Alpy Apuańskie wbrew swojej nazwie nie należą do systemu alpejskiego. Ulokowane na północnym skrawku Toskanii i są częścią Apeninów. Ich południowe zbocza schodzą do wybrzeży M. Liguryjskiego i obfitują w pokłady cennego, uznawanego za najwyborniejszy na świcie - marmuru. W okolicach Carrary do dnia dzisiejszego eksploatuje się tę najszlachetniejszą ze skał, a przymiotnik "karraryjski" miłośnikom architektury i sztuki od razu wszystko wyjaśnia. Nasyciwszy się szlachetną bielą karraryjskich marmurów, zdecydowanie warto przeskoczyć na drugą stronę grani Apuanów - do krainy zwanej Garfagnana. Toskania stereotypowo kojarzy się z kliszami jak z wersów "Znasz li ten kraj gdzie cytryna dojrzewa". Ze wzgórzami Chianti pokrytymi winnicami, z cyprysami, laurami, campanellami San Giminiano. Garfagnana niewątpliwie stanowi jakby siermiężny wariant tego stereotypu. Cyprysów tu mniej, winnic i ludzi również. Ci co zamieszkują stosunkowo nieliczne wioski i miasteczka - żyją nadal w dużym stopniu w rytm cyklu przyrody. Ostały się tu znaczące relikty gospodarki rolniczo - górskiej. Apuany w Garfagnanie nie są bardzo wysokie - 1500 do 2000 m n. p. m. Ale ich dzikie piękno stanowczo zasługuje na obejrzenie, szczególnie, iż nie jest ono jeszcze konsumowane przez turystyczną stonkę - co jest, jak wiadomo, olbrzymią zaletą w dzisiejszych czasach. A jeżeli się będzie miało trochę szczęścia, w pogodny dzień zoczymy rozmazane w oddali wybrzeża Korsyki. Nie jest prawdą iż najlepsze kasztany są na placu..
W odpowiedzi na mój wątek zatytułowany "Kolejny sprawiedliwy wśród narodu żydowskiego" (www.racjonalista.pl/forum.php/s,705341) Pan Koraszewski zamieścił - między innymi - takowy passus: "Tak czy inaczej idea "okupacji" nie zgadza się z prawnym znaczeniem tego terminu. Znany publicysta "racjonalisty" nie tylko pomylił tożsamość cytowanego izraelskiego posła, ale nie zna również faktów prawnych i statusu ziemi rzekomo okupowanej". Być może pomyliłem tożsamość owego izraelskiego posła - założyłem bowiem automatycznie, iż syjonistą może być tylko Żyd. Jednakże jeżeli jest tak jak pisze Pan Koraszewski, to owemu palestyńskiemu syjoniście najpewniej ów syjonizm zaczął wychodzić trochę bokiem, skoro klarownie i dobitnie przyznał Palestyńczykom prawo do oporu przed izraelską okupacją i systemowymi prześladowaniami. Co do faktów prawnych i historii kolonialnego podboju Palestyny przez Żydów - w żadnym wypadku się nie pomyliłem. Szczegółowo przedstawiłem ów problem w wątku "Kulisy wielkiego podziału" (www.racjonalista.pl/forum.php/s,677619) z którego jednoznacznie wynika, w jakiej manierze i z zastosowaniem jakich metod dokonano gwałtu na Palestyńczykach. Jako że problem ów (problem pierwszego ogniwa we wzajemnym ciągu starć i konfrontacji żydowsko - palestyńskich) - ma fundamentalne znaczenie, gdyż przesądza o tym po czyjej stronie jest słuszność oraz w dominujący sposób rzutuje na ocenę wydarzeń bieżących - koniecznym wydaje się - szczególnie wobec "hasbarowskiego" spinu..
24 marca 2016 r. dwóch Palestyńczyków zostało postrzelonych w trakcie ataku na żołnierzy izraelskich, strzegących punktu kontrolnego w okupowanym przez Izrael Hebronie - mieście na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jeden z nich od razu zmarł wskutek ran postrzałowych, Drugi leżał ranny na bruku w pobliżu punktu kontrolnego. 10 minut po zajściu - w trakcie którego to czasu ranionemu Palestyńczykowi nie udzielono żadnej pomocy - na miejsce zdarzenia przybył 19 letni żołnierz izraelski z korpusu medycznego, który od niechcenia podszedł do leżącego Palestyńczyka, przyłożył mu lufę karabinu do głowy i pociągnął za spust. Moment ten został sfilmowany. Po dobijającym strzale w głowę, spod głowy zamordowanego Palestyńczyka wyciekła strużka krwi. Szokującym jest niedbalstwo z jakim ów żydowski zwyrodnialec dokonał morderstwa oraz fakt, iż był on sanitariuszem. Widocznie w armii izraelskiej zadaniem sanitariuszy nie jest niesienie pomocy - tylko dobijanie z dezynwolturą godną lepszej sprawy rannych przeciwników. Amnesty International nazwała od razu słusznie ów czyn zbrodnią wojenną - za co zapewne Pan Koraszewski zarzucił jej iż proterrorystyczną politykę. W zdarzeniu powyższym najstraszniejsze nie jest to, iż do takowego zdarzenia doszło. Bo patologie takie mogą się zdarzyć w każdej armii. Przerażające jest co innego. A mianowicie to, iż postawa jak wyżej staje się emblematyczna dla całej izraelskiej armii i - co najistotniejsze - ma ona miażdżące poparcie wśród izraelskich Żydów. Okazuje się..
Angela Merkel zgodziła się na wytoczenie przez prezydenta Turcji Janowi Böhmermannowi procesu sądowego. Czy ma prawo domagać się sprawiedliwości ktoś, kto odmawia jej obywatelom własnego kraju?
Z początkiem marca bieżącego roku amerykański podmiot badający opinię publiczną IRmep, przeprowadził w 3 północnoamerykańskich nacjach oraz w Wielkiej Brytanii sondaż. Był on bardzo prosty i zwięzły, należało bowiem odpowiedzieć na jedno pytanie brzmiące: które z poniższych twierdzeń jest prawdziwe: 1. Izraelczycy okupują palestyńską ziemię? 2. Palestyńczycy okupują izraelską ziemię ?. Zdecydowana większość Amerykanów (49,2%) wskazała na drugi wariant - jako odpowiadający prawdzie. Z kolei wśród Kanadyjczyków 51,4 % wskazało na - odpowiadającym prawdzie wariant pierwszy, wśród Brytyjczyków 57,7 %, wśród Meksykanów 54,6 %. Zadziwia z jednej strony ignorancja Amerykanów, z drugiej strony doskonały wynik Meksyku. Wygląda na to, iż Amerykanie na tle mieszkańców Meksyku to przysłowiowi "blooming idiots" - która to opina idzie całkowicie w poprzek utartym stereotypom o latynoskiej głupocie i jankeskiej bystrości. Sprawa jednakże nie jest taka prosta jakby się wydawało. Problem w tym, iż tak bardzo kompromitujący Amerykanów wynik sondażu jak wyżej - to jedna z licznych konsekwencji działającego w USA bardzo wpływowego lobby syjonistycznego, które szczególnie media mainstreamowe poddaje manipulacji i presji - co skutkuje nieobiektywnym, tendencyjnym i wypaczonym przekazem prasowym o tym co się dzieje w Izraelu i na Bliskim Wschodzie, z porażającymi ( w zakresie niewiedzy) skutkami jak wyżej. Technik manipulacji i zniekształcania obrazu sytuacje in situ jest sporo. Jedna z nich polega..
Krytycy tezy o postępującej islamizacji Europy Zachodniej często wyśmiewają jej zwolenników. Posługują się przy tym stale kilkoma oklepanymi argumentami:
1. Dzietność wśród europejskich muzułmanów spada i nie jest obecnie dużo większa niż wśród rdzennych Europejczyków. 2. Dzietność w krajach islamskich również spada. 3. Rozwój ekonomiczny krajów muzułmańskich zahamuje z czasem imigrację ich obywateli do Europy.
Rozważmy po kolei te argumenty:
Argument 1: faktycznie, dzietność wśród muzułmanów spada, ale wśród rdzennych Europejczyków utrzymuje się nadal poniżej poziomu 2 dzieci na kobietę, czyli poniżej tzw. poziomu zastępowalności pokoleń. W Niemczech np. jest to zaledwie 1,4 dziecka na kobietę. Podobnie jest i w Polsce. Co to w praktyce oznacza? Oznacza to, że liczebność Europejczyków spada lub w najlepszym razie pozostaje na tym samym poziomie, a liczebność muzułmanów europejskich rośnie a ich udział w społeczeństwie sukcesywnie się zwiększa. Co więcej, ujemny przyrost naturalny w takich krajach jak Polska lub Niemcy będzie powodował stałą tendencję do depopulacji. Szacuje się np. że populacja Niemiec - nawet przy założeniu że będzie ją zasilać 200 tyś. imigrantów rocznie - skurczy się do roku 2060 o 13 milionów ludzi. Jeśli więc Niemcy będą chcieli utrzymać liczebność swojej populacji na aktualnym poziomie - a wymagają tego choćby względy gospodarcze i konstrukcja ich systemu emerytalnego - będą musiały przyjąć przez następne 40 lat nawet 20 milionów imigrantów. Biorąc pod..
Jak wiadomo jedną z podstawowych cech ustroju zaprowadzonego przez Władimira Putina jest wybiórczość sankcji karnych: dotykają one tylko wrogów lub konkurentów władzy (np. Chodorkowskiego), natomiast przyjaciele władzy i sama władza żadnych sankcji karnych obawiać się nie muszą.
Aktualnie w Unii Europejskiej występują podobne trendy, wybiórczego traktowania sankcji, jako metody na walkę z władzą w UE, aktualnie zdominowaną przez Niemcy. Polska, która po ostatnich wyborach przestała być sługą Niemiec nagle staje się obiektem jakiś procedur prowadzących do sankcji. Pod jakimś pozorem, że demokratycznie wybrany rząd poprzez sprawowanie rządów w jakiś sposób zagraża demokracji? Ale przecież gdyby UE była zainteresowana stanem demokracji w krajach członkowskich to zrobiłaby przegląd we wszystkich krajach, a nie wybierała do procedur tylko ten kraj, którego nie lubi.
Taki przegląd stanu demokracji mógłby wiele ciekawego wykazać. Np. sprawdzenie czy poprawność polityczna obowiązująca w Szwecji, we Francji jest zgodna z demokracją. Coś takiego jak skazywanie osób za publikowanie poglądów niezgodnych z poprawnością polityczną (np. sprawa Brigitte Bardot), co pozbawia opinii publicznej dostępu do pełnej informacji: te niezgodne z poprawnością polityczną są cenzurowane i terroryzuje osoby posiadające poglądy niezgodne z mainstreamem.
Coś takiego jak właściwy poziom uprawnień sądów też jest właściwym tematem do przeglądu w całej UE. W szczególności zjawisko przejmowania przez sądy..
Ci co chcieliby wyemigrować do Niemiec powinni wiedzieć, że sytuacja mieszkaniowa w tym kraju jest delikatnie mówiąc fatalna. Traktuje o tym najnowszy numer der Spiegel. To zdumiewające, że w kraju, który tak troszczy się o socjal problem został w pewnym momencie zignorowany i teraz widać skutki. W 2006 roku rząd wycofał się całkowicie z polityki mieszkaniowej i zlecił sprawę landom. Te z kolei potrafiły wydawać kasę na różne rzeczy i sprywatyzowały wiele nieruchomości. Przez długi czas sądzono, że liczba ludności będzie się zmniejszała. Oczywiście programiści i lekarze mogą sobie pojechać gdzie chcą. Jeśli jednak jesteś dla przykładu policjantem (przykład zaczerpnięty z artykułu), który zarabia 1600 Euro, pracuje w Monachium, to nierzadko jesteś zmuszony dojeżdżać 50 km do pracy i wynajmować mieszanie za 900 Euro (tak zwane Warmmiete - czynsz z uwzględnieniem ogrzewania itp.). W ciągu ostatnich 5 lat cena wynajmu w Stuttgarcie wzrosła o 24%, w Monachium o 30%, w Berlinie - o 32%. W samym tylko 2015 roku czynsze w Monachium wzrosły o 7,4%. Eksperci z firmy Empirica oczekują, że w tym roku ceny wzrosną jeszcze szybciej. Obecnie rząd jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony stara się przyciągać inwestorów, z drugiej wprowadza mnóstwo przepisów wymagających na przykład, że trzeba zatrudnić milion kosztownych rzeczoznawców, by wybudować dom. Poza tym podejmowane są próby sztucznego hamowania tych czynszów, co chyba i tak niewiele daje sądząc po prognozach wspomnianych ekspertów...
Poseł do izraelskiego parlamentu z ramienia partii "Związek Syjonistyczny" - Zouheir Bahloul wywołał rozwścieczenie izraelskiej opinii publicznej, przyrównując palestyńskich bojowców do Żydów walczących z brytyjska administracją mandatu Palestyny przed 1948 r. A oto jego słowa: "Co ma robić Palestyńczyk żyjący 49 w jarzmie okupacji, któremu odmawia się prawa do wolności. Dla niego izraelscy żołnierze są symboolem okupacji. Przed 1948 r., gdy funkcjonował mandat brytyjski, Irgun Lehi, Hagana - wszystkie te organizacje wyszły na ulice i starły się z żołnierzami brytyjskimi aby wywalczyć państwo żydowskie. I była to wielka rzecz - dlaczego więc odmawia się tego Palestyńczykom?". W dalszych wypowiedziach Bahloul oświadczył, iż nie może traktować zamordowanego przez izraelskiego sanitariusza Palestyńczyka jak terrorystę. No właśnie. Znalazł się kolejny sprawiedliwy - który wypowiedział oczywistą prawdę. Na amrginesie wypowedzi Bahloula warto dodać, iż członkowie żydowskich organizacji Lehi czy Grupa Sterna stosowlai brutalny i kwalifikowany terror wobec Brytyjczyków ( i nie tylko) na terenie Palestyny - jednakże gdy zostali pojmani sanitariusze brytyjscy nie strzelali im, w manierze katyńskiej, z przyłożenia w głowę.
"MK Zouheir Bahloul (Zionist Union) responded for the first time Saturday to the public outcry against his statement that he finds it hard to call the Palestinian shot dead in Hebron "a terrorist." At a political speaking event moderated by him in Acre, Bahloul said..
W ciągu ostatnich 45 lat w Europie Zachodniej doszło do ponad 16 tys. aktów terroru (średnio 350 rocznie). Pomiędzy 1970 a 1994 rokiem ataki terrorystyczne były znacznie powszechniejsze. Rekordowym rokiem był rok 1979 - przeprowadzono 1019 ataków. W zamachu nad Lockerbie w 1988 roku. w wyniku wybuchu bomby na pokładzie Boeinga zginęło 259 osób. Dużo, prawda? 1995 roku w Paryżu 8 osób zabitych 119 rannych. 1998 roku w północnoirlandzkim Omagh zginęło 29 osób, a ponad 200 zostało rannych. 2002 roku w Dani zginęło siedem osób, 80 zostało rannych. 2004 roku zabitych zostało łącznie 196 ludzi, a ponad 1850 zostało rannych. 2011 roku Norwegia zginęło prawie 100 osób. Wybrałem tylko niektóre. Ktoś tutaj napisał, że "z obojętności biorą się zamachy u nas, w Europie". Dość odważna teza. Czy można być obojętnym na wydarzenia które dzieją się obok nas? Jedno jest pewne, nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko tego co się teraz przydarza. Za sprawą smartfonów jesteśmy niemal naocznymi świadkami zamachów, i to jest to czym te dzisiejsze zamachy się różnią od tych z przed kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Tamte nie były tak medialne. W gazecie krótka notatka i zdjęcie to wszystko co do nas docierało.