Racjonalista - Strona głównaDo treści
boga na pewno nie ma - przypadki umysłu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
14-06-2015 21:57Brzostowski (7067 punktów)boga na pewno nie ma - przypadki umysłu
Ocena 5 na 5
Jak wiecie ostatnio wdałem się, i nie tylko ja, ponownie, w dyskusje z Panem Bogusławskim. Dyskusje wg mnie o niczym. Aby poprawić zatem swoje samopoczucie i nie pisać już tylko o niczym postanowiłem powołać do życia ten wątek.

Dotyczy on poglądu racjonalnego i istnienia lub nie boga. Inspiracją do wątku był ten oto post, który napisał Pan Bogusławski:
to ja:
>>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>>1. Boga na pewno nie ma.
>>2. Religie to samo zło.
>>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
tu Bogusławski
>Za każdym razem Pan albo wykazał się pełną niemożliwością zrozumienia tego co piszę, albo - co bardziej prawdopodobne - ordynarnie Pan skłamał aby po zmanipulowaniu czyiś wypowiedzi wykazać swoje pseudoracje. Nigdy i nigdzie powyższych zdań nie wypowiedziałem i nie wypowiedziałbym, gdyż nie zgadzam się z ich treścią. Spokojnie może Pan, wraz ze swoimi ideowymi przyjaciółmi wierzyć, iż kiedykolwiek i w czymkolwiek przyparł mnie Pan do muru. Z wiarą nie ma dyskusji.

W poście Pan Bogusławski napisał, że nie zgadza się z treścią tych zdań. Chciałbym ograniczyć się w dyskusji tylko do sprawy boga. Uważam, że jest to dość kontrowersyjne zdanie w ustach racjonalisty i naturalisty ontologicznego.

Proszę zatem o merytoryczną dyskusję. A kontrowersję opisuję poniżej.

Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione. Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.

Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga na pewno nie ma", pozostaje sam w sprzeczności ze sobą.

Mam nadzieję, że podejmiecie dyskusję i zrobi to także Pan Bogusławski, i będziemy mieć szansę na merytoryczną dyskusję.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ROBINSON (137 punktów)
>>>1. Boga na pewno nie ma.
Zawsze w przypadku takich deklaracji pytam: Jakiego Boga nie ma? Czy takiego jak sobie wyobrażają przedszkolaki? Czy takiego jak widzą go stare dewotki? Czy takiego jak widzą go teolodzy? A może takiego jak widzą go antropolodzy? Tylko bez infantylnych odpowiedzi, że żadnego. W świecie kultury istnieją bogowie. Pytanie, czy jest się zwierzęciem kulturowym czy tylko zwierzęciem.
14-06-2015 22:44 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>1. Boga na pewno nie ma.
>Zawsze w przypadku takich deklaracji pytam: Jakiego Boga nie ma? Czy takiego jak sobie wyobrażają przedszkolaki? Czy takiego jak widzą go stare dewotki? Czy takiego jak widzą go teolodzy? A może takiego jak widzą go antropolodzy? Tylko bez infantylnych odpowiedzi, że żadnego. W świecie kultury istnieją bogowie. Pytanie, czy jest się zwierzęciem kulturowym czy tylko zwierzęciem.

Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy. Nie oczekuj jednak precyzyjnych definicji, bo takich nie ma.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
15-06-2015 09:06 
 Ocena 1 na 1
ROBINSON (137 punktów)
>>>>>1. Boga na pewno nie ma.
>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim

Świadomie zadałem pytanie - jakiego boga szukamy. Dyskusje o religii czy też poglądy na ten temat przypominają mi prowadzone przez media sondaże. Przejaskrawiając nieco - pytanie do jakiejś straganiarki - co pani sądzi o doświadczeniach prowadzonych w Wielkim Zderzaczu Hadronów? Jeśli więc pytamy o boga, którego sobie wyobraża "mały Kazio" to nie triumfujmy, wołając, przecież takiego nie ma. Wiara i niewiara w takiego boga są tak samo prymitywna.
Jeśli np. KK przyjął, uznał możliwość prawdziwości wszystkich teorii aż do "wielkiego wybuchu" to może niech ateizm wyjdzie z przedszkola i stara się dorównać temu poziomowi. Czy przekomarzanie się nauki z wiarą nie jest śmieszne? Jest i to bardzo. Prawdziwa nauka zajmuje się raczej tym: czym jest wiara, jak powstała, dlaczego istnieje i ma taki wpływ na miliardy ludzi. Nauka już dawno doszła do tego, że człowiek żyje na innym świecie, nie biologicznym czy materialnym, człowiek żyje w świecie kultury. Bo człowiek to umysł a nie flaki z olejem. A w świecie kultury występują bogowie, właśnie tacy jak wyżej napisałeś: "Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd..." Poprzez ludzi potrafią wszystko.
Klepanie dogmatów typu "boga nie ma" naraża ateistów na śmieszność i wrogość. Wyjaśnienie zaś ludziom czym jest bóg i skąd się wziął dałoby ... Tylko po co? Religie są niezbędne dla ludzi. Kto tego nie rozumie jest fanatycznym ateistycznym dewotem. Nie walczmy z wiarą czy religiami. Walczmy z ludźmi którzy wykorzystują je do swoich niecnych celów.
15-06-2015 11:54 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna..
To trochę podpada pod cechy człowieka, ale pewnie chodzi o świadomość pozaziemską.
Istotne byłoby tu rozstrzygnięcie czy ma ona na nas wpływ oraz (co istotniejsze) czy my mamy wpływ na nią.
Jeśli nie da się w żaden sposób sterować/posłużyć bogiem, to czy jest racjonalne rozważanie jego istnienia?

[Chyba że chodzi o boga rozumianego jako swoisty 'znak towarowy' religii, który jak najbardziej bywa wykorzystywany i przynosi organizacjom spod szyldu "Bóg" nawet wymierne korzyści.]
15-06-2015 12:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce.
Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.

>Nie oczekuj jednak precyzyjnych definicji, bo takich nie ma.
Ale różne bajdy poopowiadać sobie można: www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
>Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce.
>Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.
Czyli Pan twierdzi, że takiego boga na pewno nie ma, jak rozumiem? Dookreśla nam to dyskusję.

A zatem moje wątpliwości co do spójności poglądu racjonalnego potwierdzają się. Bóg takowy, wg Pana istnieć nie może. Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie. Wiedząc, że tak jest, własnie dlatego uruchomiłem ten wątek. Bo sprawa wydaje się być istotna. Dlatego proszę o meryoryczną dyskusję, a Pana szczególnie, jako osobę u dużej wiedzy, o prezentację własnego stanowiska i jego uzasadnienie.
15-06-2015 19:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce.
Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.

>Czyli Pan twierdzi, że takiego boga na pewno nie ma, jak rozumiem? Dookreśla nam to dyskusję.
Proszę jeszcze raz przeczytać: "Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora". Napisałem tu o zdaniu pana Fizyka, ale gdy chce się Pan odwołać do mojego to też polecam wyszukiwarkę. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122

>A zatem moje wątpliwości co do spójności poglądu racjonalnego potwierdzają się. Bóg takowy, wg Pana istnieć nie może.
Jakowy? Wymyślony przez Pana. Nawet się nad tym nie zastanawiam, gdyż na gruncie nauk przyrodniczych nikt nigdy i nigdzie nie przedstawił nawet najsłabszych przesłanek możliwości tego czegoś istnienia.

>Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie.
Gdy rozmawiam z Panem zupełnie średnio mnie interesuje jakie zdanie mają inne osoby, chyba że przedstawi Pan konkretny cytat konkretnej osoby pod konkretną rozmowę.

>Wiedząc, że tak jest, własnie dlatego uruchomiłem ten wątek.
Jak jest, że każdy baje jak mu się wydaje, to oczywiste. Dlatego warto szukać wiedzy u ludzi, którzy to sobie po sporej pracy intelektualnej jakoś tam poukładali. Najlepsze są poważne książki, ale i tu na naszym forum ze sporego spektrum poziomu intelektualnego i poglądów jest w czym wybierać. Sporo się od różnych forumowiczów nauczyłem i sporo z nich do dokształcenia się w jakiejś problematyce mnie zainspirowało, ale na Boga dalece nie wszyscy. Wcale tak nie jest, że każda wypowiedź ma tą samą wagę intelektualną, że każdy kto chętnie na każdy temat może się wypowiedzieć wypowiada się mądrze. Umiejętność wyboru też jest dowodem sprawności intelektualnej.

>Bo sprawa wydaje się być istotna.
Dla kogo? Niektórzy mają już zupełnie dość tego tematu.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549/z,0#w668557
> Czemu ateiści, który negują istnienie Boga, poświęcają dużo więcej czasu, emocji i wysiłku na zgłębianie wiedzy na ten temat.

>Dlatego proszę o meryoryczną dyskusję, a Pana szczególnie, jako osobę u dużej wiedzy, o prezentację własnego stanowiska i jego uzasadnienie.
Ależ kto jak kto, ale Pan powinien znać moje poglądy oraz stanowisko bardzo dobrze i jeżeli już to odwoływać się do konkretnych moich postów, które tu opublikowałem.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
> [color=indigo]Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce.
>Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty...
>Proszę jeszcze raz przeczytać: [color=indigo]"Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty...
>ale gdy chce się Pan odwołać do mojego to też polecam wyszukiwarkę.
Szanowny Panie tak nie prowadzi się dyskusji. Z resztą nie idzie o boga tylko o spojność racjonalnego poglądu.
>>A zatem moje wątpliwości co do spójności poglądu racjonalnego potwierdzają się. Bóg takowy, wg Pana istnieć nie może.
>Jakowy? Wymyślony przez Pana. Nawet się nad tym nie zastanawiam, gdyż na gruncie nauk przyrodniczych nikt nigdy i nigdzie nie przedstawił nawet najsłabszych przesłanek możliwości tego czegoś istnienia.
Bo tu nie chodzi o to czy istnieje czy nie. Dyskusja dotyczy spójności racjonalnego poglądu.
>>Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie.
>Gdy rozmawiam z Panem zupełnie średnio mnie interesuje jakie zdanie mają inne osoby, chyba że przedstawi Pan konkretny cytat konkretnej osoby pod konkretną rozmowę.
A powinno, bo jeśli racjonaliści mają różne zdania, to oznacza, że są kontrowersje. NAwet w tym wątku
>>Wiedząc, że tak jest, własnie dlatego uruchomiłem ten wątek.
>Jak jest, że każdy baje jak mu się wydaje...
No tak, typowe dla Pana.
>>Bo sprawa wydaje się być istotna.
>Dla kogo? Niektórzy mają już zupełnie dość tego tematu.
Proszę zatem nie pisać, nie będę Pana zmuszał, chociaż liczyłem że jednak może się Pan skusi.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549/z,0#w668557
>> Czemu ateiści, który negują istnienie Boga, poświęcają dużo więcej czasu, emocji i wysiłku na zgłębianie wiedzy na ten temat.
Panie Bogusławski, Pan uważa się za inteligentnego, proszę zatem pojąć, że wątek nie dotyczy istnienia lub nie boga, tylko spójności racjonalnego poglądu na ten temat. Odróżnia Pan te rzeczy?
>>Dlatego proszę o meryoryczną dyskusję, a Pana szczególnie, jako osobę u dużej wiedzy, o prezentację własnego stanowiska i jego uzasadnienie.
>Ależ kto jak kto, ale Pan powinien znać moje poglądy oraz stanowisko bardzo dobrze i jeżeli już to odwoływać się do konkretnych moich postów, które tu opublikowałem.
Właśnie znam pańskie stanowisko i uważam, że jest ono sprzeczne z racjonalnym poglądem. Opisałem to w pierwszym poście i było by miło, aby Pan właśnie do tego się odniósł, a nie wykręcał się od dyskusji.
16-06-2015 11:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Szanowny Panie tak nie prowadzi się dyskusji.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,668549#w668639

>Z resztą nie idzie o boga tylko o spojność racjonalnego poglądu.
Trudno mi dyskutować z fideistami o spójności racjonalnego poglądu, ale już jej raz tu broniłem. www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739
Gdy zaś Pan zarzuca mnie niespójność, to poza swoją wiarą należy przedstawić jakieś na to dowody.

>Bo tu nie chodzi o to czy istnieje czy nie.
>Dyskusja dotyczy spójności racjonalnego poglądu.:
>Dotyczy on poglądu racjonalnego i istnienia lub nie boga. Inspiracją do wątku był ten oto post, który napisał Pan Bogusławski:
to ja:
>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>1. Boga na pewno nie ma.
>2. Religie to samo zło.
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
>tu Bogusławski
Za każdym razem Pan albo wykazał się pełną niemożliwością zrozumienia tego co piszę, albo - co bardziej prawdopodobne - ordynarnie Pan skłamał aby po zmanipulowaniu czyiś wypowiedzi wykazać swoje pseudoracje.
Nigdy i nigdzie powyższych zdań nie wypowiedziałem i nie wypowiedziałbym, gdyż nie zgadzam się z ich treścią. Spokojnie może Pan, wraz ze swoimi ideowymi przyjaciółmi wierzyć, iż kiedykolwiek i w czymkolwiek przyparł mnie Pan do muru. Z wiarą nie ma dyskusji.

Jak można w ogóle rozmawiać o spójności czyichś poglądów, gdy przypisuje mu się nie jego poglądy oraz zdania, których nie wypowiedział?

>Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie.
Gdy rozmawiam z Panem zupełnie średnio mnie interesuje jakie zdanie mają inne osoby, chyba że przedstawi Pan konkretny cytat konkretnej osoby pod konkretną rozmowę.
>A powinno, bo jeśli racjonaliści mają różne zdania, to oznacza, że są kontrowersje.
Proszę o dowód, że wszyscy, którzy się tu wypowiadają to racjonaliści. Ja sam nie wiem, czy jestem racjonalistą, choć ta postawa poznawcza bardzo mi się podoba i staram się nią kierować. Inteligentni ludzie, gdy dostrzegają jakieś kontrowersje, to rozstrzygają je pomiędzy sobą, a nie za pośrednictwem innych, którzy najprawdopodobniej ich wcale nie rozumieją.

>NAwet w tym wątku
Co w tym wątku? Jest niespójność? Teraz Pan pisze tak: Z resztą nie idzie o boga tylko o spojność racjonalnego poglądu. ,
a poście inicjującym wątek inaczej.


>Wiedząc, że tak jest,
>własnie dlatego uruchomiłem ten wątek.:
W poście Pan Bogusławski napisał, że nie zgadza się z treścią tych zdań. Chciałbym ograniczyć się w dyskusji tylko do sprawy boga. Uważam, że jest to dość kontrowersyjne zdanie w ustach racjonalisty i naturalisty ontologicznego.

Proszę zatem o merytoryczną dyskusję. A kontrowersję opisuję poniżej.

Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione. Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.

Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga na pewno nie ma", pozostaje sam w sprzeczności ze sobą.

Mam nadzieję, że podejmiecie dyskusję i zrobi to także Pan Bogusławski, i będziemy mieć szansę na merytoryczną dyskusję.

Problemem jest tu, iż Pan znowu używa terminów, których znaczenia nie rozumie, albo używa ich niezgodnie z ich przyjętym znaczeniem. O czyś innym mówi racjonalizm światopoglądowy oraz naturalizm ontologiczny. Pisałem o tym wielokrotnie, może jednak warto zajrzeć do moich wypowiedzi?

Jak jest, że każdy baje jak mu się wydaje, to oczywiste. Dlatego warto szukać wiedzy u ludzi, którzy to sobie po sporej pracy intelektualnej jakoś tam poukładali. Najlepsze są poważne książki, ale i tu na naszym forum ze sporego spektrum poziomu intelektualnego i poglądów jest w czym wybierać. (...) Wcale tak nie jest, że każda wypowiedź ma tą samą wagę intelektualną, że każdy kto chętnie na każdy temat może się wypowiedzieć wypowiada się mądrze. Umiejętność wyboru też jest dowodem sprawności intelektualnej.
>No tak, typowe dla Pana.
Wydaje mi się, iż to typowe dla inteligencji oraz akademickich dyskusji polemicznych, ale mogę się tu mylić.

Pan Brzostowski:
Chciałbym ograniczyć się w dyskusji tylko do sprawy boga.
>Panie Bogusławski, Pan uważa się za inteligentnego, proszę zatem pojąć, że wątek nie dotyczy istnienia lub nie boga, tylko spójności racjonalnego poglądu na ten temat. Odróżnia Pan te rzeczy?
Pojmuję, że Pan chce tu wmówić czytelnikom, że Pańskie poglądy na temat Boga są spójne i racjonalne, a Bogusławskiego niespójne i nie racjonalne oraz to, iż w Pańskim mniemaniu przedstawia Pan tu nieodparte na ten temat argumenty. To czy ja coś odróżniam ma się nijak do Pańskiej wiary w posiadanie racji.

>Właśnie znam pańskie stanowisko i uważam, że jest ono sprzeczne z racjonalnym poglądem.
I nic Pan nie czuje, iż się kompromituje. Myśli Pan, iż Pańska święta wiara we własną rację jest tu dostatecznym argumentem. Wiem, że moje stanowisko jest dla Pana podobnie niepojęte jak idea Boga, w którą Pan święcie wierzy, choć jest prosta do zrozumienia, dla których wiara nie jest najważniejszym źródłem poznania.

>było by miło, aby Pan właśnie do tego się odniósł, a nie wykręcał się od dyskusji.
Ponieważ trochę mnie Pan bawi, to traktuje Pańskie wywody niezmiernie poważnie i odpowiadam Panu zgodnie z moją wiedzą oraz poglądami.

@@@
.
05-07-2015 21:51 
 Ocena 1 na 1
gracjana (25 punktów)

>Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.

Z chęcią bym je poznała, bo o ile wiem, to są mi znane tylko dowody np. naukowe na istnienie Boga, które, bynajmniej nie przesądzają o ich prawdziwości formalnej czy materialnej. ewangelia.(*)e-dowody-na-nie-istnienie-Boga
pawel_wr (4297 punktów)
Poczytaj o czajniczku Russela.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
05-07-2015 23:27 
 Ocena 1 na 1
gracjana (25 punktów)
>Poczytaj o czajniczku Russela.

Obejrzyj to: www.youtube.com/watch?v=TsW9j6CGzaA
06-07-2015 12:00 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)
Proszę nie linkować bzdetów. Dziękuję.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
06-07-2015 12:47 
 Ocena 3 na 3
gracjana (25 punktów)
>Proszę nie linkować bzdetów. Dziękuję.

Proszę o argumenty rzeczowe - dziękuję.
pawel_wr (4297 punktów)
Dlaczego zabierasz głos w sprawach, o których nie masz pojęcia ?!?!

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
06-07-2015 23:30 
 Ocena 2 na 2
gracjana (25 punktów)
>Dlaczego zabierasz głos w sprawach, o których nie masz pojęcia ?!?!

Argumentum ad personam? Może oszczędzi Pan sobie takich apodyktycznych sądów, bo to blokuje racjonalną dyskusję.
pawel_wr (4297 punktów)
Trudno racjonalnie dyskutować z miłośnikiem frondy ( np. z Tobą ). Zdradzę Tobie wielką , smutną prawdę : Homo est creator Dei.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Trudno racjonalnie dyskutować z miłośnikiem frondy ( np. z Tobą ). Zdradzę Tobie wielką , smutną prawdę : Homo est creator Dei.
>
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.


    Może dlatego "trudno", że nie próbujesz ???
Gdybyś się pokusił o jakieś racjonalne argumenty??? Może pomóc...
    A ty tu :
- O linkowaniu bzdetów:
Cytat:
Proszę nie linkować bzdetów. Dziękuję.

- O ignorancji adwersarza:
Cytat:
Dlaczego zabierasz głos w sprawach, o których nie masz pojęcia ?!?!

- O zdradzaniu prawd (objawionych ??? )
Cytat:
Zdradzę Tobie wielką , smutną prawdę


    Jak na razie, dowiedziałem się, że Gracjana "jez gupia bo jez gupia".

Ke ???

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Poczytaj o czajniczku Russela.
>
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.


   Poczytaj o obłoku Oorta...
Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
05-07-2015 23:43 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.
> Z chęcią bym je poznała,
Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce ale w tym wątku też je można znaleźć.
Dla chętnego i inteligentnego czytelnika to nic trudnego.

>bo o ile wiem, to są mi znane tylko dowody np. naukowe na istnienie Boga, które, bynajmniej nie przesądzają o ich prawdziwości formalnej czy materialnej.
ewangelia.(*)e-dowody-na-nie-istnienie-Boga
Mnie, odwrotnie niż Szanownej Pani, choć bardzo się starałem i sporo przeczytałem jeszcze naukowych dowodów na istnienie Boga spotkać się jeszcze nie udało, a nawet więcej nie jest mi znana naukowa - czyli możliwa do weryfikacji - definicja tego ludzkiego wytworu wyobraźni.

PS. Czy Pani przypadkiem fora się nie pomyliły?
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

@@@
.
gracjana (25 punktów)
Rozumiem Panie Bogusławie, że chodzi wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,145334/z,0 ?

pozdrawiam
06-07-2015 09:04 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Rozumiem Panie Bogusławie, że chodzi wątek...
Nie, mnie jak zawsze chodzi mi o umiejętność czytania ze zrozumieniem i jakieś tam oczytanie w temacie.
Czy tak trudno zrozumieć, iż na imię mam Andrzej, a nie Bogusław?

>że chodzi wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,145334/z,0 ?
Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo, a postów na ten temat - mądrzejszych, bądź głupszych - jest wprost tysiące. Warto do nich zajrzeć i czasem wprost się do nich odwołać, aby
nie młócić już tu całkowicie wymłóconej słomy.

Miłego dnia.

@@@
.
06-07-2015 10:47 
 0 na 2
gracjana (25 punktów)
>.
>> Rozumiem Panie Bogusławie, że chodzi wątek...
>Nie, mnie jak zawsze chodzi mi o umiejętność czytania ze zrozumieniem i jakieś tam oczytanie w temacie.

To podobnie, jak mnie. Tu się zgadzamy.

>Czy tak trudno zrozumieć, iż na imię mam Andrzej, a nie Bogusław?

Przepraszam Panie Andrzeju.

>>że chodzi wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,145334/z,0 ?
>Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo, a postów na ten temat - mądrzejszych, bądź głupszych - jest wprost tysiące.

Twierdzi Pan:
>Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.

To Panie Andrzeju nic prostszego, tylko proszę je przedstawić, że one istnieją. To, że się na ten temat dyskutowało, nie oznacza, że przedstawiono poprawne formalnie i materialnie: naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga. Chyba to nie są duże oczekiwania?

>Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo

Tylko ja pytam o coś trochę innego. Pytam o: naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga, a nie dyskusje o bycie/bytach nadprzyrodzonych. Konkretne pytanie - oczekuję konkretnej odpowiedzi, a nie wysługiwanie się linkami. Owszem, gdy Pan przedstawi/zacytuje naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga, to warto zalinkować, skąd je Pan zaczerpnął. Link nie jest dowodem w rzeczonej kwestii, zwłaszcza, że jest ich wiele, i jak przejrzałam, nie znalazłam odpowiedzi na moje pytanie.

06-07-2015 12:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Rozumiem Panie Bogusławie, że chodzi wątek...
Nie, mnie jak zawsze chodzi mi o umiejętność czytania ze zrozumieniem i jakieś tam oczytanie w temacie.
>To podobnie, jak mnie. Tu się zgadzamy.
To, że dwoje mówi to samo wcale jeszcze nie znaczy, iż to samo przez to rozumieją.

>że chodzi wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,145334/z,0 ?
Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo, a postów na ten temat - mądrzejszych, bądź głupszych - jest wprost tysiące.

>Twierdzi Pan:
Tu nic nie twierdzę, tylko się do czyjejś wypowiedzi odwołuję.
Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.
>To Panie Andrzeju nic prostszego, tylko proszę je przedstawić, że one istnieją.
Nie rozumiem? Ma Pani wątpliwości w istnienie takich argumentów? Cześć z nich została, pół żartem pół serio, została przez pana Fizyka przedstawiona inne można znaleźć u innych. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122
Nie przeczytała Pani, czy nie zrozumiała - co i tak na jedno wychodzi.

>To, że się na ten temat dyskutowało, nie oznacza, że przedstawiono poprawne formalnie i materialnie:
Nie, to nic nie znaczy - poza tym, iż trzeba sięgnąć do archiwum i zapoznać się z dyskusją oraz jakością argumentów i wyrobić sobie jakiś pogląd na tę sprawę.

>naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga.
Nauka nie zajmuje się bzdurami wymyślanymi przez różnych fantastów.
"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia."


>Chyba to nie są duże oczekiwania?
Zupełnie nie rozumiem Pani oczekiwań? Może warto choćby tylko ten wątek przeczytać ze zrozumieniem, aby zrozumieć swoje własne pytania i możliwość merytorycznej odpowiedzi na nie.

Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo.
>Tylko ja pytam o coś trochę innego.
To trochę trzeba poszukać.

>Pytam o: naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga,
Nic z tego. Ciężar dowodowy spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto zaprzecza: www.racjonalista.pl/forum.php/s,580794#w580805 Nauki przyrodnicze (science) nie zajmują się stworami wymyślonymi przez ludzi: bogami, czarownicami, smokami i tak dalej. Czasem dla z głupoty lub dla żartu zajmują się tym poszczególni uczeni, ale ich spekulacje pozostają poza nauką.

> a nie dyskusje o bycie/bytach nadprzyrodzonych.
Staram się poważnie tu rozmawiać, gdy znajdę do takiej rozmowy partnera.

>Konkretne pytanie - oczekuję konkretnej odpowiedzi, a nie wysługiwanie się linkami.
To czekaj sobie Wielce Szanowna Pani dalej. Nie dostrzegam potrzeby, a tym bardziej konieczności udzielania Pani odpowiedzi na pretensjonalnie, agresywnie i wprost głupio postawione pytania.

>Owszem, gdy Pan przedstawi/zacytuje naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia Boga,
Nauka nie zajmuje się bzdurami wymyślanymi przez różnych fantastów. Większość z argumentów dotyczących tego tematu została nawet w tym wątku przedstawiona. Nie przeczytała Pani, czy nie zrozumiała - co i tak na jedno wychodzi.

>to warto zalinkować, skąd je Pan zaczerpnął.
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,612740#w615337

>Link nie jest dowodem w rzeczonej kwestii,
Naprawdę nie jest? Nigdy bym na to nie wpadł.

> zwłaszcza, że jest ich wiele,
Ogrom cały.

> i jak przejrzałam, nie znalazłam odpowiedzi na moje pytanie.
Naprawdę nie znalazła Pani, a ja myślałem, że nie tylko Pani znalazła, ale nawet dla potwierdzenia swoich poglądów stosownie je zalinkowała.

Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.
> Z chęcią bym je poznała, bo o ile wiem, to są mi znane tylko dowody np. naukowe na istnienie Boga, które, bynajmniej nie przesądzają o ich prawdziwości formalnej czy materialnej.
ewangelia.(*)e-dowody-na-nie-istnienie-Boga
Tak. Michał Pleban, kaznodzieja zboru Kościoła Zielonoświątkowego "Dobra Nowina" w Pruszkowie, jest tu dla nas niepodważalnym autorytetem, gdyż wiary szczególnie głębokiej nie sposób podważyć. ewangelia.(*)za-laska-Michal-Pleban-kazanie

@@@
.
gracjana (25 punktów)
Szanowny Panie Andrzeju
Swego czasu postawił Pan tezę:
"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia" www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704
Przyjmując za fakt, że nauka nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości na rzeczywistość ( co wcale pewne nie jest, czego przykładem są cuda militia-im(*)m-niepokalanej-z-lourdes-cz-i/ ), to jeszcze logicznie z tego nie wynika, iż Byt nadprzyrodzony nie istnieje. Dlaczego? Wynika to z metodologii nauki, która ma swoje ograniczenia poznawcze, mogące nie uchwycić sposobu istnienia Boga.Jakie to są ograniczenia:

A) istnieją sytuacje, gdy nauki przyrodnicze uznają za prawdziwe twierdzenia, które nie opierają się ani na obserwacji ani tym bardziej nie dadzą sprawdzić się w faktach
B) nauki przyrodnicze w punkcie wyjścia swych rozważań przyjmują niesprawdzalne założenia
C) nauki przyrodnicze w sposób jawny ignorują fakty wynikające z obserwacji, na rzecz uzyskania spójności w wyjaśnieniach świata (są zatem bardziej teoretyczne niż praktyczne)
D) nauki przyrodnicze nie są w stanie ostatecznie dowieść, że twierdzenia jakie próbują potwierdzać za pomocą obserwacji są formalno-logicznie poprawne
E) nauki przyrodnicze determinują tor swych poszukiwań przez teoretyczne wyobrażenia, co stawia pod znakiem zapytania jakość i zakres danych obserwacyjnych na jakich bazują
Polecam artykuł lewandowsk(*)swiatopogladem-naukowym,75.htm
Trafna jest, moim zdaniem, stwierdzenie:
"Chodzi tylko o to, że nie mamy prawa, jak to często czynią racjonaliści, powoływać się na naukę jako na ostateczne kryterium mówiące nam w sposób wyczerpujący o tym, gdzie zaczyna a gdzie kończy się świat rzeczywisty. Od tej pory nikt nie ma prawa powiedzieć: świat nadnaturalny nie da się badać metodami naukowymi, one go nie wykazują, a zatem zajmowanie się nim jest bez sensu, można uznać, że on nie istnieje. Jak widzieliśmy po powyższych przykładach z tlenem i promieniami X, nauka może być nieszczelna czy niekompletna w swym opisie nawet naszej materialnej rzeczywistości, nie wyczerpuje tej rzeczywistości w swym opisie, a zatem nieuprawnione jest wykorzystywanie jej do formułowania ostatecznych osądów o granicach naszego świata materialnego, a tym bardziej nieuprawnione jest wykorzystywanie jej do takich osądów, które wykraczają poza zakres tego świata. To tak jakby ktoś chciał stwierdzić, że nie da się szukać bursztynów przy pomocy wykrywacza metalu, zatem poszukiwanie go jest bezsensowne i z góry skazane na niepowodzenie. Nawet jeśli nie da się poszukiwać śladów świata nadnaturalnego za pomocą nauki, to jeszcze nic straconego, skoro ona nie jest w stanie dać nam nawet gwarancji na to, że wyczerpująco opisuje lub kiedykolwiek opisze wszystkie zjawiska świata materialnego.
lewandowsk(*)przeczy-istnieniu-boga,302.htm

Nie twierdzę, iż nauka dowodzi istnienia Boga, ani nie twierdzę, iż posiadamy mocne dowody, czy raczej argumenty za istnieniem Boga, a jedynie twierdzę, iż nauka nie dowodzi nieistnienia Boga, czy też zaprzecza Jego istnieniu.

pozdrawiam Gracjana

07-07-2015 10:48 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Nie twierdzę, iż nauka dowodzi istnienia Boga, ani nie twierdzę, iż posiadamy mocne dowody, czy raczej argumenty za istnieniem Boga, a jedynie twierdzę, iż nauka nie dowodzi nieistnienia Boga, czy też zaprzecza Jego istnieniu.

W takim razie mozemy z powodzeniem calkiem powaznie zaczac rozmawiac o istnieniu latajacych, rozowych sloni bo nauka nie dowodzi nieistnienia takich zwierzat.

Jak myslisz, na ktorym kontynencie mozna spotkac takie slonie?
gracjana (25 punktów)

>W takim razie mozemy z powodzeniem calkiem powaznie zaczac rozmawiac o istnieniu latajacych, rozowych sloni bo nauka nie dowodzi nieistnienia takich zwierzat.
>Jak myslisz, na ktorym kontynencie mozna spotkac takie slonie?

Nie tracę czasu na jałowe dyskusje, bo nie wiem czemu miałabym dyskutować o takich wirtualnych bytach? Z tego, moim zdaniem, że nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, nie oznacza, że On istnieje, tylko, że może istnieć i może mieć wpływ na rzeczywistość. Jaki - nie wiem, ale nauka się rozwija i może doczekamy się dobrze potwierdzonych śladów Jego istnienia. Czy nie jest paradoksem, że jedni są pewni Jego istnienia, a inni nieistnienia. Brakuje mi w Polsce rzetelnych, merytorycznych debat na ten temat, gdzie znawcy tematu rozważają tą kwestię i można ją obejrzeć np. na youtubie. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę dużą liczbę teologów i filozofów chrześcijańskich w Polsce. Może brak im godnego adwersarza, który zaprosiłby ich do takiej debaty?
07-07-2015 11:47 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Nie tracę czasu na jałowe dyskusje, bo nie wiem czemu miałabym dyskutować o takich wirtualnych bytach?

Nie wiecej wirtualny niz z dziewicy ludzkiej zrodzony bog

>Z tego, moim zdaniem, że nauka nie zaprzecza istnieniu Boga, nie oznacza, że On istnieje, tylko, że może istnieć i może mieć wpływ na rzeczywistość.

Tak jak rozowy, latajacy slon.

>Jaki - nie wiem, ale nauka się rozwija i może doczekamy się dobrze potwierdzonych śladów Jego istnienia.

Musi sie troche pospieszyc. Bo byc moze nie zdazy potwierdzic istnienia Jahwe bo ta jak milion bogow przed jahwe zostalo przez swojego nastepce zdetronizowane, tak samo Jahwe zostanie wywalpny z niebia i nauka znowu bedzie musiala zaczynac od poczatku

>Czy nie jest paradoksem, że jedni są pewni Jego istnienia, a inni nieistnienia.

To nie zaden paradoks. Ci, ktorzy sa pewni istnienia Jahwe zostali w dziecinstwie zainfekowani tym syfem. Ci, ktorzy nie wierza w teny syf maja po prostu zdrowy umysl.

>Brakuje mi w Polsce rzetelnych, merytorycznych debat na ten temat, gdzie znawcy tematu rozważają tą kwestię i można ją obejrzeć np. na youtubie.

Chcest rzetelnego p*****lenia o szopenie?

A o ktorym bogu chcesz rzetelnej dyskusji? Jahwe? Allahu? Zeusie? Thorze?

>Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę dużą liczbę teologów i filozofów chrześcijańskich w Polsce. Może brak im godnego adwersarza, który zaprosiłby ich do takiej debaty?

Oczywiscie. Zaden adwersarz, ktory neguje istnienie chrzescijanksiego boga nie jest godny katolickiego teologa
07-07-2015 11:54 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę dużą liczbę teologów i filozofów chrześcijańskich w Polsce. Może brak im godnego adwersarza, który zaprosiłby ich do takiej debaty?

Proszę Szanowną Panią,jestem tolerancyjny,ale kiedy mam przyjemność czytać takie dyrdymały,to naprawdę zastanawiam się czy racji nie maja czasem ci wszyscy Racjonalni niewierzący.Nie chce być nie grzeczny,ale czy nie wydaje się Pani,ze zadaje Szanowna Pani naiwne pytania,które uwłaczają pytanemu ? Jeśli chce Pani debaty to niech Pani skontaktuje sie z episkopatem,albo z kolkiem wlasnej parafii.
Żegnam
Spring (1174 punktów)
>W takim razie mozemy z powodzeniem calkiem powaznie zaczac rozmawiac o istnieniu latajacych, rozowych sloni bo nauka nie dowodzi nieistnienia takich zwierzat.

Latające słonie, krasnoludki i inne czajniczki nie są dobrą analogią Boga, rozumianego jako stwórcy wszechświata. O ile stawiamy sobie za cel zrozumienie powstania wszechświata, to możemy wysuwać różne hipotezy. Próbując jednak podstawić pod stwórcę jakiś byt wyimaginowany de facto robimy z niego Boga.
Hipoteza o powstaniu świata z kapelusza Kraussa nie jest mniej fantastyczna niż stworzenie boskie, a być może ta druga jest bardziej logiczną, bo przynajmniej próbuje zaistnienie uzasadnić.
07-07-2015 18:10 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Swego czasu postawił Pan tezę:
"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia"
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624704
Szanowny Pani Gracjano, swego czasu, a jestem tu od września 2006 roku, postawiłem tu bardzo wiele tez, które były rozumiane i akceptowane, rozumiane i nieakceptowane oraz takie, które przez większość tutejszych fideistów była nieakceptowana już nawet przed próbami ich zrozumienia.

Proszę wybaczyć, ale to nie jest tak, że wpadnie tu jakaś nawet wielce inteligentna i uczona osoba i rzuci parę prostych pytań, a Bogusławski natychmiast się rzuci aby wyjaśnić jej wszystko od początku. Nawet grzeczność wymaga, nie mówiąc już o merytoryczności aby do rozmowy być przygotowanym, to znaczy jako tako znającym literaturę przedmiotu oraz dostępne nam poglądy interlokutora. Tak mnie przynajmniej uczono.

>Przyjmując za fakt, że nauka nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości na rzeczywistość (co wcale pewne nie jest, czego przykładem są cuda militia-im(*)m-niepokalanej-z-lourdes-cz-i/), to jeszcze logicznie z tego nie wynika, iż Byt nadprzyrodzony nie istnieje.
Czy Wielce Szanowna Pani uważa, że dalsza dyskusja merytoryczna jest możliwa? Ja nie, gdyż wiara jest niedyskutowana i z wierzącymi na temat ich wiary dyskusja jest niemożliwą.
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,511985#w520302
www.racjon(*).php/z,0/d,64/s,511985#w526697
www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,48#w522144

> Dlaczego? Wynika to z metodologii nauki,
Tak, najistotniejszym dla mnie środkiem poznania (poza własnym umysłem uzbrojonym w zmysły) jest dorobek nauki oparty na jej metodologii.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

>która ma swoje ograniczenia poznawcze,
Jakie ograniczenia poznawcze - większe od ograniczeń poznawczych człowieka - ma nauka? Ja takich nie znam.

> mogące nie uchwycić sposobu istnienia Boga.
Jeżeli człowiek nie może czegoś tam uchwycić, to jest to dla jego poznania zupełnie nieistotne. Boga nie ma w naukach przyrodniczych, choć jako ludzki wytwór istnieje i odgrywa ważną rolę w ludzkiej kulturze.

>Jakie to są ograniczenia:
>A) istnieją sytuacje, gdy nauki przyrodnicze uznają za prawdziwe twierdzenia, które nie opierają się ani na obserwacji ani tym bardziej nie dadzą sprawdzić się w faktach
Ja takich nie znam.

>B) nauki przyrodnicze w punkcie wyjścia swych rozważań przyjmują niesprawdzalne założenia
Zdarza się, ale od razu trzeba podać warunki weryfikacji i do czasu ich praktycznego zweryfikowania pozostają tylko naukowymi hipotezami (spekulacjami), tyle tylko, iż wszelkie naukowe spekulacje muszą uwzględniać dotychczasowy dorobek nauki i nie są wytworami tylko fantazji, tak jak religie i religijne stwory.

>C) nauki przyrodnicze w sposób jawny ignorują fakty wynikające z obserwacji, na rzecz uzyskania spójności w wyjaśnieniach świata (są zatem bardziej teoretyczne niż praktyczne)
Dowody?

>D) nauki przyrodnicze nie są w stanie ostatecznie dowieść, że twierdzenia jakie próbują potwierdzać za pomocą obserwacji są formalno-logicznie poprawne
Najważniejszym kryterium nauki jest doświadczalna powtarzalność. Praktyka.

>E) nauki przyrodnicze determinują tor swych poszukiwań przez teoretyczne wyobrażenia, co stawia pod znakiem zapytania jakość i zakres danych obserwacyjnych na jakich bazują.
Bzdura, jaka tylko w jakiejś chorej głowie może się wytworzyć. Nauka nie determinuje swoich poszukiwań.

>Polecam artykuł lewandowsk(*)swiatopogladem-naukowym,75.htm
Znam dorobek pana Lewandowskiego bardzo dobrze:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,29670/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,66553/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,37364/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,37035/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,29529/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,29023/z,0
i jeżeli go komukolwiek polecam, to jako przykład religijnego zacietrzewienia i zaślepienia swoją wiarą.

>Nie twierdzę, iż nauka dowodzi istnienia Boga, ani nie twierdzę, iż posiadamy mocne dowody, czy raczej argumenty za istnieniem Boga,
Nauka (science) żadnymi wydumanymi sobie przez ludzi stworami nie zajmuje i żaden "Bóg" dla nauki nie istnieje.

> a jedynie twierdzę, iż nauka nie dowodzi nieistnienia Boga, czy też zaprzecza Jego istnieniu.
To wynika z powyższego, ale trzeba tu przyjąć informację, iż "Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia" I dlatego polecam tu Pani wybór pana Brzostowskiego. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,613984#w614985 Oczywiście należy go traktować retorycznie, czyli choć serio, to nie czepiać się promilowej precyzji. 99% w zupełności wystarcza.

@@@
.
07-07-2015 00:01 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>> Rozumiem Panie Bogusławie, że chodzi wątek...
>Nie, mnie jak zawsze chodzi mi o umiejętność czytania ze zrozumieniem i jakieś tam oczytanie w temacie.
>Czy tak trudno zrozumieć, iż na imię mam Andrzej, a nie Bogusław?
Cholera tam wie, jak kto ma na imię.
07-07-2015 03:17 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>Wątków na temat istnienia/nieistnienia świata nadprzyrodzonego jest na naszym forum sporo, a postów na ten temat - mądrzejszych, bądź głupszych - jest wprost tysiące. Warto do nich zajrzeć i czasem wprost się do nich odwołać, aby
>nie młócić już tu całkowicie wymłóconej słomy.

Tu zgadzam się z Panem Andrzejem. Jeśli niektórzy forumowicze są przekonani, że bóg/bogowie istnieją, to ich pogląd i sfera odczuć (podobno niezwykle szlachetnych) stanowi ich kręgosłup budujący jestestwo. Jeśli są tacy, którzy nie wierzą, to dziwię się, że znów dają się nakręcać na czcze dyskusje, w których nawet nie warto wskazywać "wygranego". Jest to tak głęboko osobista i delikatna sfera osobista każdego, że nawet staje się niesmacznym ciągłe/notoryczne wywlekanie jej na forum dyskusyjnym, narażając założycieli wątków proweniencji religijnej na podejrzenie o ekspiacyjny ekshibicjonizm. To już jest niesmaczne choćby dlatego, że daje odczucie przeżuwania już nie raz trawionej treści w swej postaci nie przypominającej, z wiadomych względów, wartościowego jadła. Gdy patrzę na te, jakby nie było wywody, to zaczynam je traktować jako niezwykły element egzotyki tego forum.
Pozdrawiam.


Ich bin besser als mein Ruf
Brzostowski (7067 punktów)
Ja już sam z siebie wątków takowych nie produkuję bo nie ma to sensu. Dziwnym jest natomiast, że to właśnie ateiści i racjonaliści nakierowują dyskusje na te sprawy. Ten wątek nie miał dotyczyć istneinia boga, dotyczyć miał innych spraw, co na poczatku wielokrotnie róznym forumowiczom, głównie ateistom i racjonalistom starałem się wyjaśnić. Ale nie dało się. Nie jest moją winą, że wszędzie niektórzy szukają spisków i ewangelistów.

A co do wymłóconej słomy - wg mnie Wy (ateiści/ racjonaliści) walicie cepem umyślnie w te miejsca gdzie już sami wymłóciliście, a tam gdzie jeszcze jakieś ziarno może być - młócić nie chcecie, na wszelki wypadek, aby ewentualne ziarno nie okazało się niesmaczne.

Dlatego też o istnieniu lub nie boga tutaj już sensu nie ma żadnego rozmawiać, bo zaraz Bogusławski wypisze 50 linków, zacznie pisać o głupich teistach itd... Tymczasem dzięki fR, dyskusje tego typu prowadzę z niektórymi użytkownikami prywatnie i nawet planujemy publikację.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ja już sam z siebie wątków takowych nie produkuję bo nie ma to sensu.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549/z,0

> Dziwnym jest natomiast, że to właśnie ateiści i racjonaliści nakierowują dyskusje na te sprawy.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429

>Ten wątek nie miał dotyczyć istneinia boga, dotyczyć miał innych spraw, co na poczatku wielokrotnie róznym forumowiczom, głównie ateistom i racjonalistom starałem się wyjaśnić. Ale nie dało się.
Należy starać się aby różnica pomiędzy tym co się myśli, a tym co się pisze była jak najmniejszą. Nasze forum jednak jest skierowane do racjonalistów i skoro większość nie zrozumiała, to znaczy, iż nie potrafił Pan tu przekazać innym swoich myśli - co jest powszechnością u wszelkich doktrynerów, głęboko wierzących we własne racje.
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669768
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669788
Pan Brzostowski: Rozważamy [tu] kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji.

> Nie jest moją winą, że wszędzie niektórzy szukają spisków
A może tu jednak warto bardziej personalnie? Kto szuka?

> i ewangelistów.
Ewangelistów, którzy wymarli prawie dwa tysiące lat temu, to tylko niezbyt kumaci poszukują. Natomiast przez na nasze forum przewinęło się sporo różnych kaznodzieji-ewangelizatorów, a niektórzy z nich to nawet chrześcijanami nie byli.

>A co do wymłóconej słomy - wg mnie Wy (ateiści/ racjonaliści) walicie cepem umyślnie w te miejsca gdzie już sami wymłóciliście, a tam gdzie jeszcze jakieś ziarno może być - młócić nie chcecie, na wszelki wypadek, aby ewentualne ziarno nie okazało się niesmaczne.
Jakie Wy? To nie ta epoka. Ja do żadnych racjonalistów/ateistów się nie zapisywałem i nawet nie wiem, czy taka organizacja istnieje. To co tu piszę, to piszę we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność, choć z racjonalistami zgadzającymi się z linią portalu oraz z racjonalizmem światopoglądowym - podzielam większość poglądów w opisanym tam zakresie, ale racjonalizm światopoglądowy polega m.in. na tym, że każdy sam do niego dojść musi i dlatego przeróżne drogi do niego prowadzą.

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.
>Panie Bogusławski, plecie Pan ... a ja mam coraz mniej siły aby się kopać z hologramem konia.
Ależ Panie Brzostowski z argumentami "ad personam" radzi Pan sobie doskonale (choć zbyt często Pan małpuje innych zamiast wymyślania własnych) uważam, iż znacznie lepiej ode mnie, choć ja też nie daję sobie w kaszę dmuchać, tyle że znacznie gorzej idzie Panu z argumentacją "ad rem". Znakomita większość Pańskich forumowych oponentów wykazała ewidentnie Panu, iż Pan tu brednie oparte tylko na Pańskiej wierze wypisuje.

I co Pan z mojej wypowiedzi poza tym, iż fundamentalnie się z Panem nie zgadzam, jest zdolnym zrozumieć? Moim zdaniem bardzo niewiele i warto było tu pisać, gdy nasze wypowiedzi czytała spora grupa osób, z których znakomita większość rozumiała o czym piszę.


>Dlatego też o istnieniu lub nie boga tutaj już sensu nie ma żadnego rozmawiać, bo zaraz Bogusławski wypisze 50 linków,
Jest sens i to ogromny skoro napisano na ten temat tysiące książek, z których sporo Bogusławski przeczytał i przemyślał, a z części wiedzy w nich zawartej pozdawał nawet egzaminy. Przedmiot jest w wielu aspektach ogromnie ciekawym i wartym poważnych dyskusji, tyle tylko, iż do każdej dyskusji, a nawet tylko poważnej rozmowy, trzeba być przygotowanym - co znaczy, że choćby tylko minimalnie oczytanym w literaturze przedmiotu - co prawie nigdy nie udaje się żadnym z fideistów, gdyż nawet, gdy sięgają poza książki dozwolone do czytania przez władzę duchowną, to czytają je wybiórczo i bez zrozumienia.

> zacznie pisać o głupich teistach itd...
Właśnie tu mamy przykład możliwości zrozumienia czegokolwiek przez zacietrzewionego fideistę, ślepo wierzącego
we własne racje: > 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
Jest on połączany z punktem drugim, gdyż uważam, że to wiara nas ogranicza, a nie jej przedmiot.


Moim zdaniem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących po głęboko wierzących swoją wiarą całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko. Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację..
Więc ani tak pisałem, ani też tak nie uważam, iż to teiści są jakoś tam specjalnie ograniczeni intelektualnie, gdyż to tylko przedmiot wiary, a ja samą wiarę - nie jej przedmiot uważam za ograniczenie intelektualne.
Głęboka wiara pana Brzostowskiego jest całkowicie niedyskutowalna. On nas swoją głęboką wiarą ewangelizuje i dziwi się, iż jego bzdur prawie nikt tu nie kupuje.

>Tymczasem dzięki fR, dyskusje tego typu prowadzę z niektórymi użytkownikami prywatnie
U cioci na imieninach.

> i nawet planujemy publikację.
Głupich książek jest ogrom cały. Nie sztuka opublikować - sztuka sprzedać, a wprost ogromna sztuką jest wprowadzić
do dyskursu. Zobaczymy!

@@@
.
08-07-2015 11:45 
 Ocena 1 na 3
gracjana (25 punktów)
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.

Panie Andrzeju! Formułuje Pan bardzo uogólniające tezy. Bo pytania, jakie się nasuwają z powyższą tezą są np. takie:
- o jaki pogląd teistyczny chodzi, bo jest ich wiele? pl.wikipedia.org/wiki/Teizm
- o jakich teistach Pan mówi, bo przecież są ich setki milionów , różnych religii, kultur itd
- o jakim ograniczeniu intelektualnym Panu chodzi, bo chyba nie o upośledzeniu umysłowym? www.psychi(*)ledzenia-umyslowego/13703.html
- czy swoją tezę potrafi Pan poprzeć jakimiś rzetelnymi badaniami naukowymi, czy tylko swoimi obserwacjami i dyskusjami na forum?

>gdyż uważam, że to wiara nas ogranicza, a nie jej przedmiot.
> Więc ani tak pisałem, ani też tak nie uważam, iż to teiści są jakoś tam specjalnie ograniczeni intelektualnie

To niech Szanowny Pan się zdecyduje, czy teiści są ograniczeni intelektualnie ( cokolwiek to znaczy), czy też nie.

>Moim zdaniem każda wiara[/color] (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. [/url].

Rozumiem, że sama wiara jest dla Pana czymś negatywnym, bez względu w co i kogo się wierzy. Tylko Panie Andrzeju w realnym życiu, bez wiary nie da się praktycznie żyć np. w relacjach międzyludzkich. Jeśli kogoś kocham, to mu ufam, czyli wierzę, że on względem mnie ma pozytywne nastawienie; wierzę, że mnie nie oszukuje; wierzę koleżance w pewnych sprawach, rodzinie, a nie wierzę politykom, bo mnie oszukiwali.
Wiara - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy . Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy. pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
Czy do takiej wiary też Pan podchodzi tak negatywnie? Czy przypadkiem, wiara nie myli się Panu z fideizmem?
16-06-2015 17:52 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy. Nie oczekuj jednak precyzyjnych definicji, bo takich nie ma.
Wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.

Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie.

Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.

Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../

Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty
za i przeciw w tej kwestii.


@@@
.
04-07-2015 14:57 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)

>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd...

witaj ,
To zdecydowanie nie wystarczy !
To co przedstawiłeś można wyrazić też tak : Bóg czyli coś tam tego w tym takim a raczej nie bardzo chociaż na pewno trzeba inaczej żeby było konieczne lecz przecież gdyby toby ...
A teraz chcesz o tym na poważnie dyskutować ?
Twoja definicja boga to definicja każdego ( prawie ) człowieka a nawet każdego ( prawie ) ssaka a nawet każdego (prawie ) ptaka z wyłączeniem wszechmocy ...
Ale ja tu przygotowałem pana Swinburne'a , który pisze tak :
Swinburne ( Richard Granville Swinburne - brytyjski filozof, emerytowany profesor na Uniwersytecie Oksfordzkim, gdzie wykładał filozofię religii chrześcijańskiej. ) : Teista twierdzi nie tylko , że Bóg sprawia istnienie ( albo powoduje lub zezwala innym na sprawianie , albo też zezwala na istnienie nieuprzyczynowione ) stołów , krzeseł , ( ucieleśnionych osób i gwiazd , lecz także to , że sprawia on ( albo powoduje lub zezwala innym na sprawianie , iż iż poruszają się one i oddziaływają w taki a nie inny sposób , a pomad to , że ich ruch i oddziaływanie nie miałyby miejsca bez jego działania lub zezwolenia . Działanie ( lub zezwolenie ) Boga jest potrzebne np. Nie tylko dla istnienia wiatru , lecz dla tego , aby wiał on tak a nie inaczej . (Swinburne 1995 , 185 - Bóg bez znaczenia - J.Machjerek )
Taka teologia nie pozostawia najmniejszych złudzeń co do tego , że :
1 ) Bóg "bawi się" ( istnieje ) sam ze sobą - nikogo prócz siebie do swej zabawy ( istnienia ) nie potrzebuje , nie chce i faktycznie nie ma ponieważ to co istnieje istnieje wyłącznie jako jego wola .
2 ) Tylko i wyłącznie Bóg odpowiedzialny jest za wszelki ból i cierpienie a nawet nie tylko jest odpowiedzialny ale jest jedynym sprawcą wszelkiego bólu i cierpienia .

Musimy koniecznie odrzucić w całości idee boga osobowego jako etyczny i intelektualny absurd . Musimy uwolnić się od naszej przeszłości człowieka prymitywnego , który nie potrafił odróżnić snów od jawy i rzeczywistości od woli boga-demona-ducha .
Już dziś zdajemy sobie sprawę z tego , że jedną z przyczyn wiary w duchy jest ewolucja języka . Zdolność do porozumiewania się bez konieczności widzenia rozmówcy przyczyniła się do rozwinięcia takich właśnie wyobrażeń .

e-duch

A TY musisz koniecznie przedstawić coś bardziej konkretnego od bla bla bla ...

Acha jeszcze jedna rzecz :
Bóg , który jako jedyny nie potrzebuje wyjaśnienia i definicji choć wszystko inne potrzebuje a on sam jest tego wszystkiego innego ostateczną przyczyną i wyjaśnieniem może być postrzegany wyłącznie jako trik jarmarczny i błezenade

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
04-07-2015 18:13 
 Ocena-1 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>To zdecydowanie nie wystarczy!
>To co przedstawiłeś można wyrazić też tak : Bóg czyli coś tam tego w tym takim a raczej nie bardzo chociaż na pewno trzeba inaczej żeby było konieczne lecz przecież gdyby toby ...
>A teraz chcesz o tym na poważnie dyskutować?
Zrozumieć Pana Brzostowskiego, podobnie do innych fideistów, łatwo nie jest.
Wydaje mi się, iż nie do końca rozumiesz temat wątku. Nie rozważamy tutaj czy bóg istnieje czy też nie. Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji. Do tego nie są potrzerbne ani precyzyjne definicje boga, ani sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu (na marginesie, w cale tego nie postuluję w tym wątku).

Z czego wynika, że niezależnie od irracjonalnych bzdur, które tu głosi od września 2007 roku - miedzy innymi - na temat nie wiadomo czego, co on nazywa "Bogiem", czuje się upoważnionym za panem Elaspem do rozważania kwestii spójności poglądu racjonalnego (Chyba jednak o racjonalistyczny, a nie o racjonalny mu chodziło?) Dalej swoją dyskusję kieruje już bezpośrednio do mnie: A zatem moje wątpliwości co do spójności poglądu racjonalnego potwierdzają się. Bóg takowy, wg Pana istnieć nie może. Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie. Wiedząc, że tak jest, własnie dlatego uruchomiłem ten wątek. Bo sprawa wydaje się być istotna. Dlatego proszę o meryoryczną dyskusję, a Pana szczególnie, jako osobę u dużej wiedzy, o prezentację własnego stanowiska i jego uzasadnienie. Wychodząc że świętej wiary, iż każda dyskusja na temat nie wiadomo czego nazywanego przez wierzących Bogiem już z założenia sens mieć musi, no bo jak inaczej?

Pan Brzostowski: Moja robocza definicja boga, też jest taka: niedoskonała, ale chyba zrozumiała. Ty oczekujesz aby definicja boga była była lepsza, aby podać więcej cech, itd ... Słusznie, ja też bym chciał, ale nie potrafię nic innego napisać, aby było niesprzeczne. I o ile żądanie lepszej definicji jest słuszne, to w przypadku jej braku wyciąganie wniosku
o nieistnieniu czegoś z powodu słabej definicji tego czegoś jest już zwyczajnie nieuczciwe.


Dobrze, ale chodzi o boga świadomego - istotę rozumną, nie o boga - człowieka, ani boga - świat. Bóg o którym tutaj piszę jest jakoś bliski bogom wielkich religii (tworzy i niszczy), o takiego boga mi chodzi. Jest to też ten bóg o którym większość pisze: teisci i ateiści, wielcy filozofowie, bo chyba tylko ten zasługuje na tego typu rozważania.
Wiem, że taki bóg jest jest niedookreślony, ale chyba wystarczająco jednak, na potrzeby tej dyskusji.


Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy. Nie oczekuj jednak precyzyjnych definicji, bo takich nie ma.
I święty Boże już nie pomoże, iż np. ja nie kwestionuję przedmiotu jego wiary, gdyż każdy wierzyć może w to mu się żywnie podoba. Tylko kwestionuję wciskanie na siłę jakiegoś tam stwora ludzkiej wyobraźni w zakres problematyki nauk przyrodniczych. Czego on zupełnie nie chce, czy nie potrafi zrozumieć i odrzuca a priori, zasady naukę obowiązujące, gdyż uważa, że przed jego Bogiem, to wszystkie zasady muszą się ugiąć.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668730
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668757

>Bóg , który jako jedyny nie potrzebuje wyjaśnienia i definicji choć wszystko inne potrzebuje a on sam jest tego wszystkiego innego ostateczną przyczyną i wyjaśnieniem może być postrzegany wyłącznie jako trik jarmarczny i błazenadę.
Tu trzeba dorzucić filozofię pana Dajmoniona: Jak ktoś sobie ustalił, że racja dostateczna świata nie może być elementem świata tylko czymś ponad i czymś w rodzaju wyższej świadomości to nie jest to wprawdzie dowód, ale to ma sens. I to w zasadzie wystarczy. Dowód na istnienie boga musiałby być dowodem absolutnym, a do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne. Nauka dajmy na to nie dostarcza absolutnych dowodów.

Dlatego ja w odniesieniu do nauki nie stosuję kategorii prawdy tylko sensu. Żaden teista nie musi przejmować się faktem, że istnienie boga (jak takiego, bez mitologicznej treści) nie zostało dowiedzione, bo w tym sensie, w jakim miałby być bóg dowiedziony nie zostało dosłownie NIC dowiedzione. Wszystko jest interpretacją i próbą nadania sensu.

Materiału do przemyśleń i do znalezienia poważnych argumentów jest sporo i tylko trzeba umiejętnie rozdzielać bzdury
od inspirujących do własnych przemyśleń refleksji.
repozytori(*)zekaniu o Bogu_149-163.pdf
merlin.pl/(*)e/browse/product/1,118287.html
www.filo-s(*)sopismo/article/viewFile/16/17
www.humanizm.net.pl/janw.htm
www.eioba.pl/a/1w2/a-ja-ci-boga-udowodnie

PS. Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w670126

@@@
.
15-06-2015 12:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Boga na pewno nie ma.
>Zawsze w przypadku takich deklaracji pytam: Jakiego Boga nie ma? Czy takiego jak sobie wyobrażają przedszkolaki? Czy takiego jak widzą go stare dewotki? Czy takiego jak widzą go teolodzy? A może takiego jak widzą go antropolodzy? Tylko bez infantylnych odpowiedzi, że żadnego. W świecie kultury istnieją bogowie. Pytanie, czy jest się zwierzęciem kulturowym czy tylko zwierzęciem.
Słusznie, poważne rozważania wymagają zdefiniowania tego o czym mówimy. Nauki przyrodnicze nie wiedzą co to jest Bóg? Na tym gruncie nikt tego terminu nie zdefiniował.

@@@
.
15-06-2015 14:35 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Słusznie, poważne rozważania wymagają zdefiniowania tego o czym mówimy. Nauki przyrodnicze nie wiedzą co to jest Bóg? Na tym gruncie nikt tego terminu nie zdefiniował.

Brak dobrej definicji nie uniemożliwia dyskusji. Wyjaśniłem to na przykładzie, tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668614

Proszę zatem o włączenie się Pana w dyskusję, a nie próbę odsunięcia się od dyskusji z powodu braku dobrej definicji.
15-06-2015 20:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Słusznie, poważne rozważania wymagają zdefiniowania tego o czym mówimy. Nauki przyrodnicze nie wiedzą co to jest Bóg? Na tym gruncie nikt tego terminu nie zdefiniował.
>Brak dobrej definicji nie uniemożliwia dyskusji.
>Wyjaśniłem to na przykładzie, tutaj:
> Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji. Do tego nie są potrzerbne ani precyzyjne definicje boga, ani sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu
W takiej sytuacji równie "poważnym" będzie pytanie o racjonalność poglądu, iż na pewno nie ma krasnoludków.
>Trochę tak jest. Tylko idąć tym tropem, można ządać zawsze lepszej definicji wszystkiego i po prostu przestać dyskutować, bo takie podejscie rozwali dyskusję. A ludzie rozsądni, powinni, mimo zauważalnych trudności, jednak próbować się wzajemnie zrozumieć i dyskutować. Kiedyś jako kontrargument podawałem przykład "nieskończonej gęstosci" i osobliwosci w teorii BB. We wzorze jest, ale nikt widział, nikt nie słyszał, nie ma precyzyjnej, niesprzecznej definicji "osobliwości" - nie może być coś nieskończenie gęste i małe i "być". Z tego jednak powodu nie zarzucamy dyskusji, ani pracy naukowej, majac świadomość ułomności zapisów i definicji. Po prostu szukamy.

Pan Brzostowski: Moja robocza definicja boga, też jest taka: niedoskonała, ale chyba zrozumiała. Ty oczekujesz aby definicja boga była była lepsza, aby podać więcej cech, itd ... Słusznie, ja też bym chciał, ale nie potrafię nic innego napisać, aby było niesprzeczne. I o ile żądanie lepszej definicji jest słuszne, to w przypadku jej braku wyciąganie wniosku
o nieistnieniu czegoś z powodu słabej definicji tego czegoś jest już zwyczajnie nieuczciwe.


>Proszę zatem o włączenie się Pana w dyskusję, a nie próbę odsunięcia się od dyskusji z powodu braku dobrej definicji.
________________

>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>1. Boga na pewno nie ma.
Jak więc mogłem twierdzić, iż "Boga" na pewno nie ma, gdy nie wiem co ten termin na gruncie nauk przyrodniczych tak
w ogóle znaczy? Ani Jaspers nie jest myślicielem, z którym bym się zgadzał, ani Tygodnik Powszechny nie jest reprezentantem moich poglądów, ale tu mały cytat: Wedle Jaspersa świat, jakim go znamy z doświadczenia i z badań naukowych, nie jest samowystarczalny i sam się nie wyjaśnia; wymaga wyjaśnienia. Czy więc narzuca się naszemu umysłowi konieczność przyznania, że istnieje Bóg, który świat do bytu powołał? Nie, nie znamy Boga takiego, o jakim nam wiary religijne mówią, Boga-osoby, Boga, którego przymioty opisują teologowie chrześcijańscy: dobroć, wszechmoc, wszechwiedzę. Jaspers nie jest jednak ateistą w zwykłym sensie słowa - właśnie dlatego, że świat nasz nie wyjaśnia się sam; ale nie wierzy on w Boga religii objawionej i teologii. Tam gdzie miałby być Bóg, jest transcendencja.

Nie jest ona przedmiotem w świecie czy obok świata; nie można też jej obecności wykazać środkami naukowymi. Znamy ją jednak, chociaż nie tak, jak znamy obiekty naszych doświadczeń. Gdy ludzka intuicja usiłuje wykraczać poza granice wiedzy, spotyka transcendencję, której słowem wyrazić nie umie; mowa nasza nie może transcendencji okiełznać. Lecz staramy się o taki wyraz, bo jest to ważne dla życia naszego, a nawet najważniejsze. Wiara filozoficzna, która tego próbuje, nie jest podobna do dogmatów religii objawionej. Trzeba powtórzyć: transcendencja nie jest Bogiem, nie jest Stworzycielem, nie jest bytem, do którego można się modlić. Transcendencja nie mówi do nas niczym Jehowa do Mojżesza z gorejącego krzaka. Gdyby głos Boga był słyszalny, byłby nieodparty, powiada Jaspers.
Też próbuje wykręcić się sianem z odpowiedzi na temat Boga do wiary, w którego raczej się przyznawał, ale robi to inteligentnie.

@@@
.
15-06-2015 22:44 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Kilka postów wyżej Bogusławski pisze tak:
>>Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
>Proszę sobie poszukać w wyszukiwarce.
>Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.

Co oznacza, że twierdzi iż boga na pewno nie ma. No innej możliwości nie ma.

A w tym poście:

>>1. Boga na pewno nie ma.
>Jak więc mogłem twierdzić, iż "Boga" na pewno nie ma, gdy nie wiem co ten termin na gruncie nauk przyrodniczych tak w ogóle znaczy? ...

Wskazuje to ewidentnie na sprzeczność pańskich poglądów z racjonalizmem. Nieważne jest bowiem, czy definicja jest doskonała, czy też nie, Pan temu mojemu bogu (stwor) nie daje szansy istnienia (niemożliwość). A to jest sprzeczne z racjonalnym poglądem.

>...Też próbuje wykręcić się sianem z odpowiedzi na temat Boga do wiary, w którego raczej się przyznawał, ale robi to inteligentnie.
Ja się nie muszę wykręcać, proszę Pana, ja jestem teistą, tyle tylko że to nie jest temat tego wątku.

Specjalnie dla Pana wkleję jeszcze raz, zadając konkrtne pytania:

Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.

Zgadza się Pan czy nie?

Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.

Tak czy nie?

Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga* na pewno nie ma", pozostaje sam w sprzeczności ze sobą.

Tak czy nie?
* chodzi o boga wg mojej ułomnej definicji.

Swoją drogą znowu, problem definicji akurat boga urasta to problemu niewyobrażalnego, jednak tylko wtedy gdy może mieć Pan problem z arguemntacją.
16-06-2015 13:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora.
>Co oznacza, że twierdzi iż boga na pewno nie ma.
Pan Fizyk: Wielokrotnie na tym forum pokazywałem, że szanse na istnienie Boga opisanego w Biblii są praktycznie zerowe. www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,640660#w642948

Pan Doppelganger: Hipoteza boga jest niefalsyfikowalna, a tym samym pozbawiona wszelkiego sensu empirycznego.
W poważnej pracy poznawczej takich hipotez nie bierze się w ogóle pod uwagę, uznając je za bezsensowne. Ponieważ nie odnotowano absolutnie żadnego dowodu istnienia jakiegokolwiek boga, co więcej, nie istnieją nawet szanse, by taki dowód został kiedykolwiek podany (z powodu chronicznej niejasności wszelkich koncepcji boga, wewnętrznych sprzeczności tychże oraz programowego ignorowania w nich ludzkich władz poznawczych), człowiek ma prawo umieścić bogów, ich synów, niepokalane matki tych synów, pojęcie tzw. "nieśmiertelnej duszy" oraz duchy swoich przodków razem z wilkołakami, krasnoludkami, jednorożcami, czarodziejami itd. w miejscu dla nich najbardziej naturalnym: w świecie tworów wyobraźni literackiej. Ateista to ktoś, kto korzysta z tego prawa.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,557433#w563289

Bogusławski: Wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii. www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,612740#w615337

>A w tym poście:
>1. Boga na pewno nie ma.
Jak więc mogłem twierdzić, iż "Boga" na pewno nie ma, gdy nie wiem co ten termin na gruncie nauk przyrodniczych tak w ogóle znaczy? ...
>Wskazuje to ewidentnie na sprzeczność pańskich poglądów z racjonalizmem.
A to w którym miejscu Szanowny Panie?

>Nieważne jest bowiem, czy definicja jest doskonała, czy też nie, Pan temu mojemu bogu (stwor) nie daje szansy istnienia (niemożliwość). A to jest sprzeczne z racjonalnym poglądem.
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych. (...) Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.


Jaspers Też próbuje wykręcić się sianem z odpowiedzi na temat Boga do wiary, w którego raczej się przyznawał, ale robi to inteligentnie.
>Ja się nie muszę wykręcać, proszę Pana, ja jestem teistą, tyle tylko że to nie jest temat tego wątku.
Tak, jak już tu wielokrotnie pisałem nie oceniam ludzi według przedmiotu ich wiary tylko jej głębokości, gdyż uważam,
że każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej. Na naszym forum zdarzają się i całkiem racjonalni teiści i zupełnie irracjonalni, a mocno wierzący we własne racje, ateiści.
>Specjalnie dla Pana wkleję jeszcze raz, zadając konkrtne pytania:
> Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
"Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego.

>Zgadza się Pan czy nie?
A jak Pan myśli?

@@@
.
16-06-2015 13:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Kilka postów wyżej Bogusławski pisze tak:
Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy.
Nie to jest Pańska wypowiedź. Ja bym takiej bzdury nie napisał.

>A w tym poście:
>1. Boga na pewno nie ma.
Jak więc mogłem twierdzić, iż "Boga" na pewno nie ma, gdy nie wiem co ten termin na gruncie nauk przyrodniczych tak w ogóle znaczy? ...
>Wskazuje to ewidentnie na sprzeczność pańskich poglądów z racjonalizmem.
Tylko z racjonalizmem? To chyba nawet sprzeczne z logiką katolika.
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359
www.racjon(*).php/s,635357/z,0/d,31#w638379

>Nieważne jest bowiem, czy definicja jest doskonała, czy też nie, Pan temu mojemu bogu (stwor) nie daje szansy istnienia (niemożliwość).
Ależ ja nie daję lub nie daję Pańskiemu stworowi możliwości istnienia. Ja na gruncie nauk przyrodniczych zupełnie nie wiem o czym Pan tu mówi.

>A to jest sprzeczne z racjonalnym poglądem.
Pańska wiara we własną rację? Jak najbardziej tak.

>Swoją drogą znowu, problem definicji akurat boga urasta to problemu niewyobrażalnego, jednak tylko wtedy gdy może mieć Pan problem z arguemntacją.
Racjonaliści przynajmniej starają się wiedzieć i rozumieć o czym rozmawiają. Na gruncie nauk przyrodniczych żaden Bóg, czy też żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a dowód jego istnienia powinien zawsze przedstawiać twierdzący, a nie przeczący. Przeczącemu wystarcza brak dowodów.

@@@
.
29-06-2015 22:24 
 0 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
Dyskusja z Panem jest pozbawiona sensu. Pan ucieka od odpowiedzi, gdy pytanie jest kłopotliwe. Pana wypowiedzi są przesiąknięte hipokryzją intelektualną: o bogu Pan plecie tutaj różne rzeczy i wtedy nie przezkadza Panu brak definicji, a gdy tylko pytanie jest kłopotliwe, gdy tylko na gruncie racjonalizmu trzeba przyznać, że bóg istnieć może (możliwość istnienia) to Pan już nie wie o czym się mówi. O! Biedny żuczek! To jest tchórzliwa ucieczka od odpowiedzi, która może być kłopotliwa. I albo Pan jest hipokrytą intelektualnym, albo (w co bardziej wierzę) antyklerykalnym ideologiem - fideistą.
30-06-2015 12:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Fanatyzm, tak jak i głupotę zdecydowanie łatwiej dostrzega się u innych niż u siebie samego. To mądrość, wiedzę
i tolerancję tak trudno dojrzeć u innych, że do tego aż tak dużej inteligencji potrzeba, iż zdarza się to bardzo rzadko.

>Tak szczególnie w gronie opiniujacym o innych.
Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie. Tu każdy odpowiada sam za siebie i sam swoje wypowiedzi pod krytyczną ocenę czytelników przedstawia.

-----------

>Dyskusja z Panem jest pozbawiona sensu.
Całkowita zgoda! Dla Pana oraz zacietrzewionych fideistów jest pozbawiano sensu. Nie ze mną można sobie popieprzyć głupot (w Pańskim stylu), gdyż nie wypowiadam się w tematach, o których nie mam pojęcia.

>Pan ucieka od odpowiedzi, gdy pytanie jest kłopotliwe.
To zwyczajne kłamstwo i proszę o dowód. Na tym forum nie spotkałem się z kłopotliwymi dla mnie pytaniami, choć już spotkałem się z potwarzami. Pan wprost nie jest w stanie zadać mi kłopotliwego merytorycznego (dotyczącego zakresu wiedzy na jaki się tu wypowiadam) pytania.

>Pana wypowiedzi są przesiąknięte hipokryzją intelektualną: o bogu Pan plecie tutaj różne rzeczy i wtedy nie przezkadza Panu brak definicji, a gdy tylko pytanie jest kłopotliwe, gdy tylko na gruncie racjonalizmu trzeba przyznać, że bóg istnieć może (możliwość istnienia) to Pan już nie wie o czym się mówi. O! Biedny żuczek! To jest tchórzliwa ucieczka od odpowiedzi, która może być kłopotliwa. I albo Pan jest hipokrytą intelektualnym, albo (w co bardziej wierzę) antyklerykalnym ideologiem - fideistą.
No właśnie, przedstawił Pan tu swój własny poziom intelektualny oraz etyczny, poza który rzadko udaje Panu wyjść,
a wypowiedzi choćby i najjaśniej pisane, najprostszym językiem muszą znaleźć odbiorcę na minimalnym poziomie intelektualnym zdolnym je zrozumieć. Co Pan z moich wypowiedzi na tym wątku zrozumiał i gdzie Pan - Panie "bogaty żuczku" - tam odnalazł "hipokryzję intelektualną" (co ten epitet, tak w ogóle, znaczy):
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668637
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668711
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668717
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668730
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668735
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668755
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668757
W oparciu tylko o własną wiarę twierdzi Pan, iż tchórzliwie uciekam od odpowiedzi, gdy pytanie jest kłopotliwe?
Bzura - nie znam ani jednego takiego Pańskiego pytania, na które zgodnie z naukową wiedzą nie byłbym stanie odpowiedzieć (i pomimo tego, iż uważam swoją wiedzę za ograniczoną), to Pan nie ma tu niczego sensownego powiedzenia i klepie Pan już od wielu lat ten sam zestaw irracjonalnych głupot, w które Pan święcie wierzy.

Do rozmów z Panem rzeczywiście brak mi wyrazistości i jasności wypowiedzi pana Big_zyda i dlatego mogę tylko wyrazić Panu współczucie z powodu braku umiejętności zrozumienia moich jasnych, dla ludzi inteligentnych, wypowiedzi.

@@@
.
VonM (709 punktów)
>>>>1. Boga na pewno nie ma.
>Zawsze w przypadku takich deklaracji pytam: Jakiego Boga nie ma? Czy takiego jak sobie wyobrażają przedszkolaki? Czy takiego jak widzą go stare dewotki? Czy takiego jak widzą go teolodzy? A może takiego jak widzą go antropolodzy? Tylko bez infantylnych odpowiedzi, że żadnego. W świecie kultury istnieją bogowie. Pytanie, czy jest się zwierzęciem kulturowym czy tylko zwierzęciem.
>
Dlatego przyjmuje stanowisko pośrednie - nie wiem, może wynika to z faktu, że mój ojciec jest stanowczym ateistą, a matka bardzo bogobojna - moim zdaniem nie ma możliwości do końca poznać prawdy na temat istnienia/nie istnienia boga, chociażby ze względu na to, że tak naprawdę nie rozumiemy do końca co rozumie się pod tym słowem. Religi są setki, a ich relacje z nauką to seria zdarzeń typu "dzwonią, ale nie wiadomo gdzie".

Pytanie o siły nadprzyrodzone - teoria wieloświatu opiera się na założeniu, że w innych wszechświatach mogą panować inne prawa fizyki. I czy owe inne prawa fizyki przyjmiemy jako zjawiska nadprzyrodzone? A może wszechświaty oddziałują na siebie wzajemnie włącznie ze swoimi autonomicznymi prawami fizyki i właśnie to postrzegamy jako zjawiska nadprzyrodzone, cuda? A zjawiska biblijne, chociażby rozstąpienie się morza - większość jest wytłumaczalna naukowo.

Inna prosta sprawa, wzajemne wykluczanie się poglądów w ramach teizmu/ateizmu. Komunizm i chrześcijaństwo to osobny temat rzeka, ale kwestia tego co jest po śmierci? To wierzący są bardziej skłonni wierzyć w życie pośmiertne, ale tak na logikę, jeśli wierzący wierzy w planistę (boga), zaś ateista w ślepe przypadki, to na logikę, ateista powinien bardziej wierzyć w życie pośmiertne niż wierzący - bo dlaczego mam się przypadkowo nie urodzić po raz kolejny, jeżeli mam się urodzić tylko jeden raz, to właśnie to świadczyło by o istnieniu boga-planisty. Tak na logikę najbardziej ateistycznym poglądem jest reinkarnacja.

Generalnie im bardziej umysł humanistyczny tym bardziej skłania się w kierunku swojej wersji światopoglądowej, ścisłowcy są bardziej agnostyczni.
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
Łomatkoboskojezusienazareński! Ileż to jeszcze razy na tym portalu będzie zakładany wątek na temat istnienia niejakiego "Boga"? Przecież to już było dziesiątki, jeśli nie setki razy. Czy wy, religianci, naprawdę nie macie ciekawszych tematów? Naprawdę nie doskwierają wam ważniejsze problemy?
Ja wiem, że na tym portalu zawsze znajdą się chętni do międlenia po raz n-ty kwestii (nie)istnienia "Boga", ale po raz n+1 niczego to nie wniesie.

14-06-2015 23:05 
 Ocena 5 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>Łomatkoboskojezusienazareński! Ileż to jeszcze razy na tym portalu będzie zakładany wątek na temat istnienia niejakiego "Boga"? Przecież to już było dziesiątki, jeśli nie setki razy. Czy wy, religianci, naprawdę nie macie ciekawszych tematów? Naprawdę nie doskwierają wam ważniejsze problemy?
>Ja wiem, że na tym portalu zawsze znajdą się chętni do międlenia po raz n-ty kwestii (nie)istnienia "Boga", ale po raz n+1 niczego to nie wniesie.


Informuję Cię, iż wątek nie dotyczy problemu istnienia lub nie boga, tylko spójności racjonalnych poglądów m.in. w tym zakresie. Zanim zaczniesz wykrzykiwać o Jezusie, doczytaj proszę i włącz się do dyskusji.
15-06-2015 09:27 
 Ocena 2 na 2
TyDraniu (6569 punktów)
Nie powinien Pan imputować oponentom ekstremalnych poglądów, to metoda hejterów zatrudnianych przez partie polityczne. Jak widać Kościół również ma takich, z różnicą, że działają za "Bóg zapłać".

Mała podpowiedź, jakie słówko Pan pominął:


15-06-2015 12:10 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie powinien Pan imputować oponentom ekstremalnych poglądów, to metoda hejterów zatrudnianych przez partie polityczne. Jak widać Kościół również ma takich, z różnicą, że działają za "Bóg zapłać".
Nie wiem w jaki sposób imputuję komukolwiek ekstremalne poglądy, nie wiem o czym piszesz i z przyjemnością przyjmę Twoje wyjaśnienie. Kolega powyżej w zasadzie nie wyraził poglądu w temacie wątku, także nawet nie wiem czy jest moim oponentem czy też nie.

Zdanie: boga prawdopodobnie nie ma, biorąc pod uwagę racjonalny ogląd, jest dość akceptowalne. Ja jednak wskazuję, na nieco inne aspekty zagadnienia.
15-06-2015 22:36 
 Ocena 1 na 1
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
>Informuję Cię, iż wątek nie dotyczy problemu istnienia lub nie boga
Napisawszy powyższe opublikował kilkanaście wpisów na temat (nie)istnienia "Boga".
Kogo ty chcesz oszukać?

15-06-2015 22:48 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Informuję Cię, iż wątek nie dotyczy problemu istnienia lub nie boga
>Napisawszy powyższe opublikował kilkanaście wpisów na temat (nie)istnienia "Boga".
>Kogo ty chcesz oszukać?

Nie jest moją winą, iż nie potrafisz dobrze zrozumieć istoty tego wątku. Kwestia istnienia lub nie boga jest tutaj tylko elementem istoty wątku, którą jest spójność racjonalengo poglądu, uwzględniającego pogląd o istnieniu lub nie boga. Napisz coś może o istocie wątku zamiast czepiać się.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
> 1. Boga na pewno nie ma
> (...)
> fakty są takie: boga nie ma

Fakty są takie, że bogów nie ma, ale 1) nie na pewno, i 2) na pewno nie jest to dogmat.
"Bogów nie ma" to aktualny stan naszej wiedzy na ten temat, a nie wyznanie (nie)wiary.
15-06-2015 01:10 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>> ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>> 1. Boga na pewno nie ma
>> (...)
>> fakty są takie: boga nie ma
>Fakty są takie, że bogów nie ma, ale 1) nie na pewno, i 2) na pewno nie jest to dogmat.
>"Bogów nie ma" to aktualny stan naszej wiedzy na ten temat, a nie wyznanie (nie)wiary.

A czym jest fakt dla racjonalisty? Czyż nie jest udowodnionym stanem rzeczywistości? A zatem faktem w sensie naukowym? Oczywiście w przypadku nieistnienia, nie ma dowodów na nieistnienie, wystarczy brak dowodów za istnieniem i to wystarcza aby uznać taki stan rzeczywistości za fakt, czyż nie? Nie można zatem jednocześnie twierdzić, że faktem jest iż boga nie ma i jednocześnie - że nie na pewno, bo to przeczy faktom.

Dodatkowo jeśli racjonalista jest naturalistą ontologicznym, to dopuszczenie możliwości istnienia boga, zakłada iż ewentualny bóg, o ile istnieje, jest zupełnie racjonalny. Inaczej bowiem naturalista nie mógł być dawać mu cienia szansy na istnienie.

Takie to są problemy.
wsx666 (1067 punktów)

>Dodatkowo jeśli racjonalista jest naturalistą ontologicznym, to dopuszczenie możliwości istnienia boga, zakłada iż ewentualny bóg, o ile istnieje, jest zupełnie racjonalny. Inaczej bowiem naturalista nie mógł być dawać mu cienia szansy na istnienie.
>Takie to są problemy.

Już jakiś czas temu, uświadomiłem sobie, że wszystko jest kwestią perspektywy i definicji. Słowo 'Bóg' i jego definicja pozostaje względna, tak jak i perspektywa z której 'spoglądamy', tudzież definiujemy, określamy. Z racji domniemania faktu, iż posiadam umysł otwarty, nie zdefiniowany ograniczonym myśleniem, stwierdzam, iż jest możliwe istnienie bytu, który można zdefiniować jako 'Boski'. Kwestia, czy 'Bóg' istnieje, czy nie jest kwestią definicji i perspektywy. Dla mnie 'Bogiem' może być wszechświat, który mnie stworzył, a dla kogoś 'Bogiem' może być człowiek, który nakarmił cię, kiedy byłeś głodny.
15-06-2015 12:22 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Już jakiś czas temu, uświadomiłem sobie, że wszystko jest kwestią perspektywy i definicji. Słowo 'Bóg' i jego definicja pozostaje względna, tak jak i perspektywa z której 'spoglądamy', tudzież definiujemy, określamy. Z racji domniemania faktu, iż posiadam umysł otwarty, nie zdefiniowany ograniczonym myśleniem, stwierdzam, iż jest możliwe istnienie bytu, który można zdefiniować jako 'Boski'. Kwestia, czy 'Bóg' istnieje, czy nie jest kwestią definicji i perspektywy. Dla mnie 'Bogiem' może być wszechświat, który mnie stworzył, a dla kogoś 'Bogiem' może być człowiek, który nakarmił cię, kiedy byłeś głodny.

Dobrze, ale chodzi o boga świadomego - istotę rozumną, nie o boga - człowieka, ani boga - świat. Bóg o którym tutaj piszę jest jakoś bliski bogom wielkich religii (tworzy i niszczy), o takiego boga mi chodzi. Jest to też ten bóg o którym większość pisze: teisci i ateiści, wielcy filozofowie, bo chyba tylko ten zasługuje na tego typu rozważania.

Wiem, że taki bóg jest jest niedookreślony, ale chyba wystarczająco jednak, na potrzeby tej dyskusji.
15-06-2015 02:05 
 Ocena 3 na 3
oregani (375 punktów)
(zablokowany)
Gienia nie ma, ale może wpadnie, o ile w ogóle istnieje. Nie widzę tu żadnych sprzeczności.
15-06-2015 14:42 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Gienia nie ma, ale może wpadnie, o ile w ogóle istnieje. Nie widzę tu żadnych sprzeczności.

To krótkie zdanie zawiera w zasadzie istotę tego wątku i właśnie pokazuje wprost tę sprzeczność.

"Gienia nie ma (u nas, w naszym świecie), ale może wpadnie (pokaże się), o ile istnieje (zatem może istnieć poza naszym światem).

Ale przecież, my uważamy że nic poza "naszym światem" nie istnieje. No to jak uważamy w końcu?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> No to jak uważamy w końcu?
Niczego nie uważamy, tylko po prostu bóg nam się objawił twierdzący, że nie istnieje, więc mamy w tej sprawie informację z wiarygodnego źródła.


Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>> No to jak uważamy w końcu?
>Niczego nie uważamy, tylko po prostu bóg nam się objawił twierdzący, że nie istnieje, więc mamy w tej sprawie informację z wiarygodnego źródła.
Jako dowcip może być, niezłe, jako głos w dyskusji słabowate dosyć. Ale dobrze że jest poczucie homoru!
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> No to jak uważamy w końcu?
>>Niczego nie uważamy, tylko po prostu bóg nam się objawił twierdzący, że nie istnieje, więc mamy w tej sprawie informację z wiarygodnego źródła.
>Jako dowcip może być
A dlaczego uważasz, że to dowcip?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>A dlaczego uważasz, że to dowcip?
A, OK, czyli prawda?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A dlaczego uważasz, że to dowcip?
>A, OK, czyli prawda?
A co, nie wygląda?


Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>A dlaczego uważasz, że to dowcip?
>>A, OK, czyli prawda?
>A co, nie wygląda?
Ja wiem, że dowcipkujesz, ale czytając wypowiedzi niektórych tutaj to nie wiem czy wszyscy wezmą to za żart.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>A dlaczego uważasz, że to dowcip?
>>>A, OK, czyli prawda?
>>A co, nie wygląda?
>Ja wiem, że dowcipkujesz
No i wydało się: uważasz, że dowcipkuję, bo nie wierzysz, by jakiś bóg mógł mi się objawić, jako że według Ciebie bóg nie istnieje.
QED

Ale została tu jeszcze garstka naiwnych ateistów, których do światopoglądowych dyskusji z Tobą motywuje ich głęboka wiara w Twoją domniemaną religijność.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
04-07-2015 23:05 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>>A dlaczego uważasz, że to dowcip?
>>>>A, OK, czyli prawda?
>>>A co, nie wygląda?
>>Ja wiem, że dowcipkujesz
>No i wydało się: uważasz, że dowcipkuję, bo nie wierzysz, by jakiś bóg mógł mi się objawić, jako że według Ciebie bóg nie istnieje.QED
Z tego, że ja nie wierzę iż jakiś bóg mógł się Tobie objawić, nie wynika iż ja uważam że bóg nie istnieje. Popełniasz logiczny błąd.
>Ale została tu jeszcze garstka naiwnych ateistów, których do światopoglądowych dyskusji z Tobą motywuje ich głęboka wiara w Twoją domniemaną religijność.
Nie jestem zbyt religijny, ale jestem głęboko wierzący, chociaż moja wiara jest także utrwalona wiedzą, nauką i logicznym myśleniem. Dlatego być może coś Cię dziwi.
05-07-2015 13:11 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669768
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669788

Pan Brzostowski: Rozważamy [tu] kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji.
_____________

> Nie jestem zbyt religijny,
A co to miałoby znaczyć? Poniższa zdania napisał wielki autorytet Kościelny na długo przed internetem i Pańską wierną służbą Bogu na naszym portalu: Wprawdzie można nazywać religijnymi wszystkich ludzi, którzy czczą Boga, w szczególny jednak sposób religijnymi są zakonnicy, którzy całe swe życie poświęcają czci Bożej odrywając się od zajęć świeckich.

Ponieważ służba wyraża stosunek do pana, właściwy i odrębny sposób panowania pociąga za sobą właściwy oraz odrębny stosunek służbowy. Nie ulega zaś wątpliwości, że panowanie przysługuje Bogu w sposób Jemu właściwy, i ze względu na odrębny powód, a mianowicie dlatego, że On wszystko uczynił i we wszystkim dzieży najwyższe pierwszeństwo.

Ile swojego cennego czasu poświecił Pan tu na reewangelizację przebrzydłych racjonalistów? Bóg Panu te zasługi zapewne w niebiosach zapisze.

> ale jestem głęboko wierzący,
Wypowiadam się w słowie Adama Mickiewicza: mam na imię milion, bo cierpię za miliony. I ja też kiedyś oddałam Panu Bogu swoje życie za Polskę i Polaków - mówi Onetowi Joanna Burzyńska znana jako Joanna od Krzyża.

Wiara to nieopieranie się na niczym poza Bogiem. Nie możemy opierać się na żadnym z Jego darów - jedynie na Nim samym, na Jego nieskończonej mocy i miłości nieskończonej.
Bóg patrzy z zachwytem na cud ludzkiej wiary, zwłaszcza tej ufnej, dziecięcej, która wyraża się oddaniem wszystkiego. Człowiek takiej wiary potrafi powiedzieć: Boże, jeżeli taka jest Twoja wola, to jestem gotów nawet umrzeć, ponieważ wierzę, że Ty mnie kochasz. Tak głęboka wiara rodzi świętych.

Twoja wiara pogłębi się dopiero wówczas, gdy zgodzisz się, by Pan Bóg był dla ciebie jedynym oparciem i jedynym zabezpieczeniem. On przecież ma prawo domagać się, żebyś oddał Mu wszystko, wszystko w sensie zawierzenia.

Głęboka wiara: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1971

> chociaż moja wiara jest także utrwalona wiedzą, nauką i logicznym myśleniem.
Wiara: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
Wiedza: www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,615932#w618480
Nauka: www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701
Metody naukowe: www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
Logiczne myślenie: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,627117#w634052

Dobrymi chęciami i pustymi deklaracjami całe piekło jest wybrukowane. Co każdy tu reprezentuje, to przecież już po kilku-kilkunastu postach się uwidocznia i żadnych aktów strzelistych głosić wcale nie trzeba.

A wiara jest niedyskutowalna, a więc wierz Pan sobie dalej.

Każda wiara w słuszność własnych argumentów jest tylko ograniczeniem intelektualnym wynikającym z braku wiedzy.
Gdy za wiedzą stoją naukowe argumenty żadna wiara nie jest już potrzebną.

Jak widać choćby już na Pańskim przykładzie wiara całkowicie zaślepia.

Tak, to ocena tych, którzy wiedzą lepiej przed czytaniem.

A Pan do czego stara się Boga sprowadzić, do przedmiotu swojej wiary? Wolno Szanownemu Panu, gdyż żyjemy w wolnym kraju, ale wiara jest niedyskutowana, a tu jest dyskusyjne forum. Ponadto aby było w miarę zgodnie z regulaminem, to głupoty popieprzyć każdy sobie tu może.


> Dlatego być może coś Cię dziwi.
Tak, jednak mnie to dziwi i to pomimo tego, że jak pokazują badania nad wiarą (a także spora grupa zacietrzewionych wierzących, która się przez nasz portal przewinęła) jest to u głęboko wierzących norma, to jednak dziwi mnie Pańska wieloletnia teflonowość na wszystkie argumenty przeczące Pańskiej wierze. Odrzuca Pan sprawy wprost oczywiste przedstawiane nawet przez specjalistów w danej dziedzinie nauki. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.

@@@
.
06-07-2015 13:25 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669768
>www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669788
>Pan Brzostowski: Rozważamy [tu] kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji.
>_____________
>> Nie jestem zbyt religijny,A co to miałoby znaczyć?
Skoro Pan nie wie, to zamiast linkować do różnych, czasem i ciekawych tekstów, radzę samemu poczytać ze zrozumieniem.

>Ile swojego cennego czasu poświecił Pan tu na reewangelizację przebrzydłych racjonalistów?
Jestem użytkownikiem forum od wielu lat i pisuję sobie. Mam w nosie reewangelizację kogokolwiek, chyba że jako pozytywny produkt uboczny dyskusji. Ale widać, jak Pan swoją miarą mierzy innych.

Racjonalistów nie uważam za "przebrzydłych", dla wielu mam szacunek, także użytkwników tego forum, mimo innych nieco poglądów na świat. Znowu Pan mierzy innych swoją miarą.

>Bóg Panu te zasługi zapewne w niebiosach zapisze.

Nie sądzę. Nie wierzę w to, aby Bóg się aż takimi pierdołami zajmował, ale kto wie.

>A wiara jest niedyskutowalna, a więc wierz Pan sobie dalej.
Pan nie rozumie czym jest wiara w boga, Pan nie odróżnia wiary we własne argumenty, co jest faktycznie ogarniczeniem intelektualnym, od wiary w boga. Pan nie kapuje, że wiara w boga w niczym nie ogranicza człowieka, nauka, wiedza nie stoją w sprzeczności z wiarą, bo nie mogą, są to zagadnienia rozłączne.

Pan miesza zjawisko uznawania przez niektórych wierzących wybranych zapisów Biblii literalnie z wiarą w boga.

Niech Pan się nie kompromituje. Wiara jest dyskutowalna, bo robi się to stale.

>> Dlatego być może coś Cię dziwi.Tak, jednak mnie to dziwi i to pomimo tego, że jak pokazują badania nad wiarą (a także spora grupa zacietrzewionych wierzących, która się przez nasz portal przewinęła) jest to u głęboko wierzących norma, to jednak dziwi mnie Pańska wieloletnia teflonowość na wszystkie argumenty przeczące Pańskiej wierze.
Ma Pan jakieś argumenty przeczące mojej wierze w boga? To będzie ciekawe, dawaj Pan!

>Odrzuca Pan sprawy wprost oczywiste przedstawiane nawet przez specjalistów w danej dziedzinie nauki.
Proszę podać 3 przykłady rzeczy oczywistych które odrzucam, dawaj Pan!
>Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.

Panie Bogusławski, plecie Pan ... a ja mam coraz mniej siły aby się kopać z hologramem konia.
06-07-2015 17:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669768
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,19#w669788
Pan Brzostowski: Rozważamy [tu] kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji.
_____________

> Nie jestem zbyt religijny,
A co to miałoby znaczyć?
>Skoro Pan nie wie,
Sporo się uczyłem, ale jeszcze bardzo dużo rzeczy nie wiem. Jestem nawet pewien, iż więcej nie wiem niż wiem.
Ale przecież wykazałem dobrą wolę i aby Pana zrozumieć sięgnąłem nawet do św, Tomasza: www.katedra.uksw.edu.pl/suma/suma_19.pdf
czyli jakiś tam starań aby Pana zrozumieć dołożyłem. Co znaczy "religijność" to trochę rozumiem, natomiast nie rozumiem Pańskiej tu deklaracji.

>to zamiast linkować do różnych, czasem i ciekawych tekstów,
Linkowanie to drobiazg, ale aby merytorycznie linkować, to najpierw tekst należy przeczytać ze zrozumieniem.

>radzę samemu poczytać ze zrozumieniem.
Rada dobra, choć wręcz banalna. Daję Panu słowo, iż bardzo się staram, ale czy Pan sam każdy bełkot rozumie?

Ile swojego cennego czasu poświecił Pan tu na reewangelizację przebrzydłych racjonalistów?
>Jestem użytkownikiem forum od wielu lat i pisuję sobie. Mam w nosie reewangelizację kogokolwiek, chyba że jako pozytywny produkt uboczny dyskusji. Ale widać, jak Pan swoją miarą mierzy innych.
Szanowny Panie, gra w ping-ponga też wymaga inteligencji i chcąc coś ugrać nie można na ślepo odbijać. Gdybym reprezentował Pańską mentalność to wymądrzał bym się na fideistycznych i katolickich stronach, a nie pisał na racjonalistycznym forum.

>Racjonalistów nie uważam za "przebrzydłych", dla wielu mam szacunek, także użytkwników tego forum, mimo innych nieco poglądów na świat. Znowu Pan mierzy innych swoją miarą.
To był trochę żart nawiązujący do katolickich powiedzonek z XVII wieku, gdy mówiono: 'Człek rozsądny, jeno kalwin przebrzydły'

>Znowu Pan mierzy innych swoją miarą.
Zdecydowanie Pan ma rację, to jest poziom intelektualny i moralny, do którego ja tu permanentnie ja się odwołuję i na który ja się powołuję:
Wreszcie posunęli się do ostateczności bezczelni i bezbożni wolnomyśliciele najpierw w Anglii, potem we Francji, i powzięli piekielny zamiar zupełnego zniesienia religii i zniszczenia wiary w Chrystusa. Pod pozorem oświecenia ludu zalali ziemię powodzią pism ulotnych, w których szydzili ze wszystkiego, co święte, rzucali najczarniejsze potwarze na papieża i duchowieństwo, a najohydniejszą swawolę głosili bez sromu. Ich nauki, pisane pięknym stylem, połyskujące dowcipem, znalazły aż nadto łatwy wstęp u możnych i niskich; toteż szerzył się duch przewrotnej bezbożności z przerażającą szybkością. Gdy tak zepsuli umysły ludzkie, przeciwnicy Boga czuli się dość silnymi do uskutecznienia przebrzydłych zamiarów swoich. Więc uderzyli najpierw na duchowieństwo, aby tak poraziwszy pasterzy, łacniej wygubili trzodę.

A wiara jest niedyskutowalna, a więc wierz Pan sobie dalej.
>Pan nie rozumie czym jest wiara w boga,
Tyle, iż tu występuje zupełnie inny problem, gdyż Pan twierdzi, iż nikt poza Panem tego nie tylko nie rozumie, ale nawet zrozumieć nie potrafi i uważa Pan, iż z tak silną wiarą całkowicie zaślepiającą i ograniczającą intelektualnie możliwą jest jakakolwiek rozmowa. Proszę wykazać argumentami, to iż ja tego nie rozumiem, a Pańskie rozumienie jest jedynym właściwym.

Rozumienie wiary religijnej może być wyjaśniane na różnych płaszczyznach, psychologicznej, psychiatrycznej, socjologicznej, religioznawczej, teologicznej itd.
www.racjon(*).php/z,0/d,8/s,492110#w495088.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,666989#w667936
Gdzie mogę przeczytać Pański poważny opis tego czym jest wiara w Boga?

> Pan nie odróżnia wiary we własne argumenty, co jest faktycznie ogarniczeniem intelektualnym, od wiary w boga.
Proszę o dowody o takim nie odróżnianiu? www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

>Pan nie kapuje,
Nie kapuję. Zawsze wydawało mi się to obrzydliwością.

>Pan nie kapuje, że wiara w boga w niczym nie ogranicza człowieka, nauka, wiedza nie stoją w sprzeczności z wiarą, bo nie mogą, są to zagadnienia rozłączne.
To Pańskie zdanie, które w miarę dobrze rozumiem dzięki książce "Skała wieków" Stephena Jaya Goulda, ale się z nim nie zgadzam:
NOMA: Wygląda na to, że Gould chciał przezwyciężyć jedną ze stron sporu, a nie sam spór. Nie zauważył (lub nie chciał zauważyć), że odmawiając religii prawa do mówienia o świecie naturalnym, traktuje ją niesprawiedliwie i spycha ją tym samym na margines życia społecznego.

Doktryny religijne ewoluują pod wpływem naukowego obrazu świata, a teologia nieustannie inspirowana jest przez osiągnięcia naukowe. Stanowi to dowód na to, że zasada NOMA nie ma racji bytu.

Pewnych punktów spornych nie da się jednak rozwiązać. Nauka i religia prawdopodobnie nigdy nie wypracują wspólnego stanowiska w kwestiach cudów i natury człowieka. Ewolucja pojęcia cudu jest przejawem dobrej woli Kościoła, lecz z całą pewnością można stwierdzić, że Kościół nigdy nie zrezygnuje z przeświadczenia o realności cudów Jezusa i cudu zmartwychwstania. Religia jest z nauką uzgadnialna, ale nigdy nie będzie z nią zgodna. Zażegnanie konfliktu wydaje się zatem niemożliwe.


CDN

@@@
.
06-07-2015 17:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Pan miesza zjawisko uznawania przez niektórych wierzących wybranych zapisów Biblii literalnie z wiarą w boga.
Już wielokrotnie tu napisałem, iż swoje wypowiedzi kieruję tylko do zdolnych je zrozumieć. Niewiele rzeczy w zakresie rozmów z Panem może mi się pomylić i raczej można mi zarzucić precyzyjną szczegółowość niż mieszanie. Niczego nie mieszam Panie Brzostowski, a gdy gdzieś mi się to zdarzyło to proszę o konkretny przykład. Tak jak, aby nie mieszać, ja zwykłem to czynić.

>Niech Pan się nie kompromituje.
Staram się jak mogę pamiętając, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

>Wiara jest dyskutowalna,
Każda religia/ideologia narzuca sztywny, niedyskutowalny zestaw zasad. I większość wierzących wypełnia je,
lepiej lub gorzej, w zależności od głębokości wiary i wewnętrznej potrzeby posłuszeństwa w imię "tak trzeba"
i przyszłej nagrody.

Tomizm polega na niedyskutowalnym założeniu naiwnego realizmu, czyli przyjęciu za realnie istniejącą rzeczywistość
w takiej postaci, w jakiej nam się jawi.


> bo robi się to stale.
Co robi się stale pisze głupiej lub mądrzej na temat wiary i prowadzi dyskusje na jej temat? Oczywiście, że tak. Napisałem już w tym wątku, iż sam znam kilkadziesiąt mądrych książek na temat wiary. Jeżeli piszę o niedyskutowalności wiary, to mam na na myśli np. Pańskie przekonania i prawie pewność, iż nigdy, nikt Pana nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy Pan wierzy inaczej. A popieprzyć głupoty to sobie zawsze można.

>Dlatego być może coś Cię dziwi.
Tak, jednak mnie to dziwi i to pomimo tego, że jak pokazują badania nad wiarą (a także spora grupa zacietrzewionych wierzących, która się przez nasz portal przewinęła) jest to u głęboko wierzących norma, to jednak dziwi mnie Pańska wieloletnia teflonowość na wszystkie argumenty przeczące Pańskiej wierze.
>Ma Pan jakieś argumenty przeczące mojej wierze w boga?
No właśnie już setki razy napisałem, że nie mam, gdyż jest zupełnie niemożliwym przedstawienie Panu jakichkolwiek argumentów przeciwko Pańskiej wierze. Argumentów, które by do Pana dotarły. Wszystkie argumenty odrzuca Pan a priori
i spływają one po Panu jak woda po kaczce. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,612740#w615278
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,656589#w656805
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,470429#w472528

> To będzie ciekawe, dawaj Pan!
Jest archiwum, a na górnym pasku menu wyszukiwarka. Jakiś specjalnie ciekawych Pańskich wypowiedzi nie pamiętam.
Odrzuca Pan sprawy wprost oczywiste przedstawiane nawet przez specjalistów w danej dziedzinie nauki.
>Proszę podać 3 przykłady rzeczy oczywistych które odrzucam, dawaj Pan!
Andrzej.51, w zakresie biblistyki. Liliac, w zakresie medycyny. Fizyk, w zakresie fizyki. Big_zyd, w zakresie historii. Ale tych przykładów jest tu ogrom i kto jest dorobkiem pana Brzostowskiego na tym forum zainteresowany, to bez trudu sobie znajdzie. Dla mnie wystarczy Pański merytoryczny udział w tym, przez Pana samego założonym, wątku.

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.
>Panie Bogusławski, plecie Pan ... a ja mam coraz mniej siły aby się kopać z hologramem konia.
Ależ Panie Brzostowski z argumentami "ad personam" radzi Pan sobie doskonale (choć zbyt często Pan małpuje innych zamiast wymyślania własnych) uważam, iż znacznie lepiej ode mnie, choć ja też nie daję sobie w kaszę dmuchać, tyle że znacznie gorzej idzie Panu z argumentacją "ad rem". Znakomita większość Pańskich forumowych oponentów wykazała ewidentnie Panu, iż Pan tu brednie oparte tylko na Pańskiej wierze wypisuje.

I co Pan z mojej wypowiedzi poza tym, iż fundamentalnie się z Panem nie zgadzam, jest zdolnym zrozumieć? Moim zdaniem bardzo niewiele i warto było tu pisać, gdy nasze wypowiedzi czytała spora grupa osób, z których znakomita większość rozumiała o czym piszę.

@@@
.
06-07-2015 19:08 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)

>Staram się jak mogę pamiętając, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.
>>Wiara jest dyskutowalna,
>Każda religia/ideologia narzuca sztywny, niedyskutowalny zestaw zasad. I większość wierzących wypełnia je,lepiej lub gorzej, w zależności od głębokości wiary i wewnętrznej potrzeby posłuszeństwa w imię "tak trzeba" i przyszłej nagrody.

Panie Bogusławski, skup się Pan! "Niedyskutowalny" zestaw zasad zależy od wiary, a wiary i religii nie ma bez ludzi, którzy jak sam Pan pisze mają różną głebokość wiary. Wynika z tego, że ten "neidyskutowalny" zestaw jest jednak dyskutowalny. I wiemy z historii jak religie ewoluują, a wiara ludzi zmienia się.

Ale gdyby nawet znaleźć w jakiejś (np chrześciajńskiej) wierze jakiś ograniczony liczbowo zestaw niedyskutowalnych zasad, to co? To ma być zarzut? To źle?
07-07-2015 12:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Wiara jest dyskutowalna,
Każda religia/ideologia narzuca sztywny, niedyskutowalny zestaw zasad. I większość wierzących wypełnia je,
lepiej lub gorzej, w zależności od głębokości wiary i wewnętrznej potrzeby posłuszeństwa w imię "tak trzeba"
i przyszłej nagrody.

Tomizm polega na niedyskutowalnym założeniu naiwnego realizmu, czyli przyjęciu za realnie istniejącą rzeczywistość
w takiej postaci, w jakiej nam się jawi.


> Panie Bogusławski, skup się Pan!
Staram się jak mogę pamiętając, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,664981#w665147

>"Niedyskutowalny" zestaw zasad zależy od wiary, a wiary i religii nie ma bez ludzi, którzy jak sam Pan pisze mają różną głebokość wiary.
Tak, poziom dyskutowalności zależy od religii/ideologii, a te, jak i ich znaczenie, zależą od ludzi, a ci są różnie wierni i różnie znają niedyskutywalne dogmaty wiary, mają różną głębokość wiary i różne poziomy zaślepienia, a także różny poziom inteligencji oraz wiedzy i możliwości rozumienia.

> Wynika z tego, że ten "neidyskutowalny" zestaw jest jednak dyskutowalny.
Wcale z tego nie wynika, aby neidyskutowalna dogmatyka stawała się raptem dyskutowalną.
pl.wikipedia.org/wiki/Dogmat
msza.net/i/cz08_0.html

> I wiemy z historii jak religie ewoluują, a wiara ludzi zmienia się.
Carl Sagan: Religie, które nie dostosowują się do zmian naukowych i społecznych, są moim zdaniem skazane na zanik. Zbiór przekonań może się rozwijać i zachować znaczenie tylko wtedy, gdy reaguje na najpoważniejsze zarzuty, jakie można wytoczyć przeciw niemu. (...) Moim zdaniem religie dla własnego dobra powinny zachęcać do sceptycznej oceny dowodów, na których opierają się ich fundamentalne zasady. Nie ma wątpliwości, że religie zapewniają pociechę i wsparcie, są podporą emocjonalną i mogą być użyteczne społecznie. Z tego jednak nie wynika, że religie powinny być chronione przed krytyką i sceptyczną analizą. (...) Twierdzę, że jeżeli jakiś system wierzeń nie może przetrwać krytyki, to nie warto go głosić. Te, które są w stanie przetrwać krytyczną ocenę, zapewne zawierają przynajmniej jądro prawdy.

>Ale gdyby nawet znaleźć w jakiejś (np chrześciajńskiej) wierze jakiś ograniczony liczbowo zestaw niedyskutowalnych zasad, to co? To ma być zarzut? To źle?
Bardzo dobrze, czego wiara religijna, ograniczająca intelektualnie, a także moralnie, jest najlepszym przykładem jest historia świata.

Panie Brzostowski "dyskutujemy" tu już wiele lat i jakość nie zauważyłem aby Pańska wiara była dyskutowalna. Jeżeli nawet gdzieś tam Pan zmienił swoje zasadnicze stanowisko, to w sposób dla mnie niezauważalny. Pisze Pan, iż nie rozumiem Pańskiej wiary w Boga. Wszystko możliwe - ale ja przez kilkadziesiąt lat zrobiłem bardzo dużo aby to rozumieć, na najwyższym możliwym poziomie. Oczytałem się w literaturze tematu i odbyłem różne studia formalne, zakończone dyplomami. Pan zaś - czego dowodzi i ten zainicjowany przez Pana wątek, zupełnie nie chce lub nie potrafi zrozumieć mojego stanowiska (nie, nie myślę o jakimkolwiek przyjmowaniu, a tylko o zrozumieniu koniecznym do konkluzywnych dyskusji).

Dalej precyzyjnie tu wyjaśniłem pod wszelkimi możliwymi kątami swoje stanowisko w zakresie: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie. I co? I nic! Dalej pozostaliśmy w tym samym miejscu, gdyż Pańska wiara jest całkowicie niedyskutowana i można co najwyżej popieprzyć sobie na jej temat do woli, aż nas głowa rozboli.
___________

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.
>Panie Bogusławski, plecie Pan ... a ja mam coraz mniej siły aby się kopać z hologramem konia.
Ależ Panie Brzostowski z argumentami "ad personam" radzi Pan sobie doskonale (choć zbyt często Pan małpuje innych zamiast wymyślania własnych) uważam, iż znacznie lepiej ode mnie, choć ja też nie daję sobie w kaszę dmuchać, tyle że znacznie gorzej idzie Panu z argumentacją "ad rem". Znakomita większość Pańskich forumowych oponentów wykazała ewidentnie Panu, iż Pan tu brednie oparte tylko na Pańskiej wierze wypisuje.

I co Pan z mojej wypowiedzi poza tym, iż fundamentalnie się z Panem nie zgadzam, jest zdolnym zrozumieć? Moim zdaniem bardzo niewiele i warto było tu pisać, gdy nasze wypowiedzi czytała spora grupa osób, z których znakomita większość rozumiała o czym piszę.


@@@
.
08-07-2015 12:03 
 Ocena 3 na 3
gracjana (25 punktów)

> Dalej precyzyjnie tu wyjaśniłem pod wszelkimi możliwymi kątami swoje stanowisko w zakresie: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.

To, że Pan wyjaśnił, jak rozumie powyższe tezy, nie oznacza przecież, że dowiódł ich prawdziwości! Tw.1. to kwestia wiary, a nie wiedzy, gdyż nauka nie potwierdza powyższego poglądu, chyba, że Pan mi go przedstawi.
metoda naukowa ma swoje ograniczenia:

"trzeba sobie zdać sprawę że stare prawa
czasami okazują się błędne w świetle nowych obserwacji. Jak to wspaniale wyjaśnia noblista
Feynman [Feynman 99s27], prawa są bowiem uogólnieniami obserwacji, do tego są prawami
zgadywanymi, ekstrapolacjami. Są one tym co udało się odgadnąć i co przeszło, jak na razie
przez sito. A później okazuje się że nowsze sito ma drobniejsze oczka i tym razem stare
prawo nie przechodzi. Podaje On tu przykład wirującego żyroskopu, którego masa zwiększa
się nieznacznie, podobnie jak przy zbliżaniu się do prędkości światła każdej masy. A
przecież stare prawo mówiło iż ruch nie wpływa na wielkość masy ! Zatem wg Feynmana
bezpieczniej byłoby sformułować prawo "masa nie zmienia się znacząco, jeśli prędkość nie
jest za duża". Stąd też w innym miejscu konkluduje on;
to, co dziś nazywamy wiedzą naukową, stanowi zbiór stwierdzeń o różnym stopniu
pewności.
Niektóre z nich są niepewne, inne niemal pewne, ale nie ma stwierdzeń naukowych
absolutnie pewnych." neur.am.put.poznan.pl/mt/Metody.pdf
08-07-2015 21:58 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pan zaś - czego dowodzi i ten zainicjowany przez Pana wątek, zupełnie nie chce lub nie potrafi zrozumieć mojego stanowiska (nie, nie myślę o jakimkolwiek przyjmowaniu, a tylko o zrozumieniu koniecznym do konkluzywnych dyskusji).
Dalej precyzyjnie tu wyjaśniłem pod wszelkimi możliwymi kątami swoje stanowisko w zakresie: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie. I co? I nic! Dalej pozostaliśmy w tym samym miejscu, gdyż Pańska wiara jest całkowicie niedyskutowana i można co najwyżej popieprzyć sobie na jej temat do woli, aż nas głowa rozboli. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.
>To, że Pan wyjaśnił, jak rozumie powyższe tezy, nie oznacza przecież, że dowiódł ich prawdziwości!
Po pierwsze to nie chciałem udowodnić ich prawdziwości skoro uważam je za nieprawdziwe i znowu Pani nie doczytała lub nie zrozumiała, a ponadto proszę o podanie metod ich udowodnienia. Mnie się wydaje, iż tu racjonalne argumenty są dostateczne, choć jest dla mnie oczywistym, iż racjonalne argumenty docierają tylko do ograniczonej ilości czytelników.

>Tw.1. to kwestia wiary, a nie wiedzy,
Co to znaczy "Tw.1."? Ani nie mam zatwardzenia, ani nic tu nie twierdzę - co najwyżej wyrażam pogląd. Jak Pani rozumie "wiarę" i jak Pani rozumie "wiedzę"?
Proponuję poszukać sobie moje rozumienie tych terminów i odwołanie się do ich definicji, gdyż prawdopodobnie rozumiemy je - jak prawie wszystko - zupełnie inaczej.

> gdyż nauka nie potwierdza powyższego poglądu,
Jakiego powyższego poglądu? Tego, z którym się nie zgadzam?

>chyba, że Pan mi go przedstawi.
Co mam Pani przedstawić? Pogląd, z którym Pani się nie zgadza, a którego Pani nie raczyła nawet poznać?

>metoda naukowa ma swoje ograniczenia:
Jakie ograniczenia poznawcze - większe od ograniczeń poznawczych człowieka - ma nauka? Ja takich nie znam.

>"trzeba sobie zdać sprawę że stare prawa czasami okazują się błędne w świetle nowych obserwacji".
Tak i wpisane jest to w metodologię nauki.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

>Jak to wspaniale wyjaśnia noblista Feynman [Feynman 99s27],(...)
A co Pani jego czytała poza wyimkiem z zalinkowanego tu pseudonaukowego niewiadomokogo (czy napisał to pan dr hab. inż. Marian Witalis DOBRY prof. nadzw. PP, czy też Pani, a on zrecenzował?) bełkotu. neur.am.put.poznan.pl/mt/Metody.pdf

Udowodniła tu Pani, zresztą po raz enty, jedno - choć zupełnie nienaukowo - iż ktoś mniej wie, to tym bardziej jest pewnym swojej racji. Pani szkoda czasu na czytanie ze zrozumieniem tego co inni napisali, gdy i tak Pani wie lepiej. Takich kaznodziei przez nasze forum sporo się już przewinęło i jest Pani tu tylko kolejnym.

@@@
.
08-07-2015 23:19 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Wiara i wynikający z niej określony śwaitopogląd ma pewien zestaw zasad, mniej lub bardziej sztywny, ale są i pewne sztywne zasady (dogmaty). Tyle tylko, że tak samo jest w racjonalizmie. Tak musi być w każdym spójnym lub do takiego aspirującym systemie, bez tego nic nie da się zbudować.

Skoro Pan napisał, że wiara jest niedyskutowalna to równie dobrze można napisać że racjnalizm jest niedysktutowalny, w jednym i drugim można znaleźć dogmaty.

Pan czyni z tego wierze zarzut, ale to samo dotyczy pańskich poglądów. Ja uważam, że zarówno wiara, jak i racjonalizm są dyskutowalne, ale kilka niezmiennnych zasad być musi, aby w ogóle mozna był sensownie rozmawiać.

>Panie Brzostowski "dyskutujemy" tu już wiele lat i jakość nie zauważyłem aby Pańska wiara była dyskutowalna. Jeżeli nawet gdzieś tam Pan zmienił swoje zasadnicze stanowisko, to w sposób dla mnie niezauważalny. Pisze Pan, iż nie rozumiem Pańskiej wiary w Boga. Wszystko możliwe - ale ja przez kilkadziesiąt lat zrobiłem bardzo dużo aby to rozumieć, na najwyższym możliwym poziomie. Oczytałem się w literaturze tematu i odbyłem różne studia formalne, zakończone dyplomami. Pan zaś - czego dowodzi i ten zainicjowany przez Pana wątek, zupełnie nie chce lub nie potrafi zrozumieć mojego stanowiska (nie, nie myślę o jakimkolwiek przyjmowaniu, a tylko o zrozumieniu koniecznym do konkluzywnych dyskusji).
Proszę Pana, ja zawsze miałem wątpliwości czy aby na pewno ów bóg istnieje i mam je do dzisiaj. Wątpliwości te wynosza 1%. Taka jest moja wiara. Zanim zostałem użytkownikiem fR miałem większe wątpliwości, dzięki fR, przeczytanym odnośnikom i Panu osobiście, moje wątpliwości zmalały.

Dostrzegłem bowiem wyraźniej, że za argumentacją przeciw bogu, stoi po prostu niechęć do religii. Setki razy powtarzane bzdury typu: boga nie ma bo Maryja nie mogła urodzić i być dziewicą, boga nie ma bo nie ma dobrej definicji. W zdumienu dostrzegłem, że nawet ludzie inteligentni, wykształceni (jak Pan) są zdolni do skrajnej hipokryzji intelektualnej, dostrzegając słabość dowodów lub wnioskowania, które wspiera istnienie boga i zupełnie ignorując te same słabości, bo wynikajace z naszej, ludzkiej ograniczoności które wykazują jego nieistnienie.

> Dalej precyzyjnie tu wyjaśniłem pod wszelkimi możliwymi kątami swoje stanowisko w zakresie: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie. I co? I nic! Dalej pozostaliśmy w tym samym miejscu, gdyż Pańska wiara jest całkowicie niedyskutowana i można co najwyżej popieprzyć sobie na jej temat do woli, aż nas głowa rozboli.

No widzi Pan, a ja cały czas próbuję Panu wykazać, że:

1. Bóg prawie na pewno istnieje.
2. Religie nie są samym złem.
3. Teiści są ograniczeni intelektualnie tak samo jak racjonaliści.

I nic nie dociera! No i niech ocenią to inni, kto ma rację. A racja, jak mawiał Piłsudski, jest jak dupa, każdy ma swoją.
09-07-2015 10:26 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)
1. Bóg prawie na pewno istnieje.
2. Religie nie są samym złem.
3. Teiści są ograniczeni intelektualnie tak samo jak racjonaliści.

Witaj
1) Bóg czyli co ... konkretnie ? Pozaziemska cywilizacja czy Jehowa ? Czy też trochę tego trochę owego ? Mam dużą pewność , że jest to trochę tego trochę owego ... A takie coś prawie na pewno nie istnieje ! ( bardzo kompetentnie , profesjonalnie i fachowo brzmi : prawie na pewno )
Zdajesz sobie doskonale sprawe z tego , że im konkretniejszy obraz , wyobrażenie boga tym bardziej nieprawdopodobny i dlatego starasz się go możliwie odrealnić , odkształcić ale jak czkawką odbija ci się ten wdrukowany w twój umysł wzór Jehowy ... wzór ten jest pod względem intelektualnym ale przede wszystkim etycznym nie do przyjęcia - chyba , że po radykalnej operacji zmiany płci i wszystkiego innego po których to zmianych spokojnie będzie można znieść biblie do piwnicy i zamknąć w skrzyni i zaglądać tam raz w roku aby cieszyć się , że już w te prostackie brednie nie wierzymy .
2) Nie są samym złem ale posiadają wielki ładunek przemocy , dyskryminacji , agresji , strachu , manipulacji , zakłamania , tabu , dogmatu . Z analizy historycznej , socjologicznej , psychologicznej elementy destrukcyjne przeważają
3) Nie tak samo . Teiści ograniczeni są teizmem a racjonaliści racjonalizmem .Z teizmu wynikają ograniczenia innego rodzaju a z racjonalizmu innego .

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Brzostowski (7067 punktów)
>1. Bóg prawie na pewno istnieje.
>2. Religie nie są samym złem.
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie tak samo jak racjonaliści.
>Witaj
>1) Bóg czyli co ... konkretnie ? ...
Wyjaśniłem Ci dlaczego uważam argument przeciw bogu "z niedokonałej definicji" za nieuczciwy, a Ty stale do tego wracasz. Zaprezentowalem Ci swój sposób myślenia i wnioskowania, a Ty tej argumentacji nie zbiłeś swoimi argumentami, tylko cały czas czepiasz się, że powinien podać szczególwo jaki bóg jest. Ja tego nie wiem. Zaprezentowałem Ci to do czego ejstem przekonany, wskazałem na sposób rozumowania. A Ty piszesz mi tutaj o Jehowie, o którym ja nic nie pisałem w swoim wywodzie. Niestety potwierdzasz tym samym, to co ja juz wielokrotnie przerobilem w dyskusjach z ateistami/racjonalistami: prezentują dość spójne stanowisko na temat istnienia boga (zgoda - niedookreślonego), a oni mi na to - nie wirzymy w JAhwe! No i dogadaj się! Nie da rady.

>2) Nie są samym złem ale posiadają wielki ładunek przemocy , dyskryminacji , agresji , strachu , manipulacji , zakłamania , tabu , dogmatu . Z analizy historycznej , socjologicznej , psychologicznej elementy destrukcyjne przeważają
JEst już nieźle, że uważasz iż nie są samym złem. Ten wielki łądunek przemocy jak piszesz, to ocena prawda? Każda ocena jest względna (ktoś jest ładny - ktoś brzydki), jakis system ma wielki ładunek przemocy (wg ciebie religia) inny system - nie. Ja uważam, że wielki ładunek przemocy ma w sobie człowiek, i ani religie, ani inne systemy nie determinują tej przemocy, ona jest w nas, czasem tylko określone systemy łatwiej zaprzęgnąć do okrucieństw.
>3) Nie tak samo . Teiści ograniczeni są teizmem a racjonaliści racjonalizmem .Z teizmu wynikają ograniczenia innego rodzaju a z racjonalizmu innego .
Masz rację, w pewnej częsci to prawda, chociaż ja nie uważam aby teizm czy racjonalizm miał kluczowe znaczenie w ograniczeniu intelektualnym jednostek, dlatego miałem na mysli ogranczenie biologiczne, a nie światopoglądowe.
10-07-2015 14:41 
 Ocena 2 na 2
e-duch (1053 punktów)
Witaj
Wydaje mi się , że powinieneś się zdecydować czy mówisz o bogu niepoznawalnym czy o bogu , który nie lubi gejów i lewaków
Nie możesz bez dysonansu poznawczego mówić jednocześnie o jednym i drugim i jeszcze nie dostrzegać w tym absurdu i sprzeczności .

>Ja uważam, że wielki ładunek przemocy ma w sobie człowiek, <

Teoretycznie tak . Człowiek może być pacyfistą lub mordercą , może być wege a może też uskuteczniać chów przemysłowy , może być głupi a może też być Kopernikiem czy Einsteinem .
Mamy ewolucyjnie zaprogramowaną zdolność do dopasowywania się , do korzystania z różnorodności
Rodzimy się zdolni do pedofilii i bezinteresowności
Nie mamy w sobie żadnego szczególnego ładunku przemocy . To dopiero środowisko , wiedza , doświadczenia czynią z nas ( a i my sami czynimy z siebie ) takich lub innych .

Religie często pomagają nam w tym abyśmy pozostali głupi .
Myślenie dogmatyczne , tabu , magia są świetnymi przewodnikami w świecie prymitywnych , ślepych instynktów .

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Brzostowski (7067 punktów)
>Witaj
>Wydaje mi się , że powinieneś się zdecydować czy mówisz o bogu niepoznawalnym czy o bogu , który nie lubi gejów i lewaków
Ja? Ja w zaprezentowanym tutaj stanowisku nie pisałem o JAhwe, to Ty o nim pisałeś! Nie zauważyłeś tego? Trudnosć w dyskusji polega właśnie na tym, że nie ja piszę o JAhwe, a Ty cały czas do niego pijesz. I Ty piszesz abym ja się zdecydował? To Ty się zdecyduj, czy chcesz dysktuować o bogu niedookreślonym, czy o swoim wyobrażeniu o moim bogu.
>Nie możesz bez dysonansu poznawczego mówić jednocześnie o jednym i drugim i jeszcze nie dostrzegać w tym absurdu i sprzeczności .
No i gadaj. Tutaj pisałem wyłącznie o jednym, chociaż mogę bez problemu wykazać iż "mój" niedookreślony bóg może być bogiem Jahwe, nie ma z tym żadnego problemu.
>>Ja uważam, że wielki ładunek przemocy ma w sobie człowiek, <
>Teoretycznie tak . Człowiek może być pacyfistą lub mordercą , może być wege a może też uskuteczniać chów przemysłowy , może być głupi a może też być Kopernikiem czy Einsteinem .
>Mamy ewolucyjnie zaprogramowaną zdolność do dopasowywania się , do korzystania z różnorodności
>Rodzimy się zdolni do pedofilii i bezinteresowności
>Nie mamy w sobie żadnego szczególnego ładunku przemocy . To dopiero środowisko , wiedza , doświadczenia czynią z nas ( a i my sami czynimy z siebie ) takich lub innych .
>Religie często pomagają nam w tym abyśmy pozostali głupi .
Tak, poodbnie jak setki innych ideologii i zjawisk.
>Myślenie dogmatyczne , tabu , magia są świetnymi przewodnikami w świecie prymitywnych , ślepych instynktów .
Tak, podobnie jak władza, zemsta, chcwość, itd...

Wg mnie przypisujesz tylko lub głównie religii po prostu wady i rządze człowieka.
11-07-2015 10:11 
 0 na 2
gracjana (25 punktów)
To nie religia odpowiada za nienawiść, tylko człowiek. Czy religia katolicka odpowiada za nienawiść? Znam katolików, którzy emanują miłosierdziem wobec innych, jak i takich, którzy pogardzają ludzmi o innych poglądach. To kwestia człowieka, a nie religii, przynajmniej jeśli chodzi o współczesną, posoborową - katolicką!
11-07-2015 11:04 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> To nie religia odpowiada za nienawiść, tylko człowiek.
Zgadzam się tu z Panią i do początku udziału w tym forum prezentowałem. To nie religia/ideologia jest winna złym czynom ludzi, a wiara - im głębsza tym do większego zła prowadzi. Wszystko jedno czy bóg ma ma imię Jahwe, Jezus, Adolf, Józef itd. Czy zło czyni się w imię Świętego Kościoła Katolickiego, czy Matuszki Partii, to nie ma większego znaczenia.

Trudno znaleźć religię/ideologię już z samej swej istoty zbrodniczą (chyba tylko w Indiach taka występuje). Zbrodni dokonują tylko wierzący w nie ludzie, a każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu/podmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Im wiara jest głębszą bardziej fundamentalistyczną tym jest społecznie groźniejszą.

Pisałem także o tym w tym wątku:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,668549#w668957
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,8#w668950
Oraz uprzednio:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,654644#w654800
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,29#w538273
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,611775#w613061
Myślę iż warto poznać zawartość tych linków wraz z linkami w nich zawartymi.

@@@
.
e-duch (1053 punktów)
Tutaj pisałem wyłącznie o jednym, chociaż mogę bez problemu wykazać iż "mój" niedookreślony bóg może być bogiem Jahwe, nie ma z tym żadnego problemu.

Witaj
To jest część problemu . To twoja obrona Częstochowy . Twój Bóg jest tak niedookreślony , że może być jednocześnie i wilkiem i czerwonym kapturkiem i babcią i leśniczym - w ten sposób próbujesz zejść z linii krytyki . Takie niedookreślone coś jest ( wybacz) bezwartościowe ponieważ coś takiego nie jest w stanie być podmiotem jakiejkolwiek dyskusji ponieważ jest radykalnie niedookreślone .
Ty często powołujesz się na biblie - nie wiem dlaczego - skoro bóg biblijny jest radykalnie dookreślony łącznie z zaleceniami jaką ręką co i kiedy robić .

>Tak, podobnie jak władza, zemsta, chcwość, itd...<
Sama władza , zemsta , chciwość są wprawdzie silnymi imulsami jednak zdecydowanie słabsze od ideologii , która je sankjonuje i zatwierdza powołując się przy tym na radykalnie konkretnego boga księgi .

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjon(*).php/z,0/d,30/s,668549#w670626
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,29#w670486
Ja? Ja w zaprezentowanym tutaj stanowisku nie pisałem o JAhwe, to Ty o nim pisałeś! Nie zauważyłeś tego?

Trudnosć w dyskusji polega właśnie na tym, że nie ja piszę o JAhwe, a Ty cały czas do niego pijesz.

I Ty piszesz abym ja się zdecydował? To Ty się zdecyduj, czy chcesz dysktuować o bogu niedookreślonym, czy o swoim wyobrażeniu o moim bogu.

No i gadaj. Tutaj pisałem wyłącznie o jednym, chociaż mogę bez problemu wykazać iż "mój" niedookreślony bóg może być bogiem Jahwe, nie ma z tym żadnego problemu.

>To jest część problemu. To twoja obrona Częstochowy. Twój Bóg jest tak niedookreślony, że może być jednocześnie i wilkiem i czerwonym kapturkiem i babcią i leśniczym - w ten sposób próbujesz zejść z linii krytyki.
"Kwadratura koła" lub "ni to pies ni wydra, ni coś na kształt świdra"?

>Takie niedookreślone coś jest (wybacz) bezwartościowe ponieważ coś takiego nie jest w stanie być podmiotem jakiejkolwiek dyskusji ponieważ jest radykalnie niedookreślone.
Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.

>Ty często powołujesz się na biblie - nie wiem dlaczego - skoro bóg biblijny jest radykalnie dookreślony
Nie przesadzajmy z tym dookreśleniem biblijnego Boga. Od 1974 r. odkrycia w Tell Mardich w Syrii - gdy w czasie jedenastej kampanii wykopaliskowej okryto 42 tabliczki potwierdzające, że należy identyfikować je ze starożytnym miastem Ebla - nie przestają zadziwiać. Ukazują nam, jak wielkie są wpływy kulturowe Kananejczyków na Hebrajczyków. "Szczególnie tabliczki o treści religijnej intrygują obecnie uczonych. Pismo alfabetyczne, mity, rytuały, zwyczaje ukazują tło, na którym rozwijała się religia Starego Testamentu. Religia ta przeciwstawiała się gwałtownie obcym wpływom, ale przeciwstawiając się ulegała im i niejedno z nich przejęła i przyswoiła sobie. Na tych tabliczkach znaleziono wiele biblijnych imion, zapisanych niemal w identycznej formie. Może to wskazywać, że biblijni patriarchowie lub ich potomkowie żyli w Ebla. Jeśli jednak tak nie było, to można z pewnością stwierdzić, że patriarchowie ci należeli do tego samego kręgu kulturowego i znane im były te same tradycje oraz że przybyli oni z terenów, gdzie tradycje te długo się utrzymywały i wywierały silny wpływ".

Jahwe to sklejka - wcale nie spójna - wielu bogów:
Mojżesz, wraz z późniejszymi prorokami, jest znanym nam z imienia współautorem wielkiej eklektyczno-kompilatorskiej syntezy wielu plemiennych bogów (na którą, wśród wielu innych, mogli się złożyć np.: El [Elohim] Jao, Jaw, Jaw-Elath, Baal, "bóg wiatru i burzy rzucający gromy" wraz z egipskim Atonem - "jedynym bogiem nie mającym początku ni końca, stwórcą i opiekunem wszechświata") w kult, jedyny w swoim rodzaju, zazdrośnie monoteistyczny i skrajnie etnocentryczny kult samotnego Boga nie znoszącego żadnych rywali - przewodnika i opiekuna wybranego wśród mnóstwa innych narodów.

Z Pięcioksięgu wyłania się nam obraz "Jestem, który jestem" - plemiennego Boga Izraelitów. Oceniając jego wizerunek według dzisiejszych etycznych kryteriów stwierdzamy, że rysuje się dosyć odpychający. Jahwe jest tam Bogiem apodyktycznym, zapalczywym, porywczym, okrutnym, krwawym, mściwym, niesprawiedliwym, małostkowym, obłudnym i stosującym relatywizm moralny. (Kto ma wątpliwości czy przypadkiem nie przesadzam, niech sięgnie ponownie do lektury Starego Testamentu, a znajdzie tam wymienione wyżej cechy oraz jeszcze sporo innych, też niezbyt pięknych). Zainteresowani historyczną zmiennością koncepcji bogów (aggiornamento, czyli aktualizacją koncepcji do czasów) zwrócą też uwagę, że choć jest to Bóg lokalnie potężny, to jednak wcale nie wszechmocny i choć tak twierdzi, nie jest też wszechwiedzącym, gdyż niezbyt dobrze potrafi przewidywać skutki swych czynów.

Ten "Stwórca Wszystkiego", aż do czasów Abrahamowych chodził po ziemi jako samotny starzec drażliwy i gniewny, budząc respekt i trwogę. Rozmawiał, pouczał, dawał rozkazy i mścił się za nieposłuszeństwo. Doradzał, a nawet osobiście interweniował. Nawet jeszcze później, po przyrzeczeniu Noemu, że "Już nigdy nie będę przeklinał ziemi z powodu człowieka, gdyż myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego", gdy nie znalazł w Sodomie i Gomorze dziesięciu sprawiedliwych - nie zdzierżył... Był to jego ostatni bezpośredni kontakt z ziemianami. Od tamtego czasu zmienił metodę i dalszy nadzór nad naszymi uczynkami prowadzi tylko z nieba.

Ten biblijny bóg od czasów biblijnych jest stale dookreślany. Tu przez Pana Brzostowskiego heretyka, wiernego syna Kościoła Katolickiego. Sprzeczność nie szkodzi, to w jego logice mieści się spokojnie.

> łącznie z zaleceniami jaką ręką co i kiedy robić.
To co sam Bóg podyktował, to "Kamienne tablice", a reszta to od znajomków Pana Boga.

>>>>Tak, podobnie jak władza, zemsta, chciwość, itd...<
>Sama władza, zemsta, chciwość są wprawdzie silnymi impulsami jednak zdecydowanie słabsze od ideologii (...)
www.racjon(*).php/z,0/d,30/s,668549#w670671

@@@
.
12-07-2015 18:44 
 Ocena-1 na 1
gracjana (25 punktów)

>[color=indigo] Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.

Chrześcijanie, w tym katolicy, twierdzą z całym przekonaniem, że doświadczają Boga np.: w sakramentach, modlitwie, czytaniu Biblii. Może to jest sposób, aby Go spotkać Panie Andrzeju? Pewnie Pan napisze, że to iluzja, że tak naprawdę( czym się mogę w dużym stopniu zgodzić): doświadczają pozytywnych uczuć, które interpretują jako działanie/obecność Boga. Co Pan na takie moje zasadnienie?
Jeszcze jest mistyka w chrześcijaństwie: to doświadczenie duchowe tajemniczego działania łaski otrzymanej we chrzcie, które prowadzi do wejścia w obecność Boga i jedności z Nim. pl.wikipedia.org/wiki/Mistyka_chrześcijańska Wielu chrześcijan, mimo, że nie uznaje się za mistyków jest przekonana, iż w taki spobób wchodzi w obecność Boga - tylko jak to zweryfikować? Często słyszę od moim znajomych: "trzeba TO poczuć"; "mieć łaskę" itd., ale taki subiektywizm jest problematyczny, gdyż sprowadza doświadczenie Boga TYLKO do subiektywnych uczuć/ przeżyć/wrażeń/wizji. Jeśli tak jest, to każdy może rościć sobie prawo do doświadczania Boga, nawet jak nie jest chrześcijaninem, a nawet monoteistą. To jednak rozwala monopol wszelkiej religii na doświadczanie Boga, gdyż jeśli twierdzę, że Go doświadczam, mimo, że nie jestem związana z żadną instytucją religijną, któż mi mojemu subiektywnemu może zaprzeczyć? Dyskusyjny jest również argument, że: uczynki mają świadczyć, że ktoś naprawdę doświadcza Boga. Moim zdaniem jest to błąd logiczny, bo z subiektywnego doświadczenia nie wynika logicznie żaden uczynek/postawa religijna. To, że czuję obecność Boga, nie dowodzi to, że chodzę do kościoła lub pomagam biednym, bo motywy tego chodzenia/pomagania bywają bardzo różne i zupełnie czasami nie związane z moimi przekonaniami (a)religijnymi, ale to już oddzielny temat.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Istnieje sobie "cosik" w "niewiadomo" jakiej formie i w żaden sposób jego istnienia doświadczyć nie można.
To jak może nas interesować jego istnienie i jak jego jakiekolwiek atrybuty mogą dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież to całkowita bzdura - od początku do końca. Naukę (science) interesuje tylko "obiektywnie istniejąca rzeczywistość", gdyż tylko ona poddaje się bezpośrednim lub pośrednim (za pomocą narzędzi) badaniom. W tej rzeczywistości nie natrafiono na najmniejszy ślad zarządzającej światem (a choćby i najmniejszym wpływem na rzeczywistość) inteligencji. Jedyną znaną inteligencją we wszechświecie jest inteligencja zwierząt z człowiekiem na czele.


>Chrześcijanie,
Po pierwsze to wszyscy wierzący wierzą w ideologiczny zestaw, wtłoczony im w procesie socjalizacji, mocno ograniczający im krytycznego poznania rzeczywistości. Dobrym przykładem jest tu sama Pani - pisząca, ale nie czytająca tego co inni piszą.
pl.wikiped(*)sobowość_autorytarna

>Chrześcijanie, w tym katolicy, twierdzą z całym przekonaniem, że doświadczają Boga
Ale ja tu nie pisałem o tym co wierzący doświadczają, tylko o niedolnych próbach wtłoczenia "Boga" w zakres badań nauk przyrodniczych. Nie przeczytała Pani czy nie zrozumiała?

>Chrześcijanie, w tym katolicy, twierdzą z całym przekonaniem, że doświadczają Boga np.: w sakramentach, modlitwie, czytaniu Biblii. Może to jest sposób, aby Go spotkać Panie Andrzeju?
A na jakich podstawach Pani sądzi, iż Pani wie lepiej o przedmiocie/podmiocie wiary i sposobach jego doświadczania ode mnie. Ja jakąś tam minimalną wiedzą na te tematy już się tu wykazałem. Czy poznała Pani moje - choćby tylko zalinkowane - w tym wątku wypowiedzi? Zapewne nie, gdyż ci najlepsi chrześcijanie to już tak mają, iż piszą, a nie czytają.
Na przykład tu:
www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,590101#w594380
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,528137#w528937
www.racjonalista.pl/forum.php/s,618671#w619100

>Pewnie Pan napisze, że to iluzja, że tak naprawdę (czym się mogę w dużym stopniu zgodzić): doświadczają pozytywnych uczuć, które interpretują jako działanie/obecność Boga. Co Pan na takie moje zasadnienie?
Co miałoby być iluzją? Interpretacja pozytywnych uczuć? A skąd taka a nie inna interpretacja?
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

> Jeszcze jest mistyka w chrześcijaństwie: to doświadczenie duchowe tajemniczego działania łaski otrzymanej we chrzcie, które prowadzi do wejścia w obecność Boga i jedności z Nim. pl.wikipedia.org/wiki/Mistyka_chrześcijańska Wielu chrześcijan, mimo, że nie uznaje się za mistyków jest przekonana, iż w taki spobób wchodzi w obecność Boga - tylko jak to zweryfikować?
Są przeróżne sposoby weryfikacji: www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799

>Często słyszę od moim znajomych: "trzeba TO poczuć"; "mieć łaskę" itd., ale taki subiektywizm jest problematyczny, gdyż sprowadza doświadczenie Boga TYLKO do subiektywnych uczuć/ przeżyć/wrażeń/wizji.
Ale inni Pani znajomi zapewne obiektywizują i mówią, iż miliardy ludzi wierzyło i wierzy w Boga, a miliardy nie mogą się mylić, tym bardziej, iż są wśród nich nawet ludzie bardzo uczeni. Zaś ateistów jest niewielu.

> Jeśli tak jest, to każdy może rościć sobie prawo do doświadczania Boga, nawet jak nie jest chrześcijaninem, a nawet monoteistą.
Bez przesady! W imię jednej jedynej słusznej Prawdy jedni wierzący przymuszali innych wierzących do zmiany wiary,
a gdy przymus nie pomagał, to w imię swego Boga (nawet, gdy Bogiem Miłości go nazywali) bezwzględnie mordowali.
Dla mnie wszystkie religie i wszyscy Bogowie równą wartość mają i zupełnie (dopóki wierzący do uznania ich i ich praw
nie zmuszają)
zupełnie nie przeszkadzają.

>To jednak rozwala monopol wszelkiej religii na doświadczanie Boga, gdyż jeśli twierdzę, że Go doświadczam, mimo, że nie jestem związana z żadną instytucją religijną, któż mi mojemu subiektywnemu może zaprzeczyć?
Dokładnie tak, dlatego tu powtarzam, iż z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe,
a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

@@@
.
10-07-2015 17:29 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pan Brzostowski w tym wątku:
Ateiści, często myślą, że brak dodefiniowania boga, albo dostrzegane sprzecznosci, gdy próbuje się go dodefiniować to dowody na jego nieistnienie. Wg mnie to wskazuje na duże ograniczenie ich umysłów, w dodatku wybiórcze. Sprzeczności są elementem zgromadzonej wiedzy naukowej, natrafiamy na nie cały czas i będziemy natrafiać, bo wielu rzeczy nie rozumiemy. Przytaczam tutaj namiętnie, w nadziei, że otworzy to oczy na te sprawy, przykład z Wielkim Wybuchem. BB zdarzył się, bo nastąpiła eksplozja "osobliwości", która była neiskończenie gęsta i nieskończenie mała.
To wszystko zależy od wiedzy i możliwości zrozumienia trudnych zagadnień znajdujących się jeszcze w sferze naukowych spekulacji: Tylko pojedyncze równanie lub grupa wzorów, tłumacząca relacje między grawitacją, elektromagnetyzmem
i siłami jądrowymi, umożliwi naszkicowanie wiarygodnego modelu osobliwości. Tymczasem musimy się zadowolić odpowiedzią częściową.


Czy to jest sensowna definicja?
Osobliwość jest całkiem sensowną hipotezą podawaną stałej weryfikacji.

Niesprzeczna?
Sprzeczna, a z czym? Z Pańskimi wyobrażeniami, to chyba jest sprzeczną.

A jednak nikt nie pisze, że "osobliwość" nie istniała?!
Gdyż jest to tylko weryfikowalna hipoteza.

Co więcej światowej sławy naukowcy badają temat, piszą, powstają całe katedry z wieloma profesorami i badają... I jest OK.
Rozumiem! Boga możemy nazywać "osobliwością Brzostowskiego"
___

I dalej p. Brzostowski: A bóg - wszechmocny i wszechwiedzący i dobry - istnieć nie może, bo sprzeczny?
Wg mnie to jest hipokryzja intelektualna ludzi niechętnych (z równych powodów) bogu i religii.

Wg mnie sprzecznosci danego obuektu nie determinują nieistnienia tegoż obiektu.
W poście powyżej, ale też w innych wątkach staram się pokazać, że wiara ma różne oblicza. Moja wiara nie jest wyłącznie głupim apriorycznym założeniem, że istnieje bóg i już! Tak jak by założyć że istnieje fiufiu bubo bubu i już!

Istnienie boga można wywieść logicznie z obserwacji świata, a przynajmniej można to znacznie uprawdopodobnić.

Weryfikowalność? A to jest jakiś warunek naukowości? Wrócę do osobliwości. W jaki sposób będziemy weryfikować nieskończoną gęstość?

W mojej opinii, brak weryfikowalności i teoretyzowanie, wypisywanie wzorów, które nie mają z rzeczywistością nic wspólnego nie przeszkadza ateistom jesli robią to naukowcy, a dowodzenie logiczne, tam gdzie wniosek może być "problematyczny" już bywa FEE.

Pomyśl o tym gdy będziesz czytał kolejne dyskusje tutaj. Ja nie mam nic do ukrycia, nie boję sie żadnej dyskusji, żadnego z niej wniosku, piszę uczciwie i otwarcie o swoich poglądach. Zauważ - w poście poniżej Pan Bogusławski tyle napisał, ale o moim przykłądzie z "osobliwością" NIC. A wiesz dalczego? Bo to dla niego kłopotliwe. Dlatego nie mam zaufania do takich "szlachetnych" intelektualnie myślicieli.

Wierzę w boga, wierzę w to, że bóg "pokazał" się w chrześcijańswie i dekalog oraz moje i KK interpretacje biblii są dla mnie ramami na których opieram swoje decyzje. JEdnak nie determinuje to mnie konkretnie, mam wolną wolę i sam decyduję. Jest to jednak dla mnie pewien kierunek, który uważam za słuszny.

Dziwne jest, że można logicznie wywodzić, jak powstała materia, co to było BB, i setki innych rzreczy o których nie wiemy nic lub prawie nic, i tutaj większość racjonalistów nie widzi przeszkód w takowej możności, tworzy się teorie, hipotezy, spekulacje, na podstawie obserwacji i logicznego myślenia. A gdy boga dotykamy to już problem!

Setki razy powtarzane bzdury typu: boga nie ma bo Maryja nie mogła urodzić i być dziewicą, boga nie ma bo nie ma dobrej definicji.

_____

>Wyjaśniłem Ci dlaczego uważam argument przeciw bogu "z niedokonałej definicji" za nieuczciwy, a Ty stale do tego wracasz.
Miedzy napisaniem odpowiedzi a wyjaśnieniem jest spora różnica.
www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,668549#w670126
To co Pan nam tu przedstawia jest tylko opisem Pańskiej wiary, a z wiarą nie dyskusji (jest niedyskutowalna).
Na racjonalistycznym forum aby kogoś (poza samym sobą) przekonać należy przedstawiać racjonalne argumenty.

> Zaprezentowalem Ci swój sposób myślenia i wnioskowania, a Ty tej argumentacji nie zbiłeś swoimi argumentami, tylko cały czas czepiasz się,
Moim zdanie pan E-duch całkiem udatnie tu tego dokonał, a że nic nie wskórał, to u Pana normalka. Jeszcze nikomu się to nie udało. Na argumenty przeczące Pańskiej wierze jest Pan całkowicie teflonowym.

> że powinien podać szczególwo jaki bóg jest.
Jakie szczegółowo? Bóg oraz świat nadprzyrodzony jest bogato i szczegółowo opisany.
Natomiast, gdy ktoś próbuje wepchnąć "Boga" do nauk przyrodniczych, to jego obowiązkiem jest podać weryfikowalną naukowymi metodami tego stwora. www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,608495#w609136 Może to być tylko hipoteza, ale hipoteza naukowa też musi spełnić określone warunki. Hipotezy naukowe są pewnymi intelektualnymi spekulacjami, ale powinny być budowane na dotychczasowych osiągnięciach nauki, a nie na czystej fantazji uczonych.

>Ja tego nie wiem.
To niech Pan choćby od tego zacznie:
www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,663351#w663789

>Zaprezentowałem Ci to do czego ejstem przekonany, wskazałem na sposób rozumowania.
Z wiarą nie ma dyskusji, a sposób Pańskiego rozumowania jest tu całkowicie irracjonalny i zupełnie nijak na racjonalistycznym forum się nie broni.
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

Zainicjowałem wątek "Pochodzenie wiary", w którym ze szczegółami z odwołaniami się do literatury przedmiotu opisałem czym jest wiara. Wielokrotnie w rozmowach z Panem do niego się odwoływałem oraz go linkowałem, ale Pańska zamknięta na racje innych postawa poznawcza nie pozwalała Panu tam zajrzeć i zapoznać się z argumentami.

Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących.

Andreas Goldscheider napisał: Wiele psów uważa obrożę za swoją własność. Podobnie jest z ludźmi wierzącymi oni też gotowi są bronić swojej wiary ponad wszystko.

Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących.
>Uzasadnioną socjalizacją postawą lenistwa umysłowego.
Zdecydowanie nie zgadzam się na wyciągnięcie aż tak dalekich wniosków. Lenistwo umysłowe to tylko część wiary i tylko dla mniej refleksyjnych umysłów. Doskonale Pan wie jakie intelektualne piramidalne piramidy budowane są dla obrony fideistycznej postawy. Przypomnę tu tylko myśli jednego z inicjatorów tego wątku pana Marcucha, który na pytanie o fenomen wiary odpowiedział - "Ja tłumaczę go jako niewytłumaczalny!"
I dalej podobnie do Pana:
"Ja nie pojmuję wiary tak aby dało się to racjonalnie zakomunikować i myślę, że dostatecznie wykazałem dlaczego."
I obaj nie potraficie przedstawić tu żadnych racjonalnych argumentów na poparcie tego przekonania.
________

>Wiara i wynikający z niej określony śwaitopogląd ma pewien zestaw zasad, mniej lub bardziej sztywny, ale są i pewne sztywne zasady (dogmaty).
Wikipedia:
Wiara (psychologia) - nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy.

Wiara religijna - postawa osobowa różnie definiowana ze względu na to, iż jest jednym z najważniejszych i najbardziej podstawowych ludzkich fenomenów. Pod wpływem intelektualizmu platońskiego, rozróżniającego między mniemaniem
(gr. doxa) a wiedzą (gr. episteme), w myśli europejskiej uważano nieraz wiarę za niepełne poznanie i wstęp do intelektualnego oglądu. Wśród postaw wiary rozróżnia się jednak postawę "wierzę, że", która jest pewnym przypuszczeniem, oraz "wierzę w", która odnosi się do Absolutu i jest mocnym przekonaniem o jego istnieniu
jako prawdy absolutnej.


>Wiara i wynikający z niej określony śwaitopogląd ma pewien zestaw zasad, mniej lub bardziej sztywny, ale są i pewne sztywne zasady (dogmaty).
Wiara to postawa, i nie ma żadnego zestawu. Zestawy mniej lub bardziej dogmatyczne to posiadają religie/ideologie.
Niedyskutowalnym przedmiotem wiary jest właśnie ten zestaw, a ilość tych zestawów jest nieograniczoną. Wierzyć można we wszystko, także w racjonalizm i ateizm.

> Tyle tylko, że tak samo jest w racjonalizmie.
Racjonalizm - filozoficzne podejście w epistemologii zakładające możliwość dotarcia do prawdy z użyciem samego rozumu
z pominięciem doświadczenia.
Natomiast tak jak zdecydowana większość fideistów zupełnie Pan nie rozumie czym jest racjonalizm światopoglądowy: www.racjonalista.pl/forum.php/s,558739 ?
Wiara i racjonalizm światopoglądowy, to dwie alternatywne postawy poznawcze.

>Tak musi być w każdym spójnym lub do takiego aspirującym systemie, bez tego nic nie da się zbudować.
O spójności systemów to możemy rozmawiać w kontekście religii/ideologii i wszelkich budowanych przez ludzi koncepcji intelektualnych oraz osobno w kontekście spójności danego światopoglądu. Mnie bardziej tu interesuje światopogląd,
a on u większości ludzi stanowi spójną niespójność

>Skoro Pan napisał, że wiara jest niedyskutowalna to równie dobrze można napisać że racjnalizm jest niedysktutowalny, w jednym i drugim można znaleźć dogmaty.
Jak pokazuje internet pisać można wszystko, nawet na naszym forum zestaw bzdur, które tu przeczytałem jest przeogromny. Proszę jednak przeczytać sobie czym jest wiara, a czym racjonalizm światopoglądowy. Tyle lat minęło,
a Pan ciągle te same bzdury tu opowiada.

>Pan czyni z tego wierze zarzut, ale to samo dotyczy pańskich poglądów.
Których moich poglądów, tych których nie chciało mi się dostatecznie zweryfikować i komuś tam zawierzyłem, czyli oparłem na "wierze"? www.racjon(*).php/z,0/d,24/s,622763#w625060 Tak, zdarza mi się to, ale jak najszybciej taką informację staram się zweryfikować. Moja postawa poznawcza oparta jest na niewierze, czyli sceptycyzmie naukowym opisanym w ideologii racjonalizmu światopoglądowego.

>Ja uważam, że zarówno wiara, jak i racjonalizm są dyskutowalne, ale kilka niezmiennnych zasad być musi, aby w ogóle mozna był sensownie rozmawiać.
Wiem, iż Pan całą rzeczywistość traktuje po swoim uważaniu i stosuje tu własną logikę i własne rozumienie sensowności. Gorzej, iż tak niewiele jest Pan w stanie zrozumieć z poglądów innych, a to właśnie do sensownych rozmów jest konieczne, gdyż inaczej to zabawa w "strzyżono golono", którą Pan tu bezsensownie prowadzi.

CDN

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

Panie Brzostowski "dyskutujemy" tu już wiele lat i jakość nie zauważyłem aby Pańska wiara była dyskutowalna.
Jeżeli nawet gdzieś tam Pan zmienił swoje zasadnicze stanowisko, to w sposób dla mnie niezauważalny. Pisze Pan,
iż nie rozumiem Pańskiej wiary w Boga. Wszystko możliwe - ale ja przez kilkadziesiąt lat zrobiłem bardzo dużo aby to rozumieć, na najwyższym możliwym poziomie. Oczytałem się w literaturze tematu i odbyłem różne studia formalne, zakończone dyplomami. Pan zaś - czego dowodzi i ten zainicjowany przez Pana wątek, zupełnie nie chce lub nie potrafi zrozumieć mojego stanowiska
(nie, nie myślę o jakimkolwiek przyjmowaniu, a tylko o zrozumieniu koniecznym do konkluzywnych dyskusji).
>Proszę Pana, ja zawsze miałem wątpliwości czy aby na pewno ów bóg istnieje i mam je do dzisiaj. Wątpliwości te wynosza 1%. Taka jest moja wiara.
To ogromnie smutna deklaracja:
mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_03.htm
www.katoli(*)-watpliwosci,23719,416,cz.html
poświadczająca tylko Pańskie zacietrzewienie i dogmatyzm.

> Zanim zostałem użytkownikiem fR miałem większe wątpliwości, dzięki fR, przeczytanym odnośnikom i Panu osobiście, moje wątpliwości zmalały.
Tak, to zdecydowanie zauważalne i kilkukrotnie napisałem, iż Pańskie prezentowane tu poglądy podlegają uwstecznieniu.

>Dostrzegłem bowiem wyraźniej, że za argumentacją przeciw bogu, stoi po prostu niechęć do religii.
Znowu bezrozumne bzdury Pan tu wypisuje. Niech Pan znajdzie moje wypowiedzi świadczące o niechęci do religii, czy nawet Biblii. Tak mam wprost pogardę dla głupoty oraz pewność, iż każda wiara nas ogranicza. Mam sporą wiedzę
o negatywnym wpływie wyznawców różnych religii/ideologii na historię ludzkości, a szczególnie kleru katolickiego.

> Setki razy powtarzane bzdury typu: boga nie ma bo Maryja nie mogła urodzić i być dziewicą,
Rozumiem! Bzdurą jest wszystko co jest niezgodne z Pańską wiarą i według Szanownego Pana Maryja jako dziewica mogła zrodzić Boga. (Zresztą nie pamiętam abym się na ten temat wypowiadał.)

> boga nie ma bo nie ma dobrej definicji.
A tu posądzam, iż Pan do mnie pije. Szanowny Panie Brzostowski może Pan sobie wierzyć w to co się Panu żywnie podoba
i wypisywać bzdury wszelakie, ale wymyślanie sobie jakich bzdurnych poglądów i przypisywanie ich innym, to ordynarna nieuczciwość intelektualna, którą tu Pan oraz inni fideiści, nagminnie stosują. Proszę o link do tego stwierdzenia abym mógł poznać jego autora. Jestem prawie pewien, iż to tylko Pański wymysł.

>W zdumienu dostrzegłem, że nawet ludzie inteligentni, wykształceni (jak Pan) są zdolni do skrajnej hipokryzji intelektualnej,
I znowu biedny Brzostowski obrzuca oponetów epitetami, gorzej, iż używa słów, których nawet znaczenia nie rozumie:

Hipokryzja, to fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych. Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści.
Proszę przedstawić tu przykłady hipokryzji racjonalistów, a szczególnie mojej. Jestem tu otwarty i szczery
aż do bólu, nie lubię zakłamania i zawsze nawet przymuszany starałem się go unikać, tu ani nie chcę, ani nie muszę.


>W zdumienu dostrzegłem, że nawet ludzie inteligentni, wykształceni (...) dostrzegając słabość dowodów lub wnioskowania, które wspiera istnienie boga i zupełnie ignorując te same słabości, bo wynikajace z naszej, ludzkiej ograniczoności które wykazują jego nieistnienie.
Popieprzyć głupoty - nawet nazywając spekulacjami intelektualnymi, filozofią, albo teologią - to sobie każdy może. Z wiarą nie ma dyskusji. Natomiast nauki przyrodnicze moją swoją metodologię i tu wpychanie smoków czarownic oraz bogów jest niemożliwe.

Dalej precyzyjnie tu wyjaśniłem pod wszelkimi możliwymi kątami swoje stanowisko w zakresie: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie. I co? I nic! Dalej pozostaliśmy w tym samym miejscu, gdyż Pańska wiara jest całkowicie niedyskutowana i można co najwyżej popieprzyć sobie na jej temat do woli, aż nas głowa rozboli.

>No widzi Pan, a ja cały czas próbuję Panu wykazać, że:
>1. Bóg prawie na pewno istnieje.
>2. Religie nie są samym złem.
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie tak samo jak racjonaliści.
Potwierdzam, iż odkąd Pan się tu pojawił, to Pan to próbuje. Jest to wg mnie mieszanina prawdy, półprawd i zwyczajnych kłamstw, ale to kwestia Pańskiej wiary, a każdemu wolno wierzyć w dowolny zestaw bzdur. Gorzej gdy Pan przedstawia przedmiot swojej wiary jako niekwestionowaną prawdę, a najgorzej, gdy wmawia Pan tu, iż wymyślone sobie przez Pana poglądy, jako poglądy innych. Ja swoje poglądy mam dobrze przemyślane, wiem co piszę i jestem odpowiedzialny za słowo, ale swoje słowo, a nie wymyślane przez Pana bzdury jako moje wypowiedzi.

>I nic nie dociera!
Jak to nie dociera? Znam Pańskie poglądy tu przedstawiane bardzo dobrze i uważam, że brak Panu racjonalnych argumentów na ich poparcie. Dlatego z Panem wielokrotnie polemizowałam ewidentnie wykazując, iż z racjonalnego,
czy naukowego punktu są bzdurą.

> No i niech ocenią to inni, kto ma rację.
Oceniali i chyba jeszcze trochę oceniają

>A racja, jak mawiał Piłsudski, jest jak dupa, każdy ma swoją.
Jak, każdy ma swoją, to po co nadstawiać katolicką dupę do kopania na racjonalistycznym forum? No chyba ze ktoś lubi....

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dostrzegłem bowiem wyraźniej, że za argumentacją przeciw bogu, stoi po prostu niechęć do religii. Setki razy powtarzane bzdury typu: boga nie ma bo Maryja nie mogła urodzić i być dziewicą, boga nie ma bo nie ma dobrej definicji. W zdumienu dostrzegłem, że nawet ludzie inteligentni, wykształceni (jak Pan) są zdolni do skrajnej hipokryzji intelektualnej, dostrzegając słabość dowodów lub wnioskowania, które wspiera istnienie boga i zupełnie ignorując te same słabości, bo wynikajace z naszej, ludzkiej ograniczoności które wykazują jego nieistnienie.
Warto jednak, zanim zacznie się polemizować z innymi, nauczyć się czytać ze zrozumieniem i trochę oczytać się w temacie, aby na poważnym racjonalistycznym forum bzdur nie wypisywać.
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359

Miłego dnia.

@@@
.
06-07-2015 16:16 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)
Kochany Brzostku !
>Niech Pan się nie kompromituje. Wiara jest dyskutowalna, bo robi się to stale.<

Problem polega na tym , że musimy doprecyzować o jaką wiare nam chodzi - a ty jakoś unikasz tego aspektu i mówiąc uczciwie - to jest męczące !

Nie wiem czy robisz to dlatego , że rzeczywiście nie wiesz o czym mówisz , czy , że nie rozumiesz co to znaczy doprecyzować , czy też dlatego , że bawi cię uciekanie w nieoznaczoność Heisenberga

Aby ułatwić ci odpowiedź powiem tak :
Wierze w Boga , który jest wszechmocny i wszechwiedzący , który istnieje od zawsze ( co oznacza , że istnieje dlatego , że chce istnieć a nie dlatego , że musi ) po nieskończoność , nie jest podległy żadnym determinacjom a wszystkie autonomicznie i świadomie stwarza . Bez niego żadne istnienie nie jest możliwe albowiem tylko on jest gwarantem i istotą wszelkiego istnienia . Jest bytem osobowym to znaczy posiada swą identyfikacje "JA" która jest niezależna od wszelkich możliwych uzależnień . Ma totalny wpływ na wszystko co dzieje się we wszechświecie , czy to poprzez interwencje czy też poprzez wstrzymywanie się od interwencji .

O takiej wierze mówisz brzostku ?

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Brzostowski (7067 punktów)
>Kochany Brzostku !
>>Niech Pan się nie kompromituje. Wiara jest dyskutowalna, bo robi się to stale.<
>Problem polega na tym , że musimy doprecyzować o jaką wiare nam chodzi - a ty jakoś unikasz tego aspektu i mówiąc uczciwie - to jest męczące !
Strasznie się boję doprecyzować! Nie wiem co z tym zrobić!
>Aby ułatwić ci odpowiedź powiem tak :
>Wierze w Boga , który jest wszechmocny i wszechwiedzący , który istnieje od zawsze ( co oznacza , że istnieje dlatego , że chce istnieć a nie dlatego , że musi ) po nieskończoność , nie jest podległy żadnym determinacjom a wszystkie autonomicznie i świadomie stwarza . Bez niego żadne istnienie nie jest możliwe albowiem tylko on jest gwarantem i istotą wszelkiego istnienia . Jest bytem osobowym to znaczy posiada swą identyfikacje "JA" która jest niezależna od wszelkich możliwych uzależnień . Ma totalny wpływ na wszystko co dzieje się we wszechświecie , czy to poprzez interwencje czy też poprzez wstrzymywanie się od interwencji .
>O takiej wierze mówisz brzostku ?
Chcesz wiedzieć? No, OK.
Wierze w Boga , który jest
>wszechmocny
tak, w takiego wierzę, ale nie obrażę się na Niego gdy będzie tylko mocny i takiego też dopuszczam i nawet do takiego modlił się będę,
>i wszechwiedzący
tak, w takiego wierzę, ale nie obrażę się na Niego gdy czegoś tam nie będzie wiedział,
>który istnieje od zawsze ( co oznacza , że istnieje dlatego , że chce istnieć a nie dlatego , że musi ) po nieskończoność,
tak to mi wychodzi po przemyśleniach, dlatego raczej jest to przekonanie niż wiara, chociaż dla mnie nie ma większego znaczenia czy bóg chce lub musi istnieć, liczy się istnienie,
>nie jest podległy żadnym determinacjom a wszystkie autonomicznie i świadomie stwarza
tutaj to nie wiem, bo może podlegać determinacjom, jak zechce - no bóg w końcu, także wymaga to doprecyzowania, ale - może wszystko! tak w to wierze.
>Bez niego żadne istnienie nie jest możliwe albowiem tylko on jest gwarantem i istotą wszelkiego istnienia
Niekoniecznie, pośrednio tak, ale bezpośrednio nie musi angażowac się w każdą małpę.
>Jest bytem osobowym to znaczy posiada swą identyfikacje "JA" która jest niezależna od wszelkich możliwych uzależnień
z pewnością ma swoje "JA", ale czy jest wolny od uzależnień? Tego nie wiem i mało mnie to interesuje.

>Ma totalny wpływ na wszystko co dzieje się we wszechświecie , czy to poprzez interwencje czy też poprzez wstrzymywanie się od interwencji
Ma wpływ, jak chce.

I co teraz będzie?
07-07-2015 09:54 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)
witaj
po pierwsze primo - dzięki za odpowiedź - to bardzo ważne co powiedziałeś

po drugie primo - jeśli nazywasz swoją wiare przekonaniem to jest to coś w rodzaju rewolucji
popatrz są różne stopnie religijnego zaangażowania

1) Wierze bez wątpliwości i bezgranicznie w konkretnego boga
2) Wierze choć zdaje sobie sprawe ze sprzeczności w konkretnego boga
3) Mam głębokie przekonanie na podstawie przemyśleń , że bóg ( niedookreślony ) istnieje
4) Jestem przekonany , że coś takiego jak bóg może ewentualnie istnieć

I ty według mnie jesteś numerem 4
Odpowiedz mi prosze jakie znaczenie dla ciebie , twojego życia , mojego życia , życia pana Bogusławskiego ( ) ma to twoje przekonanie . Czy ono wpływa na twoje decyzje , zachowanie , procesy intelektualne zachodzące w interakcji zależności biochemicznofizykalnych ?
Już to kilka razy tobie mówiłem ; twoja wersja jest po prostu nadzieją na istnienie cywilizacji pozaziemskiej . Po co używasz pojęcia Bóg - które zresztą tak deformujesz , że nic z niego po twojej obróbce nie zostaje prócz samego słowa - które ciałem jednak się nie staje
A nie stanie się dlatego , że bardzo moim zdaniem racjonalnie zastrzegasz się , że właściwie nic o tym czymś nie wiesz . Może wszechmocny , może nie , może wszechwiedzący , może nie , może chce istnieć , może musi ...
Brzostku kochany !
Porzuć tą nieadekwatną forme , która uciska twój umysł pragnący swobodnie szybować nad oceanami fantazji
Bóg nie istnieje - Cywilizacja pozaziemska może istnieje - taka potencjalna cywilizacja wchłonie każdą twoją fantazje nie stając się przy tym absurdem ani niebezpieczeństwem .
pozdrawiam
makuś


szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
07-07-2015 10:20 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>popatrz są różne stopnie religijnego zaangażowania
>1) Wierze bez wątpliwości i bezgranicznie w konkretnego boga
>2) Wierze choć zdaje sobie sprawę ze sprzeczności w konkretnego boga
>3) Mam głębokie przekonanie na podstawie przemyśleń , że bóg ( niedookreślony ) istnieje
>4) Jestem przekonany , że coś takiego jak bóg może ewentualnie istnieć
>I ty według mnie jesteś numerem 4
Moim zdaniem Pan Brzostowski jest numerem 5.
Wierzę bez wątpliwości i bezgranicznie, choć zdaje sobie sprawę ze sprzeczności w wierze w konkretnego boga
i permanentnie przemyśliwam jak te sprzeczności usunąć i zracjonalizować irracjonalną bzdurę, będącą przedmiotem
mojej wiary.

Ale nawet taka bezgraniczna i ślepa wiara, zdawałoby się bez wątpliwości, bardzo rzadko jest pewnością i wtedy
nie pobudza do agresji. Agresję wywołuje dopiero niepewność i dlatego trafnym wydaje się to co "Wacek" w internecie napisał: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>witaj
>po pierwsze primo - dzięki za odpowiedź - to bardzo ważne co powiedziałeś
staram się odpowiadać, to dość normalne na forum,
>po drugie primo - jeśli nazywasz swoją wiare przekonaniem to jest to coś w rodzaju rewolucji
eee tam...
>popatrz są różne stopnie religijnego zaangażowania
>1) Wierze bez wątpliwości i bezgranicznie w konkretnego boga
>2) Wierze choć zdaje sobie sprawe ze sprzeczności w konkretnego boga
>3) Mam głębokie przekonanie na podstawie przemyśleń , że bóg ( niedookreślony ) istnieje
>4) Jestem przekonany , że coś takiego jak bóg może ewentualnie istnieć
Można próbować jakoś określać głębokość i charakter wiary/ relacji z bogiem. Jednak wg mnie to tylko pewna zabawa intelektualna. Wiara jest zjawiskiem niezwykle skomplikowanym, wierzyć znaczy w coś, a zatem każdy wierzący wierzy w jakiegoś boga. I tutaj pojawia się cały wachlarz nowych kategorii, Twoje warianty 1-4 dotyczą też wiary w każdą cechę boga. A zatem Pan Bogusławski ma rację jestem nr 5! Jak każdy wierzący.

>I ty według mnie jesteś numerem 4
Jeśli już miałbym wybierać z Twoich kategorii to jestem nr 2 i 3.
>Odpowiedz mi prosze jakie znaczenie dla ciebie , twojego życia , mojego życia , życia pana Bogusławskiego ( ) ma to twoje przekonanie. Czy ono wpływa na twoje decyzje , zachowanie , procesy intelektualne zachodzące w interakcji zależności biochemicznofizykalnych ?
Co do czyjegoś życia, to sorry - nie wiem, chociaż w przypadku Bogusławskiego bóg odgrywa dużą rolę, jako użytkownik forum możesz do dostrzec, pisze o nim tyle i pisze, wrażliwy na tym punkcie, itd... Chociaż to nie wpływ mojego przekonania tylko raczej istnienia boga jako postaci literaturowej.

Istnienie boga wpływa istotnie na moje życie i moje decyzje. Praktycznie wszystkie wartości i zasady którymi się kieruje wywodzę z chrześcijaństwa, w tym z Biblii, i wierzę, że te ramy określił Bóg.
>Już to kilka razy tobie mówiłem ; twoja wersja jest po prostu nadzieją na istnienie cywilizacji pozaziemskiej . Po co używasz pojęcia Bóg - które zresztą tak deformujesz , że nic z niego po twojej obróbce nie zostaje prócz samego słowa - które ciałem jednak się nie staje
Nie rozumiesz mnie. Cywlilizacja pozaziemska niczego nie zmienia w sprawie boga.
>A nie stanie się dlatego , że bardzo moim zdaniem racjonalnie zastrzegasz się , że właściwie nic o tym czymś nie wiesz . Może wszechmocny , może nie , może wszechwiedzący , może nie , może chce istnieć , może musi ...
Dlatego, że wiara zmiksowana z przekonaniem na bazie obserwacji świata o istnieneiu boga ma w sobie wiele z racjonalnego podejścia.
>Brzostku kochany !
>Porzuć tą nieadekwatną forme , która uciska twój umysł pragnący swobodnie szybować nad oceanami fantazji
Nie mam żadnych ograniczeń, to stereotyp, że wierzący tacy są. Bóg - dał mi rozum, dał fantazję i wolną wolę, mogę szybować gdzie chcę, jestem zupełnie wolny!
>Bóg nie istnieje - Cywilizacja pozaziemska może istnieje - taka potencjalna cywilizacja wchłonie każdą twoją fantazje nie stając się przy tym absurdem ani niebezpieczeństwem.
Ateiści, często myślą, że brak dodefiniowania boga, albo dostrzegane sprzecznosci, gdy próbuje się go dodefiniować to dowody na jego nieistnienie. Wg mnie to wskazuje na duże ograniczenie ich umysłów, w dodatku wybiórcze. Sprzeczności są elementem zgromadzonej wiedzy naukowej, natrafiamy na nie cały czas i będziemy natrafiać, bo wielu rzeczy nie rozumiemy. Przytaczam tutaj namiętnie, w nadziei, że otworzy to oczy na te sprawy, przykład z Wielkim Wybuchem. BB zdarzył się, bo nastąpiła eksplozja "osobliwości", która była neiskończenie gęsta i nieskończenie mała. Czy to jest sensowna definicja? Niesprzeczna? A jednak nikt nie pisze, że "osobliwość" nie istniała?! Co więcej światowej sławy naukowcy badają temat, piszą, powstają całe katedry z wieloma profesorami i badają... I jest OK.
A bóg - wszechmocny i wszechwiedzący i dobry - istnieć nie może, bo sprzeczny?
Wg mnie to jest hipokryzja intelektualna ludzi niechętnych (z równych powodów) bogu i religii.
Wg mnie sprzecznosci danego obuektu nie determinują nieistnienia tegoż obiektu.
07-07-2015 14:26 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)
Ateiści, często myślą, że brak dodefiniowania boga, albo dostrzegane sprzecznosci, gdy próbuje się go dodefiniować to dowody na jego nieistnienie. Wg mnie to wskazuje na duże ograniczenie ich umysłów, w dodatku wybiórcze. Sprzeczności są elementem zgromadzonej wiedzy naukowej, natrafiamy na nie cały czas i będziemy natrafiać, bo wielu rzeczy nie rozumiemy. Przytaczam tutaj namiętnie, w nadziei, że otworzy to oczy na te sprawy, przykład z Wielkim Wybuchem. BB zdarzył się, bo nastąpiła eksplozja "osobliwości", która była neiskończenie gęsta i nieskończenie mała. Czy to jest sensowna definicja? Niesprzeczna? A jednak nikt nie pisze, że "osobliwość" nie istniała?! Co więcej światowej sławy naukowcy badają temat, piszą, powstają całe katedry z wieloma profesorami i badają... I jest OK.
A bóg - wszechmocny i wszechwiedzący i dobry - istnieć nie może, bo sprzeczny?
Wg mnie to jest hipokryzja intelektualna ludzi niechętnych (z równych powodów) bogu i religii.
Wg mnie sprzecznosci danego obuektu nie determinują nieistnienia tegoż obiektu.

Witaj ,
Dobrze napisane
Ale nie dostrzegasz , że wiara w "coś" nie podlega żadnej weryfikacji , pozostaje wyłącznie spekulacją i swobodnym fantazjowaniem podczas gdy nasza WIEDZA jest ( ograniczona , sprzeczna ) ale sprawdzalna , doświadczalna , obiektywna .
Możemy bez wstydu mówić o obiektywnych , weryfikowalnych wartościach podczas gdy wiara w "co" pozostaje czystą poezją , radykalnym subiektywizmem .Taki rasykalny subiektywizm jest zupełnie nieracjonalny jako podstawa i fundament na którym budujemy nasze społeczeństwa i społeczności - co bardzo wyraźne jest gdy analizujemy historie .
W małych , odizolowanych grupach , przy wielkim natężeniu kontroli takie grupy potrafią trwać - natomiast dla każdej zróżnicowanej społeczności taki fundament jest zabójczy .
Napisałem to w odniesieniu do twojej wypowiedzi , że wiara w "coś" determinuje twoje decyzje i postępowanie . Mnie to wydaje się nieracjonalne i niebezpieczne . Jak wiara w "coś" niekonkretnego może cie konkretnie determinować ? Chyba , że to "coś" wpiszesz w jakąś kwantową matryce ale to przecież nie ma nic wspólnego z bogiem osobowym , biblijnym ...
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
07-07-2015 22:22 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Ale nie dostrzegasz , że wiara w "coś" nie podlega żadnej weryfikacji...
W poście powyżej, ale też w innych wątkach staram się pokazać, że wiara ma różne oblicza. Moja wiara nie jest wyłącznie głupim apriorycznym założeniem, że istnieje bóg i już! Tak jak by założyć że istnieje fiufiu bubo bubu i już!

Istnienie boga można wywieść logicznie z obserwacji świata, a przynajmniej można to znacznie uprawdopodobnić. Tak, tak pierwsza przycyzna ma cały czas swoją moc, ale też przy założeniu że materia istnieje od zawsze (nie było aktu kreacji) też można wywnioskować że bóg może istnieć z dużą szansą.

Weryfikowalność? A to jest jakiś warunek naukowości? Wrócę do osobliwości. W jaki sposób będziemy weryfikować nieskończoną gęstość?

W mojej opinii, brak weryfikowalności i teoretyzowanie, wypisywanie wzorów, które nie mają z rzeczywistością nic wspólnego nie przeszkadza ateistom jesli robią to naukowcy, a dowodzenie logiczne, tam gdzie wniosek może być "problematyczny" już bywa FEE.

Pomyśl o tym gdy będziesz czytał kolejne dyskusje tutaj. Ja nie mam nic do ukrycia, nie boję sie żadnej dyskusji, żadnego z niej wniosku, piszę uczciwie i otwarcie o swoich poglądach. Zauważ - w poście poniżej Pan Bogusławski tyle napisał, ale o moim przykłądzie z "osobliwością" NIC. A wiesz dalczego? Bo to dla niego kłopotliwe. Dlatego nie mam zaufania do takich "szlachetnych" intelektualnie myślicieli.

>Napisałem to w odniesieniu do twojej wypowiedzi , że wiara w "coś" determinuje twoje decyzje i postępowanie . Mnie to wydaje się nieracjonalne i niebezpieczne . Jak wiara w "coś" niekonkretnego może cie konkretnie determinować ? Chyba , że to "coś" wpiszesz w jakąś kwantową matryce ale to przecież nie ma nic wspólnego z bogiem osobowym , biblijnym ...
Wierzę w boga, wierzę w to, że bóg "pokazał" się w chrześcijańswie i dekalog oraz moje i KK interpretacje biblii są dla mnie ramami na których opieram swoje decyzje. JEdnak nie determinuje to mnie konkretnie, mam wolną wolę i sam decyduję. Jest to jednak dla mnie pewien kierunek, który uważam za słuszny.

A to że różni ludzie biorą zapisy biblii literalnie czy też to co usłyszeli od swojego księdza za prawdę objawioną, to ja nie biorę za to odpowiedzalności, chociaż zgadzam się z Tobą iż może to być groźne, a ludzie tacy mogą legać manipulacjom różnych strutkur, w tym kościelnych.
09-07-2015 10:50 
 Ocena 3 na 3
e-duch (1053 punktów)
Witaj

>Istnienie boga można wywieść logicznie z obserwacji świata, a przynajmniej można to znacznie uprawdopodobnić. <

Nie można . Można co najwyżej stwierdzić , że nie ma się pojęcia , wiedzy , informacji na temat tego jak to wszystko powstało - a to żadnym uprawdopodobnieniem istnienia boga nie jest i być nie może !

Fundowanie opisów istoty człowieczeństwa ( psychologii , biologii , etyki ) w kontekście ewentualnego istnienia jakiejś bliżej nieokreślonej istoty , która być może jest wszechmocna ( a może nie ) być może jest wszechwiedząca ( być może nie ) która być może jest jedyna
( a może nie ) która być może stworzyła wszechświat ( a być może ona sama z tego wszechświata ewoluowała ) jest zabiegiem o tyle śmiałym co niebezpiecznym , niepotrzebnym i ... głupim

Głupim ponieważ przeszkadza nam poznać samych siebie poprzez racjonalne , obiektywne badania , obserwacje , analizy . Niepotrzebnym ponieważ wdrukowuje nam w umysły domniemane istnienia urojonych bogów , duchów , demonów , ofiar , kar , wieczności z którymi musimy się komunikować .
Niebezpieczne ponieważ dogmatyzacja jest stygmatyzacją jest dyskryminacją , jest strażnikiem tabu czyli uprzedzeń i ślepych instynktów i emocji które można obłaskawić jedynie przez magiczne obrzędy i rytuały również a może nade wszystko krwawe jak też intelektualnie infantylne jak modlitwa jako prośba o spełnienie życzeń .

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
09-07-2015 13:00 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Istnienie boga można wywieść logicznie z obserwacji świata, a przynajmniej można to znacznie uprawdopodobnić. <
>Nie można .
Aha.
>Można co najwyżej stwierdzić , że nie ma się pojęcia , wiedzy , informacji na temat tego jak to wszystko powstało - a to żadnym uprawdopodobnieniem istnienia boga nie jest i być nie może !
To można zawsze.

Dziwne jest, że można logicznie wywodzić, jak powstała materia, co to było BB, i setki innych rzreczy o których nie wiemy nic lub prawie nic, i tutaj większość racjonalistów nie widzi przeszkód w takowej możności, tworzy się teorie, hipotezy, spekulacje, na podstawie obserwacji i logicznego myślenia. A gdy boga dotykamy to już problem!

Mam nadzieję, że nie należysz do tego grona racjonalistów.

A ja swój wywód już tutaj prezentowałem. Jest taki: są dwie możliwe aktualnie do pomyślenia przyczyny powstania materii/energii.

1. Materia i energia istnieje od zawsze (nieskończony ciąg zdarzeń, przemian).
2. Był akt stworzenia.

Jeśli było stworzenie to mógł go dokonać tylko byt określany jako bóg, niepojęty byt, o którym nic nie można za bardzo powiedzieć.

Jesli materia i energia istniała od zawsze, to znaczy iż w tym czasie (nieskończony ciąg zdarzeń) mógł wyewoluować byt doskonały (taki wszech! lub prawie wszech!), którego nazywamy bogiem. Uwzględniając nieskończoność ciągu zdarzeń, jest to prawie pewne, pozostawiam tutaj sobie metodologiczną szansę (1%) że mogło być inaczej.

Tak to widzę. I zamiast pisać, że coś jest niemożliwe, kontrargumentuj!
09-07-2015 15:21 
 Ocena 2 na 2
e-duch (1053 punktów)
Witaj

>Dziwne jest, że można logicznie wywodzić, jak powstała materia, co to było BB, i setki innych rzreczy o których nie wiemy nic lub prawie nic, i tutaj większość racjonalistów nie widzi przeszkód w takowej możności, tworzy się teorie, hipotezy, spekulacje, na podstawie obserwacji i logicznego myślenia. A gdy boga dotykamy to już problem!<

Wydaje mi się , że tu właśnie się mylisz
O BB , materii , biologii , psychologii wiemy co nieco - wiedza ta zmienia się nie na podstawie objawień czy natchnień lecz na podstawie obiektywnych weryfikacji
O Bogu nie wiemy nic - bóg pozostaje wyłącznie spekulacją
Nie istnieją żadne narzędzia ani metody by tą hipoteze zweryfikować , sprawdzić
Istnieją natomiast niezliczone wyobrażenia o bogach/bogu które zostały definitywnie odrzucone/porzucone
Problem "boga" polega na tym , że nikt nie jest zdolny do naukowego opisu tego zjawiska a więc nie wiadomo o czym właściwie mówimy .

>1. Materia i energia istnieje od zawsze (nieskończony ciąg zdarzeń, przemian).
2. Był akt stworzenia.<

Tak - istnieją od zawsze choć nie wiemy co to oznacza
Akt stworzenia nie wyjaśnia w żaden sposób jak powstał Bóg a więc jest to wyjaśnienie połowiczne . Stwierdzenie , że to bóg stworzył nie wyjaśnia powstania boga a ponad to stwierdzenie takie jest gołosłowne poparte wyłącznie wiarą . Wiarą wyjaśnialną wyłącznie psychologicznie , neurologicznie , poetycko ...

pozdrawiam
makuś


szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
09-07-2015 17:23 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Wydaje mi się , że tu właśnie się mylisz
>O BB , materii , biologii , psychologii wiemy co nieco - wiedza ta zmienia się nie na podstawie objawień czy natchnień lecz na podstawie obiektywnych weryfikacji
>O Bogu nie wiemy nic - bóg pozostaje wyłącznie spekulacją
Taką samą jak próba wyjaśnienia skąd wzięła się materia. Wiadomo, że mówiąc o szczegółach np w biologii, wiemy już o pwenych rzeczach sporo, ale praktycznie nic na temat niektórych spraw: np przyczyny istnienia materii, a to też należy do nauk przyrodnicznych i tutaj też spekulujemy.
>Nie istnieją żadne narzędzia ani metody by tą hipoteze zweryfikować , sprawdzić
Zgoda. Jednak czy to powoduje że nie powiniśmy się tym zajmować?
>Istnieją natomiast niezliczone wyobrażenia o bogach/bogu które zostały definitywnie odrzucone/porzucone
Oczywiście.
>Problem "boga" polega na tym , że nikt nie jest zdolny do naukowego opisu tego zjawiska a więc nie wiadomo o czym właściwie mówimy.
Przywołam pownownie sprawę "osobliwosci", jakoś nikt takiego zarzutu jej nie stawia. A zatem chcąc być uczciwym, należy też przyjąć, że skoro nie wiadomo czym jest "osobliwość" z której powstał wszechświat, a jednak o niej piszemy o mówimy, to też nie odbierajmy prawa mówić innym o bogu, które tez jest taki jakis "niewiadomoco". To nie jest arguemnt.
>>1. Materia i energia istnieje od zawsze (nieskończony ciąg zdarzeń, przemian).
>2. Był akt stworzenia.<
>Tak - istnieją od zawsze choć nie wiemy co to oznacza
Skoro tak, to i bóg jest wysoce prawdopodobny.
>Akt stworzenia nie wyjaśnia w żaden sposób jak powstał Bóg a więc jest to wyjaśnienie połowiczne.
Tak, ale czy gorsze od innych połowicznych wyjaśnień? Mamy takie jakie mamy. Pytanie o to jak powstał bóg jest w tej opcji pozbawione sensu, chociaż odpowidź się nasuwa - istniał od zawsze.
>Stwierdzenie , że to bóg stworzył nie wyjaśnia powstania boga a ponad to stwierdzenie takie jest gołosłowne poparte wyłącznie wiarą . Wiarą wyjaśnialną wyłącznie psychologicznie , neurologicznie , poetycko ...
To nie wiara kolego tylko konsekwencja logicznego myślenia i założeń: skoro był akt stworzenia, to tylko cóś na wzór boga mogło tego dokonać. Na dzień dzisiejszy nie ma innego, możliwego do pomyślenia rozwiązania.

Jak by nie kombinować wychodzi że bóg raczej istnieje niż nie.

Co więcej, można też wykazać, tak samo na podstawie obserwacji świata, iż ten bóg jest dobry (wg ludzkiej percepcji).
09-07-2015 21:58 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Taką samą jak próba wyjaśnienia skąd wzięła się materia. Wiadomo, że mówiąc o szczegółach np w biologii, wiemy już o pwenych rzeczach sporo, ale praktycznie nic na temat niektórych spraw: np przyczyny istnienia materii, a to też należy do nauk przyrodnicznych i tutaj też spekulujemy.

W różnych działach fizyki i innych nauk przyrodniczych używa się kilku różnych definicji materii.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,573743#w576082
www.racjon(*).php/s,573743/z,0/d,10#w577076
www.racjon(*).php/s,573743/z,0/d,10#w577181

Nie istnieją żadne narzędzia ani metody by tą hipotezę zweryfikować , sprawdzić
>Zgoda. Jednak czy to powoduje że nie powiniśmy się tym zajmować?
A dlaczego, gdy popieprzyć sobie jest tak przyjemnie. Im mniej się wie tym mniej jest człowiek wiedzą ograniczony i na każdy temat może się wypowiedzieć.

Problem "boga" polega na tym , że nikt nie jest zdolny do naukowego opisu tego zjawiska a więc nie wiadomo o czym właściwie mówimy.
>Przywołam pownownie sprawę "osobliwosci", jakoś nikt takiego zarzutu jej nie stawia. A zatem chcąc być uczciwym, należy też przyjąć, że skoro nie wiadomo czym jest "osobliwość" z której powstał wszechświat, a jednak o niej piszemy o mówimy, to też nie odbierajmy prawa mówić innym o bogu, które tez jest taki jakis "niewiadomoco".
A czym jest nieznany naukom przyrodniczym termin "Bóg"? Jest to kwadratura koła, czy "ni to pies ni wydra, ni coś na kształt świdra"?

>To nie jest arguemnt.
Argumenty Pana Brzostowskiego:
Na tym portalu pytając o "nieskończoną" gęstość narażasz się na niezwykle krytyczną ocenę. Nie można o to pytać, jeśli pytasz - nazwą Cię ciemnogrodem! Przerabiałem to!

No, ale ja jestem już odporny, i też pytam: widział ktoś, gdzieś kiedyś takie cóś jak nieskończona gęstość? Czy jest fizycznie możliwy taki stan? To ważne pytanie, owa nieskończona, tajemnicza gęstość, rzec można - boska prawie że, jest przecież podstawą - źródłem wybuchu.

Ot, bajdurzenie...

Wybuch pewnie był, bo obserwacja na to wskazuje, ale z czego, dlaczego? Nikt nie wie. A ekstrapolacja gęstości? W dupę sobie można wsadzić...

Równie dobrze świat mógł powstać jako wypuszczony bąk przez boga - aligatora.


>Tak, ale czy gorsze od innych połowicznych wyjaśnień? Mamy takie jakie mamy. Pytanie o to jak powstał bóg jest w tej opcji pozbawione sensu, chociaż odpowidź się nasuwa - istniał od zawsze.

>To nie wiara kolego tylko konsekwencja logicznego myślenia i założeń: skoro był akt stworzenia, to tylko cóś na wzór boga mogło tego dokonać. Na dzień dzisiejszy nie ma innego, możliwego do pomyślenia rozwiązania.

>Jak by nie kombinować wychodzi że bóg raczej istnieje niż nie.
www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,618781#w620242

>Co więcej, można też wykazać, tak samo na podstawie obserwacji świata, iż ten bóg jest dobry (wg ludzkiej percepcji).
Pan może wszystko wykazać. Panu wykazywanie nie sprawia żadnej trudności i na dokładkę Pan świecie wierzy, iż w swoich wykazach zawsze ma rację.

Wybór niepodważalnych dowodów na istnienie Boga.

Jeden z poważniejszych teistów - Richard Swinburne określa Boga jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata".

Logikę Pana Brzostowskiego to my już tu znamy, ale według logiki praktycznej - powszechnie przyjętej:
Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie.

Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga.
Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../

Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty za i przeciw w tej kwestii.


www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,640660#w640938

@@@
.
09-07-2015 23:23 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Pańska odpowiedź wskazuje na prawdziwe kłopoty w zbiciu prezentowanych przeze mnie arguemntów, wskazuje na słabość i bezradność antykleralnej ideologii (nie - racjonalnej, ale właśnie antyklerykalnej), która musi wykorzystać hipokryzję i kpinę, aby się obronić, jako tako. Co więcej jestem przekonany, że Pan o tym bardzo dobrze wie, Panie Bogusławski.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
>Pańska odpowiedź wskazuje na prawdziwe kłopoty w zbiciu prezentowanych przeze mnie arguemntów, wskazuje na słabość i bezradność antykleralnej ideologii (nie - racjonalnej, ale właśnie antyklerykalnej), która musi wykorzystać hipokryzję i kpinę, aby się obronić, jako tako. Co więcej jestem przekonany, że Pan o tym bardzo dobrze wie, Panie Bogusławski.
Czy do tego co Pan łaskawie zechciał tu napisać potrzebny jest jeszcze jakikolwiek komentarz?

Miłego dnia.

@@@
.
10-07-2015 14:59 
 Ocena 3 na 3
e-duch (1053 punktów)
>Pańska odpowiedź wskazuje na prawdziwe kłopoty w zbiciu prezentowanych przeze mnie arguemntów, wskazuje na słabość i bezradność antykleralnej ideologii (nie - racjonalnej, ale właśnie antyklerykalnej), która musi wykorzystać hipokryzję i kpinę, aby się obronić, jako tako. Co więcej jestem przekonany, że Pan o tym bardzo dobrze wie, Panie Bogusławski.

Brzostku
O czym ty piszesz ?
W jakim kontekście pojawia się w twej wypowiedzi antyklerykalizm ?Co ma antyklerykalizm do dyskusji o ewentualnym istnieniu czegoś co wielu , z przyzwyczajenia nazywa bogiem ?Tym bardziej , że pan Andrzej jako żywo nie wypowiada się tu w żaden sposób na temat klerykalizmu
I o jakich do cholery argumentach mówisz ?
O poetyckich ?
brzostku ...
Nie przedstawiasz właściwie nic ponad poetyckie ( a więc nie zdeterminowane żadną logiką czy konsekwencją ) fantazje i wyobrażenia - może w szczytowej formie ... narracje ...
Kpiną może być również oczekiwanie , że moja poezja powinna zostać potraktowana jak wywód naukowy

pozdrawiam
makuś


szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
10-07-2015 14:13 
 Ocena 2 na 2
e-duch (1053 punktów)
Witaj

>Tak, ale czy gorsze od innych połowicznych wyjaśnień?<

Gorsze .
Ponieważ implikuje istnienie nieznanej i tajemniczej siły której musimy się bezwzględnie podporządkować .

>Jak by nie kombinować wychodzi że bóg raczej istnieje niż nie.<

Nie .
Ponieważ nadal nie wiemy co oznacza "bóg"
Czy jest czymś co wszystko stworzyło czy też raczej ze wszystkiego ewoluowało a to jest zasadnicza różnica .

>Co więcej, można też wykazać, tak samo na podstawie obserwacji świata, iż ten bóg jest dobry (wg ludzkiej percepcji).<

Tego w żaden sposób wykazać nie można . Raczej odwrotnie .
jeśli istnieje Bóg to jest albo niekompetentny albo zły .
Zakładając , że bez jego woli świat nie mógłby zaistnieć to musimy przyjąć , że żadne cierpienie nie miałoby miejsca .
Ponieważ cierpienie istnieje musimy przyjąć , że dla boga to cierpienia ( nasze cierpienie ) ma wartość dodaną a to stawia boga w bardzo złym świetle . Czyni z niego potwora czerpiącego z naszego cierpienia korzyści .
Taki świat stworzony przez idealnego , doskonałego stwórce w którym wrażliwe istoty muszą się wzajemnie mordować aby przeżyć jest piekłem . Przyznasz chyba , że stwórca piekła nie może być postrzegany jako ktoś ...przyzwoity .

pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
09-07-2015 18:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dziwne jest, że można logicznie wywodzić, jak powstała materia, co to było BB,
Logiczne wywody o powstaniu materii i co to było BB? Cholera nie tylko, iż ich nie znam, to o nich nic nie słyszałem.
Czy mogę poprosić o źródła, linki itp. Dla mnie to sensacja.

> i setki innych rzreczy o których nie wiemy nic lub prawie nic,
Znowu logiczne wywody dotyczące "rzreczy o których nie wiemy nic lub prawie nic"
Czy mogę poprosić o źródła, linki itp. Dla mnie to sensacja.

>i tutaj większość racjonalistów nie widzi przeszkód w takowej możności, tworzy się teorie, hipotezy, spekulacje, na podstawie obserwacji i logicznego myślenia.
Tyle razy prosiłem aby zapoznał się Pan z postawą poznawczą racjonalizmu światopoglądowego.
Tyle razy pisałem Panu o metodologi nauk przyrodniczych, prosząc aby Pan się z nią zapoznał:
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370
I wszystko na nic. Jak grochem o ścianę, Jeżeli nawet najjaśniejsze i powszechnie potwierdzone fakty przeczą wierze,
to tym gorzej dla faktów.

> A gdy boga dotykamy to już problem!
Gdyż Boga, to nie każdy godzien jest dotknąć. Najpierw trzeba uwierzyć, iż ten wytwór ludzkiej wyobraźni istnieje też poza nią, gdy brak poza wiarą do tego nawet najmniejszych przesłanek dających w jakikolwiek sposób doświadczalnie się zweryfikować.

>A ja swój wywód już tutaj prezentowałem. Jest taki: są dwie możliwe aktualnie do pomyślenia przyczyny powstania materii/energii.
Bzdura do pomyślenia jest ich do cholery i trochę, ale warto tu dokonać podziału na hipotezy naukowe oraz różne spekulacje intelektualne religijno-filozoficzne, a także inne nieweryfikowalne wymysły ludzkiej wyobraźni.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,406043#w406140
____________

>1. Materia i energia istnieje od zawsze (nieskończony ciąg zdarzeń, przemian).
>2. Był akt stworzenia.

>Jeśli było stworzenie to mógł go dokonać tylko byt określany jako bóg, niepojęty byt, o którym nic nie można za bardzo powiedzieć.

>Jesli materia i energia istniała od zawsze, to znaczy iż w tym czasie (nieskończony ciąg zdarzeń) mógł wyewoluować byt doskonały (taki wszech! lub prawie wszech!), którego nazywamy bogiem. Uwzględniając nieskończoność ciągu zdarzeń, jest to prawie pewne, pozostawiam tutaj sobie metodologiczną szansę (1%) że mogło być inaczej.

>Tak to widzę. I zamiast pisać, że coś jest niemożliwe, kontrargumentuj!
Komentuję! Ma Pan bogatą wyobraźnię. Szkoda tylko, iż tak niewiele wiedzy za nią stoi.
Nie tylko tej naukowej, ale nawet teologiczno-religioznawczej.


Na nic cały wysiłek tutejszych racjonalistów starających się aby Pan sam siebie zrozumiał i jakoś to sobie spójnie poukładał.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Odpowiedz mi prosze jakie znaczenie dla ciebie , twojego życia , mojego życia , życia pana Bogusławskiego ( ) ma to twoje przekonanie. Czy ono wpływa na twoje decyzje , zachowanie , procesy intelektualne zachodzące w interakcji zależności biochemicznofizykalnych ?
Dla Bogusławskiego, który żył i żyje wśród ludzi czyjeś przekonania zawsze miały większe lub mniejsze znaczenie, gdyż ludzie ci prawie zawsze przy użyciu przeróżnych metod starają się go skłonić, a nawet zmusić do postępowania zgodnie
z ich wiarą.

>Czy ono wpływa na twoje decyzje , zachowanie , procesy intelektualne zachodzące w interakcji zależności biochemicznofizykalnych ?
Tak, wpływało i wpływa, choć teraz już w niewielkim stopniu, ktoś ma możliwości wpływu, co najwyżej głupota wynikająca z wiary decyzyjnych ludzi w moim kraju wpływa na moje negatywne emocje.

>Co do czyjegoś życia, to sorry - nie wiem, chociaż w przypadku Bogusławskiego bóg odgrywa dużą rolę, jako użytkownik forum możesz do dostrzec, pisze o nim tyle i pisze, wrażliwy na tym punkcie, itd...
Bogusławski, mając kilkanaście lat zaczął się zastanawiać dlaczego ludzie wierzyli i wierzą w przeróżne rzeczy i jaki wpływ miała i ma ta wiara na ich postępowanie. Jako człowiek ciekawy świata nie poprzestał na wypytywaniu otoczenia, ale zaczął czytać coraz poważniejsze książki na ten temat. Choć życie stawiało go przed różnymi wyzwaniami, to tego tematu nie porzucił i skończył dodatkowo studia religioznawcze i teologiczne. Przez parę lat pracował też w wydawnictwie naukowym, jako kierownik redakcji religioznawstwa. Zaś przez sporą część życia zajmował się popularyzacją nauki. Nie mam żadnej specjalnej wrażliwości na tym punkcie tylko sporą wiedzę i drażni mnie, gdy ktoś wprost bezdenne głupoty na ten temat wypisuje.

>Istnienie boga wpływa istotnie na moje życie i moje decyzje. Praktycznie wszystkie wartości i zasady którymi się kieruje wywodzę z chrześcijaństwa, w tym z Biblii, i wierzę, że te ramy określił Bóg.
No właśnie, tu się kryje logika pana Brzostowskiego. Nagminnie rzuca tu różne akty strzeliste, a innym zarzuca drażliwość. Tak, Panie Brzostowski jestem bardzo drażliwym, ale ani na Boga, ani na wiarę, tylko na ]głupotę i już to nie moja wina, iż ona jest najczęściej z wiarą połączona.

>Ateiści, często myślą, że brak dodefiniowania boga, albo dostrzegane sprzecznosci, gdy próbuje się go dodefiniować to dowody na jego nieistnienie. Wg mnie to wskazuje na duże ograniczenie ich umysłów, w dodatku wybiórcze.
Różne są te ateisty i co ateista, to pogląd, ale np. Bogusławski żadnym ateistą nie jest, gdyż uważa, że zaprzeczania istnienia co nie istnieje nie jest ani sensowne, ani logiczne. Bogusławski zna tysiące bogów i innych mitów i żadna wiara - dopóki nie zmusza się do uwierzenia lub tylko postępowania według wymyślonych przez ludzi zasad przypisywanych wymyślonym przez ludzi stworom - nie przeszkadza. To Pańska sprawa i mnie nic do tego, ale gdy Pan swoje wydumane stwory do nauki wpycha, to muszą one spełniać naukowe kryteria. Tu sama i najgłębsza Pańska wiara,a nawet i miliardów nic nie pomoże. Albo Pan przedstawia coś wraz z warunkami weryfikacji, albo jest to zwyczajnie pieprzenie o Szopenie.

>Sprzeczności są elementem zgromadzonej wiedzy naukowej, natrafiamy na nie cały czas i będziemy natrafiać, bo wielu rzeczy nie rozumiemy.
I znowu Pan pieprzy głupoty, których nie tylko nie rozumie, ale wprost nie ma pojęcia.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

>A bóg - wszechmocny i wszechwiedzący i dobry - istnieć nie może, bo sprzeczny?
Ej tam, ej tam - opowiadasz Pan. Pojęcie Boga jest doskonale wyjaśnione:

"Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony
Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami"


Tylko poczytać autoryteta trzeba.


>Wg mnie to jest hipokryzja intelektualna ludzi niechętnych (z równych powodów) bogu i religii.
I znowu biedny Brzostowski obrzuca oponetów epitetami, gorzej, iż używa słów, których nawet znaczenia nie rozumie: Hipokryzja, to fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych. Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści. Proszę przedstawić tu przykłady hipokryzji racjonalistów, a szczególnie mojej. Jestem tu otwarty i szczery aż do bólu, nie lubię zakłamania i zawsze nawet przymuszany starałem się go unikać, tu ani nie chcę, ani nie muszę.

>Wg mnie sprzecznosci danego obuektu nie determinują nieistnienia tegoż obiektu.
A co to są sprzeczności obiektu? Kwadratura koła, czy "ni to pies ni wydra, ni coś na kształt świdra". Wierzyć można w bzury wszelakie i ich zestaw jest prawie nieograniczonym, ale w naukach przyrodniczych takie "cudy" nie przechodzą ani nawet nie uchodzą.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

@@@
.
07-07-2015 21:57 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
>Bogusławski, mając kilkanaście lat zaczął się zastanawiać dlaczego ludzie wierzyli i wierzą...
Myśli Pan, że skoro skończył Pan studia takie czy inne to coś z tego wynika dla rozważanych tutaj kwestii? Nic. Ja też skończyłem studia i to nie jedne, napisałem kilka książek, kilka publikacji naukowych, i robiłem jeszcze wiele róznych rzeczy i co z tego wynika dla rozważanych tutaj spraw? NIC.

Ja po wielu już próbach dyskusji z Panem mam wyrobione zdanie na pański temat i na ludzi poodbnych Panu. Uważam, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem, dla którego ideologia jest pierwotna wobec racjonalizmu. Pańska bogata wiedza w wybranych aspektach tylko pogłębia moją ocenę i dorzuca do niej kwestię hipokryzji intelektualnej. Nie dostrzegam aktualnie szans na zmianę swojej opinii.

Wbrew temu co Pan wypisuje o mnie i o moich rzekomych głupotach, to sprawy o których tutaj piszę (kwestia istneinia lub nie boga i moje swoiste próby dowodzenia możliwości jego istnienia oraz inne sprzeczności w poglądach racjonalnych), biorąc pod uwagę to, że jestem w religioznawstwie amatorem, przedysktowałem z kilkoma ludźmi, którzy mają o wiele większą wiedzę i autorytet w kraju w tej dziedzinie niż niejaki Bogusławski. Ludzie Ci niekoniecznie zgadzali się we wszytkim ze mną, nieopdzielali szeregu wątpliwości, ale wiele tak. Dlatego też pańskie oceny o moich "głupotach" nie robią na mnie wrażenia.

Niestety, ze względu na nasze "pyskówki" oraz z powodu braku legitymacji do opowiadania z kim to ja rozmawiałem nie mogę tego napisać. Nie chcę bowiem, aby w antyklerykalnych brechtach jakiegoś Bogusławskiego, pojawiały się nazwiska ludzi, z których podręczników uczą się studenci na polskich uczelniach.
08-07-2015 13:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Bogusławski, mając kilkanaście lat zaczął się zastanawiać dlaczego ludzie wierzyli i wierzą...
>Myśli Pan, że skoro skończył Pan studia takie czy inne to coś z tego wynika dla rozważanych tutaj kwestii? Nic.
Przecież cały czas to piszę, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Na tym właśnie polega ograniczenie intelektualne wynikające z wiary.
Tyle tylko, iż ja swoje wypowiedzi nawet gdy są odpowiedzą na Pańskie posty, kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią, a dla nich ma znaczenie podbudowa intelektualna wypowiedzi. Dla Pana, nawet cała naukowa wiedza, gdy jest sprzeczna z wiarą oczywiście nic nie znaczy, a co dopiero to co tu pisze Bogusławski. To już nic nicowate.

>Ja też skończyłem studia i to nie jedne, napisałem kilka książek, kilka publikacji naukowych,
Oczywiście deklaracja przyjęta, tyle tylko, iż tu nie trzeba się chwalić, nasz poziom intelektualny i przygotowanie merytoryczne do zabrania głosu w określonej dyskusji ujawnia się po kilku, kilkunastu postach, a Pan tu od września 2007 roku za kaznodzieję tu robi, każdy kto chciał, to mógł sobie spokojnie wyrobić opinię na temat jakości Pańskiego intelektu i poziomu wiedzy w tematyce, w której zabierał Pan głos. Ze mną jest podobnie i każdy, kto jest na podobnym do mnie lub wyższym poziomie intelektualnym bez kłopotu może stwierdzić co za moimi wypowiedziami stoi, tylko głupszym trudno poznać poziom wyższy.

> i robiłem jeszcze wiele róznych rzeczy i co z tego wynika dla rozważanych tutaj spraw? NIC.
Tak pamiętam w lutym 2012 roku Pan napisał: Szanowny Panie, ja mam pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji. Pański mentorski styl jest dla mnie trochę zabawny, również Pan jako strażnik jakości forum jest niewiarygodny, bo obok wielu cennych tekstów, trafiaja się tutaj na racjonaliście bzdury, ale nie widać tam Pana. Dlatego mam podejrzenie, że jest Pan raczej strażnikiem pewnej ideologii (bo jak rozumieć niechęć do dyskusji i nazywanie innych głupcami bez poznania ich stanowiska, bez wymiany poglądów).

Mnie już Pan do swoich mądrości już nie przekona, ale niech Pan próbuje przekonać innych. Jak na razie - prawdopodobnie podobnie jak w życiu osobistym - odnosi Pan na naszym forum ogromne sukcesy.

Panie Brzostowski, już tyle czasu tu Pan mąci i gdzie coś ciekawego, opartego na jakiejś tam wiedzy Pańskiego autorstwa można przeczytać. Prosiłem Pana kilkunastokrotnie aby Pan nas odesłał do jakiś własnych mądrych wypowiedzi na naszym forum, ale akurat to pomija Pan milczeniem.

Natomiast stale wdaje się Pan tu w różne prymitywne pyskówki, w których wydaje się Panu, że coś Pan ugra i czytelnicy na reprezentowanym przez Pana poziomie się nie poznają. Co mądrego zawarł Pan tu w tej polemice ze mną? Że Pan mnie nie lubi, gdyż bez pardonu wykazuję intelektualną pustkę Pańskich wywodów? To wszyscy zainteresowani już dawno zauważyli.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,638569#w640148

Ale czy to się Panu podoba, czy nie, to ja dalej bzdury bzdurami, a bełkot bełkotem będę nazywał i nie będę chciał wierzyć iż przerażające wprost głupoty ludzie mądrzy mogą pisać. Jakaś jest jednak taka prawidłowość, że prymitywne i chamskie teksty, to jednak chamy i prymitywy wypisują, choć wszyscy możemy się w czymś tam pomylić, czy agresji nie zdzierżyć.

Tak, mnie się mało podoba, że teraz nasze forum coraz bardziej do Waszego poziomu ludzi zaślepionych wiarą, niewiele mających merytorycznego do powiedzenia dyskurs obniża, a jeszcze tak niedawno było to forum na wysokim intelektualnym i kulturalnym poziomie. Osobiście mi brakuje większości z tych forumowiczów, którzy ostatnio odeszli, a prowadzenie moderacji przez panie Liliac i Meretseger uważałem i uważam za optymalne, nie ujmując niczego innym moderatorom.

> Ja po wielu już próbach dyskusji z Panem mam wyrobione zdanie na pański temat i na ludzi poodbnych Panu. Uważam, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem, dla którego ideologia jest pierwotna wobec racjonalizmu.
Już tyle Pan na mój temat tu napisał, iż wszyscy zainteresowani wiedzą, że ma Pan wyrobione zdanie na pański temat
i na ludzi poodbnych Panu.


>Wbrew temu co Pan wypisuje o mnie i o moich rzekomych głupotach, to sprawy o których tutaj piszę (kwestia istneinia lub nie boga i moje swoiste próby dowodzenia możliwości jego istnienia oraz inne sprzeczności w poglądach racjonalnych), biorąc pod uwagę to, że jestem w religioznawstwie amatorem, przedysktowałem z kilkoma ludźmi, którzy mają o wiele większą wiedzę i autorytet w kraju w tej dziedzinie niż niejaki Bogusławski.
Bogusławski jest znany tylko na tym forum i jeżeli ma jakiś tam autorytet, to tylko do tego forum ograniczony. Na naszym forum zabierało głos wielu ludzi w różnych tematach o wiedzy równej i znacznie wyższej od Bogusławskiego, dziękuję im za posty oraz plusy.

>Ludzie Ci niekoniecznie zgadzali się we wszytkim ze mną, nieopdzielali szeregu wątpliwości, ale wiele tak. Dlatego też pańskie oceny o moich "głupotach" nie robią na mnie wrażenia.
Dobrze, iż ja nie muszę ukrywać moich mistrzów i pisałem tu o nich.
Np. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,528137#w528937
www.racjonalista.pl/forum.php/s,618671#w619100

>Niestety, ze względu na nasze "pyskówki" oraz z powodu braku legitymacji do opowiadania z kim to ja rozmawiałem nie mogę tego napisać. Nie chcę bowiem, aby w antyklerykalnych brechtach jakiegoś Bogusławskiego, pojawiały się nazwiska ludzi, z których podręczników uczą się studenci na polskich uczelniach.
Ależ Pan się tu do wielu Pańskich niepodważalnych autorytetów odwoływał, nawet takich których mądrości są niedyskutowalne, a uczą się o ich mądrości na polskich uczelniach.
Np. www.racjonalista.pl/forum.php/s,332808

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
Bez sensu, do widzenia.
08-07-2015 17:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Ja po wielu już próbach dyskusji z Panem mam wyrobione zdanie na pański temat i na ludzi poodbnych Panu. Uważam, że jest Pan ideologicznym antyklerykałem, dla którego ideologia jest pierwotna wobec racjonalizmu. Pańska bogata wiedza w wybranych aspektach tylko pogłębia moją ocenę i dorzuca do niej kwestię hipokryzji intelektualnej. Nie dostrzegam aktualnie szans na zmianę swojej opinii.

>Wbrew temu co Pan wypisuje o mnie i o moich rzekomych głupotach, to sprawy o których tutaj piszę (kwestia istneinia lub nie boga i moje swoiste próby dowodzenia możliwości jego istnienia oraz inne sprzeczności w poglądach racjonalnych), biorąc pod uwagę to, że jestem w religioznawstwie amatorem, przedysktowałem z kilkoma ludźmi, którzy mają o wiele większą wiedzę i autorytet w kraju w tej dziedzinie niż niejaki Bogusławski. Ludzie Ci niekoniecznie zgadzali się we wszytkim ze mną, nieopdzielali szeregu wątpliwości, ale wiele tak. Dlatego też pańskie oceny o moich "głupotach" nie robią na mnie wrażenia.

>Niestety, ze względu na nasze "pyskówki" oraz z powodu braku legitymacji do opowiadania z kim to ja rozmawiałem nie mogę tego napisać. Nie chcę bowiem, aby w antyklerykalnych brechtach jakiegoś Bogusławskiego, pojawiały się nazwiska ludzi, z których podręczników uczą się studenci na polskich uczelniach.
________

www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639
Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, ale głęboka, fundamentalistyczna wiara ogranicza nas absolutnie.

>Panie Bogusławski, plecie Pan ... a ja mam coraz mniej siły aby się kopać z hologramem konia.
Ależ Panie Brzostowski z argumentami "ad personam" radzi Pan sobie doskonale (choć zbyt często Pan małpuje innych zamiast wymyślania własnych) uważam, iż znacznie lepiej ode mnie, choć ja też nie daję sobie w kaszę dmuchać, tyle że znacznie gorzej idzie Panu z argumentacją "ad rem".

Znakomita większość Pańskich forumowych oponentów wykazała ewidentnie Panu, iż Pan tu brednie oparte tylko na Pańskiej wierze wypisuje. I co Pan z mojej wypowiedzi poza tym, iż fundamentalnie się z Panem nie zgadzam, jest zdolnym zrozumieć? Moim zdaniem bardzo niewiele i warto było tu pisać, gdy nasze wypowiedzi czytała spora grupa osób, z których znakomita większość rozumiała o czym piszę.


>Ateiści, często myślą, że brak dodefiniowania boga, albo dostrzegane sprzecznosci, gdy próbuje się go dodefiniować to dowody na jego nieistnienie. Wg mnie to wskazuje na duże ograniczenie ich umysłów, w dodatku wybiórcze.
Jakiego dodefiniowana, gdy brak definicji podstawowej podającej kryteria naukowej weryfikacji?
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,47#w625662
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,47#w626090
> Sprzeczności są elementem zgromadzonej wiedzy naukowej, natrafiamy na nie cały czas i będziemy natrafiać, bo wielu rzeczy nie rozumiemy. Przytaczam tutaj namiętnie, w nadziei, że otworzy to oczy na te sprawy, (...)
I znowu Pan pieprzy głupoty, których nie tylko nie rozumie, ale wprost nie ma pojęcia.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370

>A bóg - wszechmocny i wszechwiedzący i dobry - istnieć nie może, bo sprzeczny?
Ej tam, ej tam - opowiadasz Pan. Pojęcie Boga jest doskonale wyjaśnione:

"Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony
Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami"


Tylko poczytać odpowiednie autoryteta trzeba.


>Wg mnie to jest hipokryzja intelektualna ludzi niechętnych (z równych powodów) bogu i religii.
I znowu biedny Brzostowski obrzuca oponentów epitetami, gorzej, iż używa słów, których nawet znaczenia nie rozumie: Hipokryzja, to fałszywość, dwulicowość, obłuda. Proszę przedstawić tu przykłady hipokryzji racjonalistów, a szczególnie mojej. Jestem tu otwarty i szczery aż do bólu, nie lubię zakłamania i zawsze nawet przymuszany starałem się go unikać, tu ani nie chcę, ani nie muszę.

>Wg mnie sprzecznosci danego obuektu nie determinują nieistnienia tegoż obiektu.
A co to są sprzeczności obiektu? Kwadratura koła, czy "ni to pies ni wydra, ni coś na kształt świdra"?
Wierzyć można w bzdury wszelakie i ich zestaw jest prawie nieograniczonym, ale w naukach przyrodniczych
takie "cudy" nie przechodzą ani nawet nie uchodzą.

Powtórzę więc: Szanowny Panie Brzostowski z argumentami "ad personam" radzi Pan sobie doskonale, ale zdecydowanie gorzej idzie Panu z argumentacją "ad rem". Po co się chwalić wystarczy choć kilka dorzecznych tekstów swoich wskazać. Poniżej kilka moich wątków w poruszanych tu sprawach. Myślę, iż trochę dorzecznych argumentów w "antyklerykalnych brechtach jakiegoś Bogusławskiego" można tam bez trudu znaleźć.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,454359/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660/z,0
Choć Wielce Szanowny Pan Brzostowski "po wielu już próbach dyskusji [ze mną ma] wyrobione zdanie na [mój] temat i na ludzi poodbnych [do mnie]".

@@@
.
05-07-2015 14:41 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> Ja wiem, że dowcipkujesz
>>No i wydało się: uważasz, że dowcipkuję, bo nie wierzysz, by jakiś bóg mógł mi się objawić, jako że według Ciebie bóg nie istnieje.QED
>Z tego, że ja nie wierzę iż jakiś bóg mógł się Tobie objawić, nie wynika iż ja uważam że bóg nie istnieje.
Swoje twierdzenie oparłam na Twojej deklaracji o wiedzy, nie o wierze, co powyżej podkreśliłam.

>Popełniasz logiczny błąd.
Dopuszczasz się fałszerstwa.


Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>> Ja wiem, że dowcipkujesz
>>>No i wydało się: uważasz, że dowcipkuję, bo nie wierzysz, by jakiś bóg mógł mi się objawić, jako że według Ciebie bóg nie istnieje.QED
>>Z tego, że ja nie wierzę iż jakiś bóg mógł się Tobie objawić, nie wynika iż ja uważam że bóg nie istnieje.
>Swoje twierdzenie oparłam na Twojej deklaracji o wiedzy, nie o wierze, co powyżej podkreśliłam.
Nigdy nie deklarowałem wiedzy o nieistnieniu boga.
>>Popełniasz logiczny błąd.
>Dopuszczasz się fałszerstwa.
No, nie wiem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>> Ja wiem, że dowcipkujesz
>>>>No i wydało się: uważasz, że dowcipkuję, bo nie wierzysz, by jakiś bóg mógł mi się objawić, jako że według Ciebie bóg nie istnieje.QED
>>>Z tego, że ja nie wierzę iż jakiś bóg mógł się Tobie objawić, nie wynika iż ja uważam że bóg nie istnieje.
>>Swoje twierdzenie oparłam na Twojej deklaracji o wiedzy, nie o wierze, co powyżej podkreśliłam.
>Nigdy nie deklarowałem wiedzy o nieistnieniu boga.
To wyjaśnij skąd pochodzi Twoja WIEDZA, którą tutaj słowami "ja wiem" obwieściłeś.

>>>Popełniasz logiczny błąd.
>>Dopuszczasz się fałszerstwa.
>No, nie wiem.
Spróbuję to wspólnie z Tobą wyjaśnić.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
18-06-2015 00:08 
 0 na 2
setarkos (10757 punktów)
> bóg nam się objawił twierdzący, że nie istnieje
Może wystarczyłby bóg, przedstawiający się jako niewierzący?
Wówczas także jego przykładnym wyznawcom wiara powinna być obca.
[Swoją drogą ciekawe w co/kogo może wierzyć bóg wierzących..]
18-06-2015 10:18 
 Ocena-1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Może wystarczyłby bóg, przedstawiający się jako niewierzący?
>Wówczas także jego przykładnym wyznawcom wiara powinna być obca.
Tak stawiający sprawę musiałby liczyć na wyciąganie nieoczywistych wniosków, bo przecież z tego, że bóg nie wierzy nie wynika, że inni nie mogą w niego nie wierzyć.

Natomiast "bóg twierdzący, że go nie ma" wikła fideistę w krąg sprzeczności, z którego ten chciałby uciec w logikę, ale nie może, bo deklaracją wiary wyraził na boską sprzeczność zgodę; ostatecznie musiałby odrzucić wiarę w boga w imię wiary w niego... Zwykle wierzący odpowiadają mi, że żartuję, ale nie dają rady tego udowodnić.

Podobnie zresztą jest z rejestracją pastafarian: nie daje się im wiary w imię wiary w inne bóstwo.

Zresztą i ja się jakoś w te sprzeczności wpisuję, bo podaję się za ateistkę, jakby to było coś odrębnego od religianctwa, choć twierdzącym, że wierzą sama nie daję wiary. Dla mnie ten jest problem z religią, że należałoby tych wszystkich pseudowierzących skłonić, by się swego ateizmu nie wypierali.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>Natomiast "bóg twierdzący, że go nie ma" wikła fideistę w krąg sprzeczności, z którego ten chciałby uciec w logikę, ale nie może, bo deklaracją wiary wyraził na boską sprzeczność zgodę; ostatecznie musiałby odrzucić wiarę w boga w imię wiary w niego... Zwykle wierzący odpowiadają mi, że żartuję, ale nie dają rady tego udowodnić.

JEst to strasznie pokrętne co piszesz.
Ty mówisz - objawił mi się bóg i stwierdził że nie istnieje? Z tego nic nie wynika. Bo moja wiara w boga nie obejmuje wiary w to, że bóg się Tobie objawił. A może jesteś wariatką? A bóg nadal istnieje, a Tobie się tylko wydawało że miałaś objawienie?

Wiara w boga nie oznacza, że należy wierzyć każdemu kto o bogu opowiada. I jedna drugiej nie przeczy. Deklaracja wiary w boga nie jest zgodą na przyjmowanie za prawdę każdej informacji o bogu.
07-07-2015 23:03 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Wiara w boga nie oznacza, że należy wierzyć każdemu kto o bogu opowiada.

A komu nalezy wierzyc w jakiego boga trzeba wierzyc?
Brzostowski (7067 punktów)
>>Wiara w boga nie oznacza, że należy wierzyć każdemu kto o bogu opowiada.
>A komu nalezy wierzyc w jakiego boga trzeba wierzyc?
Nikomu.
gracjana (25 punktów)
>>>Wiara w boga nie oznacza, że należy wierzyć każdemu kto o bogu opowiada.
>>A komu nalezy wierzyc w jakiego boga trzeba wierzyc?
>Nikomu.

No, to chyba ma Pan problem, bo komuś jednak Pan zawierzył, uznając taką, a nie inną wizję/przekaz/tradycję religijną za prawdziwą.
Brzostowski (7067 punktów)
>No, to chyba ma Pan problem, bo komuś jednak Pan zawierzył, uznając taką, a nie inną wizję/przekaz/tradycję religijną za prawdziwą.
Nie sądzę. To, że komuś zawierzyłem (choć to też nie do końca prawda, ale w uproszczeniu niech będzie), nie oznacza, że należy komukolwiek wierzyć. Fakt czyjejś wiary w kogoś lub coś, nie determinuje konieczności wiary w to coś, szczególnie dla innych.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>moja wiara w boga nie obejmuje wiary w to, że bóg się Tobie objawił. A może jesteś wariatką?
Niby dlaczego wierzący w boga miałby relację o doznanym objawieniu się boga zinterpretować jako wariactwo relacjonującego?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
dzentelmen (2000 punktów)
>>moja wiara w boga nie obejmuje wiary w to, że bóg się Tobie objawił. A może jesteś wariatką?
>Niby dlaczego wierzący w boga miałby relację o doznanym objawieniu się boga zinterpretować jako wariactwo relacjonującego?

Najdroższa,może dlatego że ów wierzący utwierdził się w swoim przekonaniu,co do relacjonującego owe rewelacje,że są one wynikiem potwierdzającym jego przekonanie,o relacjonującym owe rewelacje.
08-07-2015 01:49 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>moja wiara w boga nie obejmuje wiary w to, że bóg się Tobie objawił. A może jesteś wariatką?
A niby dlaczego relację o doznanym objawieniu się boga miałbyś zinterpretować jako wariactwo relacjonującego?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>moja wiara w boga nie obejmuje wiary w to, że bóg się Tobie objawił. A może jesteś wariatką?
>A niby dlaczego relację o doznanym objawieniu się boga miałbyś zinterpretować jako wariactwo relacjonującego?
To bardzo proste: objawienia zdarzają się rzadko i najczęściej ludziom o czystych sercach, ludziom już przepełnionych wiarą, dobrocią, pewną "czystością" moralną. Chociaż nie zawsze.

Teista powinien być sceptyczny, nienaiwny, stąd miałbym duże wątpliwości. Ale pewnosci NIGDY. Twoja postawa, to co piszesz, nie daje mi żadnego argumentu, abym miał w to uwierzyć. Stąd, jesli deklarujesz, że miałaś objawienie to bliższy byłbym uznaniu Ciebie za wariatkę niż miałbym uwierzyć w objawienie.
23-07-2015 13:29 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A niby dlaczego relację o doznanym objawieniu się boga miałbyś zinterpretować jako wariactwo relacjonującego?
>To bardzo proste
Niczym objawienie.

>objawienia zdarzają się rzadko
Moje jest absolutną rzadkością!

>najczęściej ludziom o czystych sercach, ludziom już przepełnionych wiarą, dobrocią, pewną "czystością" moralną. Chociaż nie zawsze.
To ma być takie "bardzo proste"? Czy może raczej objawione?

>Teista powinien być sceptyczny
Jaki zatem powinien być sceptyk?

>Twoja postawa, to co piszesz, nie daje mi żadnego argumentu, abym miał w to uwierzyć.
Więc jakiego argumentu Ci trzeba, byś uwierzył, że ten Twój bóg mnie się objawił?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>Więc jakiego argumentu Ci trzeba, byś uwierzył, że ten Twój bóg mnie się objawił?

To jest pytanie sensowne. Opisz mi co ten bóg Ci powiedział, przedstaw nam po prostu tresć objawienia.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Więc jakiego argumentu Ci trzeba, byś uwierzył, że ten Twój bóg mnie się objawił?
>To jest pytanie sensowne. Opisz mi co ten bóg Ci powiedział, przedstaw nam po prostu tresć objawienia.
Tych ustaleń mogłeś dokonywać ZANIM uznałeś mnie za potencjalną wariatkę, do czego czemuś znalazłeś podstawy bez wnikania w szczegóły mego objawienia, więc pytam: czemu?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
Powiedziałaś bowiem, iż bóg Ci się objawił i powiedział że nie istnieje. Nie mógł Ci się taki bóg objawić, to chyba jasne. Stąd albo to kłamstwo, albo urojenie w które uwierzyłaś. Stąd brak wiary lub sugestia o ewentualnym wariactwie.
28-07-2015 17:15 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Powiedziałaś bowiem, iż bóg Ci się objawił i powiedział że nie istnieje. Nie mógł Ci się taki bóg objawić, to chyba jasne.
A według jakiejś zasady jest jasne, że nie mógł mi się objawić bóg twierdzący, że nie istnieje? Czy "nie, bo nie i już"?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
02-08-2015 19:24 
 Ocena 3 na 3
Drobner (19539 punktów)
>> Nie mógł Ci się taki bóg objawić, to chyba jasne.

No, patrzaj:

Niby Bóg, a nie mógł...

(Rym przypadkowy - może wejdzie w przysłowia - kto wie?)

Drobner, mogący nie móc...
02-08-2015 19:40 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Drobner, mogący nie móc...
Taki pragmatyczny Sokrates.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
23-07-2015 15:25 
 Ocena 2 na 2
Willmaster (423 punktów)
>objawienia zdarzają się rzadko i najczęściej ludziom o czystych sercach, ludziom już przepełnionych wiarą, dobrocią, pewną "czystością" moralną. Chociaż nie zawsze.
Prawda, nie zawsze. Przykłady objawienia się złym ludziom (te które pamiętam):
Peter Sutcliffe (zwany "Rzeźnikiem z Yorkshire" tłumaczył, że to Jezus przemówił doń i kazał zabijać kobiety).
George W. Bush (powoływał się na "głos Boga", gdy uzasadniał inwazję na Irak).
I pewna kobieta (nie pamiętam nazwiska), odcięła ręce swemu dziecku (dzieciom?), bo Bóg jej kazał.

Po śmierci jest to co ma być.
23-07-2015 18:56 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>objawienia zdarzają się rzadko i najczęściej ludziom o czystych sercach, ludziom już przepełnionych wiarą, dobrocią, pewną "czystością" moralną. Chociaż nie zawsze.
>Prawda, nie zawsze. Przykłady objawienia się złym ludziom (te które pamiętam):
>Peter Sutcliffe (zwany "Rzeźnikiem z Yorkshire" tłumaczył, że to Jezus przemówił doń i kazał zabijać kobiety).
>George W. Bush (powoływał się na "głos Boga", gdy uzasadniał inwazję na Irak).
>I pewna kobieta (nie pamiętam nazwiska), odcięła ręce swemu dziecku (dzieciom?), bo Bóg jej kazał.
W objawienia prywatne, bez zbadania sprawy przez KK, bez jakichkolwiek przesłanek, nie wierzę. I Tobie też radzę zachować sceptycyzm w takich sytuacjach. My - wierzący w takie rzeczy musimy być szczególnie czujni.
24-07-2015 08:52 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>W objawienia prywatne [...] nie wierzę.
A dlaczegóż to?
Oraz które objawienia są nieprywatne?

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
24-07-2015 15:21 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
Dlatego nie wierzę w prywatne objawienie się Jahwe Mojżeszowi itd.

Po śmierci jest to co ma być.
02-08-2015 19:09 
 Ocena 1 na 1
Drobner (19539 punktów)
>Dlatego nie wierzę w prywatne objawienie się Jahwe Mojżeszowi itd.

Zwłaszcza, że nieistniejące obiekty raczej nie mogą 'objawiać' się fikcyjnym postaciom...

Takie rzeczy, to tylko w Erze... przed-antycznej ciemnoty.

Drobner, w Sieci tworów abstrakcyjnych
15-06-2015 18:12 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie można zatem jednocześnie twierdzić, że faktem jest iż boga nie ma i jednocześnie - że nie na pewno, bo to przeczy faktom.

Jak sam napisałeś, fakt jest "udowodnionym stanem rzeczywistości" - zapomniałeś tylko, że rzeczywistości nie da się poznać z absolutną pewnością. Dlatego nie ma tu sprzeczności i jest miejsce na "nie na pewno".

Wszystkie zdania o rzeczywistości są implicite "nie na pewno". A dlatego implicite, a nie explicite, bo niektórzy jak słyszą że "nie na pewno", to myślą że jest nadzieja. A nie ma.

Choć nie na pewno
01-07-2015 15:36 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wystarczy brak dowodów za istnieniem i to wystarcza
> aby uznać taki stan rzeczywistości za fakt, czyż nie?

Dokładnie za fakt uzjanemy wtedy brak dowodów na istnienie.
Nie jest natomiast faktem nieistnienie. Tylko to uprawdopodobnia.

> Nie można zatem jednocześnie twierdzić, że faktem jest iż
> boga nie ma i jednocześnie - że nie na pewno, bo to przeczy faktom.

A jakim faktom zdanie "boga nie ma, z tym że nie na pewno" przeczy? Podaj choć jeden bezsporny fakt, nie będący fantazją ludzką zwiazaną np. z brakiem zaspokojenia potrzeby opieki, najcześciej wiązaną z Miłosiernym Bóstwem.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
setarkos (10757 punktów)
> Aby poprawić zatem swoje samopoczucie i nie pisać już tylko o niczym postanowiłem powołać do życia ten wątek.
> Dotyczy on poglądu racjonalnego i istnienia lub nie boga.
Zaczynasz Waść od zdań wyglądających na ewidentny oksymoron - jak można unikać pisania o niczym i jednocześnie bić tę samą pianę - ale zobaczymy.
> Chciałbym ograniczyć się w dyskusji tylko do sprawy boga.
A to już wiadomo co to jest i czy jest? Coś przegapiłem?
> Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.
A może dałoby się boga .. skonstruować?
> Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga na pewno nie ma", pozostaje sam w sprzeczności ze sobą.
Przydałyby się jakieś sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu. Jakie proponujesz?
Brzostowski (7067 punktów)

Wydaje mi się, iż nie do końca rozumiesz temat wątku. Nie rozważamy tutaj czy bóg istnieje czy też nie. Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji. Do tego nie są potrzerbne ani precyzyjne definicje boga, ani sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu (na marginesie, w cale tego nie postuluję w tym wątku).
15-06-2015 14:00 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji. Do tego nie są potrzerbne ani precyzyjne definicje boga, ani sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu
W takiej sytuacji równie "poważnym" będzie pytanie o racjonalność poglądu, iż na pewno nie ma krasnoludków.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego lub jego określonej wersji. Do tego nie są potrzerbne ani precyzyjne definicje boga, ani sposoby weryfikacji istnienia postulowanego bytu
>W takiej sytuacji równie "poważnym" będzie pytanie o racjonalność poglądu, iż na pewno nie ma krasnoludków.
Trochę tak jest. Tylko idąć tym tropem, można ządać zawsze lepszej definicji wszystkiego i po prostu przestać dyskutować, bo takie podejscie rozwali dyskusję. A ludzie rozsądni, powinni, mimo zauważalnych trudności, jednak próbować się wzajemnie zrozumieć i dyskutować. Kiedyś jako kontrargument podawałem przykład "nieskończonej gęstosci" i osobliwosci w teorii BB. We wzorze jest, ale nikt widział, nikt nie słyszał, nie ma precyzyjnej, niesprzecznej definicji "osobliwości" - nie może być coś nieskończenie gęste i małe i "być". Z tego jednak powodu nie zarzucamy dyskusji, ani pracy naukowej, majac świadomość ułomności zapisów i definicji. Po prostu szukamy.
18-06-2015 19:03 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>> pytanie o racjonalność poglądu, iż na pewno nie ma krasnoludków.
>Trochę tak jest. Tylko idąć tym tropem, można ządać zawsze lepszej definicji wszystkiego i po prostu przestać dyskutować, bo takie podejscie rozwali dyskusję.
Może więc wziąć pod uwagę ew. istnienie pozaziemskich cywilizacji?

> "nieskończonej gęstosci" i osobliwosci w teorii BB. We wzorze jest, ale nikt widział, nikt nie słyszał, nie ma precyzyjnej, niesprzecznej definicji "osobliwości" - nie może być coś nieskończenie gęste i małe i "być".
Ale z tamtej dyskusji wynikał chyba wniosek, że nieskończona gęstość to tylko efekt idealizacji matematycznej, która (jak to idealizacja) niedokładnie przystaje do tego, co opisuje. Któż zresztą zmierzy wartości nieskończone?
Gustaw pierwszy (3 punktów)
Bóg istnieje, udowodnił to wróżbita Maciej.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione. Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.

To proste, nie rozumiesz na czym polega racjonalizm i naturalizm.

Pogląd, że istnieje tylko to czego istnienie zostało udowodnione byłby nieracjonalny.
Naturalizm też niczego takiego nie postuluje.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione. Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.
>To proste, nie rozumiesz na czym polega racjonalizm i naturalizm.
Gdyby to było takie proste...
>Pogląd, że istnieje tylko to czego istnienie zostało udowodnione byłby nieracjonalny.
>Naturalizm też niczego takiego nie postuluje.
Wreszcie konkretny głos w dyskusji. Brawo! Jakoś intuicyjnie zgadzam się z Tobą. Jednak, w ramach światopoglądu racjonalnego, przewijają się coraz częściej postawy, których istotą jest uznanie, że istnieje tylko to co udowodniono, że istnieje. I to coś osiąga status faktu. Postuluje się także niezajmowanie się nieudowadnialnymi (na dany moment) lub nieudowodnionymi sprawami.

Rozumiem, że Ty nie jesteś zwolennikiem takich postaw. A ja właśnie do tych postaw się odnoszę w tym wątku, co wydaje mi się, iż zaznaczyłem w pierwszych postach.
15-06-2015 15:55 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Jednak, w ramach światopoglądu racjonalnego, przewijają się coraz częściej postawy, których istotą jest uznanie, że istnieje tylko to co udowodniono, że istnieje.

Nie sądzę byś miał dostęp do jakiegoś kompendium światopoglądu racjonalnego, ani by w ogóle dało się wyodrębnić taką unikalną jednostkę jak racjonalny światopogląd. Możesz co najwyżej odnosić jakieś mylne wrażenie.

Taki pogląd byłby nieracjonalny, ja się z takim nie spotkałem, zapewne dokonujesz jakichś projekcji.

> Postuluje się także niezajmowanie się nieudowadnialnymi (na dany moment) lub nieudowodnionymi sprawami.

A to są dwie różne sprawy.
Zajmowanie się rzeczami nieudowadnialnymi, bytami niedefiniowalnymi i hipotezami nietestowalnymi rzeczywiście jest pozbawione sensu.
Zajmowanie się dowodzeniem spraw nieudowodnionych to inna para kaloszy.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Jednak, w ramach światopoglądu racjonalnego, przewijają się coraz częściej postawy, których istotą jest uznanie, że istnieje tylko to co udowodniono, że istnieje.
>Nie sądzę byś miał dostęp do jakiegoś kompendium światopoglądu racjonalnego, ani by w ogóle dało się wyodrębnić taką unikalną jednostkę jak racjonalny światopogląd. Możesz co najwyżej odnosić jakieś mylne wrażenie.
>Taki pogląd byłby nieracjonalny, ja się z takim nie spotkałem, zapewne dokonujesz jakichś projekcji.
W sumie cieszy mnie Twoja wypowiedź, że byłoby to nieracjonalne.
>> Postuluje się także niezajmowanie się nieudowadnialnymi (na dany moment) lub nieudowodnionymi sprawami.
>A to są dwie różne sprawy.
>Zajmowanie się rzeczami nieudowadnialnymi, bytami niedefiniowalnymi i hipotezami nietestowalnymi rzeczywiście jest pozbawione sensu.
Przecież to podstawa poszukiwań.
>Zajmowanie się dowodzeniem spraw nieudowodnionych to inna para kaloszy.
To jest łątwiejsze i efektywniejsze.
16-06-2015 16:07 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>>Zajmowanie się rzeczami nieudowadnialnymi, bytami niedefiniowalnymi i hipotezami nietestowalnymi rzeczywiście jest pozbawione sensu.
>Przecież to podstawa poszukiwań.

Trzeba rozróżnić próby definiowania, szukanie sposobów dowodzenia i falsyfikacji
od zajmowania się wymyślonymi bytami bez podejmowania powyższych prób.

Wiara nie robi żadnej z tych rzeczy, ona zakłada a priori, a podejrzewam że w większości przypadków jest tak jak ponoć mawiał Twain: "faith is believing what you know ain't so".
diogenes (42753 punktów)
>Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.

Dowód odwołuje się do czegoś, czego - przynajmniej na pewnym etapie poznania - dowodzić nie trzeba: zwykle jakiejś oczywistości (zmysłowej, intelektualnej), aksjomatu, postulatu. Rzecz jasna można dyskutować nad aksjomatami logiki (np. nad zasadą niesprzeczności czy tożsamości) czy teorii mnogości, ale to inna sprawa. Żądać dowodu każdej tezy (ze zdaniami protokolarnymi włącznie) to w zasadzie kwestionować wszelki dyskurs. Scholastycy wyrażali to zasadą contra principia negantem non est disputandum (z negującymi zasady nie ma dyskusji). To zasada pewnego intersubiektywnego minimum w komunikacji, które trzeba przyjąć, by prowadzić dyskurs. Oczywiście nie chodzi tu o przyjęcie zasad scholastyki: to ogólna norma każdego dialogu. Przyjęcie czegoś bez dowodu nie znaczy, że racją akceptacji owych zasad jest wiara, w szczególności religijna. Można przecież odwołać się do hipotetyczności założeń i badać ich konsekwencje kierując się kryteriami pragmatycznymi.

Dyskusja o bogu, która już na wstępie zakłada jego istnienie dla wszystkich uczestników dyskursu, ma charakter apodyktyczny i moralnie nieuczciwy: zakłada, że wszyscy mają wgląd w te same racje, co jest tezą fałszywą. To dlatego teiści wciąż stoją przed paradoksem dowodu istnienia boga w świecie bez boga: bo tylko taki świat jest wspólnym doświadczeniem teistów i naturalistów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.
>Dowód odwołuje się do czegoś, czego - przynajmniej na pewnym etapie poznania - dowodzić nie trzeba: zwykle jakiejś oczywistości (zmysłowej, intelektualnej), aksjomatu, postulatu. Rzecz jasna można dyskutować nad aksjomatami logiki (np. nad zasadą niesprzeczności czy tożsamości) czy teorii mnogości, ale to inna sprawa. Żądać dowodu każdej tezy (ze zdaniami protokolarnymi włącznie) to w zasadzie kwestionować wszelki dyskurs. Scholastycy wyrażali to zasadą contra principia negantem non est disputandum (z negującymi zasady nie ma dyskusji). To zasada pewnego intersubiektywnego minimum w komunikacji, które trzeba przyjąć, by prowadzić dyskurs. Oczywiście nie chodzi tu o przyjęcie zasad scholastyki: to ogólna norma każdego dialogu. Przyjęcie czegoś bez dowodu nie znaczy, że racją akceptacji owych zasad jest wiara, w szczególności religijna. Można przecież odwołać się do hipotetyczności założeń i badać ich konsekwencje kierując się kryteriami pragmatycznymi.
To wszystko jest logiczne, trudno się z tym nie zgodzić. Tyle tylko, że w przypadku rozważań istnienia lub nie boga - nie jest to już takie proste. Racjonalista i naturalista ontologiczny nie może w ogóle dopuszczać że bóg istnieje (poglądy te odrzucają bowiem całą duchowość, irracjonalizm, czyż nie?). No, chyba że, przyjąć iż Racjonalista i naturalista ontologiczny dopuszcza istnienei boga, ale takiego, który jest "z tego świata".

>Dyskusja o bogu, która już na wstępie zakłada jego istnienie dla wszystkich uczestników dyskursu, ma charakter apodyktyczny i moralnie nieuczciwy: zakłada, że wszyscy mają wgląd w te same racje, co jest tezą fałszywą.
Nie poczyniłem takiego założenia. Rozważamy kwestię spójności poglądu racjonalnego, kwestia istnienia boga lub jego nieistnienia nie ma tutaj żadnego znaczenia. Znaczenie ma stosunek poglądu racjonalnego do poglądu o istnieniu boga.

>To dlatego teiści wciąż stoją przed paradoksem dowodu istnienia boga w świecie bez boga: bo tylko taki świat jest wspólnym doświadczeniem teistów i naturalistów.

Masz rację. Co ciekawe naturaliści stoją bowiem przed problemem absolutnego braku możliwości dowodzenia zarówno istnienia, jak i nieistnienia boga. Nie mogą o nim w ogóle nic powiedzieć, bo nie jest on ich doświadczeniem. I właśnie, niektórzy jednak mówią, że boga na pewno nie ma, a niektórzy że jest możliwy, wychodzą jakby poza ramy własnego doświadczenia. W tym widzę jakąś sprzeczność. I o tym m.in. jest ten wątek.
15-06-2015 19:38 
 Ocena 4 na 4
KORUND (4922 punktów)
>Masz rację. Co ciekawe naturaliści stoją bowiem przed problemem absolutnego braku możliwości dowodzenia zarówno istnienia, jak i nieistnienia boga.

-Nie wymyślaj naturalistom problemów. Brak możliwości udowodnienia nieistnienia dotyczy czegokolwiek, co sobie wymyślisz, nie tylko bogów. Wymyśliłeś też sobie temat i tak chcesz go poprowadzić, by sam siebie przekonać, ewentualnie żeby jak najwięcej osób odniosło takie wrażenie, że wiara w istnienie/nieistnienie boga jest równie racjonalna/nieracjonalna? Szukasz pocieszenia, że nie wierzysz irrcajonalnie, że nie jesteś naiwniakiem? Że jesteś intelektualnie co najmniej równy, tym którzy niczym nieuzasadnioną wiarę w bogów odrzucają?

>Nie mogą o nim w ogóle nic powiedzieć, bo nie jest on ich doświadczeniem. I właśnie, niektórzy jednak mówią, że boga na pewno nie ma, a niektórzy że jest możliwy, wychodzą jakby poza ramy własnego doświadczenia. W tym widzę jakąś sprzeczność. I o tym m.in. jest ten wątek.
-Klasyczne dyrdymały i majaczenia teisty.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Masz rację. Co ciekawe naturaliści stoją bowiem przed problemem absolutnego braku możliwości dowodzenia zarówno istnienia, jak i nieistnienia boga.
>-Nie wymyślaj naturalistom problemów. Brak możliwości udowodnienia nieistnienia dotyczy czegokolwiek, co sobie wymyślisz, nie tylko bogów.
Możesz zatem to wyjaśnić z Bogusławskim, który twierdzi, że:
"Pan Fizyk przedstawił tu naukowe argumenty dowodzące niemożliwości istnienia tego wydumanego tu przez Pana stwora."
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668598

To jak to jest. Można udowodnić nieistnienie, czy nie można?

>Wymyśliłeś też sobie temat i tak chcesz go poprowadzić, by sam siebie przekonać, ewentualnie żeby jak najwięcej osób odniosło takie wrażenie, że wiara w istnienie/nieistnienie boga jest równie racjonalna/nieracjonalna? Szukasz pocieszenia, że nie wierzysz irrcajonalnie, że nie jesteś naiwniakiem? Że jesteś intelektualnie co najmniej równy, tym którzy niczym nieuzasadnioną wiarę w bogów odrzucają?
PLeciesz zupełnie. Mi chodzi wyłącznie o to, czy racjonalny pogląd jest spójny czy nie. Czy racjonaliści, np z tego forum są w stanie uzgodnić tak findamentalne rzeczy jak możliwość udowodnienia nieistnienia, czy są w stanie uzgodnić: czy bóg (nawet z tej mojej marnej definicji) może istnieć, czy nie może. Tymczasem widać wyraźnie, że takiej zgody nie ma. I o tym jest ten wątek - o kontrowersjach i niespójności racjonalnego poglądu.

A to, że Ty sobie wyobrażasz, po co ja wątek zacząłem, to ja na Twoją wybraźnie nic nie pocznę. Możesz wierzyć w co chcesz.
>>Nie mogą o nim w ogóle nic powiedzieć, bo nie jest on ich doświadczeniem. I właśnie, niektórzy jednak mówią, że boga na pewno nie ma, a niektórzy że jest możliwy, wychodzą jakby poza ramy własnego doświadczenia. W tym widzę jakąś sprzeczność. I o tym m.in. jest ten wątek.
>-Klasyczne dyrdymały i majaczenia teisty.

Bogusłąwski napisał, że boga którego zdefinowałem nie ma na pewno, Ty, że nie mozna udowodnić nieistnienia (co oznacza że jest możliwy). Kto tutaj majaczy Korund?
16-06-2015 08:34 
 Ocena 4 na 4
KORUND (4922 punktów)
>To jak to jest. Można udowodnić nieistnienie, czy nie można?
-Już wyjaśniam. To banalnie proste. Nie można udowodnić nieistnienia dowolnie wymyślonego bytu i nie ma nawet takiej potrzeby, gdyż dla racjonalnie myślącej istoty, brak jakichkolwiek dowodów na istnienie, powinien wystarczać. Natomiast można udowodnić nieistnienie bytów, które są już wyraźnie określone, z konkretnymi cechami, którym przypisuje się konkretne czyny i moce. I właśnie im precyzyjniej określone są jego cechy, tym łatwiej udowodnić jego nieistnienie.
Przykład. Ktoś mówi, że istnieje bóg. Nie udowodnię mu, że nie istnieje. Gdy powie, że istnieje bóg wszechmogący i nieskończenie miłosierny, to już mogę pokazać dlaczego bredzi. Gdzie ta rzekoma wszechmoc, w czym się przejawia? Gdzie to miłosierdzie (i wszechmoc)gdy miliony dzieci umierają na koszmarne choroby? Katastrofy, powodzie, pożary, epidemie, wojny, masakry? I wcale nie dotyka to tylko złych ludzi. Dla mnie to dowody, że taki bóg nie istnieje. Bo przypisuje się mu cechy wzajemnie się wykluczające i działania nigdy nigdzie nie zaobserwowane. Boga deistów nie obalę. Nauka potrafi określić wiek naszej Ziemi i pochodzenie gatunków ją zamieszkujących. Dowodzi tym jednocześnie, że nie istnieje bóg, który stworzył świat w sześc dni, ok. 6 tys lat temu. Tak można po kolei obalać wiele mitów zawartych w biblii, czyli dowodzić, że biblijny bóg nie istnieje. I dotyczy to wszystkich religii z ich źródłami. Oczywiście można ignorować wszelkie dowody, ale tu już temat się kończy, bo z wiarą dyskusji nie ma i dowody na nic się zdadzą.

16-06-2015 11:27 
 Ocena-1 na 3
dzentelmen (2000 punktów)
>>To jak to jest. Można udowodnić nieistnienie, czy nie można?
>-Już wyjaśniam. To banalnie proste. Nie można udowodnić nieistnienia dowolnie wymyślonego bytu i nie ma nawet takiej potrzeby, gdyż dla racjonalnie myślącej istoty, brak jakichkolwiek dowodów na istnienie, powinien wystarczać. Natomiast można udowodnić nieistnienie bytów, które są już wyraźnie określone, z konkretnymi cechami, którym przypisuje się konkretne czyny i moce. I właśnie im precyzyjniej określone są jego cechy, tym łatwiej udowodnić jego nieistnienie.
>Przykład. Ktoś mówi, że istnieje bóg. Nie udowodnię mu, że nie istnieje. Gdy powie, że istnieje bóg wszechmogący i nieskończenie miłosierny, to już mogę pokazać dlaczego bredzi. Gdzie ta rzekoma wszechmoc, w czym się przejawia? Gdzie to miłosierdzie (i wszechmoc)gdy miliony dzieci umierają na koszmarne choroby? Katastrofy, powodzie, pożary, epidemie, wojny, masakry? I wcale nie dotyka to tylko złych ludzi. Dla mnie to dowody, że taki bóg nie istnieje. Bo przypisuje się mu cechy wzajemnie się wykluczające i działania nigdy nigdzie nie zaobserwowane. Boga deistów nie obalę. Nauka potrafi określić wiek naszej Ziemi i pochodzenie gatunków ją zamieszkujących. Dowodzi tym jednocześnie, że nie istnieje bóg, który stworzył świat w sześc dni, ok. 6 tys lat temu. Tak można po kolei obalać wiele mitów zawartych w biblii, czyli dowodzić, że biblijny bóg nie istnieje. I dotyczy to wszystkich religii z ich źródłami. Oczywiście można ignorować wszelkie dowody, ale tu już temat się kończy, bo z wiarą dyskusji nie ma i dowody na nic się zdadzą.
>

A kiedy stoisz i nie widzisz tego co masz za plecami,to znaczy że co,że tego niema bo tego nie widzisz,czy zacznie istnieć dopiero kiedy spojrzysz ? Myślę że zamiast uprawiać pseudo filozofię na temat bytu,lepiej zajął byś się zrozumieniem racjonalnego myslenia.
16-06-2015 12:48 
 Ocena 5 na 5
KORUND (4922 punktów)
>A kiedy stoisz i nie widzisz tego co masz za plecami,to znaczy że co,że tego niema bo tego nie widzisz,czy zacznie istnieć dopiero kiedy spojrzysz ? Myślę że zamiast uprawiać pseudo filozofię na temat bytu,lepiej zajął byś się zrozumieniem racjonalnego myslenia.
>
-Wielkie G. zrozumiałeś z tego wpisu. Nie chodzi o widzialność/niewidzialność. Twojego mózgu też nie widzę, ale zakładam (wierzę) że jednak go masz, bo każdy coś tam nosi pod czaszką, nawet jeśli nie korzysta z tego za często. Racjonalista rozróżnia wiarę w rzeczy prawdopodobne, np. życie rozumne na innych planetach, od rzeczy nadprzyrodzonych, czyli w sumie ch...wie jakich. Nie wiem na pewno (czyli nie udowodnię), że za moimi plecami nie stoi bóg, nie wierzę w to, ale wiem na pewno, że nie stoi tam bóg, który stworzył świat w 6 dni, ulepił człowieka z gliny, wygnał go z raju za zjedzenie jabłka, a potem umarł za moje rzekome grzechy, bo taki bóg nie istnieje na 100%. Bo to k... totalny idiotyzm. Idź więc mądralo innych nauczać na temat racjonalnego myślenia.
16-06-2015 17:59 
 Ocena-2 na 4
dzentelmen (2000 punktów)
taki bóg nie istnieje na 100%. Bo to k... totalny idiotyzm. Idź więc mądralo innych nauczać na temat racjonalnego myślenia.

Ty się tak nie gorączkuj mlody człowieku....A racjonalnie myślący człowiek ma świadomość nie możliwości w postawieniu tezy na temat istnienia bądź nieistnienia Boga.
A ty jesteś na tyle próżny i butny by stawiać coś na stówę.Nie jesteś wstanie wykazać że Boga nie ma,ani ja nie mam zadowalających takich jak ty dowodów jego istnienia,na tym polega WIARA,albo wierzysz albo nie,i daj sobie spokój.Z wiekiem nabierzesz ogłady i zrozumiesz,że są pewne rzeczy co do których,podchodzić należy z pokorą,jak choćby szacunek dla drugiego człowieka,nawet jeśli ten wyznaję Wiarę w Boga,jak ty to określiłeś dla idiotów.
16-06-2015 20:13 
 Ocena 4 na 4
KORUND (4922 punktów)
> taki bóg nie istnieje na 100%. Bo to k... totalny idiotyzm. Idź więc mądralo innych nauczać na temat racjonalnego myślenia.
>Ty się tak nie gorączkuj mlody człowieku....A racjonalnie myślący człowiek ma świadomość nie możliwości w postawieniu tezy na temat istnienia bądź nieistnienia Boga.
-Co dziadku bredzicie? Demencja? Alzheimer?
> A ty jesteś na tyle próżny i butny by stawiać coś na stówę.
-Stawiam na stówę i mam prawo dopóki, żaden zmysł żywego stworzenia, ani ludzki wynalazek nie potwierdzi istnienia biblijnego boga. Udowodnisz, że istnieje, Ty masz rację na 100%. Nie ma możliwości jego półistnienie, ani żadnej prawdy pośrodku.
-Pytanie specjalne. Dlaczego każdy idiota zarzuca próżność ludziom niewierzacym w idiotyzmy?

>Nie jesteś wstanie wykazać że Boga nie ma,ani ja nie mam zadowalających takich jak ty dowodów jego istnienia,na tym polega WIARA,albo wierzysz albo nie,
-Jeżeli chcesz wchodzić w temat racjonalizmu, to jeszcze raz przypominam, można wierzyć w kompletne idiotyzmy, niczym nieusasadnione, jak i w rzeczy wysoce, czy choćby odrobinę prawdopodobne.
>i daj sobie spokój.Z wiekiem nabierzesz ogłady
-Mylisz się, w młodości byłem milszy, a mój wiek jest podany w profilu i prawdziwy. Jestem dość wiekowy jak na ten portal, więc daj sobie spokój z tym pouczaniem. Masz argumenty, albo nie masz.

>i zrozumiesz,że są pewne rzeczy co do których,podchodzić należy z pokorą,
-Pokora, słowo wytrych, gdy brak argumentów. Jakie to rzeczy, tak z urzędu wymagają pokory? Wiara w idiotyzmy? Będą zamykać za brak pokory? Jeśli nie, to nie licz na nią z mojej strony.

>jak choćby szacunek dla drugiego człowieka,
-A o jakim człowieku mówimy? Tylko o wymymyślonym biblijnym psychpacie, ostatnim obiekcie wartym szacunku, podobnie jak durnie skaładający mu hołdy.
16-06-2015 21:52 
 Ocena-1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
szacunek dla drugiego człowieka,
>-A o jakim człowieku mówimy? Tylko o wymymyślonym biblijnym psychpacie, ostatnim obiekcie wartym szacunku, podobnie jak durnie skaładający mu hołdy.

Jestem w takim razie 15 lat młodszy,a odniosłem zupełnie odwrotne wrażenie,masakra....
29-06-2015 22:35 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Przykład. Ktoś mówi, że istnieje bóg. Nie udowodnię mu, że nie istnieje. Gdy powie, że istnieje bóg wszechmogący i nieskończenie miłosierny, to już mogę pokazać dlaczego bredzi. Gdzie ta rzekoma wszechmoc, w czym się przejawia? Gdzie to miłosierdzie (i wszechmoc)gdy miliony dzieci umierają na koszmarne choroby? Katastrofy, powodzie, pożary, epidemie, wojny, masakry? I wcale nie dotyka to tylko złych ludzi. Dla mnie to dowody, że taki bóg nie istnieje...

Nie takie to proste Korund. Problem polega na tym, że o ile istnieje bóg nie musi rozumieć pojęcia miłosierdzie tak jak Ty. Dla boga śmierć człowieka nie jest końcem życia, a cierpienie jest tylko chwilową trudnością w drodze do raju. Dla Ciebie wygląda to dramatycznie, bo Ty nie wierzysz w niebo. Dla boga, to może być drobnostka.
30-06-2015 18:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Przykład. Ktoś mówi, że istnieje bóg. Nie udowodnię mu, że nie istnieje. Gdy powie, że istnieje bóg wszechmogący i nieskończenie miłosierny, to już mogę pokazać dlaczego bredzi. Gdzie ta rzekoma wszechmoc, w czym się przejawia? Gdzie to miłosierdzie (i wszechmoc)gdy miliony dzieci umierają na koszmarne choroby? Katastrofy, powodzie, pożary, epidemie, wojny, masakry? I wcale nie dotyka to tylko złych ludzi. Dla mnie to dowody, że taki bóg nie istnieje...
>Nie takie to proste Korund.
• Można śmiało stwierdzić, że wszelka popularna teologia gustuje niejako w absurdzie i w sprzecznościach. Gdyby teologia nie przekraczała granic rozumu i zdrowego rozsądku, jej doktryny wydawałyby się nazbyt łatwe i powszechne. Z konieczności wzbudzać trzeba zdumienie, otaczać się tajemnicą, zabiegać o niejasność i mrok i dostarczyć podstawy zasłudze tych wiernych wyznawców, którzy szukają sposobności, aby poskromić buntowniczy swój rozum przy pomocy wiary w najbardziej niezrozumiałe sofizmaty.

>Problem polega na tym, że o ile istnieje bóg
Problem polega na tym, że fideiści używają terminów znaczeniowo pustych i dlatego merytoryczna rozmowa z nimi na tematy związane z ich wiarą jest zupełnie niemożliwą.

>Dla boga śmierć człowieka nie jest końcem życia, a cierpienie jest tylko chwilową trudnością w drodze do raju. Dla Ciebie wygląda to dramatycznie, bo Ty nie wierzysz w niebo. Dla boga, to może być drobnostka.
To typowe dla religiantów. Nie potrafią zdefiniować terminu, którym rzucają na lewo i prawo jako argument ostateczny,
a wiedzą na pewno jak ten wytwór ich wyobraźni myśli i jakie ma wobec nas życzenia. Szanowny Panie Brzostowski ja wszystkich wymyślanych przez ludzi stworów boję się wprost straszliwie, podobnie jak i Baby Jagi. Natomiast za tymi bzdurami stoją konkretni ludzie i to oni budzą mój poważny strach. O tym uczy nas cała historia ludzkości: www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0

@@@
.
16-06-2015 18:10 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Bogusłąwski napisał, że boga którego zdefinowałem nie ma na pewno,
A Pan przedstawił gdziekolwiek jakąkolwiek naukową definicję Boga.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
Bogusławski, na podstawie wiedzy o metodologii i dorobku nauk przyrodniczych zupełnie nie wie co ten termin w ogóle miałby znaczyć, a więc ani nie przeczy, ani nie potwierdza, gdyż po prostu nie rozumie o co tu Panu chodzi?

Nie, każde zdanie lub nawet i ich kilka stanowią zaraz jakąś tam definicję - szczególnie naukową, którą można by poddać jakiejś weryfikacji. W tym przypadku trzeba powiedzieć nawet więcej. Pańskie niby-definicje nie mają logicznego sensu
i jestem ogromnie ciekawym jak można puste sensownie terminy poddawać kwalifikacji w kategoriach prawdy lub fałszu? Uduru jest/nie jest duruspuru. To prawda czy fałsz?
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,20#w614787

@@@
.
KORUND (4922 punktów)
>Dotyczy on poglądu racjonalnego i istnienia lub nie boga. Inspiracją do wątku był ten oto post,
>który napisał Pan Bogusławski:
>to ja:
>>>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru
>konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny
>antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>>>1. Boga na pewno nie ma.
-Na pewno, to nie ma racjonalnych przesłanek, by w coś takiego wierzyć. Wiara w TO wynika z niewiedzy lub/i zwykłego chciejstwa, ewentualnie ze zbyt dużej aktywności pewnych obszarów mózgu, kosztem innych.
>>>2. Religie to samo zło.
-W większości tak. Przede wszystkim to sama głupota, nawet jeśli nie samo zło. Oczywiście różni je stopień głupoty i szkodliwości.
>>>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
-Zdecydowanie tak. Patrz odp. pkt 1. Można być geniuszem w jakiejś dziedzinie, a mieć pewne upośledzenia w innych obszarach. Niczym nieuzasadniona, irracjonalna wiara, a tym bardziej konsekwentne ignorowanie dowodów na jej fałszywość, jest ograniczeniem intelektualnym.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>1. Boga na pewno nie ma.
>-Na pewno, to nie ma racjonalnych przesłanek, by w coś takiego wierzyć. Wiara w TO wynika z niewiedzy lub/i zwykłego chciejstwa, ewentualnie ze zbyt dużej aktywności pewnych obszarów mózgu, kosztem innych.
Kolego, nie rozważamy tutaj wiary, tylko zupełnie coś innego.
>>>>2. Religie to samo zło.
>-W większości tak. Przede wszystkim to sama głupota, nawet jeśli nie samo zło. Oczywiście różni je stopień głupoty i szkodliwości.
To jest nie na temat.
>>>>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
>-Zdecydowanie tak. Patrz odp. pkt 1. Można być geniuszem w jakiejś dziedzinie, a mieć pewne upośledzenia w innych obszarach. Niczym nieuzasadniona, irracjonalna wiara, a tym bardziej konsekwentne ignorowanie dowodów na jej fałszywość, jest ograniczeniem intelektualnym.
Kolego, w taki sposób za chwilę, zainicjujesz strollowanie dyskusji. Jak pisałem nie to mnie interesuje.
Celecrin (6386 punktów)
Jakiego boga?
Boga teistycznego na pewno nie ma. Da się to udowodnić po milion razy.
15-06-2015 11:56 
 Ocena 1 na 1
ROBINSON (137 punktów)
>Jakiego boga?
>Boga teistycznego na pewno nie ma. Da się to udowodnić po milion razy.

Zainteresowało mnie takie stwierdzenie. Proszę o jeden dowód, może być pierwszy z brzegu.
Polecam tez swój post z godz. 9,06 w dniu dzisiejszym.
15-06-2015 15:07 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Proszę o jeden dowód, może być pierwszy z brzegu.
Proszę bardzo.
Quetzalcoatl. Tak się opiekował Aztekami, że wyginęli.
Zeus. Tak zarządzał z Olimpu Grekami, że to teraz martwa kultura.
Mogę tak ciągle...
ROBINSON (137 punktów)
>>Proszę o jeden dowód, może być pierwszy z brzegu.
>Proszę bardzo.
>Quetzalcoatl. Tak się opiekował Aztekami, że wyginęli.
>Zeus. Tak zarządzał z Olimpu Grekami, że to teraz martwa kultura.
>Mogę tak ciągle...
Przepraszam ale chodziło mi o dowód na nieistnienie a nie dowód na istnienie.
15-06-2015 16:51 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Przepraszam ale chodziło mi o dowód na nieistnienie a nie dowód na istnienie.
Przecież podałem. Dowodem na nieistnienie bóstw teistycznych jest brak ich wyznawców
Brzostowski (7067 punktów)
>Jakiego boga?
>Boga teistycznego na pewno nie ma. Da się to udowodnić po milion razy.
No i mamy kolejny konkretny głos, który mam nadzieję, wybrzmiał po to aby się poważnie włączyć do dyskusji. Bóg teistyczny, to też dobry bóg do naszych rozważań. Nie rozumiem, dlaczego na pewno go nie ma? I jak to udowodnić? Można nawet wziąć konkretnego boga - Jahwe, chociaż chciałem uniknąć wchodzenia w szczegóły, aby nie umknęła istota sprawy o którą mi chodzi. Podkreślam - nie rozważamy tutaj istnienia lub nie boga, ale spójność postawy racjonalnej.
Celecrin (6386 punktów)
>Bóg teistyczny, to też dobry bóg do naszych rozważań.
O innych nie ma sensu rozmawiać.
Jaka jest podstawa racjonalna istnienia jednocześnie kilkuset, jeśli nie tysięcy bogów teistycznych?
Jak racjonalnie wytłumaczyć śmierć na raka niewinnego dzieciaka i inne takie historie?

Wiara lub niewiara w boga to jedynie chemia w mózgu. Jestem ateistą od ponad 20 lat i powodzi mi się dobrze i nie proszę bozi codziennie o pomoc. To gdzie jestem teraz to wynik MOICH decyzji, choć czasem nie mamy wpływu na wydarzenia, ale generalnie każdy jest kowalem własnego losu.
Jak bardzo antyreligijne jest to powiedzenie, oddaje całą prawdę o życiu i tyle.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Bóg teistyczny, to też dobry bóg do naszych rozważań.
>O innych nie ma sensu rozmawiać.
Podobnie myślę.
>Jaka jest podstawa racjonalna istnienia jednocześnie kilkuset, jeśli nie tysięcy bogów teistycznych?
Taka sama jak jednego. Wielość nie ma tutaj nic do rzeczy, bo skoro może być 1 to i 100. Zarówno istnienie lub nie 1, jak i 100, z racjonalnego punktu widzenia jest tym samym problemem i o tym staram się w tym wątku pisać.

>Jak racjonalnie wytłumaczyć śmierć na raka niewinnego dzieciaka i inne takie historie?
Racjonalnie to banalnie proste. Rozumiem, że chodzi Ci jednak o to jak ewentualny bóg może do tego dopuścić? Jest to ciekawa sprawa i jestem gotów na taką dyskusję, ale pozwolisz, nie w tym wątku. Jeśli chcesz załóż wątek o tym, to pogadamy.
>Wiara lub niewiara w boga to jedynie chemia w mózgu. Jestem ateistą od ponad 20 lat i powodzi mi się dobrze i nie proszę bozi codziennie o pomoc. To gdzie jestem teraz to wynik MOICH decyzji, choć czasem nie mamy wpływu na wydarzenia, ale generalnie każdy jest kowalem własnego losu.
Racjonalnie rzecz ujmując, cały Twój świat to "chemia w mózgu".
>Jak bardzo antyreligijne jest to powiedzenie, oddaje całą prawdę o życiu i tyle.
Ono nie jest antyreligijne (no zależy o jaką religię chodzi, ale nawet jeśli o chrześcijaństwo, to jest to raczej zgodne z tą religią). Ale to ma marginesie.
Celecrin (6386 punktów)
>Taka sama jak jednego. Wielość nie ma tutaj nic do rzeczy, bo skoro może być 1 to i 100. Zarówno istnienie lub nie 1, jak i 100, z racjonalnego punktu widzenia jest tym samym problemem i o tym staram się w tym wątku pisać.
Nie, jeśli istniałby bóg żywy, opiekun, byłby tylko jeden

>Racjonalnie rzecz ujmując, cały Twój świat to "chemia w mózgu".
Wiara również. Wierzysz bo masz taki a nie inny stan "chemii".
> ale nawet jeśli o chrześcijaństwo, to jest to raczej zgodne z tą religią).
Nieprawda.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Taka sama jak jednego. Wielość nie ma tutaj nic do rzeczy, bo skoro może być 1 to i 100. Zarówno istnienie lub nie 1, jak i 100, z racjonalnego punktu widzenia jest tym samym problemem i o tym staram się w tym wątku pisać.
>Nie, jeśli istniałby bóg żywy, opiekun, byłby tylko jeden
No, to dość ciekawa wizualizacja. Skoro istniałby bóg żywy, opiekun (nie wiem co to ma w sumie za znaczenie, ale niech będzie), to dlaczegóż miałby być tylko jeden, albo objawiać się ludziom jako JEDEN, a nie 3, 6, 100, albo 18 w 6 trójcach? Robiłby sobie tak co chciał normalnie, raczej.
>>Racjonalnie rzecz ujmując, cały Twój świat to "chemia w mózgu".
>Wiara również. Wierzysz bo masz taki a nie inny stan "chemii".
Oczywiście, ale chciałem Ci pokazać, że ta "chemia mózgu" to żaden argument, w ten sposób można wszystko podważyć.
>> ale nawet jeśli o chrześcijaństwo, to jest to raczej zgodne z tą religią).
>Nieprawda.
Nie chciałbym rozszerzać wątku poza okreśłony przeze mnie we wstępie zakres, aby nie zniknęła sprawa, która chcę przegadać. Jestem jednak gotów rozmawiac o tym w innym wątku.
Celecrin (6386 punktów)
>>Nie, jeśli istniałby bóg żywy, opiekun, byłby tylko jeden
>No, to dość ciekawa wizualizacja. Skoro istniałby bóg żywy, opiekun (nie wiem co to ma w sumie za znaczenie, ale niech będzie)
wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu oraz pogląd filozoficzno-religijny głoszący, że tacy bogowie istnieją
Co do tego jednego boga, nie traktuj tego zbyt dosłownie. Chodzi raczej o systemy wiary, ok?
>Oczywiście, ale chciałem Ci pokazać, że ta "chemia mózgu" to żaden argument, w ten sposób można wszystko podważyć.
To nie ma znaczenia, ja tylko stwierdziłem to co myślę.
15-06-2015 16:27 
 Ocena 1 na 1
ROBINSON (137 punktów)
Podkreślam - nie rozważamy tutaj istnienia lub nie boga, ale spójność postawy racjonalnej.

Jeśli szkiełko i oko nic nie dają zostaje serce i rozum. Miliardom ludzi serce mówi, że bogowie istnieją. Dlaczego? Wyjaśnia to psychologia, nauki o kulturze. Czy jest to spójna teoria? Raczej nie. To podobnie jak z zakochaniem, miłością. Mniej więcej wiemy na czym to polega choć wolimy sobie nie obrzydzać szczegółami życia. Rozum wymaga podejścia zgodnego z pewnymi zasadami - jaka jest geneza, kiedy się to stało (pojawił się bóg, religia), jak się to zmieniało w czasie, dlaczego wygrywało w doborze naturalnym. I tak teoria BOGA jako tworu, bytu kulturowego jest jedyną spójną teorią. Ba, zgadza się z widzeniem samych wierzących, że tylko zwrócę uwagę tylko na duchowość tych postaci i działanie na świat materialny poprzez człowieka.
Świat duchowy to przecież świat kultury, człowiek (jako umysł) powstał razem z kulturą. A to, że takie skutki wywierają religie nie powinno dziwić. Ile to innych ideologii wpływa na świat człowieka a niektóre również na świat materialny.
Rupson (1793 punktów)
boga z małej litery? Czemu nie, ale nie w przypadku, gdy jest o początek zdania, na dodatek tytuł wątku. brzostowki poprawcie się i nie grzeszcie więcej.
Brzostowski (7067 punktów)
>boga z małej litery? Czemu nie, ale nie w przypadku, gdy jest o początek zdania, na dodatek tytuł wątku. brzostowki poprawcie się i nie grzeszcie więcej.
Może Bóg wybaczy...
Marecki_ (361 punktów)
Właściwie to nie chcę zabierać głosu w tej dyskusji, bo uważam za jałowe ciągłe dowodzenie nie/istnienia bytów nadnaturalnych. Jednak polecam bardzo ciekawą lekturę, która na gruncie antropologii kultury szuka fizjologicznych i kulturowych przyczyn wymyślania lub raczej samo-wymyślania się bóstw i kultów. To "I człowiek stworzył bogów" Pascala Boyera.
Brzostowski (7067 punktów)
>Właściwie to nie chcę zabierać głosu w tej dyskusji, bo uważam za jałowe ciągłe dowodzenie nie/istnienia bytów nadnaturalnych...
Dzięki bogu nie o tym jest ten wątek.
>Jednak polecam bardzo ciekawą lekturę...
Dzięki.
oportunista (1711 punktów)
Raczysz sobie żartować, jaką racjonalną dyskusję chcesz sprokurować na temat istnienia. lub nie istnienia Boga. Aby w ogóle na ten temat dyskutować musielibyśmy dokładnie sprecyzować o jakiego Boga będziemy się spierać i w oparciu o jakie jego atrybuty. Nie wiem czy znalazł się już śmiałek, który ich policzył i skatalogował. Taki katalog jednak odnosić się może do tych uznawanych, spersonalizowanych, obecnych w przekazach, a więc w jakikolwiek sposób określonych. Tymczasem każdy z nas nosi w sobie, nazwę to iskrą bożą, takiego kogoś skrojonego na nasze potrzeby i miarę, kogoś kogo obarczamy za nasze niepowodzenia, z kim dzielimy się naszymi radościami. To nie musi być jakaś postać z ołtarzy, być może jest to nasze drugie Ja, nasze tęsknoty i marzenia, albo cele jakie sobie stawiamy. Czy tak rozumiany Bóg wymaga dyskusji? A tak na marginesie, czym jest naturalista ontologiczny. To taki ekwilibrystyczny intelektualny wybieg, tak naprawdę o niczym nie przesądzający. Mam znajomego, który w zanadrzu chowa kilka skomplikowanych formułek, słów mało używanych w mowie potocznej. Gdy dyskusja toczy się nie po jego myśli, szafuje nimi na prawo i lewo robiąc za intelektualistę. Fakt faktem jest doktorem historii i sztuki, nie zmienia jednak to faktu, że jest też zwyczajnym burakiem, którego bardzo łatwo wywieść w pole. Tak, jeśli jednak postrzegasz Boga jako dziadka z długą siwą brodą, majstrującego namiętnie przy ludzkich żywotach, to zachęcam do dyskusji, a nawet do dania sobie z panem Bogusławskim po razie.
15-06-2015 15:52 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Raczysz sobie żartować, jaką racjonalną dyskusję chcesz sprokurować na temat istnienia. lub nie istnienia Boga.
Nie o tym jest wątek.
16-06-2015 18:45 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>a nawet do dania sobie z panem Bogusławskim po razie.
No to dajmy sobie z Panem Oportunistą po razie.

>Raczysz sobie żartować, jaką racjonalną dyskusję chcesz sprokurować na temat istnienia. lub nie istnienia Boga.
Tak, ma Pan zdecydowanie rację, że trudno sprokurować racjonalną dyskusję wychodząc od irracjonalnych argumentów.

> Aby w ogóle na ten temat dyskutować musielibyśmy dokładnie sprecyzować o jakiego Boga będziemy się spierać i w oparciu o jakie jego atrybuty.
Powiedzmy, że dałoby się dokładnie sprecyzować i opis i atrybuty. Nie rozumiem w jaki sposób mogłoby to umożliwić dyskusję o istnieniu bądź nie istnieniu Boga.

>Nie wiem czy znalazł się już śmiałek, który ich policzył i skatalogował. Taki katalog jednak odnosić się może do tych uznawanych, spersonalizowanych, obecnych w przekazach, a więc w jakikolwiek sposób określonych.
Paru bardzo ciekawie próbowało tego dokonać: Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego.

Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.


> Tymczasem każdy z nas nosi w sobie, nazwę to iskrą bożą, takiego kogoś skrojonego na nasze potrzeby i miarę, kogoś kogo obarczamy za nasze niepowodzenia, z kim dzielimy się naszymi radościami.
Każdy, a nie przesadził Pan z tym kwantyfikatorem? Wiem, że tych, którym ta "iskra boża" jest do niczego nie potrzebną jest mało, ale to nie jest powód aby swoje poglądy innym narzucać.

>A tak na marginesie, czym jest naturalista ontologiczny.
A może z odrobiną szacunku warto by zapytać kim?

>To taki ekwilibrystyczny intelektualny wybieg, tak naprawdę o niczym nie przesądzający.
I naprawdę Pan święcie wierzy, że to pojmuje, a nawet, że nad takim poglądem to Pan intelektualnie góruje?
"Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego.

>Mam znajomego, który w zanadrzu chowa kilka skomplikowanych formułek, słów mało używanych w mowie potocznej. Gdy dyskusja toczy się nie po jego myśli, szafuje nimi na prawo i lewo robiąc za intelektualistę.
Każdy ma różnych znajomych. Ja tych głupszych staram się unikać, ale nie zawsze to możliwe.

>Fakt faktem jest doktorem historii i sztuki, nie zmienia jednak to faktu, że jest też zwyczajnym burakiem, którego bardzo łatwo wywieść w pole.
Wiele rzeczy jest możliwych są nawet buraczani profesorowie, ale chwalenie się kogo to ja nie wywiodłem w pole jakoś w moim przekonaniu jest mało wiarygodne.

> Tak, jeśli jednak postrzegasz Boga jako dziadka z długą siwą brodą, majstrującego namiętnie przy ludzkich żywotach,
Tak, zdecydowanie Pański opis: "Tymczasem każdy z nas nosi w sobie, nazwę to iskrą bożą, takiego kogoś skrojonego na nasze potrzeby i miarę, kogoś kogo obarczamy za nasze niepowodzenia, z kim dzielimy się naszymi radościami".
Stoi o całe niebo wyżej od "dziadka z siwą brodą".

> to zachęcam do dyskusji, a nawet do dania sobie z panem Bogusławskim po razie.
A to tak ładnie, gdy samemu nie ma się dostatecznych argumentów innych napuszczać na siebie?

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Proszę zatem o merytoryczną dyskusję.
Nie jesteśmy forum naukowym, ale wielu z nas miało aspiracje aby zbliżyć jego poziom do akademickiego, choć korzystając przy tym z publicystycznego, komunikatywnego dla całej inteligencji - niezależnie od wykształcenia - języka. Nasze dyskusje powinny więc korzystać z wzorów dyskusji naukowych: pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja_naukowa choć z pełną świadomością, że każda przerodzi się szybko w dyskusję polemiczną, która rządzi się jednak trochę innymi regułami i przebiega w odmiennej atmosferze.

Uczestnikami takich dyskusji powinny być osoby o sporym temperamencie polemicznym i zupełnie niekoniecznie dbające
o akademickie konwenanse i uprzejmości. Takie osoby zwykle dosyć szybko jednak przechodzą do rzeczy, czyli próby wykazania, że w tym, co przedmówca powiedział, nie ma zbyt wiele logiki, racji, ścisłości, a czasami nawet pospolitego zdrowego rozsądku, czy są wprost głupie. Trzeba jednak dodać, że ostatni z tych zarzutów pojawia się rzadko i to zwykle w postaci mocno zawoalowanej, raczej złośliwej niźli chamskiej, gdy mało kto chce uchodzić za impertynenta.

Trzeba każdą osobę traktować z należnym jej szacunkiem oraz ograniczać epitety ad personam, ale czasem też trzeba znaleźć słowa, które adwersarz może długo zapamiętać (i "przeżuwać" je w złości i w samotności).

Jakie to są słowa? Zależą one nie tylko od środowiskowych zwyczajów, ale także od tego, na co są wrażliwi konkretni oponenci. Jednemu wystarczy powiedzieć, że nie można z nim prowadzić poważnej dyskusji, innemu natomiast trzeba wykazać, że ani nie potrafi dyskutować, ani też nie warto z nim dyskutować.

Najgorszą zmorą wszelkich dyskusji są dyskusje pozorne, które nie przynoszą korzyści nikomu. Są to dyskusje, których przedmiot jest niejasny i niezdefiniowany, a dyskutanci używają różnych języków przypisując tym samym terminom różne znaczenia.

Dlatego aby dyskusja była merytoryczną i konkluzywną trzeba spełnić kilka warunków: do których należy zdefiniowanie przedmiotu dyskusji oraz przyjęcie wspólnego znaczenia dla podstawowych w tej rozmowie terminów. Żadna dyskusja nie będzie konkluzywną, gdy jej uczestnicy nie będą się wzajemnie rozumieli i każdy będzie tylko wygłaszał swoje (rozumiane tylko przez siebie oraz swoich zwolenników) kazanie.

>Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie.
Wielką wartością intelektualną racjonalizmu są właśnie różnice zdań. Każdy z racjonalistów powinien sam sobie swój światopogląd zbudować. Natomiast tu warto o konkrety, gdyż jeżeli dwóch racjonalistów " ma zupełnie odmienne zdanie" na temat istnienia świata nadprzyrodzonego, to ja mam spore wątpliwości, czy obaj na pewno są racjonalistami.

>Dlatego proszę o meryoryczną dyskusję, a Pana szczególnie, jako osobę u dużej wiedzy, o prezentację własnego stanowiska i jego uzasadnienie.
Swoje - tu niezmienne - stanowisko opisuję tu ponad osiem lat, pod różnymi kątami, w różnych kontekstach i na różnym stopniu szczegółowości. Do sporej ilości moich postów na ten temat Pan się odnosił lub odwrotnie były reakcją na to co Pan napisał. Jeżeli dosłownie nic z tego - co ja pisałem i inni racjonaliści także - do Pana nie dodarło, to jak można wnosić, że teraz dotrze?

@@@
.
15-06-2015 22:58 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>>Jednocześnie jednak inni forumowicze, też racjonaliści, mają zupełnie odmienne zdanie.
>Wielką wartością intelektualną racjonalizmu są właśnie różnice zdań. Każdy z racjonalistów powinien sam sobie swój światopogląd zbudować. Natomiast tu warto o konkrety, gdyż jeżeli dwóch racjonalistów " ma zupełnie odmienne zdanie" na temat istnienia świata nadprzyrodzonego, to ja mam spore wątpliwości, czy obaj na pewno są racjonalistami.

Co do którego z nich miałby Pan wątpliwości?
Wolę się upewnić, bo skoro osoba wierząca w zmartwychwstanie może być racjonalistą...
Brzostowski (7067 punktów)
Proszę nie unikać dyskusji i odpowiedziec na proste pytanie:

Czy racjonalista i naturalista ontologiczny może w ogóle dopuszczać że bóg (osobowy - świadomość, taki wg mojej ułomnej definicji) istnieje? Chodzi tutaj o szansę istnienia (choćby i na poziomie promila).

Tak czy nie?
dzentelmen (2000 punktów)
>Proszę nie unikać dyskusji i odpowiedziec na proste pytanie:
>Czy racjonalista i naturalista ontologiczny może w ogóle dopuszczać że bóg (osobowy - świadomość, taki wg mojej ułomnej definicji) istnieje? Chodzi tutaj o szansę istnienia (choćby i na poziomie promila).
>Tak czy nie?

Odpowiedz sobie sam na pytanie czy wierzyć ? czy nie wierzyć ?.Nikt za ciebie twojego poglądu nie zbuduje.
To naiwna postawa,domagać się od innych rozwiązania własnego dylematu.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Odpowiedz sobie sam na pytanie czy wierzyć ? czy nie wierzyć ?
A toż Brzostowski, jak każdy normalny dorosły w boga nie wierzy, np. moje objawienie z mety uznał za żart, a niby czemu? Tyle, że faktycznie wygląda na to, że jest z tym swoim stanem świadomości niepogodzony, pewnie ma problem społeczny.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
16-06-2015 11:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Panie Bogusławski, Pan uważa się za inteligentnego, proszę zatem pojąć, że wątek nie dotyczy istnienia lub nie boga, tylko spójności racjonalnego poglądu na ten temat. Odróżnia Pan te rzeczy?
>Proszę nie unikać dyskusji i odpowiedziec na proste pytanie:
>Czy racjonalista i naturalista ontologiczny może w ogóle dopuszczać że bóg (osobowy - świadomość, taki wg mojej ułomnej definicji) istnieje?
Pan Brzostowski: Na potrzeby naszej dyskusji wystarczy chyba: Bóg - inteligentna świadomość, potrafiąca tworzyć i niszczyć, mocna lub wszechmocna, itd... Czyli bóg taki, jakim go intuicyjnie rozumiemy. Nie oczekuj jednak precyzyjnych definicji, bo takich nie ma.
Czyli jakiś tam "czarodziej" występujący w wielu bajdach od początków znanej nam historii ludzkości. Tego typu bajecznych opisów znamy wiele, ale żaden nie stanowi naukowej definicji. Istotą istnienia czegokolwiek (bytu) jest jakiekolwiek oddziaływanie na istniejącą obiektywnie rzeczywistość (inne byty, byt). Proszę przedstawić jakiekolwiek - poza wiarą - dowody tego oddziaływania? www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
_____________

Niepodważalnymi dowodami nieistnienia Boga są religie. Każda z nich tworzy własnego Boga. Bóg więc "istnieje" tak długo, jak długo istnieje religia. W historii ludzkości było bardzo wiele religii. O większości z nich w ogóle nie wiemy, bo 'umarły" wraz z ich wyznawcami. Te, które istnieją do dziś, istnieją tylko dlatego, że żyją ich wyznawcy. Wraz ze śmiercią ostatniego katolika "umrze" Święta Trójca, a wraz ze śmiercią ostatniego muzułmanina "umrze" Allach.

>To, że jest wiele religii i wiele opisów boga, nie dowodzi, że bóg (jeden) nie istnieje, ani nawet tego, że nie istnieje każdy z nich z osobna. Może bowiem być tak, że np taki Allah istnieje, a reszta jest wymyślona.
Dowodzi to jednoznacznie tego, iż każdy baje jak mu się zdaje, a z bajań bajarzy buduje się religijne systemy,
w które zindoktrynowani od dzieciństwa ludzie wierzą.

>Może tak być?
W bajkach wszystko być może!

>No może!
I bogowie i smoki i krasnale, wszystko być może!

>Zatem twój "dowód" do du..py jest.
Normalne! Dla każdego wierzącego wszystko co przeczy jego wierze jest do dupy. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Panie Brzostowski Pan na wszelakie argumenty jest teflonowy. Nic do Pana nie dociera. Może zechciałby Pan choć trochę coś nowego napisać? Własne zaślepienie wiarą nie jest tu żadnym merytorycznym argumentem.
_______________

>Chodzi tutaj o szansę istnienia (choćby i na poziomie promila). Tak czy nie?
Przecież to i tak przekracza Pańskie możliwości zrozumienia:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,613984#w614985
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,639163#w639860

@@@
.
Sygnał (4252 punktów)
>Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.

Nie do końca. Dla racjonalisty byty będą dzielić się na 3 klasy: udowodnione, nieudowodnione i w trakcie udowadniania. Pomijanie po cichu trzeciej opcji jest trochę nie na miejscu.

> Nie
>ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie
>ma.

Inni poruszali tu już ten problem: jakiego boga? Zasadniczo, można wyróżnić trzy ich rodzaje:
- takie, które istnieją w świecie fizycznym (jak Zeus na Olimpie), które empirycznie obalano.
- takie, które wynikają z nadawania nazwy "bóg" już zdefiniowanym obiektom (jak "wszechświat", "energia", "prawa fizyki"; rozumiem, że takimi nie chcesz się zajmować)
- bóstwa, które z samego swego postulatu są niemierzalne, więc empirycznie nieudowadnialne.

Warto zwrócić tu uwagę, że przez udowodnienie istnienia boga rozumie się empiryczne wykazanie, że istnieje. Innymi słowy wywód wygląda następująco: postuluję boga, udowadniam boga. Dowód nie-wprost nie jest możliwy w przypadku udowadniania istnienia obiektów w realnym świecie. Takie dowody działają tylko we w pełni zaksjomatyzowanych systemach zdań. Rzeczywistość takim nie jest.

>Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga na pewno nie ma", pozostaje sam w
>sprzeczności ze sobą.

Warto tu też zastanowić się nad tym, co się rozumie przez pewność: potocznie i w dociekaniach naukowych. Jeśli na 99,9% prawdopodobne jest, że czegoś nie ma, to znaczy, że to jest "być może", czy może tego nie ma? W potocznym znaczeniu nr 1, w nauce: zdecydowanie dwa.

Dość ciekawie nad tą kwestią rozmyśla Dawkins.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dla racjonalisty i naturalisty ontologicznego istnieje przecież tylko to co zostało udowodnione.
>Nie do końca. Dla racjonalisty byty będą dzielić się na 3 klasy: udowodnione, nieudowodnione i w trakcie udowadniania. Pomijanie po cichu trzeciej opcji jest trochę nie na miejscu.
No, dobra, ale czy byty nieudowodnione są bytami? Byt to coś co istnieje, a skąd wiadomo, że istnieje skoro nieudowodniono? Chyba że "byt" rozumeisz szerzej, wtedy OK, może być.
>> Nie
>>ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie ma.
>Inni poruszali tu już ten problem: jakiego boga? Zasadniczo, można wyróżnić trzy ich rodzaje:
>- takie, które istnieją w świecie fizycznym (jak Zeus na Olimpie), które empirycznie obalano.
>- takie, które wynikają z nadawania nazwy "bóg" już zdefiniowanym obiektom (jak "wszechświat", "energia", "prawa fizyki"; rozumiem, że takimi nie chcesz się zajmować)
>- bóstwa, które z samego swego postulatu są niemierzalne, więc empirycznie nieudowadnialne.
>Warto zwrócić tu uwagę, że przez udowodnienie istnienia boga rozumie się empiryczne wykazanie, że istnieje. Innymi słowy wywód wygląda następująco: postuluję boga, udowadniam boga. Dowód nie-wprost nie jest możliwy w przypadku udowadniania istnienia obiektów w realnym świecie. Takie dowody działają tylko we w pełni zaksjomatyzowanych systemach zdań. Rzeczywistość takim nie jest.
Ciągle pytacie "jakiego boga". Wg mnie nie ma to znaczenia dla moich rozważań. Bóg może bowiem istnieć w świecie fizycznym i nie być empirycznie obalony z powodu niskiego poziomu naszego rozwoju, a może istnieć "niemierzalny", czyli w ogóle nieudowadnialny (tzn ani dzis ani nigdy). Jakie to ma znaczenie dla racjonalisty w kontekście rozważań prawdziwości zdania: "boga na pewno nie ma"?
>>Naturalista ontologiczny, który nie zgadza się ze zdaniem: "boga na pewno nie ma", pozostaje sam w sprzeczności ze sobą.
>Warto tu też zastanowić się nad tym, co się rozumie przez pewność: potocznie i w dociekaniach naukowych. Jeśli na 99,9% prawdopodobne jest, że czegoś nie ma, to znaczy, że to jest "być może", czy może tego nie ma? W potocznym znaczeniu nr 1, w nauce: zdecydowanie dwa.
I o naukowe podejscie tu chodzi.
>Dość ciekawie nad tą kwestią rozmyśla Dawkins.
Dawkins daje nawet Jahwe szansę istnienia.
Sygnał (4252 punktów)
>No, dobra, ale czy byty nieudowodnione są bytami? Byt to coś co istnieje, a skąd wiadomo, że istnieje skoro nieudowodniono? Chyba że "byt" rozumeisz szerzej, wtedy OK, może być.

Postulowane coś w danym modelu jest bytem. Jeśli jakiś byt ma istnieć w empirycznym sensie, należy go udowodnić.

>Ciągle pytacie "jakiego boga". Wg mnie nie ma to znaczenia dla moich rozważań. Bóg może bowiem istnieć w świecie fizycznym i nie być empirycznie obalony z powodu niskiego poziomu naszego rozwoju, a może istnieć "niemierzalny", czyli w ogóle nieudowadnialny (tzn ani dzis ani nigdy).

To istnieje tylko jako pewna idea, bądź fragment filozofii, a z tym się chyba nikt nie kłóci. Przecież o nim rozmawiamy.

>Jakie to ma znaczenie dla racjonalisty w kontekście rozważań prawdziwości zdania: "boga na pewno nie ma"?

Przypisuje boga do jednej z klas związanej z udowodnieniem jego istnienia (wyliczyłem wcześniej).
Spring (1174 punktów)
Bóg jako byt dający się określić, musi mieć logicznie niesprzeczną definicję. Sprzeczność w definicji jest wystarczającym warunkiem do odrzucenia istnienia boga według takiej definicji.

Dyskusje o czymś, czego nie można zdefiniować logicznie, są stratą czasu.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Dotyczy on poglądu racjonalnego i istnienia lub nie boga. <<
Zacznijmy od racjonalnego "dowodu" na nieistnienie Smerfów (The Smurfs). Nawet w Wikipedii jest solidny wpis na ich temat. Ale nikt rozsądny nie będzie dyskutował na ich temat, chyba że po głębszym i dla jaj. Wiadomo, kto ich wymyślił; przynajmniej w znanej nam formie i nie ma sensu dyskusja o tym, czy one aby gdzieś nie istnieją, chociaż niezupełnie w takiej postaci, albo poza naszą czasoprzestrzenią. Zostały wymyślone, koniec, kropka. Podobnie jest z innymi krasnoludkami.
Więc dlaczego nie potrafimy analogicznie podejść do bogów, a w naszej europejskiej rzeczywistości do tego starożydowskiego YAHWE? To co o nim "wiemy", sprowadza się do tego, co napisane jest w Biblii. Napisanej podobno przez niejakiego Mojżesza. Tyle że archeolodzy nie odkryli najmniejszego śladu nie tylko Mośka, ale i tego 1.5 mln ludzi, których rzekomo wyprowadził z Egiptu. Nawet gdyby tych ludzi było 1.5 tys. i gdyby szlajali się po Synaju przez pół roku, to musieli by zostawić mnóstwo śladów. A nie zostawili, chociaż po znacznie mniejszych grupach koczujących tam wcześniej ślady są. Jeśli bajką był exodus, to i bajką musi być to, co podobno napisał Mosiek, którego nie było. Wiadomo też, że wersja biblii, która do nas dotarła, jest kompilacją przynajmniej dwóch wersji i że to miało miejsce ok. 700 roku p.n.e.
To jest punkt wyjścia i wszelkie późniejsze zmiany i poprawki odzwierciedlają mentalność poprawiaczy. Bóg chrześciajan jest tym samym starohebrajskim bogiem, tyle że ugładzonym na potrzeby chrześcijan. Czyli że go nie ma, tak jak nie ma Papy Smerfa. c.b.d.u.
dzentelmen (2000 punktów)
Szczerze ? Wierze.
A ty nie,i w mojej opinii dyskusja zakończona.Uważam tego rodzaju rozmowy trzymają się ludzi młodych,by nie napisać bardzo młodych.Dojrzały człowiek myślę sam powinien sobie rozstrzygać taki dylemat,bo to sprawa z tych które są absolutnie OSOBISTE,jak życie.Jakikolwiek wniosek zapadł w twojej głowie to powinien on w niej zostać odnośnie takich dylematów.Z wielu powodów.Choćby z szacunku dla drugiego człowieka,który też przecież zmaga się z tym co ja,więc jakim prawem wychodzę z założenia że moje jest ponad jego ?,i to ja go przekonam że mam racje a on się myli.... tak nie można przynajmniej w tych kwestiach w których sami kształtujemy własne postrzeganie,własną wizję i własne poglady.Uważam takie zachowanie za wchodzenie komuś brudnymi butami w pościel,są pewne rzeczy,których nie można.A twierdze tak w obie strony żeby było jasne.Jestem głęboko wierzący,i nie mam zamiaru,deptać kogoś kto nie wierzy,tak również myślę powinni postępować ateiści w odniesieniu do ludzi którzy wierzą.... Ale z racji przyzwoitego poziomu tego portalu i ludzi w nim aktywnych, oczywiście szanuje podejmowanie każdego zagadnienia które brane jest pod dyskusje.Traktując to z dystansem jako spekulacje można się pokusić o rozmowę,ale w mojej ocenie,nie zamknęli byśmy tematu chyba nigdy.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>Szczerze ? Wierze.
>A ty nie,i w mojej opinii dyskusja zakończona.Uważam tego rodzaju rozmowy trzymają się ludzi młodych,by nie napisać bardzo młodych.Dojrzały człowiek myślę sam powinien sobie rozstrzygać taki dylemat,bo to sprawa z tych które są absolutnie OSOBISTE,jak życie.Jakikolwiek wniosek zapadł w twojej głowie to powinien on w niej zostać odnośnie takich dylematów.Z wielu powodów.Choćby z szacunku dla drugiego człowieka,który też przecież zmaga się z tym co ja,więc jakim prawem wychodzę z założenia że moje jest ponad jego ?,i to ja go przekonam że mam racje a on się myli.... tak nie można przynajmniej w tych kwestiach w których sami kształtujemy własne postrzeganie,własną wizję i własne poglady.Uważam takie zachowanie za wchodzenie komuś brudnymi butami w pościel,są pewne rzeczy,których nie można.A twierdze tak w obie strony żeby było jasne.Jestem głęboko wierzący,i nie mam zamiaru,deptać kogoś kto nie wierzy,tak również myślę powinni postępować ateiści w odniesieniu do ludzi którzy wierzą.... Ale z racji przyzwoitego poziomu tego portalu i ludzi w nim aktywnych, oczywiście szanuje podejmowanie każdego zagadnienia które brane jest pod dyskusje.Traktując to z dystansem jako spekulacje można się pokusić o rozmowę,ale w mojej ocenie,nie zamknęli byśmy tematu chyba nigdy.
>
Na początku nauki i życia, nie znając rozmiaru wiedzy i niewiedzy szybko dochodzi się do wniosku, że wie się wszystko i wtedy zdarzają się niektórym próby racjonalnego dyskutowania o bogach, o których nie da się logicznie rozmawiać.
Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
dzentelmen (2000 punktów)

>Na początku nauki i życia, nie znając rozmiaru wiedzy i niewiedzy szybko dochodzi się do wniosku, że wie się wszystko i wtedy zdarzają się niektórym próby racjonalnego dyskutowania o bogach, o których nie da się logicznie rozmawiać.
>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.

Więc oto chodzi koleżko,nie ma tu nad czym dyskutować,bo wszystko sprowadza się do poziomu,Moje - Twoje.albo Ja - Ty.Dlatego mówię czy piszę że akurat to sprawa osobista,jak to czy i kogo kochasz a kogo nienawidzisz.
dzentelmen (2000 punktów)

>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.

Nawiązując do tego akurat twojego stwierdzenia,można wywnioskować że w takim razie Racjonaliści.pl to hipokryci,w kwestii podniesionej tutaj,a patrząc na esencję tego portalu czyli Ateizm,wątpliwości dotyczące hipokryzji znikają same.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>Nawiązując do tego akurat twojego stwierdzenia,można wywnioskować że w takim razie Racjonaliści.pl to hipokryci,w kwestii podniesionej tutaj,a patrząc na esencję tego portalu czyli Ateizm,wątpliwości dotyczące hipokryzji znikają same.
>
Tu chyba nie ma jakiegoś "wspólnego sposobu myślenia" by można wszystkich zaszufladkować jako hipokrytów?
Nie znam wszystkich forumowiczów ale pewnie znajdzie się tutaj wiele różnych punktów widzenia. Pewnie jakiś ateistów, takich co w ogóle nie myślą o religiach, czy wyznawców różnych religii też się tutaj znajdzie a może i jakiegoś księdza. Kogo konkretnie masz na myśli?
dzentelmen (2000 punktów)
>>>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>>Nawiązując do tego akurat twojego stwierdzenia,można wywnioskować że w takim razie Racjonaliści.pl to hipokryci,w kwestii podniesionej tutaj,a patrząc na esencję tego portalu czyli Ateizm,wątpliwości dotyczące hipokryzji znikają same.
>>
>Tu chyba nie ma jakiegoś "wspólnego sposobu myślenia" by można wszystkich zaszufladkować jako hipokrytów?
>Nie znam wszystkich forumowiczów ale pewnie znajdzie się tutaj wiele różnych punktów widzenia. Pewnie jakiś ateistów, takich co w ogóle nie myślą o religiach, czy wyznawców różnych religii też się tutaj znajdzie a może i jakiegoś księdza. Kogo konkretnie masz na myśli?

Tych wszystkich,którzy nie argumentują a przekonują na siłę do własnych racji.Ci zawsze działają mi na wkur..ienie,jakby jeden z drugim rozumy pozjadali,i zmysły potracili,zacietrzewieni aroganci,co niosą cudze myśli bez przemyślenia,ale ich wszędzie pełno więc dam im spokój.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>Nawiązując do tego akurat twojego stwierdzenia,można wywnioskować że w takim razie Racjonaliści.pl to hipokryci,w kwestii podniesionej tutaj,a patrząc na esencję tego portalu czyli Ateizm,wątpliwości dotyczące hipokryzji znikają same.
>
Jedyny aspekt w dyskusjach religijnych, który ma znaczenie dla ludzi racjonalnych to obrona przed ludźmi religijnymi. Bo o ile historia nie zna przypadków, żeby jakiś racjonalny człowiek przekonywał czy prześladował religinych ludzi, to sytuacja
odwrotna ma miejsce od zarania dziejów. Wyeliminować problemu całkowicie się nie da, tak jak nie da się zakazać wiatrowi wiać, naturą religii jest irracjonalność, wysoka nieprzewidywalność a więc i brak kontroli ale warto żyć w państwie, które na przykład zamiast modlić się o zdrowie czy o deszcz jak w polskim sejmie, buduje służbę zdrowia i system nawadniania dla swoich racjonalnych obywateli.
W Polsce racjonalni ludzie lub choćby niewierzący w religię państwową są nadal prześladowani. Nikt już ich nie zabija, nie bije, mają swoje prawa choć nie zawsze respektowane. Ale jednak mamy komisje ds walki z ateizacją, ingerencje wierzeń religijnych w medycynę, wszędzie symbole religijne i propagandę finansowaną również z podatków tych niewierzących. To wszystko przy ignorowaniu ich głosu, że trzeba budować służbę zdrowia, racjonalną długofalową strategię rozwoju państwa i przestać opierać sukcesu państwa na wierzeniach religijnych takich czy innych.

Nie chodzi racjonalnym ludziom o walkę z żadną religią - jak w sejmie założą komisję ds walki z katolicyzacją też racjonalni ludzie zaprotestują. Nie tylko dlatego, że mają dystans i nikogo by nie prześladowali z powodów jakiś wierzeń ale też i dlatego, że wiedzą, że w państwie religijnym będzie się wszystkim żyło ciężej!
dzentelmen (2000 punktów)
>>>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>>Nawiązując do tego akurat twojego stwierdzenia,można wywnioskować że w takim razie Racjonaliści.pl to hipokryci,w kwestii podniesionej tutaj,a patrząc na esencję tego portalu czyli Ateizm,wątpliwości dotyczące hipokryzji znikają same.
>>
>Jedyny aspekt w dyskusjach religijnych, który ma znaczenie dla ludzi racjonalnych to obrona przed ludźmi religijnymi. Bo o ile historia nie zna przypadków, żeby jakiś racjonalny człowiek przekonywał czy prześladował religinych ludzi, to sytuacja
>odwrotna ma miejsce od zarania dziejów. Wyeliminować problemu całkowicie się nie da, tak jak nie da się zakazać wiatrowi wiać, naturą religii jest irracjonalność, wysoka nieprzewidywalność a więc i brak kontroli ale warto żyć w państwie, które na przykład zamiast modlić się o zdrowie czy o deszcz jak w polskim sejmie, buduje służbę zdrowia i system nawadniania dla swoich racjonalnych obywateli.
>W Polsce racjonalni ludzie lub choćby niewierzący w religię państwową są nadal prześladowani. Nikt już ich nie zabija, nie bije, mają swoje prawa choć nie zawsze respektowane. Ale jednak mamy komisje ds walki z ateizacją, ingerencje wierzeń religijnych w medycynę, wszędzie symbole religijne i propagandę finansowaną również z podatków tych niewierzących. To wszystko przy ignorowaniu ich głosu, że trzeba budować służbę zdrowia, racjonalną długofalową strategię rozwoju państwa i przestać opierać sukcesu państwa na wierzeniach religijnych takich czy innych.
>Nie chodzi racjonalnym ludziom o walkę z żadną religią - jak w sejmie założą komisję ds walki z katolicyzacją też racjonalni ludzie zaprotestują. Nie tylko dlatego, że mają dystans i nikogo by nie prześladowali z powodów jakiś wierzeń ale też i dlatego, że wiedzą, że w państwie religijnym będzie się wszystkim żyło ciężej!
>

Jeśli naprawdę chodzi o te kwestie,to osobiście uważam że pierwszym krokiem do rozpoczęcia dyskusji,jest wyłączenie z niej Religii.Bo widzisz ja w Boga wierze,natomiast na temat Religii mogę napisać że nie jest ona dla mnie czymś przed czym jako człowiek Wiary muszę się ustosunkować.Dla mnie Wiara w moim pojęciu nie jest = Religii - w rozumieniu powszechnym,czy też racjonalnym bądź ateistycznym.Religia bowiem w mojej opinii,jest pewną formą organizacji wspólnotowej,powołaną przez ludzi przeważnie jednego wyznania,jednych przekonań,czy nawet jednego interesu,w celu ich usankcjonowania i zorganizowania,w prawa i obowiązki.Pułapka jaka pojawia się w przypadku jakichkolwiek form zrzeszania się ludzi,dotyczy nieuchronnej ich instytucjonalizacji,co prowadzi na drodze naturalnych konsekwencji do hierachizacji,a w dalszej drodze nawet do Ideologizacji,to wypacza przekaz niesiony ze Starego Testamentu,czy kłóci się z naukami Chrystusa.Wspólnota o której mówił Jezus,a pisali apostołowie,nie dotyczyła wznoszenia budowli,i wypełniania ich ludźmi.Często dochodzi do przeszczalu w interpretacji Pisma.Najpowszechniej jego intepretacje na potrzeby,instytucjonalnej polityki ,czynił Watykański Kościół katolicki,w myśl trzymania wiernych na smycz.Kościół mozna powiedzieć ze stolicą w Rzymie,w myśl rzymskich tradycji politycznych,upolitycznil wspólnotę wiary,czyniąc z niej Instytucje polityczną pod znakiem Chrześcijaństwa.... historię każdy zna,wszyscy wiemy czego wymaga Polityka.... Nie mnie natomiast oceniać historyczną ewolucję drogi jaką podąża kościół,czy Religia i jej wyznawcy,nie zależnie od formy,czy to Judaizm,Chrześcijaństwo,Zarachrystianizm,czy Islam.... Wiara natomiast jest dla mnie w pewnym sensie,postawą w której człowiek szuka dialektyki, miedzy materią a duchową naturą człowieka.Myślę że umiejscowienie kręgosłupa moralnego,i "jądra" naszych wartości,przekonań nie jest sprawą publiczną tylko osobistą.A mimo wszystko większość z nas w zgodzie z naturalnym porządkiem dochodzi do podobnych wniosków,mimo różnic,w sposobie myślenia i postrzegania,wypracowujemy kompromis,czy nawet konsensus....Tak na prawdę chodzi o to by nie być k***a,a być człowiek dla ludzi,nie ważne w co wierzysz.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>...A mimo wszystko większość z nas w zgodzie z naturalnym porządkiem dochodzi do podobnych wniosków,mimo różnic,w sposobie myślenia i postrzegania,wypracowujemy kompromis...

Masz prawo do własnych opinii i ocen. Problem w tym, że religii są setki a licząc te, które już upadły (zwykle poprzez wypieranie i wymordowywanie ich wyznawców przez następne religie) być może tysiące. Wraz z religiami pojawiają się tysiące bogów, bożków, wszelakich postaci o nadprzyrodzonych zdolnościach mających różne definicje "dobra" i "zła". Ja tego nie pojmuję, nie rozumiem i nie interesuje mnie to poza faktami jak: lista bogów, ich charakterystyka w danej opowieści, lista ksiąg uznawanych za świetę, rytułały itp ... wszystko ciężko spamiętać ale jakiś pogląd na grupy religii choćby utrzymuję.

I byłoby fajnie gdyby sobie wyznawcy tych religii w swoim gronie robili to co uznają za "dobre" , przebierali się w co im tylko się podoba, śpiewali piosenki, czcili swoich bogów, prywatnie mogą się też modlić o deszcz zamiast podlewania i o zdrowie zamiast inwestowania w służbę zdrowia itd ... mnie to by nie interesowało.

Niestety wielu z wyznawców takich ludzi jak ja, którzy nie mają czasu ani chęci na zastanawianie się, do której z setek religii mają się zapisać, próbują prośbą lub groźbą na siłę gdzieś wciągnąć. Przez tysiące lat takich jak ja mordowali. Budują państwo, w którym mieszkam w oparciu o swoje wierzenia ignorując "prawdy fizyczne", wtrącając się do medycyny, do fizyki, polityki, ekonomii i edukacji. Prześladują mnie gdy nie chodzę na religię. Premier, któremu płacę pensje mówi mi, że skoro nie wierzę w jego religię to nie jestem Polakiem. Pieniądze, które chciałbym przeznaczać na istotne wg mnie cele jak służba zdrowia, rozwój edukacji przeznaczają na rytułały religijne, posągi i propagandę i do tego krzyczą za swoim nieżyjącym liderem, że "skoro nie jestem z nimi to jestem przeciwko nim" zakładając ZA MOJE PIENIĄDZE jakieś komisje do walki ze mną. Pomijając obrażanie mnie i mojej rodziny, tworzą mi trudne warunki do życia w imię swoich wierzeń.

Czy nie podzielasz mojej opinii, że to może być irytujące?
dzentelmen (2000 punktów)

>Czy nie podzielasz mojej opinii, że to może być irytujące?

Pełna zgoda,masz do tego swoje niepodległe prawo.Jak napisałem powyżej mnie jako człowieka Wierzącego też irytuje to w jakim stopniu i skali dochodzi do ingerencji Religii - tak to ujmę - w życie społeczne,tylko widzisz z tą Religią u nas w kraju,i w ogóle w Europie sprawa jest dość złożona.Co oczywiście nie upoważnia nikogo z jej kręgu do stawiania siebie przed innymi,tu zgoda to dyskryminacja z którą trzeba walczyć otwarcie środkami prawa i obowiązków.Nie żyjemy bowiem w Mezopotamii czy Egipcie żeby kapłan dyktował prawo,to patologia wynikająca z również powyżej wyłożonych przez zemnie argumentów dotyczących Instytucjonalizacji,i jej wpływu na hierarhizacje społeczeństwa nie zależnie od ramy czasowej czy miejsca....U mas góruje przekonanie,że Karol Wojtyła będąc papieżem miał ogromny wpływ na morale opozycji komunistycznej,to chyba jeszcze nie kłóci się z nikim,ale idąc dalej,słyszymy że był on w zasadzie kluczową postacią za pośrednictwem której padł Związek Radziecki.Miedzy innymi na takiej podstawie polski kościół wyszedł z założenia nie jako obowiązku przewodzenia społecznego w wolnej Polsce.Ta sytuacja mocno ugruntowała pozycję tej instytucji,i zapomnijmy tu o moherach cz tercjankach,a miejmy w Pamięci jak cyniczną grą polityczną w swej historycznej działalności potrafił posługiwać się Kościół Katolicki.To prawda trzeba walczyć z patologią łamiąca każdą równowagę społeczną,a ta również wychodzi z Religii i Kościołów,tu zgoda.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>Czy nie podzielasz mojej opinii, że to może być irytujące?
>Pełna zgoda,masz do tego swoje niepodległe prawo.Jak napisałem powyżej mnie jako człowieka Wierzącego też irytuje to w jakim stopniu i skali dochodzi do ingerencji Religii - tak to ujmę - w życie społeczne,tylko widzisz z tą Religią u nas w kraju,i w ogóle w Europie sprawa jest dość złożona.

W Europie, w wielu krajach: Francja, Niemcy, Skandynawia, Benelux a nawet można do tego zaliczyć UK, jest zupełnie inaczej. To co dzieje się w Polsce jest niemożliwością w tych krajach. Nie tylko jeśli chodzi o prawo ale i o mentalność społeczeństwa. Nikt nie analizuje czy Hollande jest niewierzący czy wierzący i w jaką religię/boga. Wtrącanie się wyznawców do spraw niereligijnych jest nie do pomyślenia prawnie a paradowanie z symbolami religijnymi jest kulturowo akceptowane jak puszczenie bąka. Konserwatywny, religijny Chirac, krótko spławił polskie bożyszcze JPII, gdy ten zaczął wtrącać się do europejskiej konstytucji: "etap wojen religijnych mamy za sobą od ponad 100 lat" i zakończył dyskusję a JPII głośno nie narzekał bo kler francuski jest w pierwszej kolejność lojalny wobec rządu Francji, podobnie jak każdy obywatel. Więc jedyne co JPII mógł uzyskać naciskami to wyjście chrześcijan francuskich z katolicyzmu. Niestety, z punktu widzenia tej części Europy, Polska wygląda tak, jak wygląda Iran z punktu widzenia Polski.

W Polsce katolicy nie są na tym poziomie kultury, mamy ciągle zaszłości chłopa pańszczyźnianego, który całuje księdza nawet gdy ten go wykorzystuje. Wszak polską dewizą jest: "bóg, honor, ojczyzna" a Francji: "wolność, równość, braterstwo" i oni mają wolność i równość a my boga i naiwny, dziecinny honor a na ojczyznę już nie starcza miejsca bo jest na końcu.
dzentelmen (2000 punktów)

>W Europie, w wielu krajach: Francja, Niemcy, Skandynawia, Benelux a nawet można do tego zaliczyć UK, jest zupełnie inaczej. To co dzieje się w Polsce jest niemożliwością w tych krajach. Nie tylko jeśli chodzi o prawo ale i o mentalność społeczeństwa. Nikt nie analizuje czy Hollande jest niewierzący czy wierzący i w jaką religię/boga. Wtrącanie się wyznawców do spraw niereligijnych jest nie do pomyślenia prawnie a paradowanie z symbolami religijnymi jest kulturowo akceptowane jak puszczenie bąka. Konserwatywny, religijny Chirac, krótko spławił polskie bożyszcze JPII, gdy ten zaczął wtrącać się do europejskiej konstytucji: "etap wojen religijnych mamy za sobą od ponad 100 lat" i zakończył dyskusję a JPII głośno nie narzekał bo kler francuski jest w pierwszej kolejność lojalny wobec rządu Francji, podobnie jak każdy obywatel. Więc jedyne co JPII mógł uzyskać naciskami to wyjście chrześcijan francuskich z katolicyzmu. Niestety, z punktu widzenia tej części Europy, Polska wygląda tak, jak wygląda Iran z punktu widzenia Polski.
>W Polsce katolicy nie są na tym poziomie kultury, mamy ciągle zaszłości chłopa pańszczyźnianego, który całuje księdza nawet gdy ten go wykorzystuje. Wszak polską dewizą jest: "bóg, honor, ojczyzna" a Francji: "wolność, równość, braterstwo" i oni mają wolność i równość a my boga i naiwny, dziecinny honor a na ojczyznę już nie starcza miejsca bo jest na końcu.

Ja różnice na naszą niekorzyść w zestawieniu z Europą zachodnią,dostrzegam w 45 letniej próżni,zacofaniu,na każdym poziomie życia nie tylko społecznego ale też indywidualnego.... Polecam książkę Aleksandra Zinowjewa pod tytułem 'Homo sovieticus'.Nasuwają się przykre wnioski,takie np.jak wątpliwość dotycząca zrównania się jakości kultury społeczeństw byłego bloku wschodniego ze społeczeństwami zachodnimi.Nie chodzi tu o dążenie do syntezy kulturowej a o dążenie do osiągnięcia równie wyskokich standardów i jakości jakie społeczności zachodnie nie wątpliwe wypracowały,będąc po za wpływem zniewolenia które narzucił komunizm.W Polsce nałożyło się to na kolejne warstwy niedojrzałości społecznej,wynikającej z wielu fatalnych układów historii.Religijność polska też bierze w ty udział....
Paolo Monstro (6146 punktów)
>.... Polecam książkę Aleksandra Zinowjewa pod tytułem 'Homo sovieticus'.Nasuwają się przykre wnioski,takie np.jak wątpliwość dotycząca zrównania się jakości kultury społeczeństw byłego bloku wschodniego ze społeczeństwami zachodnimi.Nie chodzi tu o dążenie do syntezy kulturowej a o dążenie do osiągnięcia równie wyskokich standardów i jakości jakie społeczności zachodnie nie wątpliwe wypracowały,będąc po za wpływem zniewolenia które narzucił komunizm.
>
Jeśli komunizm byłby przyczyną to takie same problemy mieliby np. Czesi czy Estończycy(którzy byli częścią ZSRR). A jest inaczej. Nasi południowi sąsiedzi inwestując tyle samo (w przeliczeniu na głowę) na służbę zdrowia są w połowie stawki europejskiej przeskakując dużo bogatsze państwa jak UK. My jesteśmy na szarym końcu za Albanią (www.health(*)EHCI_2014/EHCI_2014_report.pdf) ale za to mamy największą figurkę Jezua na świecie. Jak popatrzysz na mapę autostrad to też zauważysz, że Czesi bardziej pasują do Europy ...
Problem Polaków jest starszy i polega na braku poszanowania państwa i własnego interesu i w zamian za to na naiwnym sprzyjaniu interesom Watykanu i kleru, i kogokolwiek, kto nas podpuści w imię "boga".

Czesi są po prostu racjonalniejsi, gdy Watykan/Kościół zabił im Jana Husa popierając obce państwo wypieli się na kościół i nauczkę pamiętają do dzisiaj. Przedkładają swój interes nad interes organizacji religijnych, nie dadzą się nabrać na "boga".
Nawet Węgrzy gdy kościół (Zakon Krzyżacki) zaczął się fortyfikować, mimo rzekomo pokojowych celów to go pogonili bo zrozumieli czym to pachnie. Przyjeliśmy ich My POLACY!
Przełknęliśmy Zakon Krzyżacki. Przełkneliśmy fakt, że kościół poparł zabory i przeciwstawiał się powstaniom. Przełkneliśmy fakt, że Watykan nie uznał Polskich granic po II wojnie światowej i mianował biskupów niemieckich na ziemiach polskich. Nam to wszystko da się zawsze jakoś wytłumaczyć. Nadal wierzymy, że interes kościoła jest ważniejszy niż interes Polski.

W Radiu Maryja, "katolickim głosie w moim domu" codziennie słucham Bogurodzicy, i zawsze uśmiecham się, bo żaden z katolików nie zdobędzie się na refleksję, że jest to piosenka, którą wojska Jagiełły śpiewały rzekomo idąc w bój przeciwko .... kościołowi katolickiemu duszącemu I Rzeczpospolitą!
Smutne.
dzentelmen (2000 punktów)
>>.... Polecam książkę Aleksandra Zinowjewa pod tytułem 'Homo sovieticus'.Nasuwają się przykre wnioski,takie np.jak wątpliwość dotycząca zrównania się jakości kultury społeczeństw byłego bloku wschodniego ze społeczeństwami zachodnimi.Nie chodzi tu o dążenie do syntezy kulturowej a o dążenie do osiągnięcia równie wyskokich standardów i jakości jakie społeczności zachodnie nie wątpliwe wypracowały,będąc po za wpływem zniewolenia które narzucił komunizm.
>>
>Jeśli komunizm byłby przyczyną to takie same problemy mieliby np. Czesi czy Estończycy(którzy byli częścią ZSRR). A jest inaczej. Nasi południowi sąsiedzi inwestując tyle samo (w przeliczeniu na głowę) na służbę zdrowia są w połowie stawki europejskiej przeskakując dużo bogatsze państwa jak UK. My jesteśmy na szarym końcu za Albanią (www.health(*)EHCI_2014/EHCI_2014_report.pdf) ale za to mamy największą figurkę Jezua na świecie. Jak popatrzysz na mapę autostrad to też zauważysz, że Czesi bardziej pasują do Europy ...
>Problem Polaków jest starszy i polega na braku poszanowania państwa i własnego interesu i w zamian za to na naiwnym sprzyjaniu interesom Watykanu i kleru, i kogokolwiek, kto nas podpuści w imię "boga".
>Czesi są po prostu racjonalniejsi, gdy Watykan/Kościół zabił im Jana Husa popierając obce państwo wypieli się na kościół i nauczkę pamiętają do dzisiaj. Przedkładają swój interes nad interes organizacji religijnych, nie dadzą się nabrać na "boga".
>Nawet Węgrzy gdy kościół (Zakon Krzyżacki) zaczął się fortyfikować, mimo rzekomo pokojowych celów to go pogonili bo zrozumieli czym to pachnie. Przyjeliśmy ich My POLACY!
>Przełknęliśmy Zakon Krzyżacki. Przełkneliśmy fakt, że kościół poparł zabory i przeciwstawiał się powstaniom. Przełkneliśmy fakt, że Watykan nie uznał Polskich granic po II wojnie światowej i mianował biskupów niemieckich na ziemiach polskich. Nam to wszystko da się zawsze jakoś wytłumaczyć. Nadal wierzymy, że interes kościoła jest ważniejszy niż interes Polski.
>W Radiu Maryja, "katolickim głosie w moim domu" codziennie słucham Bogurodzicy, i zawsze uśmiecham się, bo żaden z katolików nie zdobędzie się na refleksję, że jest to piosenka, którą wojska Jagiełły śpiewały rzekomo idąc w bój przeciwko .... kościołowi katolickiemu duszącemu I Rzeczpospolitą!
>Smutne.

Wspomniałem komunizm jako jedną z przyczyn stojących za naszą społeczną niedojrzaloscia,bo podkreślam że nawarstwienie się powodów obecnego stanu rzeczy jest więcej na przestrzenii całej naszej historii.A to że w zestawieniu z Czechami czy Estończykami bądź Węgrami na poziomie traktowania Kościóła wypadamy jak naiwni nastolatkowie,zawdzięczamy pokoleniom nieładu,nie rządu.... i zatrważające jest rzeczywiście to że jakby nic nas to nie nauczyło,to fakt.Nie można tego zamknąć jedną tezą czy zdaniem,ale przyczyn należy szukać miedzyinnymi w charakterach,i stosunkach wewnątrz społecznych,jak w tej histori o relacjach między szlachtom a chamstwem,między panem a sługą.Brak poszanowania państwa,własnego interesu to efekt tych relacji,która po przez swój patologiczny charakter może wypaczać potrzebe uznania zwierzchnictwa,jak w naturze buntownika,anarchisty....np. Jebac was sami wiemy czego chcemy....
dzentelmen (2000 punktów)
Dodam jeszcze tylko że za ekonomicznyo - gospodarcze zacofanie możemy podziękować złodziejom z Wiejskiej i ludziom pokroju Balcerowicza.... A propos autostrad.
16-06-2015 20:01 
 0 na 2
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>Na początku nauki i życia, nie znając rozmiaru wiedzy i niewiedzy szybko dochodzi się do wniosku, że wie się wszystko i wtedy zdarzają się niektórym próby racjonalnego dyskutowania o bogach, o których nie da się logicznie rozmawiać.
>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>Więc oto chodzi koleżko,nie ma tu nad czym dyskutować,bo wszystko sprowadza się do poziomu,Moje - Twoje.albo Ja - Ty.Dlatego mówię czy piszę że akurat to sprawa osobista,jak to czy i kogo kochasz a kogo nienawidzisz.
>
Tocząc dyskusje o bogach, ludzie religijni w swoim braku racjonalności są przynajmniej spójni - wszak nie stosują logicznego rozumowania więc któż i jak może ich rozumowanie podważać?
Nawet jeśli dochodzą do swoich wierzeń losując boga, w którego wierzą to jest to nadal spójne.
Ci zaś, którzy próbują "ugryźć temat" systematycznie, logicznie przy całym swym przekonaniu o naukowości udowadniają jedynie swój brak "naukowości". Bo jak ocenić kunszt fizyka, który chce zważyć miłość?

Wszelkie więc kłótnie, wojny religijne mają z pewnością "religijny sens" ale w ujęciu naukowym to są nieopisywalnym nonsensem i stratą czasu.
Ludzie racjonalni, niewierzący w żadną religię zostawiają wszelkie religie w spokoju, podobnie jak ich wyznawców. Wyznawcy od zarania dziejów się między sobą wykłócają, który bóg, która postać, czy która opowieść jest "prawdziwa".
16-06-2015 22:01 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>>>Na początku nauki i życia, nie znając rozmiaru wiedzy i niewiedzy szybko dochodzi się do wniosku, że wie się wszystko i wtedy zdarzają się niektórym próby racjonalnego dyskutowania o bogach, o których nie da się logicznie rozmawiać.
>>>Człowiek racjonalny nie ma wyboru - musi ignorować temat bogów bo nikt nie wie o co chodzi czyli każdy myśli, że wie mając coś innego na myśli.
>>Więc oto chodzi koleżko,nie ma tu nad czym dyskutować,bo wszystko sprowadza się do poziomu,Moje - Twoje.albo Ja - Ty.Dlatego mówię czy piszę że akurat to sprawa osobista,jak to czy i kogo kochasz a kogo nienawidzisz.
>>
>Tocząc dyskusje o bogach, ludzie religijni w swoim braku racjonalności są przynajmniej spójni - wszak nie stosują logicznego rozumowania więc któż i jak może ich rozumowanie podważać?
>Nawet jeśli dochodzą do swoich wierzeń losując boga, w którego wierzą to jest to nadal spójne.
>Ci zaś, którzy próbują "ugryźć temat" systematycznie, logicznie przy całym swym przekonaniu o naukowości udowadniają jedynie swój brak "naukowości". Bo jak ocenić kunszt fizyka, który chce zważyć miłość?
>Wszelkie więc kłótnie, wojny religijne mają z pewnością "religijny sens" ale w ujęciu naukowym to są nieopisywalnym nonsensem i stratą czasu.
>Ludzie racjonalni, niewierzący w żadną religię zostawiają wszelkie religie w spokoju, podobnie jak ich wyznawców. Wyznawcy od zarania dziejów się między sobą wykłócają, który bóg, która postać, czy która opowieść jest "prawdziwa".

Wiesz w mojej opinii,kłóci się z logiką każda próba podboju tego tematu.... Natomiast jeśli był bym człowiekiem nie wierzącym w Boga,zapewne zrozumienia duchowej natury,szukał bym w racjach materii
Rupson (1793 punktów)
>Tocząc dyskusje o bogach, ludzie religijni w swoim braku racjonalności są przynajmniej spójni
-Spójni w pieprzeniu głupot? Jakże wartościowa spójność.
>wszak nie stosują logicznego rozumowania więc któż i jak może ich rozumowanie podważać?
-Każdy kto się uważa za istotę rozumną. I wielkiego wysiłku do tego nie potrzeba.

>Nawet jeśli dochodzą do swoich wierzeń losując boga, w którego wierzą to jest to nadal spójne.
-No comments
>Ci zaś, którzy próbują "ugryźć temat" systematycznie, logicznie przy całym swym przekonaniu o naukowości udowadniają jedynie swój brak "naukowości". Bo jak ocenić kunszt fizyka, który chce zważyć miłość?
-Co ma fizyka do miłości? Czy fizyk, albo biolog jej nie odczuwa? A może to, że wie skąd się bierze, czyni ją gorszą lub lepszą? Wystarczy uraz mózgu, wylew i zapomnisz kim byłeś, kogo kochasz i to wszystko "nie do zważenia" szlag trafi. Straszne? Prawdziwe!
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Dojrzały człowiek myślę sam powinien sobie rozstrzygać taki dylemat,bo to sprawa z tych które są absolutnie OSOBISTE

Nie zawsze. W przypadku wiary w pakiet oferowany przez jedną z wpływowych organizacji takich jak KK, ludzie niezainteresowani płacą za cudze mrzonki. W zależności od czasu i miejsca, zdrowiem lub życiem, a u nas obecnie głównie pieniędzmi. Każdy podatnik, czy chce tego czy nie, funduje katolikom imprezę, oraz finansuje akcję ogłupiania własnych dzieci w przedszkolach i szkołach.

Wierzący rzadko wierzą na własny koszt, więc zazwyczaj nie jest to sprawa osobista.
dzentelmen (2000 punktów)
>> Dojrzały człowiek myślę sam powinien sobie rozstrzygać taki dylemat,bo to sprawa z tych które są absolutnie OSOBISTE
>Nie zawsze. W przypadku wiary w pakiet oferowany przez jedną z wpływowych organizacji takich jak KK, ludzie niezainteresowani płacą za cudze mrzonki. W zależności od czasu i miejsca, zdrowiem lub życiem, a u nas obecnie głównie pieniędzmi. Każdy podatnik, czy chce tego czy nie, funduje katolikom imprezę, oraz finansuje akcję ogłupiania własnych dzieci w przedszkolach i szkołach.
>Wierzący rzadko wierzą na własny koszt, więc zazwyczaj nie jest to sprawa osobista.

Dla mnie widzisz jest.Bo nie stawiam znaku = miedzy Wiarą a religią
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Dla mnie widzisz jest.Bo nie stawiam znaku = miedzy Wiarą a religią

Cóż, jakoś trzeba sobie radzić z dysonansem poznawczym.
Dla podatnika to niczego nie zmienia, może mieć wpływ tylko na twoje dobre samopoczucie.
dzentelmen (2000 punktów)
>> Dla mnie widzisz jest.Bo nie stawiam znaku = miedzy Wiarą a religią
>Cóż, jakoś trzeba sobie radzić z dysonansem poznawczym.
>Dla podatnika to niczego nie zmienia, może mieć wpływ tylko na twoje dobre samopoczucie.


Widzę długo by ci wyjaśniać,na czym różnica polega....Ale co tam trza równać wszystkich swoją miarą,jedna miarą nie ?
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Widzę długo by ci wyjaśniać,na czym różnica polega....Ale co tam trza równać wszystkich swoją miarą,jedna miarą nie ?

Dla niedobrowolnych benefaktorów tego układu, różnica jest równie oczywista co nieistotna.
dzentelmen (2000 punktów)
>>Widzę długo by ci wyjaśniać,na czym różnica polega....Ale co tam trza równać wszystkich swoją miarą,jedna miarą nie ?
>Dla niedobrowolnych benefaktorów tego układu, różnica jest równie oczywista co nieistotna.

To w takim razie pomyliłeś adresata własnych zażaleń.Muszę cię rozczarować bo nie pomogę....
Ale napisz do Kopacz,może jescze coś może i zdąży.
18-06-2015 21:26 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>To w takim razie pomyliłeś adresata własnych zażaleń.Muszę cię rozczarować bo nie pomogę....
>Ale napisz do Kopacz,może jescze coś może i zdąży.

Postawa obronna. Nie dziwne.

Wiara od tysięcy lat nie jest sprawą osobistą, być może stanie się w przyszłości, kiedy populacja wierzących skurczy się do nielicznej grupki osób wstydzących się przyznać do swej ułomności.

Jest chorobą społeczną, mającą negatywne skutki zarówno dla zarażonych jak i zdrowych, przenoszoną z człowieka na człowieka.

Sztuczki takie jak rozdzielanie wiary od religii są na nic.
Religia bez wiary jest niczym. Zbiorem wymysłów, niegroźnych bajek, czymś czym obecnie jest mitologia grecka.
19-06-2015 00:08 
 Ocena 2 na 2
dzentelmen (2000 punktów)
Postawa obronna. Nie dziwne.

To jedynie twoje wrażenie,ale masz do tego swoje prawo.

>Wiara od tysięcy lat nie jest sprawą osobistą, być może stanie się w przyszłości, kiedy populacja wierzących skurczy się do nielicznej grupki osób wstydzących się przyznać do swej ułomności.
>Jest chorobą społeczną, mającą negatywne skutki zarówno dla zarażonych jak i zdrowych, przenoszoną z człowieka na człowieka.

Lekkość z jaką wam przychodzi pogarda,i przekonanie o wyższości własnych przekonań nad przekonaniami innymi od waszych,jest wystarczającym świadectwem by taką postawę nazwać nie inaczej niż arogancja.Popisujesz się nią tak samo wyraźnie jak ci co wiedzą lepiej,i trzyma się ciebie tak wyraźny radykalizm w głoszeniu własnych - ? - poglądów iż dorównujesz radykalom których opluwasz.

>Sztuczki takie jak rozdzielanie wiary od religii są na nic.
>Religia bez wiary jest niczym. Zbiorem wymysłów, niegroźnych bajek, czymś czym obecnie jest mitologia grecka.


Ateiści tacy jak ty -(a znam wielu bardzo ostrożnych w opinii)-,na potrzeby obstrzału wielu nie przychylnych dla siebie Ideii,nieudolnie wysilają się w próbach zlewania wszystkiego w jedną bezkształtną masę w celu ułatwienia sobie zrozumienia tego czego albo nie rozumieją albo się boją.... kolega wczoraj również w dyskusji pod tym wątkiem popisywał się podobnym sposobem na radzenie sobie z inną niż jego opinią w tej sprawie.... I przykro mi po raz kolejny być świadkiem nieumiejętności w odróżnieniu pojęcia Wiary a tym czym jest Religia..... Ludzie wierzyli od zawsze,problem powstał w momencie zrozumienia czym może być -(w tym przypadku)- wiara kiedy stanie się narzędziem....
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Lekkość z jaką wam przychodzi pogarda,i przekonanie o wyższości własnych przekonań nad przekonaniami innymi od waszych,jest wystarczającym świadectwem by taką postawę nazwać nie inaczej niż arogancja.

Eureka. Oczywiście że jestem przekonany o wyższości własnych przekonań, gdybym nie był przekonany o ich wyższości, to bym miał inne, nieprawdaż?

No chyba że zrobiono by mi krzywdę w dzieciństwie, wpajając emocjonalną potrzebę posiadania pewnych ewidentnie bzdurnych przekonań, wtedy byłbym rozdarty dysonansem. Na szczęście się nie udało (nie żeby nie próbowano).

Jeżeli nie zgadzasz się z moimi przekonaniami mogłeś polemizować, zamiast w emocjonalny i mało konkretny sposób wyrażać swoją ogólną dezaprobatę w stosunku do mojej ogólnej postawy.

Szczerze uważam, że wiara religijna jest społecznie szkodliwa, i piszę o tym wprost. Zdaję sobie sprawę, że wierzącym się to nie podoba.
dzentelmen (2000 punktów)
Eureka. Oczywiście że jestem przekonany o wyższości własnych przekonań, gdybym nie był przekonany o ich wyższości, to bym miał inne, nieprawdaż?

Widzę że posługujesz się tylko sobie znaną logiką.... Nie nieprawdaż,arogantem jest się z wyboru,tak jak kurwą czy policjantem.Bowiem tyle przekonań co ludzi,aż serce żal ściska na myśl że inni mieliby wnioskować jak ty.Można mieć dwie sprzeczne opinie,i nie pienić się jak szczeniak na kogoś kto uważa inaczej,bo życie uczy pokory,i tego by ze swoim nad innymi się nie bujać,tym bardziej bezczelnie.Myślę że to doskonale wiesz,tylko Internet pozwala na udawanie w szerszej formie niż w życiu poza nim.

>No chyba że zrobiono by mi krzywdę w dzieciństwie, wpajając emocjonalną potrzebę posiadania pewnych ewidentnie bzdurnych przekonań, wtedy byłbym rozdarty dysonansem. Na szczęście się nie udało (nie żeby nie próbowano).
>Jeżeli nie zgadzasz się z moimi przekonaniami mogłeś polemizować, zamiast w emocjonalny i mało konkretny sposób wyrażać swoją ogólną dezaprobatę w stosunku do mojej ogólnej postawy.

Jakiej postawy ? ....arogant chłopaku jesteś.Przeczysz sam sobie w jednym wpisie.Na początku wspominasz o tym iż słuszna jest twoja postawa wyższości,by za chwile pisać o polemice,z kim mam polemizować ? z kimś kto nie słucha,bo zdanie innych jest mu bezwartościowe ? Moja odpowiedź była rzeczowa,a dezaprobatą emanują przeważnie arogancji.

>Szczerze uważam, że wiara religijna jest społecznie szkodliwa, i piszę o tym wprost. Zdaję sobie sprawę, że wierzącym się to nie podoba.

Jestem wierzący,i mogę cię zapewnić że dla mnie nie ma żadnego znaczenia to jaki stosunek masz do Religii -(a sam jestem jej krytykiem)-to czy ją opluwasz,czy zwalczasz,nie mam prawa ci tego zabraniać czy cię osądzać,nie mnie cię oceniać.Natomiast nie pozwolę na to by ktoś obrażał mnie za to że mam inne zdanie,takich ludzi nie toleruje,kazdy ma własną opinię.Wierzę w Boga,i chętnie o tym mogę rozmawiać....tylko czym jest otwarta rozmowa dla zamkniętych we własnych kokonach ?
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Można mieć dwie sprzeczne opinie,i nie pienić się jak szczeniak na kogoś kto uważa inaczej

Ok, nie pień się więc.

> Natomiast nie pozwolę na to by ktoś obrażał mnie za to że mam inne zdanie,takich ludzi nie toleruje,kazdy ma własną opinię.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że nie wyrażałem tu żadnej opinii na temat twojej osoby. Piszę na temat wiary religijnej.
Ewidentnie mamy tu do czynienia z tak zwaną obrazą uczuć, cóż, twój problem, możesz mnie postraszyć art. 196 KK.

> Moja odpowiedź była rzeczowa,a dezaprobatą emanują przeważnie arogancji.

Twoja rzeczowa odpowiedź była na mój temat, i faktycznie, ociekała aprobatą.

> Przeczysz sam sobie w jednym wpisie.Na początku wspominasz o tym iż słuszna jest twoja postawa wyższości,by za chwile pisać o polemice,z kim mam polemizować ? z kimś kto nie słucha,bo zdanie innych jest mu bezwartościowe?

Przekręcasz. Wspominam, że jestem przekonany o wyższości własnych przekonań.
Jestem otwarty na wszelkie próby przekonania mnie o ich niższości, a to że nadal przy nich pozostaję jest wynikiem faktu, że nikomu się to dotąd nie udało, i prawdę mówiąc mało kto próbuje. Zazwyczaj, tak jak w twoim przypadku, ludzie zamiast pisać dlaczego uważają moje przekonania na temat wiary religijnej za niesłuszne, mają do mnie pretensje że takie je mam.
19-06-2015 22:32 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>> Można mieć dwie sprzeczne opinie,i nie pienić się jak szczeniak na kogoś kto uważa inaczej
>Ok, nie pień się więc.
>> Natomiast nie pozwolę na to by ktoś obrażał mnie za to że mam inne zdanie,takich ludzi nie toleruje,kazdy ma własną opinię.
>Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że nie wyrażałem tu żadnej opinii na temat twojej osoby. Piszę na temat wiary religijnej.
>Ewidentnie mamy tu do czynienia z tak zwaną obrazą uczuć, cóż, twój problem, możesz mnie postraszyć art. 196 KK.
>> Moja odpowiedź była rzeczowa,a dezaprobatą emanują przeważnie arogancji.
>Twoja rzeczowa odpowiedź była na mój temat, i faktycznie, ociekała aprobatą.
>> Przeczysz sam sobie w jednym wpisie.Na początku wspominasz o tym iż słuszna jest twoja postawa wyższości,by za chwile pisać o polemice,z kim mam polemizować ? z kimś kto nie słucha,bo zdanie innych jest mu bezwartościowe?
>Przekręcasz. Wspominam, że jestem przekonany o wyższości własnych przekonań.
>Jestem otwarty na wszelkie próby przekonania mnie o ich niższości, a to że nadal przy nich pozostaję jest wynikiem faktu, że nikomu się to dotąd nie udało, i prawdę mówiąc mało kto próbuje. Zazwyczaj, tak jak w twoim przypadku, ludzie zamiast pisać dlaczego uważają moje przekonania na temat wiary religijnej za niesłuszne, mają do mnie pretensje że takie je mam.

Błąd drogi kolego,nie mam do ciebie żadnych pretensji,twoje życie twoje poglądy,i wiesz jakoś nie przywykłem odciągać innych od własnych przekonań,sukces że są tacy którzy wogóle je mają.Reaguję jedynie na bezpodstawne i kłamliwe pomówienia,a te czynią przeważnie ci którym brakuje argumentów,boją się bądź nie rozumieją,albo jedno i drugie....pozdrawiam.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Reaguję jedynie na bezpodstawne i kłamliwe pomówienia

O, interesujące.
Kogo twoim zdaniem pomówiono? Jeżeli rozumiesz znaczenie tego słowa, powinieneś zdawać sobie sprawę że wiary religijnej nie da się pomówić.

Fajnie że nie podajesz żadnych konkretów, ale spróbuj pisać jeszcze bardziej ogólnie, wtedy na pewno jeszcze lepiej się nie dogadamy.
dzentelmen (2000 punktów)
>> Reaguję jedynie na bezpodstawne i kłamliwe pomówienia
>O, interesujące.
>Kogo twoim zdaniem pomówiono? Jeżeli rozumiesz znaczenie tego słowa, powinieneś zdawać sobie sprawę że wiary religijnej nie da się pomówić.
>Fajnie że nie podajesz żadnych konkretów, ale spróbuj pisać jeszcze bardziej ogólnie, wtedy na pewno jeszcze lepiej się nie dogadamy.

W tej kwestii nie ma tematu.... Jakich tych konkretów się spodziewasz ? Że co,że widziałem czy słyszałem.... To czy jest Bóg,czy Boga nie ma ,jest dyskusją pozbawioną racjonalnego podłóża,rozmowa na ten temat to absurd....albo wierzysz że jest,albo nie wierzysz to wszystko.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Jakich tych konkretów się spodziewasz ? Że co,że widziałem czy słyszałem.... To czy jest Bóg,czy Boga nie ma ,jest dyskusją pozbawioną racjonalnego podłóża,rozmowa na ten temat to absurd.

Oj chyba trochę odleciałeś, przecież nawet nie rozmawialiśmy na ten temat.
Pozostaję z przeświadczeniem, że sam nie wiesz o co ci chodziło.
24-06-2015 11:15 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>> Jakich tych konkretów się spodziewasz ? Że co,że widziałem czy słyszałem.... To czy jest Bóg,czy Boga nie ma ,jest dyskusją pozbawioną racjonalnego podłóża,rozmowa na ten temat to absurd.
>Oj chyba trochę odleciałeś, przecież nawet nie rozmawialiśmy na ten temat.
>Pozostaję z przeświadczeniem, że sam nie wiesz o co ci chodziło.

Wyraziłem jedynie swoją dezaprobatę dotyczącą kierunku jaki obrała dyskusja,to chyba jej treść odpłynęła razem z niektórymi.Sprowadzać wszystko do poglądów typu: Religia to chodząca po ziemi kreatura która trawi biednych i w panice uciekających ludzi,dla których jedynym RACJONALNYM wyjściem jest ateizm....przecież to śmieszne.No tak oświeceni wiedzą lepiej,stawiając się ponad kilka miliardów ludzi.Takie stawianie sprawy uważam za skrajny przejaw radykalizmu,i ideologii którymi słowy tak chętnie się tu szasta.Żeby była jasność to tyczy się mniejszości na tym forum,bo wielu jest rozsądnych z którymi można wymienić pogląd....pozdrawiam.
24-06-2015 13:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Zrozumienie znaczenia tekstów nie zależy tylko od umiejętności komunikatywnego przekazu ich autorów, ale także
od umiejętności czytania ze zrozumieniem przez ich czytelników. Do każdej poważnej rozmowy należy się jako tako merytorycznie przygotować aby rozumieć interlokutora i wiedzieć (rozumieć znaczenie słów i treści tego) co samemu
się pod dyskusję przekazuje. Zawsze też lepiej pytać niż pouczać. www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639
.
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>Zrozumienie znaczenia tekstów nie zależy tylko od umiejętności komunikatywnego przekazu ich autorów, ale także
>od umiejętności czytania ze zrozumieniem przez ich czytelników. Do każdej poważnej rozmowy należy się jako tako merytorycznie przygotować aby rozumieć interlokutora i wiedzieć (rozumieć znaczenie słów i treści tego) co samemu
>się pod dyskusję przekazuje. Zawsze też lepiej pytać niż pouczać. www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639
>.

Tak zgadza się,i równierz uważam że arogancja będąca przejawem pychy,ludzi którym się wydaje że inni nie myślą jest równie szkodliwa jak nieumiejętność rozumienia tego co się czyta,i tego co samemu się 'produkuje'....Więc skoro mamy za sobą waśń i nieporozumienie wynikające z powodów przez nas powyżej wyłożonych,może odpowie mi pan na pytanie,kto lub co skłania pana do patrzenia na innych z góry ? choć może właściwszym pytaniem będzie,czy ów problem pan dostrzega ? ....
24-06-2015 15:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>może odpowie mi pan na pytanie,kto lub co skłania pana do patrzenia na innych z góry?
Bez przesady do patrzenia, na niektórych nawet tylko z naszego forum, to muszę głowę wysoko zadzierać. Jeżeli zdarza
mi się czasem kogoś potraktować z góry, to tylko tych, którzy próbują pouczać tu innych, a sami sobą niewiele prezentują.
Na przykład: www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,12#w669226

>choć może właściwszym pytaniem będzie,czy ów problem pan dostrzega ? ....
Zdecydowanie dostrzegam i w miarę swoich możliwości, zgodnie z linią portalu, z tym zjawiskiem walczę. Zaś to,
iż Pan nie dostrzega własnego poziomu i własnych działań, nie dziwi mnie wcale. Niektórzy - co inteligentniejsi - już tak mają, iż własnej głupoty i własnych wad nie dostrzegają, o czym zresztą już w Biblii napisano: Czemu to widzisz drzazgę
w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.


@@@
.
24-06-2015 16:50 
 Ocena 3 na 3
dzentelmen (2000 punktów)
Bez przesady do patrzenia, na niektórych nawet tylko z naszego forum, to muszę głowę wysoko zadzierać. Jeżeli zdarza
>mi się czasem kogoś potraktować z góry, to tylko tych, którzy próbują pouczać tu innych, a sami sobą niewiele prezentują.

Prawi jegomość Andrzej Bogusławski - uzurpator do prawa posiadania jedynych racji....szacunek.

>Zdecydowanie dostrzegam i w miarę swoich możliwości, zgodnie z linią portalu, z tym zjawiskiem walczę. Zaś to,
>iż Pan nie dostrzega własnego poziomu i własnych działań, nie dziwi mnie wcale. Niektórzy - co inteligentniejsi - już tak mają, iż własnej głupoty i własnych wad nie dostrzegają, o czym zresztą już w Biblii napisano: Czemu to widzisz drzazgę
>w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.


Pisze pan o nie dostrzeganiu własnego poziomu,własnej głupoty własnych wad - dostrzega je pan u siebie ? - i rzuca pan cytat z Biblii,uprzednio kompletnie ignorując to czym pan się zaprezentował.Widocznie zacietrzewienie i ograniczenie intelektualne bądź syndrom Mędrca,którym nie wiedzieć czemu raczy mnie pan w swych płytkich uwagach,uniemożliwia panu akceptację i zrozumienie że ludzie są różni,różne mają sposoby wyrazu.Jeśli ktoś,zamiast szukać wspólnego podłoża dyskusji,ogranicza się do pańskich sposobów komunikacji,nie znajduje za często zrozumienia,przykre ale mimo wszystko nie powinno to skłaniać do wyższości w postawie,bo w rzeczywistości wychodzi pan na hipokrytę i aroganta.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Wyraziłem jedynie swoją dezaprobatę dotyczącą kierunku jaki obrała dyskusja,to chyba jej treść odpłynęła razem z niektórymi.Sprowadzać wszystko do poglądów typu: Religia to chodząca po ziemi kreatura która trawi biednych i w panice uciekających ludzi,dla których jedynym RACJONALNYM wyjściem jest ateizm....przecież to śmieszne.No tak oświeceni wiedzą lepiej,stawiając się ponad kilka miliardów ludzi.Takie stawianie sprawy uważam za skrajny przejaw radykalizmu,i ideologii którymi słowy tak chętnie się tu szasta.Żeby była jasność to tyczy się mniejszości na tym forum,bo wielu jest rozsądnych z którymi można wymienić pogląd....pozdrawiam.

Tak niestety wygląda dialog z niektórymi osobami pod tym wątkiem,że obraża się kogoś bezpodstawnie bo uważa inaczej,albo zarzuca mi się że kogoś pouczam,albo co najlepsze nawracam,albo ze jestem fanatyk religijny a to już pomówienie.... Odchodzi się bezpowrotnie od głównego wątku i rzuca się gównem w każdą stronę,tym drogi kolego jestem rozczarowany.

Tak zgadza się,i równierz uważam że arogancja będąca przejawem pychy,ludzi którym się wydaje że inni nie myślą jest równie szkodliwa jak nieumiejętność rozumienia tego co się czyta,i tego co samemu się 'produkuje'....Więc skoro mamy za sobą waśń i nieporozumienie wynikające z powodów przez nas powyżej wyłożonych,może odpowie mi pan na pytanie,kto lub co skłania pana do patrzenia na innych z góry ? choć może właściwszym pytaniem będzie,czy ów problem pan dostrzega ? ....

_____________

>może odpowie mi pan na pytanie,kto lub co skłania pana do patrzenia na innych z góry?
Bez przesady do patrzenia, na niektórych nawet tylko z naszego forum, to muszę głowę wysoko zadzierać. Jeżeli zdarza
mi się czasem kogoś potraktować z góry, to tylko tych, którzy próbują pouczać tu innych, a sami sobą niewiele prezentują.
Na przykład:
www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,12#w669226

>choć może właściwszym pytaniem będzie,czy ów problem pan dostrzega ? ....
Zdecydowanie dostrzegam i w miarę swoich możliwości, zgodnie z linią portalu , z tym zjawiskiem walczę. Zaś to,
iż Pan nie dostrzega własnego poziomu i własnych działań, nie dziwi mnie wcale. Niektórzy - co inteligentniejsi - już tak mają, iż własnej głupoty i własnych wad nie dostrzegają, o czym zresztą już w Biblii napisano:
Czemu to widzisz drzazgę
w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.


>Prawi jegomość Andrzej Bogusławski - uzurpator do prawa posiadania jedynych racji....szacunek.
>Pisze pan o nie dostrzeganiu własnego poziomu,własnej głupoty własnych wad - dostrzega je pan u siebie ? - i rzuca pan cytat z Biblii,uprzednio kompletnie ignorując to czym pan się zaprezentował.Widocznie zacietrzewienie i ograniczenie intelektualne bądź syndrom Mędrca,którym nie wiedzieć czemu raczy mnie pan w swych płytkich uwagach,uniemożliwia panu akceptację i zrozumienie że ludzie są różni,różne mają sposoby wyrazu.Jeśli ktoś,zamiast szukać wspólnego podłoża dyskusji,ogranicza się do pańskich sposobów komunikacji,nie znajduje za często zrozumienia,przykre ale mimo wszystko nie powinno to skłaniać do wyższości w postawie,bo w rzeczywistości wychodzi pan na hipokrytę i aroganta.

@@@
.
24-06-2015 10:58 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>> Reaguję jedynie na bezpodstawne i kłamliwe pomówienia
>O, interesujące.
>Kogo twoim zdaniem pomówiono? Jeżeli rozumiesz znaczenie tego słowa, powinieneś zdawać sobie sprawę że wiary religijnej nie da się pomówić.
>Fajnie że nie podajesz żadnych konkretów, ale spróbuj pisać jeszcze bardziej ogólnie, wtedy na pewno jeszcze lepiej się nie dogadamy.


Tak niestety wygląda dialog z niektórymi osobami pod tym wątkiem,że obraża się kogoś bezpodstawnie bo uważa inaczej,albo zarzuca mi się że kogoś pouczam,albo co najlepsze nawracam,albo ze jestem fanatyk religijny a to już pomówienie.... Odchodzi się bezpowrotnie od głównego wątku i rzuca się gównem w każdą stronę,tym drogi kolego jestem rozczarowany.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Tak niestety wygląda dialog z niektórymi osobami pod tym wątkiem,że obraża się kogoś bezpodstawnie bo uważa inaczej,albo zarzuca mi się że kogoś pouczam,albo co najlepsze nawracam,albo ze jestem fanatyk religijny a to już pomówienie.... Odchodzi się bezpowrotnie od głównego wątku i rzuca się gównem w każdą stronę,tym drogi kolego jestem rozczarowany.

Ok, ale czemu żalisz się w dyskusji ze mną, tak jak bym to ja nazywał cię fanatykiem, zarzucał nawracanie i te tam inne rzeczy?
dzentelmen (2000 punktów)
>>Tak niestety wygląda dialog z niektórymi osobami pod tym wątkiem,że obraża się kogoś bezpodstawnie bo uważa inaczej,albo zarzuca mi się że kogoś pouczam,albo co najlepsze nawracam,albo ze jestem fanatyk religijny a to już pomówienie.... Odchodzi się bezpowrotnie od głównego wątku i rzuca się gównem w każdą stronę,tym drogi kolego jestem rozczarowany.
>Ok, ale czemu żalisz się w dyskusji ze mną, tak jak bym to ja nazywał cię fanatykiem, zarzucał nawracanie i te tam inne rzeczy?

Nie żale się kolego,wspominam jedynie również do ciebie,jako ateisty że nie jest wporządku traktować nie ateistów z góry,fakt ty nie użyłeś żadnego z tych stwierdzeń ale można tu odnieść wrażenie że niektórym takie postępowanie nie przeszkadza....szkoda czasu na roztrząsanie tego typu spraw,myślę że lepiej albo podjąć temat zawarty w wątku albo go zignorować,to wszystko....pozdrawiam
25-06-2015 11:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Nie żale się kolego,wspominam jedynie również do ciebie,jako ateisty że nie jest wporządku traktować nie ateistów z góry,fakt ty nie użyłeś żadnego z tych stwierdzeń ale można tu odnieść wrażenie że niektórym takie postępowanie nie przeszkadza....szkoda czasu na roztrząsanie tego typu spraw,myślę że lepiej albo podjąć temat zawarty w wątku albo go zignorować,to wszystko....pozdrawiam
Pan Rupson: -Nic nigdy nie jest "w takim samym stopniu." Nawet niewykształcony ateista jest zawsze "posiadaczem" jednej głupoty mniej od wykształconego religianta. Edukacja i wykształcenie nie zawsze koreluje z mądrością, rozumieniem świata, ciekawością jego zrozumienia, czego przykładem jest masa księży profesorów itp. hybryd. Łatwo też opowiadać o muzułmanach korzystających z zachodniej edukacji, gdy muszą się chociaż trochę podporządkować cywilnemu prawu i gdzie nie stanowią większości.

-A nie zastanawia Cię, że np. Świadkowie Jehowy nie płodzą terrorystów i nikogo nie zabijają? Chociaż wszystkich można nazwać fanatykami, bo jak inaczej można skazać na śmierć własne dziecko, nie godząc się na przeszczep, czy transfuzję krwi? A przecież korzystają z pojazdów i techniki, wiedzą, że wypadki się zdarzają. Są upierdliwi, szkodzą sobie samym, ale nie bałbym się obok nich mieszkać. Szariatu mi nie narzucą. Amisze to też szurnięci fanatycy, którzy ubzdurali sobie żyć w średniowieczu, ale absolutnie niegroźni. Więc tak samo groźne są wszystkie religie i ideologie? Tak samo niebezpiecznych fanatyków produkują?

-Nie ignorancie do kwadratu. Jeśli w bajce misiowi będzie wolno zabijać niewiernych, innowierców, upokarzać kobiety, mieć niewolników i jeszcze będzie za to nagradzany, a żabce wędrowniczce będzie nakazane czynienie dobra wszystkim bez względu na wyznanie, płeć itd. to pierwsza bajka będzie groźniejsza od drugiej. Może nie?? Co??
-Bajki są różne jak religie i trzeba być upośledzony, by nie wiedzieć, że bajki, komiksy, wszelkie powieści mają różny wpływ na dzieci i nie każdą można im czytać, a niektórych wręcz należy zakazać. Durne nastolatki nawet samobójstwa potrafią popełniać po ich przeczytaniu.

-Gówno! Nie jestem obrońca chrześcijaństwa, ani durnot biblijnych, a Koran to tylko ich przeróbka na jeszcze większe durnoty. Obecnie to zdecydowanie częściej islamiści mordują chrześcijan. Jeśli chcesz porównać rytuały obydwu religii to sobie pożyj w dzielnicy islamskiej, zgodnie z ich nakazami to się przekonasz. Polecam ramadan na początek. Szariat mówi ci coś? Możesz też porozmawiać z muzułmanką i chrześcijanką i sobie porównać, w której roli widziałbyś się chętniej.

-Nie jestem tu od wczoraj i dokładnie wszystko rozróżniłem po wielokroć, wiarę, religię, fanatyzm, jego szerokość, głębokość i różne zagrożenia.... nie będę wszystkiego dla ciebie powtarzał, bo i tak tego nie pojmiesz, skoro treść dla ciebie nie ma znaczenia.


Na forum mamy tak przeróżne poglądy oraz sposoby ich ekspresji,
iż każdy może sobie znaleźć odpowiedniego partnera, ale

Rożne słyszałem ludzkie narzekania:
jednemu brak pieniędzy, drugiemu - mieszkania.
Inny znów zdrowia za mało posiada,
trzeci na brak powodzenia biada.
Czwarty na brak przyjaciół narzeka,
piaty na wielka wygrane czeka.

Jedna na brak męża stale zawodzi;
inna, ze złe powietrze jej szkodzi.
Na trzecią nikt spojrzeć nie warzy,
bowiem za dużo kilogramów wazy.

Jednego tylko narzekania nie słyszałem,
choć z wieloma ludźmi się stykałem,
by ktoś wokół tego robił wiele szumu,
by ktoś narzekał na brak... rozumu.

Każdy uważa, ze dość ma samemu
i jeśli brakuje, to tylko drugiemu.


www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,651628#w654940
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,653245#w654204

@@@
.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>Nie ma żadnych racjonalnych dowodów na istnienie boga. Zatem dla racjonalisty fakty są takie: boga nie
>ma.
2 grosze:
1) Robisz błąd w założeniu nt oceny prawdziwości twierdzenia o istnieniu bogów.
Jeśli do tej pory widziałeś tylko czarne koty, czy to udowadnia, że nie istnieją koty białe? Fakt, że jakieś twierdzenie nie zostało udowodnione nie oznacza, że jest nieprawdziwe. W przypadku dowolnego z bogów brak dowodu na jego istnienie nie oznacza, że boga nie ma. Możemy nie znać odpowiedzi.

2) .. I nie poznany tej odpowiedzi bo nie da się udowodnić czegoś niezdefiniowanego.
Jest bardzo dużo definicji i rodzajów bogów,bożków, innych postaci nadprzyrodzonych ale jak sam napisałeś nie ma żadnej precyzyjnej definicji, do której możnaby się odnieść. Dowiedzenie istnienia czegoś wymaga zdefiniowania co to znaczy 'istnieć' lub jak odróżnić 'istnienie' od 'nieistnienia'. Dla przykładu z kotami, fakt, że wskażę choćby jednego białego kota udowadnia, że takie koty istnieją. Istnienie kota to stwierdzenie wystąpienia jego materialnej postaci, posiadającej swoją masę, biały kolor sierści a ponadto oddychającej i sikającej pod płotem. W opowieściach o bogach takiej precyzji nie ma więc samo dyskutowanie o tym jest nieracjonalne, nielogiczne - bo nikt nie wie dokładnie o co chodzi. Pojęcie "dowodzenie" nie aplikuje się do mglistych opowieści.

Można spróbować doprecyzowywać i tworzyć własne definicje jakiegoś boga, np. Zeus istnieje wtedy gdy można go wskazać na Olimpie. Albo bóg istnieje jeśli istnieje choć jedna osoba, która w to wierzy.... Pytanie tylko po co to robić skoro religie nie rządzą się prawami logiki i nawet jak coś udowodnisz czy obalisz będzie to dla religii obojętne. Słowo 'prawda' w religiach nie ma nic wspólnego z 'prawdą' w logice są to jedynie homonimy - dość niefortunnie podkradzione przez religie.


P.S. To jest temat bumerang na tym forum. Próby "udowadniania" lub "obalania" jakiś "dowodów" w temacie bogów udowadniają jedynie, że śmiałek nie rozumie podstaw logiki.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Próby "udowadniania" lub "obalania" jakiś "dowodów" w temacie bogów udowadniają jedynie, że śmiałek nie rozumie podstaw logiki.
Kiedy właśnie fideiście - i tylko jemu - da się - teoretycznie - za pomocą ichniej religianckiej logiki ("logiki") "udowodnić" boga.

Ale po czymś takim oni nagle tracą wiarę i zupełnie w tego swojego boga nie wierzą!

I znajdź mi jednego marnego religianta, który uwierzy, że miałam to ateistyczne objawienie z JEGO własnym bogiem - nie ma.

Bo problem z religijnością to nie jakieś tam przekonanie o istnieniu istoty nadprzyrodzonej, tylko uparte obstawanie przy swojej religianckiej deklaracji. Jedynymi w całym tym układzie wierzącymi są ateiści, którzy naiwnie wierzą, że deklarujący się jako wierzący wierzą naprawdę.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
dzentelmen (2000 punktów)
>> Próby "udowadniania" lub "obalania" jakiś "dowodów" w temacie bogów udowadniają jedynie, że śmiałek nie rozumie podstaw logiki.
>Kiedy właśnie fideiście - i tylko jemu - da się - teoretycznie - za pomocą ichniej religianckiej logiki ("logiki") "udowodnić" boga.
>Ale po czymś takim oni nagle tracą wiarę i zupełnie w tego swojego boga nie wierzą!
>I znajdź mi jednego marnego religianta, który uwierzy, że miałam to ateistyczne objawienie z JEGO własnym bogiem - nie ma.
>Bo problem z religijnością to nie jakieś tam przekonanie o istnieniu istoty nadprzyrodzonej, tylko uparte obstawanie przy swojej religianckiej deklaracji. Jedynymi w całym tym układzie wierzącymi są ateiści, którzy naiwnie wierzą, że deklarujący się jako wierzący wierzą naprawdę.
>
Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.


Widzisz droga Pani,poruszasz zupełnie inną stronę sprawy.To jakie motywy ma ów człowiek religijny czy nie religijny,jest mozliwe do uzasadnienia tylko przez niego i często tylko dla siebie,choć wielu nawet sobie nie jest w stanie wyjaśnić własnej postawy....Myślę że zdrowszą dla dyskusji drogą o Wierze czy nie wierze jest droga na której porzucimy dogmaty i religie,bo inaczej rozmowa nabierze charakteru zabobonu,a to ograniczenie ma tyle duże że skutecznie uniemożliwia rozmowę.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>poruszasz zupełnie inną stronę sprawy
Oczywiście. Racjonalną.

Gdyż racjonalnie jest oddzielić fakty od np. wierzeń. I ja Autorowi wątku uprzytamniam, że i on potrafi to zrobić.

>To jakie motywy ma ów człowiek religijny czy nie religijny,jest mozliwe do uzasadnienia tylko przez niego
Nie widać, by dla Autora wątku uzasadnienie dlaczego nie wierzy że jego bóg mi się objawił było możliwe. Dlatego albo spróbuje zapomnieć o mojej wypowiedzi, albo go ona otrzeźwi.

>zdrowszą dla dyskusji drogą o Wierze czy nie wierze jest droga na której porzucimy dogmaty i religie
Jakie dogmaty, przecież jestem ateistką.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
dzentelmen (2000 punktów)
>>poruszasz zupełnie inną stronę sprawy
>Oczywiście. Racjonalną.
>Gdyż racjonalnie jest oddzielić fakty od np. wierzeń. I ja Autorowi wątku uprzytamniam, że i on potrafi to zrobić.
>>To jakie motywy ma ów człowiek religijny czy nie religijny,jest mozliwe do uzasadnienia tylko przez niego
> Nie widać, by dla Autora wątku uzasadnienie dlaczego nie wierzy że jego bóg mi się objawił było możliwe. Dlatego albo spróbuje zapomnieć o mojej wypowiedzi, albo go ona otrzeźwi.
>>zdrowszą dla dyskusji drogą o Wierze czy nie wierze jest droga na której porzucimy dogmaty i religie
>Jakie dogmaty, przecież jestem ateistką.
>
Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.



Piszę o dogmacie który wyklucza wolność myślenia,ogranicza.A to najczęściej pojawia się kiedy rozmowa schodzi w stronę religii,a to nie jest już wtedy dyskusja o tym czym jest Wiara,tylko czym jest religia i jej zabobony,tego unikam.
maceox (6766 punktów)
>>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>>1. Boga na pewno nie ma.
>>2. Religie to samo zło.
>>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.

Przyznam, że trudno jest mi zrozumieć, przez jak długi czas można tego nie zrozumieć.

>Chciałbym ograniczyć się w dyskusji tylko do sprawy boga.
Ja się nie będę ograniczał:

ad 1. Nauka niczego nie wie "na pewno", a już na pewno nie to, że czegoś wydumanego nie ma.

ad 2. Religie (treści religijne) to element kultury tak samo dobry jak muzyka i nauka, a w dodatku najdobitniej świadczący o nieograniczoności ludzkiej umysłowości. Szkoda tylko, że akurat religie (procesy społeczno-religijne) są najczęściej skażone wiarą.

ad 3. Kurde tak długo działasz na forum i nawet nie potrafisz odróżnić osób (i ich godności) od postaw (np. wiary, która ogranicza intelektualnie).
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Inspiracją do wątku był ten oto post, który napisał Pan Bogusławski:
>to ja:
>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>1. Boga na pewno nie ma.
> 2. Religie to samo zło.
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
>tu Bogusławski
Za każdym razem Pan albo wykazał się pełną niemożliwością zrozumienia tego co piszę, albo - co bardziej prawdopodobne - ordynarnie Pan skłamał aby po zmanipulowaniu czyiś wypowiedzi wykazać swoje pseudoracje. Nigdy i nigdzie powyższych zdań nie wypowiedziałem i nie wypowiedziałbym, gdyż nie>zgadzam się z ich treścią. Spokojnie może Pan, wraz ze swoimi ideowymi przyjaciółmi wierzyć, iż kiedykolwiek i w czymkolwiek przyparł mnie Pan do muru. Z wiarą nie ma dyskusji.
Punkt pierwszy już omówiłem i wykazałem, że nie mogę mówić o czymś, że nie istnieje, gdy nawet nie wiem co dany termin (słowo) znaczy. Przejdźmy więc do punktu drugiego.
> 2. Religie to samo zło.
Od czasów które pamiętam ja za zło uważałem wiarę, a nie mity (religie/ideologie) i tego dotyczył jeden z naszych pierwszych sporów (czerwiec 2012).
www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,2#w480488
www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,2#w480500
www.racjon(*)m.php/s,478028/z,0/d,5#w481169

Zdecydowanie myli Pan mój pogląd z poglądem Stevena Weinberga:

Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli.
Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.


Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara".

@@@
.
17-06-2015 15:03 
 0 na 2
dzentelmen (2000 punktów)

>Zdecydowanie myli Pan mój pogląd z poglądem Stevena Weinberga:
> Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli.
>Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.

>Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara".
>@@@

To dość płytkie sformuowanie -(mam na myśli owego Weinberga)- stawiające kłamliwą tezę na potrzeby poklasku ludzi o podobnych poglądach na omawianą kwestie.Zło o którym wspomina Weinberg,rodzi się w ludziach niezależnie od tego,czym się oni trudzą,czym są zajęci,w co zrzeszenii,czy są religijni czy nie.Dobry człowiek może czynić zło z miliona powodów,w których religii nie ma.Mógł bym przewrotnie napisać,że to co jest potrzebne do tego by dobry człowiek czynił zło to nie -(na przekór takim jak on)- religia a IDEOLOGIIA.Ignorancją z niewiedzy jest zakładać inaczej.To IDEOLOGIE stoją za największymi rzeziami w historii naszego gatunku.Ideologie polityczne i systemowe.Podlicz sam XX wiek.... do dziś.Aczkolwiek polityczny charakter ludzkiej natury,już dawno uświadomił człowiekowi że na potrzeby Polityczne wykorzystać można wszystko,religię również.

Natomiast martwi mnie twój brak zrozumienia oczywistej różnicy między pojęciem czym jest Wiara a Religią,to pojęcia czesto celowo na siebie nakładane,by ułatwić takim jak ty obstrzał wielu fundamentalnych Ideii na raz,na to człowiek Wiary,myślący nigdy nie da zgody,bo to prostactwo tych co z braku akceptacji idą na łatwiznę również w myśleniu i formułowaniu.
17-06-2015 21:01 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>To dość płytkie sformuowanie -(mam na myśli owego Weinberga)-
-Sam jesteś płytki a rżniesz wielkiego filozofa. Przekaz jest prosty. Ludzie są różni niezależnie od wyznawanej religii. Ale to, że dobrzy ludzie czasami czynią zło często jest spowodowane tym, że muszą to robić, nawet jeśli niechętnie. Bo jest jakiś nakaz, którego boją się złamać, przykazanie, jakieś święto i muszą coś ubić rytualnie, pościć za dnia i narzucać to swoim dzieciom. Bo jak sąsiedzi zobaczą, że czegoś nie przestrzega, to marnie z nim. Nie zapobiegnie kamienowaniu, sam rzuci kamieniem, by mieć spokój. Jeśli jest silnie wierzący, to da sobie wmówić, że zabicie niewiernego to nic złego, a nawet jest zasługa u Allaha. I gdyby nie religia, w której wzrastał, nigdy by nawet o tym nie pomyślał. Nie widzisz, że więcej zła dzieje się w krajach mocno religijnych? Jest mniej tolerancji, mniej praw, więcej durnych zakazów, przemocy ostrzejsze prawo? Konflikty między wyznaniami, narodami, różnie wyznającymi nawet tę samą religię. Chyba, że tylu złych ludzi się tam po prostu rodzi? Ta wersja lepsza? Prawdziwsza? Broniąc religii, zrzucasz cała winę na ludzi.

>stawiające kłamliwą tezę na potrzeby poklasku ludzi o podobnych poglądach na omawianą kwestie.Zło o którym wspomina Weinberg,rodzi się w ludziach niezależnie od tego,czym się oni trudzą,czym są zajęci,w co zrzeszenii,czy są religijni czy nie.
-Brednie, brednie. Wszystkich tu pouczasz, Weinberg to dla ciebie patyk, a potem wrzeszczysz coś o szacunku?
>Dobry człowiek może czynić zło z miliona powodów,w których religii nie ma.Mógł bym przewrotnie napisać,że to co jest potrzebne do tego by dobry człowiek czynił zło to nie -(na przekór takim jak on)- religia a IDEOLOGIIA.
-Każda religia to jednocześnie jakaś ideologia, mędrku. System tzw, wartości, nakazów i zakazów moralnych wzorców postępowania, określania celów dla człowieka.

>Ignorancją z niewiedzy jest zakładać inaczej.
-Cały czas się nią popisujesz. Ignorancja z niewiedzy?? Co to właściwie oznacza?
17-06-2015 21:45 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>-Sam jesteś płytki a rżniesz wielkiego filozofa. Przekaz jest prosty.
Broniąc religii, zrzucasz cała winę na ludzi.

Ty cwaniaczku,z za klawiatury czy ja ci ubliżam ? Chyba nie.Odpuść sobie piane,i przeczytaj jescze raz coś napisał.
Ja jedynie przedstawiłem własne stanowisko,jeśli masz problem i wczuwasz się na tyle że odbierasz sprawę osobiście twój problem.
A jeśli nie potrafisz dostrzec fundamentalnej różnicy między Religią -(której nie bronię,bo częściej krytykuję)- a Ideologią polityczną i systemową,nie mam o czym z tobą rozmawiać,bo ty za wszelką cenę będziesz ślepo wszystkie pojęcia równał do własnej potrzeby.

>-Brednie, brednie. Wszystkich tu pouczasz, Weinberg to dla ciebie patyk, a potem wrzeszczysz coś o szacunku?
>-Cały czas się nią popisujesz. Ignorancja z niewiedzy?? Co to właściwie oznacza?

Nikogo nie pouczam,wypowiadam jedynie własne zdanie,jak napisałem wyżej masz widocznie emocjonalny problem,bo traktujesz sprawę zbyt nerwowo.
A Weinberg żadnym patykiem dla mnie nie jest.Widzisz ty masz problem z czytaniem ze zrozumieniem,nigdzie bowiem mu nie ująłem,stwierdziłem jedynie że dla mnie jego wypowiedź w tej kwestii jest płytka i kłamliwa.
Ignorancją z niewiedzy jest natomiast,olewanie cudzego zdania w podjętej dyskusji z powodu braku jego zrozumienia bądź braku argumentacji uzasadniającej własne stanowisko,bądź słuszność twierdzeń,czego dałeś doskonały przykład.I nie ubliżaj innym,bo sam sobie szkodzisz.
17-06-2015 22:18 
 Ocena 1 na 1
Rupson (1793 punktów)
>Ty cwaniaczku,z za klawiatury czy ja ci ubliżam ? Chyba nie.Odpuść sobie piane,i przeczytaj jescze raz coś napisał.

>>-Cały czas się nią popisujesz. Ignorancja z niewiedzy?? Co to właściwie oznacza?
>Nikogo nie pouczam,wypowiadam jedynie własne zdanie,jak napisałem wyżej masz widocznie emocjonalny problem,bo traktujesz sprawę zbyt nerwowo.
-Jak wygląda "ignorancja z niewiedzy"? To zdanie nie ma krztyny sensu. Ignorancja to brak wiedzy!

>A Weinberg żadnym patykiem dla mnie nie jest.Widzisz ty masz problem z czytaniem ze zrozumieniem,nigdzie bowiem mu nie ująłem,stwierdziłem jedynie że dla mnie jego wypowiedź w tej kwestii jest płytka i kłamliwa.
-Ty oczywiście możesz kogoś nazywać kłamcą nie ubliżając mu? I że mówi to dla poklasku u sobie podobnych. Nie widzisz własnego chamstwa i agresji, nieuku i zasrany dżentelmenie?

>Ignorancją z niewiedzy jest natomiast,olewanie cudzego zdania w podjętej dyskusji z powodu braku jego zrozumienia bądź braku argumentacji uzasadniającej własne stanowisko,bądź słuszność twierdzeń,czego dałeś doskonały przykład.I nie ubliżaj innym,bo sam sobie szkodzisz.
-Zgadnij gdzie mam twoje nakazy? Argumenty cię nie ruszają, wrodzona czy nabyta odporność? Zapewne poddany od dziecka religijnemu praniu mózgu, nawet w szkółce Hamasu dla samobójców, nadal byłbyś dżentelmenem, a dzieciak od nich zabrany i wychowany w normalnej rodzinie i tak chciałby zginąć z bombą w autobusie? Widzisz młotku o co chodzi, co potrafi robić z ludzi religia?
dzentelmen (2000 punktów)
>>Ty cwaniaczku,z za klawiatury czy ja ci ubliżam ? Chyba nie.Odpuść sobie piane,i przeczytaj jescze raz coś napisał.
>>>-Cały czas się nią popisujesz. Ignorancja z niewiedzy?? Co to właściwie oznacza?
>>Nikogo nie pouczam,wypowiadam jedynie własne zdanie,jak napisałem wyżej masz widocznie emocjonalny problem,bo traktujesz sprawę zbyt nerwowo.
>-Jak wygląda "ignorancja z niewiedzy"? To zdanie nie ma krztyny sensu. Ignorancja to brak wiedzy!
>>A Weinberg żadnym patykiem dla mnie nie jest.Widzisz ty masz problem z czytaniem ze zrozumieniem,nigdzie bowiem mu nie ująłem,stwierdziłem jedynie że dla mnie jego wypowiedź w tej kwestii jest płytka i kłamliwa.
>-Ty oczywiście możesz kogoś nazywać kłamcą nie ubliżając mu? I że mówi to dla poklasku u sobie podobnych. Nie widzisz własnego chamstwa i agresji, nieuku i zasrany dżentelmenie?
>>Ignorancją z niewiedzy jest natomiast,olewanie cudzego zdania w podjętej dyskusji z powodu braku jego zrozumienia bądź braku argumentacji uzasadniającej własne stanowisko,bądź słuszność twierdzeń,czego dałeś doskonały przykład.I nie ubliżaj innym,bo sam sobie szkodzisz.
>-Zgadnij gdzie mam twoje nakazy? Argumenty cię nie ruszają, wrodzona czy nabyta odporność? Zapewne poddany od dziecka religijnemu praniu mózgu, nawet w szkółce Hamasu dla samobójców, nadal byłbyś dżentelmenem, a dzieciak od nich zabrany i wychowany w normalnej rodzinie i tak chciałby zginąć z bombą w autobusie? Widzisz młotku o co chodzi, co potrafi robić z ludzi religia?

Ty tępy jesteś strasznie.Twoje ograniczenie intelektualne zapewne jest dziedziczne,za grosz zrozumienia tego co się czyta.... z takim typem jak ty to tylko w pysk.
Jak mogę dyskutować z kimś kto nie jest świadomy różnic między Religią a Ideologią,a w dodatku nie wie czym jest Ignorancja,albo jesteś jescze młody,albo głupota została z tobą już na dobre....Nie wysilaj się już szkoda czasu
18-06-2015 08:25 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>Jak mogę dyskutować z kimś kto nie jest świadomy różnic między Religią a Ideologią,
-Przestań błaźnie z tą różnicą. Myślisz, że wszyscy tu głupsi od ciebie? W kwestii powiedzenia Weinberga nie ma znaczenia, czy religia, czy wiara są przyczyną zła czynionego przez dobrych ludzi, choć on mówi akurat o religii i ma rację. Po czym poznasz, czy ktoś prześladuje w takiej Afryce albinosów, wypędza dzieci skazane za czary, morduje za czary, dokonuje rytualnych obrzezań? Bo taki rytuał, tradycja religia? Czy tylko wierzy durnemu szamanowi? A wierzy bo to część jego religii. Nie zawsze oddzielisz religię od wiary. Z wiary nie zawsze wynika religia, ale nie ma religii bez wiary, nie licząc ludzi udających religijnych. A nikt tu nie mówi o deistach. Przyczyną zła są durne wierzenia, często uzewnętrzniane w postaci debilnych, a nawet krwawych praktyk religijnych.

>a w dodatku nie wie czym jest Ignorancja,albo jesteś jescze młody,albo głupota została z tobą już na dobre....Nie wysilaj się już szkoda czasu
-Nadal biedaku nie sprawdziłeś w żadnym słowniku?
synonim.net/synonim/ignorancja
pl.wiktionary.org/wiki/ignorancja
sjp.pwn.pl/sjp/ignorancja;2561161.html

-Nie widzisz, że to wyrażenie jest nielogiczne, wręcz absurdalne? Ignorancja to brak wiedzy, ignorancja to właśnie niewiedza, to synonimy. Może to być też brak wiedzy z konkretnej dziedziny (np. z fizyki), ale nie z niewiedzy. Niewiedza nie jest żadną dziedziną. To jakbyś napisał "niewiedza z niewiedzy." Ale to tylko świadczy o zacietrzewieniu i głupocie, gdy nie potrafisz poprawić błędu, ani się do niego przyznać. Wolisz w nim trwać. Typowa cecha dżentelmena....
18-06-2015 11:33 
 Ocena 2 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Przekaz jest prosty. Ludzie są różni niezależnie od wyznawanej religii. Ale to, że dobrzy ludzie czasami czynią zło często jest spowodowane tym, że muszą to robić, nawet jeśli niechętnie. Bo jest jakiś nakaz, którego boją się złamać, przykazanie, jakieś święto i muszą coś ubić rytualnie, pościć za dnia i narzucać to swoim dzieciom. Bo jak sąsiedzi zobaczą, że czegoś nie przestrzega, to marnie z nim. Nie zapobiegnie kamienowaniu, sam rzuci kamieniem, by mieć spokój. Jeśli jest silnie wierzący, to da sobie wmówić, że zabicie niewiernego to nic złego, a nawet jest zasługa u Allaha. I gdyby nie religia, w której wzrastał, nigdy by nawet o tym nie pomyślał. Nie widzisz, że więcej zła dzieje się w krajach mocno religijnych? Jest mniej tolerancji, mniej praw, więcej durnych zakazów, przemocy ostrzejsze prawo? Konflikty między wyznaniami, narodami, różnie wyznającymi nawet tę samą religię. Chyba, że tylu złych ludzi się tam po prostu rodzi? Ta wersja lepsza? Prawdziwsza? Broniąc religii, zrzucasz cała winę na ludzi.
Tak, ma Pan tu rację:
Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.

Aleksander Sołżenicyn: Ideologia - to ona dostarcza upragnionego usprawiedliwienia łotrostwu i koniecznej, wieloletniej odporności zbrodniarzowi. Potrzebna mu jest teoria społeczna, która pomoże mu - przed sobą samym i przed innymi - wybielić własne postępki i słyszeć - nie wyrzuty, nie przekleństwa, tylko pienia pochwalne i wyrazy czci. W ten sposób inkwizytorzy szukali oparcia i usprawiedliwienia w chrześcijaństwie, konkwistadorzy - w chwale ojczyzny, kolonizatorzy - cywilizacji, hitlerowcy - w rasie, jakobini i bolszewicy - w równości, braterstwie i szczęściu przyszłych pokoleń.

Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści - każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,656589#w656639

@@@
.
18-06-2015 12:19 
 Ocena 1 na 3
Rupson (1793 punktów)
>Tak, ma Pan tu rację:
> Każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu.
-I właśnie o tym mówił Weinberg. Trudno uwierzyć, by akurat na terenach opanowanych przez dane religie, ideologie, rodziło się więcej złych ludzi, mimo iż definitywnie więcej zła się tam dzieje. Człowiek potencjalnie dobry, opanowany przez dogmaty, religijne otoczenie, zbałamucony, da sobie wmówić, naprawdę uwierzy, że np. cierpienie uszlachetnia, oczyszcza cierpiącego, zbliżając go do boga. Wówczas pozwoli na jego zadawanie a nawet sam się do tego przyczyni. Można nawet podać przykład Matki Teresy, która w swych umieralniach nie pozwalała na stosowanie środków znieczulających.

>Aleksander Sołżenicyn: Ideologia - to ona dostarcza upragnionego usprawiedliwienia łotrostwu i koniecznej, wieloletniej odporności zbrodniarzowi. Potrzebna mu jest teoria społeczna, która pomoże mu - przed sobą samym i przed innymi - wybielić własne postępki i słyszeć - nie wyrzuty, nie przekleństwa, tylko pienia pochwalne i wyrazy czci. W ten sposób inkwizytorzy szukali oparcia i usprawiedliwienia w chrześcijaństwie, konkwistadorzy - w chwale ojczyzny, kolonizatorzy - cywilizacji, hitlerowcy - w rasie, jakobini i bolszewicy - w równości, braterstwie i szczęściu przyszłych pokoleń.

-I to też prawda. I co należy podkreślić, ideologie i religie wymienione w cytacie jednak dostarczały tego usprawiedliwienia dla łotrostwa. Nie da się więc powiedzieć że religia jest OK., a jedynie źli ludzie ją wykorzystują do swych niecnych poczynań.
18-06-2015 13:10 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>-I właśnie o tym mówił Weinberg.
Nie, i o tym wyżej w poście do pana Brzostowskiego napisałem:

Zdecydowanie myli Pan mój pogląd z poglądem Stevena Weinberga:

Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli.
Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.


Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara".

______________

Steven Weinberg mówi o religii, a ja o wierze.

> I co należy podkreślić, ideologie i religie wymienione w cytacie jednak dostarczały tego usprawiedliwienia dla łotrostwa.
Tak, Pan sądzi, a może konkrety, że usprawiedliwienie (czy nawet zmuszanie do) łotrostwa zawarte jest w doktrynach, a nie w praktyce. Odwrotnie na ile ja znam religie/ideologie, to one w warstwie słownej nawołują do czynienia dobra i przeciwstawiania się złu. Zresztą sama religia/ideologia bez wierzących w nią ludzi nie ma żadnego znaczenia. To dopiero wiara nadaje im sens oraz moc.

> Nie da się więc powiedzieć że religia jest OK.,
Nie wiem czy się nie da. Czynią tak miliardy. Ja zaś ani tak nie mówię, ani tak nie twierdzę.

> a jedynie źli ludzie ją wykorzystują do swych niecnych poczynań.
Tu jest gorzej, gdyż wiara będąca immanentną częścią każdej religii pozwala (lub nawet zmusza) dobrym ludziom czynić zło.

@@@
.
18-06-2015 13:43 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>Tak, Pan sądzi, a może konkrety, że usprawiedliwienie (czy nawet zmuszanie do) łotrostwa zawarte jest w doktrynach, a nie w praktyce. Odwrotnie na ile ja znam religie/ideologie, to one w warstwie słownej nawołują do czynienia dobra i przeciwstawiania się złu.
-Sęk w tym, że nawołują do czynienia takiego dobra jak je definiują ci, którzy tę ideologię tworzyli. To "dobro" nie każdemu się podoba, nie dla każdego jest dobrem. Poza tym chcą czynić to "dobro" nawet, tym którzy go sobie nie życzą i tu się wszystko zaczyna. O ile ja znam religie, to w każdej jest mnóstwo szkodliwych głupot, nonsensownych przykazań i zakazów, co trudno uznać za dobro. I jeszcze rzecz istotna. Ludzie rodzą się różni, ale problem z religiami polega na tym, że to nie ludzie je sobie wybierają, choć też się to zdarza. Człowiek rodzi się już w danej religii i ma ją wpajaną od dziecka, co potem ma wpływ na jego wybory, często przez całe życie.

>Zresztą sama religia/ideologia bez wierzących w nią ludzi nie ma żadnego znaczenia. To dopiero wiara nadaje im sens oraz moc.
-Oczywiście.
>> Nie da się więc powiedzieć że religia jest OK.,
>Nie wiem czy się nie da. Czynią tak miliardy. Ja zaś ani tak nie mówię, ani tak nie twierdzę.
>> a jedynie źli ludzie ją wykorzystują do swych niecnych poczynań.
>Tu jest gorzej, gdyż wiara będąca immanentną częścią każdej religii pozwala (lub nawet zmusza) dobrym ludziom czynić zło.
-I to jest właśnie zgodne z tym, co powiedział Weinberg odnośnie dobrych ludzi i religii. I wcale nie jest to sprzeczne z tym, że źli ludzie wykorzystają każdą ideologię/religię do usprawiedliwiania swych łotrostw.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
(...) na ile ja znam religie/ideologie, to one w warstwie słownej nawołują do czynienia dobra i przeciwstawiania się złu.
> - Sęk w tym, że nawołują do czynienia takiego dobra jak je definiują ci, którzy tę ideologię tworzyli.
Wcale niekoniecznie: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,556927#w557306 wszystkie doktryny religijne podlegają stałemu aggiornamento, czyli dopasowaniu starych mitów do współczesności.

>To "dobro" nie każdemu się podoba, nie dla każdego jest dobrem.
Dokładnie tak. Zręby wszystkich liczebnie się liczących religii powstawały w starożytności i były tworzone na podstawie tamtej wiedzy, która albo jest sprzeczna z dzisiejszą wiedzą naukową, albo ma się do niej nijak. Wiele z tych rzeczy, które przedstawiciele różnych religii uważają za dobro i usiłują wmusić innym do przestrzegania - z punktu widzenia naukowej wiedzy, czy społecznej praktyki - jest wprost złem.

>Poza tym chcą czynić to "dobro" nawet, tym którzy go sobie nie życzą i tu się wszystko zaczyna.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,666989#w668509

> O ile ja znam religie, to w każdej jest mnóstwo szkodliwych głupot, nonsensownych przykazań i zakazów, co trudno uznać za dobro.
Ale to Pan tak uważa, a wierzący uważają Pana za wroga religii i ich samych.

> Ludzie rodzą się różni, ale problem z religiami polega na tym, że to nie ludzie je sobie wybierają, choć też się to zdarza. Człowiek rodzi się już w danej religii i ma ją wpajaną od dziecka, co potem ma wpływ na jego wybory, często przez całe życie.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

Zresztą sama religia/ideologia bez wierzących w nią ludzi nie ma żadnego znaczenia.
To dopiero wiara nadaje im sens oraz moc.

>-Oczywiście.

> Nie da się więc powiedzieć że religia jest OK.,
Nie wiem czy się nie da. Czynią tak miliardy. Ja zaś ani tak nie mówię, ani tak nie twierdzę.

> a jedynie źli ludzie ją wykorzystują do swych niecnych poczynań.
Tu jest gorzej, gdyż wiara będąca immanentną częścią każdej religii pozwala (lub nawet zmusza) dobrym ludziom czynić zło.
>-I to jest właśnie zgodne z tym, co powiedział Weinberg odnośnie dobrych ludzi i religii. I wcale nie jest to sprzeczne z tym, że źli ludzie wykorzystają każdą ideologię/religię do usprawiedliwiania swych łotrostw.
A ja się z nim tu nie zgadzam i pytam Pana ile zła obecnie, gdy już nie mają wierzących wyznawców, czynią te nawet najbardziej złe i krwawe religie. Każda religia bez wierzących wyznawców jest martwa, a zła też nie czynią ani bogowie, ani też religie tylko wierzący w nie ludzie.

__________________

Napisałem do pana Brzostowskiego: Zdecydowanie myli Pan mój pogląd z poglądem Stevena Weinberga:

Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli.
Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.


Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara"

Pan 'dzentelmen' zwrócił mi łaskawie uwagę: Którą dla świętego spokoju, aby nie wdawać się w nic nie wnoszące pyskówki i aby nie udzielić słusznej odpowiedzi w stylu - "Sam jesteś płytki a rżniesz wielkiego filozofa. - Brednie, brednie. Wszystkich tu pouczasz, Weinberg to dla ciebie patyk,
a potem wrzeszczysz coś o szacunku"
, wolałem zmilczeć, ale dla Szanownego 'dzentelmena', to mało. On w jakiś tam sposób musi dać ujście swojej mądrości.

Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668950

Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668957

Profil pana 'dzentelmena': www.racjonalista.pl/index.php/s,47/k,77627

No i pogadaliśmy sobie jak 'dzentelmen' z dżentelmenem, a teraz 'dzentelmenów', to tu się dziwnie namnożyło.

@@@
.
Rupson (1793 punktów)
>Wcale niekoniecznie: www.racjon(*).php/z,0/d,12/s,556927#w557306

Cytat:
miłość, gotowość poświęcenia się dla innych ludzi,
• równość i sprawiedliwość, chęć pomocy zwłaszcza biednym i poniżonym,
• pokora, szacunek dla innych,
• potępienie bogaczy, gromadzenia dóbr materialnych jako celu życiowego,
• poszanowanie prawdy i prawdomówności,
• umiejętność wybaczania, nawet wrogom,
• odrzucenie przemocy, pacyfizm.

-Wybrane z całego religijnego bagna, ale naiwne. Nie mogę wszystkich kochać i nie wszyscy mojej miłości potrzebują. Równość to często niesprawiedliwość i odwrotnie. Pokora słowo wytrych dla bojących się prawdy i krytyki. Nie potępiam bogaczy, ewentualnie sposób dochodzenie do bogactwa. Nie wybaczam wrogom, jeśli o to nie proszą, bo to ich rozzuchwala. Pacyfizm to poddanie się tyranom.

>> O ile ja znam religie, to w każdej jest mnóstwo szkodliwych głupot, nonsensownych przykazań i zakazów, co trudno uznać za dobro.
>Ale to Pan tak uważa, a wierzący uważają Pana za wroga religii i ich samych.
-Tak, prezentuję moje poglądy, a kto mnie uważa za wroga religii ma rację. Jestem nim.
>>-I to jest właśnie zgodne z tym, co powiedział Weinberg odnośnie dobrych ludzi i religii. I wcale nie jest to sprzeczne z tym, że źli ludzie wykorzystają każdą ideologię/religię do usprawiedliwiania swych łotrostw.
>A ja się z nim tu nie zgadzam i pytam Pana ile zła obecnie, gdy już nie mają wierzących wyznawców, czynią te nawet najbardziej złe i krwawe religie. Każda religia bez wierzących wyznawców jest martwa, a zła też nie czynią ani bogowie, ani też religie tylko wierzący w nie ludzie.
-To jasne. Religia bez ludzi to tylko historia. Weinberg też mówi o ludziach czyniących zło pod wpływem religii, nie samej religii. Czy państwo islamskie powstało bo zebrali się tam źli ludzie, czy panująca tam religia zrobiła z ludzi morderczych debili? Tak, teraz garną się tam wszelkie męty z całego świata, ale bez islamu to by nie powstało.
19-06-2015 13:49 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>-Wybrane z całego religijnego bagna,
Nie, wybrane z kulturowego dorobku ludzkości. W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych i mądrych tekstów,
gdyż najczęściej różni mędrcy je pisali.

> ale naiwne.
Zdecydowanie wolę naiwność w zestawieniu z obłudą i cynizmem.

>Nie mogę wszystkich kochać i nie wszyscy mojej miłości potrzebują.
To Pańska sprawa i Pański wybór, mnie nic do tego.

>Równość to często niesprawiedliwość i odwrotnie.
Bóg nas wszystkim cholernie nierówno podzielił i tylko ludzie mogą, a moim zdaniem powinni, nas zrównywać - choć bez przesady, gdyż elitaryzm intelektualny uważam za niezbędny składnik kultury.

> Pokora słowo wytrych dla bojących się prawdy i krytyki.
Ora et labora, a garb ci sam wyrośnie. Jakoś nie bardzo z Panem się tu zgadzam, gdyż raczej inaczej bym to ujął,
że nawoływanie do pokory jest strachem możnych tego świata przed krytyką. Ale dokładnie to nie wiem, gdyż nigdy pokornym nie byłem.

> Nie potępiam bogaczy, ewentualnie sposób dochodzenie do bogactwa.
Nie potępiam żadnych ludzi, dopóki nie łamią przyjętych przeze mnie norm (najczęściej zgodnych z normami cywilizacji
w której żyję, choć czasem ostrzejszych)
.

>Nie wybaczam wrogom, jeśli o to nie proszą, bo to ich rozzuchwala.
Jestem cholerykiem, który poza ludzkimi bestiami, jest skłonny - po pewnym czasie, czasem dłuższym, gdy występek większy - wszystkim wybaczyć.

> Pacyfizm to poddanie się tyranom.
Nie jestem pacyfistą

> O ile ja znam religie, to w każdej jest mnóstwo szkodliwych głupot, nonsensownych przykazań i zakazów, co trudno uznać za dobro.
Ale to Pan tak uważa, a wierzący uważają Pana za wroga religii i ich samych.
>-Tak, prezentuję moje poglądy, a kto mnie uważa za wroga religii ma rację. Jestem nim.
Więc nie jesteśmy razem. Nie jestem wrogiem religii, a tym bardziej religijnych ludzi. Ja jestem wrogiem tylko głupoty
i wynikającego z niej religianctwa. Mam swoje swoje poglądy i nie chcę ich zmieniać, gdyż właśnie na takie a nie inne, pracowałem całe życie. Staram się zawsze pozostawać sobą i małostkowość, obłuda i chamstwo są mi już
z natury obce.

>-I to jest właśnie zgodne z tym, co powiedział Weinberg odnośnie dobrych ludzi i religii. I wcale nie jest to sprzeczne z tym, że źli ludzie wykorzystają każdą ideologię/religię do usprawiedliwiania swych łotrostw.
A ja się z nim tu nie zgadzam i pytam Pana ile zła obecnie, gdy już nie mają wierzących wyznawców, czynią te nawet najbardziej złe i krwawe religie. Każda religia bez wierzących wyznawców jest martwa, a zła też nie czynią ani bogowie, ani też religie tylko wierzący w nie ludzie.
>-To jasne. Religia bez ludzi to tylko historia. Weinberg też mówi o ludziach czyniących zło pod wpływem religii, nie samej religii.
Co to znaczy religia bez ludzi (gdy zawsze w historii ludzkości są jacyś tam ludzie, wierzący w to, czy w tamto lub też wcale nie wierzący), to ja nie bardzo wiem, natomiast wiem, że religia jest zawsze uzależniona od wierzących w nią ludzi, a więc od wiary.

>Czy państwo islamskie powstało bo zebrali się tam źli ludzie, czy panująca tam religia zrobiła z ludzi morderczych debili?
A może warto czegoś więcej się dowiedzieć i o islamie i państwach islamskich oraz takich, w których islam panuje?
Może czegoś więcej o państwach arabskich i polityce mocarstw wobec tych państw? Może warto coś wiedzieć o sytuacji społecznej w tych krajach. Wtedy jakoś przychodzi niektórym do głowy, iż religia to ma na tą sytuację mały wpływ i tylko jest ideologicznie wykorzystywaną *, ale do tego to trzeba myśleć samodzielnie bez podpórek pseudoautorytetami.

>Tak, teraz garną się tam wszelkie męty z całego świata, ale bez islamu to by nie powstało.
Tego jest Pan pewien? Ja jestem przekonanym, że mogłoby to powstać na bazie każdej religii/ideologii i że to tylko przypadek, że tam gdzie panował islam tam powstała ta zbrodnicza ideologia na bazie islamu. Islam to dla większości muzułmanów religia pokoju i miłości bliźniego.
_________________

* Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem.
Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.

Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.

Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.

@@@
.
19-06-2015 19:56 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>>-Wybrane z całego religijnego bagna,
>Nie, wybrane z kulturowego dorobku ludzkości. W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych i mądrych tekstów,
-Które wcale nie przynależą religiom. Zapisano tam wiele rzeczy, które przyzwoity człowiek uważa za normalność. A wszystko po to, by trochę tych wyznawców zachęcić. Trochę dobra, a potem seria durnot, absurdów, strachu i różnych "głębot". Takie czary mary, dla naiwnych, że niby sami, bez religii, nie potrafiliby być dobrymi. Niestety wielu się na to nabiera, nawet niewierzących.

>Zdecydowanie wolę naiwność w zestawieniu z obłudą i cynizmem.
-Obłuda to już cecha typowo "religijna". Trzeba się mocno oszukiwać by w to wierzyć.

>> Pokora słowo wytrych dla bojących się prawdy i krytyki.
>Ora et labora, a garb ci sam wyrośnie. Jakoś nie bardzo z Panem się tu zgadzam, gdyż raczej inaczej bym to ujął,
>że nawoływanie do pokory jest strachem możnych tego świata przed krytyką. Ale dokładnie to nie wiem, gdyż nigdy pokornym nie byłem.
-W sumie chodzi mi oto, że pychą jest wymaganie od kogoś pokory. Mi cudza pokora jakoś nie jest potrzebna.

>>-Tak, prezentuję moje poglądy, a kto mnie uważa za wroga religii ma rację. Jestem nim.
>Więc nie jesteśmy razem. Nie jestem wrogiem religii, a tym bardziej religijnych ludzi.
-Gdy religia (czyli ludzie religijni) bywa wrogiem prawdy, przyzwoitości, postępu, medycyny, nauki równości, pokoju... a bywałą i bywa taką kulą u nogi ludzkości, to nie mogę być do tego nastawiony przychylnie, więc jestem wrogiem religii. Tak samo jak faszyzmu, czy komunizmu i wielu innych "izmów".

>>Tak, teraz garną się tam wszelkie męty z całego świata, ale bez islamu to by nie powstało.
>Tego jest Pan pewien? Ja jestem przekonanym, że mogłoby to powstać na bazie każdej religii/ideologii i że to tylko przypadek, że tam gdzie panował islam tam powstała ta zbrodnicza ideologia na bazie islamu.
-Czy islamiści w Europie są inni? W spokojnej Szwecji już się przekonali, że to nie kwestia miejsca tylko ideologii i ludzi na niej "wyhodowanych". Wszędzie zrzeszają się w podobne grupy niebezpiecznych wariatów i oficjalnie głoszą, że dążą do wprowadzenia prawa szariatu, w każdym kraju gdzie się osiedlają.

>Islam to dla większości muzułmanów religia pokoju i miłości bliźniego.
-Komunizm też. O obłudzie już była mowa. Im częściej to potarzają, tym bardziej są obłudni, to wręcz skrajny cynizm.
20-06-2015 21:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>-Wybrane z całego religijnego bagna,
Nie, wybrane z kulturowego dorobku ludzkości. W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych i mądrych tekstów,
gdyż najczęściej różni mędrcy je pisali.

>-Które wcale nie przynależą religiom.
Jak mogą nie przynależeć, gdy ja właśnie o religijnych tekstach pisałem: W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych
i mądrych tekstów, gdyż najczęściej różni mędrcy je pisali.


> Zapisano tam wiele rzeczy, które przyzwoity człowiek uważa za normalność.
Zapisano tam wiele rzeczy nawołujących do zachowania w imię bogów pożądanych przez autorów postaw moralnych.
Co wcale nie znaczy abym uważał, iż to moralność religijna daje nam najwartościowsze wzorce moralne tylko to,
że te wzorce kiedyś tam zostały wpisane w religijne teksty.

>A wszystko po to, by trochę tych wyznawców zachęcić.
W czasach, gdy je tworzono myśl bezbożna - nawet gdy istniała - to nie miała żadnego znaczenia. Intelektualny ateizm
w kulturze Zachodu zaczyna się w Starożytnej Grecji i też wcale nie zdobywa popularności, ale też filozofia grecka ma swój udział w intelektualnych spekulacjach bogom i ich istnieniu poświęconym. Por. np.: www.teolog(*)ie-jako-teolodzy-adam-drozdek/ Wyznawcy inaczej są zachęcani: www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>Trochę dobra, a potem seria durnot, absurdów, strachu i różnych "głębot". Takie czary mary, dla naiwnych, że niby sami, bez religii, nie potrafiliby być dobrymi.
Jakoś mam wrażenie, iż takimi ocenami wydaje Pan bardziej opinię o sobie samym niż o dorobku starożytnych spekulacji filozoficzno-religijnych. Ja tam - w czasach gdy je poznawałem - byłem prost zachwycony mądrością tamtych myślicieli. Przecież każdy może dokonywać intelektualnych spekulacji tylko na podstawie dostępnej mu wiedzy. Może warto zainteresować się historią światopoglądu, a nie oceniać ze swojej dzisiejszej perspektywy jakości tamtych przemyśleń.

>Niestety wielu się na to nabiera, nawet niewierzących.
Na co się nabiera? Jakoś mi się wydaje, iż to Pan dał się nabrać w świętą wiarę w jakiś tam prymitywny ateizm i stał się osobistym wrogiem Pana Boga oraz religii. Mogę się tu mylić, ale takie mam wrażenie. www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,668549#w669015

Zdecydowanie wolę naiwność w zestawieniu z obłudą i cynizmem.
>-Obłuda to już cecha typowo "religijna".
Tak, rozumiem. W Pańskiej religii wszystko co religijne musi być złem. Nie, obłuda jest ludzką cechą, choć spotykaną rzeczywiście najczęściej w jej głębokiej formie wśród kapłanów - szczególnie Kościoła Katolickiego - ale wcale nie ma podstaw do określenia obłudy jako cechy typowo 'religijnej'.

>Trzeba się mocno oszukiwać by w to wierzyć.
Tak, według Pana istnieje tylko jedna prawdziwa religia godna wiary i jest to Pańska religia. Ja zaś uważam, że wcale nie trzeba się oszukiwać, że więcej mądrości się kryje w postawie racjonalnej niż w zacietrzewionej opozycji ateizmu do teizmu opartej na wierze w to, iż bogowie nie istnieją, czy tym, że religie są głupie. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a wierzyć można we wszystko.

>Pokora słowo wytrych dla bojących się prawdy i krytyki.
Ora et labora, a garb ci sam wyrośnie. Jakoś nie bardzo z Panem się tu zgadzam, gdyż raczej inaczej bym to ujął,
że nawoływanie do pokory jest strachem możnych tego świata przed krytyką. Ale dokładnie to nie wiem, gdyż nigdy pokornym nie byłem.


>-W sumie chodzi mi oto, że pychą jest wymaganie od kogoś pokory.
Król lew obudził się rano jakiś głodny. Podszedł do pierwszego pasącego się zwierzaka i spytał.
- Kto ty jesteś ?
- Jestem antylopa.
- A ja jestem król zwierząt i ty będziesz na śniadanie - wyjął kopiowy ołówek zza ucha poślinił, zapisał, spotkał następne.
- Kto ty jesteś?
- Jestem bawół.
- A ja jestem król zwierząt i ty będziesz na obiad - wyjął kopiowy ołówek zza ucha poślinił zapisał, spotkał następne.
- Kto ty jesteś?
- Jestem małpa.
- A ja jestem król zwierząt i ty będziesz na kolację - wyjął kopiowy ołówek zza ucha poślinił zapisał.
- A ja cię pie.... - rzekła małpa przesuwając się na wyższą gałąź drzewa.
- AAaaa, to ja cię skreślam - wyjął kopiowy .....

Od tego są pokorne owce aby je strzyc. Mnie muszą sobie wykreślić z listy. Staram się myśleć samodzielnie i samodzielnie podejmować decyzje.

>-Tak, prezentuję moje poglądy, a kto mnie uważa za wroga religii ma rację. Jestem nim.
Więc nie jesteśmy razem. Nie jestem wrogiem religii, a tym bardziej religijnych ludzi.
>-Gdy religia (czyli ludzie religijni)
Trudno rozmawiąć z wierzącymi, gdyż oni nie zwracają uwagi na wypowiedzi innych tylko klepią to w co wierzą. Odesłałem już wyżej do Wikipedii opisującej czym jest religia. Religia to nie ludzie religijni, to system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).
A ludzie religijni, tak jak i niereligijni (choć wtedy rzadziej) tak jak Pan napisał"
"bywają wrogiem prawdy, przyzwoitości, postępu, medycyny, nauki równości, pokoju..."

CDN

@@@
.
21-06-2015 10:08 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>>Trochę dobra, a potem seria durnot, absurdów, strachu i różnych "głębot". Takie czary mary, dla naiwnych, że niby sami, bez religii, nie potrafiliby być dobrymi.
>Jakoś mam wrażenie, iż takimi ocenami wydaje Pan bardziej opinię o sobie samym niż o dorobku starożytnych spekulacji filozoficzno-religijnych. Ja tam - w czasach gdy je poznawałem - byłem prost zachwycony mądrością tamtych myślicieli. Przecież każdy może dokonywać intelektualnych spekulacji tylko na podstawie dostępnej mu wiedzy. Może warto zainteresować się historią światopoglądu, a nie oceniać ze swojej dzisiejszej perspektywy jakości tamtych przemyśleń.

-I tu jest pies pogrzebany. Ja wcale nie oceniam starożytnych, za to jakie wnioski wyciągali z obserwacji rzeczywistości. Nie mieli dość danych. Ale dziś je mamy i chodzi właśnie o dzisiejszą perspektywę. Mamy własne mózgi, swoje doświadczenia, badania, naukę, i jak każde pokolenie prawo do własnej oceny rzeczywistości bez jakiejś uniżoności w stosunku do czegoś, tylko dlatego, że stare i ktoś w to mocno wierzył. Dlaczego dzisiaj, ludzie mający powszechny dostęp do wszelkiej wiedzy trwają w starożytnych absurdach? To dzisiejsi ignoranci chcą budować jakiś system wartości na bredzeniach starożytnych. W imię czego niby? Brać co mądre i dobre, i do kosza z bzdetami. Pan był zachwycony poznawaniem mądrości jakichś myślicieli, bo i tacy bywali, ale większość mitów religijnych, z perspektywy człowieka przyzwoitego, budzi oburzenie i obrzydzenie. Historia światopoglądu nie zmieni mojego nastawienia do niego. To pomoże zrozumieć motywacje tych, co je tworzyli, ale to nie czyni mądrzejszymi tych, co dziś w nie wierzą lub się nimi zachwycają. Historie teorii powinny tu przykładem, po prostu fałszywe się odrzuca i co najwyżej traktuje jako ciekawostki i anegdoty.
21-06-2015 13:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

Nie, wybrane z kulturowego dorobku ludzkości. W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych i mądrych tekstów,
>-Które wcale nie przynależą religiom. Zapisano tam wiele rzeczy, które przyzwoity człowiek uważa za normalność. A wszystko po to, by trochę tych wyznawców zachęcić. Trochę dobra, a potem seria durnot, absurdów, strachu i różnych "głębot". Takie czary mary, dla naiwnych, że niby sami, bez religii, nie potrafiliby być dobrymi. Niestety wielu się na to nabiera, nawet niewierzących.

Więc nie jesteśmy razem. Nie jestem wrogiem religii, a tym bardziej religijnych ludzi.
>-Gdy religia (czyli ludzie religijni) bywa wrogiem prawdy, przyzwoitości, postępu, medycyny, nauki równości, pokoju... a bywałą i bywa taką kulą u nogi ludzkości, to nie mogę być do tego nastawiony przychylnie, więc jestem wrogiem religii.
Jakoś mam wrażenie, iż takimi ocenami wydaje Pan bardziej opinię o sobie samym niż o dorobku starożytnych spekulacji filozoficzno-religijnych. Ja tam - w czasach gdy je poznawałem - byłem prost zachwycony mądrością tamtych myślicieli. Przecież każdy może dokonywać intelektualnych spekulacji tylko na podstawie dostępnej mu wiedzy. Może warto zainteresować się historią światopoglądu, a nie oceniać ze swojej dzisiejszej perspektywy jakości tamtych przemyśleń.
>-I tu jest pies pogrzebany.
Gdzie?

>Ja wcale nie oceniam starożytnych, za to jakie wnioski wyciągali z obserwacji rzeczywistości. Nie mieli dość danych.
Widocznie nie bardzo potrafię czytać ze zrozumieniem. Napisałem: W religijnych tekstach znajdziemy sporo pięknych i mądrych tekstów, a one w większości powstały w starożytności - co Pan skomentował: Zapisano tam wiele rzeczy, które przyzwoity człowiek uważa za normalność. A wszystko po to, by trochę tych wyznawców zachęcić. Trochę dobra, a potem seria durnot, absurdów, strachu i różnych "głębot". Takie czary mary, dla naiwnych, że niby sami, bez religii, nie potrafiliby być dobrymi. Dobra, uznajmy, że nie o starożytnych Pan myślał.

> Ale dziś je mamy i chodzi właśnie o dzisiejszą perspektywę.
Wszyscy mamy? Jakoś mi się wydaje, iż nawet w Polsce to nie wszyscy są tacy mądrzy jak Pan: [Załącznik] i zupełnie różnie ta "dzisiejsza perspektywa" jest rozłożoną.

>Mamy własne mózgi, swoje doświadczenia, badania, naukę, i jak każde pokolenie prawo do własnej oceny rzeczywistości bez jakiejś uniżoności w stosunku do czegoś, tylko dlatego, że stare i ktoś w to mocno wierzył.
Choćby dlatego, iż Dobry Bóg zupełnie nierówno talentami dzieli i mamy choć własne to różne mózgi, własne, a nie wspólne badania, do których się odwołujemy, mamy swoją wiarę i swoją niewiarę oraz autorytety, na których się zawieszamy.
Pan uwierzył w jedynosłuszność własnych poglądów i chciałby je wszystkim narzucić, to czym to się różni od religijnej propagandy wszelakich ideologii?

>Dlaczego dzisiaj, ludzie mający powszechny dostęp do wszelkiej wiedzy trwają w starożytnych absurdach?
Gdyż święcie w nie wierzą, a wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

>To dzisiejsi ignoranci chcą budować jakiś system wartości na bredzeniach starożytnych.
A dlaczego tylko starożytnych? Ani komunizm, ani neoliberalizm do starożytnych za bardzo się nie odwołuje. Oni tylko tak mocno wierzą we własną ideologię, iż przypisują jej walor naukowości.

> W imię czego niby?
W imię świętej wiary.

>Brać co mądre i dobre, i do kosza z bzdetami.
Ależ ideologia chrześcijańska i komunistyczna są dobre i piękne. To ja uważam, że idei na rynku powinno być wiele i powinny ze sobą konkurować. Uważam, że nie ma jedynie słusznych rozwiązań społecznych i powinien zwyciężać pragmatyzm rozwiązań prowadzący do tego aby jak największej grupie obywateli żyło się jak najlepiej i mogli się samorealizować, ale ja jestem nie wierzącym i zdecydowanie nie wierzę aby ktokolwiek miał patent na to co dobre i piękne.

> Pan był zachwycony poznawaniem mądrości jakichś myślicieli, bo i tacy bywali, ale większość mitów religijnych, z perspektywy człowieka przyzwoitego, budzi oburzenie i obrzydzenie.
Bardzo wysoko Pan się ceni, ale ja znając historię, bardzo się takich ludzi - głęboko wierzących w swoje racje - boję.

>Historia światopoglądu nie zmieni mojego nastawienia do niego.
Nikt wierzącego nie przekona...

> To pomoże zrozumieć motywacje tych, co je tworzyli, ale to nie czyni mądrzejszymi tych, co dziś w nie wierzą lub się nimi zachwycają.
Oczywiście tu mądrość jest tylko z wierzącymi w swoją jedynie słuszną racje. Racjonalizm jest do dupy. Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. (...)

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne). (...)

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. (...)


>Historie teorii
Nie wiem o czym Pan tu mówi? W nauce nie wydzielono takiego działu.

>Historie teorii powinny tu przykładem, po prostu fałszywe się odrzuca i co najwyżej traktuje jako ciekawostki i anegdoty.
A które są fałszywe i kto o tym decyduje? Ten kto mocniej wierzy i wydaje mu się, że ma patent na rację?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624723
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,662307#w662932
Cała historia nas uczy, że nie ma i nigdy nie będzie, żadnych jedynie słusznych rozwiązań i wszelkie próby narzucania innym swojej wiary kończą się tragicznie.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,379449#w380954

.
21-06-2015 14:01 
 Ocena 1 na 1
Rupson (1793 punktów)
>Pan uwierzył w jedynosłuszność własnych poglądów i chciałby je wszystkim narzucić, to czym to się różni od religijnej propagandy wszelakich ideologii?
-W nic nie uwierzyłem i niczego nikomu nie narzucam. Nazywam jedynie bzdury bzdurami, bez względu na to kto i kiedy je wymyślił, a ignorantów ignorantami, gdy usilnie w nie wierzą nie zważając na fakty.

>>Dlaczego dzisiaj, ludzie mający powszechny dostęp do wszelkiej wiedzy trwają w starożytnych absurdach?
>Gdyż święcie w nie wierzą, a wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.
-J. w.
>W imię świętej wiary.
-J. w.

>> Pan był zachwycony poznawaniem mądrości jakichś myślicieli, bo i tacy bywali, ale większość mitów religijnych, z perspektywy człowieka przyzwoitego, budzi oburzenie i obrzydzenie.Bardzo wysoko Pan się ceni,
-Zawsze o jeden poziom wyżej od religijnych ignorantów. Jedna ułomność mniej.

>>Historie teorii
>Nie wiem o czym Pan tu mówi? W nauce nie wydzielono takiego działu.
-Zjadłem słowo. Historia teorii naukowych powinno być.

>A które są fałszywe i kto o tym decyduje? Ten kto mocniej wierzy i wydaje mu się, że ma patent na rację?
-Rzeczywistość, fizyka chemia, biologia. Gdy ktoś wygłosi teorię, że jego wiara pozwoli mu latać, grawitacja natychmiast jego teorię zweryfikuje.

>Cała historia nas uczy, że nie ma i nigdy nie będzie, żadnych jedynie słusznych rozwiązań i wszelkie próby narzucania innym swojej wiary kończą się tragicznie.
-Niestety dziś zbyt często tragicznie kończą ci, którzy nie chcą przyjąć danej wiary. A ci co ją narzucają mają się świetnie i jeszcze się ich usprawiedliwia historią, biedą, stosunkami społecznymi lub po prostu zrzucając winę na USA. No i o Żydach nie zapominajmy.
21-06-2015 18:20 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
Taki sentyment do religii może być pierwszym krokiem do nawrócenia.
21-06-2015 18:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Taki sentyment do religii może być pierwszym krokiem do nawrócenia.
Tyle, iż mi jeszcze tu brak sentymentu do wiary, a jeszcze bardziej do głupoty i to niezależnie od ideologii/religii,
z którymi są związane. Wiara w to, że Boga nie ma jest tak samo głupia, jak wiara w to, że Bóg jest.
I najważniejsze! Na co miałbym się nawrócić - na Pańską wiarę? www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,4#w668673
Dziękuję, ale nie kupuję. Wybieram racjonalizm i naturalizm.

@@@
.
21-06-2015 20:59 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>I najważniejsze! Na co miałbym się nawrócić - na Pańską wiarę?
>Dziękuję, ale nie kupuję.
Jeszcze trochę i Szanowny Pan mnie o ewangelizację posądzi.

>Tyle, iż mi jeszcze tu brak sentymentu do wiary, a jeszcze bardziej do głupoty
A to trzeba mieć sentyment do głupoty, żeby być wyznawcą jakiejś religii?
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Taki sentyment do religii może być pierwszym krokiem do nawrócenia.
Tyle, iż mi jeszcze tu brak sentymentu do wiary , a jeszcze bardziej do głupoty i to niezależnie od ideologii/religii,
z którymi są związane. Wiara w to, że Boga nie ma jest tak samo głupia, jak wiara w to, że Bóg jest.
I najważniejsze! Na co miałbym się nawrócić - na Pańską wiarę?
Dziękuję, ale nie kupuję. Wybieram racjonalizm i naturalizm.


>A to trzeba mieć sentyment do głupoty, żeby być wyznawcą jakiejś religii?
(A przeczytał Pan powyższy tekst, wraz z zawartością linków, ze zrozumieniem? Jakoś wątpię?)
Głupota, tak jak i wiara są ponadwyznaniowe (ponadświatopoglądowe) i zupełnie niezależne od ideologii/religii,
w którą się wierzy. Osobowość religijna tworzy się bardzo wcześnie: www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041 pl.wikiped(*)sobowość_autorytarna i jest bardzo trudna do przezwyciężenia, niezależnie od religii/ideologii, w której zostaliśmy ukształtowani. Natomiast człowiek, który racjonalną drogą odrzucił już wiarę musiałby rzeczywiście zgłupieć,
aby do niej powrócić.

@@@
.
20-06-2015 21:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy.

> to nie mogę być do tego nastawiony przychylnie, więc jestem wrogiem religii.
Pańska sprawa mnie nic do tego. Każdy sam za siebie odpowiada i każdy sam siebie kompromituje.

>Czy państwo islamskie powstało bo zebrali się tam źli ludzie, czy panująca tam religia zrobiła z ludzi morderczych debili?
A może warto czegoś więcej się dowiedzieć i o islamie i państwach islamskich oraz takich, w których islam panuje?
Może czegoś więcej o państwach arabskich i polityce mocarstw wobec tych państw? Może warto coś wiedzieć o sytuacji społecznej w tych krajach. Wtedy jakoś przychodzi niektórym do głowy, iż religia to ma na tą sytuację mały wpływ i tylko jest ideologicznie wykorzystywaną, ale do tego to trzeba myśleć samodzielnie bez podpórek pseudoautorytetami
.

>Tak, teraz garną się tam wszelkie męty z całego świata, ale bez islamu to by nie powstało.
Tego jest Pan pewien? Ja jestem przekonanym, że mogłoby to powstać na bazie każdej religii/ideologii i że to tylko przypadek, że tam gdzie panował islam tam powstała ta zbrodnicza ideologia na bazie islamu. Islam to dla większości muzułmanów religia pokoju i miłości bliźniego.

>-Czy islamiści w Europie są inni?
Islamiści nigdzie nie są inni. To ideologia polityczna wywiedziona z fundamentalizmu islamskiego. Natomiast muzułmanie są różni, nawet nie tylko europejscy, ale także ci z krajów muzułmańskich.

>-W spokojnej Szwecji już się przekonali, że to nie kwestia miejsca tylko ideologii i ludzi na niej "wyhodowanych".
O czym w Szwecji się przekonano? Według mnie - podobnie jak w innych bogatych krajach - przekonano się, że wśród imigrantów wyznających islam islamistów jest sporo i że są groźni, ale nie przekonano się nigdzie, że islam jest groźniejszym od innych religii i kwestią jest tu tylko głębokość wiary - religijny (fideistyczny) fundamentalizm usprawiedliwiający w imię swojej wiary, podłość, głupotę oraz zbrodnię.

> Wszędzie zrzeszają się w podobne grupy niebezpiecznych wariatów i oficjalnie głoszą, że dążą do wprowadzenia prawa szariatu, w każdym kraju gdzie się osiedlają.
Nie wszędzie i nie wszyscy. W Polsce też jest spora grupa "niebezpiecznych wariatów", którzy wszystkimi siłami próbują spenalizować prawo pod wymogi doktryny religijnej w którą wierzą, ale na szczęście, że choć agresywni i głośni, to nie stanowią jeszcze większości. Zacietrzewionych wiarą we własną rację nie brakuje nigdzie. www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,7#w668863

Islam to dla większości muzułmanów religia pokoju i miłości bliźniego.
>-Komunizm też.
Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści - każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,656589#w656639
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,579693#w579921
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,555861#w556535

@@@
.
21-06-2015 10:19 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>O czym w Szwecji się przekonano? Według mnie - podobnie jak w innych bogatych krajach - przekonano się, że wśród imigrantów wyznających islam islamistów jest sporo i że są groźni, ale nie przekonano się nigdzie, że islam jest groźniejszym od innych religii i kwestią jest tu tylko głębokość wiary - religijny (fideistyczny) fundamentalizm usprawiedliwiający w imię swojej wiary, podłość, głupotę oraz zbrodnię.

-I to jest właśnie ta cecha islamu, w tym jest on groźniejszy od innych religii, że tworzy większą ilość głęboko wierzących fanatyków, niż inne religie. Już niemal we wszystkich zakątkach Ziemi, poza Antarktydą, przekonano się że jest groźniejszy. Chyba, że uważa pan akurat Arabów za nację wyjątkowo wredną, że każdą religię doprowadziliby do takiego obłędnego stanu?
21-06-2015 10:49 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
O czym w Szwecji się przekonano? Według mnie - podobnie jak w innych bogatych krajach - przekonano się, że wśród imigrantów wyznających islam islamistów jest sporo i że są groźni, ale nie przekonano się nigdzie, że islam jest groźniejszym od innych religii i kwestią jest tu tylko głębokość wiary - religijny (fideistyczny) fundamentalizm usprawiedliwiający w imię swojej wiary, podłość, głupotę oraz zbrodnię.
>-I to jest właśnie ta cecha islamu, w tym jest on groźniejszy od innych religii, że tworzy większą ilość głęboko wierzących fanatyków, niż inne religie.
Trudno dyskutować z człowiekiem, który dysponuje tak ogromną wiedzą ogólną, a na temat islamu to wprost przytłaczająca. Dobrze by tylko było, gdyby zechciał się Pan poza swoją wiarą odwołać do jakiś badań naukowych.

> Już niemal we wszystkich zakątkach Ziemi, poza Antarktydą, przekonano się że jest groźniejszy.
Gdzie i jak się przekonano?
Może jakieś szczegóły, gdyż trudno rozmawiać z człowiekiem, któremu Islam z Islamistami się myli:
>-Czy islamiści w Europie są inni?
Islamiści nigdzie nie są inni. To ideologia polityczna wywiedziona z fundamentalizmu islamskiego. Natomiast muzułmanie są różni, nawet nie tylko europejscy, ale także ci z krajów muzułmańskich.

> Chyba, że uważa pan akurat Arabów za nację wyjątkowo wredną, że każdą religię doprowadziliby do takiego obłędnego stanu?
O to chodzi, że ja żadnej nacji nie uważam za wredną, nie mówiąc już o jakiejś jej wyjątkowości, i żadnej religii za lepszą od innych. Natomiast do takiego stanu doprowadziły państwa Zachodu ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Do takiego stanu przyczyniły się też stosunki społeczne w krajach arabskich nakładające się na głęboką wiarę ludzi biednych
i sfrustrowanych własną sytuacją. Kawałek ciekawej wiedzy dla ludzi myślących samodzielnie, ale nie islam, Islamiści
i kraje arabskie są tu przedmiotem rozmowy.

@@@
.
21-06-2015 12:50 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>>-I to jest właśnie ta cecha islamu, w tym jest on groźniejszy od innych religii, że tworzy większą ilość głęboko wierzących fanatyków, niż inne religie.
>Trudno dyskutować z człowiekiem, który dysponuje tak ogromną wiedzą ogólną, a na temat islamu to wprost przytłaczająca. Dobrze by tylko było, gdyby zechciał się Pan poza swoją wiarą odwołać do jakiś badań naukowych.

-Żeby stwierdzić istnienie tęczy, nie potrzeba badań naukowych. Te jedynie wyjaśniają jak powstaje. A moja wiara? Tak, zazwyczaj wierzę w to co widzę, choć czasami i to wymaga potwierdzenia.
>> Już niemal we wszystkich zakątkach Ziemi, poza Antarktydą, przekonano się że jest groźniejszy.
>Gdzie i jak się przekonano?
-Od nowa mam wypisywać jak w krajach islamskich traktuje się kobiety, innowierców, co grozi za ateizm, apostazję, jak wychowuje się od dziecka w nienawiści do Zachodu, jak uzbrojone grupy islamistów mordują chrześcijan np. w Afryce? Zamachy z ofiarami śmiertelnymi były już wszędzie w Europie, Ameryce, Afryce, Australii. Jakich badań tu potrzeba? Chyba psychiatrycznych.

>O to chodzi, że ja żadnej nacji nie uważam za wredną, nie mówiąc już o jakiejś jej wyjątkowości, i żadnej religii za lepszą od innych.
-Nie wszystkie religie i ideologie są identycznie szkodliwe, nie wiem czemu to tak trudno pojąć.
>Natomiast do takiego stanu doprowadziły państwa Zachodu ze Stanami Zjednoczonymi na czele.
-No tu pan kpisz w żywe oczy, znowu winne USA. To przez USA nie wolno kobietom prowadzić samochodu, owija się je szmatami od dziecka i nie posyła szkoły, przez USA dokonuje się tam kamienowań, obrzezań i sprzedaje nieletnie na żony, które potem lądują w szpitalach po krwawej inicjacji seksualnej. To przez USA mułłowie głoszą durnoty i nie pozwalają na szczepienia dzieci...Można usprawiedliwiać obecne krzywdy, wyrządzane nawet samym sobie, jakimiś historycznymi zaszłościami? To już ma tak być zawsze? Bo historii nie zmienimy. Sami sobie ukręcili ten bicz gdy uznali koran za jedyną wartościową księgę. Przed islamem, ten rejon rozwijał się nawet szybciej od Europy.

>Do takiego stanu przyczyniły się też stosunki społeczne w krajach arabskich nakładające się na głęboką wiarę ludzi biednych
>i sfrustrowanych własną sytuacją.
-Ludzi biednych nigdzie nie brakuje, ale to nie biedni akurat stanowią o sile terroryzmu islamskiego, a wręcz przeciwnie. Bin Laden biedakiem też nie był.
21-06-2015 12:50 
 Ocena 3 na 3
szarley (54912 punktów)
>-I to jest właśnie ta cecha islamu, w tym jest on groźniejszy od innych religii, że tworzy większą ilość głęboko wierzących fanatyków, niż inne religie. Już niemal we wszystkich zakątkach Ziemi, poza Antarktydą, przekonano się że jest groźniejszy.

Spalmy to:

21-06-2015 14:05 
 Ocena 1 na 1
Rupson (1793 punktów)
>>-I to jest właśnie ta cecha islamu, w tym jest on groźniejszy od innych religii, że tworzy większą ilość głęboko wierzących fanatyków, niż inne religie. Już niemal we wszystkich zakątkach Ziemi, poza Antarktydą, przekonano się że jest groźniejszy.
>Spalmy to:
>

-Mam coś odpowiedzieć? Budynek nie ponosi odpowiedzialności za to, jaki dureń w nim przebywa, ani jakie idiotyzmy głosi. Wystarczy?
21-06-2015 14:23 
 Ocena 1 na 3
szarley (54912 punktów)
>-Mam coś odpowiedzieć? Budynek nie ponosi odpowiedzialności za to, jaki dureń w nim przebywa, ani jakie idiotyzmy głosi. Wystarczy?

Budynek to symbol.

To podaj przykład choć jednego durnia, który w tym budynku idiotyzmy głosi? Zwłaszcza takiego, który nawołuje w nim do wojny i agresji

Ponad 300 lat stoi zaledwie 250 km od Twojego domu i nigdy stamtąd iskra fanatyzmu nie wyszła przeciwko sąsiadom a byli wśród tych sąsiadów i prawosławni mówiący po białorusku i katolicy i niemieckojęzyczni lutheranie i żydzi ze swoim jidysz

Niedawno namalowano na nim świnię,, żeby go sprofanować
Niebezpieczny nie jest islam. Niebezpieczny jest fanatyzm. Także antyislamski i zajedno czy religijny czy antyreligijny
21-06-2015 14:51 
 Ocena 4 na 4
Rupson (1793 punktów)
>>-Mam coś odpowiedzieć? Budynek nie ponosi odpowiedzialności za to, jaki dureń w nim przebywa, ani jakie idiotyzmy głosi. Wystarczy?
>Budynek to symbol.
>To podaj przykład choć jednego durnia, który w tym budynku idiotyzmy głosi? Zwłaszcza takiego, który nawołuje w nim do wojny i agresji
-Słabo zrozumiałeś, żaden budynek nie ponosi odpowiedzialności, nawet jako symbol. A kto tam przebywał konkretnie? Nie wiem. Ale skoro to świątynia muzułmanów, to głoszone są tam idiotyzmy islamskie. Podobnie jak w kościołach katolickich idiotyzmy chrześcijańskie. Szukasz u mnie agresji?
>Ponad 300 lat stoi zaledwie 250 km od Twojego domu i nigdy stamtąd iskra fanatyzmu nie wyszła przeciwko sąsiadom a byli wśród tych sąsiadów i prawosławni mówiący po białorusku i katolicy i niemieckojęzyczni lutheranie i żydzi ze swoim jidysz
-Mówisz jakbyś wysłuchał tam wszystkich nabożeństw. Poza tym tu jest ich jeszcze za mało, aby stać się tak bezczelnymi jak na Zachodzie. Tam już sypią się iskry fanatyzmu, z niejednego meczetu.

>Niedawno namalowano na nim świnię,, żeby go sprofanować
>Niebezpieczny nie jest islam. Niebezpieczny jest fanatyzm. Także antyislamski i zajedno czy religijny czy antyreligijny
-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków, szczególnie takich którzy nie ograniczają się do słów. A jak wygląda fanatyzm antyislamski? Trzeba świnię namalować, wysadzić w powietrze autobus z arabskimi dziećmi? Czy wystarczy nazwać tę religię szkodliwym idiotyzmem?
21-06-2015 15:02 
 Ocena 3 na 3
szarley (54912 punktów)
>A kto tam przebywał konkretnie? Nie wiem. Ale skoro to świątynia muzułmanów, to głoszone są tam idiotyzmy islamskie. Podobnie jak w kościołach katolickich idiotyzmy chrześcijańskie. Szukasz u mnie agresji?

Nie szukam. Znajduję

>>Niedawno namalowano na nim świnię,, żeby go sprofanować
>>Niebezpieczny nie jest islam. Niebezpieczny jest fanatyzm. Także antyislamski i zajedno czy religijny czy antyreligijny
>-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków,
Znasz ideologię w której nigdy nie było fanatyków?

>A jak wygląda fanatyzm antyislamski? Trzeba świnię namalować, wysadzić w powietrze autobus z arabskimi dziećmi? Czy wystarczy nazwać tę religię szkodliwym idiotyzmem?
Zaczyna się od przekonania o własnej wyższości, od tego, że ma się rację a ci inni to idioci. Potem jest pogarda, potem głoszenie na publicznych forach, że to ONI są winni terroryzmowi, gorsi głupsi...
Potem to już jakoś pójdzie, ktoś to podchwyci, namaluje świnię, ktoś podpali drzwi Pakistańczyka, kilku kiboli wywiesi jakiś transparent, aż w końcu praska policja odkrywa, że ktoś chciał wrzucić granat do islamskiego domu modlitw.
21-06-2015 16:31 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>>A kto tam przebywał konkretnie? Nie wiem. Ale skoro to świątynia muzułmanów, to głoszone są tam idiotyzmy islamskie. Podobnie jak w kościołach katolickich idiotyzmy chrześcijańskie. Szukasz u mnie agresji?
>Nie szukam. Znajduję
-Biedactwo. To Ty jesteś otoczony przez agresje ze wszystkich stron. Tyle wokół ostrych słów, wulgaryzmów, dosadnych sformułowań. Ja żyć?
>>>Niedawno namalowano na nim świnię,, żeby go sprofanować
>>>Niebezpieczny nie jest islam. Niebezpieczny jest fanatyzm. Także antyislamski i zajedno czy religijny czy antyreligijny
>>-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków,
>Znasz ideologię w której nigdy nie było fanatyków?
-Nie znam, ale zrównywane ich jest hipokryzją, ewentualnie idiotyzmem i tyle. Oj przepraszam za agresję. Jednak nie lękam się fanatycznych wyznawców UFO, tak samo jak islamistów.

>>A jak wygląda fanatyzm antyislamski? Trzeba świnię namalować, wysadzić w powietrze autobus z arabskimi dziećmi? Czy wystarczy nazwać tę religię szkodliwym idiotyzmem?
>Zaczyna się od przekonania o własnej wyższości,
-O tak, religianci i filozofowie szanujący religię, nie mogą znieść, gdy ktoś określa religijne brednie tak, jak na to zasługują. To dla nich skandaliczne, by ktoś uważał się za normalnego, wobec nawiedzonych głupców, szurających kolanami po podłodze. Teraz zalecisz mi pokorę?
>od tego, że ma się rację a ci inni to idioci.
-Są i racje i idioci na tym świecie. Pewnie dlatego powstały takie określenia.
>Potem jest pogarda, potem głoszenie na publicznych forach, że to ONI są winni terroryzmowi, gorsi głupsi...
-A potem III wojna światowa. Głupi są ci, którzy nie widzą, kto jest winien terroryzmowi. To brak instynktu samozachowawczego.

>Potem to już jakoś pójdzie, ktoś to podchwyci, namaluje świnię, ktoś podpali drzwi Pakistańczyka, kilku kiboli wywiesi jakiś transparent, aż w końcu praska policja odkrywa, że ktoś chciał wrzucić granat do islamskiego domu modlitw.
-K... jacy oni biedni, ile takich wypadków, normalnie strach być muzułmaninem. Pewnie głowy im na ulicy ścinają? A ja nie zatrudnią kobiety islamskiej, bo nie chce szmaty zdjąć z twarzy to już prześladowanie. Bredzisz jak oni. Tylko nie widzisz jak ONI się zachowują, jak łatwo podchwytują treści które, ich obrażają i szukają okazji by się wściekać i szukać wrogów. I przede wszystkim jak mało ich interesuje czy zginie tylo ich wróg, czy 100 osób przypadkowych przy okazji.
21-06-2015 16:39 
 Ocena 3 na 3
szarley (54912 punktów)
>>>>Niedawno namalowano na nim świnię,, żeby go sprofanować
>>>>Niebezpieczny nie jest islam. Niebezpieczny jest fanatyzm. Także antyislamski i zajedno czy religijny czy antyreligijny
>>>-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków,
>>Znasz ideologię w której nigdy nie było fanatyków?
>-Nie znam, ale zrównywane ich jest hipokryzją, ewentualnie idiotyzmem i tyle. Oj przepraszam za agresję. Jednak nie lękam się fanatycznych wyznawców UFO, tak samo jak islamistów.

A ja lękam się fanatyków. Po prostu.

>>Potem to już jakoś pójdzie, ktoś to podchwyci, namaluje świnię, ktoś podpali drzwi Pakistańczyka, kilku kiboli wywiesi jakiś transparent, aż w końcu praska policja odkrywa, że ktoś chciał wrzucić granat do islamskiego domu modlitw.
>-K... jacy oni biedni, ile takich wypadków, normalnie strach być muzułmaninem. Pewnie głowy im na ulicy ścinają? A ja nie zatrudnią kobiety islamskiej, bo nie chce szmaty zdjąć z twarzy to już prześladowanie. Bredzisz jak oni. Tylko nie widzisz jak ONI się zachowują, jak łatwo podchwytują treści które, ich obrażają i szukają okazji by się wściekać i szukać wrogów. I przede wszystkim jak mało ich interesuje czy zginie tylo ich wróg, czy 100 osób przypadkowych przy okazji.

Wybacz, ale Ciebie też się zaczynam bać.
Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości. Może zwłaszcza tych. Ci, którzy szykowali zamach w Pradze, też robili to w imię walki o coś, własnych racji, własnej wyższości.
21-06-2015 19:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości.
I znowu wywołam obrzydzenie posiadaczy jedynie słusznych antyreligijnych i ateistycznych poglądów, gdy stwierdzę,
że Pańskie racjonalne poglądy na społeczną rzeczywistość są mi dalece bardziej bliskie niż ich. Gdyż jasno dostrzegam,
że oni bardziej głęboko i mniej refleksyjnie wierzą we własną religię niż Pan w swoją.

Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści i agnostycy oraz panteiści a także deiści i teiści. ..)

Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.


W mojej subiektywnej ocenie jest Pan bliższy w poznaniu i zrozumieniu rzeczywistości w oparciu postawę poznawczą racjonalizmu, od wielu tych którzy się do niej głośno odwołują.

@@@
.
21-06-2015 20:23 
 Ocena 1 na 1
szarley (54912 punktów)
>>Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości.
>I znowu wywołam obrzydzenie posiadaczy jedynie słusznych antyreligijnych i ateistycznych poglądów,
Zapewne tak. Bez względu na to jaki fanatyzm by zapanował, Pan spłonie na stosie
(jeśli katolicki, to spłonie Pan dzień wcześniej niż ja, jeśli antykatolicki to stos będzie wspólny)


Niemniej nie mam ochoty zgorzeć, nawet w Pańskim towarzystwie, dlatego więc fanatyzmom wszelakim jestem przeciwny.

>Racjonalizm światopoglądowy odrzuca ...
Stąd jako katolik, do racjonalismu w pełni się nie poczuwam, ale katolickie przekonanie o wyższości swoich przekonań jest mi całkowicie obce i nawracać nikogo nie zamiaruję, zaś od katolickich fanatyków trzymam się daleko jak tylko mogę, ale i antykatolickich, podobnie jak antymuzułmańskich nie uważam i się ich boję.

>W mojej subiektywnej ocenie jest Pan bliższy w poznaniu i zrozumieniu rzeczywistości w oparciu postawę poznawczą racjonalizmu, od wielu tych którzy się do niej głośno odwołują.
Dziękuję za miłe słowa

Pozdrawiam
22-06-2015 12:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>>Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości.
>Stąd jako katolik, do racjonalizmu w pełni się nie poczuwam, ale katolickie przekonanie o wyższości swoich przekonań jest mi całkowicie obce i nawracać nikogo nie zamierzam, zaś od katolickich fanatyków trzymam się daleko jak tylko mogę, ale i antykatolickich, podobnie jak antymuzułmańskich nie uważam i się ich boję.
Racjonalizm światopoglądowy - wbrew temu co sądzą niektórzy - wcale nie jest odpowiedzią, on jest tylko wskazaniem pewnej drogi poznawczej i moim zdaniem jesteśmy na niej obaj. Szukając samodzielnie odpowiedzi
na różne pytania.

@@@
.
22-06-2015 21:39 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>.
>>Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości.
>I znowu wywołam obrzydzenie posiadaczy jedynie słusznych antyreligijnych i ateistycznych poglądów, gdy stwierdzę,
>że Pańskie racjonalne poglądy na społeczną rzeczywistość są mi dalece bardziej bliskie niż ich. Gdyż jasno dostrzegam,

-Można tylko zapytać obydwu miłośników religii i pokory, czy nie brak im zwykłej empatii. Jakoś nie wzrusza was los milionów ludzi uciemiężonych durnymi religiami z islamem na czele, nawet ofiar śmiertelnych. Bo to stąd bierze się moja niechęć do nich ("szarleyowa" agresja). Wolicie się oburzać na krytyków (wrogów) religii, nie okazujących jej szacunku. Trzeba chyba siedzieć w piwnicy i czytać starożytne skrypty filozofów, nie wyglądając na ulicę i unikając wiadomości ze wszelkich mediów, by nie widzieć, że nie wszystkie ideologie są takie same, tak samo groźne, bo nie każda produkuje tę samą ilość fanatyków i nie tak samo groźnych. Ale skoro mocno pan wierzy, że wszystkie ideologie tak samo groźne, a "szarley" nawet boi się mnie (ateistycznego fanatyka waszym zdaniem) tak samo, jak obcinających głowy chrześcijanom dżihadystów, to nic nie poradzę. Przecież z wiarą nie ma dyskusji.
22-06-2015 23:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>>>> Boję się fanatyków. Wszystkich. Także tych przekonanych o własnej wyższości.
I znowu wywołam obrzydzenie posiadaczy jedynie słusznych antyreligijnych i ateistycznych poglądów, gdy stwierdzę,
że Pańskie racjonalne poglądy na społeczną rzeczywistość są mi dalece bardziej bliskie niż ich. Gdyż jasno dostrzegam,
że oni bardziej głęboko i mniej refleksyjnie wierzą we własną religię niż Pan w swoją.


Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata.

W mojej subiektywnej ocenie jest Pan bliższy w poznaniu i zrozumieniu rzeczywistości w oparciu postawę poznawczą racjonalizmu, od wielu tych którzy się do niej głośno odwołują. www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,12#w669219
___________________

>to nic nie poradzę.
Dokładnie tak, jakiego Bozia stworzyła takiego ma. Co prawda ja uważam, że nie święci garnki lepią i można nauczyć się samodzielnego myślenia i permanentnego podnoszenia własnego poziomu wiedzy, ale najpierw trzeba tego chcieć

> Przecież z wiarą nie ma dyskusji.
A i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.
Dla mnie przedmiot/podmiot wiary ma wtórne znaczenie, zasadnicze ma głębokość wiary, gdyż każda wiara nas ogranicza, a fanatyczna wiara we własną rację ogranicza nas absolutnie i jest wprost nieracjonalna.

@@@
.
23-06-2015 09:29 
 Ocena 2 na 2
szarley (54912 punktów)
>-Można tylko zapytać obydwu miłośników religii i pokory, czy nie brak im zwykłej empatii.
Skąd wysnuwasz wniosek, że jestem "miłośnikiem pokory"
Skąd wysnuwasz wniosek, że brak empatii?

Zdjęcie, które przywołałem to tatarski meczet w Kruszynianach na Podlasiu. Znam trochę polskich Tatarów, mieszkają w tych wsiach od kilkuset lat, zawsze lojalni wobec Rzeczypospolitej, wiele dobrego zrobili dla Twojego kraju
pl.wikipedia.org/wiki/Tatarzy_w_Polsce
Nie słyszałem o ich fanatyzmie o ciemiężeniu kogokolwiek, o agresji z ich strony wobec sąsiadów, za to zabolało mnie sprofanowanie ich meczetu przez antymuzułmańskich fanatyków. Może i w tę stronę powinna działać wspomniana przez Ciebie empatia?
Nie słyszałem o zamachach dokonywanych przez muzułmanów w Czeskiej republice, słyszałem za to w praskim radio o przygotowywanym zamachu na ich dom modlitwy. Może empatia powinna też obejmować, także tych na których organizowano zamach?
Powtórzę, niebezpieczna nie jest żadna wiara, żadna ideologia, żadna religia. Niebezpieczny jest fanatyzm.
Katolicki
Muzułmański
Antykatolicki
Antymuzułmański

Źródłem fanatyzmu nie jest żadna religia ani ideologia. Źródłem fanatzymu jest przekonanie o wyższości własnej religii/ideologii nad innymi jak np to:
>Jakoś nie wzrusza was los milionów ludzi uciemiężonych durnymi religiami z islamem na czele,

>Wolicie się oburzać na krytyków (wrogów) religii, nie okazujących jej szacunku.
Szanuj sobie co chcesz i kogo chcesz, to Twoja rzecz, ja też nie wszystkich szanuję
Krytykuj co chcesz i kogo chcesz, ale jeśli już sam używasz słowa "wrogość" to to nie jest brak szacunku, to nie jest krytyka, to jest właśnie wrogość i tę wrogość do idei łatwo przerzucić na wrogość do ludzi

Gdzie jest miejsce uczciwego człowieka wobec islamskich czy jakichkolwiek innych terrorystów już pisałem
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653064
Daleko mi do mistrza Słonimskiego
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653064#w653547
Rupson (1793 punktów)
>Nie słyszałem o zamachach dokonywanych przez muzułmanów w Czeskiej republice,
-Nie masz zasięgu poza Czeską Republikę i Polskę? ISIS jeszcze tu nie dotarło więc luzik? Twoja empatia też nie sięga dalej?

>słyszałem za to w praskim radio o przygotowywanym zamachu na ich dom modlitwy. Może empatia powinna też obejmować, także tych na których organizowano zamach?
-Zawsze powinna obejmować niewinne ofiary, gdziekolwiek na świecie, a jest ich sporo.

>Powtórzę, niebezpieczna nie jest żadna wiara, żadna ideologia, żadna religia. Niebezpieczny jest fanatyzm.
-Który bierze się z w/w.

>Źródłem fanatyzmu nie jest żadna religia ani ideologia. Źródłem fanatzymu jest przekonanie o wyższości własnej religii/ideologii nad innymi
-Które to przekonanie jest zawarte w treści każdej ideologii i religii. Każda religia uważa się (poprzez swoich wyznawców oczywiście) za jedynie słuszną, lepszą, przedstawiającą prawdziwego (lub prawdziwszego) boga.

>Gdzie jest miejsce uczciwego człowieka wobec islamskich czy jakichkolwiek innych terrorystów już pisałem
-Tylko skali nie dostrzegasz zrównując wszelkie ideologie jako równie groźne w "produkcji" fanatyków, których tak samo się boisz. Tak, każdy fanatyk może zabić, ale ich ilość i determinacja ma znaczenie w kwestii możliwości obrony, czy likwidacji zagrożenia. Przeciwstawiając jakieś pogłoski o zamachach, próby zamachów i malunki, wobec ciągłego mordowania i zastraszania ludzi przez islamską dzicz (gdy teraz piszemy też) spełniasz dla nich rolę "pożytecznego idioty".
23-06-2015 10:46 
 Ocena 1 na 1
Christos (2696 punktów)

>Powtórzę, niebezpieczna nie jest żadna wiara, żadna ideologia, żadna religia. Niebezpieczny jest fanatyzm.
>-Który bierze się z w/w.

Nie, bierze się z chęci wyładowania frustracji. Bóg jest wyimaginowanym bytem, usprawiedliwiającym czyny, których ludzie nie wybaczą.


No gods, no masters...I am who I am.
Rupson (1793 punktów)
>>Powtórzę, niebezpieczna nie jest żadna wiara, żadna ideologia, żadna religia. Niebezpieczny jest fanatyzm.
>>-Który bierze się z w/w.
>Nie, bierze się z chęci wyładowania frustracji. Bóg jest wyimaginowanym bytem, usprawiedliwiającym czyny, których ludzie nie wybaczą.

-Tylko jakimś przypadkiem nie wszyscy tak samo mocno i licznie wyładowują te frustracje. Częściej ideologia/religia wybiera człowieka niż odwrotnie i to ona go kształtuje, ładuje frustracjami, bo wzrasta w niej od dziecka. Czemuż to akurat islamiści mają być bardziej sfrustrowani np. od Ciebie, jeśli nie za przyczyną swojej religii? A może to ludzie bardzie sfrustrowani wybierają islam?
Christos (2696 punktów)

>-Tylko jakimś przypadkiem nie wszyscy tak samo mocno i licznie wyładowują te frustracje.
Ponieważ nie wszyscy kultywują tradycje nieakceptowane przez, uważającą się za bardziej cywilizowaną, część świata.

>Częściej ideologia/religia wybiera człowieka niż odwrotnie
Na odwrót. To człowiek szuka potwierdzenia w słowie i czynie dla własnych niszczycielskich zapędów.

>to ona go kształtuje, ładuje frustracjami, bo wzrasta w niej od dziecka.
Sprzężenie zwrotne.

>Czemuż to akurat islamiści mają być bardziej sfrustrowani np. od Ciebie
Ponieważ to im, a nie mojej skromnej osobie, USAF i RAF przypomina, że obowiązują XXI-o wieczne, a nie średniowieczne definicje praw człowieka.

>A może to ludzie bardzie sfrustrowani wybierają islam?
Ponieważ Koran był pierwotnie skierowany do wolnych ludzi. Nie ma, jak Biblia, piętna rzymskiego sandału na karku.

No gods, no masters...I am who I am.
23-06-2015 10:50 
 Ocena 2 na 4
szarley (54912 punktów)
>>Nie słyszałem o zamachach dokonywanych przez muzułmanów w Czeskiej republice,
>-Nie masz zasięgu poza Czeską Republikę i Polskę? ISIS jeszcze tu nie dotarło więc luzik? Twoja empatia też nie sięga dalej?
Sięga i w przywołanym założonym przeze mnie temacie o różnych fanatyzmach piszę.
Mam zasięg poza te dwa kraje i widziałem zapewne jak i Ty groby mnóstwa ofiar wszelakich fanatyzmów.
Mieszkasz godzinę jazdy samochodem od gigantycznego cmentarza ofiar fanatyzmu na Majdanku.
Dostrzegam niebezpieczeństwo Islamskiego państwa, ale nie tylko religię widzę jako przyczynę tego niebezpieczeństwa, nie sama religia generuje tu fanatyzm, gdyby tak było, to wszyscy muślimi byliby fanatykami. Także ci z Podlasia.
Może ten fanatyzm mógł wykwitnąć tylko na biedzie, poniżeniu, braku perspektyw?
Poczytaj też tę dyskusję
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062
w tym co napisała w opozycji do moich słów bardzo mądra Anna Salman
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062#w653145

>-Które to przekonanie jest zawarte w treści każdej ideologii i religii. Każda religia uważa się (poprzez swoich wyznawców oczywiście) za jedynie słuszną, lepszą, przedstawiającą prawdziwego (lub prawdziwszego) boga.
Bzdura, gdyby tak było, nie byłoby pokoju religijnego w Szwajcarii, Kanadzie, Szwecji, Syberii, NIemczech. Owszem były w niektórych z tych krajów wojny "religijne" ale religie zostały a wojen nie ma. Religie zostały a fanatyzm wygasł. Wychowałem się na pograniczu kultur i wyznań, nie potwierdzam Twojego spostrzeżenia. Mam wrażenie, że prędzej Ty uznajesz swój światopogląd za lepszy niż inne.

>>Gdzie jest miejsce uczciwego człowieka wobec islamskich czy jakichkolwiek innych terrorystów już pisałem
>-Tylko skali nie dostrzegasz zrównując wszelkie ideologie jako równie groźne w "produkcji" fanatyków, których tak samo się boisz. Tak, każdy fanatyk może zabić, ale ich ilość i determinacja ma znaczenie w kwestii możliwości obrony, czy likwidacji zagrożenia.
Tak i teraz Ty sięgnij poza Europę i ISIS. Popatrz na Chiny, gdzie w imię bynajmniej nie islamskiej idei wymordowano moc ludzi. Popatrz na Ukrainę lat 30. Tam też nie było islamu. Popatrz na krzyzowe wojny, i XV_wieczną Hiszpanię, gdzie muzułmanie byli ofiarami chrześcijańskiego fanatyzmu.

>Przeciwstawiając jakieś pogłoski o zamachach, próby zamachów i malunki, wobec ciągłego mordowania i zastraszania ludzi przez islamską dzicz (gdy teraz piszemy też) spełniasz dla nich rolę "pożytecznego idioty".
Być może, ale jakoś nie widzę siebie w roli żołnierza w walce jakąkolwiek religią czy bezreligijnością. Choć zawsze będę przeciwnikiem fanatyzmu i nietolerancji
23-06-2015 11:50 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>Bzdura, gdyby tak było, nie byłoby pokoju religijnego w Szwajcarii, Kanadzie, Szwecji, Syberii, NIemczech.
-Jaja sobie robisz wymieniając kraje mało religijne? Chyba tylko by potwierdzić wszystko co napisałem. Mniej religii, mniej ideologii, mniej fanatyków. A względny pokój jest tam możliwy, bo prawo cywilne jest ponad religijnym i żadna religia nie ma tam praw szczególnych. I w ogóle dużo tam ludzi "małej wiary". Zaczynasz ocierać się i totalną ignorancję nie zauważając, że każda religia, w tym Twoja, ma w swych źródłach zapisy o jej słuszności, prawdziwości, wyższości nad innymi religiami :
"Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" - Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który za występek ojców karze potomków do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą.

"Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego Prorokiem." Według islamu najcięższym grzechem, którego Bóg nigdy nie przebacza, jest szirk - oddawanie czci innym bogom oprócz niego:
"Pan nie przebaczy bałwochwalcom. On odpuszcza podług swej woli wszystkie inne występki, lecz bałwochwalstwo jest jedną z największych zbrodni" [Koran, 4:48]. Islam krytykuje chrześcijańskie poglądy o Jezusie jako Synu Bożym, czy dogmat o Trójcy Świętej.

-Czy jakakolwiek religia miałby wyznawców gdyby nie byli oni przekonani, że ich religia jest słuszna i prawdziwsza od innych? Że ich Bóg jest prawdziwy, a inni bogowie fałszywi, ewentualnie inne religie źle go pojmują, niewłaściwie czczą? Czy ktoś wchodzi do kościoła myśląc że "być może Allah jest prawdziwszy?" Nie słyszałem o takich przypadkach, a już ww. zapisy przyczyniają się do istnienia fanatyków danych religii.

>Tak i teraz Ty sięgnij poza Europę i ISIS. Popatrz na Chiny, gdzie w imię bynajmniej nie islamskiej idei wymordowano moc ludzi. Popatrz na Ukrainę lat 30. Tam też nie było islamu.
-Komunizm nie był lepszy, jeszcze islamu im brakowało. Potępiamy komunizm dlaczego mamy się cackać z islamem?

>Popatrz na krzyzowe wojny, i XV_wieczną Hiszpanię, gdzie muzułmanie byli ofiarami chrześcijańskiego fanatyzmu.
-Mówimy o teraźniejszości. Ale jak sam widzisz to ideologie robiły z ludzi takich fanatyków, psychopatów, poprzez treści, które ze sobą niosły + indoktrynacja, a nie to, że oto źli ludzie zawsze sobie ideologię znajdą, mimo iż faktycznie chętnie z nich korzystają. Ideologie potrafią tworzyć złych ludzi i od tego jakie treści niosą zależy w dużej mierze jakie zło przyniosą. Czyli nie są jednakowo groźne. Tu i teraz nie boję się chrześcijan, choć bywają upierdliwi, nie boję się ateistów, nawet fanatycznych, ani żydów, ani nawet faszystów, bo niewielu ich i są powszechnie postrzegani negatywnie. Ale trochę boje się islamu, nie chcę by tu się rozprzestrzeniał, bo choćby sama wolność słowa jest wówczas ograniczona (łatwo się obrażają i odgrażają z zabójstwem włącznie), a tego było już nadto za komunizmu.
23-06-2015 12:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54912 punktów)
>"Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną"
I nie mam. Czy z tego wynika, że wbiję Ci nóż między żebra?

>-Czy jakakolwiek religia miałby wyznawców gdyby nie byli oni przekonani, że ich religia jest słuszna i prawdziwsza od innych? Że ich Bóg jest prawdziwy, a inni bogowie fałszywi, ewentualnie inne religie źle go pojmują, niewłaściwie czczą?
Nie, bo gdyby tak było fanatykami byliby wszyscy wyznawcy, a tak nie jest

>... Ideologie potrafią tworzyć złych ludzi i od tego jakie treści niosą zależy w dużej mierze jakie zło przyniosą. Czyli nie są jednakowo groźne.
Chyba jednak nie przeczytałeś wpisu Anny:
Cytat:
Tak naprawdę żaden fanatyzm religijny nie istnieje. To temat zastępczy dla tych, którzy swoich realnych problemów wyartykułować nie mają jak i gdzie. A obszar religii jest jedynym, który jest tak uprzywilejowany i zarazem wzbudza silne emocje. Politycy i ich narzędzia - dziennikarze umiejętnie grają tą kartą. Teraz też się udało. Gdy rosną problemy społeczne - bezrobocie, idące w ślad za nim wykluczenie, alkoholizm, narkomania, przemoc itp., a nie ma się pomysłu, jak je rozwiązać, najlepiej wyprowadzić ludzi na ulice pod hasłami walki z terroryzmem / fanatyzmem, czy innymi "izmami". Z nimi się nie walczy, bo to są zjawiska. Za to fajnie się zarabia na handlu bronią do państw, gdzie toczą się wojny. Te wojny powodują napływ ludności, z którą jest problem, co trzeba jakoś wytłumaczyć. Efekt końcowy - politycy na czele protestu przeciw problemom, które stworzyli.
A ja ze szczeną do pasa na taką bezczelność.


,ani dyskusji o przyczynach fanatyzmu.
Proste recepty bywają niekuteczne przy skompikowanych chorobach
24-06-2015 08:14 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>Chyba jednak nie przeczytałeś wpisu Anny:
>>"Tak naprawdę żaden fanatyzm religijny nie istnieje."
-Najbardziej absurdalna konkluzja jaką czytałem na tym portalu. Nie licząc idiotyzmów o nieistnieniu nas samych Alderyka Oldrzyka. Tyle żeby się nie pastwić.

>>"To temat zastępczy dla tych, którzy swoich realnych problemów wyartykułować nie mają jak i gdzie."
-Nazywanie wszelkich problemów tematami zastępczymi to kolejny nonsens i kłamstwo.
23-06-2015 14:42 
 Ocena 1 na 1
Christos (2696 punktów)

>Potępiamy komunizm dlaczego mamy się cackać z islamem?

Głównie dlatego, że poziom nienawiści i pogardy po obu stronach konfliktu osiągnął etap, którego rozwiązanie oznacza wybicie do nogi jednej ze stron. Tak to załatwiano w ubiegłych wiekach. Obecnie jest to niemożliwe, ponieważ zmieniły się standardy prowadzenia wojny. Przede wszystkim jednak, światowa polityczna i ekonomiczna pajęczyna zależności sprawia, iż jest to rozwiązanie nieopłacalne.

No gods, no masters...I am who I am.
24-06-2015 01:21 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Można tylko zapytać obydwu miłośników religii i pokory, czy nie brak im zwykłej empatii. Jakoś nie wzrusza was los milionów ludzi uciemiężonych durnymi religiami z islamem na czele, nawet ofiar śmiertelnych.
A skąd ta pewność? Czy aby na pewno wszystko dobrze przemyślałeś?
pl.wikiped(*)/Islam#Arabowie_i_modernizacja
Cytat:
Cywilizacja islamu osiągnęła szczyt rozwoju między X a XII w., wyprzedzała wtedy cywilizację chrześcijańskiej Europy.

www.edulan(*)t_arabski_w_sredniowieczu.html
Cytat:
Bizancjum i kultura arabska średniowiecza były najważniejszymi ośrodkami kultury w Europie i w basenie Morza Śródziemnego. Przyczyniły się do przechowania i opracowania kultury starożytnej, ponownie odkrytej na Zachodzie w dobie renesansu.


Istniały okresy w historii, w których muzułamnie stali cywilyzacyjnie zdecydowanie wyżej od chrześcijan, a chrześcijanie przodowali wówczas w mordowaniu innowierców. To jest dla mnie wystarczający dowód na to, że fanatyzm nie wiąże się z takim, czy innym zespołem mitów (takimi lub innymi opowieściami i rytuałami).

>nie wszystkie ideologie są takie same, tak samo groźne, bo nie każda produkuje tę samą ilość fanatyków i nie tak samo groźnych.
Ideologie same w sobie niczego nie produkują. Ideologie stanowią produkt ludzkich wyobrażeń i dążeń.

Fanatyzm to zjawisko psycho-socjologiczne znacznie trudniejsze do rozwikłania od nawet najbardziej skomplikowanych mitologii
Tu jest takie małe wprowadzenie:
stosunki-m(*)lizmow-we-wspolczesnym-swiecie

A Ty naprawdę sądzisz, że jak bajka jest o misiu w butach, to więcej będzie fanatyków, niż jak bajka jest o żabce wędrowniczce i to właśnie dlatego, że to o misiu było? Czyli, że Koran jest gorszy od Biblii pod względem treści? Albo Islam od Chrześciajństwa pod względem rytuałów? Co?

Spróbuj może jeszcze raz zastanowić się nad odróżnieniem religii od wiary. A w przypadku wiary odróżnij różne głębokości.
24-06-2015 08:49 
 Ocena 4 na 4
Rupson (1793 punktów)
> Cytat:
Cywilizacja islamu osiągnęła szczyt rozwoju między X a XII w., wyprzedzała wtedy cywilizację chrześcijańskiej Europy.

-I dlaczego na tym się zatrzymała?

>A Ty naprawdę sądzisz, że jak bajka jest o misiu w butach, to więcej będzie fanatyków, niż jak bajka jest o żabce wędrowniczce i to właśnie dlatego, że to o misiu było?
-Nie ignorancie do kwadratu. Jeśli w bajce misiowi będzie wolno zabijać niewiernych, innowierców, upokarzać kobiety, mieć niewolników i jeszcze będzie za to nagradzany, a żabce wędrowniczce będzie nakazane czynienie dobra wszystkim bez względu na wyznanie, płeć itd. to pierwsza bajka będzie groźniejsza od drugiej. Może nie?? Co??
-Bajki są różne jak religie i trzeba być upośledzony, by nie wiedzieć, że bajki, komiksy, wszelkie powieści mają różny wpływ na dzieci i nie każdą można im czytać, a niektórych wręcz należy zakazać. Durne nastolatki nawet samobójstwa potrafią popełniać po ich przeczytaniu.

>Czyli, że Koran jest gorszy od Biblii pod względem treści? Albo Islam od Chrześciajństwa pod względem rytuałów? Co?
-Gówno! Nie jestem obrońca chrześcijaństwa, ani durnot biblijnych, a Koran to tylko ich przeróbka na jeszcze większe durnoty. Obecnie to zdecydowanie częściej islamiści mordują chrześcijan. Jeśli chcesz porównać rytuały obydwu religii to sobie pożyj w dzielnicy islamskiej, zgodnie z ich nakazami to się przekonasz. Polecam ramadan na początek. Szariat mówi ci coś? Możesz też porozmawiać z muzułmanką i chrześcijanką i sobie porównać, w której roli widziałbyś się chętniej.

>Spróbuj może jeszcze raz zastanowić się nad odróżnieniem religii od wiary. A w przypadku wiary odróżnij różne głębokości.
-Nie jestem tu od wczoraj i dokładnie wszystko rozróżniłem po wielokroć, wiarę, religię, fanatyzm, jego szerokość, głębokość i różne zagrożenia.... nie będę wszystkiego dla ciebie powtarzał, bo i tak tego nie pojmiesz, skoro treść dla ciebie nie ma znaczenia.
24-06-2015 09:59 
 Ocena 1 na 1
szarley (54912 punktów)
O wpisie Anny Salman (a to bardzo mądra, oczytana i samodzielnie myśląca kobieta) piszesz:
Cytat:
-Najbardziej absurdalna konkluzja jaką czytałem na tym portalu.


Maceoxowi (który także pogranicze kultur zna z doświadczenia) piszesz
Cytat:
ignorancie do kwadratu


Wspominasz o "biblijnych durnotach i Koranie jako przeróbce biblijnych durnot
Cytat:
Nie jestem obrońca chrześcijaństwa, ani durnot biblijnych, a Koran to tylko ich przeróbka na jeszcze większe durnoty.


Zaprawdę, nie masz bogów cudzych przed swoim

Fanatyzm jest niebezpieczny. Każdy. I każdy zaczyna się od przekonania o jedynosłuszności swojej racji, od pogardy dla wszystkich innych.
Nie ma znaczenia czy ktoś zabija w imię krzyża, półksiężycia czy symbolu Cracovii
Przyczyną nie są te symbole. Gdyby tak było to:
- wszyscy wyznawcy byliby fanatykami
- jedynym rozwiązaniem byłby zakaz głoszenia religii (i wszelkich innych idei, włącznie z noszeniem szalików Falubazu)

Chyba, że to właśnie jest Twoja propozycja
24-06-2015 11:28 
 Ocena 4 na 4
Rupson (1793 punktów)
>O wpisie Anny Salman (a to bardzo mądra, oczytana i samodzielnie myśląca kobieta) piszesz:
-Pozwól, że sobie też przypiszę samodzielność w myśleniu, co się przejawia choćby w tym w tym, że nie podpieram się tu autorytetem. A jeśli już...ktoś powiedział, że to prawda powinna być dla nas autorytetem, a nie autorytet stanowić co jest prawdą. A niejaki Shakespeare ujął to jeszcze lepiej:"Nie potrzeba powoływać się na autorytet tam gdzie wystarcza zdrowy rozsądek."
-I co do tego oczytania. Podobno lubisz książki. Czytasz je i mimo to uważasz, że treści które niosą nie mają wpływu na ludzi? Że wszystkie są jednakowo wartościowe? Po co więc je czytać? Czynią nas mądrzejszymi, czy nie? Zależy to od treści, czy nie? Może po prostu ludzie mądrzy i dobrzy, wymagające założenia, że tacy już się rodzą, wybierają mądre i dobre książki, tak od razu, od dziecka?

> Cytat:
-Najbardziej absurdalna konkluzja jaką czytałem na tym portalu.

>Maceoxowi (który także pogranicze kultur zna z doświadczenia) piszesz
> Cytat:
ignorancie do kwadratu

-Wpadł tu z poczuciem wyższości i mówił jak do gówniarza. A nie lubimy przecież tego, nieprawdaż? Pokory mu brakuje....

>Zaprawdę, nie masz bogów cudzych przed swoim
-Zaprawdę trudno ich mieć, gdy nie ma się żadnego.

>Fanatyzm jest niebezpieczny. Każdy. I każdy zaczyna się od przekonania o jedynosłuszności swojej racji, od pogardy dla wszystkich innych.
-Dopiero powoływałeś się na autorytet Anny, że nie ma fanatyków. Zdecyduj się.

>Nie ma znaczenia czy ktoś zabija w imię krzyża, półksiężycia czy symbolu Cracovii
-Ale ma znaczenie ilu zabija, jak często, jak łatwo, i w jakim zagrożeniu, strachu upokorzeniu, żyje się wśród wyznawców danej religii. Tu islam nie ma sobie równych.
24-06-2015 12:42 
 Ocena 1 na 1
szarley (54912 punktów)
>>O wpisie Anny Salman (a to bardzo mądra, oczytana i samodzielnie myśląca kobieta) piszesz:
>-Pozwól, że sobie też przypiszę samodzielność w myśleniu,
Nie neguję

>>Zaprawdę, nie masz bogów cudzych przed swoim
>-Zaprawdę trudno ich mieć, gdy nie ma się żadnego.
Zaprawdę nie trzeba ich mieć żeby mieć głęboką wiarę.
I nie trzeba mieć żadnych bogów, żeby mieć przekonanie o wyższości swoich poglądów

>>Fanatyzm jest niebezpieczny. Każdy. I każdy zaczyna się od przekonania o jedynosłuszności swojej racji, od pogardy dla wszystkich innych.
>-Dopiero powoływałeś się na autorytet Anny, że nie ma fanatyków. Zdecyduj się.
Anna pisze:
Cytat:
żaden fanatyzm religijny nie istnieje.

(nie , że nie istnieje fanatyzm) ale cytowałem jej słowa, jako materiał do przemyślenia (także dla Ciebie)
Podtrzymuję pogląd, że fanatyzm zaczyna się od przekonania o jedynosłuszności swojej racji, od pogardy dla wszystkich innych. Każdy fanatyzm. Religijny, rasowy, polityczny. Nie ma żadnego religijnego podtekstu w fanatyzmie każącym budować mury wokół cygańskich ghett. Nie było religijnego fanatyzmu podczas mordowania związkowców w Chile.

>>Nie ma znaczenia czy ktoś zabija w imię krzyża, półksiężycia czy symbolu Cracovii
>-Ale ma znaczenie ilu zabija, jak często, jak łatwo, i w jakim zagrożeniu, strachu upokorzeniu, żyje się wśród wyznawców danej religii. Tu islam nie ma sobie równych.
Czyżby?
Wskazałem Ci Majdanek
Słyszałem o masowych mordach w d. Jugosławii
W Krakowie bezpieczniej jest nosić turban czy jarmułkę niż nieodpowiedni szalik

Wracam do pytania czy wyznawanie islamu jest przyczyną fanatyzmu?
Przytoczyłem ten wątek
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062
żeby zadać pytanie co jest przyczyną tego fanatyzmu.
Skoro znam muzułmanów niebędących fanatykami, ba całe gminy muzułmańskie (np polskie) w których fanatyków nie ma, to wnioskuję, że bodźca do fanatyzmu nie wyczytali w Koranie.
Ubrali swój fanatyzm w Koran, ale co jest przyczyną fanatyzmu?
Może nędza, wojna, głód, społeczne wykluczenie, świadomość traktowania jak gorszego?
Może z tym należy walczyć zamiast z islamem?
24-06-2015 14:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wracam do pytania czy wyznawanie islamu jest przyczyną fanatyzmu?
Nie. Wyznawanie - opowiadanie się za różnymi religiami/ideologiami nie jest przyczyną fanatyzmu, gdyż do fanatyzmu wprost konieczną jest głęboka bezkrytyczna wiara w słuszność własnych poglądów i przedmiot/podmiot wiary jest
tu dalece wtórnym. Natomiast wielki wpływ na fanatyzm ma proces socjalizacji:
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

Bardzo często ograniczający naszą późniejszą zdolność do samodzielnej krytycznej refleksji nad światem. Przyczyną są także naturalne nam wszystkim - choć w różnym stopniu - braki w wiedzy, ale osobowości autorytetarne zamiast własnej pracy poszerzającej ten poziom, oczywiste luki zastępują autorytetami, na których się zawieszają.
Wszyscy opieramy swoją wiedzę na dorobku (autorytetach) innych ludzi, ale ten dorobek należy traktować krytycznie
i budować swój światopogląd samemu i właśnie na tym polega droga: racjonalizmu światopoglądowego
Choć fanatyzm jest najczęściej powiązany z wiarą religiną/ideologiczną, to wcale nie można go tylko do religii ograniczyć.

@@@
.
24-06-2015 14:05 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>W Krakowie bezpieczniej jest nosić turban
-Jasne, bo to ich należy się bać. A bezpiecznie jest obrazić wiarę gościa w turbanie? Nawet nie zauważysz kiedy i jak. I powtarzam, ilość, nie ma ich tam tylu by rozrabiać jak kibole. Kwestia czasu, będzie ich więcej, dzięki takim poglądom jak Twoje.
>niż nieodpowiedni szalik
-Bandyckich kiboli dawno powinno się pozamykać lub wystrzelać. W kraju islamskim byliby fanatykami islamskimi. To ten typ ludzi, u których ujawniają się negatywne cechy. Rodzimy się z pewnymi uwarunkowaniami genetycznymi, predyspozycjami i upośledzeniami. Wielu rzeczy nie przeskoczymy, ale bardzo dużo zależy od tego, jakie geny się ujawnią a jakie pozostaną wyciszone, a to zależy od tego w jakim środowisku wzrastamy, od diety, klimatu, wypadków losowych i otoczenia ludzi, wychowania, rodziny, społeczeństwa, a więc i religii, ideologii, a tu od stopnia indoktrynacji. Ta w islamie jest wyjątkowo uporczywa i bezwzględna. Nikt sam z siebie nie stanie się fanatykiem, nawet mając takie predyspozycje, jeśli nie trafi w odpowiednie środowisko, które mu go zaszczepi lub chociaż nakieruje, podda lektury. Bez wgłębiania się w epigenetykę, wiemy że od okresu dziecięcego wiele zależy, czy ktoś będzie artystą, muzykiem, naukowcem itd. Zaniedbania opóźnią lub uniemożliwią rozwinięcie się pewnych zdolności, ich wychwycenie i rozwijanie może prowadzić do mistrzostwa. Tak samo indoktrynacja religijna spowoduje u słabszych umysłowo postrzeganie świata przez religijny filtr do końca życia. A co powiedzieć o szkółkach terrorystycznych Hamasu, gdzie szkoli się na terrorystów już kilkulatków?

>Wracam do pytania czy wyznawanie islamu jest przyczyną fanatyzmu?
>Przytoczyłem ten wątek
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062
>żeby zadać pytanie co jest przyczyną tego fanatyzmu.
>Skoro znam muzułmanów niebędących fanatykami, ba całe gminy muzułmańskie (np polskie) w których fanatyków nie ma, to wnioskuję, że bodźca do fanatyzmu nie wyczytali w Koranie.
-Bodźca żeby mieć kilka żon też nie? Że mogą je kupić, nawet nastoletnie, a potem porzucić jednym słowem, uderzyć też nie? Że mają mieć zakryte włosy, a nawet twarze też nie? Koran, fatwy, hadisy, wszystko to składa się na tę religię, która dręczy samych wyznawców. Mówię o islamie, nie samym Koranie.

>Ubrali swój fanatyzm w Koran, ale co jest przyczyną fanatyzmu?
>Może nędza, wojna, głód, społeczne wykluczenie, świadomość traktowania jak gorszego?
-Do przytoczonego wątku masz też gotowe odpowiedzi. Najpierw o tej nędzy i głodzie:
www.racjon(*)m.php/s,653062/z,0/d,2#w653437

-I inne:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062#w653127
www.racjonalista.pl/forum.php/s,653062#w653177
www.racjon(*)m.php/s,653062/z,0/d,1#w653291
www.racjon(*)m.php/s,653062/z,0/d,2#w653450

-Będzie, bo Bogusławskiego pobiję w linkach. Kto chce niech cały wątek sobie przejrzy.

>Może z tym należy walczyć zamiast z islamem?
-Może edukacja? Tylko jak edukować, gdy im wystarczą szkoły koraniczne i tylko jedna płeć może w pełni z edukacji korzystać? Poza tym przecież wszystko jest w Koranie. Co jest z nim zgodne to niepotrzebne, a co niezgodne to szkodliwe. Więc powodzenia.
24-06-2015 15:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>-Będzie, bo Bogusławskiego pobiję w linkach.
W linkach, to każdy głupek, gdy tylko zechce, to potrafi, a może Szanowny Pan by tak spróbował w merytorycznych argumentach? Nawet tylko tych poprzez link przywołanych.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,651427/z,0
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,384287#w385721
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,346920#w347653
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,346920#w347916
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,346920#w347866
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,504226#w504410

@@@
.
24-06-2015 16:57 
 Ocena 2 na 2
szarley (54912 punktów)
>>W Krakowie bezpieczniej jest nosić turban
>-Jasne, bo to ich należy się bać. A bezpiecznie jest obrazić wiarę gościa w turbanie?

Przecież to robisz pisząc o "durnotach" Koranu

>Nawet nie zauważysz kiedy i jak. I powtarzam, ilość, nie ma ich tam tylu by rozrabiać jak kibole. Kwestia czasu, będzie ich więcej, dzięki takim poglądom jak Twoje.
Jakoś nie zauważyłem, żeby moje poglądy spychały kogoś w fanatyzm (w tej materii!!) Jestem przeciwnikiem wszelkich fanatyzmów i DLATEGO uważam, że należy zdiagnozować ich rzeczywistą przyczynę. Zastępowanie islamskiego fanatyzmu antyislamskim mnie nie satysfakcjonuje

>-Bandyckich kiboli dawno powinno się pozamykać lub wystrzelać. W kraju islamskim byliby fanatykami islamskimi. To ten typ ludzi, u których ujawniają się negatywne cechy.
Toż to właśnie staram Ci się cały czas wytłumaczyć!

>Nikt sam z siebie nie stanie się fanatykiem, nawet mając takie predyspozycje, jeśli nie trafi w odpowiednie środowisko, które mu go zaszczepi lub chociaż nakieruje, podda lektury.

Syte narody nie idą na wojnę, co najwyżej wysyłają głodnych. (fanatyzując ich wprzódy) Sytego w otoczeniu innych sytych ludzi sfanatyzować trudniej, a jednostki podatne na indoktrynację zginą w sytym tłumie

>-Bodźca żeby mieć kilka żon też nie? Że mogą je kupić, nawet nastoletnie, a potem porzucić jednym słowem, uderzyć też nie? Że mają mieć zakryte włosy, a nawet twarze też nie? Koran, fatwy, hadisy, wszystko to składa się na tę religię, która dręczy samych wyznawców. Mówię o islamie, nie samym Koranie.
Piszesz o islamie czy innej kulturze, to o czym piszesz nie ma niczego wspólnego z fanatyzmem a już na pewno nie z terroryzmem, co nie znaczy że którekolwiek z wymienionych prze Ciebie praktyk pochwalam! Mógłbym mieć 10 żon i nie musiałbym być ani fanatykiem ani terrorystą (choć przy 10 teściowych może bym się wysadził w powietrze) Obce zwyczaje nie muszą być zagrożeniem. Była tu kiedyś dyskusja o tym że w oczach ludu Burun - Bungwa Europejczycy też są represyjni wobec kobiet bo każą im zasłaniać piersi na plaży, a Burun - Bungwianki je śmiało odsłaniają. Czy to powoduje europejski terroryzm wśród Burun - Bungwa?

A może jedną z przyczyn terroryzmu jest właśnie obrona (choć środki mocno nieuprawnione) przed narzucaniem innej kultury?

>>Może z tym należy walczyć zamiast z islamem?
>-Może edukacja? Tylko jak edukować, gdy im wystarczą szkoły koraniczne i tylko jedna płeć może w pełni z edukacji korzystać?
Znów przywołam przykład polskich muzułmanów. Wykształcenie nie różni się od innych mieszkańców Podlasia. To nie w islamie jest problem, ale recepta, którą proponujesz jest moim zdaniem jedną ze słusznych.
24-06-2015 20:53 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>>>W Krakowie bezpieczniej jest nosić turban
>>-Jasne, bo to ich należy się bać. A bezpiecznie jest obrazić wiarę gościa w turbanie?
>Przecież to robisz pisząc o "durnotach" Koranu
-ONI są na tym forum? Wątek zdjęty ze strony głównej może mi się upiecze, chyba że mnie wydasz?
>Jestem przeciwnikiem wszelkich fanatyzmów i DLATEGO uważam, że należy zdiagnozować ich rzeczywistą przyczynę. Zastępowanie islamskiego fanatyzmu antyislamskim mnie nie satysfakcjonuje
-Ja nie proponuję antyislamskiego fanatyzmu, nawet nie wiem jakby miał wyglądać. Czy sprzeciw wobec faszyzmu, to fanatyzm antyfaszystowski. Chodzi o zwykłą obronę, zapobieganie, trzeźwe spojrzenie, zanim będzie ich tu tyle co np. we Francji. Wtedy sobie zdiagnozujesz.
>>-Bandyckich kiboli dawno powinno się pozamykać lub wystrzelać. W kraju islamskim byliby fanatykami islamskimi. To ten typ ludzi, u których ujawniają się negatywne cechy.
>Toż to właśnie staram Ci się cały czas wytłumaczyć!
-Aha, czyli po prostu w krajach islamskich jest tego typu ludzi kilkakrotnie więcej? Jakaś choroba genetyczna, specyficzna dla tych nacji, tego regionu?

>Znów przywołam przykład polskich muzułmanów. Wykształcenie nie różni się od innych mieszkańców Podlasia. To nie w islamie jest problem, ale recepta, którą proponujesz jest moim zdaniem jedną ze słusznych.
-A nie zastanawia Cię, że np. Świadkowie Jehowy nie płodzą terrorystów i nikogo nie zabijają? Chociaż wszystkich można nazwać fanatykami, bo jak inaczej można skazać na śmierć własne dziecko, nie godząc się na przeszczep, czy transfuzję krwi? A przecież korzystają z pojazdów i techniki, wiedzą, że wypadki się zdarzają. Są upierdliwi, szkodzą sobie samym, ale nie bałbym się obok nich mieszkać. Szariatu mi nie narzucą. Amisze to też szurnięci fanatycy, którzy ubzdurali sobie żyć w średniowieczu, ale absolutnie niegroźni. Więc tak samo groźne są wszystkie religie i ideologie? Tak samo niebezpiecznych fanatyków produkują?
24-06-2015 21:00 
 Ocena 1 na 1
szarley (54912 punktów)
>>Przecież to robisz pisząc o "durnotach" Koranu
>-ONI są na tym forum? Wątek zdjęty ze strony głównej może mi się upiecze, chyba że mnie wydasz?
W ręce fanatyków? nigdy. Obiecuję. Na forum był kiedyś muślim. Maciej - Mansur. Dawno się nie odzywa

>>Jestem przeciwnikiem wszelkich fanatyzmów i DLATEGO uważam, że należy zdiagnozować ich rzeczywistą przyczynę. Zastępowanie islamskiego fanatyzmu antyislamskim mnie nie satysfakcjonuje
>-Ja nie proponuję antyislamskiego fanatyzmu, nawet nie wiem jakby miał wyglądać. Czy sprzeciw wobec faszyzmu, to fanatyzm antyfaszystowski. Chodzi o zwykłą obronę, zapobieganie, trzeźwe spojrzenie, zanim będzie ich tu tyle co np. we Francji. Wtedy sobie zdiagnozujesz.
Zwykła obrona? OK ! Jak?

>>>-Bandyckich kiboli dawno powinno się pozamykać lub wystrzelać. W kraju islamskim byliby fanatykami islamskimi. To ten typ ludzi, u których ujawniają się negatywne cechy.
>>Toż to właśnie staram Ci się cały czas wytłumaczyć!
>-Aha, czyli po prostu w krajach islamskich jest tego typu ludzi kilkakrotnie więcej?
Nie.
Proporcjonalnie więcej fanatyków jest w krajach/klasach/warstwach biedniejszych

>>Znów przywołam przykład polskich muzułmanów. Wykształcenie nie różni się od innych mieszkańców Podlasia. To nie w islamie jest problem, ale recepta, którą proponujesz jest moim zdaniem jedną ze słusznych.
>-A nie zastanawia Cię, że np. Świadkowie Jehowy nie płodzą terrorystów
Tu masz rację. Niemniej nie mamy porównania z wykluczeniem jehowitów na taką skalę jak muzułmanów. Inne niezmienne warunki doświadczenia nie zostały zachowane
25-06-2015 01:05 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>> Cytat:
Cywilizacja islamu osiągnęła szczyt rozwoju między X a XII w., wyprzedzała wtedy cywilizację chrześcijańskiej Europy.

>-I dlaczego na tym się zatrzymała?
Czy na to pytanie można odpowiedzieć w jednym wpisie na forum?

A czy Twoim zdaniem to religia zatrzymała ten rozwój?

Domyślam się, że wszystko co się wydarzyło dobrego w cywilizacji islamskiej, to nie przez tę religię, a wszystko co złego, to właśnie przez religię? To dokładnie tak samo religianci o swoich religiach opowiadają, tyle że odwrotnie.

A ja sądzę, że przy sprzyjających warunkach społeczeństwo związane z daną religią może się cywilizacyjnie rozwijać, a przy warunkach niekorzystnych - cofać i to właśnie miało miejsce zarówno w chrześcijaństwie, jak również w islamie. Chodzi tu cały czas o ten sam zestaw mitologiczny - tę samą religię właśnie - a jednak zachowania społeczne mogą być bardzo różne. Przyczyną ewentualnej degeneracji cywilizacyjnej nie jest zatem religia (w miarę stały zestaw mitów - np. spisanych w świętych księgach, który przecież istnieje również w czasach cywilizacyjnej hossy), lecz co innego.

Przyczyną bezpośrednią jest głęboka wiara wykluczająca myślenie, nakazująca działać zgodnie z autorytetem i tłumem. Natomiast im wiara płytsza i myśl bardziej wolna, tym społeczeństwo tej samej religii staje się bardziej ucywilizowane. To właśnie wiara jest zarówno zaślepieniem, jak również motywacją wewnętrzną. Kształtuje się najczęściej w warunkach braku dostępu do edukacji lub kiepskiej edukacji co jest skorelowane z marną sytuacją gospodarczą.

W związku z tym roli KOLONIZACJI w kształtowaniu muzułmańskiej wiary bym nie pomijał.

Ale oczywiście najłatwiej wymyślić sobie uproszczoną wersję procesów historycznych i wszystko zwalić na islam. Chrześcijaństwo przed oświeceniem nie było lepsze, a wręcz było gorsze, ale to zupełnie nie zasługa takiego, czy innego zespołu mitów. Podobnie dzisiaj nie jest zasługą Jezusa, że papież po niewczasie się jednak jakoś do ekologii przekonał. Jezus głosi to samo od dwóch tysięcy lat i co z tego? Trzeba była dopiero oświecenia i praw człowieka, by niektóre jego postulaty w chrześcijańskim społeczeństwie zrealizować, ale do tego konieczne było najpierw spłycenie wiary.

>Jeśli w bajce misiowi będzie wolno zabijać niewiernych, innowierców, upokarzać kobiety, mieć niewolników i jeszcze będzie za to nagradzany,
Proszę o cytaty z koranu. A założymy się, że Biblii więcej zachęt do takich zachowań znajdziemy? Jestem nawet pewien, że w całej literaturze komunistycznej nie znajdziemy ani jednego takiego wezwania. I co z tego, skoro głęboka wiara w komunizm doprowadziła do znanych skutków?

>a żabce wędrowniczce będzie nakazane czynienie dobra wszystkim bez względu na wyznanie, płeć itd. to pierwsza bajka będzie groźniejsza od drugiej. Może nie?? Co??
A ja tylko przypomnę bajki braci Grimm, a nawet bajkę o czerwonym kapturku. Dopóki w to nikt nie wierzy, dopóty problem żaden.

>-Bajki są różne jak religie i trzeba być upośledzony, by nie wiedzieć, że bajki, komiksy, wszelkie powieści mają różny wpływ na dzieci i nie każdą można im czytać, a niektórych wręcz należy zakazać. Durne nastolatki nawet samobójstwa potrafią popełniać po ich przeczytaniu.
... gdyż nie ma takiej głupoty, w którą by nie można uwierzyć. Jednak na dzieci największy wpływ mają rodzice i wpajana dziecku postawa jeszcze zanim zacznie rozumieć czytany mu tekst.

>-Gówno! Nie jestem obrońca chrześcijaństwa, ani durnot biblijnych, a Koran to tylko ich przeróbka na jeszcze większe durnoty. Obecnie to zdecydowanie częściej islamiści mordują chrześcijan. Jeśli chcesz porównać rytuały obydwu religii to sobie pożyj w dzielnicy islamskiej, zgodnie z ich nakazami to się przekonasz. Polecam ramadan na początek. Szariat mówi ci coś? Możesz też porozmawiać z muzułmanką i chrześcijanką i sobie porównać, w której roli widziałbyś się chętniej.
Chodziłem do klasy, w której 1/3 stanowili muzułmanie, a ostatnio przez trzy lata muzułmanie byli moimi sąsiadami. Znam muzułmanów osobiście i jeśli mam się na tym tle zdobyć na jakieś uogólnienie, to właśnie to, że na ogół poziom społeczny koreluje z poziomem edukacji, a ten jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu głupoty. Dotyczy to w takim samym stopniu chrześcijan, jak i ateistów.

Poza krytyką religii warto się zastanowić nad warunkami społeczno-gospodarczymi. Religie nie istnieją w próżni. Nawet wiara nie bierze się z niczego.

>-Nie jestem tu od wczoraj i dokładnie wszystko rozróżniłem po wielokroć, wiarę, religię, fanatyzm, jego szerokość, głębokość i różne zagrożenia.... nie będę wszystkiego dla ciebie powtarzał, bo i tak tego nie pojmiesz, skoro treść dla ciebie nie ma znaczenia.
Jestem sobie mały miś, duży miś, znam się z dziećmi nie od dziś. Piętro niżej zejdź kolego, bo Twoje mądrości za wysokie na me progi.
Rupson (1793 punktów)
>A czy Twoim zdaniem to religia zatrzymała ten rozwój?
-Tak.
>A ja sądzę, że przy sprzyjających warunkach społeczeństwo związane z daną religią może się cywilizacyjnie rozwijać, a przy warunkach niekorzystnych - cofać i to właśnie miało miejsce zarówno w chrześcijaństwie, jak również w islamie.
-A ja sądzę, że religia w niczym nie pomaga, najczęściej jest hamulcem wszelkiego rozwoju, czasami może co najwyżej nie przeszkadzać.

>Przyczyną bezpośrednią jest głęboka wiara
-I dużo zależy od tego w co. A to już wpajają poszczególne religie. Od wpajanych treści najwięcej zależy.
>To właśnie wiara jest zarówno zaślepieniem, jak również motywacją wewnętrzną. Kształtuje się najczęściej w warunkach braku dostępu do edukacji lub kiepskiej edukacji co jest skorelowane z marną sytuacją gospodarczą.
-Wiele krajów islamskich kapie od złota i jak tam wygląda edukacja? Dla jednej płci, nauczanie tylko tego co zgodne z Koranem. Nikt im nie zabrania tego zmienić, poza głupią wiarą i religijnymi restrykcjami.

>Ale oczywiście najłatwiej wymyślić sobie uproszczoną wersję procesów historycznych i wszystko zwalić na islam. Chrześcijaństwo przed oświeceniem nie było lepsze, a wręcz było gorsze, ale to zupełnie nie zasługa takiego, czy innego zespołu mitów.
-Dawniej, to wszyscy byli ciemniejsi i mnóstwo draństwa wszelkie sekty wyrządzały, ale dziś, przy powszechnym dostępie do wiedzy, informacji, walce o równość, prawa człowieka, nie ma już usprawiedliwienia dla dzikiego islamu.

>Podobnie dzisiaj nie jest zasługą Jezusa, że papież po niewczasie się jednak jakoś do ekologii przekonał. Jezus głosi to samo od dwóch tysięcy lat i co z tego?
-Jezus coś głosi? Na którym kanale?

>Proszę o cytaty z koranu. A założymy się, że Biblii więcej zachęt do takich zachowań znajdziemy?
-Nie boję się starożytnych tekstów, tylko tych co dziś jeszcze w nie wierzą i są gotowi wcielać w życie, często je odbierając.
Fakty są takie, że islam najbardziej ogłupia ludzi współcześnie. Od nikogo nie usłyszysz równie wielkich i groźnych bredni, jak z ust nawiedzonego islamisty, który na dodatek te brednie chciałby narzucić całemu światu i wprost się do tego przyznaje.
>Jestem nawet pewien, że w całej literaturze komunistycznej nie znajdziemy ani jednego takiego wezwania. I co z tego, skoro głęboka wiara w komunizm doprowadziła do znanych skutków?
-Coś tam o tępieniu kułaków, wrogach ludu, czy że "rewolucja wymaga ofiar", obiło mi się o uszy.

>... gdyż nie ma takiej głupoty, w którą by nie można uwierzyć. Jednak na dzieci największy wpływ mają rodzice i wpajana dziecku postawa jeszcze zanim zacznie rozumieć czytany mu tekst.
-Rodzice mają wpływ poprzez przekazywane im teksty i wartości, które te zawierają.

>Chodziłem do klasy, w której 1/3 stanowili muzułmanie,
-Dziewczyny też były, czy trudno było poznać spoza szmat, co to za stworzenia?
>na ogół poziom społeczny koreluje z poziomem edukacji, a ten jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu głupoty. Dotyczy to w takim samym stopniu chrześcijan, jak i ateistów.
-Nic nigdy nie jest "w takim samym stopniu." Nawet niewykształcony ateista jest zawsze "posiadaczem" jednej głupoty mniej od wykształconego religianta. Edukacja i wykształcenie nie zawsze koreluje z mądrością, rozumieniem świata, ciekawością jego zrozumienia, czego przykładem jest masa księży profesorów itp. hybryd. Łatwo też opowiadać o muzułmanach korzystających z zachodniej edukacji, gdy muszą się chociaż trochę podporządkować cywilnemu prawu i gdzie nie stanowią większości.
>Jestem sobie mały miś, duży miś, znam się z dziećmi nie od dziś. Piętro niżej zejdź kolego, bo Twoje mądrości za wysokie na me progi.
-Z muzułmanami tak sobie pogadaj misiu. Mają specyficzne poczucie humoru. Szczególnie tam, gdzie nie musza udawać miłych.
25-06-2015 12:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>-Z muzułmanami tak sobie pogadaj misiu.
wiadomosci(*)c.html?ticaid=1151bc&_ticrsn=5

>Mają specyficzne poczucie humoru. Szczególnie tam, gdzie nie musza udawać miłych.
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,668549#w669379

@@@
.
24-06-2015 15:16 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>-I dlaczego na tym się zatrzymała?

Zapewne dlatego, że nauki imama al Ghazaliego narzuciły podobny model edukacji jak w Europie, tj. kładący największy nacisk na teologię.

>-Bajki są różne jak religie i trzeba być upośledzony, by nie wiedzieć, że bajki, komiksy, wszelkie powieści mają różny wpływ na dzieci i nie każdą można im czytać, a niektórych wręcz należy zakazać. Durne nastolatki nawet samobójstwa potrafią popełniać po ich przeczytaniu.

Ale podobne treści nawołujące do mordowania niewiernych, pochwalające kamienowanie kobiet i niewolnictwo znajdziesz też w Biblii. Chrześcijaństwo jednak przez lata starało się tych fragmentów nie eksponować.

Co do samego agresywnego islamu: trzeba być naprawde naiwnym, żeby sądzić, że statystyczny muzułmanin chce zabijać niewiernych.
24-06-2015 20:33 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>Co do samego agresywnego islamu: trzeba być naprawde naiwnym, żeby sądzić, że statystyczny muzułmanin chce zabijać niewiernych.
-Agresywny islam bierze się ze statystycznego. Ile ich obecnie na świecie, miliard? To i fanatyków sporo płodzą, ale przede wszystkim taka jest ich religia. Nie wiesz co nakazuje im dżihad? Skąd wiesz co siedzi w głowie statystycznego muzułmanina? Jak się zachowa, gdy pojawi się jakiś Chomeini nawołując do rewolucji islamskiej? Mało okazywali radości ze śmierci zwykłych ludzi po zamachu na WTC? To po prostu groźne zjawisko w skali globalnej i będzie coraz gorzej.
24-06-2015 20:55 
 Ocena 2 na 2
szarley (54912 punktów)
>>Co do samego agresywnego islamu: trzeba być naprawde naiwnym, żeby sądzić, że statystyczny muzułmanin chce zabijać niewiernych.
>-Agresywny islam bierze się ze statystycznego.
A agresywna polskość ze statystycznej ?

>Ile ich obecnie na świecie, miliard? To i fanatyków sporo płodzą, ale przede wszystkim taka jest ich religia.
Ponawiam argument. Gdyby taka była ich religia fanatykami - zamachowcami - mordercami byliby WSZYSCY. A nie są

>Skąd wiesz co siedzi w głowie statystycznego muzułmanina?
A tego to chyba nikt nie wie, bo nie ma czegoś takiego jak głowa statystycznego muzułmanina, tak jak nie ma głowy statystycznego Europejczyka

>Jak się zachowa, gdy pojawi się jakiś Chomeini nawołując do rewolucji islamskiej?
Pewnie tak jak bojowcy PPS
>Mało okazywali radości ze śmierci zwykłych ludzi po zamachu na WTC?
Tyle samo co Polacy po zabójstwie Ferdynanda?
>To po prostu groźne zjawisko w skali globalnej i będzie coraz gorzej.
Tak. o ile nie zapobieżemy temu likwidując przyczyny.
Powtórzę: przyczyną nie jest islam. Przyczyną jest nędza, głód, wojna, brak pespektyw i upokorzenie.
24-06-2015 13:02 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Fanatyzm to zjawisko psycho-socjologiczne znacznie trudniejsze do rozwikłania od nawet najbardziej skomplikowanych mitologii
A czymże jest ten fanatyzm? Według Wikipedii jest to zjawisko społeczne polegające na ślepej i bezkrytycznej wierze
w słuszność jakichś poglądów politycznych, religijnych lub społecznych. Przejawem fanatyzmu jest skrajna nietolerancja wobec przedstawicieli odmiennych poglądów.
Czyli jest wynikiem głębokiej bezkrytycznej wiary w słuszność własnych poglądów i tak jak wielokrotnie tu już pisałem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących, po głęboko wierzących swoją wiarą i całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko.
Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację.
.

Nie jestem w stanie wyżej intelektualnie oraz moralnie oceniać fanatyków, z którymi większość poglądów podzielam,
od fanatyków, z których poglądami się nie zgadzam, gdyż każdy fanatyzm jest groźny i każdy prowadzi do zła.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,8#w668950

Fanatyczny - oparty na wierze ateizm nie jest w niczym lepszym od fanatycznego teizmu, tak jak fanatyczna antyreligijność nie jest w niczym lepsza od fanatycznego religianctwa, a warto też pamiętać, że każda religia jest ideologią, a znakomita większość ideologii jest bardzo religiom bliska.
Zaś nigdy i nigdzie nie istniały i nie istnieją dobre zaślepienia ideologiczne, szczególnie wtedy - co jest prawie normą -
gdy połączone są z małą wiedzą i brakiem umiejętności krytycznej refleksji nad światem.
(Wszystko to co wyżej napisałem, to tylko tytułem uzupełnienia do Pańskiej wypowiedzi.)

@@@
.
26-06-2015 00:56 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Wszystko to co wyżej napisałem, to tylko tytułem uzupełnienia do Pańskiej wypowiedzi.
Bardzo dziękuję za to uzupełnienie. Mam jednak parę polemicznych wątpliwości.

>>Fanatyzm to zjawisko psycho-socjologiczne znacznie trudniejsze do rozwikłania od nawet najbardziej skomplikowanych mitologii
>A czymże jest ten fanatyzm? Według Wikipedii jest to zjawisko społeczne polegające na ślepej i bezkrytycznej wierzew słuszność jakichś poglądów politycznych, religijnych lub społecznych. Przejawem fanatyzmu jest skrajna nietolerancja wobec przedstawicieli odmiennych poglądów.
W jednym z moich ostatnich postów zamieściłem link do artykułu , który przedstawia kilka prób wyjaśnienia tego zjawiska. Wyjaśnienia te wydają mi być na tyle złożone, że sprowadzenie ich do jednego słowa - "wiara" - wydaje mi się być mimmo wszystko zbytnim uproszczeniem.

>Czyli jest wynikiem głębokiej bezkrytycznej wiary w słuszność własnych poglądów i tak jak wielokrotnie tu już pisałem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących, po głęboko wierzących swoją wiarą i całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko.
>Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację..

>Nie jestem w stanie wyżej intelektualnie oraz moralnie oceniać fanatyków, z którymi większość poglądów podzielam,
>od fanatyków, z których poglądami się nie zgadzam, gdyż każdy fanatyzm jest groźny i każdy prowadzi do zła.
Zgadzam się z Panem w tym zakresie. A jednak a propos twierdzeń kolegi Rupsona proszę zwrócić uwagę na to, koło jakiej jabłoni spada jabłko. Nowi Ateiści z Czterema Jeźdżcami Nie-apokalipsy na czele - Dawkinsem, Hitchensem, Dennetem i Harrisem określają przedmiot swej krytyki jako właśnie religię.

Jakoś w argumentacji Rupsona dostrzegam elementy rozumowania typowe dla Nowego Ateizmu. Czy Rupson źle Nowy Ateizm zrozumiał, czy też to Nowy Ateizm trochę przestrzela swój cel?

Tak przy okazji: Harris o obrońcach islamu:
www.youtube.com/watch?v=ZCOQukCn0kg

>Fanatyczny - oparty na wierze ateizm nie jest w niczym lepszym od fanatycznego teizmu, tak jak fanatyczna antyreligijność nie jest w niczym lepsza od fanatycznego religianctwa, a warto też pamiętać, że każda religia jest ideologią, a znakomita większość ideologii jest bardzo religiom bliska.
>Zaś nigdy i nigdzie nie istniały i nie istnieją dobre zaślepienia ideologiczne, szczególnie wtedy - co jest prawie normą -
>gdy połączone są z małą wiedzą i brakiem umiejętności krytycznej refleksji nad światem.
Tak ogólnie to w tym zakresie się zgadzam.
26-06-2015 17:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
A czymże jest ten fanatyzm? Według Wikipedii jest to zjawisko społeczne polegające na ślepej i bezkrytycznej wierze
w słuszność jakichś poglądów politycznych, religijnych lub społecznych. Przejawem fanatyzmu jest skrajna nietolerancja wobec przedstawicieli odmiennych poglądów.

>W jednym z moich ostatnich postów zamieściłem link do artykułu , który przedstawia kilka prób wyjaśnienia tego zjawiska. Wyjaśnienia te wydają mi być na tyle złożone, że sprowadzenie ich do jednego słowa - "wiara" - wydaje mi się być mimo wszystko zbytnim uproszczeniem.
Zgodnie z Pańską wypowiedzią odnosiłem się fanatyzmu, a nie do fundamentalizmu, o którym jest zalinkowany artykuł.
(Na temat fundamentalizmu mam w domu parę książek i autorzy mieli w nich co opisywać.) Przeczytałem wówczas ten artykuł, a teraz ponownie i zgadzam się z jego autorem, ale też nie dostrzegam w nim miejsca, gdzie on przeczyłby on hasłu z Wikipedii dotyczącemu fanatyzmu.

Natomiast trudno jest tu pogodzić np. żądanie pana Dajmoniona "Z tekstu należy wyłowić samo sedno i je zaprezentować"
z Pańskim życzeniem gruntownego opisu zjawiska. Dlatego na ogół wybieram środek korzystając z tak wspaniałego internetowego narzędzia jakim jest link.

Tak, "jedno słowo wiara" (i już tu zaczyna się problem nad zrozumieniem tego określenia) jest zbytnim uproszczeniem
i dlatego autorzy pomimo koniecznej encyklopedycznej lapidarności użyli słów 25, wśród których 5 jest najistotniejszych: ślepa, bezkrytyczna wiara i skrajna nietolerancja, a więc zdecydowanie nie było tu ograniczenia tylko do jednego słowa.

Czyli [fanatyzm] jest wynikiem głębokiej bezkrytycznej wiary w słuszność własnych poglądów i tak jak wielokrotnie tu już pisałem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących, po głęboko wierzących swoją wiarą i całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko.
Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację.

(Warto tu zwrócić uwagę na zakres oraz znaczenie "wiary" w światopoglądzie, oraz jej głębokość. Jestem programowym antyfideistą i zwalczam u siebie wszelkie przekonania oparte na wierze, ale czy jestem ich pozbawionym? Myślę, iż jeszcze dalece nie. Człowiekiem wierzącym wg własnych deklaracji jest pan Szarley, ale jego wiara jest mocno refleksyjna i sceptyczna. Wierzącym był także Pan, ale racjonalny sceptycyzm oraz refleksja nad rzeczywistością doprowadziły Pana do niewiary. Z czego wynika, iż wiara ma przeróżne oblicza, a jej skala jest ogromną.)

Nie jestem w stanie wyżej intelektualnie oraz moralnie oceniać fanatyków, z którymi większość poglądów podzielam,
od fanatyków, z których poglądami się nie zgadzam, gdyż każdy fanatyzm jest groźny i każdy prowadzi do zła.

>Zgadzam się z Panem w tym zakresie. A jednak a propos twierdzeń kolegi Rupsona proszę zwrócić uwagę na to, koło jakiej jabłoni spada jabłko.
Zupełnie nie chcę się zastanawiać koło jakiej jabłoni spada jabłko pana Rupsona, gdyż mogłoby to być zbyt obraźliwe dla niego i wolę przyjąć, iż tylko z małej wiedzy nie pozwalającej mu na głębszą refleksję nad światem.

>Nowi Ateiści z Czterema Jeźdżcami Nie-apokalipsy na czele - Dawkinsem, Hitchensem, Dennetem i Harrisem określają przedmiot swej krytyki jako właśnie religię.
Tyle tylko, iż ja nie potrzebowałem żadnej nadprzyrodzoności do zrozumienia rzeczywistości już wtedy, gdy o "Nowych Ateistach" nikt jeszcze nie słyszał, a swoją refleksję oparłem na dorobku wielu mądrych ludzi.
www.racjon(*)m.php/s,608495/z,0/d,2#w608674
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,491829#w492271
www.racjonalista.pl/forum.php/s,517879#w518556
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,535805#w536199
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,581593#w581794
www.racjonalista.pl/forum.php/s,608495/z,0
Wiele osób zupełnie słusznie krytykuje religie/ideologie, ale ja dla własnej krytyki wybrałem - moim zdaniem - element najistotniejszy, a jest nim wiara. Moim zdaniem żadna religia/ideologia nie większego społecznego znaczenia, gdy nie stoją za nią wierzący.

>Jakoś w argumentacji Rupsona dostrzegam elementy rozumowania typowe dla Nowego Ateizmu. Czy Rupson źle Nowy Ateizm zrozumiał, czy też to Nowy Ateizm trochę przestrzela swój cel?
Ja jakoś ich tam nie dostrzegam. Samo poznanie czyichś poglądów jeszcze nie świadczy o ich przyswojeniu, a tym bardziej nie świadczy o ich samodzielnym krytycznym przemyśleniu. Z myśli nawet najmądrzejszych ludzi, warto wybierać to co nam odpowiada i z tego budować własny światopogląd. Cenię sobie dorobek "Nowego Ateizmu", ale dalece nie stanowi on dla mnie przedmiotu mej wiary i z wieloma uproszczeniami, które tam można napotkać po prostu się nie zgadzam.

>Tak przy okazji: Harris o obrońcach islamu:
Nie lubię wykładów na youtube, gdyż muszę słuchać tam wszystkiego. Wolę teksty: www.racjonalista.pl/kk.php/s,7883
Harris to mądry człowiek, ale to wcale nie znaczy, że muszę się z nim całkowicie zgadzać, a o ile jest jeszcze jakimś problemem stosunek i wzajemne relacje pomiędzy wiarą i religią, to może warto rozpocząć nowy wątek.

CDN

@@@
.
26-06-2015 17:22 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Fanatyczny - oparty na wierze ateizm nie jest w niczym lepszym od fanatycznego teizmu, tak jak fanatyczna antyreligijność nie jest w niczym lepsza od fanatycznego religianctwa, a warto też pamiętać, że każda religia jest ideologią, a znakomita większość ideologii jest bardzo religiom bliska.

Zaś nigdy i nigdzie nie istniały i nie istnieją dobre zaślepienia ideologiczne, szczególnie wtedy - co jest prawie normą -
gdy połączone są z małą wiedzą i brakiem umiejętności krytycznej refleksji nad światem.

>Tak ogólnie to w tym zakresie się zgadzam.
Powiem tu więcej. Dla mnie jest zupełnie oczywistym, że znakomita większość ludzi opiera swój światopogląd na wierze
i że najczęściej jest to wiara religijna lub/i ideologiczna. Dlatego zupełnie średnio mi to przeszkadza. Ot taka jest społeczna rzeczywistość. Natomiast drażni mnie, gdyż wywołuje moje intelektualne zażenowanie, gdy spotykam święcie
i bezkrytycznie wierzących we własne racje ludzi odwołujący się do racjonalizmu. Gdy one wbrew wszelkim racjonalnym argumentom tkwią w jakimś tam irracjonalnym uporze.

Historia nas uczy, że fanatyzm wcale nie nie musi religijny, czy szerzej ideologiczny. Fanatyzm może być osobistym, dotyczącym pojedynczej osoby i swoistych tylko dla niej poglądów, a jest jeszcze gorzej, gdyż taka postawa wcale nie jest ograniczona do głupków, tylko może być prezentowana przez osoby o wysokim poziomie intelektualnym.
Czasem będącymi ludźmi nauki, czy też posiadającymi z różnych racji mniejszą lub większą władzę i wykorzystującym ją do narzucenia innym własnej jedynie słusznej opcji. Ludzie tacy są w większym lub mniejszym stopniu zaślepieni wiarą we własną rację i wszelkich już tylko w nią wątpiących uważają za swoich wrogów. Spotkałem się z takimi postawami wśród osób uważających się za racjonalistów także na naszym forum.

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
Historia nas uczy, że fanatyzm wcale nie nie musi religijny, czy szerzej ideologiczny. Fanatyzm może być osobistym, dotyczącym pojedynczej osoby i swoistych tylko dla niej poglądów, a jest jeszcze gorzej, gdyż taka postawa wcale nie jest ograniczona do głupków, tylko może być prezentowana przez osoby o wysokim poziomie intelektualnym.
>Czasem będącymi ludźmi nauki, czy też posiadającymi z różnych racji mniejszą lub większą władzę i wykorzystującym ją do narzucenia innym własnej jedynie słusznej opcji. Ludzie tacy są w większym lub mniejszym stopniu zaślepieni wiarą we własną rację i wszelkich już tylko w nią wątpiących uważają za swoich wrogów. Spotkałem się z takimi postawami wśród osób uważających się za racjonalistów także na naszym forum.


Nie wypada mi się z panem nie zgodzić.Dodać mogę od siebie,że poruszył pan w mojej ocenie sedno sprawy,indywidualną postawę. - to z niej wychodzi wszelka wspólna potrzeba,nie zawsze zgodna z dobrem ogólnym.Z kąd rodzi się wszelki fanatyzm ?,Ideologie ? ....z osobistych pobudek jednostki.Zawsze był ktoś kto tłumaczył innym,np.jak czytać pismo,jak je interpretować- przykładem tu choćby fanatyzm,fundamentalizm Islamski będący interpretacją fałszywą pisma Koranu - ,i -(pomijam tu ograniczenia z gatunku -analfabetyzm)- ci bardziej poddatni ulegną zawsze,i właśnie takich znajdują,ci którym zależy na własnych konkretach.
27-06-2015 15:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Nie wypada mi się z panem nie zgodzić.
Zawsze wypada i nigdy z nikim się nie godzę, kto nie przedstawia dostatecznych argumentów dla obrony własnego poglądu.

>Dodać mogę od siebie,że poruszył pan w mojej ocenie sedno sprawy,indywidualną postawę.
pl.wikipedia.org/wiki/Postawa
www.profes(*)towska_130306_3.php&id_m=16132
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041
Tak indywidualna postawa jest tu najważniejszą, gdyż z tego co nas łączy i dzieli najistotniejsze są różnice mentalne. Utrwalona w procesie socjalizacji głupota jest - poza wyjątkami - niereformowalna. Natomiast umysły "heretyckie" nawet
z autorytarnych i dogmatycznych rodzin permanentnie się rozwijają i dokonują przewartościowań swoich poglądów.
Taka już jest ich niepokorna natura.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482917

> - to z niej wychodzi wszelka wspólna potrzeba,nie zawsze zgodna z dobrem ogólnym.
Tak, wspólne potrzeby wywodzą się w największym stopniu z potrzeb indywidualnych, ale tu koniecznym byłaby
odpowiedź na pytanie na ile są to rzeczywite potrzeby własne, a na ile są to potrzeby ideologicznie zmanipulowane.
Psychologia jednostek zdecydowanie różni się od psychologii tłumu.

> Z kąd rodzi się wszelki fanatyzm ?,
Przecież wyraźnie tu już kilkakrotnie napisałem przedstawiając argumenty. Jego najważniejszą i najczęstszą przyczyną
jest proces socjalizacji, choć przyczyny genetyczne i patologiczne w obszarze mózgu też mają znaczenie.

> Ideologie ? ....
Ideologie, to już nakładają się na osobowość oraz poziom intelektualny. (postawę wobec rzeczywistości.)
Dlatego nie każdy wierzący jest fanatykiem.

>z osobistych pobudek jednostki.
To najczęściej bywa dalece wtórne do procesu socjalizacji. Na intelektualną suwerenność wybijają się tylko wybitne jednostki.

>Zawsze był ktoś kto tłumaczył innym,np.jak czytać pismo,jak je interpretować-
I ukształtowane autorytarnie osobowości tego grzecznie słuchały i koniecznie potrzebowały, a osobowości heretyckie odpowiadały jak małpa lwu w wyżej zamieszczonym dowcipie.

>przykładem tu choćby fanatyzm,fundamentalizm Islamski będący interpretacją fałszywą pisma Koranu - ,
Bardzo proszę o konkretne przykłady z odwołaniem do treści danej Sury i jej fałszywej interpretacji? Dobrze by było dla Polaków odwoływać się do tłumaczenia Koranu dokonanego przez Józefa Bielawskiego. Zapewniam Pana, że Koran to podobnie do Biblii gruba księga i można znaleźć w niej uzasadnienie prawie dla wszystkiego.

>i -(pomijam tu ograniczenia z gatunku -analfabetyzm)- ci bardziej poddatni ulegną zawsze,i właśnie takich znajdują,ci którym zależy na własnych konkretach.
Tak, zawsze i wszędzie są cwani pasterze strzygący oraz owieczki szczęśliwe, iż są strzyżone, a nawet czasem i zjadane przez namiestników ich najwyższego pana w niebiosach, zwanego bogiem.

@@@
.
27-06-2015 20:15 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
Zawsze wypada i nigdy z nikim się nie godzę, kto nie przedstawia dostatecznych argumentów dla obrony własnego poglądu.



Słusznie,bo w innym przypadku rozmowa nie ma sensu.Myślę że popełniając błąd w nastawieniu,wynikający z uprzedzenia,można dojść do fałszywego przekonania,lub opinii - i to nie jest aluzja jednokierunkowa- .To dość częste między wierzącymi i ateistami.Natomiast na obrone własnego poglądu,za argument niech posłużą mi moje doświadczenia,wiedza i życie.Bo widzi pan,Ja nie wierze w Boga,dlatego że urodziłem się w Polskiej rodzinie,która jak ponad 90% w kraju jest opowiadającą się za katolicyzmem,bądź dlatego że właśnie ów fakt miałby czynić wszczepienie jego Idei - ten bóg dla mnie umarł.
A stanowisko głoszące że potrzeba jego Idei rodzi się z jakiegoś patologicznego powodu np.wady ludzkiego mózgu,bądź jakiegokolwiek innego odchylenia od prawa natury,jest dla mnie równoznaczne z zaprzeczeniem człowieczeństwa.....nie dlatego ze czlowiek ma wierzyć w Boga,ale dlatego że obowiązkiem człowieka jest szukać wyższych Ideii,jedni znajdują wyższą racje w Ideii Boga inni w Kosmosie,przyrodzie,choć wielu wystarczy bezcenny ziemski dorobek Kultura,Sztuka,Nauka,..... Tu nie chodzi mi o dyskredytacje ateizmu,nihilizmu czy jakiejkolwiek innej niż Wiara w Boga postawy.Tu chodzi mi o wykazanie,iż IDEA którą uznamy w życiu za kompas,może mieć różne oblicze.Za grunt uważam własne doświadczenie.Jeśli pan uzna za swoją Ideę,myśl przewodnią w życiu np. Naukę,- to nie mnie jest to oceniać.
Natomiast dostrzegłem racjonalne i słuszne stanowisko w sprawie,krytyki Religii,tu mimo iż jestem wierzący obowiązkiem jest uznać za fakt iż posiada ona w sobie wypaczenia,na przestrzeni całej histori,i tu nie mam na myśli jedynie kościoła katolickiego....temat rzeka.
dzentelmen (2000 punktów)
Tak, wspólne potrzeby wywodzą się w największym stopniu z potrzeb indywidualnych, ale tu koniecznym byłaby
>odpowiedź na pytanie na ile są to rzeczywite potrzeby własne, a na ile są to potrzeby ideologicznie zmanipulowane.

Tego przekonać się można jedynie po skutkach,choć i to nie gwarantuje pewności.

>Psychologia jednostek zdecydowanie różni się od psychologii tłumu.

Faszyzm,Nazizm,Komunizm.... - ilu ludzi miało indywidualnie świadomość sensu i znaczenia ? garstka ? A ilu mimo braku wiedzy wybrało ? miliony ? co czyni tłum,pokazał Rzym....

> Dlatego nie każdy wierzący jest fanatykiem.

Całe szczęście,bo już myślałem że nie ma ratunku .




>Na intelektualną suwerenność wybijają się tylko wybitne jednostki.






Niewątpliwie jestem osobą nieposiadającą w sobie na tyle siły,by tej intelektualnej komuś odmawiać.

>Bardzo proszę o konkretne przykłady z odwołaniem do treści danej Sury i jej fałszywej interpretacji? Dobrze by było dla Polaków odwoływać się do tłumaczenia Koranu dokonanego przez Józefa Bielawskiego.

Konkretów niestety nie podam. -może kiedy znajdę na to czas -Ale mój zarzut o manipulację Pismem przez ludzi wykształconych,uczonych,czy guru by posłużyć się w cynicznej polityce "ograniczonymi" - w tej materii z różnych powodów- ludźmi ,jest tym samym zarzutem który wypowiadam pod adresem Watykanu.

>Zapewniam Pana, że Koran to podobnie do Biblii gruba księga i można znaleźć w niej uzasadnienie prawie dla wszystkiego.

Moja wiedza o Koranie jest ograniczona z racji nieprzeczytania tej księgi.Natomiast Stary Testament i Nowy Testament przeczytałem niejednokrotnie z różnych źródeł tłumaczenia,i przekładu, i z tąd moja krytyka Religii,która porzuciła i odeszła od wielu fundamentów.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Gdy wchodzi się z własnymi wypowiedziami na jakieś forum dobrze jest zapoznać się z linią portalu, a także poznać "Regulamin i instrukcję obsługi". "Cytowanie oznaczane jest przez znak > na początku linii - powoduje on pokolorowanie całej niełamanej linii tekstu na zielono. Należy uważać, aby nie wstawić takiego znaku przed swoją odpowiedzią. Należy odpowiadać tylko pod tym fragmentem, do którego nasza odpowiedź się odnosi - resztę wypowiedzi poprzednika kasujemy. Pozwala to czytelnikom Forum zorientować się dokładnie do czego odnosi się nasz komentarz, co przy większej ilości wypowiedzi byłoby inaczej kłopotliwe".
_____________

Zawsze wypada i nigdy z nikim się nie godzę, kto nie przedstawia dostatecznych argumentów dla obrony własnego poglądu.
>Myślę że popełniając błąd w nastawieniu,wynikający z uprzedzenia,można dojść do fałszywego przekonania,lub opinii - i to nie jest aluzja jednokierunkowa- .
Ludzie inteligentni potrafią czytać ze zrozumieniem i wyciągać z tego wnioski, co niektórzy za uprzedzenia uważają.
Przecież wystarczy kilka postów przeczytać aby już przypuszczać z kim mamy do czynienia, a kilkanaście aby być pewnym.

>To dość częste między wierzącymi i ateistami.
Przy poważniejszych rozmowach warto zapoznać się z dostępnymi nam poglądami polemisty. Pisałem tu wielokrotnie,
iż dla fideizmu alternatywą jest afideizm, czy nawet antyfideizm, a nie ateizm dla którego alternatywą jest teizm.
Nie wolno wszystkiego mieszać, gdyż z tego tylko bezrozumność wynika.

>Natomiast na obrone własnego poglądu,za argument niech posłużą mi moje doświadczenia,wiedza i życie.
Proszę wybaczyć, ale to bardzo słabiutkie argumenty mogące tu służyć co najwyżej za uzupełnienie, przekonywującymi są argumenty rzeczowe oraz logiczne.

>Bo widzi pan,Ja nie wierze w Boga,dlatego że urodziłem się w Polskiej rodzinie,która jak ponad 90% w kraju jest opowiadającą się za katolicyzmem,bądź dlatego że właśnie ów fakt miałby czynić wszczepienie jego Idei - ten bóg dla mnie umarł.
To jest Pańska deklaracja, a faktów nie znamy, gdyż nikt Pana nie zbadał na tą okoliczność. Pan wierzy, iż to Pan wybrał, zaś mnie się wydaje, że to Pana wybrali, a Pan później zmienił tylko wyznanie. (Powiedzmy na swoje własne.)

>A stanowisko głoszące że potrzeba jego Idei rodzi się z jakiegoś patologicznego powodu np.wady ludzkiego mózgu,bądź jakiegokolwiek innego odchylenia od prawa natury,jest dla mnie równoznaczne z zaprzeczeniem człowieczeństwa.....nie dlatego ze czlowiek ma wierzyć w Boga,ale dlatego że obowiązkiem człowieka jest szukać wyższych Ideii,jedni znajdują wyższą racje w Ideii Boga inni w Kosmosie,przyrodzie,choć wielu wystarczy bezcenny ziemski dorobek Kultura,Sztuka,Nauka,..... Tu nie chodzi mi o dyskredytacje ateizmu,nihilizmu czy jakiejkolwiek innej niż Wiara w Boga postawy.Tu chodzi mi o wykazanie,iż IDEA którą uznamy w życiu za kompas,może mieć różne oblicze.Za grunt uważam własne doświadczenie.Jeśli pan uzna za swoją Ideę,myśl przewodnią w życiu np. Naukę,- to nie mnie jest to oceniać.
Jest tu taka dobra zasada, iż polemizujemy z konkretnymi poglądami konkretnych ludzi, głoszonych konkretne własne stanowiska i stąd konieczność dokładnego zaznaczania (np. na zielono), nie wyrwanych z kontekstu, cytatów. Ja sobie nie przypominam aby ktokolwiek tu taki bełkot głosił, a gdy tak było, to najlepiej z nim samym podjąć polemikę. Gorzej, gdy wśród wierzących występuje często postawa, iż sobie sami jakieś tam poglądy wymyślają, a następnie z nimi ostro polemizują.

>Natomiast dostrzegłem racjonalne i słuszne stanowisko w sprawie,krytyki Religii,tu mimo iż jestem wierzący obowiązkiem jest uznać za fakt iż posiada ona w sobie wypaczenia,na przestrzeni całej histori,i tu nie mam na myśli jedynie kościoła katolickiego....temat rzeka.
Proszę Pana według mojej wiedzy jest bardzo trudno znaleźć nawet wśród wyznawców tego samego wyznania dwoje ludzi wierzących dokładnie w to samo. Między innym właśnie dlatego to wiarę, a nie jej przedmiot podmiot uważam za groźne zjawisko. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,668549#w669566

Tak, wspólne potrzeby wywodzą się w największym stopniu z potrzeb indywidualnych, ale tu koniecznym byłaby odpowiedź na pytanie na ile są to rzeczywiste potrzeby własne, a na ile są to potrzeby ideologicznie zmanipulowane.
>Tego przekonać się można jedynie po skutkach,choć i to nie gwarantuje pewności.
Pewność gwarantuje jedynie wiara, nauka tylko pozwala na podstawie weryfikowalnych dowodów na mocniejsze lib słabsze przekonanie.

Psychologia jednostek zdecydowanie różni się od psychologii tłumu.
>Faszyzm,Nazizm,Komunizm.... - ilu ludzi miało indywidualnie świadomość sensu i znaczenia ? garstka ?
To właśnie nie ma znaczenia. Znaczenie ma ile osób w daną religię/ideologię wierzy i jak głęboko.

>A ilu mimo braku wiedzy wybrało ? miliony ? co czyni tłum,pokazał Rzym....
Wiedza im większa tym bardziej w wyborze konkretnej wiary przeszkadza.

Dlatego nie każdy wierzący jest fanatykiem.
>Całe szczęście,bo już myślałem że nie ma ratunku .
Ale to przecież wcale nie znaczy, iż Pan nim nie jest.
www.racjon(*).php/z,0/d,17/s,668549#w669507
Fanatyzm, tak jak i głupotę zdecydowanie łatwiej dostrzega się u innych niż u siebie samego. To mądrość, wiedzę
i tolerancję tak trudno dojrzeć u innych, że do tego aż tak dużej inteligencji potrzeba, iż zdarza się to bardzo rzadko.

CDN

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
>Przy poważniejszych rozmowach warto zapoznać się z dostępnymi nam poglądami polemisty. Pisałem tu wielokrotnie,
>iż dla fideizmu alternatywą jest afideizm, czy nawet antyfideizm, a nie ateizm dla którego alternatywą jest teizm.
>Nie wolno wszystkiego mieszać, gdyż z tego tylko bezrozumność wynika.

Słuszna uwaga.

>>>Natomiast na obrone własnego poglądu,za argument niech posłużą mi moje doświadczenia,wiedza i życie.
>Proszę wybaczyć, ale to bardzo słabiutkie argumenty mogące tu służyć co najwyżej za uzupełnienie, przekonywującymi są argumenty rzeczowe oraz logiczne.

Pan dobrze wie że moja wypowiedź,na którą byl Pan łaskaw odpowiedź -belkot jak Pan twierdzi- nie była natury rzeczowej bo dotyczyła jedynie osobistego stanowiska względem podjętego w odpowiedzi tematu.-wiary-.A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie, uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.Tak jak jednoznacznie bez oparcia się o wiare nie można założyć ani wykluczyć czegokolwiek w doświadczeniu również naukowym.

>>>Bo widzi pan,Ja nie wierze w Boga,dlatego że urodziłem się w Polskiej rodzinie,która jak ponad 90% w kraju jest opowiadającą się za katolicyzmem,bądź dlatego że właśnie ów fakt miałby czynić wszczepienie jego Idei - ten bóg dla mnie umarł.
>To jest Pańska deklaracja, a faktów nie znamy, gdyż nikt Pana nie zbadał na tą okoliczność. Pan wierzy, iż to Pan wybrał, zaś mnie się wydaje, że to Pana wybrali, a Pan później zmienił tylko wyznanie. (Powiedzmy na swoje własne.).

A mnie się wydaje że z pozycji negacji albo obiektywizacji można podporządkować wszystko "wierze" we własne bądź środowiskowe stanowisko.Na ile pan jest reprezentantem własnego stanowiska ? Tego też poza Panem nikt nie jest wstanie ustalić.

>Jest tu taka dobra zasada, iż polemizujemy z konkretnymi poglądami konkretnych ludzi, głoszonych konkretne własne stanowiska i stąd konieczność dokładnego zaznaczania (np. na zielono), nie wyrwanych z kontekstu, cytatów. Ja sobie nie przypominam aby ktokolwiek tu taki bełkot głosił, a gdy tak było, to najlepiej z nim samym podjąć polemikę. Gorzej, gdy wśród wierzących występuje często postawa, iż sobie sami jakieś tam poglądy wymyślają, a następnie z nimi ostro polemizują.

Co do pierwszej części wypowiedzi odniosłem się powyżej.Natomiast zadnie Pana o wymyślaniu poglądów jest kuriozalne,nie sądzi Pan chyba że ktoś je nam daje ? Nabywanie ich wiekiem,doświadczeniem nie może dyskredytować ich tylko dlatego ze różnią się od naszych,indywidualnych,grupowych,,środowiskowych Z wierzącym naprawdę można znaleźć podłoże dyskusji,pod warunkiem uznania.

>>Natomiast dostrzegłem racjonalne i słuszne stanowisko w sprawie,krytyki Religii,tu mimo iż jestem wierzący obowiązkiem jest uznać za fakt iż posiada ona w sobie wypaczenia,na przestrzeni całej histori,i tu nie mam na myśli jedynie kościoła katolickiego....temat rzeka.

>Proszę Pana według mojej wiedzy jest bardzo trudno znaleźć nawet wśród wyznawców tego samego wyznania dwoje ludzi wierzących dokładnie w to samo. Między innym właśnie dlatego to wiarę, a nie jej przedmiot podmiot uważam za groźne zjawisko. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,668549#w669566

Panie Andrzeju,ale wielu wierzy dokładnie w to samo,co niedziele w kościele można ich spotkać porozmawiać,i przekonać się że to właśnie jest przedmiot problemu.-JEST JEDEN BÓG SĘDZIA SPRAWIEDLIWY itd... widzi Pan,Wiara jak pan uważa groźne zjawisko,nie jest jednoznacznie rozumiana,co powodowane jest złożonym procesem,tylko zależy w którą stronę skierujemy uwagę,tego Pan ewidentnie albo celowo albo też nie celowo nie chce przyznać.

>>Faszyzm,Nazizm,Komunizm.... - ilu ludzi miało indywidualnie świadomość sensu i znaczenia ? garstka ?
>To właśnie nie ma znaczenia. Znaczenie ma ile osób w daną religię/ideologię wierzy i jak głęboko.

Wie Pan Ideologia polityczna jest starsza od wszelkiej Religii.Bo chyba przyzna Pan że organizacja życia społecznego jest jej genezą -a to wiąże się z ustanowieniem hierarhi i struktury społecznej,bo w końcu wielu było Ojców mających synów,więc w odpowiedzi zaradniej było posłużyć się wejściem w stan polityczny.- i stoi to przed - rozmyślaniem abstrakcyjnym,czy.szamańskimi czarami,-(choć ci niewątpliwie wywarli też wpływ)- w przypadku pierwotnych.I jak we wcześniejszym wpisie zaznaczyłem,iż ludzie nieposiadają wiedzy dostatecznej z wielu powodów,służą tym co ją posiedli a to jest już autostrada w jedną stronę.

>>A ilu mimo braku wiedzy wybrało ? miliony ? co czyni tłum,pokazał Rzym....
>Wiedza im większa tym bardziej w wyborze konkretnej wiary przeszkadza.

Od pewnego momentu już tak,natomiast Do - jest obowiązkowa.Do podejmowania świadomych wyborów.

>>Całe szczęście,bo już myślałem że nie ma ratunku .
>Ale to przecież wcale nie znaczy, iż Pan nim nie jest.

Ja Pana też nie znam.A po wpisach i opisach w Internecie można jedynie wnioskować z treści nie z osoby.

>Fanatyzm, tak jak i głupotę zdecydowanie łatwiej dostrzega się u innych niż u siebie samego. To mądrość, wiedzę
>i tolerancję tak trudno dojrzeć u innych, że do tego aż tak dużej inteligencji potrzeba, iż zdarza się to bardzo rzadko.

Tak szczególnie w gronie opiniujacym o innych.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Oczywiście można z wierzącymi rozmawiać na bardzo wiele tematów, ale nie sposób rozmawiać o tym co stanowi lub tylko zahacza o przedmiot ich wiary: "Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli."
____

>Natomiast na obrone własnego poglądu,za argument niech posłużą mi moje doświadczenia,wiedza i życie.
Proszę wybaczyć, ale to bardzo słabiutkie argumenty mogące tu służyć co najwyżej za uzupełnienie, przekonywującymi są argumenty rzeczowe oraz logiczne.
>Pan dobrze wie
Nie wiem, no bo i skąd?

>Pan dobrze wie że moja wypowiedź,na którą byl Pan łaskaw odpowiedź -belkot
A to była Pańska wypowiedź? >"A stanowisko głoszące że potrzeba jego Idei rodzi się z jakiegoś patologicznego powodu np.wady ludzkiego mózgu,bądź jakiegokolwiek innego odchylenia od prawa natury,jest dla mnie równoznaczne z zaprzeczeniem człowieczeństwa....itd." Ja sądziłem, iż opisuje Pan tam stanowisko Pańskich oponentów.

>Pan dobrze wie że moja wypowiedź,na którą byl Pan łaskaw odpowiedź -belkot jak Pan twierdzi- nie była natury rzeczowej bo dotyczyła jedynie osobistego stanowiska względem podjętego w odpowiedzi tematu.-wiary-.
To nie dokonałem takiego podziału argumentów, a więc nie ja odebrałem mu rzeczowość tylko Pan sam.

>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,
A co Pan pod tym określeniem rozumie?:
"Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,611775#w612442

>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.
Zupełnie nic nie rozumiem, a już szczególnie argumentacji na zasadzie "obiektywizacji i racjonalizacji".

>Tak jak jednoznacznie bez oparcia się o wiare nie można założyć ani wykluczyć czegokolwiek w doświadczeniu również naukowym.
Na naszym forum pan Fizyk niedawno napisał:
Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,666989#w667936

>Bo widzi pan,Ja nie wierze w Boga,dlatego że urodziłem się w Polskiej rodzinie,która jak ponad 90% w kraju jest opowiadającą się za katolicyzmem,bądź dlatego że właśnie ów fakt miałby czynić wszczepienie jego Idei - ten bóg dla mnie umarł.
To jest Pańska deklaracja, a faktów nie znamy, gdyż nikt Pana nie zbadał na tą okoliczność. Pan wierzy, iż to Pan wybrał, zaś mnie się wydaje, że to Pana wybrali, a Pan później zmienił tylko wyznanie. (Powiedzmy na swoje własne.).
>A mnie się wydaje że z pozycji negacji albo obiektywizacji można podporządkować wszystko "wierze" we własne bądź środowiskowe stanowisko.
Tyle tylko, że ja tu nie dokonywałem ani żadnej negacji, ani obiektywizacji, a odwołałem się do naukowych ustaleń o wpływie socjalizacji na naszą osobowość. Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał?

>Na ile pan jest reprezentantem własnego stanowiska ? Tego też poza Panem nikt nie jest wstanie ustalić.
Bez przesady, gdy czytają moje wypowiedzi inteligentni ludzie, mogą to z bardzo dużym prawdopodobieństwem stwierdzić.

Jest tu taka dobra zasada, iż polemizujemy z konkretnymi poglądami konkretnych ludzi, głoszonych konkretne własne stanowiska i stąd konieczność dokładnego zaznaczania (np. na zielono) , nie wyrwanych z kontekstu, cytatów. Ja sobie nie przypominam aby ktokolwiek tu taki bełkot głosił, a gdy tak było, to najlepiej z nim samym podjąć polemikę. Gorzej, gdy wśród wierzących występuje często postawa, iż sobie sami jakieś tam poglądy wymyślają, a następnie z nimi ostro polemizują.
>Co do pierwszej części wypowiedzi odniosłem się powyżej.
A wyżej do tego odniesienia się odniosłem.

>Natomiast zadnie Pana o wymyślaniu poglądów jest kuriozalne,nie sądzi Pan chyba że ktoś je nam daje ?
Aby podejmować z kimś rozmowy, należy najpierw przeczytać ze zrozumieniem, to co on napisał. Ja napisałem nie własnych Pańskich poglądach, tylko o wymyślaniu sobie cudzych. Jeżeli tak nie jest tak w Pańskim przypadku, to proszę o konkretne cytaty. Prosiłem o nie już wyżej.

CDN

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>Oczywiście można z wierzącymi rozmawiać na bardzo wiele tematów, ale nie sposób rozmawiać o tym co stanowi lub tylko zahacza o przedmiot ich wiary: "Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli."

Dlatego podkreśliłem na samym początku wejścia w ten wątek,iż robię to mimo wszystko wbrew sobie.Ale myślę że człowiek uważający się za racjonalnie myślącego i decydujący się już zabrać głos w tej sprawie musi do tego podejść z odpowiednim dystansem,nie na zasadzie wiesz pan swoje ja wiem swoje,ale na zasadzie pamiętania że jest to temat dotyczący subiektywnego odbioru świata -mam tu na myśli ludzi samodzielnie myślących - życia i dotyczy autonomi takiej jak osobiste przekonania,wartości i wzorce reprezentowane przez wlasny światopogląd. O religiach i Ideologiach,czy też ich pochodnych w które naprzemiennie się strony sporu wrzucają powiedziano już wszystko.To że ktoś wierzy w Boga nie oznacza że jest wyznawcą jakiejś Religii -w sensie praktykowania,czy identyfikacji - do czego nie wątpliwe Ideologiczny charakter każdego systemu zobowiązuje.
Problem leży w tym,iż temat nieistnienia czy istnienia Boga znajduję się po za racjonalną argumentacją stron sporu,zarówno tej opowiadającej za WIARĄ w Niego,jak i tej która postuluje o jasną Jego definicję,a nastepnie w myśl Naukowego dorobku- o rzeczowy,logiczny i w miarę możliwości wystarczający dowód "rzeczowy",lub chociaż dobrze usankcjonowaną w "materii" hipotezę nie godzącą w dotychczasowy sposób metody.W obu przypadkach kontekst racji jest zatem iiracjonalny,z tym że mniej na podłożu czysto praktycznym traci Pańskie stanowisko,i stanowisko dziedziny naukowej którą Pan reprezentuje.A szerzej cała Nauka,bowiem ta została powołana by odejść od sposobu budowania Świata jedną drogą.Kościół przez wiele stuleci nie mogąc się z tym pogodzić zdemonizowal wszystko inne co nie Kościelne,a w szczególności Naukę jako dziedzinę "wyzwoloną".
Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....

>>A wiary,jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.
>Zupełnie nic nie rozumiem, a już szczególnie argumentacji na zasadzie "obiektywizacji i racjonalizacji".

Termin Wiary -w Boga- wynikający z subiektywnej syntezy myśli i odczuć jednostki nie musi "dać się" podporządkować w sens ogólnych wierzeń grupy,czy wspólnoty,bowiem to co indywidualne często różni się od tego co obiektywne,powszechne i wspólne.
albo-albo.pl/filozofia/obiektywizacja.html

>>Tak jak jednoznacznie bez oparcia się o wiare nie można założyć ani wykluczyć czegokolwiek w doświadczeniu również naukowym.
> Na naszym forum pan Fizyk niedawno napisał:
> Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie.


Jednak ciężko jest zapomnieć o tych teoriach naukowych,które do dziś nie zostały jednoznacznie i bezkompromisowo udokumentowane jako fakt,pozostając tym samym w sensie zgodnej umowy-(wiary w ich słuszność)-. jak np. Wielki wybuch,czy dylematy związane z fizyką kwantową...to rodzi spekulację.

>>Natomiast zadnie Pana o wymyślaniu poglądów jest kuriozalne,nie sądzi Pan chyba że ktoś je nam daje ?
>Aby podejmować z kimś rozmowy, należy najpierw przeczytać ze zrozumieniem, to co on napisał. Ja napisałem nie własnych Pańskich poglądach, tylko o wymyślaniu sobie cudzych. Jeżeli tak nie jest tak w Pańskim przypadku, to proszę o konkretne cytaty. Prosiłem o nie już wyżej.

Bez komentarza.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dlatego podkreśliłem na samym początku wejścia w ten wątek,iż robię to mimo wszystko wbrew sobie.
Tu nie warto ani pisać nieszczerze, ani robić to wbrew sobie. A podkreślenia złego czynienia niczego merytorycznego nie wnoszą.

>Ale myślę że człowiek uważający się za racjonalnie myślącego i decydujący się już zabrać głos w tej sprawie musi do tego podejść z odpowiednim dystansem,nie na zasadzie wiesz pan swoje ja wiem swoje,ale na zasadzie pamiętania że jest to temat dotyczący subiektywnego odbioru świata -mam tu na myśli ludzi samodzielnie myślących - życia i dotyczy autonomi takiej jak osobiste przekonania,wartości i wzorce reprezentowane przez wlasny światopogląd.
Człowiek ma mózg i już z natury jest istotą racjonalną. Racjonalizująca nawet swoje największe bzdury. Natomiast portal Racjonalista.pl zgodnie ze swoją linią www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 odwołuje się do racjonalizmu światopoglądowego pl.wikiped(*)izm_światopoglądowy, a to nie jest to samo.

>O religiach i Ideologiach,czy też ich pochodnych w które naprzemiennie się strony sporu wrzucają powiedziano już wszystko.
Nie wiem? Ja dalece nie przeczytałem wszystkiego nawet z tego co mam w domu, a to tylko jakiś tam ułamek. Natomiast, gdy ktoś wrzuca jakiś nowy problem lub dostrzega jakieś sprawy w innym kontekście, to chętnie się douczam.

>To że ktoś wierzy w Boga nie oznacza że jest wyznawcą jakiejś Religii -w sensie praktykowania,czy identyfikacji - do czego nie wątpliwe Ideologiczny charakter każdego systemu zobowiązuje.
Natomiast każdy, kto wierzy w coś tam jest wierzącym.

> Problem leży w tym,iż temat nieistnienia czy istnienia Boga znajduję się po za racjonalną argumentacją stron sporu,zarówno tej opowiadającej za WIARĄ w Niego,jak i tej która postuluje o jasną Jego definicję,a nastepnie w myśl Naukowego dorobku- o rzeczowy,logiczny i w miarę możliwości wystarczający dowód "rzeczowy",lub chociaż dobrze usankcjonowaną w "materii" hipotezę nie godzącą w dotychczasowy sposób metody.
Szanowny Panie, ja zupełnie nie mam pojęcia jakie znaczenia przypisuje Pan tu używanym przez siebie słowom.
Bardzo trudno też jest mi zrozumieć, pomimo życzliwych starań - pisane bardzo dziwną polszczyzną - Pańskie wywody. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,492110#w495034 Moje odpowiedzi na Pańskie posty, pomimo trudności w ich zrozumieniu, świadczą o szacunku dla Pana, a nie o jego braku. Ja naprawdę się staram.

Moim zdaniem, można racjonalnie i sensownie rozpatrywać istnienie świata nadprzyrodzonego. www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,612740#w615337 Co wielokrotnie tu czyniłem.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,612740#w614040
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,546248#w548624

"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia."

Z czego wynika, że wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nikt na poważnie w naukach przyrodniczych nie zajmował się "sprawami Boga", ale jednocześnie trzeba stwierdzić, że przy poznawaniu rzeczywistości przez wszystkie nauki przyrodnicze nikt, nigdy i nigdzie nie natrafił na najmniejszy ślad (a nawet tylko na przesłankę dla takiego śladu) oddziaływania jakichkolwiek sił nadnaturalnych na obiektywnie istniejącą rzeczywistość.

Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.

Tyle tylko, że nie wolno mieszać porządków i przenosić np. twierdzeń teologicznych do nauk przyrodniczych.

>W obu przypadkach kontekst racji jest zatem iiracjonalny,
Może warto poznać znaczenia słów których się używa? Nawet najbardziej emocjonalne dyskredytacyjne epitetowanie oponentów nie tylko niczego merytorycznego nie wnosi, ale wprost dyskredytuje dyskredytującego.

>z tym że mniej na podłożu czysto praktycznym traci Pańskie stanowisko,
Na podłożu praktycznym traci stanowisko, które uznaje praktykę na najwyższe kryterium prawdy.
Dobre! Tego byle kto nie wymyśli.

>i stanowisko dziedziny naukowej którą Pan reprezentuje.
A jaką dziedzinę nauk ja tu według Szanownego Pana reprezentuję?

>A szerzej cała Nauka,bowiem ta została powołana by odejść od sposobu budowania Świata jedną drogą.
Nauka, na jej i nasze szczęście nie została przez nikogo powołana, choć wielu sobie uzurpowało wypowiadanie się w jej imieniu i dążyło do jej zawłaszczenia.

>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
Szanowny Panie, moim zdaniem znakomita większość uczonych ma w głębokim poważaniu pozanaukowe interpretacje ich osiągnięć gdy pozwalają się one zweryfikować naukowymi metodami.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

CDN

@@@
.
01-07-2015 23:58 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>>>Dlatego podkreśliłem na samym początku wejścia w ten wątek,iż robię to mimo wszystko wbrew sobie.
>Tu nie warto ani pisać nieszczerze, ani robić to wbrew sobie. A podkreślenia złego czynienia niczego merytorycznego nie wnoszą.

Z całą pewnością.W takim razie niech Pan wyjaśni,co merytorycznego wniosły do dyskusji na temat Boga Pańskie wywody ? -Poza powtarzaniem że nauki przyrodnicze nie zajmują się takimi "bzdurami".Czy zatem udział Pana w tej dyskusji nie stoi w sprzeczności z Pańską logiką ?

>Człowiek ma mózg i już z natury jest istotą racjonalną. Racjonalizująca nawet swoje największe bzdury.

Różnie z tym bywa.

>>>To że ktoś wierzy w Boga nie oznacza że jest wyznawcą jakiejś Religii -w sensie praktykowania,czy identyfikacji - do czego nie wątpliwe Ideologiczny charakter każdego systemu zobowiązuje.
>Natomiast każdy, kto wierzy w coś tam jest wierzącym.

Nato wygląda.

>>>Problem leży w tym,iż temat nieistnienia czy istnienia Boga znajduję się po za racjonalną argumentacją stron sporu,zarówno tej opowiadającej za WIARĄ w Niego,jak i tej która postuluje o jasną Jego definicję,a nastepnie w myśl Naukowego dorobku- o rzeczowy,logiczny i w miarę możliwości wystarczający dowód "rzeczowy",lub chociaż dobrze usankcjonowaną w "materii" hipotezę nie godzącą w dotychczasowy sposób metody.
>Szanowny Panie, ja zupełnie nie mam pojęcia jakie znaczenia przypisuje Pan tu używanym przez siebie słowom.

Panie Andrzeju czego Pan nierozumie ? że żądanie "dowodu" jednych od drugich jest pozbawione sensu.Mimo wszystko wierzę że Pan rozumie.

> Bardzo trudno też jest mi zrozumieć, pomimo życzliwych starań - pisane bardzo dziwną polszczyzną - Pańskie wywody. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,492110#w495034 Moje odpowiedzi na Pańskie posty, pomimo trudności w ich zrozumieniu, świadczą o szacunku dla Pana, a nie o jego braku. Ja naprawdę się staram.

Doceniam włożony przez Pana trud,i zaznaczam że nie jest on wymagany.

>Moim zdaniem, można racjonalnie i sensownie rozpatrywać istnienie świata nadprzyrodzonego.Co wielokrotnie tu czyniłem.

To już jest coś,tyllko niech Pan wyjaśni,co Pan rozumie pod pojęciem świat nadprzyrodzony ?

>Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
>na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia."[/color][/url]
> Z czego wynika, że wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nikt na poważnie w naukach przyrodniczych nie zajmował się "sprawami Boga", ale jednocześnie trzeba stwierdzić, że przy poznawaniu rzeczywistości przez wszystkie nauki przyrodnicze nikt, nigdy i nigdzie nie natrafił na najmniejszy ślad (a nawet tylko na przesłankę dla takiego śladu) oddziaływania jakichkolwiek sił nadnaturalnych na obiektywnie istniejącą rzeczywistość.
>Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.

> Tyle tylko, że nie wolno mieszać porządków i przenosić np. twierdzeń teologicznych do nauk przyrodniczych.

Więc pytam ponownie,czy TA dyskusja na forum tego portalu ma jakiś sens ? Tym bardziej w Pańskim wykonaniu.

>>>z tym że mniej na podłożu czysto praktycznym traci Pańskie stanowisko,
>Na podłożu praktycznym traci stanowisko, które uznaje praktykę za najwyższe kryterium prawdy.
>Dobre! Tego byle kto nie wymyśli.

Jakiej prawdy ? My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.

>>>i stanowisko dziedziny naukowej którą Pan reprezentuje.
>A jaką dziedzinę nauk ja tu według Szanownego Pana reprezentuję?

Szanowny Panie zgodnie z tym co Pan utrzymuje jest Pan naturalista ontologiczny - co oczywiście potwierdzić może to tylko Pan sam,bo to Pańska deklaracja,a jaka jest prawda ?

>>>A szerzej cała Nauka,bowiem ta została powołana by odejść od sposobu budowania Świata jedną drogą.
>Nauka, na jej i nasze szczęście nie została przez nikogo powołana, choć wielu sobie uzurpowało wypowiadanie się w jej imieniu i dążyło do jej zawłaszczenia.

Co oczywiście nie zmienia faktu że stała się ona na nasze szczęście alternatywą dla sposobu przyjmowania wszystkiego w oparciu o wiare ... i tego też Pan nie wyczytał między słowami ?

>>>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
>Szanowny Panie, moim zdaniem znakomita większość uczonych ma w głębokim poważaniu pozanaukowe interpretacje ich osiągnięć gdy pozwalają się one zweryfikować naukowymi metodami.

Panie Andrzeju,ale czy Ja tu interpretuje osiągnięcia Nauki,czy Pańskie osiągnięcia ? Nie szanowny Panie,Ja tylko z różnym skutkiem próbuje Panu wyjaśnić że. INTERPRETACJA dotycząca Boga,nie może pochodzić z jednej metody.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Tu nie warto ani pisać nieszczerze, ani robić to wbrew sobie. A podkreślenia złego czynienia niczego merytorycznego nie wnoszą.
>Z całą pewnością.W takim razie niech Pan wyjaśni,co merytorycznego wniosły do dyskusji na temat Boga Pańskie wywody ? -Poza powtarzaniem że nauki przyrodnicze nie zajmują się takimi "bzdurami".
Merytoryczny «dotyczący treści sprawy, a nie jej strony formalnej» Proszę zerknąć na "treści sprawy" określone w poście inicjującym wątek.

>Czy zatem udział Pana w tej dyskusji nie stoi w sprzeczności z Pańską logiką ?
Na pewno stoi w sprzeczności z Pańską i innych fideistów, ale jakoś mało mi to przeszkadza, gdyż moje odpowiedzi konkretnemu czytelnikowi zawsze kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią.

Człowiek ma mózg i już z natury jest istotą racjonalną. Racjonalizująca nawet swoje największe bzdury.
>Różnie z tym bywa.
Tak, różnie z tym bywa, wystarczy poczytać niektórych mędrców upubliczniających swoje mądrości na naszym forum,
ale próby racjonalizacji nawet największych głupot też łatwo dostrzec, tyle tylko, iż do tego potrzebny jest jakiś minimalny poziom intelektualny.

>Problem leży w tym,iż temat nieistnienia czy istnienia Boga znajduję się po za racjonalną argumentacją stron sporu,zarówno tej opowiadającej za WIARĄ w Niego,jak i tej która postuluje o jasną Jego definicję,a nastepnie w myśl Naukowego dorobku- o rzeczowy,logiczny i w miarę możliwości wystarczający dowód "rzeczowy",lub chociaż dobrze usankcjonowaną w "materii" hipotezę nie godzącą w dotychczasowy sposób metody.
Szanowny Panie, ja zupełnie nie mam pojęcia jakie znaczenia przypisuje Pan tu używanym przez siebie słowom.
>Panie Andrzeju czego Pan nierozumie ?
Jak napisałem Pańskiego powyższego wywodu.

> że żądanie "dowodu" jednych od drugich jest pozbawione sensu.
W moim odbiorze sensu pozbawionych jest sporo Pańskich tekstów, podobnie do powyższego. Natomiast na gruncie nauki istnieje konieczność zdefiniowania każdego przedmiotu, o którego istnieniu się twierdzi oraz podania warunków, w jakich takie istnienie mogę potwierdzić. Dlatego, żaden świat nadprzyrodzony dla nauki nie istnieje. A fideiści mogą różne bajdy pieprzyć sobie do woli.

Bardzo trudno też jest mi zrozumieć, pomimo życzliwych starań - pisane bardzo dziwną polszczyzną - Pańskie wywody. Moje odpowiedzi na Pańskie posty, pomimo trudności w ich zrozumieniu, świadczą o szacunku dla Pana, a nie o jego braku. Ja naprawdę się staram.
>Doceniam włożony przez Pana trud,i zaznaczam że nie jest on wymagany.
Czyli mogę już zrezygnować z prób wyjaśniania Panu postawy racjonalistycznej? Dziękuję i chyba po tej odpowiedzi już zrezygnuję.

Moim zdaniem, można racjonalnie i sensownie rozpatrywać istnienie świata nadprzyrodzonego. Co wielokrotnie tu czyniłem.
>To już jest coś,tyllko niech Pan wyjaśni,co Pan rozumie pod pojęciem świat nadprzyrodzony ?
Nadprzyrodzony «przypisywany działaniu innych sił niż prawa natury» pl.wikipedia.org/wiki/Symulakr

Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia.

Z czego wynika, że wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nikt na poważnie w naukach przyrodniczych nie zajmował się "sprawami Boga", ale jednocześnie trzeba stwierdzić, że przy poznawaniu rzeczywistości przez wszystkie nauki przyrodnicze nikt, nigdy i nigdzie nie natrafił na najmniejszy ślad (a nawet tylko na przesłankę dla takiego śladu) oddziaływania jakichkolwiek sił nadnaturalnych na obiektywnie istniejącą rzeczywistość.

Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.

Tyle tylko, że nie wolno mieszać porządków i przenosić np. twierdzeń teologicznych do nauk przyrodniczych.

>Więc pytam ponownie,czy TA dyskusja na forum tego portalu ma jakiś sens ?
Żadna dyskusja z ludźmi, którym trudność sprawia czytanie ze zrozumieniem, nie lubią czytać i swoje rozumienie świata uzależniają od wiary, w zespół wtłoczonych im w procesie socjalizacji mitów - nie ma sensu. Tyle tylko, że to nie jest portal pod potrzeby fideistów, których jest od groma w internecie, tylko racjonalistów. Niech Pan nareszcie przeczyta i postara się zrozumieć do kogo nasze forum jest głównie skierowane:
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Dlatego nasze posty czytają gównie racjonaliści i dla nich często wypowiedzi innych racjonalistów mają sens, gdyż je po prostu rozumieją.

> Tym bardziej w Pańskim wykonaniu.
W moim zapewne nie, ale w Pańskim jak najbardziej tak. Tyle ciekawych rzeczy opartych na głębokich przemyślanach można się od Pana dowiedzieć.

>z tym że mniej na podłożu czysto praktycznym traci Pańskie stanowisko,
Na podłożu praktycznym traci stanowisko, które uznaje praktykę za najwyższe kryterium prawdy.
Dobre! Tego byle kto nie wymyśli.

>Jakiej prawdy ? My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.
Naprawdę, choć Pan sam rozumie co tu wypisuje?

CDN

@@@
.
03-07-2015 00:40 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)

>>Z całą pewnością.W takim razie niech Pan wyjaśni,co merytorycznego wniosły do dyskusji na temat Boga Pańskie wywody ? -Poza powtarzaniem że nauki przyrodnicze nie zajmują się takimi "bzdurami".

>Proszę zerknąć na "treści sprawy" określone w poście inicjującym wątek.

Kpi sobie Pan ? "treści sprawy" określone w poście inicjującym wątek umotywowane są powodem sprzeczności Pańskiego poglądu na "sprawę". I gdzie odpowiedz na moje pytanie ?

>>Czy zatem udział Pana w tej dyskusji nie stoi w sprzeczności z Pańską logiką ?
>Na pewno stoi w sprzeczności z Pańską i innych fideistów, ale jakoś mało mi to przeszkadza, gdyż moje odpowiedzi konkretnemu czytelnikowi zawsze kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią.

To nawyk dziedziczny czy przypadłość nabyta w procesie socjalizacji ? Sposobność ma Pan za często wmawiania innym deklaracji,których nie złożyli.Fideistów i innych ...istów znajdzie Pan w swojej parafii.

>>Różnie z tym bywa.
>Tak, różnie z tym bywa, wystarczy poczytać niektórych mędrców upubliczniających swoje mądrości na naszym forum,
>ale próby racjonalizacji nawet największych głupot też łatwo dostrzec.

Tak dostrzegłem również co u niektórych,-nielicznych dzięki Bogu-,zacietrzewienie intelektualne,"manie wielkości",wybujałe ego itd.co zrobić,Internet służy min.tym co lubią "greka udawać".

>>żądanie "dowodu" jednych od drugich jest pozbawione sensu.
>W moim odbiorze sensu pozbawionych jest sporo Pańskich tekstów, podobnie do powyższego.

Pański odbiór jest dość oryginalny,więc wybaczy Pan niespełnienia wymogów.A jeśli powyższego Pan nie rozumie proponuję dłuższy namysł.

>Natomiast na gruncie nauki istnieje konieczność zdefiniowania każdego przedmiotu, o którego istnieniu się twierdzi oraz podania warunków, w jakich takie istnienie mogę potwierdzić. Dlatego, żaden świat nadprzyrodzony dla nauki nie istnieje.

I zgoda,szanuję naukowe stanowisko.Nie akceptuję ingerencji Nauki w Wiarę jak i Wiary w Naukę.

>> Tym bardziej w Pańskim wykonaniu.
>W moim zapewne nie, ale w Pańskim jak najbardziej tak. Tyle ciekawych rzeczy opartych na głębokich przemyślanach można się od Pana dowiedzieć.

Jak narazie to teatr jest jednego aktora...
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.
Nie wiem jakie "my" i nie wiem co Pan tu rozważa, a na gruncie nauk przyrodniczych nie wiem także co to "Bóg" znaczy? Wiem, że Pan tu przedstawia jakieś tam swoje wyobrażenia (poglądy) na temat istniejącej rzeczywistości, które oparte są na wyobraźni, a nie na wiedzy naukowej. Każdemu wolno wierzyć, a zestaw bzdur, w które ludzie wierzą jest prawie nieograniczony. Dlatego ani rozważania o prawdziwości mitów, ani też dyskusje z wiarą, rzeczywiście są bezsensowne.

>Z całą pewnością.W takim razie niech Pan wyjaśni,co merytorycznego wniosły do dyskusji na temat Boga Pańskie wywody ? -Poza powtarzaniem że nauki przyrodnicze nie zajmują się takimi "bzdurami".
Merytoryczny «dotyczący treści sprawy, a nie jej strony formalnej» Proszę zerknąć na "treści sprawy" określone w poście inicjującym wątek.

>Kpi sobie Pan ?
A gdzież bym śmiał.

> "treści sprawy" określone w poście inicjującym wątek umotywowane są powodem sprzeczności Pańskiego poglądu na "sprawę".
Widocznie pogadał Pan sobie z Panem Brzostowskim, gdyż ja - poza jego obroną Boga, Kościoła i kleru - nie bardzo rozumiem jego motywacje, ale niech będzie, że wątek dotyczy mojej niezgody na wypisywanie bzdur na temat Boga, co czyni tu od dawna pan Brzostowski i co podniósł tu do tematu całego wątku. Logicznie wynika z tego, że znakomita większość moich tu wypowiedzi jest zgodna z tematem wątku, a więc jest merytoryczna, a Pan zbyt często używa słów, których znaczenia nie rozumie.

>I gdzie odpowiedz na moje pytanie ?
Staram się odpowiadać jasno i dopowiadać, gdy Pan pyta, ale wszystkich lekcji za Pana nie odrobię. Tu wychodzą lata zaległości.

>żądanie "dowodu" jednych od drugich jest pozbawione sensu.
W moim odbiorze sensu pozbawionych jest sporo Pańskich tekstów, podobnie do powyższego.
>Pański odbiór jest dość oryginalny,
Dziękuje, chciałbym aby tak było, ale w mojej ocenie tak ma każdy średnio inteligentny, oczytany i samodzielnie myślący człowiek. To portal skierowany do racjonalistów i podobnych oryginałów pisało tu co najmniej kilkuset.

>więc wybaczy Pan niespełnienia wymogów.A jeśli powyższego Pan nie rozumie proponuję dłuższy namysł.
Sądzi Pan, że mój dłuższy namysł zwiększy Pańską erudycję i sprawność intelektualną?

Natomiast na gruncie nauki istnieje konieczność zdefiniowania każdego przedmiotu, o którego istnieniu się twierdzi oraz podania warunków, w jakich takie istnienie mogę potwierdzić. Dlatego, żaden świat nadprzyrodzony dla nauki nie istnieje.
>I zgoda,szanuję naukowe stanowisko.
No to o co jeszcze Szanownemu Panu chodzi?

>Nie akceptuję ingerencji Nauki w Wiarę jak i Wiary w Naukę.
Fajnie, tylko jedna i druga strona ma Pańską akceptację w wielkim poważaniu.

>Co oczywiście nie zmienia faktu że stała się ona na nasze szczęście alternatywą dla sposobu przyjmowania wszystkiego w oparciu o wiare ... i tego też Pan nie wyczytał między słowami ?
Nie, nie doczytuję się pomiędzy wierszami tego czego tam nie ma. Tak, nauka jest alternatywą dla wiary i dlatego mieszanie nauki z wiarą - jako minimum - świadczy o niespójności światopoglądowej, jako maksimum o głupocie.

>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
Szanowny Panie, moim zdaniem znakomita większość uczonych ma w głębokim poważaniu pozanaukowe interpretacje ich osiągnięć gdy pozwalają się one zweryfikować naukowymi metodami.

> Nie szanowny Panie,Ja tylko z różnym skutkiem próbuje Panu wyjaśnić że. INTERPRETACJA dotycząca Boga,nie może pochodzić z jednej metody.
Na jakim gruncie, teologicznym, filozoficznym, religioznawczym, psychiatrycznym, popieprzeniu sobie głupot, czy też naukowym (science)? Mogę poważnie porozmawiać na każdym, ale na gruncie nauk przyrodniczych żaden "Bóg" nie istnieje i zupełnie nie rozumiem o czym Pan mówi.

>Nie akceptuję ingerencji Nauki w Wiarę jak i Wiary w Naukę.Tym bardziej w Pańskim wykonaniu.
W moim zapewne nie, ale w Pańskim jak najbardziej tak. Tyle ciekawych rzeczy opartych na głębokich przemyślanach można się od Pana dowiedzieć.

>Jak narazie to teatr jest jednego aktora...
Od ponad ośmiu lat już tu gram, ale przez pierwsze siedem rzadko bywali równi Panu partnerzy, a publiczność też niepomiernie się zmniejszyła. Może wróci to poczyta, a gdy nie to rzeczywiście jest to tylko "wołanie na puszczy".

@@@
.
04-07-2015 20:42 
 Ocena 3 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Od ponad ośmiu lat już tu gram, ale przez pierwsze siedem rzadko bywali równi Panu partnerzy, a publiczność też niepomiernie się zmniejszyła. Może wróci to poczyta, a gdy nie to rzeczywiście jest to tylko "wołanie na puszczy".

To se ne vrati. Ten teatr to ruina. Upadła buda. Pomijając coraz gorsze, choć w miarę żywotne forum, warto zwrócić uwagę na kompletny upadek samego portalu poprzez spojrzenie na stronę główną, ilość i jakość publikacji i zainteresowanie jakie wzbudzają (komentarze). Patrzymy na archiwum i porównujemy choćby miniony czerwiec z czerwcem 2010. Ilość publikacji 7:52. To jest całkowita klęska "nowego otwarcia" z grudnia 2013. Tego portalu już nie ma, wartościowe jest jedynie archiwum. A co jest? Jakiś blog autorski bez jakiejkolwiek siły opiniotwórczej, a i mam wrażenie, że temat powoli się wyczerpuje. Właściwie można by to zamknąć i sprowadzić do konta na facebooku.
04-07-2015 21:02 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
VI 2015:VI 2012=7:75
VI 2015:VI 2013=7:74
02-07-2015 13:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy I.

Cytat:
>W obu przypadkach kontekst racji jest zatem iiracjonalny,
Może warto poznać znaczenia słów których się używa? Nawet najbardziej emocjonalne dyskredytacyjne epitetowanie oponentów nie tylko niczego merytorycznego nie wnosi, ale wprost dyskredytuje dyskredytującego.

>z tym że mniej na podłożu czysto praktycznym traci Pańskie stanowisko,
Na podłożu praktycznym traci stanowisko, które uznaje praktykę na najwyższe kryterium prawdy.
Dobre! Tego byle kto nie wymyśli.

>Jakiej prawdy ?
Jakiejkolwiek, gdyż inaczej jest to "pieprzenie o Szopenie".

>My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.
Nie wiem jakie "my" i nie wiem co Pan tu rozważa, a na gruncie nauk przyrodniczych nie wiem także co to "Bóg" znaczy? Wiem, że Pan tu przedstawia jakieś tam swoje wyobrażenia (poglądy) na temat istniejącej rzeczywistości, które oparte są na wyobraźni, a nie na wiedzy naukowej. Każdemu wolno wierzyć, a zestaw bzdur, w które ludzie wierzą jest prawie nieograniczony. Dlatego ani rozważania o prawdziwości mitów, ani też dyskusje z wiarą, rzeczywiście są bezsensowne.

>i stanowisko dziedziny naukowej którą Pan reprezentuje.
A jaką dziedzinę nauk ja tu według Szanownego Pana reprezentuję?
>Szanowny Panie zgodnie z tym co Pan utrzymuje jest Pan naturalista ontologiczny - co oczywiście potwierdzić może to tylko Pan sam,bo to Pańska deklaracja,a jaka jest prawda ?
Szanowny Panie, w przeciwieństwie do Pana nie używam terminów, których nie rozumiem, a tym bardziej nie piszę nieprzemyślanych tekstów. "Naturalizm" nie jest żadną "dziedziną nauki", zresztą "naturalizm metodologiczny" też nią nie jest, a jest paradygmatem, którym kieruje się większość uczonych. W poprzednich postach naprawdę jasno to wyłożyłem i nie moja to wina, iż przekracza to Pańskie możliwości rozumienia.

>A szerzej cała Nauka,bowiem ta została powołana by odejść od sposobu budowania Świata jedną drogą.
Nauka, na jej i nasze szczęście nie została przez nikogo powołana, choć wielu sobie uzurpowało wypowiadanie się w jej imieniu i dążyło do jej zawłaszczenia.
>Co oczywiście nie zmienia faktu że stała się ona na nasze szczęście alternatywą dla sposobu przyjmowania wszystkiego w oparciu o wiare ... i tego też Pan nie wyczytał między słowami ?
Nie, nie doczytuję się pomiędzy wierszami tego czego tam nie ma. Tak, nauka jest alternatywą dla wiary i dlatego mieszanie nauki z wiarą - jako minimum - świadczy o niespójności światopoglądowej, jako maksimum o głupocie.

>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
Szanowny Panie, moim zdaniem znakomita większość uczonych ma w głębokim poważaniu pozanaukowe interpretacje ich osiągnięć gdy pozwalają się one zweryfikować naukowymi metodami.
>Panie Andrzeju,ale czy Ja tu interpretuje osiągnięcia Nauki,czy Pańskie osiągnięcia ?
Różne "cuda" Pan tu wyczynia, a ja na ile je rozumiem, na tyle staram się do nich odnieść.

> Nie szanowny Panie,Ja tylko z różnym skutkiem próbuje Panu wyjaśnić że. INTERPRETACJA dotycząca Boga,nie może pochodzić z jednej metody.
Na jakim gruncie, teologicznym, filozoficznym, religioznawczym, psychiatrycznym, popieprzeniu sobie głupot, czy też naukowym (science)? Mogę poważnie porozmawiać na każdym, ale na gruncie nauk przyrodniczych żaden "Bóg" nie istnieje i zupełnie nie rozumiem o czym Pan mówi.

@@@
.
03-07-2015 01:04 
 Ocena 2 na 2
dzentelmen (2000 punktów)

>>My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.
>Nie wiem jakie "my" i nie wiem co Pan tu rozważa, a na gruncie nauk przyrodniczych nie wiem także co to "Bóg" znaczy?

Na gruncie nauk przyrodniczych Panie Andrzeju o Bogu nie ma co wspominać.Natomiast -poza- owszem.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>My tu nie rozważamy o kryteriach,tylko o poglądzie na temat istnienia Boga.
Nie wiem jakie "my" i nie wiem co Pan tu rozważa, a na gruncie nauk przyrodniczych nie wiem także co to "Bóg" znaczy?
>Na gruncie nauk przyrodniczych Panie Andrzeju o Bogu nie ma co wspominać.Natomiast -poza- owszem.
A więc do jakiego gruntu jest Pan gruntownie przygotowanym i na jakim gruncie możemy sobie porozmawiać?
Na teologicznym, filozoficznym, religioznawczym, psychiatrycznym, popieprzeniu sobie głupot, czy też naukowym (science)? Mogę poważnie porozmawiać na każdym, ale na gruncie nauk przyrodniczych żaden "Bóg" nie istnieje i zupełnie nie rozumiem o czym Pan mówi.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,332808/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465/z,0
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660/z,0
Itp. itd.

@@@
.
02-07-2015 18:40 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy II

Kraje Europy Zachodniej są mocno zlaicyzowane, ale z tego wcale nie wynika, iż ich obywatele są tak mocno racjonalni: [Załącznik] Tylko to, że zastępują religię instytucjonalną religią niewidzialną. Ateiści stanowią mały procent społeczeństwa, a naturaliści, którym żadna wiara nie jest do niczego potrzebną jakieś tam promile i tak jest dobrze.
>I sluszne to stanowisko.
Dziękuje za uznanie.

>Bowiem Ja uważam że bezpodstawne są ingerencję Nauki w Wiarę jak i na odwrót.
A ja z takim stanowiskiem całkowicie się nie zgadzam, gdyż ani nigdy tak nie było, ani to możliwe.

>Bo Panie Andrzeju czy nie jest "przypadkiem" tak,że środowisko naukowe szeroko rozumiane,czyni "rewanż" kościółowi,w imię sprawiedliwości historycznej ? Za stulecia dyskryminacji,"demonizacji" ?
Zupełnie tego nie zauważam, a trochę znam to środowisko.

>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.
Zupełnie nic nie rozumiem, a już szczególnie argumentacji na zasadzie "obiektywizacji i racjonalizacji"
>Termin Wiary -w Boga- wynikający z subiektywnej syntezy myśli i odczuć jednostki nie musi "dać się" podporządkować w sens ogólnych wierzeń grupy,czy wspólnoty,bowiem to co indywidualne często różni się od tego co obiektywne,powszechne i wspólne.
Dalej niewiele rozumiem z Pańskich wywodów, choć rozumiem wiele słów, których Pan tu używa. Miedzy innymi "obiektywizacja" i "racjonalizacja", tyle tylko, że prawie zupełnie nie rozumiem tego o co Panu chodzi?
>Chodzi o to,że czasem niewierzący nie zrozumie wierzącego.
Czasem, to się przeróżne rzeczy zdarzają. Osobiście nie dostrzegam takich trudności, tyle że zrozumienie wcale nie musi się łączyć z akceptacją.

>I nie dlatego iż nie potrafi,ale dlatego że nie chce,albo ma na to wy..bane.
A dlaczego miałby chcieć, gdy nie jest mu to niczego nie potrzebnym. Mnie do niczego nie jest potrzebną powszechna akceptacja moich poglądów. Wystarczy mi tolerancja i nie narzucanie własnych.

>Natomiast co do słów: Wiara w Boga w rozumieniu - jednostki - może być doświadczeniem indywidualnym,zupełnie różnym od tego jak wiare traktuje czy rozumie ogół. - jaśniej ? - interpretacja indywidualna np.Pisma św. może różnić się od jej zobiektywizowanej czyli uogólnionej interpretacji na potrzeby Kościoła i jego nauk,co za tym idzie jego wyznawców.
Znowu, bardzo wiele rzeczy być może i uważam, że każdy ma prawo do własnych wyborów i rozumienia rzeczywistości na swój sposób, ale jeżeli upublicznia się własne poglądy, to oddaje się je pod publiczną krytykę.

Poza oczywistością, iż broni Pan postawy wiary i stawia ją co najmniej na równi z postawą naukową.
>To jest już manipulacja,
Widocznie nie potrafię czytać ze zrozumieniem: "Ja doszedłem do wniosku że wszelkim ograniczeniem nie tylko poznawczym jest jedno "narzędzie",jedna dyscyplina,jedna metoda i jedno przeświadczenie - w kwestii omawianej w wątku - rzecz jasna.Bowiem Pańska z całym szacunkiem obszerna wiedza godna uznania,wnioskując w sprawie tak fundamentalnej nie bierze pod uwagę iż spór o ludzką naturę nie zamyka się w świecie przyrody. Pytań na które - ani Ja ani większość ludzi ani Pan ani Pański światopogląd,i dziedzina której poświęcił Pan większą część swojego życia - nie znamy odpowiedzi, jest mnóstwo,i jest ich tak wiele,iż nie należy twierdzić,że odpowiedzi na nie,nie znajdzie inna droga niż Naukowa".

Ja tylko z różnym skutkiem próbuje Panu wyjaśnić że. INTERPRETACJA dotycząca Boga,nie może pochodzić
z jednej metody.

_____________

>To jest już manipulacja,bowiem Ja niczego nie bronię,tylko staram się wyjaśnić,że jednostka różni się od tłumu,co Pan doskonale wie,chociażby na przykładzie psychologii.
Różni się i co z tego wynika?

>A ponad to Ja w żadnym swoim wywodzie nie postawiłem znaku = między Wiarą a Nauką,i to można sprawdzić.
Sprawdziłem i jeden z przykładów wyżej podaję.

>Jednak ciężko jest zapomnieć o tych teoriach naukowych,które do dziś nie zostały jednoznacznie i bezkompromisowo udokumentowane
W nauce dalece wtórne ma znaczenie "jednoznaczna i bezkompromisowa dokumentacja".
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
Zaś zasadnicze ma powtarzalność takiego samego zjawiska w tych samych warunkach.

> jako fakt,pozostając tym samym w sensie zgodnej umowy-(wiary w ich słuszność)-. jak np. Wielki wybuch,czy dylematy związane z fizyką kwantową...to rodzi spekulację.
Umawianie się jest całkowitym zaprzeczeniem naukowych metod polegających głównie na krytycznej weryfikacji przedstawionych przez innych uczonych dowodów.
>To jakiego słowa użył by Pan,odnośnie tych teorii naukowych co do pewności których,-(w odróżnieniu od wielu)- pozostaje wiele otwartych kwestii ? ... Wielki wybuch,kwanty czy chociażby problemy przed jakimi staje lingwistyka...przykładów jest tysiące,a to w świetle pewnych rozważań,skłania do spekulacji.
Przykro mi, ale gdy nawet czytanie załączanych linków przekracza czyjeś możliwości intelektualne i sprawia im trudność lub nie chce im się dłuższych tekstów czytać, to chcąc poważnie ze mną rozmawiać należy tam zaglądać. Nie przeczytał Pan powyższych linków o nauce, a więc jak Panem rozmawiać? Poważne i istotne są spekulacje tylko te, które całkowicie uwzględniają dotychczasowy dorobek i wychodzą ponad odpowiedzi, na które w dniu dzisiejszym nauka nie zna odpowiedzi. Nazywają się one np. hipotezami naukowymi.

@@@
.
02-07-2015 20:59 
 Ocena 4 na 4
pawel_wr (4297 punktów)
{o jaką cholerę aż tak bardzo kolorujesz swoje wypowiedzi?!?! Co chcesz osiągnąć, używając wielu różnych kolorów w postach ?!?!?!?! Źle się czyta Twoje wielobarwne wypociny.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
02-07-2015 21:27 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>{o jaką cholerę aż tak bardzo kolorujesz swoje wypowiedzi?!?! Co chcesz osiągnąć, używając wielu różnych kolorów w postach ?!?!?!?! Źle się czyta Twoje wielobarwne wypociny.
Ło Boże, jaki śliczny ten Pański post i jak wielce merytoryczny. Ja bym tak nie potrafił.
Szanowny Panie, wielce przepraszam, iż nie spełniam Pańskich potrzeb estetycznych i intelektualnych, ale piszę i będę tak pisał, jak mnie to się podoba, a nie tak jak Panu. Przymusu czytania tu żadnego nie ma, więc spokojnie daruj Pan sobie moje wypociny.

@@@
.
02-07-2015 21:56 
 Ocena 4 na 4
pawel_wr (4297 punktów)
Proponuję , abyś zrobił sobie przerwę , i nie odpowiadał na każdą ripostę. Będzie to z korzyścią nie tylko dla bezstronnych obserwatorów i czytelników twoich wypocin ( twoich nieudolnych wypłodzin umysłu ) jak też postronnych obserwatorów twoich pseudodywagacji. "Pozytywna" energia, która płynie z twoich wypowiedzi, może być inaczej ukierunkowana. Sprobuj np. na portalu Fronda.pl wyzewnętrzniać swoje super-ego. Tam znajdziesz niewątpliwie godnyvh siebie dyskutantów.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
03-07-2015 08:42 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Proponuję , abyś zrobił sobie przerwę , i nie odpowiadał na każdą ripostę. Będzie to z korzyścią nie tylko dla bezstronnych obserwatorów i czytelników twoich wypocin ( twoich nieudolnych wypłodzin umysłu ) jak też postronnych obserwatorów twoich pseudodywagacji. "Pozytywna" energia, która płynie z twoich wypowiedzi, może być inaczej ukierunkowana. Sprobuj np. na portalu Fronda.pl wyzewnętrzniać swoje super-ego. Tam znajdziesz niewątpliwie godnyvh siebie dyskutantów.
Ło Boze, gdy znacznie ubyło inteligentnych forumowiczów, to bardzo przybyło przeróżniastych nauczycieli, którzy choć sami niewiele do powiedzenia mają, to innych pouczają, a nawet z forum wyrzucają. Jeszcze raz powtórzę, tu nie ma przymusu czytania, a ja swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy są w stanie je zrozumieć.

@@@
.
03-07-2015 01:40 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)

>Kraje Europy Zachodniej są mocno zlaicyzowane, ale z tego wcale nie wynika, iż ich obywatele są tak mocno racjonalni: [Załącznik] Tylko to, że zastępują religię instytucjonalną religią niewidzialną. Ateiści stanowią mały procent społeczeństwa, a naturaliści, którym żadna wiara nie jest do niczego potrzebną jakieś tam promile i tak jest dobrze.
>>>I sluszne to stanowisko.
>Dziękuje za uznanie.

>>>Bowiem Ja uważam że bezpodstawne są ingerencję Nauki w Wiarę jak i na odwrót.
>A ja z takim stanowiskiem całkowicie się nie zgadzam, gdyż ani nigdy tak nie było, ani to możliwe.

Aczkolwiek mimo tego przykrego faktu można wyrazić ubolewanie,że ów fakt ma miejsce. -?- i go nie akceptować.

>>>Panie Andrzeju czy nie jest "przypadkiem" tak,że środowisko naukowe szeroko rozumiane,czyni "rewanż" kościółowi,w imię sprawiedliwości historycznej ? Za stulecia dyskryminacji,"demonizacji" ?
>Zupełnie tego nie zauważam, a trochę znam to środowisko.

Zapewne tak,dlatego odpowiedz nie mogła być inna.

>>Chodzi o to,że czasem niewierzący nie zrozumie wierzącego.
>Czasem, to się przeróżne rzeczy zdarzają. Osobiście nie dostrzegam takich trudności, tyle że zrozumienie wcale nie musi się łączyć z akceptacją.

Tak,czasem nawet trąci pretensją.

>>Ja niczego nie bronię,tylko staram się wyjaśnić,że jednostka różni się od tłumu,co Pan doskonale wie,chociażby na przykładzie psychologii.
>Różni się i co z tego wynika?

Indywidualizm.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Bowiem Ja uważam że bezpodstawne są ingerencję Nauki w Wiarę jak i na odwrót.
A ja z takim stanowiskiem całkowicie się nie zgadzam, gdyż ani nigdy tak nie było, ani to możliwe.
>Aczkolwiek mimo tego przykrego faktu można wyrazić ubolewanie,że ów fakt ma miejsce. -?- i go nie akceptować.
Rozumiem, obrazić się i "na złość mamusi odmrozić sobie uszy". Można też udawać, że ów fakt miejsca nie ma.

>Chodzi o to,że czasem niewierzący nie zrozumie wierzącego.
Czasem, to się przeróżne rzeczy zdarzają. Osobiście nie dostrzegam takich trudności, tyle że zrozumienie wcale nie musi się łączyć z akceptacją.
>Tak,czasem nawet trąci pretensją.
Jak się ludzi trąca, nawet ku samodzielnemu myśleniu, to ludzie mają pretensje. Na szczęście nie wszyscy.

>Ja niczego nie bronię,tylko staram się wyjaśnić,że jednostka różni się od tłumu,co Pan doskonale wie,chociażby na przykładzie psychologii.
Różni się i co z tego wynika?
>Indywidualizm.
Tak Pan sądzi, że z tego, iż jednostka różni się od tłumu wynika indywidualizm, ale przecież i największe tłumu składają się z jednostek. Ziarenka piasku też się różnią, a jak ich dużo, to powstaje kupa i wtedy "kupą mości panowie".

>Poza ironicznym tonem,dość wzbogacające i refleksyjne "kazanie".
Może Pan to i jako kazanie traktować. Może Pan ten wywód odrzucić, ale chodzi o to aby Pan choć trochę z tego zrozumiał.
>Rozumiem że Pańskie inwektywy w kierunku oponenta mają jakiś cel ?
Wszystkie «zniewagi słowne» mają jakiś cel, ale ważniejszy jest jasny przekaz własnych myśli. O jakie inwektywy i gdzie użyte Panu tu chodzi?

> Tyle ze wie Pan wbrew pozorom ludzie,nie tylko znają historię,ale ją piszą.A mistrzów teorii przeważnie życie i praktyka weryfikuje.
A do czego to dopiąć i o co Panu tu chodzi?

>W myśl Pańskiej racji wypadało by do świata przyrody - zwierzę człowiecze - ? czy jak ?
"Fenomenalne zwierzę"
>Pesymistyczna koncepcja.
Żadna koncepcja. Opisanie dorobku nauki w tym zakresie.

Szkoda, iż Pan zalinkowanego artykułu nie przeczytał. Za trudny, czy też Panu czytać się nie chciało.
>Przeczytałem.
I tylko Pan zrozumiał, że to "pesymistyczna koncepcja", to chyba rzeczywiście nie warto było czytać.

Czy Pan ma wątpliwości, iż jesteśmy zwierzętami? Ja nie mam żadnych.
>W obecności różnych ludzi byłem,i przyznaje Panu racje,jesteśmy zwierzętami ...ale tylko do momentu w którym nie znajdziemy się sami.
No i o czym z Panem tu rozmawiać, gdy Pan prawie każde stwierdzenie nauki przeciwstawia swojej wierze?
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,620444#w626096
www.racjonalista.pl/forum.php/s,537149#w548139

>Zgoda,tyle tylko że wtedy już przedmiot sporu rozstrzygany jest na płaszczyźnie uprzedzeń,
Uprzedzeń do przedmiotu, czy rozmówcy przedmiot prezentującego?
>Wierzę że wiesz że Ja wiem że Ty wiesz.
A wiara jest niedyskutowalna, a więc wierz Pan dalej.

Wszyscy mamy różne uprzedzenia, ja przyznaję, iż jestem mocno uprzedzony do głupoty,choć najbardziej tej z minimum wyższym wykształceniem, a najbardziej tej utytułowanej. Każdy głupi prof. zw. dr hab. budzi wprost moją odrazę. Nie lubię prostaków,natomiast mało mnie irytuje niewiedza ludzi prostych, a ciekawych świata.
>A Pan gdzie siebie umiejscawia w tej konstrukcji ?
Oceny moich wypowiedzi, czy też mnie samego, pozostawiam innym, gdyż sam jestem tu zbyt subiektywnym.

>Czy niemożliwość rozpoczęcia z Panem meritum sprawy nie jest czasem spowodowana Pańskim mniemaniem o innych ?
A może Pańskim brakiem refleksji nad samym sobą i tym co ma Pan tu do zaprezentowania? Innych to ja ogromnie przeróżnie oceniam.

Wiara w słuszność własnych argumentów jest tylko ograniczeniem intelektualnym wynikającym z braku wiedzy. Gdy stoją za moją wiedzą naukowe argumenty żadna wiara nie jest mi potrzebną.
>Tak szanowny Panie Andrzeju,tyle tylko że nikt od Pana wiary nie oczekuje,chodzi o to że kwestia Boga dotyczy tylko Wiary,i zbędne są argumenty naukowe.
Jak widać choćby już na Pańskim przykładzie wiara całkowicie zaślepia. Już wielokrotnie Panu napisałem co to za forum,
a i sam powinien Pan to sprawdzić zanim zaczął się tu z nami swoimi mądrościami dzielić.

>Niewątpliwie tak szczególnie w temacie,który z.wiedzą naukową nie powinien mieć wiele wspólnego,bo dotyczy Wiary.
Tak, Pan sądzi, a ja znam dużo naukowych książek na temat wiary. Szkoda, iż Pan tego tym uczonym nie powiedział, że to nie naukowe, to może by zrezygnowali i czasu nie tracili.
>Ich strata.Nam pozostaje ocena.
Tak, ocena tych, którzy wiedzą lepiej przed czytaniem.

>... Oczym tu w zasadzie dyskutować ?
Zrozumiałe, do każdej poważnej rozmowy, nie mówiąc już o dyskusjach warto się przygotować i trochę w temacie się oczytać. Zamiast pieprzyć co się komuś zdaje.
>Problem w tym że Pan skutecznie uniemożliwia podjecie rozmowy,sprowadzaniem Boga do nauk przyrodniczych.
www.racjon(*).php/z,0/d,22/s,668549#w670028
A Pan do czego stara się go sprowadzić, do przedmiotu swojej wiary? Wolno Szanownemu Panu, gdyż żyjemy w wolnym kraju, ale wiara jest niedyskutowana, a tu jest dyskusyjne forum.

>Czy to jest laboratorium,czy forum ?
Jednak, choć minimalnie trzeba tu umieć czytać ze zrozumieniem.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Na pewno nie jest to forum dla zacietrzewionych ewangelizatorów - niezależnie od wyznawanej przez nich wiary, tylko dla ludzi samodzielnie myślących.

@@@
.
04-07-2015 03:43 
 Ocena 5 na 5
dzentelmen (2000 punktów)

>Na pewno nie jest to forum dla zacietrzewionych ewangelizatorów - niezależnie od wyznawanej przez nich wiary, tylko dla ludzi samodzielnie myślących.

Naturalnie rzecz jasna.Ale też dla tych,którzy myśląc samodzielnie w głębokim poważaniu maja autorytarny i apodyktyczny charakter nie których jegomości pozujących na -(pseudo)-?-autorytet.

Panie Bogusławski,nie tylko stoi Pan w sprzeczności z sobą,ale również z własnym poglądem.Rozciągnął Pan wątek do ponad.20 stron,tylko po to żeby w duchu własnej satysfakcji oraz własnego zacietrzewienia,nie tolerancji,arogancji,udowodnić wszystkim,którzy podjęli temat,jaki to Pan jest mądry,inteligentny,oczytany.A tak patrząc z boku zupełnie po ludzku,to jest Pan człowiiek pełny kompleksów -i to nie jest komplement -.Moim motywem w pseudo rozmowie z Panem,było za jej pośrednictwem -wykazanie- iż min.próba rozstrzygnięcia sporu w sprawie nie/istnienia Boga jest nie tylko pozbawiona sensu,ale i logiki.Pan natomiast z oczywistych powodów nawet raz się nie zorientował,bo jak kiedy trzeba monolog prawić.Choć Pan drąży dalej,ku uciesze swoich fanów,opowiadając światu własną historię,to nic to w tej sprawie nie zmieni.Przy całej dla Pana sympati,życzę powodzenia w dalszym oświecaniu nie oświeconych,blaskiem Pańskiej mądrości,która wbrew pozorom nie ustępuje Pańskiej inteligencji.

Ps.Tylko jak już się będziesz Pan odnosił w odpowiedzi,to nie ćwiartuj Pan mojego wywodu,i nie układaj Pan sztucznych dialogów.Taki sposób manipulacji dyskredytuje dyskredytującego.
04-07-2015 11:04 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Z ostatniego posta:

A wiara jest niedyskutowalna, a więc wierz Pan dalej.

Wiara w słuszność własnych argumentów jest tylko ograniczeniem intelektualnym wynikającym z braku wiedzy.
Gdy stoją za moją wiedzą naukowe argumenty żadna wiara nie jest mi potrzebną.

Jak widać choćby już na Pańskim przykładzie wiara całkowicie zaślepia. Już wielokrotnie Panu napisałem co to za forum,
a i sam powinien Pan to sprawdzić zanim zaczął się tu z nami swoimi mądrościami dzielić.

Tak, Pan sądzi, a ja znam dużo naukowych książek na temat wiary. Szkoda, iż Pan tego tym uczonym nie powiedział,
że to nie naukowe, to może by zrezygnowali i czasu nie tracili.

Tak, to ocena tych, którzy wiedzą lepiej przed czytaniem.

A Pan do czego stara się Boga sprowadzić, do przedmiotu swojej wiary? Wolno Szanownemu Panu, gdyż żyjemy w wolnym kraju, ale wiara jest niedyskutowana, a tu jest dyskusyjne forum.

Na pewno nie jest to forum dla zacietrzewionych ewangelizatorów - niezależnie od wyznawanej przez nich wiary, tylko dla ludzi samodzielnie myślących.

________________

> Panie Bogusławski,nie tylko stoi Pan w sprzeczności z sobą,ale również z własnym poglądem.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam, gdyż uważam, iż nikt nie skompromituje nas bardziej niż uczynimy to sami. W ocenach przeróżnych ewangelizatorów, święcie wierzących we własne racje, skompromitowałem się już dawno, uparcie twierdząc, iż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. www.racjonalista.pl/forum.php/s,664981#w665147

Miłego dnia.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy III

Wszyscy jesteśmy subiektywni, choć tylko bardziej uczciwi intelektualnie się do tego przyznają. Nawet, gdybym bardzo się starał, to mojego rozumienia prowadzenia wartościowego intelektualnie sporu, nikomu nie narzucę.
>I daleki jestem od czynienia Panu,z tego powodu zarzutów.Natomiast ciężko jest przyjąć za fakt że różnice wynikające z poglądu na konkretny temat mają powodować nie właściwe uwagi.
A co to są "niewłaściwe uwagi"?

>Gdyby to tylko odnosiło się do różnicy środowiskowej bądź światopoglądowej,to jeszcze pół bidy,tu natomiast,zanim chce się przejść do meritum,należy oponenta zaszufladkować w kategoriach własnego mniemania,bądź mniemania grupy z której autorzy się wywodzą.
Ale mnie to jakoś bardzo mało martwi albo moje racje (wśród tych, do których je kieruję) się bronią, albo były mało wartościowe i trzeba je mocniej uargumentować.

>Zgoda,tyle tylko że wtedy już przedmiot sporu rozstrzygany jest na płaszczyźnie uprzedzeń,
Uprzedzeń do przedmiotu, czy rozmówcy przedmiot prezentującego? Wszyscy mamy różne uprzedzenia, ja przyznaję,
iż jestem mocno uprzedzony do głupoty, choć najbardziej tej z minimum wyższym wykształceniem, a najbardziej tej utytułowanej. Każdy głupi prof. zw. dr hab. budzi wprost moją odrazę. Nie lubię prostaków, natomiast mało mnie irytuje niewiedza ludzi prostych, a ciekawych świata.

>i przekonaniu o wyższej słuszności własnego argumentu,ale nie z powodów merytorycznych,
Wiara w słuszność własnych argumentów jest tylko ograniczeniem intelektualnym wynikającym z braku wiedzy. Gdy stoją za moją wiedzą naukowe argumenty żadna wiara nie jest mi potrzebną.

>a właśnie z powodu uprzedzenia np. - "ja wypowiadam się w imieniu nauki",reszta jest bez znaczenia
Mądry człowiek stara się wypowiadać tylko we własnym imieniu, natomiast gdy zna się stanowisko nauki w danej kwestii,
to wprost obowiązkiem intelektualnym jest je przedstawić. Nie wypowiadam się wówczas "w imieniu nauki", tylko przedstawiam znany mi jej dorobek i wtedy rzeczywiście jest bez znaczenia, kto na podstawie jakiś spekulacji, czy fantazji ma jeszcze do powiedzenia.

> - i Choć to w przypadku stanowiska naukowego jest zrozumiałe,o tyle nijak się ma do dyskusji na temat Boga.
Merytorycznie dyskutować o Bogu można na przeróżnych płaszczyznach. Na teologicznej, religioznawczej, filozoficznej, psychiatrycznej itd. Tyle tylko, że nijak dyskutować na temat tego intelektualnego wytworu ludzkiej wyobraźni na gruncie nauk przyrodniczych (science).

>Co w konsekwencji rodzi spór NIE o podmiot czy przedmiot debaty,a oto kto ma pierwszeństwo racji,takie okoliczności często wypaczają możliwość prowadzenia rzetelnej rozmowy.
W rzetelnej debacie należy najpierw określić przedmiot i płaszczyznę sporu, a następnie ich się trzymać. Nie wolno ani mieszać tych płaszczyzn, ani przenosić (tym bardziej w prymitywny sposób) ustaleń z jednej płaszczyzny do drugiej. Jeszcze nigdzie Pan nie podał Pan ani własnych definicji, ani własnych płaszczyzn na których jest Pan przygotowany prowadzić rozmowy o Bogu i wierze. Jestem gotowy do każdej.

Zacząłem się tu udzielać, gdyż spotykałem się z poglądami, dla których weryfikacji musiałem sporo pracy włożyć. Doczytać i posprawdzać. To było dla mnie intelektualnie inspirujące. Znakomita większość czytelników reprezentowała wysoki poziom intelektualny oraz dużą, czasem nawet bardzo dużą wiedzę i było się z kim merytorycznie posprzeczać. Teraz, gdy już tylko garstka takich tu pozostała, to jestem tu głównie z sentymentu.
>Szanowny Panie Andrzeju Pańskie motywy uczestnictwa na forum to Pańska sprawa,aczkolwiek współczuję Pańskiej tęsknocie za inteligencją.
Zupełnie niepotrzebnie. Mnie czytanie ze zrozumieniem nigdy nie sprawiało kłopotów, a poprzez książki mam kontakt z samymi najlepszymi. Życie w realu też jest ważniejsze od internetowego i jeżeli tęsknie za jakąś grupą inteligencji, to tą która niecałe dwa lata temu stanowiła intelektualny trzon naszego forum.

>Powód ? Albo uprzedzenia,albo przekonanie o własnej wyższości..To oczywiście uwaga ogólna.
Szanowny Panie, gwarantuję Panu, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Przekonanie o własnej wyższości, opowiadanie jakie ma się wykształcenie i jak potężna wiedzą się dysponuje, to dobre na bardzo krótką metę. Parę postów i wychodzi szydło z worka. Widać, kto co sobą tak naprawdę prezentuje.

>Niewątpliwie tak szczególnie w temacie,który z.wiedzą naukową nie powinien mieć wiele wspólnego,bo dotyczy Wiary
Tak, Pan sądzi, a ja znam dużo naukowych książek na temat wiary. Szkoda, iż Pan tego tym uczonym nie powiedział, że to nie naukowe, to może by zrezygnowali i czasu nie tracili.

>... Oczym tu w zasadzie dyskutować ?
Zrozumiałe, do każdej poważnej rozmowy, nie mówiąc już o dyskusjach warto się przygotować i trochę w temacie się oczytać. Zamiast pieprzyć co się komuś zdaje.

Ależ mnie nic ani do Pańskiej wiary, ani do wiary innych wierzących, natomiast ja jestem a, a nawet antyfideistą i odrzucam całkowicie poznanie oparte na wierze. Dlatego dla mnie nauka jest jedynym wiarygodnym narzędziem poznania i przyjmowanie czegokolwiek na wiarę uważam za ograniczenie poznawcze.

CDN

@@@
.
03-07-2015 03:05 
 Ocena 2 na 2
dzentelmen (2000 punktów)

>>>I daleki jestem od czynienia Panu,z tego powodu zarzutów.Natomiast ciężko jest przyjąć za fakt że różnice wynikające z poglądu na konkretny temat mają powodować nie właściwe uwagi.
>A co to są "niewłaściwe uwagi"?

A jak Pan myśli ?

>>>Zgoda,tyle tylko że wtedy już przedmiot sporu rozstrzygany jest na płaszczyźnie uprzedzeń,
>Uprzedzeń do przedmiotu, czy rozmówcy przedmiot prezentującego?

Wierzę że wiesz że Ja wiem że Ty wiesz.

>Wszyscy mamy różne uprzedzenia, ja przyznaję,
>iż jestem mocno uprzedzony do głupoty,choć najbardziej tej z minimum wyższym wykształceniem, a najbardziej tej utytułowanej. Każdy głupi prof. zw. dr hab. budzi wprost moją odrazę. Nie lubię prostaków,natomiast mało mnie irytuje niewiedza ludzi prostych, a ciekawych świata.

A Pan gdzie siebie umiejscawia w tej konstrukcji ? Czy niemożliwość rozpoczęcia z Panem meritum sprawy nie jest czasem spowodowana Pańskim mniemaniem o innych ?

>Wiara w słuszność własnych argumentów jest tylko ograniczeniem intelektualnym wynikającym z braku wiedzy. Gdy stoją za moją wiedzą naukowe argumenty żadna wiara nie jest mi potrzebną.

Tak szanowny Panie Andrzeju,tyle tylko że nikt od Pana wiary nie oczekuje,chodzi o to że kwestia Boga dotyczy tylko Wiary,i zbędne są argumenty naukowe.

>>>Szanowny Panie Andrzeju Pańskie motywy uczestnictwa na forum to Pańska sprawa,aczkolwiek współczuję Pańskiej tęsknocie za inteligencją.
>Zupełnie niepotrzebnie. Mnie czytanie ze zrozumieniem nigdy nie sprawiało kłopotów, a poprzez książki mam kontakt z samymi najlepszymi. Życie w realu też jest ważniejsze od internetowego i jeżeli tęsknie za jakąś grupą inteligencji, to tą która niecałe dwa lata temu stanowiła intelektualny trzon naszego forum.

To powinien Pan wnioskować o selekcję uczestników forum ,może to przyniesie wymierne efekty.

>>>Niewątpliwie tak szczególnie w temacie,który z.wiedzą naukową nie powinien mieć wiele wspólnego,bo dotyczy Wiary.
>Tak, Pan sądzi, a ja znam dużo naukowych książek na temat wiary. Szkoda, iż Pan tego tym uczonym nie powiedział, że to nie naukowe, to może by zrezygnowali i czasu nie tracili.

Ich strata.Nam pozostaje ocena.

>>... Oczym tu w zasadzie dyskutować ?
>Zrozumiałe, do każdej poważnej rozmowy, nie mówiąc już o dyskusjach warto się przygotować i trochę w temacie się oczytać. Zamiast pieprzyć co się komuś zdaje.

Problem w tym że Pan skutecznie uniemożliwia podjecie rozmowy,sprowadzaniem Boga do nauk przyrodniczych.
Czy to jest laboratorium,czy forum ?
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy IV

>To Pańska konkluzja jest...
To najpierw pogląd, do którego doszedłem drogą racjonalizmu, a dopiero później wynikające z tego poglądu różne konkluzje.
>A to aluzja jest ? ... Panie Andrzeju każdy ma swój pogląd i wyprowadza z niego własne wnioski -(przynajmniej powinien)-. Natomiast Ja doszedłem do wniosku że wszelkim ograniczeniem nie tylko poznawczym jest jedno "narzędzie",jedna dyscyplina,jedna metoda i jedno przeświadczenie - w kwestii omawianej w wątku - rzecz jasna.
Znowu zupełnie nie rozumiem o co Panu chodzi. Każdy człowiek posiada mózg wewnątrz ciała wyposażonego w zmysły. Razem stanowią ludzki umysł.

Umysł uzbrojony jest w przeróżne narzędzia. Np. intelektualne: język, matematyka, logika itd. oraz materialne, od szkła powiększającego do komputera itp.

Przez wieki ludzie korzystając z dostępnych im narzędzi starali się poznać i zrozumieć świat. Przez wieki ważnym narzędziem były spekulacje intelektualne nazywane filozofią. Cały świat z woli boskiej kręcił wówczas się wokół ziemskiego globu i najważniejszego na tym globie stworzenia, jakim był człowiek. Ale urodził się człowieczek, który na imię miał Mikołaj, a na nazwisko Kopernik mu było, który ziemię z tego piedestału zrzucił, a później drugi - Karol Darwin zrzucił z piedestału człowieka (uznając, że żaden nadnaturalizm dla zrozumienia rzeczywistości nie jest potrzebnym). Już później nigdy nic w rozumieniu złożoności świata takie samo nie było.

Najpoważniejszym narzędziem intelektualnym stała się nauka, w której powszechnie przyjętym paradygmatem jest naturalizm metodologiczny.

>Poza ironicznym tonem,dość wzbogacające i refleksyjne "kazanie".
Może Pan to i jako kazanie traktować. Może Pan ten wywód odrzucić, ale chodzi o to aby Pan choć trochę z tego zrozumiał.

>Wie Pan,mam takie powiedzenie : zanim zaczniesz się spierać,upewnij się czy warto.I niewątpliwie jest Pan osobą,z którą warto spróbować.

>Bowiem Pańska z całym szacunkiem obszerna wiedza godna uznania,wnioskując w sprawie tak fundamentalnej nie bierze pod uwagę iż spór o ludzką naturę nie zamyka się w świecie przyrody.
Tyle tylko, że mnie tu zupełnie natura ludzka nie interesowała i nigdzie się do niej nie odwoływałem.
>To na co to wszystko ?
Nie było mi to do niczego potrzebnym i nie bardzo rozumiem do czego chce Pan ją przypiąć?
>Ludzką naturę ?
Tak, gdyż raptem Pan z nią tu wyskoczył.

>W myśl Pańskiej racji wypadało by do świata przyrody - zwierzę człowiecze - ? czy jak ?
"Fenomenalne zwierzę". Szkoda, iż Pan zalinkowanego artykułu nie przeczytał. Za trudny, czy też Panu czytać się nie chciało. Czy Pan ma wątpliwości, iż jesteśmy zwierzętami? Ja nie mam żadnych.

@@@
.
03-07-2015 03:43 
 Ocena 2 na 2
dzentelmen (2000 punktów)
>
>>Poza ironicznym tonem,dość wzbogacające i refleksyjne "kazanie".
>Może Pan to i jako kazanie traktować. Może Pan ten wywód odrzucić, ale chodzi o to aby Pan choć trochę z tego zrozumiał.

Rozumiem że Pańskie inwektywy w kierunku oponenta mają jakiś cel ? Tyle ze wie Pan wbrew pozorom ludzie,nie tylko znają historię,ale ją piszą.A mistrzów teorii przeważnie życie i praktyka weryfikuje.

>>>W myśl Pańskiej racji wypadało by do świata przyrody - zwierzę człowiecze - ? czy jak ?
>"Fenomenalne zwierzę"

Pesymistyczna koncepcja.

>Szkoda, iż Pan zalinkowanego artykułu nie przeczytał. Za trudny, czy też Panu czytać się nie chciało.

Przeczytałem.

>Czy Pan ma wątpliwości, iż jesteśmy zwierzętami? Ja nie mam żadnych.

W obecności różnych ludzi byłem,i przyznaje Panu racje,jesteśmy zwierzętami ...ale tylko do momentu w którym nie znajdziemy się sami.
01-07-2015 17:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
A nawet gdyby ktoś miał ochotę i siłę taki postulat narzucić to co z tego by wynikło? Moim zdaniem, tylko następna religia np. na podobieństwo ateizmu naukowego. Kraje Europy Zachodniej są mocno zlaicyzowane, ale z tego wcale nie wynika,
iż ich obywatele są tak mocno racjonalni: [Załącznik] Tylko to, że zastępują religię instytucjonalną religią niewidzialną. Ateiści stanowią mały procent społeczeństwa, a naturaliści, którym żadna wiara nie jest do niczego potrzebną jakieś tam promile i tak jest dobrze.

>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,
A co Pan pod tym określeniem rozumie?:
"Naturalizm jest doktryną, że w wyjaśnianiu zjawisk nie można wykraczać poza zjawiska i prawa przyrody. Naturalizm metafizyczny głosi to, ponieważ odrzuca istnienie jakichkolwiek przedmiotów lub zdarzeń leżących poza przyrodą. "Naturalizm [metodologiczny] nie utrzymuje, że wszystkie przedmioty są materialne, ale że cokolwiek istnieje, może zadowalająco być wyjaśnione w terminologii przyrodniczej, to znaczy naukowo. Naturalizm [metodologiczny] jest faktycznie proklamacją wszechkompetencji czy najwyższej kompetencji nauki". Uczeni bardzo łatwo przechodzą od naturalizmu metodologicznego do naturalizmu metafizycznego. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,611775#w612442

>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.
Zupełnie nic nie rozumiem, a już szczególnie argumentacji na zasadzie "obiektywizacji i racjonalizacji".

>Termin Wiary -w Boga- wynikający z subiektywnej syntezy myśli i odczuć jednostki nie musi "dać się" podporządkować w sens ogólnych wierzeń grupy,czy wspólnoty,bowiem to co indywidualne często różni się od tego co obiektywne,powszechne i wspólne.
albo-albo.pl/filozofia/obiektywizacja.html
Dalej niewiele rozumiem z Pańskich wywodów, choć rozumiem wiele słów, których Pan tu używa. Miedzy innymi "obiektywizacja" i "racjonalizacja", tyle tylko, że prawie zupełnie nie rozumiem tego o co Panu chodzi? Poza oczywistością, iż broni Pan postawy wiary i stawia ją co najmniej na równi z postawą naukową.

>Tak jak jednoznacznie bez oparcia się o wiare nie można założyć ani wykluczyć czegokolwiek w doświadczeniu również naukowym.
Na naszym forum pan Fizyk niedawno napisał:
Nieprawda. W nauce niczego nie przyjmuje się na wiarę. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie.

>Jednak ciężko jest zapomnieć o tych teoriach naukowych,które do dziś nie zostały jednoznacznie i bezkompromisowo udokumentowane
W nauce dalece wtórne ma znaczenie "jednoznaczna i bezkompromisowa dokumentacja"
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
Zaś zasadnicze ma powtarzalność takiego samego zjawiska w tych samych warunkach.

> jako fakt,pozostając tym samym w sensie zgodnej umowy-(wiary w ich słuszność)-. jak np. Wielki wybuch,czy dylematy związane z fizyką kwantową...to rodzi spekulację.
Umawianie się jest całkowitym zaprzeczeniem naukowych metod polegających głównie na krytycznej weryfikacji przedstawionych przez innych uczonych dowodów.

>Natomiast zadnie Pana o wymyślaniu poglądów jest kuriozalne,nie sądzi Pan chyba że ktoś je nam daje ?
Aby podejmować z kimś rozmowy, należy najpierw przeczytać ze zrozumieniem, to co on napisał. Ja napisałem nie własnych Pańskich poglądach, tylko o wymyślaniu sobie cudzych. Jeżeli tak nie jest tak w Pańskim przypadku, to proszę o konkretne cytaty. Prosiłem o nie już wyżej.
>Bez komentarza.
I słusznie, gdyż nie ma co tu komentować.

@@@
.
02-07-2015 01:53 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>Ciąg dalszy:
>>>Natomiast to mimo dziejowych i cywilizacyjnych postępów jakie poczyniła nauka dla ludzi,i samej siebie,nie powinno zobowiązywać -choć to myślenie życzeniowe- jej reprezentantów do dyskredytacji innych niż naukowe wnioski,z wielu powodów....
>A nawet gdyby ktoś miał ochotę i siłę taki postulat narzucić to co z tego by wynikło?

Nie wiem ....Nie zbadana jest wola Boga.

>Moim zdaniem, tylko następna religia np. na podobieństwo ateizmu naukowego. Kraje Europy Zachodniej są mocno zlaicyzowane, ale z tego wcale nie wynika,
>iż ich obywatele są tak mocno racjonalni: [Załącznik] Tylko to, że zastępują religię instytucjonalną religią niewidzialną. Ateiści stanowią mały procent społeczeństwa, a naturaliści, którym żadna wiara nie jest do niczego potrzebną jakieś tam promile i tak jest dobrze.

I sluszne to stanowisko.Bowiem Ja uważam że bezpodstawne są ingerencję Nauki w Wiarę jak i na odwrót.Bo Panie Andrzeju czy nie jest "przypadkiem" tak,że środowisko naukowe szeroko rozumiane,czyni "rewanż" kościółowi,w imię sprawiedliwości historycznej ? Za stulecia dyskryminacji,"demonizacji" ?

>>>A tą jak Pan jako -naturalista ontologiczny- rozumie,uargumentować na zasadzie obiektywizacji i racjonalizacji się nie da.
> Zupełnie nic nie rozumiem, a już szczególnie argumentacji na zasadzie [ obiektywizacji i racjonalizacji"[/color].
>>>Termin Wiary -w Boga- wynikający z subiektywnej syntezy myśli i odczuć jednostki nie musi "dać się" podporządkować w sens ogólnych wierzeń grupy,czy wspólnoty,bowiem to co indywidualne często różni się od tego co obiektywne,powszechne i wspólne.
>>Dalej niewiele rozumiem z Pańskich wywodów, choć rozumiem wiele słów, których Pan tu używa. Miedzy innymi "obiektywizacja" i "racjonalizacja", tyle tylko, że prawie zupełnie nie rozumiem tego o co Panu chodzi?

Chodzi o to,że czasem niewierzący nie zrozumie wierzącego.I nie dlatego iż nie potrafi,ale dlatego że nie chce,albo ma na to wy..bane.Natomiast co do słów: Wiara w Boga w rozumieniu - jednostki - może być doświadczeniem indywidualnym,zupełnie różnym od tego jak wiare traktuje czy rozumie ogół. - jaśniej ? - interpretacja indywidualna np.Pisma św. może różnić się od jej zobiektywizowanej czyli uogólnionej interpretacji na potrzeby Kościoła i jego nauk,co za tym idzie jego wyznawców.

>>Poza oczywistością, iż broni Pan postawy wiary i stawia ją co najmniej na równi z postawą naukową.

To jest już manipulacja,bowiem Ja niczego nie bronię,tylko staram się wyjaśnić,że jednostka różni się od tłumu,co Pan doskonale wie,chociażby na przykładzie psychologii.A ponad to Ja w żadnym swoim wywodzie nie postawiłem znaku = między Wiarą a Nauką,i to można sprawdzić.

>>>Jednak ciężko jest zapomnieć o tych teoriach naukowych,które do dziś nie zostały jednoznacznie i bezkompromisowo udokumentowane
>W nauce dalece wtórne ma znaczenie [color=blue]"jednoznaczna i bezkompromisowa dokumentacja".
>Zaś zasadnicze ma powtarzalność takiego samego zjawiska w tych samych warunkach.
>>> jako fakt,pozostając tym samym w sensie zgodnej umowy-(wiary w ich słuszność)-. jak np. Wielki wybuch,czy dylematy związane z fizyką kwantową...to rodzi spekulację.
>Umawianie się jest całkowitym zaprzeczeniem naukowych metod polegających głównie na krytycznej weryfikacji przedstawionych przez innych uczonych dowodów.

To jakiego słowa użył by Pan,odnośnie tych teorii naukowych co do pewności których,-(w odróżnieniu od wielu)- pozostaje wiele otwartych kwestii ? ... Wielki wybuch,kwanty czy chociażby problemy przed jakimi staje lingwistyka...przykładów jest tysiące,a to w świetle pewnych rozważań,skłania do spekulacji.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Nabywanie [poglądów] wiekiem,doświadczeniem nie może dyskredytować ich tylko dlatego ze różnią się od naszych,indywidualnych,grupowych,,środowiskowych
Nie znam przypadku aby ktoś się z poglądami urodził i wszystkie nabywamy z czasem, ale to wcale nie świadczy o ich jakości, tu liczy się ich merytoryczna, poddająca się weryfikacji ich podstawa.

>Z wierzącym naprawdę można znaleźć podłoże dyskusji,pod warunkiem uznania.
Jakiej dyskusji? Na jaki temat? Na przedmiot ich wiary? Warunkiem uznania czego?

>Natomiast dostrzegłem racjonalne i słuszne stanowisko w sprawie,krytyki Religii,tu mimo iż jestem wierzący obowiązkiem jest uznać za fakt iż posiada ona w sobie wypaczenia,na przestrzeni całej histori,i tu nie mam na myśli jedynie kościoła katolickiego....temat rzeka.
Proszę Pana według mojej wiedzy jest bardzo trudno znaleźć nawet wśród wyznawców tego samego wyznania dwoje ludzi wierzących dokładnie w to samo. Między innym właśnie dlatego to wiarę, a nie jej przedmiot podmiot uważam za groźne zjawisko. www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,668549#w669566
>Panie Andrzeju,ale wielu wierzy dokładnie w to samo,co niedziele w kościele można ich spotkać porozmawiać,i przekonać się że to właśnie jest przedmiot problemu.-JEST JEDEN BÓG SĘDZIA SPRAWIEDLIWY itd... widzi Pan,Wiara jak pan uważa groźne zjawisko,nie jest jednoznacznie rozumiana,co powodowane jest złożonym procesem,tylko zależy w którą stronę skierujemy uwagę,tego Pan ewidentnie albo celowo albo też nie celowo nie chce przyznać.
O wierze pisałem tu bardzo dużo, nawet w tym wątku. Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał? (Proszę zaglądać także do linków.) Tak, wiara w języku polskim jest dosyć wieloznacznym terminem, a ponadto jest różnie rozumianą, ale ja zrobiłem tu bardzo wiele aby zdefiniować co ja rozumiem pod tym terminem i jest to rozumienie bardzo bliskie polskim słownikom i encyklopediom.

>Faszyzm,Nazizm,Komunizm.... - ilu ludzi miało indywidualnie świadomość sensu i znaczenia ? garstka ?
To właśnie nie ma znaczenia. Znaczenie ma ile osób w daną religię/ideologię wierzy i jak głęboko.
>Wie Pan Ideologia polityczna jest starsza od wszelkiej Religii.
Zdecydowanie nie wiem? Czy można prosić o jakieś źródła tej rewolucyjnej hipotezy? Raczej moja wiedza mi mówi, iż ideologie polityczne były budowane na ideologiach religijnych, choć tu należy sięgać do samych pierwocin, do magii i szamanizmu.

>Bo chyba przyzna Pan że organizacja życia społecznego jest jej genezą -a to wiąże się z ustanowieniem hierarhi i struktury społecznej,bo w końcu wielu było Ojców mających synów,więc w odpowiedzi zaradniej było posłużyć się wejściem w stan polityczny.- i stoi to przed - rozmyślaniem abstrakcyjnym,czy.szamańskimi czarami,-(choć ci niewątpliwie wywarli też wpływ)- w przypadku pierwotnych.
Takie wywody o interesownych manipulacjach kapłanów, głupszymi od siebie ludźmi to wywodzą się z bardzo prymitywnego ateizmu. Religie, nawet te najbardziej pierwotne, zrodziły się z refleksji nad światem najbardziej inteligentnych ludzi w tamtych społeczeństwach, a następne pokolenia je rozbudowywały i udoskonalały.

>I jak we wcześniejszym wpisie zaznaczyłem,iż ludzie nieposiadają wiedzy dostatecznej z wielu powodów,służą tym co ją posiedli a to jest już autostrada w jedną stronę.
>A ilu mimo braku wiedzy wybrało ? miliony ? co czyni tłum,pokazał Rzym....
Wiedza im większa tym bardziej w wyborze konkretnej wiary przeszkadza.
>Od pewnego momentu już tak,natomiast Do - jest obowiązkowa.Do podejmowania świadomych wyborów.
Świadomych wyborów, czy złudzenia świadomych wyborów?

>Całe szczęście,bo już myślałem że nie ma ratunku .
Ale to przecież wcale nie znaczy, iż Pan nim nie jest.
>Ja Pana też nie znam.A po wpisach i opisach w Internecie można jedynie wnioskować z treści nie z osoby.
Zdecydowanie co do osoby poziomu wiedzy, sprawności intelektualnej i osobowości też. Nie wiem natomiast czy jest Pan brunetem, blondynem, czy też łysym (i czy ma Pan na imię Kazio)? To wielkie złudzenie prostych umysłów, iż inni nie wiedzą z kim mają tu do czynienia.

Fanatyzm, tak jak i głupotę zdecydowanie łatwiej dostrzega się u innych niż u siebie samego. To mądrość, wiedzę
i tolerancję tak trudno dojrzeć u innych, że do tego aż tak dużej inteligencji potrzeba, iż zdarza się to bardzo rzadko.

>Tak szczególnie w gronie opiniujacym o innych.
Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie. Tu każdy odpowiada sam za siebie i sam swoje wypowiedzi pod krytyczną ocenę czytelników przedstawia.

PS. Nie pisuję tu aby się popisać. Wystarcza mi dowartościowanie w realu, ale poważnie traktuję swoich czytelników i każdy argument staram się merytorycznie uzasadnić - stąd różne odwołania - do których poważnie traktując rozmówców też wypada zajrzeć przed udzieleniem swojej odpowiedzi, a tym bardziej ostrej polemiki. Czasem mam ogromne wątpliwości, czy oponent choćby w małym stopniu odnosi się do tego co ja napisałem, czy tylko dalej głosi tu swą ewangelię.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Tak indywidualna postawa jest tu najważniejszą, gdyż z tego co nas łączy i dzieli najistotniejsze są różnice mentalne. Utrwalona w procesie socjalizacji głupota jest - poza wyjątkami - niereformowalna. Natomiast umysły "heretyckie" nawet
z autorytarnych i dogmatycznych rodzin permanentnie się rozwijają i dokonują przewartościowań swoich poglądów.

Taka już jest ich niepokorna natura.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482917

To najczęściej bywa dalece wtórne do procesu socjalizacji. Na intelektualną suwerenność wybijają się tylko wybitne jednostki.
>Niewątpliwie jestem osobą nieposiadającą w sobie na tyle siły,by tej intelektualnej komuś odmawiać.
Nie znam Pana i Pański przypadek na tyle mnie interesuje na ile Pan go opisuje i na ile mogę sobie wyrobić Pański intelektualny obraz na podstawie zawartości Pańskich postów. Może warto przemyśleć przypadki tych trzech wybitnych intelektualistów: strebski.d(*)t/texts/philosophy/Religia.pdf

Bardzo proszę o konkretne przykłady z odwołaniem do treści danej Sury i jej fałszywej interpretacji? Dobrze by było dla Polaków odwoływać się do tłumaczenia Koranu dokonanego przez Józefa Bielawskiego.
>Konkretów niestety nie podam. -może kiedy znajdę na to czas -Ale mój zarzut o manipulację Pismem przez ludzi wykształconych,uczonych,czy guru by posłużyć się w cynicznej polityce "ograniczonymi" - w tej materii z różnych powodów- ludźmi ,jest tym samym zarzutem który wypowiadam pod adresem Watykanu.
Zapewniam Pana, że Koran to podobnie do Biblii gruba księga i można znaleźć w niej uzasadnienie prawie dla wszystkiego.
>Moja wiedza o Koranie jest ograniczona z racji nieprzeczytania tej księgi.
Mam stary dobry zwyczaj, który każdemu polecam, nie wypowiadania się w tematach, o których nie ma się pojęcia.

>Natomiast Stary Testament i Nowy Testament przeczytałem niejednokrotnie z różnych źródeł tłumaczenia,i przekładu, i z tąd moja krytyka Religii,która porzuciła i odeszła od wielu fundamentów.
Dla mnie Biblia ani nie jest zapisem głosu Boga, ani też nie powstała z boskiej inspiracji i pod boskim natchnieniem.
To jest zapis wielu starożytnych mądrości i tak ten zbiór tekstów należy traktować: Biblia jest zbiorem różnorodnych tekstów, z których najstarsze fragmenty sięgają prawie trzech tysięcy lat. Prosty opis dzisiejszego znaczenia Biblii,
z którym się zgadzam, znajdzie Pan w artykule Andrzeja B. Izdebskiego "Księga nad księgami" na głównej stronie portalu.
W Biblii nie tylko język jest trudnym, a do rzeczowej oceny wypadałoby znać języki oryginału, ale także kulturowe poznanie
i zrozumienie mentalności oraz światopoglądu ludzi, którzy w tamtych czasach ją tworzyli.

Naukowe poznanie Biblii wymaga bardzo dużej specjalistycznej wiedzy z wielu dziedzin i sięgając do ich publikacji nigdy nie miałem wrażenia, że zajmowali się głupotami i zmarnowali swoje życie.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,658721#w659139
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,658721#w659172

PS. Może warto przeczytać też te posty, wraz zawartymi w nich linkami.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,598296#w598386
www.racjon(*).php/s,609206/z,0/d,11#w609871
www.racjon(*).php/s,609206/z,0/d,11#w609929
Mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda i tylko głęboka wiara może być przeszkodą w poznawaniu poglądów innych ludzi.

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
>>Może warto przemyśleć przypadki tych trzech wybitnych intelektualistów: strebski.d(*)/texts/philosophy/Religia.pdf.

Niewątpliwie warto się zapoznać,i tą przyjemność już miałem.Nie uznaje bowiem hermetycznego tkwienia w świecie własnych racji,a postaci tego formatu wzbogacają nie tylko osobiste spostrzezenie ale też ludzki dorobek.

]>>Moja wiedza o Koranie jest ograniczona z racji nieprzeczytania tej księgi.
>Mam stary dobry zwyczaj, który każdemu polecam, nie wypowiadania się w tematach, o których nie ma się pojęcia.

CIekaw jestem ilu merytorycznie opiniujacym można to zarzucić ?

>>Natomiast Stary Testament i Nowy Testament przeczytałem niejednokrotnie z różnych źródeł tłumaczenia,i przekładu, i z tąd moja krytyka Religii,która porzuciła i odeszła od wielu fundamentów.

>Dla mnie Biblia ani nie jest zapisem głosu Boga, ani też nie powstała z boskiej inspiracji i pod boskim natchnieniem.
>To jest zapis wielu starożytnych mądrości i tak ten zbiór tekstów należy traktować.

I to w wątku poruszonym na tym forum jest przedmiotem dyskusji,która albo prowadzi do zgody albo do sporu.To jak -co - należy traktować - nikt nie może mi narzucić - w teori- bo życie i praktyka temu zaprzeczyły,dlatego u ludzi takich jak Ja,a jest "nas" wielu,którzy Wiarę traktują nie w sposób powszechnie rozumiany budzi sprzeciw...

Biblia jest zbiorem różnorodnych tekstów, z których najstarsze fragmenty sięgają prawie trzech tysięcy lat. Prosty opis dzisiejszego znaczenia Biblii,
> z którym się zgadzam, znajdzie Pan w artykule Andrzeja B. Izdebskiego "Księga nad księgami" na głównej stronie portalu.
> W Biblii nie tylko język jest trudnym, a do rzeczowej oceny wypadałoby znać języki oryginału, ale także kulturowe poznanie
>i zrozumienie mentalności oraz światopoglądu ludzi, którzy w tamtych czasach ją tworzyli.
>Naukowe poznanie Biblii wymaga bardzo dużej specjalistycznej wiedzy z wielu dziedzin i sięgając do ich publikacji nigdy nie miałem wrażenia, że zajmowali się głupotami i zmarnowali swoje życie.


Zgadzam się,tyle tylko że Nauka nie jest jedynym narzędziem poznania.Gdyby tak było uboższy byłby ludzki dorobek.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Moja wiedza o Koranie jest ograniczona z racji nieprzeczytania tej księgi.
Mam stary dobry zwyczaj, który każdemu polecam, nie wypowiadania się w tematach, o których nie ma się pojęcia.
>CIekaw jestem ilu merytorycznie opiniujacym można to zarzucić ?
Sporej, ale i to jest to powiązane z wiarą im mocniej wierzy się we własne racje, tym bardziej czuje się kompetentnym do wypowiadania się nawet w tematach, w których ma się średnie pojęcie albo wprost żadne.

>Natomiast Stary Testament i Nowy Testament przeczytałem niejednokrotnie z różnych źródeł tłumaczenia,i przekładu, i z tąd moja krytyka Religii,która porzuciła i odeszła od wielu fundamentów.
Dla mnie Biblia ani nie jest zapisem głosu Boga, ani też nie powstała z boskiej inspiracji i pod boskim natchnieniem.
To jest zapis wielu starożytnych mądrości i tak ten zbiór tekstów należy traktować.

>I to w wątku poruszonym na tym forum jest przedmiotem dyskusji,która albo prowadzi do zgody albo do sporu.
Zupełnie więc inaczej rozumiemy temat wątku. Tematów związanych z Biblią już tu sporo było ale ten wątek poświęcony jest trzem tematom: 1. Boga na pewno nie ma. 2. Religie to samo zło. 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.

>To jak -co - należy traktować - nikt nie może mi narzucić - w teori- bo życie i praktyka temu zaprzeczyły,dlatego u ludzi takich jak Ja,a jest "nas" wielu,którzy Wiarę traktują nie w sposób powszechnie rozumiany budzi sprzeciw...
Nikt Panu niczego tu nie narzuca ani przedmiotu/podmiotu wiary, ani sposobu jej rozumienia i wszystko jedno czy jest Was wielu, czy jest Pan sam, to gdy chce Pan publicznie rozmawiać, a Pańskie rozumienie jakiego terminu jest niezgodne ze słownikami, to należy je przedstawić, a wypada na racjonalistycznym forum jakoś to uzasadnić. Ponieważ mnie kwestia wiary interesuje uczyniłem to tu wielokrotnie. Nawet w tym wątku.

Biblia jest zbiorem różnorodnych tekstów, z których najstarsze fragmenty sięgają prawie trzech tysięcy lat. Prosty opis dzisiejszego znaczenia Biblii, z którym się zgadzam, znajdzie Pan w artykule Andrzeja B. Izdebskiego "Księga nad księgami" na głównej stronie portalu.

W Biblii nie tylko język jest trudnym, a do rzeczowej oceny wypadałoby znać języki oryginału, ale także kulturowe poznanie
i zrozumienie mentalności oraz światopoglądu ludzi, którzy w tamtych czasach ją tworzyli.

Naukowe poznanie Biblii wymaga bardzo dużej specjalistycznej wiedzy z wielu dziedzin i sięgając do ich publikacji nigdy nie miałem wrażenia, że zajmowali się głupotami i zmarnowali swoje życie.

>Zgadzam się,tyle tylko że Nauka nie jest jedynym narzędziem poznania.
Ależ mnie nic ani do Pańskiej wiary, ani do wiary innych wierzących, natomiast ja jestem a, a nawet antyfideistą i odrzucam całkowicie poznanie oparte na wierze. Dlatego dla mnie nauka jest jedynym wiarygodnym narzędziem poznania i przyjmowanie czegokolwiek na wiarę uważam za ograniczenie poznawcze.

>Gdyby tak było uboższy byłby ludzki dorobek.
Może to dziwne, ale ja uważam, że to właśnie zastępowanie naukowej wiedzy wiarą nas zubaża, tak jednostkowo i społecznie. Różnica pomiędzy nami jest taka, iż choć wiem, że mój pogląd jest zdecydowanie mniejszościowy to ani nie muszę, ani też nie chcę nikogo nawracać. Natomiast wierzący muszą. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088
Żadna, głęboka wiara bez nawracania na przeróżne sposoby po prostu istnieć nie może: www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429

@@@
.
30-06-2015 00:41 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)

>>CIekaw jestem ilu merytorycznie opiniujacym można to zarzucić ?
>Sporej, ale i to jest to powiązane z wiarą im mocniej wierzy się we własne racje, tym bardziej czuje się kompetentnym do wypowiadania się nawet w tematach, w których ma się średnie pojęcie albo wprost żadne.

Niestety wielu też -(podejmujących ten akurat konkretny temat)- nie może wyzbyć się przekonania że jedyną słuszną lnią dyskusji jest narzucenie własnej metody jej prowadzenia.Gdyby to tylko odnosiło się do różnicy środowiskowej bądź światopoglądowej,to jeszcze pół bidy,tu natomiast,zanim chce się przejść do meritum,należy oponenta zaszufladkować w kategoriach własnego mniemania,bądź mniemania grupy z której autorzy się wywodzą. Co w konsekwencji rodzi spór NIE o podmiot czy przedmiot debaty,a oto kto ma pierwszeństwo racji,takie okoliczności często wypaczają możliwość prowadzenia rzetelnej rozmowy.Powód ? Albo uprzedzenia,albo przekonanie o własnej wyższości..To oczywiście uwaga ogólna.

>Ależ mnie nic ani do Pańskiej wiary, ani do wiary innych wierzących, natomiast ja jestem a, a nawet antyfideistą i odrzucam całkowicie poznanie oparte na wierze. Dlatego dla mnie nauka jest jedynym wiarygodnym narzędziem poznania i przyjmowanie czegokolwiek na wiarę uważam za ograniczenie poznawcze.

To Pańska konkluzja jest...Natomiast Ja doszedłem do wniosku że wszelkim ograniczeniem nie tylko poznawczym jest jedno "narzędzie",jedna dyscyplina,jedna metoda i jedno przeświadczenie - w kwestii omawianej w wątku - rzecz jasna.Bowiem Pańska z całym szacunkiem obszerna wiedza godna uznania,wnioskując w sprawie tak fundamentalnej nie bierze pod uwagę iż spór o ludzką naturę nie zamyka się w świecie przyrody. Pytań na które - ani Ja ani większość ludzi ani Pan ani Pański światopogląd,i dziedzina której poświęcił Pan większą część swojego życia - nie znamy odpowiedzi, jest mnóstwo,i jest ich tak wiele,iż nie należy twierdzić,że odpowiedzi na nie,nie znajdzie inna droga niż Naukowa.

>>Gdyby tak było uboższy byłby ludzki dorobek.
>Może to dziwne, ale ja uważam, że to właśnie zastępowanie naukowej wiedzy wiarą nas zubaża, tak jednostkowo i społecznie. Różnica pomiędzy nami jest taka, iż choć wiem, że mój pogląd jest zdecydowanie mniejszościowy to ani nie muszę, ani też nie chcę nikogo nawracać. Natomiast wierzący muszą. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088
>Żadna, głęboka wiara bez nawracania na przeróżne sposoby po prostu istnieć nie może: www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429

Ale Ja nigdzie przecież nie wspomniałem że należy czymkolwiek cokolwiek zastępować.A od nawracania jest kapłaństwo,z tego co mi wiadomo habit nie dla mnie.

,
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Niestety wielu też -(podejmujących ten akurat konkretny temat)- nie może wyzbyć się przekonania że jedyną słuszną lnią dyskusji jest narzucenie własnej metody jej prowadzenia.
Wszyscy jesteśmy subiektywni, choć tylko bardziej uczciwi intelektualnie się do tego przyznają. Nawet, gdybym bardzo się starał, to mojego rozumienia prowadzenia wartościowego intelektualnie sporu, nikomu nie narzucę. www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639

>Gdyby to tylko odnosiło się do różnicy środowiskowej bądź światopoglądowej,to jeszcze pół bidy,tu natomiast,zanim chce się przejść do meritum,należy oponenta zaszufladkować w kategoriach własnego mniemania,bądź mniemania grupy z której autorzy się wywodzą.
Ale mnie to jakoś bardzo mało martwi albo moje racje (wśród tych, do których je kieruję) się bronią, albo były mało wartościowe i trzeba je mocniej uargumentować.

>Co w konsekwencji rodzi spór NIE o podmiot czy przedmiot debaty,a oto kto ma pierwszeństwo racji,takie okoliczności często wypaczają możliwość prowadzenia rzetelnej rozmowy.
Zacząłem się tu udzielać, gdyż spotykałem się z poglądami, dla których weryfikacji musiałem sporo pracy włożyć. Doczytać
i posprawdzać. To było dla mnie intelektualnie inspirujące. Znakomita większość czytelników reprezentowała wysoki poziom intelektualny oraz dużą, czasem nawet bardzo dużą wiedzę i było się z kim merytorycznie posprzeczać. Teraz, gdy już tylko garstka takich tu pozostała, to jestem tu głównie z sentymentu.

>Powód ? Albo uprzedzenia,albo przekonanie o własnej wyższości..To oczywiście uwaga ogólna.
Szanowny Panie, gwarantuję Panu, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Przekonanie o własnej wyższości, opowiadanie jakie ma się wykształcenie i jak potężna wiedzą się dysponuje, to dobre na bardzo krótką metę. Parę postów i wychodzi szydło z worka. Widać, kto co sobą tak naprawdę prezentuje.

Ależ mnie nic ani do Pańskiej wiary, ani do wiary innych wierzących, natomiast ja jestem a, a nawet antyfideistą i odrzucam całkowicie poznanie oparte na wierze. Dlatego dla mnie nauka jest jedynym wiarygodnym narzędziem poznania i przyjmowanie czegokolwiek na wiarę uważam za ograniczenie poznawcze.
>To Pańska konkluzja jest...
To najpierw pogląd, do którego doszedłem drogą racjonalizmu, a dopiero później wynikające z tego poglądu różne konkluzje.

>Natomiast Ja doszedłem do wniosku że wszelkim ograniczeniem nie tylko poznawczym jest jedno "narzędzie",jedna dyscyplina,jedna metoda i jedno przeświadczenie - w kwestii omawianej w wątku - rzecz jasna.
Znowu zupełnie nie rozumiem o co Panu chodzi. Każdy człowiek posiada mózg wewnątrz ciała wyposażonego w zmysły. Razem stanowią ludzki umysł.
www.racjon(*)/q,Na.poczatku.jest.mozg.gadzi
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy
www.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierze
www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusa
Umysł uzbrojony jest w przeróżne narzędzia. Np. intelektualne: język, matematyka, logika itd. oraz materialne, od szkła powiększającego do komputera itp.
Przez wieki ludzie korzystając z dostępnych im narzędzi starali się poznać i zrozumieć świat. Przez wieki ważnym narzędziem były spekulacje intelektualne nazywane filozofią. Cały świat z woli boskiej kręcił wówczas się wokół ziemskiego globu i najważniejszego na tym globie stworzenia, jakim był człowiek. Ale urodził się człowieczek, który na imię miał Mikołaj, a na nazwisko Kopernik mu było, który ziemię z tego piedestału zrzucił, a później drugi - Karol Darwin zrzucił z piedestału człowieka (uznając, że żaden nadnaturalizm dla zrozumienia rzeczywistości nie jest potrzebnym). Już później nigdy nic w rozumieniu złożoności świata takie samo nie było.
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
Najpoważniejszym narzędziem intelektualnym stała się nauka, w której powszechnie przyjętym paradygmatem jest naturalizm metodologiczny.

>Bowiem Pańska z całym szacunkiem obszerna wiedza godna uznania,wnioskując w sprawie tak fundamentalnej nie bierze pod uwagę iż spór o ludzką naturę nie zamyka się w świecie przyrody.
Tyle tylko, że mnie tu zupełnie natura ludzka nie interesowała i nigdzie się do niej nie odwoływałem.
biesaga.in(*)y-ludzkiej-a-normy-etyczne.pdf
www.biblionetka.pl/art.aspx?id=890513
Nie było mi to do niczego potrzebnym i nie bardzo rozumiem do czego chce Pan ją przypiąć?

> Pytań na które - ani Ja ani większość ludzi ani Pan ani Pański światopogląd,i dziedzina której poświęcił Pan większą część swojego życia - nie znamy odpowiedzi, jest mnóstwo,i jest ich tak wiele,iż nie należy twierdzić,że odpowiedzi na nie,nie znajdzie inna droga niż Naukowa.
Tyle tylko, ż e jedni wiedzą mniej, a drudzy więcej Na ogół ci którzy wiedzą mniej są bardziej pewni swego.

>i jest ich tak wiele,iż nie należy twierdzić,że odpowiedzi na nie,nie znajdzie inna droga niż Naukowa.
Bardzo lubię literaturę science fiction, ale gdy rozmawiamy poważnie, to inne niż naukowe odpowiedzi mnie nie interesują.

>Gdyby tak było uboższy byłby ludzki dorobek.
Może to dziwne, ale ja uważam, że to właśnie zastępowanie naukowej wiedzy wiarą nas zubaża, tak jednostkowo i społecznie. Różnica pomiędzy nami jest taka, iż choć wiem, że mój pogląd jest zdecydowanie mniejszościowy to ani nie muszę, ani też nie chcę nikogo nawracać. Natomiast wierzący muszą. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088

@@@
.
02-07-2015 03:59 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>>>Niestety wielu też -(podejmujących ten akurat konkretny temat)- nie może wyzbyć się przekonania że jedyną słuszną lnią dyskusji jest narzucenie własnej metody jej prowadzenia.
>Wszyscy jesteśmy subiektywni, choć tylko bardziej uczciwi intelektualnie się do tego przyznają. Nawet, gdybym bardzo się starał, to mojego rozumienia prowadzenia wartościowego intelektualnie sporu, nikomu nie narzucę.

I daleki jestem od czynienia Panu,z tego powodu zarzutów.Natomiast ciężko jest przyjąć za fakt że różnice wynikające z poglądu na konkretny temat mają powodować nie właściwe uwagi.

>>Gdyby to tylko odnosiło się do różnicy środowiskowej bądź światopoglądowej,to jeszcze pół bidy,tu natomiast,zanim chce się przejść do meritum,należy oponenta zaszufladkować w kategoriach własnego mniemania,bądź mniemania grupy z której autorzy się wywodzą.
>Ale mnie to jakoś bardzo mało martwi albo moje racje (wśród tych, do których je kieruję) się bronią, albo były mało wartościowe i trzeba je mocniej uargumentować.

Zgoda,tyle tylko że wtedy już przedmiot sporu rozstrzygany jest na płaszczyźnie uprzedzeń,i przekonaniu o wyższej słuszności własnego argumentu,ale nie z powodów merytorycznych,a właśnie z powodu uprzedzenia np. - "ja wypowiadam się w imieniu nauki" ,reszta jest bez znaczenia - i Choć to w przypadku stanowiska naukowego jest zrozumiałe,o tyle nijak się ma do dyskusji na temat Boga.

>>Co w konsekwencji rodzi spór NIE o podmiot czy przedmiot debaty,a oto kto ma pierwszeństwo racji,takie okoliczności często wypaczają możliwość prowadzenia rzetelnej rozmowy.
>Zacząłem się tu udzielać, gdyż spotykałem się z poglądami, dla których weryfikacji musiałem sporo pracy włożyć. Doczytać
>i posprawdzać. To było dla mnie intelektualnie inspirujące. Znakomita większość czytelników reprezentowała wysoki poziom intelektualny oraz dużą, czasem nawet bardzo dużą wiedzę i było się z kim merytorycznie posprzeczać. Teraz, gdy już tylko garstka takich tu pozostała, to jestem tu głównie z sentymentu.

Szanowny Panie Andrzeju Pańskie motywy uczestnictwa na forum to Pańska sprawa,aczkolwiek współczuję Pańskiej tęsknocie za inteligencją.

>>Powód ? Albo uprzedzenia,albo przekonanie o własnej wyższości..To oczywiście uwaga ogólna.
>Szanowny Panie, gwarantuję Panu, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami. Przekonanie o własnej wyższości, opowiadanie jakie ma się wykształcenie i jak potężna wiedzą się dysponuje, to dobre na bardzo krótką metę. Parę postów i wychodzi szydło z worka. Widać, kto co sobą tak naprawdę prezentuje.

Niewątpliwie tak szczególnie w temacie,który z.wiedzą naukową nie powinien mieć wiele wspólnego,bo dotyczy Wiary ... Oczym tu w zasadzie dyskutować ?

> Ależ mnie nic ani do Pańskiej wiary, ani do wiary innych wierzących, natomiast ja jestem a, a nawet antyfideistą i odrzucam całkowicie poznanie oparte na wierze. Dlatego dla mnie nauka jest jedynym wiarygodnym narzędziem poznania i przyjmowanie czegokolwiek na wiarę uważam za ograniczenie poznawcze.
>>To Pańska konkluzja jest...
>To najpierw pogląd, do którego doszedłem drogą racjonalizmu, a dopiero później wynikające z tego poglądu różne konkluzje.

A to aluzja jest ? ... Panie Andrzeju każdy ma swój pogląd i wyprowadza z niego własne wnioski -(przynajmniej powinien)-.

>>Natomiast Ja doszedłem do wniosku że wszelkim ograniczeniem nie tylko poznawczym jest jedno "narzędzie",jedna dyscyplina,jedna metoda i jedno przeświadczenie - w kwestii omawianej w wątku - rzecz jasna.
>Znowu zupełnie nie rozumiem o co Panu chodzi. Każdy człowiek posiada mózg wewnątrz ciała wyposażonego w zmysły. Razem stanowią ludzki umysł.
>Umysł uzbrojony jest w przeróżne narzędzia. Np. intelektualne: język, matematyka, logika itd. oraz materialne, od szkła powiększającego do komputera itp.
>Przez wieki ludzie korzystając z dostępnych im narzędzi starali się poznać i zrozumieć świat. Przez wieki ważnym narzędziem były spekulacje intelektualne nazywane filozofią. Cały świat z woli boskiej kręcił wówczas się wokół ziemskiego globu i najważniejszego na tym globie stworzenia, jakim był człowiek. Ale urodził się człowieczek, który na imię miał Mikołaj, a na nazwisko Kopernik mu było, który ziemię z tego piedestału zrzucił, a później drugi - Karol Darwin zrzucił z piedestału człowieka (uznając, że żaden nadnaturalizm dla zrozumienia rzeczywistości nie jest potrzebnym). Już później nigdy nic w rozumieniu złożoności świata takie samo nie było.
>Najpoważniejszym narzędziem intelektualnym stała się nauka, w której powszechnie przyjętym paradygmatem jest naturalizm metodologiczny.

Poza ironicznym tonem,dość wzbogacające i refleksyjne "kazanie".

Wie Pan,mam takie powiedzenie : zanim zaczniesz się spierać,upewnij się czy warto.I niewątpliwie jest Pan osobą,z którą warto spróbować.

>>Bowiem Pańska z całym szacunkiem obszerna wiedza godna uznania,wnioskując w sprawie tak fundamentalnej nie bierze pod uwagę iż spór o ludzką naturę nie zamyka się w świecie przyrody.
>Tyle tylko, że mnie tu zupełnie natura ludzka nie interesowała i nigdzie się do niej nie odwoływałem.

To na co to wszystko ?

>Nie było mi to do niczego potrzebnym i nie bardzo rozumiem do czego chce Pan ją przypiąć?

Ludzką naturę ? W myśl Pańskiej racji wypadało by do świata przyrody - zwierzę człowiecze - ? czy jak ?
21-06-2015 22:11 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków, szczególnie takich którzy nie ograniczają się do słów.
Święta prawda! Także antyteistyczna.
www.wykop.(*)akuje-modlacych-sie-katolikow/
wiadomosci(*)ec.html?pelna=tak#TRNajCzytSST

Zaczyna się od słów sączących jad - a ci "bardziej domyślni" potrafią między słowami czytać.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
21-06-2015 22:34 
 Ocena 1 na 1
Rupson (1793 punktów)
>>-Niebezpieczna jest każda ideologia, która produkuje fanatyków, szczególnie takich którzy nie ograniczają się do słów.
>Święta prawda! Także antyteistyczna.
>www.wykop.(*)akuje-modlacych-sie-katolikow/
>wiadomosci(*)ec.html?pelna=tak#TRNajCzytSST
-Jeśli oczekujesz, że będę się za nich tłumaczył to źle trafiłeś. Tęczowy też nie jestem i nie sikam gdzie popadnie.

>Zaczyna się od słów sączących jad - a ci "bardziej domyślni" potrafią między słowami czytać.
-Zaczyna się od sączenia bzdetów i głupich porównań morderczych psycholi z sikającym palantem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>wiara będąca immanentną częścią każdej religii pozwala (lub nawet zmusza) dobrym ludziom czynić zło
Zimbardo wykazał, że do zła mamy predyspozycje, a Milgram jak dalece takie działania da się wspierać autorytetami. Dowodem na racje obydwu jest łatwość i skuteczność z jaką rozwinął się hitleryzm, ideologia niereligijna.

A też nie wiadomo czy jest prawdą, że wiara jest składnikiem religii, bo nie wiadomo czy wyznawcy naprawdę w istnienie bóstw wierzą; nie wymyślono dotąd jak wierzenia weryfikować.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668708/z,0
>A też nie wiadomo czy jest prawdą, że wiara jest składnikiem religii, bo nie wiadomo czy wyznawcy naprawdę w istnienie bóstw wierzą; nie wymyślono dotąd jak wierzenia weryfikować.
Chyba to oczywiste, że jedni wiedzą mniej, a drudzy więcej. Ale są jeszcze ci którzy zawsze mają rację.

@@@
.
18-06-2015 18:53 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Chyba to oczywiste, że jedni wiedzą mniej, a drudzy więcej.
Oczywistsze niż to, że oczywistości przywołują wiedzący mniej.

>Ale są jeszcze ci którzy zawsze mają rację.
I boty, które się zaplątały we własne nogi.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
18-06-2015 19:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Taki sobie irracjonalny wierszyk dawnego racjonalisty, tu zupełnie niedorzeczny.

Rada małpa, że się śmieli,
Kiedy mogła udać człeka,
Widząc panią raz w kąpieli,
Wlazła pod stół - cicho czeka.
Pani wyszła, drzwi zamknęła;
Małpa figlarz - nuż do dzieła!
Wziąwszy pański czepek ranny,
Prześcieradło
I zwierciadło -
Szust! do wanny.
Dalej kurki kręcić żwawo!
W lewo, w prawo,
Z dołu, z góry,
Aż się ukrop puścił z rury.
Ciepło - miło - niebo - raj!
Małpa myśli: "W to mi graj!"
Hajże! - kozły, nurki, zwroty,
Figle, psoty,
Aż się wody pod nią mącą!
Ale ciepła coś za wiele...
Trochę nadto... Ba, gorąco!...
Fraszka! - Małpa nie cielę,
Sobie poradzi:
Skąd ukrop ciecze,
Tam palec wsadzi.
"Aj, gwałtu! Piecze!"
Nie ma co czekać,
Trzeba uciekać!
Małpa w nogi,
Ukrop za nią - tuż, tuż w tropy,
Aż pod progi.
Tu nie żarty - parzy stopy...
Dalej w okno... Brzęk! - Uciekła!
Że tylko palce popiekła,
Nader szczęśliwa. -
Tak to zwykle w życiu bywa.


@@@
.
18-06-2015 23:55 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
>Taki sobie irracjonalny wierszyk dawnego racjonalisty, tu zupełnie niedorzeczny.
> Rada małpa, że się śmieli [...]
>Tak to zwykle w życiu bywa.

U hrabiego w oryginale w ostatnim wersie jest "tak to zwykle małpom bywa".
Tak jest i dorzeczniej, i bardziej uszczypliwie.

>@@@



Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
18-06-2015 12:25 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści - każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.
-Jednak nie wszystkich lękam się obecnie w tym samym stopniu. Stopień zagrożenia i jego skala są jednak różne, a te zależą od tego jakie "wartości" propaguje dany fideizm i czego wymaga od swych wyznawców.
27-06-2015 00:36 
 Ocena 3 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
   Hmm, Według mojej wiary, nic nie usprawiedliwia zła czynionego w imię mojej wiary..., więc jak to jest ?
Co z tym "Każda"??? Mocne stwierdzenie, a skoro szanowny Pan "tylko w naukę WIERZY, to jakieś dowody może NAUKOWE na to jakże mocne stwierdzenie ?

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
27-06-2015 10:06 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Pytanie, czy jesteś w stanie to zło w ogóle zobaczyć? Ciebie nie znam, więc się nie wypowiem, ale znam ogrom ludzi w coś tam wierzących, którzy pewne rzeczy czynią zgodnie ze swoją wiarą (w cokolwiek), nie widząc tego wcale złem. Wręcz przeciwnie, widzą to dobrem (patrz Chazan, ale jest cała masa drobniejszych rzeczy w codziennym życiu). Oczywiście wszystko jest tutaj kwestią subiektywnej interpretacji, ale cała masa ludzi w ogóle ma wyłączone pogłębione myślenie przy wielu czynach i działa instynktownie, zgodnie z kierunkami jakie wyznacza im ich wiara. Często bardzo głęboka, z którą dyskusji nie ma i idzie się z nią przez świat, jak przecinak.
27-06-2015 12:58 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Cytat:>   Hmm, Według mojej wiary, nic nie usprawiedliwia zła czynionego w imię mojej wiary..., więc jak to jest ?
Tak, twierdzi zdecydowana większość wierzących, ale później przeczy temu praktyka.
www.racjon(*).php/z,0/d,18/s,668549#w669562
Nie, znam Pańskiej wiary i możliwe iż jest wyjątkową - na podobieństwo wyznawców dżinizmu, którzy doprowadzili tą regułę do skrajności chodzą nago, żebraczymi miseczkami są ich dłonie, usta zasłaniają kawałkiem materiału, aby nie wpadł im żaden owad, a drogę przed sobą zamiatają specjalną miotełką, by nie nadepnąć na żadne stworzonko.,
ale wyjątki potwierdzają tylko regułę, a ponadto człowieczeństwo też ma swoją wartość, ta wiara unicestwia możliwości osobistego intelektualnego rozwoju, a więc w jakimś zakresie też jest złem.

>Co z tym "Każda"??? Mocne stwierdzenie,
Oczywiście wielkich kwantyfikatorów powinniśmy rzadko używać, ale w retoryce takie uogólnienia są dopuszczalne.
Dla Pańskiej satysfakcji mogę się zgodzić na 999 promili, czy to Pana satysfakcjonuje?

> a skoro szanowny Pan "tylko w naukę WIERZY, to jakieś dowody może NAUKOWE na to jakże mocne stwierdzenie ?
Nasze forum polega na konfrontacji naszych poglądów z poglądami innych, a nie tylko - jak Pan to z uporem czyni - sprzedaży własnych. Czyta tu Pan moje wypowiedzi od kilku lat i jakie ograniczenie intelektualne przeszkadza Panu
w przyjęciu do wiadomości, że ja staram się na ile to tylko możliwe w nic nie wierzyć, gdyż np. wiarę w naukę uważam za tak samo głupią jak wiarę w jakąś religię/ideologię.

Dowodów potwierdzających, iż 999 promili znanych nam wiar - niezależnie od ich przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu zupełnie nie muszę tu przedstawiać,
gdyż w historii ludzkości są ich setki tysięcy (i na naszym portalu bez trudności można znaleźć tysiące przykładów) ,
a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Inspiracją do wątku był ten oto post, który napisał Pan Bogusławski:
>to ja:
>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>1. Boga na pewno nie ma.
>2. Religie to samo zło.
> 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
>tu Bogusławski
Za każdym razem Pan albo wykazał się pełną niemożliwością zrozumienia tego co piszę, albo - co bardziej prawdopodobne - ordynarnie Pan skłamał aby po zmanipulowaniu czyiś wypowiedzi wykazać swoje pseudoracje. Nigdy i nigdzie powyższych zdań nie wypowiedziałem i nie wypowiedziałbym, gdyż nie>zgadzam się z ich treścią. Spokojnie może Pan, wraz ze swoimi ideowymi przyjaciółmi wierzyć, iż kiedykolwiek i w czymkolwiek przyparł mnie Pan do muru. Z wiarą nie ma dyskusji.
Najpierw omówiłem punkt pierwszy i wykazałem, że nie mogę mówić o czymś, że nie istnieje, gdy nawet nie wiem co dany termin (słowo) znaczy. Później omówiłem punkt drugi wykazując iż za zło uważam wiarę, (im głębsza bardziej fundamentalistyczna, to tym bardziej), a nie religię. Przejdźmy więc do punktu trzeciego.

> 3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
Jest on połączany z punktem drugim, gdyż uważam, że to wiara nas ogranicza, a nie jej przedmiot. Moim zdaniem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących po głęboko wierzących swoją wiarą całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko. Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację..
Więc ani tak pisałem, ani też tak nie uważam, iż to teiści są jakoś tam specjalnie ograniczeni intelektualnie, gdyż to tylko przedmiot wiary, a ja samą wiarę - nie jej przedmiot uważam za ograniczenie intelektualne.

> Moją wiarę nazywa Pan wprost bzdurą,
Nie Pańską, a każdą - włącznie z własną - gdy zastępowana wiarą jest naukowa wiedza.

Nie uważam aby wiara w to, iż bogowie istnieją była głupszą od wiary w to, iż ich nie ma. Gdyż to wiarę uważam za ograniczającą nasz intelekt, a nie sam przedmiot wiary. Ilość bzdur, w które ludzie wierzą jest wprost nieograniczoną.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624721

Każda wiara - niezależnie od jej podmiotu/przedmiotu ogranicza nas intelektualnie, głęboka ogranicza absolutnie.
>Oprócz oczywiście tej, którą można wytłumaczyć logicznie i poznać empirycznie.
Nie istnieje żadna wiara, na rzecz której można przedstawić dowody. Gdy mamy dowody nie musimy w nic wierzyć

www.racjon(*).php/s,624150/z,0/d,10#w624803
____________

Zakończmy tę rozmowę jeszcze odwoływaniem się przez forumowiczów do racjonalizmu światopoglądowego.
Dla mnie on jest tylko i aż pewną postawą poznawczą istniejącej obiektywnie rzeczywistości i ja choć staram się taką postawę zachować, to wcale nie jestem pewien stopnia w jakim udaje mi się ją zachować. Dlatego zgadzam się w dużym stopniu z przesłaniem red. Agnosiewicza:

Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej
Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'.


I jakoś mało mnie przekonywują ci, którzy za 100% racjonalistów się uważają, odpierając prawo do poczucia racjonalistycznej postawy osobom wierzącym w przeróżne religie/ideologie, ale poszukującym samodzielnej odpowiedzi: Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. (...)

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii.


Według mnie postawa racjonalistyczna, to permanentna praca nad własnym intelektem. Stawianie samemu sobie przeróżnych pytań oraz stałych prób samodzielnego (choć na podstawie także dorobku innych) udzielania odpowiedzi. Można mieć błędne poglądy i się mylić pozostając racjonalistą, natomiast nie jest nim nikt kto stoi w miejscu lub się nawet intelektualnie cofa. Dlatego ja dostrzegam postawy racjonalistyczne także u ludzi wierzących, wątpiących i poszukujących własnej drogi. Czytałem takich ludzi różne publikacje, ale występują także na naszym forum.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
Ateizm semantyczny jest już niemodny i do kosza z nim. Nawet gdy przekonanie o istnieniu Boga nie opiera się na dowodzie, to nie musi wcale mieć podstaw wyłącznie emocjonalnych. Może być czymś w rodzaju interpretacji, intelektualne podsumowanie całości doświadczenia. Ktoś obserwuje świat i dochodzi do wniosku, że jego osnową nie jest nic prostszego tylko coś bardziej złożonego i tą złożoność nazywa bogiem. Pytając o boga równie dobrze można pytać o świat. Jest prosty czy złożony? Tak i nie. Można sobie wybrać.

dajmonion
19-06-2015 11:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ateizm semantyczny jest już niemodny i do kosza z nim.
Nie ma jak to nadążanie za modą, a ateizm jeszcze jest modnym? Chyba też już nie bardzo, w czasach gdy czytanie większych tekstów jest rzadkie [Załącznik] i mamy zjawisko SMS, czy Twitterowej inteligencji.

Form odrzucenia możliwości istnienia świata nadprzyrodzonego znamy wiele i można sobie wybrać. Ja najbardziej sobie cenię ateizm racjonalistyczny, do którego każdy dochodzi sam na podstawie przemyśleń poznanego dorobku nauki.

> Nawet gdy przekonanie o istnieniu Boga nie opiera się na dowodzie, to nie musi wcale mieć podstaw wyłącznie emocjonalnych. Może być czymś w rodzaju interpretacji, intelektualne podsumowanie całości doświadczenia. Ktoś obserwuje świat i dochodzi do wniosku, że jego osnową nie jest nic prostszego tylko coś bardziej złożonego i tą złożoność nazywa bogiem. Pytając o boga równie dobrze można pytać o świat. Jest prosty czy złożony? Tak i nie. Można sobie wybrać.
Zawsze istnienie świata nadprzyrodzonego wynikało ze spekulacji intelektualnych przeprowadzanych na przeróżnym poziomie wynikającym z zakresu wiedzy ludzi tego dokonujących. Dlatego każdy wierzący ma takiego boga na jakiego
go stać. Jeszcze nie spotkałem dwóch katolików, którzy by w tego samego Boga wierzyli, a aby sprawę wyostrzyć,
to niech Pan porówna Boga przysłowiowej Kowalskiej z Bogiem dyskusji w Castel Gandolfo.


@@@
.
20-06-2015 00:16 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>Ja najbardziej sobie cenię ateizm racjonalistyczny, do którego każdy dochodzi sam na podstawie przemyśleń poznanego dorobku nauki.
Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie. Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii. Jak ktoś sobie ustalił, że racja dostateczna świata nie może być elementem świata tylko czymś ponad i czymś w rodzaju wyższej świadomości to nie jest to wprawdzie dowód, ale to ma sens. I to w zasadzie wystarczy. Dowód na istnienie boga musiałby być dowodem absolutnym, a do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne. Nauka dajmy na to nie dostarcza absolutnych dowodów.

dajmonion
20-06-2015 14:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ja najbardziej sobie cenię ateizm racjonalistyczny, do którego każdy dochodzi sam na podstawie przemyśleń poznanego dorobku nauki.
>Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie.
A do czego Pan tu nawiązuje? Spektrum nauki jest dosyć szerokie, ale nauki przyrodnicze nie zajmują się krytyką ani mitologii, ani Boga (który też jest jednym z mitów), gdyż go po prostu nie znają. W naukach przyrodniczych nie znany jest ani ten termin, ani nikt też nie przedstawił jego naukowej (nadającej się do weryfikacji) definicji.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668730

>Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne
Nauka nie jest zaplątaną w jakiekolwiek założenia filozoficzne, choć przez znakomitą większość uczonych jest przyjęty dobrze sprawdzający się paradygmat naturalizmu metodologicznego. Natomiast oczywistym jest, że różni uczeni mają różny światopogląd i starają się uwikłać naukę w różne założenia filozoficzne według własnych poglądów. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,511985#w513021

Problem w tym taki, że prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką i nie uczeni, a dopiero nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie.

> i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii.
A jeszcze bardziej, gdy do problemu Boga podchodzi się od strony teologii. Tyle tylko, iż filozofia (i teologia) nauką nie jest, choć czasem filozofia skutecznie stara się pełnić rolę metanauki. www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673

> Jak ktoś sobie ustalił, że racja dostateczna świata nie może być elementem świata tylko czymś ponad i czymś w rodzaju wyższej świadomości to nie jest to wprawdzie dowód, ale to ma sens.
Tak, ktoś sobie ustalił, a inni w to uwierzyli i to jest racjonalny argument nie do obalenia.
"W pracy Zasady natury i łaski oparte na rozumie" Leibniz pisał, że musi istnieć racja dostateczna ruchu, zmian i wszelkich zjawisk skończonych. Musi być nim zatem byt konieczny, zawierający w sobie rację własnego istnienia. Zadał pytanie: "Dlaczego istnieje coś niż nic? Nic jest przecież prostsze i łatwiejsze niż coś". Dla bytu podlegającego zmianie, a więc takiego, który nie zawiera w sobie racji własnego istnienia, potrzebna jest racja dostateczna użyczająca uposażenia bytowego.
____________

Broniony przez Stępnia tomistyczny racjonalizm jest również podstawą jego teizmu. Każdy byt ma swoją rację, lecz żaden ze znanych nam bytów - przygodnych, zmiennych i złożonych - takiej racji nie posiada w sobie. "Dlaczego istnieją byty [...], które nie muszą istnieć?" (w których istnienie jest "jakby gościem, który się dobrze zadomowił, lecz zawsze może odejść").

Racją dostateczną istnienia jednego bytu przygodnego nie może być inny byt przygodny, nie można wszak udzielać tego, czego z istoty się nie ma. Racja taka musi więc tkwić w bycie absolutnym - koniecznym, niezmiennym, prostym, "konstytuowanym przez samo istnienie", mającym w sobie jego rację, wiecznym.

Wprawdzie bliższa charakterystyka tego bytu jest dla ludzi poznawczo niedostępna, jednak nieprzyjęcie jego istnienia zmusza do uznania (przynajmniej częściowej) irracjonalności lub absurdalności bytu. Albo istnieje ostateczna, choć tajemnicza, racja bytów przygodnych (teistyczny racjonalizm), albo nie (ateistyczny irracjonalizm). Dla Stępnia-racjonalisty druga możliwość wydaje się absurdalna, zostaje więc tylko pierwsza. Przy tak sformułowanej alternatywie rozłącznej i przy tak radykalnie pojętym racjonalizmie metafizycznym (wykluczającym racje częściowe lub nieteistyczne) jest to oczywiste.
I co tu jeszcze poza podkreślonym zdaniem dodawać. Może tylko tyle, że dla "naturalizmu" cała obiektywnie istniejąca rzeczywistość jest dla ludzi bezpośrednio lub pośrednio (przy użyciu narzędzi) poznawalną, choć oczywiście jeszcze nie
w pełni poznaną. Choć to co już wiemy pozwala nam spokojnie wszelką wiarę w różne bzdury odrzucić. www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

>I to w zasadzie wystarczy.
Dla wierzącego aż nadto, a z wiarą nie ma dyskusji.

>Dowód na istnienie boga musiałby być dowodem absolutnym, a do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668717
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668717

> Nauka dajmy na to nie dostarcza absolutnych dowodów.
100% pewność daje tylko wiara. Ale to dzięki nauce jeździ Pan samochodem, lata samolotem i korzysta z komputera. Nawet wtedy, gdy przed tym się pomodli i jakąś tam bzdurę napisze.

@@@
.
20-06-2015 23:12 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie.
>A do czego Pan tu nawiązuje? Spektrum nauki jest dosyć szerokie, ale nauki przyrodnicze nie zajmują się krytyką ani mitologii, ani Boga (który też jest jednym z mitów), gdyż go po prostu nie znają. W naukach przyrodniczych nie znany jest ani ten termin, ani nikt też nie przedstawił jego naukowej (nadającej się do weryfikacji) definicji.
Ja nie napisałem, że nauki przyrodnicze zajmują się bogiem, tylko, że przy ich pomocy można krytykować mitologiczną treść związaną z bogiem, czy ogólnie z religiami (rodzące dziewice itp.)
>>Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne
>Nauka nie jest zaplątaną w jakiekolwiek założenia filozoficzne
Oto co Bocheński pisze o metodzie fonomenologicznej we "Współczesnych metodach myślenia":
w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej
"Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady. Nie dowodzi jej bo by było błędne koło. I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.
>> i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii.
>A jeszcze bardziej, gdy do problemu Boga podchodzi się od strony teologii.
Wtedy moim zdaniem jak najbardziej może pełnić rolę sędziego, bo teologiczny obraz boga ma w sobie wiele antropologicznych projekcji i tu prędzej można się do czegoś przyczepić.

dajmonion
22-06-2015 13:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie.
A do czego Pan tu nawiązuje? Spektrum nauki jest dosyć szerokie, ale nauki przyrodnicze nie zajmują się krytyką ani mitologii, ani Boga (który też jest jednym z mitów), gdyż go po prostu nie znają. W naukach przyrodniczych nie znany jest ani ten termin, ani nikt też nie przedstawił jego naukowej (nadającej się do weryfikacji) definicji.
>Ja nie napisałem, że nauki przyrodnicze zajmują się bogiem, tylko, że przy ich pomocy można krytykować mitologiczną treść związaną z bogiem, czy ogólnie z religiami (rodzące dziewice itp.)
Mam zwyczaj dokładnego czytania i starania się zrozumienia każdej wypowiedzi zanim się do niej odniosę. Natomiast mam wrażenie, że Pan mojej wypowiedzi albo nie przeczytał, albo nie zrozumiał. Nauki przyrodnicze nie mogą krytykować niczego czego nie znają.

>Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne
Nauka nie jest zaplątaną w jakiekolwiek założenia filozoficzne, choć przez znakomitą większość uczonych jest przyjęty dobrze sprawdzający się paradygmat naturalizmu metodologicznego. Natomiast oczywistym jest, że różni uczeni mają różny światopogląd i starają się uwikłać naukę w różne założenia filozoficzne według własnych poglądów.

Problem w tym taki, że prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką i nie uczeni, a dopiero nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie.

>i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii.
>Oto co Bocheński pisze
Józef Franciszek Emanuel Bocheński (1902 - 1995) - logik, historyk logiki i filozof, sowietolog, dominikanin, katolicki prezbiter, rektor Uniwersytetu we Fryburgu (1964 - 1966).
A to napisał Bogusławski: A jeszcze bardziej, gdy do problemu Boga podchodzi się od strony teologii. Tyle tylko, iż filozofia (i teologia) nauką nie jest, choć czasem filozofia skutecznie stara się pełnić rolę metanauki. www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673

>Oto co Bocheński pisze o metodzie fonomenologicznej we "Współczesnych metodach myślenia":w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
bacon.umcs(*)nomenologicznaISemiotyczne.pdf
Tak to wprost zadziwiające, iż ideolog broni swojej ideologii. Przecież o próbach wikłania nauki wyżej już napisałem.

>Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady. Nie dowodzi jej bo by było błędne koło.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884

>I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.
Nie, to tylko przykład próby wikłania nauki w ideologię.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,611775#w612252
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,559928#w561363
www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447
www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,577332#w582501
www.racjonalista.pl/forum.php/s,605109#w605129

i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii.
A jeszcze bardziej, gdy do problemu Boga podchodzi się od strony teologii.

>Wtedy moim zdaniem jak najbardziej może pełnić rolę sędziego,
Wszyscy wierzący są o tym święcie przekonani, a im bardziej wierzą to tym bardziej.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045/z,0 www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,555861#w556535

>Wtedy moim zdaniem jak najbardziej może pełnić rolę sędziego,
(Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie)

> bo teologiczny obraz boga ma w sobie wiele antropologicznych projekcji
Tym zajmuje się psychiatra, psychologia i nauki społeczne.

> i tu prędzej można się do czegoś przyczepić.
A po co się czepiać czegoś co nie istnieje?
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668717
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668730

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>Mam zwyczaj dokładnego czytania i starania się zrozumienia każdej wypowiedzi zanim się do niej odniosę. Natomiast mam wrażenie, że Pan mojej wypowiedzi albo nie przeczytał, albo nie zrozumiał. Nauki przyrodnicze nie mogą krytykować niczego czego nie znają.
Tak, zgadzam się, bo to człowiek krytykuje przy pomocy nauk, a nie nauki same z siebie. Pełnią one rolę narzędzia, przy pomocy którego krytykuje się mitologiczną treść pojęcia boga, będącą elementem świadomości zbiorowej.
Weźmy przykład matki dziewicy. Anatomia i fizjologia nie muszą zajmować się kimś takim, by przy pomocy tych nauk stwierdzić, że istniejąca w świadomości zbiorowej niewiasta o tych cechach nie istnieje.
>Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady. Nie dowodzi jej bo by było błędne koło.
>>I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.
>>>Nie, to tylko przykład próby wikłania nauki w ideologię.
Nauka nie dowodzi swoich fundamentów tak jak matematyka swoich aksjomatów. A te fundamenty to pewne ogólne kategorie filozoficzne, które ukształtowały się w umysłach ludzi (np. wspomniany podział na podmiot-przedmiot, obiekt i jego cechy). Dlatego ja w odniesieniu do nauki nie stosuję kategorii prawdy tylko sensu. Żaden teista nie musi przejmować się faktem, że istnienie boga (jak takiego, bez mitologicznej treści) nie zostało dowiedzione, bo w tym sensie, w jakim miałby być bóg dowiedziony nie zostało dosłownie NIC dowiedzione. Wszystko jest interpretacją i próbą nadania sensu. A jeśli chodzi o mitologiczną treść boga (bóg Jezus, bóg Zeus) to podejrzewam, że mało kto tak naprawdę przejmuje się niespójnościami w ich obrazie. Każdy wybiera co mu się podoba. Zgodnie ze swoją osobowością. Cejrowski na przykład bardzo ceni sobie fragment NT w którym Jezus robi zadymę przed Świątynią Jerozolimską. Lub też łyka się wszystko, co podają na tacy i z ambony, co jednak też nie stanowi problemu, bo tak jak w życiu kocha się mimo wad (i nienawidzi mimo zalet).
>> i tu prędzej można się do czegoś przyczepić.
>A po co się czepiać czegoś co nie istnieje?
Mitologiczna treść pojęcia boga powinna być poddawana krytyce, bo jest elementem świadomości zbiorowej.


dajmonion
23-06-2015 14:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.

>Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie.
A do czego Pan tu nawiązuje? Spektrum nauki jest dosyć szerokie, ale nauki przyrodnicze nie zajmują się krytyką ani mitologii, ani Boga (który też jest jednym z mitów), gdyż go po prostu nie znają. W naukach przyrodniczych nie znany jest ani ten termin, ani nikt też nie przedstawił jego naukowej (nadającej się do weryfikacji) definicji.
>Ja nie napisałem, że nauki przyrodnicze zajmują się bogiem, tylko, że przy ich pomocy można krytykować mitologiczną treść związaną z bogiem, czy ogólnie z religiami (rodzące dziewice itp.)
Mam zwyczaj dokładnego czytania i starania się zrozumienia każdej wypowiedzi zanim się do niej odniosę. Natomiast mam wrażenie, że Pan mojej wypowiedzi albo nie przeczytał, albo nie zrozumiał.
Nauki przyrodnicze nie mogą krytykować niczego, czego nie znają.


>Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne

Nauka nie jest zaplątaną w jakiekolwiek założenia filozoficzne, choć przez znakomitą większość uczonych jest przyjęty dobrze sprawdzający się paradygmat naturalizmu metodologicznego. Natomiast oczywistym jest, że różni uczeni mają różny światopogląd i starają się uwikłać naukę w różne założenia filozoficzne według własnych poglądów.

Problem w tym taki, że prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką i nie uczeni, a dopiero nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie.

>Tak, zgadzam się, bo to człowiek krytykuje przy pomocy nauk, a nie nauki same z siebie.
Tak, uczonymi są ludzie i oni wykonują prace naukowe i dokonują naukowych odkryć, ale weryfikowalny opis świata przedstawia nam właśnie nauka - co zapisane jest w jej metodologii.

>Pełnią one rolę narzędzia, przy pomocy którego krytykuje się mitologiczną treść pojęcia boga, będącą elementem świadomości zbiorowej.
Ile razy można Panu pisać, że nauki przyrodnicze, nie zajmują się krytyką żadnych mitów, gdyż jest tam zasada, że obrona poglądu należy do twierdzącego, a nie do przeczącego. Jak na razie nikt w zakresie tych nauk nie przedstawił dowodu na istnienie jakiekolwiek świata nadprzyrodzonego, a nawet więcej, nikt nie przedstawił definicji Boga poddającej się naukowej weryfikacji. Dla nauk przyrodniczych żaden "Bóg" (żadne mity) nie istnieją.

>Weźmy przykład matki dziewicy. Anatomia i fizjologia nie muszą zajmować się kimś takim, by przy pomocy tych nauk stwierdzić, że istniejąca w świadomości zbiorowej niewiasta o tych cechach nie istnieje.
A co to jest "matka dziewica". Nikt nie opisał naukowo takiego przypadku? Zaś świadomością indywidualną i zbiorową zajmują się inne nauki i tam istnieją próby opisania oddziaływania tego mitu.

>Oto co Bocheński pisze
A to napisał Bogusławski: A jeszcze bardziej, gdy do problemu Boga podchodzi się od strony teologii. Tyle tylko, iż filozofia (i teologia) nauką nie jest, choć czasem filozofia skutecznie stara się pełnić rolę metanauki. www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673

>Oto co Bocheński pisze o metodzie fonomenologicznej we "Współczesnych metodach myślenia":w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
Tak to wprost zadziwiające, iż ideolog broni swojej ideologii. Przecież o próbach wikłania nauki wyżej już napisałem.

>Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady.
A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem, gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem. [Załącznik]

>I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.
Nie, to tylko przykład próby wikłania nauki w ideologię.
>Nauka nie dowodzi swoich fundamentów tak jak matematyka swoich aksjomatów.
Matematyka, tak jak język i logika, to tylko intelektualne narzędzia. Zaś w naukach przyrodniczych najistotniejszą jest doświadczalna weryfikacja, gdy coś sprawdza się w praktyce, to znaczy, iż jest słuszne.

> A te fundamenty to pewne ogólne kategorie filozoficzne, które ukształtowały się w umysłach ludzi (np. wspomniany podział na podmiot-przedmiot, obiekt i jego cechy).
Nie, fundamentami nauki były i są przyjmowane przez środowisko naukowe paradygmaty Obecnie powszechnie przyjętym, choć atakowanym przez filozofów-ideologów, jest paradygmat naturalizmu metodologicznego i jakkolwiek stale podważalnym będzie jeszcze długo niepodważonym, gdyż doskonale sprawdza się w praktyce. www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884

Jest z Panem kłopot, jak z wszystkimi święcie wierzącymi w swoje racje. Pan nie czyta tego co oponent napisał i nie odnosi się do jego argumentów, tylko stale głosi swoją wiarę i powtarza to samo. Oczywiście zawsze zakładam, że mogę nie mieć racji i mogę się mylić, ale oczekuję poważnych kontrargumentów do moich. Przecież ja zostawiam bardzo niewiele Pańskich (i wszystkich poważnych polemistów) argumentów bez odpowiedzi i do każdego problemu staram się merytorycznie odnieść.

CDN

@@@
.
23-06-2015 20:09 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>Ile razy można Panu pisać, że nauki przyrodnicze, nie zajmują się krytyką żadnych mitów,
Przecież wyjaśniłem wyżej, że się z tym zgadzam i że nie tyle nauki krytykują, co dany człowiek, który przy pomocy tych nauk wyciąga wnioski co do sensowności istnienia pewnych konglomeratów cech.
>A co to jest "matka dziewica". Nikt nie opisał naukowo takiego przypadku? Zaś świadomością indywidualną i zbiorową zajmują się inne nauki i tam istnieją próby opisania oddziaływania tego mitu.
Ale można też samemu wyciągać wnioski bazując na naukach niezależnie od tego, czy któraś z nich zajmuje się tym w sposób systematyczny.
>A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem, gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem.
Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział. "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
>Matematyka, tak jak język i logika, to tylko intelektualne narzędzia. Zaś w naukach przyrodniczych najistotniejszą jest doświadczalna weryfikacja, gdy coś sprawdza się w praktyce, to znaczy, iż jest słuszne.
Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji. Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.

dajmonion
23-06-2015 20:24 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?
23-06-2015 20:50 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
>Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?
Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.

dajmonion
23-06-2015 21:28 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
>>Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?
>Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.
W nauce jedynie to jest właśnie przesądzającym dowodem. To co chesz więcej?
dajmonion (3663 punktów)
>>>>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
>>>Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?
>>Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.
>W nauce jedynie to jest właśnie przesądzającym dowodem. To co chesz więcej?
Ja? Nic.

dajmonion
24-06-2015 00:50 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.
>>W nauce jedynie to jest właśnie przesądzającym dowodem. To co chesz więcej?
>Ja? Nic.
Zaraz, zaraz. Nie udawaj Greka.

A to:
Cytat:
Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji. Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.

kto napisał?

Czyli jak jest w końcu? Wystarczy doświadczalna weryfikacja, czy jeszcze ją jakoś trzeba Twoim zdaniem uprawomacniać?
25-06-2015 23:24 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>>>>Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.
>>>W nauce jedynie to jest właśnie przesądzającym dowodem. To co chesz więcej?
>>Ja? Nic.
>Zaraz, zaraz. Nie udawaj Greka.
>A to:
>Cytat:
Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji. Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.

>kto napisał?
>Czyli jak jest w końcu? Wystarczy doświadczalna weryfikacja, czy jeszcze ją jakoś trzeba Twoim zdaniem uprawomocnić?
Przydałoby się, ale moim zdaniem takie uprawomocnienie kończy się zawsze na jakichś filozoficznych koleinach. Podałem nawet przykład takiej koleiny (podział na podmiot-przedmiot) Nauka jest zatem przesiąknięta filozofią, czego usilnie nie chce uznać pan Bogusławski.

dajmonion
26-06-2015 09:20 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
maceox:
Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?

dajmonion:
Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba

A komu to nie wystarczy?

>>Czyli jak jest w końcu? Wystarczy doświadczalna weryfikacja, czy jeszcze ją jakoś trzeba Twoim zdaniem uprawomocnić?
>Przydałoby się
A po kiego grzyba?
Spring (1174 punktów)
> A po kiego grzyba?
Na ten przykład Amanita virosa. Warto siedem razy zastanowić się zanim skoczy się w empiryczną weryfikację, która może skończyć się niepożądanymi skutkami.
26-06-2015 11:50 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>A po kiego grzyba?
>Na ten przykład Amanita virosa.
To bardzo mądre!

>Warto siedem razy zastanowić się zanim skoczy się w empiryczną weryfikację, która może skończyć się niepożądanymi skutkami.
A może warto się zastanowić nad tym, o czym tu rozmawiamy?

Ja się odnosiłem do takiego fragmentu wypowiedzi:
Cytat:
Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji. Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w669311

Niezależnie od tego jestem gotów do rozmowy o etycznych granicach badań naukowych, ale to może jakiś nowy wątek być założył.

... chyba że Ci tylko zależy na podszczypywaniu mnie to w jednym, to w drugim wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,669477#w669495

Masz coś ciekwawego do powiedzenia, czy tylko tak sobie chcesz maceoxa za słówka połapać?
Spring (1174 punktów)
>To bardzo mądre!
Dziękuję!

>A może warto się zastanowić nad tym, o czym tu rozmawiamy?
>Niezależnie od tego jestem gotów do rozmowy o etycznych granicach badań naukowych, ale to może jakiś nowy wątek być założył.

Etyczność nauki to pewnie najważniejszy powód łączenia tejże z filozofią, ale nie jedyny. Innym powodem jest np. ocena poprawności wyników, gdyż nie wszystko jest tak oczywiste, jakie się na początku wydaje, a już szczególnie gdy chodzi o wysuwanie wniosków na podstawie wyników. Innymi słowy metoda naukowa to nie jakaś nowa święta krowa, można i należy ją krytykować.

Tematu zakładał nie będę, nie chce mi się.

>Masz coś ciekwawego do powiedzenia, czy tylko tak sobie chcesz maceoxa za słówka połapać?
Jedno drugiemu nie przeszkadza. Wydawało mi się, że lubisz bardziej luźny ton.
26-06-2015 12:36 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>Etyczność nauki to pewnie najważniejszy powód łączenia tejże z filozofią, ale nie jedyny. Innym powodem jest np. ocena poprawności wyników, gdyż nie wszystko jest tak oczywiste, jakie się na początku wydaje, a już szczególnie gdy chodzi o wysuwanie wniosków na podstawie wyników.
Przecież ten brak oczywistości jest oczywistym elementem metody naukowej, w ramach której w zasadzie wszystko podlega notorycznej weryfikacji.

>Innymi słowy metoda naukowa to nie jakaś nowa święta krowa, można i należy ją krytykować.
Przecież to znów oczywiste, ale nie tego dotyczyła moja rozmowa z dajmonionem.

>Tematu zakładał nie będę, nie chce mi się.
Mi się też nie chce. Tośmy se pogadali.

>>Masz coś ciekwawego do powiedzenia, czy tylko tak sobie chcesz maceoxa za słówka połapać?
>Jedno drugiemu nie przeszkadza. Wydawało mi się, że lubisz bardziej luźny ton.
Ok, no to luz.
05-07-2015 16:09 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
To tak jakbyś pytał po kiego grzyba istnieją fizycy teoretycy. Porządkowanie tej całej interpretacji przydaje się w nauce.
Nie można poprzestać na tym, że coś działa w praktyce. Ustawienia Berta Hellingera działają, a interpretacja? W powijakach. Interpretacją też trzeba się zająć, uprawomocnić ją.

dajmonion
06-07-2015 14:59 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
Dajmonion:
Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji. Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.

>>>>Czyli jak jest w końcu? Wystarczy doświadczalna weryfikacja, czy jeszcze ją jakoś trzeba Twoim zdaniem uprawomocnić?
>>>Przydałoby się
>> A po kiego grzyba?

>To tak jakbyś pytał po kiego grzyba istnieją fizycy teoretycy. Porządkowanie tej całej interpretacji przydaje się w nauce.
Widzisz - cały problem w rozmowie z Tobą polega na tym, że nieustannie mieszasz pojęcia. Sam użyłeś jako pierwszy słowa "uprawomocnianie", a teraz piszesz o porządkowaniu. To przecież zupełnie co innego.

I co uważasz, że hipotezy fizyków teoretycznych jakoś uprawomacniają doświadczenia fizyki doświadczalnej? Ja uważam, że jest dokładnie na odwrót. To doświadczenie "uprawomocnia" (choć wolałbym powiedzieć - weryfikuje) przeróżne teorie, nawet naukowe.

Ponieważ co chwilę próbujesz mi wytłumaczyć, czego Pan Bogusławski nie rozumie, to tu powyżej masz w najmniejszej możliwej pigułce stanowisko, którego on broni, i które wydaje mi się być całkiem racjonalne
Zgadzasz się z tym, że to doświadczenie weryfikuje i uprawomocnia teorie, i że to ostatecznie dopiero w wyniku doświadczenia zyskujemy jakąś sprawdzoną wiedzę o świecie, czy nie?

>Nie można poprzestać na tym, że coś działa w praktyce.
Tak jeszcze trzeba wytłumaczyć jak to działa. Jak na razie to nauki przyrodnicze zebrały już taką więdzę o funkcjonowaniu świata, że o cuda już naprawdę bardzo, bardzo trudno.

>Ustawienia Berta Hellingera działają,
psycho-kit.pl/?p=818

>a interpretacja? W powijakach.
Gdzie tam w powijakach. Specjaliści od psychokitu żyją z interpretacji między innymi ustawień.

>Interpretacją też trzeba się zająć, uprawomocnić ją.
No to może nadświadomością wypływająca z pola bioenergetycznego ziemii?

Porzuć tę drogę, to droga w maliny kolego dajmonion. Możesz być pewien, że wiem co mówię.
Nauka zaszła dalej, a filozofia uwzględniająca jej dorobek jest intelektualnie uczciwa.
24-06-2015 11:51 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639

Ile razy można Panu pisać, że nauki przyrodnicze, nie zajmują się krytyką żadnych mitów, gdyż jest tam zasada, że obrona poglądu należy do twierdzącego, a nie do przeczącego. Jak na razie nikt w zakresie tych nauk nie przedstawił dowodu na istnienie jakiekolwiek świata nadprzyrodzonego, (...). Dla nauk przyrodniczych żaden "Bóg" (żadne mity) nie istnieją.
>Przecież wyjaśniłem wyżej, że się z tym zgadzam i że nie tyle nauki krytykują, co dany człowiek, który przy pomocy tych nauk wyciąga wnioski co do sensowności istnienia pewnych konglomeratów cech.
Przecież nie tylko wyjaśniłem, ale podałem konkretne argumenty, że w nauce wtórnym jest to co stwierdza dany człowiek, dopóki nie potwierdzi tego nauka.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370
Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał?

A co to jest "matka dziewica". Nikt nie opisał naukowo takiego przypadku? Zaś świadomością indywidualną i zbiorową zajmują się inne nauki i tam istnieją próby opisania oddziaływania tego mitu.
>Ale można też samemu wyciągać wnioski bazując na naukach niezależnie od tego, czy któraś z nich zajmuje się tym w sposób systematyczny.
Tak, z dorobku nauki można i należy wyciągać wnioski i np. ja to czynię:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,613984#w614985
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,5#w668717
Ale to nie unieważnia mojego stwierdzenia, że nauki przyrodnicze nie zajmują się mitami.

A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem, gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem.
>Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział.
Bocheńskiego trochę czytałem i nawet tu zalinkowałem artykuł, do którego Pan się w małym cytacie odwołał. bacon.umcs(*)nomenologicznaISemiotyczne.pdf
Zalinkowałem też artykuł prof. Żuromskiego na ten temat. [Załącznik] Wydaje mi się, iż tego wynika, iż jakąś tam minimalną wiedzę o spekulacjach na ten temat filozofów jednak posiadam i chodziło mi tu o Pańskie wyjaśnienie
jak Pan to rozumie i jaki paradygmat z tego chciałby Pan dla nauki wywieść? A Pan tylko ponownie powtarza wyrwany
kawałek z Bocheńskiego: "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
Który w tej Pańskiej prezentacji jest tylko pseudouczonym - nic praktycznie nie znaczącym - bełkotem. Czyli moje pytanie pozostało dalej bez odpowiedzi.

Matematyka, tak jak język i logika, to tylko intelektualne narzędzia. Zaś w naukach przyrodniczych najistotniejszą jest doświadczalna weryfikacja, gdy coś sprawdza się w praktyce, to znaczy, iż jest słuszne.
>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
Z wiarą nie ma dyskusji i każdemu wolno wierzyć w co mu się tylko podoba i dlatego internet jest pełen religijnych bzdur,
a spora grupa pasażerów modli, gdy wsiada do różnych środków komunikacji, choć cały dorobek technologiczny, z którego wszyscy korzystamy powstał tylko i wyłącznie na naukowym paradygmacie naturalizmu metodologicznego i naukowych metod w których doświadczalna weryfikacja jest najwyższym kryterium prawdy. Współczesna nauka zupełnie nie potrzebuje uprawomocnień, gdyż już dawno uprawomocniła się w praktyce.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,557342#w558358

> Do tego potrzebne są meta - rozważania, które ostatecznie zakładają jakieś filozoficzne koleiny.
(Potrzebne na zasadzie, iż się przydają? Czy też konieczne, gdyż bez tego nie istnieją?)
Komu są potrzebne filozofom i teologom? Zapewne tak, gdyż z czegoś żyć trzeba. Uczonym, a to już zależy, gdyż spora część z tych najbardziej znaczących filozofów nauki miała i ma również przygotowanie z zakresu nauk przyrodniczych,
a wiedza filozoficzna nie szkodzi nikomu.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,577088#w577333
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,613243#w613867
Filozof prof. Jan Woleński: [Załącznik] Rozważania wyżej przeprowadzone opierają się na mocnym przekonaniu o zasadniczej odrębności kognitywnej pomiędzy nauka, zwłaszcza fizyką a filozofia, zgodnie z powiedzeniem Wittgensteina, że filozofia może być wyżej lub niżej nauki, ale nigdy obok. Nie wyrażam przez to żadnej ujemnej oceny filozofii ani też nie postuluję jej eliminacji z dociekań naukowych. To, że fizyka jako fizyka nie jest zależna od metafizyki i jej nie potrzebuje, nie ma sugerować, że pierwsza straci kiedykolwiek swą filozofio-twórczą rolę, a druga przestanie oddziaływać heurystycznie na rozwój nauki. Od czasu, gdy refleksja nad fizys wyodrębniła się w Grecji w samodzielna naukę, nieodmiennie towarzyszył jej namysł metafizyczny. I nic nie wskazuje, by to miało się kiedykolwiek zmienić. Tym, którzy chcą wypędzić filozofie z fizyki lub fizykę z filozofii, trzeba powiedzieć: "Porzućcie wszelką nadzieję, że to uda się kiedykolwiek."
______________

>Zasady doświadczalnej weryfikacji nie uprawomocni się stosując zasadę doświadczalnej weryfikacji.
Przepraszam, jeżeli w praktyce coś działa, to kto ma jeszcze jakieś uprawomocnienie wydawać?
>Jak komuś wystarczy, że coś działa to faktycznie nie trzeba.
I co? I stracić nad tym kontrolę? Tak się nie da i dlatego naukę trzeba wikłać ideologicznie.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,557342#w558361

@@@
.
26-06-2015 00:38 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>.
>www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639
>Ile razy można Panu pisać, że nauki przyrodnicze, nie zajmują się krytyką żadnych mitów, gdyż jest tam zasada, że obrona poglądu należy do twierdzącego, a nie do przeczącego. Jak na razie nikt w zakresie tych nauk nie przedstawił dowodu na istnienie jakiekolwiek świata nadprzyrodzonego, (...). Dla nauk przyrodniczych żaden "Bóg" (żadne mity) nie istnieją.
>>Przecież wyjaśniłem wyżej, że się z tym zgadzam i że nie tyle nauki krytykują, co dany człowiek, który przy pomocy tych nauk wyciąga wnioski co do sensowności istnienia pewnych konglomeratów cech.
>Przecież nie tylko wyjaśniłem, ale podałem konkretne argumenty, że w nauce wtórnym jest to co stwierdza dany człowiek, dopóki nie potwierdzi tego nauka.
Nie podejmowałem w ogóle kwestii wtórności bądź pierwotności. Wszystko rozeszło się o zdanie: "Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie." Ono oznacza to co oznacza i nic więcej Panie Bogusławski.
>Zalinkowałem też artykuł prof. Żuromskiego na ten temat. [Załącznik] Wydaje mi się, iż tego wynika, iż jakąś tam minimalną wiedzę o spekulacjach na ten temat filozofów jednak posiadam i chodziło mi tu o Pańskie wyjaśnienie
>jak Pan to rozumie i jaki paradygmat z tego chciałby Pan dla nauki wywieść?
Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania. Niedawno forumowicz diogenes wkurzył się jak mu ktoś podrzucił godzinny film na YouTube i wcale mu się nie dziwię. Z tekstu należy wyłowić samo sedno i je zaprezentować. Skoro Pan świetnie rozumie prof. Żurowskiego, to nie powinien Pan mieć z tym problemów.

Poza tym nigdzie nie napisałem, że fizykę da się wyprowadzić z filozofii czy na odwrót. Zresztą, gdybyśmy nawet uznali taki rozdział, to filozoficzne rozważania o bogu mogą być rozumiane jako wspomniana racja dostateczna. Nauka mogłaby wydać werdykt odnośnie boga, gdyby była racją dostateczną samej siebie. A tak to można na jej bazie co najwyżej stwierdzić, że pewne mitologiczne obrazki są mało prawdopodobne lub wręcz niemożliwe.


dajmonion
26-06-2015 12:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ile razy można Panu pisać, że nauki przyrodnicze, nie zajmują się krytyką żadnych mitów, gdyż jest tam zasada, że obrona poglądu należy do twierdzącego, a nie do przeczącego. Jak na razie nikt w zakresie tych nauk nie przedstawił dowodu na istnienie jakiekolwiek świata nadprzyrodzonego, (...). Dla nauk przyrodniczych żaden "Bóg" (żadne mity) nie istnieją.
>Przecież wyjaśniłem wyżej, że się z tym zgadzam i że nie tyle nauki krytykują, co dany człowiek, który przy pomocy tych nauk wyciąga wnioski co do sensowności istnienia pewnych konglomeratów cech.
Przecież nie tylko wyjaśniłem, ale podałem konkretne argumenty, że w nauce wtórnym jest to co stwierdza dany człowiek, dopóki nie potwierdzi tego nauka.
>Nie podejmowałem w ogóle kwestii wtórności bądź pierwotności.
Pan bardzo wielu istotnych w tym przedmiocie nie podejmował. Nie wiem tylko dlaczego, czy Pan ich nie rozumie,
czy dlatego że przeczą Pańskim przekonaniom to Pan nie chciał?

>Wszystko rozeszło się o zdanie: "Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie." Ono oznacza to co oznacza i nic więcej Panie Bogusławski.
Tak Pan twierdzi? Tu mamy Pańską pierwszą wypowiedź:
Ateizm semantyczny jest już niemodny i do kosza z nim. Nawet gdy przekonanie o istnieniu Boga nie opiera się na dowodzie, to nie musi wcale mieć podstaw wyłącznie emocjonalnych. Może być czymś w rodzaju interpretacji, intelektualne podsumowanie całości doświadczenia. Ktoś obserwuje świat i dochodzi do wniosku, że jego osnową nie jest nic prostszego tylko coś bardziej złożonego i tą złożoność nazywa bogiem. Pytając o boga równie dobrze można pytać o świat. Jest prosty czy złożony? Tak i nie. Można sobie wybrać.
A tu drugą:
Ja natomiast uważam, że przy pomocy nauki można krytykować co najwyżej mitologie.Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii. Jak ktoś sobie ustalił, że racja dostateczna świata nie może być elementem świata tylko czymś ponad i czymś w rodzaju wyższej świadomości to nie jest to wprawdzie dowód, ale to ma sens. I to w zasadzie wystarczy. Dowód na istnienie boga musiałby być dowodem absolutnym, a do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne. Nauka dajmy na to nie dostarcza absolutnych dowodów.
Odnosiłem się do całych wyrażonych w tych postach Pańskich przemyśleń.

A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem,
gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem.

>Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział.
Bocheńskiego trochę czytałem i nawet tu zalinkowałem artykuł, do którego Pan się w małym cytacie odwołał. Zalinkowałem też artykuł prof. Żuromskiego na ten temat. Wydaje mi się, iż tego wynika, iż jakąś tam minimalną wiedzę o spekulacjach na ten temat filozofów jednak posiadam i chodziło mi tu o Pańskie wyjaśnienie jak Pan to rozumie i jaki paradygmat z tego chciałby Pan dla nauki wywieść? A Pan tylko ponownie powtarza wyrwany kawałek z Bocheńskiego: "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
Który w tej Pańskiej prezentacji jest tylko pseudouczonym - nic praktycznie nie znaczącym - bełkotem. Czyli moje pytanie pozostało dalej bez odpowiedzi.

>Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania.
Żadnej formuły dyskusji Panu nie narzucam, każdy może mieć własną i spokojnie może Pan nie czytać, gdy Panu to nie odpowiada. Natomiast, gdy ktoś się publicznie wypowiada to dobrze aby wiedział o czym mówi, a Pan jak widać niezbyt sobie z tym radzi.
>Skoro Pan świetnie rozumie prof. Żurowskiego, to nie powinien Pan mieć z tym problemów.
Żadne świetnie, ale trochę rozumiem i Bocheńskiego i Żuromskiego i dlatego właśnie zapytałem Pana: Wydaje mi się, iż tego wynika, iż jakąś tam minimalną wiedzę o spekulacjach na ten temat filozofów jednak posiadam i chodziło mi tu o Pańskie wyjaśnienie jak Pan to rozumie i jaki paradygmat z tego chciałby Pan dla nauki wywieść?

> Z tekstu należy wyłowić samo sedno i je zaprezentować.
Dokładnie o to mi tu chodzi, czy Pan rozumie o co chodziło Bocheńskiemu i jak się to ma do metodologii nauk przyrodniczych?

>Poza tym nigdzie nie napisałem, że fizykę da się wyprowadzić z filozofii czy na odwrót.
Nie, napisał Pan: Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne i nie może pełnić roli sędziego gdy do problemu boga podchodzi się od strony filozofii. Na co w przeróżnych aspektach podałem argumenty, że to tylko różni ideologowie próbują naukę uwikłać, z ogromną szkodą dla nauki.

>Zresztą, gdybyśmy nawet uznali taki rozdział, to filozoficzne rozważania o bogu mogą być rozumiane jako wspomniana racja dostateczna.
Podałem argumenty, iż ani filozofia, ani tym bardziej teologia nauką nie jest.

>Nauka mogłaby wydać werdykt odnośnie boga, gdyby była racją dostateczną samej siebie.
Nauki przyrodnicze nie wydają żadnych werdyktów o bogach, smokach i krasnalach. Po prostu nie zajmuje się bzdurami. Tymi sprawami zajmują się nauki społeczne oraz psychiatria, ewentualnie psychologia.
www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,33#w643122

>A tak to można na jej bazie co najwyżej stwierdzić, że pewne mitologiczne obrazki są mało prawdopodobne lub wręcz niemożliwe.
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,612740#w615337

.
26-06-2015 21:46 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
Weźmy jeszcze raz zdanie, które jest ogólną zasadą metodologiczną: "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej".
Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty. Nauka wywodzi się z filozofii i powyższa zasada pokazuje, że najwidoczniej nauka nie zarzuciła jeszcze całkowicie tego balastu.
I nie chodzi tu bynajmniej o przypadkowe wyrażenie czegoś językiem filozofii tak jak ateista mógłby powiedzieć, że ciężko mu na duszy (użycie języka poetyckiego, który równie dobrze można by zastąpić językiem nauki), bo jakiekolwiek wyrażenie tej zasady wprowadza podział na podmiot-przedmiot.
>>Zresztą, gdybyśmy nawet uznali taki rozdział, to filozoficzne rozważania o bogu mogą być rozumiane jako wspomniana racja dostateczna.
>Podałem argumenty, iż ani filozofia, ani tym bardziej teologia nauką nie jest.
Nie ma ostrego podziału między filozofią i nauką.
>>Nauka mogłaby wydać werdykt odnośnie boga, gdyby była racją dostateczną samej siebie.
>Nauki przyrodnicze nie wydają żadnych werdyktów o bogach, smokach i krasnalach. Po prostu nie zajmuje się bzdurami. Tymi sprawami zajmują się nauki społeczne oraz psychiatria, ewentualnie psychologia.
Przy pomocy krasnala można wyśmiewać co najwyżej mitologiczny obraz boga, a nie to co się rodzi w czyimś umyśle wskutek filozoficznego namysłu nad rzeczywistością.

dajmonion
dzentelmen (2000 punktów)
>Przy pomocy krasnala można wyśmiewać co najwyżej mitologiczny obraz boga, a nie to co się rodzi w czyimś umyśle wskutek filozoficznego namysłu nad rzeczywistością.
>
dajmonion


Tym właśnie różni się pojęcie -Idei Boga- rozumianej przez przemyślenia jednostki,od pojęcia będącego obiektywizacją wspólnej,powszechnej świadomości,uogólnianej przez Religię,która przyjęła iż lepszy jest obraz.na podobieństwo i wyobrażenie autokratycznej Władzy sędziego,niż obraz jaki jawi się w Piśmie,a to podaje.że.Bóg jest Duchem św. wyrażanym w wolności i miłości,tak podaje Biblia.Natomiast Kościół skaził obraz Boga,na drodze.wielu przyczyn,również historycznych,czyniąc się autorytetem w głoszeniu nauki o Bogu. Tylko że retoryka kościoła,kapłaństwa sprowadziła się do rządzenia,nie głoszenia,wiarę sprowadzono do atmosfery procesu w którym sędzią jest Bóg wydający wyrok,to profanacja dla Idei Boga w rozumieniu głębszej wiary,tej opartej o człowieczeństwo....temat rzeka.
27-06-2015 14:26 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania.
Żadnej formuły dyskusji Panu nie narzucam, każdy może mieć własną i spokojnie może Pan nie czytać, gdy Panu to nie odpowiada. Natomiast, gdy ktoś się publicznie wypowiada to dobrze aby wiedział o czym mówi, a Pan jak widać niezbyt sobie z tym radzi. Bardzo mi przykro, ale jak Pan sobie wyobraża poważną rozmowę, gdy Pan olewa materiały, do których się odwołuję. Rozumiem nawet tylko ich pobieżne przejrzenie, gdyż one są dla Pana oczywiste lub doskonale znane, ale rozmowa wcale nie polega na klepaniu stale tego samego, bez wzięcia pod uwagę - nawet w celu ich odrzucenia - argumentów interlokutora. Nigdy nie linkuję artykułów, czy wypowiedzi na forum, dla rozmycia dyskusji, tylko odwrotnie moje odwołania się do materiałów, w których dany problem już został bardziej szczegółowo omówiony, pozwalają na ich ukonkretnienie. Zaś zajrzenie do podanego linka inteligentnego czytelnika niezbyt trudzi.

>Weźmy jeszcze raz zdanie, które jest ogólną zasadą metodologiczną: "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej".
Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej". Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał, podobny do do tego, iż wszyscy ludzie powinni być dobrzy. Rzeczywistość pokazuje, że światopoglądowy wpływ na wybór, zakres i metody badań jest ogromny i tylko przyjęcie metody naukowej, to zjawisko ogranicza.

>Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty.
Zupełnie nie rozumiem tego zdania. Bardzo proszę o wyjaśnienie.

> Nauka wywodzi się z filozofii
To oczywistość, choć ja jednak źródeł nauk przyrodniczych w magii bym poszukiwał.

>i powyższa zasada pokazuje,
Nigdy i nigdzie nie postulowałem odrzucenia filozofii ani też nie umniejszałem jej znaczenia, ale w moim odczuciu taka filozofia jak w powyższej zasadzie, to nie tylko nauce, ale nikomu - poza uprawiającym taką filozofię - nie jest potrzebną.

>że najwidoczniej nauka nie zarzuciła jeszcze całkowicie tego balastu.
Pisałem tu, ku oburzeniu niektórych, że nie można być kulturalnym Europejczykiem nie znając Biblii i pisałem też o potrzebie, a nawet konieczności znajomości filozofii, tyle tylko, iż uważam za niepoważnych wszelkich współczesnych filozofów, którzy nie podporządkowują swoich spekulacji dorobkowi nauki. Dlatego najpierw powinno się zdobyć spore kwalifikacje w zakresie nauk przyrodniczych, a dopiero później brać się za filozofię.

>I nie chodzi tu bynajmniej o przypadkowe wyrażenie czegoś językiem filozofii tak jak ateista mógłby powiedzieć, że ciężko mu na duszy (użycie języka poetyckiego, który równie dobrze można by zastąpić językiem nauki), bo jakiekolwiek wyrażenie tej zasady wprowadza podział na podmiot-przedmiot.
Znakomita większość moich (i nie tylko moich) poważnych wypowiedzi na naszym forum mieści się w zakresie filozofii, a ponadto ja nie jestem ateistą, gdyż - moim zdaniem nie można racjonalnie przeczyć istnieniu nieistniejącego.

"Nie czuję się ateistą i chyba też nim nie jestem. Myślę, że dlatego z dużym rozbawieniem i satysfakcją przeczytałem w 58 numerze "Res Humana" tezę Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś ateistą, jest tak samo uzasadnione jak nazywanie kobiet a-mężczyznami".

>Zresztą, gdybyśmy nawet uznali taki rozdział, to filozoficzne rozważania o bogu mogą być rozumiane jako wspomniana racja dostateczna.
Podałem argumenty, iż ani filozofia, ani tym bardziej teologia nauką nie jest.
>Nie ma ostrego podziału między filozofią i nauką.
Czy potrzebny jest bardziej ostry rozdział?

>Nauka mogłaby wydać werdykt odnośnie boga, gdyby była racją dostateczną samej siebie.
Nauki przyrodnicze nie wydają żadnych werdyktów o bogach, smokach i krasnalach. Po prostu nie zajmuje się bzdurami. Tymi sprawami zajmują się nauki społeczne oraz psychiatria, ewentualnie psychologia.
>Przy pomocy krasnala można wyśmiewać co najwyżej mitologiczny obraz boga, a nie to co się rodzi w czyimś umyśle wskutek filozoficznego namysłu nad rzeczywistością.
Ależ ja wcale nie wyśmiewam się z krasnali, czy smoków, to tym bardziej nie wyśmiewam się z innych ludzkich wytworów ich intelektualnej spekulacji, takich jak bogowie i religie. Tyle tylko, iż zdecydowanie rozróżniam "filozoficzny namysł"
od nauki.
__

Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.).
I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.


@@@
.
29-06-2015 00:29 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>Bardzo mi przykro, ale jak Pan sobie wyobraża poważną rozmowę, gdy Pan olewa materiały, do których się odwołuję.
Zawsze istnieje ryzyko, że długaśny artykuł nie ma w sobie tak naprawdę żadnych kontrargumentów.
Tym samym naraża Pan swojego adwersarza na stratę czasu. Dlatego należy wyłowić z tekstu samo sedno i je zaprezentować. To jednocześnie znakomity sposób na porządkowanie własnych przemyśleń i każdemu go polecam.
>Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej".
Ta zasada jest dla mnie oczywista i dla Pana też skoro określa to Pan jako banał. Niby inaczej to Pan wyraził "na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd)", ale ostatecznie to to samo. Musiał Pan wszak użyć filozoficznego terminu 'subiektywny' wchodząc tym samym w podział podmiot-przedmiot. Inaczej tego wyrazić się nie da. Prośbę o dowód uznaję zatem za nieaktualną.
>>Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty.
>Zupełnie nie rozumiem tego zdania. Bardzo proszę o wyjaśnienie.
Szczerze powiedziawszy to nie potrafię prościej.
>Nigdy i nigdzie nie postulowałem odrzucenia filozofii ani też nie umniejszałem jej znaczenia, ale w moim odczuciu taka filozofia jak w powyższej zasadzie, to nie tylko nauce, ale nikomu - poza uprawiającym taką filozofię - nie jest potrzebną.
To nie jest kwestia potrzebności, tylko nieusuwalnej obecności.

dajmonion
29-06-2015 11:16 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania.
Żadnej formuły dyskusji Panu nie narzucam, każdy może mieć własną i spokojnie może Pan nie czytać, gdy Panu to nie odpowiada. Natomiast, gdy ktoś się publicznie wypowiada to dobrze aby wiedział o czym mówi, a Pan jak widać niezbyt sobie z tym radzi. Bardzo mi przykro, ale jak Pan sobie wyobraża poważną rozmowę, gdy Pan olewa materiały, do których się odwołuję. Rozumiem nawet tylko ich pobieżne przejrzenie, gdyż one są dla Pana oczywiste lub doskonale znane, ale rozmowa wcale nie polega na klepaniu stale tego samego, bez wzięcia pod uwagę - nawet w celu ich odrzucenia - argumentów interlokutora. Nigdy nie linkuję artykułów, czy wypowiedzi na forum, dla rozmycia dyskusji, tylko odwrotnie moje odwołania się do materiałów, w których dany problem już został bardziej szczegółowo omówiony, pozwalają na ich ukonkretnienie. Zaś zajrzenie do podanego linka inteligentnego czytelnika niezbyt trudzi.

>Zawsze istnieje ryzyko, że długaśny artykuł nie ma w sobie tak naprawdę żadnych kontrargumentów.
Zawsze istnieje takie ryzyko i dlatego nie lubię wykładów na youtube, gdyż muszę słuchać tam wszystkiego. Natomiast już bardzo dawno nauczyłem się wybierania nawet z najdłuższego tekstu jego istoty. Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda i tylko głęboka wiara może być przeszkodą w poznawaniu poglądów innych ludzi, ale każdy ma prawo do własnych poglądów.

>Tym samym naraża Pan swojego adwersarza na stratę czasu.
To otwarte forum i nikt nikogo nie zmusza aby cokolwiek czytał i na cokolwiek odpowiadał. Komu szkoda czasu, to nawet na forum nie musi wchodzić.

>Dlatego należy wyłowić z tekstu samo sedno i je zaprezentować.
Mamy tu do czynienia ze sporą grupą fideistów, do których jakakolwiek rzeczowa i logiczna argumentacja dociera z ogromną trudnością albo i wcale. Ile razy można powtarzać dokładnie te same argumenty, to jest wprost nudne, a inteligentny czytelnik to kliknie sobie na link i już wie o co chodzi.

Jestem zwolennikiem jasności i prostoty wypowiedzi i staram się być najbardziej jak to tylko możliwe komunikatywnym, ale wyłonienie z tekstu "samego sedna" może być czymś zdecydowanie niedostatecznym. Wydobył Pan samo sedno przemyśleń Bocheńskiego:
A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem, gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem.
Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział. "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
I pomimo dalszych Pańskich wyjaśnień ja nie bardzo rozumiem o co Bocheńskiemu w tym "samym sednie" chodziło. Jakiś taki tępy jestem.

>To jednocześnie znakomity sposób na porządkowanie własnych przemyśleń i każdemu go polecam.
Jakoś to uporządkowanie to musi być cholernie subiektywne odczucie. Jestem pewien, iż mnie to jakoś się udało i w niewielkim stopniu dostrzegam to u Pana.

Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej". Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał, podobny do do tego, iż wszyscy ludzie powinni być dobrzy. Rzeczywistość pokazuje, że światopoglądowy wpływ na wybór, zakres i metody badań jest ogromny i tylko przyjęcie metody naukowej, to zjawisko ogranicza.
>Ta zasada jest dla mnie oczywista
To tylko wielka szkoda, iż pomimo tej dla Pana oczywistości oraz uporządkowaniu własnych poglądów nie potrafi lub nie chce ją jasno tu zaprezentować.

>i dla Pana też skoro określa to Pan jako banał.
Nie, napisałem, iż to jak ja mogę ją zrozumieć to banał.

>Niby inaczej to Pan wyraził "na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd)", ale ostatecznie to to samo.
Jeżeli dobrze Bocheńskiego zrozumiałem i jest "to to samo", to czemu Bocheński całym swoim dorobkiem tej zasadzie przeczy? Znaleźć u niego obiektywne oceny, to szukanie igły w stogu siana.

>Musiał Pan wszak użyć filozoficznego terminu 'subiektywny' wchodząc tym samym w podział podmiot-przedmiot. Inaczej tego wyrazić się nie da. Prośbę o dowód uznaję zatem za nieaktualną.
>Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty.
Zupełnie nie rozumiem tego zdania. Bardzo proszę o wyjaśnienie.
>Szczerze powiedziawszy to nie potrafię prościej.
Spuszczę na to litości zasłonę.

Nigdy i nigdzie nie postulowałem odrzucenia filozofii ani też nie umniejszałem jej znaczenia, ale w moim odczuciu taka filozofia jak w powyższej zasadzie, to nie tylko nauce, ale nikomu - poza uprawiającym taką filozofię - nie jest potrzebną.
>To nie jest kwestia potrzebności, tylko nieusuwalnej obecności.
Przy takich możliwościach zrozumienia interlokutora i wyrażania swoich poglądów w sposób dla mnie zrozumiały, jakie Pan tu wykazał - nie będę wchodził z Panem w nowy temat. www.filozofiawnauce.pl/sg-kat

@@@
.
30-06-2015 00:41 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>Zawsze istnieje takie ryzyko i dlatego nie lubię wykładów na youtube, gdyż muszę słuchać tam wszystkiego.
Widzę, że Pan łapie o co mi chodzi.
>Natomiast już bardzo dawno nauczyłem się wybierania nawet z najdłuższego tekstu jego istoty.
Zatem zachęcam do korzystanie z tej umiejętności na forum.
>Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda
Oczywiście, czytanie dobrych rzeczy jest zawsze dobre. Zresztą tych wartościowych rzeczy do przeczytania jest całe mnóstwo. To dyskusja jest jednak priorytetem. I tak należy ją prowadzić, aby była sprawnie prowadzona. Nie będę czytał elaboratów po to tylko, aby pod koniec się przekonać, że mojemu adwersarzowi tylko się zdawało, jakoby były tam jakieś kontrargumenty do moich.
>>i dla Pana też skoro określa to Pan jako banał.
>Nie, napisałem, iż to jak ja mogę ją zrozumieć to banał.
Skomentowałem to, co Pan napisał. Zresztą samo pojmowanie też zapewne posługuje się podziałem subiektywność-obiektywność.
> I pomimo dalszych Pańskich wyjaśnień ja nie bardzo rozumiem o co Bocheńskiemu w tym "samym sednie" chodziło. Jakiś taki tępy jestem.
Podejrzewam, że Pana stopnień zrozumienia jest dostateczny. Nie wie Pan po prostu jak się do tego zabrać.
>Jeżeli dobrze Bocheńskiego zrozumiałem i jest "to to samo", to czemu Bocheński całym swoim dorobkiem tej zasadzie przeczy? Znaleźć u niego obiektywne oceny, to szukanie igły w stogu siana.
Nie zajmujemy się teraz Bocheńskim, tylko wymienioną przez niego zasadą pod którą ja się podpisuję i w której dostrzegam elementy filozoficzne.

dajmonion
30-06-2015 13:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie.

>Widzę, że Pan łapie o co mi chodzi.
Zdecydowanie nie łapię, ale nie "łapię" też jak Pan może udawać lub rzeczywiście nie "łapać" tego co ja piszę.

Natomiast już bardzo dawno nauczyłem się wybierania nawet z najdłuższego tekstu jego istoty.
>Zatem zachęcam do korzystanie z tej umiejętności na forum.
Tak, Pan z pozycji swojego autorytetu na naszym forum ma pełne prawo do oceny i pouczania innych, a ja jakoś jestem dziwnie przekonanym, iż to, że coś przekracza Pańskie możliwości intelektualne wcale tego nie dyskredytuje. Do - w miarę sprawiedliwej oceny naszych postów - bardziej uprawnieni są nasi czytelnicy niż my sami.

Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda
>Oczywiście, czytanie dobrych rzeczy jest zawsze dobre. Zresztą tych wartościowych rzeczy do przeczytania jest całe mnóstwo.
Tak, a Pan wie co jest dobre już przed przeczytaniem. Wszystko to co nie przeczy Pańskiej wierze i nie jest zbyt długie.

> To dyskusja jest jednak priorytetem.
A Pan potrafi prowadzić dyskusję: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,668549#w668639 gdy nawet merytoryczna rozmowa przychodzi Panu z trudnością?

>I tak należy ją prowadzić, aby była sprawnie prowadzona. Nie będę czytał elaboratów po to tylko, aby pod koniec się przekonać, że mojemu adwersarzowi tylko się zdawało, jakoby były tam jakieś kontrargumenty do moich.
Ależ już któryś raz powtarzam, że nic Pan nie musi i każdy tu odpowiada sam za siebie, a od oceny naszych argumentów jest ogół czytelników.

>i dla Pana też skoro określa to Pan jako banał.
Nie, napisałem, iż to jak ja mogę ją zrozumieć to banał.
>Skomentowałem to, co Pan napisał.
Nie, skomentował Pan swój własny wymysł na temat tego co ja mogę myśleć i takie przypadki manipulacji czyimiś wypowiedziami i ich sensem, zdarzają się Panu nader często.

>Zresztą samo pojmowanie też zapewne posługuje się podziałem subiektywność-obiektywność.
Tak, zgadzam się, gdyż nawet w praktyce naszego forum dostrzegam jak wiele dla mnie prostych rzeczy jest dla nawet wykształconych fideistów zupełnie niepojmowalne.

I pomimo dalszych Pańskich wyjaśnień ja nie bardzo rozumiem o co Bocheńskiemu w tym "samym sednie" chodziło. Jakiś taki tępy jestem.
>Podejrzewam, że Pana stopnień zrozumienia jest dostateczny. Nie wie Pan po prostu jak się do tego zabrać.
Możliwe, iż nie wiem i dlatego grzecznie już wielokrotnie prosiłem tu o Pańską pomoc.
A Pan mi to wyjaśnia jak "Breviarium Fidei" "Trójcę Świętą".

Jeżeli dobrze Bocheńskiego zrozumiałem i jest "to to samo", to czemu Bocheński całym swoim dorobkiem tej zasadzie przeczy? Znaleźć u niego obiektywne oceny, to szukanie igły w stogu siana.
>Nie zajmujemy się teraz Bocheńskim, tylko wymienioną przez niego zasadą pod którą ja się podpisuję i w której dostrzegam elementy filozoficzne.
Jak tu dostrzegłem Pan podpisuje pod wieloma różnymi rzeczami, które ja na podstawie dorobku nauki całkowicie odrzucam. Dostrzega Pan też przeróżne rzeczy, których ja zupełnie nie widzę, ale to jest rozmowa na forum racjonalisty i tu wypada wyjaśnić znaczenie treści do której się ktoś odwołuje, a nie zasłaniać się jakąś boską tajemnicą niedostępną dla prostaczków.
______

> Dlatego należy wyłowić z tekstu samo sedno i je zaprezentować.
A co to w ogóle znaczy ten podział przedmiot-podmiot dla nauki? Od kiedy stał się naukowym paradygmatem, gdyż ja jeszcze nic na ten temat - poza dysputami filozofów - nie słyszałem.
Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział. "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"
I pomimo dalszych Pańskich wyjaśnień ja nie bardzo rozumiem o co Bocheńskiemu w tym "samym sednie" chodziło. Jakiś taki tępy jestem.

> To jednocześnie znakomity sposób na porządkowanie własnych przemyśleń i każdemu go polecam.
Jakoś to uporządkowanie to musi być cholernie subiektywne odczucie. Jestem pewien, iż mnie to jakoś się udało i w niewielkim stopniu dostrzegam to u Pana.

Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej". Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał, podobny do do tego, iż wszyscy ludzie powinni być dobrzy. Rzeczywistość pokazuje, że światopoglądowy wpływ na wybór, zakres i metody badań jest ogromny i tylko przyjęcie metody naukowej, to zjawisko ogranicza.
>Ta zasada jest dla mnie oczywista
To tylko wielka szkoda, iż pomimo tej dla Pana oczywistości oraz uporządkowaniu własnych poglądów nie potrafi lub nie chce ją jasno tu zaprezentować.

@@@
.
01-07-2015 01:23 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
Jeszcze raz podsumuję swoje stanowisko w sprawie linkowania obszernych materiałów. Przede wszystkim kieruję się zasadą, zgodnie z którą należy szanować wzajemnie swój czas. Jeżeli ktoś zgodził się dyskutować, to pewnie nie po to, aby w ramach dyskusji podjąć studia nad materiałami, które ktoś mu podrzucił aby sobie teraz sam wyłowił kontrargumenty i przyjrzał im się. Uważam, że tak się nie robi, bo w sytuacji, gdyby okazało się, że tych kontrargumentów tam jednak nie ma strona czytająca marnuje swój czas. Ktoś taki mógłby oczywiście odnieść z tej lektury jakąś uboczną korzyść, jako że te teksty prawdopodobnie są na wysokim poziomie. Nie po to jednak wdawał się w dyskusję, aby odnosić tego typu przypadkowe korzyści, tylko przede wszystkim po to, aby zająć się samą dyskusją. Dlatego sensowny sposób dyskutowania polega na tym, że prezentuje się jakąś myśl i ewentualnie link do materiału, który tą myśl szczegółowo omawia. Jak będzie taka potrzeba, to ktoś zajrzy do tego źródła. Pan Bogusławski tego nie rozumie i już prawdopodobnie nie zrozumie. Niby daje mi prawo do takiej postawy jak powyższa i do kierowania się nią. Jednocześnie jednak w związku z jej zajmowaniem robi milion aluzji co do mojej inteligencji. No cóż. Litej skały nie przebiję i nikogo nie chce mi się tu wychowywać.


dajmonion
01-07-2015 10:58 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Jeszcze raz podsumuję swoje stanowisko w sprawie linkowania obszernych materiałów.
Ależ my tu nie o materiałach rozmawiamy. Napisałem już tu wielokrotnie:
Za trudne do czytania lub Panu się nie chce czytać, to Pan nie czytaj!
Czy Pan tego nie przeczytał, czy też nie zrozumiał?

>Jednocześnie jednak w związku z jej zajmowaniem robi milion aluzji co do mojej inteligencji.
Naprawdę Pan tak odbiera, że gdy kwestionuję jakieś Pańskie argumenty oparte tylko na wierze to zaraz robię
aluzje do Pańskiej inteligencji?
Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie. Tu każdy odpowiada sam za siebie i sam swoje wypowiedzi pod krytyczną ocenę czytelników przedstawia.


PS. Nie pisuję tu aby się popisać. Wystarcza mi dowartościowanie w realu, ale poważnie traktuję swoich czytelników i każdy argument staram się merytorycznie uzasadnić - stąd różne odwołania - do których poważnie traktując rozmówców też wypada zajrzeć przed udzieleniem swojej odpowiedzi, a tym bardziej ostrej polemiki. Czasem mam ogromne wątpliwości, czy oponent choćby w małym stopniu odnosi się do tego co ja napisałem, czy tylko dalej głosi tu swą ewangelię.
.

W moim odbiorze na podstawie przeczytanych Pańskich tekstów sądzę, że Pańska inteligencja jest podobna mojej,
to nasze postawy poznawcze i rozumienie rzeczywistości są alternatywne

>No cóż. Litej skały nie przebiję i nikogo nie chce mi się tu wychowywać.
Poniżej mały wybór prób wychowawczych zamiast odnoszenia odnoszenia się do meritum sporu.

Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania. Niedawno forumowicz diogenes wkurzył się jak mu ktoś podrzucił godzinny film na YouTube i wcale mu się nie dziwię. Z tekstu należy wyłowić samo sedno i je zaprezentować. Skoro Pan świetnie rozumie prof. Żurowskiego, to nie powinien Pan mieć z tym problemów.

Tym samym naraża Pan swojego adwersarza na stratę czasu. Dlatego należy wyłowić z tekstu samo sedno i je zaprezentować. To jednocześnie znakomity sposób na porządkowanie własnych przemyśleń i każdemu go polecam.

Widzę, że Pan łapie o co mi chodzi.

Zatem zachęcam do korzystanie z tej umiejętności na forum.

To dyskusja jest jednak priorytetem. I tak należy ją prowadzić, aby była sprawnie prowadzona. Nie będę czytał elaboratów po to tylko, aby pod koniec się przekonać, że mojemu adwersarzowi tylko się zdawało, jakoby były tam jakieś kontrargumenty do moich.

Szkoda tylko, że w sprawach istoty rozmowy nie potrafi Pan niczego sensownego powiedzieć i wije się jak węgorz. Uprawiając to co pan Brzostowski nazywa "intelektualną hipokryzją".

@@@
.
02-07-2015 12:56 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>>Jeszcze raz podsumuję swoje stanowisko w sprawie linkowania obszernych materiałów.
>Ależ my tu nie o materiałach rozmawiamy. Napisałem już tu wielokrotnie:
>Za trudne do czytania lub Panu się nie chce czytać, to Pan nie czytaj!
>Czy Pan tego nie przeczytał, czy też nie zrozumiał?

Ja wiem, że w kwestii czytania obszernych materiałów mam prawo do takiej postawy jaką uważam za słuszną i wiem, ze Pan też daje mi takie prawo. Nie o to toczy się spór, że Pan mi do czegoś prawa nie daje. Spór toczy się o Pańskie komentarze deprecjonujące uzasadnienie tej mojej postawy. Takie jak na przykład ten:
Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda i tylko głęboka wiara może być przeszkodą w poznawaniu poglądów innych ludzi, ale każdy ma prawo do własnych poglądów.
Jeżeli Pan tak pisze, to ja ze swojej strony śpieszę wyjaśnić, że problem nie polega na braku czasu tylko na przyjęciu takiej zasady dyskusji, dzięki której się ją usprawni i dzięki której jak największa liczba osób skorzysta z tej wymiany poglądów (konfrontacja z samym sednem danego problemu).
Tak więc Panie Bogusławski. W wielkim skrócie. Nie chodzi o to, że Pan mi do czegoś prawa nie daje, tylko o to, że ma Pan zastrzeżenia co do mojego uzasadnienia mojej postawy. Wobec tego ja Panu wyjaśniam, że z uzasadnieniem jest wszystko w porządku.
>Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
Kompromitacja to dla Pana aż tak wielki problem? Człowiek, który się rozwija bardzo często kompromituje się w oczach własnych i innych. Bo rozwój polega na rozbiciu starej struktury i stworzeniu nowej. Jest to nieuniknione, bo forma ciągle się zmienia. Lęk przed kompromitacją to dowód na przywiązanie do starej struktury. To tak naprawdę lęk przed życiem, które jest podobne do płynącej rzeki. Przywiązanie do starej struktury staje się wewnętrznym cenzorem, który sprawia, że wiele wątpliwości nie wychodzi w ogóle na światło dzienne. To jest czynnik zubażający. Widać było to wyraźnie, gdy kiedyś na tym portalu powstał pokoik tylko dla racjonalistów, tak zwanych kulturalnych dyskusji. Gdzie on jest? Nie ma po nim śladu. Wcale mnie to nie dziwi, bo układy zamknięte, to są układy, które się same degenerują.
Należy konfrontować się z agresją innych, bo daje to okazję do konfrontacji z własną agresją. Gdy konfrontacja z sobą się uda wówczas agresja innych przestaje być jakimkolwiek problemem.
>Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie.
Szczerze wątpię, aby tak było, jeśli chodzi o ten stosunek do ocen, a już na pewno nie jest tak w Pana przypadku. Kiedyś dałem Panu minusa. Reakcja była taka, że wywlókł to Pan na forum, wielce oburzony. Że jak mogłem. Że przecież Pan tak nie robi. Ktoś kto utożsamia się ze zmienną formą musi wpaść w furię, gdy ta ulega rozbiciu. To dlatego tyle nerwów na forach. Z moich obserwacji wynika, że jest to zjawisko powszechne.

dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Napisałem już tu wielokrotnie: Za trudne do czytania lub Panu się nie chce czytać, to Pan nie czytaj! Czy Pan tego nie przeczytał, czy też nie zrozumiał?
>Ja wiem, że w kwestii czytania obszernych materiałów mam prawo do takiej postawy jaką uważam za słuszną i wiem, ze Pan też daje mi takie prawo.
No to o co jeszcze Panu chodzi?

> Nie o to toczy się spór, że Pan mi do czegoś prawa nie daje. Spór toczy się o Pańskie komentarze deprecjonujące uzasadnienie tej mojej postawy. Takie jak na przykład ten:
Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda i tylko głęboka wiara może być przeszkodą w poznawaniu poglądów innych ludzi, ale każdy ma prawo do własnych poglądów.
Taki jest mój pogląd i czy Pan zabrania mi posiadanie własnych poglądów? Wybaczy Pan, ale średnio mnie interesuje, czy moje poglądy przypadkiem nie deprecjonują czyiś postaw. Odwrotnie dobrze wiem, że tak właśnie jest.

>Jeżeli Pan tak pisze, to ja ze swojej strony śpieszę wyjaśnić, że problem nie polega na braku czasu tylko na przyjęciu takiej zasady dyskusji, dzięki której się ją usprawni i dzięki której jak największa liczba osób skorzysta z tej wymiany poglądów (konfrontacja z samym sednem danego problemu).
Ależ nie musi Pan mi niczego wyjaśniać. Takie są Pańskie poglądy, a jak mnie wolno mieć swoje, to Panu wolno mieć swoje. Tyle tylko, że ja ich nie muszę podzielać i zupełnie nie podzielam.

>Tak więc Panie Bogusławski. W wielkim skrócie. Nie chodzi o to, że Pan mi do czegoś prawa nie daje, tylko o to, że ma Pan zastrzeżenia co do mojego uzasadnienia mojej postawy. Wobec tego ja Panu wyjaśniam, że z uzasadnieniem jest wszystko w porządku.
Ależ ja do niczego ani praw nie mogę udzielić, ani też ich odebrać. Natomiast mam pełne prawo - tak jak i Pan - godzić się lub nie godzić z czyimiś poglądami. Zaś dla czytelników warto przedstawiać także racjonalne argumenty na poparcie własnych poglądów i obaj jak potrafimy tak je przedstawiamy.

Zupełnie tu się z Panem nie zgadzam. Jak bardzo ktoś by się nie starał, jakby nie próbował złośliwych prób dyskredytacji i używał przy tym obrzydliwych wprost epitetów, to nie uda mu się nas skompromitować dopóki nie uczynimy tego sami.
>Kompromitacja to dla Pana aż tak wielki problem?
Jakimś tam jest - nie lubię się kompromitować, ale gdy mnie nie dotyczy to wprost żaden.

>Człowiek, który się rozwija bardzo często kompromituje się w oczach własnych i innych.
W moich "człowiek, który się rozwija" nigdy się nie kompromituje. Nie kompromitują się także ludzie ludzie, którzy się mylą lub błądzą. Kompromitują się tylko głupcy, którzy tkwią w uporze.

> Bo rozwój polega na rozbiciu starej struktury i stworzeniu nowej. Jest to nieuniknione, bo forma ciągle się zmienia. Lęk przed kompromitacją to dowód na przywiązanie do starej struktury. To tak naprawdę lęk przed życiem, które jest podobne do płynącej rzeki. Przywiązanie do starej struktury staje się wewnętrznym cenzorem, który sprawia, że wiele wątpliwości nie wychodzi w ogóle na światło dzienne. To jest czynnik zubażający. Widać było to wyraźnie, gdy kiedyś na tym portalu powstał pokoik tylko dla racjonalistów, tak zwanych kulturalnych dyskusji. Gdzie on jest? Nie ma po nim śladu. Wcale mnie to nie dziwi, bo układy zamknięte, to są układy, które się same degenerują.
>Należy konfrontować się z agresją innych, bo daje to okazję do konfrontacji z własną agresją. Gdy konfrontacja z sobą się uda wówczas agresja innych przestaje być jakimkolwiek problemem.
Słów wiele, nawet dosyć spójnie powiązanych, tyle że - w moim odbiorze - niczego merytorycznego tu nie wnoszących.

Na naszym forum zdecydowana większość to ludzie inteligentni i samodzielnie dokonywujący ocen oraz wyborów i to, że ktoś kogoś jakoś tam oceni i określi ma dla nich niewielkie znaczenie.
>Szczerze wątpię,
Wątpliwości są zawsze cenne.

>Szczerze wątpię, aby tak było, jeśli chodzi o ten stosunek do ocen, a już na pewno nie jest tak w Pana przypadku. Kiedyś dałem Panu minusa. Reakcja była taka, że wywlókł to Pan na forum, wielce oburzony. Że jak mogłem. Że przecież Pan tak nie robi.
Tak Pan myśli i taka jest Pańska interpretacja. Moja jest inna, z 999 promili minusów (promil zostawiam na pomyłki) jakie otrzymałem na naszym forum jestem tak samo dumnym jak plusów, gdyż to ma znaczenie od kogo jaką ocenę się otrzymuje. Dlatego zawsze chcę poinformować, kto łaskawie zechciał mi minus kliknąć. Przecież taki minus świadczy i o minusującym i o minusowanym. Ale czy w tej rozmowie ma to jakieś znaczenie?

>Ktoś kto utożsamia się ze zmienną formą musi wpaść w furię, gdy ta ulega rozbiciu. To dlatego tyle nerwów na forach. Z moich obserwacji wynika, że jest to zjawisko powszechne.
Powyższa forma jest zbyt wyszukaną jak na mój prosty umysł i niewiele z tego rozumiem, ale Pan zdaje się specjalizować w typowym dla filozofii chrześcijańskiej pustosłowiu.

W moim odbiorze filozofia chrześcijańska (o czym już tu kilkakrotnie pisałem) jest mocno podporządkowana teologii i wypowiedzi jej przedstawicieli są najczęściej wyrażane w mocno ezoterycznym języku teologicznym. Na dokładkę same wypowiedzi teologów są - świadomie i nieświadomie - enigmatyczne, tak aby zawsze można było dokonać ich nowej reinterpretacji. Zaś na naszym forum zdecydowanie chodzi o odrzucenie pseudonaukowego języka, jakiegoś tam zbioru enigmatycznych, nic nie znaczących, logicznie pustych, niby ezoterycznych pojęć na rzecz komunikatywnych i precyzyjnych pojęć wywodzących się z nauki.

@@@
.
02-07-2015 16:40 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>Taki jest mój pogląd i czy Pan zabrania mi posiadanie własnych poglądów? Wybaczy Pan, ale średnio mnie interesuje, czy moje poglądy przypadkiem nie deprecjonują czyiś postaw. Odwrotnie dobrze wiem, że tak właśnie jest.
Umyka Panu cały czas jeden istotny szczegół. Jeżeli Pan krytykuje uzasadnienie mojej postawy, to ja się do tej Pana krytyki odnoszę. I odnoszę się nie dlatego, że Pan mi do czegoś prawa nie daje, tylko w związku z Pana krytyką mojej postawy.
Dlatego proszę nie pisać w odpowiedzi na moją krytykę Pańskiej krytyki, że przecież Pan daje mi prawo do mojej postawy, bo moja krytyka związana jest z Pańską krytyką, a nie z tym, że Pan mi do czegoś prawa nie daje.
>Takie są Pańskie poglądy, a jak mnie wolno mieć swoje, to Panu wolno mieć swoje. Tyle tylko, że ja ich nie muszę podzielać i zupełnie nie podzielam.
Zupełnie? A to ciekawe. Mam wrażenie, że ma Pan w sobie coś z dogmatyzmu nastolatka. Ja ze swojej strony nie mogę powiedzieć, że Pana postawy zupełnie nie podzielam. Pan sposób dyskutowania ma pewne zalety, ale moim zdaniem wady przeważają.
>W moich "człowiek, który się rozwija" nigdy się nie kompromituje. Nie kompromitują się także ludzie ludzie, którzy się mylą lub błądzą. Kompromitują się tylko głupcy, którzy tkwią w uporze.
Upór jest koniecznym elementem rozwoju i nie jest żadną wadą. Odrzucam całkowicie postawę oceniającą w odniesieniu do uporu. Każdy światopogląd pełni jakieś ważne funkcje, co powoduje opór przed zmianą. Światopoglądów nie zmienia się jak podkoszulek. Dlatego reprezentant danego światopoglądu musi zmęczyć materiał, aby do szpiku kości przekonać się o pewnych sprawach. Brak upory to błąd. Efekt jest taki, że zmiana ma charakter powierzchowny. Dlatego każdy mądry terapeuta powinien zachęcać do tego, aby klient z nim się kłócił.
Z kolei gdy ktoś się złości na czyjś upór, to pod tym może się kryć pogarda czy nawet narcystyczna chęć bycia mistrzem, bogiem.
Tak więc Panie Bogusławski, być może jest dokładnie na odwrót niż Pan sądzi. Wadą jest nie tyle upór, co złość na upór.

dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

> Umyka Panu cały czas jeden istotny szczegół.
>Ja nie uznaję takiej formuły dyskusji, że ktoś mi podrzuca stertę artykułów do czytania. Niedawno forumowicz diogenes wkurzył się jak mu ktoś podrzucił godzinny film na YouTube i wcale mu się nie dziwię. Z tekstu należy wyłowić samo sedno i je zaprezentować. Skoro Pan świetnie rozumie prof. Żurowskiego, to nie powinien Pan mieć z tym problemów.

>Zawsze istnieje ryzyko, że długaśny artykuł nie ma w sobie tak naprawdę żadnych kontrargumentów.

>Tym samym naraża Pan swojego adwersarza na stratę czasu. Dlatego należy wyłowić z tekstu samo sedno i je zaprezentować. To jednocześnie znakomity sposób na porządkowanie własnych przemyśleń i każdemu go polecam.

Zawsze istnieje takie ryzyko i dlatego nie lubię wykładów na youtube, gdyż muszę słuchać tam wszystkiego.
>Widzę, że Pan łapie o co mi chodzi.
Natomiast już bardzo dawno nauczyłem się wybierania nawet z najdłuższego tekstu jego istoty.
>Zatem zachęcam do korzystanie z tej umiejętności na forum.

>Oczywiście, czytanie dobrych rzeczy jest zawsze dobre. Zresztą tych wartościowych rzeczy do przeczytania jest całe mnóstwo. To dyskusja jest jednak priorytetem. I tak należy ją prowadzić, aby była sprawnie prowadzona. Nie będę czytał elaboratów po to tylko, aby pod koniec się przekonać, że mojemu adwersarzowi tylko się zdawało, jakoby były tam jakieś kontrargumenty do moich.

>Jeszcze raz podsumuję swoje stanowisko w sprawie linkowania obszernych materiałów. Przede wszystkim kieruję się zasadą, zgodnie z którą należy szanować wzajemnie swój czas. Jeżeli ktoś zgodził się dyskutować, to pewnie nie po to, aby w ramach dyskusji podjąć studia nad materiałami, które ktoś mu podrzucił aby sobie teraz sam wyłowił kontrargumenty i przyjrzał im się. Uważam, że tak się nie robi, bo w sytuacji, gdyby okazało się, że tych kontrargumentów tam jednak nie ma strona czytająca marnuje swój czas. Ktoś taki mógłby oczywiście odnieść z tej lektury jakąś uboczną korzyść, jako że te teksty prawdopodobnie są na wysokim poziomie. Nie po to jednak wdawał się w dyskusję, aby odnosić tego typu przypadkowe korzyści, tylko przede wszystkim po to, aby zająć się samą dyskusją. Dlatego sensowny sposób dyskutowania polega na tym, że prezentuje się jakąś myśl i ewentualnie link do materiału, który tą myśl szczegółowo omawia. Jak będzie taka potrzeba, to ktoś zajrzy do tego źródła. Pan Bogusławski tego nie rozumie i już prawdopodobnie nie zrozumie. Niby daje mi prawo do takiej postawy jak powyższa i do kierowania się nią. Jednocześnie jednak w związku z jej zajmowaniem robi milion aluzji co do mojej inteligencji. No cóż. Litej skały nie przebiję i nikogo nie chce mi się tu wychowywać.
Tylko jeden szczegół z tych Pańskich wywodów? To i tak bardzo dobrze.
__

Napisałem już tu wielokrotnie: Za trudne do czytania lub Panu się nie chce czytać, to Pan nie czytaj! Czy Pan tego nie przeczytał, czy też nie zrozumiał?
>Ja wiem, że w kwestii czytania obszernych materiałów mam prawo do takiej postawy jaką uważam za słuszną i wiem, ze Pan też daje mi takie prawo.
No to o co jeszcze Panu chodzi?
> Nie o to toczy się spór, że Pan mi do czegoś prawa nie daje. Spór toczy się o Pańskie komentarze deprecjonujące uzasadnienie tej mojej postawy. Takie jak na przykład ten:
Ponadto uważam że mądrym ludziom czasu na czytanie nie szkoda i tylko głęboka wiara może być przeszkodą w poznawaniu poglądów innych ludzi, ale każdy ma prawo do własnych poglądów.

Taki jest mój pogląd i czy Pan zabrania mi posiadanie własnych poglądów? Wybaczy Pan, ale średnio mnie interesuje, czy moje poglądy przypadkiem nie deprecjonują czyiś postaw. Odwrotnie dobrze wiem, że tak właśnie jest.
>Jeżeli Pan tak pisze, to ja ze swojej strony śpieszę wyjaśnić, że problem nie polega na braku czasu tylko na przyjęciu takiej zasady dyskusji, dzięki której się ją usprawni i dzięki której jak największa liczba osób skorzysta z tej wymiany poglądów (konfrontacja z samym sednem danego problemu).
Ależ nie musi Pan mi niczego wyjaśniać. Takie są Pańskie poglądy, a jak mnie wolno mieć swoje, to Panu wolno mieć swoje. Tyle tylko, że ja ich nie muszę podzielać i zupełnie nie podzielam.
>Tak więc Panie Bogusławski. W wielkim skrócie. Nie chodzi o to, że Pan mi do czegoś prawa nie daje, tylko o to, że ma Pan zastrzeżenia co do mojego uzasadnienia mojej postawy. Wobec tego ja Panu wyjaśniam, że z uzasadnieniem jest wszystko w porządku.
Ależ ja do niczego ani praw nie mogę udzielić, ani też ich odebrać. Natomiast mam pełne prawo - tak jak i Pan - godzić się lub nie godzić z czyimiś poglądami. Zaś dla czytelników warto przedstawiać także racjonalne argumenty na poparcie własnych poglądów i obaj jak potrafimy tak je przedstawiamy.


> Jeżeli Pan krytykuje uzasadnienie mojej postawy,
Tu nie krytykowałem tylko przedstawiałem własną.

> to ja się do tej Pana krytyki odnoszę.
To się Pan odnoś! Na tym - miedzy innymi - polegają tu rozmowy. Tylko przed tym przeczytaj Pan co piszę.

>I odnoszę się nie dlatego, że Pan mi do czegoś prawa nie daje,
Szkoda tylko, że albo nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem, albo olewa to co inni piszą.

> tylko w związku z Pana krytyką mojej postawy.
Powody Pańskiej krytyki są zupełnie wtórne. Ważne aby była ona racjonalna i merytoryczna, ale gdy nie jest to też Pański,
a nie mój problem.

>Dlatego proszę nie pisać w odpowiedzi na moją krytykę Pańskiej krytyki, że przecież Pan daje mi prawo do mojej postawy, bo moja krytyka związana jest z Pańską krytyką, a nie z tym, że Pan mi do czegoś prawa nie daje.
No i gadaj tu z takim, ktory prostej wypowiedzi nie rozumie: Ależ ja do niczego ani praw nie mogę udzielić, ani też ich odebrać.

@
05-07-2015 11:55 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>>Dlatego proszę nie pisać w odpowiedzi na moją krytykę Pańskiej krytyki, że przecież Pan daje mi >>prawo do mojej postawy, bo moja krytyka związana jest z Pańską krytyką, a nie z tym, że Pan mi >>do czegoś prawa nie daje.
>No i gadaj tu z takim, który prostej wypowiedzi nie rozumie: Ależ ja do niczego ani praw nie >mogę udzielić, ani też ich odebrać.
Cały problem polega na tym, że ten banał, o którym wiem doskonale wciska Pan w środek dyskusji, w której odnoszę się do Pańskiej krytyki mojej postawy (jak chociażby ta uwaga, że ludzie mądrzy mają czas na czytanie itp.).


dajmonion
05-07-2015 13:50 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ależ nie musi Pan mi niczego wyjaśniać. Takie są Pańskie poglądy, a jak mnie wolno mieć swoje, to Panu wolno mieć swoje. Tyle tylko, że ja ich nie muszę podzielać i zupełnie nie podzielam.
>Tak więc Panie Bogusławski. W wielkim skrócie. Nie chodzi o to, że Pan mi do czegoś prawa nie daje, tylko o to, że ma Pan zastrzeżenia co do mojego uzasadnienia mojej postawy. Wobec tego ja Panu wyjaśniam, że z uzasadnieniem jest wszystko w porządku.
Ależ ja do niczego ani praw nie mogę udzielić, ani też ich odebrać. Natomiast mam pełne prawo - tak jak i Pan - godzić się lub nie godzić z czyimiś poglądami. Zaś dla czytelników warto przedstawiać także racjonalne argumenty na poparcie własnych poglądów i obaj jak potrafimy tak je przedstawiamy.
> Jeżeli Pan krytykuje uzasadnienie mojej postawy,
Tu nie krytykowałem tylko przedstawiałem własną.
> to ja się do tej Pana krytyki odnoszę.
To się Pan odnoś! Na tym - miedzy innymi - polegają tu rozmowy. Tylko przed tym przeczytaj Pan co piszę.
>I odnoszę się nie dlatego, że Pan mi do czegoś prawa nie daje,
Szkoda tylko, że albo nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem, albo olewa to co inni piszą.
> tylko w związku z Pana krytyką mojej postawy.
Powody Pańskiej krytyki są zupełnie wtórne. Ważne aby była ona racjonalna i merytoryczna, ale gdy nie jest to też Pański,
a nie mój problem.

> Dlatego proszę nie pisać w odpowiedzi na moją krytykę Pańskiej krytyki, że przecież Pan daje mi prawo do mojej postawy, bo moja krytyka związana jest z Pańską krytyką, a nie z tym, że Pan mi do czegoś prawa nie daje.
No i gadaj tu z takim, który prostej wypowiedzi nie rozumie:
Ależ ja do niczego ani praw nie mogę udzielić, ani też ich odebrać.
_____________

>Cały problem polega na tym, że ten banał, o którym wiem
A z jakim banałem, o którym Pan wie (a ja nie wiem) ma Pan problem? Czyżby ten: Moim zdaniem wszyscy, którzy nie uznają mętniactwa za intelektualną wartość, Może niech Pan tu przedstawi?

> doskonale wciska Pan w środek dyskusji,
Sam uważam, że do jakiejkolwiek doskonałości w czymkolwiek wiele mi brakuje, ale za dobre słowo dziękuję.

> w której odnoszę się do Pańskiej krytyki mojej postawy
A jak wielki autorytet się Pan uważa, iż nie wolno Pańskiej postawy krytykować? Moją krytykuj Pan sobie śmiało i do woli.

>(jak chociażby ta uwaga, że ludzie mądrzy mają czas na czytanie itp.).
To nie jest krytyka Pańskiej postawy tylko mój ogólny pogląd, niezależny od tego po której stronie Szanowny Pan się mieści. Może miałem dobrych nauczycieli w szkole średniej i na studiach, którzy nauczyli mnie korzystania ze słowa pisanego,
ale teraz nie mam z tym kłopotów i wszyscy ludzie, których intelektualnie szanuję też takiego kłopotu nie mają i bardzo dużo czytają.

@@@
.
01-07-2015 02:02 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>To tylko wielka szkoda, iż pomimo tej dla Pana oczywistości oraz uporządkowaniu własnych poglądów nie potrafi lub nie chce ją jasno tu zaprezentować.
Pan też się pod nią podpisuje, tyle, że inaczej ją wyraził. Tak jak poniżej mianowicie.
Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał
Jest to inaczej wyrażona ta sama zasada która nadal posługuje się podziałem na podmiot - przedmiot.

Widzę, że często posługuje się Pan określeniem fideista. Tymczasem coś takiego w ogóle nie istnieje. Gdy pięciolatek zacznie pytać osobę o światopoglądzie ściśle naukowym dlaczego to, dlaczego tamto, to w końcu usłyszy: Bo to ma sens. To samo usłyszy od teisty po licznych pytania. W obu przypadkach ostatecznie chodzi o interpretację rzeczywistości.
Z kolei ktoś, kto trzyma się jakichś bezsensownych wyobrażeń, jawnie kolidujących z innymi nie jest żadnym fideistą tylko idiotą.


dajmonion
01-07-2015 11:18 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
To tylko wielka szkoda, iż pomimo tej dla Pana oczywistości oraz uporządkowaniu własnych poglądów nie potrafi lub nie chce ją jasno tu zaprezentować.
>Pan też się pod nią podpisuje, tyle, że inaczej ją wyraził. Tak jak poniżej mianowicie.
Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał.
>Jest to inaczej wyrażona ta sama zasada która nadal posługuje się podziałem na podmiot - przedmiot.
Czyli jest tak jak wyżej napisałem: Bardzo subiektywny ideolog bąknął coś o obiektywizmie uznając to za "regułę należącą do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" Nawet nie próbując wyjaśnić na czym te wspólne dobro miałoby by polegać, jakie to ma praktyczne zastosowanie i jak to zastosowanie weryfikować. Ot typowe dla filozofii chrześcijańskiej pustosłowie.
____________

Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej". Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał, podobny do do tego, iż wszyscy ludzie powinni być dobrzy. Rzeczywistość pokazuje, że światopoglądowy wpływ na wybór, zakres i metody badań jest ogromny i tylko przyjęcie metody naukowej, to zjawisko ogranicza.
Zaplątał Pan się we własne nogi i nie potrafi wybrnąć z tego.

@@@
.
01-07-2015 13:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Widzę, że często posługuje się Pan określeniem fideista.
Może nie często, ale zdarza się.

>Tymczasem coś takiego w ogóle nie istnieje.
Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi.

Czynię tak na naszym forum nie tylko ja. Użył go także red. nacz. portalu Racjonalista.pl przy nakreślaniu jego linii programowej: racjonaliści, czyli ludzie, którzy chcą aby społeczeństwa rządziły się rozumem, to w większości ci,
którzy na swoim przykładzie dostrzegają, że jest to narzędzie sprawne - choć niedoskonałe, lecz najskuteczniejsze;
zaś piewcy fideizmu i irracjonalizmu, czyli ludzie, którzy eksponują głównie ułomności rozumu, to w większości ci,
którzy nie mieli okazji przekonać się o skutecznym działaniu narzędzia racjonalności. Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie.
"Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. Skoro niesporne jest to, że powszechnie głupota i ignorancja zawsze królowały nad inteligencją i wiedzą, tedy oczywiste się staje dlaczego racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym. Takim też pozostanie, choć może być wyjątkowo aktywny. Zarazem bycie racjonalistą i sceptykiem oznacza przynależność do elitarnego grona. " Ci, którzy mają szczęście należeć do wykształconej i myślącej mniejszości rodzaju ludzkiego, nie uświadamiają sobie nawet, jaką garstkę stanowią - zauważa Bergen Evans. - Nie myślą o tym, jak niewielu ludzi czyta cokolwiek poza nagłówkami, dowcipami i wiadomościami sportowymi. (...) Nie orientują się też, jak niewielu ludzi myśli racjonalnie, jak bardzo do dziś ograniczona jest wiedza, jak rzadko sceptycyzm stanowi natchnienie dla nauki."


>Gdy pięciolatek zacznie pytać osobę o światopoglądzie ściśle naukowym
Co to znaczy "osoba o światopoglądzie ściśle naukowym". Pięciolatek to najczęściej spotyka mamę, tatę, ciocię, wujka, księdza oraz panie i panów np. w przedszkolu.

>dlaczego to, dlaczego tamto, to w końcu usłyszy: Bo to ma sens.
Tylko idiota (niezależnie od światopoglądu) nie mający pojęcia o dzieciach może tak odpowiedzieć pięciolatkowi. Zresztą myślę, iż inteligentnego człowieka niezależnie od wieku taka odpowiedź też nie zadowoli, choć innej odpowiedzi będzie oczekiwał. Sens to ludzkie pojęcie i nie wszystko co weryfikowalne w istniejącej obiektywnie rzeczywistości ma ludzki sens.

> To samo usłyszy od teisty po licznych pytania.
Pisałem tu wielokrotnie, iż dla fideizmu alternatywą jest afideizm, czy nawet antyfideizm, a nie ateizm dla którego alternatywą jest teizm. Nie wolno wszystkiego mieszać, gdyż z tego tylko bezrozumność wynika.
Zapewniam Pana, iż inną odpowiedź każdy (i dziecko i dorosły) otrzyma od mądrego człowieka umiejącego samodzielnie myśleć, a inną od człowieka opierającego swoją wiedzę na autorytetach.

>W obu przypadkach ostatecznie chodzi o interpretację rzeczywistości.
Do interpretacji potrzebna jest wiedza i inteligencja, im są na wyższym poziomie, tym interpretacje ciekawsze.

>Z kolei ktoś, kto trzyma się jakichś bezsensownych wyobrażeń, jawnie kolidujących z innymi nie jest żadnym fideistą tylko idiotą.
A jak by Pan określił takich ludzi, do których zupełnie nie dociera, gdyż ich to nawet nie interesuje to co piszą interlokutorzy, tylko cały powtarzają niedyskutowalne Prawdy swojej wiary? Fideizm jest intelektualnym ograniczeniem, lecz nie ma nic wspólnego, nie tylko z idiotyzmem, ale nawet i z debilizmem. Fideistami bywają także, nawet znani intelektualiści.

@@@
.
02-07-2015 15:07 
 Ocena 4 na 4
dajmonion (3663 punktów)
>Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi.
To nie jest fideizm tylko głupota. Interpretacja musi obejmować wszystko. A jak nie ma podziału to i nie ma żadnych prymatów. Jak się przyjmie taką zasadę, to poutrąca się kilka bajeczek niekoniecznie utrącając samo pojęcie boga jako racji dostatecznej. Zresztą z tych poutrącanych bajeczek dałoby się wycisnąć kilka uniwersalnych przekazów i jedynie na tym można by bazować.
>>W obu przypadkach ostatecznie chodzi o interpretację rzeczywistości.
>Do interpretacji potrzebna jest wiedza i inteligencja, im są na wyższym poziomie, tym >interpretacje ciekawsze.
Panu powinno się zabronić kawałkowania wypowiedzi i komentowania każdego zdania z osobna, bo Pan gubi meritum i pisze komentarze zupełnie zbędne jak ten powyższy. Po co pisać takie banały? Które moje zdanie miałoby świadczyć o tym, że ja tego banału nie rozumiem lub nie uznaję?
Moja zasadnicza myśl jest taka, że teizm to rodzaj interpretacji rzeczywistości. Interpretacji, wobec czego nie potrzeba żadnego dowodu, bo dowód w kwestii teizmu musiałby być dowodem absolutnym, a takowe nigdzie nie istnieją. Ktoś może sobie wybrać, że uznaje wyłącznie sprawy ewidentne, ale to jest wybór tej osoby. Arbitralny, bo w społeczeństwie potrzebni są jedni i drudzy. Osoba patrząca na rzeczywistość tylko przez pryzmat matematyki pewnych nowych rzeczy może nie dostrzec, bo jej aparat poznawczy nastawiony jest na skanowanie otoczenia pod kątem szczegółów i ścisłych zależności.


dajmonion
02-07-2015 16:37 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi.
>To nie jest fideizm tylko głupota.
A to jest Pańska inteligentna interpretacja hasła z Wikipedii. Głupot znamy bardzo wiele i dlatego warto je
porządkować i nazywać Zgadzam się z Panem fideizm jest jedną w wielu głupot, którym hołdują ludzie.

>Interpretacja musi obejmować wszystko.
Bzdura, to co interpretuje wszystko, tak naprawdę nie interpretuje niczego. Interpretacja winny być konkretne i dotyczyć konkretnych rzeczy.

>A jak nie ma podziału to i nie ma żadnych prymatów.
Jest tu wyraźny podział i można łatwo określić prymaty.

> Jak się przyjmie taką zasadę, to poutrąca się kilka bajeczek
Tu akurat nie ma mowy o żadnych bajeczkach. Znowu Pan nie zrozumiał.

> niekoniecznie utrącając samo pojęcie boga jako racji dostatecznej.
A na jakiej zasadzie można przyjąć "samo pojęcie boga jako racji dostatecznej"?
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3677
Według mnie tylko na zasadzie oderwanych od istniejącej obiektywnie rzeczywistości spekulacji. Żadne wytwory fantazji i spekulacji nie są naukowo weryfikowalne i jedyną drogą ich przyjęcia jest wiara.

> Zresztą z tych poutrącanych bajeczek dałoby się wycisnąć kilka uniwersalnych przekazów i jedynie na tym można by bazować.
Nie wiem, o czym Pan tu mówi, ale chyba niewielka strata.

>W obu przypadkach ostatecznie chodzi o interpretację rzeczywistości.
Do interpretacji potrzebna jest wiedza i inteligencja, im są na wyższym poziomie, tym interpretacje ciekawsze.
>Panu powinno się zabronić kawałkowania wypowiedzi i komentowania każdego zdania z osobna,
Chciałby Pan, to stara metoda wszystkich religiantów, niezależnie od wyznawanej religii. Mnie Pańskie manipulacje moim tekstem tylko średnio irytują, gdyż łatwo je wykazać.

>bo Pan gubi meritum i pisze komentarze zupełnie zbędne jak ten powyższy. Po co pisać takie banały? Które moje zdanie miałoby świadczyć o tym, że ja tego banału nie rozumiem lub nie uznaję?
Zostaw Pan spokojnie oceny naszym czytelnikom. Większość to naprawdę inteligentni ludzie potrafiący samodzielnie myśleć i samodzielnie dokonywać ocen.

>Moja zasadnicza myśl jest taka, że teizm to rodzaj interpretacji rzeczywistości. Interpretacji, wobec czego nie potrzeba żadnego dowodu, bo dowód w kwestii teizmu musiałby być dowodem absolutnym, a takowe nigdzie nie istnieją.
Ależ Pan się tu już wielokrotnie powtarza. W miarę rozumiem co Pan tu wypisuje i co Pan chce przekazać, tyle tylko,
że z mojego punktu widzenia, to jest zestaw napuszonych, treściowo pustych, fideistycznych krętactw. Wolę to opisać własnym językiem. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. O czym tu dyskutować, gdy Panu żadne dowody nie są potrzebne i wymyśla Pan sobie jakieś "dowody absolutne" dotyczące absolutu, "które nigdzie nie istnieją".

No i o czym tu miałbym jeszcze dyskutować, gdy dyskusją może być - według mnie - oparta tylko na merytorycznych, dających się zweryfikować argumentach, a nie na wierze w to, że Pan ma rację.

>Ktoś może sobie wybrać, że uznaje wyłącznie sprawy ewidentne, ale to jest wybór tej osoby. Arbitralny, bo w społeczeństwie potrzebni są jedni i drudzy. Osoba patrząca na rzeczywistość tylko przez pryzmat matematyki pewnych nowych rzeczy może nie dostrzec, bo jej aparat poznawczy nastawiony jest na skanowanie otoczenia pod kątem szczegółów i ścisłych zależności.
Ależ zgoda, żyjemy w miarę w wolnym kraju i jeżeli już jakieś poglądy są tu narzucane, to wynikające z doktryny katolickiej i wiary w jej jedyno-słuszność. Później poglądy fideistyczne wynikające z różnych nawet i jednostkowych doktryn, a dopiero na końcu cichutko racjonaliści mogą przeciw głupocie zaoponować.

Pan sobie wybrał i spokojnie może Pan tkwić w swoim wyborze. Nikt Panu tego nie zabroni, a nie chciałbym tego zrobić nawet wtedy gdybym mógł, tak jak nie mogę. Cenię sobie racjonalne wybory, a do nich każdy musi dochodzić sam.
Tyle tylko, że na racjonalistycznym forum niech Pan nie wpiera, że to Pan ma rację, a dostatecznym argumentem jest to,
iż Pan w swoją rację święcie wierzy, gdyż to tu żenada.

@@@
.
05-07-2015 14:31 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
>>Interpretacja musi obejmować wszystko.
>Bzdura, to co interpretuje wszystko, tak naprawdę nie interpretuje niczego. Interpretacja >winny być konkretne i dotyczyć konkretnych rzeczy.
Nie istnieją żadne ograniczenia w odniesieniu do interpretacji jak efektu racjonalnego namysłu.
Interpretacje mogą być bardziej specjalistyczne, interdyscyplinarne lub wręcz dotyczyć całości doświadczenia.
Obejmowanie wszystkiego oznacza uwzględnianie wszystkiego w interpretacji tak aby w umysłach ludzi nie funkcjonowały osobne narracje (mechanika kwantowa obok rodzących dziewic). Z tego punktu widzenia ktoś może być teistą w tym sensie, że tak a nie inaczej interpretuje rzeczywistość. Kluczowym słowem jest tu słowo interpretacja, a nie wiara, co oznacza, że mamy do czynienia z procesem rozumowym i dzięki temu pojawia się wymóg aby uwzględnić wszystko, a więc także dorobek nauki.
>A na jakiej zasadzie można przyjąć "samo pojęcie boga jako racji dostatecznej"?
>Według mnie tylko na zasadzie oderwanych od istniejącej obiektywnie rzeczywistości spekulacji.
Lub na zasadzie interpretacji obserwowanej rzeczywistości.
>Żadne wytwory fantazji i spekulacji nie są naukowo weryfikowalne i jedyną drogą ich przyjęcia >jest wiara.
Wytworem fantazji są co najwyżej mitologie. Teizm nie musi się na mitologiach ani zaczynać ani kończyć.
>>Zresztą z tych poutrącanych bajeczek dałoby się wycisnąć kilka uniwersalnych przekazów i >>jedynie na tym można by bazować.
>Nie wiem, o czym Pan tu mówi, ale chyba niewielka strata.
Dla Pana na pewno.
>Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest >czarne, gdy on wierzy inaczej.
>No i o czym tu miałbym jeszcze dyskutować, gdy dyskusją może być - według mnie - oparta tylko >na merytorycznych, dających się zweryfikować argumentach, a nie na wierze w to, że Pan ma >rację.
Teiści, którzy by przyjęli taki sposób rozumienia swojego światopoglądu, jaki ja tu proponuję, czyli rodzaj intelektualnej interpretacji świata zamiast wiary w różne dziwne rzeczy to ludzie, z którymi można by długo i namiętnie dyskutować. Przyjęcie zasady priorytetu rozumu w swoim światopoglądzie to już bardzo dużo.
Nie istnieje taki sztuczny podział, że po jednej stronie jest wiara, z którą nie ma dyskusji, po drugiej cała reszta. Wszędzie można spotkać osoby mocno utwierdzone w swoich poglądach.
To zresztą nie musi być wadą. Trzeba na czymś stać, a proces wymiany fundamentów jest długotrwały. Człowiek to nie komputer, gdzie można wymienić szybko systemy operacyjne.
>Tyle tylko, że na racjonalistycznym forum niech Pan nie wpiera, że to Pan ma rację, a dostatecznym argumentem jest to, iż Pan w swoją rację święcie wierzy, gdyż to tu żenada.
Nie istnieje żadna zasada nie-wpierania. Dyskusja jest wolna i grunt aby pewien poziom agresji nie został przekroczony. Poza tym znowu wypowiada się Pan skrajnie niejasno. Gdzie jest wyraźna granica między wpieranie a nie-wpieraniem. Jak popatrzyć na dyskusje, to ciągle ludzie nawzajem sobie różne rzeczy wpierają. I dobrze. Byle by się nie pozabijali. Jak dyskutują, to znaczy, że pewne sprawy są ważne, a nerwy wynikają z faktu, że przetwarzanie zachodzi na głębokim poziomie, sięgającym fundamentów.
Dla wielu z tych osób jestem pełen podziwu, bo czasami trzeba mieć sporo odwagi, by się tym zająć i babrać w tym tematach. I jeżeli teraz Pan zniechęca do dyskutowania z upartymi wierzącymi, bo rzekomo nie ma to sensu, to dla mnie to jest szkodzenie, zaburzanie tego procesu.


dajmonion
05-07-2015 18:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Interpretacja musi obejmować wszystko.
Bzdura, to co interpretuje wszystko, tak naprawdę nie interpretuje niczego. Interpretacja winny być konkretne i dotyczyć konkretnych rzeczy.
>Nie istnieją żadne ograniczenia w odniesieniu do interpretacji jak efektu racjonalnego namysłu.
Poza różnymi religiami/ideologiami nikt się bawi w różne policje myśli i każdy sobie może interpretować to co chce i jak chce.

>Interpretacje mogą być bardziej specjalistyczne, interdyscyplinarne lub wręcz dotyczyć całości doświadczenia.
Mogą być przeróżniaste i dotyczyć wszystkiego, ale im bardziej jedna interpretacja obejmuje wszystko, tym bardziej jest niedorzeczną.
pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_wszystkiego
bogdan.wor(*)wszystkiego-czyli-wielkie-nic/

>Obejmowanie wszystkiego oznacza uwzględnianie wszystkiego w interpretacji tak aby w umysłach ludzi nie funkcjonowały osobne narracje (mechanika kwantowa obok rodzących dziewic).
Zdecydowanie chciałbym aby u ludzi funkcjonowały osobne narracje dotyczące "mechaniki kwantowej i "rodzących dziewic". Gdy im się to miesza to już czysta żenada. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,589214#w589475

>Z tego punktu widzenia ktoś może być teistą w tym sensie, że tak a nie inaczej interpretuje rzeczywistość.
Interpretacja
1. «wydobycie i wyjaśnienie sensu czegoś»
2. «przypisywanie czemuś jakiegoś znaczenia»


>Kluczowym słowem jest tu słowo interpretacja, a nie wiara, co oznacza, że mamy do czynienia z procesem rozumowym i dzięki temu pojawia się wymóg aby uwzględnić wszystko, a więc także dorobek nauki.
To Pańska wiara, której racjonalnie nie można zakwestionować, gdyż nie sposób z wiarą dyskutować. Wszyscy ludzie, nawet zdolni do tego choćby tylko w minimalnym stopniu, jakoś tam sobie interpretują rzeczywistość, ale do każdej interpretacji konieczne są jakieś podstawy i tu mówimy o tych podstawach, a nie o samej późniejszej interpretacji.

> niekoniecznie utrącając samo pojęcie boga jako racji dostatecznej.
A na jakiej zasadzie można przyjąć "samo pojęcie boga jako racji dostatecznej"?
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3677
Według mnie tylko na zasadzie oderwanych od istniejącej obiektywnie rzeczywistości spekulacji.
>Lub na zasadzie interpretacji obserwowanej rzeczywistości.
Siadł se Wacek na przyzbie i sobie zainterpretował. Tera jus co Wacka, to Wacka i nikt mu tego nie odbierze. Pan kpi,
czy o drogę pyta? To racjonalistyczne forum i ludzie piszący tu powinni być do swoich interpretacji jakoś tam przygotowani.

Żadne wytwory fantazji i spekulacji nie są naukowo weryfikowalne i jedyną drogą ich przyjęcia jest wiara.
>Wytworem fantazji są co najwyżej mitologie. Teizm nie musi się na mitologiach ani zaczynać ani kończyć.
Wytworem fantazji i mitów są wszystkie religie i wszyscy Bogowie. Bez tego źródła nie możliwe byłyby jakiekolwiek spekulacje filozoficzne i teologiczne dotyczące istnienia świata nadprzyrodzonego, a w nim bogów wszelakich. Najbardziej intelektualnie przetworzona wiedza na temat bogów dalej poza mity nie wychodzi, gdyż nie może być w sposób dostępny ludziom weryfikowalną. Żadna Pańska wiara, iż jakiś tam "Bóg" jest wytworem interpretacji rzeczywistości niczego tu nie zmienia. Od mieszania herbata nie robi się słodszą.

Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

No i o czym tu miałbym jeszcze dyskutować, gdy dyskusją może być - według mnie - oparta tylko na merytorycznych, dających się zweryfikować argumentach, a nie na wierze w to, że Pan ma rację.

Teizm - wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu oraz pogląd filozoficzno-religijny głoszący, że tacy bogowie istnieją.
>Teiści, którzy by przyjęli taki sposób rozumienia swojego światopoglądu, jaki ja tu proponuję, czyli rodzaj intelektualnej interpretacji świata zamiast wiary
A skąd by najpierw by wzięli i na jakich warunkach tego "Boga" do "intelektualnej interpretacji świata", niezależnie od tego co miałby ten zwrot i sam "Bóg" znaczyć?

> w różne dziwne rzeczy to ludzie, z którymi można by długo i namiętnie dyskutować.
Można, ale wartościowe dyskusje, to dyskusje prowadzące do jakiś konkluzji.

CDN

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>Wytworem fantazji i mitów są wszystkie religie i wszyscy Bogowie. Bez tego źródła nie możliwe >byłyby jakiekolwiek spekulacje filozoficzne i teologiczne dotyczące istnienia świata >nadprzyrodzonego, a w nim bogów wszelakich. Najbardziej intelektualnie przetworzona wiedza na >temat bogów dalej poza mity nie wychodzi, gdyż nie może być w sposób dostępny ludziom >weryfikowalną.
Z tego wynika, że gdyby nie mity, to rozważania o nadprzyrodzoności by nie powstały, a tego nie może Pan z całą pewnością stwierdzić. Moim zdaniem mogłyby powstać chociażby z tego powodu, że pojęcia odnoszące się do boga nie muszą być naoczne, a naoczność jest cechą mitów (dziadek z brodą itp.).


dajmonion
10-07-2015 10:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Wytworem fantazji i mitów są wszystkie religie i wszyscy Bogowie. Bez tego źródła nie możliwe byłyby jakiekolwiek spekulacje filozoficzne i teologiczne dotyczące istnienia świata nadprzyrodzonego, a w nim bogów wszelakich. Najbardziej intelektualnie przetworzona wiedza na temat bogów dalej poza mity nie wychodzi, gdyż nie może być w sposób dostępny ludziom weryfikowalną. Żadna Pańska wiara, iż jakiś tam "Bóg" jest wytworem interpretacji rzeczywistości niczego tu nie zmienia. Od mieszania herbata nie robi się słodszą.
>Z tego wynika, że gdyby nie mity, to rozważania o nadprzyrodzoności by nie powstały, a tego nie może Pan z całą pewnością stwierdzić.
Nie, z tego wcale to nie wynika. Nie wziął Pan pod uwagę "fantazji".

>Moim zdaniem mogłyby powstać chociażby z tego powodu, że pojęcia odnoszące się do boga nie muszą być naoczne,
Pojęcia odnoszące się do bogów są przeróżne. Takie jakie tylko ludzie potrafili sobie wymyślić.

> a naoczność jest cechą mitów (dziadek z brodą itp.).
A skąd Pan sobie taki "mit" zaczerpnął.

"Uważano, że mity religijne ukazują przede wszystkim pewien rodzaj wiedzy, czy to wyjaśniając niezrozumiałe zjawiska przyrody i tym samym uzupełniając skromny zasób racjonalnej wiedzy prymitywnego człowieka arbitralnymi wytworami fantazji, czy to przekazując mu zniekształconą informację o historii plemiennej. Ta interpretacja mitów jako pseudonauki pierwotnych ludzi, jako fałszywego wyjaśniania przyrody, łączyła się zwykle z analogiczną interpretacją magii jako pseudotechniki, jako próby kompensowania ubogich umiejętności praktycznych technologią imaginacyjną. Ujęcie to, sięgające wstecz aż do starożytności, popularne było wśród antyreligijnie nastawionych filozofów Oświecenia i w znacznym stopniu pozostało podłożem badań antropologicznych, łącznie z dziełem Frazera, przez cały wiek dziewiętnasty. Konkurencyjne interpretacja, którą zapoczątkowali epikurejczycy, kładzie nacisk nie na poznawczą, lecz na emocjonalną funkcję mitów; strach przed śmiercią, cierpienie i pragnienie zachowania dobroczynnego ładu w chaosie świata miały wyjaśnić nam historię religii. Ujęcie intelektualistyczne zostało raczej zaniechane w wieku dwudziestym na rzecz różnych teorii (Durkheim, Malinowski), które kładły nacisk na społeczną, nie zaś poznawczą wartość mitów, na ich rolę w integracji społeczeństwa, w sterowaniu i kontrolowaniu emocji zbiorowych, w podtrzymywaniu struktury rodzinnej i innych instytucji życia społecznego.

W ostatnich dziesięcioleciach jesteśmy jednak świadkami powrotu do ujęcia intelektualistycznego w całkiem nowej wersji, głównie w wyniku prac Lévi-Straussa i jego kontynuatorów. Okazuje się znowu (jeśli się z nimi zgodzić), że interpretacja mitów w kategoriach ich funkcji poznawczej jest najbardziej owocna, choć nie w oświeceniowym sensie. Wysiłek tej nowej szkoły skupia się na rozkładaniu materiały mitologicznego na części i ponownym zestawieniu go w nowy, sensowny porządek, dzięki czemu ujawniona zostaje ukryta struktura, której ludzie wierzący nie są świadomi, lecz która dostarcza im w rzeczywistości intelektualnych narzędzi do klasyfikowania i wyjaśniania relacji zarówno przyrodniczych, jak i społecznych."
L. Kołakowski, Jeśli Boga nie ma...

_____________

PS. Pani Beatus: Ponieważ z jednej strony jestem wierząca i ładnych kilka lat spędziłam na studiowaniu religioznawstwa,
z drugiej zaś uważam, że każda jednostka ma przede wszystkim prawo do samostanowienia, chciałabym spróbować pomóc niewierzącym w rozumieniu wierzących. Pewnie to trochę dziwaczna, pokojowa postawa.


>Nie ma racjonalnych przesłanek, które pozwalałyby na różne traktowanie wszystkich mitologii.
Są, zależy jak zdefiniujemy mit. Mało osób, przynajmniej w świecie nauki, podtrzymuje opinię XIX w., że mit jest bajką
i niczym więcej. Są różne koncepcje. Mnie podoba się ta, która twierdzi, że mit jest rodzajem wyrazu najgłębszych egzystencjalnych rozterek człowieka w odniesieniu do własnej kondycji, życia społecznego i miejsca w świecie. Takie archetypiczne. W tym ujęciu można spokojnie rozdzielać mity a) ze względu na to jaki obszar egzystencjalny poruszają
b) ze względu na to jak to robi. Sytuacja jest dość śliska, ponieważ nie ma jednoznacznej metody oddzielenia tego co faktycznie jest mitem, od tego co ma zbyt wiele elementów baśni.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,194335#w199164
Warto jest dużo czytać. Nawet co mądrzejsze wypowiedzi na naszym forum, ale gdzie te czasy, gdy wierzących reprezentowała tu pani Beatus, a nie np. pan Brzostowski?

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
Chodziło mi o coś innego. Napisał Pan, że najbardziej przetworzona intelektualnie wiedza poza mity nie wychodzi, bo jest nieweryfikowalna.
Tymczasem brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy. Geometria wyszła od mierzenia Ziemi, nie jest jednak tak jak pierwotnie ani nauką realną ani czysto praktyczną.

dajmonion
14-07-2015 12:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Największy problem z wierzącymi jest ten, iż nie potrafią ze zrozumieniem przeczytać co inni napisali i myśli innych po swojemu przetwarzają, imputując im własne myśli, jako ich myśli, z którymi później zajadle dyskutują. (Prawdopodobnie stąd u Pana ten wstręt do konkretnych cytatów wypowiedzi polemistów.)
>Chodziło mi o coś innego. Napisał Pan, że najbardziej przetworzona intelektualnie wiedza poza mity nie wychodzi, bo jest nieweryfikowalna.
Niczego takiego nie napisałem. Tu przytaczam moją wypowiedź:
Wytworem fantazji i mitów są wszystkie religie i wszyscy Bogowie. Bez tego źródła nie możliwe byłyby jakiekolwiek spekulacje filozoficzne i teologiczne dotyczące istnienia świata nadprzyrodzonego, a w nim bogów wszelakich. Najbardziej intelektualnie przetworzona wiedza na temat bogów dalej poza mity nie wychodzi, gdyż nie może być w sposób dostępny ludziom weryfikowalną. Żadna Pańska wiara, iż jakiś tam "Bóg" jest wytworem interpretacji rzeczywistości niczego tu nie zmienia. Od mieszania herbata nie robi się słodszą.
>Tymczasem brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy.
Zgoda brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy tylko co z tego wynika?

>Geometria wyszła od mierzenia Ziemi, nie jest jednak tak jak pierwotnie ani nauką realną ani czysto praktyczną.
Nie jest tu tak ważnym od czego wyszła, ale to, iż wraz z całą matematyką stała się dobrym ludzkim narzędziem opisu istniejącej obiektywnie rzeczywistości.

@@@
.
15-07-2015 00:53 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Tymczasem brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy.
>Zgoda brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy tylko co z tego >wynika?
Skoro dane rozważania wykraczają poza to, co było dla nich tylko inspiracją (mity), to znaczy, że o bogu można snuć rozważania filozoficzne, a nie tylko teologiczne. Jeżeli Pan to rozumie, to po co Pan w ogóle zszedł na temat mitów?

dajmonion
15-07-2015 11:35 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Chodziło mi o coś innego. Napisał Pan, że najbardziej przetworzona intelektualnie wiedza poza mity nie wychodzi, bo jest nieweryfikowalna.
Niczego takiego nie napisałem. Tu przytaczam moją wypowiedź:
Wytworem fantazji i mitów są wszystkie religie i wszyscy Bogowie. Bez tego źródła nie możliwe byłyby jakiekolwiek spekulacje filozoficzne i teologiczne dotyczące istnienia świata nadprzyrodzonego, a w nim bogów wszelakich. Najbardziej intelektualnie przetworzona wiedza na temat bogów dalej poza mity nie wychodzi, gdyż nie może być w sposób dostępny ludziom weryfikowalną. Żadna Pańska wiara, iż jakiś tam "Bóg" jest wytworem interpretacji rzeczywistości niczego tu nie zmienia. Od mieszania herbata nie robi się słodszą.
>Tymczasem brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy.
Zgoda brak weryfikowalności nie oznacza, że nie można wyjść poza antropomorfizmy tylko co z tego wynika?
>Skoro dane rozważania wykraczają poza to, co było dla nich tylko inspiracją (mity), to znaczy, że o bogu można snuć rozważania filozoficzne, a nie tylko teologiczne.
(Z tego to po pierwsze wynika, iż Pan nie rozumie, bądź używa tylko w Pańskim rozumieniu różnych terminów. Tu np. "mity" i "antropomorfizmy", a gdy występuje różne rozumienie słów, to trudno o jakąkolwiek konkluzywność.)
Najlepszym dowodem, że można snuć rozważania filozoficzne o świecie nieweryfikowalnym przez nauki przyrodoznawcze jest to, iż je snuto. Tylko tu trzeba wrócić do filozoficznego pytania o granicę oraz możliwości ich ostrego wyznaczania.
Czy Pan zna ostrą granicę pomiędzy filozofią religii a teologią? Ja takiej nie znam. A filozofować (spekulować) można prawie na każdy temat. Tyle tylko, iż jest pytanie o sensowność snucia takich spekulacji?

> Jeżeli Pan to rozumie,
Siebie rozumiem doskonale, a Pana staram się jak mogę.

>to po co Pan w ogóle zszedł na temat mitów?
Ze starego zwyczaju trzymania się tematu rozmowy. Napisał Pan:
Nie istnieją żadne ograniczenia w odniesieniu do interpretacji jak efektu racjonalnego namysłu.
Interpretacje mogą być bardziej specjalistyczne, interdyscyplinarne lub wręcz dotyczyć całości doświadczenia.
Obejmowanie wszystkiego oznacza uwzględnianie wszystkiego w interpretacji tak aby w umysłach ludzi nie funkcjonowały osobne narracje ( mechanika kwantowa obok rodzących dziewic). Z tego punktu widzenia ktoś może być teistą w tym sensie, że tak a nie inaczej interpretuje rzeczywistość. Kluczowym słowem jest tu słowo interpretacja, a nie wiara, co oznacza, że mamy do czynienia z procesem rozumowym i dzięki temu pojawia się wymóg aby uwzględnić wszystko, a więc także dorobek nauki.

Wytworem fantazji są co najwyżej mitologie. Teizm nie musi się na mitologiach ani zaczynać ani kończyć.


Może choć samego siebie uważnie Pan poczyta?

@@@
.
15-07-2015 01:49 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Z tego wynika, że gdyby nie mity, to rozważania o nadprzyrodzoności by nie powstały, a tego nie >>może Pan z całą pewnością stwierdzić.
>Nie, z tego wcale to nie wynika. Nie wziął Pan pod uwagę "fantazji".
A Pan nie wziął pod uwagę rozumu. I dlatego napisał Pan, że bez fantazji i mitów spekulacje o bogu by nie powstały.

dajmonion
15-07-2015 12:42 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Z tego wynika, że gdyby nie mity, to rozważania o nadprzyrodzoności by nie powstały, a tego nie może Pan z całą pewnością stwierdzić.
Nie, z tego wcale to nie wynika. Nie wziął Pan pod uwagę "fantazji".
> A Pan nie wziął pod uwagę rozumu.
Tak Pan sądzi? Przecież wyżej napisałem:
Człowiek jest istotą rozumną i każdy jakoś tam ze swojego rozumu korzysta. Czasem racjonalizując nawet największe bzdury. Zresztą "racjonalizm" to bardzo pojemne pojęcie: pl.wikipedia.org/wiki/Racjonalizm

>I dlatego napisał Pan, że bez fantazji i mitów spekulacje o bogu by nie powstały.
Tak Pan sądzi, że dlatego, iż nie wiem , iż homo sapiens, jak sama nazwa wskazuje, jakiś tam rozum posiada - co najwyżej różniący się stopniem intelektualnej sprawności.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,662140#w662882
Jakoś dziwnie jestem przekonany, że właśnie dlatego, iż posiadamy rozum, to możemy sobie pozwolić na intelektualne spekulacje. Na fantazje, mity, filozofię i teologię.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>>a naoczność jest cechą mitów (dziadek z brodą itp.).
>A skąd Pan sobie taki "mit" zaczerpnął?
Stąd, że mit jest opowieścią.
Mit (stgr. μῦθος mythos - "myśl, zamysł, opowieść, baśń") - opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka

dajmonion
15-07-2015 11:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>a naoczność jest cechą mitów (dziadek z brodą itp.).
A skąd Pan sobie taki "mit" zaczerpnął?
>Stąd, że mit jest opowieścią.
>Mit (stgr. μῦθος mythos - "myśl, zamysł, opowieść, baśń") - opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka
I uważa Pan, iż przeczytanie pierwszego zdania wystarczy? pl.wikipedia.org/wiki/Mit

@@@
.
05-07-2015 18:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy.

>Przyjęcie zasady priorytetu rozumu w swoim światopoglądzie to już bardzo dużo.
A według mnie to bardzo mało. Człowiek jest istotą rozumną i każdy jakoś tam ze swojego rozumu korzysta. Czasem racjonalizując nawet największe bzdury. Zresztą "racjonalizm" to bardzo pojemne pojęcie: pl.wikipedia.org/wiki/Racjonalizm

>Nie istnieje taki sztuczny podział, że po jednej stronie jest wiara, z którą nie ma dyskusji, po drugiej cała reszta.
Mój podział jest sztucznym dla Pana, a Pańskie jego rozumienie jest zupełnie niezgodne z tym co ja gdziekolwiek na ten temat napisałem. Elementy wiary występują u wszystkich ludzi, a nawet tam, gdzie są dominującymi dla danego światopoglądu, to różna jest ich głębokość. Z wiarą nie ma dyskusji, ale wierzą ludzie i różną jest ich ta wiara.

>Wszędzie można spotkać osoby mocno utwierdzone w swoich poglądach.
A co to "utwierdzenie" miałoby by znaczyć? Jestem np. mocno utwierdzony w moich poglądach, gdyż opieram je na dorobku nauki (science), ale nauka odrzuca wszelkie poglądy oparte na wierze. Z drugiej strony są osoby mocno "utwierdzone", gdyż opierają swoje poglądy na głębokiej wierze.

>To zresztą nie musi być wadą.
Co nie musi być wadą?
Osobowość autorytarna?
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

>Trzeba na czymś stać,
No właśnie, osobowość którą otrzymujemy poprzez geny oraz w procesie socjalizacji, jest bardzo trwałym fundamentem i dlatego nawet wtedy gdy to nawet jest możliwe, to
> proces wymiany fundamentów jest długotrwały. Człowiek to nie komputer, gdzie można wymienić szybko systemy operacyjne.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,482370#w482571

Tyle tylko, że na racjonalistycznym forum niech Pan nie wpiera, że to Pan ma rację, a dostatecznym argumentem jest to, iż Pan w swoją rację święcie wierzy, gdyż to tu żenada.
>Nie istnieje żadna zasada nie-wpierania.
Tak ma Pan tu rację! Znam sporo mniej lub bardziej poważnych dzieł oraz podręczników dotyczących umiejętności, czy nawet sztuki "wpierania" to dotyczących "nie-wpierania" nie znam.

>Dyskusja jest wolna i grunt aby pewien poziom agresji nie został przekroczony.
www.racjon(*)m.php/s,668549/z,0/d,3#w668639

>Poza tym znowu wypowiada się Pan skrajnie niejasno.
Tu mam tylko jedną refleksję, jak bardzo obłudny jest ten świat, gdy przez większość swojego życia i w większości moich publikacji byłem chwalonym za jasność stylu i komunikatywność przekazu, ale jest chyba tak - co dosyć często powtarzam - nie wszystko jest dla wszystkich.

> Gdzie jest wyraźna granica między wpieranie a nie-wpieraniem.
Panu jest potrzeba wyraźna? Ja uważam, że wyraźne granice zdarzają się wyjątkowo rzadko.

>Jak popatrzyć na dyskusje, to ciągle ludzie nawzajem sobie różne rzeczy wpierają.
Oczywiście, gdyż różne są dyskusji i różni ludzie biorą w nich udział.

> I dobrze. Byle by się nie pozabijali.
Byłem na takiej, gdzie zaperzony dyskutant zmarł na zawał i nawet gdyby miał rację, to jego oponent już go o kilkadziesiąt lat przeżył.

>Jak dyskutują, to znaczy, że pewne sprawy są ważne, a nerwy wynikają z faktu, że przetwarzanie zachodzi na głębokim poziomie, sięgającym fundamentów.
Nawet o najpoważniejszych sprawach można wieść głupie dysputy, a na temat trzeciorzędnych prowadzić poważne rozmowy. Nie tyle sam temat warunkuje powagę, co merytoryczne przygotowanie do rozmowy dyskutantów oraz choćby tylko minimalna znajomość zasad prowadzenia intelektualnego sporu.

> Dla wielu z tych osób jestem pełen podziwu, bo czasami trzeba mieć sporo odwagi, by się tym zająć i babrać w tym tematach.
Tak, parę osób już się dziwiło tematem mojego zainteresowania, ale jeszcze nikt mnie za ten wybór nie podziwiał. Czasem niektórzy trochę moją wiedzę w tym zakresie doceniali.

>I jeżeli teraz Pan zniechęca do dyskutowania z upartymi wierzącymi, bo rzekomo nie ma to sensu, to dla mnie to jest szkodzenie, zaburzanie tego procesu.
Mamy tu ogromne archiwum, niech Pan przytoczy tu jakieś konkluzywne dyskusje z głęboko wierzącymi. Ja takich nie pamiętam.

I weźmy to odwrotnie. Ja sam dyskutowałem tu wielokrotnie z wierzącymi o różnej głębokości ich wiary i o różnych poziomach intelektualnych. Czasem były to rozmowy dosyć merytoryczne i sporo wnoszące, choć w większości wierzący, gdy zabrakło im argumentów podejmowali atak bezpośrednio na mnie. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,664981#w665147

Ale gdy dyskutowałem, to widocznie widziałem sens takich rozmów i dla mnie znaczenie miała optymalizacja wyartykułowania własnych poglądów oraz dostarczenie argumentów w dyskusjach światopoglądowych ludziom tego potrzebującym. Inteligentni ludzie (i niech Pan nie doszukuje się tu, że Pana z tego grona wyłączam), stale szukają lepszych odpowiedzi na wiele pytań i wiele inspiracji znajdują u innych. Tak też jest ze mną. Preferuję książki, ale tu też wiele mądrych inspiracji znalazłem.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>>To zresztą nie musi być wadą.
>Co nie musi być wadą?
>Osobowość autorytarna?
Napisałem, że nie musi, a nie że nigdy nie jest.
>>Gdzie jest wyraźna granica między wpieranie a nie-wpieraniem.
>Panu jest potrzeba wyraźna? Ja uważam, że wyraźne granice zdarzają się wyjątkowo rzadko.
No właśnie. Raz można napisać, że się jest chwalonym za jasność, a innym razem tak jak powyżej.

dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wszędzie można spotkać osoby mocno utwierdzone w swoich poglądach.
A co to "utwierdzenie" miałoby by znaczyć? Jestem np. mocno utwierdzony w moich poglądach, gdyż opieram je na dorobku nauki (science), ale nauka odrzuca wszelkie poglądy oparte na wierze. Z drugiej strony są osoby mocno "utwierdzone", gdyż opierają swoje poglądy na głębokiej wierze.
>To zresztą nie musi być wadą.
Co nie musi być wadą?
Osobowość autorytarna?
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041
>Napisałem, że nie musi, a nie że nigdy nie jest.
Tak Pan istotnie tu napisał, ale co z tego wynika dla naszych rozważań? Pytanie było o "utwierdzenie"? Znowu Pan manipuluje czyimiś wypowiedziami.

Tyle tylko, że na racjonalistycznym forum niech Pan nie wpiera, że to Pan ma rację, a dostatecznym argumentem jest to,
iż Pan w swoją rację święcie wierzy, gdyż to tu żenada.

>Nie istnieje żadna zasada nie-wpierania. Dyskusja jest wolna i grunt aby pewien poziom agresji nie został przekroczony. Poza tym znowu wypowiada się Pan skrajnie niejasno. Gdzie jest wyraźna granica między wpieranie a nie-wpieraniem. Jak popatrzyć na dyskusje, to ciągle ludzie nawzajem sobie różne rzeczy wpierają.
Nie, nie istnieje taka zasada można wpierać i bez zasad.

>Gdzie jest wyraźna granica między wpieranie a nie-wpieraniem.
Panu jest potrzeba wyraźna? Ja uważam, że wyraźne granice zdarzają się wyjątkowo rzadko.
>No właśnie. Raz można napisać, że się jest chwalonym za jasność, a innym razem tak jak powyżej.
A co ma wspólnego ostrość granic z komunikatywnością języka? Nie pełna jasność konkretnej wypowiedzi nie musi zaraz być bełkotem.

@@@
.
15-07-2015 02:07 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>.
>>Wszędzie można spotkać osoby mocno utwierdzone w swoich poglądach.
>A co to "utwierdzenie" miałoby by znaczyć? Jestem np. mocno utwierdzony w moich poglądach, gdyż opieram je na dorobku nauki (science), ale nauka odrzuca wszelkie poglądy oparte na wierze. Z drugiej strony są osoby mocno "utwierdzone", gdyż opierają swoje poglądy na głębokiej wierze.
>>To zresztą nie musi być wadą.
>Co nie musi być wadą?
> Osobowość autorytarna?
>www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041
>>Napisałem, że nie musi, a nie że nigdy nie jest.
>Tak Pan istotnie tu napisał, ale co z tego wynika dla naszych rozważań?
To właśnie, że nie musi i że Pana informacja o osobowości autorytarnej to jedynie przygodna ciekawostka.
>Znowu Pan manipuluje czyimiś wypowiedziami.
Znowu stosuje Pan chwyty poniżej pasa. Słowo manipulacja sugeruje, że robię coś z premedytacją, a to nie prawda.
>A co ma wspólnego ostrość granic z komunikatywnością języka?
Proszę wejść do ciemnego tunelu, gdzie ledwo co widać i opowiedzieć swoje wrażenia, to sie Pan przekona.
>Nie pełna jasność konkretnej wypowiedzi nie musi zaraz być bełkotem.
Właśnie i dotyczy to też teistycznych interpretacji świata. Widzę, że się rozumiemy.

dajmonion
15-07-2015 15:16 
 Ocena-1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>To właśnie, że nie musi i że Pana informacja o osobowości autorytarnej to jedynie przygodna ciekawostka.
Bardzo mało tu podaję tu przygodnych ciekawostek. Zastanawiam się nad sensownością każdego zdania i użytych w nim słów. Także informacja o osobowości nie była podana na zasadzie ciekawostki, tylko wnosiła merytoryczne treści
w rozmowę. Mentalność ma duże znaczenie w budowaniu własnego światopoglądu.

Znowu Pan manipuluje czyimiś wypowiedziami.
>Znowu stosuje Pan chwyty poniżej pasa. Słowo manipulacja sugeruje, że robię coś z premedytacją, a to nie prawda.
Błędy są jednostkowe i gdy się pomylimy to przepraszamy i się wycofujemy. Tu alternatywą do braku premedytacji mogą być tylko niedostatki intelektualne, a o takie Pana nie podejrzewam.

A co ma wspólnego ostrość granic z komunikatywnością języka?
> Proszę wejść do ciemnego tunelu, gdzie ledwo co widać
To włączę tam całe dostępne mi światło.

> i opowiedzieć swoje wrażenia, to się Pan przekona.
Nie widzę konieczności powrotu do czasów gdy ludzie tylko z łuczyw korzystali. Nawet "nowe średniowiecze" mnie nie rajcuje.

Nie pełna jasność konkretnej wypowiedzi nie musi zaraz być bełkotem.
>Właśnie i dotyczy to też teistycznych interpretacji świata.
Zupełnie nie dotyczy. Teistyczne wyjaśnianie świata nie było bełkotem tylko do czasów, gdy nie przedstawiono możliwości naukowego opisu obiektywnie istniejącej rzeczywistości: www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

> Widzę, że się rozumiemy.
Nadal mam wrażenie, iż jest to pomiędzy "nie bardzo" i "wcale", choć czasem wchodzi w fazę "trochę". Ale przez innych jest Pan doskonale rozumiany i udzielają tu Panu w miarę sił swoich intelektualnego wsparcia:

Czytelnik 'ZbyszekzWarszawy' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w670989

Czytelnik 'ZbyszekzWarszawy' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w670987

Tacy intelektualiści teraz nam poziom naszego forum strasznie zawyżają.
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,660262#w670812

@@@
.
18-07-2015 01:10 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Właśnie i dotyczy to też teistycznych interpretacji świata.
>Zupełnie nie dotyczy. Teistyczne wyjaśnianie świata nie było bełkotem tylko do czasów, gdy nie >przedstawiono możliwości naukowego opisu obiektywnie istniejącej rzeczywistości: >www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

Użyłem słowa interpretacja, a nie wyjaśnianie. To nauka wyjaśnia świat, a ludzie bazując na jej dorobku mogą go interpretować tak jak się interpretuje powieść, czy film. Byłem kiedyś w Krytyce Politycznej na spotkaniu z prof. Andrzejem Lederem. Dyskutowaliśmy o filmach M. Antonioniego. Zastanawialiśmy się między innymi co się stało z jedną z bohaterek o imieniu Anna. Z tego co pamiętam chyba do niczego ewidentnego nie doszliśmy. Można jednak być zwolennikiem którejś z opcji i ją drążyć. Może coś ciekawego z tego kiedyś wyniknie. Czy należy kogoś szykanować tylko dlatego, że jest zwolennikiem tej czy innej interpretacji zamiast cierpliwie poczekać, aż nauka ustali daną rzecz ponad wszelką wątpliwość? Czy rację bytu ma bazowanie wyłącznie na tym co ewidentne i wykasowanie całkowite całej reszty? Gdyby buddyści nie uparli się przy medytacji to być może nauka nigdy by się tym tematem nie zajęła i nie ustaliła, że to coś więcej nić efekt placebo. Zresztą sami naukowcy nie reprezentują takiej postawy (patrz konflikt Heisenberga ze Schrödingerem o rozumienie mechaniki kwantowej).
Ktoś mógłby powiedzieć, że im wolno snuć interpretacje, które później będą sprawdzali.
To prawda z punktu widzenia metodologii nauk, jako, że mają odpowiednie przygotowanie.
Prawdą jest jednak też to, że pozostali ludzie nie są z innej gliny ulepieni i też chętnie snują interpretacje.
Światopogląd często wykracza poza to co stwierdza nauka i nie ma w tym nic złego. Dzięki temu świat jest różnorodny, a i sama nauka nierzadko inspiruje się różnymi prądami myślowymi. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy w sytuacji sprzeczności między światopoglądem i nauką wybierane jest to pierwsze.
Konflikt między wiarą a nauką nie jest moim zdaniem konfliktem epistemologicznym tylko psychologicznym. Jest to napięcie jakie powstaje w sytuacji, gdy wyróżnia się pewną interpretację nie mając ku temu dostatecznych danych. Taki konflikt jest nierozwiązywalny tylko w przypadku fanatyka, czyli kogoś, kto preferuje swój światopogląd gdy ten popada w konflikt z nauką.
Cała niefanatyczna reszta może rozładować to napięcie poprzez uświadomienie sobie, że postawa wyróżniania pewnych interpretacji ma swoje zalety. Tak rozumiany teizm ma rację bytu w XXI wieku, tak samo jak buddyzm i wiele różnych innych opcji.

dajmonion
18-07-2015 19:42 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Właśnie i dotyczy to też teistycznych interpretacji świata. Widzę, że się rozumiemy.
Zupełnie nie dotyczy. Teistyczne wyjaśnianie świata nie było bełkotem tylko do czasów, gdy nie przedstawiono możliwości naukowego opisu obiektywnie istniejącej rzeczywistości: www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
>Użyłem słowa interpretacja, a nie wyjaśnianie.
A ja użyłem słowa wyjaśnianie, a nie interpretacja.
Interpretacja - objaśnienie, sposób wytłumaczenia czegoś; odczytanie znaczenia czegoś; wykładnia; gdyż właśnie
o wyjaśnianie istniejącej obiektywnie rzeczywistości mi chodziło.

>To nauka wyjaśnia świat,
Pełna zgoda.

> a ludzie bazując na jej dorobku mogą go interpretować tak jak się interpretuje powieść, czy film.
A ludzie mogą z jej dorobkiem przeróżne rzeczy wyprawiać, zresztą w oparciu o własną fantazję też - tyle tylko, że mnie chodzi o to aby nie mieszać różnych interpretacji z naukowym wyjaśnianiem.

>Czy należy kogoś szykanować tylko dlatego, że jest zwolennikiem tej czy innej interpretacji
Nie należy nikogo szykanować, ale mnie na przykład trudno zrozumieć czym są "uczucia religijne" i na czym polega np. szykanowanie katolików w Polsce, a panów ZbyszkazWarszawy, Ducha Prawdy, czy pana Brzostowskiego na naszym forum. Czy kpienie z głupoty zawartej w wypowiedziach to szykanowanie? Czy napisanie, iż w świetle dorobku nauk przyrodniczych wszelakie interpretacje mieszające nadrzeczywistość do istniejącej obiektywnie rzeczywistości są bzdurą - to szykanowanie?

> zamiast cierpliwie poczekać, aż nauka ustali daną rzecz ponad wszelką wątpliwość?
"Nauka nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na najmniejszy wpływ jakiejkolwiek nadrzeczywistości
na rzeczywistość i to praktycznie zamyka możliwość jakiekolwiek nadnaturalnego stworzenia."
Tak, nauka nie ustaliła ponad wszelką wątpliwość braku istnienia bogów smoków i czarownic i dlatego moja pewność co do tego wynosi tylko 999 promili

>Czy rację bytu ma bazowanie wyłącznie na tym co ewidentne i wykasowanie całkowite całej reszty? Gdyby buddyści nie uparli się przy medytacji to być może nauka nigdy by się tym tematem nie zajęła i nie ustaliła, że to coś więcej nić efekt placebo.
Gdybym uważał mity za zupełnie bezwartościowe, to nigdy nie zajął bym się religioznawstwem i dalej gdybym nie uważał intelektualnych spekulacji za wartościowe nie zainteresował bym się filozofią. Chodzi tylko o to, iż mieszanie tych porządków jest najczęściej tylko manipulacją ukrywającą pustkę treściową interpretacji.

>Ktoś mógłby powiedzieć, że im wolno snuć interpretacje, które później będą sprawdzali.
Przynajmniej ja o takim zakazie nie słyszałem, ale czy warto wszystkie wytwory ludzkiej wyobraźni sprawdzać. Nawet wtedy gdy jasno widać, iż za nimi jakaś choroba stoi?

>Prawdą jest jednak też to, że pozostali ludzie nie są z innej gliny ulepieni i też chętnie snują interpretacje.
Tak, prawie każdy lubi sobie popieprzyć.

>Światopogląd często wykracza poza to co stwierdza nauka i nie ma w tym nic złego.
Światopogląd większości ludzi, to "spójna niespójność". "nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko"

> Dzięki temu świat jest różnorodny, a i sama nauka nierzadko inspiruje się różnymi prądami myślowymi. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy w sytuacji sprzeczności między światopoglądem i nauką wybierane jest to pierwsze.
Tak i pisałem o tym już tu wielokrotnie.

>Konflikt między wiarą a nauką nie jest moim zdaniem konfliktem epistemologicznym tylko psychologicznym.
Według mnie, choć wychodzi on od osobowości, to jednak jest konfliktem poznawczym. Wiara i wiedza naukowa to alternatywy, tam gdzie mamy dostateczną wiedzę żadna wiara nie jest do niczego potrzebną.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,643658#w644081
Prawdziwe konflikty to jednak występują dopiero pomiędzy religią a nauką.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,557342#w558361

>Jest to napięcie jakie powstaje w sytuacji, gdy wyróżnia się pewną interpretację nie mając ku temu dostatecznych danych.
A która, poza własną, "interpretacja" posiada dostateczne dane, gdy interpretacje są dowolne? Dla nauki najważniejszym dowodem prawdziwości jest powtarzalność i dlatego jej ustalenia są tak trudno (lub wcale) podważalne,

> Taki konflikt jest nierozwiązywalny tylko w przypadku fanatyka, czyli kogoś, kto preferuje swój światopogląd gdy ten popada w konflikt z nauką.
Jakoś najczęściej właśnie wśród wierzących takich fanatyków spotykam.

>Cała niefanatyczna reszta może rozładować to napięcie poprzez uświadomienie sobie, że postawa wyróżniania pewnych interpretacji ma swoje zalety.
To skrót myślowy?

> Tak rozumiany teizm ma rację bytu w XXI wieku, tak samo jak buddyzm i wiele różnych innych opcji.
A co znaczy racja bytu?
30-06-2015 20:05 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Napisał Pan tu wyżej: Nauka nie dowodzi swoich fundamentów tak jak matematyka swoich aksjomatów. A te fundamenty to pewne ogólne kategorie filozoficzne, które ukształtowały się w umysłach ludzi (np. wspomniany podział na podmiot-przedmiot, obiekt i jego cechy). Dlatego ja w odniesieniu do nauki nie stosuję kategorii prawdy tylko sensu. Żaden teista nie musi przejmować się faktem, że istnienie boga (jak takiego, bez mitologicznej treści) nie zostało dowiedzione, bo w tym sensie, w jakim miałby być bóg dowiedziony nie zostało dosłownie NIC dowiedzione. Wszystko jest interpretacją i próbą nadania sensu. A jeśli chodzi o mitologiczną treść boga (bóg Jezus, bóg Zeus) to podejrzewam, że mało kto tak naprawdę przejmuje się niespójnościami w ich obrazie. Każdy wybiera co mu się podoba. Zgodnie ze swoją osobowością. Cejrowski na przykład bardzo ceni sobie fragment NT w którym Jezus robi zadymę przed Świątynią Jerozolimską. Lub też łyka się wszystko, co podają na tacy i z ambony, co jednak też nie stanowi problemu, bo tak jak w życiu kocha się mimo wad
(i nienawidzi mimo zalet).


Oto co Bocheński pisze o metodzie fonomenologicznej we "Współczesnych metodach myślenia": w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne.
Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej
"


Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady. Nie dowodzi jej bo by było błędne koło.
I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.


I dalej wyjaśnia: Zasada metodologiczna, o której wspomniał Bocheński zakłada ów podział. "w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne. Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej"

Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty. Nauka wywodzi się z filozofii i powyższa zasada pokazuje, że najwidoczniej nauka nie zarzuciła jeszcze całkowicie tego balastu.
I nie chodzi tu bynajmniej o przypadkowe wyrażenie czegoś językiem filozofii tak jak ateista mógłby powiedzieć, że ciężko mu na duszy (użycie języka poetyckiego, który równie dobrze można by zastąpić językiem nauki), bo jakiekolwiek wyrażenie tej zasady wprowadza podział na podmiot-przedmiot.


Ta zasada jest dla mnie oczywista i dla Pana też skoro określa to Pan jako banał. Niby inaczej to Pan wyraził "na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd)", ale ostatecznie to to samo. Musiał Pan wszak użyć filozoficznego terminu 'subiektywny' wchodząc tym samym w podział podmiot-przedmiot.
Inaczej tego wyrazić się nie da. Prośbę o dowód uznaję zatem za nieaktualną.

Jeżeli ktoś mówi przedmiot, a nie podmiot to problem podmiot-przedmiot nie jest otwarty tylko rozstrzygnięty.

Zupełnie nie rozumiem tego zdania. Bardzo proszę o wyjaśnienie.
Szczerze powiedziawszy to nie potrafię prościej.
_________________

Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
/Albert Einstein/

Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/

>Podejrzewam, że Pana stopnień zrozumienia jest dostateczny.
Dziękuję za dobre słowo, ale chyba na wyrost. Bardzo subiektywny ideolog bąknął coś o obiektywizmie uznając to za "regułę należącą do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" Nawet nie próbując wyjaśnić na czym te wspólne dobro miałoby by polegać, jakie to ma praktyczne zastosowanie i jak to zastosowanie weryfikować. Ot typowe dla filozofii chrześcijańskiej pustosłowie.

W moim odbiorze filozofia chrześcijańska (o czym już tu kilkakrotnie pisałem) jest mocno podporządkowana teologii i wypowiedzi jej przedstawicieli są najczęściej wyrażane w mocno ezoterycznym języku teologicznym. Na dokładkę same wypowiedzi teologów są - świadomie i nieświadomie - enigmatyczne, tak aby zawsze można było dokonać ich nowej reinterpretacji. Zaś na naszym forum zdecydowanie chodzi o odrzucenie pseudonaukowego języka, jakiegoś tam zbioru enigmatycznych, nic nie znaczących, logicznie pustych, niby ezoterycznych pojęć na rzecz komunikatywnych i precyzyjnych pojęć wywodzących się z nauki. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

• Można śmiało stwierdzić, że wszelka popularna teologia gustuje niejako w absurdzie i w sprzecznościach.
Gdyby teologia nie przekraczała granic rozumu i zdrowego rozsądku, jej doktryny wydawałyby się nazbyt łatwe i powszechne. Z konieczności wzbudzać trzeba zdumienie, otaczać się tajemnicą, zabiegać o niejasność i mrok i dostarczyć podstawy zasłudze tych wiernych wyznawców, którzy szukają sposobności, aby poskromić buntowniczy swój rozum przy pomocy wiary w najbardziej niezrozumiałe sofizmaty.


> Nie wie Pan po prostu jak się do tego zabrać.
Dokładnie Pan ma rację. Zupełnie nie wiem jak można nadać sens Pańskim wywodom.

@@@
.
01-07-2015 02:30 
 Ocena 5 na 5
dajmonion (3663 punktów)
>Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
>/Albert Einstein/
>Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
>/Ludwig Wittgenstein/

Z faktu, że czegoś nie potrafię prościej wyjaśnić nie wynika, że sprawa nie została jasno wyłożona. Raczej jest tak, że pan Bogusławski najzwyczajniej w świecie nie wie co z tym fantem zrobić i potrzebuje innych słów, aby mieć o co zahaczyć. Jest to zresztą niepotrzebne, bo pan Bogusławski sparafrazował zasadę i nawet nieźle mu to wyszło, co świadczy o tym, że tak zwane udawanie Greka to tylko mydlenie oczu.
O każde słowo można pytać w nieskończoność. Nauki realne aż roją się od słów będących w jakimś stopniu niejasne i nic dziwnego bo to nie matematyka. Zresztą sama matematyka posługuje się pojęciami pierwotnymi jak punkt, prosta, płaszczyzna no i proszę bardzo, niech mi Pan Bogusławski doprecyzuje pojęcie punktu.
Tu chodzi o pewien subtelny trik retoryczny polegający na nieskończonym wchodzeniu w szczegóły.
W ten sposób to nawet matematyka się nie ostanie. Precyzyjność jest jakością stopniowalną i złudzeniem jest wyobrażanie sobie nauki jako złożonej wyłącznie z nieskończenie precyzyjnych elementów otoczonej nieprecyzyjnymi ideologiami. Precyzja to ideał do którego się zmierza, a i tak nie wiadomo, czy jest osiągalny, bo ostateczna natura rzeczywistości pozostaje nieznana.

dajmonion
01-07-2015 11:24 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>O każde słowo można pytać w nieskończoność.
Można, tylko po co?

>Nauki realne aż roją się od słów będących w jakimś stopniu niejasne i nic dziwnego bo to nie matematyka.
To dość proste. Dla laików w danej dziedzinie naukowej jej słowa są niejasne. Istotne jest to, że NAUKA DZIAŁA i daje zweryfikowane rezultaty - takie, na których tak ogólnie można polegać w życiu (i to ma sens)- w przeciwieństwie do opierania się na samej tylko wierze (a to sens ma co najwyżej psychologiczny dla wierzących).

Oczywiście, że w praktyce w nauce zdarzają się również błędy, a nawet nie da się ich uniknąć. Jednak dzięki naukowej weryfikacji i związanemu z nią postepowi zwyczajnie wiemy więcej o świecie. Nie o absolucie, ani innych dziwnych wydumanych stworach, tylko własnie o tym świecie, w ktorym żyjemy. Innego nie mamy.

>Zresztą sama matematyka posługuje się pojęciami pierwotnymi jak punkt, prosta, płaszczyzna
Matematyka to ludzka idea, powstała w ludzkim umyśle, ale na skutek inspiracji realnym światem - abstrahująca i idealizująca, ale mająca powrotne zastosowanie do realnego świata i dlatego przydatna w naukach przyrodniczych.

>no i proszę bardzo, niech mi Pan Bogusławski doprecyzuje pojęcie punktu.
Mogę za Pana Boguslawskiego? Punkt to przecięcie dwóch prostych.

>Tu chodzi o pewien subtelny trik retoryczny polegający na nieskończonym wchodzeniu w szczegóły.
Ale o co chodzi? Pytałeś o związek filozfii z nauką i dostałeś całą masę odpowiedzi.
Ja tu tylko pozwolę sobie powtórzyć jedną z nich:
Rozważania wyżej przeprowadzone opierają się na mocnym przekonaniu o zasadniczej odrębności kognitywnej pomiędzy nauka, zwłaszcza fizyką a filozofia, zgodnie z powiedzeniem Wittgensteina, że filozofia może być wyżej lub niżej nauki, ale nigdy obok. Nie wyrażam przez to żadnej ujemnej oceny filozofii ani też nie postuluję jej eliminacji z dociekań naukowych. To, że fizyka jako fizyka nie jest zależna od metafizyki i jej nie potrzebuje, nie ma sugerować, że pierwsza straci kiedykolwiek swą filozofio-twórczą rolę, a druga przestanie oddziaływać heurystycznie na rozwój nauki. Od czasu, gdy refleksja nad fizys wyodrębniła się w Grecji w samodzielna naukę, nieodmiennie towarzyszył jej namysł metafizyczny. I nic nie wskazuje, by to miało się kiedykolwiek zmienić. Tym, którzy chcą wypędzić filozofie z fizyki lub fizykę z filozofii, trzeba powiedzieć: "Porzućcie wszelką nadzieję, że to uda się kiedykolwiek.

To z postu Pana Bogusławskiego. Też za długie, by zrozumieć sedno?
-------------------------------------------------------------------------
Chodzi tylko o to, że nowoczesna filozofia powinna znać i akceptować dorobek nauki.
Tak na przykład - w uproszczeniu - przed eksperymentalnym potwierdzeniem einsteinowskiej teorii względności można było jeszcze filozoficznie podnosić, że taka teoria prowadzi do absurdów. Jednak, gdy teoria ta została potwierdzona doświadczalnie, filozofia zwyczajnie musi ją uznać.

Nie znaczy to, że filozofia nie może zadawać (nauce) dalszych pytań. W rzeczywistości to zwyczajni ludzie uprawiają obydwie dyscypliny i zarówno w umysłach, jak i w kulturze (a więc również w nauce) te dwa nurty wzajemnie się inspirują. Jest to ostatecznie jeden z wielu związków pomiędzy umysłem a fizycznym światem zewnętrznym. Chodzi tylko o właściwe (skuteczne dla pozyskiwania wiedzy) ustalenie hierarchii między nimi.

>W ten sposób to nawet matematyka się nie ostanie. Precyzyjność jest jakością stopniowalną i złudzeniem jest wyobrażanie sobie nauki jako złożonej wyłącznie z nieskończenie precyzyjnych elementów otoczonej nieprecyzyjnymi ideologiami. Precyzja to ideał do którego się zmierza, a i tak nie wiadomo, czy jest osiągalny, bo ostateczna natura rzeczywistości pozostaje nieznana.
Zupełnie nie wiem, co to miałaby być ostateczna natura rzeczywistości, natomiast w sposób weryfikowalny mogę się opierać tylko na empirii.

Wiem, że ze mną nie chcesz rozmawiać, gdyż Twoim celem jest przydybanie grubszej ryby. Tylko po co?
Ale jak nie na ten wpis, to odpowiedz, chociaż na poniższy:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w669496
04-07-2015 14:27 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Wiem, że ze mną nie chcesz rozmawiać, gdyż Twoim celem jest przydybanie grubszej ryby. Tylko po co?

Gdyż wielkie ryby jedzą małe, ale czasem tak się rozdymają, że aż pękają.



A czasem to i małą rybą się zadławiają.



Kończąc marnie.
____________________

Chodzi tylko o to, że nowoczesna filozofia powinna znać i akceptować dorobek nauki.
>Nie znaczy to, że filozofia nie może zadawać (nauce) dalszych pytań.
Swoje stanowisko do filozofii wyraziłem tu: należy uznać jej niekwestionowany dorobek w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważną też jest jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (światopoglądowa) oraz dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego co istnieje. Dlatego jej znaczenie jest nadal ogromne i trudno byłoby bez filozofii się obejść. A tu prof. Bernard Korzeniewski, z którym się zgadzam.

>W rzeczywistości to zwyczajni ludzie uprawiają obydwie dyscypliny i zarówno w umysłach, jak i w kulturze (a więc również w nauce) te dwa nurty wzajemnie się inspirują. Jest to ostatecznie jeden z wielu związków pomiędzy umysłem a fizycznym światem zewnętrznym. Chodzi tylko o właściwe (skuteczne dla pozyskiwania wiedzy) ustalenie hierarchii między nimi.
Dokładnie o to chodzi, że:
"Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania"

To zdanie Pascala wcale nie ograniczone jest tylko do papieży i kleru, dotyczy ono wszystkich, którzy chcą swoją wiarę - często ślepą i zacietrzewioną - narzucić innym.

Nauka i wiara nie mogą być ze sobą sprzeczne, gdyż z punktu widzenia nauki zdania, których przedmiotem jest termin empirycznie nieweryfikowalny są nonsensem, także nonsensem jest przeczenie takim zdaniom. Zaś nauka zajmuje się porządkiem (sensem) empirycznie weryfikowalnego świata.

Największym uderzeniem nauki w religijny światopogląd stało się dzieło Darwina. Jego badania i wnioski na temat ewolucji gatunków wywołały ogromny ferment ideologiczny i intelektualny (ewolucjonizm). Teologia religijna znalazła się w defensywie i została poważnie osłabiona.

Nowy kontratak na naturalistyczny paradygmat współczesnej nauki wyprowadzony jest ze sklerykalizowanej Polski przez środowisko laureata nagrody "Templeton Prize" - za dorobek służący dialogowi chrześcijaństwa ze współczesną myślą przyrodniczą - ks. prof. Michała Hellera pod hasłem "Filozofia w nauce" i prawdopodobnie właśnie te poglądy - choć się do nich bezpośrednio nie odwołuje - chce tu sprzedać pan Dajmonion.
Można sięgnąć do źródła i porównać: www.filozofiawnauce.pl/sg-kat

Opoka: Wewnętrzna filozofia nauki, ściśle rzecz biorąc, pokrywa się z tym, co zwykle określa się mianem filozofii nauki.
W tym sensie większość publikacji takich autorów jak np. I. Lakatos, T. Kuhn czy L. Laudan należy do wewnętrznej filozofii nauki. (...)

wewnętrzna filozofia nauki to refleksja zmierzającą do stworzenia koherentnego, logicznego, koniecznego i spójnego systemu idei, w ramach którego każdy element dialogu doświadczalnego, który nauka prowadzi ze światem, może być zinterpretowany i wyjaśniony.


W tej koncepcji filozofii katolickiej wcale nie chodzi o Pańską oczywistość: "Nie znaczy to, że filozofia nie może zadawać (nauce) dalszych pytań". Tylko o odwieczną próbę podporządkowania nauki wierze i jest ona wynikiem postawy fideistycznej w jej najczystszej postaci, choć opakowanej w przepięknie brzmiące, nic nie znaczące, zwroty oraz stałe pretensje o uznanie swojej wielkości.

Trafnie to tu wyraził pan Dajmonion: Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza,
że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie.

W swym zaślepieniu zupełnie nie przyjmując do wiadomości, iż można doskonale różnych autorów rozumieć i się z nimi
nie zgadzać, mając poważne kontrargumenty dla ich twierdzeń.

Rozumiem, iż takimi postami budzę wściekłość moich oponentów, ale racjonalizm jest dla mnie ważniejszym, niż ich złość.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
05-07-2015 01:43 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Swoje stanowisko do filozofii wyraziłem tu: należy uznać jej niekwestionowany dorobek w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważną też jest jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (światopoglądowa) oraz dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego co istnieje. Dlatego jej znaczenie jest nadal ogromne i trudno byłoby bez filozofii się obejść. A tu prof. Bernard Korzeniewski, z którym się zgadzam.

Te opinie są mi dość bliskie, a mimo to chciałbym zadać filozoficzne pytanie: a czym zajmuje się filozofia i jakie są jej granice? Z jednej strony zakres zainteresowania tej dziedziny pojmowanej klasycznie można chyba określić poprzez odwołanie do dorobku tych, których za filozofów uznajemy. Otrzymamy wówczas pewnie coś w rodzaju takiego schematu:

de.wikiped(*)tei:Systematik-Philosophie.png
(w ogóle hasło "filozofia" w niemieckiej wikipedii jest moim znakomicie opisane).

Mam tu jednak pewną wątpliwość. Jeśli uznamy, że metodą filozofii jest w zasadzie nic innego jak myślenie, to dlaczego nie mielibyśmy uznać, że każda ludzka myśl jest - przynajmniej w jakimś stopniu - filozoficzna?

Dostrzegam nawet w życiu codziennym jakieś elementy rozważań, które - gdyby je rozwinąć - stanowiłyby kwestie filozoficzne. Musimy przecież co chwilę podejmować decyzje moralne, staramy się kierować logiką, rozważamy, co jest piękne (na przykład, gdy rano trzeba dobrać koszulę do spodni lub na odwrót, a przy okazji pytamy się, kto w zasadzie powiedział, że właśnie tak będzie pasowało), a czasem nawet dopada nas zaduma - tak ogólnie - nad istnieniem, cokolwiek miałoby ono znaczyć. I w zasadzie, proszę zauważyć, że czyniąc to spostrzeżenie nawet nie wychodzę poza klasyczne rozumienie zakresu filozofii, a tylko dostrzegam, że dotyka ona naszego codziennego życia, i że nasze myślenie jest siłą rzeczy w pewnym stopniu filozoficzne zawsze.

Skoro jednak filozofia wkrada się - tak niby niepozornie - w nasze codzienne myślenie to co stoi na przeszkodzie, aby przyjąć, że gdy tylko myślimy, to właśnie filozofujemy?
Oczywiście, co za dużo to nie zdrowo i filozofowie na pewno nie zgodzą się na tak dalekie rozszerzenie dostępu do swego zawodu.

Przyszedł mi jednak do głowy ... diableski pomysł ... i pomyślałem, że prościej będzie ustalić granice filozofii poprzez wskazanie w pierwszej kolejności, czym filozofia się nie zajmuje wcale. Otóż sęk w tym, że ja nie znam niczego takiego, czym filozofia by się nie zajmowała, a czy Pan coś takiego zna?

Chyba nieuchronnie dochodzimy zatem do wniosku, że o ile - jak Pan słusznie kiedyś stwierdził - nauka bada (samą tylko) rzeczywistość, o tyle filozofia zajmuje się w ogóle WSZYSTKIM.

Skoro zatem metodą filozofii jest myślenie, a ponadto zajmuje się ona wszystkim, to wniosek dla relacji pomiędzy nauką a filozofią jest tylko jeden:
nauka jest dziedziną filozofii.

A teraz na poważnie:
>Dokładnie o to chodzi, że [...] Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem >nie podlegają mu na mocy ślubowania
>To zdanie Pascala wcale nie ograniczone jest tylko do papieży i kleru, dotyczy ono >wszystkich, którzy chcą swoją wiarę - często ślepą i zacietrzewioną - narzucić innym.
Pan specjalizuje się w tym temacie...

>Nowy kontratak na naturalistyczny paradygmat współczesnej nauki wyprowadzony jest ze sklerykalizowanej Polski przez środowisko laureata nagrody "Templeton Prize" - za dorobek służący dialogowi chrześcijaństwa ze współczesną myślą przyrodniczą - ks. prof. Michała Hellera pod hasłem "Filozofia w nauce" i prawdopodobnie właśnie te poglądy - choć się do nich bezpośrednio nie odwołuje - chce tu sprzedać pan Dajmonion.
... ale sądzę, że w przypadku Dajmoniona dokonał Pan nadinterpretacji jego wypowiedzi.
Jak dla mnie, to on tylko włączył się w modny obecnie ruch przeciwko Bogusławskiemu.

>Rozumiem, iż takimi postami budzę wściekłość moich oponentów, ale racjonalizm jest dla mnie ważniejszym, niż ich złość.
Ich złość wynika raczej z tego, że oni nie lubią Pańskiego stylu prowadzenia rozmów (a czasem z ich chromofobii), aniżeli z jakichś względów merytorycznych (np. zwierzchnictwa filozofii lub wiary nad nauką itp.).

Pozdrawiam serdecznie.

P.S. Strona internetowa www.filozofiawnauce.pl/sg-kat bardzo mi się podoba graficznie. Merytorycznie jest na tyle wprawnie przygotowana, że gdyby nie te notoryczne ks. przy nazwiskach autorów, to po pierwszym zaglądnięciu chyba bym się nie zorientował, co tak naprawdę sprzedają.
Spring (1174 punktów)
> Skoro jednak filozofia wkrada się - tak niby niepozornie - w nasze codzienne myślenie to co stoi na przeszkodzie, aby przyjąć, że gdy tylko myślimy, to właśnie filozofujemy?

Przecież myślenie o dupie Maryni nie jest (a przynajmniej nie zawsze ) myśleniem refleksyjnym.

> Przyszedł mi jednak do głowy ... diableski pomysł ... i pomyślałem, że prościej będzie ustalić granice filozofii poprzez wskazanie w pierwszej kolejności, czym filozofia się nie zajmuje wcale.

Filozofia (a raczej filozof) może się zajmować czym sobie chce, ale warto stosować różne kryteria oceniające, w tym - prawdziwości i użyteczności.
05-07-2015 22:40 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Skoro jednak filozofia wkrada się - tak niby niepozornie - w nasze codzienne myślenie to co stoi na przeszkodzie, aby przyjąć, że gdy tylko myślimy, to właśnie filozofujemy?
>Przecież myślenie o dupie Maryni nie jest (a przynajmniej nie zawsze ) myśleniem refleksyjnym.
A czy ja napisałem, że zawsze?

Poza tym - czy myślenie o byle czym, ale w pewnym oderwaniu od bezpośrednio otaczającego nas w danej chwili świata zewnętrznego, nie jest właśnie jakimś krokiem w stronę filozofowania?

REFLEKSJA:
1. «głębsze zastanowienie się nad czymś, wywołane silnym przeżyciem»
2. «myśl lub wypowiedź, będąca wynikiem takiego zastanowienia się»
3. filoz. «zwrócenie się podmiotu myślącego ku własnej aktywności»
4. filoz. «czynnik aktu świadomości stanowiący o tym, że spełniając go,uprzytamniamy sobie jego zachodzenie»


Czy jesteś pewien, że to właśnie "myślenie refleksyjne" jest konieczne do filozofowania?

Ja sądzę, że potrzebny jest pewien stopień uogólnienia i abstrakacji, a priori krytyczne spojrzenie na to, co chcemy rozważyć (a rozważyć można praktycznie wszystko) i posłużenie się rozumem.

... Jednak nie jestem filozofem i mój wywód w ramach którego założyłem, że każde myślenie jest filozofowaniem był w dużej mierze żartobliwy. To co w nim dla mnie jest najbardziej żartobliwe, to jednak nie to założenie (wiem, że niesłuszne), ale wniosek, w którym "WSZYSTKO" ujmuję jako coś zdecydowanie więcej od rzeczywistości.

Tymczasem tak naprawdę, to sądzę, że rzeczywistość jest jedna i w sposób najbardziej weryfikowalny poznaje ją nauka. Nawet jeśli nie wszystko jest poznane, to i tak nauka jest najlepszym sposobem na zdobywanie dalszej wiedzy. Jeśli nawet istnieje coś dla nas niepoznawalnego, to wówczas spekulacje na ten temat są pozbawione podstaw. Rzeczywiście filozofia na tym nie poprzestaje, ale dorobek nauki powinna uznawać.
Przy czym ... jeśli nie tylko uznaje, ale ponadto wpływa również na rozwój metodologii nauki, a dodatkowo zadaje pytania, na które w poznanej wiedzy o rzeczywistości odpowiedzi nie ma, to w zasadzie - czy było to aż tak bardzo żartobliwe?

>Filozofia (a raczej filozof) może się zajmować czym sobie chce, ale warto stosować różne kryteria oceniające, w tym - prawdziwości i użyteczności.
Przepraszam a dla kogo warto i czy każda filozofia jest nieprawdziwa i bezużyteczna?

Dodam jeszcze - tak przy okazji - że jakkolwiek można się spierać o to, co jest filozofią, to moim zdaniem z chwilą, w której przyjmujemy na wiarę jakieś dogmaty, wówczas o żadnej filozofii mowy nie ma.
06-07-2015 11:39 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
>>> Skoro jednak filozofia wkrada się - tak niby niepozornie - w nasze codzienne myślenie to co stoi na przeszkodzie, aby przyjąć, że gdy tylko myślimy, to właśnie filozofujemy?
>>Przecież myślenie o dupie Maryni nie jest (a przynajmniej nie zawsze ) myśleniem refleksyjnym.
>A czy ja napisałem, że zawsze?
Mniej więcej.

>Poza tym - czy myślenie o byle czym, ale w pewnym oderwaniu od bezpośrednio otaczającego nas w danej chwili świata zewnętrznego, nie jest właśnie jakimś krokiem w stronę filozofowania?
Np. liczenie owiec przed snem nie tak łatwo podciągnąć pod filozofowanie, bo któż by zasnął.

>Czy jesteś pewien, że to właśnie "myślenie refleksyjne" jest konieczne do filozofowania?
Chyba tak, ale jeżeli tak nie jest, to proszę o sprostowanie.

>Ja sądzę, że potrzebny jest pewien stopień uogólnienia i abstrakacji, a priori krytyczne spojrzenie na to, co chcemy rozważyć (a rozważyć można praktycznie wszystko) i posłużenie się rozumem.
Zawsze musi być impuls pobudzający do refleksji, wielu nie zawraca sobie głowy rozkminami do czasu aż los kopnie ich w tyłek i wtedy wyłania się słynne "dlaczego".

>... Jednak nie jestem filozofem i mój wywód w ramach którego założyłem, że każde myślenie jest filozofowaniem był w dużej mierze żartobliwy.
Filozofem w szerszym znaczeniu może być każdy, kto poszukuje mądrości. Natomiast ci co studiują filozofię często kończą jako kronikarze myśli ludzkiej przy tym sami nie mając zbyt wiele do zaoferowania.

> To co w nim dla mnie jest najbardziej żartobliwe, to jednak nie to założenie (wiem, że niesłuszne), ale wniosek, w którym "WSZYSTKO" ujmuję jako coś zdecydowanie więcej od rzeczywistości.
Nie każda bzdura jest godna refleksji, a z innej strony nikt na razie nie ustalił granic rzeczywistości.

>Tymczasem tak naprawdę, to sądzę, że rzeczywistość jest jedna i w sposób najbardziej weryfikowalny poznaje ją nauka. Nawet jeśli nie wszystko jest poznane, to i tak nauka jest najlepszym sposobem na zdobywanie dalszej wiedzy.
Paradoksalnie na jedną rzeczywistość mamy wiele nauk. Dobrze więc się składa, że istnieje coś takiego uogólniającego jak filozofia.

>Jeśli nawet istnieje coś dla nas niepoznawalnego, to wówczas spekulacje na ten temat są pozbawione podstaw.
Jeśli wiemy, że istnieje, to przynajmniej jedna podstawa istnieje .

> Rzeczywiście filozofia na tym nie poprzestaje, ale dorobek nauki powinna uznawać.
Oczywiście, ale tylko wtedy jeżeli nauka nie mija się z rzeczywistością.

>Przy czym ... jeśli nie tylko uznaje, ale ponadto wpływa również na rozwój metodologii nauki, a dodatkowo zadaje pytania, na które w poznanej wiedzy o rzeczywistości odpowiedzi nie ma, to w zasadzie - czy było to aż tak bardzo żartobliwe?

Eee... chyba nie?

>>Filozofia (a raczej filozof) może się zajmować czym sobie chce, ale warto stosować różne kryteria oceniające, w tym - prawdziwości i użyteczności.
>Przepraszam a dla kogo warto
Każdemu kto owe cecy uznaje za ważne.

> i czy każda filozofia jest nieprawdziwa i bezużyteczna?
Właśnie dlatego ważne są powyższe kryteria by móc oddzielić ziarno od plew.

>Dodam jeszcze - tak przy okazji - że jakkolwiek można się spierać o to, co jest filozofią, to moim zdaniem z chwilą, w której przyjmujemy na wiarę jakieś dogmaty, wówczas o żadnej filozofii mowy nie ma.
Zgadzam się. Dotyczy to w tym samym stopniu nauki i teologii.
maceox (6766 punktów)
Podoba mi się Twoja odpowiedź. Muszę powiedzieć, że nawet skutecznie odwiodłeś mnie na chwilę od filozofowania. To wcale nie takie proste zajęcie, a u laików może wyglądać dość komicznie.

Chciałbym jednak doprecyzować dwie sprawy:
>>Jeśli nawet istnieje coś dla nas niepoznawalnego, to wówczas spekulacje na ten temat są pozbawione podstaw.
>Jeśli wiemy, że istnieje, to przynajmniej jedna podstawa istnieje .
A wiemy to?

>> Rzeczywiście filozofia na tym nie poprzestaje, ale dorobek nauki powinna uznawać.
>Oczywiście, ale tylko wtedy jeżeli nauka nie mija się z rzeczywistością.
A kto w najbardziej obiektywny i weryfikowalny sposób ustala, jak wygląda rzeczywistość?

>>Dodam jeszcze - tak przy okazji - że jakkolwiek można się spierać o to, co jest filozofią, to moim zdaniem z chwilą, w której przyjmujemy na wiarę jakieś dogmaty, wówczas o żadnej filozofii mowy nie ma.
>Zgadzam się. Dotyczy to w tym samym stopniu nauki i teologii.
To dotyczy w ogóle postawy poznawczej.
Ale skoro wyróżniłeś takie dwie dziedziny, to jak ten postulat porzucenia wiary w dogmaty realizuje nauka, a jak teologia?
Spring (1174 punktów)
>Podoba mi się Twoja odpowiedź.
Nie będę ukrywał, taki był mój podstawowy zamiar.

> Muszę powiedzieć, że nawet skutecznie odwiodłeś mnie na chwilę od filozofowania.
Hmm, czyli to co napisałem, nie dało niczego do myślenia?

> To wcale nie takie proste zajęcie, a u laików może wyglądać dość komicznie.
Mimo to, każdy musi, inaczej nie będzie zbawiony.

>>>Jeśli nawet istnieje coś dla nas niepoznawalnego, to wówczas spekulacje na ten temat są pozbawione podstaw.
>>Jeśli wiemy, że istnieje, to przynajmniej jedna podstawa istnieje .
>A wiemy to?

To była komiczna wypowiedź. Ale jeżeli twoja wypowiedź miała mieć wydźwięk dowodu naukowego w stylu "Załóżmy że istnieje X, ..." - to wtedy cofam swój żart

>A kto w najbardziej obiektywny i weryfikowalny sposób ustala, jak wygląda rzeczywistość?
Człowiek. A gdyby chodziło o "co", to eksperyment. Pamiętając przy tym, że każda wefyfikacja odbywa się "w głowie" weryfikującego.

>>Zgadzam się. Dotyczy to w tym samym stopniu nauki i teologii.
>To dotyczy w ogóle postawy poznawczej.
>Ale skoro wyróżniłeś takie dwie dziedziny, to jak ten postulat porzucenia wiary w dogmaty realizuje nauka, a jak teologia?

Te dwie dziedziny wyróżniłem dlatego, że są w pewnej sprzeczności między sobą w kwestii wiary.
Ponieważ teologia, tego o czym piszesz, prawie nie realizuje, warto ją włożyć pomiędzy bajki. W nauce od czasu do czasu zjawiają się odważni ludzie i przewracają poprzednie ustalenia do góry nogami (o ile im się uda).
06-07-2015 10:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Mam tu jednak pewną wątpliwość. Jeśli uznamy, że metodą filozofii jest w zasadzie nic innego jak myślenie, to dlaczego nie mielibyśmy uznać, że każda ludzka myśl jest - przynajmniej w jakimś stopniu - filozoficzna?
Nie widzę powodów do nieuznania, tylko chodzi o poziom tych refleksji. Na wysokim poziomie trzeba znać to "O co nas pytają wielcy filozofowie" wraz z próbami ich odpowiedzi i znaczeniami terminów jakich do swoich opisów użyli. Moim zdaniem - za wieloma innymi współczesnymi filozofami - nie można dziś uprawiać poważnej refleksji nad rzeczywistością i ludzkim poznaniem bez rzetelnej wiedzy o rozstrzygnięciach wynikających z dorobku nauk przyrodniczych. Inaczej jest to tylko pieprzenie o Szopenie, co czynią nadal filozofowie zakładający a priori istnienie czegokolwiek niepoddającego się naukowej weryfikacji.

Natomiast zarówno wielu współczesnych filozofów najpierw zdobyło jakiś wyższy poziom w zakresie nauk przyrodniczych,
a dopiero później zajęło się filozofią, jak i spora grupa przyrodoznawców (fizycy teoretyczni to chyba wszyscy) zajmuje się filozofią. Pisałem tu już wielokrotnie, iż trudno zaliczyć się do inteligencji nie mając, choćby tylko podstawowej wiedzy,
z filozofii i dlatego jestem zwolennikiem uczenia dzieci filozofii już od przedszkoli (np. zamiast ogłupiającej religii)

>Skoro zatem metodą filozofii jest myślenie, a ponadto zajmuje się ona wszystkim, to wniosek dla relacji pomiędzy nauką a filozofią jest tylko jeden: nauka jest dziedziną filozofii.
Zgoda po udowodnieniu już tylko drobiazgu, że metodą nauk przyrodniczych jest myślenie. www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884

>A teraz na poważnie:>
Dokładnie o to chodzi, że:
"Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania"

To zdanie Pascala wcale nie ograniczone jest tylko do papieży i kleru, dotyczy ono wszystkich, którzy chcą swoją wiarę - często ślepą i zacietrzewioną - narzucić innym.
>Pan specjalizuje się w tym temacie...
Zupełnie nie - co wcale nie znaczy, iż go nie znam dobrze.

Nowy kontratak na naturalistyczny paradygmat współczesnej nauki wyprowadzony jest ze sklerykalizowanej Polski przez środowisko laureata nagrody "Templeton Prize" - za dorobek służący dialogowi chrześcijaństwa ze współczesną myślą przyrodniczą - ks. prof. Michała Hellera pod hasłem "Filozofia w nauce" i prawdopodobnie właśnie te poglądy - choć się do nich bezpośrednio nie odwołuje - chce tu sprzedać pan Dajmonion.
>... ale sądzę, że w przypadku Dajmoniona dokonał Pan nadinterpretacji jego wypowiedzi.
Tak Pan sądzi? Według mnie to inteligentny sporo wiedzący człowiek. Od lat znam dorobek i koncepcje księży profesorów Życińskiego i Hellera oraz środowiska, które Heller skupił wokół siebie. U Pana Dajmoniona wyraźnie dostrzegłem ich wpływ, ale oczywiście mogę się mylić.

>Jak dla mnie, to on tylko włączył się w modny obecnie ruch przeciwko Bogusławskiemu.
Chyba nie, ale możliwe, że "poczuł atmosferę": www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,668549#w670144

Rozumiem, iż takimi postami budzę wściekłość moich oponentów, ale racjonalizm jest dla mnie ważniejszym, niż ich złość.
>Ich złość wynika raczej z tego, że oni nie lubią Pańskiego stylu prowadzenia rozmów
Mojego?
Chyba tylko dlatego, że już jako jeden z niewielu wykładam "kawę na ławę" i ewidentnie, bez pardonu, z podkreśleniami
i w kolorkach, obnażam pustkę treściową wielu napuszonych wypowiedzi, za którymi stoi tylko głęboka wiara we własną rację. Przecież ani Liliac, ani Big_zyd, ani wielu, wielu innych słodszymi niż ja nie byli. Może tylko Meretseger udawało się utrzymywać pewien poziom łaskawości dla prezentowanej tu głupoty, ale przecież ona też była i nadal jest przedmiotem nienawiści. Mój styl, to nazywanie rzeczy po imieniu bez "obłudy intelektualnej", o którą domaga się tu np. pan Brzostowski.

> (a czasem z ich chromofobii),
Ej tam, każdemu się zdarza nie pomyśleć i samemu podłożyć. Zacietrzewienie do niczego dobrego też nie poprowadzi. Spuśćmy tu zasłonę milczenia. Nie ma o czym tu gadać.

> aniżeli z jakichś względów merytorycznych (np. zwierzchnictwa filozofii lub wiary nad nauką itp.).
To wszystko zależy od oponenta, dla inteligentnego czytelnika np. Maceoxa, ale także mnie i wielu, wielu innych nasze tu rozmowy były inspiracją dla poszerzenia swojej wiedzy - choćby tylko w poruszanym temacie. Sporo musiałem sprawdzić i doczytać aby tu bzdur nie pisać. Cenię sobie tych, którzy tu sporo merytorycznego wnieśli, gdyż mieli co wnosić, nawet, a może i szczególnie, tych z którymi poglądów nie podzielałem. Zawsze wiedzą szanuję, nawet, gdy naukową nie jest.

>P.S. Strona internetowa www.filozofiawnauce.pl/sg-kat bardzo mi się podoba graficznie.
Mnie też, jest pewnym wzorem dla nowoczesnych stron zajmujących się poważniejszą tematyką.

>Merytorycznie jest na tyle wprawnie przygotowana,
Zgoda!

>że gdyby nie te notoryczne ks. przy nazwiskach autorów, to po pierwszym zaglądnięciu chyba bym się nie zorientował, co tak naprawdę sprzedają.
Tu z Panem nie mogę podzielić opinii. Jak Pan wie nie tylko starałem sobie wyrobić zdanie w problematyce filozoficznej, ale nawet ukończyłem studium teologiczne i dlatego nazwiska i problemy tam poruszane są mi od dawna znane. Mnie nie szkoda czasu na czytanie nawet moich ideowych przeciwników o ile mają coś sensownego do powiedzenia, a to wychwytuję szybko.

Pozdrawiam.

@@@
.
07-07-2015 13:07 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Mam tu jednak pewną wątpliwość. Jeśli uznamy, że metodą filozofii jest w zasadzie nic innego jak myślenie, to dlaczego nie mielibyśmy uznać, że każda ludzka myśl jest - przynajmniej w jakimś stopniu - filozoficzna?
>Nie widzę powodów do nieuznania, tylko chodzi o poziom tych refleksji. Na wysokim poziomie trzeba znać to "O co nas pytają wielcy filozofowie" wraz z próbami ich odpowiedzi i znaczeniami terminów jakich do swoich opisów użyli. Moim zdaniem - za wieloma innymi współczesnymi filozofami - nie można dziś uprawiać poważnej refleksji nad rzeczywistością i ludzkim poznaniem bez rzetelnej wiedzy o rozstrzygnięciach wynikających z dorobku nauk przyrodniczych. Inaczej jest to tylko pieprzenie o Szopenie, co czynią nadal filozofowie zakładający a priori istnienie czegokolwiek niepoddającego się naukowej weryfikacji.
>Natomiast zarówno wielu współczesnych filozofów najpierw zdobyło jakiś wyższy poziom w zakresie nauk przyrodniczych,
>a dopiero później zajęło się filozofią, jak i spora grupa przyrodoznawców (fizycy teoretyczni to chyba wszyscy) zajmuje się filozofią. Pisałem tu już wielokrotnie, iż trudno zaliczyć się do inteligencji nie mając, choćby tylko podstawowej wiedzy,
>z filozofii i dlatego jestem zwolennikiem uczenia dzieci filozofii już od przedszkoli (np. zamiast ogłupiającej religii)
Zgoda!

>>Skoro zatem metodą filozofii jest myślenie, a ponadto zajmuje się ona wszystkim, to wniosek dla relacji pomiędzy nauką a filozofią jest tylko jeden: nauka jest dziedziną filozofii.
>Zgoda po udowodnieniu już tylko drobiazgu, że metodą nauk przyrodniczych jest myślenie. www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
Wydawało mi się, że to jest akurat oczywiste. Cała ludzka kultura, w tym również nauka rozwinęła się dzięki umiejętności myślenia które jest w ogóle rozpoznawczą cechą naszego gatunku

Tu istotne wydaje mi się to, że naukę można postrzegać w sposób bardzo wyidealizowany, ale sądzę, że warto pamiętać o tym, że nauka to tylko dyscyplina uprawiana przez ludzi - zwykłe ludzkie zajęcie. Mamy więc z jednej strony bardzo teoretycznie i neutralnie sformułowane zasady metodologii, które w sumie sprawdzają się w praktyce - i dobrze - ale w ramach tej praktyki odnajdujemy również zwykłe konsekwencje wszelkich ludzkich zachowań - wcale niekoniecznie racjonalnych. Czasem rozwojowi nauki pomaga nawet przypadek.

A wracając, do tematu - tak, u podstaw wszelkiej ludzkiej działalności leży myślenie - tyle że myślenie myśleniu nie równe i to właśnie między inny sposób myślenia jest jednym z głównych elementów odróżniających różne dyscypliny - np. filozofię (której wolno wiele) i naukę (która bazuje na empirii).

Zgadzam się z tym, że filozofia powinna uznawać dorobek nauki. Jednocześnie skłaniam się ku stanowisku, że nauka tak całkiem bez filozofii istnieć nie może. Sądzę tak dlatego, że wszelkie naukowe uogólnienia, w tym opracowanie metodologii, są - jako działalność intelektualna i abstrahująca w dużym stopniu od bezpośredniego postrzegania natury - raczej bliższe filozofii, niż empirii. Oczywiście każde naukowe uogólnienia, w tym również metodologia muszą się sprawdzać w doświadczeniu i dlatego znów zgadzam, się, że to właśnie doświadczenie powinno być ostatecznym kryterium.

Pozdrawiam serdecznie
07-07-2015 16:29 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Skoro zatem metodą filozofii jest myślenie, a ponadto zajmuje się ona wszystkim, to wniosek dla relacji pomiędzy nauką a filozofią jest tylko jeden: nauka jest dziedziną filozofii.
Zgoda po udowodnieniu już tylko drobiazgu, że metodą nauk przyrodniczych jest myślenie.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
>Wydawało mi się, że to jest akurat oczywiste.
A dlaczego wydawało się Panu to oczywiste? Weźmy Wikipedię:

Filozofia, to systematyczne i krytyczne rozważania na temat podstawowych problemów i idei, dążące do poznania ich istoty, a także do całościowego zrozumienia świata.

Nauka - autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. Proces publikowania i wielokrotne powtarzanie badań w celu weryfikacji ich wyników prowadzi do powstania wiedzy naukowej.

Nawet w tych lapidarnie ujętych hasłach widać zasadnicze różnice. Pozwoli Pan, iż też przypomnę:
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
A także:
www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493701
www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493801
www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,5#w493914

> Cała ludzka kultura, w tym również nauka rozwinęła się dzięki umiejętności myślenia które jest w ogóle rozpoznawczą cechą naszego gatunku
Czyżby z tego wynikało, że Pan chce wszystko nazwać myśleniem? Przecież od początków ludzkości człowiek każdą rzecz którą rozróżniał od innej rzeczy jakoś tam nazywał i mniej lub bardziej formalnie opisywał. Gdy dostrzegł, iż nauka już się w filozofii nie mieści, to ją nazwał i opisał.

>Tu istotne wydaje mi się to, że naukę można postrzegać w sposób bardzo wyidealizowany,
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,617075#w617370
Można, ale ja jestem przeciwnikiem takiego postrzegania i gdy Pan mi takie udowodni, to natychmiast je ze swoich poglądów na naukę, wycofam.

> ale sądzę, że warto pamiętać o tym, że nauka to tylko dyscyplina uprawiana przez ludzi - zwykłe ludzkie zajęcie.
Tak, ale tu ogromnie jestem ciekawy dyscyplin uprawianych nie przez ludzi i nie stanowiących ludzkich zajęć?

> Mamy więc z jednej strony bardzo teoretycznie i neutralnie sformułowane zasady metodologii, które w sumie sprawdzają się w praktyce - i dobrze - ale w ramach tej praktyki odnajdujemy również zwykłe konsekwencje wszelkich ludzkich zachowań - wcale niekoniecznie racjonalnych. Czasem rozwojowi nauki pomaga nawet przypadek.
Dobra, proszę konkretnie napisać - jakie dla dorobku nauki mają znaczenia, przypadki, irracjonalne zachowania, czy wprost głupota uczonych. Znowu pozwoli Pan, iż przypomnę:
To nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń.

>A wracając, do tematu - tak, u podstaw wszelkiej ludzkiej działalności leży myślenie - tyle że myślenie myśleniu nie równe i to właśnie między inny sposób myślenia jest jednym z głównych elementów odróżniających różne dyscypliny - np. filozofię (której wolno wiele) i naukę (która bazuje na empirii).
Wychodzi Pan od oczywistości, iż człowiek jest istotą rozumną i wszystko co jego zmysłów dociera przetwarza we własnym mózgu - czyli racjonalizuje. Każda racjonalizacja jest próbą zrozumienia i wyjaśnienia docierających do umysłu informacji, ale to wcale jeszcze nie jest gwarancją prawdziwości i sensowności tych wyjaśnień. Jedni poszukiwali weryfikacji prawdziwości w spekulacjach, a inni (sporo później) zaczęli poszukiwać weryfikacji w praktyce i teraz mamy takie śmiesznostki, iż poważne teksty na temat wyspekulowanych bzdur pisze się korzystając z komputerów.

>Zgadzam się z tym, że filozofia powinna uznawać dorobek nauki.
O Boże, a czegoż to być nie powinno. Prawda jest taka, iż część filozofów jest o tym przekonana i tak czyni, część wręcz przeciwnie, a część ma "dylemat żaby", jak np. ks. prof. Heller. Sporo wie i sporo rozumie, ale przecież jest księdzem,
a to zobowiązuje.

>Jednocześnie skłaniam się ku stanowisku, że nauka tak całkiem bez filozofii istnieć nie może.
Nie wiem, czy nie może, ale mam pytanie dlaczego miałaby istnieć? [Załącznik] Filozofia, to naprawdę dobra szkoła myślenia i poszukiwania racjonalnych odpowiedzi. Uważam, że filozofii powinno się uczyć już od przedszkoli. Pokazywano mi takie programy i lekcje. Byłem wprost zachwyconym.

>Sądzę tak dlatego, że wszelkie naukowe uogólnienia, w tym opracowanie metodologii, są - jako działalność intelektualna i abstrahująca w dużym stopniu od bezpośredniego postrzegania natury - raczej bliższe filozofii, niż empirii.
Filozofia, to intelektualne spekulacje, które też są poddawane przeróżnym uwarunkowaniom i zasadom. Filozofię można uprawiać i jest uprawiana na przeróżne sposoby. Poruszany ten temat był już tu wiele razy i wielu dyskusjach brałem udział. Możemy do niego wrócić, ale chyba już w innym wątku.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)

>Weźmy Wikipedię:
> Filozofia, to systematyczne i krytyczne rozważania na temat podstawowych problemów i idei, dążące do poznania ich istoty, a także do całościowego zrozumienia świata.
>

> Nauka - autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. Proces publikowania i wielokrotne powtarzanie badań w celu weryfikacji ich wyników prowadzi do powstania wiedzy naukowej.
>Nawet w tych lapidarnie ujętych hasłach widać zasadnicze różnice.
Z tym, że ja nigdzie nie stwierdziłem, że między tymi dziedzinami nie ma różnic.
Napisałem:
Cytat:
Chyba nieuchronnie dochodzimy zatem do wniosku, że o ile - jak Pan słusznie kiedyś stwierdził - nauka bada (samą tylko) rzeczywistość, o tyle filozofia zajmuje się w ogóle WSZYSTKIM.

Skoro zatem metodą filozofii jest myślenie, a ponadto zajmuje się ona wszystkim, to wniosek dla relacji pomiędzy nauką a filozofią jest tylko jeden:
nauka jest dziedziną filozofii.


A z tego jednoznacznie wynika, że nie postawiłem między tymi dziedzinami znaku równości - nawet w żartach.
Wyjaśniałem już, że to moje troszkę filozofujące wnioskowanie było w dużej mierze właśnie żartobliwe (raczej przypomina wnioskowania naszych forumowych fideistów, niż poważne rozważania), ale mimo to zawiera jednak jakieś ziarnko refleksji, która przy poważniejszym rozwinięciu nie musi się koniecznie okazać głupia. Pan - wiedział już o moim żartobliwym tonie przed Pańską odpowiedzią - więc ten Pana warunek:
Cytat:
Zgoda po udowodnieniu już tylko drobiazgu, że metodą nauk przyrodniczych jest myślenie.

odebrałem jako kontynuację żartobliwej konwencji.

Jednak wówczas, gdy żarty nie są zwykłymi kawałami, a tylko lekkim przymrużeniem oka, istnieje możliwość powrotu do poważnej dyskusji i zdaje się, że właśnie tak ona się teraz rozwinęła.

>Pozwoli Pan, iż też przypomnę:
>www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
Dziękuję za przypomnienie!

>A także:
>www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493701
>www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,4#w493801
>www.racjon(*)m.php/s,493492/z,0/d,5#w493914
Dziękuję.

>> Cała ludzka kultura, w tym również nauka rozwinęła się dzięki umiejętności myślenia które jest w ogóle rozpoznawczą cechą naszego gatunku
>Czyżby z tego wynikało, że Pan chce wszystko nazwać myśleniem?
A dlaczego WSZYSTKO? To tylko wspólna podstawa dla całej ludzkiej działalności.
To Pan ode mnie zażądał dowodu na to, że metodą nauki jest myślenie, co dla mnie było oczywistością - tyle tylko, że oczywiście warto zaznaczyć, że musi to być myślenie zgodne z metodologią naukową. Filozofia niekoniecznie stawia tak twarde warunki metodologiczne i również dlatego w moim (trochę żartobliwym) wnioskowaniu stwierdziłem, że ma szerszy od nauki zakres zainteresowań, a nauka jest tylko jednym z nich.

>Przecież od początków ludzkości człowiek każdą rzecz którą rozróżniał od innej rzeczy jakoś tam nazywał i mniej lub bardziej formalnie opisywał. Gdy dostrzegł, iż nauka już się w filozofii nie mieści, to ją nazwał i opisał.
Ja też je odróżniłem, ale mi wyszło, że nauka się właśnie w filozofii mieści jako jej podkategoria. Przepraszam, gdyż po raz kolejny powtórzę, że to było jednak żartobliwe i chyba już nie ma sensu do tego wracać.

W pozostałym zakresie - nie mam podstaw, by podważać Pańskie poglądy na naukę i ogólnie się z nimi zgadzam.

Pozdrawiam serdecznie!
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Weźmy Wikipedię:
Filozofia,

Nauka
Nawet w tych lapidarnie ujętych hasłach widać zasadnicze różnice.
>Z tym, że ja nigdzie nie stwierdziłem, że między tymi dziedzinami nie ma różnic.
>Napisałem: (...) nauka jest dziedziną filozofii.
I ja właśnie z tym wnioskiem zupełnie się nie zgadzam. Ani nauka nie jest częścią filozofii, ani filozofia nie jest częścią nauki, to dwie zupełnie odrębne dziedziny ludzkiej kultury, choć przenikające się na wzajem, a nawet często współzależne (np. filozofia nauki, czy spekulacje fizyków teoretycznych)

>A z tego jednoznacznie wynika, że nie postawiłem między tymi dziedzinami znaku równości - nawet w żartach.
Możliwe, iż źle zrozumiałem.

>Wyjaśniałem już, że to moje troszkę filozofujące wnioskowanie było w dużej mierze właśnie żartobliwe (raczej przypomina wnioskowania naszych forumowych fideistów, niż poważne rozważania), ale mimo to zawiera jednak jakieś ziarnko refleksji, która przy poważniejszym rozwinięciu nie musi się koniecznie okazać głupia.
Pomimo braku formalnych studiów filozoficznych wielu filozofów uważa mnie za kolegę i cała moja forumowa publicystyka jest formą uprawiania filozofii.

> Pan - wiedział już o moim żartobliwym tonie przed Pańską odpowiedzią - więc ten Pana warunek:
Cytat:
Zgoda po udowodnieniu już tylko drobiazgu, że metodą nauk przyrodniczych jest myślenie.

>odebrałem jako kontynuację żartobliwej konwencji.
Dobrze Pan to odebrał.

>Jednak wówczas, gdy żarty nie są zwykłymi kawałami, a tylko lekkim przymrużeniem oka, istnieje możliwość powrotu do poważnej dyskusji i zdaje się, że właśnie tak ona się teraz rozwinęła.
Ale moje żarty właśnie na ogół kryją poważniejszą refleksję.

>Cała ludzka kultura, w tym również nauka rozwinęła się dzięki umiejętności myślenia które jest w ogóle rozpoznawczą cechą naszego gatunku
Czyżby z tego wynikało, że Pan chce wszystko nazwać myśleniem?
>A dlaczego WSZYSTKO? To tylko wspólna podstawa dla całej ludzkiej działalności.
>To Pan ode mnie zażądał dowodu na to, że metodą nauki jest myślenie, co dla mnie było oczywistością - tyle tylko, że oczywiście warto zaznaczyć, że musi to być myślenie zgodne z metodologią naukową.
Dlatego, iż używając nawet Pańskich kategorii są różnice pomiędzy "podstawą" a "metodą" i ja zgadzam się np. iż jakość naszego myślenia jest podstawą do wyróżnienia nas w świecie zwierząt, ale nie zgadzam się na określenia całego ludzkiego myślenia metodą.
"Badaniom naukowym zawsze towarzyszyły dyskusje. W ich trakcie ustalano potrzebne metody. [...] tam, gdzie nie było dyskusji [...] nie rozwinęła się nauka. Tam, gdzie dyskutowano, kwitła nauka".
/Leon Koj/

>Filozofia niekoniecznie stawia tak twarde warunki metodologiczne i również dlatego w moim (trochę żartobliwym) wnioskowaniu stwierdziłem, że ma szerszy od nauki zakres zainteresowań, a nauka jest tylko jednym z nich.
To nie moje myśli tylko całkiem niezłego filozofa zajmującego się językiem i metodą. prof. Leona Koja:
"Co do filozofii, nie bardzo wiadomo, czym ona jest. [...] Co chwila otrzymujemy sprzeczne wypowiedzi [...] co do filozoficzności tej lub innej pracy. [...] Na ogół odpowiedzi na pytanie, czym jest filozofia [...] zależą od przynależności do szkoły filozoficznej. [...] starałem się zakreślić granice tej dziedziny rozważań dosyć obszernie i w miarę niezależnie od jakiegoś z góry przyjętego credo filozoficznego"

"O sposobach postępowania w filozofii można powiedzieć coś bardzo przykrego. Sposoby te po prostu nie są metodami
i stąd filozofia nie posiada metodologii.
Istnieją jedynie deklaracje dotyczące postulowanych metod. [...] W filozofii wyniki są wyznaczone nie przez wstępne warunki i opisany ciąg działań, ale z reguły są zależne od indywidualności filozofa i jego umysłowej biografii"

"Zasadniczym czynnikiem powodującym niechęć, a nawet wrogość do prób tworzenia metodyki filozofii (pamiętajmy o losach J. Salamuchy!) jest uzależnienie sposobów
uprawiania filozofii od przyjętych już, gotowych tez filozoficznych. Zgodę na ewentualną metodykę, niezależną od z góry przyjętych twierdzeń filozoficznych, traktuje się niekiedy jako zdradę merytorycznych tez filozoficznych"

Wzajemna (nie)przekładalność terminologii różnych filozofów; plaga wieloznaczności (jak osiągnąć przekład ujmujący specyfikę referowanych poglądów?). Zastosowanie logiki fikcji a możliwość porozumienia się niezależnie od żywionych przekonań.
Jak łatwo z tego się domyślić ja nie podzielam poglądów filozoficznych pana Dajmoniona, ale w zakresie filozofii nie istnieją metody aby którymkolwiek koncepcjom przyznać rację i pozostaje kryterium wiary.

Przecież od początków ludzkości człowiek każdą rzecz którą rozróżniał od innej rzeczy jakoś tam nazywał i mniej lub bardziej formalnie opisywał. Gdy dostrzegł, iż nauka już się w filozofii nie mieści, to ją nazwał i opisał.
>Ja też je odróżniłem, ale mi wyszło, że nauka się właśnie w filozofii mieści jako jej podkategoria.
www.kulturaswiecka.pl/node/69
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3081

>Było jednak żartobliwe i chyba już nie ma sensu do tego wracać. W pozostałym zakresie - nie mam podstaw, by podważać Pańskie poglądy na naukę i ogólnie się z nimi zgadzam.
Ogólnie to my się już od dawna zgadzamy, ale i tak lubię z Panem polemizować, gdyż wtedy mam wrażenie, iż nawet wtedy, gdy Pan się ze mną nie zgadza, to przynajmniej rozumie o czym piszę.

Pozdrawiam serdecznie!

@@@
.
13-07-2015 14:15 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Weźmy Wikipedię:
> Filozofia,
>

> Nauka
>Nawet w tych lapidarnie ujętych hasłach widać zasadnicze różnice.
>>Z tym, że ja nigdzie nie stwierdziłem, że między tymi dziedzinami nie ma różnic.
>>Napisałem: (...) nauka jest dziedziną filozofii.
>I ja właśnie z tym wnioskiem zupełnie się nie zgadzam.
Ja też się z tym wnioskiem nie zgadzam, jednak nie zrodził się on w mojej głowie całkowicie samoistnie.

>Ani nauka nie jest częścią filozofii, ani filozofia nie jest częścią nauki, to dwie zupełnie odrębne dziedziny ludzkiej kultury, choć przenikające się na wzajem, a nawet często współzależne (np. filozofia nauki, czy spekulacje fizyków teoretycznych)
Tak, taki jest dzisiaj obowiązujący klasyczny podział tych dziedzin. Jednak pozwalam sobie na wątpliwość, czy pytanie o granice filozofii nie jest pytaniem filozoficznym. Rozumiem, że Pan ma na nie gotową odpowiedź.

>Pomimo braku formalnych studiów filozoficznych wielu filozofów uważa mnie za kolegę i cała moja forumowa publicystyka jest formą uprawiania filozofii.
To najlepszy dowód na to, jak szerokie mogą być granice filozofii w zależności od ich ustalenia przez danego filozofa.

>>odebrałem jako kontynuację żartobliwej konwencji.
>Dobrze Pan to odebrał.
Skoro Pan żartobliwą konwencję kontynuował, to cieszę, że dla Pana mój żart wydał się choć trochę śmieszny.

>[...] używając nawet Pańskich kategorii są różnice pomiędzy "podstawą" a "metodą" i ja zgadzam się np. iż jakość naszego myślenia jest podstawą do wyróżnienia nas w świecie zwierząt, ale nie zgadzam się na określenia całego ludzkiego myślenia metodą
Z niemieckiej wikipedii - fragment hasła "filozofia" - podtytuł "metoda":
"Metody filozofii obejmują róznego rodzaju starania umysłowe. "Starania umysłowe" mogą być przy tym rozumiane jako badanie kierunków, tradycji i szkół intelektualnych. W filozofii zawsze chodzi o myślenie. Myślenie może być zastanawianiem się, analizowaniem lub systematyzowaniem. Poznanie intuicyjne, prawdy wiary i argumenty racjonalne są weryfikowane na podstawie rzeczywistości życiowej filozofującej osoby za pomocą rozsądnego, racjonalnego i krytycznego myślenia"

>"Badaniom naukowym zawsze towarzyszyły dyskusje. W ich trakcie ustalano potrzebne metody. [...] tam, gdzie nie było dyskusji [...] nie rozwinęła się nauka. Tam, gdzie dyskutowano, kwitła nauka".[/color]
... co za zbieg okoliczności ...

>To nie moje myśli tylko całkiem niezłego filozofa zajmującego się językiem i metodą. prof. Leona Koja:
>"[...]O sposobach postępowania w filozofii można powiedzieć coś bardzo przykrego. Sposoby te po prostu nie są metodami i stąd filozofia nie posiada metodologii. Istnieją jedynie deklaracje dotyczące postulowanych metod. [...] W filozofii wyniki są wyznaczone nie przez wstępne warunki i opisany ciąg działań, ale z reguły są zależne od indywidualności filozofa i jego umysłowej biografii[...]"
No właśnie, a ja zastanawiam się, czego nie można powiedzieć o filozofii. Ja nawet nie widzę szczególnej sprzeczności między tym stwierdzeniem prof. Koja a artykułem z niemieckiej wikipedii. W filozofii wiele zależy bowiem od kontekstu i czy Pan jest pewny, że ja się mylę?

>>Było jednak żartobliwe i chyba już nie ma sensu do tego wracać. W pozostałym zakresie - nie mam podstaw, by podważać Pańskie poglądy na naukę i ogólnie się z nimi zgadzam.
>Ogólnie to my się już od dawna zgadzamy, ale i tak lubię z Panem polemizować, gdyż wtedy mam wrażenie, iż nawet wtedy, gdy Pan się ze mną nie zgadza, to przynajmniej rozumie o czym piszę.
Najwyraźniej, to że rozumiem, co Pan pisze nie jest tylko moim subiektywnym odczuciem. Cieszę się!

Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii nauki:

>>Mamy więc z jednej strony bardzo teoretycznie i neutralnie sformułowane zasady metodologii, które w sumie sprawdzają się w praktyce - i dobrze - ale w ramach tej praktyki odnajdujemy również zwykłe konsekwencje wszelkich ludzkich zachowań - wcale niekoniecznie racjonalnych. Czasem rozwojowi nauki pomaga nawet przypadek.
>Dobra, proszę konkretnie napisać - jakie dla dorobku nauki mają znaczenia, przypadki, irracjonalne zachowania, czy wprost głupota uczonych. Znowu pozwoli Pan, iż przypomnę:

To nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń.

Zgadzam się z tym twierdzeniem (zaznaczonym na niebiesko). Zastanawiam się tylko, czy trzeba przypominac oczywistość, że dorobek nauki to suma efektów pracy uczonych działających w konkretnych warunkach historycznych. Tak - hipotezy są weryfikowane w praktyce i to przybliża nas do prawdy obiektywnej. Jednak w szczegółach to już politycy decydują o przeznaczeniu środków na rozwój zbrojeń albo na walkę z nowotworami i dorobek nauki jest zależny również od takich decyzji.

Pozdrawiam!
13-07-2015 17:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Najtrudniej jest dyskutować z ludźmi mającymi większość poglądów zbieżnych z naszymi.
Ani nauka nie jest częścią filozofii, ani filozofia nie jest częścią nauki, to dwie zupełnie odrębne dziedziny ludzkiej kultury, choć przenikające się na wzajem, a nawet często współzależne (np. filozofia nauki, czy spekulacje fizyków teoretycznych)
>Tak, taki jest dzisiaj obowiązujący klasyczny podział tych dziedzin. Jednak pozwalam sobie na wątpliwość, czy pytanie o granice filozofii nie jest pytaniem filozoficznym. Rozumiem, że Pan ma na nie gotową odpowiedź.
Tu raczej tak. Uważam, iż wszelkie pytania o granice są najczęściej pytaniami filozoficznymi, a więc pytanie o granice filozofii oraz nauki do pytań filozoficznych też należą.

>odebrałem jako kontynuację żartobliwej konwencji.
Dobrze Pan to odebrał.
>Skoro Pan żartobliwą konwencję kontynuował, to cieszę, że dla Pana mój żart wydał się choć trochę śmieszny.
Nie każdy żart musi być śmiesznym. Czasem te nieśmieszne są jeszcze lepiej trafione.

[...] używając nawet Pańskich kategorii są różnice pomiędzy "podstawą" a "metodą" i ja zgadzam się np. iż jakość naszego myślenia jest podstawą do wyróżnienia nas w świecie zwierząt, ale nie zgadzam się na określenia całego ludzkiego myślenia metodą
>Z niemieckiej wikipedii - fragment hasła "filozofia" - podtytuł "metoda":
>"Metody filozofii obejmują róznego rodzaju starania umysłowe. "Starania umysłowe" mogą być przy tym rozumiane jako badanie kierunków, tradycji i szkół intelektualnych. W filozofii zawsze chodzi o myślenie. Myślenie może być zastanawianiem się, analizowaniem lub systematyzowaniem. Poznanie intuicyjne, prawdy wiary i argumenty racjonalne są weryfikowane na podstawie rzeczywistości życiowej filozofującej osoby za pomocą rozsądnego, racjonalnego i krytycznego myślenia"

"Badaniom naukowym zawsze towarzyszyły dyskusje. W ich trakcie ustalano potrzebne metody. [...] tam, gdzie nie było dyskusji [...] nie rozwinęła się nauka. Tam, gdzie dyskutowano, kwitła nauka".
/Leon Koj/
>... co za zbieg okoliczności ...
Żadnego większego zbiegu tu nie widzę ludzie już tak mają, iż pewne ich grupy ze sobą się zgadzają. Czy to zbieg okoliczności, iż nasze poglądy w wielu aspektach są zbieżne? (Oczywiście emotikona dostrzegłem.)

To nie moje myśli tylko całkiem niezłego filozofa zajmującego się językiem i metodą. prof. Leona Koja:
"[...]O sposobach postępowania w filozofii można powiedzieć coś bardzo przykrego. Sposoby te po prostu nie są metodami
i stąd filozofia nie posiada metodologii. Istnieją jedynie deklaracje dotyczące postulowanych metod. [...] W filozofii wyniki są wyznaczone nie przez wstępne warunki i opisany ciąg działań, ale z reguły są zależne od indywidualności filozofa i jego umysłowej biografii[...]"

>No właśnie, a ja zastanawiam się, czego nie można powiedzieć o filozofii.
Na przykład tego, iż jest nauką.

>Ja nawet nie widzę szczególnej sprzeczności między tym stwierdzeniem prof. Koja a artykułem z niemieckiej wikipedii.
Ja też sprzeczności nie widzę, gdyż przytoczone tu zapisy mają się nijak do siebie. Wikipedia opisuje czym zajmuje się filozofia, a Koj temu nie przeczy tylko stwierdza, iż filozofia nauką nie jest.

>W filozofii wiele zależy bowiem od kontekstu i czy Pan jest pewny, że ja się mylę?
Tak, cała filozofia uzależniona jest od przeróżnych kontekstów, a najważniejszym jest tu światopogląd filozofa. Nie jestem pewnym, iż Pan się myli, gdyż niezbyt tu Pana rozumiem.

>Było jednak żartobliwe i chyba już nie ma sensu do tego wracać. W pozostałym zakresie - nie mam podstaw, by podważać Pańskie poglądy na naukę i ogólnie się z nimi zgadzam.
Ogólnie to my się już od dawna zgadzamy, ale i tak lubię z Panem polemizować, gdyż wtedy mam wrażenie, iż nawet wtedy, gdy Pan się ze mną nie zgadza, to przynajmniej rozumie o czym piszę.
>Najwyraźniej, to że rozumiem, co Pan pisze nie jest tylko moim subiektywnym odczuciem. Cieszę się!
Moim zdaniem nie jest. Uważam, iż stopień naszego wzajemnego zrozumienia jest bardzo duży.

>Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii nauki:
>Mamy więc z jednej strony bardzo teoretycznie i neutralnie sformułowane zasady metodologii, które w sumie sprawdzają się w praktyce - i dobrze - ale w ramach tej praktyki odnajdujemy również zwykłe konsekwencje wszelkich ludzkich zachowań - wcale niekoniecznie racjonalnych. Czasem rozwojowi nauki pomaga nawet przypadek.
Dobra, proszę konkretnie napisać - jakie dla dorobku nauki mają znaczenia, przypadki, irracjonalne zachowania, czy wprost głupota uczonych. Znowu pozwoli Pan, iż przypomnę:
To nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń.
>Zgadzam się z tym twierdzeniem (zaznaczonym na niebiesko). Zastanawiam się tylko, czy trzeba przypominac oczywistość, że dorobek nauki to suma efektów pracy uczonych działających w konkretnych warunkach historycznych.
>Tak - hipotezy są weryfikowane w praktyce i to przybliża nas do prawdy obiektywnej. Jednak w szczegółach to już politycy decydują o przeznaczeniu środków na rozwój zbrojeń albo na walkę z nowotworami i dorobek nauki jest zależny również od takich decyzji.
Zgadzam się tu z Panem i już na ten temat pisałem:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,533518#w534185
www.racjonalista.pl/forum.php/s,582825#w582838

Pozdrawiam.

@@@
.
gracjana (25 punktów)
>To nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń.

Nauka dostarcza nam tylko prawdopodobnie prawdziwej informacji o świecie, ale stopień potwierdzenia hipotezy jest zróżnicowany, stopniowalny. Dlaczego powtarzalność doświadczeń ma być najważniejszym kryterium prawdy? Ile razy mamy powtarzać doświadczenie, aby uznać hipotezę za prawdziwą? Słyszał Pan pewnie o problemie indukcji.
"Ściśle mówiąc, jest to problem uzasadnienia indukcji. HUME przyznawał, że posługujemy się metodą indukcyjną w rozumowaniu, uważał jednak, że jest to tylko wynik przyzwyczajenia. (Nieco później amerykański filozof GEORGE SANTAYANA (1863-1952) nazwał to "zwierzęcą wiarą"). Spodziewamy się oto, że przyszłość będzie taka sama jak przeszłość. HUME zapytał, jak w racjonalny sposób uzasadnić wiarę w indukcję. Zwyczajowa odpowiedź na to pytanie brzmi: "indukcja się sprawdza". HUME temu nie zaprzecza. Zwraca jednak uwagę, że odpowiadając w ten sposób, tak naprawdę myślimy: "indukcja (czy nauka ogólnie) sprawdzała się dotychczas i dlatego oczekujemy, że będzie sprawdzać się nadal". HUME zauważa, że wnioskowanie o skuteczności indukcji w przyszłości na podstawie jej dotychczasowej skuteczności samo jest wnioskowaniem indukcyjnym, czyli opiera się na zasadzie indukcji! Odwoływanie się do dotychczasowej poprawności zasady indukcji, czyli stwierdzenie, że zasada ta "sprawdza się" jest zatem poruszaniem się po błędnym kole. Takie rozumowanie stanowi bowiem próbę uzasadnienia zasady indukcji samą zasadą indukcji. HUME wykazał, że zawodzą również inne próby uzasadnienia indukcji (na przykład zakładanie nie tyle jej pewności, co jedynie jej prawdopodobieństwa). Większość współczesnych nie rozumiała problemu, który poruszał HUME, i po prostu ignorowała jego twierdzenia. Wagę problemu dostrzegł natomiast IMMANUEL KANT (1724- 1804) i nazwał go "skandalem filozofii" (zważywszy na jego następstwa, równie dobrze mógł go nazwać skandalem nauki, chociaż większość ówczesnych naukowców nie zdawała sobie sprawy z jego istnienia)." www.opoka.(*)/FN/wam_2011_technika_02.html#
Znam natomiast inne kryteria prawdy np.:

(a) tylko poszczególne fragmenty doznań zmysłowych (empiryści, sensualiści, empiriokrytycyści)
(b) tylko pojęcie - idea wyraźna i przejrzysta (idea clara et distincta - René Descartes, czyli Kartezjusz, 1596-1650)
(c) tylko to, co ma formę matematyczną, matematyczna forma wypowiedzi gwarantuje jej wiarygodność (Pitagoras, Platon, niektórzy fizycy ery nowożytnej ... )
(d) praktyka działania, skuteczność działania (marksizm, materializm, pragmatyzm)
(e) brak sprzeczności wewnętrznej
Nie ma powszechnie uznanego i jedynie słusznego kryterium prawdy - to kwestia wiary Panie Andrzeju. Od niej Pan tak łatwo nie ucieknie.

pozdrawiam
P.S. Polecam Panu książkę Metodologia nauk Adama Groblera
e-duch (1053 punktów)
>Nauka dostarcza nam tylko prawdopodobnie prawdziwej informacji o świecie, ale stopień potwierdzenia hipotezy jest zróżnicowany, stopniowalny.<

Witam
Pozwole sobie na zabranie Pani kilku chwil
FAKT , że mamy zdolność do rozróżniania stopnia potwierdzenia hipotezy jest konsekwencją "powstania" NAUKI z jej całym dobytkiem weryfikacji , wątpliwości , doświadczeń
To właśnie te mechanizmy i struktury wyzwolone z oparów radykalnego subiektywizmu pozwoliły stworzyć nam kulture i cywilizacje .
Religia a tym bardziej wiara nie posiadają żadnych mechanizmów kontrolnych , żadnych zabezpieczeń
obserwujemy to od tysięcy lat . Religia pozostawiona sama sobie zawsze odnajduje się w fanatyzmie , radykalizmie , bezmyślności , ślepym posłuszeństwie wobec urojonych bogów i demonów .
Wiara pozwala na popadnięcie w bezwład i obłęd polegający na komunikowaniu się z nieistniejącymi duchami i zajmowaniu się tym czego te duchy chcó a czego sobie nie życzą .
Wiara pozwala na skakanie z wieżowca i pewności , że anioły uniosą cię na swoich skrzydłach
Nauka zachęca do korzystania z samolotu .
Co wiara w duchy wnosi pozytywnego , wartościowego w życie człowieka , społeczności , ludzkości ?

>Nie ma powszechnie uznanego i jedynie słusznego kryterium prawdy - to kwestia wiary Panie Andrzeju. Od niej Pan tak łatwo nie ucieknie.<

Wiedza o tym , że nie ma jedynie słusznego kryterium prawdy wynika z nauki a nie z wiary . Wiara twierdzi coś zupełnie przeciwnego .
A mianowicie , że Bóg jest ostatecznym i jedynym źródłem i kryterium prawdy .
Gdybyśmy nadal wierzyli w taką narracje wojny religijne nie byłyby prowadzone przez kilka tysięcy fanatyków lecz przez miliony czy miliardy .
Trzeba jak najdalej uciekać od wiary w ... duchy , cosiki , latające dywany , ofiary , kulty , rytuały , tabu i dogmaty bo te prowadzą nas pewną i jasną i prostą drogą w przepaść ...

Dziękuje za uwage
pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
To nie uczeni, a nauka dostarcza nam prawdziwej wiedzy o świecie. Najważniejszym kryterium prawdy jest praktyka (powtarzalność doświadczeń) i tylko to potwierdza obiektywność twierdzeń.
>Nauka dostarcza nam tylko prawdopodobnie prawdziwej informacji o świecie, ale stopień potwierdzenia hipotezy jest zróżnicowany, stopniowalny. Dlaczego powtarzalność doświadczeń ma być najważniejszym kryterium prawdy? Ile razy mamy powtarzać doświadczenie, aby uznać hipotezę za prawdziwą? Słyszał Pan pewnie o problemie indukcji.
Po pierwsze to wszyscy wierzący wierzą w ideologiczny zestaw, wtłoczony im w procesie socjalizacji, mocno ograniczający im krytycznego poznania rzeczywistości. Dobrym przykładem jest tu sama Pani - pisząca, ale nie czytająca tego
co inni piszą.


Może warto zerknąć do mojej rozmowy z Panem Maceoxem w tym wątku?
"Badaniom naukowym zawsze towarzyszyły dyskusje. W ich trakcie ustalano potrzebne metody. [...] tam, gdzie nie było dyskusji [...] nie rozwinęła się nauka. Tam, gdzie dyskutowano, kwitła nauka". /Leon Koj/

To nie moje myśli tylko całkiem niezłego filozofa zajmującego się językiem i metodą. prof. Leona Koja:
"[...]O sposobach postępowania w filozofii można powiedzieć coś bardzo przykrego. Sposoby te po prostu nie są metodami
i stąd filozofia nie posiada metodologii. Istnieją jedynie deklaracje dotyczące postulowanych metod. [...] W filozofii wyniki są wyznaczone nie przez wstępne warunki i opisany ciąg działań, ale z reguły są zależne od indywidualności filozofa i jego umysłowej biografii[...]"

>No właśnie, a ja zastanawiam się, czego nie można powiedzieć o filozofii.
Na przykład tego, iż jest nauką.


>P.S. Polecam Panu książkę Metodologia nauk Adama Groblera
pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Grobler
"Argumenty za istnieniem Boga i przeciw Jego istnieniu są niekonkluzywne"

@@@
.
13-07-2015 21:31 
 Ocena 1 na 1
e-duch (1053 punktów)

>Zgadzam się z tym twierdzeniem (zaznaczonym na niebiesko). Zastanawiam się tylko, czy trzeba przypominac oczywistość, że dorobek nauki to suma efektów pracy uczonych działających w konkretnych warunkach historycznych. Tak - hipotezy są weryfikowane w praktyce i to przybliża nas do prawdy obiektywnej. Jednak w szczegółach to już politycy decydują o przeznaczeniu środków na rozwój zbrojeń albo na walkę z nowotworami i dorobek nauki jest zależny również od takich decyzji.
>Pozdrawiam!
>

hej,
Pomimo wszelkich ograniczeń to właśnie wyłącznie nauka ze swymi strukturami , zasadami pozwoliła nam na przynajmnniej częściowe uwolnienie się od subiektywizmu i poznanie persektywy obiektywizmu
Dzięki "nauce" JA zyskało dodatkową perspektywe . Perspektywe dzięki której możemy patrzeć na samych siebie z dystansu - to jest nieocenione dobro .
Religie takiej możliwości nam nie dają ponieważ odwołują się do radykalnego wręcz apoteozowania uczuć subiektywnych , niesprawdzalnych i niedowodliwych .
pozdrawiam
makuś

szacunek i współczucie zawsze w granicach rozsądku
05-07-2015 17:03 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Tu chodzi o pewien subtelny trik retoryczny polegający na nieskończonym wchodzeniu w szczegóły.
>Ale o co chodzi? Pytałeś o związek filozofii z nauką i dostałeś całą masę odpowiedzi.

Wyjaśniłem wyżej, że nie o to mi chodzi, aby wyprowadzić jedno z drugiego, tylko o obecność jednego w drugim. Taka obecność zaznacza się wtedy, gdy trzeba użyć pewnych ogólnych kategorii filozoficznych za każdym razem, gdy chce się pewną rzecz wyrazić jak chociażby ten cytat z Bocheńskiego. Fakt, że pewne kategorie filozoficzne nie posiadają żadnego sensu operacyjnego nie oznacza, że ich nie ma, że nie poruszamy się w ich obrębie. Pan Bogusławski cały czas posługuje się określeniami obiektywny - subiektywny i nie da się z tego zrezygnować, gdy chcemy o pewnych rzeczach mówić, jak chociażby wyrażenie wspomnianej zasady metodologicznej.
Tak więc w przypadku pana Bogusławskiego mamy do czynienia ze swoistym rozszczepieniem umysłu. Z jednej strony całą rzecz rozumie, bo cały czas się tymi kategoriami posługuje. Z drugiej strony nie widzi, że bez tych kategorii nie jest w ogóle w stanie pewnych rzeczy wyrazić. Ten jego brak rozumienia oznacza po prostu żądanie, aby zredukować do nauki to co jest jej nieusuwalnym tłem, koleinami. A to jest raczej niewykonalne tak jak podniesienie samego siebie do góry za włosy.

Zacytowałem treść pewnej ogólnej zasady metodologicznej za Bocheńskim, na co Pan Bogusławski: dowód poproszę. Skoro Ty uważasz, że wystarczy, że coś działa w praktyce i meta - uprawomocnienia można sobie darować, a wspomniana zasada niewątpliwie w praktyce działa, to dlaczego nie wszedłeś w polemikę z Panem Bogusławskim?
A może podejdźmy do sprawy inaczej. Może niech Pan Bogusławski wskaże mi choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta zasada metodologiczna nie obowiązuje zamiast żądać ode mnie meta - dowodów.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Może niech Pan Bogusławski wskaże mi choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta zasada metodologiczna nie obowiązuje zamiast żądać ode mnie meta - dowodów.
Nic z tego. Ciężar dowodowy spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto zaprzecza:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,580794#w580805
>Zasada Bocheńskiego jest tak powszechnie stosowana w nauce, że można ją uznać za oczywistą i jasną.
Szkoda, iż wyłączył się z pisywania tu pan Fizyk, ale może inni przyrodoznawcy się wypowiedzą na ile "fenomenologiczna zasada Bocheńskiego" jest im przydatną - nie mówiąc już o niezbędności - w praktyce uprawiania swojej dziedziny nauki?
A co do samej oczywistości i jasności swojej zasady to sam Bocheński ma więcej tu wątpliwości od Szanownego Pana

Zresztą jaka zasada metodologiczna? Banalny postulat, do którego i sam autor się nie stosował? Abyśmy wszyscy dążyli do obiektywności i nie podporządkowywali się żadnej ideologii? Fajna zasada metodologiczna dla tych, którzy nie mają pojęcia o metodologii. Bocheński jakieś tam miał i napisał na ten temat całą książeczkę, która przeczytać warto pomimo, iż ma prawie 100 stroniczek i nie wyrywać z kontekstu zdania.

@@@
.
08-07-2015 01:17 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Może niech Pan Bogusławski wskaże mi choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta zasada >>metodologiczna nie obowiązuje zamiast żądać ode mnie meta - dowodów.
>Nic z tego. Ciężar dowodowy spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto zaprzecza:
Nie napisałem, żeby Pan to udowodnił, tylko żeby wskazał Pan choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta dyrektywa nie jest stosowana. Oczywiście prośba ma charakter retoryczny, bo ta dyrektywa jest tak powszechna, że wręcz niedostrzegalna. I co więcej nie da się jej wyrazić inaczej niż poprzez podział subiektywny - obiektywny.

Ja nie twierdzę, że z filozofii da się wyprowadzić fizykę, ani nawet, że pewne ogólne kategorie filozoficzne są bezpośrednio przydatne w nauce. Jak miałoby być przydatne coś, co nie ma żadnego sensu operacyjnego? Twierdzę natomiast, bo widzę, chociażby na przykładzie tej zasady Bocheńskiego, że pewne rzeczy są w nauce zainstalowane. Czy się odinstalują? To zależy.
Nauka wyzwala się z ideologii ostatecznie poprzez zawarty w niej element formalny (najbardziej ścisły i precyzyjny). To dzięki elementowi formalnemu nauka może wykroczyć poza pewne ogólne jakościowe kategorie filozoficzne, którymi posługuje się nasze myślenie. Nikt jednak nie udowodnił, że ten proces już się zakończył i że kiedyś się zakończy. I to jest Pana pięta Achillesa panie Bogusławski.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Może niech Pan Bogusławski wskaże mi choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta zasada metodologiczna nie obowiązuje zamiast żądać ode mnie meta - dowodów.
Ciężar dowodowy spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto zaprzecza:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,580794#w580805

>Zasada Bocheńskiego jest tak powszechnie stosowana w nauce, że można ją uznać za oczywistą i jasną.
Szkoda, iż wyłączył się z pisywania tu pan Fizyk, ale może inni wypowiedzą się na ile "fenomenologiczna zasada Bocheńskiego" jest im przydatną - nie mówiąc już o niezbędności - w praktyce uprawiania swojej dziedziny nauki?
A co do samej oczywistości i jasności swojej zasady to sam Bocheński ma więcej tu wątpliwości od Szanownego Pana

Zresztą jaka zasada metodologiczna? Banalny postulat, do którego i sam autor się nie stosował? Abyśmy wszyscy dążyli do obiektywności i nie podporządkowywali się żadnej ideologii? Fajna zasada metodologiczna dla tych, którzy nie mają pojęcia o metodologii. Bocheński jakieś tam miał i napisał na ten temat całą książeczkę, która przeczytać warto pomimo, iż ma prawie 100 stroniczek i nie wyrywać z kontekstu zdania.
>Nie napisałem, żeby Pan to udowodnił, tylko żeby wskazał Pan choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta dyrektywa nie jest stosowana. Oczywiście prośba ma charakter retoryczny, bo ta dyrektywa jest tak powszechna, że wręcz niedostrzegalna. I co więcej nie da się jej wyrazić inaczej niż poprzez podział subiektywny - obiektywny.
Ciężko rozmawiać z kimś kto cię programowo nie rozumie. Ale jeszcze raz weźmy katolicki (katechetyczny) Dekalog:

1.Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
2. Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
5. Nie zabijaj.
6. Nie cudzołóż.
7. Nie kradnij.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.


Po odrzuceniu zasad religijnych - od pkt. 4. można przyjąć, iż jest to wykaz banalnych nakazów moralnych obowiązujących wszystkich. Polska jest krajem katolickim i należy przyjąć, iż te dyrektywy są stosowane w całokształcie praktyki życia, ale rzeczywistość jest zupełnie inna i opis poziomu moralnego społeczeństwa odnajdziemy np. tu: e.wydawnic(*)na-spoleczenstwa-polskiego.htm

>żeby wskazał Pan choć jedną dziedzinę wiedzy, gdzie ta dyrektywa nie jest stosowana.
Powinna być we wszystkich, ale to jest tylko banalny postulat, do którego sam autor się nie stosował? Abyśmy wszyscy dążyli do obiektywności i nie podporządkowywali się żadnej ideologii? Daleko mi do znajomości całej naukowej literatury, ale trudno mi wskazać autorów, którzy tego postulatu całkowicie przestrzegali. Na pewno nigdy to nie byli filozofie ani uczeni w naukach społecznych.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,649005#w649154

>Ja nie twierdzę, że z filozofii da się wyprowadzić fizykę,
Kiedy właśnie z filozofii w naszej kulturze wszystkie nauki zostały z filozofii wyprowadzone. Tyle tylko, że po tym wyprowadzeniu ogromnie się wyemancypowały i stanowią teraz osobny dział ludzkiej kultury.

>ani nawet, że pewne ogólne kategorie filozoficzne są bezpośrednio przydatne w nauce.
Jak to tak? Bez kategorii filozoficznych może zawalić się nauka.
Simon Blackburn: Filozofom nieodmiennie zależy na ustaleniu, czy najbardziej ogólne kategorie myślenia, np. pojęcia przestrzeni, czasu, rzeczywistości, istnienia, konieczności, substancji, cechy, materii, stanu, faktu i zdarzeń, są absolutne i powszechne, uwikłane w dowolny sposób myślenia, czy też są przygodne, zaściankowe i w zasadzie zastępowalne. W Kategoriach i Topikach Arystoteles wyróżnia dziesięć kategorii, a mianowicie kategorie substancji, ilości, jakości, stosunku, miejsca, czasu, postaci, stanu, działania i namiętności. Nie sądził jednak, że jest to klasyfikacja ostateczna.

Kantowska pasja do systematyzacji wyraziła się i na tym polu - stworzył czteroczłonową klasyfikację, po trzy kategorie w każdej grupie. Do grupy ilości zaliczył jedność, wielość i ogół, do grupy jakości - realność, przeczenie, ograniczenie; w grupie stosunku mamy przynależność i samoistność, przyczynowość i zależność oraz wzajemność między podmiotem a przedmiotem działania; wreszcie w grupie modalności - możliwość, istnienie i konieczność. Rzadko kto podziela jednak wiarę Kanta, iż jest to podział wyczerpujący i o jasnych zasadach.


>Jak miałoby być przydatne coś, co nie ma żadnego sensu operacyjnego?
A może obroni Pan całe metody myślenia, a nie tylko jedno jego zdanie? [Załącznik]

> Twierdzę natomiast, bo widzę, chociażby na przykładzie tej zasady Bocheńskiego, że pewne rzeczy są w nauce zainstalowane.
Widocznie ma Pan lepsze okulary.

> Czy się odinstalują? To zależy.
A po co odrzucać coś póki jest przydatne?

>Nauka wyzwala się z ideologii ostatecznie poprzez zawarty w niej element formalny (najbardziej ścisły i precyzyjny).
Nauce jakoś to się udaje, ale uczonym niezwykle rzadko.

>To dzięki elementowi formalnemu nauka może wykroczyć poza pewne ogólne jakościowe kategorie filozoficzne, którymi posługuje się nasze myślenie.
Ja na łaskę filozofów i teologów bym nie liczył, ale na dążenie do suwerenności uczonych tak.

> Nikt jednak nie udowodnił, że ten proces już się zakończył i że kiedyś się zakończy.
Żadne terminy które znam i rozumiem w niczym nigdy mi nie przeszkadzają.

>I to jest Pana pięta Achillesa panie Bogusławski.
Moją "piętą" jest to, iż dużo czytam i staram się rozumieć co inni piszą.
www.racjon(*).php/z,0/d,27/s,668549#w670404
dajmonion (3663 punktów)
>A po co odrzucać coś póki jest przydatne?
Toteż ja niczego nie każę odrzucać.


dajmonion
07-07-2015 00:15 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Ale o co chodzi? Pytałeś o związek filozofii z nauką i dostałeś całą masę odpowiedzi.
>Wyjaśniłem wyżej, że nie o to mi chodzi, aby wyprowadzić jedno z drugiego, tylko o obecność jednego w drugim.
To właśnie jest mącenie. A gdzie ja w mojej poprzedniej wypowiedzi pisałem o wyprowadzaniu filozofii z nauki lub nauki z filozofii?

Napisałem wyraźnie o związku tych dwóch dyscyplin, a Ty teraz wyjeżdżasz z "obecnością jednego w drugim". Przecież w tym kontekście zarówno "związek", jak i "obecność jednego w drugim", to określenia opisujące ostatecznie to samo. Można to jeszcze nazwać zespoleniem, sczepieniem, zwarciem, a jak komuś bardzo zależy, to może zajrzeć do słownika synonimów. Tu zupełnie nie o tę nazwę chodzi, a o to, że Pan Bogusławski o tej - niech ci będzie - obecności jednego w drugim wielokrotnie w tym wątku pisał i ja nie zauważyłem, by jej zaprzeczył, a wręcz przeciwnie - wręcz ją potwierdził.

Ty tymczasem całkowicie to zignorowałeś, wyobraziłeś sobie, co on myśli i przypisałeś mu jakieś Twoje własne twierdzenia, z którymi potem prowadziłeś spór.

>Taka obecność zaznacza się wtedy, gdy trzeba użyć pewnych ogólnych kategorii filozoficznych za każdym razem, gdy chce się pewną rzecz wyrazić jak chociażby ten cytat z Bocheńskiego.
Za każdym razem, gdy się chce pewną rzecz wyrazić, to potrzebny jest język, a nie od razu ogólne kategorie filozoficzne.

>Fakt, że pewne kategorie filozoficzne nie posiadają żadnego sensu operacyjnego nie oznacza, że ich nie ma,
Proszę o cytat z Bogusławskiego, w którym twierdziłby on przeciwieństwo.

>że nie poruszamy się w ich obrębie.
Co to znaczy "poruszać się w obrębie" kategorii filozoficznych?

>Pan Bogusławski cały czas posługuje się określeniami obiektywny - subiektywny
Cały czas?

>i nie da się z tego zrezygnować, gdy chcemy o pewnych rzeczach mówić, jak chociażby wyrażenie wspomnianej zasady metodologicznej.
Tak, jeśli zasadą ma być odsianie tego co subiektywne od tego, co obiektywne, to trudno zrezygnować z określeń "obiektywny" i "subiektywny" - masz rację!

>Tak więc w przypadku pana Bogusławskiego mamy do czynienia ze swoistym rozszczepieniem umysłu.
Dużo pomyj wylano ostatnio na Pana Bogusławskiego, ale wytłumacz mi, dlaczego akurat "swoistym"?

>Z jednej strony całą rzecz rozumie,
Całą? Naprawdę to chciałeś wyrazić, że całą rzecz rozumie?

>bo cały czas się tymi kategoriami posługuje.
No dobra, a zastanawiałeś się nad tym, skąd się biorą kategorie filozoficzne, takie jak na przykład "obiektywny" i "subiektywny"? Ja sądzę, że biorą się z doświadczeń człowieka w świecie, które to doświadczenia człowiek potrafi w swym umyśle uogólnić i wyrazić słowami.

Samo to wyrażenie w języku (a więc za pomocą kodu) stanowi pewien poziom abstrakcji względem zewnętrznej wobec nas rzeczywistości i dlatego można powiedzieć, że staje się jakąś tam mini kategorią filozoficzną.

W tym przypadku człowiek dostrzega, że jego indywidualne (subiektywne) postrzeganie danego zjawska może się różnić od postrzegania zrelacjonowanego przez inne osoby, w związku z czym powstaje dążenie do wypracowania relacji możliwie najbardziej odpowiadającej temu, co faktycznie zaszło (a więc obiektywnej).

To jest cała filozfia tych dwóch pojęć "subiektywny" i "obiektywny". Podstawą ich użycia jest doświadczenie i chęć lepszego poznania świata, a ich skonstruowanie umożliwia nam umiejętność naszego umysłu do budowania abstrakcyjnych pojęć. No a za umysłem, jak wiesz, nic świętego się nie kryje.

>Z drugiej strony nie widzi, że bez tych kategorii nie jest w ogóle w stanie pewnych rzeczy wyrazić.
Posądzam Pana Bogusławskiego o to, że gdyby nie był w ogóle w stanie bez tych kategorii pewnych rzeczy wyrazić, to by ich bez nich nie wyraził. Ale dlaczego miałby nie widzieć konieczności posługiwania się tymi kategoriami, tam gdy są one niezbędne by coś wyrazić? Proszę o dowód z jego cytatów.

>Ten jego brak rozumienia oznacza po prostu żądanie, aby zredukować do nauki to co jest jej nieusuwalnym tłem, koleinami.
Ja mam dla Ciebie propozycję. Tak prosto z mostu. Zastanów się nad ewolucją. Jak to się wszystko rozwijało - jak ewoluował mózg i jak gdzieś tam mogła zaświtać jakaś pierwsza myśl. Jak powstawał język i do czego był potrzebny. Jak rodziła się refleksja nad światem, z początku raczej bardzo prymitywna, potem coraz bardziej skomplikowana i coraz bardziej abstrakcyjna.

Zauważysz wtedy, że Twoje "nieusuwalne koleiny" to tylko wytwory ludzkiego umysłu - intelektualne abstrakcje, bardziej lub mniej przydatne do opisu rzeczywistości, tak czy inaczej powstałe w naszym mózgu - nawet gdy czasami do niczego zupełnie niepotrzebne. Oczywiście, że nauka bez języka nie istnieje, a sam ludzki język to już przecież jakiś zaczątek filozofii, gdyż posługuje się słowami, które są abstracyjnymi uogólnieniami.

>A to jest raczej niewykonalne tak jak podniesienie samego siebie do góry za włosy.
Rzeczywiście bez umysłu i naszych intelektualnych narzędzi, jak mniej lub bardziej abstrakcyjne słowa (niektóre nawet filozoficzne) trudno rozmwawiać, a nawet trudno uprawiać naukę.

>Zacytowałem treść pewnej ogólnej zasady metodologicznej za Bocheńskim, na co Pan Bogusławski: dowód poproszę.
Moim zdaniem nie zrozumiałeś Pana Bogusławskiego, bo od samego początku nie chciałeś go zrozumieć. Gorzej, że jednocześnie sam siebie nie zrozumiałeś. Uparłeś się na konieczność jakichś filozoficznych kolein, a to o zwykłą abstrakcyjność języka chodzi. To zupełnie naturalne, że posługujemy się różnymi słowami, pojęciami, a nawet kategoriami filozoficznymi. Ludzie tak mają i z tego korzystają - również w nauce.

>Skoro Ty uważasz, że wystarczy, że coś działa w praktyce i meta - uprawomocnienia można sobie darować, a wspomniana zasada niewątpliwie w praktyce działa, to dlaczego nie wszedłeś w polemikę z Panem Bogusławskim?
Bo on się ze mną w tym temacie zgadza.
Skoro ta zasada w praktyce działa, to właśnie to działanie stanowi jej uprawomocnienie.
dajmonion (3663 punktów)
>A gdzie ja w mojej poprzedniej wypowiedzi pisałem o wyprowadzaniu filozofii z nauki lub nauki z >filozofii?
Tu na przykład:
Tym, którzy chcą wypędzić filozofie z fizyki lub fizykę z filozofii, trzeba powiedzieć: Porzućcie wszelką nadzieję, że to uda się kiedykolwiek.
>>Taka obecność zaznacza się wtedy, gdy trzeba użyć pewnych ogólnych kategorii filozoficznych >>za każdym razem, gdy chce się pewną rzecz wyrazić jak chociażby ten cytat z Bocheńskiego.
>Za każdym razem, gdy się chce pewną rzecz wyrazić, to potrzebny jest język, a nie od razu >ogólne kategorie filozoficzne.
W tym przypadku o którym mowa język to tylko narzędzie wskazujące na pewne pojęcie. Zamiast powiedzieć podmiot - przedmiot możesz powiedzieć subiektywny - obiektywny. Używasz różnych narzędzi, ale ogólna kategoria, na którą wskazujesz jest ta sama. To dobry przykład na to, że bynajmniej nie o język tu chodzi, a o pojęcie. I to pojęcie zawarte jest we wspomnianej zasadzie Bocheńskiego. Język nie wskazujący na to pojęcie nie byłby w odniesieniu do tej zasady do niczego przydatny. Byłby w odniesieniu do niej zbędnym narzędziem.
>Zauważysz wtedy, że Twoje "nieusuwalne koleiny" to tylko wytwory ludzkiego umysłu - >intelektualne abstrakcje, bardziej lub mniej przydatne do opisu rzeczywistości, tak czy >inaczej powstałe w naszym mózgu - nawet gdy czasami do niczego zupełnie niepotrzebne.
Jednak nie da się odłożyć na półkę tych tworów, by pewne rzeczy wyrazić. To nie istotne jaka jest ich geneza. Istotny jest fakt, że to część nas samych i musimy tych pojęć użyć by pewne rzeczy wyrazić, także w nauce, co świetnie ilustruje zasada Bocheńskiego. A spór z panem Bogusławskim toczy się właśnie o to, czy nauka jest na tyle autonomiczna by obejść się bez tego czy też nie.


dajmonion
maceox (6766 punktów)
>>A gdzie ja w mojej poprzedniej wypowiedzi pisałem o wyprowadzaniu filozofii z nauki lub nauki z >filozofii?
>Tu na przykład:
>Tym, którzy chcą wypędzić filozofie z fizyki lub fizykę z filozofii, trzeba powiedzieć: Porzućcie wszelką nadzieję, że to uda się kiedykolwiek.>
Ok. Inaczej zrozumiałem Twoje "wyprowadzanie" nie wiedząc, że odnosisz się do tego cytatu.
Ale teraz to ma jeszcze mniejszy sens.

Napisałeś:
Cytat:
"Wyjaśniłem wyżej, że nie o to mi chodzi, aby wyprowadzić jedno z drugiego, tylko o obecność jednego w drugim."

gdzie przecież autor tych słów
Tym, którzy chcą wypędzić filozofie z fizyki lub fizykę z filozofii, trzeba powiedzieć: Porzućcie wszelką nadzieję, że to uda się kiedykolwiek.
twierdzi, że właśnie nie da się dokonać tego wyprowadzenia, i że ma miejsce ta obecność.

Ponadto cytat ten został tu po raz pierwszy przytoczony przez Pana Bogusławskiego wraz z całym artykułem i ja nie zauważyłem, żeby Pan Bogusławski się z nim nie zgodził.

>W tym przypadku o którym mowa język to tylko narzędzie wskazujące na pewne pojęcie. Zamiast powiedzieć podmiot - przedmiot możesz powiedzieć subiektywny - obiektywny. Używasz różnych narzędzi, ale ogólna kategoria, na którą wskazujesz jest ta sama. To dobry przykład na to, że bynajmniej nie o język tu chodzi, a o pojęcie. I to pojęcie zawarte jest we wspomnianej zasadzie Bocheńskiego. Język nie wskazujący na to pojęcie nie byłby w odniesieniu do tej zasady do niczego przydatny. Byłby w odniesieniu do niej zbędnym narzędziem.
Ok, ale pojęcia to tylko szersze i ogólniejsze kategorie klasyfikacji zjawisk od węższych i bardziej szczegółowych słów. Nie ma w tych intelektualnych tworach niczego nadzwyczajnego. Zwykłe abstakcyjne idee porządkujące postrzegany przez nas świat lub nasze myśli.

>Jednak nie da się odłożyć na półkę tych tworów, by pewne rzeczy wyrazić. To nie istotne jaka jest ich geneza. Istotny jest fakt, że to część nas samych i musimy tych pojęć użyć by pewne rzeczy wyrazić, także w nauce, co świetnie ilustruje zasada Bocheńskiego.
Tu wyraziłeś się jasno i w tym aspekcie nie widzę podstaw do sporu z Tobą. Rzeczywiście, aby pewne rzeczy wyrazić musimy użyć pewnych pojęć. To zupełnie normalne. Nie wiem tylko w jaki sposób miałoby to kwestionować twierdzenie, wedle którego to jednak doświadczenie jest ostatecznym kryterium prawdziwości teorii naukowych. Zadałem Ci w poprzednim poście pytanie, czy się z tym twierdzeniem zgadzasz, a Ty nie odpowiedziałeś...

>A spór z panem Bogusławskim toczy się właśnie o to, czy nauka jest na tyle autonomiczna by obejść się bez tego czy też nie.
Zauważyłem, że Pan Bogusławski zupełnie inaczej postrzega istotę tego sporu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w670101
Cytat:
Nowy kontratak na naturalistyczny paradygmat współczesnej nauki wyprowadzony jest ze sklerykalizowanej Polski przez środowisko laureata nagrody "Templeton Prize" - za dorobek służący dialogowi chrześcijaństwa ze współczesną myślą przyrodniczą - ks. prof. Michała Hellera pod hasłem "Filozofia w nauce" i prawdopodobnie właśnie te poglądy - choć się do nich bezpośrednio nie odwołuje - chce tu sprzedać pan Dajmonion. Można sięgnąć do źródła i porównać: www.filozofiawnauce.pl/sg-kat

Co Ty na to?
01-07-2015 14:25 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
/Albert Einstein/

Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/

>Z faktu, że czegoś nie potrafię prościej wyjaśnić nie wynika, że sprawa nie została jasno wyłożona.
Tak Pan sądzi? No cóż ja mam wrażenie, iż Pan sam niezbyt rozumie to co Pan tu wypisuje, ale to chyba tylko brak umiejętności zrozumienia Pana leżący po mojej stronie. Dlatego grzecznie i życzliwie dla Pana staram się (najczęściej bezskutecznie) dopytać. Ale mną proszę się nie przejmować, gdy pozostali czytelnicy Pana rozumieją, to w zupełności wystarczy.

>Raczej jest tak, że pan Bogusławski najzwyczajniej w świecie nie wie co z tym fantem zrobić i potrzebuje innych słów, aby mieć o co zahaczyć. Jest to zresztą niepotrzebne, bo pan Bogusławski sparafrazował zasadę i nawet nieźle mu to wyszło, co świadczy o tym, że tak zwane udawanie Greka to tylko mydlenie oczu.
Bogusławski od dziecka był ciekawym świata i włożył trochę wysiłku aby go zrozumieć, przynajmniej w aspekcie spraw, które go interesowały i na których temat na naszym forum się wypowiada. Ma jakąś tam - potwierdzoną egzaminami wiedzę i o filozofii, w tym chrześcijańskiej i o teologii. Przeczytał też sporo z dorobku Bocheńskiego. Bogusławski przez lata wypracował sobie - jego zdaniem bardzo spójny - światopogląd i posiada sprecyzowane poglądy, w sprawach na których temat się wypowiada, a ocenę tego pozostawia życzliwym czytelnikom. Jestem całkowicie przekonanym, że gdy czytelnicy uznają, iż się czepiam i udaję Greka, to Panu przyznają rację. Znakomita większość naszych czytelników to inteligentni, samodzielnie myślący ludzie.

>O każde słowo można pytać w nieskończoność.
Jakoś nie bardzo. Mamy słowniki, encyklopedie, a każdemu też wolno podać jego własne rozumienie każdego terminu. Bardziej złożonym jest przekaz całych myśli, ale i tu, ci którzy mają coś sensownego do powiedzenia potrafią przekazać to jasnym językiem, pozwalającym na zrozumienie tego co chcą innym przekazać. Myślicieli dzieli się na "ciemnych" - używającym bardzo hermetycznej i wieloznacznej terminologii (najczęściej teologowie) i jasnych (komunikatywnych) - piszących jasnym zrozumiałym językiem, tak aby mogło ich zrozumieć jak najwięcej osób. Wybieram tych drugich. Potrafiących napisać o najtrudniejszych sprawach w sposób jasny.

> Nauki realne aż roją się od słów będących w jakimś stopniu niejasne i nic dziwnego bo to nie matematyka.
Nie wiem co to są "nauki realne", ale rozumiem, iż tak oddziela Pan nauki przyrodnicze od nierealnych takich jak np. religijna filozofia i teologia. Tak zdarza się, że opis istniejącej obiektywnie rzeczywistości językiem w miarę powszechnie zrozumiałym jest ogromnie trudnym i udaje się to tylko nielicznym, ale wielu wielkich uczonych się o to stara.

> Zresztą sama matematyka posługuje się pojęciami pierwotnymi jak punkt, prosta, płaszczyzna no i proszę bardzo, niech mi Pan Bogusławski doprecyzuje pojęcie punktu.
(A po co, gdy to uznane całkiem mnie satysfakcjonuje.)
W jednym temacie nie potrafi Pan jasno się wypowiedzieć, a chce Pan uciec w następny?
www.racjon(*).php/s,492101/z,0/d,13#w503980

Pan Fizyk:
Matematyka nie istnieje w świecie idei oderwanych od świata rzeczywistego. Matematyka jest odzwierciedleniem świata rzeczywistego i co więcej, odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia. Platonizm jest zbędny.

Weź jako przykład geometrię euklidesową. Aksjomaty tej geometrii są przyjmowane bez dowodu nie dlatego bo są oderwaną od świata rzeczywistego prawdą, lecz przeciwnie, dlatego bo zostały w tym świecie tyle razy sprawdzone, że ich prawdziwość można uznać za "oczywistą". Ponadto rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi. Mało kto by dziś słyszał o geometriach nieeuklidesowych, gdyby nie to, że piąty aksjomat Euklidesa okazał się fałszywym w polach grawitacyjnych.


Stanislas Dehaene:
Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi.[...] Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! [...] Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne.


>Tu chodzi o pewien subtelny trik retoryczny polegający na nieskończonym wchodzeniu w szczegóły.
Retorycznym trickiem jest ucieczka z konkretnie wyartykułowanego pytania do Pańskich rzetelnie przytoczonych wywodów na jeden temat. Ogólnej zasady metodologicznej należącej do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej.

>Precyzja to ideał do którego się zmierza, a i tak nie wiadomo, czy jest osiągalny, bo ostateczna natura rzeczywistości pozostaje nieznana.
Tyle tylko, że jedni wiedzą mniej, a drudzy więcej.

@@@
.
02-07-2015 15:43 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
/Albert Einstein/
Kolejny cytat, który tak naprawdę nic nie mówi. Rozumienie, podobnie jak precyzja jest stopniowalne. Cokolwiek ktoś coś rozumie, rozumie to tylko w jakimś stopniu. Tak zwane dostateczne rozumienie to sztuczny twór. Dostateczne w jakim sensie? By zdać maturę? Pan Bogusławski lubi pławić się w mętnych cytatach jednocześnie mi zarzucając mętność.
>Jakoś nie bardzo. Mamy słowniki, encyklopedie
Właśnie. Może niech Pan po prostu tam zajrzy. Szczerze wątpię, aby to miało rozwiązać problem niejasności, bo nie o zyskanie jasności Panu chodzi, a o wyrzucenie pewnych słów poza dyskusję. Cała Pana argumentacja nastawiona jest przecież na to, że w nauce nie ma żadnych zainstalowanych naleciałości filozoficznych, więc proszę mnie nie czarować, że głównie o jasność Panu chodzi.

dajmonion
02-07-2015 17:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Cała Pana argumentacja nastawiona jest przecież na to, że w nauce nie ma żadnych zainstalowanych naleciałości filozoficznych, więc proszę mnie nie czarować, że głównie o jasność Panu chodzi.
Rozumiem dlaczego jest Pan wrogiem cytatów i linków, gdyż one utrudniają Panu manipulację czyimiś wypowiedziami i wmawiania oponentom poglądów, których oni nie posiadają. Gdy Pan już sobie czyjeś poglądy wymyśli, to wtedy ujawnia się cała intelektualna wyższość Pana Dajmoniona nad niedouczonymi ("Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie.") forumowiczami. Gdy jako głos boga może tu dyskutować sam ze sobą. Tak Pański "wyższy poziom" wprost się tu "na oczy narzuca".

@@@
.
05-07-2015 14:48 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
Inni prawdopodobnie już dawno zrozumieli, że nie o wywyższanie się mi chodziło, tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że istnieją różne poziomy rozważań (pojęcie życia jako niedające się ująć z poziomu kwarków) i na to jak dzięki temu można sparaliżować dyskusję.

dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Pan Bogusławski zarzuca mi, że podaję zasadę, która tak naprawdę jest banałem. A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał.

>Ja nigdzie nie napisałem, że moje rozważania posiadają matematyczną precyzję.

>Umysły nastawione głównie na ścisłą krytykę stosują w odniesieniu do takich rozważań trik retoryczny, o którym już wspomniałem, czyli udawanie Greka. Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie. Na przykład gdy dyskusja dotyczy biologii, gdzie pojawia się pojęcie życia dokonuje się krytycznej analizy tego pojęcia z punktu widzenia chemii czy wręcz fizyki. Tymczasem z perspektywy cząsteczkowej życie jest złudzeniem i nie da się go dostatecznie doprecyzować kwarkami.

>Języki poszczególnych poziomów są w pewnej mierze niekompatybilne i w ten sposób może niemal każdej nauce zarzucić niejasność, a w sytuacji, gdy ktoś stwierdzi, że nie umie jaśniej cisnąć w niego Wittgensteinem.
_______________

>Cały czas po prostu nie wiadomo dlaczego na przykład ja miałbym tu zamilknąć, tak jak radzi Wittgenstein i Pan wraz za nim.
Myślę, iż Wittgenstein miał świadomość, tego czego ja jestem wprost pewien, że wszelakich kaznodziei nikt nie zamknie i zupełnie nie do nich kierował swoje powiedzenie. Jego powiedzenie raczej odbieram osobiście i staram się nie pieprzyć głupot w problematyce, o której brak mi pojęcia. Staram się też pisać jak najbardziej komunikatywnie aby być przez jak najwięcej osób zrozumiałym, ale znowu wiem, że Pan się z tym nie zgadza pisząc: Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie, ale z wiarą nie ma dyskusji.
______________

>Inni prawdopodobnie już dawno zrozumieli, że nie o wywyższanie się mi chodziło, tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że istnieją różne poziomy rozważań (pojęcie życia jako niedające się ująć z poziomu kwarków) i na to jak dzięki temu można sparaliżować dyskusję.
Zawsze są inni, którzy nas doskonale rozumieją, raczej średnio oraz wcale i nie wynika to zawsze z naszego jasnego przekazu tylko ze zbieżności poglądów na sprawę lub na osobę. Ja na wszelki wypadek lubię zalinkować do wypowiedzi.

> Interpretacja musi obejmować wszystko.
Bzdura, to co interpretuje wszystko, tak naprawdę nie interpretuje niczego. Interpretacja winny być konkretne i dotyczyć konkretnych rzeczy.
>Nie istnieją żadne ograniczenia w odniesieniu do interpretacji jak efektu racjonalnego namysłu.

>Interpretacje mogą być bardziej specjalistyczne, interdyscyplinarne lub wręcz dotyczyć całości doświadczenia. Obejmowanie wszystkiego oznacza uwzględnianie wszystkiego w interpretacji tak aby w umysłach ludzi nie funkcjonowały osobne narracje (mechanika kwantowa obok rodzących dziewic). Z tego punktu widzenia ktoś może być teistą w tym sensie, że tak a nie inaczej interpretuje rzeczywistość. Kluczowym słowem jest tu słowo interpretacja, a nie wiara, co oznacza, że mamy do czynienia z procesem rozumowym i dzięki temu pojawia się wymóg aby uwzględnić wszystko, a więc także dorobek nauki.

Tu moja odpowiedź: www.racjon(*).php/s,668549/z,0/d,24#w670224

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>Weź jako przykład geometrię euklidesową. Aksjomaty tej geometrii są przyjmowane bez dowodu nie dlatego bo są oderwaną od świata rzeczywistego prawdą, lecz przeciwnie, dlatego bo zostały w tym świecie tyle razy sprawdzone, że ich prawdziwość można uznać za "oczywistą".
Zasada Bocheńskiego jest tak powszechnie stosowana w nauce, że można ją uznać za oczywistą i jasną.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Weź jako przykład geometrię euklidesową.
To nie moja wypowiedź tylko pana Fizyka, którą tu przytoczyłem:
Matematyka nie istnieje w świecie idei oderwanych od świata rzeczywistego. Matematyka jest odzwierciedleniem świata rzeczywistego i co więcej, odzwierciedla nasz, ludzki sposób myślenia. Platonizm jest zbędny.

Weź jako przykład geometrię euklidesową. Aksjomaty tej geometrii są przyjmowane bez dowodu nie dlatego bo są oderwaną od świata rzeczywistego prawdą, lecz przeciwnie, dlatego bo zostały w tym świecie tyle razy sprawdzone, że ich prawdziwość można uznać za "oczywistą". Ponadto rozwój matematyki jest ukierunkowany potrzebami praktycznymi. Mało kto by dziś słyszał o geometriach nieeuklidesowych, gdyby nie to, że piąty aksjomat Euklidesa okazał się fałszywym w polach grawitacyjnych.


>Nauka sama uwikłana jest w liczne założenia filozoficzne
Nauka nie jest zaplątaną w jakiekolwiek założenia filozoficzne.
>Oto co Bocheński pisze o metodzie fonomenologicznej we "Współczesnych metodach myślenia": w każdym badaniu myślenie powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego co subiektywne.
>Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej
"
>Nauka zakłada zatem podział podmiot-przedmiot i korzysta z powyższej zasady. Nie dowodzi jej bo by było błędne koło.
>I to jest chociażby przykład założenia filozoficznego, na którym opiera się nauka.

____________

>Zasada Bocheńskiego jest tak powszechnie stosowana w nauce, że można ją uznać za oczywistą i jasną.
Szkoda, iż wyłączył się z pisywania tu pan Fizyk, ale może inni przyrodoznawcy się wypowiedzą na ile "fenomenologiczna zasada Bocheńskiego" jest im przydatną - nie mówiąc już o niezbędności - w praktyce uprawiania swojej dziedziny nauki?

A co do samej oczywistości i jasności swojej zasady to sam Bocheński ma więcej tu wątpliwości od Szanownego Pana pisząc w "Przedmowie":
(...)
3. Pomimo dogmatycznej formy książka ta jest referatem. Autor nie bierze osobiście żadnej odpowiedzialności za reguły i uzasadnienia, które opisuje. Gdyby pisał metodologię systematycznie, wypadłaby ona być może całkowicie inaczej niż treść tej książki.

4. Poglądy tutaj referowane są poglądami metodologów, nie zaś samych naukowców. W tej mierze jest to zatem książka o współczesnej filozofii. Jednakże słowo "filozofia" musi być tutaj rozumiane w bardzo wąskim i niepotocznym sensie, ponieważ prawdziwie filozoficzne pytania, np. te, które dotyczą natury logiki lub podstaw indukcji zostały prawie całkowicie pominięte. Książka omawia wyłącznie metody, nie zaś ich interpretacje i ostateczne uzasadnienia.


To jest właśnie ten przykład, o którym mówię, iż z wiarą nie ma dyskusji. Przecież Pan zupełnie nie zwraca uwagi na przeczące Pańskiej wierze argumenty.

@@@
.
02-07-2015 14:01 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
Przyjrzyjmy się bliżej problemom kognitywnym Pana Bogusławskiego. Pan Bogusławski nie rozumie cytatu z Bocheńskiego i chce by sprawę doprecyzować. Jednocześnie cytuje Wittgensteina: Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/

Skoro Pan Bogusławski coś cytuje i się pod tym podpisuje, to znaczy, że jest to dla niego jasne.

A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.
Nierzadko przecież bywa tak, że rozważania nad rzeczywistością mają najpierw charakter jakościowy. Precyzyjne rozważania ilościowe często przychodzą później. Ty niemniej ten pierwszy etap rozważań jest bardzo ważny jako etap przygotowawczy. I teraz chwilę się wszyscy zastanówmy. Kto miałby być adresatem tej dyrektywy Wittgensteina? Niech Pan Bogusławski pokaże paluchem tą osobę.
Ja ze swojej strony nigdy na nikogo bym nie wskazał, ani nikomu nie sugerował, że ma zamilknąć, bo to co pisze nie posiada dostatecznej ścisłości (jakiej? to osobna kwestia). Mógłbym w ten sposób zniszczyć coś ciekawego, co się dopiero rodzi. Co może nie przypomina pod względem ścisłości mechaniki kwantowej, ale też nie jest czystym absurdem. Cytat pana Bogusławskiego nie jest zatem ani jasny, ani nawet szczególnie mądry.
Pan Bogusławski zarzuca mi, że podaję zasadę, która tak naprawdę jest banałem. A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał.
Ja nigdzie nie napisałem, że moje rozważania posiadają matematyczną precyzję. Umysły nastawione głównie na ścisłą krytykę stosują w odniesieniu do takich rozważań trik retoryczny, o którym już wspomniałem, czyli udawanie Greka. Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie. Na przykład gdy dyskusja dotyczy biologii, gdzie pojawia się pojęcie życia dokonuje się krytycznej analizy tego pojęcia z punktu widzenia chemii czy wręcz fizyki. Tymczasem z perspektywy cząsteczkowej życie jest złudzeniem i nie da się go dostatecznie doprecyzować kwarkami. Języki poszczególnych poziomów są w pewnej mierze niekompatybilne i w ten sposób może niemal każdej nauce zarzucić niejasność, a w sytuacji, gdy ktoś stwierdzi, że nie umie jaśniej cisnąć w niego Wittgensteinem.

dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,668549#w669780
>Przyjrzyjmy się bliżej problemom kognitywnym Pana Bogusławskiego. Pan Bogusławski nie rozumie cytatu z Bocheńskiego i chce by sprawę doprecyzować. Jednocześnie cytuje Wittgensteina: Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć. /Ludwig Wittgenstein/
>Skoro Pan Bogusławski coś cytuje i się pod tym podpisuje, to znaczy, że jest to dla niego jasne.
>A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.
Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina i do wielu innych tematów, w które Pan ucieka, ale najpierw niech Pan wyjaśni, to co Pan zaczął:
>Jest to inaczej wyrażona ta sama zasada która nadal posługuje się podziałem na podmiot - przedmiot.
Czyli jest tak jak wyżej napisałem: Bardzo subiektywny ideolog bąknął coś o obiektywizmie uznając to za "regułę należącą do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" Nawet nie próbując wyjaśnić na czym te wspólne dobro miałoby by polegać, jakie to ma praktyczne zastosowanie i jak to zastosowanie weryfikować. Ot typowe dla filozofii chrześcijańskiej pustosłowie.
____________

Tyle tylko, iż poproszę o dowód - choćby tylko odwołanie się do autorytetów zajmujących się metodologią nauki - iż zdanie Bocheńskiego jest "ogólną zasadą metodologiczną" i na jakich podstawach Pan za Bocheńskim twierdzi, że "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej". Dalej - jeżeli z tego zdania wyciągniemy wniosek, iż na badania naukowe nie powinny mieć wpływu subiektywne przekonania (światopogląd) jest to oczywisty banał, podobny do do tego, iż wszyscy ludzie powinni być dobrzy. Rzeczywistość pokazuje, że światopoglądowy wpływ na wybór, zakres i metody badań jest ogromny i tylko przyjęcie metody naukowej, to zjawisko ogranicza.
Zaplątał Pan się we własne nogi i nie potrafi wybrnąć z tego.

@@@
.
02-07-2015 15:55 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina
Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna? Chce Pan ją w tym sensie obronić? A proszę bardzo niech Pan próbuje.
Obawiam się, że jedyne co jest Pan w stanie z niej wycisnąć, to banał typu: mów jaśniej. Co do obecnego w tej dyrektywie zalecenia milczenia, to nie wróżę Panu sukcesów apologetycznych.
To nawet świetny pomysł, aby się tym zająć. Za chwilę wszyscy zobaczą ile jasności w tym, pod czym się Pan podpisuje.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Ja jeszcze tu niczego nie sugeruję, tylko proszę: Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina i do wielu innych tematów, w które Pan ucieka, ale najpierw niech Pan wyjaśni, to co Pan zaczął.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
/Albert Einstein/

Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/


>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Ja jeszcze tu niczego nie sugeruję, tylko proszę: Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina i do wielu innych tematów, w które Pan ucieka, ale najpierw niech Pan wyjaśni, to co Pan zaczął.
>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Niczego nie sugeruję, gdyż nic nie jest jasne dla wszystkich, a ponadto jasność stwierdzenia zależy od kontekstu
jej użycia oraz pretensji co do jej znaczenia. Gdybym tego zdania użył jako "ogólnej zasady metodologicznej" i stwierdzał, iż "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" to nie tylko byłoby je trudno wyjaśnić, ale byłoby banalną bzdurą, a tak jest tylko celnym "powiedzonkiem" uczonego.

>Chce Pan ją w tym sensie obronić? A proszę bardzo niech Pan próbuje.
Nie widzę takiej potrzeby oraz w jakim sensie i przed kim miałbym jej bronić?

>Obawiam się, że jedyne co jest Pan w stanie z niej wycisnąć, to banał typu: mów jaśniej.
A to nie wystarczy przy Pańskim zamotaniu się w pseudo-wyjaśnianie niby filozoficznym językiem.

> Co do obecnego w tej dyrektywie zalecenia milczenia, to nie wróżę Panu sukcesów apologetycznych.
Nie zajmuję się apologetyką, jeżeli już to krytyką.

>To nawet świetny pomysł, aby się tym zająć. Za chwilę wszyscy zobaczą ile jasności w tym, pod czym się Pan podpisuje.
Dopiero za chwilę? Po tylu latach pisania oraz opublikowaniu tylu postów? To albo zupełnie nowi forumowicze, albo zupełnie nierozgarnięci. Znakomita większość tych, do których kieruje swoje wypowiedzi zna mnie doskonale.
__

Przyjrzyjmy się bliżej problemom kognitywnym Pana Bogusławskiego.>Pan Bogusławski nie rozumie cytatu z Bocheńskiego i chce by sprawę doprecyzować. Jednocześnie cytuje Wittgensteina: Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/
>Skoro Pan Bogusławski coś cytuje i się pod tym podpisuje, to znaczy, że jest to dla niego jasne.
Tak, zdecydowanie staram się abym dobrze rozumiał to co piszę, a nawet o to aby rozumieli to inni, że nie wszyscy, to na Boga ja już wiele z tym uczynić nie mogę.

>A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.
Rozumiem dla Pana jest niejasny.

>Nierzadko przecież bywa tak, że rozważania nad rzeczywistością mają najpierw charakter jakościowy. Precyzyjne rozważania ilościowe często przychodzą później. Ty niemniej ten pierwszy etap rozważań jest bardzo ważny jako etap przygotowawczy.
Tak, powyższy Pański wywód jest całkowicie dla wszystkich jasnym i powszechnie akceptowalnym. Ludzkie rozważania nad rzeczywistością mają parę tysięcy lat i zupełnie różnym był, a i jest, ich charakter. Podobnie jak wiedza i charakter rozważających.

> I teraz chwilę się wszyscy zastanówmy. Kto miałby być adresatem tej dyrektywy Wittgensteina? Niech Pan Bogusławski pokaże paluchem tą osobę.
Moim zdaniem wszyscy, którzy nie uznają mętniactwa za intelektualną wartość, ale każdy ma prawo do własnego zdania.

>Ja ze swojej strony nigdy na nikogo bym nie wskazał, ani nikomu nie sugerował, że ma zamilknąć, bo to co pisze nie posiada dostatecznej ścisłości (jakiej? to osobna kwestia). Mógłbym w ten sposób zniszczyć coś ciekawego, co się dopiero rodzi. Co może nie przypomina pod względem ścisłości mechaniki kwantowej, ale też nie jest czystym absurdem.
No tak! Niech Pan wybaczy, że o Panu nie pomyślałem i przypadkiem mógłbym tym cytatem "zniszczyć coś ciekawego,
co się dopiero rodzi. Co może nie przypomina pod względem ścisłości mechaniki kwantowej, ale też nie jest czystym absurdem".


> Cytat pana Bogusławskiego nie jest zatem ani jasny, ani nawet szczególnie mądry.
Czyli tak ogólnie przypomina Bogusławskiego w oczach intelektualistów odwołujących się do jasnej ogólnej zasady metodologicznej należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej. Gdzie mi do Pana?

>Pan Bogusławski zarzuca mi, że podaję zasadę, która tak naprawdę jest banałem. A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał.
Zgoda, powiedzonka uczonych są banalnymi uogólnieniami, ale najczęściej opartymi na ich głębokich przemyśleniach i dlatego są wielce poręcznym materiałem erystycznym.

Tu jednak chodzi o to jakie znaczenie im się przypisuje? Trafnego powiedzenia, czy dogmatu do wierzenia?
Dla mnie to tylko trafne powiedzonka ze zbiorów "złotych myśli". Choć jednocześnie ważny postulat poznawczy. Nie warto tracić czasu na różnych wszystkowiedzących zadufków, którzy pustkę treściową osłaniają drętwą mową i mniemaniem, iż ich rozważania są na jakimś tam wyższym poziomie, który osoby z niższej perspektywy nijak zrozumieć nie mogą.

CDN.

@@@
.
05-07-2015 12:47 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>jasność stwierdzenia zależy od kontekstu jej użycia oraz pretensji co do jej znaczenia.
Kontekst przytoczonych przez Pana cytatów jest jaki jest i bynajmniej nie czyni on tych złotych myśli jasnymi.
>>A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.
>Rozumiem dla Pana jest niejasny.
Tak i dotąd nie napisał Pan ani jednego zdania, które by pokazało, że te cytaty w kontekście tej dyskusji są jasne i trafnie dobrane. Cały czas po prostu nie wiadomo dlaczego na przykład ja miałbym tu zamilknąć, tak jak radzi Wittgenstein i Pan wraz za nim. Jasność jest stopniowalna i przed Panem dość karkołomne zadanie ustalenia w sposób nie budzący zastrzeżeń poziomu dostatecznej jasności.
>>Nierzadko przecież bywa tak, że rozważania nad rzeczywistością mają najpierw charakter >.jakościowy. Precyzyjne rozważania ilościowe często przychodzą później. Ty niemniej ten >>pierwszy etap rozważań jest bardzo ważny jako etap przygotowawczy.
>Tak, powyższy Pański wywód jest całkowicie dla wszystkich jasnym i powszechnie akceptowalnym. >Ludzkie rozważania nad rzeczywistością mają parę tysięcy lat i zupełnie różnym był, a i jest, ich charakter. Podobnie jak wiedza i charakter rozważających.
Panie Bogusławski. Użyłem słowa 'bywa'. To małe słówko sprawia, że ten Pański komentarz jest tu całkowicie zbędny. Skoro bywa tak jak napisałem, to w tych przypadkach zalecenie milczenia Wittgensteina jest wręcz szkodliwe.
>>I teraz chwilę się wszyscy zastanówmy. Kto miałby być adresatem tej dyrektywy Wittgensteina? >>Niech Pan Bogusławski pokaże paluchem tą osobę.
>Moim zdaniem wszyscy, którzy nie uznają mętniactwa za intelektualną wartość, ale każdy ma >prawo do własnego zdania.
Jak już gdzieś napisałem jasność jest jakością stopniowalną i takim Wittgensteinem to można by uciąć wiele interesujących dyskusji.

dajmonion
05-07-2015 15:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Pan Bogusławski zarzuca mi, że podaję zasadę, która tak naprawdę jest banałem. A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał.
Zgoda, powiedzonka uczonych są banalnymi uogólnieniami, ale najczęściej opartymi na ich głębokich przemyśleniach i dlatego są wielce poręcznym materiałem erystycznym.

Tu jednak chodzi o to jakie znaczenie im się przypisuje? Trafnego powiedzenia, czy dogmatu do wierzenia?
Dla mnie to tylko trafne powiedzonka ze zbiorów "złotych myśli". Choć jednocześnie ważny postulat poznawczy. Nie warto tracić czasu na różnych wszystkowiedzących zadufków, którzy pustkę treściową osłaniają drętwą mową i mniemaniem, iż ich rozważania są na jakimś tam wyższym poziomie, który osoby z niższej perspektywy nijak zrozumieć nie mogą.


>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Ja jeszcze tu niczego nie sugeruję, tylko proszę: Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina i do wielu innych tematów, w które Pan ucieka, ale najpierw niech Pan wyjaśni, to co Pan zaczął.
>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Niczego nie sugeruję, gdyż nic nie jest jasne dla wszystkich, a ponadto jasność stwierdzenia zależy od kontekstu
jej użycia oraz pretensji co do jej znaczenia. Gdybym tego zdania użył jako
"ogólnej zasady metodologicznej" i stwierdzał, iż "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" to nie tylko byłoby je trudno wyjaśnić, ale byłoby banalną bzdurą, a tak jest tylko celnym "powiedzonkiem" uczonego.

>Kontekst przytoczonych przez Pana cytatów jest jaki jest i bynajmniej nie czyni on tych złotych myśli jasnymi.
Przecież to oczywiste. Wyżej napisałem: nic nie jest jasne dla wszystkich. Według Pana Pańskie wypowiedzi są jasne,
a według mnie to mętniactwo na podbudowie katolickiej filozofii religii. Wcale nie czuję się dotkniętym, gdy różni fideiści uważają moje wypowiedzi za wprost niepojęte mętniactwo. Zresztą epitetów na swój temat naczytałem się już tu sporo.

>A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.
Rozumiem dla Pana jest niejasny.
>Tak i dotąd nie napisał Pan ani jednego zdania, które by pokazało, że te cytaty w kontekście tej dyskusji są jasne i trafnie dobrane.
Ależ ja nawet przez moment nie miałem przekonania, iż mogę Pana w czymkolwiek przekonać i dlatego nigdy nie wpadłem na pomysł aby brać udział w dyskusjach na fideistycznych stronach, których w internecie jest ogromna ilość. Wiem, że moje wypowiedzi zupełnie nie przekonywują wierzących, ale jeszcze tak niedawno wątpiący i niewierzący tu dominowali i swoje wypowiedzi mogłem spokojnie adresować do tych, którzy potrafili je zrozumieć.

>Cały czas po prostu nie wiadomo dlaczego na przykład ja miałbym tu zamilknąć, tak jak radzi Wittgenstein i Pan wraz za nim.
Myślę, iż Wittgenstein miał świadomość, tego czego ja jestem wprost pewien, że wszelakich kaznodziei nikt nie zamknie i zupełnie nie do nich kierował swoje powiedzenie. Jego powiedzenie raczej odbieram osobiście i staram się nie pieprzyć głupot w problematyce, o której brak mi pojęcia. Staram się też pisać jak najbardziej komunikatywnie aby być przez jak najwięcej osób zrozumiałym, ale znowu wiem, że Pan się z tym nie zgadza pisząc: Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie, ale z wiarą nie ma dyskusji.

>Jasność jest stopniowalna i przed Panem dość karkołomne zadanie ustalenia w sposób nie budzący zastrzeżeń poziomu dostatecznej jasności.
Nie tylko karkołomne, ale wprost żadne, przy wzorcu jasności tu przez Pana prezentowanym: Jak ktoś sobie ustalił, że racja dostateczna świata nie może być elementem świata tylko czymś ponad i czymś w rodzaju wyższej świadomości to nie jest to wprawdzie dowód, ale to ma sens. I to w zasadzie wystarczy. Dowód na istnienie boga musiałby być dowodem absolutnym, a do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne. Nauka dajmy na to nie dostarcza absolutnych dowodów.

Dlatego ja w odniesieniu do nauki nie stosuję kategorii prawdy tylko sensu. Żaden teista nie musi przejmować się faktem, że istnienie boga (jak takiego, bez mitologicznej treści) nie zostało dowiedzione, bo w tym sensie, w jakim miałby być bóg dowiedziony nie zostało dosłownie NIC dowiedzione. Wszystko jest interpretacją i próbą nadania sensu.
To jasne jak słońce i po przeczytaniu tych wywodów czuję się oświeconym.

CDN

@@@
.
14-07-2015 01:58 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
Ja nie twierdzę nigdzie, że moje interpretacje są jasne jak słońce, ale to Pan nie ja się szczyci swoją jasnością. A z tymi cytatami z Wittgensteina i Einsteina to przejechał się Pan jak Zabłocki na mydle. Miały mnie zakneblować z uwagi na niejasność wywodów, a okazało się, że same nie grzeszą jasnością. A to ci dopiero


dajmonion
14-07-2015 18:56 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Kontekst przytoczonych przez Pana cytatów jest jaki jest i bynajmniej nie czyni on tych złotych myśli jasnymi.
Przecież to oczywiste. Wyżej napisałem: nic nie jest jasne dla wszystkich. Według Pana Pańskie wypowiedzi są jasne,
a według mnie to mętniactwo na podbudowie katolickiej filozofii religii. Wcale nie czuję się dotkniętym, gdy różni fideiści uważają moje wypowiedzi za wprost niepojęte mętniactwo. Zresztą epitetów na swój temat naczytałem się już tu sporo.

>Ja nie twierdzę nigdzie, że moje interpretacje są jasne jak słońce,
A czy ja twierdzę, iż Pan tak napisał?

> ale to Pan nie ja się szczyci swoją jasnością.
Gdzie i kiedy? Według mojej pamięci mogłem - co najwyżej - napisać, iż o to się staram.

> A z tymi cytatami z Wittgensteina i Einsteina to przejechał się Pan jak Zabłocki na mydle.
To Pańska - moim zdaniem - mocno subiektywnie wypaczona, opinia.

> A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał.
Zgoda, powiedzonka uczonych są banalnymi uogólnieniami, ale najczęściej opartymi na ich głębokich przemyśleniach i dlatego są wielce poręcznym materiałem erystycznym.

Tu jednak chodzi o to jakie znaczenie im się przypisuje? Trafnego powiedzenia, czy dogmatu do wierzenia?
Dla mnie to tylko trafne powiedzonka ze zbiorów "złotych myśli". Choć jednocześnie ważny postulat poznawczy. Nie warto tracić czasu na różnych wszystkowiedzących zadufków, którzy pustkę treściową osłaniają drętwą mową i mniemaniem, iż ich rozważania są na jakimś tam wyższym poziomie, który osoby z niższej perspektywy nijak zrozumieć nie mogą.

>Tak? Sugeruje Pan, że ta dyrektywa Wittgensteina jest jasna?
Ja jeszcze tu niczego nie sugeruję, tylko proszę: Szanowny Panie, możemy przejść i do Wittgensteina i do wielu innych tematów, w które Pan ucieka, ale najpierw niech Pan wyjaśni, to co Pan zaczął.

Niczego nie sugeruję, gdyż nic nie jest jasne dla wszystkich, a ponadto jasność stwierdzenia zależy od kontekstu
jej użycia oraz pretensji co do jej znaczenia. Gdybym tego zdania użył jako
"ogólnej zasady metodologicznej" i stwierdzał, iż "Tak ujęta reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej" to nie tylko byłoby je trudno wyjaśnić, ale byłoby banalną bzdurą, a tak jest tylko celnym "powiedzonkiem" uczonego.

> Miały mnie zakneblować z uwagi na niejasność wywodów,
Uważa Pan, iż ich przytoczenie było próbą kneblowania Pana? Dziwna ta Pańska umiejętność czytania.
Myślę, iż Wittgenstein miał świadomość, tego czego ja jestem wprost pewien, że wszelakich kaznodziei nikt nie zamknie i zupełnie nie do nich kierował swoje powiedzenie. Jego powiedzenie raczej odbieram osobiście i staram się nie pieprzyć głupot w problematyce, o której brak mi pojęcia. Staram się też pisać jak najbardziej komunikatywnie aby być przez jak najwięcej osób zrozumiałym, ale znowu wiem, że Pan się z tym nie zgadza pisząc: Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie, ale z wiarą nie ma dyskusji.

> a okazało się, że same nie grzeszą jasnością.
Przykro mi, iż nie potrafi Pan tak prostych przekazów zrozumieć, choć wydaje mi się, iż bardziej Pan nie chce niż nie potrafi.

>A to ci dopiero
Naprawdę Pan wierzy, iż mamy tu tak słabych intelektualnie czytelników, że Pańskich prób manipulacji czyimiś tekstami nie dostrzegą. Dla mnie to żenada i w poważnym towarzystwie tak czynić nie wypada.

@@@
.
05-07-2015 15:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Przyjrzyjmy się bliżej problemom kognitywnym Pana Bogusławskiego. Pan Bogusławski nie rozumie cytatu z Bocheńskiego i chce by sprawę doprecyzować. Jednocześnie cytuje Wittgensteina:
Co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
/Ludwig Wittgenstein/

Skoro Pan Bogusławski coś cytuje i się pod tym podpisuje, to znaczy, że jest to dla niego jasne.

A czy cytat z Wittgensteina jest jasny? Niech mi kaktus na ręce wyrośnie, jeśli to jest jasne.

Nierzadko przecież bywa tak, że rozważania nad rzeczywistością mają najpierw charakter jakościowy. Precyzyjne rozważania ilościowe często przychodzą później. Ty niemniej ten pierwszy etap rozważań jest bardzo ważny jako etap przygotowawczy. I teraz chwilę się wszyscy zastanówmy. Kto miałby być adresatem tej dyrektywy Wittgensteina? Niech Pan Bogusławski pokaże paluchem tą osobę.

Ja ze swojej strony nigdy na nikogo bym nie wskazał, ani nikomu nie sugerował, że ma zamilknąć, bo to co pisze nie posiada dostatecznej ścisłości (jakiej? to osobna kwestia). Mógłbym w ten sposób zniszczyć coś ciekawego, co się dopiero rodzi. Co może nie przypomina pod względem ścisłości mechaniki kwantowej, ale też nie jest czystym absurdem. Cytat pana Bogusławskiego nie jest zatem ani jasny, ani nawet szczególnie mądry.

Pan Bogusławski zarzuca mi, że podaję zasadę, która tak naprawdę jest banałem. A przecież jeśli zasadę Wittgensteina rozumieć też tylko jako: Mów waść jaśniej, to to też jest przecież banał
.
Jak z powyższego widać i doskonale Pan mnie zrozumiał i Pański wywód osiągnął najwyższy stopień jasności. Gratuluję.

Tak, powyższy Pański wywód jest całkowicie dla wszystkich jasnym i powszechnie akceptowalnym. Ludzkie rozważania nad rzeczywistością mają parę tysięcy lat i zupełnie różnym był, a i jest, ich charakter. Podobnie jak wiedza i charakter rozważających.
>Panie Bogusławski. Użyłem słowa 'bywa'. To małe słówko sprawia, że ten Pański komentarz jest tu całkowicie zbędny.
Tak Pan sądzi? Znowu mamy inny pogląd.

> Skoro bywa tak jak napisałem, to w tych przypadkach zalecenie milczenia Wittgensteina jest wręcz szkodliwe.
Oczywiście, gdyby przypadkiem chciano się powszechnie do tego postulatu zastosować, to trzeba by np. cała teologię i filozofię religii na śmietnik wyrzucić.

Zalecenie to dotyczy tylko ludzi odpowiedzialnych za słowo, zresztą Wittgenstein w krótkiej przedmowie napisał:
Książkę tę zrozumie może tylko ten, kto sam już przemyślał myśli w niej wyrażone - albo przynajmniej myśli podobne.
Nie jest to zatem podręcznik. Cel jej byłby osiągnięty, gdyby komuś czytającemu ją ze zrozumieniem sprawiła przyjemność.
Książka dotyczy problemów filozoficznych i pokazuje - jak sądzę - że płyną one z niezrozumienia logiki naszego języka.
Cały jej sens można ująć tak: co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć; o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć.

Książka zmierza więc do wytyczenia granic myśleniu, albo raczej - nie myśleniu, lecz wyrazowi myśli. Chcąc bowiem wytyczać granice myśleniu, trzeba by móc pomyśleć obie strony granicy (więc i to, co się pomyśleć nie da). Tak więc granicę wytycza się tylko w języku, a co poza nią, będzie po prostu niedorzecznością.

Nie chcę oceniać, jak dalece moje usiłowania pokrywają się z usiłowaniami innych filozofów. Co więcej, to, co napisałem,
w szczegółach nie pretenduje wcale do nowości. Dlatego nie podaję żadnych źródeł, gdyż jest mi obojętne, czy to, co pomyślałem, pomyślał już przede mną ktoś inny. Pragnę jedynie wspomnieć, że wiele zawdzięczam wspaniałym dziełom Fregego oraz pracom mego przyjaciela Bertranda Russella.


>I teraz chwilę się wszyscy zastanówmy. Kto miałby być adresatem tej dyrektywy Wittgensteina? Niech Pan Bogusławski pokaże paluchem tą osobę.
Wskazuję! Na pewno nie Pan Dajmonion, ani nikt uważający się za depozytariusza słowa Bożego, głoszący jego chwałę. Skierowana jest ona tylko do racjonalnej inteligencji przywiązującej dużą wartość do znaczenia słów i treści w swoich wypowiedziach.
Moim zdaniem wszyscy, którzy nie uznają mętniactwa za intelektualną wartość, ale każdy ma prawo do własnego zdania.
>Jak już gdzieś napisałem jasność jest jakością stopniowalną i takim Wittgensteinem to można by uciąć wiele interesujących dyskusji.
Tak, już gdzieś Pan napisał ten oczywisty banał, ale tu właśnie o ten stopień jasności wypowiedzi chodzi i najtrudniej jest zrozumieć ten postulat tym, którzy mądrość własnych wypowiedzi mętniactwie terminologii poszukują.

@@@
.
03-07-2015 15:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Ja nigdzie nie napisałem, że moje rozważania posiadają matematyczną precyzję.
Ależ ja nawet od siebie samego tego nie wymagam, a od innych zwykłem wymagać znacznie mniej.

>Umysły nastawione głównie na ścisłą krytykę stosują w odniesieniu do takich rozważań trik retoryczny, o którym już wspomniałem, czyli udawanie Greka.
"Udawanie Greka" nie należy do "trików retorycznych". Tak, prawie od zawsze byłem tzw. "umysłem krytycznym" i mnie się to podoba.

> Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie.
No właśnie! Bogusławski przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań i nie jest w stanie pojąć Pana Dajmoniona, którego rozważania są na wyższym poziomie. Jest to jeden z dogmatów wiary Pana Dajmoniona, a z dogmatami wiary się nie dyskutuje. Po takim stwierdzeniu już żadnych merytorycznych argumentów nie trzeba.

> Na przykład gdy dyskusja dotyczy biologii, gdzie pojawia się pojęcie życia dokonuje się krytycznej analizy tego pojęcia z punktu widzenia chemii czy wręcz fizyki. Tymczasem z perspektywy cząsteczkowej życie jest złudzeniem i nie da się go dostatecznie doprecyzować kwarkami.
I czy wtedy poważne rozważania można zastępować pseudointelektualnym bełkotem? Uważa Pan, iż np. o "życiu" nie da się jasno w różnych kontekstach wiele ciekawego powiedzieć? (Ja myślę iż sporo.) I wyciąga Pan tu konsekwencje z powiedzenia Wittgensteina, że o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć. Bzura można i należy mówić o "życiu", tyle tylko, iż warto mieć coś mądrego w tym temacie do powiedzenia.

>Języki poszczególnych poziomów są w pewnej mierze niekompatybilne
Poziomów? A jaki to tu Szanowny Pan poziom reprezentuje? Tak, w wielu kierunkach nauki, a także zawodach występuje słownictwo dla nich swoiste i czasem trudno przez postronnych zrozumiałe, ale wywody wysokiej klasy uczonych najczęściej pisane są jasnym oraz prostym i klarownym językiem i jest to jedna z przesłanek świadcząca o ich wielkości.

W szerokim spektrum humanistyki nie ma dla mnie terminów niezrozumiałych, a w języku nauk przyrodniczych też sporo rozumiem. Tu występuje zupełnie inny problem: Oczywiście można z wierzącymi rozmawiać na bardzo wiele tematów,
ale nie sposób rozmawiać o tym co stanowi lub tylko zahacza o przedmiot ich wiary:
"Nie można ze ślepym rozprawiać o kolorach, a z głuchym o muzyce. Tak, racjonalne myślenie w odróżnieniu od fideistycznego daje zupełnie inny sposób widzenia i rozumienia rzeczywistości, formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Przecież to widać nawet na tym forum, ludzie tej samej narodowości, mówiący tym samym językiem, a jakby z dwóch planet byli."

> i w ten sposób może niemal każdej nauce zarzucić niejasność,
Zarzucać to można - i różnym osobom i różnym poglądom - wiele. Na naszym forum są tysiące zarzutów, także pod moim adresem, ale każdy zarzut wypada tu jakoś tam racjonalnie uzasadnić, a nasi czytelnicy to osądzą. Nigdy nie zdarzyło mi się jakiejkolwiek nauce (choć ja np. filozofii i teologii do nauk nie zaliczam) zarzucić niejasność, natomiast zdarza mi się różnym uczonym oraz forumowiczom zarzucać nie tylko niejasność, ale wprost mętniactwo

>a w sytuacji, gdy ktoś stwierdzi, że nie umie jaśniej cisnąć w niego Wittgensteinem.
Nie ciskałem żadnym Wittgensteinem, tylko wprost napisałem, że Pańskie użycie Bocheńskiego jest pretensjonalną bzdurą
i podałem sporo argumentów na potwierdzenie tego zdania, tyle tylko, iż niektóry są tu od głoszenia swoich Prawd, a nie od czytania ze zrozumieniem tego co inni piszą.
www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>No właśnie! Bogusławski przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań i nie jest w stanie >pojąć Pana Dajmoniona, którego rozważania są na wyższym poziomie. Jest to jeden z dogmatów wiary >Pana Dajmoniona, a z dogmatami wiary się nie dyskutuje. Po takim stwierdzeniu już żadnych >merytorycznych argumentów nie trzeba.
Gdybym naprawdę posługiwał się dogmatami w tej dyskusji, to myśli Pan, że bym Pana o tym nie poinformował? Żadna dyskusja na poziomie naturalistycznym odnośnie dziewictwa Maryi nie może się przecież toczyć. Poza tym podejrzewam, że dla dogmatyka przyznawanie się do dogmatów to żaden powód do wstydu. Tak więc dowiedziałby się Pan o tym z całą pewnością. Podejrzewam, że to węszenie dogmatyzmu ma po prostu na celu zdeprecjonowanie adwersarza. Przy braku argumentów zawsze można przynajmniej wzbudzić te najgorsze skojarzenia.
>Uważa Pan, iż np. o "życiu" nie da się jasno w różnych kontekstach wiele ciekawego powiedzieć(Ja myślę iż sporo.)
Niczego takiego nie uważam. Zwróciłem tylko uwagę czytelników na subtelny trik polegający na postawieniu zarzutu o niejasność przy jednoczesnym oczekiwaniu wyjaśnienia sprawy z bardziej elementarnego poziomu. O życiu da się wiele ciekawego powiedzieć, ale na przykład nie z poziomu kwarków.


dajmonion
14-07-2015 19:46 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie.
No właśnie! Bogusławski przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań i nie jest w stanie pojąć Pana Dajmoniona, którego rozważania są na wyższym poziomie. Jest to jeden z dogmatów wiary Pana Dajmoniona, a z dogmatami wiary się nie dyskutuje. Po takim stwierdzeniu już żadnych merytorycznych argumentów nie trzeba.
>Gdybym naprawdę posługiwał się dogmatami w tej dyskusji, to myśli Pan, że bym Pana o tym nie poinformował?
Zdecydowanie myślę, iż Pan posługuje się swoimi dogmatami. synonim.net/synonim/dogmat

>Żadna dyskusja na poziomie naturalistycznym odnośnie dziewictwa Maryi nie może się przecież toczyć.
Dogmatyzm wcale nie jest ograniczony tylko do religii, a nawet nie tylko do ideologii.

>Poza tym podejrzewam, że dla dogmatyka przyznawanie się do dogmatów to żaden powód do wstydu.
Nie wiem? Dziś jestem świadomy, iż gdybym sam był dogmatykiem, to bym się chyba własną pięścią zabił, ale czy będąc dogmatykiem bym to zauważył? Czy mamy świadomość swojej mentalności, czy mamy świadomość swoich psychicznych ograniczeń?

> Tak więc dowiedziałby się Pan o tym z całą pewnością.
Ja postawę dogmatyczną u Pana dostrzegam, ale do pewności, to jeszcze strasznie daleko.

>Podejrzewam, że to węszenie dogmatyzmu ma po prostu na celu zdeprecjonowanie adwersarza. Przy braku argumentów zawsze można przynajmniej wzbudzić te najgorsze skojarzenia.
Źle Pan podejrzewa. Uważam, iż niezależnie jak bardzo ktoś by się nie starał skompromitować swojego interlokutora, to mu się tu nie uda dopóki interlokutor nie uczyni tego sam. Każdy inteligenty czytelnik może sobie bez większego trudu sam zestawić posty różnych forumowiczów i dokonać oceny porównawczej. Czy uważa Pan naszych czytelników za tak mało inteligentnych, iż sami nie zauważą, że to np. Bogusławski chce Pana nieudolnie skompromitować i przez to kompromituje się sam? Sądzi Pan, iż musi wszystkim powiedzieć, że to Bogusławski jest głupcem? Ja tam odwrotnie - ciągle jeszcze jestem mocno przekonanym, iż samodzielnie myśląca inteligencja stanowi tu większość i samodzielnie dokonuje ocen.

> Na przykład gdy dyskusja dotyczy biologii, gdzie pojawia się pojęcie życia dokonuje się krytycznej analizy tego pojęcia z punktu widzenia chemii czy wręcz fizyki. Tymczasem z perspektywy cząsteczkowej życie jest złudzeniem i nie da się go dostatecznie doprecyzować kwarkami.
I czy wtedy poważne rozważania można zastępować pseudointelektualnym bełkotem? Uważa Pan, iż np. o "życiu" nie da się jasno w różnych kontekstach wiele ciekawego powiedzieć? (Ja myślę iż sporo.) I wyciąga Pan tu konsekwencje z powiedzenia Wittgensteina, że o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć. Bzura można i należy mówić o "życiu", tyle tylko, iż warto mieć coś mądrego w tym temacie do powiedzenia.


>Niczego takiego nie uważam. Zwróciłem tylko uwagę czytelników na subtelny trik polegający na postawieniu zarzutu o niejasność przy jednoczesnym oczekiwaniu wyjaśnienia sprawy z bardziej elementarnego poziomu.
>Ja nigdzie nie napisałem, że moje rozważania posiadają matematyczną precyzję.
Ależ ja nawet od siebie samego tego nie wymagam, a od innych zwykłem wymagać znacznie mniej.
>Umysły nastawione głównie na ścisłą krytykę stosują w odniesieniu do takich rozważań trik retoryczny, o którym już wspomniałem, czyli udawanie Greka.

"Udawanie Greka" nie należy do "trików retorycznych". Tak, prawie od zawsze byłem tzw. "umysłem krytycznym" i mnie się to podoba. Trik tak subtelny, iż ja go zupełnie nie łapię, ale rozumiem, że swoje wypowiedzi adresuje Pan do swoich, którzy takie triki łapią.

> O życiu da się wiele ciekawego powiedzieć, ale na przykład nie z poziomu kwarków.
Nie wiem czy nie da się? Wiem, iż nigdzie tego nie próbowałem, gdyż nie mam zwyczaju wypowiadać się w sprawach,
w których problematyce mam niewielkie pojęcie.

@@@
.
15-07-2015 01:07 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Gdybym naprawdę posługiwał się dogmatami w tej dyskusji, to myśli Pan, że bym Pana o tym nie >>poinformował?
>Zdecydowanie myślę, iż Pan posługuje się swoimi dogmatami. synonim.net/synonim/dogmat
>>Żadna dyskusja na poziomie naturalistycznym odnośnie dziewictwa Maryi nie może się przecież >>toczyć.
>Dogmatyzm wcale nie jest ograniczony tylko do religii, a nawet nie tylko do ideologii.
sjp.pl/dogmat
Zatem jestem dogmatykiem w drugim znaczeniu. Upieranie się przy tezach, które uważa się za sensowne to żaden dogmatyzm. To prawo do posiadania własnego zdania i nikt nie powinien być z tego powodu etykietowany. Można by ewentualnie nazwać dogmatykiem kogoś, kto mówi: nie, bo nie, kto nie zadaje sobie trudu obrony swojego stanowiska. A ten przypadek tu nie zachodzi. Dlatego twierdzę, że stosuje Pan tu chwyty poniżej pasa. Pytanie po co Pan to robi?


dajmonion
15-07-2015 14:54 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
> Taka osoba przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań, stwierdza, że na wyższym poziomie nic nie rozumie i oczekuje, że adwersarz wyjaśni wszystko na niższym poziomie.
No właśnie! Bogusławski przyjmuje perspektywę niższego poziomu rozważań i nie jest w stanie pojąć Pana Dajmoniona, którego rozważania są na wyższym poziomie. Jest to jeden z dogmatów wiary Pana Dajmoniona, a z dogmatami wiary się nie dyskutuje. Po takim stwierdzeniu już żadnych merytorycznych argumentów nie trzeba.
>Gdybym naprawdę posługiwał się dogmatami w tej dyskusji, to myśli Pan, że bym Pana o tym nie poinformował?
Zdecydowanie myślę, iż Pan posługuje się swoimi dogmatami. synonim.net/synonim/dogmat
>Żadna dyskusja na poziomie naturalistycznym odnośnie dziewictwa Maryi nie może się przecież toczyć.
Dogmatyzm wcale nie jest ograniczony tylko do religii, a nawet nie tylko do ideologii.
>Poza tym podejrzewam, że dla dogmatyka przyznawanie się do dogmatów to żaden powód do wstydu.
Nie wiem? Dziś jestem świadomy, iż gdybym sam był dogmatykiem, to bym się chyba własną pięścią zabił, ale czy będąc dogmatykiem bym to zauważył? Czy mamy świadomość swojej mentalności, czy mamy świadomość swoich psychicznych ograniczeń?
> Tak więc dowiedziałby się Pan o tym z całą pewnością.
Ja postawę dogmatyczną u Pana dostrzegam, ale do pewności, to jeszcze strasznie daleko.
>Zatem jestem dogmatykiem w drugim znaczeniu.
To Pańska ocena. Ja dostrzegam u Pana tylko przejawy dogmatycznego myślenia w niedostatecznym z racjonalnego punktu widzenia uzasadnianiu swoich argumentów. Zbyt dużo jest wśród nich stwierdzeń opartych tylko na Pańskiej wierze w słuszność własnych racji.

> Upieranie się przy tezach, które uważa się za sensowne to żaden dogmatyzm.
To przyznaje Pan się do dogmatyzmu (w drugim znaczeniu) czy nie przyznaje się Pan?
> To prawo do posiadania własnego zdania i nikt nie powinien być z tego powodu etykietowany.
Chyba dla nas jest oczywistym, iż każdy ma prawo do własnego zdania, ale już poprzez sam fakt jego upublicznienia uprawnia innych do krytycznego odniesienia się do przedstawionych treści oraz sposobu ich argumentacji.

> Można by ewentualnie nazwać dogmatykiem kogoś, kto mówi: nie, bo nie, kto nie zadaje sobie trudu obrony swojego stanowiska.
Można, ale nie jest tu konieczna aż tak ekstremalna postawa. Wystarczy argumentacja głównie oparta na wierze we własną rację, bez dostatecznej argumentacji racjonalnej lub oparcia się na weryfikowalnych naukowo dowodach.

> A ten przypadek tu nie zachodzi.
Moim zdaniem zachodzi.

>Dlatego twierdzę, że stosuje Pan tu chwyty poniżej pasa.
To Pańska, moim zdaniem niczym nie uzasadniona, ocena. Nie manipuluję czyimiś tekstami i odnoszę się rzetelnie do przedstawionych przez interlokutorów wypowiedzi. Może warto zerknąć do lusterka?

Pan Maceox: "Ich złość wynika raczej z tego, że oni nie lubią Pańskiego stylu prowadzenia rozmów".
Mojego?
Chyba tylko dlatego, że już jako jeden z niewielu wykładam "kawę na ławę" i ewidentnie, bez pardonu, z podkreśleniami
i w kolorkach, obnażam pustkę treściową wielu napuszonych wypowiedzi, za którymi stoi tylko głęboka wiara we własną rację. Przecież ani Liliac, ani Big_zyd, ani wielu, wielu innych słodszymi niż ja nie byli. Może tylko Meretseger udawało się utrzymywać pewien poziom łaskawości dla prezentowanej tu głupoty, ale przecież ona też była i nadal jest przedmiotem nienawiści. Mój styl, to nazywanie rzeczy po imieniu bez "obłudy intelektualnej", o którą domaga się tu np. pan Brzostowski.


> Pytanie po co Pan to robi?
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,600722#w603757
Gdyż to już takie forum tu jest właśnie.

@@@
.
15-07-2015 19:13 
 Ocena 4 na 4
dajmonion (3663 punktów)
Dopóki dyskusja trwa i ktoś uzasadnia swoje stanowisko nigdy nie jest dogmatykiem. Moim zdaniem to bardzo przydatne rozumienie dogmatyzmu. Wnioskowanie o dogmatyzmie na podstawie argumentów adwersarza przed zakończeniem dyskusji świadczy o postawie zadufanej. Jak Wam się podoba kategoryzowanie osób dopóki dyskusja trwa? Ja nie wiem jaki będzie jej wynik. Być może jest tak, że ja niedostatecznie uzasadniam coś, a może pan Bogusławski po prostu nie może czegoś zrozumieć lub z czymś się pogodzić? Ja tego nie przesądzam w przeciwieństwie do pana Bogusławskiego.

dajmonion
16-07-2015 11:40 
 0 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dopóki dyskusja trwa i ktoś uzasadnia swoje stanowisko nigdy nie jest dogmatykiem.
(Z tego to po pierwsze wynika, iż Pan nie rozumie, bądź używa tylko w Pańskim rozumieniu różnych terminów.
Tu np. "mity" i "antropomorfizmy", a gdy występuje różne rozumienie słów, to trudno o jakąkolwiek konkluzywność.)

Tu znowu występuje u Pana swoiste rozumienie terminu, którego Pan tu używa?
Dogmat
1. teza podana do wierzenia przez Kościół jako prawda;
2. nienaruszalna, podstawowa teza, pewnik

Dogmat to teza. Niedyskutowane założenie i nie ma nic wspólnego z trwaniem niby "dyskusji" (Racjonalne dyskusje winny być konkluzywne, a tu przez nasze forum przeszło sporo całkowicie zaślepionych swoją wiarą dogmatyków z założeniem posiadania jedynie słusznej prawdy.)

> Moim zdaniem to bardzo przydatne rozumienie dogmatyzmu.
A moim nieprawdziwe i nieprzydatne.

> Wnioskowanie o dogmatyzmie na podstawie argumentów adwersarza przed zakończeniem dyskusji świadczy o postawie zadufanej.
Nie widzę większych problemów z rozpoznaniem dogmatyzmu, wystarcza średnia inteligencja i odrobina sceptycyzmu, aby rozpoznać argumentowanie poprzez tezy podawane do wierzenia jako jakieś niekwestionowalne prawdy - jakieś tam nienaruszalne podstawowe tezy, pewniki itd.

>Jak Wam się podoba kategoryzowanie osób dopóki dyskusja trwa?
Teraz do kategorii Wam mnie Pan przepisał? Rzucanie epitetami bez pokrycia mnie zupełnie się nie podoba. Zarzuty mogą dotyczyć wszystkiego, ale nie będąc dogmatykiem należy je racjonalnie uargumentować.

>Ja nie wiem jaki będzie jej wynik. Być może jest tak, że ja niedostatecznie uzasadniam coś, a może pan Bogusławski po prostu nie może czegoś zrozumieć lub z czymś się pogodzić? Ja tego nie przesądzam w przeciwieństwie do pana Bogusławskiego.
Postawa dogmatyczna to także większa lub mniejsza teflonowość na argumenty interlokutora. Tu wystarczy zobaczyć Pański stosunek do moich wypowiedzi i przedstawianych argumentów aby dostrzec dzielące nas ogromne różnice w postawie poznawczej i otwartości na argumenty oponenta. Każdy może sam zobaczyć komu łatwiej zrozumieć wypowiedzi innych i pogodzić się z racjami adwersarza.
____________

>Podejrzewam, że to węszenie dogmatyzmu ma po prostu na celu zdeprecjonowanie adwersarza. Przy braku argumentów zawsze można przynajmniej wzbudzić te najgorsze skojarzenia.
Źle Pan podejrzewa. Uważam, iż niezależnie jak bardzo ktoś by się nie starał skompromitować swojego interlokutora, to mu się tu nie uda dopóki interlokutor nie uczyni tego sam. Każdy inteligenty czytelnik może sobie bez większego trudu sam zestawić posty różnych forumowiczów i dokonać oceny porównawczej. Czy uważa Pan naszych czytelników za tak mało inteligentnych, iż sami nie zauważą, że to np. Bogusławski chce Pana nieudolnie skompromitować i przez to kompromituje się sam? Sądzi Pan, iż musi wszystkim powiedzieć, że to Bogusławski jest głupcem? Ja tam odwrotnie - ciągle jeszcze jestem mocno przekonanym, iż samodzielnie myśląca inteligencja stanowi tu większość i samodzielnie dokonuje ocen.


@@@
.
18-07-2015 02:37 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
Panie Bogusławski. Staram się pisać jasno, czasami jednak zdarzy mi się użyć skrótu myślowego. Czy zawsze musi się Pan wtedy pogubić?
Oczywiście definicja dogmatu jest taka jak Pan zacytował. Sam zresztą podałem do niej link wyżej.
Tu chodzi o nieprzesądzanie tego faktu przed końcem dyskusji, dzięki czemu sprawniej można ją prowadzić, a i czytelnikom przyjemniej się ją czyta. Ja mógłbym być utwierdzony co do Pańskiej dajmy na to demencji, tak jak Pan jest utwierdzony co do mojego dogmatyzmu. Czy uważa Pan, że powinienem o tym pisać na forum? Bo ja tak nie uważam. Po co miałbym to robić? Przecież sam Pan napisał, że czytelnicy tu raczej inteligentni. Sami pewne rzeczy zobaczą. Czy naprawdę trzeba Panu tłumaczyć takie rzeczy jak dziecku?
Dopóki trwa proces uzasadniania stanowisk żadna ze stron nie powinna być mobbowana jakimiś pejoratywnymi określeniami, w tym przypadku dogmatyzmem sugerującym, że czyjś światopogląd opiera się na wziętych kompletnie z sufitu podstawach.

dajmonion
19-07-2015 14:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Panie Bogusławski. Staram się pisać jasno, czasami jednak zdarzy mi się użyć skrótu myślowego.
www.wprost(*)-o-Smolensku-to-skrot-myslowy/
niezalezna(*)kasie-pod-stolem-skrot-myslowy
telewizjar(*)ow-to-skrot-myslowy,14058.html
Jak widać nie Panu jednemu się zdarza.

>Czy zawsze musi się Pan wtedy pogubić?
A Pan święcie wierzy w moje zagubienie się przy Pańskiej argumentacji?

>Oczywiście definicja dogmatu jest taka jak Pan zacytował. Sam zresztą podałem do niej link wyżej.
Skorzystał Pan z mojego, gdyż ja podałem go najpierw jeszcze wyżej:
www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,668549#w670932
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,670887#w671003
Ale to zupełnie nieważne gdy się zgadzamy.

>Tu chodzi o nieprzesądzanie tego faktu przed końcem dyskusji, dzięki czemu sprawniej można ją prowadzić, a i czytelnikom przyjemniej się ją czyta.
Ciekawa koncepcja, dyskusja według Pana, iż Pan będzie głosił swoje tyrady, a ja będę czekał na ich koniec. Nie, dyskusja to rozpatrywanie zagadnień drogą szeregu pytań i odpowiedzi, wymiany myśli przez pytania i odpowiedzi, stawiania
i wykazywania słuszności twierdzeń oraz ich krytykowania
.


Choć nie jesteśmy forum naukowym, to wielu z nas miało aspiracje aby zbliżyć jego poziom do akademickiego, korzystając przy tym z publicystycznego, komunikatywnego dla całej inteligencji - niezależnie od wykształcenia - języka.
Wchodząc tu w różne spory z oponentami należy mieć pełną świadomość, iż każdy z nich może przerodzić się szybko w dyskusję polemiczną, która rządzi się jednak trochę innymi regułami i przebiega w odmiennej atmosferze, ale warto je prowadzić dopóki rozmowa jest merytoryczna i konkluzywna.

Najgorszą zmorą wszelkich dyskusji są dyskusje pozorne, które nie przynoszą korzyści nikomu. Są to dyskusje, których przedmiot jest niejasny i niezdefiniowany, a dyskutanci używają różnych języków przypisując tym samym terminom różne znaczenia.

Dlatego aby dyskusja była merytoryczną i konkluzywną trzeba spełnić kilka warunków: do których należy zdefiniowanie przedmiotu dyskusji oraz przyjęcie wspólnego znaczenia dla podstawowych w tej rozmowie terminów. Żadna dyskusja nie będzie konkluzywną, gdy jej uczestnicy nie będą się wzajemnie rozumieli i każdy będzie tylko wygłaszał swoje
(rozumiane tylko przez siebie oraz swoich zwolenników) kazanie.


> Ja mógłbym być utwierdzony co do Pańskiej dajmy na to demencji, tak jak Pan jest utwierdzony co do mojego dogmatyzmu.
"Utwierdzenie", to Pański ulubiony termin i jak Pan pisze "do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne". Ja nie jestem utwierdzonym co Pańskiego dogmatyzmu, choć wiele przesłanek wskazujących na Pańską postawę dogmatyczną w Pańskich wypowiedziach dostrzegam.

Korzysta Pan z bogatego arsenału i teraz do kategorii sklerotyków mnie Pan przepisał. Wolno Panu, choć mnie rzucanie epitetami bez pokrycia zupełnie się nie podoba. Zarzuty mogą dotyczyć wszystkiego, ale nie będąc dogmatykiem należy je racjonalnie uargumentować. Proszę wykazać moją demencję i nawet wtedy nazywać jej nie trzeba.
Nie widzę większych problemów z rozpoznaniem dogmatyzmu, wystarcza średnia inteligencja i odrobina sceptycyzmu, aby rozpoznać argumentowanie poprzez tezy podawane do wierzenia jako jakieś niekwestionowalne prawdy - jakieś tam nienaruszalne podstawowe tezy, pewniki itd.

Postawa dogmatyczna to także większa lub mniejsza teflonowość na argumenty interlokutora. Tu wystarczy zobaczyć Pański stosunek do moich wypowiedzi i przedstawianych argumentów aby dostrzec dzielące nas ogromne różnice w postawie poznawczej i otwartości na argumenty oponenta. Każdy może sam zobaczyć komu łatwiej zrozumieć wypowiedzi innych i pogodzić się z racjami adwersarza.


>Czy uważa Pan, że powinienem o tym pisać na forum?
Jestem za maksymalną wolnością wypowiedzi i sam usuwałbym tylko wypowiedzi szkalujące jakiegoś czytelnika oraz ewidentnie głupie, wynikające z zacietrzewienia głęboka wiarą w jedynosłuszność własnych racji, a co do reszty to jestem przekonanym, iż nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

> Bo ja tak nie uważam.
Cenię ludzi, którzy mają odmienne poglądy, ale takich których argumentacja opiera się na racjonalizmie, a nie na wierze we własną rację.

>Po co miałbym to robić?
Dlatego, iż Pan uważa to za słuszne, to nie wystarczy?

> Przecież sam Pan napisał, że czytelnicy tu raczej inteligentni.
Nie, tak nie napisałem. Napisałem, że znakomitą większość stanowią tu czytelnicy inteligentni, z tym "raczej inteligentnymi", to najczęściej się nie zgadzam i ostro polemizuję.

> Sami pewne rzeczy zobaczą.
Ja co inteligentnych nie mam wątpliwości, a co do tych "raczej inteligentnych" to też raczej jestem przekonanym.
(Że np. klikną Panu plusa za samo przeciwstawianie się Bogusławskiemu.)


> Czy naprawdę trzeba Panu tłumaczyć takie rzeczy jak dziecku?
Czy nie dostrzega Pan, iż takimi stwierdzeniami kompromituje się Pan jak dziecko?

>Dopóki trwa proces uzasadniania stanowisk żadna ze stron nie powinna być mobbowana jakimiś pejoratywnymi określeniami, w tym przypadku dogmatyzmem sugerującym, że czyjś światopogląd opiera się na wziętych kompletnie z sufitu podstawach.
Sam Pan sobie przeczy lub raczej stosuje argumentację Kalego. Dajmonion może używać pejoratywnych nawet personalnych określeń, a oponenci nie mają prawa do merytorycznego krytykowania jego wywodów dopóki on nie uzna ich za skończone. To nie ambona Szanowny Panie, to forum dyskusyjne.

@@@
.
21-07-2015 23:44 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Bo ja tak nie uważam.
>Cenię ludzi, którzy mają odmienne poglądy, ale takich których argumentacja opiera się na >racjonalizmie, a nie na wierze we własną rację.
>To nie ambona Szanowny Panie, to forum dyskusyjne.

No i wyszło szydło z worka. Właśnie ta ambona jest najlepszą ilustracją tego jakie chwyty Pan stosuje w dyskusjach. Z ambony ludzie dowiadują się o rodzących dziewicach. Tymczasem żadnych tego typu dogmatów tu nie pisałem ani ich nie broniłem. Zresztą jak miałbym ich bronić? Gdybym takowe wyznawał, to bym po prostu się do tego przyznał dodając jak to robią księża, że są to sprawy wykraczające poza ludzki rozum.
To jest najlepszy dowód na Pana zacietrzewienie. Pan usilnie chce wrzucić wszystkich do jednego worka. Dokłada Pan wszelkich starań, aby kojarzono mnie właśnie z ... amboną.
Na podobnej zasadzie pod blogiem Joanny Senyszyn pojawiają się określenie takie jak bolszewiczka, itp.
Napisałem Panu wyżej jak rozumiem fanatyzm i to powinno Panu dać asumpt do tego, aby przynajmniej z ambonami mnie nie kojarzyć. Fanatyzm można precyzyjnie określić posługując się kantyzmem. Kant ja wiadomo dokonał podziału na legalność i moralność. Na podobnej zasadzie można dokonać podziału w sferze zdań oznajmujących na na naukę i światopogląd (interpretacje uzupełniające). Można traktować swój światopogląd poważnie. Jeśli jednak ktoś traktuje to na tyle poważnie, że wbrew nauce na bazie światopoglądu uprawia politykę, to to jest właśnie fanatyzm.
Ja tu takiej postawy nie reprezentuję, co bardzo jasno wynika ze wszystkich moich postów.
Dla Pana pewne rzeczy to pieprzenie, a ja uważam, że dopóki ktoś nie jest fanatykiem to niech pieprzy jak najwięcej. Nierzadko jest to nawet interesujące. I może nawet inspirować naukę.
Tak więc Panie Bogusławski teraz już wszyscy widzą czarno na białym czemu tak naprawdę służy ta Pana pryncypialność.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Dopóki trwa proces uzasadniania stanowisk żadna ze stron nie powinna być mobbowana jakimiś pejoratywnymi określeniami, w tym przypadku dogmatyzmem sugerującym, że czyjś światopogląd opiera się na wziętych kompletnie z sufitu podstawach.
Sam Pan sobie przeczy lub raczej stosuje argumentację Kalego. Dajmonion może używać pejoratywnych nawet personalnych określeń, a oponenci nie mają prawa do merytorycznego krytykowania jego wywodów dopóki on nie uzna ich za skończone. To nie ambona Szanowny Panie, to forum dyskusyjne.
>No i wyszło szydło z worka.
Dla inteligentnego czytelnika nie po raz pierwszy, wystarczy zestawić to co ja napisałem z tym co Pan niby zacytował i do czego się odnosi. Nie mając dostatecznych argumentów permanentnie dokonuje Pan manipulacji tekstami, z którymi Pan polemizuje.

>Właśnie ta ambona jest najlepszą ilustracją tego jakie chwyty Pan stosuje w dyskusjach.
Mówienie z ambony, to tyle samo co mówienie ex cathedra i termin ten jest także używany w kontekstach pozareligijnych i oznacza stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji. Przepraszam, myślałem, że dla inteligenta to oczywiste.

>Z ambony ludzie dowiadują się o rodzących dziewicach.
Z ambony można dowiedzieć się o rożnych rzeczach, czasem i mądrych i prawdziwych, tyle iż w sposób nie podlegający dyskusji.

>Tymczasem żadnych tego typu dogmatów tu nie pisałem ani ich nie broniłem. Zresztą jak miałbym ich bronić? Gdybym takowe wyznawał, to bym po prostu się do tego przyznał dodając jak to robią księża, że są to sprawy wykraczające poza ludzki rozum.
Naprawdę osądza Pan naszych czytelników za głupszych od Pana, daję Panu słowo, iż większość jest na podobnym nam poziomie, a cześć nawet nasz poziom przewyższa. Oni potrafią czytać ze zrozumieniem i dokonywać rozsądnych ocen przedstawionych tu wypowiedzi.

>To jest najlepszy dowód na Pana zacietrzewienie.
Co ma być tym najlepszym dowodem? Fakt, że zabrakło Panu merytorycznych argumentów i atakuje mnie osobiście?

>Pan usilnie chce wrzucić wszystkich do jednego worka.
Chcę wrzucić wszystkich do jednego worka? A na jakich podstawach Szanowny Pan tak wnosi. Zdecydowanie uważam, że wszyscy różnimy się od siebie w całym możliwym spektrum. Pańską wiedzę i postawę też rozróżniam od innych.

>Dokłada Pan wszelkich starań, aby kojarzono mnie właśnie z ... amboną.
(A co to miałoby znaczyć?) Od dłuższego czasu nie napisał Pan tu niczego ad rem, a prawie wszystko ad personam i to jest najlepszy dowód "na moje zacietrzewienie". No cóż, do mnie taka logika nie przemawia.

>Na podobnej zasadzie pod blogiem Joanny Senyszyn pojawiają się określenie takie jak bolszewiczka, itp.
No właśnie, to chyba jest zastosowanie argumentum ad Hitlerum

>Napisałem Panu wyżej jak rozumiem fanatyzm i to powinno Panu dać asumpt do tego, aby przynajmniej z ambonami mnie nie kojarzyć.
Może i Pan pisał, ale wrzuciłem w wyszukiwarkę i nie znalazłem. Nie prościej przywołać. Na przykład tu ja pisałem
o fanatyzmie: www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,668549#w669379
Nie kojarzę Pana z ambonami, tylko z przekazem swoich poglądów jako bezdyskusyjnej prawdy przy braku dostatecznych argumentów. (Co zresztą miałoby znaczyć kojarzenie z ambonami? Nigdy nie podejrzewałem, iż Pan jest księdzem, a nie wszyscy księża głoszą swoje niedyskutowalne prawdy ex cathedra, jest np. ks. Oko i ks. ks. Gurzyński.)

>Fanatyzm można precyzyjnie określić posługując się kantyzmem. Kant ja wiadomo dokonał podziału na legalność i moralność. Na podobnej zasadzie można dokonać podziału w sferze zdań oznajmujących na na naukę i światopogląd (interpretacje uzupełniające). Można traktować swój światopogląd poważnie. Jeśli jednak ktoś traktuje to na tyle poważnie, że wbrew nauce na bazie światopoglądu uprawia politykę, to to jest właśnie fanatyzm.
Pan rozumie siebie i Kanta, a ja mam zwyczaj odwoływania się do konkretnych wypowiedzi. W jakim dziele, na której stronie Kant o fanatyzmie napisał coś tak bardzo istotnego aby była potrzeba aż do niego się tu odwoływać? To miał być argumentum ab auctoritate, czy argumentum ad verecundiam?

>Ja tu takiej postawy nie reprezentuję, co bardzo jasno wynika ze wszystkich moich postów.
Znowu nie wierzy Pan w mądrość naszych czytelników. Szczególnie gdy Pańska postawa jasno wynika z Pańskich tekstów, to na pewno zostanie zrozumiana i sprawiedliwie oceniona, naprawdę nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

>Dla Pana pewne rzeczy to pieprzenie, a ja uważam, że dopóki ktoś nie jest fanatykiem to niech pieprzy jak najwięcej. Nierzadko jest to nawet interesujące. I może nawet inspirować naukę.
Tyle Pan z tego mojego posta zrozumiał?
___________

>Ktoś mógłby powiedzieć, że im wolno snuć interpretacje, które później będą sprawdzali.
Przynajmniej ja o takim zakazie nie słyszałem, ale czy warto wszystkie wytwory ludzkiej wyobraźni sprawdzać. Nawet wtedy gdy jasno widać, iż za nimi jakaś choroba stoi?

>Prawdą jest jednak też to, że pozostali ludzie nie są z innej gliny ulepieni i też chętnie snują interpretacje.
Tak, prawie każdy lubi sobie popieprzyć.

____________

>Tak więc Panie Bogusławski teraz już wszyscy widzą czarno na białym czemu tak naprawdę służy ta Pana pryncypialność.
Zgadzam się z tym Pańskim argumentum ad auditorem, choć może bez tego wielkiego kwantyfikatora? Może zwyczajna większość wystarczy? www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,664981#w665147

@@@
.
23-07-2015 16:41 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
Ambona w Polsce to przede wszystkim parafiańszczyzna w najgorszym wydaniu a nie ten jeden aspekt, który sobie Pan wybrał ("stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji"). Z prawie każdym epitetem można dokonać takiego zabiegu, bo świat nie jest czarno - biały. Nawet z faszyzmu można próbować wyciągać pozytywy. Jak Pan to sobie wyobraża? Nazwie Pan kogoś na przykład faszystą, a potem będzie się tłumaczył tak jak powyżej? Że przecież Pan miał na myśli tylko jedną rzecz?
Ambona w Polsce to całkowity zakaz aborcji, in vitro, związków homo. Nie będę dalej wymieniał, bo nie mam akurat przy sobie kubła na rzygi. Takie są główne akcenty i to z tym jestem tu głównie kojarzony poprzez przywoływanie ambony. Ambona w Polsce to twarz ks. Oko a nie Bonieckiego. Samo zestawianie osoby z epitetem działa na zasadzie psychotechniki tak jak zestawianie pięknych kobiet z samochodami. Dlatego należy ważyć słowa. Jest to zresztą też w Pana interesie, jako, że chce Pan tu uchodzić za racjonalistę, który takich chwytów nie stosuje, a jedynie racje merytoryczne.
Czyli twierdzi Pan, że moje stwierdzenia to "stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji"
Toż to jawna insynuacja, bo co ja tu robię jeśli nie dyskutuję właśnie. Ok, uważa Pan, że argumenty są niedostateczne, ale to Pana subiektywna opinia, tym dziwniejsza, że przecież dyskusja się jeszcze nie skończyła.
Pewność siebie jako wada? Większość ludzi w czymś tam jest utwierdzona. Pan na przykład jest utwierdzony (co oczywiście nie oznacza pewności) w moim dogmatyzmie i ciągle to powtarza.
Dopóki ktoś nie jest fanatykiem w tym rozumieniu w jakim to podałem i dopóki dyskutuje to wszystko ok. Każdy powinien być sobą, zamiast udawać w imię jakiejkolwiek poprawności politycznej, bo akurat panu Bogusławskiemu to się nie podoba i wolałby aby ktoś inaczej zdania formułował.
>>Tymczasem żadnych tego typu dogmatów tu nie pisałem ani ich nie broniłem. Zresztą jak miałbym >>ich bronić? Gdybym takowe wyznawał, to bym po prostu się do tego przyznał dodając jak to >>robią księża, że są to sprawy wykraczające poza ludzki rozum.
>Naprawdę osądza Pan naszych czytelników za głupszych od Pana, daję Panu słowo, iż większość >jest na podobnym nam poziomie, a cześć nawet nasz poziom przewyższa. Oni potrafią czytać ze >zrozumieniem i dokonywać rozsądnych ocen przedstawionych tu wypowiedzi.
To z Panem przecież dyskutuję. Mogę zatem mieć pewne wyobrażenia co najwyżej co do Pana inteligencji. Co do inteligencji innych wyrobię sobie danie, gdy będę z nimi dyskutował bądź czytał ich posty. Wiele już przeczytałem i faktycznie jest tu sporo ludzi inteligentnych.
Jednak tak jak wyżej napisałem moja krytyka Pańskich opinii nie jest równoznaczna z obrażaniem inteligencji czytelników, bo taki wniosek to jawny absurd.
>>Fanatyzm można precyzyjnie określić posługując się kantyzmem. Kant ja wiadomo dokonał >>podziału na legalność i moralność. Na podobnej zasadzie można dokonać podziału w sferze zdań >>oznajmujących na na naukę i światopogląd (interpretacje uzupełniające). Można traktować swój >>światopogląd poważnie. Jeśli jednak ktoś traktuje to na tyle poważnie, że wbrew nauce na >>bazie światopoglądu uprawia politykę, to to jest właśnie fanatyzm.
>Pan rozumie siebie i Kanta, a ja mam zwyczaj odwoływania się do konkretnych wypowiedzi. W >jakim dziele, na której stronie Kant o fanatyzmie napisał coś tak bardzo istotnego aby była >potrzeba aż do niego się tu odwoływać?
Napisałem "posługując się kantyzmem", zatem kantyzm jest tu tylko narzędziem. Pan tego jednak nie zrozumiał i dlatego oczekuje Pan, że będę cytował wypowiedzi Kanta o fanatyzmie.

dajmonion
24-07-2015 18:04 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Przykro mi, ale ja nie potrafię (a i wcale nie chcę) pisać wypowiedzi zgodnych z Pańskim rozumowaniem oraz rozumieniem poszczególnych słów. Piszę tu zgodnie z własnym rozumieniem i używam słów zgodnych z polskimi słownikami (a gdy gdzieś od tych słowników odbiegam to wyraźnie zaznaczam i wyjaśniam - takich zasad kiedyś tam mnie nauczono i do nich się stosuję.) Jeżeli gdzieś jestem zbyt mało zrozumiałym, to zawsze można zapytać i moje rozumienie jakiegoś pojęcia,
czy terminu zawsze mogę doprecyzować, ale zupełnie nie mam zamiaru do Pana się przystosować. Nigdy i nigdzie w naukowych dyskusjach (pomijając średniowieczne dysputy religijne) takich wymogów się nie stosuje.
______________

>Ambona w Polsce to przede wszystkim parafiańszczyzna w najgorszym wydaniu a nie ten jeden aspekt, który sobie Pan wybrał ("stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji").
To Pański pogląd. Przyjmuję go do wiadomości, gdyż mnie nic do tego. Swój - wyjaśniający w jakim rozumieniu tego słowa użyłem - wyżej przedstawiłem. To jednak ja wiem - co chciałem powiedzieć, a nie Pan.

> Z prawie każdym epitetem można dokonać takiego zabiegu, bo świat nie jest czarno - biały. Nawet z faszyzmu można próbować wyciągać pozytywy. Jak Pan to sobie wyobraża? Nazwie Pan kogoś na przykład faszystą, a potem będzie się tłumaczył tak jak powyżej? Że przecież Pan miał na myśli tylko jedną rzecz?
Szanowny Panie, jestem w pełni odpowiedzialny za to co piszę do czasu, gdy ktoś tak jak Pan tu powyżej (a i gdzie indziej wielokrotnie też) nie dokonuje manipulacji moimi wypowiedziami i polemik z własnymi tekstami przedstawianymi jako moje wypowiedzi.

>Ambona w Polsce to całkowity zakaz aborcji, in vitro, związków homo. Nie będę dalej wymieniał, bo nie mam akurat przy sobie kubła na rzygi. Takie są główne akcenty i to z tym jestem tu głównie kojarzony poprzez przywoływanie ambony. Ambona w Polsce to twarz ks. Oko a nie Bonieckiego. Samo zestawianie osoby z epitetem działa na zasadzie psychotechniki tak jak zestawianie pięknych kobiet z samochodami. Dlatego należy ważyć słowa. Jest to zresztą też w Pana interesie, jako, że chce Pan tu uchodzić za racjonalistę, który takich chwytów nie stosuje, a jedynie racje merytoryczne.
Odniesienie się do tego takie jak powyżej.

>Czyli twierdzi Pan, że moje stwierdzenia to "stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji"
A gdzie tak napisałem? Podałem tylko słownikową definicję:
Mówienie z ambony, to tyle samo co mówienie ex cathedra i termin ten jest także używany w kontekstach pozareligijnych i oznacza stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji. Przepraszam, myślałem, że dla inteligenta to oczywiste. Ale zgadza się właśnie tak (przynajmniej częściowo) Pańskie wypowiedzi tu odbieram.

>Toż to jawna insynuacja, bo co ja tu robię jeśli nie dyskutuję właśnie.
Ależ znakomita większość forumowiczów, o ile nie wszyscy, jest przekonana, iż tu właśnie dyskutuje. Nawet najbardziej dogmatyczni zacietrzewieni przedstawiający tu swoje stwierdzenia w sposób nie dopuszczający dyskusji, autorytatywnie i bezapelacyjne są przekonani (czasem głęboko), iż oni tu dyskutują.

> Ok, uważa Pan, że argumenty są niedostateczne, ale to Pana subiektywna opinia, tym dziwniejsza, że przecież dyskusja się jeszcze nie skończyła.
Wszystko co tu przedstawiam, to moje osobiste, a więc subiektywne poglądy. Istotną jest tu tylko ich merytoryczna argumentacja.

>że przecież dyskusja się jeszcze nie skończyła.
Niech Pan poda tytuł swojej książki, czy dużego artykułu zawierającego wszystkie Pańskie przemyślenia w tej sprawie to się do niej całościowo odnoszę, a tak to wybaczy Pan, ale nasze rozumienie rozmowy, którą nazywamy tu dyskusją jest całkowicie odmiennym. Dla Pana - gorzej, gdyż o ile dobrze zauważyłem, to nikt poza Panem nie próbuje takiej formy tu nikomu narzucić. Odnoszę się merytorycznie do konkretnych wypowiadanych tu przez Pana, a przeze mnie rzetelnie cytowanych, poglądów. Jeżeli nie merytorycznie, bądź nierzetelnie cytowanych, to konkrety proszę.

>Pewność siebie jako wada?
A może konkretnie z cytatem, gdzie napisałem, iż pewność to wada? Znowu Pan sobie zmyśla i wymyśla, co ja sobie myślę. Co prawda napisałem: Nie warto tracić czasu na różnych wszystkowiedzących zadufków, którzy pustkę treściową osłaniają drętwą mową i mniemaniem, iż ich rozważania są na jakimś tam wyższym poziomie, który osoby z niższej perspektywy nijak zrozumieć nie mogą. Ale przecież nie pewność siebie mi tu chodziło. Choć rzeczywiście zbytnia pewność bez dostatecznych argumentów też dobrze o dyskutancie nie świadczy.

> Większość ludzi w czymś tam jest utwierdzona.
"Utwierdzenie", to Pański ulubiony termin i jak Pan pisze "do tego by być w czymś utwierdzonym nie są potrzebne dowody absolutne". Ja nie jestem utwierdzonym co Pańskiego dogmatyzmu, choć wiele przesłanek wskazujących na Pańską postawę dogmatyczną w Pańskich wypowiedziach dostrzegam.

> Pan na przykład jest utwierdzony (co oczywiście nie oznacza pewności) w moim dogmatyzmie i ciągle to powtarza.
Jeżeli już miałbym być w czymś "utwierdzonym" to o Pańskiej teflonowatości na moje argumenty. Pan wcale nie polemizuje ze mną tylko z własnym wyobrażeniem Bogusławskiego, któremu Pan przypisuje wymyślone przez siebie poglądy.

CDN

@@@
.
25-07-2015 22:30 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Ambona w Polsce to przede wszystkim parafiańszczyzna w najgorszym wydaniu a nie ten jeden >>aspekt, który sobie Pan wybrał ("stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w >>sposób nie dopuszczający dyskusji").
>To Pański pogląd.
I podejrzewam, że też bardzo wielu racjonalistów. I kto wie, może właśnie dlatego Pan mnie wsadza w tą ambonę.
>Swój - wyjaśniający w jakim >rozumieniu tego słowa użyłem - wyżej przedstawiłem. To jednak ja >wiem - co chciałem powiedzieć, >a nie Pan.
Ależ wiem, co miał Pan na myśli, no bo przecież Pan to wyjaśnił. Rzecz w tym, że termin, którego Pan użył ciąży ku temu, co wymieniłem (bzdurne dogmaty, niehumanitarne zakazy) a nie ku temu jednemu elementowi, który sobie Pan wybrał. To, co Pan wybrał jest, jak Pan słusznie zauważył, także obecne gdzie indziej. Przyczepiając mi do czoła ambonę przyczepia mi Pan zatem jej elementy swoiste, czyli te, które wymieniłem (fu!) I raczej nie uda się Panu wybrnąć z tego w ten sposób, że to niby tylko taka moja prywatna interpretacja ambony. Takie widzenie ambony jest jednak wśród racjonalistów dość powszechne i podobnie robi im się niedobrze. Kojarzenie tu kogoś z amboną to jak rzucanie fekaliami. Dziwię się tylko, że są osoby gotowe nagrodzić Pana za takie zachowanie.
>>Toż to jawna insynuacja, bo co ja tu robię jeśli nie dyskutuję właśnie.
>Ależ znakomita większość forumowiczów, o ile nie wszyscy, jest przekonana, iż tu właśnie >dyskutuje. Nawet najbardziej dogmatyczni zacietrzewieni przedstawiający tu swoje stwierdzenia >w sposób nie dopuszczający dyskusji, autorytatywnie i bezapelacyjne są przekonani (czasem >głęboko), iż oni tu dyskutują.
Proszę Pana. Jestem na tym forum od 2005 roku i z moich obserwacji wynika, że nierzadko tak zwani racjonaliści idealnie wpisują się w Pański dogmatyzm, jeśli weźmiemy tu pod uwagę sam sposób dyskutowania tak jak Pan to wyżej opisuje. To zresztą mnie nie dziwi. Jak ktoś sądzi, że jego światopogląd to głos samej nauki, to dlaczego miałby sobie odmawiać takiego sposobu dyskutowania.
>>Dla Pana - gorzej, gdyż o ile dobrze zauważyłem, to nikt poza Panem nie próbuje takiej formy >>tu nikomu narzucić.
Tak zwane narzucanie to kolejny chwyt forów internetowych. Najpierw była ambona, a teraz chodzi o użycie słowa, które wcieli mnie w rolę inkwizytora. Na czym miałoby polegać narzucenie poglądu w ramach forum? Politycy nam różne rzeczy narzucają, a także administratorzy forów, a cała reszta przedstawia po prostu swoje poglądy i uzasadnia, po czym inni sobie to oceniają. A skoro są inteligentni (jedna z nielicznych rzeczy co do której się zgadzamy), to pewnie prawdopodobieństwo narzucenia jest nikłe. Innymi słowy kolejny chwyt stawiający mnie w roli wroga wolności i zwolennika narzucania.
>Jeżeli już miałbym być w czymś "utwierdzonym" to o Pańskiej teflonowatości na moje argumenty.
Tak jak już wyżej napisałem. Może sobie Pan mieć taką opinię. Jeśli jednak wyraża Pan to swoje utwierdzenie przed końcem dyskusji, to niech przynajmniej nie przygania kocioł garnkowi.


dajmonion
26-07-2015 16:14 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Ambona w Polsce to przede wszystkim parafiańszczyzna w najgorszym wydaniu a nie ten jeden aspekt, który sobie Pan wybrał ("stwierdzenia autorytatywne, bezapelacyjne, przedstawione w sposób nie dopuszczający dyskusji").
To Pański pogląd. Przyjmuję go do wiadomości, gdyż mnie nic do tego. Swój - wyjaśniający w jakim rozumieniu tego słowa użyłem - wyżej przedstawiłem. To jednak ja wiem - co chciałem powiedzieć, a nie Pan.
>I podejrzewam, że też bardzo wielu racjonalistów. I kto wie, może właśnie dlatego Pan mnie wsadza w tą ambonę.
Tak, jak wyżej napisałem: To Pański pogląd ....

Najgorszą zmorą wszelkich dyskusji są dyskusje pozorne, które nie przynoszą korzyści nikomu. Są to dyskusje, których przedmiot jest niejasny i niezdefiniowany, a dyskutanci używają różnych języków przypisując tym samym terminom różne znaczenia.

Dlatego aby dyskusja była merytoryczną i konkluzywną trzeba spełnić kilka warunków: do których należy zdefiniowanie przedmiotu dyskusji oraz przyjęcie wspólnego znaczenia dla podstawowych w tej rozmowie terminów. Żadna dyskusja nie będzie konkluzywną, gdy jej uczestnicy nie będą się wzajemnie rozumieli i każdy będzie tylko wygłaszał swoje
(rozumiane tylko przez siebie oraz swoich zwolenników) kazanie.


Napisałem: Sam Pan sobie przeczy lub raczej stosuje argumentację Kalego. Dajmonion może używać pejoratywnych nawet personalnych określeń, a oponenci nie mają prawa do merytorycznego krytykowania jego wywodów dopóki on nie uzna ich za skończone. To nie ambona Szanowny Panie, to forum dyskusyjne, a następnie - przy Pańskich wątpliwościach precyzyjnie to objaśniłem i wybaczy Pan, ale powtórzę: To jednak ja wiem - co chciałem powiedzieć, a nie Pan.

>Ależ wiem, co miał Pan na myśli, no bo przecież Pan to wyjaśnił.
No, więc o co jeszcze Panu chodzi?

>Rzecz w tym, że termin, którego Pan użył ciąży ku temu, co wymieniłem (bzdurne dogmaty, niehumanitarne zakazy) a nie ku temu jednemu elementowi, który sobie Pan wybrał. To, co Pan wybrał jest, jak Pan słusznie zauważył, także obecne gdzie indziej. Przyczepiając mi do czoła ambonę przyczepia mi Pan zatem jej elementy swoiste, czyli te, które wymieniłem (fu!) I raczej nie uda się Panu wybrnąć z tego w ten sposób, że to niby tylko taka moja prywatna interpretacja ambony. Takie widzenie ambony jest jednak wśród racjonalistów dość powszechne i podobnie robi im się niedobrze. Kojarzenie tu kogoś z amboną to jak rzucanie fekaliami. Dziwię się tylko, że są osoby gotowe nagrodzić Pana za takie zachowanie.
Ależ choćby i w powyższym akapicie mamy dobry przykład głoszenia kazania z ambony, czy też katedry, jak to drugie określenie mniej Pana boli. Że Pan się z moją oceną nie zgadza to już Pański ból, a nie mój.

>Proszę Pana. Jestem na tym forum od 2005 roku i z moich obserwacji wynika, że nierzadko tak zwani racjonaliści idealnie wpisują się w Pański dogmatyzm, jeśli weźmiemy tu pod uwagę sam sposób dyskutowania tak jak Pan to wyżej opisuje. To zresztą mnie nie dziwi. Jak ktoś sądzi, że jego światopogląd to głos samej nauki, to dlaczego miałby sobie odmawiać takiego sposobu dyskutowania.
Jak widać Pańskich oportunistów rozumie Pan doskonale, tyle tylko, iż według mnie to tylko Pańskie projekcje (interpretacje jak Pan woli) a nie fakty. Gdyby Pan trochę moich wypowiedzi ze zrozumieniem poczytał, to może Pan trochę by zrozumiał jak buduje się racjonalistyczny światopogląd, a tak to tylko zwyczajne kazanie z ambony.

Niech Pan poda tytuł swojej książki, czy dużego artykułu zawierającego wszystkie Pańskie przemyślenia w tej sprawie to się do niej całościowo odnoszę, a tak to wybaczy Pan, ale nasze rozumienie rozmowy, którą nazywamy tu dyskusją jest całkowicie odmiennym. Dla Pana - gorzej, gdyż o ile dobrze zauważyłem, to nikt poza Panem nie próbuje takiej formy tu nikomu narzucić. Odnoszę się merytorycznie do konkretnych wypowiadanych tu przez Pana, a przeze mnie rzetelnie cytowanych, poglądów. Jeżeli nie merytorycznie, bądź nierzetelnie cytowanych, to konkrety proszę.
>Tak zwane narzucanie to kolejny chwyt forów internetowych. Najpierw była ambona, a teraz chodzi o użycie słowa, które wcieli mnie w rolę inkwizytora. Na czym miałoby polegać narzucenie poglądu w ramach forum? Politycy nam różne rzeczy narzucają, a także administratorzy forów, a cała reszta przedstawia po prostu swoje poglądy i uzasadnia, po czym inni sobie to oceniają. A skoro są inteligentni (jedna z nielicznych rzeczy co do której się zgadzamy), to pewnie prawdopodobieństwo narzucenia jest nikłe. Innymi słowy kolejny chwyt stawiający mnie w roli wroga wolności i zwolennika narzucania.
Nie to Pańska demagogiczna manipulacja, grubymi nićmi szyta. Wydumał Pan sobie jakiś nieznany (i niezbyt zrozumiały) sposób dyskutowania i chce Pan go innym narzucić. Czy naprawdę trzeba Panu tłumaczyć takie rzeczy jak dziecku?
Dopóki trwa proces uzasadniania stanowisk żadna ze stron nie powinna być mobbowana jakimiś pejoratywnymi określeniami, w tym przypadku dogmatyzmem sugerującym, że czyjś światopogląd opiera się na wziętych kompletnie z sufitu podstawach. Ok, uważa Pan, że argumenty są niedostateczne, ale to Pana subiektywna opinia, tym dziwniejsza, że przecież dyskusja się jeszcze nie skończyła.
Jakieś słabiutkie te Pańskie chwyty.

Jeżeli już miałbym być w czymś "utwierdzonym" to o Pańskiej teflonowatości na moje argumenty.
>Tak jak już wyżej napisałem. Może sobie Pan mieć taką opinię.
Zgoda.

>Jeśli jednak wyraża Pan to swoje utwierdzenie przed końcem dyskusji,
Nie zgoda.

>to niech przynajmniej nie przygania kocioł garnkowi.
Groch z kapustą?

@@@
.
24-07-2015 18:05 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciag dalszy:

Naprawdę osądza Pan naszych czytelników za głupszych od Pana, daję Panu słowo, iż większość jest na podobnym nam poziomie, a cześć nawet nasz poziom przewyższa. Oni potrafią czytać ze zrozumieniem i dokonywać rozsądnych ocen przedstawionych tu wypowiedzi.
>To z Panem przecież dyskutuję. Mogę zatem mieć pewne wyobrażenia co najwyżej co do Pana inteligencji.
Rozumiem. Na podstawie naszych rozmów doszedł Pan do przekonania, iż to ja jestem głupszym od Pana i nie dorównuję mu inteligencją. Nawet nie śmiem zaprzeczyć, ale mnie chodziło tu o coś innego - o to iż wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko do czytelników potrafiących mnie zrozumieć, a sądzę, iż ich jest tu zdecydowana większość i to oni, a nie Pan dokonają w miarę obiektywnej oceny naszych tu rozmów.

>Co do inteligencji innych wyrobię sobie danie, gdy będę z nimi dyskutował bądź czytał ich posty.
Jestem tu już bardzo długo i poglądy na temat forum i forumowiczów wyrobiłem sobie już dawno. Większość oceniam wysoko lub bardzo wysoko, choć oczywiście różne przypadki się tu trafiają.

>Wiele już przeczytałem i faktycznie jest tu sporo ludzi inteligentnych.
>Jednak tak jak wyżej napisałem moja krytyka Pańskich opinii nie jest równoznaczna z obrażaniem inteligencji czytelników,
A nie może Pan jednak tą ocenę pozostawić czytelnikom?

>bo taki wniosek to jawny absurd.
Może i tak, ale zawyżone samooceny jeszcze bardziej kompromitują. Czytelnicy czytają i własne wnioski wyciągają.

>Fanatyzm można precyzyjnie określić posługując się kantyzmem. Kant ja wiadomo dokonał podziału na legalność i moralność. Na podobnej zasadzie można dokonać podziału w sferze zdań oznajmujących na na naukę i światopogląd (interpretacje uzupełniające). Można traktować swój światopogląd poważnie. Jeśli jednak ktoś traktuje to na tyle poważnie, że wbrew nauce na bazie światopoglądu uprawia politykę, to to jest właśnie fanatyzm.
Pan rozumie siebie i Kanta, a ja mam zwyczaj odwoływania się do konkretnych wypowiedzi. W jakim dziele, na której stronie Kant o fanatyzmie napisał coś tak bardzo istotnego aby była potrzeba aż do niego się tu odwoływać?
>Napisałem "posługując się kantyzmem", zatem kantyzm jest tu tylko narzędziem.
Może Pan nie potrafi tego dostrzec, ale jakoś tam mnie nauczono korzystania z różnych narzędzi intelektualnych. Z dorobku Kanta też sporo przestudiowałem samodzielnie, a trochę znam z wykładów i opracowań. Tak, napisał Pan: "posługując się kantyzmem" na co odpowiem "posługując się .....tyzmem" (co się komu podoba, to może sobie tam wstawić) bzdury na temat Kantyzmu tu wypisuje.

>Pan tego jednak nie zrozumiał i dlatego oczekuje Pan, że będę cytował wypowiedzi Kanta o fanatyzmie.
Przeczytałem już tyle Pańskich tu wypowiedzi, iż niczego poza matactwami i personalnymi atakami niczego nie oczekuję. Każdą merytoryczną, dotyczącą sporu pomiędzy nami, Pańską wypowiedzią będę niepomiernie zdziwiony.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
>>>Naprawdę osądza Pan naszych czytelników za głupszych od Pana, daję Panu słowo, iż większość >>>jest na podobnym nam poziomie, a cześć nawet nasz poziom przewyższa. Oni potrafią czytać ze >>>zrozumieniem i dokonywać rozsądnych ocen przedstawionych tu wypowiedzi.
>>To z Panem przecież dyskutuję. Mogę zatem mieć pewne wyobrażenia co najwyżej co do Pana >>inteligencji.
>Rozumiem. Na podstawie naszych rozmów doszedł Pan do przekonania, iż to ja jestem głupszym od >Pana i nie dorównuję mu inteligencją.
Nic takiego nie wynika z mojej wypowiedzi. Zwracam tylko uwagę na fakt, że na dobrą sprawę zwyczajnie nie wiem kto nas czyta. Wiem tylko o osobach, które mnie oceniały. Na jakiej podstawie miałbym uważać być może olbrzymią grupę ludzi za głupszą ode mnie? To z Panem dyskutuję, a inni to dla mnie jedna wielka niewiadoma w 99,9999...% przypadków, przy czym nie mam pojęcia ile tych dziewiątek tam wstawić. Bo teoretycznie mogą to być ludzie skądkolwiek. Można przypuszczać, że większość to tutejsi racjonaliści, ale za to bym głowy nie dał. Zresztą nawet gdyby czytał nas tylko kwiat tego portalu, to nawet w tym przypadku to z Pana opiniami polemizuję, i to je uważam za takie lub siakie, a co za tym idzie możliwości intelektualne autora. Choć wcale nie uważam, że przy negatywnej ocenie trzeba koniecznie ją upubliczniać.
>>mnie chodziło tu o coś innego - o to iż wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko do czytelników >>potrafiących mnie zrozumieć,
>>Wiele już przeczytałem i faktycznie jest tu sporo ludzi inteligentnych.
>>Jednak tak jak wyżej napisałem moja krytyka Pańskich opinii nie jest równoznaczna z >obrażaniem inteligencji czytelników,
>A nie może Pan jednak tą ocenę pozostawić czytelnikom?
Oświadczam niniejszym, że zostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy tą ocenę i wszystkie inne! I sobie też Bo niby czemu miałbym dla siebie wprowadzać jakąś cenzurę?
>>bo taki wniosek to jawny absurd.
>Może i tak, ale zawyżone samooceny jeszcze bardziej kompromitują.
Dostrzeganie zawyżonych samoocen u innych i przeżywanie tego tak długo zachodzi tylko u tych, co sami mają z tym problem. Takie osoby piszą na przykład takie zdania: "wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko do czytelników potrafiących mnie zrozumieć".
Jak by nie patrzeć przebija z tego jakaś nuta elitarności, wykluczenia. No bo skoro tylko do tych, to nie do innych. Czyli motłoch precz.

dajmonion
26-07-2015 16:14 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.

Naprawdę osądza Pan naszych czytelników za głupszych od Pana, daję Panu słowo, iż większość jest na podobnym nam poziomie, a cześć nawet nasz poziom przewyższa. Oni potrafią czytać ze zrozumieniem i dokonywać rozsądnych ocen przedstawionych tu wypowiedzi.
>To z Panem przecież dyskutuję. Mogę zatem mieć pewne wyobrażenia co najwyżej co do Pana inteligencji.
Rozumiem. Na podstawie naszych rozmów doszedł Pan do przekonania, iż to ja jestem głupszym od Pana i nie dorównuję mu inteligencją. Nawet nie śmiem zaprzeczyć, ale mnie chodziło tu o coś innego - o to iż wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko do czytelników potrafiących mnie zrozumieć, a sądzę, iż ich jest tu zdecydowana większość i to oni, a nie Pan dokonają w miarę obiektywnej oceny naszych tu rozmów.
>Co do inteligencji innych wyrobię sobie danie, gdy będę z nimi dyskutował bądź czytał ich posty.
Jestem tu już bardzo długo i poglądy na temat forum i forumowiczów wyrobiłem sobie już dawno. Większość oceniam wysoko lub bardzo wysoko, choć oczywiście różne przypadki się tu trafiają.

>Nic takiego nie wynika z mojej wypowiedzi.
Nie wynika? Patrz Pan jakiego głupiego ma Pan czytelnika, iż Pana ad personam wypowiedzi zrozumieć nie potrafi.

>Zwracam tylko uwagę na fakt, że na dobrą sprawę zwyczajnie nie wiem kto nas czyta.
No tak rzeczywiście trudno po przeczytaniu kilku, kilkunastu wypowiedzi poznać z kim ma się do czynienia. Ja korzystam
z usług jasnowidzów, to wiem, kto nas czyta.

> Wiem tylko o osobach, które mnie oceniały.
Tak, to rzeczywiście trudne, gdyż wystarczy zajrzeć do "Kto mnie oceniał".

> Na jakiej podstawie miałbym uważać być może olbrzymią grupę ludzi za głupszą ode mnie?
Tego zupełnie nie wiem i nie rozumiem. Natomiast czytam Pana od dawna i choćby tu wyżej napisał Pan: Proszę Pana. Jestem na tym forum od 2005 roku i z moich obserwacji wynika, że nierzadko tak zwani racjonaliści idealnie wpisują się w Pański dogmatyzm, jeśli weźmiemy tu pod uwagę sam sposób dyskutowania tak jak Pan to wyżej opisuje. To zresztą mnie nie dziwi. Jak ktoś sądzi, że jego światopogląd to głos samej nauki, to dlaczego miałby sobie odmawiać takiego sposobu dyskutowania. Dalej mi się szukać nie chce, kto jeszcze Pana czyta, to dużo podobnych wypowiedzi znajdzie.

>To z Panem dyskutuję,
Patrz Pan, cholera, a ja sądziłem, iż od dawna gra Pan tylko w ping-ponga.

>To z Panem dyskutuję, a inni to dla mnie jedna wielka niewiadoma w 99,9999...% przypadków, przy czym nie mam pojęcia ile tych dziewiątek tam wstawić. Bo teoretycznie mogą to być ludzie skądkolwiek. Można przypuszczać, że większość to tutejsi racjonaliści, ale za to bym głowy nie dał. Zresztą nawet gdyby czytał nas tylko kwiat tego portalu, to nawet w tym przypadku to z Pana opiniami polemizuję, i to je uważam za takie lub siakie, a co za tym idzie możliwości intelektualne autora.
I dlatego jest Pan przekonanym, iż tej magmie to należy dosłownie uświadamiać jaki to Pan mądry i szlachetny, a jak ograniczonym moralnie i intelektualnie jest Bogusławski: "To jest najlepszy dowód na Pana zacietrzewienie. Pan usilnie chce wrzucić wszystkich do jednego worka. Dokłada Pan wszelkich starań, aby kojarzono mnie właśnie z ... amboną.
Na podobnej zasadzie pod blogiem Joanny Senyszyn pojawiają się określenie takie jak bolszewiczka, itp. Tak więc Panie Bogusławski teraz już wszyscy widzą czarno na białym czemu tak naprawdę służy ta Pana pryncypialność.


>Choć wcale nie uważam, że przy negatywnej ocenie trzeba koniecznie ją upubliczniać.
Ja też nie uważam tego za konieczne, tylko za racjonalne pokazywanie celnych trafień.

>Jednak tak jak wyżej napisałem moja krytyka Pańskich opinii nie jest równoznaczna z obrażaniem inteligencji czytelników,
A nie może Pan jednak tą ocenę pozostawić czytelnikom?
>Oświadczam niniejszym, że zostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy tą ocenę i wszystkie inne!
Oświadczeń i deklaracji, to już Pan tu całą masę złożył. Wszystkie z dobrą wiarą zostają przyjęte, nawet te, z których zupełnie nic nie wynika, tak dla Pana jak i czytelnika.

>I sobie też Bo niby czemu miałbym dla siebie wprowadzać jakąś cenzurę?
Ależ oczywiście, wobec siebie to Pan zupełnie niewiele ograniczeń stosuje, ponad te które są wymuszone regulaminem.

>bo taki wniosek to jawny absurd.
Może i tak, ale zawyżone samooceny jeszcze bardziej kompromitują. Czytelnicy czytają i własne wnioski wyciągają.
>Dostrzeganie zawyżonych samoocen u innych i przeżywanie tego tak długo zachodzi tylko u tych, co sami mają z tym problem. Takie osoby piszą na przykład takie zdania: "wszystkie swoje wypowiedzi kieruję tylko do czytelników potrafiących mnie zrozumieć".
No a po co kierować je do czytelników teflonowych, po których cała racjonalna argumentacja spływa jak woda po kaczce? Którzy uważają, iż oni jakiś poza racjonalnymi argumentami i nauką patent na rację mają.

>Jak by nie patrzeć przebija z tego jakaś nuta elitarności, wykluczenia. No bo skoro tylko do tych, to nie do innych.
Słusznie Pan to dostrzega i nigdy nie ukrywałem, iż głupoty nie lubię, ale im jest bardziej wykształconą, to tym bardziej.

> Czyli motłoch precz.
Prostoty nie należy mylić z prostactwem, a niewiedzy z głupotą.
Tylko durniom wydaje się, że wiedzą wszystko, na każdy temat mogą się wypowiadać i jeszcze innych pouczać.

www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,486656#w487207
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,440153#w440837
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,577332#w585560

@@@
.
23-06-2015 14:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Dlatego ja w odniesieniu do nauki nie stosuję kategorii prawdy tylko sensu.
A mnie w odniesieniu do nauki interesuje tylko jej doświadczalna dowodliwość*. Jeżeli coś sprawdza się w praktyce,
to jest prawdziwe, choć prawd jest wiele i trudno znaleźć jedną filozoficzną definicję prawdy, która obejmowała by całą istniejącą obiektywnie rzeczywistość, a tym bardziej nie jest znana jakakolwiek prawda bezwzględnie wszystko obowiązująca. Znane są tylko różne "prawdy" zmieniające się wraz z coraz lepszym poznaniem rzeczywistości.
Można inaczej - ludzka prawda o istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest równie złożona jak sama rzeczywistość.


Sens to ludzkie kryterium i może się mieć zupełnie nijak do obiektywnie istniejącej rzeczywistości, ale właśnie dlatego
wszelkie rozważania o Bogu - jak i on sam, w naukach przyrodniczych - są dla ludzi bez sensu. Nigdy, nigdzie i nikt nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom, przesłanki jego istnienia. Oczywiście można spekulować na jego temat, ale tylko tam, gdzie naukowe dowody nie mają większego znaczenia oraz w naukach społecznych, w których mity odgrywają bardzo poważną rolę. Ponieważ Bóg jest umysłowym tworem - jest ważnym aspektem psychiatrii i psychologii.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,493492#w493715
www.racjon(*).php/z,0/d,13/s,492101#w503964

>Żaden teista nie musi przejmować się faktem, że istnienie boga (jak takiego, bez mitologicznej treści) nie zostało dowiedzione, bo w tym sensie, w jakim miałby być bóg dowiedziony nie zostało dosłownie NIC dowiedzione. Wszystko jest interpretacją i próbą nadania sensu.
Żaden fideista (niezależnie od przedmiotu wiary) nie musi i na ogół nie przejmuje się żadnymi faktami przeczącymi jego wierze, gdyż dla każdego wierzącego wszystko co przeczy jego wierze jest do dupy. Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Głęboko wierzący na wszelakie argumenty jest teflonowy. Nic do niego nie dociera, ale własne zaślepienie wiarą nie jest tu żadnym merytorycznym argumentem.

>Lub też łyka się wszystko, co podają na tacy i z ambony, co jednak też nie stanowi problemu, bo tak jak w życiu kocha się mimo wad (i nienawidzi mimo zalet).
www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.Witwickiego
"Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".

>Mitologiczna treść pojęcia boga powinna być poddawana krytyce, bo jest elementem świadomości zbiorowej.
Mity oraz ich znaczenie dla jednostek i społecznych zbiorowości były i są poddawane krytycznej naukowej analizie:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,194335#w199164
www.racjon(*)m.php/s,419870/z,0/d,7#w421204
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,461267#w462084
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,246616#w247032
To bardzo ważne zagadnienie, ale mające się zupełnie nijak co ich prawdziwości i nauki przyrodnicze (science) mają się do tego nijak.

* Zgodnie z obowiązującą w logice regułą odpowiedzialności za głoszone poglądy ciężar dowodu spoczywa na osobie, która wygłasza daną tezę (łac. Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat). Często zdarza się, że dyskutanci próbują przerzucić onus probandi na swojego przeciwnika i w ten sposób uchylić się od konieczności udowodnienia postulowanych przekonań. Ten nieuczciwy chwyt erystyczny, a jednocześnie rodzaj niemerytorycznej argumentacji nazywamy argumentum ad ignorantiam.

@@@
.
01-07-2015 12:12 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego,
> który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale
> wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze

Panie Andrzeju, proszę wybaczyć dygresję - anegdotka przytoczona przez A.B. Izdebskiego pokazuje pewnego rodzaju rozdwojenie jaźni, które moim zdaniem jest normalne w krótkich kilkumiesięcznych okresach fascynacji czymś lub kimś. A później samo przechodzi, lub bierzemy się za niego my sami.
Zawsze zastanawiało mnie, co niekiedy podtrzymuje to rozdwojenie ponad typową długość trwania afektu. U niektórych osób rozdwojenie podtrzymywane jest całe życie choć trudno przypuszczać, że wciąż ta sama iluzja czyni mu dobrze, gdy w praktyce szkodzi.
W takich wypadkach istnienie możliwość stałego trwania w hipokryzji, gdy mówi się np. dla doraźnych korzyści drugiej osobie, że jest mądra, samemu myśląc inaczej. Ale to już chyba inna bajka.
Łącząc pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Panie Andrzeju, proszę wybaczyć dygresję - anegdotka przytoczona przez A.B. Izdebskiego pokazuje pewnego rodzaju rozdwojenie jaźni, które moim zdaniem jest normalne w krótkich kilkumiesięcznych okresach fascynacji czymś lub kimś.
Tylko tu przytoczona, ze wspaniałej książki. Ja polecam cały dorobek Witwickiego. Jest co poczytać i nad czym pomyśleć.

>A później samo przechodzi, lub bierzemy się za niego my sami.
Jednym przechodzi, a innym nie. Trudno aby przechodziło ludziom po takiej socjalizacji:
www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041
Ale zdarza się, gdy rodzą się natury heretyckie, otwarte na świat i jego ciekawe.

@@@
.
dajmonion (3663 punktów)
I jeszcze jedno. Gdyby ktoś udowodnił samo istnienie boga bez dowiedzenia jego dobrotliwej natury to chyba nie postałoby nam ludziom nic innego jak tylko strzelić sobie w łeb.


dajmonion
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>I jeszcze jedno. Gdyby ktoś udowodnił samo istnienie boga bez dowiedzenia jego dobrotliwej natury to chyba nie postałoby nam ludziom nic innego jak tylko strzelić sobie w łeb.
Coś w tym jest i dlatego wszyscy dotychczasowi mędrcy mają kłopot z jego opisaniem,
już nie wspominając o jakiejkolwiek naukowej definicji.

Pozostaję w tym miejscu tak jak Lem bezradnym: "(...) dlaczego nikt nie sprostuje tych potwornych bredni,
które wołają o pomstę do nieba.

www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,431945#w435001

Pan Konowal cytuje Lema:>"(...) Spoglądając z pozycji Boga, należy powiedzieć, że dla niego bardzo niewygodną rzeczą byłoby odpowiadanie na jakiekolwiek petycje cudami. Jak wiadomo, Pan Bóg jest wszechmocny i wszystko wie, a świat stworzył doskonały i nawet guzik od gaci nie może nikomu spaść bez woli Bożej.
> (...) Nie można prosić o nic: ani o zdrowie, ani o pomyślność, ani o niepodległość ojczyzny. Gdyby Bóg naprawił coś cudem, oznaczałoby to, że rzeczywistość jest niedoskonała. Stan doskonały jest wtedy, gdy niczego nie trzeba naprawiać. "
No właśnie i tu zawarta jest cała intelektualna przewrotność Lema: "nawet guzik od gaci nie może nikomu spaść bez woli Bożej". Czyli całość otaczającej nas cudowności mamy z Boskiej woli. Jednym podoba się ona bardziej innym mniej,
ale
"(...) My nie chcemy bić się z myślami, nie interesuje nas rozum. Wolimy w niedzielę pójść do kościółka, a po mszy zapomnieć o wszystkim. Tak jest bezpieczniej."


Tak, Stanisław Lem był racjonalnie myślącym, a więc krytycznym filozofem.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,4754/q,Lema.pamieci..

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>>I jeszcze jedno. Gdyby ktoś udowodnił samo istnienie boga bez dowiedzenia jego dobrotliwej natury to chyba nie postałoby nam ludziom nic innego jak tylko strzelić sobie w łeb.
> Coś w tym jest i dlatego wszyscy dotychczasowi mędrcy mają kłopot z jego opisaniem,
>już nie wspominając o jakiejkolwiek naukowej definicji.
> Pozostaję w tym miejscu tak jak Lem bezradnym: "(...) dlaczego nikt nie sprostuje tych potwornych bredni,
>które wołają o pomstę do nieba.

>www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,431945#w435001
> Pan Konowal cytuje Lema:>"(...) Spoglądając z pozycji Boga, należy powiedzieć, że dla niego bardzo niewygodną rzeczą byłoby odpowiadanie na jakiekolwiek petycje cudami. Jak wiadomo, Pan Bóg jest wszechmocny i wszystko wie, a świat stworzył doskonały i nawet guzik od gaci nie może nikomu spaść bez woli Bożej.
>> (...) Nie można prosić o nic: ani o zdrowie, ani o pomyślność, ani o niepodległość ojczyzny. Gdyby Bóg naprawił coś cudem, oznaczałoby to, że rzeczywistość jest niedoskonała. Stan doskonały jest wtedy, gdy niczego nie trzeba naprawiać. "
>No właśnie i tu zawarta jest cała intelektualna przewrotność Lema: "nawet guzik od gaci nie może nikomu spaść bez woli Bożej". Czyli całość otaczającej nas cudowności mamy z Boskiej woli. Jednym podoba się ona bardziej innym mniej,
>ale "(...) My nie chcemy bić się z myślami, nie interesuje nas rozum. Wolimy w niedzielę pójść do kościółka, a po mszy zapomnieć o wszystkim. Tak jest bezpieczniej."

>Tak, Stanisław Lem był racjonalnie myślącym, a więc krytycznym filozofem.
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,4754/q,Lema.pamieci..

A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta...
"moralną koniecznością jest zakładać istnieje Boga"....wszakże Ojciec filozofii krytycznej dał świadectwo otwartości rozumu na kwestię nie leżącą w gestii poznania wyłącznie rozumowego.Nawet więcej wyszedł z takiego założenia na bazie rozumowania.Takich stwierdzeń jest wiele wśród wielkich postaci nauki,nie tylko tej filozoficznej.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta...
antykwaria(*)ntowska-filozofia-religii.html

@@@
.
19-06-2015 20:18 
 Ocena 1 na 1
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>>A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta...
>antykwaria(*)ntowska-filozofia-religii.html

Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
19-06-2015 20:34 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.

A ty jak interpretujesz swoja religie? Czy masz wlasne reguly czy jak owca klekasz w kosciele tak jak ci tradycja i ksiadz nakazuje? Chodzisz w niedziele do kosciola czy w srode? Paciorki masz wlasne czy powtarzasz jak baranek paciorki Twojego kosciola?
dzentelmen (2000 punktów)
>>Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
>A ty jak interpretujesz swoja religie? Czy masz wlasne reguly czy jak owca klekasz w kosciele tak jak ci tradycja i ksiadz nakazuje? Chodzisz w niedziele do kosciola czy w srode? Paciorki masz wlasne czy powtarzasz jak baranek paciorki Twojego kosciola?


Zmartwię cię....Wierzę w Boga w siebie i w ludzi,nie w kościół,religię czy jak jej tam....
A jak chcę poznać autora to czytam jego utwory,nie zaś ich cudze interpretacje.
19-06-2015 21:23 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>>>Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
>>A ty jak interpretujesz swoja religie? Czy masz wlasne reguly czy jak owca klekasz w kosciele tak jak ci tradycja i ksiadz nakazuje? Chodzisz w niedziele do kosciola czy w srode? Paciorki masz wlasne czy powtarzasz jak baranek paciorki Twojego kosciola?
>Zmartwię cię....Wierzę w Boga w siebie i w ludzi,nie w kościół,religię czy jak jej tam....
>A jak chcę poznać autora to czytam jego utwory,nie zaś ich cudze interpretacje.

Czyli nie woerzysz w Jahwe ani Allaha ani w zandego innego instytucjonalnego, mainstreamowego boga?
dzentelmen (2000 punktów)
>>>>Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
>>>A ty jak interpretujesz swoja religie? Czy masz wlasne reguly czy jak owca klekasz w kosciele tak jak ci tradycja i ksiadz nakazuje? Chodzisz w niedziele do kosciola czy w srode? Paciorki masz wlasne czy powtarzasz jak baranek paciorki Twojego kosciola?
>>Zmartwię cię....Wierzę w Boga w siebie i w ludzi,nie w kościół,religię czy jak jej tam....
>>A jak chcę poznać autora to czytam jego utwory,nie zaś ich cudze interpretacje.
>Czyli nie woerzysz w Jahwe ani Allaha ani w zandego innego instytucjonalnego, mainstreamowego boga?


A co katalogujesz ?
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta "moralną koniecznością jest zakładać istnieje Boga"
>>antykwaria(*)ntowska-filozofia-religii.html
>Czy to metoda ogólna ? ....zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ?
Nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

> Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ?
Różnie to Szanowny Panie bywa, ale uprawianie filozofii, to głównie interpretacja dzieł innych, które też są jakimiś tam interpretacjami i podczas samodzielnych przemyśleń porównujemy ich interpretacje z własnymi. Czy kiedykolwiek coś Pan Kanta czytał? Przecież on też po swojemu opisuje i interpretuje dzieła poprzedników.

>W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
No tak, najtrudniej się własny poziom dostrzega i wtedy można innym współczuć. Ponieważ trochę poczytałem Kanta i książkę Borowskiego też przeczytałem, to wiem, że jego zrozumienie myśli Kanta, któremu poświęcił jednak więcej czasu ode mnie, zgadza się z moim, dlatego spokojnie mogę go polecić. Jak Pan przeczyta książkę Borowskiego lub chociaż ją przejrzy to porozmawiamy. O samym Kancie też możemy porozmawiać, ale gdy Pan tu przedstawi omówienie jakiegoś problemu, do którego się odniósł, obudowane cytatami, a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdanie, pokazujące, że stanowiska Kanta, to Pan wcale nie rozumie i to na co Pana stać to tylko są pyskówki.

PS. Ja nie jestem profesjonalnym filozofem i nigdzie tego nie twierdziłem, prędzej już teologiem,
a na pewno religioznawcą, natomiast zawsze wiem i rozumiem to co piszę.


www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,546248#w549024
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,546248#w549085
www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571673

@@@
.
dzentelmen (2000 punktów)
Nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.

Czyż los nie jest przewrotny ? ....



>Różnie to Szanowny Panie bywa, ale uprawianie filozofii, to głównie interpretacja dzieł innych, które też są jakimiś tam interpretacjami i podczas samodzielnych przemyśleń porównujemy ich interpretacje z własnymi. Czy kiedykolwiek coś Pan Kanta czytał? Przecież on też po swojemu opisuje i interpretuje

>No tak, najtrudniej się własny poziom dostrzega i wtedy można innym współczuć. Ponieważ trochę poczytałem Kanta i książkę Borowskiego też przeczytałem, to wiem, że jego zrozumienie myśli Kanta, któremu poświęcił jednak więcej czasu ode mnie, zgadza się z moim, dlatego spokojnie mogę go polecić. Jak Pan przeczyta książkę Borowskiego lub chociaż ją przejrzy to porozmawiamy. O samym Kancie też możemy porozmawiać, ale gdy Pan tu przedstawi omówienie jakiegoś problemu, do którego się odniósł, obudowane cytatami, a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdanie, pokazujące, że stanowiska Kanta, to Pan wcale nie rozumie i to na co Pana stać to tylko są pyskówki.


Truizmy pan głosi....Interpretacje interpretacji.Obaj wiemy że zanim przystąpi się do czegokolwiek,należy poznać materię za którą się zabieramy....Natomiast obaj wiemy,że Kant jest twórcą zupełnie nowego nurtu-systemu.Z pana słów natomiast wynika że jest on kontynuatorem,nosicielem a przecież jest ojcem założycielem,jak każdy filozof który wniósł nowe,swoje,w tym Kanta wielkość że wniósł inną jakość.Jego zrozumienie natomiast jest wyzwaniem,i gratuluję że panu się to udało,ja podejmuje jedynie próby.



>PS. [color=brown]Ja nie jestem profesjonalnym filozofem i nigdzie tego nie twierdziłem, prędzej już teologiem,
> a na pewno religioznawcą, natomiast zawsze wiem i rozumiem to co piszę.


Również nie jestem filozofem,ani religioznawcą czy teologiem,co najwyzej entuzjastą wymienionych dyscyplin.Więc myślę że warto chociaż uszczknąć coś innego niż codzienność od czasu do czasu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Nikt nas bardziej nie skompromituje niż uczynimy to sami.
> Czyż los nie jest przewrotny ? ....

___________

> Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ?
Różnie to Szanowny Panie bywa, ale uprawianie filozofii, to głównie interpretacja dzieł innych, które też są jakimiś tam interpretacjami i podczas samodzielnych przemyśleń porównujemy ich interpretacje z własnymi. Czy kiedykolwiek coś Pan Kanta czytał? Przecież on też po swojemu opisuje i interpretuje dzieła poprzedników.

>W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
No tak, najtrudniej się własny poziom dostrzega i wtedy można innym współczuć. Ponieważ trochę poczytałem Kanta i książkę Borowskiego też przeczytałem, to wiem, że jego zrozumienie myśli Kanta, któremu poświęcił jednak więcej czasu ode mnie, zgadza się z moim, dlatego spokojnie mogę go polecić. Jak Pan przeczyta książkę Borowskiego lub chociaż ją przejrzy to porozmawiamy. O samym Kancie też możemy porozmawiać, ale gdy Pan tu przedstawi omówienie jakiegoś problemu, do którego się odniósł, obudowane cytatami, a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdanie, pokazujące, że stanowiska Kanta, to Pan wcale nie rozumie i to na co Pana stać to tylko są pyskówki.

>Truizmy pan głosi....
Niczego nie głoszę. Zupełnie nie mam takiej potrzeby. Natomiast czasem staram się coś uświadomić ludziom mającym bardzo mierne lub wprost żadne pojęcie w dziedzinie, w której się autorytatywnie wypowiadają i głupoty, w które święcie wierzą, głoszą.

>Interpretacje interpretacji.
Jest jeszcze gorzej. Od wieków odpowiadają na ten sam zestaw pytań. (Pytania filozoficzne.)
Jan Woleński profesor filozofii: "Już dziś przecież nie uważamy, że największych mądrości w najważniejszych kwestiach, jakie potrafimy wytoczyć, należy poszukiwać u profesorów filozofii. Nie udało im się utrzymać społecznego autorytetu. Co więcej piszący bez skrępowania teksty filozoficzne nie-filozofowie (np. pisarze, uczeni, humaniści) w wielu wypadkach okazują się całkiem "samowystarczalni" filozoficznie, a przy tym wielu z nich wcale nie pragnie, by nazywano ich filozofami. [...] Autorzy ci nie mają oporów przed wdawaniem się w rozważania, do których nie wydają się powołani przez swój zawód, pisząc teksty, które akademicki filozof od pierwszej linijki rozpozna jako "amatorskie" . Cóż, skoro do arsenału banałów powtarzanych przez filozofów należy i ten, że "filozofować wolno każdemu", to nie wolno nam teraz narzekać.
Tak więc filozofują lekarze, muzycy, fizycy, artyści, filologowie - zyskując zwykle więcej publiczności niż sami filozofowie. Filozofują raz lepiej raz gorzej, ale z czasem coraz lepiej".


Bogdan Chwedeńczuk też profesor filozofii: Źródła niepokoju. Sprawia mi kłopot, od dawna mi go sprawia, odpowiedź na pytanie, czego właściwie dowiedziałem się od filozofii. Dowiedziałem się wielu rzeczy o filozofii, natomiast w moim katalogu wiedzy filozoficznej - ubogo. Gorzej, gdybym kierował się filozofią, nie wiedziałbym nawet, na czym polega to, że się coś wie. Każdy z filozofujących wskaże coś, co filozoficznie wie. Nie ma jednak czegoś, co wszyscy filozofujący wskażą jako to, co filozoficznie wiedzą.

>Obaj wiemy że zanim przystąpi się do czegokolwiek,należy poznać materię za którą się zabieramy....
Całkowicie się tu zgadzam z Panem. Gdzie Pan wykazał się znajomością materii, w której zabiera Pan tu autorytatywnie głos. Z Pańskich postów wynika, że nawet Pan nie przeczytał co inni w tym wątku napisali. Pan tu nie przyszedł rozmawiać tylko pouczać i nawracać. Samemu nie mając niczego ciekawego nam do powiedzenia.

>Natomiast obaj wiemy,że Kant jest twórcą zupełnie nowego nurtu-systemu.Z pana słów natomiast wynika że jest on kontynuatorem,nosicielem a przecież jest ojcem założycielem,jak każdy filozof który wniósł nowe,swoje,w tym Kanta wielkość że wniósł inną jakość.Jego zrozumienie natomiast jest wyzwaniem,i gratuluję że panu się to udało,ja podejmuje jedynie próby.
Co z moich słów wynika, to Pan po prostu nie zrozumiał i niewiele Pan też wie na temat Kanta oraz filozofii i szkoda z Panem na ten temat dyskutować, ale wróćmy do Pańskiego stwierdzenia z powołaniem się na jego autorytet: A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta "moralną koniecznością jest zakładać istnieje Boga".
Kant żył w określonym czasie w określonym środowisku i był określonym mentalnie człowiekiem. W jego całym dorobku nic nie wskazuje na to aby sam był człowiekiem wierzącym i trzeba głębokiej wiary aby jego często niejednoznaczne wypowiedzi, przy swoistym dla niego rozumieniu wielu pojęć filozoficznych, uznać, iż gdzieś dokonywał próby obrony istnienia Boga. Zresztą w tej kwestii ani Kant, ani żaden z myślicieli nie jest dla mnie autorytetem. Spekulować każdemu wolno, ale ostateczne argumenty przedstawia nam tylko nauka.

PS. Ja nie jestem profesjonalnym filozofem i nigdzie tego nie twierdziłem, prędzej już teologiem,
a na pewno religioznawcą, natomiast zawsze wiem i rozumiem to co piszę.

>Również nie jestem filozofem,ani religioznawcą czy teologiem,co najwyzej entuzjastą wymienionych dyscyplin.
Tu sam entuzjazm, to o wiele za mało. Trzeba być jako tako oczytanym w dziedzinach, w których zabiera się głos,
a ja, na podstawie Pańskich wypowiedzi, jestem jakoś tam dziwnie przekonanym, że nie tylko żadnej książki Kanta Pan nie przeczytał, ale nawet jej w ręku nie miał.

@@@
.
22-06-2015 13:31 
 Ocena 2 na 2
dzentelmen (2000 punktów)
Całkowicie się tu zgadzam z Panem. Gdzie Pan wykazał się znajomością materii, w której zabiera Pan tu autorytatywnie głos. Z Pańskich postów wynika, że nawet Pan nie przeczytał co inni w tym wątku napisali. Pan tu nie przyszedł rozmawiać tylko pouczać i nawracać. Samemu nie mając niczego ciekawego nam do powiedzenia
>Niczego nie głoszę. Zupełnie nie mam takiej potrzeby. Natomiast czasem staram się coś uświadomić ludziom....

No tak uświadamiać,bo wiem że to co -ja wiem- jest ponad to co wie ktoś.... Coś panu napisze,panie Andrzeju,w odróżnieniu od niektórych z którymi przyszło mi tu wymienić kilka zdań,nie spostrzegłem w swojej treści,ani pouczania,ani nawracania ani tym bardziej autorytarnego tonu wypowiedzi.Natomiast to co dostrzegłem również u pana to czytanie z niezrozumieniem,albo co gorsza -choć to kwestia dyskusyjna- nie zwraca pan uwagi na treść tego co napisałem tylko przechodzi pan nad tym do swojego monologu,zarzucając mi bezpodstawnie nie znajomość tematu,w dodatku stawiając sąd nade mną jako bym czegoś nie czytał,czy w ręku książki nie miał....o tuż miałem przyjemność nie ograniczyć się jedynie do Internetu,z racji chociażby swojego wieku.... Ale nie o tym chciałem pisać.Chcąc jedynie wejść w dyskusję,na przekór sobie bo wiem że ani Ja ani Pan nie ustalimy tu natury czy stanu faktycznego rzeczy jaką ona jest,natomiast na przekór ciekaw byłem jako Wierzący w Boga człowiek,jakie w Jego sprawie czy w sprawie wiary zdanie mają inni....i co ? Porozmawiać udało się z dwoma może trzema osobami.Pan natomiast wychodzi z założenia że jeśli ktoś nie spełnia pańskich "warunków" rozumienia tematu ten nie wart jest by z nim dyskutować-takie odniosłem wrażenie-....przykre,bo myślę że w tej sprawie kompromitacją -słowo panu bliskie- jest każde stawianie tez czy sądów,bądź naukowych racji ponad innymi racjami czy przekonaniami.To dlatego przeważnie unikam takich dyskusji,bo uważam że próba wspólnego ustalenia czegoś w tej materii ogranicza się jedynie do sporów,kłótni.A jak słyszę czy czytać mam przyjemność o tym kto jakie ma dowody że Bóg jest czy Boga nie ma,przyprawia mnie o śmiech przez łzy.Pisze pan o nauce jako o pewniku,zgoda ale w materii zwanej nauką,takiej jak choćby technika - biologia -fizyka -chemia- itd.... Bo nie mam na przykład pewności co do nie których jej paradygmatów,aczkolwiek jako człowiek myślący zakładam że należy uznać iż przyjęcie nawet bardzo wątpliwej pewnosci założeń ma na celu jedynie pomóc w wyjściu na wspólne pole dyskusji o które oprzeć można pewne założenia np.Wielki wybuch.... Myślę że Kant odniósł większy sukces niż "jedynie" - zniesienie opozycji pomiędzy racjonalizmem (Kartezjusz) a empiryzmem (Hume),wywarł on skuteczny nacisk na zmianę postrzegania problemu,przesunięcie środka uwagi i jego znaczenie.... I proszę panie Andrzeju nie mieć mi za złe,że nie posługuje się językiem akademickim czy naukowym,bo jakoś nie przywykłem do świrowania kogoś kim nie jestem,w odróżnieniu od kilku z grona wiem co piszę bądź mówię,a nie piszę i mówię co wiem.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>I proszę panie Andrzeju nie mieć mi za złe,że nie posługuje się językiem akademickim czy naukowym,
Dalece nie wszyscy posługują się tu językiem akademickim i zdecydowanie brak umiejętności posługiwania się takim językiem nie dyskryminuje tu nikogo. Czasem wprost jest odwrotnie i nieuzasadniony pretensjonalizm świadczy o głupocie.

>bo jakoś nie przywykłem do świrowania kogoś kim nie jestem,
Ależ to nie jest właśnie portal dla nawiedzionych świrów, niezależnie od wyznawanej religii/ideologii. Tylko tyle, że nie jest też to portal do pouczania, a szczególnie wtedy, gdy samemu wie się niewiele.

>w odróżnieniu od kilku z grona wiem co piszę bądź mówię,a nie piszę i mówię co wiem.
Zapewne we własnym mniemaniu tak, ale osądzają nas inni i nikt nie da rady nas skompromitować, gdy nie uczynimy tego sami.
___________

Nasze tu rozmowy:
Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.
Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara"


Pan 'dzentelmen' zwrócił mi łaskawie uwagę: Którą dla świętego spokoju, aby nie wdawać się w nic nie wnoszące pyskówki i aby nie udzielić słusznej odpowiedzi w stylu - "Sam jesteś płytki a rżniesz wielkiego filozofa. - Brednie, brednie. Wszystkich tu pouczasz, Weinberg to dla ciebie patyk,
a potem wrzeszczysz coś o szacunku"
, wolałem zmilczeć, ale dla Szanownego 'dzentelmena', to mało. On w jakiś tam sposób musi dać ujście swojej mądrości.

Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668950

Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668957

Profil pana 'dzentelmena': www.racjonalista.pl/index.php/s,47/k,77627

No i pogadaliśmy sobie jak 'dzentelmen' z dżentelmenem, a teraz 'dzentelmenów', to tu się dziwnie namnożyło.

Pan 'dzentelmen': Czy to metoda ogólna ? .... zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki, nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.

Pan 'dzentelmen' Truizmy pan głosi....Interpretacje interpretacji.Obaj wiemy że zanim przystąpi się do czegokolwiek,należy poznać materię za którą się zabieramy.....

Czy nie jest to właśnie przypadek żałosnej wprost hipokryzji, gdy ktoś wprost po chamsku zaczepia i prowokuje, a gdy parę słów na temat jakości swoich wywodów przeczyta to się wypłakuje: "Pan natomiast wychodzi z założenia że jeśli ktoś nie spełnia pańskich "warunków" rozumienia tematu ten nie wart jest by z nim dyskutować-takie odniosłem wrażenie-....
przykre,bo myślę że w tej sprawie kompromitacją -słowo panu bliskie- jest każde stawianie tez czy sądów,bądź naukowych racji ponad innymi racjami czy przekonaniami."


Tak, ma Pan rację stawiam dorobek naukowy - szczególnie nauk przyrodniczych - ponad wszelkimi innymi racjami
czy przekonaniami. Uważam, że to one muszą się podporządkować naukowym ustaleniom, a nie nim nauka.

@@@
.
22-06-2015 20:13 
 Ocena 3 na 3
dzentelmen (2000 punktów)
>.
>>I proszę panie Andrzeju nie mieć mi za złe,że nie posługuje się językiem akademickim czy naukowym,
>Dalece nie wszyscy posługują się tu językiem akademickim i zdecydowanie brak umiejętności posługiwania się takim językiem nie dyskryminuje tu nikogo. Czasem wprost jest odwrotnie i nieuzasadniony pretensjonalizm świadczy o głupocie.
>>bo jakoś nie przywykłem do świrowania kogoś kim nie jestem,
>Ależ to nie jest właśnie portal dla nawiedzionych świrów, niezależnie od wyznawanej religii/ideologii. Tylko tyle, że nie jest też to portal do pouczania, a szczególnie wtedy, gdy samemu wie się niewiele.
>>w odróżnieniu od kilku z grona wiem co piszę bądź mówię,a nie piszę i mówię co wiem.
>Zapewne we własnym mniemaniu tak, ale osądzają nas inni i nikt nie da rady nas skompromitować, gdy nie uczynimy tego sami.
>___________
>Nasze tu rozmowy:
> Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.
>Z którym zgadzam się całkowicie, ale po zastąpieniu słowa "religia" słowem "wiara"

>Pan 'dzentelmen' zwrócił mi łaskawie uwagę: Którą dla świętego spokoju, aby nie wdawać się w nic nie wnoszące pyskówki i aby nie udzielić słusznej odpowiedzi w stylu - "Sam jesteś płytki a rżniesz wielkiego filozofa. - Brednie, brednie. Wszystkich tu pouczasz, Weinberg to dla ciebie patyk,
> a potem wrzeszczysz coś o szacunku"
, wolałem zmilczeć, ale dla Szanownego 'dzentelmena', to mało. On w jakiś tam sposób musi dać ujście swojej mądrości.

>Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668950
>Czytelnik 'dzentelmen' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: boga na pewno nie ma - przypadki umysłu' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549#w668957
> Profil pana 'dzentelmena': www.racjonalista.pl/index.php/s,47/k,77627
> No i pogadaliśmy sobie jak 'dzentelmen' z dżentelmenem, a teraz 'dzentelmenów', to tu się dziwnie namnożyło.
>Pan 'dzentelmen': Czy to metoda ogólna ? .... zastępować własne wnioski myślenia,cudzą interpretacją. ? Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki, nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję.
>Pan 'dzentelmen' Truizmy pan głosi....Interpretacje interpretacji.Obaj wiemy że zanim przystąpi się do czegokolwiek,należy poznać materię za którą się zabieramy.....

>Tak, ma Pan rację stawiam dorobek naukowy - szczególnie nauk przyrodniczych - ponad wszelkimi innymi racjami
>czy przekonaniami. Uważam, że to one muszą się podporządkować naukowym ustaleniom, a nie nim nauka.

Panie Andrzeju emocje proponuję odstawić na bok,bo się pan zmęczy....
Niech pan zwróci uwagę na treść pana odpowiedzi,nie wiem ile ma pan lat,ale świadczy ona -odpowiedź pana- o tym że albo jest pan trochę skrzywiony,albo najzwyczajniej w świecie głupi.
Niech pan sobie stawia co pan chce nad innymi racjami,tylko niech pan pamięta czego dotyczy wątek.Choćbyś panie dwoił się i troił to nic pan w TEJ kwestji nie ustalisz.A na problemy emocjonalne,jest mnóstwo sposobów lepszych niż Internet....Faktycznie nikt bardziej niz my sami nas nie skompromituje.Jesteś panie Andrzeju kolejny frustrat z pianą w pysku,któremu coś tam się wydaje,a czytając pana wpisy dochodzi się w zasadzie do jednego wniosku - dyletant,nic więcej.
22-06-2015 22:56 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)

>Panie Andrzeju emocje proponuję odstawić na bok,bo się pan zmęczy....
>Niech pan zwróci uwagę na treść pana odpowiedzi,nie wiem ile ma pan lat,ale świadczy ona -odpowiedź pana- o tym że albo jest pan trochę skrzywiony,albo najzwyczajniej w świecie głupi.

>Niech pan sobie stawia co pan chce nad innymi racjami,tylko niech pan pamięta czego dotyczy wątek.Choćbyś panie dwoił się i troił to nic pan w TEJ kwestji nie ustalisz.A na problemy emocjonalne,jest mnóstwo sposobów lepszych niż Internet....Faktycznie nikt bardziej niz my sami nas nie skompromituje.Jesteś panie Andrzeju kolejny frustrat z pianą w pysku,któremu coś tam się wydaje,a czytając pana wpisy dochodzi się w zasadzie do jednego wniosku - dyletant,nic więcej.
-Można tylko zapytać obydwu miłośników religii i pokory, czy nie brak im zwykłej empatii. Jakoś nie wzrusza was los milionów ludzi uciemiężonych durnymi religiami z islamem na czele, nawet ofiar śmiertelnych. Bo to stąd bierze się moja niechęć do nich ("szarleyowa" agresja). Wolicie się oburzać na krytyków (wrogów) religii, nie okazujących jej szacunku. Trzeba chyba siedzieć w piwnicy i czytać starożytne skrypty filozofów, nie wyglądając na ulicę i unikając wiadomości ze wszelkich mediów, by nie widzieć, że nie wszystkie ideologie są takie same, tak samo groźne, bo nie każda produkuje tę samą ilość fanatyków i nie tak samo groźnych. Ale skoro mocno pan wierzy, że wszystkie ideologie tak samo groźne, a "szarley" nawet boi się mnie (ateistycznego fanatyka waszym zdaniem) tak samo, jak obcinających głowy chrześcijanom dżihadystów, to nic nie poradzę. Przecież z wiarą nie ma dyskusji.

@@@
.
22-06-2015 23:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Obaj wiemy że zanim przystąpi się do czegokolwiek,należy poznać materię za którą się zabieramy....
Całkowicie się tu zgadzam z Panem. Gdzie Pan wykazał się znajomością materii, w której zabiera Pan tu autorytatywnie głos. Z Pańskich postów wynika, że nawet Pan nie przeczytał co inni w tym wątku napisali. Pan tu nie przyszedł rozmawiać tylko pouczać i nawracać. Samemu nie mając niczego ciekawego nam do powiedzenia.

>Niczego nie głoszę. Zupełnie nie mam takiej potrzeby. Natomiast czasem staram się coś uświadomić ludziom....
Ot logika katolika Niczego nie głoszę tylko ludziom uświadamiam, bo wiem że to co -ja wiem- jest ponad to co wie ktoś....
" Qui bibit, dormit, qui dormit, non peccat, qui non peccat, sanctus est, ergo: qui bibit, sanctus est."

>No tak uświadamiać,bo wiem że to co -ja wiem- jest ponad to co wie ktoś....
Normalnie każdemu wierzącemu wydaje się, iż wie więcej, a z wiarą dyskusji nie ma.

>Coś panu napisze,panie Andrzeju,w odróżnieniu od niektórych z którymi przyszło mi tu wymienić kilka zdań,nie spostrzegłem w swojej treści,ani pouczania,ani nawracania ani tym bardziej autorytarnego tonu wypowiedzi.
Pan nie dostrzegł? To też normalne, ale w poście wyżej podałem przykłady, nawet z podkreśleniem, choć jestem prawie pewien, iż i tak Pan nie dostrzeże. Wszyscy głęboko wierzący tak mają.

>Natomiast to co dostrzegłem również u pana to czytanie z niezrozumieniem,
Wszystko możliwe, ale zawsze o to bardzo się staram i włożyłem w to w swoim życiu sporo wysiłku intelektualnego aby rozumieć jak najwięcej.

>albo co gorsza -choć to kwestia dyskusyjna- nie zwraca pan uwagi na treść tego co napisałem
Zawsze bardzo staram się odnosić do konkretnych wypowiedzi. Cytuję całe myśli, a nie wyrwane z kontekstu równoważniki zdań, ale rzeczywiście swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy są w stanie mnie zrozumieć.

>tylko przechodzi pan nad tym do swojego monologu,zarzucając mi bezpodstawnie nie znajomość tematu,w dodatku stawiając sąd nade mną jako bym czegoś nie czytał,czy w ręku książki nie miał....
Jak, bardzo ktoś by się nie starał skompromitować swojego interlokutora, to mu się tu nie uda dopóki interlokutor nie uczyni tego sam. To Pan zarzucił mi - Czy wszystkie dzieła filozofów traktuje pan nie własną ich interpretacją ? W rytm takiej praktyki,nie poznajesz źródła tylko cudze jego interpretacje,współczuję. A jakoś - jak do tej pory w moich oczach - nie wykazał Pan się znajomością dorobku Kanta.

>o tuż miałem przyjemność nie ograniczyć się jedynie do Internetu,z racji chociażby swojego wieku....
Ale właśnie w internecie jakiekolwiek chwalenie się czymkolwiek jest bezsensu. Tu trzeba się swoją wiedzą bezpośrednio wykazać, choć jest taka prawidłowość, iż bardzo łatwo dostrzega się głupotę innych, a tak trudno swoją własną.

>Ale nie o tym chciałem pisać.Chcąc jedynie wejść w dyskusję,na przekór sobie bo wiem że ani Ja ani Pan nie ustalimy tu natury czy stanu faktycznego rzeczy jaką ona jest,natomiast na przekór ciekaw byłem jako Wierzący w Boga człowiek,jakie w Jego sprawie czy w sprawie wiary zdanie mają inni....i co ?
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Przyjmuję Pańską niedyskutowalną deklarację, iż Pan wierzy w Boga i mnie nic do tego dopóki Pan nie chce wprowadzić swojej wiary pod racjonalny dyskurs, gdyż wtedy to trzeba się racjonalnym kryteriom podporządkować.

>Porozmawiać udało się z dwoma może trzema osobami.
Gratuluję, ale wierzących forumowiczów tu znacznie więcej niż trzech.

>Pan natomiast wychodzi z założenia że jeśli ktoś nie spełnia pańskich "warunków" rozumienia tematu ten nie wart jest by z nim dyskutować-takie odniosłem wrażenie-....
Wszedł Pan tu na określony ideologicznie portal i warto przed zabraniem tu dyskusji zapoznać się z jego linią.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Prowadzimy rozmowę w określonym wątku.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,668549/z,0
Gdy chce Pan podyskutować o teologii niech Pan założy nowy wątek.

>przykre,bo myślę że w tej sprawie kompromitacją -słowo panu bliskie- jest każde stawianie tez czy sądów,bądź naukowych racji ponad innymi racjami czy przekonaniami.
No właśnie, na tym portalu - z czym ja się całkowicie zgadzam - kompromitacją jest stawianie jakichkolwiek racji ponad wiedzą naukową, choć wykorzystywanie naukowej wiedzy czasem, ze względów etycznych należy ograniczyć, to nigdy nie wolno - nie kompromitując się intelektualnie - im przeczyć.

CDN

@@@
.
22-06-2015 23:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>To dlatego przeważnie unikam takich dyskusji,bo uważam że próba wspólnego ustalenia czegoś w tej materii ogranicza się jedynie do sporów,kłótni.
Przecież to zupełnie naturalne. W tych dyskusjach nie ma żadnej wspólnej płaszczyzny.
Nawet znaczenie tych samych słów bywa często inne, nie mówiąc już o jednakowym rozumieniu większych tekstów. Niech Pan przeczyta zalinkowany artykuł, to może Pan coś z tej materii zrozumie: www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

>A jak słyszę czy czytać mam przyjemność o tym kto jakie ma dowody że Bóg jest czy Boga nie ma,przyprawia mnie o śmiech przez łzy.
To niech Pan się pośmieje i popłacze, tylko po co Pan nam głowę tu zawraca?

>Pisze pan o nauce jako o pewniku,zgoda ale w materii zwanej nauką,takiej jak choćby technika - biologia -fizyka -chemia- itd....
Nazywam to ogólnie naukami przyrodniczymi.

>Bo nie mam na przykład pewności co do nie których jej paradygmatów,aczkolwiek jako człowiek myślący zakładam że należy uznać iż przyjęcie nawet bardzo wątpliwej pewnosci założeń ma na celu jedynie pomóc w wyjściu na wspólne pole dyskusji o które oprzeć można pewne założenia np.Wielki wybuch....
Jako człowiekowi też myślącemu trudno mi zrozumieć o czym Pan tu myślał. Zbyt wielki, jak dla mnie, tu miszmasz.

>Myślę że Kant odniósł większy sukces niż "jedynie" - zniesienie opozycji pomiędzy racjonalizmem (Kartezjusz) a empiryzmem (Hume),wywarł on skuteczny nacisk na zmianę postrzegania problemu,przesunięcie środka uwagi i jego znaczenie....
Kant odniósł ogromny sukces tym, że ciągle się do niego odnosimy i trudno być zorientowanym w filozofii nie znając jego dorobku, ale żaden filozof, a tym bardziej teolog, nie jest dla mnie nieodpartym autorytetem. Mogę ich traktować, co najwyżej, jako głos w dyskusji spekulacyjnych myślicieli.

>Panie Andrzeju emocje proponuję odstawić na bok,bo się pan zmęczy....
>Niech pan zwróci uwagę na treść pana odpowiedzi,nie wiem ile ma pan lat,ale świadczy ona -odpowiedź pana- o tym że albo jest pan trochę skrzywiony,albo najzwyczajniej w świecie głupi.

>Niech pan sobie stawia co pan chce nad innymi racjami,tylko niech pan pamięta czego dotyczy wątek.Choćbyś panie dwoił się i troił to nic pan w TEJ kwestji nie ustalisz.A na problemy emocjonalne,jest mnóstwo sposobów lepszych niż Internet....Faktycznie nikt bardziej niz my sami nas nie skompromituje.
> Jesteś panie Andrzeju kolejny frustrat z pianą w pysku,któremu coś tam się wydaje,a czytając pana wpisy dochodzi się w zasadzie do jednego wniosku - dyletant,nic więcej.

>I proszę panie Andrzeju nie mieć mi za złe,że nie posługuje się językiem akademickim czy naukowym,bo jakoś nie przywykłem do świrowania kogoś kim nie jestem,w odróżnieniu od kilku z grona wiem co piszę bądź mówię,a nie piszę i mówię co wiem.
Nikt nie przeskoczy samego siebie i każdy używa takiego języka na jaki go stać, a ja często tu powtarzam, że nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami i dotyczy to wszystkich, także mnie samego. Nie, nie mam Panu niczego za złe, gdyż to przecież Pan sam odpowiada za to co Pan tu pisze. A przecież chrześcijanie - wyznawcy Boga Miłości - są przepojeni szacunkiem, a nawet wprost miłością do bliźnich (co ewidentnie ujawnia się w ich rozmowach z innowiercami). No chyba że bluźnią. www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816

@@@
.
19-06-2015 23:52 
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)
>A co pan powie na stwierdzenie autorstwa Immanuela Kanta...
>"moralną koniecznością jest zakładać istnieje Boga"
Kant miał dobrą intuicję. Nie ma to jak sędzia, który Cię obserwuje bez względu na to, czy jesteś pod prysznicem czy w klozecie. Czytałem artykuł, w którym opisano następujący eksperyment: Podzielono dzieci na dwie grupy, przy czym pierwszej powiedziano, że niewidzialna wróżka ciągle je obserwuje. Te dzieci, które nie czuły się obserwowane przez wróżkę częściej oszukiwały.

Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza. Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą. To dlatego w Holandii pewna grupa religijna o wyjątkowo surowych zasadach przejęła od Żydów handel brylantami. Są to ludzi, którzy zamiatają przed sobą chodnik, by nie zdeptać mikroorganizmów.


dajmonion
23-06-2015 02:17 
 Ocena 1 na 1
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza.

A na czym ma polegać jej lepszość?

>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.

Mocno w to wątpię. Przestrzeganie miliona reguł nie jest możliwe w żadnej dziedzinie. Jeśli ktoś deklaruje, że tak czyni, to albo jest bardzo niedbały w przestrzeganiu wspomnianych reguł, albo po prostu okłamuje innych, a może i siebie samego. Osoba niedbała czy kłamliwa raczej nie jest godna zaufania w żadnej sytuacji.

>To dlatego w Holandii pewna grupa religijna o wyjątkowo surowych zasadach przejęła od Żydów handel brylantami. Są to ludzi, którzy zamiatają przed sobą chodnik, by nie zdeptać mikroorganizmów.

A jaki jest związek między wyjątkowo surowymi zasadami a handlem brylantami?
dajmonion (3663 punktów)
>>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza.
>A na czym ma polegać jej lepszość?
Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
>>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
>Mocno w to wątpię. Przestrzeganie miliona reguł nie jest możliwe w żadnej dziedzinie. Jeśli ktoś deklaruje, że tak czyni, to albo jest bardzo niedbały w przestrzeganiu wspomnianych reguł, albo po prostu okłamuje innych, a może i siebie samego. Osoba niedbała czy kłamliwa raczej nie jest godna zaufania w żadnej sytuacji.
Pewne rzeczy widać gołym okiem. Ktoś poświęca sporo czasu na robienie dziwnych rzeczy, a czas jest cenny dla każdego, nie można sobie go kupić. Dlatego im więcej reguł tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś jest przekonany co do ich słuszności. Sam udział w nabożeństwach jakiegoś nawet liberalnego wyznania to już kawał życia.
>>To dlatego w Holandii pewna grupa religijna o wyjątkowo surowych zasadach przejęła od Żydów handel brylantami. Są to ludzi, którzy zamiatają przed sobą chodnik, by nie zdeptać mikroorganizmów.
>A jaki jest związek między wyjątkowo surowymi zasadami a handlem brylantami?
Ten biznes wymaga zaufania. A zaufanie budzi przede wszystkim ten, kto przestrzega tych samych reguł. Im ich więcej tym lepiej, bo to znaczy, że ktoś jest sumienny, pracowity i najprawdopodobniej wziął sobie ideologię do serca, bo komu chciałoby się marnować kawał życia na dziwne rytuały. Zawsze można powiedzieć, że ktoś jest interesowny, albo kombinuje (np. trzyma dziwkę na plebanii) ale to raczej mało prawdopodobne w odniesieniu do rygorystycznych wspólnot z którymi się razem żyje i często kontaktuje.

dajmonion
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza.
>>A na czym ma polegać jej lepszość?
>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
No to może by tak dorzucić do tego miliona reguł kolejny milion, wtedy ludzie będą jeszcze bardziej godni zaufania.

>>>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
>>Mocno w to wątpię. Przestrzeganie miliona reguł nie jest możliwe w żadnej dziedzinie. Jeśli ktoś deklaruje, że tak czyni, to albo jest bardzo niedbały w przestrzeganiu wspomnianych reguł, albo po prostu okłamuje innych, a może i siebie samego. Osoba niedbała czy kłamliwa raczej nie jest godna zaufania w żadnej sytuacji.
>Pewne rzeczy widać gołym okiem.
To zależy, jakie kto ma oko i na jakie rzeczy patrzy.

>Ktoś poświęca sporo czasu na robienie dziwnych rzeczy, a czas jest cenny dla każdego, nie można sobie go kupić.
Skąd w takim razie bierze się nuda? W rzeczywistości ludzie różnie postrzegają czas i wcale nie jest on taki cenny dla każdego. Niektórzy wprost nie wiedzą, co z nim zrobić.

>Dlatego im więcej reguł tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś jest przekonany co do ich słuszności.
Błąd w rozumowaniu! Między liczbą reguł a siłą przekonania brak jest związku przyczynowego. Gdyby to, co piszesz, było prawdą, wystarczyłoby zwiększać w nieskończoność liczbę reguł, aby uzyskać nieskończenie wielkie przekonanie do nich.

>Im ich więcej tym lepiej, bo to znaczy, że ktoś jest sumienny, pracowity i najprawdopodobniej wziął sobie ideologię do serca...
Kręcisz się w kółko, powtarzając ten sam błąd myślowy.

>...bo komu chciałoby się marnować kawał życia na dziwne rytuały.
Milionom ludzi wierzących, że te rytuały mogą im w czymś pomóc lub że udział w nich ustrzeże ich przed jakąś karą. Zbiorowe przeświadczenie o zasadności działania nie powoduje jeszcze, że to działanie jest obiektywnie zasadne.

>Zawsze można powiedzieć, że ktoś jest interesowny, albo kombinuje (np. trzyma dziwkę na plebanii) ale to raczej mało prawdopodobne w odniesieniu do rygorystycznych wspólnot z którymi się razem żyje i często kontaktuje.
Właśnie rygorystyczne wspólnoty ingerujące w życie indywidualne skupionych w nich jednostek zawsze generowały najwięcej patologii, bo ludzkie popędy zawsze szukają ujścia, a twierdzenie, że ich nie ma, zwykle pozostaje w sferze deklaracji.
dajmonion (3663 punktów)
>>>>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza.
>>>A na czym ma polegać jej lepszość?
>>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
>No to może by tak dorzucić do tego miliona reguł kolejny milion, wtedy ludzie będą jeszcze bardziej godni zaufania.
Widzę, że łapiesz.
>>Ktoś poświęca sporo czasu na robienie dziwnych rzeczy, a czas jest cenny dla każdego, nie można sobie go kupić.
>Skąd w takim razie bierze się nuda? W rzeczywistości ludzie różnie postrzegają czas i wcale nie jest on taki cenny dla każdego. Niektórzy wprost nie wiedzą, co z nim zrobić.
Ciekawe kogo masz na myśli
>>Dlatego im więcej reguł tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś jest przekonany co do ich słuszności.
>Błąd w rozumowaniu! Między liczbą reguł a siłą przekonania brak jest związku przyczynowego. Gdyby to, co piszesz, było prawdą, wystarczyłoby zwiększać w nieskończoność liczbę reguł, aby uzyskać nieskończenie wielkie przekonanie do nich.
I tu mnie masz!
>>...bo komu chciałoby się marnować kawał życia na dziwne rytuały.
>Milionom ludzi wierzących, że te rytuały mogą im w czymś pomóc lub że udział w nich ustrzeże ich przed jakąś karą. Zbiorowe przeświadczenie o zasadności działania nie powoduje jeszcze, że to działanie jest obiektywnie zasadne.
No właśnie. I ta wspólnota wiary i rytuałów jest źródłem zaufania.
>>Zawsze można powiedzieć, że ktoś jest interesowny, albo kombinuje (np. trzyma dziwkę na plebanii) ale to raczej mało prawdopodobne w odniesieniu do rygorystycznych wspólnot z którymi się razem żyje i często kontaktuje.
>Właśnie rygorystyczne wspólnoty ingerujące w życie indywidualne skupionych w nich jednostek zawsze generowały najwięcej patologii, bo ludzkie popędy zawsze szukają ujścia, a twierdzenie, że ich nie ma, zwykle pozostaje w sferze deklaracji.
Co prawda to prawda.


dajmonion
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza.
>>>>A na czym ma polegać jej lepszość?
>>>Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
>>No to może by tak dorzucić do tego miliona reguł kolejny milion, wtedy ludzie będą jeszcze bardziej godni zaufania.
>Widzę, że łapiesz.
Kiepsko widzisz. Nie tyle łapię (bo nie ma tu co łapać), ile wyolbrzymiam, żeby ukazać śmieszność Twojego poglądu. Łapiesz?

>>>Ktoś poświęca sporo czasu na robienie dziwnych rzeczy, a czas jest cenny dla każdego, nie można sobie go kupić.
>>Skąd w takim razie bierze się nuda? W rzeczywistości ludzie różnie postrzegają czas i wcale nie jest on taki cenny dla każdego. Niektórzy wprost nie wiedzą, co z nim zrobić.
>Ciekawe kogo masz na myśli
Raczej łatwo się tego domyślić. Duża część ludności świata, zwłaszcza tego mocno zacofanego, np. w niektórych częściach Azji czy Afryki, żyje w rzeczywistości, w której wszystko toczy się ospale i leniwie. A w świecie zachodnim też są niemałe grupy, dla których presja czasu to już zamknięty etap życia (no choćby emeryci). Tę wyliczankę można by długo kontynuować.

>>>Dlatego im więcej reguł tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś jest przekonany co do ich słuszności.
>>Błąd w rozumowaniu! Między liczbą reguł a siłą przekonania brak jest związku przyczynowego. Gdyby to, co piszesz, było prawdą, wystarczyłoby zwiększać w nieskończoność liczbę reguł, aby uzyskać nieskończenie wielkie przekonanie do nich.
>I tu mnie masz!
Jeśli przyznajesz, że tu Cię mam, oznacza to, że wszystko, co w naszej dotychczasowej wymianie zdań napisałeś o rzekomej zależności między dużą liczbą reguł a siłą przekonania jest bez sensu. Oczywiście dotyczy to też tej absurdalnej uwagi o lepszych religiach.

>>>...bo komu chciałoby się marnować kawał życia na dziwne rytuały.
>>Milionom ludzi wierzących, że te rytuały mogą im w czymś pomóc lub że udział w nich ustrzeże ich przed jakąś karą. Zbiorowe przeświadczenie o zasadności działania nie powoduje jeszcze, że to działanie jest obiektywnie zasadne.
>No właśnie. I ta wspólnota wiary i rytuałów jest źródłem zaufania.
Bardzo naiwnego. Gdyby miało być inaczej, wówczas przynależność do danej grupy byłaby tarczą chroniącą przed niegodziwością tego świata, a ludzie jakoś dziwnym trafem uciekają się w tym względzie do rozwiązań pozawyznaniowych.
dzentelmen (2000 punktów)

>Kant miał dobrą intuicję. Nie ma to jak sędzia, który Cię obserwuje.

Nie wiem czy Kant wnioskował że obserwatorem jest sędzia,wiem jednak że założył możliwość bycia obserwowanym.

>Czytałem artykuł, w którym opisano następujący eksperyment: Podzielono dzieci na dwie grupy, przy czym pierwszej powiedziano, że niewidzialna wróżka ciągle je obserwuje. Te dzieci, które nie czuły się obserwowane przez wróżkę częściej oszukiwały.

Przykład dzieci jako analogia do powyższej spekulacji jest chybiona.Każde dziecko ma "przeczucie" co wolno czego nie,z racji bycia dzieckiem,tzn.dziecko doskonale zdaje sobie sprawę że zawsze jest dorosły.- gdzieś np.obok,albo za dzwiami.-...-(bardzo interesujące rozwinięcie tej koncepcji proponował względem traktowania wiary i wszelkich religii Sigmund Freud)- ...
Nałożenie"rygoru wróżki" tylko spotęgowało ich ostrożność.

>Było tam też wspomniane, że im surowsza religia tym lepsza. Współwyznawca, który gotów jest przestrzegać miliona reguł jest godny zaufania, bez względu na to, czego te reguły dotyczą.
A jaką perspektywę przyjmujesz kiedy stwierdzasz "lepsza" ? Ocena danej religii jest trudnym zadaniem,można bowiem oceniać nie przez ilość reguł i zakazów,a np.przez ilość wyznawców,a ich liczba uwarunkowana jest raczej z wyboru niż z nakazu.

>To dlatego w Holandii pewna grupa religijna o wyjątkowo surowych zasadach przejęła od Żydów handel brylantami. Są to ludzi, którzy zamiatają przed sobą chodnik, by nie zdeptać mikroorganizmów.
Tak skrajne przypadki świadczą tylko o łatwości z jaką można manipulować ludźmi.Z psychologicznego punktu widzenia,nie ma rzeczy których ludziom nie da się wmówić.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365