tkwię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Tak, to na pewno dzięki biurokratom z UE, a nie dzięki pamięci o II Wojnie Światowej.Na pewno. > Politycznej poprawności nie ma oczywiście. Jak się siedzi w Rosji,> to wszystko po powrocie widzi się przez różowe okulary.Nic podobnego. W moich wpisach na forum znajdzie Pan wiele rzeczy, które mi się u nas nie podobają. Pytanie, czy permanentne siedzenie w naszym polskim piekiełku, które Pan zapewne uprawia daje lepszą (zdrowszą) perspektywę. > Chyba mam prawo jeszcze do takiego zdania, czy może> nieodwołalnie czeka mnie szamanie więziennej zupy?Oczywiście, ma Pan  Ale czekaj czekaj, skąd ja znam ten pesymistyczny rodzaj argumentacji?  Ach, już wiem: kiedyś sugerował Pan maceoxowi i mnie, oraz kilku forumowiczom, żebyśmy zgłosili na Pana potrzebę bana. Drogi Panie Elaspie, pańskie okulary (a co gorsze wypowiedzi) zabarwione są na taki kolor, w jakim noszą się księża.. > Tischner był głupcem, tak więc nie jest żadnym autorytetem.Oczywiście, jak mógłby być nie-głupcem, skoro JP II się z nim przyjaźnił i z uwagą czytał jego dzieła. Wszystko rozumiem. Za to autorytetami są Maria Kominek OPs i Stanisław Krajski, którzy na swojej stronie np. nawołują "niech Polska stanie się krajem krzyży".  Serdecznie pozdrawiam Pana Elaspa i życzę miłego dnia!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Serdecznie pozdrawiam Pana Elaspa i życzę miłego dnia!
Dziękuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Tak, to na pewno dzięki biurokratom z UE, a nie dzięki pamięci o II Wojnie Światowej.Pamięć o I wojnie powstrzymała przed wybuchem II? Istotnie jednak długi pokój (czy może raczej brak większych konfliktów) w Europie nie jest zasługą jednego tylko czynnika, wymienię chociażby tylko powiązania gospodarcze i broń jądrową. > Politycznej poprawności nie ma oczywiście.W Polsce ta poprawność wygląda ździebko inaczej - ani żydowskie ścierwo ani pedał nijak obraźliwe nie są. Ciekawe czy jak bym nazwał sędzinę niewiastą publiczną i mówił, że to przecież powszechnie używany zwrot, też nie widziałaby problemu? > Tak, między innymi.Ruinę obyczajową to widzę gdzie indziej, w polskim kościele mianowicie. No, ale rozumiem, że to tylko ludzie, a ludzie grzeszni są  > Chyba mam prawo jeszcze do takiego zdania, czy może nieodwołalnie czeka mnie szamanie więziennej zupy?Napisałeś właśnie jak potraktowałbyś ateistów po zdobyciu władzy?
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
> Pamięć o I wojnie powstrzymała przed wybuchem II? Argument byłby dobry, gdyby obydwie wojny były jednako straszne. II Wojna była jednakże straszniejsza. Poza tym pamięć o II Wojnie mogła zadziałać wraz z pamięcią o I. > Istotnie jednak długi pokój (czy może raczej brak większych konfliktów) w Europie nie jest zasługą jednego tylko czynnika, wymienię chociażby tylko powiązania gospodarcze i broń jądrową. Oczywiście zgoda. > W Polsce ta poprawność wygląda ździebko inaczej - ani żydowskie ścierwo ani pedał nijak obraźliwe nie są.Ileż wpisów z "Racjonalisty" trzeba by więc zgłosić prokuratorowi, gdyby się uprzeć? Byłoby to rzecz jasna na rękę racjonalistom, którzy marzą o odgrywaniu roli męczenników - nieprzypadkowo wywołuje się ducha Łyszczyńskiego. Jak widać ze zdjęcia z błaznem Hartmanem, historia owszem powtarza się, ale już tylko jako farsa. > Ruinę obyczajową to widzę gdzie indziej, w polskim kościele mianowicie. No, ale rozumiem, że to tylko ludzie, a ludzie grzeszniGdzie indziej oczywiście nie ma, tylko akurat tam. > >Chyba mam prawo jeszcze do takiego zdania, czy może nieodwołalnie czeka mnie szamanie więziennej zupy?> Napisałeś właśnie jak potraktowałbyś ateistów po zdobyciu władzy?Potwierdzenie obserwacji poczynionej wyżej - racjonalistyczne pragnienie męczeństwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Sygnał (4252 punktów) | > Argument byłby dobry, gdyby obydwie wojny były jednako straszne. II Wojna była jednakże straszniejsza.
Masowe użycie gazów bojowych w tej pierwszej pragnie się z Tobą nie zgodzić.
>Gdzie indziej oczywiście nie ma, tylko akurat tam.
Inne środowiska nie pieją, że są strażnikiem moralności prawią jedyną słuszną wersję moralności. Hipokryzja jest tut kluczem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Masowe użycie gazów bojowych w tej pierwszej pragnie się z Tobą nie zgodzić.
Myślę, że licytacja okrucieństw zostałaby wygrana jednak przez II WS.
>>Gdzie indziej oczywiście nie ma, tylko akurat tam. >Inne środowiska nie pieją, że są strażnikiem moralności prawią jedyną słuszną wersję moralności. Hipokryzja jest tut kluczem.
Nie potępiajmy wszystkiego w czambuł. Demoralizacja dotyczy pewnej części kleru. Nie ma podstaw, by sądzić, że jest to znaczna część. Czarne owce znajdą się w każdym środowisku, nawet najbardziej zdyscyplinowanym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | > Myślę, że licytacja okrucieństw zostałaby wygrana jednak przez II WS.
Myślę, że bezpiecznie będzie stwierdzić, że oba konflikty były okropne.
> Nie potępiajmy wszystkiego w czambuł. Demoralizacja dotyczy pewnej części kleru.
Oraz episkopatu, który tę demoralizację ukrywa, albo zgodnie z ideą pomocy biednych opiewa w bogactwo. Co z tego, że papież przeprasza za pedofilie? Co z tego, że prosi o ubóstwo? Jego wołania do Polski nie dochodzą. Niestety, ta organizacja ma przede wszystkim zepsutą dyrekcję, pomijając już kompletnie nielogiczne głupoty, które rozprzestrzenia jako prawdy objawione.
>Nie ma podstaw, by sądzić, że jest to znaczna część.
A musi być znaczna? Hipokryzja idzie z góry, od dyrekcji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Argument byłby dobry, gdyby obydwie wojny były jednako straszne. II Wojna była jednakże straszniejsza. To, że druga wojna była straszniejsza nie sprawia, że I to taki pikuś. Zresztą czy pamięć o ofiarach konfliktu nie przełożyła się na niechęć Francuzów do walki? >Ileż wpisów z "Racjonalisty" trzeba by więc zgłosić prokuratorowi, gdyby się uprzeć? Podejrzewam, że całkiem niedużo, nawet gdyby bardzo się upierać. Choć przed polskim sądem "męczeństwo" zapewnione. >Byłoby to rzecz jasna na rękę racjonalistom, którzy marzą o odgrywaniu roli męczenników - nieprzypadkowo wywołuje się ducha Łyszczyńskiego. Byłoby to na rękę tym, którzy mają ochotę ośmieszyć niewydarzoną polską temidę. >Jak widać ze zdjęcia z błaznem Hartmanem, historia owszem powtarza się, ale już tylko jako farsa. Farsą jest jedynie to, że w XXI wieku trzeba takie manifestacje organizować. >Gdzie indziej oczywiście nie ma, tylko akurat tam. Gdzie indziej nie ma takiej obłudy. >Potwierdzenie obserwacji poczynionej wyżej - racjonalistyczne pragnienie męczeństwa. Raczej teistyczna chęć prześladowań, szczęśliwie sił już brak.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | cmos (1664 punktów) | >To, że druga wojna była straszniejsza nie sprawia, że I to taki pikuś. Zresztą czy pamięć o ofiarach konfliktu nie przełożyła się na niechęć Francuzów do walki?
Ba, przecież nawet Hitler był pod takim wrażeniem pierwszej, że nie zdecydował się na użycie gazów bojowych w drugiej. Mniemanie że druga wojna była straszniejsza od pierwszej to panuje raczej w strefie dalekiej od głównego frontu tej pierwszej. Polecam wycieczkę na przykład w okolice Ypres - tam mają akurat dokładnie przeciwne zdanie i według mnie całkowicie uzasadnione.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Ba, przecież nawet Hitler był pod takim wrażeniem pierwszej, że nie zdecydował się na użycie gazów bojowych w drugiej. Podejrzewam, że strach przed ewentualnym odwetem aliantów również odgrywał rolę w tej decyzji. >Mniemanie że druga wojna była straszniejsza od pierwszej to panuje raczej w strefie dalekiej od głównego frontu tej pierwszej. Polecam wycieczkę na przykład w okolice Ypres - tam mają akurat dokładnie przeciwne zdanie i według mnie całkowicie uzasadnione. Jak dla mnie w ogóle nie ma dyskusji - więcej ludzi zginęło w wyniku II wojny. Jednak tym co naprawdę uczyniło ją straszniejszą był według mnie koszmar Holocaustu i współpraca europejskich narodów z ludobójcami. Przyznaję jednak, iż jednostkowe wrażenia mogą być zupełnie inne.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | cmos (1664 punktów) | > Podejrzewam, że strach przed ewentualnym odwetem aliantów również odgrywał rolę w tej decyzji.Zgoda, strach przed odwetem - ale właśnie gazowym! > Jak dla mnie w ogóle nie ma dyskusji - więcej ludzi zginęło w wyniku II wojny. Jednak tym co naprawdę uczyniło ją straszniejszą był według mnie koszmar Holocaustu i współpraca europejskich narodów z ludobójcami.Globalnie masz rację, ale ten front pozycyjny to nie był ani trochę gorszy od obozów koncentracyjnych. Jedna wielka, bezsensowna rzeźnia, co chwila nowa dostawa do pozabijania. > Przyznaję jednak, iż jednostkowe wrażenia mogą być zupełnie inne.W zeszłym roku byłem akurat we Flandrii i okolicach - obiekty z WWII w rodzaju Wału Atlantyckiego czy La Coupole są imponujące, ale prawdziwa groza to jednak te pamiątki po okopach z WWI.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Zgoda, strach przed odwetem - ale właśnie gazowym!To miałem na myśli. > Globalnie masz rację, ale ten front pozycyjny to nie był ani trochę gorszy od obozów koncentracyjnych.Powiedziałbym jednak, że obozy były znacznie gorsze. > Jedna wielka, bezsensowna rzeźnia, co chwila nowa dostawa do pozabijania.Właśnie tak - a to wszystko dlatego, że różnym psychopatom nie podobało się czyjeś pochodzenie. Front a obóz to rzeczy nieporównywalne i jak dla mnie wcale nie front był straszniejszy. > W zeszłym roku byłem akurat we Flandrii i okolicach - obiekty z WWII w rodzaju Wału Atlantyckiego czy La Coupole są imponujące, ale prawdziwa groza to jednak te pamiątki po okopach z WWI.Warunki rosyjskie zapewne wywołałyby inną reakcję.
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Byłoby to rzecz jasna na rękę racjonalistom, którzy marzą o odgrywaniu roli męczennikówSugeruję się zastanowić 2x zanim Pan coś takiego napisze. A może częściej i życzliwiej z nami porozmawiać  > nieprzypadkowo wywołuje się ducha ŁyszczyńskiegoZgadza się, nieprzypadkowo. Szkoda by było, aby ta ofiara poszła na marne i była zapomniana. > Jak widać ze zdjęcia z błaznem Hartmanem, historia> owszem powtarza się, ale już tylko jako farsa.Widzi Pan farsę w jednej inscenizacji ateistycznej, a tysiące podobnych, organizowanych na całym świecie przez chrześcijan (łącznie z krwawym biczowaniem się w Ameryce Południowej) kupuje bez szemrania. Ile jeszcze słów bez pokrycia trzeba wylać, żeby zagadać trudną historię i aktualne fakty? > Potwierdzenie obserwacji poczynionej wyżej - racjonalistyczne pragnienie męczeństwa.Proszę przyglądnąć się pielgrzymkom, procesjom i manifestacjom chrześcijańskim oraz marszom ateistycznym i porównać gdzie jest więcej męczeństwa oraz śmiertelnej powagi. Z resztą nie trzeba daleko szukać, wystarczy popatrzeć pod kątem męczeństwa na symbol chrześcijaństwa. Swoją drogą zawsze zastanawiało mnie na lekcjach religii, w jaki sposób Chrystus może na nowo czuć wyrządzone mu rany przez nowe grzechy ludzkie. Chrystus, który jednocześnie jest w raju, a z bliskości z nim cieszą się aktualni święci. Jak można cieszyć się w bliskości z kimś cierpiącym? Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -5 na 5 | Elasp (6859 punktów) |
>Widzi Pan farsę w jednej inscenizacji ateistycznej, a tysiące podobnych, organizowanych na całym świecie przez chrześcijan (łącznie z krwawym biczowaniem się w Ameryce Południowej) kupuje bez szemrania. Ile jeszcze słów bez pokrycia trzeba wylać, żeby zagadać trudną historię i aktualne fakty?
Inna jest motywacja. Wygłupy ateistów służą tylko i wyłącznie walce z kościołem, mistera są wyrazem jakiejś wewnętrznej potrzeby. Do wygłupów ateistycznych warto dodać niesławne żarty Urbana i jego prowokację pt. "Obwoźne sado-maso". Poczciwy Jacek Głodzik - inżynier naiwności, na naiwności i z naiwności konstruujący swój światopogląd - postawi jednak znak równości między takimi prowokacjami a religijnymi inscenizacjami.
Ateizm nie odpowiada (a przynajmniej nie odpowiada jednoznacznie) na pytanie: 1) CO należy umieść na miejscu wartości chrześcijańskich, 2) KTO ma rozstrzygać (w miejsce autorytetu kościoła) ewentualne dylematy etyczne? Musi więc zakończyć swój żywot w sekciarstwie, uzyskać postać zwalczających się nawzajem stronnictw i grup. Widać to zresztą doskonale na przykładzie samego "Racjonalisty" i dokonujących się na naszych oczach podziałów, ostentacyjnych odejść, itp. Podział taki jest nieuchronny i naturalny (i w tym sensie przez nikogo nie zawiniony), gdyż nie istnieje nic takiego jak jeden, monolityczny racjonalizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | farmer (22440 punktów) |
> Inna jest motywacja. Wygłupy ateistów służą tylko i wyłącznie walce z kościołem, mistera są wyrazem jakiejś wewnętrznej potrzeby.
Ateizm to powrót do korzeni człowieczeństwa tego co prawdziwe.Przez tysiące lat poprzez WYGŁUPY religie odwróciły pojmowanie tego czym jest rzeczywistość. Poprzez koty, ludzi w chmurach mniej ludzi w chmurach, ludzi z chmur religia ewoluuje ze swoim misterium dopasowując się do poziomu wiedzy aktualnie z modnym bliżej dzisiaj nieokreślonym bogiem. Od kota do boga z dzisiejszego forum. Kiedyś przekonywano by nas do kota doszukując się w tym mocy.
Dlaczego to ja nie modlący się do odlewu gipsowego żeliwnego innego w najbliższy piątek będę traktowany jak trędowaty. Moja opinia o tych ludziach będzie traktowana jak najwyższa zniewaga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
> Ateizm to powrót do korzeni człowieczeństwa tego co prawdziwe.Kiedy człowiek( homo) stał się człowiekim rozumnym( homo sapiens), wymyślił "bogów". Korzeniami człowieczeństwa - przynajmniej tego rozumnego - są kulty religijne.Ateizm to wyłącznie brak wiary w istnienie nadprzyrodzoności - a to nie implikuje wiedzy o stanie faktycznym. Czym jest prawda? Moim zdaniem stanem faktycznym. Tego - chociażby w kwestii powstania Wszechświata, życia, praw fizyki - nie zna nikt z żyjących na Ziemi ludzi. Niektórzy -ci zaczadzeni wiarą w wyznawaną ideologię - zdają się być przekonani o posiadaniu Prawdy. Typowe dla wszelkich religii. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | farmer (22440 punktów) | > >Ateizm to powrót do korzeni człowieczeństwa tego co prawdziwe.> Kiedy człowiek(homo) stał się człowiekim rozumnym(homo sapiens), wymyślił "bogów".No tak, zaraz na drugi dzień  . Ale patrz ile to już lat. 250 000? I co? "Odmyśla" tego boga, e gdzie tam. Do teraz potrafi obejść niczym człowiek pierwotny z wieńcami zboża w "zielną" wokół swego miejsca kultu. W tym tygodniu kulminacja oddawania czci bogu. Umartwienia, pieśni przebłagalne, jedzenie w koszyczkach poświęcone, wreszcie radość z zmartwychwstania boga połączona z oblewaniem się wodą. Dziwienie się temu ciągle uznawane jest za nienormalność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ateizm to wyłącznie brak wiary w istnienie nadprzyrodzoności Ateizm - odrzucenie teizmu lub pogląd bądź doktryna głosząca, że bogowie nie istnieją. W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie boga, bóstw i sił nadprzyrodzonych, jako sprzecznych z rozumem i nienaukowych, oraz negujący potrzebę religii. Ateizm więc jest tylko zwyczajnym przekonaniem, że - mniej lub bardziej określony - Bóg/bogowie (świat nadprzyrodzony) nie istnieje i może mieć przeróżne uzasadnienia, które należy jakoś tam intelektualnie (najlepiej racjonalnie, choć można i przez wiarę) uargumentować. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,564406#w564773www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102Wszak np. ignostycyzm, który jest poglądem głoszącym, że pytanie o istnienie Boga jest pozbawione sensu, ponieważ nie ma ono weryfikowalnych (czy testowalnych) skutków i dlatego powinno być zignorowane - też jest formą ateizmu. www.diamet(*)edu.pl/?l=1&p=deb5&m=17&ii=182www.racjon(*)asadnosc.poznawcza.tezy.teizmu> - a to nie implikuje wiedzy o stanie faktycznym.Natomiast może być wynikiem wiedzy o rzeczywistości. Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje.www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843> Czym jest prawda?Filozofia zna wiele definicji prawdy i np. mnie żadna z nich do końca nie zadowala. www.racjon(*).php/z,0/d,36/s,546248#w554169www.racjon(*).php/s,546248/z,0/d,35#w554090> Moim zdaniem stanem faktycznym.A jak możemy stwierdzić stan faktyczny? Dla mnie najwyższym kryterium prawdy jest (doświadczenie) praktyka, ale czy zawsze możemy do niej dojść? Czy czasem nie musimy zadowolić się tylko dobrze uzasadnioną teorią. > Tego - chociażby w kwestii powstania Wszechświata, życia, praw fizyki - nie zna nikt z żyjących na Ziemi ludzi.Ale wiemy już ogromnie dużo. Wystarczy poczytać. www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,602634#w608171merlin.pl/(*)540A0ACE31172F3AB18591DB2F.LB3I nie można tej naukowej wiedzy zestawiać na równym poziomie np. z irracjonalnymi wierzeniami np. panów: Brzostowskiego, Bieleckiego, Vancalara, czy Elaspa, gdyż takie zestawianie, to intelektualna kompromitacja. > Niektórzy - ci zaczadzeni wiarą w wyznawaną ideologię - zdają się być przekonani o posiadaniu Prawdy.> Typowe dla wszelkich religii.  Tak, ma Pan tu bardzo dużo racji. Do świętej wiary we własną rację, to nawet wyznawcą religii być nie potrzeba, ale warto tu także zwrócić uwagę, iż niektórym się wydaje, że "prawdy" na temat wiedzy o istniejącej obiektywnie rzeczywistości można sprawiedliwie dzielić i uznawać, że i Wicek i Wacek trochę prawdy znają i po trochu racji mają. Prawda czy istnieje "niewiadomoco" potwierdzane "niewiadomojak", czyli jakakolwiek "nadrzeczywistość" mająca wpływ na rzeczywistość jest alternatywną albo Wicek ma rację, albo Wacek. W nauce ani demokratycznie (przez głosowanie), ani komunistycznie (po równo) się nie da - Bóg jakoś tam nie równo rozum i szczęście podzielił i albo konkretne twierdzenie może być metodami naturalnymi zweryfikowane i jest naukowe, albo nie jest przedmiotem naukowych rozważań. W nauce każdą prawdę można i należy podważać, ale gdy twierdzenie - na danym etapie wiedzy - zostało zweryfikowane i osiągnęło poziom (choćby tylko czasowej) niepodważalności (choć jest falsyfikowalne), to uznajemy je za aktualnie obowiązującą (do czasu skutecznego podważenia) prawdę naukową. Spekulacje naukowe są możliwe na poziomie stawiania hipotez, ale nie po ich praktycznym potwierdzeniu, gdyż wtedy to już trzeba przedstawić jakieś dowody ich nieprawdziwości. Wykazać np. ich nieweryfikowalność przy określonych parametrach. www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,31#w615317Racjonaliści - na ogół - używają "jasnego" języka i starają się aby ich przekaz był maksymalnie komunikatywnym, a fideiści używają "ciemnego" starając się aby ich przekaz był enigmatyczny, gdyż tylko w takim przekazie można ukryć pustkę znaczeniową. Staje to się czasem nawet problemem, gdyż żyjąc w tym samym kraju używając tego samego języka zupełnie nie potrafimy się dogadać i nawet nie o terminologię tu chodzi (tą można poznać i zrozumieć), ale o to, że te same słowa, czy wyrażenia znaczą coś zupełnie innego. Mam często wrażenie, iż rozmawiam z kimś z innej planety www.racjon(*)q,Jezyk.nauki.a.jezyk.religii, a mnie tak - może i dziwnie - się wydaje, że na tym forum język nauki, a nie język religii powinien być preferowanym i czuję wprost zażenowanie, gdy tu jednak na forum dla inteligencji, niektórzy forumowi dyskutanci wprost omdlewają z zachwytu nad pustym treściowo bełkotem swoich faworytów, ale widocznie już takie czasy mamy. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > mistera są wyrazem jakiejś wewnętrznej potrzeby.Sądzę, że chodzi Panu o "misteria". > Wygłupy ateistów służą tylko i wyłącznie walce z kościołemAno "tylko i wyłącznie"  Panu wszystko, co choć trochę zagraża status-quo Kościoła i zabiera mu nieco z jego aureoli i jedynie słusznego szafowania sprawiedliwością, kojarzy się z walką. Bynajmniej. Osobiście jestem zwolennikiem tolerancji wobec Kościoła i jego sług. Mierzi mnie jednak dominacja klerykałów w dziedzinach, o których nie mają zielonego pojęcia. Dziś już ludzie nie są tak bezsilni, jak 100 i 200 lat temu i w tym jest prawdziwy problem Kościoła. Walka kojarzy się z napadaniem i przemocą. Dziś nikt nikomu natomiast nie kazał oglądać transmisji w TV z egzekucji Hartmana, nikt nie kazał iść w tych pochodach czy też na nie patrzeć. Proszę teraz zastanowić się panie Elaspie, skąd taki szum i m.in. te Pana słowa. Pod Pańskim kiwaniem głową nad "wygłupami" jest słabo skrywane święte oburzenie, którego wstydzi się Pan okazać. > CO należy umieść na miejscu wartości chrześcijańskichOne już były przed chrześcijaństwem (nie zabijaj, nie kradnij itd.), ewoluowały wraz z nim. Wszelkie wartości stworzyli i rozwijali ludzie. Nadal rozwijają. Osobiście nie będę żywił sentymentu, skoro kiedyś zaniknie jedna z tysięcy religii, zwana chrześcijaństwem. Nawet wtedy, gdy będzie w nią wierzył kol. Elasp, Franciszek, czy ktoś inny z mojego otoczenia. Życie jest bogatsze, niż zwykłe mity czy wierzenia; nie raz nie dwa nam to udowadniało. > 2) KTO ma rozstrzygać (w miejsce autorytetu> kościoła) ewentualne dylematy etyczne?Tak, ludzkość runie, w najlepszym przypadku cofnie się do epoki kamienia łupanego, a nawet wcześniej (na marginesie trochę podobną retorykę stosował o. Rydzyk w latach 90tych, gdy Polsce w 95r. 'groził' prezydent Kwaśniewski). Będą to rozstrzygać etyczni ludzie. Na szczęścicie dziś można dowiedzieć się bez problemów o niezależnej etyce, choćby u prof. Kotarbińskiego. > Musi więc zakończyć swój żywot w sekciarstwie,> uzyskać postać zwalczających się nawzajem stronnictw i grup.Odnoszę wrażenie, ze zapomniał Pan dodać musi 'tylko i wyłącznie' zakończyć. O tej prymitywnej w walce o władzę m.in. w Watykanie, czy zwykłym klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia (Dzienniczek) trochę wiemy, naprawdę proszę nas nie pouczać o rzeczach dla nas oczywistych. > Widać to zresztą doskonale na przykładzie> samego "Racjonalisty" i dokonujących się na> naszych oczach podziałów, ostentacyjnych odejść,> itp. Podział taki jest nieuchronny i naturalny> (i w tym sensie przez nikogo nie zawiniony),Oczywiście, że nie zawiniony. Tak po prostu ścierają się i krystalizują ludzkie poglądy i idee. Wot pluralizm nastał, w którym co prawda trudno się niekiedy odnaleźć, ale jak się już odnajdzie - jest to pożyteczne i korzystne zjawisko. > gdyż nie istnieje nic takiego jak jeden, monolityczny racjonalizm.Trafił Pan w sedno, monolityczny (monoteistyczny) jest tylko żydowski Bóg i niesiony przez wieki święty depozyt Kościoła Katolickiego. Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Inna jest motywacja. Wygłupy ateistów służą tylko > i wyłącznie walce z kościołem, mistera są wyrazem > jakiejś wewnętrznej potrzeby
Zachęcam porozmawiać szczerze i otwarcie ze swoimi parafianami, a wcześniej być może jakoś ośmielić ich, by odważyli się mówić co myślą. Naprawdę, niekiedy można się bardzo zdziwić.
Wracając do inscenizacji procesji przed egzekucją Łyszczyńskiego: również tutaj chęć wyrastała z wewnętrznej potrzeby ateistów. Tyle, że nie 'jakiejś', a bardzo konkretnej. Wielu ludzi u nas w Polsce kojarzy wiarę katolicką i Kościół odruchowo i jednoznacznie dobrze, w ogóle nie patrząc na fakty i zagrożenia. Właściwie o to w tym nieraz, czy przede wszystkim chodzi, by nie patrzeć tam, gdzie nie trzeba .
To tzw. bezrefleksyjna wiara ludowa. Dla mnie symbolem tej konkretnej wiary są górale z podkarpackiej wioski Tylawa. Prof. Hartman i o organizatorzy postarali się w sposób nietuzinkowy ten stereotyp nadgryźć. Jeśli udało się im zaszczepić jeden mały znak zapytania w choć jednej głowie, przerzucić na drugą stronę choć jeden kamyczek przeciwwagi, prowadzący do wewnętrznej i osobistej refleksji nad Kościołem i sobą - ich wewnętrzna potrzeba została spełniona. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Zachęcam porozmawiać szczerze i otwarcie ze swoimi parafianami, a wcześniej być może jakoś ośmielić ich, by odważyli się mówić co myślą. Naprawdę, niekiedy można się bardzo zdziwić.
Wiele dziwnych rzeczy zdarza się na świecie, nawet kobieta z brodą. Nic z tego jednakże nie wynika, kol. Głodzik.
>Wracając do inscenizacji procesji przed egzekucją Łyszczyńskiego: również tutaj chęć wyrastała z wewnętrznej potrzeby ateistów. Tyle, że nie 'jakiejś', a bardzo konkretnej.
Skąd Pan wie? Jak rozumiem, rozmawiał Pan z nimi (skoro i mnie zaleca ten środek)?
>Wielu ludzi u nas w Polsce kojarzy wiarę katolicką i Kościół odruchowo i jednoznacznie dobrze, w ogóle nie patrząc na fakty i zagrożenia. Właściwie o to w tym nieraz, czy przede wszystkim chodzi, by nie patrzeć tam, gdzie nie trzeba .
No ale co z tego? Wszystko wiąże się z jakimiś zagrożeniami.
>Dla mnie symbolem tej konkretnej wiary są górale z podkarpackiej wioski Tylawa.
Dzięki takiej wierze przetrwaliśmy zabory i komunizm, narzucony nam przez "polskich" patriotów (i oczywiście dla naszego dobra).
>Prof. Hartman i o organizatorzy postarali się w sposób nietuzinkowy ten stereotyp nadgryźć.
Nie mogą go nadgryzać w bardziej wyrafinowany sposób, np. pisząc rzetelny artykuł i skłaniając do debaty publicznej na poziomie wyższym od zdjęcia z pierwszej (czy drugiej) strony "Faktu"?
>Jeśli udało się im zaszczepić jeden mały znak zapytania w choć jednej głowie, przerzucić na drugą stronę choć jeden kamyczek przeciwwagi, prowadzący do wewnętrznej i osobistej refleksji nad Kościołem i sobą - ich wewnętrzna potrzeba została spełniona.
Nieprawda. Trzeba podliczyć tych których przekonali do swojej idei oraz tych, których zrazili i sprawdzić saldo. To, że przekonali choćby jedną osobę może nie mieć żadnego znaczenia. Hartman działa na poziomie idiotki Bratkowskiej i (podejrzewam) bardziej szkodzi sobie (i sprawie) niż skłonny byłby przypuszczać. O tym, że ludzie nie chcą idei a la Hartman przekonują zresztą katastrofalne wyniki sondażowe "Twojego Ruchu". "Gazeta Wyborcza" - źródło internacjonalistycznego socjalizmu i ateizmu (ściślej: trockizmu) też na szczęście pada (vide notowania "Agory"). Trzyma się jeszcze "Nie", wydawane przez byłych SB-eków (i za ukradzione w latach 89-90 pieniądze, dzięki którym Urban rozwinął swoje "biznesy"), ale i ono padnie. Są to naturalni wrogowie Kościoła Katolickiego w Polsce i jeżeli ktoś ma choć trochę oleju w głowie (i choćby resztki kręgosłupa moralnego), powinien w tej walce stanąć po stronie Kościoła, chociażby kierując się zasadą mniejszego zła.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Zachęcam porozmawiać szczerze i otwarcie ze swoimi parafianami,> a wcześniej być może jakoś ośmielić ich, by odważyli się mówić> co myślą. Naprawdę, niekiedy można się bardzo zdziwić.> Wiele dziwnych rzeczy zdarza się na świecie, nawet kobieta> z brodą. Nic z tego jednakże nie wynika, kol. Głodzik.To doświadczenie dość dobrze pokazuje, co Pan myśli o ludziach i jak blisko z nimi potrafi być, oraz co w ogóle myśli o byciu blisko ludzi. Ze smutkiem stwierdzam po raz kolejny, że kolega 'wie' co z tego wynikanie, nawet zanim spróbuje. > Skąd Pan wie? Jak rozumiem, rozmawiał Pan z nimi (skoro i mnie zaleca ten środek)?Ma Pan tendencję do umieszczania ironii w najbardziej niespodziewanych i dziwnych miejscach  . Oczywiście, że rozmawiam. Z Pana bajki: wszak i Jezus rozmawiał z faryzeuszami, a nawet celnikami. Nie omijam ich. Zdziwiony? > > Wielu ludzi u nas w Polsce kojarzy wiarę katolicką i> > Kościół odruchowo i jednoznacznie dobrze, w ogóle> > nie patrząc na fakty i zagrożenia. Właściwie o to> > w tym nieraz, czy przede wszystkim chodzi, by nie patrzeć tam, gdzie nie trzeba .> No ale co z tego? Wszystko wiąże się z jakimiś zagrożeniami.Bardzo dużo. Naiwność i trwanie w XIX wiecznym niedoinformowaniu to nie zbrodnia, ale też zarazem nie powód do dumy. > > Dla mnie symbolem tej konkretnej wiary są górale> > z podkarpackiej wioski Tylawa.> Dzięki takiej wierze przetrwaliśmy zabory i komunizm,> narzucony nam przez "polskich" patriotów (i oczywiście dla naszego dobra).Przetrwaliśmy zabory i komunizm przede wszystkim przez upór, waleczność i patriotyzm naszych przodków. W tym również byli księża, zwłaszcza w XIXw. Przypominam, że to wszystko zrobili ludzie. Dziś chyba nie chce kol. Elasp powtórzyć za o. Dyrektorem, że to nie jakiś tam Tadziu lądował, ale kropla krwi JP II sprawiła że zwarcie w instalacji elektrycznej i pęknięcie węża nie narobiło większych szkód, niż obtarcie brzucha pechowego Boeninga. > >Prof. Hartman i o organizatorzy postarali się w sposób nietuzinkowy ten stereotyp nadgryźć.> Nie mogą go nadgryzać w bardziej wyrafinowany sposób, np. pisząc rzetelny artykuł i skłaniając do debaty publicznej na poziomie wyższym od zdjęcia z pierwszej (czy drugiej) strony "Faktu"?Pewnie, że mogą. Ale trafiać trzeba na wielu poziomach. Skoro na to kol. Elasp łasy, polecam nadmienionego już Kotarbińskiego, czy prof. Polaka i jego Pracownię Pytań Granicznych. Tylko ważny jest jeden warunek: przy lekturze trzeba wyzbyć się uprzedzeń. > > Jeśli udało się im zaszczepić jeden mały znak zapytania> > w choć jednej głowie, przerzucić na drugą stronę choć> > jeden kamyczek przeciwwagi, prowadzący do wewnętrznej> > i osobistej refleksji nad Kościołem i sobą - ich wewnętrzna potrzeba została spełniona.> Nieprawda.Niestety prawda w oczy kole. > Trzeba podliczyć tych których przekonali do swojej> idei oraz tych, których zrazili i sprawdzić saldo.To tak nie działa. Naprężenia powstają w różnych kierunkach i nieustannie się zmieniają. Z Czasem zmienia się też świadomość ludzka, potrzeby, umiejętność kojarzenia faktów, środowisko i warunki. Zależy w jakiej chwili co się mówi. Nie zaprzeczam, że taka inscenizacja nie miałaby większego sensu w 1979r., gdy świeżo wybrany Papież przemawiał a Placu Zwycięstwa. Ale teraz są inne czasy, inne wyzwania i inna wrażliwość ludzka. Poszliśmy do przodu, widać to choćby w podejściu nauki i społeczeństwa do homoseksualizmu, które w zgrabny sposób opisuje prof. Lew Starowicz (niestety domyślam się, że również przez kol. Elaspa nielubiany). > To, że przekonali choćby jedną osobę może nie mieć żadnego znaczenia.Zawsze zaczyna się od jednej osoby, później sprawa - jeśli ma mieć kontynuację - idzie efektem domina i żyje już swoim życiem. > Trzyma się jeszcze "Nie", wydawane przez byłych SB-eków> (i za ukradzione w latach 89-90 pieniądze, dzięki którym> Urban rozwinął swoje "biznesy"), ale i ono padnie.Trzyma się już wystarczająco długo - jakby miało paść, padłoby 10 lat temu. Sam jestem raczej negatywnie nastawiony do tej gazety i nie chodzi mi o jej kłamliwość, tylko o jadowitość i dobieranie tematów poniżej pasa. Ale dopóki w Polsce będzie popyt na ideologie, a ludzie będą gotowi w blasku reflektorów w jej imieniu bohatersko walczyć do ostatniej kropli krwi (a za kulisami używać życia za pieniądze podatników) - taka gazeta będzie mieć wzięcie po wsze czasy. Idąc dalej za Pana odpowiedzią: koleżeńsko doradzam, proszę porzucić ów pompatyczny ton, naprawdę nikogo więcej Pan już nie pobudzi tymi wyświechtanym PiSowskim podziałem na zdrajcę / bohatera. To już nie te czasy, żeby coś takiego zaprzątało umysły ludzi młodych. Może po prostu zamiast oceniać, pora wziąć się do rzetelnej pracy, stawiającej Polskę ekonomicznie dużo wyżej niż jest teraz, a sądzenie pozostawić Bogu i historii. Panie Elasp, to jak będzie? > jeżeli ktoś ma choć trochę oleju w głowie (i choćby resztki> kręgosłupa moralnego), powinien w tej walce stanąć po> stronie Kościoła, chociażby kierując się zasadą mniejszego zła.  Od ponad roku widzę, jak wielkim jest Pan idealistą. Trzeba mieć w sobie ogromne poczucie misji i powołanie do rzeczy wielkich, by tak głosić. Mimo wszystko pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Fizyk (17637 punktów) | > ... jeżeli ktoś ma choć trochę oleju w głowie (i choćby resztki kręgosłupa moralnego), powinien w tej walce stanąć po stronie Kościoła, chociażby kierując się zasadą mniejszego zła.
Nie ma takiej możliwości aby racjonalnie myślący człowiek zaakceptował instytucję opartą na fałszu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie ma takiej możliwości aby racjonalnie myślący człowiek zaakceptował instytucję opartą na fałszu.Warto tu wspomnieć "Testimonium flavianum" przypisywane Józefowi Flawiuszowi, tudzież domniemane pragnienie Jezusa założenia Koscioła w obecnej postaci, krytykowane na łamach naszego forum przez Andrzeja.51 www.racjonalista.pl/forum.php/s,602634#w608427Ciekawe, co miałby tu rzeczowego do powiedzenia nasz forumowy kolega Elasp. Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -6 na 6 | Elasp (6859 punktów) | > >Nie ma takiej możliwości aby racjonalnie myślący człowiek zaakceptował instytucję opartą na fałszu.> Warto tu wspomnieć "Testimonium flavianum" przypisywane Józefowi Flawiuszowi, tudzież domniemane pragnienie Jezusa założenia Koscioła w obecnej postaci, krytykowane na łamach naszego forum przez Andrzeja.51> www.racjonalista.pl/forum.php/s,602634#w608427 Bardzo dziwne. Apostołowie źle zrozumieli Jezusa, natomiast zrozumiał jego intencje niejaki p. Andrzej.51. Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Sw., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem, który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować. Jeżeli więc Jezus był Bogiem, Kościół musiał powstać. Niech p. Andrzej.51 nie gmera w Biblii, bo nic to nie da.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | setarkos (10757 punktów) | > Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Sw., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem, który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować. Jeżeli więc Jezus był Bogiem, Kościół musiał powstać.
To ma być żart czy przykład dedukcji?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>To ma być żart czy przykład dedukcji?
Przykład dedukcji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Bardzo dziwne. Apostołowie źle zrozumieli Jezusa, natomiast zrozumiał jego intencje niejaki p. Andrzej.51.
Pańska ironia jest niemerytoryczna, ale za to napełniona duchem wiary. Niepotrzebnie zabiera czas.
> Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Sw., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach.
Skąd wiemy, że Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Świętego? Od zainteresowanych takim orzeczeniem osób (ludzi), czy niezainteresowanych?
> Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi.
A precyzyjniej: Duch Święty nie czuwał. Z tego, co wiem Jezus i Duch Święty to nie dokładnie to samo. Rozumuję tu na zasadzie analogii do świata, który znamy: rodzic czuwa nad dzieckiem, ale nigdy nie ma 100% pewności, że ten go we wszystkim poprowadzi. W większej, czy mniejszej mierze to decyzja dziecka. Biorąc pod uwagę, że Apostołowie byli ludźmi - istnieje również takie prawdopodobieństwo.
> Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem
Mógł czuwać i domyślamy się, że to robił, co jeszcze nie robi z niego Boga.
> który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować.
Zawsze Jego słowa można było źle zinterpretować. Niecierpliwość Jezusa, co do nieudanego rozumienia jego słów (lub braku zrozumienia) są utrwalone i nie ma co do tego wątpliwości.
> Jeżeli więc Jezus był Bogiem, Kościół musiał powstać. > Niech p. Andrzej.51 nie gmera w Biblii, bo nic to nie da.
Pytanie komu nic nie da, a komu da. Andrzej.51 jasno ujmuje logiczne konsekwencje zawartości źródła, które jest powszechnie dostępne. Wyraża przy tym swoje wątpliwości, które nasuwają się rosnącej grupie samodzielnie myślących ludzi. Mnie to zaciekawiło i z uwagą przeczytałem jego wywód. Pana nie, co jest w jakiejś mierze zrozumiałe. Miłego dnia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Bardzo dziwne. Apostołowie źle zrozumieli Jezusa, natomiast zrozumiał jego intencje niejaki p. Andrzej.51. >Pańska ironia jest niemerytoryczna, ale za to napełniona duchem wiary. Niepotrzebnie zabiera czas.
Jest bardziej merytoryczna niż Pan sądzi. Pokazuje, że racjonaliści także wierzą w cuda.
>> Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Sw., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. >Skąd wiemy, że Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Świętego? Od zainteresowanych takim orzeczeniem osób (ludzi), czy niezainteresowanych?
Nie chodzi o to "skąd wiemy", ale o to, że podanie religijne jest spójne. Jeżeli odejmiemy "powstanie Kościoła", zawali się całe, niczym domek z kart.
>> Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. >A precyzyjniej: Duch Święty nie czuwał. Z tego, co wiem Jezus i Duch Święty to nie dokładnie to samo.
>Rozumuję tu na zasadzie analogii do świata, który znamy: rodzic czuwa nad dzieckiem, ale nigdy nie ma 100% pewności, że ten go we wszystkim poprowadzi. W większej, czy mniejszej mierze to decyzja dziecka.
Nie jestem pewien czy tak postępuje odpowiedzialny rodzic (zwłaszcza małego dziecka). Małe dziecko nie ma wolnej woli (która dopiero musi się w nim wykształcić) i działa jak automat, który trzeba uregulować (przez wychowanie). Nawet samo słowo "decyzja" sugeruje, że podejmuje ją osoba (już) dojrzała. "Decyzja dziecka" - brzmi niedorzecznie, jak z podręcznika jakiejś nowoczesnej, nawiedzonej pani pedagog, która przekonuje nas, że dzieci trzeba traktować jak dorosłych (nb. czytałem, że 3-letnia córka Toma Cruise'a miała własną kartę kredytową; jak rozumiem, 3-latka podejmowała "decyzje").
>> Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem >Mógł czuwać i domyślamy się, że to robił, co jeszcze nie robi z niego Boga.
Chodzi o zależność odwrotną. Jeżeli był Bogiem, czuwał. A jeżeli czuwał, Kościół nie powstał w wyniku błędu czy nieporozumienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | > Nawet samo słowo "decyzja" sugeruje, że podejmuje ją osoba (już) dojrzałaNic podobnego. W tym słowie nie ma nic, co sugerowałoby podobne ograniczenie. > 3-letnia córka Toma Cruise'a miała własną kartę kredytowąTom Cruise jest osobnikiem bardzo specyficznym, nie jest reprezentatywny dla ogółu ludzkości. Ogół ludzkości takich pomysłów nie miewa. Zresztą mam wrażenie, że w większości krajów takie opcje są prawnie niedostępne. > jak rozumiem, 3-latka podejmowała "decyzje".Mojej córce się zdarzało. Nie w kwestii rozporządzania kartą kredytową, rzecz jasna. Decydowała jednak o tym, którą bluzeczkę włoży do przedszkola (wybierała z udostępnionej przeze mnie puli) lub jakiego koloru pluszowego pieska mam jej kupić (co jej fantazja podpowiedziała). Z wiekiem pole podejmowania przez nią samodzielnych decyzji znacznie się poszerzało. Od 10 lat decyduje sama o wszystkim, a ja wciąż nad nią czuwam (z początku dyskretnie korygując błędy) i będę to robić do śmierci, bo taka jest rola rodzica. Analogia Jacka bardzo trafna. > "Decyzja dziecka" - brzmi niedorzecznie, jak z podręcznika jakiejś nowoczesnej, nawiedzonej pani pedagog, która przekonuje nas, że dzieci trzeba traktować jak dorosłychNie rób z dzieci jakichś bezwolnych automatów czy wręcz kołków w płocie. Czternastolatek to też dziecko - będziesz mu zabraniał decydować? Spróbuj... albo lepiej nie, bo potem będzie Ci przykro  Upsss... Przepraszam wszystkich za ten długi i nieco osobisty wywód, chodziło mi o to, że Jacek Głodzik ma rację, moim skromnym zdaniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>>Nawet samo słowo "decyzja" sugeruje, że podejmuje ją osoba (już) dojrzała >Nic podobnego. W tym słowie nie ma nic, co sugerowałoby podobne ograniczenie.
Owszem jest. Inaczej należałoby powiedzieć, że i zwierzęta podejmują decyzje.
>>3-letnia córka Toma Cruise'a miała własną kartę kredytową >Tom Cruise jest osobnikiem bardzo specyficznym, nie jest reprezentatywny dla ogółu ludzkości. Ogół ludzkości takich pomysłów nie miewa. Zresztą mam wrażenie, że w większości krajów takie opcje są prawnie niedostępne.
Kiedyś naśladowało się świętych, dziś naśladuje się celebrytów. Bóg jeden wie, ilu ludzi idzie w ślady Cruisa, człowieka najprawdopodobniej chorego na umyśle, w najlepszym razie skrzywionego przez indoktrynację scjentologów.
>>jak rozumiem, 3-latka podejmowała "decyzje". >Mojej córce się zdarzało. Decydowała jednak o tym, którą bluzeczkę włoży do przedszkola (wybierała z udostępnionej przeze mnie puli) lub jakiego koloru pluszowego pieska mam jej kupić (co jej fantazja podpowiedziała).
Pani nazywa to decyzją, a ja nazwę spontanicznym i niekontrolowanym działaniem, z zewnątrz podobnym do autentycznego wyboru. Jeżeli sięgam po wodę, bo chce mi się pić (a nie jeść), to jest to zachowanie przypominające wybór, a tak naprawdę spowodowane przez czynniki niezależne od mojej woli. Na podobnej zasadzie jakieś czynniki sprawiły, że Pani córka chciała raczej tę, a nie inną bluzkę (może zapadł jej w pamięć określony kolor lub fason?). Jest to odruch, rożny od odruchu u zwierząt tylko tym, że dziecko potrafi ten odruch zwerbalizować i jakoś ex post umotywować ("chcę tę bluzkę, bo mi się podoba").
>Z wiekiem pole podejmowania przez nią samodzielnych decyzji znacznie się poszerzało. Od 10 lat decyduje sama o wszystkim, a ja wciąż nad nią czuwam (z początku dyskretnie korygując błędy) i będę to robić do śmierci, bo taka jest rola rodzica. Analogia Jacka bardzo trafna. Itd.
Na to się zgodzę, ale przypomnę, że mówiłem o "małych dzieciach". Dziesięciolatka jest dzieckiem, ale nie nazwiemy jej małym dzieckiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Myślę, że należałoby tu rozgraniczyć decyzje w świadomości ich konsekwencji i te bez świadomości. Małe dziecko świadomości konsekwencji nie ma (ale jednak decyzje podejmuje). Średnie ma małą, duże większą, dorosły dużą itd. Świadomość to pojęcie dość ogólne. Najważniejsze w tym (wg. mnie) to umiejętność przewidywanie własnych decyzji tzn. jak wpłyną w bliskiej i dalekiej przyszłości na mnie i na innych. Mimo wszystko błędem będzie twierdzić, że zwierzę nie kalkuluje konsekwencji własnych decyzji. Działanie zwierzaka też jest przez niego ściśle kontrolowane, choć i spontaniczne. Kontrolowane przez instynkt, który go prowadzi. Zupełnie podobnie bywa u ludzi, choć ten "instynkt" u nas to narzędzie dużo szersze i pojemniejsze.
Pytanie, co rozumie Pan pod pojęciem "autentycznego" wyboru. Czyżby autentyczny wybór nie mógłby być instynktowny, wtedy będzie jakiś taki "nieautentyczny", chromy czy też gorszy?
> Kiedyś naśladowało się świętych, dziś naśladuje się celebrytów.
Kto i kiedy w historii naśladował świętych? Chyba nie sądzi Pan, że to dotyczy papieży czy kogoś oficjalnie uznanego za ważnego w KK. Zaryzykuję tu twierdzenie, które zapewne wytworzy w Panu koci grzbiet: nadanie większego priorytetu na naśladowanie kogoś innego, niż my sami.. wcześniej czy później kończy się życiową porażką.
Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Myślę, że należałoby tu rozgraniczyć decyzje w świadomości ich konsekwencji i te bez świadomości.
>Małe dziecko świadomości konsekwencji nie ma (ale jednak decyzje podejmuje). Średnie ma małą, duże większą, dorosły dużą itd.
Świadomość konsekwencji luźno wiąże się z autentycznym wyborem. Mogę włamać się do apteki, ukraść trochę najróżniejszych lekarstw, a następnie spośród kolorowych pigułek wybrać jedną w celu jej zażycia.
Ponadto, biorąc pod uwagę, że każdy czyn pociąga za sobą nieskończenie wiele konsekwencji, zarówno wiedza dziecka o konsekwencjach, jak i dorosłego, są (przynajmniej z matematycznego punktu widzenia) zaniedbywalnie małe.
>Świadomość to pojęcie dość ogólne. Najważniejsze w tym (wg. mnie) to umiejętność przewidywanie własnych decyzji tzn. jak wpłyną w bliskiej i dalekiej przyszłości na mnie i na innych. >Mimo wszystko błędem będzie twierdzić, że zwierzę nie kalkuluje konsekwencji własnych decyzji.
Czy komar kalkuluje i podejmuje decyzje?
>Działanie zwierzaka też jest przez niego ściśle kontrolowane, choć i spontaniczne. Kontrolowane przez instynkt, który go prowadzi. Zupełnie podobnie bywa u ludzi, choć ten "instynkt" u nas to narzędzie dużo szersze i pojemniejsze.
Zgoda, tylko że zwierzęcia, a nie zwierzaka.
>Pytanie, co rozumie Pan pod pojęciem "autentycznego" wyboru. >Czyżby autentyczny wybór nie mógłby być instynktowny, wtedy będzie jakiś taki "nieautentyczny", chromy czy też gorszy?
Wybór autentyczny to coś, co moglibyśmy dokonać wbrew instynktowi. Nie jestem pewien, czy zwierzęta dokonują tak rozumianych wyborów.
>> Kiedyś naśladowało się świętych, dziś naśladuje się celebrytów. >Kto i kiedy w historii naśladował świętych?
Wielu ludzi, inna rzecz, ze raczej w odległych czasach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Świadomość konsekwencji luźno wiąże się z autentycznym> wyborem. Mogę włamać się do apteki, ukraść trochę najróżniejszych> lekarstw, a następnie spośród kolorowych pigułek wybrać jedną> w celu jej zażycia.Przypomnę, że zasugerował Pan wcześniej, iż decyzję podejmuje osoba dojrzała, dyskwalifikując przez to możliwość podjęcia jej przez małe dziecko czy zwierzę. Włamanie i zażycie również jest konsekwencją pewnej, wcześnie podjętej decyzji. > Ponadto, biorąc pod uwagę, że każdy czyn pociąga za> sobą nieskończenie wiele konsekwencji, zarówno wiedza> dziecka o konsekwencjach, jak i dorosłego, są (przynajmniej> z matematycznego punktu widzenia) zaniedbywalnie małe.Robi Pan niepotrzebny krok w stronę matematyki, a to tylko zaciemnia meritum. Życie tak się nie toczy. Jeśli mówimy o czyjejś wiedzy czy niewiedzy o konsekwencjach, ważne jest uświadomienie sobie jaki podzbiór konsekwencji wchodzi w grę. Realne i znaczące możliwości dla podejmującego decyzję wydatnie zawężają całość matematycznego spektrum. > Czy komar kalkuluje i podejmuje decyzje?Oczywiście! Komar nie ma łatwego życia. Jeśli uda mu się uśpić naszą czujność, musi jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce do ukąszenia. Nadaje się do tego tylko 5 % naszej skóry, gdzie tuż pod jej powierzchnią znajdują się naczynia krwionośne. W upalne popołudnie, na które czasem czeka przez wiele dni nie może pozwolić sobie na chwilę nieuwagi. Pojąc się krwią, gdy nie jest już w stanie zmieścić w sobie więcej, specjalne receptory reagujące na rozciągnięcie skóry wysyłają do mózgu sygnał: "zakończ posiłek". By znaleźć żywiciela, komary posługują się dwoma zmysłami - węchem i zmysłem termicznym. Wykrywają swojego żywiciela nawet po ciemku, gdyż przyciąga je ciepło ciała. Reagują też na wysokie stężenia dwutlenku węgla - zwraca więc ich uwagę nawet nasz oddech. Wreszcie nęci je zapach potu, a konkretnie kwasu mlekowego, który się w nim znajduje. Komary potrafią 'przewidzieć' pogodę. Gdy zbliża się burza, komarzyce zaczynają kąsać szczególnie zaciekle. Widzi Pan, jakie szerokie pole do podejmowanie różnorakich i skomplikowanych decyzji: gdzie i kiedy polecieć, żeby namierzyć ofiarę, którą wybrać (jeśli jest ich więcej), jak się wkłuć, żeby przeżyć, jak się później schować przed naturalnymi wrogami etc. Komar nie ma łatwego życia  > Zgoda, tylko że zwierzęcia, a nie zwierzaka.Oj tam. Dla Pana dobra proszę, by mi Pan pozwolił pisać czasem słownictwem potocznym. > Wybór autentyczny to coś, co moglibyśmy dokonać> wbrew instynktowi. Nie jestem pewien, czy zwierzęta> dokonują tak rozumianych wyborów.Z pewnością mniej. Dla mnie: instynkt i autentyczność są ze sobą związane w sposób pozytywny. W skrócie, niechorobliwy impuls płynący z wewnątrz powinien generować autentyczny wybór. Kopiowanie cudzych wzorców bez ich uprzedniego przetrawienia i zrozumienia jest nieautentyczne. Ja jakoś zupełnie swobodnie zawsze rozpoznawałem ludzi autentycznych i nieautentycznych w tym, co robią.. > > Kiedyś naśladowało się świętych, dziś naśladuje się celebrytów.> Kto i kiedy w historii naśladował świętych?> Wielu ludzi, inna rzecz, ze raczej w odległych czasach.Czasem bywa Pan niepoprawnym pesymistą, czasem optymistą. Tu akurat optymistą. Niestety tak to już jest, że im dalej w przeszłość, tym mniej mamy niezależnych możliwości sprawdzić kto jaki był. A to jest właśnie pożywka dla poglądów typu "dawno dawno temu wielu ludzi naśladowało świętych" . Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Świadomość konsekwencji luźno wiąże się z autentycznym >> wyborem. Mogę włamać się do apteki, ukraść trochę najróżniejszych >> lekarstw, a następnie spośród kolorowych pigułek wybrać jedną >> w celu jej zażycia. >Przypomnę, że zasugerował Pan wcześniej, iż decyzję podejmuje osoba dojrzała, dyskwalifikując przez to możliwość podjęcia jej przez małe dziecko czy zwierzę.
Ten wybór podejmuje osoba dojrzała - jest świadoma, że nie zna konsekwencji swojego działania. Dziecko nie jest świadome tego rodzaju niewiedzy i występuje ona u dziecka zawsze (oczywiście dziecko wyrasta z niej stopniowo).
>> Ponadto, biorąc pod uwagę, że każdy czyn pociąga za >> sobą nieskończenie wiele konsekwencji, zarówno wiedza >> dziecka o konsekwencjach, jak i dorosłego, są (przynajmniej >> z matematycznego punktu widzenia) zaniedbywalnie małe. >Robi Pan niepotrzebny krok w stronę matematyki, a to tylko zaciemnia meritum. >Życie tak się nie toczy.
Zgoda, to zbyt spekulatywny argument (obmyślony naprędce). Chętnie z niego zrezygnuję.
>> Czy komar kalkuluje i podejmuje decyzje? >Oczywiście! Komar nie ma łatwego życia...
Tak, mniej więcej wiem, jak działa komar. Jeżeli komar podejmuje decyzje, to czy podejmuje decyzje 1:1 kopia komara wykonana w laboratorium - przewody elektryczne zamiast nerwów, procesor zamiast mózgu, siłowniki zamiast mięśni? Mogę obmyślić elektro-komara, który plastikową rurką będzie wysysać krew i zamieniać ją w środku na energię, potrzebną mu do funkcjonowania. Jeżeli elektro-komar nie podejmuje decyzji, to dlaczego nie?
Jeżeli natomiast elektro-komar podejmuje decyzje, to czy podejmuje decyzje jeszcze coś prostszego, np. strumień elektronów przepływający od chmury do podłoża ziemi? Istnieje sposób opisania działania elektro-komara na zasadzie algorytmu, ale tak samo można już podać reguły opisujące sposób w jaki "zachowują się" wyładowania elektryczne. Dlaczego zatem piorun nie miałby wybierać (miejsca, w które uderzy)?
>> Zgoda, tylko że zwierzęcia, a nie zwierzaka. >Oj tam. Dla Pana dobra proszę, by mi Pan pozwolił pisać czasem słownictwem potocznym.
Proszę niech Pan nie mówi "oj tam" - przynajmniej do mnie. Mówi się "oj", albo "e tam", ale nie "oj tam".
>> Wybór autentyczny to coś, co moglibyśmy dokonać >> wbrew instynktowi. Nie jestem pewien, czy zwierzęta >> dokonują tak rozumianych wyborów. >Z pewnością mniej. >Dla mnie: instynkt i autentyczność są ze sobą związane w sposób pozytywny. >W skrócie, niechorobliwy impuls płynący z wewnątrz powinien generować autentyczny wybór.
Tak, tyle że przechodzimy z deszczu pod rynnę. Bardzo trudno jest zdefiniować chorobę. Daje to zresztą okazję do rozmaitych kombinacji, np. wykreślania rożnych zjawisk z listy chorób.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ten wybór podejmuje osoba dojrzała - jest świadoma,> że nie zna konsekwencji swojego działania.Nieprawda. Osoba dojrzała i odpowiedzialna przeważnie zna konsekwencje swojego działania. Gdyby ich nie znała, nie mogłaby brać na siebie ciężaru odpowiedzialności. W konsekwencji nie wzbudzałaby ufności (np. nie mogłaby być księdzem). Z pewnością kojarzy Pan powiedzenie "wie co robi" versus "robi co wie". > Dziecko nie jest świadome tego rodzaju> niewiedzy i występuje ona u dziecka zawsze (oczywiście> dziecko wyrasta z niej stopniowo).Z tym nie sposób się nie zgodzić. Jednak wróćmy do genezy opieki (czuwania) z naszej wymiany wpisów. www.racjonalista.pl/forum.php/s,612740#w615698Napisał Pan "Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi". Ja z kolei zasugerowałem, że jest w tym coś z relacji rodzica i dziecka. Co takiego było w Apostołach, że - wg przekazu - Jezus i Duch święty podjęli się nad nimi czuwać? Czy to może była jakaś potrzeba, albo rodzaj niedojrzałości ówczesnych ludzi? Czy można powiedzieć, że pod bożą kuratelą Apostołowie wyrośli z błogiej nieświadomości na.. no właśnie. Na kogo? No i z czego (kogo) właściwie wyrośli? > Zgoda, to zbyt spekulatywny argument (obmyślony naprędce).W porządku. > Mogę obmyślić elektro-komara, który plastikową rurką> będzie wysysać krew i zamieniać ją w środku na energię,> potrzebną mu do funkcjonowania.Właśnie wymyślił Pan scenariusz filmu "Matrix"  > Jeżeli elektro-komar nie podejmuje decyzji, to dlaczego nie?Wymyślić Pan może. Ale obawiam się, że to co Pan wymyśli i zrealizuje (zrealizuje - ważny punkt) nie będzie żywe. > Jeżeli natomiast elektro-komar podejmuje decyzje,> to czy podejmuje decyzje jeszcze coś prostszego,> np. strumień elektronów przepływający od chmury do podłoża ziemi?Chodzi Panu zapewne o to, że życie komara jest ściśle zdeterminowane. Widzi Pan, tu jest pewien problem, ponieważ ludzie mają z komarami niezmiernie dużo wspólnego - strzelam: jakieś 90% kodu genetycznego. Oznacza to, że kiedyś mieliśmy wspólnego przodka. To co Pan wymyśli (elektrycznego komara) niestety nie będzie tożsame z komarem, chociażby dlatego, że tak naprawdę nie wie Pan, co to jest życie i jak działa, na czym polega mechanizm wzrostu, rozwoju, replikacji itp. A nie wiedząc co to jest życie trudno jest rozumnie przejść do rozważań nad strumieniem elektronów tzn. nieożywioną materią. > można już podać reguły opisujące sposób w jaki "zachowują się" wyładowania elektryczne.Dobrze Pan trafił. Pisałem na ten temat pracę magisterską. > Dlaczego zatem piorun nie miałby wybierać (miejsca,> w które uderzy)?To istotnie jest dość skomplikowane zjawisko, ale do pięt nawet nie dorasta rozmnażaniu istot żywych i ich ewolucji. Z piorunem tylko dla uproszczenia mówi się, że "coś wybiera". W istocie jest całkiem inaczej. Przypadkowe zawirowania powietrza, jego temperatura, lokalne zawartości wilgoci, jonów, zanieczyszczeń itp. tworzą dynamiczne zmienne konfiguracje potencjalnych możliwości jonizacji w atmosferze. Jonizacja którą widzimy w postaci błyskawicy nie nastąpi dotąd, dopóki coś jej nie zainicjuje. A zainicjować ją może tylko dostatecznie wysoki ładunek elektrostatyczny w chmurze względem ziemi. Jeśli powietrze w danym miejscu ulega przebiciu, później mamy narastający efekt lawiny, prąd po prostu "szuka" sobie drogi, gdzie ma najmniejszy opór. Tutaj nie ma żadnych tajemnic, problemem jest jedynie uchwycenie jakimś sensownym modelem procesu rozwoju tej lawiny. W uproszczeniu: piorun "wybiera" miejsca, w które uderzy, bo tak mu po drodze i nie ma w tym niczego magicznego. Z tego samego powodu prąd wybiera drogę od elektrowni do gniazdka, w które wpiął Pan swój komputer: po kablu. Bo ktoś jego (prądu) drogę wymościł miedzią. > Proszę niech Pan nie mówi "oj tam" - przynajmniej do mnie.> Mówi się "oj", albo "e tam", ale nie "oj tam".Ok. Uwzględnię Pana prośbę, jeśli pozwoli mi Pan pisać "zwierzaki". > Tak, tyle że przechodzimy z deszczu pod rynnę. Bardzo trudno jest zdefiniować chorobę.Istotnie nie jest to łatwe, choć na potrzeby konkretnego przypadku nie jest niemożliwe. > Daje to zresztą okazję do rozmaitych kombinacji, np.> wykreślania rożnych zjawisk z listy chorób.Wiem, o czym Pan myśli. Pisałem o tym już wielokrotnie, np. tu niedawno: www.racjonalista.pl/forum.php/s,612237#w615232www.racjonalista.pl/forum.php/s,612237#w615202Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Pańska ironia jest niemerytoryczna, ale za to napełniona duchem wiary. Niepotrzebnie zabiera czas.> Jest bardziej merytoryczna niż Pan sądzi. Pokazuje, że racjonaliści także wierzą w cuda.Znów zamiast argumentów mamy tylko osobiste oceny i opinie. Niestety w najsłabszym ich wydaniu: o swoim zdaniu. > >> Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Sw., a więc> >> nie mogli się mylić w swoich poczynaniach.> > Skąd wiemy, że Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Świętego?> >Od zainteresowanych takim orzeczeniem osób (ludzi), czy niezainteresowanych?> Nie chodzi o to "skąd wiemy", ale o to, że podanie religijne jest spójne.Hm. Gdybym chciał zadać inne pytanie i uważał je za bardziej sensownie - zrobiłbym to z pewnością. > Jeżeli odejmiemy "powstanie Kościoła", zawali się całe, niczym domek z kart.Myślę, że czasem warto krytycznie popatrzeć na tą "spójność" i zastanowić się, czy widziana z perspektywy ponad tysiąca lat nie jest miejscami dorobiona, oraz jaka jest proporcja tych dorobionych miejsc do autentycznej części, vide wspomniane już "Testimonium flavianum". Kiedyś wezwał mnie na dywanik mój prezes i nieomal oskarżył o to, że kombinuję przy przetargu. Po dwóch dniach przedstawiłem mu całą historię korespondencji i ustaleń, ale z uśmiechem na twarzy nie bardzo dawał się od razu przekonać, "bo miałem czas się przygotować". Po prostu robił test i patrzył, co będę mówił z marszu. Choć wtedy miałem do niego pretensje, że mi nie wierzy, dziś takie postępowanie rozumiem.  Panie Elaspie, apeluję tutaj, choć o odrobinę racjonalności w Pańskich postawach. Żyjemy w świecie fizycznym wśród ludzi, zwierząt, roślin, rzeczy i zjawisk. Nie bogów ani aniołów. > Małe dziecko nie ma wolnej woli (która dopiero musi się w nim wykształcić)> i działa jak automat, który trzeba uregulować (przez wychowanie)Będę wszystkich ostrzegał przed Pana podejściem. Można zbyt szybko przeregulować. Co do reszty - fachowo odpowiedziała już Panu Meretseger, nie mam nic do dodania. > >> Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem> >Mógł czuwać i domyślamy się, że to robił, co jeszcze nie robi z niego Boga.> Chodzi o zależność odwrotną. Jeżeli był Bogiem, czuwał.> A jeżeli czuwał, Kościół nie powstał w wyniku błędu czy nieporozumienia.Po pierwsze: jeżeli był Bogiem. Po drugie: nie we wszystkich religiach bogowie czuwają. Świadczy to ni mniej ni więcej o tym, że zdania na temat Boga są bardzo zróżnicowane. Dlatego zaczerpnę tu z naszego forumowego klasyka: z tego, że kol. Elasp mówi "jeżeli był Bogiem, czuwał" jeszcze nic nie wynika. Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Myślę, że czasem warto krytycznie popatrzeć na tą "spójność" To czy coś jest spójne zależy od przyjętych kryteriów zgodności. W różnych zastosowaniach termin ten odwołuje się do różnych kontekstów.Czyli to co jest spójne dla jednych, wcale nie musi być spójnym dla drugich. . Koherencyjna koncepcja prawdy, którą sformułował Francis Herbert Bradley, brzmi: "Prawdziwe jest to, co jest wewnętrznie spójne". Jest to jedna z nieklasycznych koncepcji prawdy. Ma charakter konstruktywistyczny, ponieważ to, co jest wewnętrznie spójne w jednych okolicznościach nie musi być spójne w innych.
Koherencjoniści zwracają uwagę na budowę danego zdania i jego stosunek do innych zdań. Jeśli jakieś zdanie jest poprawnie zbudowane i zgadza się z pozostałymi zdaniami, świadczy to o poprawności owego zdania. Zwolennikom takiego poglądu chodzi o zgodność logiczną, a więc przede wszystkim o niesprzeczność i powiązanie zdań. Naturalnie, nie domagają się, aby jakieś zdanie poddawać próbie zgodności z wszystkim, bądź dowolnie wybranymi zdaniami.
Zastanawiając się nad poprawnością np. pewnego twierdzenia psychologicznego należałoby tylko ustalić, czy można je włączyć, nie wywołując przez to trudności logicznej natury, do systemu zdań przyjętych w psychologii.
Zgodnie z koncepcją koherencyjną kryteria prawdy mają charakter wyłącznie logiczny, o prawdziwości zdania decydują tylko względy formalne. Niewątpliwie postrzeganie formalnych, logicznych reguł przy budowaniu teorii naukowych jest konieczne i nigdy nie może być lekceważone. Jednakże zawężanie warunków prawdziwości jedynie do formalno-logicznej poprawności, jaką ma się odznaczać system zdań, jest już posunięciem zbyt daleko idącym. pl.wikipedia.org/wiki/Koherencja_(filozofia)Nie mogą być spójne twierdzenia, w których używa się wyrażeń nawet posiadających jakiś tam sens, ale nie posiadających znaczenia, jak na przykład "'Bdziungwa' stworzył wszechświat". Sens tego wyrażenia (mityczne 'niewiadomoco' stworzyło wszechświat) może być uchwycony przez każdego użytkownika języka znającego całe bogactwo mitów, pomimo iż znaczenie tego wyrażenia nie istnieje (nie ma - nauka nigdy nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejsze ślady - takiego istnienia). Natomiast nie istnieją bzdury, w które ludzie nie są zdolni uwierzyć, a nawet w imię tych bzdur, w które świecie wierzą, mordować innych ludzi. Moralność religijna jest mocno kulawą moralnością. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,600722#w601145Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem Jeżeli mylili się, to nie mogli liczyć na czuwanie nad nimi, niezależnie od tego czy Jezus był człowiekiem, > którego słowa można było źle zinterpretować. Gdyby nawet > Jezus był Bogiem, to brak z jego strony czuwania mógłby wynikać ze zwykłej omylności apostołów.
Nijak zatem nie wynika apostolska nieomylność z cech chrystusowych (jakich by mu nie przypisać), chyba że ma być ona założeniem a nie wnioskiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 18 na 18 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >>Nie ma takiej możliwości aby racjonalnie myślący człowiek zaakceptował instytucję opartą na fałszu.> >Warto tu wspomnieć "Testimonium flavianum" przypisywane Józefowi Flawiuszowi, tudzież domniemane pragnienie Jezusa założenia Kościoła w obecnej postaci, krytykowane na łamach naszego forum przez Andrzeja.51> >www.racjonalista.pl/forum.php/s,602634#w608427> Bardzo dziwne. Apostołowie źle zrozumieli Jezusa, natomiast zrozumiał jego intencje niejaki p. Andrzej.51.A co w tym dziwnego, że niejaki p. Andrzej.51 zrozumiał intencje Jezusa? Apostołowie Jezusa nie należeli niewątpliwie do intelektualnej elity narodu żydowskiego. Byli to ludzie prości i niewykształceni. Faktem jest, że w Nowym Testamencie zostali przedstawieni przez ewangelistów jako ludzie niewiele rozumiejący, a na dodatek jeszcze tchórzliwi. Mimo, że Jezus nie mówił do nich niczego szczególnie mądrego, czego można by było nie zrozumieć, to oni ciągle "nie rozumieli" i "nie pojmowali" jego słów, ciągle "zastanawiali się" nad tym, co Jezus mówi i robi, "jego słowa były przed nimi zakryte", a na dodatek jeszcze zapominali o tym wszystkim, co Jezus im mówił i nie dawali wiary temu, co wokół nich się działo. Osobiście jednak wątpię, by tacy byli w rzeczywistości. Doskonale jednak rozumiem, dlaczego tak właśnie zostali przedstawieni przez ewangelistów. > Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Św., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem, który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować.Rozumujesz zaiste po chrześcijańsku. Logika tego, co piszesz, powala na kolana... ze zdziwienia, że można coś takiego napisać. Końcowy Twój wniosek jest jednak prawidłowy. Zapewne przypadkowo, ale jednak prawidłowy. Jezus rzeczywiście nie był bogiem. Jezus był człowiekiem. Niewątpliwie wyrastał ponad przeciętność, ale był tylko człowiekiem i nikim ponadto. Jego matką była Maria, zaś ojcem, oczywiście biologicznym, niejaki Józef, z zawodu cieśla. W roku 29 n.e. został ochrzczony przez niejakiego Jana zwanego Chrzcicielem i zaraz potem rozpoczął publiczną działalność. W 30 roku n.e., po nie mniej niż sześciu i nie więcej niż dwunastu miesiącach od czasu chrztu czy też rozpoczęcia publicznej działalności, wywołał raczej nierozsądny incydent na dziedzińcu Jerozolimskiej Świątyni, a w następstwie tego został aresztowany i ukrzyżowany z wyroku niejakiego Poncjusza Piłata. Gdyby tego nie uczynił, najprawdopodobniej uszedłby z życiem. > Jeżeli więc Jezus był Bogiem, Kościół musiał powstać.Kościół powstał nie dlatego, że Jezus był Bogiem, bo raczej nim nie był, a na dodatek żadnego Kościoła zakładać nie zamierzał. Co więcej: ani Jezus za Boga się nie uważał, ani też Paweł czy też apostołowie nawet nie myśleli o nim w tych kategoriach. Kościół powstał dlatego, że pewnego dnia wyżej wspomniany niejaki Szaweł z Tarsu w Cylicji, zwany później Pawłem, będąc w drodze do Damaszku miał rzekomo wizję, która w sposób zasadniczy zmieniła jego życie: z zagorzałego wroga rodzącego się chrześcijaństwa stał się jego gorącym zwolennikiem. To on - czy też w głównej mierze on - stworzył Kościół. > Niech p. Andrzej.51 nie gmera w Biblii, bo nic to nie da.A ja gmerałem w Biblii, gmeram i nadal gmerał będę. A robię to m.in. dlatego, że to coś da, a Twoje zdanie nic nie jest w stanie tu zmienić. I nawet się nie dziwię, że masz z tym moim gmeraniem jakiś problem. Wydaje mi się bowiem, że doskonale rozumiem, na czym ten Twój problem z gmeraniem polega. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Apostołowie Jezusa nie należeli niewątpliwie do intelektualnej elity narodu żydowskiego. Byli to ludzie prości i niewykształceni.
>Faktem jest, że w Nowym Testamencie zostali przedstawieni przez ewangelistów jako ludzie niewiele rozumiejący, a na dodatek jeszcze tchórzliwi. Mimo, że Jezus nie mówił do nich niczego szczególnie mądrego, czego można by było nie zrozumieć,
Czego nie można by zrozumieć po 2000 lat. Popełnia Pan anachronizm - własne rozumienie miesza z ówczesnym sposobem pojmowania. To, co mówił, mogło stanowić novum dla apostołów. Na takiej samej zasadzie dla Pana studia wyższe kobiet są rzeczą naturalną, a jeszcze 200 lat temu były zupełnie nie do pomyślenia.
>to oni ciągle "nie rozumieli" i "nie pojmowali" jego słów, ciągle "zastanawiali się" nad tym, co Jezus mówi i robi, "jego słowa były przed nimi zakryte", a na dodatek jeszcze zapominali o tym wszystkim, co Jezus im mówił i nie dawali wiary temu, co wokół nich się działo.
Mieli prawo, przyzwyczajeni do religii żydowskiej i zapewne nawet jej nie rozumiejący do końca.
>Osobiście jednak wątpię, by tacy byli w rzeczywistości.
Na jakiej podstawie Pan wątpi?
>> Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Św., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem, który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować.
>Rozumujesz zaiste po chrześcijańsku. Logika tego, co piszesz, powala na kolana... ze zdziwienia, że można coś takiego napisać.
Nie rozumie Pan, więc jedyne, co Pan może powiedzieć to to, że rozumowanie "powala Pana na kolana".
Chodzi o to, że jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. Mamy więc do wyboru dwa rozumowania:
Ateista: 1. Jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. 2. Założenie kościoła było pomyłką. ---------------------------------------------------- 3. Boskość Jezusa była pomyłką.
Teista: 1. Jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. 2. Boskość Jezusa nie była pomyłką. ----------------------------------------------------- 3. Założenie kościoła nie było pomyłką.
Obydwa dobre z logicznego punktu widzenia.
>Końcowy Twój wniosek jest jednak prawidłowy. Zapewne przypadkowo, ale jednak prawidłowy.
Niestety nieprzypadkowo prawidłowy.
>Jezus rzeczywiście nie był bogiem. Jezus był człowiekiem... Itd.
Bo tak uznał p. Andrzej 51. Ateizm sprowadza Pan do dowcipu intelektualnego, który można opowiedzieć tak oto:
- Jezus był tylko człowiekiem. - Niby dlaczego? - Bo istnieją ludzie, a nie bogowie. - A skąd o tym wiesz? - Przecież Jezus był tylko człowiekiem, a nie żadnym bogiem!
Z tego, ze Jezus był człowiekiem nie wynika, że był tylko człowiekiem. Jak Pan wykaże, że był tylko człowiekiem? Słowo "tylko" jest tym, co istotne, a nie biografia Jezusa, której szczegóły i tak nie są znane. Skąd Pan wie, że był biologicznym synem Józefa - jakie ma Pan na to dowody?
>Kościół powstał dlatego, że pewnego dnia wyżej wspomniany niejaki Szaweł z Tarsu w Cylicji, zwany później Pawłem, będąc w drodze do Damaszku miał rzekomo wizję, która w sposób zasadniczy zmieniła jego życie: z zagorzałego wroga rodzącego się chrześcijaństwa stał się jego gorącym zwolennikiem.
Dlaczego "rzekomo wizję"? Jeżeli wizja jest rzekoma, to i rzekome jest wyjaśnienie odwołujące się do wizji.
>To on - czy też w głównej mierze on - stworzył Kościół.
Jeżeli tworzył pod wpływem wizji wszystko jest OK. Proszę wykazać, ze nie miał wizji, albo że była ona tylko produktem jego wyobraźni. Oczywiście może Pan to zrobić jeżeli założy Pan, że Jezus był tylko człowiekiem i po śmierci nie mógł żadnej informacji przekazać, ale w ten sposób porusza się Pan po błędnym kole.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Mieli prawo, przyzwyczajeni do religii żydowskiej > i zapewne nawet jej nie rozumiejący do końca.
Z udzielonej przez Pana odpowiedzi można przypuszczać, że dzisiejsi chrześcijanie dużo więcej rozumieją ze swojej religii, niż kiedyś żydzi. Może nawet rozumieją chrześcijaństwo do końca. Jeśli tak, chętnie podzielę się paroma kwestiami, które chyba od zawsze były dla mnie mało zrozumiałe. Co najmniej jedna z nich nigdy na tym forum nie stanęła.
Przy okazji proszę powiedzieć, z jakiego powodu niejaki p. Andrzej.51 wg Pana mniej rozumie intencje Jezusa zawarte w Biblii, niż apostołowie czy nawet papieże? Wyklucza Pan to a priori, czy jest to może poparte jakimiś - prócz wiary - argumentami? Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Apostołowie Jezusa nie należeli niewątpliwie do intelektualnej elity narodu żydowskiego. Byli to ludzie prości i niewykształceni. Faktem jest, że w Nowym Testamencie zostali przedstawieni przez ewangelistów jako mężczyźni niewiele rozumiejący, a na dodatek jeszcze tchórzliwi. Mimo, że Jezus nie mówił do nich niczego szczególnie mądrego, czego można by było nie zrozumieć, > Czego nie można by zrozumieć po 2000 lat. Popełnia Pan anachronizm - własne rozumienie miesza z ówczesnym sposobem pojmowania. To, co mówił, mogło stanowić novum dla apostołów.
Myli się Pan. Nie popełniam żadnego anachronizmu. Postaram się to wytłumaczyć. Problem jest jednak dość złożony i nie da się go wyjaśnić w dwóch zdaniach.
W pierwszej kolejności przypomnę te sceny z Nowego Testamentu, z których dowiadujemy się, że apostołowie "nie rozumieli" i "nie pojmowali" tego, co Jezus do nich mówił. Otóż w scenach tych Jezus wielokrotnie przepowiada swym najbliższym swoją śmierć i zmartwychwstanie. Przepowiednie te formułowane były dość ogólnikowo bez użycia wyszukanych słów oraz łatwymi do zrozumienia zdaniami. Oto schemat tych wypowiedzi: Jezus zostanie aresztowany, będzie cierpiał, zostanie zabity, ale powstanie z martwych po trzech dniach (np. Mk 8, 31; Mk 9, 31) lub trzeciego dnia (np. Mt 20, 19; Łk 9, 22). Kilkakrotnie przepowiednie Jezusa zawierają dodatkowe, mniej istotne szczegóły: Jezus będzie wykpiony, opluty, ukrzyżowany, biczowany.
Przykład takiej przepowiedni: [Jezus] pouczał bowiem uczniów swoich i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzkie i zabiją go, ale zabity po trzech dniach zmartwychwstanie (Mk 9, 31). Słowa Jezusa są proste i czytelne: zostanę zabity, lecz po trzech dniach powstanę z martwych. Z następnego wersetu dowiadujemy się jednak, że apostołowie nie rozumieli tego słowa, a bali się go pytać (Mk 9, 32) - zob. Mt 17, 22-23 i Łk 9, 43-45. Ewangelista stwierdza tu więc, że apostołowie nie rozumieli słowa "zmartwychwstanie" (= "powstanie z martwych") - podobnie jest np. w Mk 9, 10.
Podam jeszcze numerację kilku (nie wszystkich) analogicznych scen: Mk 8, 31 (Mt 16, 21; Łk 9, 22); Mk 9, 9-10 (Mt 17, 9.12); Mk 10, 32-34 (Mt 20, 17-19; Łk 18, 31-34) oraz (już po zmartwychwstaniu) Łk 24, 36.37.41.44-46.
Tych scen jest kilka. W jednej z nich Jezus kategorycznie domaga się, aby go zrozumiano, a jego słowa zapamiętano: Weźcie wy sobie do serca te właśnie słowa (Łk 9, 44). Wniosek jest oczywisty: synoptycy nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że apostołowie zostali dostatecznie dobrze wprowadzeni w nadchodzące wydarzenia, tj. w aresztowanie, ukrzyżowanie i śmierć Jezusa na krzyżu. To wprowadzenie miało miejsce nie raz, nie dwa, lecz kilka razy.
I jeszcze jedna uwaga. Zdrowy rozsadek nakazuje uznać, że Jezus mówił do apostołów w sposób, którzy oni mogli zrozumieć. Żaden rozsądny człowiek - a Jezusa należy zapewne do takich właśnie ludzi zaliczyć - nie komunikuje się ze swymi rozmówcami używając nie znanych im słów, terminów, pojęć, bo w przeciwnym wypadku traciłby czas, a celu żadnego i tak by nie osiągnął. Jeśli zaś Pan uważa, że Jezus zwracał się do apostołów w sposób, którego oni nie byli w stanie zrozumieć, to widocznie nie zalicza go Pan do ludzi rozumnych.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Mimo, że Jezus nie mówił do nich niczego szczególnie mądrego, czego można by było nie zrozumieć,
>Wniosek jest oczywisty: synoptycy nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że apostołowie zostali dostatecznie dobrze wprowadzeni w nadchodzące wydarzenia, tj. w aresztowanie, ukrzyżowanie i śmierć Jezusa na krzyżu. To wprowadzenie miało miejsce nie raz, nie dwa, lecz kilka razy.
Widzę, że nie dostrzega Pan ogromnej luki między początkową tezą, a tą, jaką Pan faktycznie wykazuje za pomocą powyższych odniesień do Biblii. Pierwsza jest o wiele szersza i dotyczy całości wypowiedzi Jezusa (tzn. jego całego nauczania), natomiast druga - węższa, dotyczy bowiem tylko niektórych, przepowiadających "nadchodzące wydarzenia".
>I jeszcze jedna uwaga. Zdrowy rozsadek nakazuje uznać, że Jezus mówił do apostołów w sposób, którzy oni mogli zrozumieć. Żaden rozsądny człowiek - a Jezusa należy zapewne do takich właśnie ludzi zaliczyć - nie komunikuje się ze swymi rozmówcami używając nie znanych im słów, terminów, pojęć, bo w przeciwnym wypadku traciłby czas, a celu żadnego i tak by nie osiągnął. Jeśli zaś Pan uważa, że Jezus zwracał się do apostołów w sposób, którego oni nie byli w stanie zrozumieć, to widocznie nie zalicza go Pan do ludzi rozumnych.
Jest to słaby argument. Ludzie bardzo często mówią nie wprost, posługują się aluzjami, porównaniami, a ich słowa "dają do myślenia" i nie zawsze są zrozumiałe od razu i przez wszystkich. Idąc Pana tropem rozumowania należałoby powiedzieć, że Jezus powinien był sam spisać swe nauki. Wynika stąd, że Jezus nie był rozumny, skoro tego nie zrobił.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 17 na 17 | Andrzej.51 (15814 punktów) | A zatem twierdzi Pan, że to, co Jezus mówił, "mogło stanowić novum dla apostołów". Ja jednak wyprowadzę Pana z błędu - przepowiednie Jezusa nie stanowiły, bo stanowić nie mogły żadnego novum dla apostołów. Nie mogły być czymś (i nie były), czego by apostołowie nie potrafili zrozumieć. Pana wniosek jest błędny. Pojęcia zmartwychwstania i życia wiecznego znane są zarówno ze Starego, jak i z Nowego Testamentu. Funkcjonowały zatem w Izraelu również w czasach Jezusa. Podam kilka przykładów bez zachowania chronologicznego porządku: (1) Przykładowo o Jezusie mówiono, że jest zmartwychwstałym Janem Chrzcicielem, Eliaszem lub innym prorokiem (Mk 6, 14-15; Łk 9, 7-8). Nawet Herod, który osobiście rozkazał ściąć Jana Chrzciciela, uważał ponoć, że Jezus jest zmartwychwstałym Janem (Mk 6, 16; Mt 14, 1-2  . (2) Pewnego dnia, gdy Jezus zapytał apostołów: za kogo mają mnie ludzie?, ci odpowiedzieli mu: Za Jana Chrzciciela, a inni za Eliasza, inni jeszcze za jednego z dawnych proroków, który zmartwychwstał (Łk 9, 18-19; por. Mk 8, 27-28; Mt 16, 13-14). Pojęcie zmartwychwstania nie było więc apostołom obce. Potwierdza to kolejny przykład: (3) NT informuje, że Jezus w obecności apostołów wskrzeszał ludzi. To dzięki niemu powstali z martwych m.in. młodzieniec z Nain (Łk 7, 11-15) oraz Łazarz (J 11, 14-17.38-44). Powtarzam: apostołowie byli świadkami tych czynów Jezusa, w ani jednym jednak przypadku nie zachowali się tak, jakby nie rozumieli tego, co obserwowali. (4) Przed Jezusem już Eliasz (1 Krl 17, 18-24) i Elizeusz (2 Krl 4, 18-36) dokonywali wskrzeszeń zmarłych ludzi (dzieci). Eliasz i Elizeusz to wielcy prorocy narodu żydowskiego. Przeciętny Żyd bez wątpienia wiedział coś na ich temat, czego zresztą dowodzą powyższe przykłady (1) i (2). W późnym judaizmie zrodziło się - obecne w czasach Jezusa - oczekiwanie na powtórne przyjście zmartwychwstałego Eliasza jako zwiastuna Mesjasza. (5) Stałe miejsce w eschatologicznym myśleniu Żydów zajmowało powszechne zmartwychwstanie ludzi przed sądem ostatecznym (począwszy od Dn 12). Chociaż należy to uznać za nieco odmienną kwestię od tych wskrzeszeń, o których wspomniałem, to jednak dowodzi, iż pojęcie zmartwychwstawania trwale funkcjonowało w świadomości narodu żydowskiego w czasach Jezusa. Z tego, co powyżej napisałem jednoznacznie wynika, że o ile uznamy za historyczne przepowiednie Jezusa dotyczące jego aresztowania, śmierci i zmartwychwstania, to musimy przyjąć, że uczniowie Jezusa (i nie tylko oni) doskonale rozumieli to, co Jezus mówił. Pan jednak uważa inaczej i twierdzi, że słowa Jezusa stan owiły nowość dla apostołów, przez co ci go nie rozumieli. Ty samym podąża Pan ścieżką wyznaczoną przez ewangelistów, którzy dla ratowania spójności swych opowieści uczynili z apostołów ludzi o mocno ograniczonych możliwościach rozumowania - by nie rzec wprost, że ograniczonych - którym największy kłopot sprawia myślenie, na co oni z pewnością nie zasłużyli. > >to oni ciągle "nie rozumieli" i "nie pojmowali" jego słów, ciągle "zastanawiali się" nad tym, co Jezus mówi i robi, "jego słowa były przed nimi zakryte", a na dodatek jeszcze zapominali o tym wszystkim, co Jezus im mówił i nie dawali wiary temu, co wokół nich się działo.> Mieli prawo, przyzwyczajeni do religii żydowskiej i zapewne nawet jej nie rozumiejący do końca.Powyżej wykazałem, że potrafi Pan bez sensu pisać na temat swojej niewiedzy. Powielając zaczerpnięty z ewangelii fałszywy wizerunek apostołów, tym razem twierdzi Pan, iż nie rozumieli oni również religii żydowskiej. Jednym słowem nic nie rozumieli. Po jakiego zatem czorta Jezus uczynił z nich swoich apostołów? Czyżby mądrzejszych w całej Galilei nie było. I ci ludzie - prości i ograniczeni, bo w ślad za apostołami wystawia im Pan takie właśnie świadectwo - nie rozumiejący nawet religii żydowskiej (a cóż w niej jest trudnego do zrozumienia -?), mieli z polecenia Jezusa "głosić zbliżanie się Królestwa Bożego" (Mt 10, 7; Łk 10, 9) i "nauczać wszystkie narody" (Mt 28, 19). A jak mieli to robić, skoro nic nie rozumieli? Czy naprawdę, drogi Panie, warto pisać bzdury? Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A zatem twierdzi Pan, że to, co Jezus mówił, "mogło stanowić novum dla apostołów".
Ale przecież nie twierdzę, że wszystko było nowe i niezrozumiałe, ale że mogło być i było coś, czego nie rozumieli. Widzę, że ma Pan znów kłopot z kwantyfikatorem ogólnym i szczegółowym. Nie twierdzę więc, że nie rozumieli cudów i nauki o zmartwychwstaniu.
>Z tego, co powyżej napisałem jednoznacznie wynika, że o ile uznamy za historyczne przepowiednie Jezusa dotyczące jego aresztowania, śmierci i zmartwychwstania, to musimy przyjąć, że uczniowie Jezusa (i nie tylko oni) doskonale rozumieli to, co Jezus mówił.
I ten sam błąd.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | > Ale przecież nie twierdzę, że wszystko było nowe i niezrozumiałe, ale że mogło być i było coś, czego nie rozumieli. Widzę, że ma Pan znów kłopot z kwantyfikatorem ogólnym i szczegółowym. Nie twierdzę więc, że nie rozumieli cudów i nauki o zmartwychwstaniu.
Tym samym pokazujesz, że Jezus był kiepskim nauczycielem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 18 na 18 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Osobiście jednak wątpię, by tacy byli w rzeczywistości. >Na jakiej podstawie Pan wątpi?
Właśnie już to napisałem - w poprzedniej oraz w tej wypowiedzi. A teraz dodam jeszcze co nieco na ten temat, gdyż rozpoczęty wątek domaga się zakończenia.
Gdy przepowiadane przez Jezusa wydarzenia zaczęły się urzeczywistniać (aresztowanie i wydarzenia po nim następujące) apostołowie zachowują się tak, jakby nie zostali przez Jezusa dostatecznie poinformowani i przygotowani do tego, co właśnie zaczęło się dziać. Uciekli po aresztowaniu Jezusa (Mk 14, 50) i nie byli świadkami jego ukrzyżowania i śmierci, a Piotr zaparł się go (Mk 14, 66-72). Gdy kobiety trzeciego dnia po ukrzyżowaniu poinformowały apostołów, że grób Jezusa jest pusty, spotkały się z niedowierzaniem, a słowa ich wydały im się niczym baśnie, i nie dawali im wiary (Łk 24, 11). Gdy zaś zmartwychwstały Jezus ukazał im się (uczniom, apostołom), to niektórzy z nich nie poznawali go (Łk 24, 16), powątpiewali (Mt 28, 17), sądzili, że widzą ducha (Łk 24, 37). Dziwne to. Przecież zostali wielokrotnie poinformowani przez Jezusa o przebiegu zdarzeń. Tymczasem z ww. scen wynika, że ci nic nie pojmujący apostołowie już tylko nic nie zrozumieli z tego, do czego Jezus ich przygotowywał, co wręcz zapomnieli, że cokolwiek na ten temat mówił.
Trudno pogodzić z sobą te dwa nie pasujące do siebie opisy. Dylemat jest oczywisty: albo Jezus nie przepowiedział apostołom swojego tragicznego końca, a ich zachowanie można wytłumaczyć w głównej mierze strachem, rozpaczą, przemęczeniem itd., albo też Jezus wtajemniczył ich w przebieg zbliżających się wydarzeń, a wtedy zachowania apostołów jako grupy lub każdego z osobna nijak nie da się wytłumaczyć.
Wniosek końcowy nasuwa się sam: Jezus nie przepowiedział apostołom przebiegu tragicznych wydarzeń (bo skąd miał wiedzieć co się stanie, przecież jasnowidzem nie był), a wszelkie związane z tym sceny i słowa Jezusa są wyłącznie wymysłem ewangelistów. Taki jest też w tej kwestii pogląd badaczy krytycznych, którzy zgodnie sceny przepowiedni zaliczają do niehistorycznych.
A zatem apostołowie nie mieli czego nie rozumieć. Albowiem scen, w których rzekomo nie rozumieli przepowiadającego przyszłość Jezusa po prostu nie było.
Domyślam się, że nie wie Pan również, dlaczego ewangeliści popuścili wodze fantazji i nazmyślali sobie do woli. Zresztą nie tylko w tej kwestii. Otóż największy problem, który apostołowie i wczesnochrześcijańscy misjonarze musieli rozwikłać, sprowadzał sie do odpowiedzi na pytanie: jak wyjaśnić poganom i Żydom makabryczną śmierć na krzyżu sponiewieranego Jezusa (rodzaj śmierci przeznaczony dla przestępców politycznych i niewolników, a nie dla głoszonego Mesjasza) oraz jego "zmartwychwstanie"? Problem istotny również dlatego, że nikt w Izraelu w czasach Jezusa nie oczekiwał zmartwychwstania Mesjasza. Jedyne, jak sie wydaje rozwiązanie polegało na ustawicznym zapewnianiu, że Jezus sam przewidział takie zakończenie, posiadał pełna wiedzę na ten temat, a przebieg wydarzeń przepowiedział najbliższym osobom. I takie właśnie rozwiązanie zostało przyjęte.
I tak oto od odpowiedzi na Pana uwagi o nic nie rozumiejących apostołach opisałem jedno z ważniejszych zmyśleń ewangelistów. Jak się okazało temat jest dość obszerny, a ja jak zwykle napisałem stanowczo za dużo.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>Osobiście jednak wątpię, by tacy byli w rzeczywistości. >>Na jakiej podstawie Pan wątpi?
>Właśnie już to napisałem - w poprzedniej oraz w tej wypowiedzi.
Które dowodziły co najwyżej, że część nauki Jezusa była zrozumiała.
A teraz dodam jeszcze co nieco na ten temat, gdyż rozpoczęty wątek domaga się zakończenia. >Gdy przepowiadane przez Jezusa wydarzenia zaczęły się urzeczywistniać (aresztowanie i wydarzenia po nim następujące) apostołowie zachowują się tak, jakby nie zostali przez Jezusa dostatecznie poinformowani i przygotowani do tego, co właśnie zaczęło się dziać. Uciekli po aresztowaniu Jezusa (Mk 14, 50) i nie byli świadkami jego ukrzyżowania i śmierci, a Piotr zaparł się go (Mk 14, 66-72).
Co w tym dziwnego? Byli ludźmi i mogli się przejąć grozą sytuacji.
>Gdy kobiety trzeciego dnia po ukrzyżowaniu poinformowały apostołów, że grób Jezusa jest pusty, spotkały się z niedowierzaniem, a słowa ich wydały im się niczym baśnie, i nie dawali im wiary (Łk 24, 11). Gdy zaś zmartwychwstały Jezus ukazał im się (uczniom, apostołom), to niektórzy z nich nie poznawali go (Łk 24, 16), powątpiewali (Mt 28, 17), sądzili, że widzą ducha (Łk 24, 37). Dziwne to.
"Dziwne to" nie jest żadnym argumentem. Mogli nie wierzyć własnym zmysłom, byli tylko ludźmi. Poza tym scena ta może mieć równie dobrze głębszy, ukryty sens - Pan czyta wszystko dosłownie.
>Przecież zostali wielokrotnie poinformowani przez Jezusa o przebiegu zdarzeń. Tymczasem z ww. scen wynika, że ci nic nie pojmujący apostołowie już tylko nic nie zrozumieli z tego, do czego Jezus ich przygotowywał, co wręcz zapomnieli, że cokolwiek na ten temat mówił.
To Pańska konkluzja, nie wynikająca z przesłanek i ignorująca aspekty psychologiczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>Apostołowie mieli być prowadzeni przez Ducha Św., a więc nie mogli się mylić w swoich poczynaniach. Jeżeli mylili się, nie byli prowadzeni przez Ducha Świętego, a zatem i Jezus nie czuwał nad nimi. Jeżeli nie czuwał, nie był Bogiem, tylko po prostu człowiekiem, który umarł i którego słowa można było źle zinterpretować. >>Rozumujesz zaiste po chrześcijańsku. Logika tego, co piszesz, powala na kolana... ze zdziwienia, że można coś takiego napisać. >Nie rozumie Pan, więc jedyne, co Pan może powiedzieć to to, że rozumowanie "powala Pana na kolana".
Tego po raz drugi nie skomentuję, bo nie warto, a i moich nerwów szkoda.
>Chodzi o to, że jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. Mamy więc do wyboru dwa rozumowania: > Ateista: 1. Jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. > 2. Założenie kościoła było pomyłką. > ---------------------------------------------------- > 3. Boskość Jezusa była pomyłką.
Kościół powstał w wyniku długotrwałego procesu, w którym główną rolę odegrał bez wątpienia ap. Paweł. Centralną postacią tego Kościoła jest oczywiście Jezus. Ateiści uważają że nie ma żadnego boga. Według nich zatem Jezus również nie był bogiem, był człowiekiem. Innymi słowy: uznawanie Jezusa za boga jest pomyłką. Jeśli uznamy, że centralną postacią kościoła powinien być bóg, no to założenie Kościoła było pomyłką.
> Teista: 1. Jeżeli założenie Kościoła było pomyłką, Boskość Jezusa była pomyłką. > 2. Boskość Jezusa nie była pomyłką. > ----------------------------------------------------- > 3. Założenie kościoła nie było pomyłką.
Zgadzam się. Również według mnie tak właśnie rozumuje teista.
> Obydwa dobre z logicznego punktu widzenia.
Powyższe rozumowania ukazują dość schematycznie rozumowanie ateisty i teisty. Cały problem - co oczywiste - w punkcie 2.
>>Jezus rzeczywiście nie był bogiem. Jezus był człowiekiem... Itd. > Bo tak uznał p. Andrzej 51. Ateizm sprowadza Pan do dowcipu intelektualnego, który można opowiedzieć tak oto: > - Jezus był tylko człowiekiem. > - Niby dlaczego? > - Bo istnieją ludzie, a nie bogowie. > - A skąd o tym wiesz? > - Przecież Jezus był tylko człowiekiem, a nie żadnym bogiem!
Taki sposób dyskutowania mnie nie odpowiada. Słowna przepychanka mająca udowodnić samemu sobie, że jest się inteligentniejszym, niż w rzeczywistości. Poza złośliwościami Pana pseudo dowcip nic do dyskusji nie wnosi, a do dowcipu intelektualnego jest mu bardzo daleko. Odpowiem jednak podobnie, ale bez złośliwości: -- Jezus był Bogiem i człowiekiem. -- Niby dlaczego? -- Bo istnieją ludzie i istnieje Bóg. -- A skąd o tym wiesz? -- Bo przecież Jezus był Bogiem i człowiekiem!
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 17 na 17 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Z tego, ze Jezus był człowiekiem nie wynika, że był tylko człowiekiem. Jak Pan wykaże, że był tylko człowiekiem?
Ani ja nie jestem w stanie udowodnić, że Jezus nie był bogiem, lecz wyłącznie człowiekiem, ani też Pan nie udowodni, że Jezus był bogiem. To elementarz. Sądzę, że Pan powinien to wiedzieć. A skoro tak, to w jakim celu zadaje mi Pan takie pytanie?
>Skąd Pan wie, że był biologicznym synem Józefa - jakie ma Pan na to dowody?
No to kiepsko z Pana wiedzą, jeśli takie pytania mi Pan zadaje. Odpowiedź jest następująca. Dowodów na ten temat - i to bardzo mocnych - dostarcza Nowy Testament. Myślałem, że Pan to wie. Uzupełnię zatem luki w Pana wiedzy. Jak widzę, są one dość pokaźne.
W trzech ewangeliach kanonicznych - Mateusza, Łukasza i Jana - znajduje się kilka wersetów, w których Józef określany jest mianem ojca Jezusa, bądź też, co na jedno wychodzi, Jezus nazywany jest synem Józefa lub synem cieśli. Zacytuję jeden z nich: Znaleźliśmy tego, o którym pisał w zakonie Mojżesz, a także prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu (J 1, 45). Numeracja pozostałych: Łk 2, 33; Łk 2, 48; Łk 4, 22; Mt 13, 55 oraz J 6, 42.
Do tego wykazu należy jeszcze zaliczyć trzy wersety z Ewangelii Łukasza, w których mowa jest o Józefie i Marii jako rodzicach Jezusa: Przyszedł więc [Symeon] z natchnienia Ducha do świątyni, a gdy rodzice wnosili dziecię Jezus, by wypełnić przepisy zakonu co do niego, on wziął je na ręce swoje (...) (Łk 2, 27-28). I jeszcze numeracja pozostałych: Łk 2, 41 oraz Łk 2, 43.
No i sam Pan widzi, że to Józef był biologicznym ojcem Jezusa.
>>Kościół powstał dlatego, że pewnego dnia wyżej wspomniany niejaki Szaweł z Tarsu w Cylicji, zwany później Pawłem, będąc w drodze do Damaszku miał rzekomo wizję, która w sposób zasadniczy zmieniła jego życie: z zagorzałego wroga rodzącego się chrześcijaństwa stał się jego gorącym zwolennikiem. >Dlaczego "rzekomo wizję"? Jeżeli wizja jest rzekoma, to i rzekome jest wyjaśnienie odwołujące się do wizji.
Rzekoma wizja to taka, której nie było lub też taka, której opis (opisy) jest (są) niezgodne z rzeczywistością. W Dziejach Apostolskich istnieją trzy podstawowe opisy tej wizji różniące się między sobą w wielu istotnych szczegółach. I jest jeszcze czwarta skrócona wersja w Liście do Galatów, różniąca się w opisanym szczególe od wersji znanych z Dziejów. Nie wiadomo, którą z tych wersji uznać za zgodną z rzeczywistością, jeśli w ogóle którakolwiek z nich na takie określenie zasługuje. Może żadna.
Jeśli doszło do spotkania i rozmowy dwóch ludzi, to żaden z nich nie mógł być osobą zmarłą. Śmierć jednego z nich czyni takie spotkanie nierealnym. A przecież w czasie rzekomej wizji Jezus już nie żył. Jakże mogło zatem dojść do ich spotkania. Jeśli jednak spotkanie to rzeczywiście miało miejsce podczas podróży Pawła do Damaszku, no to niech Pan sobie sam dokończy. Tylko proszę uważać, po Pana wiara może obrócić się w gruzy.
>>To on - czy też w głównej mierze on - stworzył Kościół. >Jeżeli tworzył pod wpływem wizji wszystko jest OK.
Według słownika języka polskiego słowo wizja oznacza między innymi widzenie, przywidzenie, obraz stworzony w czyjejś wyobraźni. Znane są próby wytłumaczenia wizji Pawła, jego subiektywnych doznań. Jedno z tłumaczeń mówi o ewentualnym rozszczepieniu osobowości. Czytałem również o tłumaczeniach wizji Pawła sugerujących epilepsję. Możliwa jest też jakaś iluzja optyczna, fatamorgana.
>Proszę wykazać, ze nie miał wizji, albo że była ona tylko produktem jego wyobraźni.
I znowu to samo. Nie potrafię wykazać że czegoś nie było. Pan również nie potrafiłby tego dokonać. Powinien Pan przecież wiedzieć, że dowodzi się tylko tzw. twierdzeń pozytywnych. Ciężar dowodu spoczywa zatem na osobie, która twierdzi, że coś istnieje. Proszę zatem dowieść, że to "spotkanie" Jezusa z Pawłem jest faktem historycznym, a nie wymysłem Pawła oraz autora Dziejów Apostolskich. I tak przy okazji, za jednym zamachem, proszę wykazać, która z wersji tego spotkania jest prawdziwa. Do dzieła. Mam nadzieję, że domyśla się Pan, że samo powołanie się na wspomniane przeze mnie pisma NT jest absolutnie niewystarczające.
>Oczywiście może Pan to zrobić jeżeli założy Pan, że Jezus był tylko człowiekiem i po śmierci nie mógł żadnej informacji przekazać, ale w ten sposób porusza się Pan po błędnym kole.
Tak. Zakładam, że Jezus był człowiekiem. Wyłącznie człowiekiem. I absolutnie nie rozumiem, dlaczego przyjmując takie założenie poruszam się po błędnym kole.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
Cytaty dotyczące ojcostwa mogą dotyczyć prawnego ojcostwa. Józef był prawnym ojcem Jezusa, temu nikt nie przeczy.
>> Z tego, ze Jezus był człowiekiem nie wynika, że był tylko człowiekiem. Jak Pan wykaże, że był tylko człowiekiem?
>Ani ja nie jestem w stanie udowodnić, że Jezus nie był bogiem, lecz wyłącznie człowiekiem, ani też Pan nie udowodni, że Jezus był bogiem.
No więc jest miejsce i na wiarę i na niewiarę, a to czyni bezskutecznymi wszystkie Pańskie starania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Cytaty dotyczące ojcostwa mogą dotyczyć prawnego > ojcostwa. Józef był prawnym ojcem Jezusa, temu > nikt nie przeczy.
Oprócz prawnych aspektów, pozostają jeszcze aspekty biologiczne i psychologiczne. Pomijając na razie biologiczne mniemam, że chcąc być uczciwym we własnych oczach i oczach forumowiczów, pisząc wcześniej "To Pańska konkluzja, nie wynikająca z przesłanek i ignorująca aspekty psychologiczne " nie wybiera Pan przesłanek sprzyjających li tylko Pańskiemu punktowi widzenia. Byłoby to nieracjonalne, nieobiektywne a nadto po prostu nieuczciwe.
Przesłanka nr 1: Istnieje grupa psychologów (wymienię tu choćby prof. Franza Ruperta) która w świetle dzisiejszej wiedzy, altruistyczne i mesjańskie życie Jezusa interpretuje w kategoriach pokuty za "grzech", którego nie popełnił, a podjął się go wyrównać. Takie zachowanie nawet w dzisiejszych czasach jest dość popularne. Na szczęście dziś już wiemy, że przynosi głównie nieszczęście i cierpienie. Wg tej grupy Jezus pokutował "za winy ludzkości", ponieważ został poczęty z nieprawego łoża i był z tego powodu boleśnie napiętnowany. Raczej wszyscy, jak tu jesteśmy wiemy, co oznaczał nieprawy związek wśród Żydów 2000 lat temu. Twierdzenie, że jest się synem Boga było w tamtych czasach chyba najlepszym wyjściem.
Przesłanka nr 2: Każda grupa, społeczność, sekta czy organizacja, zjednoczona wokół jakiejś wartości, guru czy też zdarzenia zrobi dosłownie wszystko, aby przetrwać a nawet się rozwinąć, zapewniając profity dla jej członków. Uciekanie się do kłamstwa czy też tworzenia mitów jest tu jednym z bardziej trywialnych narzędzi zachowania spójności. Przykładem teorie Macierewicza, czy wzmożona aktywność pracowników w firmie, która aktualnie nie ma zleceń, a wszyscy są czymś gorączkowo zajęci. Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Ateizm błyskawiczny (czas przyrządzania - 10 min.). Przepis: > Przesłanka nr 1:Istnieje grupa psychologów (wymienię tu choćby prof. Franza Ruperta) która w świetle dzisiejszej wiedzy, altruistyczne i mesjańskie życie Jezusa interpretuje w kategoriach pokuty za "grzech", którego nie popełnił, a podjął się go wyrównać. Na psychoanalitycznym oleju odgrzewany jest stary kotlet mówiący o tym, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (że jego ojcem był Rzymianin Pantera, itp.). No ale dobrze. > Takie zachowanie nawet w dzisiejszych czasach jest dość popularne.Nie wiem, jak Pan to stwierdził. To już przyprawa samodzielnie dodana przez kol. Głodzika - sól dla zaostrzenia smaku. > Na szczęście dziś już wiemy, że przynosi głównie nieszczęście i cierpienie.Uwaga jak wyżej. Tym razem niemała dawka pieprzu. > Wg tej grupy Jezus pokutował "za winy ludzkości", ponieważ został poczęty z nieprawego łoża i był z tego powodu boleśnie napiętnowany. Raczej wszyscy, jak tu jesteśmy wiemy, co oznaczał nieprawy związek wśród Żydów 2000 lat temu. Nic nie wiadomo o "bolesnym napiętnowaniu" Jezusa, więc hipoteza ta jest budowaniem domków z kart. > Twierdzenie, że jest się synem Boga było w tamtych czasach chyba najlepszym wyjściem.Niby dlaczego było "w tamtych czasach chyba najlepszym wyjściem"? Mesjaszy musiałoby więc być bez liku. Znów dodatek - panierka. I potrawa gotowa. > Przesłanka nr 2:Każda grupa, społeczność, sekta czy organizacja, zjednoczona wokół jakiejś wartości, guru czy też zdarzenia zrobi dosłownie wszystko, aby przetrwać a nawet się rozwinąć, zapewniając profity dla jej członków.> Uciekanie się do kłamstwa czy też tworzenia mitów jest tu jednym z bardziej trywialnych narzędzi zachowania spójności. Argument ostry jak sztuciec - godzi także w środowisko "Racjonalisty".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > Na psychoanalitycznym oleju odgrzewany jest stary kotlet mówiący o tym, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (że jego ojcem był Rzymianin Pantera, itp.). No ale dobrze.
... hmmm, bardzo ciekawy fragment. Z różnych źródeł, przeważnie religijnych wiadomo, że Maria była wychowywana przez kapłanów jednej ze świątyń żydowskich. Widać, już wtedy opieka kapłanów była "marnej kondycji", skoro nie tylko zgrzeszyła, ale zgrzeszyła z Rzymianinem. I jeszcze taką grzesznicę kapłani otoczyli opieką - nie tylko nie ukarali i nie potępili, lecz jeszcze znaleźli jej męża. Przy okazji, wychodzi, że Józef to "jeleń", mający zrehabilitować Marię. Jakoś ta wersja (rzymianin Pantera jego ojcem?) o pochodzeniu Jezusa z nieprawego łoża jest najmniej prawdopodobna, w powiązaniu z resztą życiorysu Marii i Jezusa. No chyba, że ma na celu ukrycie czegoś innego...
... warto zwrócić też uwagę, jeżeli ta wersja miałaby być prawdziwa, że świadczy bardzo dobrze o żydowskich kapłanach. Nawet w świecie chrześcijańskim, taka dbałość możnych i kapłanów o uwiedzione kobiety była okazywana tylko wobec tych kobiet, które były wcześniej przez nich uwiedzione i nosiły ich potomstwo (choć z nieprawego łoża)...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > Na psychoanalitycznym oleju odgrzewany jest stary kotlet mówiący o tym, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (że jego ojcem był Rzymianin Pantera, itp.). No ale dobrze.
... hmmm, bardzo ciekawy fragment. Z różnych źródeł, przeważnie religijnych wiadomo, że Maria była wychowywana przez kapłanów jednej ze świątyń żydowskich. Widać, już wtedy opieka kapłanów była "marnej kondycji", skoro nie tylko zgrzeszyła, ale zgrzeszyła z Rzymianinem. I jeszcze taką grzesznicę kapłani otoczyli opieką - nie tylko nie ukarali i nie potępili, lecz jeszcze znaleźli jej męża. Przy okazji, wychodzi, że Józef to "jeleń", mający zrehabilitować Marię. Jakoś ta wersja (rzymianin Pantera jego ojcem?) o pochodzeniu Jezusa z nieprawego łoża jest najmniej prawdopodobna, w powiązaniu z resztą życiorysu Marii i Jezusa. No chyba, że ma na celu ukrycie czegoś innego...
... warto zwrócić też uwagę, jeżeli ta wersja miałaby być prawdziwa, że świadczy bardzo dobrze o żydowskich kapłanach. Nawet w świecie chrześcijańskim, taka dbałość możnych i kapłanów o uwiedzione kobiety była okazywana tylko wobec tych kobiet, które były wcześniej przez nich uwiedzione i nosiły ich potomstwo (choć z nieprawego łoża)...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Na psychoanalitycznym oleju odgrzewany jest stary> kotlet mówiący o tym, że Jezus pochodził z nieprawego łoża> (że jego ojcem był Rzymianin Pantera, itp.). No ale dobrze.A jak wiadomo wszem i wobec "stare kotlety" mają to do siebie, że bywają nie do przełknięcia.. więc muszą być stare  > > Takie zachowanie nawet w dzisiejszych czasach jest dość popularne.> Nie wiem, jak Pan to stwierdził. To już przyprawa samodzielnie> dodana przez kol. Głodzika - sól dla zaostrzenia smaku.Ano tak stwierdziłem, bo dużo czytam książek psychologicznych, interesuję się psychologią i psychoterapią, poza tym czasem zdarzy mi się porozmawiać ze znajomymi z tej branży, nieraz z zapraszanymi przez nich gośćmi. Skąd Pan wysnuł, że samodzielnie  > >Na szczęście dziś już wiemy, że przynosi głównie nieszczęście i cierpienie.> Uwaga jak wyżej. Tym razem niemała dawka pieprzu.Riposta jak wyżej. > Nic nie wiadomo o "bolesnym napiętnowaniu" Jezusa, więc> hipoteza ta jest budowaniem domków z kart.Proszę spróbować nawet w naszych czasach ukryć fakt pochodzenia z nieprawego łoża. Życzę powodzenia. > > Twierdzenie, że jest się synem Boga było w tamtych> czasach chyba najlepszym wyjściem.> Niby dlaczego było "w tamtych czasach chyba najlepszym wyjściem"?> Mesjaszy musiałoby więc być bez liku.Inne wyjście: a) przyznanie, że jest się z nieprawego łoża = narażenie się na szykany i wyrzucenie poza nawias + na niebezpieczeństwo własnej matki + oficjalne przyprawienie rogów własnemu ojczymowi, uznawanemu za ojca b) usilne twierdzenie, że nic dziwnego nie zaszło (a ludzie swoje wiedzą) = plotki i część jak wyżej Naprawdę Panie Elasp, proszę włączyć zdrowy rozsądek. Stać Pana na znacznie więcej niż tylko pokrywanie braku argumentów tanim bagatelizowaniem. > Argument ostry jak sztuciec - godzi także w środowisko "Racjonalisty".Kto jest bez winy, niechaj pierwszy ugodzi środowisko Racjonalisty ostrym sztućcem  Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Ano tak stwierdziłem, bo dużo czytam książek psychologicznych, interesuję się psychologią i psychoterapią, poza tym czasem zdarzy mi się porozmawiać ze znajomymi z tej branży, nieraz z zapraszanymi przez nich gośćmi.
Rozmowa ze znajomymi z branży to chyba jednak niewystarczająca podstawa, aby wydawać sąd o Jezusie. Psychologowie wypisują najprzeróżniejsze dziwactwa - każdy chce jakoś zarobić na chleb.
>> Nic nie wiadomo o "bolesnym napiętnowaniu" Jezusa, więc >> hipoteza ta jest budowaniem domków z kart. >Proszę spróbować nawet w naszych czasach ukryć fakt pochodzenia z nieprawego łoża. Życzę powodzenia.
To, że Jezus był tym kim był dla przezwyciężenia kompleksu pochodzenia - ten numer nie przeszedłby nawet w jego czasach. Motywacja byłaby zbyt czytelna i nikt nie dałby się nabrać na jego "boskość". Niech Pan nie będzie naiwny, naiwność pozostawmy nawiedzonym psycholożkom.
>>> Twierdzenie, że jest się synem Boga było w tamtych >> czasach chyba najlepszym wyjściem. >> Niby dlaczego było "w tamtych czasach chyba najlepszym wyjściem"? >> Mesjaszy musiałoby więc być bez liku.
>Inne wyjście:
>a) przyznanie, że jest się z nieprawego łoża = narażenie się na szykany i wyrzucenie poza nawias + na niebezpieczeństwo własnej matki + oficjalne przyprawienie rogów własnemu ojczymowi, uznawanemu za ojca
>b) usilne twierdzenie, że nic dziwnego nie zaszło (a ludzie swoje wiedzą) = plotki i część jak wyżej
Po pierwsze nie wiem, czy człowiek z nieprawego łoża był faktycznie poddawany szykanom - przecież niczym nie zawinił. Należałoby sprawdzić, jak Stary Testament nakazuje traktować nieślubne dzieci. Po drugie, przekaz biblijny mógł odwrócić kolejność (ciąża -> ślub z Józefem, a nie: ślub z Józefem -> ciąża) dokładnie po to, aby wykazać, ze Jezus nie był synem Józefa, tylko - no właśnie - Boga.
>
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Rozmowa ze znajomymi z branży to chyba jednak> niewystarczająca podstawa, aby wydawać sąd o Jezusie.> Psychologowie wypisują najprzeróżniejsze dziwactwa - każdy> chce jakoś zarobić na chleb.Po pierwsze nie mam ambicji, by wydawać o Jezusie sąd, zwłaszcza w imię psychologów. To przesłanka. Pisał Pan o przesłankach, proszę nie przekręcać moich wypowiedzi. Po drugie, w końcu na psychologię sam się Pan powoływał. Czyż nie tak?  I po trzecie - prof. Franz Ruppert nie jest moim znajomym i ten pogląd nie wynikł podczas mojej rozmowy z nim. > Motywacja byłaby zbyt czytelna i nikt nie dałby się> nabrać na jego "boskość".Teraz Pan robi kalkę do naszych czasów. Dziś byłoby trudniej. Wtedy "mesjasze" podochodzili po ziemi całymi stadami i mieli swoje, całkiem pokaźne trzódki. Jezusowi po prostu się to udało, był dobry. Wprawdzie nieraz musiał nalegać na wiarę w niego, ale najbliżsi uczniowie raczej mu wierzyli a obcych mało interesowało skąd pochodził, dopóki nie trzeba było wydać za niego własną córkę itp. Myślę, że zamiast po prostu okłamać ludzi wokół wspiął się o stopień wyżej, bo to był ambitny i kreatywny człowiek. > Niech Pan nie będzie naiwny, naiwność pozostawmy nawiedzonym psycholożkom.Teraz widać jak na dłoni, czego się spodziewałem: wybiera Pan z psychologii, co Panu wygodnie. Nawet niespecjalnie znając jej odkrycia i teorie. > Po pierwsze nie wiem, czy człowiek z nieprawego łoża> był faktycznie poddawany szykanom - przecież niczym nie zawinił.No właśnie, nie wie Pan. Tego się przyznam nie spodziewałem "Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana" (Pwt 23,3). "A rozplenione mnóstwo bezbożnych nie odniesie korzyści, z cudzołożnych odrośli wyrosłe nie zapuści korzeni głęboko ani nie założy podwaliny niezawodnej. Jeśli nawet do czasu rozwinie gałęzie wstrząśnie nimi wiatr, bo słabo utwierdzone, i wyrwie z korzeniami wichura. Połamią się nierozwinięte gałęzie, a owoc ich bezużyteczny, niedojrzały do jedzenia i do niczego niezdatny. Bo dzieci zrodzone z nieprawego pożycia, przy osądzeniu rodziców, świadczą o ich przewrotności" (Mdr 4,3-6). "Dzieci cudzołożnicy nie zapuszczą korzeni, gałązki te pozbawione będą owocu. Potomkowie bezbożnych nie wypuszczą latorośli, bo ich nieczyste korzenie są na urwistej skale" (Syr 23,25; 40,15). Z pewnością ludzie w czasach Chrystusa znajdowali w tych tekstach religijne upoważnienie (a nawet nakaz) do dyskryminowania dzieci nieślubnych. > Po drugie, przekaz biblijny mógł odwrócić kolejność (ciąża ->> ślub z Józefem, a nie: ślub z Józefem -> ciąża) dokładnie po to,> aby wykazać, ze Jezus nie był synem Józefa, tylko - no właśnie - Boga.To nie ma znaczenia w temacie, który poruszyliśmy. W Biblii NT i tak jest wiele zmienionych,czy też dopisanych akapitów. Dociekanie literalne w obydwie strony w tak drobiazgowej sprawie może być obarczone sporym błędem. Osobiście uważam, że cała ta historia ze zwiastowaniem, poczęciem, podróżą do Betlejem jest zmyślona. Dla Apostołów i wczesnych chrześcijan historia jednej, czy też wielu dorosłych postaci, z których zlepiono dorosłego Chrystusa miała znaczenie. Jej dzieciństwo jednak nie. Wtedy dziecko było nikim. Później musiano to jakoś uzupełnić i tak w końcu zrobiono. Ale nie o tym. Chodzi o coś innego: zachowanie i życie Jezusa, skąd po ludzku Jezus brał energię do tego, co robił - o tym właśnie wypowiada się psychologia. Podejmuje ona temat dlatego, że dobrze zna z praktyki ten schemat. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> W Biblii NT i tak jest wiele zmienionych,czy też dopisanych akapitów. Dociekanie literalne w obydwie strony w tak drobiazgowej sprawie może być obarczone sporym błędem.Zagadnienia wokół Nowego Testamentu mogą być wprost fascynującą zabawą intelektualną i to w przeróżnych dziedzinach wiedzy, ale do takich zabaw konieczną jest wiedza i sama wiara, to o wiele za mało. www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659/z,0www.racjonalista.pl/forum.php/s,527000/z,0www.racjonalista.pl/forum.php/s,524770/z,0www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,38#w616248Dziwna ta ludzka tendencja pokrywania kompleksu niższości megalomanią. Niewiele o czymś wiedzą, a z uporem głupoty nadal chrzanią. Wydaje im się, że pod nickiem głupotę ukryją i gdy napiszą, iż są mędrcami, to wszyscy zaraz w to uwierzą. Jeszcze bardziej dziwnym jest to, gdy taki kit na forum dla niewierzących się wciska. Przecież wystarczy kilka/kilkanaście postów opublikować, aby było wiadomo z kim mamy do czynienia. Dlatego lepiej niczego i nikogo nie udawać. Pisać szczerze to co się myśli i jak się myśli. Jednych przekonamy, a innych nie i tak jest dobrze. Zaś gdy większość w jakimś towarzystwie uznaje nas za głupca, to człowiek inteligentny i w miarę zdrowy psychicznie szuka sobie innego towarzystwa. Gorzej, gdy ktoś chce swoje psychiczne niedostatki tu leczyć, a tacy też się zdarzają. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> Po pierwsze nie mam ambicji, by wydawać o Jezusie sąd, zwłaszcza w imię psychologów. To przesłanka. Pisał Pan o przesłankach, proszę nie przekręcać moich wypowiedzi. Niech będzie zatem, że to przesłanka. > Po drugie, w końcu na psychologię sam się Pan powoływał. Czyż nie tak?  Tak, ale trzeba odróżnić potoczną wiedzę psychologiczną, będąca rezultatem obserwacji wielu pokoleń, od wymysłów mających o wiele mniejszy staż. Ja się odwołuję do pierwszej psychologii, Pan do drugiej. > I po trzecie - prof. Franz Ruppert nie jest moim znajomym i ten pogląd nie wynikł podczas mojej rozmowy z nim. Wcale tego nie twierdziłem. > > Motywacja byłaby zbyt czytelna i nikt nie dałby się> > nabrać na jego "boskość".> Teraz Pan robi kalkę do naszych czasów. Dziś byłoby trudniej. Wtedy "mesjasze" podochodzili po ziemi całymi stadami i mieli swoje, całkiem pokaźne trzódki. Proszę wskazać źródło mówiące o "stadach mesjaszy". > Jezusowi po prostu się to udało, był dobry. Wprawdzie nieraz musiał nalegać na wiarę w niego, ale najbliżsi uczniowie raczej mu wierzyli a obcych mało interesowało skąd pochodził, dopóki nie trzeba było wydać za niego własną córkę itp. Uwaga ta tak naprawdę niewiele wnosi do sprawy. > Myślę, że zamiast po prostu okłamać ludzi wokół wspiął się o stopień wyżej, bo to był ambitny i kreatywny człowiek. Zgoda (i uwaga jak wyżej). > > Niech Pan nie będzie naiwny, naiwność pozostawmy nawiedzonym psycholożkom.> Teraz widać jak na dłoni, czego się spodziewałem: wybiera Pan z psychologii, co Panu wygodnie. Nawet niespecjalnie znając jej odkrycia i teorie.Uwaga poczyniona jeszcze wyżej - odnośnie psychologii - znajdzie tu zastosowanie. > > Po pierwsze nie wiem, czy człowiek z nieprawego łoża> > był faktycznie poddawany szykanom - przecież niczym nie zawinił.> No właśnie, nie wie Pan. Tego się przyznam nie spodziewałem  Zapomniał Pan o słowie "faktycznie", więc trochę przedwczesna Pana satysfakcja. Podaje Pan cytaty świadczące o traktowaniu takich dzieci de iure, mnie natomiast chodzi o traktowanie ich de facto. > Osobiście uważam, że cała ta historia ze zwiastowaniem, poczęciem, podróżą do Betlejem jest zmyślona. Byłoby znacznie lepiej wykazać taką tezę, a nie po prostu ją zakładać. > Dla Apostołów i wczesnych chrześcijan historia jednej, czy też wielu dorosłych postaci, z których zlepiono dorosłego Chrystusa miała znaczenie. Jej dzieciństwo jednak nie. Wyjąwszy racjonalistyczny wtręt ("zlepiono") - zgoda. > Wtedy dziecko było nikim. Później musiano to jakoś uzupełnić i tak w końcu zrobiono.> Ale nie o tym. Chodzi o coś innego: zachowanie i życie Jezusa, skąd po ludzku Jezus brał energię do tego, co robił - o tym właśnie wypowiada się psychologia. Podejmuje ona temat dlatego, że dobrze zna z praktyki ten schemat. Trochę dziwne, że Jezus czekał na kompensację kompleksów aż 30 lat. Był cieślą, żył sobie spokojnie, aż tu nagle odzywa się w nim kompleks. Jezus rzuca wszystko i zaczyna świrować. Interesująca teoria. Jej rozwinięcie może polegać już tylko na powiedzeniu, że Jezus zapadł na chorobę umysłową.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Tak, ale trzeba odróżnić potoczną wiedzę psychologiczną, będąca > rezultatem obserwacji wielu pokoleń, od wymysłów mających o wiele mniejszy staż. > Ja się odwołuję do pierwszej psychologii, Pan do drugiej.
Tak, teraz jest to jaśniejsze. Jak zwykle wychodzi z Pana konserwatysta. Wszystko, co nowe jest dla Pana z definicji podejrzane. Psychologia, jako nauka z jej warsztatem i weryfikacją teorii jest stosunkowo młodą nauką, nie ma nawet 200 lat. Reszta to nie psychologia, a pokoleniowe amatorskie obserwacje, mające tyle wspólnego z rzetelną wiedzą, co pogląd starożytnych na gwiazdy, słońce i księżyc.
Freud na ten przykład zaobserwował, że różnorakie choroby psychiczne (m.in. pochodzące od penalizowania seksualności) znacznie ograniczają obszar ludzkiej wolnej woli, powodując działania przymusowe. Chyba się Pan zgodzi, że odrzucenie tego postulatu to cofnięcie się w materii rozumienia powodów takiej a nie innej działalności ludzkiej do średniowiecza. Z resztą przesłanek bywa podobnie. Tylko, że są one dla przeciętnych ludzi na tyle nowe czy niezrozumiałe, że trudno się konserwatystom z nimi zgodzić, czy też choćby próbowac mierzyć. Dlatego pozostają w ogonie.
> Wcale tego nie twierdziłem.
Ale podobna sugestia padła.
>>Jezusowi po prostu się to udało, był dobry. Wprawdzie nieraz >> musiał nalegać na wiarę w niego, ale najbliżsi uczniowie raczej mu >> wierzyli a obcych mało interesowało skąd pochodził, dopóki nie trzeba > było wydać za niego własną córkę itp. > Uwaga ta tak naprawdę niewiele wnosi do sprawy.
Uwiarygodnia przesłankę prof. Rupperta. Ludzie obsesyjnie czegoś chcący, a niemający możliwości ziszczenia tego w świecie rzeczywistym bardzo często tworzą swoje własne światy. Niestety, faktów nie sposób zmienić i z tym właśnie trudno im się pogodzić.
> wybiera Pan z psychologii, co Panu wygodnie. Nawet niespecjalnie znając jej odkrycia i teorie. > Uwaga poczyniona jeszcze wyżej - odnośnie psychologii - znajdzie tu zastosowanie.
Na marginesie nieśmiało zauważę, że nie jest to dla Pana powód do dumy..
> mnie natomiast chodzi o traktowanie ich de facto.
Nie wiem, czy dobrze Pana rozumiem: sugeruje Pan, że w tak religijnym narodzie, właściwie do dzisiaj religijnym była jakaś rozbieżność? Na jakiej podstawie Pan tak uważa?
> Byłoby znacznie lepiej wykazać taką tezę, a nie po prostu ją zakładać.
Uzasadnienie było niżej (jest dalej w cytacie).
>>Dla Apostołów i wczesnych chrześcijan historia jednej, czy też >> wielu dorosłych postaci, z których zlepiono dorosłego Chrystusa miała znaczenie. Jej dzieciństwo jednak nie. > Wyjąwszy racjonalistyczny wtręt ("zlepiono") - zgoda.
W przeszłości napisano na ten temat na forum już wiele, nie ma potrzeby się powtarzać. Zawsze może Pan sięgnąć do wpisów Meretseger, Irracji, Andrzeja.51 czy też Andrzeja Bogusławskiego, z którymi się zgadzam. Ale ok, "zlepiono" ma trochę pejoratywny kontekst. Zamiast tego niech będzie skompilowano i dopowiedziano.
> Trochę dziwne, że Jezus czekał na kompensację kompleksów aż 30 lat. > Był cieślą, żył sobie spokojnie, aż tu nagle odzywa się w nim kompleks. > Jezus rzuca wszystko i zaczyna świrować. Interesująca teoria.
Zwykła sprawa, tak bardzo często bywa i dzisiaj. Proszę się zastanowić, z jakiego powodu część osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie walczy o nieprzedawnianie się przestępstwa pedofilii i nie zabiera się za poszukiwanie sprawiedliwości od razu, w 18 roku swojego życia. Inna rzecz, że Jezus mógł przygotować się do swojej działalności i nie mieć jeszcze odwagi wyjść. To kolejny przyczynek. Tylko i aż. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Tak, teraz jest to jaśniejsze. Jak zwykle wychodzi z Pana konserwatysta. Wszystko, co nowe jest dla Pana z definicji podejrzane.
>Psychologia, jako nauka z jej warsztatem i weryfikacją teorii jest stosunkowo młodą nauką, nie ma nawet 200 lat.
>Reszta to nie psychologia, a pokoleniowe amatorskie obserwacje, mające tyle wspólnego z rzetelną wiedzą, co pogląd starożytnych na gwiazdy, słońce i księżyc.
Jest Pan specjalistą od wrzucania wszystkiego do jednego worka. Miałem na myśli tylko to, że psychologia - nie mając jednolitych i rygorystycznych metod - zawiera w sobie rożnorakie koncepcje, nierzadko nieomal baśniowe (teoria zbiorowej nieświadomości Junga). Chodzi tylko o to, że powoływanie się na jakąś koncepcję psychologiczną nie jest solidnym argumentem.
>Freud na ten przykład zaobserwował, że różnorakie choroby psychiczne (m.in. pochodzące od penalizowania seksualności) znacznie ograniczają obszar ludzkiej wolnej woli, powodując działania przymusowe.
Po pierwsze, nie ma to znaczenia, wrzuca Pan wszystko do jednego worka. Z faktu, że Freud miał w tej sprawie rację nie wynika, że Rupert miał rację w sprawie Jezusa. Jak można tak argumentować? Traktuję Pan współczesną psychologię jako jedną, spoistą teorię, w której wszystko łączy się ze wszystkim - tymczasem taką nie jest: jest mnóstwem konkurencyjnych teorii co z miejsca osłabia wszelki argument "psychologiczny".
Po drugie, szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy Pańskie twierdzenie odnośnie Freuda jest w ogóle prawdziwe. Nie pamiętam szczegółów jego koncepcji, ale z tego co pamiętam wynika, że uznawał wręcz odwrotne twierdzenie: człowiek, którego libido nie jest ograniczane przez zakaz, staje się marionetką w ręku ślepego popędu seksualnego. Freud nie był marzycielem śniącym o ludzkiej wolności, był psychiatrą i wiedział, ze człowiek to fizyczne indywiduum, a popęd seksualny wypływa z fizjologii człowieka. Jednym słowem, nie powstrzymywanie popędu seksualnego doprowadziłoby do jeszcze większych szkód, do zniszczenia przez człowieka i siebie, i innych.
>Chyba się Pan zgodzi, że odrzucenie tego postulatu to cofnięcie się w materii rozumienia powodów takiej a nie innej działalności ludzkiej do średniowiecza.
No to idźmy w kierunku postępu i zdepenalizujmy wszystkie zachowania seksualne. Nie przypuszczam, aby znalazł Pan we Freudzie zwolennika wolnej miłości. Był raczej zwolennikiem konserwatywnej moralności.
>Z resztą przesłanek bywa podobnie. Tylko, że są one dla przeciętnych ludzi na tyle nowe czy niezrozumiałe, że trudno się konserwatystom z nimi zgodzić, czy też choćby próbować mierzyć. Dlatego pozostają w ogonie.
Ma Pan prawo do takiego zdania.
>Nie wiem, czy dobrze Pana rozumiem: sugeruje Pan, że w tak religijnym narodzie, właściwie do dzisiaj religijnym była jakaś rozbieżność? Na jakiej podstawie Pan tak uważa?
Zawsze istnieje doza rozbieżności między de iure i de facto. Istnieje nawet w najbardziej religijnych narodach.
>Proszę się zastanowić, z jakiego powodu część osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie walczy o nieprzedawnianie się przestępstwa pedofilii i nie zabiera się za poszukiwanie sprawiedliwości od razu, w 18 roku swojego życia.
>Inna rzecz, że Jezus mógł przygotować się do swojej działalności i nie mieć jeszcze odwagi wyjść. To kolejny przyczynek. Tylko i aż.
Znowu wrzucanie wszystkiego worka. Na siłę przyrównuje Pan (rzekomą) traumę Jezusa do traumy dziecka molestowanego. Przypomina mi się bajka Fredry o Cyganie, co zrobił zupę na gwoździu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Chodzi tylko o to, że powoływanie się na jakąś> koncepcję psychologiczną nie jest solidnym argumentem.Najpierw pisał Pan o przesłankach, teraz o solidnych argumentach. Proszę się w końcu zdecydować, o co Panu chodzi. > Po pierwsze, nie ma to znaczenia, wrzuca Pan wszystko do jednego worka.Nie ma to znaczenia dla Pana, gdyż nie przyglądnął się należycie tym teoriom i jest z nimi na bakier. Nadal Pan tylko bagatelizuje. Proszę szanować mój i swój czas. > Z faktu, że Freud miał w tej sprawie rację nie> wynika, że Rupert miał rację w sprawie Jezusa.Oczywiscie, że nie. Przykład podaje, że wieki doświadczeń czasami nie są potrzebne. To był w końcu Pański niefortunny argument. > jest mnóstwem konkurencyjnych teorii co z miejsca osłabia wszelki argument "psychologiczny".Jak i nauka, w której diament wychodzi po żmudnych dociekaniach. Nie znaczy to jednak (jak wiemy z historii), że należy bagatelizować wszelkie teorie naukowe "niepasujące" do opisów biblijnych. > Po drugie, szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy Pańskie twierdzenie odnośnie Freuda jest w ogóle prawdziwe.Może Pan to sam sprawdzić. Zachęcam do lektury źródeł. > Freud nie był marzycielem śniącym o ludzkiej wolności, był psychiatrą> i wiedział, ze człowiek to fizyczne indywiduum, a popęd seksualny wypływa> z fizjologii człowieka. Jednym słowem, nie powstrzymywanie popędu seksualnego> doprowadziłoby do jeszcze większych szkód, do zniszczenia przez człowieka i siebie, i innych.Trochę mi ręce odpadają. Proszę najpierw postudiować ze zrozumieniem dzieła Freuda i jego następców, później wrócimy do rozmowy. > No to idźmy w kierunku postępu i zdepenalizujmy wszystkie zachowania> seksualne. Nie przypuszczam, aby znalazł Pan we Freudzie zwolennika> wolnej miłości. Był raczej zwolennikiem konserwatywnej moralności.Hm, zastanwia mnie, skąd w Panu to ciągłe popadanie ze skrajności w skrajność..  > Znowu wrzucanie wszystkiego worka. Na siłę przyrównuje Pan> (rzekomą) traumę Jezusa do traumy dziecka molestowanego. Przypomina> mi się bajka Fredry o Cyganie, co zrobił zupę na gwoździu.Zapewniam Pana, że te zestawienia ani nie są wyssne z palca, ani nie są tworzone przeze mnie. Są dziełem ludzi, którzy wiedzą znacznie więcej o tramie niż Pan, czy ja. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>>Po drugie, szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy Pańskie twierdzenie odnośnie Freuda jest w ogóle prawdziwe.
>Może Pan to sam sprawdzić. Zachęcam do lektury źródeł.
>> Freud nie był marzycielem śniącym o ludzkiej wolności, był psychiatrą >> i wiedział, ze człowiek to fizyczne indywiduum, a popęd seksualny wypływa >> z fizjologii człowieka. Jednym słowem, nie powstrzymywanie popędu seksualnego >> doprowadziłoby do jeszcze większych szkód, do zniszczenia przez człowieka i >>siebie, i innych.
>Trochę mi ręce odpadają. Proszę najpierw postudiować ze zrozumieniem dzieła Freuda i jego następców, później wrócimy do rozmowy.
Naturalnie. Oto więc cytat z Freuda dla kol. Głodzika:
"Ale ostatecznie jakże niewdzięczna i krótkowzroczna jest walka o obalenie kultury. To, co by wówczas nastąpiło, byłoby stanem natury, który jest daleko trudniejszy do zniesienia. To prawda, że natura nie żąda od nas, byśmy powściągnęli nasze popędy. Pozwala nam robić to, co chcemy. Ale ma ona swój szczególnie skuteczny sposób pohamowania nas - niszczy nas chłodno, okrutnie, brutalnie, i to właśnie za pomocą tego, co przynosi nam zadowolenie. (...) Właśnie bronienie nas przed naturą jest naczelnym zadaniem kultury, jej prawdziwym raison d'etre". (Cyt. za: Z. Rosińska, Freud, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s. 100-101).
>Zapewniam Pana, że te zestawienia ani nie są wyssne z palca, ani nie są tworzone przeze mnie. >Są dziełem ludzi, którzy wiedzą znacznie więcej o traumie niż Pan, czy ja.
Kogo konkretnie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Naturalnie. Oto więc cytat z Freuda dla kol. Głodzika:Przytoczył Pan jeden urywek z Freuda i myśli, że zna cały jego dorobek. Oooo... ktoś z nas chce niszczyć kulturę w imię fałszywie pojmowanej wolności (anarchia) i wracać do wspólnot pierwotnych z haremami, przemocą itp.? Znam tylko jednego Polaka, który tak marzył i oficjalnie to potwierdził: Andrzej Lepper w reakcji na oskarżenia w sprawie afery "praca za seks". I to nie była zdaje się osoba niewierząca.. > Kogo konkretnie?Borys Cyrulnik, Peter A. Levine czy wspomniany Franz Ruppert. Inni nie raktują tego jako wątek centralny, ale temat też jest obecny. Np. prof. Philip Zimbardo. Trauma pojawia się właściwie u każdego terapeuty: od terapii alkoholików i innych uzależnionych do np. dzieci, które nie mogły płakać na pogrzebie za babcią i to się za nimi ciągnie (W.Eichelberger). Generalnie członkowie PTP www.ptp.org.pl/Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
> Przytoczył Pan jeden urywek z Freuda i myśli, że zna cały jego dorobek.Ile urywków przytoczył kol. Głodzik? Nigdzie nie sugerowałem, ze znam cały dorobek Freuda. Naprawdę szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie. > Oooo... ktoś z nas chce niszczyć kulturę w imię fałszywie pojmowanej wolności (anarchia) i wracać do wspólnot pierwotnych z haremami, przemocą itp.? Znowuż wszystko do jednego worka - zaczyna mnie to trochę irytować. Kultura kulturze nierówna. To, co Freud pod koniec XIX wieku nazywał kulturą już dawno przestało istnieć. Gdyby włączył telewizor i zobaczył któryś z programów rozrywkowych albo edukacyjnych, byłby załamany. Nie sądzę, aby zgadzał się np. na permisywne wychowanie dzieci oraz na wszechobecność seksu w przestrzeni publicznej i sztuce. Gdyby dowiedział się, ze dziewczęta na całym świecie umierają z głodu, bo chcą wyglądać jak kobieta z okładki, a gdzieniegdzie celowo zachodzą w ciążę, aby otrzymać pomoc od państwa (Wielka Brytania) uznałby, że świat stanął na głowie. Niestety, walka z chrześcijaństwem bardzo często oznaczała walkę z kulturą, wszak kultura europejska - w postaci, w jakiej istniała jeszcze pod koniec XIX wieku - była właśnie wytworem chrześcijaństwa, nawet jeżeli podzielonego na katolicyzm, protestantyzm i prawosławie. W rezultacie mamy to, co mamy. Skrajną tego postacią jest radykalny bolszewizm (np. poglądy A. Kołłontaj) oraz trockizm (reprezentowany przez pedofila D. Cohn-Bendita), opowiadający za rewolucję seksualną lat 60-tych. Niestety krajanie Freuda - w oczywisty sposób traktujący chrześcijaństwo jako coś obcego i niepotrzebnego - nie szczędzili trudu, aby rozebrać budowlę tradycyjnej kultury. Parę nazwisk wypada podać: Allen Ginsberg, Alberto Moravia, Roland Topor, Alejandro Jodorowsky, Serge Gainsbourg. Opłakane skutki tego wszystkiego - widzimy. Dla kol. Glodzika: A. Ginsberg "Big-beat"
Igrzyska zeszły w czerwono-pluszowe piwniczne teatry Centrum długie długie włosy na chudych chłopakach cienkie czarne krawaty, blade piękne policzki i wrzaski, wrzaski ekstaza tłumu na widowni wzrasta z tego nowego pokolenia pośladków oczu i miękkich sutek Bo ciało znów się porusza, ciało znów tańczy, ciało znów śpiewa ciało krzyczy nowo narodzone po Wojnie, dzieci dotknięte tajemnymi zgonami w zimnych więzieniach lat pięćdziesiątych - A dziś dziewczyny o świeżych piersiach o miękkich złotych włosach łona - 1000 głosów wyje przez pięć minut klaskanie tysiąca rąk w wielkim antycznym metrum pozdrowienia Mięsnego Boga XX Wieku, który płynie przez teatr niczym sekretny rytm brzucha w Orgazmie Kalki! Chrystus Apokaliptyczny! Maitreja! Surowy Chronos ze zmęczenia płacze w saksofon, Ziemia Zbawiona! Następny numer! SHE'S A WOMAN Czerwone brzuchy elektrycznych gitar! i zjawia się Ganimedes tupiąc z Uciechy na scenie kłania się w pas i płacząc, DAJE. O, mocy Boga na tronie otoczonym stale bębnami prawa ręka tłucze Berłem w mosiężne cymbały!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Opłakane skutki tego wszystkiego - widzimy.Tak. Kazdy Europejczyk (ach tam Europejczyk - kazdy czlowiek na calym swiecie) marzy o zyciu w realiach sredniowiecznej Europy pod prymatem wladzy kosciola katolickiego. Dla kazdego zdrowo myslacego czlwieka to wlasnie ten czas byl najlepszym czasem dla calego swiata
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Już to mówiłem? Jest Pan pesymistą do potęgi. Myślę, że godnym partnerem byłby dla Pana ks. dr Oko, sporo byście razem zawojowali. To, że nie dostrzega Pan nowej kultury w miejsce starej - to już Pana problem. Jeśli chodzi o kulturę - kiedyś tworzono piękne obrazy, rzeźby a nawet strzeliste budowle kościołów. Dziś tylko dodatek "Przystanek Jezus" do "Przystanka Woodstock" + ewent. "Barka". Pytanie dlaczego - po prostu ludzkość wybiła się z jedynie słusznego kierunku w sztuce i kulturze. Tamto się nie wróci i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. > To, co Freud pod koniec XIX wieku nazywał kulturą już dawno przestało istnieć.Choć najcenniejsze rzeczy się zachowały, to generalnie zgoda. Nieśmiało zauważę że XXIw. mamy. Idzie nowe. A w tym nowym również są śmieci, grafomaństwo oraz pornografia. Można to rozpatrywać na zasadach zepsucia, można i wyzwania (szklanka do połowy pusta lub pełna). W każdym razie jest wybór, czego nie można było powiedzieć o wiekach średnich dla zwykłych ludzi, takich jak Pan czy ja. > Nie sądzę, aby zgadzał się np. na permisywne wychowanie> dzieci oraz na wszechobecność seksu w przestrzeni publicznej> i sztuce.I dziś dlatego wciąż leczy się ludzi z nerwic eklezjogennych i purytańskich zasad wyniesionych z domu prababć. Gratuluję dowcipu. Szczerze mówiąc nie słyszałem o tej rangi problemach wyniesionych z domów - jak Pan to kreślą - w których prym wiedzie wychowanie permisywne. A że w mediach są nagłaśniane przypadki szczególne - to normalka. Fakty są takie, że jesteśmy społeczeństwem pruderyjnym, w sposób dojrzały i bez wypieków nie umiemy rozmawiać z dziećmi ciepło o seksualności. Nawet nie potrafimy o tym rozmawiać między sobą. Dzieci są skazane ze swoją seksualnością na starszych kolegów i koleżanki, które kiedyś były w jeszcze gorszej sytuacji. Proponuję poczytać trochę podstawowej literatury fachowej, skąd biorą się zboczenia seksualne i gwałty. Dołóż Pan sobie na deser profesorów Starowicza i Izdebskiego. Wśród powodów ze świecą szukać postulatu, że to wychowanie permisywne. Jest to zwykła projekcja osób duchownych i księży podlegających napięciu seksualnemu, których kole w oczy umiejętnie eksponowany na ulicy biust, czy kusa spódniczka. W literaturze fachowej znajdziemy za to dużo o wyhamowaniu libido m.in. poprzez obkładanie różnych naturalnych skłonności seksualnych grzechem, poprzez wzbudzanie poczucia winy. Jest taka anegdota, która zgrabnie to ujmuje, a opowiadał ją pewien ksiądz Jezuita: "gdy przychodzi do mnie do spowiedzi prostytutka - mówi tylko o Bogu. Gdy przychodzi do mnie do spowiedzi ksiądz - mówi tylko o seksie". Aby nie zostać gołosłownym - dedykacja dla kol. Elaspa: "Im gorętszy uścisk, tym słodszy smak pocałunków. Im bardziej wzmaga się rozkosz, tym większe ogarnia ją szczęście" - pisała św. Matylda z Magdeburga o swych mistycznych przeżyciach. Wieść, że siostra Benedetta, przeorysza klasztoru w Pesci, doznaje objawień Chrystusa, podczas których jednoczy się z nim w duchowej rozkoszy, obiegła okolicę. Do miasteczka ściągały tłumy pielgrzymów, których dzięki otrzymanej mocy czynienia cudów leczyła i uzdrawiała. Benedetta miała jednak pecha, bo podwładne szczerze jej nie znosiły i postanowiły sprawdzić, co faktycznie dzieje się podczas jej nocnych uniesień. O tym co zobaczyły, powiadomiły lokalnego biskupa. W 1620 roku do Pesci zjechała kościelna komisja, która przesłuchała zakonnice. Zaprotokołowano: "Leżała naga na swoim łożu i dotykała palcami miejsc intymnych. Jej ciało podnosiło się i opadało, najpierw powoli, potem coraz szybciej, aż widać było wszystkie żebra. Na koniec wybuchała płaczem i krzykiem". W trakcie dalszych prac śledczy odkryli, że matka przełożona niekiedy zapraszała do celi jedną z młodych mniszek, by "sprawdzić, czy również ona jest godna dostąpienia nieziemskiej rozkoszy". Po zakończeniu dochodzenia komisja stwierdziła, że zachowanie siostry Benedetty "nie było uduchowione, lecz sprośne" i zaleciła przeniesienie jej do innego klasztoru, gdzie miała odpokutować grzech nieczystości. Psycholog i pisarz Gordon Rattray Taylor w monografii "Sex in History" doszedł do odmiennych wniosków i uznał, że włoska zakonnica znalazła najbardziej naturalny sposób rozładowywania napięcia seksualnego. W odróżnieniu od wielu kobiet uznanych za święte, które za zmagania z własną cielesnością zapłaciły "manią prześladowczą, halucynacjami i histerią". Katarzyna Pomorska, miesięcznik Focus. I taka to kultura dawnych czasów. A to tylko mała próbka tego, o czym mówię. Myślę, że wie Pan już, iż mam raczej negatywne zdanie o "czystości" wieków średnich i kulturze tamtych czasów. Zamiast psioczyć na zepsuty permysywnoscią i reklamami świat, oraz ciągłą zabawę w TV przeznaczoną dla przeciętnego zjadacza chleba bez ambicji, warto posłuchać kobiet. My naprawdę nie mamy w Polsce głupich Pań: www.polski(*)20,Bezwstydne-rozmowy-o-seksiewww.facean(*)est-seks-dla-kobiet-i-mezczyznPS oceniając tak Allen Ginsberg, Alberto Moravia, Roland Topor, Alejandro Jodorowsky i Serge Gainsbourg dał Pan tylko świadectwo, jak bardzo nie lubi czasów, w których przyszło mu żyć
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Pytanie dlaczego - po prostu ludzkość wybiła się z jedynie słusznego kierunku w sztuce i kulturze. Tamto się nie wróci i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Nie wiadomo co wróci, a co nie.
>> To, co Freud pod koniec XIX wieku nazywał kulturą już dawno przestało istnieć. >Choć najcenniejsze rzeczy się zachowały, to generalnie zgoda. Nieśmiało zauważę że XXIw. mamy. Idzie nowe. A w tym nowym również są śmieci, grafomaństwo oraz pornografia.
Które to są owe "najcenniejsze rzeczy"?
>Można to rozpatrywać na zasadach zepsucia, można i wyzwania (szklanka do połowy pusta lub pełna). W każdym razie jest wybór, czego nie można było powiedzieć o wiekach średnich dla zwykłych ludzi, takich jak Pan czy ja.
Co mają tu do rzeczy wieki średnie - nie rozumiem. Nie mówię wcale, że trzeba wrócić do średniowiecza. Hiszpania gen. Franco to np. wiek XX.
>I dziś dlatego wciąż leczy się ludzi z nerwic eklezjogennych i purytańskich zasad wyniesionych z domu prababć. Gratuluję dowcipu.
Lekarze na wszystkim chcą zrobić pieniądze. Mamy już dysleksję, dysgrafię, dyskalkulię, ADHD, dlaczego więc nie możemy leczyć z "nerwic eklzezjogennych i purytańskich"?
>Szczerze mówiąc nie słyszałem o tej rangi problemach wyniesionych z domów - jak Pan to kreślą - w których prym wiedzie wychowanie permisywne.
Proszę więc założyć aparat słuchowy i nie pomylić "on" z "off".
>Fakty są takie, że jesteśmy społeczeństwem pruderyjnym, w sposób dojrzały i bez wypieków nie umiemy rozmawiać z dziećmi ciepło o seksualności. Nawet nie potrafimy o tym rozmawiać między sobą. Dzieci są skazane ze swoją seksualnością na starszych kolegów i koleżanki, które kiedyś były w jeszcze gorszej sytuacji.
Nie sprzeciwiam się temu, aby "ciepło rozmawiać o seksualności".
>Proponuję poczytać trochę podstawowej literatury fachowej, skąd biorą się zboczenia seksualne i gwałty. Dołóż Pan sobie na deser profesorów Starowicza i Izdebskiego.
Znam piśmiennictwo i jednego, i drugiego.
>Wśród powodów ze świecą szukać postulatu, że to wychowanie permisywne. Jest to zwykła projekcja osób duchownych i księży podlegających napięciu seksualnemu, których kole w oczy umiejętnie eksponowany na ulicy biust, czy kusa spódniczka.
Po co eksponować, po co spódniczka, przecież można chodzić nago. Skończmy z reliktami purytańskiej moralności i niech "nic co ludzkie nie będzie nam obce". Czy jako humanista jest Pan za?
>W literaturze fachowej znajdziemy za to dużo o wyhamowaniu libido m.in. poprzez obkładanie różnych naturalnych skłonności seksualnych grzechem, poprzez wzbudzanie poczucia winy.
Mówiłem o permisywizmie jako o koronnym przykładzie upadku kultury europejskiej - nie odnosiłem permisywizmu do lęków i traumy. Myślę teraz, że zaszło nieporozumienie.
>Jest taka anegdota, która zgrabnie to ujmuje, a opowiadał ją pewien ksiądz Jezuita: >"gdy przychodzi do mnie do spowiedzi prostytutka - mówi tylko o Bogu. Gdy przychodzi do mnie do spowiedzi ksiądz - mówi tylko o seksie".
Co z tego? Kol. Głodzik strzela już nie tylko niecelnie, ale i kapiszonami.
>Aby nie zostać gołosłownym - dedykacja dla kol. Elaspa: >"Im gorętszy uścisk, tym słodszy smak pocałunków. Im bardziej wzmaga się rozkosz, tym większe ogarnia ją szczęście" - pisała św. Matylda z Magdeburga o swych mistycznych przeżyciach...
Pocieszający cytat, bo wskazuje, że już przed wiekami potrafiono odróżnić rzekome objawienia od tych, w których przypadku może być coś na rzeczy. Była i historia siostry Ubryk, i to nie tak dawno, i w Polsce.
Naprawdę kończmy tę wymianę zdań, bo szkoda czasu na dyskusję na tym poziomie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Dziękuję i pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Kogo konkretnie?> Borys Cyrulnik, Peter A. Levine (..) Franz Ruppert (..) Philip Zimbardo.Do stawki dokładam Erica Berna, którego kilka rozdziałów książki "Dzień dobry i co dalej" właśnie sobie odświeżyłem. en.wikipedia.org/wiki/Eric_BerneWprawdzie tam o traumie raczej mało, więcej za to o scenariuszach życiowych, które przeważnie przyjmujemy na siebie już w dzieciństwie, ale analogie bliskie. W książce znajdzie Pan również parę innych dobrych nazwisk. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Trochę mi ręce odpadają. Proszę najpierw postudiować ze zrozumieniem dzieła Freuda i jego następców, później wrócimy do rozmowy. Których dzieł i jakich następców? Prof. Suchodolski we wstępie do "Człowieka, religii, kultury", Warszawa 1967, napisał: Gdyby w stosunku do tego zakresu postawić klasyczne już dziś pytanie: co jest żywe i co jest martwe w filozofii Freuda, trzeba by odpowiedzieć niemal paradoksalnie, iż wszystkie jego poglądy są martwe, ale lektura tych tekstów jest żywa i inspirująca.
Freud ma inne znaczenie dla pani profesor - Zofia Rosińska jest nauczycielem akademickim, kierownikiem Zakładu Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się problemami z pogranicza psychologii i filozofii oraz historii psychologii. Jest autorką wielu książek, m.in. "jung" (1982), "Psychoanalityczne myślenie o sztuce" (1985), "Blaustein. Koncepcja odbiorów mediów" (2001). W 2001 r. prowadziła badania nad recepcją psychoanalizy na Uniwersytecie w Pittsburghu w Stanach Zjednoczonych. __________________
To jak przeżywamy śmierć w dużej mierze zależy od tego czy jesteśmy religijni czy nie. Osoba wierząca swoje umieranie będzie rozpatrywać w kontekście wyznawanej religii. Ateista natomiast uznaje, że po śmierci kończy się jego życie - stwierdza prof. Zofia Rosińska.
- W dodatku ateiści uważają, że znacznie łatwiej umierać jest człowiekowi wierzącemu. Myślę, że jest odwrotnie. Łatwiej jest myśleć, że moje życie się kończy i ciało po prostu się rozłoży. Natomiast wcale nie jest łatwiej człowiekowi wierzącemu. Ze względu na to, że w obliczu śmierci relacja z Bogiem, którą poddajemy refleksji, okazuje się strasznie niejasna, budząca przerażenie.
Relacja z Bogiem będzie nas wtedy przerażać, gdy będziemy ją odbierać w kategorii ja - Bóg bez pośrednictwa religii - wyjaśnia prof. Rosińska.
Mimo to religia, może być nam bardzo pomocna, bo wiemy, że jest piekło i niebo i potrafimy stwierdzić, czy wypełnialiśmy przykazania.
- Wtedy przejście na drugą stronę świata jest dużo łatwiejsze, ale muszę ufać Bogu, bo my chrześcijanie mamy łączność z innym światem. W gruncie rzeczy my nie wierzymy w śmierć, bo traktujemy śmierć tylko jako przejście. Ono jest potrzebne i bolesne do uświadomienia sobie samego siebie i własnej egzystencji, ale to jest przejście, a nie koniec. A inne znaczenie dla Włodzimierza Szewczuka, czy Ernesta Gellnera i każde z nich inne cytaty dobiera. Zresztą nie warto zapominać, iż psychologia jest ciągle bardziej wiedzą niż nauką.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > ale muszę ufać Bogu, bo my chrześcijanie mamy łączność z innym światem.> W gruncie rzeczy my nie wierzymy w śmierć, bo traktujemy śmierć tylko> jako przejście. Ono jest potrzebne i bolesne do uświadomienia> sobie samego siebie i własnej egzystencji, ale to jest przejście, a nie koniec.Panie Andrzeju, kilka nazwisk podałem wcześniej. Są to tylko moje skromne zbiorki, fachowcy podaliby z pewnością znacznie więcej. W kwestii Freuda zauważam ciągły powrót psychologów do jego koncepcji traumy i leczenia z niej; choć dziś psychoanaliza ma raczej małe wzięcie i wyniki (w porównaniu do innych podejść) ale jest on wciąż poważany, Prof. Suchodolski wie co mówi. A propos cytatu wyżej. Byłem rok temu na wykładach filozofa dr. Mirosława Piróga www.filozo(*)l/podstrony/miroslaw_pirog.phpWykład był o filozofii Carla Gustawa Junga i jego ujęciu snów. W przerwie niewierzący Piróg opowiadał anegdotę, jak na jakimś sympozjum naukowym zaczepił go pewien Ksiądz Prof. (nazwiska niestety nie pamiętam) i zapytał, czy Piróg boi się śmierci. - Nie myślę o tym. Na razie mam niespełna 50 lat, jestem zadowolony z życia, studenci mnie szanują, rzadko się nad tym zastanawiam. Z resztą.. co ma być, to i tak będzie. - Bo wie Pan - ciągnie Ksiądz - Ja to się bardzo boję..  Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Panie Andrzeju, kilka nazwisk podałem wcześniej. Są to tylko moje skromne zbiorki, fachowcy podaliby z pewnością znacznie więcej.Czytam Pańskie wypowiedzi - czytałem też Pańskie odwołania, tu chodziło mi o pokazanie, że wszyscy jesteśmy subiektywni i każdy autorytet wymaga naszej intelektualnej weryfikacji (osobistych przemyśleń). Czasem ludzie mniej sprawni intelektualnie próbują mnie zaszufladkować i przeróżnie epitetują, a ja zawsze staram się pozostawać sobą korzystając z dorobku moich wielkich poprzedników wielkimi garściami. Jestem mądry ich mądrością, ale niczego od nich nie przejmuję bezpośrednio, każdą rzecz muszę przepuścić przez własny umysł i dlatego albo mówię, że nie uznaję autorytetów, albo mówię - co jest bliższe prawdy - iż jest kilkuset, a i tych najbliższych to kilkudziesięciu. Jeżeli zastanawiamy się nad dorobkiem jakiegoś myśliciela, to musimy każdą jego myśl nałożyć na szerszy kontekst całości jego poglądów. To samo zdanie wyrażone przez dwie osoby w tym samym języku wcale nie musi tego samego znaczyć. Dlatego słusznie Pan napisał, że odwołanie się do małego cytatu z cennej dla upowszechnienia podstawowej wiedzy o myślicielu książeczki to o wiele za mało. Osobiście znałem Jerzego Prokopiuka i poznawałem Freuda i Junga wraz z jego tłumaczeniami, ale sceptyczna natura nigdy nie pozwoliła mi dać się uwieść ani tłumaczonym przez niego myślicielom, ani jego osobistemu urokowi gnostyka. Bardzo lubię różnych "wariatów" i podziwiam ich fantazje oraz intelektualne spekulacje, ale nigdy nie udaje mi się na dłużej odlecieć, jest to tak, jak z alkoholem - cenię sobie czasem rausz, który nam on przynosi ale szybko trzeźwieję i tą trzeźwość - na dłuższą metę - wyżej sobie cenię. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Czytam Pańskie wypowiedzi - czytałem też Pańskie> odwołania, tu chodziło mi o pokazanie, że wszyscy jesteśmy> subiektywni i każdy autorytet wymaga naszej intelektualnej> weryfikacji (osobistych przemyśleń).Mam podobne zdanie. Czasem zbyt pochopnie popełniam błąd wiary komuś, bo mi to wewnętrznie pasuje, ale później okazuje się, że to droga na skróty. Życie to nieustanne uczenie się. Czasem tezy, które wcześniej się propagowało, a nawet broniło jak lew upadają. Bywa to przykre, ale uczy pokory  . > To samo zdanie wyrażone przez dwie osoby w tym> samym języku wcale nie musi tego samego znaczyć.To prawda, ma Pan rację. > Osobiście znałem Jerzego Prokopiuka i poznawałem> Freuda i Junga wraz z jego tłumaczeniami, ale sceptyczna> natura nigdy nie pozwoliła mi dać się uwieść ani tłumaczonym> przez niego myślicielom, ani jego osobistemu urokowi gnostyka.Wszystko w dużej mierze zależy od tego, jak danego psychologa, psychoterapeuty czy filozofa poglądy sprawdzają się na gruncie doświadczenia i życia. Z psychologią jest trochę tak (paradoksalnie) jak z matematyką. Nie wszystkie "wynalazki" znajdują zastosowanie, nie wszystkie już znalazły, a niektóre raczej nigdy nie znajdą i odejdą w niepamięć wewnątrz pożółkłych i zakurzonych tomów. Tak trochę jest z Carlem Gustawem Jungiem, którego dociekania bardzo mnie fascynują, choć trudno dla nich znaleźć zastosowanie wprost. > Bardzo lubię różnych "wariatów" i podziwiam ich> fantazje oraz intelektualne spekulacje, ale nigdy> nie udaje mi się na dłużej odlecieć, jest to tak, jak z> alkoholem - cenię sobie czasem rausz, który nam on przynosi> ale szybko trzeźwieję i tą trzeźwość - na dłuższą metę - wyżej sobie cenię.Można powiedzieć, że obieram w życiu podobną drogę - choć chyba czasem wychodzę na dużo większego pijaka, niż Pan  . Coś, co kilka lat temu uważałem za genialne odkrycie, którego prawie nikt jeszcze (przynajmniej w moim otoczeniu) dobroczynnych skutków nie doświadczył, po paru latach blaknie. Czasem zostaje z tego małą perła, czasem nic. Pamiętam, jak przed trzydziestką fascynowały mnie książki buddysty Kena Wilbera, który snuje niestworzone teorie na temat człowieka i świata, łącząc co tylko pod ręką. Miło się to czyta, ale jakoś zweryfikować nie ma szans, hermetyczna materia myśli i jej konstruktów własnych żyjących własnym życiem szalenie trudno się weryfikuje. Teraz traktuję go jako literata opisującego i interpretującego własne stany i doznania którym poświęca dużo uwagi, mniej natomiast psychologa jakim się mieni. > Zresztą nie warto zapominać, iż psychologia jest ciągle> bardziej wiedzą niż nauką.Zaryzykuje stwierdzenie, że trochę tak samo można powiedzieć o matematyce. Na zasadach logiki dane stwierdzenie działa, ale w świecie rzeczywistym próżno szukać dla niego zastosowania. Choć oczywiście są całe działy matematyki, które pomagają żyć i sprawiają, że to nasze życie jest rozumniejsze i bardziej komfortowe. Pamiętam, że na studiach, ale i wcześniej, jeszcze w szkole średniej bardzo lubiłem rachunek liczbami zespolonymi, gdzie składnikami są liczba rzeczywista i druga liczba rzeczywista z tzw. członem urojonym. pl.wikipedia.org/wiki/Liczby_zespoloneNie wiem, czy gdyby nie elektrotechnika (która na co dzień daje mi zarobić na chleb) satysfakcję z ich poznania ceniłbym tak samo. Prawdopodobnie ceniłbym tylko ich twórcę, albo przeklinał (że daje takie abstrakcyjne do wkuwania  ). Liczby zespolone są bardzo pomocne np. w bilansowaniu systemu elektroenergetycznego - prawidłowej dynamicznej paramilitaryzacji wszystkich współpracujących ze sobą elektrowni. Wracając do Pańskiego zdania, że "psychologia jest ciągle bardziej wiedzą niż nauką" trochę mnie Pan sprowokował do zajrzenia w niektóre zakurzone książki na półce. Ta dyscyplina m.in. pomaga żyć, leczy - i to bardzo konkretnych ludzi. Dziś już nie na zasadach przypadku. W załączeniu abstrakt z książki Jadwigi M. Rakowskiej, gdzie autorka całkiem sprawnie pokazuję naukową twarz psychoterapii. Oprócz spisu treści zeskanowałem Panu jeden rozdział. Drugi załącznik to artykuł z Newsweeka o dość poruszającej historii pewnego człowieka, któremu m.in. psychologia poszła na ratunek (wyszedł ok 2 tyg temu). Serdecznie pozdrawiam! [Załącznik][Załącznik]
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pamiętam, jak przed trzydziestką fascynowały mnie książki buddysty Kena Wilbera, który snuje niestworzone teorie na temat człowieka i świata, łącząc co tylko pod ręką. Miło się to czyta, ale jakoś zweryfikować nie ma szans, hermetyczna materia myśli i jej konstruktów własnych żyjących własnym życiem szalenie trudno się weryfikuje. Teraz traktuję go jako literata opisującego i interpretującego własne stany i doznania którym poświęca dużo uwagi, mniej natomiast psychologa jakim się mieni.Może warto tą recenzję przeczytać: bogdan.wor(*)wszystkiego-czyli-wielkie-nic/> >>>Zresztą nie warto zapominać, iż psychologia jest ciągle bardziej wiedzą niż nauką.> Zaryzykuje stwierdzenie, że trochę tak samo można powiedzieć o matematyce.A ja się z tym nie zgodzę, gdyż uważam język, matematykę, logikę za ludzkie narzędzia służące do opisu istniejącej obiektywnie rzeczywistości. > Wracając do Pańskiego zdania, że "psychologia jest ciągle bardziej wiedzą niż nauką" trochę mnie Pan sprowokował do zajrzenia w niektóre zakurzone książki na półce.> Ta dyscyplina m.in. pomaga żyć, leczy - i to bardzo konkretnych ludzi. Dziś już nie na zasadach przypadku.Tak, zdecydowanie tak. Ta dyscyplina wiedzy jest ludziom pomocna, ale np. filozofia, ekonomia także, tyle że warto mieć świadomość, iż do nauk weryfikowalnych przez doświadczenie zaliczać ich nie można. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Może warto tą recenzję przeczytaćWarto, przeczytałem. Przyznam, że przysłowiowa czerwona lampka coraz częściej mi błyskała. Czytamy np. obecnie z partnerką "Śmiertelnych-nieśmiertelnych" z uwagi na niezłe wątki autobiograficzne (lubię literaturę faktu). Czytałem tą książkę pierwszy raz jakieś 13 lat temu i byłem pod sporym wrażeniem. Teraz wplatane tam uogólnienia i filozofia są dla mnie cokolwiek irytujące. > > Zresztą nie warto zapominać, iż psychologia jest> > ciągle bardziej wiedzą niż nauką.> > Zaryzykuje stwierdzenie, że trochę tak samo można powiedzieć o matematyce.> A ja się z tym nie zgodzę, gdyż uważam język, matematykę,> logikę za ludzkie narzędzia służące do opisu istniejącej> obiektywnie rzeczywistości.Teraz ja z kolei pozwolę sobie nie zgodzić z Panem. Z Wikipedii: Cytat:Matematyka teoretyczna, nazywana czasami matematyką czystą, jest często rozwijana bez wyraźnego związku z konkretnymi zastosowaniami. W tej odmianie jest ona przez niektórych matematyków uważana za formę sztuki. Jednak niektóre działy matematyki teoretycznej znalazły swoje praktyczne zastosowanie, kiedy okazało się, że potrzebuje ich nowoczesna fizyka lub informatyka. Z barwnych opowieści mojego wykładowcy ze studiów prof. Mariana Malca (stosował ten trick gdy widział, że cała sala już usypia) wynikało, że tak bywa bardzo często z dorobkiem matematyków. "Udało" się np. Banachowi - jego przestrzenie znalazły zastosowanie. Ale innym się "nie udało". Wielu matematyków uprawia tą naukę jak sztukę, później znajdzie się dany fizyk, który może coś z tego weźmie, a może nie. Pytanie, czy ich teorie i wymyślne sposoby rachowania będą leżeć w szafach zawsze, czy do czasu. Myślę, że dziś można jedynie wierzyć, że wszystkie odkrycia matematyki znajdą kiedyś zastosowanie. > Tak, zdecydowanie tak. Ta dyscyplina wiedzy jest ludziom> pomocna, ale np. filozofia, ekonomia także, tyle że warto> mieć świadomość, iż do nauk weryfikowalnych przez doświadczenie> zaliczać ich nie można.Tu również się nie zgodzę. Filozofią można próbować uwodzić kobiety. Kryterium weryfikowalności jak ta lata  Żarty żartami. Ma Pan rację. Pozdrawiam i życzę spokojnej nocy!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
. uważam język, matematykę, logikę za ludzkie narzędzia służące do opisu istniejącej obiektywnie rzeczywistości.> Teraz ja z kolei pozwolę sobie nie zgodzić z Panem. Z Wikipedii:Cytat:Matematyka teoretyczna, nazywana czasami matematyką czystą, jest często rozwijana bez wyraźnego związku z konkretnymi zastosowaniami. W tej odmianie jest ona przez niektórych matematyków uważana za formę sztuki. Jednak niektóre działy matematyki teoretycznej znalazły swoje praktyczne zastosowanie, kiedy okazało się, że potrzebuje ich nowoczesna fizyka lub informatyka. > Z barwnych opowieści mojego wykładowcy ze studiów prof. Mariana Malca (stosował ten trick gdy widział, że cała sala już usypia) wynikało, że tak bywa bardzo często z dorobkiem matematyków.> "Udało" się np. Banachowi - jego przestrzenie znalazły zastosowanie. Ale innym się "nie udało".> Wielu matematyków uprawia tą naukę jak sztukę, później znajdzie się dany fizyk, który może coś z tego weźmie, a może nie. Pytanie, czy ich teorie i wymyślne sposoby rachowania będą leżeć w szafach zawsze, czy do czasu.> Myślę, że dziś można jedynie wierzyć, że wszystkie odkrycia matematyki znajdą kiedyś zastosowanie.Tak, to wszystko jest prawdą. Czytałem zresztą niedawno tyle, iż nie już pamiętam gdzie: Świat Nauki, Wiedza i Życie, choć to też mogła być Polityka, czy Wyborcza ciekawy artykuł na ten temat. Ale to wcale nie zmienia mojego poglądu na to, iż matematyka jest tylko narzędziem. Niektóre narzędzia też zostały przypadkiem wynalezione. > >>> Tak, zdecydowanie tak. Ta dyscyplina wiedzy jest ludziom pomocna, ale np. filozofia, ekonomia także, tyle że warto mieć świadomość, iż do nauk weryfikowalnych przez doświadczenie zaliczać ich nie można.> Tu również się nie zgodzę.Pańskie prawo i mnie nic do tego. > Filozofią można próbować uwodzić kobiety. Kryterium weryfikowalności jak ta lata  To było dobre w 1907 roku: Siedzi dziewczę z literatem (Ledwie go oczami nie zji), Upojone surogatem I koniaku, i poezji.
On jej szepta coś do uszek, I n t e l e k t e m praży z bliska: I - straci dziewczę wianuszek, Ale "światopogląd" zyska!Nawet jeszcze trochę się sprawdzało się to 70 - 40 lat temu, ale teraz wystarczy poczytać, co wypisują panie na naszym forum, aby zwątpić w skuteczność ich uwodzenia jakąkolwiek wiedzą. Dlatego wątpię, aby taki filozoficzny bajer dawał nam pozytywne skutki, choć teraz uwodzenie intelektem udaje się obustronnie, ale dociera to tylko do inteligentniejszych. > Żarty żartami. Ma Pan rację.Żarty, żartami. Pan wiele racji ma też, a co najważniejsze myśli samodzielnie. Pozdrawiam i życzę fajnego dnia! @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | I jeszcze jedno > Zapomniał Pan o słowie "faktycznie", więc trochę przedwczesna> Pana satysfakcja. Podaje Pan cytaty świadczące o traktowaniu> takich dzieci de iure, mnie natomiast chodzi o traktowanie ich de facto.Wcale nie o to Panu chodzi. Zmienia Pan zeznania. Elasp: Cytat:Należałoby sprawdzić, jak Stary Testament nakazuje traktować nieślubne dzieci Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Acha, jeszcze jedno. Pisząc do kol. Andrzeja.51 "To Pańska konkluzja, nie wynikająca z przesłanek i ignorująca aspekty psychologiczne" podaje się Pan za lisa (farbowanego), ale to tutaj niestety nie przejdzie.  Może na forach chrześcijańskich bardziej, ale nie tutaj. Serdecznie pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > No więc jest miejsce i na wiarę i na niewiarę,> a to czyni bezskutecznymi wszystkie Pańskie starania.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,615990#w616309__________________ PS. Myślę, że niezbyt warto się przejmować tym, co się umysłom mocno ograniczonym wiarą wydaje. (Oni są na wszelkie argumenty całkowicie są nieprzemakalni i nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej i dlatego z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Pan Elasp od ponad roku tu ewangelizuje i osiągnął w tym nawet pewne sukcesy {np. zmiana formuły i większe otwarcie się naszego forum na zacietrzewioną głupotę fideistów} natomiast on nie przyjął stąd zupełnie niczego. Wszystko po nim spłynęło, jak woda po kaczce.)@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Nie popisał się Pan z odpowiedzią. Jakieś nic nie znaczące, ogólnikowe zdania, z których kompletnie nic nie wynika. Bez rzeczowego odniesienia do treści moich wypowiedzi, bez odwołania do tekstu Nowego Testamentu, żadnych faktów, żadnych logicznych argumentów. Pustka. Odpowiem tylko na niektóre fragmenty Pana wypowiedzi, na które - moim zdaniem - odpowiedzieć warto. W pierwszej wypowiedzi napisał Pan: > Widzę, że nie dostrzega Pan ogromnej luki między początkową tezą, a tą, jaką Pan faktycznie wykazuje za pomocą powyższych odniesień do Biblii. Pierwsza jest o wiele szersza i dotyczy całości wypowiedzi Jezusa (tzn. jego całego nauczania), natomiast druga - węższa, dotyczy bowiem tylko niektórych, przepowiadających "nadchodzące wydarzenia".Jeśli zarzuca mi Pan, że ja czegoś tam nie dostrzegam, to ja to rozumiem tak, że Pan uważa, że to coś dostrzega. Mnie się jednak wydaje, że Pan nic nie dostrzega. Kompletnie nic. Dyskusja na temat Biblii wymaga powoływania się na odpowiednie fragmenty tej księgi. Ja to uczyniłem wielokrotnie, Pan jeszcze tego nie zrobił. Zapewne dlatego, że niezbyt Pan wie, co pisać i jakie fragmenty NT przywołać. W tej samej wypowiedzi napisał Pan również: > Idąc Pana tropem rozumowania należałoby powiedzieć, że Jezus powinien był sam spisać swe nauki. Wynika stąd, że Jezus nie był rozumny, skoro tego nie zrobił.Nie sugerowałem w dyskusji z Panem, że Jezus powinien własnoręcznie spisać swoje nauczanie. Faktem jednak jest, że do naszych czasów nie zachował się żaden tekst, który on własnoręcznie napisał. Nie wiemy nawet, czy to kiedykolwiek zrobił, czy też nie. Ten fakt można różnie interpretować. Uważa Pan, że Jezus nie był rozumny. Ja tego Pana poglądu komentował nie będę. W kolejnej wypowiedzi zarzuca mi Pan: > Widzę, że ma Pan znów kłopot z kwantyfikatorem ogólnym i szczegółowym.To już kolejny poważny zarzut skierowany do mnie. W poprzedniej wypowiedzi stwierdził Pan (co powyżej zacytowałem), że nie dostrzegam luki między dwoma jakimiś tezami. Ponadto kilkakrotnie uznał Pan, że popełniam błędy, nic nie rozumiem a na dodatek poruszam się po błędnym kole. Nie będę na te śmieszne zarzuty odpowiadał, bo i po co. Wiem natomiast - a wynika to z naszej dyskusji - że to Pan ma kłopot, a nie ja. Ma Pan kłopot z wiedzą w zakresie Nowego i Starego Testamentu. Moim skromnym zdaniem to jest dość duży kłopot, bo Pan niewiele na te temat wie. Nie chcę używać nazbyt dobitnych słów, dlatego też napisałem "niewiele" zamiast "nic". Ale pręży się Pan dzielnie i muskuły napina, tylko że wiedzy w Pana wypowiedziach jak na lekarstwo. W następnej wypowiedzi skupił się Pan głównie na stwierdzeniach, że apostołowie "byli ludźmi i mogli się przejąć grozą sytuacji" oraz że scena przedstawiająca ukazanie się im zmartwychwstałego Jezusa "może mieć równie dobrze głębszy, ukryty sens". Przy okazji poucza mnie Pan (tak to odbieram), bym nie odczytywał tej sceny dosłownie. Niewiele Pan w ten sposób wniósł do dyskusji i - niestety - nie przedstawił Pan tego "ukrytego głębszego sensu". Coś Pan chciał napisać, ale znowu nie wyszło. W wypowiedzi tej mógł się Pan odnieść do meritum tego, co napisałem, a mianowicie do wniosku, że Jezus nie przepowiedział apostołom przebiegu tragicznych wydarzeń (aresztowanie, ukrzyżowanie, śmierć, zmartwychwstanie), a wszelkie związane z tym sceny i słowa Jezusa są wyłącznie wymysłem ewangelistów. Nie uczynił Pan tego. Szkoda, bo liczyłem na Pana w tym zakresie odpowiedź. Czyżbym miał rozumieć, że akceptuje Pan to, co napisałem? Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -6 na 8 | Elasp (6859 punktów) |
> Jakieś nic nie znaczące, ogólnikowe zdania, z których kompletnie nic nie wynika. Bez rzeczowego odniesienia do treści moich wypowiedzi, bez odwołania do tekstu Nowego Testamentu, żadnych faktów, żadnych logicznych argumentów. Pustka.> Odpowiem tylko na niektóre fragmenty Pana wypowiedzi, na które - moim zdaniem - odpowiedzieć warto. Pustka, a zarazem nie pustka, bo na coś jednak odpowiedzieć warto. Oto warsztat naukowy p. Andrzeja.51. Gdyby to pisał Bogusławski, można by go posądzać o dialektykę. W Pana przypadku - obawiam się - wchodzi w grę nie tyle obecność dialektyki, co nieobecność logiki. > Jeśli zarzuca mi Pan, że ja czegoś tam nie dostrzegam, to ja to rozumiem tak, że Pan uważa, że to coś dostrzega. Mnie się jednak wydaje, że Pan nic nie dostrzega. Kompletnie nic. To jest bezwartościowa odpowiedz. To, że się coś Panu wydaje, nie ma żadnego znaczenia. To nie jest żaden argument. > Dyskusja na temat Biblii wymaga powoływania się na odpowiednie fragmenty tej księgi. Ja to uczyniłem wielokrotnie, Pan jeszcze tego nie zrobił. Zapewne dlatego, że niezbyt Pan wie, co pisać i jakie fragmenty NT przywołać. To argument ad hominem. Ciekawe narzędzia znajdujemy w warsztacie p. Andrzeja.51. > W tej samej wypowiedzi napisał Pan również:> >Idąc Pana tropem rozumowania należałoby powiedzieć, że Jezus powinien był sam spisać swe nauki. Wynika stąd, że Jezus nie był rozumny, skoro tego nie zrobił.> Nie sugerowałem w dyskusji z Panem, że Jezus powinien własnoręcznie spisać swoje nauczanie.> Faktem jednak jest, że do naszych czasów nie zachował się żaden tekst, który on własnoręcznie napisał. Nie wiemy nawet, czy to kiedykolwiek zrobił, czy też nie. Ten fakt można różnie interpretować.> Uważa Pan, że Jezus nie był rozumny. Ja tego Pana poglądu komentował nie będę. Nie uważam. W ogóle nie zrozumiał Pan mojej uwagi, a zabiera się za Biblię. > W kolejnej wypowiedzi zarzuca mi Pan:> >Widzę, że ma Pan znów kłopot z kwantyfikatorem ogólnym i szczegółowym.> To już kolejny poważny zarzut skierowany do mnie. W poprzedniej wypowiedzi stwierdził Pan (co powyżej zacytowałem), że nie dostrzegam luki między dwoma jakimiś tezami. Ponadto kilkakrotnie uznał Pan, że popełniam błędy, nic nie rozumiem a na dodatek poruszam się po błędnym kole.> Nie będę na te śmieszne zarzuty odpowiadał, bo i po co. No bo trzeba umieć to zrobić, więc najlepiej obrócić wszystko w żart, skoro się nie umie. Naprawdę jest Pan niepoważny. > Wiem natomiast - a wynika to z naszej dyskusji - że to Pan ma kłopot, a nie ja. Ma Pan kłopot z wiedzą w zakresie Nowego i Starego Testamentu. Moim skromnym zdaniem to jest dość duży kłopot, bo Pan niewiele na te temat wie. Nie chcę używać nazbyt dobitnych słów, dlatego też napisałem "niewiele" zamiast "nic". Znowuż ad hominem. > Ale pręży się Pan dzielnie i muskuły napina, tylko że wiedzy w Pana wypowiedziach jak na lekarstwo. Jak wyżej. Takimi ironicznymi wypowiedziami obnaża Pan tylko swoją słabość. Ale na "Racjonalistę" wystarczy. Plusów na pewno przybędzie. > W następnej wypowiedzi skupił się Pan głównie na stwierdzeniach, że apostołowie "byli ludźmi i mogli się przejąć grozą sytuacji" oraz że scena przedstawiająca ukazanie się im zmartwychwstałego Jezusa "może mieć równie dobrze głębszy, ukryty sens". Przy okazji poucza mnie Pan (tak to odbieram), bym nie odczytywał tej sceny dosłownie.> Niewiele Pan w ten sposób wniósł do dyskusji i - niestety - nie przedstawił Pan tego "ukrytego głębszego sensu". Wskazałem na możliwość głębszego sensu. "Głębszymi sensami" zajmuje się teologia. Zna Pan jakiś starożytny język, czy podstawą jest dla Pana polski przekład Biblii? > Coś Pan chciał napisać, ale znowu nie wyszło.> W wypowiedzi tej mógł się Pan odnieść do meritum tego, co napisałem, a mianowicie do wniosku, że Jezus nie przepowiedział apostołom przebiegu tragicznych wydarzeń (aresztowanie, ukrzyżowanie, śmierć, zmartwychwstanie), a wszelkie związane z tym sceny i słowa Jezusa są wyłącznie wymysłem ewangelistów.> Nie uczynił Pan tego. Szkoda, bo liczyłem na Pana w tym zakresie odpowiedź. Czyżbym miał rozumieć, że akceptuje Pan to, co napisałem?Nie. Zakwestionowałem Pana przesłanki, co wystarczy, żeby uchylić wniosek. Szkoda Pańskiego czasu na produkowanie takich postów, a mojego na ich czytanie. Niech Pan się na przyszłość zastanowi, zanim coś napisze, a nie odpowiada tylko po to, aby dać upust swej złości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Skopany argumentami, leży i szczeka. I nie przestanie, taki typ człowieka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie. Zakwestionowałem Pana przesłanki, co wystarczy, żeby uchylić wniosek.Niestety, nie wystarczy. Tak rozumują tylko ludzie, którzy nie chcą i nie muszą już nic nikomu udowadniać, a nawet prowadzić rozmowy. Kojarzy mi się tu pewna opowiastka przypisywana do Mułły Nasrudina, jak to kiedyś dwie sąsiadujące ze sobą wioski doprowadziły do spotkania ze sobą swoich dwóch rabinów - lokalnych mędrców. W efekcie przez kilka godzin wspólnego spotkania nie padło z ich ust ani jedno słowo. Żaden z nich nie był nawet ciekaw poglądów z drugiej strony. Nie mówiąc o polemice, czy wzięciu czegoś cennego. Ponieważ uważał, że wie już wszystko. Jak Pan. > Szkoda Pańskiego czasu na produkowanie takich postów,> a mojego na ich czytanie. Niech Pan się na przyszłość> zastanowi, zanim coś napisze, a nie odpowiada tylko po to, aby dać upust swej złości.Ma Pan rację. Szuka Pan i szuka od ponad roku wśród forumowiczów godnego dyskutanta - i jakoś wciąż nie może znaleźć. Widać za słabi jesteśmy. Może pora do jakichś radykalniejszych kroków..  Serdecznie pozdrawiam!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Na koniec jeszcze kilka uwag odnośnie faktu, że Józef, mąż Marii, był biologicznym ojcem Jezusa. W jednej z wypowiedzi przytoczyłem szereg wersetów z ewangelii kanonicznych Mateusza, Łukasza i Jana, w których Józef określany jest mianem ojca Jezusa, bądź też, co na jedno wychodzi, Jezus nazywany jest synem Józefa lub synem cieśli. Dołożyłem do tego kilka wersetów z Łukasza, w których mowa jest o Józefie i Marii jako rodzicach Jezusa. Wersety te dobitnie dowodzą, że biologicznym ojcem Jezusa był Józef, mąż Marii, a nie żaden Duch Święty. Odpowiedział Pan następująco: > Cytaty dotyczące ojcostwa mogą dotyczyć prawnego ojcostwa. Józef był prawnym ojcem Jezusa, temu nikt nie przeczy.Cytaty które podałem dotyczą ojcostwa biologicznego, a nie prawnego. Józef był biologicznym ojcem Jezusa. Żaden szanujący się naukowiec tego nie neguje. W żadnej ze scen, z których pochodzą przytoczone przeze mnie wersety nie ma ani jednego zdania, w którym podważane by było, lub choćby tylko kwestionowane biologiczne ojcostwo Józefa. Ani jeden z ewangelistów w scenach tych nie podjął nawet próby wyjaśnienia, ze Józef nie był biologicznym ojcem Jezusa, że był np. jego ojczymem, opiekunem czy też ojcem prawnym. Te słowa w ewangeliach nie padają. Ewangelie nie dają żadnych podstaw do negowania biologicznego ojcostwa Józefa. Podstaw tych nie dają także ewangelie dzieciństwa, o których od dawna już wiadomo, że są późniejszymi nawarstwieniami, dodatkami, którymi uzupełniono główny trzon obu ewangelii. Być może Pan dysponuje jakimiś rzeczowymi argumentami broniącymi poglądu, że Józef był prawnym ojcem Jezusa, a nie biologicznym. Z przyjemnością z takim argumentem (a może nawet argumentami) się zapoznam. Wiele jest jeszcze argumentów na rzecz tezy o biologicznym ojcostwie Jezusa (oczywiście oprócz tego, który przytoczyłem powyżej). Nie będę ich tu jednak przytaczał, bo jakoś nie mam pewności, że będzie Pan wiedział, o czym piszę. > >Ani ja nie jestem w stanie udowodnić, że Jezus nie był bogiem, lecz wyłącznie człowiekiem, ani też Pan nie udowodni, że Jezus był bogiem.> No więc jest miejsce i na wiarę i na niewiarę, a to czyni bezskutecznymi wszystkie Pańskie starania.Nie za bardzo wiem, o cóż to ja się tak według Pana staram? Wiem natomiast, że póki co bez specjalnych starań przekonałem się, iż nie ma Pan pojęcia o tym, o czym dyskutujemy. Niemniej ciepło Pana pozdrawiam, niejaki Panie Elasp. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 16 na 16 | czes (4083 punktów) | > ... zrozumiał jego intencje niejaki p. Andrzej.51.
"niejaki" to jestes ty przybledo. Andrzej.51 jest czlowiekiem znanym i powazanym na tym forum (i nie tylko tutaj). Prosze wiec abys nie pozwalal sobie na nieodpowiednie zachowania. Jestes tutaj gosciem i nikim wiecej.
> Niech p. Andrzej.51 nie gmera w Biblii, bo nic to nie da.
Twoje pouczanie p. Andrzeja gdzie nie powinien gmerac i co to da lub nie sa zachowaniem wiecej niz gowniarskim. Ty osesku chcesz dawac wytyczne mistrzowi?! A poszedl ty w buraki!
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ty osesku chcesz dawac wytyczne mistrzowi?!> A poszedl ty w buraki!Zapominasz się, czuję się w obowiązku doprowadzić Cię do porządku. Wg kol. Elaspa Mistrz jest tylko jeden 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >ty przybledo.
>Andrzej.51 jest czlowiekiem znanym i powazanym na tym forum (i nie tylko tutaj).
>Jestes tutaj gosciem i nikim wiecej.
>A poszedl ty w buraki!
Pan Andrzej.51 ma klasę. Czego nie mogę powiedzieć o Jego "adwokacie". Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy ten kulturalny Pan aby życzy sobie takiego obrońcy, bo czy chce czy nie, może być kojarzony z jego poziomem retoryki.
Każde z nas jest tu gościem, chyba że o czymś nie wiem. A gościowi nie wypada wypraszać z lokalu drugiego gościa. Tym bardziej jeśli z lokalu tego, a tu klub dyskusyjny gość wypraszający robi wpisami podobnymi do powyższego, a który zgłosiłam do moderacji* - melinę. A że wpis ten tak wysoko oceniony nie tyle mnie dziwi, co zdumiewa! Jeszcze.
(*wielcem ciekawa czy autor posta dostanie ostrzeżenie)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>ty przybledo.> >>>Andrzej.51 jest czlowiekiem znanym i powazanym na tym forum (i nie tylko tutaj).> >>>Jestes tutaj gosciem i nikim wiecej.> >>>A poszedl ty w buraki!> Pan Andrzej.51 ma klasę.> Czego nie mogę powiedzieć o Jego "adwokacie". Płeć: Mężczyzna Liczba punktów: 3830 Miejscowość: Toronto (uprzednio Kraków) Zarejestrowany: 2008-02-02 Dodany jako kontakt przez 14 czytelników Wypowiedzi na forum: 760 Zobacz..> Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy ten kulturalny Pan aby życzy sobie takiego obrońcy, bo czy chce czy nie, może być kojarzony z jego poziomem retoryki.www.racjonalista.pl/forum.php/s,610269#w610309www.racjon(*)m.php/s,610269/z,0/d,1#w610421Cholera, na tym "nowym" forum słowa nabierają nowych znaczeń. Czymże jest ta "klasa", że mamy prawo innym ją odbierać? Z jakiego własnego poziomu jest uprawniona taka ocena? www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,598296#w600571www.racjon(*).php/s,606077/z,0/d,47#w613747Staram się jak mogę zachowywać w miarę kulturalnie, ale gdybym został postawiony przed alternatywą albo cham bez klasy, albo obłudnie ugrzeczniony prymitywny głupek, to zdecydowanie to pierwsze wybieram, a według Szanownej Pani i kilku innych osób z naszego forum już dawno tego wyboru dokonałem. Rzeczy należy nazywać po imieniu i dupa nawet nazwana dolną częścią pleców dalej tylko dupą zostanie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Piękny Lolo (2082 punktów) | > Płeć: Mężczyzna > Liczba punktów: 3830 > Miejscowość: Toronto (uprzednio Kraków) > Zarejestrowany: 2008-02-02 > Dodany jako kontakt przez 14 czytelników >Wypowiedzi na forum: 760
I co mnie w profilu użytkownika czesa na kolana powalić miało, że zapytam nienachalnie? Bo ja się ciut później zarejestrowałam i tylko troje użytkowników mniej do kontaktów mnie dodało. A czes więcej najazgotał się w swej radosnej twórczości* broniąc swoich ulubionych na tym forum piszących, niż postów w temacie napisał, to tytułem uzupełnienia, gdyby Pan nie wiedział, a najwyraźniej nie wie!
>Cholera, na tym "nowym" forum słowa nabierają nowych znaczeń. Czymże jest ta "klasa", że mamy prawo innym ją odbierać? Z jakiego własnego poziomu jest uprawniona taka ocena?
Niechże klasa czesa Pańską będzie! Jeśli sobie Szanowny Pan życzy.
>Rzeczy należy nazywać po imieniu i dupa nawet nazwana dolną częścią pleców dalej tylko dupą zostanie.
Wedle życzenia Panie Bogusławski! To na wypadek, gdyby poczuł się Pan urażony nazwaniem po imieniu tego i owego, a z Pańską twórczością związanego.
* Posiłkowałam się "Radosną twórczością" Jerzego Afanasjewa.
Panie Bogusławski, pozwolę sobie Panu twórczość Jerzego Afanasjewa polecić. Nadzwyczajna abstrakcja i dystans.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > I co mnie w profilu użytkownika czesa na kolana powalić miało, że zapytam nienachalnie?A dlaczego prosta informacja Zobacz.. miałaby kogokolwiek powalać na kolana? > A czes więcej najazgotał się w swej radosnej twórczości* broniąc swoich ulubionych na tym forum piszących, niż postów w temacie napisał, to tytułem uzupełnienia, gdyby Pan nie wiedział, a najwyraźniej nie wie!Rozumiem - "najazgotał się" to język wyższej klasy. > w swej radosnej twórczości* broniąc swoich ulubionych na tym forum piszących, niż postów w temacie napisał, to tytułem uzupełnienia, gdyby Pan nie wiedział, a najwyraźniej nie wie!Zdecydowanie nie wiem i mało mnie to interesuje, ale, że macie jakieś stare zaszłości, to zauważyłem i pokazałem. Według mnie do "klasy" raczej zaliczamy wielkoduszność niż pamiętliwość, ale ja się na tym nie znam. Pani wie lepiej. > Niechże klasa czesa Pańską będzie!> Jeśli sobie Szanowny Pan życzy.Nie, nie życzę sobie. Pan Czes ma swoją, a ja swoją, tak jak pan Elasp ma swoją, a Pani swoją. Niczym nieuzasadnione są te zestawienia, ale Pani wolno więcej. > >>>Rzeczy należy nazywać po imieniu i dupa nawet nazwana dolną częścią pleców dalej tylko dupą zostanie.> Wedle życzenia Panie Bogusławski!> To na wypadek, gdyby poczuł się Pan urażony nazwaniem po imieniu tego i owego, a z Pańską twórczością związanego.Nigdy nie czuję się urażony, gdyż staram się pamiętać, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Wielu osobom bardzo się nie podoba mój udział w naszym forum, ale jestem tu, gdyż sporej większości moje pisanie tu jednak się podoba. Jakoś do nich ze swoimi poglądami oraz poziomem intelektualnym i kulturalnym trafiam. > * Posiłkowałam się "Radosną twórczością" Jerzego Afanasjewa.Jakoś nie zauważyłem. Może jestem mało bystry lub słabo znam twórczość Afanasjewa. > Panie Bogusławski, pozwolę sobie Panu twórczość Jerzego Afanasjewa polecić.> Nadzwyczajna abstrakcja i dystans.Nigdy poleceń dobrej twórczości nie jest za dużo! Trochę znam Afanasjewa, ale interesują mnie bardziej inne rzeczy, o których staram się tu głupot nie wypisywać. O Afanasjewie nigdy zaś się nie wypowiadałem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Sygnał (4252 punktów) | >Ateistów nie należałoby traktować poważnie, ale żyjemy w czasach, w których polityczna poprawność stara się dowartościować każdą, nawet najdziwaczniejszą i najbardziej egzotyczną grupę.
Do dyskursu powinno się dopuszczać każdą ideę, nawet tak kretyńską, jak ta Elaspa.
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | Elaspie, podaruj sobie, proszę, te żałosne próby wyprowadzenia ateistów z równowagi. Mam pytanie - po co właściwie tu siedzisz, na tym nielubianym forum, z nielubianymi ludźmi? Pokutę Ci zadano czy sam z siebie lubisz się umartwiać?
|
|
| | | | | |  | | Barbiel (1106 punktów) | >Mam pytanie - po co właściwie tu siedzisz, na tym nielubianym forum, z nielubianymi ludźmi? Też się dziwię, że Elasp tu jeszcze siedzi.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Oprócz ciągłych bęcków, na które już się chyba uodpornił (znieczulił) wynosi stąd kilka korzyści zatem siedzi, czyta i odpowiada.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > usiłowania, mające na celu pokazać racjonalność (by nie powiedzieć: prawdziwość) ateizmu.> Ostatnio dwoił się i troił Ojciec Ateusz, ale nic z tego nie wyszło, bo i wyjść nie mogło.Wykazanie że "nic z tego nie wyszło" wymaga czegoś więcej niż obrażenia się na konkluzję, troliku.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > przyznam, że istnienie UFO wydaje mi się całkiem prawdopodobne (..) wiele > z obcych cywilizacji jest lepiej rozwiniętych od naszej i bardziej przypomina > Bóstwo (jeżeli takowe istnieje) niż nasza dość nędzna kondycja
Ciekawe, czy chrześcijanie również takim mieszkańcom innych planet (jak Pan mówi: potencjalnym Bóstwom) chcieliby nieść Dobrą Nowinę. No i oczywiście: w co lub kogo wierzą ci mieszkańcy (jeśli wierzą). Był zresztą kiedyś ciekawy film science fiction, poruszający właśnie tą kwestię. Piękna astronom odbiera sygnał z odległej planety, sygnał zawiera projekt ogromnej machiny przenoszącej do niedosiężnych światów. Po wybudowaniu machiny rodzi się spór za sporem, jest nim m.in. kwestia czy wysłać do obcych osobę wierzącą, czy może niewierzącą, w jaki zestaw pytań ją wyposażyć etc.
Film nazywa się "Kontakt" i jest z 1997r. a gra w nim świetną rolę m.in. Jodie Foster. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | 6 na 6 | setarkos (10757 punktów) | > Nie widzę powodu, aby odrzucać możliwość, że wiele z obcych cywilizacji jest lepiej rozwiniętych od naszej Zatem (dla jasności) ufologia byłaby nie mniej uprawniona od teologii (a może i bardziej)?
> nasza dość nędzna kondycja Jak tę kondycję poprawiać - nauką i pracą czy wiarą i modlitwą?
> "humanizm" jest kompromitującym i zaściankowym zabobonem Twierdzisz tak jako "człowiek"? [Co znaczy cudzysłów - masz na myśli słabość antropocentryzmu?]
> można było być "humanistą" w wieku XVI, ale, na Boga, mamy wiek XXI. Ma Pan rację - dopiero po odebraniu religiom monopolu na (jakoby od-boskie) człowieczeństwo można mówić o humanizmie par excellence.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Zatem (dla jasności) ufologia byłaby nie mniej uprawniona od teologii (a może i bardziej)?
Nie widzę przeszkód w dociekaniach nad możliwym życiem. Myślę, że za lat kilkadziesiąt będzie wręcz można tworzyć od podstaw nowe gatunki istot żywych, a więc i takie, które byłyby przystosowane do życia w odmiennych warunkach.
>> nasza dość nędzna kondycja >Jak tę kondycję poprawiać - nauką i pracą czy wiarą i modlitwą?
Oddycha Pan lewym płucem czy prawym?
>Ma Pan rację - dopiero po odebraniu religiom monopolu na (jakoby od-boskie) człowieczeństwo można mówić o humanizmie par excellence.
No i mamy setki milionów ofiar humanizmu w samym wieku XX. Komunizm - dla dobra człowieka, faszyzm - dla dobra (nad)człowieka.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > No i mamy setki milionów ofiar humanizmu w samym wieku XX.> Komunizm - dla dobra człowieka, faszyzm - dla dobra (nad)człowieka.I znów ładuje Pan komunizm, faszyzm i humanizm do jednego worka. A przecież JP II.. 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | >No i mamy setki milionów ofiar humanizmu w samym wieku XX. Jak Pan definiuje humanizm?
>Komunizm - dla dobra człowieka, faszyzm - dla dobra (nad)człowieka. Działały jak zwykle - jak wszystkie ideologie oparte na wierze. Bazowały na masach omamionych obrazami raju na ziemi, co hierarchia wykorzystywała do swoich chorych celów. Spokojnie można też tu wskazać chrześcijaństwo.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Jak Pan definiuje humanizm?
Jako twierdzenie, że człowiek (jako indywiduum albo jako gatunek) jest największą wartością. Dla małpy największą wartością jest małpa. Humanizm jest więc szowinizmem gatunkowym, a wobec tego zabobonem.
>>Komunizm - dla dobra człowieka, faszyzm - dla dobra (nad)człowieka. >Działały jak zwykle - jak wszystkie ideologie oparte na wierze. Bazowały na masach omamionych obrazami raju na ziemi, co hierarchia wykorzystywała do swoich chorych celów. Spokojnie można też tu wskazać chrześcijaństwo.
Niewiara może tak samo mamić jak wiara. Kula wystrzelona przez ateistę rani tak samo jak wystrzelona przez teistę. Ideologię można równie dobrze oprzeć na niewierze. Pańskie wyjaśnienie jest więc wyjaśnieniem pozornym.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Jak Pan definiuje humanizm?> Jako twierdzenie, że człowiek (jako indywiduum albo jako gatunek) jest największą wartością. Dla małpy największą wartością jest małpa. Humanizm jest więc szowinizmem gatunkowym, a wobec tego zabobonem.Aha. Mi jest bliższa poniższa definicja: 1) kierunek ukształtowany we Włoszech ok. początku XIV w., przeciwstawiający się średniowieczu, nawiązujący do antyku. Jego hasłem był aforyzm: Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce (Terencjusz). Humanizm stał się podstawą epoki odrodzenia (renesansu).
2) postawa intelektualna i moralna wyrażająca się zainteresowaniem sprawami człowieka, poszanowania jego godności i wolności.
3) kierunek myśli filozoficznej, koncentrujący się wokół problemów człowieka, jego natury, współżycia z przyrodą Przeciwstawiający się teocentryzmowi oraz czynieniu z człowieka narzędzia ideologii, polityki, gospodarki i tworzenia kapitału, propagujący jego wszechstronny rozwój fizyczny i psychiczny, doskonalenie więzi ze sferą innych bytów oraz z innymi ludźmi na zasadach zgody i harmonii. Traktujący życie ludzkie jako drogę i cel.> Niewiara może tak samo mamić jak wiara.Nie zgadzam się z tym. Jeśli to prawdziwa niewiara, to zwyczajnie nie ma czym mamić. > Kula wystrzelona przez ateistę rani tak samo jak wystrzelona przez teistę.Zgoda. (Przy czym trzebaby od początku rozwałkować temat czym jest niewiara, a czym ateizm i czy może jedno różni się od drugiego itd. itp.) > Ideologię można równie dobrze oprzeć na niewierze.Tak całkiem oprzeć ideologię na niewierze, to jednak trudno by było moim zdaniem. Ale faktycznie niewiara może być istotnym elementem ideologii. Np. jestem zwolennikiem ideologii humanistyczno-racjonalistycznej. > Pańskie wyjaśnienie jest więc wyjaśnieniem pozornym.Faktycznie - niektórzy racjonaliści się tak pokłócili ostatnio, że jeszcze trochę i równie dobrze mogliby do siebie zacząć strzelać...  Sądzę jednak, że zanim sięgnęliby po ostateczne rozwiązania, to jednak co najmniej dwa razy by się zastanowili... a to właśnie jest drobna (i w ostatecznym rozrachunku kolosalna) różnica względem ludzi (mas) omamionych wiarą w jedynosłuszność idei niepodlegającej jakimkolwiek wątpliwościom.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Mi jest bliższa poniższa definicja: > 1) kierunek ukształtowany we Włoszech ... Traktujący życie ludzkie jako drogę i cel.
W ostatnim zdaniu autor hasła wypowiedział to, co istotne.
>> Niewiara może tak samo mamić jak wiara. >Nie zgadzam się z tym. Jeśli to prawdziwa niewiara, to zwyczajnie nie ma czym mamić.
W takim razie nie istnieje "prawdziwa niewiara". Byt ten równie rzadko można odnaleźć w przyrodzie jak Boga. Niewiara jest luksusem, na który mógłby sobie pozwolić umysł wszystkowiedzący - nie musi wierzyć, bo wie. Luki w naszej wiedzy musimy zapełniać wiarą. Oczywiście nie każda luka musi to być zapełniona wiarą religijną.
>>Ideologię można równie dobrze oprzeć na niewierze. >Tak całkiem oprzeć ideologię na niewierze, to jednak trudno by było moim zdaniem. Ale faktycznie niewiara może być istotnym elementem ideologii. Np. jestem zwolennikiem ideologii humanistyczno-racjonalistycznej.
Nie wiem za bardzo, na czym miałaby w szczegółach polegać ta wrażona w Pański umysł "ideologia humanistyczno-racjonalistyczna". Podejrzewam, że jest umysłową kserokopią przekonań Bogusławskiego.
>Sądzę jednak, że zanim sięgnęliby po ostateczne rozwiązania, to jednak co najmniej dwa razy by się zastanowili... a to właśnie jest drobna (i w ostatecznym rozrachunku kolosalna) różnica względem ludzi (mas) omamionych wiarą w jedynosłuszność idei niepodlegającej jakimkolwiek wątpliwościom.
Pewność może być wynikiem głębszego zastanawiania, a nie lekkomyślności czy zgoła bezmyślności. Np. procesy kanonizacyjne w Kościele trwały kiedyś setki lat.
|
|
| | | | | | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | >Niewiara jest luksusem, na który mógłby sobie pozwolić umysł wszystkowiedzący - nie musi wierzyć, bo wie. Luki w naszej wiedzy musimy zapełniać wiarą. Już mi się znudziło powtarzanie, czym się różni zdanie "wierzę w Boga" od zdania "wierzę ci na słowo". >Oczywiście nie każda luka musi to być zapełniona wiarą religijną. Czyli zdaje Pan sobie sprawę z tego, że nie każda "wiara" jest irracjonalna, a jest przedmiotem jest urojenie? No dobrze, w takim razie dlaczego Pan uporczywie miesza te dwa znaczenia? Ze złej woli czy może to sztuczka taka erystyczna? Poza tym mała uwaga odnośnie "zapełniania luk wiarą". Jeżeli ja mam luki w wykształceniu specjalistycznym, to owszem zapełniam je "wiarą" w słowo fizyka, chemika, inżyniera, lekarza itd., czyli specjalistów, którzy się na temacie znają. Nie mam powodu im "nie wierzyć" i pozostawać w ciemnocie albo uciążliwie samej sprawdzać, czy to, co mówią, jest prawdą (co oczywiście mi się w życiu nie uda). Natomiast to, co lud nazywa "lukami w nauce" (czyli te obszary, które są niedokładnie poznane, jeszcze niewyjaśnione) wypełnia się hipotezami lub nawet teoriami. Tu nie ma miejsca na wiarę - ani religijną, ani żadną inną.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Już mi się znudziło powtarzanie, czym się różni zdanie "wierzę w Boga" od zdania "wierzę ci na słowo".
>>Oczywiście nie każda luka musi to być zapełniona wiarą religijną. >Czyli zdaje Pan sobie sprawę z tego, że nie każda "wiara" jest irracjonalna, a jest przedmiotem jest urojenie? No dobrze, w takim razie dlaczego Pan uporczywie miesza te dwa znaczenia? Ze złej woli czy może to sztuczka taka erystyczna? Itd.
Nie, nie mieszam. To raczej Pani utożsamia racjonalną wiarę z zaufaniem odnośnie danej kwestii naukowej, akurat przekraczającej nasze kompetencje. Zapomina Pani o tym, że istnieją przekonania etyczne oraz potrzeba nieustannego rozstrzygania, co dobre, a co złe.
Nauki mówią o tym, co się dzieje, a nie o tym, co powinno się dziać. O tym, jak człowiek powinien postępować, nie dowie się Pani ani od fizyka, ani od biologa, ani nawet od socjologa. Odeślą oni Panią albo do jakiegoś "autorytetu moralnego". Ta "etyczna" luka musi być napełniona wiarą (ze wskazaniem na wiarę religijną). W ostateczności może Pani wierzyć w niezawodność Pani sumienia lub wyczucia moralnego i na nim polegać, ale to także jest już pewna wiara.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) |
> Nie, nie mieszam. To raczej Pani utożsamia racjonalną wiarę z zaufaniem odnośnie danej kwestii naukowej, akurat przekraczającej nasze kompetencje. Zgadza się, ale czy nie o to właśnie chodzi? O rozgraniczenie pomiędzy wiarą racjonalną (zaufaniem do czyjejś wiedzy) i nieracjonalną (w byt nadprzyrodzony)? >Zapomina Pani o tym, że istnieją przekonania etyczne oraz potrzeba nieustannego rozstrzygania, co dobre, a co złe. Przepraszam najmocniej, ale sklerozy jeszcze nie mam. Nie zapominam. Co to ma wspólnego z "wiarą" w kompetencje kolegi fizyka czy biologa albo koleżanki informatyczki (też się nie znam...)? >O tym, jak człowiek powinien postępować, nie dowie się Pani ani od fizyka, ani od biologa, ani nawet od socjologa. Odeślą oni Panią albo do jakiegoś "autorytetu moralnego". Wszyscy znani mi fizycy i inni naukowcy nawet nie zawracaliby sobie głowy rozważaniem takiego pytania. Ich jedyną odpowiedzią na pytanie "jak człowiek powinien postępować" byłoby "jak uważa". >Ta "etyczna" luka musi być napełniona wiarą (ze wskazaniem na wiarę religijną). Nic nie musi, Panie Elaspie, nic nie musi. Jak się mawiało w mojej młodości, "musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce". Zwłaszcza w części dotyczącej "wiary religijnej". Ograniczenie nie jest dobrym doradcą. >W ostateczności może Pani wierzyć w niezawodność Pani sumienia lub wyczucia moralnego i na nim polegać, ale to także jest już pewna wiara. Nie wierzę w niezawodność mojego "sumienia", czymkolwiek jest. Wydaje mi się, że postępuję dobrze i niech tak zostanie. Jakoś ludzie się na mnie zanadto nie skarżą, więc nie jest najgorzej. Autorytetów moralnych nie uznaję. Co innego autorytety naukowe, choć dopuszczam, że i one mogą się mylić. Jak każdy człowiek. A ponieważ tzw. "autorytety moralne" również są ludźmi i zasady, które głoszą, także zostały sformułowane przez ludzi, to proszę wybaczyć, ale chyba dalsze tłumaczenie jest już zbędne?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nic nie musi, Panie Elaspie, nic nie musi. Jak się mawiało w mojej młodości,> "musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce". Zwłaszcza w części dotyczącej "wiary religijnej".> Ograniczenie nie jest dobrym doradcą.Potwierdzam. Rosjanie to w gruncie rzeczy naród bardzo religijny. Od setek lat muszą wierzyć w różne idee, a przede wszystkim swoim liderom. Inaczej kulka w łep  . Trochę podobnie jest u nas z marchewką katolików pod tytułem "raj". Wierzysz w to i robisz wszystko, żeby się tam dostać - ok, ponieważ pasterze mają powód, by robić to co robią. Nie wierzysz, nie robisz i żyjesz dobrze na swój rachunek - jesteś niedobrym misiem. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | maceox (6766 punktów) | > >Mi jest bliższa poniższa definicja:> > 1) kierunek ukształtowany we Włoszech ... Traktujący życie ludzkie jako drogę i cel.> W ostatnim zdaniu autor hasła wypowiedział to, co istotne.Panu wystarcza jedno zdanie z i tak już lapidarnej encyklopedycznej definicji, a ja mam tu jednak wątpliwości, podobnie jak autor poniższego artykułu: Autor tekstu: Edward Kasperski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,5197 Humanistą, jak pokazują te uwagi, można być tedy na wiele sposobów. Można być humanistą wojującym i pokojowym, spolegliwym i indywidualistą, pozytywnym i krytycznym, wiernym tradycji i otwartym. Można być także humanistą poszukującym i wyznawczym, praktykującym i deklaratywnym, rezonującym i przekornym. Między tymi skrajnościami jest zresztą wiele stopni pośrednich oraz postaw mieszanych, łączących częstokroć pierwiastki różnorodne, a nawet sprzeczne. Nie ma zatem sztywnej, obowiązującej recepty na bycie humanistą.
I nie jest to bynajmniej rezultat zamętu w tej dziedzinie, ani też kapitulacja przed tymi, którzy gustują w kryształowych deklaracjach. Stan ten, jak się wydaje, wynika z cechy, która wewnętrznie tkwi w humanizmie, należy do niego "z przyrodzenia". Jeśli bowiem humanizm ma być żywą i prawdziwą filozofią człowieka, to musi w pewnej mierze odzwierciedlać różnorodność świata ludzkiego, jego nieskończoną kreatywność i niespokojny dynamizm. Nie może być czymś ujednolicającym, stałym, nużącym. Humaniści nie powinni zatem przypominać orszaku ministrantów udających się na pacierz do Świątyni Człowieka. Tchnienie wolności, odwagi i inwencji było dotąd w dziejach humanizmu jego ożywczą silą.
Humanizm nakłania, by odkryć w sobie kogoś, kim się w istocie jest, tj. człowieka w człowieku. Nie można jednak tego uczynić na podstawie ściągawki. Trzeba tego dokonać samemu.Jak Pan sądzi - czy że w poniższym tekście jest więcej odpowiedzi, czy pytań: www.racjonalista.pl/kk.php/s,8754? A największe wątpliwości w tym kontekście mam co do trafności Pańskiej odpowiedzi na pytanie, jak Pan definiuje humanizm: Cytat:Jako twierdzenie, że człowiek (jako indywiduum albo jako gatunek) jest największą wartością. Dla małpy największą wartością jest małpa. Humanizm jest więc szowinizmem gatunkowym, a wobec tego zabobonem. To Pańskie twierdzenie o humaniźmie można bowiem łatwo obalić. Proszę tylko do końca wysłuchać poniższej bezbożnej pogadanki: www.racjonalista.pl/kk.php/s,7922A przy okazji - dlaczego nie zapoznać się również ze zdaniem red. Agnosiewicza: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4703? Być może dla niektorych warto będzie również sięgnąć do książki: www.dobral(*)y/140/humanizm_ewolucyjny.htmlJa jej jeszcze nie przeczytałem, ale znam autora z niemieckiej telewizji i sądząc po jego wypowiedziach, myślę, że warto ją będzie przeczytać. > >> Niewiara może tak samo mamić jak wiara.> >Nie zgadzam się z tym. Jeśli to prawdziwa niewiara, to zwyczajnie nie ma czym mamić.> W takim razie nie istnieje "prawdziwa niewiara". Byt ten równie rzadko można odnaleźć w przyrodzie jak Boga. Niewiara jest luksusem, na który mógłby sobie pozwolić umysł wszystkowiedzący - nie musi wierzyć, bo wie. Luki w naszej wiedzy musimy zapełniać wiarą. Oczywiście nie każda luka musi to być zapełniona wiarą religijną.Nie. Zupełnie nie jest potrzebna wiara, w żadnym razie, w żadnym aspekcie życia. Wiara to - w skrócie - przyjmowanie za prawdziwe twierdzeń niewykazanych empirycznie. Oczywiście w życiu - w braku istotnych dla nas w danym momencie danych lub w braku możliwości ich szczegółowej weryfikacji - czynimy pewne założenia i często opieramy się tu na domniemaniach ( że np. profesor fizyki ma swej dziedzinie rację). Racjonaliści mają jednak świadomość tego, że w związku z przyjmowaniem tego rodzaju założeń istnieje wpisana w ich sceptycyzm możliwość błędu i odróżniają to, co wiedzą na pewno od wiedzy w róznych stopniach niepewnej. Z wiarą nie ma to nic wspólnego. Natomiast co do uścislonej w rozmowie z Meretseger kwestii etycznej sprawa jest jednocześnie prosta i skomplikowana. Prosta jest o tyle, o ile to sami ludzie zawsze ustanawaiają moralność i prawo. Dalece nie wszystkim ludziom Bóg dyktuje przepisy prosto do ucha poprzez objawienia. Tymczasem społeczeństwo - jeśli chce kierować się owym boskim prawem - musi zaakceptować właśnie to, co gloszą inni ludzie powołując się na własne objawienia. Aby jednak uznać, że te objawienia są prawdziwe trzeba najpierw uwierzyć doznającym je ludziom, a możliwości weryfikacji brak. Czyli prawo boskie pochodzi po pierwsze z umysłów innych ludzi, a czy pochodzi od Boga - tego raczej nie wiemy (Pan oczywiście, jak rozumiem - wie). Poza tym stanowienie rzekomo boskiego prawa to jedno, a jego wykonanie i interpretacja to drugie i tu już ludzkość miała pełne pole do popisu, co wiemy z historii. > Nie wiem za bardzo, na czym miałaby w szczegółach polegać ta wrażona w Pański umysł "ideologia humanistyczno-racjonalistyczna". Podejrzewam, że jest umysłową kserokopią przekonań Bogusławskiego.Ma Pan prawo podejrzewać mnie o wiele rzeczy, ale tu akurat łatwo wykazać, że Pan się myli. W wielu rzeczach zgadzam się z Panem Bogusławskim (choć wcale nie we wszystkich). Jednak moja ideologia nie może stanowić kserokopii jego przekonań już z tego względu, że żyję zbyt krótko, by być zainspirowany chociażby tylko zbiorem tych samych książek, które on przeczytał. > >Sądzę jednak, że zanim sięgnęliby po ostateczne rozwiązania, to jednak co najmniej dwa razy by się zastanowili... a to właśnie jest drobna (i w ostatecznym rozrachunku kolosalna) różnica względem ludzi (mas) omamionych wiarą w jedynosłuszność idei niepodlegającej jakimkolwiek wątpliwościom.> Pewność może być wynikiem głębszego zastanawiania, a nie lekkomyślności czy zgoła bezmyślności. Np. procesy kanonizacyjne w Kościele trwały kiedyś setki lat.To jest dobry przykład.  Tylko na co?
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> >>>Nie wiem za bardzo, na czym miałaby w szczegółach polegać ta wrażona w Pański umysł "ideologia humanistyczno-racjonalistyczna". Podejrzewam, że jest umysłową kserokopią przekonań Bogusławskiego.A przekonania Bogusławskiego, to pan Elasp zna i rozumie najlepiej - nawet lepiej od niego samego: www.racjon(*).php/s,600722/z,0/d,32#w603212www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,611775#w612758> Ma Pan prawo podejrzewać mnie o wiele rzeczy, ale tu akurat łatwo wykazać, że Pan się myli. W wielu rzeczach zgadzam się z Panem Bogusławskim (choć wcale nie we wszystkich). Jednak moja ideologia nie może stanowić kserokopii jego przekonań już z tego względu, że żyję zbyt krótko, by być zainspirowany chociażby tylko zbiorem tych samych książek,> które on przeczytał.Myślę, że niezbyt warto się przejmować tym, co się umysłom mocno ograniczonym wiarą wydaje. Oni są na wszelkie argumenty całkowicie są nieprzemakalni i nikt wierzącego nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej i dlatego z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Pan Elasp od ponad roku tu ewangelizuje i osiągnął w tym nawet pewne sukcesy {np. zmiana formuły i większe otwarcie się naszego forum na zacietrzewioną głupotę fideistów} natomiast on nie przyjął stąd zupełnie niczego. Wszystko po nim spłynęło, jak woda po kaczce.)Moim zdaniem warto ze zrozumieniem czytać innych ludzi, których się za mądrych uważa i przejmować od nich, zaakceptowaną przez siebie, część ich przemyśleń do własnych przekonań. Celnie ujął to pan Szarley - "Sztuką jest umieć pić wodę z wielu źródeł". Mnie Bozia mądrości samoistnie nie dała, aby cokolwiek wiedzieć musiałem ze zrozumieniem i krytycznie sporą biblioteczkę przeczytać. Przejmując od mądrych - moim zdaniem - ludzi, co tylko się dało i moje dzisiejsze poglądy są przeze mnie przemyślaną i skomponowaną esencją ich dorobku. Mam własny światopogląd zbudowany na barkach intelektualnych gigantów, których udało mi się ze zrozumieniem przyswoić. Światopogląd aż do mojej śmierci otwarty, który zmienia każda następna przeczytana mądra książka. Ma Pan wybór i może Pan korzystać z mądrości pana Elaspa lub Bogusławskiego, a Bogusławski poleca, korzystaj Pan z zacytowanej wyżej mądrości pana Szarley'a i pij Pan wodę wiedzy z wielu źródeł, choć zawsze krytycznie. Na podstawie lektur Pańskich postów posądzam, że Pan - podobnie jak ja - już od dawna tak czyni. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Humanizm nakłania, by odkryć w sobie kogoś, kim się w istocie jest, tj. człowieka w> człowieku. Nie można jednak tego uczynić na podstawie ściągawki. Trzeba tego dokonać> samemu.zZdaje się źródłowo Søren Kierkegaard. Znam ten cytat z motta jednego z rozdziałów książki amerykańskiego psychologa i psychoterapeuty Carla Rogersa pl.wikipedia.org/wiki/Carl_Rogersktóry podczas swojego życia toczył długie boje z psychiatrami o uznanie człowieka kimś więcej, niż tylko skomplikowanym automatem i nośnikiem hormonów, instynktów oraz impulsów elektrycznych pomiędzy neuronami. Cytat:Jako twierdzenie, że człowiek (jako indywiduum albo jako gatunek) jest największą wartością. Dla małpy największą wartością jest małpa. Humanizm jest więc szowinizmem gatunkowym, a wobec tego zabobonem. Pan Elasp zaskakująco krytycznie wypowiada się na temat humanizmu, kojarząc go co rusz z szatańskimi wymysłami libertynizmu, redukując jego siłę do szowinizmu, może nawet i rasizmu, czy też - a fuj! - nazizmu. Krytykuje go, bo jego zdaniem ma zastąpić ludziom Boga. Wg mnie Jacek Tabisz ma w tym co mówi sporo racji: Jan Paweł II był po części humanistą i co-nieco w umysłach pewnych ludzi zagarnął. Był humanistą i to przebija z jego encyklik (co prawda mało odkrywczych, ale jednak przebija) choć ja w tym akurat nie widzę niebezpieczeństwa. Raczej same pozytywy. Karol Wojtyła miał zadatki na większego humanistę niż został, ale każdy z nas w jakiś sposób wiąże się ze środowiskiem, w którym się rozwija. On w to środowisko niechybnie coś wniósł: np. ciepły stosunek do Żydów. A Ty maceoxie, co myślisz o humanizmie? Dla mnie humanizm to m.in. zaskakująco trafnie wyciągnięta ręka do potrzebującego; zarazem cofnięta, jeśli umie już stać na własnych nogach. To też życzliwość. Łącząc pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maceox (6766 punktów) | >> Humanizm nakłania, by odkryć w sobie kogoś, kim się w istocie jest, tj. człowieka w >> człowieku. Nie można jednak tego uczynić na podstawie ściągawki. Trzeba tego dokonać >> samemu.z >Zdaje się źródłowo Søren Kierkegaard. Znam ten cytat z motta jednego z rozdziałów książki amerykańskiego psychologa i psychoterapeuty Carla Rogersa Mam wrażenie, że masz szerokie zainteresowania. Tutaj bardzo cierpliwie rozmawiasz z osobami mającymi pogardliwy stosunek do racjonalistów. To dobrze.
>który podczas swojego życia toczył długie boje z psychiatrami o uznanie człowieka kimś więcej, niż tylko skomplikowanym automatem i nośnikiem hormonów, instynktów oraz impulsów elektrycznych pomiędzy neuronami. Moim zdaniem słusznie toczył te boje. Nasze życie zaczyna się od nas samych, czyli od stanu naszego umysłu, naszego nastawienia.
>Pan Elasp zaskakująco krytycznie wypowiada się na temat humanizmu, kojarząc go co rusz z szatańskimi wymysłami libertynizmu, redukując jego siłę do szowinizmu, może nawet i rasizmu, czy też - a fuj! - nazizmu. Czy to jest zaskakujące? Ja się cieszę, że w powierzchownym kontakcie w realu ludzie wydają się być dla siebie w miarę mili. A gdy się wejdzie głębiej - w przekonania religijne i polityczne - bycie miłym pryska. A przecież chodzi prawie tylko o idee.
>Krytykuje go, bo jego zdaniem ma zastąpić ludziom Boga. No właśnie, takie to wymyślne idee.
>Wg mnie Jacek Tabisz ma w tym co mówi sporo racji: Jan Paweł II był po części humanistą i co-nieco w umysłach pewnych ludzi zagarnął. Był humanistą i to przebija z jego encyklik (co prawda mało odkrywczych, ale jednak przebija) choć ja w tym akurat nie widzę niebezpieczeństwa. Raczej same pozytywy. >Karol Wojtyła miał zadatki na większego humanistę niż został, ale każdy z nas w jakiś sposób wiąże się ze środowiskiem, w którym się rozwija. Interesuje Cię Wojtyła? Ja jakoś nigdy się nim specjalnie nie interesowałem, muszę przyznać. Ale z tego co o nim wiem, to moim zdaniem akurat trudno go stawiać za wzór humanisty.
>On w to środowisko niechybnie coś wniósł: np. ciepły stosunek do Żydów. Najśmieszniejsze, pardon najtragiczniejsze w zasadzie jest to, że chrześcijaństwo wyrosło z religii żydowskiej jako początkowo żydowska sekta, zostało założone przez Żyda i skupia się na kulcie Żyda. Pośród swych podstawowych haseł ma zapisany naiwny, ale uniwersalny przekaz o miłości bliźniego i co z tego? W tym kontekście, fakt że po 2000 latach istnienia tej religii głowie chrześcijańskiego kościoła przypisuje się za zasługę to, że wniósł do tego środowiska ciepły stosunek do Żydów[!] świadczy o instytucjonalnej degeneracji tego pierwotnie pięknego marzenia. Zapewne było to marzenie o humaniźmie, ale jak większość utopii się szybko skończyło. Społeczno-politycznie najpóźniej tak między Teodozjuszem a Justynianem.
>A Ty maceoxie, co myślisz o humanizmie? Warto się zastanawiać nad tym, jak szukać dróg do drugiego człowieka i dlatego te rozważania są pożyteczne. Im bardziej konkretne tym lepsze. Czyli ostatecznie każdy powinien sam spojrzeć na siebie i na swoje relacje.
>Dla mnie humanizm to m.in. zaskakująco trafnie wyciągnięta ręka do potrzebującego; zarazem cofnięta, jeśli umie już stać na własnych nogach. To też życzliwość. Również i to, ale tu osoby wierzące atakują nas za brak uzasadnienia dla takiej hierarchii wartości. Otóż mi się wydaje, że to jest zwyczajnie naturalne. Wszyscy wiemy, że lepiej kochać, niż się bić, choć obawiam się, że walka też leży w naszej naturze. Jednak od tego mamy rozum, by wyciągać wnioski i jak komuś to nie wystarcza, to szuka uzasadnień poza światem i o nie walczy.
Pozdrawiam Cię!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Maceox'sie, przepraszam za późną odpowiedź, obowiązki i plany gonią  > Moim zdaniem słusznie toczył te boje. Nasze życie zaczyna> się od nas samych, czyli od stanu naszego umysłu, naszego nastawienia.Tak. Rogers i inni zauważyli, że usunięcie penalizacji takich czy innych naturalnych skłonności, umożliwienie im swobodnego wyrażania się w emocjach (np. gniewu czy frustracji) oraz próba zrozumienia, co one niosą, prowadzą do - jak to zgrabnie określiłeś - bogatszego życia człowieka w człowieku. Ten lęk kol. Elaspa, że jak się usunie niektóre zbędne ograniczenia i bat - świat się zawali, widzę od z górą 20 lat w ludziach wierzących - jemu podobnych. Przypominam sobie jednego kolegę na studiach (aktywistę odnowy w duchu świętym), który kiedyś powiedział, że nie chce by ktoś kiedyś zdjął z niego liczne obowiązki i nakazy Boga. To był bardzo dziwny człowiek. W moim odczuciu tacy ludzie boją się, że wtedy nie zostanie absolutnie nic oprócz anarchii i powszechnego upadku obyczajów. Była w nim nieomal zerowa wiara we wrodzone mechanizmy prowadzące do równowagi na rzecz sterowania z zewnątrz. I był to bardzo nerwowy człowiek. Podobną rzecz widać w obawach kol. Elaspa, np. "niedługo kobiety będą chodzić po ulicy nagie". Dziwna to obawa, wiele zresztą mówiąca o jej wyrazicielu  > Ja się cieszę, że w powierzchownym kontakcie w realu ludzie wydają> się być dla siebie w miarę mili. A gdy się wejdzie głębiej - w przekonania> religijne i polityczne - bycie miłym pryska. A przecież chodzi prawie tylko o idee.To prawda. Tyko że "prawie" czyni różnice. Dla ludzi wierzących te idee to realny świat, w którym żyją. Bez nich nie wyobrażają sobie życia - właściwie nie wiedzą, po co mieliby wciąż istnieć na tym świecie, po co żyć. Jest to rodzaj prania mózgu, że "nasza opcja jest jedyna i prawdziwa - owszem dla ludzi wychowanych w innych kulturach są inne, ale dla mnie ta, w której się urodziłem jest dozgonna i musze jej być wierny (pomimo jej oczywistych wad) pod groźbą zagłady" . Tyle że to pranie widać tylko z zewnątrz. > Interesuje Cię Wojtyła? Ja jakoś nigdy się nim specjalnie nie> interesowałem, muszę przyznać. Ale z tego co o nim wiem, to moim> zdaniem akurat trudno go stawiać za wzór humanisty.Jest wielu bardziej strawilwych (i odkrywczych) humanistów, z których czerpałem. Wzór z pewnością nie. Ale uważam, że pewne aspekty humanisty w nim były. Daje się to zaobserwować choćby w omówieniach jego encyklik, ale też wspomnieniach jego przyjaciół (choćby ks. prof. Kłoczowskiego). Mimo wszystko mam pobieżną znajomość dzieł tej osoby, poza oczywistymi pielgrzymkami, z których w latach 90tych zdawano nam relację co i rusz. To, że chciało mu się tyle jeździć i stadiony czy tez pola zapełniały się milionami - też o czymś świadczy. > Pośród swych podstawowych haseł ma zapisany naiwny, ale uniwersalny> przekaz o miłości bliźniego i co z tego?Niewiele. Ważna jest jeszcze umiejętność rozpoznawania i używania mechanizmów, które w nas są, a które prowadzą do tej osławionej i oklepanej "miłości bliźniego". > W tym kontekście, fakt że po 2000 latach istnienia tej religii głowie> chrześcijańskiego kościoła przypisuje się za zasługę to, że wniósł do tego> środowiska ciepły stosunek do Żydów[!] świadczy o instytucjonalnej> degeneracji tego pierwotnie pięknego marzenia.Niewątpliwie degeneracja istotnie nastąpiła. Argumenty typu, ze wcześniej nie było lepiej (w praktyce) chybiają. Było, np. w kwesti tolerancji a propos poglądów innych grup w Chinach. > Zapewne było to marzenie o humanizmie, ale jak większość utopii> się szybko skończyło.Samo marzenie nie wystarczy  > Społeczno-politycznie najpóźniej tak> między Teodozjuszem a Justynianem.Sama znajomość idei i ślepe jej wdrażanie, wiara, że prowadzi do ludzkiego raju nie wystarczą. Jest jeszcze cała skomplikowana sieć zależności motorów ludzkich działań, ważniejszych i mniej ważnych celów, do których zdrowi ludzie rzeczywiście dążą. To na szerszą skalę zaczyna widzieć światło dzienne dopiero w ciągu ostatnich 200 lat. > Czyli ostatecznie każdy powinien sam spojrzeć na siebie i na swoje relacje.Zgadzam się z Tobą w 101%. Pytani,e czy to robi - patrząc na niektórych naszych forumowiczów wątpię, czy każdy. Niektórym zależy na czymś innym, niż relacjach.. > Również i to, ale tu osoby wierzące atakują nas za brak> uzasadnienia dla takiej hierarchii wartości.Wydaje mi się, ze powodem jest ludzkie zagubienie. Przestali czuć pewną subtelną i przyrodzoną hierarchię celów i wartości wiele lat temu (może i ich przodkowie przestali) na rzecz ideologii, teraz tylko ta ideologia im została. Smutne. > Otóż mi się wydaje, że to jest zwyczajne i naturalne. Wszyscy wiemy, że> lepiej kochać, niż się bić, choć obawiam się, że walka też leży w naszej naturze.> Jednak od tego mamy rozum, by wyciągać wnioski i jak komuś to nie wystarcza, to> szuka uzasadnień poza światem i o nie walczy.Niby wiemy, że lepiej kochać niż się bić, ale nie każdy już wie jak wrócić do pozytywnych uczuć, gdy jest się zaatakowanym czy skrzywdzonym (i jak się bronić). Tak, dziwne to szukanie uzasadnienia dobra czy zła poza światem. A już walka o to - czysta strata czasu. Przypomina mi się tutaj cytat bodajże z Williama Shakespeare'a "piekło jest puste, wszystkie diabły są tutaj". Serdecznie pozdrawiam!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Maceox'sie, przepraszam za późną odpowiedź, obowiązki i plany gonią  Nie ma problemu. Ja np. ostatnio trochę rzadziej biorę udział na tym forum i chyba też nie ma problemu. > > Moim zdaniem słusznie toczył te boje. Nasze życie zaczyna> > się od nas samych, czyli od stanu naszego umysłu, naszego nastawienia.> Tak. Rogers i inni zauważyli, że usunięcie penalizacji takich czy innych naturalnych skłonności, umożliwienie im swobodnego wyrażania się w emocjach (np. gniewu czy frustracji) oraz próba zrozumienia, co one niosą, prowadzą do - jak to zgrabnie określiłeś - bogatszego życia człowieka w człowieku.To o tym człowieku w człowieku tylko zacytowałem. Sam bym tak raczej nie napisał. Z usunięciem penalizacji częściowo zgoda, ale to nie jest jedyny środek prowadzący do tego bogatszego życia. > Ten lęk kol. Elaspa, że jak się usunie niektóre zbędne ograniczenia i bat - świat się zawali, widzę od z górą 20 lat w ludziach wierzących - jemu podobnych.Tak, to prawda. Lęk powiązany z bardzo silnie wdrukowanym przekonaniem. > Przypominam sobie jednego kolegę na studiach (aktywistę odnowy w duchu świętym), który kiedyś powiedział, że nie chce by ktoś kiedyś zdjął z niego liczne obowiązki i nakazy Boga.> To był bardzo dziwny człowiek. W moim odczuciu tacy ludzie boją się, że wtedy nie zostanie absolutnie nic oprócz anarchii i powszechnego upadku obyczajów. Była w nim nieomal zerowa wiara we wrodzone mechanizmy prowadzące do równowagi na rzecz sterowania z zewnątrz. I był to bardzo nerwowy człowiek.Ludzie są jednak bardzo różni. Znam ostrych fideistow, którzy są bardzo spokojni i zrównoważeni. > Podobną rzecz widać w obawach kol. Elaspa, np. "niedługo kobiety będą chodzić po ulicy nagie". Dziwna to obawa, wiele zresztą mówiąca o jej wyrazicielu  Nie no, w ogóle poniżej wszelkiej krytyki. A czytałeś ostatnio o tym alkoholu? > > Interesuje Cię Wojtyła?[...]> [...] Wzór z pewnością nie. Ale uważam, że pewne aspekty humanisty w nim były. Daje się to zaobserwować choćby w omówieniach jego encyklik, ale też wspomnieniach jego przyjaciół (choćby ks. prof. Kłoczowskiego). Mimo wszystko mam pobieżną znajomość dzieł tej osoby, poza oczywistymi pielgrzymkami, z których w latach 90tych zdawano nam relację co i rusz. To, że chciało mu się tyle jeździć i stadiony czy tez pola zapełniały się milionami - też o czymś świadczy.Widzę, że jednak nie popuszczasz z tym Wojtyłą. Dobrze, to tak dla przywrócenia równowagi proponuję zastanowienie się nad tym, kto jest większym humanistą: Jan Paweł II czy Anton Szandor LaVey? > >Pośród swych podstawowych haseł ma zapisany naiwny, ale uniwersalny> > przekaz o miłości bliźniego i co z tego?> Niewiele. Ważna jest jeszcze umiejętność rozpoznawania i używania mechanizmów, które w nas są, a które prowadzą do tej osławionej i oklepanej "miłości bliźniego".Ogólnie się zgadzam. Sądzę jednak, że w praktyce ta miłość bliźniego wcale nie jest wystarczająco oklepana. Opiera się na niej większość systemów moralnych, ale pomiędzy deklaracjami a czynami istnieje wciąż przepaść. > > W tym kontekście, fakt że po 2000 latach istnienia tej religii głowie> > chrześcijańskiego kościoła przypisuje się za zasługę to, że wniósł do tego> > środowiska ciepły stosunek do Żydów[!] świadczy o instytucjonalnej> > degeneracji tego pierwotnie pięknego marzenia.> Niewątpliwie degeneracja istotnie nastąpiła. Argumenty typu, ze wcześniej nie było lepiej (w praktyce) chybiają. Było, np. w kwesti tolerancji a propos poglądów innych grup w Chinach.> >Zapewne było to marzenie o humanizmie, ale jak większość utopii> > się szybko skończyło.> Samo marzenie nie wystarczy  Dlatego ostatecznym sędzią jest doświadczenie - praktyka w życiu. > Sama znajomość idei i ślepe jej wdrażanie, wiara, że prowadzi do ludzkiego raju nie wystarczą.Nie tylko nie wystarczą, ale na ogół źle się kończą, gdyż wiara uniemożliwia korektę kursu. > Jest jeszcze cała skomplikowana sieć zależności motorów ludzkich działań, ważniejszych i mniej ważnych celów, do których zdrowi ludzie rzeczywiście dążą.Mózg mamy mniej więcej podobny od co najmniej 100 000 lat, a jednak idea humanizmu przechodziła w międzyczasie rożne wzloty i upadki. Do czego dzisiaj powinni dążyć zdrowi na umyśle ludzie? Sądzę, że powinni zadbać o siebie i innych, a także o środowisko, w którym żyją. Czyli w sumie, tak jak zawsze, tyle że dzisiaj współzależności obejmują całą kulę ziemską, a nawet kawałek kosmosu. > To na szerszą skalę zaczyna widzieć światło dzienne dopiero w ciągu ostatnich 200 lat.Tak, na szerszą skalę humanizm jest bardzo młody. Mnie bardziej razi to, że wciąż nie jest powszechny. > > Czyli ostatecznie każdy powinien sam spojrzeć na siebie i na swoje relacje.> Zgadzam się z Tobą w 101%.To dobrze, ale z humanizmem i humanistami to wcale nie jest taka prosta sprawa. Czy dziś wystarczy jeszcze, aby tylko nic co ludzkie nie było nam obce? Na przykład - skoro mamy rzeczywiście spojrzeć na siebie - ostatnio opublikowałem na spokrewnionej z Racjonalistą Jaskini Trolli wiersz (zatytułowany "Grota obfitości" - trzeba przewinąć stronę, by go znaleźć): jaskiniatr(*)ewtopic.php?f=15&t=70&start=75Zapewne wykazałem tym samym umiejetność przybrania postawy humanoidalnej (przy czym maszyna czegoś takiego by chyba napisać nie potrafiła), ale czy świadczy to o rozwoju tkwiących we mnie tendencji humanistycznych, czy raczej o ich degeneracji? Najtrudniej być sędzią we własnej sprawie. Warto też zawsze rozważyć różne stanowiska i starać się zrozumieć odmienne punkty widzenia. Ostatecznie człowiek - jak piszesz - "zdrowy", to człowiek pewny siebie, ale na ile się tylko da starający się również zrozumieć innych. Tak to teoretycznie ładnie można napisać. Tymczasem w praktyce życzę sobie i innym większego dystansu do siebie i swych idei.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Sądzę jednak, że w praktyce ta miłość bliźniego wcale nie jest> wystarczająco oklepana. Opiera się na niej większość systemów> moralnych, ale pomiędzy deklaracjami a czynami istnieje wciąż przepaść.W zasadzie myślałem o tym samym, jeno wyraziłem to innym słowami. Jest oklepana słownie, natomiast praktyka leży i jest na swoim bocznym torze przeraźliwie samotna. > skoro mamy rzeczywiście spojrzeć na siebie - ostatnio opublikowałem> na spokrewnionej z Racjonalistą Jaskini Trolli wiersz (zatytułowany> "Grota obfitości" - trzeba przewinąć stronę, by go znaleźć):Wiesz, podoba mi się ta zwrotka: A co niby w życiu jest najważniejsze jeśli nie życie samo - dzisiejsze? A w życiu najmilsze mi jest towarzystwo dla niego dam się powiesić - to wszystko. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek to istota stadna i tak to z małymi wyjątkami jest. Wcześniej jeszcze zadajesz ważne i znamienne pytanie: I czym oraz kim się mamy kierować , by najzajebiściej się zorientować? Czy cyrklem, czy gwiazdą (i którą), czy może i czasem też głupią bzdurą? Rozmawiałem kiedyś o tym z kol. Barbielem, ale później na mnie naskoczył, potem z nieznanych mi powodów się obraził. Sami wrażliwcy na tym naszym forum, łącznie z nami a nawet kol. Elaspem.. jak śpiewa świętej pamięci Kaczmarski diagnozując nas Polaków: przeobrażeni i poobrażani  Serdecznie pozdrawiam!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
>Dla mnie humanizm to m.in. zaskakująco trafnie wyciągnięta ręka do potrzebującego; zarazem cofnięta, jeśli umie już stać na własnych nogach. To też życzliwość. Czy Jezus był humanistą? Tak/Nie + uzasadnienie
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Nie. Miał poważne braki w tolerancji względem innych ludzi, zwłaszcza ich odmiennej wiary (lub niewiary w siebie i jego ojca). Humanista nie straszy, wie że to co mówi a propos przyszłości, czy też w kwestach subiektywnych niewarte jest wzbudzania strachu w ludziach już teraz. Wykazywał zainteresowanie czy życzliwość, jeśli chciał coś ugrać. Jezus swoją postawą nie wyrażał troski o potrzeby, szczęście, godność i swobodny rozwój człowieka i nie przykładał wielkiej wagi do racjonalnego myślenia. Ale są w nim ślady humanizmu teistycznego (nie świeckiego). A Ty, jak myślisz? Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Czy Jezus był humanistą?> Tak/Nie + uzasadnieniePanie Zbyszku, czy chce Pan tu przeprowadzić test dla idiotów? Takie cosik to dobre na lekcji katechezy w podstawówce. Tu jednak prowadzimy - przynajmniej niektórzy - w miarę poważne rozmowy z szacunkiem dla interlokutora, a wtedy należałoby przedstawić własne poglądy i wątpliwości dotyczące danego problemu. Wystarczy na naszym forum poczytać wywody chrześcijan, aby zostać przekonanym, że żaden wierzący - a Jezus też był wierzącym - nie może być humanistą, gdyż podporządkowuje cały wszechświat i ludzkie istnienie jakiemuś bogu, a humanizm na piedestale ustawia człowieka i to ludzkiemu rozumieniu świata podporządkowuje rzeczywistość. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,550990#w551389www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,550990#w551660www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,550990#w551668www.racjon(*)m.php/s,550990/z,0/d,4#w551692___________________ PS. Wiem, iż teraz obniżyliśmy poziom naszego forum aż w pobliże Onetowego dna. Na przykład ta wypowiedź "nowego intelektualisty": "Człowiek rozsądny modli się od czasu do czasu - na wszelki wypadek. Tylko głupiec tego nie robi. Ateista jest więc z definicji głupcem (powiedziałem nawet gdzie indziej, że jest idiotą; jest to nieparlamentarne, ale trafne określenie)". Ale to raczej Pańskiego testu też nie usprawiedliwia. Nie ważnym jest nasz aktualny poziom, ale permanentne dążenie do poznania i zrozumienia więcej niż dotychczas wiemy. Ciekawość świata i otwartość nań. Zrozumienie, że choć głupota jest wśród ludzi dominującą, to piękno człowieka stanowi jego mądrość. Myślę, iż Pan to dobrze rozumie, ale przyjął Pan teraz jakąś dziwną intelektualną pozę. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
2 na 2 lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | > Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z jakiego powoduChętnie zauczestniczyłbym w tak pasjonującej dyskusji, ale obawiam się że nie spełniam kryteriów, bo wydaje mi się, że być może wierzę w jakieś super siły  szczególnie na poziomie kwantowym. Wydaje mi się także, że bybłbym w stanie uwierzyć w jakichś bogów, w zależności od definicji.
|
|
2 na 2 | Marcin Śrama (1270 punktów) | Może dlatego, że tak naprawdę wiara w coś na istnienie czego nie mamy żadnych dowodów nie jest niczym pozytywnym. Wierzę w ewolucję, ponieważ na to wskazują badania i jest to teoria, która w najlepszy sposób przedstawia pochodzenie człowieka. Wierzę w teorię wielkiego wybuchu, ponieważ mam na to dowody, które dostrzegam i które uważam za słuszne. Nie mam żadnego dowodu na istnienie jakiegokolwiek Boga, więc w niego nie wierzę, ponieważ wszystko co istnieje może zostać zbadane i opisane w sposób naukowy, łącznie z wytworami naszego mózgu, które można zbadać psychologicznie, a nawet dostrzec impulsy nerwowe w sposób fizyczny. Również wszelkie uczucia mogą być opisane naukowo, choćby chemicznie- wydzielanie hormonów. Boga nie da się opisać w taki sposób, zresztą w świecie nauki nie ma dla niego miejsca. Natura, aby coś zaistniało wymaga konieczności (nawet wszelkie przemiany ewolucyjne mają coś na celu) lecz dla zaistnienia natury i jej rozwoju Bóg nie jest konieczny, stąd nie w sposób wierzyć w coś na co nie dość, że nie ma żadnych dowodów, to jeszcze jest zbędne.
|
|
2 na 2 | Karton.R (392 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Ponieważ nic na to nie wskazuje. Wszechświat mógł powstać z udziałem boga, lub bez jego udziału. Gdy umiera część mózgu, nie odradza się potem. Dlaczego więc miało by się to dziać, gdy idzie o cały mózg? Rzeczy powstają zwykle z prostszych rzeczy, można to zauważyć w ewolucji biologicznej, ewolucji kulturowej, budowie atomów. Dlaczego najbardziej skomplikowana istota (czy jak chcesz boga określać) miała by nie powstać w ogóle, nie mówiąc o powstaniu z prostoty/niczego, tylko "od zawsze" istnieć? ("od zawsze" w cudzysłowie, bo pytanie "Co było przed wielkim wybuchem?" jest tak sensowne jak "Co jest na północ od bieguna północnego?") To argumentujący "za" ma uzasadnić swoje stanowisko, i to tyczy się nie tylko boga (osobowego lub nie), ale i krasnoludków, strun, z których mają składać się cząsteczki czy niematerialnego słonia-pirata, wiernego pastafarianina, który posiadł taką mądrość na tematy hydrauliki, jaka się filozofom nie śniła (musi też udowodnić, czy im na pewno się nie śniła). Dodając byt do rzeczywistości (czy jak chcesz to nazywać) musisz uzasadnić, dlaczego, a nie ja, dlaczego nie.
|
|
1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
Po pierwsze należałoby zdefiniować czym jest wiara w "boga" pisanego małą literą, gdyż mowa o jakimkolwiek bogu(w przeciwieństwie do chrześcijańskiego "Boga"). Powiedzmy, że jest to głębokie, graniczące z pewnością przekonanie o istnieniu w realu przedmiotu tejże. Agnostyk zgodnie z aktualnym stanem wiedzy konstatuje, że nie da się rozstrzygnąć kwestii istnienia/nieistnienia owego wytworu ludzkiej wyobraźni(podobnie jak nie da się rozstrzygnąć kwestii istnienia cywilizacji pozaziemskich). Dlatego też "nie wierzę", tj. nie mam głębokiego, graniczącego z pewnością przekonania o istnieniu Boga/bogów. Czy warto? Może i warto, ale ten "przeklęty" sceptycyzm nie pozwala na to. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
 | | Hejtibeats (210 punktów) |
> Czy warto? Może i warto, ale ten "przeklęty" sceptycyzm nie pozwala na to.>  Jego brak może prowadzić do naiwności, ale zbyt duża jego dawka może zabić kreatywność
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Po pierwsze należałoby zdefiniować czym jest wiara w "boga" pisanego małą literą, gdyż mowa o jakimkolwiek bogu (w przeciwieństwie do chrześcijańskiego "Boga").A dlaczego ograniczać się tylko do bogów skoro możemy mówić o całej nadprzyrodzonej rzeczywistości. www.racjon(*)m.php/s,590101/z,0/d,8#w592370www.racjon(*)m.php/s,590101/z,0/d,8#w592390www.racjon(*)m.php/s,590101/z,0/d,8#w592429www.racjonalista.pl/kk.php/s,5175> Powiedzmy, że jest to głębokie, graniczące z pewnością przekonanie o istnieniu w realu przedmiotu tejże. Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można. To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.
> Agnostyk zgodnie z aktualnym stanem wiedzy konstatuje, że nie da się rozstrzygnąć kwestii istnienia/nieistnienia owego wytworu ludzkiej wyobraźni(podobnie jak nie da się rozstrzygnąć kwestii istnienia cywilizacji pozaziemskich).Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.).I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy. www.racjonalista.pl/forum.php/s,450352#w450416www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704> Dlatego też "nie wierzę", tj. nie mam głębokiego, graniczącego z pewnością przekonania o istnieniu Boga/bogów.Tak jak wiara wierze jest nierówną tak i niewiara niewierze. U Pana niewiara to tylko brak głębokiego przekonania, a ja idę znacznie, znacznie dalej: www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,622763#w625060> Czy warto? Może i warto, ale ten "przeklęty" sceptycyzm nie pozwala na to.  Jako dziecko lubiłem bajki, jako młodzian science fiction i fantasy. Trochę pozostało mi tego po dzień dzisiejszy, choć dziś lepiej docierają do mnie filmy niż książki na ten temat. Bardzo też lubię marzenia, ale jakoś nigdy nie przeszkadzało mi to twardo stąpać po ziemi i oddzielać obiektywnie istniejącą rzeczywistość od symulakrum. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom.
Poznawanie Boga, jego poszukiwania, to kwestia indywidualna, wiara wierze nie jest równa. W jaki sposób możemy rozmawiać, jeżeli jak przypuszczam, doświadczanie i głębokie przeczucie, że Bóg istnieje milionów ludzi dla Pana jest jedynie jakimś wytworem umysłów, zapychaczem niewiedzy, rozdwojeniem jaźni i inną chorobą. Jak Pan sam powiedział, wierzy Pan jedynie w to co widać, czego może Pan dotknąć, podczas gdy doświadczenie Boga nie jest doświadczeniem fizycznym, choć na fizyczność wpływ mieć może. Doświadczenie Boga, to doświadczenie "serca". Problem stanowi wykorzystywanie wiary przez ludzi chytrych do władzy, co skutecznie niszczy wizerunek religii, ale dlaczego nie mówi się o tysiącach zakonników, którzy lojalnie służą ludziom i Bogu, w którego wierzą, lecz nagłaśnia sprawę jednego pedofila w sutannie, który nawet nie był świadomy komu przysięgał oddać swoje życie i jedynie zbezcześcił wizerunek zakonu. Kwestia "brudu" w zakonach jest taka sama jak kwestia ludzi, którzy biorą ślub, a nie dojrzeli do tego. Idąc dalej, dla Pana jak wiadomo z naszej rozmowy wcześniej, umysł, świadomość, to wytwór fizycznych procesów w mózgu, zatem doświadczenie Boga również dla Pana jest wybujałym procesem fizycznym. Uznaję Pana wiarę, ponieważ na dzień dzisiejszy jest to wiara, a nie niepodważalny fakt. Moja wiara jest taka, że proces powstawania umysłu, świadomości, to sprawa o wiele ciekawsza, niż próba uproszczenia modelu do fizycznych procesów.
Stosuje Pan same uproszczenia, popieram to, jednak jestem sceptyczny w ich nadmiernym stosowaniu. Może powiedzieć Pan, że ja za to komplikuję świat, mnożąc nadprzyrodzone byty. Dla mnie jednak nie jest to problem, ponieważ dla mnie Bóg (jakikolwiek on jest) stoi nad wiedzą tego świata, wiedza jest jedynie czymś, czym mamy się trudzić, aby wypracować charakter i nabrać pokory.
>W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.
Różne wnioski, różni ludzie. Mnie na przykład te same badania utwierdzają w przekonaniu, że jest to projekt. Nic nie może zaistnieć bez siły sprawczej jak Pan wie. To najprostsze prawo fizyki. Ostatnio oglądałem ciekawy film o kilku naukowcach, z wykształceniem kierunkowym, którzy po paru latach badań zwątpili w teorię ewolucji, między innymi w świecie komórkowym istnieją cuda poruszające się za pomocą wirującej jak silnik witki. Co zatem powstało pierwsze, witka, silnik, stojan czy wirnik ? Na drodze ewolucji sam stojan biologicznego silnika lub sam wirnik nie ma sensu. Czy wytłumaczeniem ewolucjonistów będzie znowu słynny tekst, że po srylionie lat ewolucji wszystko jest możliwe ? Proszę mnie nie odbierać negatywnie, po prostu stawiam ogromny znak zapytania i sceptycznie odrzucam nielogiczne uproszczenia. Pomijam już pytanie co było przed ewolucją i co ją rozpoczęło i z czego powstała, co było na początku.
Była już rozmowa na temat ewolucji i jej algorytmów, wiara, że kod optymalizacyjny, który ma zaprogramowany cel i spełnia warunki, powstał przypadkowo jest niczym innym jak wiarą jedynie i to dość wymagającą. Czym zatem i skąd wziął się zbiór elementów do tego kodu? Nie jest dla mnie logicznym stwierdzenie, że tak jest "bo takie się zrobiło". Nic nie dzieje się przypadkiem.
Rozumiem, że musimy upraszczać aby tworzyć modele, aby je jakoś pojąć, ale modele z czasem muszą ulegać rozbudowaniu, aby stały się precyzyjne, ponieważ stają się dalekie od rzeczywistości, przypominam, że mówimy o powstaniu świata, a nie o modelu linii elektroenergetycznej.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Mój post skierowany był do Pana Zbyszka, który może ze mną się nie zgadzać i w wielu aspektach się nie zgadza, ale jednak rozumie to co piszę (przynajmniej takie mam złudzenie). Zaś z Panem żadna dyskusja nie jest możliwą, gdyż z wiarą nie ma dyskusji. Nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. (Czy Szanowny Pan przeczytał moje argumenty zawarte tak w poście do pana Zbyszka, jak i w podanych tam linkach? Chyba nie, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Pan wcale nie przyszedł na nasze forum dyskutować, tylko chce nas na swoją wiarę ewangelizować.)Używamy niby tego samego języka, ale przypisujemy inne znaczenie używanym przez siebie terminom, a większość religijno-teologicznych zwrotów, których Pan tu używa jest dla mnie całkowicie pusta (bezznaczeniowa, nie posiadająca merytorycznej treści), więc o czym mielibyśmy tu rozmawiać? ______________ Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można. To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom.> Poznawanie Boga,Poznawanie czego - Boga? A co to jest "Bóg" - proszę o jakąś definicję? Pan wcale nie czyta co inni piszą, tylko jak młynek modlitewny cały czas klepie to samo. Żadnych refleksji i żadnych przemyśleń nad tym co Pan tu przeczytał lub miał podane do przeczytania nie widać.Poznawanie istniejącej rzeczywistości jest ogromnie dla człowieka ważne, tylko konieczną jest tu refleksja - jakie mamy do tego narzędzia i jakie możliwości weryfikacji tego poznania? www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583674www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,577332#w583682www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,577332#w583383www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,573743#w574913> Poznawanie Boga, jego poszukiwania, to kwestia indywidualna, wiara wierze nie jest równa. W jaki sposób możemy rozmawiać,Właśnie uważam, iż nie możemy rozmawiać i to Panu już kilkakrotnie napisałem. > jeżeli jak przypuszczam, doświadczanie i głębokie przeczucie, że Bóg istnieje milionów ludzi dla Pana jest jedynie jakimś wytworem umysłów, zapychaczem niewiedzy, rozdwojeniem jaźni i inną chorobą.W poważnych rozmowach, to jest zwyczaj przytaczania konkretnego cytatu. > Jak Pan sam powiedział, wierzy Pan jedynie w to co widać, czego może Pan dotknąć, (...) Idąc dalej, dla Pana jak wiadomo z naszej rozmowy wcześniej, umysł, świadomość, to wytwór fizycznych procesów w mózgu, zatem doświadczenie Boga również dla Pana jest wybujałym procesem fizycznym. Uznaję Pana wiarę, ponieważ na dzień dzisiejszy jest to wiara, a nie niepodważalny fakt.To są tylko Pańskie projekcje tego co ja myślę i nijak się mają do tego co ja rzeczywiście myślę. > podczas gdy doświadczenie Boga nie jest doświadczeniem fizycznym, choć na fizyczność wpływ mieć może. Doświadczenie Boga, to doświadczenie "serca". Problem stanowi wykorzystywanie wiary przez ludzi chytrych do władzy, co skutecznie niszczy wizerunek religii, ale dlaczego nie mówi się o tysiącach zakonników, którzy lojalnie służą ludziom i Bogu, w którego wierzą, lecz nagłaśnia sprawę jednego pedofila w sutannie, który nawet nie był świadomy komu przysięgał oddać swoje życie i jedynie zbezcześcił wizerunek zakonu. Kwestia "brudu" w zakonach jest taka sama jak kwestia ludzi, którzy biorą ślub, a nie dojrzeli do tego. (...) Moja wiara jest taka, że proces powstawania umysłu, świadomości, to sprawa o wiele ciekawsza, niż próba uproszczenia modelu do fizycznych procesów.Opisuje Pan tu przedmiot swojej wiary, a mnie nic do tego. Nie tylko w takie bzdury różni ludzie wierzą. > Stosuje Pan same uproszczenia,Nic nie pocznę na to, iż tylko tyle z moich wypowiedzi jest Pan w stanie zrozumieć. > Może powiedzieć Pan, że ja za to komplikuję świat, mnożąc nadprzyrodzone byty. Dla mnie jednak nie jest to problem, ponieważ dla mnie Bóg (jakikolwiek on jest) stoi nad wiedzą tego świata, wiedza jest jedynie czymś, czym mamy się trudzić, aby wypracować charakter i nabrać pokory.A co mi do Pańskiej wiary? Ona nie ma nic wspólnego ani z ideologią racjonalizmu światopoglądowego, którą w rozumieniu rzeczywistości się kieruję, ani z dorobkiem nauki na której swoje poglądy na istniejącą obiektywnie rzeczywistość opieram. > Proszę mnie nie odbierać negatywnie,Pan wybaczy, ale mając ogromny szacunek dla Pana jako człowieka, nie umiem zdobyć się na szacunek dla ewidentnych głupot, które Pan tu wypisuje. Nic mi do Pańskiej wiary, tylko niech Pan sobie nie uzurpuje naukowych dowodów na poparcie religijnych bzdur. > Była już rozmowa na temat ewolucjiByła! I tam się dosyć szeroko na ten temat wypowiadałem. Można przez wyszukiwarkę znaleźć moje wypowiedzi i zawarte w nich argumenty. Ponadto bezsensem jest powtarzanie tych samych argumentów, których i tak fideiści zupełnie nie biorą po uwagę. Tu znowu popełnił Pan "akt strzelisty" i wyznał swoją wiarę, a nie podjął Pan żadnej merytorycznej dyskusji z moimi argumentami, a z Pańskiej wypowiedzi widać, iż Pan ich nie przeczytał lub nie zrozumiał - co na jedno wychodzi. Tak, że nie widzę żadnych możliwości racjonalnych rozmów z Panem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | Moją wiarę nazywa Pan wprost bzdurą, choć doprowadziła mnie do niej sama nauka, a nie Biblia, którą poznaję od niedawna. Skoro doprowadziła mnie do niej nauka, Pan uważa, że moja logika w takim razie jest jakaś bezsensowna? Sama nauka dała mi te dowody, dowody na to, że nauka sama nic nie wie, a ktoś rości sobie prawo do mówienia "Bóg nie istnieje" cóż za próżność i pycha. Zapoznałem się z Pana linkami wiele, wiele wcześniej.
Możemy zakończyć to tak. Czas pokaże i mi i Panu z osobna, kto z nas był bliżej prawdy.
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Sama nauka dała mi te dowody, dowody na to, że nauka sama nic nie wie Ręce i spodnie opadają... Hejtibeats, bardzo mi miło, że Twoja wiara jest taka mocna i niewzruszona, ale proszę Cię...
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | zenno (4 punktów) |
>>>>Ręce i spodnie opadają...
A spróbuj prześledzić taka ścieżkę myślową: Zmutowany osobnik (w jakimkolwiek szczególe) może powstać tylko wtedy, gdy w komórce zarodczej znajdzie się zmutowana informacja genetyczna, bo to przecież nie jest tak, że dochodzi do zmiany w organizmie, a dopiero potem utrwala się to w postaci zmienionego zapisu w jakimś genie. Informacja genetyczna jest niewątpliwie tekstem wyrażonym jakimiś znakami. Pan R. Dawkins w "rozplataniu tęczy" wyraził swoje głębokie przekonanie, że jest ona zapisana za pomocą wyrafinowanego kodu liczbowego i wydaje mi się to prawdopodobne. Jeżeli jednak mutacja genetyczna miał by polegać na mutowaniu tekstu, to zaraz przywołuje to anegdotę z małpą, co to po małpiemu stuka w klawiaturę maszyny do pisania i co jakiś czas udaje jej się odtworzyć jakiś dramat Szekspira. Też uważam, że nauka do tej pory nie dała żadnego dowodu na ewolucyjne pochodzenie życia.
|
|
| | | | | |  | 12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) |
>Też uważam, że nauka do tej pory nie dała żadnego dowodu na ewolucyjne pochodzenie życia. Aha. To ja Ci coś wyjaśnię. Nie ma czegoś takiego, jak "ewolucyjne pochodzenie życia". Teoria ewolucji nie opisuje powstania ani nie wypowiada się na temat pochodzenia życia, tylko ewolucję już istniejącego - od prostych organizmów jednokomórkowych po współcześnie istniejące wysoko rozwinięte gadające (i niestety piszące) ssaki. Biogeneza to inny rozdział.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | zenno (4 punktów) |
>To ja Ci coś wyjaśnię.
Nic mi nie wyjaśniłaś, bo nie postarałaś się zrozumieć tego co napisałem. Mutowanie się tekstu informacji, jako warunek powstawania mutacji ewolucyjnych, przedstawiłem jako konieczny na jej każdym etapie. Za każdym razem, kiedy miało by dojść do powstania mikromutacji, najpierw musiał by ułożyć się przypadkowo nowy fragment tekstu informacji genetycznej, czytelny dla organizmu, możliwy do zrealizowania i w kolejnym pokoleniu dobór naturalny dokonywał by końcowego odbioru. To układanie się kolejnych fragmentów tekstu informacji genetycznej z jakichś symboli, wydaje mi się nie do przyjęcia jako droga ewolucji od jednokomórkowca do piszącego brednie korespondenta.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Nic mi nie wyjaśniłaś, bo nie postarałaś się zrozumieć tego co napisałem. Słowa "ewolucyjne pochodzenie życia" zrozumiałam doskonale. Nie moja wina, że nie wiesz, co piszesz.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Przemek J. (3008 punktów) | >Jeżeli jednak mutacja genetyczna miał by polegać na mutowaniu tekstu, to zaraz przywołuje to anegdotę z małpą, co to po małpiemu stuka w klawiaturę maszyny do pisania i co jakiś czas udaje jej się odtworzyć jakiś dramat Szekspira.
Ale to na tym polega. Różnica jest taka, że małpa każdorazowo zaczyna od zera, ewolucja to przechodzenie z jednego stanu ustalonego do kolejnego (oczywiście nie dosłownie). Czyli wracając do alegorii z małpą, wygląda to tak: mamy, załóżmy, taki fragment "What's in a name? That which we call a rose, by any other name would smell as". Małpa stuka sobie cokolwiek i nie ma to znaczenia, do czasu, gdy nie wpisze słowa "sweet", bo dopiero ono zostaje zapamiętane i staje się punktem wyjścia dla dalszej radosnej małpiej stukanki.
Oczywiście ewolucja DNA wygląda trochę inaczej, bo nie tylko dopisuje kolejne wyrazy, ale zmienia już wcześniej zapisane. Nie ma jasno określonego celu, jaki ma osiągnąć, ale o tym czy "nowe słowo" jest wystarczająco dobre, decyduje fakt, że dało się je przekazać wystarczającej liczbie potomków, a to może zleżeć nie tylko do jakości samego słowa (cechy powstałej w wyniku mutacji genów) ale i aktualnych warunków zewnętrznych.
Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której jakiś gatunek żaby ma mutację, w wyniku której wyrasta im niebieski irokez. Tak się składa, że jest to gen dominujący, a w wyniku suszy ginie większość osobników tego gatunku, za wyjątkiem grupy blisko mutanta. Gatunek przetrwał, gen się rozpowszechnił, po kilku pokoleniach warunki znów się zmieniły, żaby miały warunki do ekspansji i... po wiekach Jasi na lekcji biologi pyta: "a czy żaby też mają subkultury pankowe?"
>Też uważam, że nauka do tej pory nie dała żadnego dowodu na ewolucyjne pochodzenie życia. Zmów mylisz powstanie życia z ewolucją, czy to jakaś wyrafinowana forma stylistyczna, której nie zrozumiałem?
Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Moją wiarę nazywa Pan wprost bzdurą, choć doprowadziła mnie do niej sama nauka, a nie Biblia, którą poznaję od niedawna. Skoro doprowadziła mnie do niej nauka, Pan uważa, że moja logika w takim razie jest jakaś bezsensowna? Sama nauka dała mi te dowody, dowody na to, że nauka sama nic nie wie, a ktoś rości sobie prawo do mówienia "Bóg nie istnieje" cóż za próżność i pycha. I co uważa Pan, iż tą Pańską deklarację to mam obowiązek przyjęcia na wiarę? Odpowiem Panu szczerze, iż wcale w nią nie wierzę, gdyż nie mam dla tej wiary nawet najmniejszych racjonalnych przesłanek.Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | |  | |
| | | | | |  | |
| | | | | |  | 6 na 6 | Przemek J. (3008 punktów) | >Niechaj czas będzie sędzią. Jak powiedziałem, pozwólmy aby czas mi i Panu przedstawił, kto z nas był bliżej prawdy. >
Niestety to tak nie działa. Gdy zgaśnie świadomość, nie będzie już nic. Nie będzie miało co zarejestrować pustki, nie będzie żadnego postrzegania, które można by poddać refleksji. Ateiści nigdy nie będą w stanie skwitować naszego życia, krótkim "a nie mówiłem". M.in. to dzięki temu różne religie, opart o życie po życiu, nadal trwają. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, dużo bardziej męczy mnie gdy różne religie próbują ingerować w moje życie i zmuszają mnie to ustępowania ich bzdurom, gwałcąc mój umysł.
Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >Niestety to tak nie działa. Gdy zgaśnie świadomość, nie będzie już nic.
No właśnie tu mamy zagwozdkę, ponieważ nikt nie udowodnił jeszcze, że świadomość gaśnie, jest nawet wiele ciekawych zjawisk, które nie zostały jeszcze w pełni zbadane, zatem moje stwierdzenie pozostaje aktualne, że nie wiemy nic, zatem jeżeli świadomość zniknie, niczego się nie dowiemy, ale jeżeli nie zniknie może być zdziwienie, zaskoczenie lub dostęp do czegoś, od czego z jakiegoś powodu jak wierzę, zostaliśmy odizolowani.
Religia dzisiaj, to już nie ta sama religia, dzisiaj to jest często narzędzie władzy i polityki, to od Ciebie zależy Twoja droga, ja nie odrzucam szeroko pojętej religijności, tylko dlatego, że paru pacanów używa jej by kierować mniej zaradnymi.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Przemek J. (3008 punktów) | >No właśnie tu mamy zagwozdkę, ponieważ nikt nie udowodnił jeszcze, że świadomość gaśnie,
Nie ma żadnej zagwozdki, bo już dawno udowodniono, że tak właśnie się dzieje. Świadomość można obserwować pośrednio jako impulsy elektryczne w naszym mózgu (oczywiście przyjmując bardzo spore uproszczenie, bo sama świadomość, to składowa wielu czynników, takich jak pamięć, aktualna kondycja organizmu, wpływająca na poziom różnych związków chemicznych docierających do mózgu i wpływających na zachodzące reakcje i przepływ impulsów, od aktualnie docierających do mózgu bodźców itp., można przyjąć na potrzeby tej dyskusji, że to funkcja mózgu zależna od środowiska zewnętrznego i wewnętrznego tegoż mózgu) i one wygasają wraz ze śmiercią mózgu. Nie zaobserwowano żadnego uporządkowanego transferu danych, w chwili śmierci, który mógłby sugerować, że jakaś część zgromadzonych danych jest gdzieś przekazywanych, nie mówiąc już o tym, że tych danych jest tak wiele, że pozwoliłby na odtworzenie naszej świadomości.
Umieramy, gasną impulsy elektryczne i nie ma nic. Zaczyna się chaotyczny przepływ energii i elektronów ze środowiskiem. Zgromadzona informacja ulega rozproszeniu, co najwyżej jakieś odporniejsze molekuły "powędrują dalej" w niezmienionej formie przez jakiś czas. Jednak ich zdolność do kodowania informacji, jest za mała, żeby przechować naszą świadomość, nie mówiąc już o tym, że miała by być jeszcze gdzieś odkodowana.
>Religia dzisiaj, to już nie ta sama religia, dzisiaj to jest często narzędzie władzy i polityki [...]
Czyli od tysiącleci bez zmian. No może faktycznie dzisiaj to nie to samo, bo mogę pisać co myślę i nawet jak ktoś mnie stosem straszy, to ja i tak zupełnie spokojnie dopijam swoją kawę wojującego ateisty.
Nie znasz się na biologii i fizyce, na bakier jest z historią. Jak jeszcze chcesz się ośmieszyć?
Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>No właśnie tu mamy zagwozdkę, ponieważ nikt nie udowodnił jeszcze, że świadomość gaśnie, >Nie ma żadnej zagwozdki, bo już dawno udowodniono, że tak właśnie się dzieje. Itd.
Jak się to zatem dzieje, że gdy śni mi się morze, a na mim biały statek, to impulsy w moim mózgu - obserwowane z zewnątrz - nie przypominają ani jednego, ani drugiego?
Skąd taka dysproporcja między tym, co dane "od wewnątrz", a tym, co dane "od zewnątrz", jeżeli jest to jedno i to samo?
|
|
| | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak się to zatem dzieje, że gdy śni mi się morze, a na mim biały statek, to impulsy w moim mózgu - obserwowane z zewnątrz - nie przypominają ani jednego, ani drugiego?
Przypomniałeś mi coś... Przysłowiowa blondynka nauczywszy się obsługi aparatu fotograficznego mówi: "Już wszystko rozumiem, ale jak to się zatem dzieje, że obiektyw jest okrągły, a zdjęcia wychodzą prostokątne?"
|
|
| | | | | | | | | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > Przysłowiowa blondynka nauczywszy się obsługi aparatu fotograficznego mówi: "Już wszystko rozumiem, ale jak to się zatem dzieje, że obiektyw jest okrągły, a zdjęcia wychodzą prostokątne?"Albo na odwrót, przysłowiowy  policjant stoi na moście i rzuca do wody płyty chodnikowe. Podchodzi facet i pyta: Co pan robi? A policjant: popatrz no pan, jakie dziwne zjawisko, rzucam kwadraty, a wychodzą koła! .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >>>No właśnie tu mamy zagwozdkę, ponieważ nikt nie udowodnił jeszcze, że świadomość gaśnie, >>Nie ma żadnej zagwozdki, bo już dawno udowodniono, że tak właśnie się dzieje. Itd. > Jak się to zatem dzieje, że gdy śni mi się morze, a na mim biały statek, to impulsy w moim mózgu - obserwowane z zewnątrz - nie przypominają ani jednego, ani drugiego? > Skąd taka dysproporcja między tym, co dane "od wewnątrz", a tym, co dane "od zewnątrz", jeżeli jest to jedno i to samo? Spodziewałem się wiele, ale nie tego, że też i ty udowodnisz, że religia jest dla 13-letnich dzieci lub innych na poziomie rozwoju 13-latka.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Spodziewałem się wiele, ale nie tego, że też i ty udowodnisz, że religia jest dla 13-letnich dzieci lub innych na poziomie rozwoju 13-latka.
Szczerze powiedziawszy nie ma dla mnie większego znaczenia co się przypomina p. Fizykowi albo czego się spodziewał a czego nie p. Holman. Interesuje mnie odpowiedż na pytanie.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | > Jak się to zatem dzieje, że gdy śni mi się morze, a na mim biały statek, to impulsy w moim mózgu - obserwowane z zewnątrz - nie przypominają ani jednego, ani drugiego? > Skąd taka dysproporcja między tym, co dane "od wewnątrz", a tym, co dane "od zewnątrz", jeżeli jest to jedno i to samo?
Bo system jest złożony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Bo system jest złożony.
Jeżeli A=B, to musi istnieć jakieś podobieństwo między A i B.
Stąd, że z A, za sprawą jakiegoś mechanizmu (czy działania jakiegoś systemu) mogę otrzymać B, i że B mogę otrzymać tylko z A za sprawą tego mechanizmu, nie wynika, że A=B.
Oczywiście, w omawianym przypadku A=wyładowania elektryczne, B=przeżycie świadome, systemem (mechanizmem) będzie zaś budowa i praca naszego mózgu.
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak się to zatem dzieje, że gdy śni mi się morze, a na mim biały statek, to impulsy w moim mózgu - obserwowane z zewnątrz - nie przypominają ani jednego, ani drugiego?
Wbrew temu co sugerujesz, to przypominają - impulsy w Twoim mózgu śniącym o statku przypominają jego impulsy gdy widzisz statek prawdziwy.
> Skąd taka dysproporcja między tym, co dane "od wewnątrz", a tym, co dane "od zewnątrz", jeżeli jest to jedno i to samo?
To nie jest to samo - to "od wewnątrz" jest reprezentacją tego "od zewnątrz".
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>Wbrew temu co sugerujesz, to przypominają - impulsy w Twoim mózgu śniącym o statku przypominają jego impulsy gdy widzisz statek prawdziwy.
Nie o to podobieństwo chodzi - nie o podobieństwo między impulsami, ale między impulsami a tym, co dane "od wewnątrz". Sni mi się kolor zielony, ale żaden z impulsów w moim mózgu, przynajmniej zgodnie z obserwacją prowadzoną od zewnątrz (i na obecnym etapie możliwości technicznych), nie jest literalnie zielony.
>To nie jest to samo - to "od wewnątrz" jest reprezentacją tego "od zewnątrz".
P. Przemek J. utożsamił obydwa zjawiska i mój post dotyczył tego utożsamienia.
Powiedzenie, ze to "od wewnątrz" jest reprezentacją tego "od zewnątrz" tak naprawdę zresztą niczego nie zmienia - mogę wszakże zapytać o naturę tej reprezentacji oraz o sposób jej powiązania z tym, co reprezentowane. To, co reprezentowane, znajduje się w mózgu - gdzie znajduje się to, co reprezentuje? Jeżeli także w mózgu, to musi być także impulsem, a przecież impulsy miały być dane przez reprezentację.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Śni mi się kolor zielony, ale żaden z impulsów w moim mózgu, przynajmniej zgodnie z obserwacją prowadzoną od zewnątrz (i na obecnym etapie możliwości technicznych), nie jest literalnie zielony.
A dlaczego impulsy nerwowe miałyby być zielone? Czy słowo "zielone" musi być zielone?
> To, co reprezentowane, znajduje się w mózgu - gdzie znajduje się to, co reprezentuje?
Zazwyczaj w Twoim otoczeniu, chyba że śnisz lub fantazjujesz - wtedy nigdzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Śni mi się kolor zielony, ale żaden z impulsów w moim mózgu, przynajmniej zgodnie z obserwacją prowadzoną od zewnątrz (i na obecnym etapie możliwości technicznych), nie jest literalnie zielony.
>A dlaczego impulsy nerwowe miałyby być zielone? Czy słowo "zielone" musi być zielone?
Co jest zatem zielone, gdy śni mi się zielona trawa, jeżeli impulsy w moim mózgu nie są zielone?
>> To, co reprezentowane, znajduje się w mózgu - gdzie znajduje się to, co reprezentuje?
>Zazwyczaj w Twoim otoczeniu, chyba że śnisz lub fantazjujesz - wtedy nigdzie.
Nie. W otoczeniu znajduje się to, co reprezentowane, a mówimy o tym, co reprezentuje. Powyżej podkreślenie dla sprawdzenia.
Być nigdzie to albo nie być przedmiotem fizycznym, albo nie istnieć. Jeżeli to, co reprezentuje w czasie gdy fantazjuję, nie jest przedmiotem fizycznym, wtedy 1:0 dla fideisty. Jeżeli nie istnieje, jak może cokolwiek reprezentować? Jaka jest różnica (przecież uchwytna od wewnątrz) między snem bez marzeń sennych a snem z m. s., jeżeli reprezentacja nie istnieje zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Śni mi się kolor zielony, ale żaden z impulsów w moim mózgu, przynajmniej zgodnie z obserwacją prowadzoną od zewnątrz (i na obecnym etapie możliwości technicznych), nie jest literalnie zielony.> > A dlaczego impulsy nerwowe miałyby być zielone? Czy słowo "zielone" musi być zielone?> Co jest zatem zielone, gdy śni mi się zielona trawa, jeżeli impulsy w moim mózgu nie są zielone?Jeżeli śnią Ci się Błonia krakowskie, to trawa na Błoniach jest zielona. Jeżeli śni Ci się trawnik w biblijnym raju, to nic nie jest zielone - po prostu w Twoim mózgu istnieje neuronowa reprezentacja nieistniejącego obiektu. Nie rozumiem czego tu nie rozumiesz. Czy jak czytasz "Anię z Zielonego Wzgórza", to też poszukujesz tej zieleni? Na zadrukowanych stronach? Dziwisz się, że tego wzgórza naprawdę nigdzie nie ma? (Bo zaczynam wątpić, czy wiesz jak to jest z tym aparatem fotograficznym.)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Jeżeli śnią Ci się Błonia krakowskie, to trawa na Błoniach jest zielona. Jeżeli śni Ci się trawnik w biblijnym raju, to nic nie jest zielone - po prostu w Twoim mózgu istnieje neuronowa reprezentacja nieistniejącego obiektu.> Nie rozumiem czego tu nie rozumiesz. Czy jak czytasz "Anię z Zielonego Wzgórza", to też poszukujesz tej zieleni? Na zadrukowanych stronach? Dziwisz się, że tego wzgórza naprawdę nigdzie nie ma? (Bo zaczynam wątpić, czy wiesz jak to jest z tym aparatem fotograficznym.) Pana wypowiedź opiera się na pomieszaniu (utożsamieniu) reprezentacji symbolicznej (zwł. propozycjonalnej) z ikoniczną. A) Jeżeli mam zdjęcie Błoń krakowskich, to jest coś literalnie zielonego - kawałek papieru jest literalnie zielony, a jego zieleń reprezentuje zieleń Błoń. B) Jeżeli mam napis: "Błonia krakowskie są teraz zielone", to słowo "zielone" też tę zieleń reprezentuje, chociaż inaczej niż czyni to kawałek papieru w przykładzie A. Pan chce mi najwyraźniej wmówić, że marzenie senne jest czymś takim jak B, a nie jak A; jest snuciem się myśli, a nie obrazów. Jest to oczywiście stanowisko D. Dennetta (wcześniej innych behawiorystów, np. N. Malcolma i L. Wittgensteina). Na Pana miejscu nie polegałbym na autorytecie, ale na własnym zastanowieniu. Dostrzeże Pan wtedy absurdalność takiego postawienia sprawy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > A) Jeżeli mam zdjęcie Błoń krakowskich, to jest coś literalnie zielonego - kawałek papieru jest literalnie zielony, a jego zieleń reprezentuje zieleń Błoń.> B) Jeżeli mam napis: "Błonia krakowskie są teraz zielone", to słowo "zielone" też tę zieleń reprezentuje, chociaż inaczej niż czyni to kawałek papieru w przykładzie A.> Pan chce mi najwyraźniej wmówić, że marzenie senne jest czymś takim jak B, a nie jak A; jest snuciem się myśli, a nie obrazów."A" jest wykluczone, bo w mózgu po prostu nie ma nic zielonego - są tam tylko neurony wysyłające impulsy elektryczne. "B" jest bliższe prawdy, ale też niepoprawne, bo neuronowe reprezentacje obrazów nie mają struktury zdań. Mechanizm kodowania obrazów, włącznie z kolorami, został w dużym stopniu rozpracowany i można o nim poczytać na przykład tu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> "A" jest wykluczone, bo w mózgu po prostu nie ma nic zielonego - są tam tylko neurony wysyłające impulsy elektryczne.> "B" jest bliższe prawdy, ale też niepoprawne, bo neuronowe reprezentacje obrazów nie mają struktury zdań. Mechanizm kodowania obrazów, włącznie z kolorami, został w dużym stopniu rozpracowany i można o nim poczytać na przykład tu. "w mózgu po prostu nie ma nic zielonego" "mechanizm kodowania obrazów, włącznie z kolorami", itd. Wygląda na to, że kolory w dosłownym tego słowa znaczeniu w ogóle nie istnieją. W mózgu istnieją reprezentacje kodujące kolory, nie ma niczego zielonego. Na zewnątrz, w fizycznym otoczeniu, też dosłownie rozumianych kolorów nie ma; fizycznie rozumiana trawa jest zielona w tym tylko znaczeniu, że pochłania fale elektrom. pewnej długości, inne odbija i ta własność trawy jest kodowana lub dekodowana przez mózg. Świadomości, jako różnej od impulsów kodujących, też nie ma, bo to przesąd. Kolory w dosłownym tego słowa znaczeniu więc nie istnieją.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Wygląda na to, że kolory w dosłownym tego słowa znaczeniu w ogóle nie istnieją.
To nie jest problem kolorów, ale problem co to znaczy "dosłownie istnieć".
W filozofii pojęcie istnienia obiektów czy "bytów" jest przyjmowane jako oczywista oczywistość, niewymagająca głębszej analizy. Problemy z interpretacją mechaniki kwantowej nauczyły nas, że sprawa wcale nie jest taka oczywista.
Podstawowe nauki przyrodnicze są obecnie ostrożniejsze w formułowaniu kryterium istnienia. Obiekty realne czy abstrakcyjne definiujemy poprzez listę ich cech (atrybutów). Jeżeli lista ta jest doświadczalnie wykrywalna, jednoznacznie i powtarzalnie, to mówimy, że dany obiekt istnieje.
Sprawa jest prosta, jeżeli potrafimy prosto skonstruować (czy też odkryć) tę listę cech. Jednak nie zawsze tak jest, czego przykładem są kolory. Owszem, da się zdefiniować np. zieleń, tak aby ta definicja pokrywała się z naszym wrażeniem zieleni, ale nie jest to definicja prosta. Definicja ta jest raczej algorytmem całkującym widmo elektromagnetyczne danej sceny czy obrazu, i to nie tylko spektralnie ale również przestrzennie, bo trzeba wziąć pod uwagę widmo oświetlenia obiektu.
Podsumowując, ponieważ da się skonstruować automat, który poprawnie będzie rozpoznawał kolory danej sceny, to należy uznać, że kolory istnieją obiektywnie. Czy to jednak zadowala filozofów czy nie, to już inna sprawa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Sprawa jest prosta, jeżeli potrafimy prosto skonstruować (czy też odkryć) tę listę cech. Jednak nie zawsze tak jest, czego przykładem są kolory. Owszem, da się zdefiniować np. zieleń, tak aby ta definicja pokrywała się z naszym wrażeniem zieleni,
Przepraszam, z czym? W mózgu są impulsy, które nie są zielone. Czym jest wrażenie zieleni i co się na to wrażenie składa? Czy należy do niego coś, co jest zielenią literalnie rozumianą? Niepostrzeżenie wprowadza Pan nowy, psychologiczny termin.
>ale nie jest to definicja prosta. Definicja ta jest raczej algorytmem całkującym widmo elektromagnetyczne danej sceny czy obrazu, i to nie tylko spektralnie ale również przestrzennie, bo trzeba wziąć pod uwagę widmo oświetlenia obiektu.
>Podsumowując, ponieważ da się skonstruować automat, który poprawnie będzie rozpoznawał kolory danej sceny, to należy uznać, że kolory istnieją obiektywnie. Czy to jednak zadowala filozofów czy nie, to już inna sprawa.
1. Jest to niestety pomieszanie przyczyny ze skutkiem. Mam wrażenie zieleni (sam Pan to przyznał) i zaistnienie tego wrażenia jest niezbędne, aby skonstruować maszynę do wykrywania kolorów (wykrywania z odpowiednią precyzją), a nie np. dźwięków czy czegokolwiek innego. Jest zatem niedorzeczne twierdzić, że kolory istnieją skoro wykrywa je urządzenie. Trzeba powiedzieć: to urządzenie do wykrywania istnieje właśnie dlatego, że i bez niego jesteśmy świadomi kolorów.
2. Automat ten będzie zresztą rozpoznawać kolor rozumiany jako zdolność powierzchni do odbijania i pochłaniania światła. Mogę obserwować takie fale elektromagnetyczne nie przeżywając nic, co nazwałabym potocznie rozumiana zielenią. Urządzenie może bowiem np. podawać komunikat "Zieleń!" z taką precyzją, z jaką spostrzega zieleń ludzkie oko. Czy powie Pan, że posługując się takim urządzeniem ("semantycznym okiem") widzimy barwy? Czy niewidomy, który posługuje się takim urządzeniem ma takie samo pojęcie barw jak człowiek widomy? Jeżeli tak, to czy zamieniłby Pan swój wzrok na takie urządzenie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. Jest zatem niedorzeczne twierdzić, że kolory istnieją skoro wykrywa je urządzenie. Trzeba powiedzieć: to urządzenie do wykrywania istnieje właśnie dlatego, że i bez niego jesteśmy świadomi kolorów. A co powiedzieć np. o niewidzialnych falach radiowych, które tylko przy użyciu urządzeń potrafimy odbierać (i generować)?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A co powiedzieć np. o niewidzialnych falach radiowych, które tylko przy użyciu urządzeń potrafimy odbierać (i generować)?
Zgoda, ale uwaga p. Fizyka dotyczyła urządzenia, które stwierdzałoby istnienie barw. Konstruując dowolne urządzenie posługujemy się doświadczeniem barw, kształtów, itd., więc takie urządzenie stwierdzałoby istnienie czegoś, czego istnienie stwierdziliśmy już wcześniej. Sytuacja, o której Pan mówi, jest oczywiście inna.
Proszę nota bene zwrócić uwagę, że są oczywiście detektory np. fal podczerwonych, ale dziwnym (?) trafem nie mówi się o nich, że wykrywają one barwę podczerwoną. Jeżeli barwa jest tylko fizyczną własnością przedmiotu odbijającego pewne pasmo fal elektromagnetycznych, powinniśmy konsekwentnie mówić nie tylko, że spostrzegamy podczerwień, ale także, że spostrzegamy barwę podczerwoną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Czym jest wrażenie zieleni i co się na to wrażenie składa?
Wygląda na to, że wrażenie zieleni jest tylko elektrochemicznym pobudzeniem pewnych ośrodków mózgowych. Jest bardzo wątpliwe, czy jest czymś więcej, bo nie tylko próby wykrycia tego "więcej" spełzły na niczym, ale w dodatku nie potrafimy nawet sformułować rozsądnej hipotezy tego "więcej".
> 1. ... to urządzenie do wykrywania istnieje właśnie dlatego, że i bez niego jesteśmy świadomi kolorów.
Nie tylko. Kolory są w dużym stopniu obiektywną cechą przedmiotów, aczkolwiek wadliwą. Ta wadliwość jest efektem ewolucji naturalnej, która zadowala się rozwiązaniem wystarczającym choć niedoskonałym. Maszyna do rozpoznawania kolorów jest skomplikowana głównie dlatego bo musi odtwarzać błędy ewolucji prowadzące do złudzeń w postrzeganiu kolorów. Bez uwzględniania tych błędów sprawa jest prosta: mamy kilka kolorów podstawowych, np. RGB, które charakteryzują zdolność odbicia światła przez powierzchnię przedmiotu, ewentualnie dodajemy zależność kątową odbicia i mamy system całkowicie obiektywny, używany w poligrafii i grafice komputerowej.
> 2. Urządzenie może bowiem np. podawać komunikat "Zieleń!" z taką precyzją, z jaką spostrzega zieleń ludzkie oko. Czy powie Pan, że posługując się takim urządzeniem ("semantycznym okiem") widzimy barwy?
Nie, bo słowny komunikat pobudza inne ośrodki w mózgu niż nerwy wzrokowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Czym jest wrażenie zieleni i co się na to wrażenie składa? >Wygląda na to, że wrażenie zieleni jest tylko elektrochemicznym pobudzeniem pewnych ośrodków mózgowych. Jest bardzo wątpliwe, czy jest czymś więcej, bo nie tylko próby wykrycia tego "więcej" spełzły na niczym, ale w dodatku nie potrafimy nawet sformułować rozsądnej hipotezy tego "więcej".
Wie Pan równie dobrze jak ja, że zieloność dosłownie rozumiana istnieje i jeżeli dana teoria mówi, że wrażenie zieloności jest tylko niezielonym impulsem (albo nie stwierdza dosłownie rozumianej zieloności impulsu), to teoria ta jest po prostu niepełna. Nie ma w tym nic dziwnego, że impulsy elektryczne, poza dobrze (w miarę dobrze) znanymi własnościami fizycznymi, mają własności, które na razie znany tylko z bezpośredniego, wewnętrznego doświadczenia i które są barwami, zapachami, wrażeniami bólu czy przyjemności dosłownie rozumianymi.
>> 1. ... to urządzenie do wykrywania istnieje właśnie dlatego, że i bez niego jesteśmy świadomi kolorów. >Nie tylko. Kolory są w dużym stopniu obiektywną cechą przedmiotów, aczkolwiek wadliwą. Ta wadliwość jest efektem ewolucji naturalnej, która zadowala się rozwiązaniem wystarczającym choć niedoskonałym. Maszyna do rozpoznawania kolorów jest skomplikowana głównie dlatego bo musi odtwarzać błędy ewolucji prowadzące do złudzeń w postrzeganiu kolorów. Bez uwzględniania tych błędów sprawa jest prosta: mamy kilka kolorów podstawowych, np. RGB, które charakteryzują zdolność odbicia światła przez powierzchnię przedmiotu, ewentualnie dodajemy zależność kątową odbicia i mamy system całkowicie obiektywny, używany w poligrafii i grafice komputerowej.
Tak, ale mowa o kolorze fizycznym, a nie o wrażeniu kolorów, którego status i natura są nadal nierozpoznane, chociaż zapewne aproksymowane przez współczesną naukę.
Jeżeli wrażenie zieleni jest tylko niezielonym impulsem w mózgu, to można oczekiwać, iż będą istnieć wrażenia (i to takie same wrażenia) w każdym urządzeniu funkcjonalnie nieodróżnialnym od mózgu. Można by zapewne stworzyć "mózg hydrauliczny", tzn. skomplikowane połączenie rurek wypełnionych wodą pod ciśnieniem - odpowiednikiem pobudzenia neuronu byłoby np wypełnienie niewielkiej komory wodą; komora ta łączyłaby się z innymi komorami właśnie skomplikowanym układem rurek.
Trzeba by powiedzieć, że istota, mająca taki mózg, przeżywa tak samo jak my. Ma tak samo i takie samo wyobrażenie słuchowe, wzrokowe, itd. jak my. Czy troszczyłby się Pan o takie urządzenie jak o (mózg) człowieka, czy też np. opróżniłby je Pan z wody tłumacząc sobie: "przecież to tylko woda!"?
>> 2. Urządzenie może bowiem np. podawać komunikat "Zieleń!" z taką precyzją, z jaką spostrzega zieleń ludzkie oko. Czy powie Pan, że posługując się takim urządzeniem ("semantycznym okiem") widzimy barwy? >Nie, bo słowny komunikat pobudza inne ośrodki w mózgu niż nerwy wzrokowe.
Ale samo urządzenie może być podłączone do kory wzrokowej i może zastępować "doświadczenie wzrokowe". Zamiast wrażenia zieleni byłbym świadomy komunikatu "zieleń!", a komunikaty pod względem precyzji i zakresu mogłyby dokładnie odpowiadać "doświadczeniu wzrokowemu". Czy zamieniłby Pan swój wzrok na takie urządzenie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Wie Pan równie dobrze jak ja, że zieloność dosłownie rozumiana istnieje ...Niekoniecznie. "Dosłowna zieloność" może być złudzeniem, co się kolorom często zdarza. > ... i jeżeli dana teoria mówi, że wrażenie zieloności jest tylko niezielonym impulsem (albo nie stwierdza dosłownie rozumianej zieloności impulsu), to teoria ta jest po prostu niepełna.Niekoniecznie. Pełna teoria jest często odmienna od naiwnej "dosłowności". Na przykład płomień. Nie jest od żadnym pierwiastkiem, substancją ani nawet żadnym obiektem, jak to się naiwnie wydawało starożytnym. Płomień jest tylko brykaniem cząsteczek i nie ma go "dosłownie", mimo że kinetyczna teoria gazów jest pełną teorią. Podobnie jest z życiem, a i prawdopodobnie z wrażeniami kolorów. > Jeżeli wrażenie zieleni jest tylko niezielonym impulsem w mózgu, to można oczekiwać, iż będą istnieć wrażenia (i to takie same wrażenia) w każdym urządzeniu funkcjonalnie nieodróżnialnym od mózgu.Można. > Można by zapewne stworzyć "mózg hydrauliczny", tzn. skomplikowane połączenie rurek wypełnionych wodą pod ciśnieniem - odpowiednikiem pobudzenia neuronu byłoby np wypełnienie niewielkiej komory wodą; komora ta łączyłaby się z innymi komorami właśnie skomplikowanym układem rurek.Teoretycznie można by, choć w praktyce taki mózg byłby niezwykle powolny. > Trzeba by powiedzieć, że istota, mająca taki mózg, przeżywa tak samo jak my. Ma tak samo i takie samo wyobrażenie słuchowe, wzrokowe, itd. jak my.Niewykluczone. I mógłby Pan zapytać tej istoty "Czy ta trawa jest dosłownie zielona?". I po miliardzie lat otrzymałby Pan odpowiedź "Tak." I co dalej? > >> Urządzenie może bowiem np. podawać komunikat "Zieleń!" z taką precyzją, z jaką spostrzega zieleń ludzkie oko. Czy powie Pan, że posługując się takim urządzeniem ("semantycznym okiem") widzimy barwy?> > Nie, bo słowny komunikat pobudza inne ośrodki w mózgu niż nerwy wzrokowe.> Ale samo urządzenie może być podłączone do kory wzrokowej i może zastępować "doświadczenie wzrokowe". Zamiast wrażenia zieleni byłbym świadomy komunikatu "zieleń!", a komunikaty pod względem precyzji i zakresu mogłyby dokładnie odpowiadać "doświadczeniu wzrokowemu". Czy zamieniłby Pan swój wzrok na takie urządzenie?Gdybym stracił oczy, to jak najbardziej. Takie protezy wzroku nie są już fantazją. Ślepi ludzie po podłączeniu takiej protezy do kory wzrokowej naprawdę widzą! wonderfule(*)-see-with-new-artificial-eyes/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> Wie Pan równie dobrze jak ja, że zieloność dosłownie rozumiana istnieje ... >Niekoniecznie. "Dosłowna zieloność" może być złudzeniem, co się kolorom często zdarza.
Dobrze, ale w przypadkach, w których mamy prawo wykluczyć złudzenie, dosłowna zieloność istnieje z całą pewnością.
>Niekoniecznie. Pełna teoria jest często odmienna od naiwnej "dosłowności". Na przykład płomień. Nie jest od żadnym pierwiastkiem, substancją ani nawet żadnym obiektem, jak to się naiwnie wydawało starożytnym. Płomień jest tylko brykaniem cząsteczek i nie ma go "dosłownie", mimo że kinetyczna teoria gazów jest pełną teorią. >Podobnie jest z życiem, a i prawdopodobnie z wrażeniami kolorów.
Tęczy w tym znaczeniu także nie ma, ale przecież jest coś takiego, przynajmniej jako wrażanie. Dwa na przemian zapalające się światła, jeżeli to "na przemian" odbywa się z odpowiednią częstotliwością, spostrzegamy jako jeden punkt światła, poruszający się wahadłowo. Owszem tego punktu nie ma na zewnątrz, ale przynajmniej istnieje namacalne, nieodparte wrażenie, iż jest taki punkt. Takie wrażenie nie jest sądem, a przynajmniej nie jest tylko sądem, więc nie ma zastosowania ewentualne porównanie tego wrażenia do fałszywego przekonania o istnieniu np. krasnoludków.
>> Jeżeli wrażenie zieleni jest tylko niezielonym impulsem w mózgu, to można oczekiwać, iż będą istnieć wrażenia (i to takie same wrażenia) w każdym urządzeniu funkcjonalnie nieodróżnialnym od mózgu.
>Można.
>> Można by zapewne stworzyć "mózg hydrauliczny", tzn. skomplikowane połączenie rurek wypełnionych wodą pod ciśnieniem - odpowiednikiem pobudzenia neuronu byłoby np wypełnienie niewielkiej komory wodą; komora ta łączyłaby się z innymi komorami właśnie skomplikowanym układem rurek.
>Teoretycznie można by, choć w praktyce taki mózg byłby niezwykle powolny.
Tak, ale w tym przypadku nie ma to większego znaczenia.
>> Trzeba by powiedzieć, że istota, mająca taki mózg, przeżywa tak samo jak my. Ma tak samo i takie samo wyobrażenie słuchowe, wzrokowe, itd. jak my.
>Niewykluczone. I mógłby Pan zapytać tej istoty "Czy ta trawa jest dosłownie zielona?". I po miliardzie lat otrzymałby Pan odpowiedź "Tak." I co dalej?
Nie, zapytałbym obrońcę dotychczasowej teorii fizycznej (jeżeli by przetrwała), czy wrażenie barwy u tej istoty jest tylko zdarzeniem polegającym na wypełnianiu się komór wodą, więc czy np. wrażenie przyjemności = komory + woda.
Sądzimy, że wrażenia są tożsame z impulsami nerwowymi tylko dlatego, że 1) nie mamy do czynienia ze zbudowanymi inaczej mózgami, 2) drzemie w nas przesąd związany z elektrycznością - w wyładowaniu elektrycznym istotnie jest coś fascynującego... Lecz przecież informacja może być przekazywana i gromadzona na nieskończenie wiele sposobów. Czy jest ważne, z czego są wykonane figury szachowe? Istoty żyjące w środowisku wodnym, w którym woda podlega miejscowym różnicom ciśnienia, i mające do dyspozycji miliony lat indywidualnej egzystencji, wykształciłyby mózgi wodne.
Nawet więc jeżeli wrażenie zieloności = impuls elektryczny w mózgu, jest to równość przygodna. Dotychczasowa teoria fizyczna nie odpowiada zatem na pytanie: czym z konieczności jest owo wrażenie?
Polecam Panu b. dobrą pracę Davida K. Lewisa: "Mad Pain and Martian Pain".
>>Czy zamieniłby Pan swój wzrok na takie urządzenie?
>Gdybym stracił oczy, to jak najbardziej. Takie protezy wzroku nie są już fantazją. Ślepi ludzie po podłączeniu takiej protezy do kory wzrokowej naprawdę widzą!
Chodziło jednak o inną protezę, powodującą w nas coś mniej podobnego do doświadczenia wzrokowego jak to, co oferuje proteza ta z linku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Dwa na przemian zapalające się światła, jeżeli to "na przemian" odbywa się z odpowiednią częstotliwością, spostrzegamy jako jeden punkt światła, poruszający się wahadłowo. Owszem tego punktu nie ma na zewnątrz, ale przynajmniej istnieje namacalne, nieodparte wrażenie, iż jest taki punkt. Takie wrażenie nie jest sądem, a przynajmniej nie jest tylko sądem, więc nie ma zastosowania ewentualne porównanie tego wrażenia do fałszywego przekonania o istnieniu np. krasnoludków.W tym wypadku jest podobnie jakby nam się śniły krasnoludki. > Nawet więc jeżeli wrażenie zieloności = impuls elektryczny w mózgu, jest to równość przygodna. Dotychczasowa teoria fizyczna nie odpowiada zatem na pytanie: czym z konieczności jest owo wrażenie?Jest teoria, w której qualia są koniecznością.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Polecam Panu b. dobrą pracę Davida K. Lewisa: "Mad Pain and Martian Pain".
Dziękuję, zerknąłem, ale nie uważam jej za dobrą.
Po pierwsze, jest przestarzała, bo przez 35 lat neurofizjologia w dużym stopniu ją zdezaktualizowała.
Po drugie, Thomas Nagel dużo dobitniej przedstawił ten problem w pracy "What is it like to be a bat?" (która też ma już znaczenie głównie historyczne).
A po trzecie, rozwiązanie różnic między zwykłym, "szalonym" i "marsjańskim" bólem jest banalnie proste: te róźnice biorą się z odmiennych połączeń z pozostałymi ośrodkami formującymi osobowość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Polecam Panu b. dobrą pracę Davida K. Lewisa: "Mad Pain and Martian Pain". >Dziękuję, zerknąłem, ale nie uważam jej za dobrą. >Po pierwsze, jest przestarzała, bo przez 35 lat neurofizjologia w dużym stopniu ją zdezaktualizowała.
W jaki sposób konkretnie?
>Po drugie, Thomas Nagel dużo dobitniej przedstawił ten problem w pracy "What is it like to be a bat?" (która też ma już znaczenie głównie historyczne).
Tam był przedstawiony nieco inny problem, tzn. problem, czy wiedza pierwszoosobowa może być zredukowana do trzecioosobowej. Na cenzurowanym była zaś teoria identyczności (zdarzenie psychiczne P = pewne zdarzenie fizyczne F).
>A po trzecie, rozwiązanie różnic między zwykłym, "szalonym" i "marsjańskim" bólem jest banalnie proste: te róźnice biorą się z odmiennych połączeń z pozostałymi ośrodkami formującymi osobowość.
Tak, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, co i dlaczego mam nazywać tymi określeniami: jedno i to samo zdarzenie może być rozmaicie kategoryzowane, a przynajmniej nie wiemy, jak to przeżycie kategoryzować. Na cenzurowanym jest w tym przypadku funkcjonalizm (zdarzenie psychiczne P = zdarzenie spełniające pewną funkcję R).
Zapoznam się z artykułem, podanym przez Pana w załączniku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Polecam Panu b. dobrą pracę Davida K. Lewisa: "Mad Pain and Martian Pain".> > ... przez 35 lat neurofizjologia w dużym stopniu ją zdezaktualizowała.> W jaki sposób konkretnie?Na przykład w taki. Praca ta pokazuje doświadczalną drogę do studiowania różnic w subiektywnym odczuwaniu bólu. Autorzy tej pracy nawet zaznaczają na wstępie, że wkroczyli na ulubione poletko filozofów cytując książkę Davida Chalmersa "The Conscious Mind".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > W jaki sposób konkretnie?> Na przykład w taki. Praca ta pokazuje doświadczalną drogę do studiowania różnic w subiektywnym odczuwaniu bólu. Autorzy tej pracy nawet zaznaczają na wstępie, że wkroczyli na ulubione poletko filozofów cytując książkę Davida Chalmersa "The Conscious Mind". "Neural correlates of interindividual differences in the subjective experience of pain" "Some individuals claim that they are very sensitive to pain, whereas others say that they tolerate pain well. Yet, it is difficult to determine whether such subjective reports reflect true interindividual experiential differences. Using psychophysical ratings to define pain sensitivity and functional magnetic resonance imaging to assess brain activity, we found that highly sensitive individuals exhibited more frequent and more robust pain-induced activation of the primary somatosensory cortex, anterior cingulate cortex, and prefrontal cortex than did insensitive individuals. By identifying objective neural correlates of subjective differences, these findings validate the utility of introspection and subjective reporting as a means of communicating a first-person experience." Sam tytuł wskazuje, że zagadnienie, o którym mówiliśmy powyżej, pozostaje nietknięte. Mnie przynajmniej chodziło o status i naturę przeżyć, a nie o własności ich fizycznych korelatów. Nikt przecież nie zaprzecza, że takie korelaty mogą być badane i że ich własności jakoś odpowiadają własnościom przeżyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Sądzimy, że wrażenia są tożsame z impulsami nerwowymi tylko > dlatego, że 1) nie mamy do czynienia ze zbudowanymi inaczej mózgami, 2) > drzemie w nas przesąd związany z elektrycznością - w wyładowaniu elektrycznym > istotnie jest coś fascynującego...
Wrażenia nie są tożsame z impulsami nerwowymi. Jedno to obserwacja biologicznego medium, w którym się odbywają. Drugie to subiektywne odczucie (pojawiające się w tym samym czasie, co uporządkowane impulsy).
Przewodność elektryczna w mózgu, rdzeniu itp. - tzw. przewodnictwo nerwowe - nie to samo, co wyładowania w gazie. Np. włókna nerwowe składają się z białka (węgiel, tlen, wodór, azot, siarka, fosfor, kationy metali Mn2+, Zn2+, Mg2+, Fe2+, Cu2+, Co2+ i inne. ), glukozy, chlorków itp. Włókno nerwowe jest przewodnikiem z definicji. Powstające w komórkach napięcia mierzone w mikrowoltach powodują w pełni kontrolowany przez organizm, stabilny przepływ impulsu elektrycznego bez efektów świetlnych.
Z gazem jest inaczej. To z zasady izolator. Przepływ prądu może w nim nastąpić jedynie wtedy, gdy coś go zjonizuje tzn. neutralne cząsteczki rozbije na kationy bądź aniony. W ten sposób powstają wolne jony dodatnie i swobodne elektrony. Znaczenie ma tu również energia jonizacji, która w powietrzu jest nieporównywalnie większa od energii zgromadzonej w nerwach. Niejako przy okazji przekroczenie progu jonizacji (zwane potocznie przebiciem) powoduje emisję fali elektromagnetycznej (widzianej, jako błysk) i huku.
Zapewne myli Pan stan faktyczny przewodnictwa nerwowego z przedstawianą czasem na filmach wizualizacją białej kuli, lub nawet świetlistego wyładowania, które biegnie przez połączenia.
W rzeczywistości nic takiego się nie dzieje. Podczas faktycznej obserwacji medium biologicznego, w którym odbywa się transmisja impulsu znudziłby sie Pan jak mops: jedynie migające cyferki na wyświetlaczach, wskazania w mikrowoltach a sama komórka się nie rusza, nie zmienia kolorów, kształtu itp.
Zdecydowanie bardziej interesujące pod kątem efektów (i zarazem przesądów) będzie zwykłe gniazdo w ścianie, które co kilkanaście lat może zaiskrzyć przy podłączeniu doń żelazka. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Wrażenia nie są tożsame z impulsami nerwowymi. Jedno to obserwacja biologicznego medium, w którym się odbywają.
>Drugie to subiektywne odczucie (pojawiające się w tym samym czasie, co uporządkowane impulsy).
Gdzie się pojawiające, w którym miejscu trójwymiarowej przestrzeni fizycznej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Pyta Pan o poczucie subiektywne miejsca gdzie pojawiają się myśli i odczucia, czy biologiczną lokalizację związanych z nimi "trybików"?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Pyta Pan o poczucie subiektywne miejsca gdzie pojawiają się myśli i odczucia, czy biologiczną lokalizację związanych z nimi "trybików"?
Ani o jedno, ani o drugie. Jeżeli odczucia nie są tożsame z impulsami, ale istnieją, to w którym miejscu? Gdzie się znajdują?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Geometryczne umiejscowienie oczuć i emocji nie ma sensu. Odczucia to pewien określony stan umysłu. To tak, jaby Pan pytał gdzie geometrycznie mieści się życzliwość, czy magia tego wcale nie najlepszego konstrukcyjnie motocykla: www.harley(*)orcycles/cvo/cvo-breakout.html
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Geometryczne umiejscowienie oczuć i emocji nie ma sensu. Odczucia to pewien określony stan umysłu. W takim razie albo mówienie o umyśle nie ma sensu, albo świat jest bogatszy niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Poza tym uczucia i emocje są ewidentnie w czasie, więc powinny być także w (czaso!)przestrzeni. > To tak, jaby Pan pytał gdzie geometrycznie mieści się życzliwość, czy magia tego wcale nie najlepszego konstrukcyjnie motocykla:> www.harley(*)orcycles/cvo/cvo-breakout.html Może być.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > W takim razie albo mówienie o umyśle nie ma sensu, albo świat > jest bogatszy niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni.
Zupełnie nie rozumiem postulatu negowania sensu rozważań o umyśle. Po drugie, jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni, ani zaprzeczaniem istnienia kwestii takich jak uczucia, emocje czy ogólnie rzecz biorąc pojęcia abstrakcyjne. Są to terminy przeważnie bardzo potrzebne, też wiele tłumaczą - choćby kwestie zachowania ludzi i zwierząt. Nawet Pana ulubiony adwersarz p. Bogusławski kiedyś to klarował. Zgadzam się: świat jest bogatszy, niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Dlatego oprócz fizyki mamy również psychologię, literaturoznawstwo, religioznawstwo, antropologię, teatrologię, historię muzyki itp. Czasem nawet jakiś profesor literatury angielskiej zakocha się w pięknej prof. od wiolonczeli (wiolonczelistce).
I jest miłość między nimi, choć nie geometrycznie (choć czasem też) Nic w tym dziwnego.
> Poza tym uczucia i emocje są ewidentnie w czasie, więc powinny być także w (czaso!)przestrzeni.
Ok. Czyli proszę powiedzieć, gdzie wg Pana przestrzennie. Zadając mi wcześniej swoje pytanie "w którym miejscu trójwymiarowej przestrzeni fizycznej pojawiają się wrażenia i odczucia" odniosłem wrażenie, iż słuszną odpowiedź ma Pan gotową i jedynie chce ją zestawić z moją. Po co - to druga interesująca kwestia. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> W takim razie albo mówienie o umyśle nie ma sensu, albo świat >> jest bogatszy niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni. >Zupełnie nie rozumiem postulatu negowania sensu rozważań o umyśle.
Nie wysuwałem tego postulatu. To był element alternatywy "albo..., albo".
>Po drugie, jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni,
Co na to p. Fizyk? Mam nadzieję, że przeczyta i wypowie się na ten temat.
>ani zaprzeczaniem istnienia kwestii takich jak uczucia, emocje czy ogólnie rzecz biorąc pojęcia abstrakcyjne. Są to terminy przeważnie bardzo potrzebne, też wiele tłumaczą - choćby kwestie zachowania ludzi i zwierząt.
Mowa nie o kwestiach, ale o przedmiotach.
>Nawet Pana ulubiony adwersarz p. Bogusławski kiedyś to klarował. >Zgadzam się: świat jest bogatszy, niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Dlatego oprócz fizyki mamy również psychologię, literaturoznawstwo, religioznawstwo, antropologię, teatrologię, historię muzyki itp.
Nie jest ważne co mamy, ale to, co musimy mieć. Można wszak twierdzić, że wszystkie te dyscypliny są w zasadzie redukowalne do fizyki.
>Czasem nawet jakiś profesor literatury angielskiej zakocha się w pięknej prof. od wiolonczeli (wiolonczelistce). >I jest miłość między nimi, choć nie geometrycznie (choć czasem też) >Nic w tym dziwnego.
To są anegdoty, a nie argumenty.
>> Poza tym uczucia i emocje są ewidentnie w czasie, więc powinny być także w (czaso!)przestrzeni. >Ok. Czyli proszę powiedzieć, gdzie wg Pana przestrzennie.
To właśnie pytanie, które zadałem p. Fizykowi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie wysuwałem tego postulatu. To był element alternatywy "albo..., albo".
Nietrafny. W rzeczywistosci nic nie wskazuje na to, by taka alternatywa zachodziła.
> jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze > sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni,
> Co na to p. Fizyk? Mam nadzieję, że przeczyta i wypowie się na ten temat.
Chętnie przeczytam jego odpowiedź, jeśli wpadnie mi kiedyś w ręce.
>>ani zaprzeczaniem istnienia kwestii takich jak uczucia, emocje czy ogólnie rzecz biorąc pojęcia abstrakcyjne. Są to terminy przeważnie bardzo potrzebne, też wiele tłumaczą - choćby kwestie zachowania ludzi i zwierząt. > Mowa nie o kwestiach, ale o przedmiotach.
Już pisałem: uczucie nie jest przedmiotem. Jest stanem umysłu.
> Można wszak twierdzić, że > wszystkie te dyscypliny są w zasadzie redukowalne do fizyki.
Kto tak twierdzi?
> To są anegdoty, a nie argumenty.
Zakochanie, a potem miłośc to jedno z poważniejszych (ważniejszych) zdarzeń w życiu. Potrafi dwójkę ludzi zmienić na zawsze.
> To właśnie pytanie, które zadałem p. Fizykowi.
A na moje Pan nie odpowiedział. Odniosłem wrażenie, iż Pan swoją odpowiedź już ma. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | >> Po drugie, jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni, > Co na to p. Fizyk?
Potwierdzam. Na przykład, mechanika kwantowa, opisująca podstawy świata, jest sformułowana w nieskończenie-wymiarowej przestrzeni Hilberta.
>>> Poza tym uczucia i emocje są ewidentnie w czasie, więc powinny być także w (czaso!)przestrzeni. >> Ok. Czyli proszę powiedzieć, gdzie wg Pana przestrzennie. > To właśnie pytanie, które zadałem p. Fizykowi.
Uczucia i emocje są w wielowymiarowej przestrzeni informatycznej mózgu. Skromnie licząc tylko jeden wymiar i tylko jeden bit na neuron, to objętość tej przestrzni jest olbrzymia, 210000000000. Proszę sobie sobie porównać tę liczbę z czymkolwiek, np. z objętością obserwowalnego Wszechświata mierzoną rozmiarami atomu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >>> Po drugie, jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni, >> Co na to p. Fizyk?
>Potwierdzam. Na przykład, mechanika kwantowa, opisująca podstawy świata, jest sformułowana w nieskończenie-wymiarowej przestrzeni Hilberta.
Łapie mnie Pan za słowo. Chodzi o to, czy jest coś, co nie znajduje się w przestrzeni fizycznej, mającej ile bądź wymiarów.
>>>> Poza tym uczucia i emocje są ewidentnie w czasie, więc powinny być także w (czaso!)przestrzeni. >>> Ok. Czyli proszę powiedzieć, gdzie wg Pana przestrzennie. >> To właśnie pytanie, które zadałem p. Fizykowi.
>Uczucia i emocje są w wielowymiarowej przestrzeni informatycznej mózgu. Skromnie licząc tylko jeden wymiar i tylko jeden bit na neuron, to objętość tej przestrzni jest olbrzymia, 210000000000. Proszę sobie sobie porównać tę liczbę z czymkolwiek, np. z objętością obserwowalnego Wszechświata mierzoną rozmiarami atomu.
Tu słowo "przestrzeń" ma znaczenie metaforyczne i można z niego w ogóle zrezygnować. Można równie dobrze powiedzieć o "zbiorze informacji".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Chodzi o to, czy jest coś, co nie znajduje się w przestrzeni fizycznej, mającej ile bądź wymiarów.Nie ma nic. Wszystko co jest, jest fizyczne. > Tu słowo "przestrzeń" ma znaczenie metaforyczne i można z niego w ogóle zrezygnować. Można równie dobrze powiedzieć o "zbiorze informacji".Włącznie z informacją. www.idt.md(*)round/information-physical.pdf
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Chodzi o to, czy jest coś, co nie znajduje się w przestrzeni fizycznej, mającej ile bądź wymiarów.> Nie ma nic. Wszystko co jest, jest fizyczne. Dziękuję, tego rodzaju tezę miałem na myśli, gdy odpowiadałem kol. Głodzkowi. > Włącznie z informacją. www.idt.md(*)round/information-physical.pdf Obliczenie jest pojęciem abstrakcyjnym - nie ma (teoretycznie) większego znaczenia, które obliczenia i w jakiej ilości mogą być fizycznie zrealizowane (nb. taśma w maszynie Turinga może być nieskończenie długa). Ma to oczywiście znaczenie praktyczne, np. dla inżynierów w IBM. To, że obliczeń może dokonywać tylko układ fizyczny, wydaje się przez autora milcząco przyjęte - nic więc dziwnego, iż tezę o fizyczności informacji otrzymuje we wniosku. Jeżeli informacja ma z istoty fizyczne ograniczenia, to czy mogę zmagazynować gdziekolwiek informację o nieskończoności (np. zbioru liczb naturalnych)? Jedno z trojga: albo nieskończoność nie istnieje (i trzeba odrzucić klasyczną teorię mnogości, która wszak mówi o nieskończenie wielu nieskończonościach), albo nie może być reprezentowana (o czym zatem mówię w tym momencie?), albo stanowisko autora jest fałszywe. Jak rozumiem, według autora nie można mówić z sensem o maszynie, która, z uwagi na swoją fizyczną budowę, na przeprowadzenie pewnego obliczenia będzie potrzebować np. 100 000 miliardów lat (czy pojęcie "100 000 miliardów lat" jest pojęciem empirycznym?). Przypuśćmy, że ma ona dodawać jednostki w tempie 1 na rok, aby otrzymać sumę = 100 000 miliardów. Gdyby zbudować taką maszynę, można by o niej powiedzieć tylko tyle, że dodaje jedną jednostkę na rok, ale nie, że uzyskałaby sumę 100 000 miliardów za 100 000 miliardów lat. To oczywiście pierwsze wrażenie (przejrzałem artykuł), które powinna zweryfikować lektura.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | > Jeżeli informacja ma z istoty fizyczne ograniczenia, to czy mogę zmagazynować gdziekolwiek informację o nieskończoności (np. zbioru liczb naturalnych)? Jedno z trojga: albo nieskończoność nie istnieje (i trzeba odrzucić klasyczną teorię mnogości, która wszak mówi o nieskończenie wielu nieskończonościach), albo nie może być reprezentowana (o czym zatem mówię w tym momencie?), albo stanowisko autora jest fałszywe.
Możesz opisać na taśmie maszyny Turinga alfabet, w którym obok liczb jednym ze znaków będzie nieskończoność. Oczywiście na fizycznym nośniku informacji (rozumianym tak jak współcześnie) nie da się operować na nieskończonych ilościach danych.
> Jak rozumiem, według autora nie można mówić z sensem o maszynie, która, z uwagi na swoją fizyczną budowę, na przeprowadzenie pewnego obliczenia będzie potrzebować np. 100 000 miliardów lat (czy pojęcie "100 000 miliardów lat" jest pojęciem empirycznym?). Przypuśćmy, że ma ona dodawać jednostki w tempie 1 na rok, aby otrzymać sumę = 100 000 miliardów. Gdyby zbudować taką maszynę, można by o niej powiedzieć tylko tyle, że dodaje jedną jednostkę na rok, ale nie, że uzyskałaby sumę 100 000 miliardów za 100 000 miliardów lat.
Polecam zapoznać się z pojęciem złożoności obliczeniowej problemu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Oczywiście na fizycznym nośniku informacji (rozumianym tak jak współcześnie) nie da się operować na nieskończonych ilościach danych.
Właśnie o to chodzi.
>Polecam zapoznać się z pojęciem złożoności obliczeniowej problemu.
To nie jest odpowiedz - proszę pokazać, w jaki sposób pojęcie złożoności odgrywa tu rolę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) | > To nie jest odpowiedz - proszę pokazać, w jaki sposób pojęcie złożoności odgrywa tu rolę.
Złożoność obliczeniowa mówi o tym, jak czas wykonywania zadania skaluje się z rozmiarem problemu. Nie ma najmniejszego sensu mówić o realnych algorytmach, które mają złożoności wykładnicze, gdyż nawet dla stosunkowo niewielkich rozmiarów problemu czasy wykonania na współczesnych maszynach będą dłuższe niż czas życia wszechświata. Patrz: problem wież Hanoi.
Poza tym nie istnieją obliczenia, które nie są wykonywane przez fizyczny system. Jeśli obliczenia miałyby trwać tak koszmarnie długo, nie ma sensu w ogóle o takich systemach myśleć. Oczywiście wszystko działa przy założeniu, że nasz obliczenia prowadzone są przez maszynę Turinga. Sprawa wygląda inaczej w przypadku teoretyzowanych komputerów kwantowych, ale to już lepiej wytłumaczy kolega Fizyk, który zdaje się zajmuje się tym naukowo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Wszystko co jest, jest fizyczne. > Dziękuję, tego rodzaju tezę miałem na myśli, gdy > odpowiadałem kol. Głodzkowi.
Po pierwsze - nie dość umiejętnie przypiera pan kol. Fizyka. Po drugie, aby wyrobić sobie zdanie o tym, co jest - ale niekoniecznie o rzeczy, energii tudzież zmiennej fizycznej - należałoby również spytać psychologa, literaturoznawcę, religioznawcę, antropologa, socjologa itp. Tylko dobrze Pan zaczął. Kol. Fizyk odpowiedział Panu bardzo profesjonalnie w zakresie własnych kompetencji o nośnikach, które w istocie są fizyczne - a ja temu przecież nie zaprzeczam. Poza tym napisał również, wg mnie bardzo celnie: "uczucia i emocje są w wielowymiarowej przestrzeni informatycznej mózgu". Co dodałbym od siebie: ta przestrzeń nie jest geometryczna.
Zatem do dzieła, pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>o nośnikach, które w istocie są fizyczne - a ja temu przecież nie zaprzeczam.
Nie, nie o nośnikach, tylko o rzeczach. P. Fizyk stwierdził, że nie istnieje nic, co nie mieści się w jakiejś przestrzeni fizycznej (n-wymiarowej). W której zatem przestrzeni znajduje się np. przyjemność? Fizyczne korelaty przyjemności znajdują się w mózgu, zgoda, ale gdzie znajduje się ona sama?
>Poza tym napisał również, wg mnie bardzo celnie: "uczucia i emocje są w wielowymiarowej przestrzeni informatycznej mózgu".Co dodałbym od siebie: ta przestrzeń nie jest geometryczna.
To jest przestrzeń w luźnym tego słowa znaczeniu. Równie dobrze mogę powiedzieć, że metafora znajduje się w przestrzeni środków poetyckich danego poety. A może uznaje Pan "przestrzeń poetycką" na równi z przestrzenią geometryczną?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > P. Fizyk stwierdził, że nie istnieje nic, co nie mieści się w jakiejś> przestrzeni fizycznej (n-wymiarowej).Tak, gdzie indziej natomiast w konkretnym przypadku zawęził daną przestrzeń do informatycznej itp. Należy stąd wnosić, iż fizyka to nie tylko geometria. > W której zatem przestrzeni znajduje się np. przyjemność?> Fizyczne korelaty przyjemności znajdują się w mózgu,> zgoda, ale gdzie znajduje się ona sama?Ciekaw jestem odpowiedzi Fizyka. Gdybym sam miał odpowiedzieć na to pytanie, odparłbym, że robi Pan nieuzasadnioną kalkę ze sposobu myślenia rodem z geometrii. Sprawę należy rozumieć szerzej. Jeszcze raz powtarzam: zgadzam się z twierdzeniem biologów i psychologów, że przyjemność to stan. > To jest przestrzeń w luźnym tego słowa znaczeniu.Z tym się zgodzę. > Równie dobrze mogę powiedzieć, że metafora znajduje się w> przestrzeni środków poetyckich danego poety.Owszem, tak właśnie odpowie fizyk (ogólny fizyk, jako reprezentant dyscypliny, pisany z małej litery) > A może uznaje Pan "przestrzeń poetycką" na równi> z przestrzenią geometryczną?Właśnie to usiłuję przekazać Panu od dłuższego czasu. Nie, nie uznaję, że są one tożsame. Suma części motocykla Harley Davidson perfekcyjnie skopiowanych przez fabrykę w Chinach, absolutnie nie składa się na końcowy efekt. Zachęcam również do przeczytania tego: www.racjonalista.pl/forum.php/s,612740#w632625Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> P. Fizyk stwierdził, że nie istnieje nic, co nie mieści się w jakiejś >> przestrzeni fizycznej (n-wymiarowej).
>Tak, gdzie indziej natomiast w konkretnym przypadku zawęził daną przestrzeń do informatycznej itp. >Należy stąd wnosić, iż fizyka to nie tylko geometria.
Czekam w takim razie na uznanie przestrzeni poetyckiej, jeżeli przestrzeń informatyczna już jest uznawana.
>> W której zatem przestrzeni znajduje się np. przyjemność? >> Fizyczne korelaty przyjemności znajdują się w mózgu, >> zgoda, ale gdzie znajduje się ona sama? >Ciekaw jestem odpowiedzi Fizyka.
>Gdybym sam miał odpowiedzieć na to pytanie, odparłbym, że robi Pan nieuzasadnioną kalkę ze sposobu myślenia rodem z geometrii. Sprawę należy rozumieć szerzej.
Proszę zatem pokazać, dlaczego jest nieuzasadniona.
>Jeszcze raz powtarzam: zgadzam się z twierdzeniem biologów i psychologów, że przyjemność to stan.
Ale przecież przedmioty badane przez biologię i psychologię - organizmy - należą do uniwersum fizycznego, są złożonymi ciałami.
>> To jest przestrzeń w luźnym tego słowa znaczeniu. >Z tym się zgodzę.
No wiec nie jest to żadna przestrzeń. Jeżeli coś nie jest przestrzenią sensu stricto, nie jest przestrzenią w ogóle.
>> Równie dobrze mogę powiedzieć, że metafora znajduje się w >> przestrzeni środków poetyckich danego poety. >Owszem, tak właśnie odpowie fizyk (ogólny fizyk, jako reprezentant dyscypliny, pisany z małej litery)
Nie, właśnie w taki sposób nie powinien moim zdaniem powiedzieć (patrz wyżej).
>> A może uznaje Pan "przestrzeń poetycką" na równi >> z przestrzenią geometryczną? >Właśnie to usiłuję przekazać Panu od dłuższego czasu. >Nie, nie uznaję, że są one tożsame.
Nie chodzi o ich tożsamość, o uznawanie, ze są równe, ale o uznawanie ich na równi, tzn. uznawanie pierwszej przestrzeni z tą samą siłą i przekonaniem, z jaką uznaje się drugą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Czekam w takim razie na uznanie przestrzeni poetyckiej, > jeżeli przestrzeń informatyczna już jest uznawana.
Uznaję ją. Sugeruję teraz żądanie owo skierować bezpośrednio do drugiego adresata.
> Proszę zatem pokazać, dlaczego jest nieuzasadniona.
Uzasadnieniem są kwestie utylitarne.
>> Jeszcze raz powtarzam: zgadzam się z twierdzeniem biologów >> i psychologów, że przyjemność to stan. > Ale przecież przedmioty badane przez biologię i psychologię - organizmy > - należą do uniwersum fizycznego, są złożonymi ciałami.
Zgadza się. Słowo "przecież" sugeruje jakieś pytanie, czy wątpliwość, ktore nie padło / nie padła.
>>> To jest przestrzeń w luźnym tego słowa znaczeniu. >>Z tym się zgodzę. >No wiec nie jest to żadna przestrzeń. Jeżeli coś nie jest przestrzenią sensu stricto, nie jest przestrzenią w ogóle.
Dlatego, że?
>>> Równie dobrze mogę powiedzieć, że metafora znajduje się w >>> przestrzeni środków poetyckich danego poety. >>Owszem, tak właśnie odpowie fizyk (ogólny fizyk, jako reprezentant dyscypliny, pisany z małej litery) > Nie właśnie w takie sposób nie powinien moim zdaniem powiedzieć (patrz wyżej).
A dlaczego? Wyżej Pan nie tłumaczy, przynajmniej dla mnie.
> Nie chodzi o ich tożsamość, o uznawanie, ze są równe, ale o uznawanie > ich na równi, tzn. uznawanie pierwszej przestrzeni z tą samą siłą i > przekonaniem, z jaką uznaje się drugą.
Siła zawsze odnosi się do konkretnych warunków, w jakich dane zjawisko, rzecz, stan itp. rozpatrujemy. W różnych warunkach i pod obecność różnych celów dwie rzeczy mają zdecydowanie różne siły, dlatego - moim zdaniem - ani nie są one tożsame, ani równe. Pod kątem priorytetów głodnego bezdomnego nie powie Pan przecież, że dojrzałe jabłko, które zobaczył na przydrożnym drzewie jest równe z jarzębiną (owocem) na drzewie obok.
To się jednak może za jakiś czas zmienić, gdy w pobliżu pojawi się profesor, który całe życie poswięcił na zgłębianie struktury owoców jarzębiny.
A jeszcze ja, stojąc z boku i nie będąc zangażowany mogę powiedzieć, ze uznaję prawo do istnienia i jarzębiny, i jabłoni.
Równolegle zachęcam do zastanowienia się nad moją sugestią, kierującą uwagę na załączone niżej zdjęcia dwóch pań. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | makuś (5578 punktów) (zablokowany) | >Nie chodzi o ich tożsamość, o uznawanie, ze są równe, ale o uznawanie ich na równi, tzn. uznawanie pierwszej przestrzeni z tą samą siłą i przekonaniem, z jaką uznaje się drugą.
hej, Czy chcesz powiedzieć , że rzeczywistość obiektywna jest tak samo realna jak rzeczywistość wyobrażona ? Czy uważasz , że FAKT , że nikomu nigdy nie odrosła odcięta głowa jest równy przekonaniu , że głowa może odrosnąć ? makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Fizyczne korelaty przyjemności znajdują się w mózgu, zgoda,> ale gdzie znajduje się ona sama?Proszę samemu poszukać:  
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Zupełnie nie rozumiem postulatu negowania sensu rozważań o umyśle.> Po drugie, jak Racjonalista długi i szeroki nigdzie nie spotkałem się ze sprowadzaniem świata do czterowymiarowej czasoprzestrzeni, ani zaprzeczaniem istnienia kwestii takich jak uczucia, emocje czy ogólnie rzecz biorąc pojęcia abstrakcyjne. Są to terminy przeważnie bardzo potrzebne, też wiele tłumaczą - choćby kwestie zachowania ludzi i zwierząt.www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy> Nawet Pana ulubiony adwersarz p. Bogusławski kiedyś to klarował.www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,10#w503456> Zgadzam się: świat jest bogatszy, niż zawartość czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Dlatego oprócz fizyki mamy również psychologię, literaturoznawstwo, religioznawstwo, antropologię, teatrologię, historię muzyki itp.www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,577088#w577333@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | "Dla istot społecznych utrata kontaktu ze stadem, oraz izolacja od stada stanowią ogromne ryzyko" Ruppert, 2010 "Neurony lustrzane można uważać za neurologiczną podstawę naszej zdolności do empatii" Bauer, 2008 "Percepcja empatyczna, myślenie i czucie, jako warunek życia we wspólnocie są zakorzenione w strukturze naszego mózgu" Huther i Krens, 2006
I znów Ruppert, 2010: "Podział naszego mózgu na prawą i lewą półkulę można uznać za niezbędny warunek organiczny do tego, że potrafimy i jedno i drugie: współbrzmieć symbiotycznie (prawa półkula) oraz doświadczać własnej tożsamości (lewa półkula). (..) Kto nie zna siebie, kto nie wie, kim jest, nie ma prawdziwego zrozumienia dla innych" Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | >Jeżeli odczucia nie są tożsame z impulsami, ale istnieją, to w którym miejscu? Gdzie się znajdują? Chyba w tym samym miejscu, gdzie te impulsy. A gdzie miałyby być?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Chyba w tym samym miejscu, gdzie te impulsy. A gdzie miałyby być?
W takim razie musiałyby być tymi impulsami, a impulsy nie są zielone lub czerwone (w dosłownym tego słowa znaczeniu).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | Wyobraź sobie, że idziesz na spacer i wieje wiatr. Czujesz powiew na skórze i słyszysz szum. To się wydaje oczywiste, bo jest zgodne z doświadczeniem. Ale tylko dlatego. Bo gdyby były 2 rodzaje ludzi - jedni słyszeliby wiatr ale nie mogli go poczuć a drudzy czuliby powiew, ale nie mogliby go usłyszeć, nie byłoby to takie oczywiste. Musieliby się sporo nagłówkować, żeby domyślić się, że to jest to samo zjawisko, tylko inaczej postrzegane. Liczne wspólne obserwacje wykazałyby, że oba rodzaje obserwacji występują jednocześnie w takim samym natężeniu. 100% korelacja. Czy to jest dowód, że mamy do czynienia z jednym zjawiskiem? Na pewno nie dla wszystkich. Bo dźwięk to nie to samo co odczucie na skórze. ( To jest oczywiście prawda, tylko co z tego wynika?) Gdzie ten wiatr właściwie jest, skoro ja go czuję na skórze, a ty go słyszysz w uszach? To dopiero zagadka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >Wyobraź sobie, że idziesz na spacer i wieje wiatr. Czujesz powiew na skórze i słyszysz szum. To się wydaje oczywiste, bo jest zgodne z doświadczeniem. Ale tylko dlatego. >Bo gdyby były 2 rodzaje ludzi - jedni słyszeliby wiatr ale nie mogli go poczuć
Olivier Sacks, "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem".
>a drudzy czuliby powiew, ale nie mogliby go usłyszeć, nie byłoby to takie oczywiste. Musieliby się sporo nagłówkować, żeby domyślić się, że to jest to samo zjawisko, tylko inaczej postrzegane.
Mnie właśnie interesuje to inaczej. Jeżeli widzę monetę inaczej niż Ty (widzę ją jako eliptyczną, a Ty jako okrągła), to czym jest ten widziany przeze mnie "kształt eliptyczny"?
>Liczne wspólne obserwacje wykazałyby, że oba rodzaje obserwacji występują jednocześnie w takim samym natężeniu. 100% korelacja. Czy to jest dowód, że mamy do czynienia z jednym zjawiskiem? >Na pewno nie dla wszystkich.
>Bo dźwięk to nie to samo co odczucie na skórze. ( To jest oczywiście prawda, tylko co z tego wynika?)
To, ze trzeba się zastanowić czym jest to odczucie, a czym słyszany dźwięk i jak one się mają do uniwersum fizycznego, w którym jest masa powietrza, moje ciało i mózg (i jego elektrochemiczna aktywność).
>Gdzie ten wiatr właściwie jest, skoro ja go czuję na skórze, a ty go słyszysz w uszach? >To dopiero zagadka.
Skłonny jestem do przypuszczenia, że jest to przedmiot wywnioskowany na podstawie korelacji doświadczeń i - przynajmniej na pozór - najlepiej tłumaczący tę korelację. Świat fizyczny jako całość jest wywnioskowany z treści bezpośredniego doświadczenia (= wrażeń zmysłowych). Nigdy nie będziemy wiedzieć z całkowitą pewnością, czy wnioskowanie jest poprawne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Gdzie ten wiatr właściwie jest, skoro ja go czuję na skórze, a ty go słyszysz w uszach? >> To dopiero zagadka. > Skłonny jestem do przypuszczenia, że jest to przedmiot wywnioskowany > na podstawie korelacji doświadczeń i - przynajmniej na pozór - najlepiej tłumaczący tę korelację.
Po pierwsze, uściślając: wiatr to nie przedmiot, a fala,
Po drugie: > Świat fizyczny jako całość jest wywnioskowany z treści bezpośredniego > doświadczenia (= wrażeń zmysłowych). Nigdy nie będziemy wiedzieć z całkowitą > pewnością, czy wnioskowanie jest poprawne.
Ale będziemy wiedzieć z całkowitą pewnością, że w określonych warunkach się sprawdza, jeśli wnioskowanie da nam powtarzalne w 100% wyniki. Pan ciągle szuka ostatecznego celu, pyta "gdzie" i usiłuje zamknąć przysłowiowego Boga w klatce intelektualnych spekulacji. Nie każdy tak robi. Są inni, którzy pytają jak, w jaki sposób i zadowalają się małymi kroczkami. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | > Mnie właśnie interesuje to inaczej. Obserwacja jest interakcją między obiektem a obserwatorem. Dlatego inny jest wynik obserwacji tego samego obiektu zależnie od rodzaju odbiornika. Inny obserwator daje inną interakcję z tym samym obserwowanym obiektem. Np. ten sam wiatr jest inaczej postrzegany zależnie od tego, czy wpadnie do ucha czy na skórę. Tak samo mózg od środka inaczej postrzega swoją aktywność, a inaczej jest ona widziana przez różne urządzenia z zewnątrz.
>Jeżeli widzę monetę inaczej niż Ty (widzę ją jako eliptyczną, a Ty jako okrągła), to czym jest ten widziany przeze mnie "kształt eliptyczny"? Jedną stroną obiektu. A właściwie obrazem tej jednej strony. Tylko tyle możemy zobaczyć z powodu sposobu funkcjonowania naszego wzroku. Ale jeśli obejrzymy monetę ze wszystkich stron, możemy wytworzyć sobie w mózgu obraz całości. Doprecyzuję jeszcze: Kształt eliptyczny jest tym, co w danych okolicznościach, przy danych możliwościach obserwacyjnych możemy zaobserwować w interakcji z tym przedmiotem.
>Skłonny jestem do przypuszczenia, że jest to przedmiot wywnioskowany na podstawie korelacji doświadczeń i - przynajmniej na pozór - najlepiej tłumaczący tę korelację. Świat fizyczny jako całość jest wywnioskowany z treści bezpośredniego doświadczenia (= wrażeń zmysłowych). Nigdy nie będziemy wiedzieć z całkowitą pewnością, czy wnioskowanie jest poprawne. Zgoda. I można tak się zastanawiać całe życie. A można dalej badać korelacje i korzystać z tych odkryć w praktyce.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Mnie właśnie interesuje to inaczej. >Obserwacja jest interakcją między obiektem a obserwatorem. Dlatego inny jest wynik obserwacji tego samego obiektu zależnie od rodzaju odbiornika.
Wyjaśniasz dlaczego pewne A i B (nazywasz je teraz wynikami) są różne. Ja natomiast pytam, czym są owe A i B, które są różne z podanych przez Ciebie powodów.
>Inny obserwator daje inną interakcję z tym samym obserwowanym obiektem. >Np. ten sam wiatr jest inaczej postrzegany zależnie od tego, czy wpadnie do ucha czy na skórę.
Uwaga jak wyżej.
>Tak samo mózg od środka inaczej postrzega swoją aktywność, a inaczej jest ona widziana przez różne urządzenia z zewnątrz. >>Jeżeli widzę monetę inaczej niż Ty (widzę ją jako eliptyczną, a Ty jako okrągła), to czym jest ten widziany przeze mnie "kształt eliptyczny"?
>Jedną stroną obiektu. A właściwie obrazem tej jednej strony. Tylko tyle możemy zobaczyć z powodu sposobu funkcjonowania naszego wzroku. Ale jeśli obejrzymy monetę ze wszystkich stron, możemy wytworzyć sobie w mózgu obraz całości.
>Doprecyzuję jeszcze: >Kształt eliptyczny jest tym, co w danych okolicznościach, przy danych możliwościach obserwacyjnych możemy zaobserwować w interakcji z tym przedmiotem.
To wyjaśnienie przez pokazanie, w jakich relacjach ta rzecz się znajduje. To tak, jakby powiedzieć: cukier to to, co mogę kupić w sklepie i co znajduje się tam w niewielkiej paczce z napisem "cukier".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | >To tak, jakby powiedzieć: cukier to to, co mogę kupić w sklepie i co znajduje się tam w niewielkiej paczce z napisem "cukier". To jak byś zdefiniował cukier, spryciarzu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>To jak byś zdefiniował cukier, spryciarzu?
Przez skład chemiczny, oczywiście.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | A jak zdefiniujemy składniki tego wzoru, czyli wodór, tlen i węgiel?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >>To jak byś zdefiniował cukier, spryciarzu? > Przez skład chemiczny, oczywiście. To bardzo dobra odpowiedź. Tylko nie wiem, dlaczego umyka Ci to, że ten skład chemiczny też jest "tylko" relacją. Relacją między elementarnymi cząstkami materii. No bo czym się różni skład cukru od składu np. porcelany? Te same kwarki i elektrony, tylko inaczej poukładane. Z tego układu, uporządkowania cząstek bierze efekt "bycia cukrem".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Tylko nie wiem, dlaczego umyka Ci to, że ten skład chemiczny też jest "tylko" relacją. Relacją między elementarnymi cząstkami materii. No bo czym się różni skład cukru od składu np. porcelany? Te same kwarki i elektrony, tylko inaczej poukładane. Z tego układu, uporządkowania cząstek bierze efekt "bycia cukrem".
To, że cukier to pewien układ cząstek elementarnych, wiemy z teorii fizycznej.
To, że biały eliptyczny kształt jest tym, co w nas powstaje podczas interakcji z pewnego rodzaju przedmiotem w pewnych warunkach, wiemy z doświadczenia.
Cukier jest z konieczności pewnym układem cząstek, tzn. rzecz o innej strukturze nie będzie cukrem.
Nie mamy analogicznej wiedzy w przypadku białego eliptycznego kształtu. Co więcej, takie uwikłanie wydaje się przygodne - można bowiem doświadczyć takiego przedmiotu w innych warunkach, np. gdy podrażni się bezpośrednio korę wzrokową.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Cukier jest z konieczności pewnym układem cząstek, tzn. rzecz o innej strukturze nie będzie cukrem. > Nie mamy analogicznej wiedzy w przypadku białego eliptycznego kształtu. Co więcej, > takie uwikłanie wydaje się przygodne - można bowiem doświadczyć > takiego przedmiotu w innych warunkach, np. gdy podrażni się bezpośrednio korę wzrokową.
Cukru również można doświadczyć podrażniając odpowiednio korę mózgową. Wracając do meritum - czemu ma służyć Pana przykład z elipsą? Obydwaj wiemy, że jeden człowiek bardzo lubi słodkie, inny nienawidzi, jeszcze inny nie lubi smaku cukru jako takiego, ale w produktach typu ciastka, czekolada, cukierki - już mu odpowiada. Kiedyś patrzyłem z przerażeniem na kolegę, który sypał do szklaki z herbatą 6 (sześć) łyżek cukru i była to dla niego ok.
Odnosząc się jeszcze do Pana stwierdzenia "nie mamy analogicznej wiedzy w przypadku białego eliptycznego kształtu" - niezupełnie tak. W określonych sytuacjach będzie to kreda na zielonej lub czarnej tablicy, ślad tonera na białej kartce z drukarki, zapalone piksele na ekranie LCD, wreszcie ślad długopisu na kartce w kratkę. Albo tak, jak pisał Jezus - na piasku. Każdy z tych śladów ma określoną strukturę i skład, mamy zatem o nim wiedzę analogicznie, jak o sacharozie.
Różnica tylko jest taka, że elipsę dla oka możemy reprezentować wieloma sposobami, natomiast cukier dla języka przyjęło się jednym - najłatwiejszym (którego skład podałem wcześniej) choć mógłby to być i np. ksylitol (inny cukier).
Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >To, że cukier to pewien układ cząstek elementarnych, wiemy z teorii fizycznej. Zgadzasz się z teorią fizyczną a nie zgadzasz się z teorią kognitywistyczną? O czym według Ciebie świadczy korelacja między pracą mózgu a powstającymi wrażeniami?
> Cukier jest z konieczności pewnym układem cząstek, tzn. rzecz o innej strukturze nie będzie cukrem. Zgodzisz się, że istotą cukru są relacje między cząstkami, z których się składa?
> Nie mamy analogicznej wiedzy w przypadku białego eliptycznego kształtu. Co więcej, takie uwikłanie wydaje się przygodne - można bowiem doświadczyć takiego przedmiotu w innych warunkach, np. gdy podrażni się bezpośrednio korę wzrokową. Cukier też jest zjawiskiem przygodnym. Zjesz go albo wrzucisz do ognia i skończy się przygoda polegająca na byciu cukrem. Nie mówiąc o tym, że z tych samych cząstek zamiast cukru mogło powstać cokolwiek innego.
Różnica między cukrem a mózgiem jest taka, że mózg jest układem o wiele bardziej złożonym i dynamicznym. Cały czas coś się dzieje. Co chwilę zmieniają się relacje między cząstkami, a każda konfiguracja to coś innego. Dlatego powstaje tyle różnych wrażeń, myśli. Nie muszą one powstawać w reakcji na świat zewnętrzny, bo różne fragmenty mózgu komunikują się ze sobą cały czas i taki biały kształt może się nawet przyśnić w wyniku przepływu informacji. Mózg komunikuje się też z otoczeniem szeroko pojętym, więc możliwe efekty są prawie nieograniczone.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Różnica między cukrem a mózgiem jest taka, że mózg jest układem > o wiele bardziej złożonym i dynamicznym. Cały czas coś się dzieje. > Co chwilę zmieniają się relacje między cząstkami, a każda > konfiguracja to coś innego. Dlatego powstaje tyle różnych wrażeń, myśli.
Może się mylę, ale cały czas mam wrażenie, że Elasp ma swoją teorię, mówiącą gdzie znajdują się wrażenia i myśli, a gdzie nie. Musi więc zaprzeczać innym teoriom, co ciekawe - nie zadajac sobie czasu, ni trudu na ich zgłębienie. Tylko je odrzucając. "To nieistotne".
A najciekawsze jest to, że sam nie powie, gdzie one wg niego są (myśli i wrażenia). Taka swoista gra w ciuciubabkę. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | > Nie mamy analogicznej wiedzy w przypadku białego eliptycznego kształtu. Co więcej, takie uwikłanie wydaje się przygodne - można bowiem doświadczyć takiego przedmiotu w innych warunkach, np. gdy podrażni się bezpośrednio korę wzrokową.
hej, Więc ... ? Jaki z tego wyciągasz wniosek ? makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > To wyjaśnienie przez pokazanie, w jakich relacjach ta rzecz się > znajduje. To tak, jakby powiedzieć: cukier to to, co mogę kupić w > sklepie i co znajduje się tam w niewielkiej paczce z napisem "cukier".
C 12H 22O 11 - to jeśli chodzi o sacharozę. Ponawiam pytanie, z odpowiedzią na które z nieznanych mi przyczyn już długo Pan zwleka. Ma Pan jakiś analogiczny sposób, by wyjaśnić, co oprócz materii znajduje się w niewiekiej paczce, zwanej mózgiem? Jeśli tak, proszę powiedzieć. Nie warto ukrywać.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Ma Pan jakiś analogiczny sposób, by wyjaśnić, co oprócz materii znajduje się w niewiekiej paczce, zwanej mózgiem? >Jeśli tak, proszę powiedzieć. Nie warto ukrywać.
Moim zdaniem nic więcej się nie znajduje, dlatego dziwię się, iż niektórzy lokują tam wrażenia zmysłowe: odczucia bólu, przyjemności, a także marzenia senne, itp. Kieruje Pan to pytanie pod niewłaściwy adres.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | W takim razie gdzie one Pana zdaniem przebywają?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) | >Świat fizyczny jako całość jest wywnioskowany z treści bezpośredniego doświadczenia (= wrażeń zmysłowych). Nigdy nie będziemy wiedzieć z całkowitą pewnością, czy wnioskowanie jest poprawne.
Trochę to na boku, ale mam dziwne wrażenie, że Twoje wyobrażenie Boga to taki dziadek który siedzi sobie na chmurce na końcu czasu i przestrzeni, który w jednej ręce trzyma tabliczkę z napisem "PRAWDA=1" a w drugiej "FAŁSZ=0".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Moje wyobrażenie jest podobne. Czasem jakoś nawet dostrzegam inne, zwykłe osoby, dzierżące władzę nad werdyktem okazywanym tymi samymi tabliczkami 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | > Skłonny jestem do przypuszczenia, że jest to przedmiot wywnioskowany na podstawie korelacji doświadczeń i - przynajmniej na pozór - najlepiej tłumaczący tę korelację. Świat fizyczny jako całość jest wywnioskowany z treści bezpośredniego doświadczenia (= wrażeń zmysłowych). Nigdy nie będziemy wiedzieć z całkowitą pewnością, czy wnioskowanie jest poprawne.
hej, Jeżeli nikt nigdy do tej pory nie zaobserwował odrstania odciętej głowy to wnioskowanie , że coś takiego jest poprawne obowiązuje do czasu gdy nie zostanie obalone poprzez dowód świadczący o głowy odrastaniu ! makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jeżeli nikt nigdy do tej pory nie zaobserwował odrstania odciętej> głowy to wnioskowanie, że coś takiego jest poprawne obowiązuje do czasu> gdy nie zostanie obalone poprzez dowód świadczący o głowy odrastaniu !Podobną rzecz sugerowałem kiedyś zwolennikom teorii spiskowej zamachu w Smoleńsku. Oni twierdzą z prof. Biniendą i posłem Macierewiczem na czele, że skrzydło ścięło drzewo, a nie odwrotnie. W szczycie ich działalności, w wersję Zespołu Parlamentarnego Macierewicza wierzyło około 30% społeczeństwa i nie chciało być więcej. Tytułem wyjaśnienia: Sprawa jest poważna nie tylko dlatego, że zginęło tam 96 ludzi, w tym wielu polityków, generałów i Prezydent. Z naukowego punktu widzenia sprawa jest też poważna, w historii ludzkości głów ścięto wiele i żadna nie odrosła, natomiast spotkania z brzozą o 44cm średnicy skrzydło Tu-154M doświadczyło w historii tylko raz. Niestety nikt przy skrzydle wtedy nie był, nie filmował, a jeśli ktoś patrzył przez okno - niestety nie przeżył. Świadków rzeczywiscie nie ma. Moja propozycja: Został nam jeszcze jeden Tu-154M o numerze bocznym 102 (101 rozsypał się w Smoleńsku). Poseł Macierewicz i prof. Binienda są w 100% przekonani, że na skrzydle pozostanie tylko niewielkie wgłębienie. Wysokich i grubych brzóz u nas trochę rośnie. Przeprowadzenie dowodu, po którym jasne stanie się dla społeczeństwa, kto kłamie a kto mówi prawdę, trudności nastręczać nie powinno. Chcąc odtworzyć eksperyment wiernie, jeden z tych dwóch panów musiałby tylko nauczyć się pilotażu Tupolewem, drugi wspierać go w trudnej chwili w kokpicie. Wcześniej należałoby powiadomić o czasie i miejscu prasę i TV. Frekwencja w tysiącach nie tylko dziennikarzy, ale i ludzi nauki murowana. Nikt mi nie powie, że to niemożliwe.  Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >Gdzie ten wiatr właściwie jest, skoro ja go czuję na skórze, a ty go słyszysz w uszach? >To dopiero zagadka.
Nie dość na tym. Gdy wzlecicie balonem, to zniknie chłodek na skórze i szum w uszach. Był wiatr, a po chwili nie ma wiatru. Co się z nim stało (gdziekolwiek by wcześniej nie był)? >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | I tu dochodzimy do clou programu: wiatr, trochę podobnie jak emocje i uczucia to stan czegoś. Tu konkretnie cząsteczek powietrza. Czasem się poruszają, zbliżają do siebie, oddalają. A czasem stoją nieruchomo (w pewnym przybliżeniu, bo też drgają, posiadając zazwyczaj temperaturę wyższą od bezwzględnego zera). Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Kolory w dosłownym tego słowa znaczeniu więc nie istnieją. Można też powiedzieć odwrotnie, że istnieją tylko w dosłownym (umownym, bo nazwy to umowy) znaczeniu? Należy jednak stwierdzić, że różnice w częstotliwościach fal światła istnieją bez względu na to, jak nazwiemy i czy nazwiemy 'szufladki' odpowiadające poszczególnym fragmentom widma (i ich mieszaninom).
|
|
| Hejtibeats (210 punktów) | Witam ponownie, przepraszam za tak długi czas nieobecności, ale siły wyższe, a w zasadzie obowiązki, skończyłem czytać chyba na 12 stronie, a jest już ich 44 !! Nie wiedziałem, że temat tak ruszy, stopniowo będę odpowiadał na wszystkie wpisy.
|
|
8 na 8 | Wenancjusz (16441 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  To że jesteś osobą wierzącą, wcale mi nie przeszkadza. Denerwuje mnie tylko to, że prowokacyjne pytania mają jakiś cel. Jeśli nie wierzę, to nie muszę się z tego tłumaczyć (obnażać ze swego jestestwa, bo to nie konfesjonał). To moje doświadczenie, obserwacje i moje wnioski. Zauważ kolego, że tym samym wierzący sami zapędzają się do koziego rogu i deklasują. Zajrzyj do portalu "Każdystudent.pl", gdzie ktoś szeroko i rozwlekle udowadnia istnienie boga na sześć "dowodów" (tak naprawdę, żaden "dowód" mnie nie przekonał. To jakieś jałowe mędlenie bez charakteru dowodowego). Upraszczając powiem tak. Przy stole stoją dwie osoby, jedna wierząca a druga sceptyczna, niewierząca. Na stole leży jabłko. Możemy wspólnie, bez antagonizmów, ustalić gdzie leży, jaki ma kolor i zapach. Czy trzeba udowadniać, że jabłko widzimy i nawet sobie wyobrażamy jego smak? Jeżeli jabłko usuniemy, to to że jabłka nie ma potrzeba udowadniać? Jak? Zupełnie beznadziejnie brzmią stwierdzenia wierzących, mówiących, że oprócz jabłka jest jeszcze ananas. Sceptyk wytrzeszcza oczy i słucha ze zdumieniem, żądając udowodnienia tej tezy. Nie potrafimy wskazać miejsca gdzie leży. Wierzący tłumaczy, że jest wszędzie (sic!). A teraz najśmieszniejsze. Wierzący z radością atakuje mówiąc: "Jak twierdzisz, że ananasa nie ma, to udowodnij to", sam zaś nie przedstawił dowodu przekonującego, że ananas istnieje. To jest przewrotna logika wiary. Jak udowodnisz że czegoś nie ma? Pokażcie mi sposób udowodnienia. Nic, to jest coś do udowodnienia, czy jest to aksjomat (pewnik) nie wymagający dowodu? Zabawnie ten problem przedstawił St. Lem w opowiadaniach o Trulu i Klapaucjuszu dwóch szalonych konstruktorach. I jeszcze jest jedna sprawa pokrętnych wyjaśnień opartych na wiarze. Bóg stworzył człowieka obdarzając go wolną wolą. Jak rozumiemy wolną wolę nie muszę tłumaczyć. Jednocześnie nakazuje by nie wierzyć w innych bogów. To jak? Ogranicza wolny wybór czy nie? Wierzący powie, że zazdrosny o Twoją wiarę bóg daje jednocześnie wskazówki jaką ścieżką do poznania głębi wiary trzeba iść, by w końcu w życiu wiecznym cieszyć się jego wiecznym towarzystwem. Czyż tym bardziej nie pozbawia Ciebie wolnej woli wyboru? Wytycza Tobie taką a nie inną ścieżkę, zawężoną dodatkowo przez dodatkowe wskazówki? To o co chodzi z tą wolną wolą wg wierzących, bo ja za cholerę nie rozumiem. Poza tym nie rozumiem istoty potrójnej złożoności Boga. Pozdrawiam wszystkich myślących inaczej i "błądzących" tak jak ja.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
 | -3 na 5 | Hejtibeats (210 punktów) | >>To jest przewrotna logika wiary.
Jeżeli czegoś nie można udowodnić znanymi nam technikami, to to nie istnieje ? To jest przewrotna logika "nauki". Nie odbijam piłeczki, po prostu ewidentnie taka logika mnie nie przekonuje. Zatem ja wierzę, przypuszczam, że jest coś jeszcze. Tym czymś może być byt, byty wysoce przekraczające zdolność naszego pojmowania.
I wracamy do punktu wyjścia, ja wierzę bo chcę, a nie, że takie są dowody, a niektórzy nie wierzą, bo nie chcą, a nie bo takie są dowody. Ja widzę w odkryciach naukowych złożoność i planowość, a ktoś mi chce wmówić, że biliony, sryljiony lat z niczego zrobiło coś, to jest nielogiczne, sama ewolucja jest dzisiaj kwestionowana przez SAMYCH naukowców.
>>I jeszcze jest jedna sprawa pokrętnych wyjaśnień opartych na wiarze. Bóg stworzył człowieka obdarzając go wolną wolą. Wierzący powie, że zazdrosny o Twoją wiarę bóg daje jednocześnie wskazówki jaką ścieżką do poznania głębi wiary trzeba iść, by w końcu w życiu wiecznym cieszyć się jego wiecznym towarzystwem.
Zazdrość kojarzy mi się jedynie z ludźmi. Moim zdaniem Bóg daje wskazówki, chciałby aby każda istota go zaakceptowała jako ojca, jednak pozostawił na możliwość wyboru, wierzę, że celowo, coś chce sprawdzić, może każdego z nas z osobna, przypuszczam totalnie irracjonalnie, że wiedza tego świata jest niczym, i wszyscy Ci naukowcy, którzy się tak spuszczają nad swoimi racjami, udowadniając nieomylność i słuszność drogi w podważaniu istnienia czegoś, co przekracza ich rozumowanie, w marności pozostaną. Wiedza ta może przedłużyć życie, podreperować tymczasowo czyjeś zdrowie, ale co to jest ? Nauka jest wspaniała i wspaniale wypełnia nasze życie, dając satysfakcję, a czasem rozczarowania, ale czy potrafi dostatecznie wypełnić serce człowieka ? Każdy musi raz umrzeć,a jak mówi Bibila nikt nie wie co jest przygotowane dla ludzi "dobrych i złych" albo raczej żyjących dla innych i żyjących włącznie dla siebie.
>> Poza tym nie rozumiem istoty potrójnej złożoności Boga.
Idąc tropem Biblii, bo tylko na jej podstawie mogę udzielić odpowiedzi na takie pytanie, Bóg objawił się jako ON SAM (jego polecenia, przepowiednie), jako Syn Boży, czyli swoją wolę przedstawił również za pośrednictwem pierwszej istoty, którą stworzył, ponad to Duch Święty, który jest niczym innym jak Jego wolą, wiedzą, natchnieniem, określeniem Boskiej siły sprawczej.
|
|
|  | 4 na 4 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | . Zatem ja wierzę, przypuszczam, że jest coś jeszcze. Tym czymś może być byt, byty wysoce przekraczające zdolność naszego pojmowania.
hej, Religie i wiary nie opierają się na przypuszczeniach . Opierają się na DOGMATACH niepodważalnych i jedynie prawdziwych prawdach Jeżeli przypuszczasz to znaczy : nie wiesz , snujesz mniej lub bardziej uprawnione fantazje Wiary i religie nigdy nie przyznają się do tego , że ich teologie to po prostu snucie fantazji Byty wysoce przekraczające zdolność naszego pojmowania ? To NIC nie znaczy , może być wszystkim od krasnoludków i jednorożców do kosmitów podróżujących z prędkością ponadświetlną , porozumiewający się telepatycznie , używający reproduktorów i teleportacji Nie ma najmniejszych dowodów na istnienie czegoś takiego , są to wyłącznie najczęściej absurdalne spekulacje . Na bazie absurdalnych spekulacji wymyślono kamienowanie niewiernych kobiet lub palenie na stosach inaczej myślących Na bazie absurdalnych spekulacji na temat istnienia będź nie takich czy innych bytów nie wolno tworzyć systemów prawnych ani moralnych . Na bazie takich przekonań nie wolno niczego budować i nie wolno się na coś takiego mówiąc o społeczeństwie ( jego prawach i obowiązkach ) powoływać . makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | A jaką miałbyś odpowiedź na pytanie do ciebie: "Dlaczego wierzysz w jakiegoś Boga?"
|
|
 | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >A jaką miałbyś odpowiedź na pytanie do ciebie: "Dlaczego wierzysz w jakiegoś Boga?" >
Bo dotychczasowa wiara w naukę pokazała mi, że nauka nie jest wyjaśnieniem wszystkiego i nie wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, a uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy.
|
|
|  | 7 na 7 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>A jaką miałbyś odpowiedź na pytanie do ciebie: "Dlaczego wierzysz w jakiegoś Boga?" >Bo dotychczasowa wiara w naukę pokazała mi, że nauka nie jest wyjaśnieniem wszystkiego i nie wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, a uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy. Z faktu, że nauka "nie jest wyjaśnieniem wszystkiego" nijak nie da się wyprowadzić wniosku, że trzeba wprowadzić pojęcie jakiegoś "Boga". Gdy szukasz jakiego przedmiotu i nie możesz go znaleźć, to uważasz, że "diabeł ogonem go nakrył"? To nie nauka, ale właśnie wiara w "Boga" daje "złudne poczucie posiadania wiedzy". Jaką wiedzę, której nauka nie daje zapewnia wiara w "Boga"? "Bóg" jest zapchajdziurą, pozorną odpowiedzią na pytanie, na które nauka nie daje jeszcze odpowiedzi, a ty jesteś wyznawcą tej zapchajdziury.
Na twoim miejscu czułbym się zażenowany przedstawiając się w XXI wieku jako wyznawca zapchajdziury. Wierzysz, że w czasie burzy to "Bóg" rzuca gromami? Na pewno nie idziesz do lekarza, gdy jesteś chory, za to wnosisz modły o wyzdrowienie do "Boga"? (itd. itp.)
|
|
| |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Wierzysz, że w czasie burzy to "Bóg" rzuca gromami? Na pewno nie idziesz do lekarza, gdy jesteś chory, za to wnosisz modły o wyzdrowienie do "Boga"? (itd. itp.)[/color] >
Skrajne myślenie nigdy nie było dobre dla ludzkości. Wiara jest wpisana w człowieka, bez wiary, że coś można odkryć, nikt by nie szukał odpowiedzi nawet w nauce, wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie. To jest jak przeczucie, instynkt. Jednak z pewnych politycznych gier wysnuł się podział, że wiara, to zaprzeczenie nauki, a nauka, wiary. Ja nie uznaję takiego podziału, wiara w Boga nie przeczy mi w rozwijaniu siebie, poznawaniu świata.
Jeżeli przyjdziesz do mnie z odpowiedziami na pytania ludzkości, których nie da się podważyć - zaakceptuję i przyjmę prawdę - jeżeli nie - to zwyczajnie nic nie wiesz, znasz parę uproszczeń , modeli, przydają się w życiu, fajnie, ale nie wiesz nic o życiu, jego powstaniu, jego celu lub bezcelowości, cokolwiek. Nie wpycham Boga tam gdzie nie ma jeszcze nauki, po prostu czuję, że nauka kiedyś zaprowadzi właśnie do niego. A na razie wypada uczciwie przyznać, że nie wiemy nic o tym skąd wzięło się życie, czy ma cel, czy go nie ma, co to za świat i czy są inne. Jedni czuję, że to coś więcej, zatem szukają wytłumaczenia, każdy jak potrafi, inni nie potrzebują niczego, co da nauka, to jest i tyle. Ja czuję to, dla kogoś moje czucie, to jak sądzi, chemia i nic więcej, dowodów brak, kto ma rację ? Nic nie wiadomo, jest tylko wiara w to lub to lub to i to jednocześnie.
|
|
| | |  | 6 na 6 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | hej, Nie ma czegoś takiego jak "wiara w zatrzymanie się tranwaju na przystanku" ... Tramwaj zatrzymuje się na przystanku i koniec to jest wiedza . A jeśli się nie zatrzymał to może tramwajarz dostał zawału lub zaspał . Jest natomiast wiara w tajemniczą istotę która potrafi wszystko i wie wszystko . Wiara a nie wiedza . Bo w coś takiego można wyłącznie wierzyć ponieważ zupełnie nic o tym czymś nie wiemy . makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | >hej, >Nie ma czegoś takiego jak "wiara w zatrzymanie się tranwaju na przystanku" ... Tramwaj zatrzymuje się na przystanku i koniec to jest wiedza . A jeśli się nie zatrzymał to może tramwajarz dostał zawału lub zaspał . >Jest natomiast wiara w tajemniczą istotę która potrafi wszystko i wie wszystko . Wiara a nie wiedza . Bo w coś takiego można wyłącznie wierzyć ponieważ zupełnie nic o tym czymś nie wiemy . >makuś > szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Żadna wiedza, tramwajarz może nie mieć ochoty dzisiaj zatrzymać się na Twoim przystanku, bo może dziś ma gdzieś czy straci pracę, Ty wierzysz, że on wypełni swój obowiązek pracy i to zrobi, i że Ty zdążysz na rozmowę o nową pracę, ale nie wiesz co się stanie. Przykład jest banalny, ale to, że pojmujesz banały jeszcze nie daje Ci podstaw to wypowiadania się o nieistnieniu istoty bardziej rozwiniętej ze 100% pewnością swojej racji. Przy założeniu, że istota ta istnieje, nie wie nikt co potrafi, w odniesieniu do ludzi faktycznie można użyć takich określeń, ale ja zakładam, że ta istota wciąż się rozwija i poznaje, podobnie jak czynimy to my.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | ale ja zakładam, że ta istota wciąż się rozwija i poznaje podobnie jak czynimy to my.
hej, Jaka istota ? Zakładasz , że istnieje coś Zakładasz , że to coś się rozwija Zakładasz , że robi to podobnie jak czynimy to my O czym ty mówisz ? Na jakiej podstawie ? Bo sobie to założyłeś ?
makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Wiara jest wpisana w człowieka, bez wiary, że coś można odkryć, nikt by nie szukał odpowiedzi nawet w nauce, wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie.www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,622763#w625060www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,1#w545694www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546328www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546344www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546369www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704@@@ .
|
|
| | | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | > .> >Wiara jest wpisana w człowieka, bez wiary, że coś można odkryć, nikt by nie szukał odpowiedzi nawet w nauce, wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie.> www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,622763#w625060> www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469> www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,1#w545694> www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546328> www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546344> www.racjon(*)m.php/s,545469/z,0/d,2#w546369> www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704> @@@> .> Cytuję: "Ja na pewno nie należę do wrogów tego co nie istnieje." "odrzucenie wiary wymaga intelektualnego procesu" Przy założeniu Pana 100% pewności o nieistnieniu Boga, ja zawsze będę dla Pana głupcem, zatem czego bym nie powiedział, nie będzie to dla Pana logiczne. Zapewniam jednak Pana, że nikt z nas nie wie który "intelektualny proces" jest bliższy prawdy, bo rzeczy tej nie da się w tym świecie udowodnić. Jak najbardziej popieram sprzeciw wobec fałszowania cudów, by mamić prostych ludzi, zbierania na tacę więcej niż kosztuje jedzenie dla zakonników, budowania setek kościołów i pomników, mieszania się kościoła w politykę. Jednak logicznym dla mnie jest, że jeżeli czegoś jeszcze nie pojmuję, to mogę żywić nadzieję, że to coś gdzieś jest, nawet jeżeli charakter tego czegoś jest daleki od tego, jakim sobie to coś wyobrażam. Taka nadzieja nie jest szkodliwa dla nikogo. Tym bardziej mogę to czynić, ponieważ cały świat, nauka i odkrycia przemawiają za sensowną konstrukcją. Nadzieję tę żywię nie tylko z obawy przed śmiercią, ale z czystego przeczucia, że tak jest, ponieważ wiele na to wskazuje. Znam na ten temat wiele odpowiedzi ateistów: 1. Wiara rodzi się ze strachu przed śmiercią - jest wypełniaczem. Może tak jest w wielu przypadkach, ja tego nie czuję, czuję, że Bóg jest bez względu na mój strach. Świat, jego odkrycia mnie ku temu skłaniają dodatkowo. 2. Wiara zapycha niepoznane przez naukę - zgadza się w większości przypadków. Kościół mami "cudami" prostych ludzi. Nie w moim przypadku, przykładem jest całun, gdzieś tam mam nadzieję, że może jest wyjątkowy, ale jeżeli ktoś mi udowodni, że to falsyfikat, czy dzieło, przyjmę to do wiadomości, ponieważ to i tak nie ma wpływu na moją wiarę. Wiara pochodzi z serca, a nie od cudów, magicznych przedmiotów i czy innych bzdur materialnych.
|
|
| | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Cytuję:"Ja na pewno nie należę do wrogów tego co nie istnieje." "odrzucenie wiary wymaga intelektualnego procesu"> Przy założeniu Pana 100% pewności o nieistnieniu Boga,www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,613984#w614985> ja zawsze będę dla Pana głupcem, zatem czego bym nie powiedział, nie będzie to dla Pana logiczne.www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,619649#w620074> Zapewniam jednak Pana, że nikt z nas nie wie który "intelektualny proces" jest bliższy prawdy, bo rzeczy tej nie da się w tym świecie udowodnić.www.racjonalista.pl/forum.php/s,621512#w621575www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701> Znam na ten temat wiele odpowiedzi ateistów:www.racjon(*)m.php/s,484652/z,0/d,4#w485716@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | >cały świat, nauka i odkrycia przemawiają za sensowną konstrukcją. I Twoim zdaniem implikuje to Inteligentny Projekt?
>Nadzieję tę żywię nie tylko z obawy przed śmiercią, ale z czystego przeczucia, że tak jest, ponieważ wiele na to wskazuje. A co mianowicie?
Nikt do tej pory nie określił dokładnie momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Nadzieję tę żywię nie tylko z obawy przed śmiercią, ale z czystego przeczucia, że tak jest, ponieważ wiele na to wskazuje. Moim skromnym zdaniem to tylko kwestia złudzenia, wynikającego z faktu, że wszystko co robi nauka to tylko coś ala inżynieria zwrotna: jakie wnioski mogą się nasunąć z analizy wstecznej nt. powstawania jedynej planety zamieszkałej przez ludzi? no tylko takie, że wszystko prowadzi bezpośrednio tylko i wyłącznie do.... (bingo!) jedynej planety zamieszkałej przez ludzi. Jakież to wyjątkowe i bosko zaplanowane: cały wszechświat przykrojony w kierunku powstania jedynej planety zamieszkałej przez ludzi.
>przykładem jest całun, gdzieś tam mam nadzieję, że może jest wyjątkowy, ale jeżeli ktoś mi udowodni, że to falsyfikat, czy dzieło, przyjmę to do wiadomości, ponieważ to i tak nie ma wpływu na moją wiarę. \ Dawno zostało to udowodnione za pomocą datowania w kilku niezależnych laboratoriach, ale jakoś nie uznajesz (nie jedyny) tych dowodów.
|
|
| | |  | 9 na 9 | Frank Holman (5897 punktów) | >... wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie. To jest jak przeczucie, instynkt.
Kolejny mylący wiarę religijną z uzasadnionymi przypuszczeniami i nadziejami co do przyszłych zdarzeń w realnym świecie, czynionymi na podstawie posiadanej wiedzy i uprzednich faktów z osobistych doświadczeń. Niestety obawiam się, że tak to właśnie działa - niepoważny człowiek antycypuje na bogów swoje osobiste doświadczenia i niepełną wiedzę np. nt. kursów tramwajów: wielokrotnie jechał tramwajem i widział jego rozkłady, nawet jak sobie tego z głupoty nie uświadomił, i tak podświadomie wie, że każda linia kursuje mniej więcej co określoną ilość minut, oraz mniej więcej zna rodzaje linii w danym mieście i ich trasy - potem roi sobie, że "(jak religijnie) wierzy, że tramwaj przyjedzie, ma jakoby przeczucie, jakoby instynkt; potem wydaje mu się, że to samo można zrobić z religią; nie ogarnia nie analizuje racjonalnie podstaw swoich wcześniejszych przypuszczeń, to potem wszystko mu sie wydaje, że samo z wiary przychodzić może.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >>... wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie. To jest jak przeczucie, instynkt. >Kolejny mylący wiarę religijną z uzasadnionymi przypuszczeniami i nadziejami co do przyszłych zdarzeń w realnym świecie, czynionymi na podstawie posiadanej wiedzy i uprzednich faktów z osobistych doświadczeń. >Niestety obawiam się, że tak to właśnie działa - niepoważny człowiek antycypuje na bogów swoje osobiste doświadczenia i niepełną wiedzę np. nt. kursów tramwajów: wielokrotnie jechał tramwajem i widział jego rozkłady, nawet jak sobie tego z głupoty nie uświadomił, i tak podświadomie wie, że każda linia kursuje mniej więcej co określoną ilość minut, oraz mniej więcej zna rodzaje linii w danym mieście i ich trasy - potem roi sobie, że "(jak religijnie) wierzy, że tramwaj przyjedzie, ma jakoby przeczucie, jakoby instynkt; potem wydaje mu się, że to samo można zrobić z religią; nie ogarnia nie analizuje racjonalnie podstaw swoich wcześniejszych przypuszczeń, to potem wszystko mu sie wydaje, że samo z wiary przychodzić może. >
Kolejny człowiek, który o dziwo poją istotę banalnego przykładu, ale do niego się ograniczył i tak też pozostał. Ponieważ pojął istotę rozkładu jazdy tramwajów, posiadł wiedzę dającą mu prawo wypowiadać się o 100% nieistnieniu Boga, którego pojąć się nie da, zatem prościej odrzucić.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | > Kolejny człowiek, który o dziwo poją istotę banalnego przykładu, ale do niego się ograniczył i tak też pozostał. Ponieważ pojął istotę rozkładu jazdy tramwajów, posiadł wiedzę dającą mu prawo wypowiadać się o 100% nieistnieniu Boga, którego pojąć się nie da, zatem prościej odrzucić.Nigdzie w żadnej wypowiedzi nie odnoszę się do 100% nieistnienia "Boga". nawet mogę przyznać, że na 100% on istnieje. Powtarzam tylko za każdym razem, że póki nie posiada on interakcji z rzeczywistym wszechświatem, a nie posiada, dlatego jest "nieobserwowalny" i "niepojmowalny" i co tam sobie jeszcze dodasz, jego istnienie jest absolutnie nieistotne. "Wali mnie takie irrelewantne istnienie po całości" i na tej podstawie oceniam i będę oceniał myśli, słowa i czyny ludzi, którzy antycypują tę absolutną nieistotność nierelewantnego istnienia na rzeczywisty świat. PS. Nie pojmować to ja mogę np. pełnej natury Wszechświata i nie podważam jego istnienia. Pojmowanie natury rojeń starożytnych pastuchów kóz i wielbłądów, interpretowanych przez współczesnych, mających w tym osobiste interesy, nie jest czymś, co mnie nakręca. Dla mnie każda bez wyjątku religia to jest dokładnie to: Prorok poligamista, Warren Jeffs, rządzi swoim Kościołem z niewyobrażalną perfidią. Choć od kilku lat odsiaduje w więzieniu wyrok dożywocia z nawiązką, nie tylko nie stracił władzy, ale wręcz ma coraz większy wpływ na swoją kongregację.] (pranie mózgów i wielkie zagrożenie społeczne)!
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) |
> Kolejny człowiek, który o dziwo poją istotę banalnego przykładu, ale do niego się ograniczył i tak też pozostał. Ponieważ pojął istotę rozkładu jazdy tramwajów, posiadł wiedzę dającą mu prawo wypowiadać się o 100% nieistnieniu Boga, którego pojąć się nie da, zatem prościej odrzucić.Taaa... za pomocą Wiekiej Tajemnicy wszystko da się uzasadnić  I nic wyjaśnić. Na tym polega Wielka Tajemnica Wiary. I ani słowa o sojuszu ołtarza z tronem, bo będzie kęsim-kęsim! pl.wiktionary.org/wiki/kęsim
Nikt do tej pory nie określił dokładnie momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Kolejny człowiek, który (..) pojął istotę banalnego przykładu (..)> posiadł wiedzę dającą mu prawo wypowiadać się o 100% nieistnieniu> Boga, któego pijąć się nie daTy na szczęście pojmujesz co najmniej jedną rzecz, mówiącą o Bogu: "nie da się go pojąć". To w sumie niezły punkt wyjściowy do pójścia dalej. A więc alleluja i do przodu! 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | 5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Wiara jest wpisana w człowieka, bez wiary, że coś można odkryć, nikt by nie szukał odpowiedzi nawet w nauce, wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie. [...] wiara w Boga nie przeczy mi w rozwijaniu siebie, poznawaniu świata.Świadomie czy nie popełniłeś błąd ekwiwokacji.> Jeżeli przyjdziesz do mnie z odpowiedziami na pytania ludzkości, których nie da się podważyć - zaakceptuję i przyjmę prawdę - jeżeli nie - to zwyczajnie nic nie wiesz, znasz parę uproszczeń , modeli, przydają się w życiu, fajnie, ale nie wiesz nic o życiu, jego powstaniu, jego celu lub bezcelowości, cokolwiek.A ty zapewne znasz odpowiedzi na "pytania ludzkości" (wtf?!), bo te odpowiedzi daje ci wiara w istnienie "Boga".> Nie wpycham Boga tam gdzie nie ma jeszcze nauki, po prostu czuję, że nauka kiedyś zaprowadzi właśnie do niego.To raczej mylne przeczucie, bo póki co im więcej wiedzy naukowej, tym mniej tego twojego "Boga".> A na razie wypada uczciwie przyznać, że nie wiemy nic o tym skąd wzięło się życie, czy ma cel, czy go nie ma, co to za świat i czy są inne.Uczciwość godna pochwały, ale ignorancja towarzysząca tej uczciwości - zupełnie nie.> Jedni czuję, że to coś więcej, zatem szukają wytłumaczenia, każdy jak potrafi, inni nie potrzebują niczego, co da nauka, to jest i tyle. Ja czuję to, dla kogoś moje czucie, to jak sądzi, chemia i nic więcej, dowodów brak, kto ma rację ? Nic nie wiadomo, jest tylko wiara w to lub to lub to i to jednocześnie."Nic nie wiadomo" - jesteś tego pewny? Twój "Bóg" potrzebny jest człowiekowi, jak to mówią, jak rower rybie. Żadnych odpowiedzi na żadne pytania, no chyba że ktoś łyka "boskie" wyjaśnienia kompletnie bezmyślnie.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
>A ty zapewne znasz odpowiedzi na "pytania ludzkości" (wtf?!), bo te odpowiedzi daje ci wiara w istnienie "Boga".
Nie bądź durnym ignorantem. Nie znam odpowiedzi, żywię po prostu nadzieję, że śmierć pozwoli mi je poznać.
>To raczej mylne przeczucie, bo póki co im więcej wiedzy naukowej, tym mniej tego twojego "Boga".
Kij ma dwa końce. Dowody przynoszą różne wnioski, w zależności od założeń poszukującego. Nie wiem czy się mylę, ale ty też tego nie wiesz, więc się nie wymądrzaj.
>Uczciwość godna pochwały, ale ignorancja towarzysząca tej uczciwości - zupełnie nie.
To moja kwestia.
>"Nic nie wiadomo" - jesteś tego pewny?
Taka jest prawda, chyba, że wiesz coś, to podziel się ze mną tą informacją. Pomiń wiedzę o rozkładówce autobusów, składzie pasty do zębów.
>Twój "Bóg" potrzebny jest człowiekowi, jak to mówią, jak rower rybie.
Niczego od Ciebie nie chcę i niczego nie narzucam. Stawiam jedynie pytanie, czy możemy powiedzieć ze 100% pewnością, że nie ma żadnego Boga? Jak na razie nie widzę odpowiedzi, widzę jedynie ignorancję, wymóg fizycznych namacalnych dowodów na istnienie wyższej istoty, odrzucanie tego, co może przekraczać rozumienie, próba sprowadzenia zakładanego stwórcy świata do prymitywnych, ubogich modelów. To jest ignorancja właśnie.
>Żadnych odpowiedzi na żadne pytania, no chyba że ktoś łyka "boskie" wyjaśnienia kompletnie bezmyślnie.
Łykaj co chcesz, ale jeżeli nie znasz moich poglądów, to nie równaj mnie cudołykaczami, bo lata minęły, zanim stwierdziłem, że istnienie Boga wcale nie jest takie proste do wykluczenia.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | spray (5875 punktów) | > >Wiara jest wpisana w człowieka, bez wiary, że coś można odkryć, nikt by nie szukał odpowiedzi nawet w nauce, wszystko jest oparte na wierze, nawet to, że jak idziesz na tramwaj wierzysz, masz nadzieję, że przyjedzie. [...] wiara w Boga nie przeczy mi w rozwijaniu siebie, poznawaniu świata.> Świadomie czy nie popełniłeś błąd ekwiwokacji.Kapitalna uwaga! To jest - moim zdaniem - żródło błędu logicznego, jaki popełniają ludzie, którzy starają się zracjonalizować podstawy wiary! Oswoić tę schizofrenię, która wielu myślącym pozwala zachować pozory i uchodzić za racjonalnych, mimo wyznawania przekonań zgoła niedorzecznych!
Nikt do tej pory nie określił dokładnie momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Podoba mi się też, gdy wierzący w Boga twierdzi, że ateizm jest religią, bo ateista wierzy, że Boga nie ma.
|
|
| | | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
>Podoba mi się też, gdy wierzący w Boga twierdzi, że ateizm jest religią, bo ateista wierzy, że Boga nie ma. Bo i tak być może jeśli uważający się za ateistę zamiast braku wiary w istnienie posiada głębokie, graniczące z pewnością przekonanie - a więc wiarę - w nieistnienie. Hehe. Brak wiary nie jest tożsamy z wiedzą. Przypuszczam, że tejże w powyższej sprawie nie posiada nikt z żyjących na Ziemi ludzi.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Ateizm nie jest niewiarą w istnienie Boga. Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie Boga. Ateizm jest stwierdzeniem, że nie ma wystarczających przesłanek do postulowania istnienia Boga.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > Ateizm nie jest niewiarą w istnienie Boga.Nie zgodze sie. Ateizm to odrzucenie teizmu. To po prostu brak wiary. > Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie Boga.100% racji. Wiara w cos lub w brak czegos to wiara. > Ateizm jest stwierdzeniem, że nie ma wystarczających przesłanek do postulowania istnienia Boga.To agnostycyzm. Ateizm nie potrzebuje niewystarczajacych przeslanek. Ateista nie wierzy i koniec kropka. Nie musi argumentowac dlaczego nie wierzy w jednorozce, krasnoludki, Jahwe czy Allaha. Nie musi rowniez mowic ldaczego nie wierzy w banknoty 122-zlotowe. Bo czym sie rozni brak wystarczajacych przeslanek do postulowania istnienia boga od braku wystarczajacych przeslanek do postulowania istnienia banknotow 122-zlotowych? I jedno i drugie zycie codzienne wyklucza w kazdej jednej chwili
|
|
| | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
> To jest - moim zdaniem - żródło błędu logicznego, jaki popełniają ludzie, którzy starają się zracjonalizować podstawy wiary! Oswoić tę schizofrenię, która wielu myślącym pozwala zachować pozory i uchodzić za racjonalnych, mimo wyznawania przekonań zgoła niedorzecznych!Hejka, od dawna nie czytana koleżanko!  Nie tylko uchodzić, ale być uznawanymi za racjonalistów. Czy według Ciebie człowiek wierzący w jakiegokolwiek boga(załóżmy, że wiadomo o co chodzi) może być racjonalistą?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Jeżeli przyjdziesz do mnie z odpowiedziami na pytania ludzkości, których nie da się podważyć - zaakceptuję i przyjmę prawdę - jeżeli nie - to zwyczajnie nic nie wiesz, znasz parę uproszczeń , modeli, przydają się w życiu, fajnie, ale nie wiesz nic o życiu, jego powstaniu, jego celu lub bezcelowości, cokolwiek. Nie wpycham Boga tam gdzie nie ma jeszcze nauki, po prostu czuję, że nauka kiedyś zaprowadzi właśnie do niego. A na razie wypada uczciwie przyznać, że nie wiemy nic o tym skąd wzięło się życie, czy ma cel, czy go nie ma, co to za świat i czy są inne. Jedni czuję, że to coś więcej, zatem szukają wytłumaczenia, każdy jak potrafi, inni nie potrzebują niczego, co da nauka, to jest i tyle. Ja czuję to, dla kogoś moje czucie, to jak sądzi, chemia i nic więcej, dowodów brak, kto ma rację ? Nic nie wiadomo, jest tylko wiara w to lub to lub to i to jednocześnie. > W sumie nawet podoba mi się ten tok rozumowania. Jest jedno ale. Mógłbyś jeszcze dodatkowo wytłumaczyć, w którym momencie www. filozofia doprowadza do konkretnej sekty religijnej vel. kościoła, jaka to jest konkretnie organizacja religijna i dlaczego akurat ta? Czy też aplikowanie ww. filozofii nie łączy się ze związkami z żadną organizacją religijną?
|
|
|  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) |
>Bo dotychczasowa wiara w naukę pokazała mi, Niewątpliwie wiara w naukę to niezbyt bystra postawa.
>nauka nie jest wyjaśnieniem wszystkiego Niewątpliwie nauka nie wyjaśnia jeszcze wszystkiego. Problem w tym jednak, że wiara w boga nie jest wyjaśnieniem niczego; jest tylko odrzuceniem poszukiwania wyjaśnienia. Dlatego tak wielu ją przyjmuje. Bo większość ludzi nie chce wiedzieć, nie jest zainteresowana wyjaśnieniami, mają głęboko w poważaniu poznanie prawdy o funkcjonowaniu rzeczywistości; chcą po prostu mieć prosty i łatwy schemat postępowania, aby przeżyć swoje marne życie w złudnym poczuciu posiadania wiedzy o tym, że robią to "jak należy". Są naturalnymi niewolnikami, niezdolnymi do życia bez tego wirtualnego bata i kata wyznaczającego im co dobre a co złe. Na samą myśl o tym, że wolność może być prawdą wprost sikają ze strachu, co ludzie powszechnie mogą z taka wolnością zrobić. Mówią, że kochają bliźnich, a tak na prawdę są przerażeni każdym bliźnim, co on może zrobić ze swoją wolnością. Najbardziej jednak powala, gdy część z nich o mózgu, który przestaje żądać poznawania i wyjaśnień, zaczyna zgłaszać, że już żadnej nowej wiedzy nie potrzebuje, mimo iż nie ma na wszystko wyjaśnień - że osiągnął wyższe stadium rozwoju do wiary w boga.
>nie wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, Niewątpliwie jednak wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, ale jak sam mówisz: >uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy.
|
|
| |  | 3 na 3 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | >Niewątpliwie jednak wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, ale jak sam mówisz: >>uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy.
hej, Takim definitywnym uproszczeniem jest przyjęcie modelu wszechmogącego boga , który to model jako zapchajdziura "niby " wszystko wyjaśnia ... a jest przecież wręcz spektakularnym uproszczeniem ! makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) | >>Niewątpliwie jednak wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, ale jak sam mówisz: >>>uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy. >hej, >Takim definitywnym uproszczeniem jest przyjęcie modelu wszechmogącego boga , który to model jako zapchajdziura "niby " wszystko wyjaśnia ... a jest przecież wręcz spektakularnym uproszczeniem ! >makuś > szczególne pozdrowienia dla wegetarian
To nie model, to nadzieja, przeczucie, że nie pojęliśmy wszystkiego. Spektakularnym są fatalne próby tłumaczenia powstania świata.
|
|
| | | |  | 2 na 2 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | >To nie model, to nadzieja, przeczucie, że nie pojęliśmy wszystkiego. Spektakularnym są fatalne próby tłumaczenia powstania świata. >
hej Dobrze - masz nadzieje , że będziesz szczęśliwy Czy to jest wystarczający powód aby twierdzić , że bóg istnieje ? makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
>Czy to jest wystarczający powód aby twierdzić, że bóg istnieje? Wiara nie jest pewnością, więc nie może być mowy o twierdzeniu, o którym piszesz. Twierdzenie należałoby udowodnić(onus probandi), czego dokonać nie sposób. Który to wierzący twierdzi, że Bóg istnieje?
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 daddy (2737 punktów) (zablokowany) |
>Który to wierzący twierdzi, że Bóg istnieje? > stado czyni myślących bezmyślnymi >/Zbyszek Bryłowski/
Zdecydowana większość?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
> >Który to wierzący twierdzi, że Bóg istnieje?> Zdecydowana większość?Myślę, że warto byłoby zapytać każdego z osobna czy wie, że przedmiot jego wiary istnieje, czy też wierzy, że istnieje. Co na to teistyczni adwersarze z fR? W Sieci znalazłem jedynie wyznanie wiary, nie wiedzę.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Myślę, że warto byłoby zapytać każdego z osobna czy wie, że przedmiot jego wiary istnieje, czy też wierzy, że istnieje.www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469www.racjonalista.pl/forum.php/s,546248/z,0> Co na to teistyczni adwersarze z fR?www.kulturaswiecka.pl/node/846> W Sieci znalazłem jedynie wyznanie wiary, nie wiedzę.www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,618781#w618875@@@ .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Spektakularnym są fatalne próby tłumaczenia powstania świata.Jesteś wielkim optymistą Hejtibeatsasie. Łatwo przejrzeć Twoje rozumowanie: dopóki te naukowe próby uważamy za "fatalne", dopóty będzie miejsce na boskie tłumaczenie powstania świata. Przy tym założeniu właściwie nie trzeba już pochylać się nad "fatalnym" dorobkiem np. Stephena Hawkinga i setek jemu podobnych. Jest się od tego zwolnionym przez coś większego w nas. Ach, co za ulga! Ciekawe, prawda?  Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
|  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Bo dotychczasowa wiara w naukę pokazała mi, że nauka nie jest wyjaśnieniem wszystkiego i nie wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, a uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy.
To tylko pokazuje, że model jest kiepski, a nie metodologia.
|
|
|  | 4 na 4 makuś (5578 punktów) (zablokowany) |
>Bo dotychczasowa wiara w naukę pokazała mi, że nauka nie jest wyjaśnieniem wszystkiego i nie wszystko da się uprościć do podstawowego modelu, a uproszczenia powodują błędy w pojmowaniu, choć dają złudne poczucie posiadania wiedzy.
hej, Nauka to nie wiara . Nauce się nie wierzy ale się ją testuje , sprawdza , weryfikuje , poprawia , zmienia , dopasowuje , przerabia ... Jest prawdopodobne , że nigdy nie będziemy wiedzieć wszystkiego ( co to znaczy : wiedzieć wszystko ? ) ale ten fakt nie ma żadnego przełożenia na szukanie odpowiedzi w wymyślaniu sobie wszechmocnego i wszechwiedzącego tajemniczego opiekuna . Jeżeli nauka nie potrafi mi odpowiedzieć to ja sobie wymyśle boga , który będzie potrafił . Bzdura do kwadratu makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| |  | -2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Nauka to nie wiara . >Nauce się nie wierzy ale się ją testuje , sprawdza , weryfikuje , poprawia , zmienia , dopasowuje , przerabia ... >Jest prawdopodobne , że nigdy nie będziemy wiedzieć wszystkiego ( co to znaczy : wiedzieć wszystko ? ) ale ten fakt nie ma żadnego przełożenia na szukanie odpowiedzi w wymyślaniu sobie wszechmocnego i wszechwiedzącego tajemniczego opiekuna . >Jeżeli nauka nie potrafi mi odpowiedzieć to ja sobie wymyśle boga , który będzie potrafił . >Bzdura do kwadratu >makuś > szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Gdy nauka mówi o Boga, jest to wiara. Gdy nauka bada samą siebie, czyli testuje czy nadaje się do opisu świata, na bazie którego powstaje, jest to nauka. Jak zatem nauka ma mówić czy Bóg jest czy nie, jeżeli nie wykracza poza samą siebie ? To jest bzdura do kwadratu.
|
|
| | |  | 4 na 4 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | hej, Bzdurą do kwadratu jest twierdzenie , że skoro ja potrzebuje w moim rozumieniu świata boga to ten bóg istnieje Nauka jest o wiele bardziej sceptyczna i ostrożna w formułowaniu hipotez i wyciąganiu wniosków makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
9 na 9 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Ja bym widział tutaj jeszcze jeden argument na rzecz ateizmu. Otóż za wiarą religijną - konkretnie chrześcijańską - stoi bardzo naiwny obraz świata. Nawine brednie o jakiejś przyrodzonej godności ludzkiej, anioły straże, końce świata. Nie chodzi już o samego Boga tylko o jego implikacje - o to, jakie ten Bóg ma poglądy i jaka kryje się za nim wizja świata.
Jest to wizja wyróżniająca człowieka, doszukująca się szczęśliwego zakończenia. Rozmowy z religiantami i ich płonące spojrzenie rozstrzygają wszystko. Pierdzielenie, że homoseksualizm jest niedobry, bez cienia argumentu na rzecz tej bzdury, znęcanie się nad kobietami, w którym Kościół dzisiaj ściga się z islamem (dobrze mu idzie), można by rzec: ontologiczna pogarda dla kobiety.
W dodatku zupełnie nielogiczne tezy, że Bóg jest Panem mojego życia i dlatego eutanazja jest niedopuszczalna. Przecież tak samo Bóg jest Panem mojego zdrowia i skoro jestem chory, jest to z jego woli i nie powinienem mieć prawa do leczenia.
No, te dwie rzeczy wkurzają mnie najbardziej. Pogarda dla kobiety, przypisywanie sobie przez Kościół prawa do decydowania o życiu i śmierci ateistów, wizja człowieka, widząca go jako koronę stworzenia. Obrzydliwe pomyje. Tak niskie i podłe, że oczywiście żadna wyższa inteligencja za tym stać nie może, raczej zdegenerowani faceci z dawnych wieków.
|
|
 | | Hejtibeats (210 punktów) | >Ja bym widział tutaj jeszcze jeden argument na rzecz ateizmu. >Otóż za wiarą religijną - konkretnie chrześcijańską - stoi bardzo naiwny obraz świata. Nawine brednie o jakiejś przyrodzonej godności ludzkiej, anioły straże, końce świata. Nie chodzi już o samego Boga tylko o jego implikacje - o to, jakie ten Bóg ma poglądy i jaka kryje się za nim wizja świata.
Napisz jak rozumiesz poglądy Boga chrześcijańskiego, bo nie wiem do czego się odnieść.
Znam kilku dobrze usytuowanych pod względem stanowiska księży, biskupów, godnie pełniących złożone przysięgi, i z ich opowieści wiem jak ciężko zmieniać coś, gdy większość ogarnęło zepsucie. Z przykrością stwierdzam, że kościół dziś rządzi się często prawami, których nie ma w Biblii.
|
|
|  | 6 na 6 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | |
|
4 na 4 | J_Sakowski (133 punktów) | > Witam> Jako osoba wierząca od niedawna podejmę wymianę zdań. Każdy kto ma ochotę, niech przedstawi swój> pogląd w sprawie tematu. Jeżeli nie wierzysz w żadnego Boga, żadne super siły, napisz krótko z> jakiego powodu, jednym zdaniem co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  Pomysl ze po smierci wkrzesza mnie i beda rozliczac z uczynkow (a tak maja chyba wszystkie religie z bogiem) po czym bede zyl wiecznie w mece, nagrodzie albo ponownie pojde do piachu (wiecej wariantow chyba nie ma?) jest tak idiotyczny ze nawet nie smieszny. Ilosc bledow logicznych jest w tym tak astronomiczna ze naprawde nie moge pojac i na serio traktuje to jako swoisty fenomen obecnej rzeczywistosc ze goscie sensowenie dyskutujacy np. o strefie Dysona itp moga jednoczesnie dopuszczac na powaznie takie belkoty. Sorry za dosadnosc. Co innego religie jakies takie pierwotne, z Nowej Zelandii, te z mana, szmanami itp. Nie zeby mi grozilo wyznawanie oczywiscie ale duzy szacunek do tego mam, to organizowalo spolecznosci, wrecz warte jest zachowania (w formach mozliwych do przyjecia np. brak ofiar z z ludzi itp naturalnie) no i nie jest juz smieszne na poczatku jak chrzescijanstwo. Bog w 3 osobach a niby jeden i inne takie, litosci. Pozatym u Jehowe nie ma psow w raju a sa lwy. Do bani totalnie. Chrzescijanie w ogole nie maja psow w raju bo pies nie ma duszy. Muzulmanie jeszcze gorzej. Co tam do gory robic, grac na kompie? Chociaz jakies anielice sa? Takie z respektem a moze i z poprawkami roznymi (moze bez szczegolow  , jak szalec to szalec, przeciez jak sie juz raz zalapie na gore to nie wyrzuca karnie chyba? A moze na dole weselej?
|
|
5 na 5 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | co przekonało Cię, że żaden Bóg nie istnieje.  hej, Przekonało mnie ich rzeczywiste , realne , jedynie prawdziwe NIE ISTNIENIE .  Jako stwórcy wszechświata okazywali się idiotami pozbawionymi elementarnych zasad dobrego wychowania i podstawowej wiedzy dotyczącej wręcz wszystkiego od metalurgii poprzez psychologię do filatelistyki i nauk społecznych . Trudno wierzyć w kogoś kto aby komuś wybaczyć domniemane przewiny musi zamordować swego syna , którego zresztą później ożywia aby ten kiedyś wrócił na ziemię by wymordować wszystkich , którzy w to nie wierzą ... czyli ... przekonało mnie zwykłe choć nie pozbawione pewnego wysmakowania racjonalne myślenie . pozdrawiam makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
 | 4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Trudno wierzyć w kogoś kto aby komuś wybaczyć domniemane przewiny musi zamordować swego syna , którego zresztą później ożywia aby ten kiedyś wrócił na ziemię by wymordować wszystkich , którzy w to nie wierzą Jest jeszcze śmieszniej: judeochrześcijański "Bóg" w Raju zadziałał niczym agent Tomek - podpuścił Ewę i Adama do zjedzenia jabłuszka z drzewa, następnie obraził się o to na nich. Potem wysłał sam siebie na śmierć do Rzymian, aby przebłagać siebie samego by odpuścić grzechy ludziom za postępek Ewy i Adama, co i tak nie działa, bo "Bóg" zaplanował Sąd Ostateczny, podczas którego, wbrew sensowi boskiego samobójstwa, "Bóg" będzie oceniał postępki ludzi. Głupota tego konceptu jest przeogromna, w niczym jednak nie przeszkadza "wierzącym", którzy ani przez sekundę nie zastanawiają się nad tym, w co niby wierzą.
|
|
|  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >>Trudno wierzyć w kogoś kto aby komuś wybaczyć domniemane przewiny musi zamordować swego syna , którego zresztą później ożywia aby ten kiedyś wrócił na ziemię by wymordować wszystkich , którzy w to nie wierzą >Jest jeszcze śmieszniej: judeochrześcijański "Bóg" w Raju zadziałał niczym agent Tomek - podpuścił Ewę i Adama do zjedzenia jabłuszka z drzewa, następnie obraził się o to na nich. Potem wysłał sam siebie na śmierć do Rzymian, aby przebłagać siebie samego by odpuścić grzechy ludziom za postępek Ewy i Adama, co i tak nie działa, bo "Bóg" zaplanował Sąd Ostateczny, podczas którego, wbrew sensowi boskiego samobójstwa, "Bóg" będzie oceniał postępki ludzi. >Głupota tego konceptu jest przeogromna, w niczym jednak nie przeszkadza "wierzącym", którzy ani przez sekundę nie zastanawiają się nad tym, w co niby wierzą. > A zaczął od idiotycznego kłamstwa, że jak zjedzą jabłko to umrą, podczas gdy od owoców nie pomarli tylko otwarły im się oczy, np. wymyślili ubrania.
|
|
| |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > >[color=#330000]Jest jeszcze śmieszniej: judeochrześcijański "Bóg" w Raju zadziałał niczym agent Tomek - podpuścił Ewę i Adama do zjedzenia jabłuszka z drzewa, następnie obraził się o to na nich. Potem wysłał sam siebie na śmierć do Rzymian, aby przebłagać siebie samego by odpuścić grzechy ludziom za postępek Ewy i Adama, co i tak nie działa, bo "Bóg" zaplanował Sąd Ostateczny, podczas którego, wbrew sensowi boskiego samobójstwa, "Bóg" będzie oceniał postępki ludzi.To jest ten chrześcijański. Ten żydowski jest w tej historii zupełnie inny: the614thcs.com/40.1440.0.0.1.0.phtmlwww.the614thcs.com/40.1444.0.0.1.0.phtmlte katolickie brednie wyglądają przy tych wyjaśnieniach (w końcu autorów tej opowieści) jak bełkot kompletnie chorego umysłu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | > To jest ten chrześcijański. Ten żydowski jest w tej historii zupełnie inny:> the614thcs.com/40.1440.0.0.1.0.phtml> www.the614thcs.com/40.1444.0.0.1.0.phtml> te katolickie brednie wyglądają przy tych wyjaśnieniach (w końcu autorów tej opowieści) jak bełkot kompletnie chorego umysłu.> No to jest fakt bezsporny - tylko przez pielęgnowany przez Chrześcijaństwo przez wieki antysemityzm - mało znany, że z punktu widzenia teologicznego, Chrześcijaństwo to kompletna degradacja religii na stosunkowo wysokim poziomie z kilkutysięcznoletnią tradycją. Oczywiście taki był od początku zamiar, aby odrzucić całą "boską mądrość" i zejść z religią do najniższych warstw społecznych, bez żadnych podstaw jakiegokolwiek wykształcenia. Wszystko to się absolutnie udało i sukces nowej religii był niepodważalny. Wszystko jednak ma swój koniec i moim skromnym zdaniem do realiów nowoczesnego społeczeństwa, już prawie 1 nogą na innych planetach, nie wiem czy ta religia będzie w stanie się powszechnie zaadoptować. Ludzkość mądrzeje w coraz powszechniejszym zakresie i brednie doktrynalne będą ciążyć coraz bardziej. Osobiście uważam, że KrK będzie niedługo z jednej strony zmuszony, z drugiej gotowy to poważnego odrzucenia balastu swojej mitologii. Następne pokolenia nawet fanatycznych katolików - eksploratorów Kosmosu to będą moim zdaniem ludzie, którzy w dzisiejszym zakresie dogmatów byli by uznani przez dowolnego księdza za kompletnych bezbożników. Oczywiście gdzieś na marginesie będą krążyły cały czas różne sekty Pierwotnego Prawdziwego Kościoła.
|
|
|  | -3 na 3 | Hejtibeats (210 punktów) | >>Trudno wierzyć w kogoś kto aby komuś wybaczyć domniemane przewiny musi zamordować swego syna , którego zresztą później ożywia aby ten kiedyś wrócił na ziemię by wymordować wszystkich , którzy w to nie wierzą >Jest jeszcze śmieszniej: judeochrześcijański "Bóg" w Raju zadziałał niczym agent Tomek - podpuścił Ewę i Adama do zjedzenia jabłuszka z drzewa, następnie obraził się o to na nich. Potem wysłał sam siebie na śmierć do Rzymian, aby przebłagać siebie samego by odpuścić grzechy ludziom za postępek Ewy i Adama, co i tak nie działa, bo "Bóg" zaplanował Sąd Ostateczny, podczas którego, wbrew sensowi boskiego samobójstwa, "Bóg" będzie oceniał postępki ludzi. >Głupota tego konceptu jest przeogromna, w niczym jednak nie przeszkadza "wierzącym", którzy ani przez sekundę nie zastanawiają się nad tym, w co niby wierzą. >
Agent Tomek to jest z Ciebie, za szerzenie bzdurnych interpretacji czegoś, czego nawet nie starałeś się zrozumieć. Poniższy tekst jest interpretacją, a nie moją wiarą wyznawaną ze 100% przekonaniem, ale arogancja szerzona z takim podnieceniem jak najbardziej powinna być tłumiona, ponieważ żaden z Was nie stworzył księgi, która przez setki lat miała wpływ na ludzi, zatem mam do niej szacunek.
Nie znam za dobrze Biblii, jako, że moja wiara dopiero się rozwija i poszukuję wszędzie odpowiedzi, ale o ile mi wiadomo, jest to opis uproszczony, z którego wynika, że Bóg dając jednym z pierwszych ludzi życie, jako rodzic postawił też jakieś wymagania, co w tym dziwnego ? istoty, którego chciały być na równi z Bogiem, zaczęły mamić kolejne stworzenia boskie na swoją stronę, Bóg na to pozwala aby sprawdzić coś, może zdolność do wierności i oddania, "sam siebie" - należny rozumieć, że pierwsza z istot jaką stworzył odrodziła się na ziemi w postaci człowieka i ofiarowała swoje życie w ziemskim wcieleniu aby zmazać z nas karę za grzech "pierwszych rodziców". Pierwsze stworzenie Boga oddaje życie w ludzkiej formie, za grzech jego następców. Zmazanie grzechu pierworodnego ni jak ma się do tego, że dalsze życie zależy od każdego człowieka, zatem człowiek musi zostać osądzony ze swojego życia.
Słowa kieruję do mistrzów arogancji. Nie każę Wam wierzyć w Biblię, ale jako pseudo-racjonaliści (jak wnoszę po przedstawionej interpretacji Biblii) zachowajcie uczciwość w interpretacji, być może takie bzdurne naciąganie spotyka się poklaskiem ludzi na podobnym poziomie intelektualnym i dodaniem "plusów" na forum, ale proszę o zwyczajną uczciwość w rozmowie.
|
|
| |  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Nie ma przymusu przebywania na tym forum. Nie podoba ci się, że twoje poglądy nie są tu podzielane, to po co się męczyć? Jest tyli innych portali i for, gdzie spotkasz podobnych sobie wyznawców.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Hejtibeats (210 punktów) | >Nie ma przymusu przebywania na tym forum. Nie podoba ci się, że twoje poglądy nie są tu podzielane, to po co się męczyć? Jest tyli innych portali i for, gdzie spotkasz podobnych sobie wyznawców. >
Jak będę chciał jak Ty posiedzieć ze swoimi, to zapisze się na jakieś forum katolickie, ale teraz szukam odpowiedzi, więc szukam wszędzie.
|
|
| |  | 4 na 4 | Frank Holman (5897 punktów) | >Agent Tomek to jest z Ciebie, za szerzenie bzdurnych interpretacji czegoś, czego nawet nie starałeś się zrozumieć. Poniższy tekst jest interpretacją, a nie moją wiarą wyznawaną ze 100% przekonaniem, ale arogancja szerzona z takim podnieceniem jak najbardziej powinna być tłumiona, ponieważ żaden z Was nie stworzył księgi, która przez setki lat miała wpływ na ludzi, zatem mam do niej szacunek. >Nie znam za dobrze Biblii, jako, że moja wiara dopiero się rozwija i poszukuję wszędzie odpowiedzi, ale o ile mi wiadomo, jest to opis uproszczony, z którego wynika, że Bóg dając jednym z pierwszych ludzi życie, jako rodzic postawił też jakieś wymagania, co w tym dziwnego ? istoty, którego chciały być na równi z Bogiem, zaczęły mamić kolejne stworzenia boskie na swoją stronę, Bóg na to pozwala aby sprawdzić coś, może zdolność do wierności i oddania, "sam siebie" - należny rozumieć, że pierwsza z istot jaką stworzył odrodziła się na ziemi w postaci człowieka i ofiarowała swoje życie w ziemskim wcieleniu aby zmazać z nas karę za grzech "pierwszych rodziców". Pierwsze stworzenie Boga oddaje życie w ludzkiej formie, za grzech jego następców. Zmazanie grzechu pierworodnego ni jak ma się do tego, że dalsze życie zależy od każdego człowieka, zatem człowiek musi zostać osądzony ze swojego życia. > Słowa kieruję do mistrzów arogancji. Nie każę Wam wierzyć w Biblię, ale jako pseudo-racjonaliści (jak wnoszę po przedstawionej interpretacji Biblii) zachowajcie uczciwość w interpretacji, być może takie bzdurne naciąganie spotyka się poklaskiem ludzi na podobnym poziomie intelektualnym i dodaniem "plusów" na forum, ale proszę o zwyczajną uczciwość w rozmowie. Zaraz zaraz kolego...! Co to znaczy "opis uproszczony"...?! Opis jaki jest każdy widzi! Dlaczego uważasz, że interpretacja, która podsuwa ci np. ksiądz lub katecheta jest prawdziwsza od zapodanej wyżej? Starożytne mity mają to do siebie, że można je poczytać z lekką nutką ironii i humoru, albo się wkręcać w aewolucyjne głębie. Jedno jest natomiast pewne - nawet, jeśli ww. starożytne mity są oparte na jakichś faktycznych starożytnych zdarzeniach, to primo) nie mają one powszechnego znaczenia dla całej ludzkości, secundo) jeśli ewnt. głębia/morał z nich wynikająca nie jest zbieżne z realnym wyjaśnieniem ewolucyjnym - nie mają one znaczenia żadnego. Dlaczego nie masz takiego szacunku np. do mitologii starożytnych cywilizacji z obszaru Grecji, które rozwijały się tam przez okres ponad 3 tys. lat.???
|
|
| | |  | | Hejtibeats (210 punktów) | >jeśli ewnt. głębia/morał z nich wynikająca nie jest zbieżne z realnym wyjaśnieniem ewolucyjnym - nie mają one znaczenia żadnego.
uściślijmy - nie mają dla Ciebie, natomiast o samym algorytmie ewolucyjnym już się wypowiadałem, ignorancją jest założenie odgórne, że algorytm sam sobie przypisał kryteria doboru świadczące o inteligencji, brnął w coraz lepszym kierunku, wyłonił się z znikąd, i rozwija się wciąż, bo tak, ot całe ateistyczne rozwiązanie ludzkości ... no i jeszcze ta wspaniała informacja skąd się wzięła materia, wszystko to jet magiczne jak właśnie wspomniane greckie mity
nie wiem co jest prawdą, nie wiem ile jest jej w Biblii czy innych wierzeniach, ale to o czym mówisz, też zbyt bliskie jej się nie wydaje, nie przeszkadza mi natomiast to kółko adoracji, które zaraz da minusa i Ci przyklaśnie, bo wiem, że przewijają się też tu osoby, które w przeciwieństwie do for typowo religijnych wnoszą coś nowego i innowacyjnego
|
|
| |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie znam za dobrze Biblii, jako, że moja wiara dopiero się rozwijaRozumiem. Znajdziesz tutaj ludzi dużo lepiej znających Biblię od Ciebie. Tym bardziej zalecam korzystanie z ich wiedzy. > i poszukuję wszędzie odpowiedzi,To bardzo dobrze. Myślę, że również dlatego do nas trafiłeś. > Słowa kieruję do mistrzów arogancji.Przede wszystkim powstrzymam się tutaj od wzajemnosci, lansowanej przez Jezusa "Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy." Ewangelia wg św. Mateusza 7:12 (Biblia Tysiąclecia) > Nie każę Wam wierzyć w Biblię, ale jako pseudo-racjonaliściDziękujemy, ale nie potrzebujemy takich, ni innych etykietek od jedynie racjonalnego kol. Hejtibeatsa. > zachowajcie uczciwość w interpretacjiCo w tym kontekście rozumiesz pod pojęciem "uczciwość w interpretacji"? Miejmy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy. Czy nie chodzi Ci przypadkiem o "jedynie słuszną-uczciwą interpretację"? > być może takie bzdurne naciąganie spotyka się poklaskiem> ludzi na podobnym poziomie intelektualnym i dodaniem> "plusów" na forum, ale proszę o zwyczajną uczciwość w rozmowie.Oczekujemy tego również, a może przede wszystkim od Ciebie. Arbitralne określanie, co jest bzdurne a co nie jest najzwyczajniejszym w świecie brakiem kultury jest, nie polemiką. Do tego, takie buńczuczne określenia wypowiadane pzrez nieopierzonego forumowicza, który jest gościem - jest mało kulturalne. A nawet miejscami niegrzeczne. > ale o ile mi wiadomo, jest to opis uproszczony, z którego> wynika, że Bóg dając jednym z pierwszych ludzi życie, jako rodzic postawił> też jakieś wymagania, co w tym dziwnego ?Przede wszystkim jest to opis symboliczny, to po pierwsze. Po drugie piszesz 'jakieś wymagania'. Sprecyzujmy: bał się, że ludzie od razu staną się równi jemu. Czyli bał się detronizacji. Czy tak rzeczywiście robi prawdziwy ojciec, matka? Czy jednak odwrotnie? Chcą przecież wychować swoje dziecko na mądrego dorosłego, który ich kiedyś przeskoczy w samodzielności i zaradności. Po trzeci:e z opisu w Biblii wynika, że chciał ich nieśmiertelności kosztem niewiedzy, co to jest dobro i zło. No i co to w końcu za rodzic, który grozi śmiercią swojemu dziecku za niewypełnienie jakiegoś nakazu? Sam przyznasz, że to nie do końca mądre posunięcie. Co do zabraniania w praktyce - polecam przyglądnąć się dzieciom na filmie, istotny moment zaczyna się od 6 min 24 sek. www.youtube.com/watch?v=R1IgbZw4HCMPozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | -1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Po drugie piszesz 'jakieś wymagania'. Sprecyzujmy: bał się, że ludzie od razu staną się równi jemu. Czyli bał się detronizacji. Czy tak rzeczywiście robi prawdziwy ojciec, matka?
Cóż to za wygodne dla swoich poglądów sprecyzowanie ? Widzę to tak. Według Biblii Bóg stworzył ludzi, było dla niego to czymś nowym, udało stworzyć mu się pierwszych ludzi. Nie wiedział jak z nimi postępować, gdy sam zaś dał im możliwość decydowania co jest dobre a co złe, okazało się, że jest zbyt wcześnie, że nie potrafią operować tak potężną możliwością wyboru i źle ją wykorzystują. Jabłko to jedynie symbolika. Jednym słowem dostali za duży luz i wychowanie nie przebiegało po myśli. Czy dobry król posadzi na tronie dzieci bez doświadczenia, które myślą jedynie o sobie, a nie o bliskich i swoim ojcu, którego będą zastępować ?
Ludzie są wciąż emocjonalnie słabo rozwinięci, nie dostrzegają zbyt wiele poza sobą, dlatego powstają pretensje o niesprawiedliwość świata i jego praw.
Mylnym moim zdaniem jest myślenie o Bogu, bezmyślnie powtarzanym przez wyznawców, jako o idealnym, wszystko wiedzącym i wszystko przewidującym.
>Czy jednak odwrotnie? Chcą przecież wychować swoje dziecko na mądrego dorosłego, który ich kiedyś przeskoczy w samodzielności i zaradności.
Myślę, że ziemia jest dobrą szkołą. Jeżeli nie zobaczysz na własne oczy i nie doświadczysz cierpienia, nie będziesz miał pojęcia o tym choćbyś przeczytał wszystkie książki i wysłuchał opowieści.
>Po trzeci:e z opisu w Biblii wynika, że chciał ich nieśmiertelności kosztem niewiedzy, co to jest dobro i zło.
No chyba nie bardzo. Poza tym nie kosztem wiedzy, a możliwości stanowienia, co jest dobre a co złe, a to jest znaczna różnica. Poza tym jak nauczyć dzieci, że egoizm jest zły, skoro nigdy same nie doświadczyły cierpienia, z powodu egoizmu kogoś innego. A więc muszą doświadczyć i jesteśmy tutaj według Biblii.
>No i co to w końcu za rodzic, który grozi śmiercią swojemu dziecku za niewypełnienie jakiegoś nakazu?
Taki, który może od kopa dziecko przywrócić do życia. Czym dla Boga jest śmierć jeżeli ma nad nią kontrolę. I wracamy do opisywanego przeze mnie egoizmu ludzi i zaopatrzenia na swoją perspektywę. Może świat Boga jest tak rozwinięty, że to my jesteśmy małymi mrówkami, które w jego przybliżeniu mają znikomą świadomość i gdyby był tak próżny jak my, stwierdziłby, że jesteśmy nic nie warci i można nas unicestwić, według Biblii był bliski tego czynu jak już zwątpił. Tak też wielu myśli o płodach i nienarodzonych dzieciach, ma je za nic, bo są gorzej rozwinięte. Jednak jak się okazuje płód gdy się rozwinie może być dla świata wyznacznikiem nowych kierunków w nauce i postrzeganiu.
|
|
| | | |  | 2 na 2 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | Widzę to tak. Według Biblii Bóg stworzył ludzi, było dla niego to czymś nowym, udało stworzyć mu się pierwszych ludzi. Nie wiedział jak z nimi postępować,
hej, Pisząc to musisz chyba zdawać sobie sprawę , że nie o Bogu nam tutaj opowiadasz lecz o jakiejś wydumanej cywilizacji kosmicznej . O takich troszkę bardziej technologicznie zaawansowanych Hejtibeatsach Negujesz i odbierasz Bogu Wszechmoc i Wszechwiedzę a tym samym sam unieważniasz boskość tego o czym z takim zapałem dyskutujesz makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Hejtibeats (210 punktów) |
>Pisząc to musisz chyba zdawać sobie sprawę , że nie o Bogu nam tutaj opowiadasz lecz o jakiejś wydumanej cywilizacji kosmicznej .
Bóg / Cywilizacja kosmiczna - to nasze określenia, w dodatku każdy ma z nimi powiązane pewne odczucia, co istotnie wpływa na ich interpretację, przy założeniu, że jesteśmy stworzeni, ja nie wiem czy Bóg jest jeden czy jest to cywilizacja, niestety z Biblią jest jak z prawem, każdy może sobie coś interpretować, nie wiem ile prawdy jest w Biblii, ale na pewno wiele z niej można wyciągnąć dobrych rzeczy i do życia i do przemyślenia
>Negujesz i odbierasz Bogu Wszechmoc i Wszechwiedzę a tym samym sam unieważniasz boskość tego o czym z takim zapałem dyskutujesz
Gdybyś potrafił stworzyć chociażby prosty organizm, który miałby chociaż instynkt przetrwania, byłbyś dla niego Bogiem, ponieważ mógłbyś go zawsze przywrócić do życia w dowolnym jego stanie istnienia. Dla niego byłbyś wszechmocny, bo posiadałbyś wiedzę, której on nie posiada o sobie. Tyle w temacie wałkowania określenia "Wszechmocny". Coś co jest dosłownie idealne i wszechmocne nie rozwija się, a to przeczy idei istnienia stwórcy. Tylko nie porównuj swojego stanu niewiedzy, do niewiedzy jaką może posiadać nasz zakładany stwórca.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | każdy może sobie coś interpretować, nie wiem ile prawdy jest ...
hej, No właśnie I ty sobie swobodnie interpretujesz nie wiedząc ile prawdy jest w tym twoim interpretowaniu Żadne reguły , zasady cię nie obowiązują nie ograniczają ponieważ ty sam je tworzysz i unieważniasz - twoim kompasem jest kapryśna fantazja , dowolnie uznaniowa , anarchistyczna do bólu a nawet egocentryczna , narcystyczna Bóg jest wszystkim czym chcesz aby był Czy to cię nie zastanawia ' nie niepokoi ?
Choć jestem ateistą to wiem , że Bóg to stworzyciel wszystkiego łącznie z sobą samym A ty przeciwstawiasz zapałkom zapalniczke i gotowyś bić jej pokłony i ofiarować jej ślepe , bezwzględne posłuszeństwo O etyce w przypadku zapalniczki również nie może być mowy więc pozostaje wyłącznie zachwyt i uwielbienie dla silniejszego Smutne to makuś
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Według Biblii Bóg stworzył ludzi, było dla niego to> czymś nowym, udało stworzyć mu się pierwszych ludzi.> Nie wiedział jak z nimi postępowaćWszechmogący i wszechwiedzący Bóg nie wiedział, jak z nimi postępować. Dobre  Czy nie widzisz w tym choćby grama sprzeczności? > gdy sam zaś dał im możliwość decydowania co jest dobre a> co złe, okazało się, że jest zbyt wcześnieWszechmogący i wszechwiedzący Bóg robi błędy. Ciekawe. > że nie potrafią operować tak potężną możliwością> wyboru i źle ją wykorzystują.Zaraz zaraz. Jak to źle wykorzystali. Jak byłeś mały i też chciałeś wiedzieć setki nowych rzeczy, to też rodzice Ci też mówili, że je źle wykorzystasz i np. od zabawy z puszystym małym kotkiem wara? > Jabłko to jedynie symbolika. Jednym słowem dostali> za duży luz i wychowanie nie przebiegało po myśli.Acha i dlatego Kościoł później przez wieki dociskał swoim wierzącym śrubki np. w dziedzinie seksualności tworząc np. takie choroby: pl.wikipedia.org/wiki/Nerwica_eklezjogennaZaiste bardzo logiczne i wzniosłe sprzyjanie życiu i zdrowiu. > Czy dobry król posadzi na tronie dzieci bez doświadczenia,> które myślą jedynie o sobie, a nie o bliskich i swoim ojcu,> którego będą zastępować ?Nie posadzi. Ale po grzyba mówił im o tym drzewie? Czy dobry Król nęci niegotowe dzieci do władzy, aby później ukarać je za niesubordynację? Grozić śmiercią? Nawet zwykły człowiek wie (nie mówiąc o królu czy Bogu) że dziecko potrzebuje czasu i cierpliwości aby rozwijać swoje umiejętności. Chyba, że Ty zamierzasz stawiać obok placu zabaw swoich dzieci znicz z ognia, i wspaniałomyślnie im grozić, że jak podpalą chałupę to je ukarzesz. Przecież to bardzo naiwna i naciągana pedagogika. Nie widzisz tego? > Ludzie są wciąż emocjonalnie słabo rozwinięci, nie> dostrzegają zbyt wiele poza sobą, dlatego powstają pretensje> o niesprawiedliwość świata i jego praw.Typowe biadolenie katolickie. Jesteś człowiekiem? To się rozwijaj na różnych kursach rozwoju, dojrzewaj, próbuj, rób błędy i ucz się na nich. > > Czy jednak odwrotnie? Chcą przecież wychować swoje dziecko> > na mądrego dorosłego, który ich kiedyś przeskoczy w> > samodzielności i zaradności.> Myślę, że ziemia jest dobrą szkołą. Jeżeli nie zobaczysz na> własne oczy i nie doświadczysz cierpienia, nie będziesz miał> pojęcia o tym choćbyś przeczytał wszystkie książki i wysłuchał opowieści.Cierpienia mamy tu aż zanadto - z udziałem, czy bez udziału Boga. Nie ma co się martwić na zapas. > >Po trzeci:e z opisu w Biblii wynika, że chciał ich nieśmiertelności kosztem niewiedzy, co to jest dobro i zło.> No chyba nie bardzo.Radzę przeczytać uważnie Genesis jeszcze raz. > Poza tym nie kosztem wiedzy, a możliwości stanowienia,> co jest dobre a co złe, a to jest znaczna różnica.Jednakowoż lektura Biblii Twoich słów nie potwierdza. Jeśli ktoś tak twierdzi jak Ty, to jedynie późniejsi interpretatorzy, którzy zniekształcają jej treść i ustawiają pod swoje prywatne oczekiwania. Oryginalnie Biblia w tym miejscu nie pozostawia pola do interpretacji. Mowa jest o drzewe poznania dobra i zła (a nie stanowienia). Pierwszym rodzicom nie wolno z niego jeść pod groźbą kary śmierci. > Poza tym jak nauczyć dzieci, że egoizm jest zły, skoro> nigdy same nie doświadczyły cierpienia, z powodu egoizmu kogoś innego.Tutaj egoizm nie ma nic do rzeczy. Będziesz miał dzieci, to może dowiesz się jak się z niego wyrasta. A może wychowasz je na egoistów. > A więc muszą doświadczyć i jesteśmy tutaj według Biblii.Muszą doświadczyć czego i z jakiego powodu? Zbyt mało precyzyjne co piszesz. > >No i co to w końcu za rodzic, który grozi śmiercią> > swojemu dziecku za niewypełnienie jakiegoś nakazu?> Taki, który może od kopa dziecko przywrócić do życia.Zaraz zaraz. W pierwszych wierszach swojego wpisu zanegowałeś wszechmoc Boga "nie wiedział jak z nimi postępować" a teraz twierdzisz, że mógł ich drugi raz stworzyć? Zaiste nadajesz się na proroka  > I wracamy do opisywanego przeze mnie egoizmu ludzi> i zaopatrzenia na swoją perspektywę.Skoro do tego wracasz: psychologia rozwojowa ma na to niestety całkiem inne zdanie. Egoizm jest na pewnym etapie życia i w pewnych sprawach bardzo potrzebny. Bez niego byś zginął. Zwalcz go do reszty, a zobaczysz jak będziesz cierpiał i co się stanie z Twoimi dziećmi, domem itp. > Może świat Boga jest tak rozwinięty, że to my jesteśmy> małymi mrówkami, które w jego przybliżeniu mają znikomą> świadomość i gdyby był tak próżny jak my, stwierdziłby,> że jesteśmy nic nie warci i można nas unicestwić,> według Biblii był bliski tego czynu jak już zwątpił.No właśnie. Który rodzic wątpi w swoje dziecko? A jeśli już, jak to zwątpienie rodzica działa na dziecko, na jego siły witalne i chęć do życia? Zastanów się przez chwilę. > Tak też wielu myśli o płodach i nienarodzonych dzieciach,> ma je za nic, bo są gorzej rozwinięte.Rozwijasz swoje własne wizje co czuje i myśli kobieta poddająca się aborcji, a nawet z taką kobietą nigdy nie rozmawiałeś i nigdy nie słyszałeś co ma na ten temat do powiedzenia i jak wygląda jej emocjonalny dylemat. Prawda? Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jednym słowem dostali za duży luz i wychowanie nie > przebiegało po myśli.
Wychowywanie do czego? Po co człowieka jeszcze wychowywać w raju? Przecież ma już wszystko, czego pragnie i chce. Jest nieskończenie szczęśliwy, ma poczucie bezpieczeństwa, swoją połówkę, dba o niego w każdym calu sama Najwyższa Istota. A może chcesz powiedzieć, że ten raj był niepełny, miał jakieś defekty? Bóg stworzył niepełny raj i trzeba było ludzi żmudnie wychować, żeby całokształt był pełniejszy? Tylko znów: po co, skoro raj to nieskończony ideał? Pomyśl.
> Poza tym jak nauczyć dzieci, że egoizm jest zły, > skoro nigdy same nie doświadczyły cierpienia, z powodu > egoizmu kogoś innego. A więc muszą doświadczyć i jesteśmy > tutaj według Biblii.
Przede wszystkim nie jesteśmy tutaj wg Biblii. Biblia tak naprawdę niewiele mówi z jakiego powodu i jak to się stało, że jesteśmy jacy jesteśmy. A egoizm to wytwór ewolucji - jak już wiesz, w niektórych przypadkach pożyteczny. Na koniec powtórka, bo mam wrażenie że z tym wychowywaniem pierwszych ludzi na "lepszych / dojrzalszych " nie oglądnąłeś programu w linku.
Ważne zaczyna się od 6 min 24 sek. www.youtube.com/watch?v=R1IgbZw4HCM
Jeśli dzieci są tu analogią (a tak jak rozumiem postulujesz) to pierwsi ludzie nie mieli absolutnie szans nie skosztować z drzewa poznania. Musieli popełnić grzech pierworodny, byli na to przez Nad-rodzica skazani. Smutna prawda. A prawda niekiedy wyzwala.. Pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|