Jako iż wybranka mojego serca jest osobą wierzącą, po wielu namowach i przydługawych rozmowach, zgodziłem się na ślub kościelny... W związku z tym muszę chodzić na tak zwane kursy przedmałżeńskie. Dzisiaj byłem na pierwszym spotkaniu w poradni rodzinnej. Słyszałem o nich i czytałem wcześniej co nieco, ale doświadczenie z pierwszej ręki wbiło mnie w podłogę. Pomijając brednie w stylu "metoda objawowo - termiczna (kalendarzyk małżeński) jest najskuteczniejszą metodą antykoncepcyjną", usłyszałem 3 ciekawe rzeczy:
"Udowodnione jest naukowo, że kobieta może zajść w ciążę przez podanie ręki. Nawet u nas, na ulicy Chmaja udokumentowali, że stała sobie dziewczyna na przystanku, otarł się o nią chłopak, który przechodził obok i zaszła w ciążę jako dziewica, bo włożyła rękę do swoich dróg rodnych."
"Spirala nie jest dobrą metodą. Udokumentowano, że raz urodziło się dziecko, któremu ta spirala wbiła się w oko."
"I wtedy 7-dniowe dziecko zostało rozerwane na strzępy."
Dodatkowo zostałem zasypany materiałami organizacji pro-life (razem z wkładkami, dzięki którym mogę dokonać wpłaty), obfitującymi w pseudonaukowe baśnie:
"Musimy z mocą podkreślać, że antykoncepcja nie tylko nie prowadzi do zmniejszenia liczby aborcji, lecz do jej zwiększenia."
Żeby było jasne, jestem zwolennikiem aborcji, choć do tematu podchodzę w sposób umiarkowany. Jest to dalej dla mnie kwestia sporna, choć pozostaję na 'tak'.
Tak czy siak - mam pytanie. Czy rozpowiadanie takich bredni jest zgodne z prawem? Bierzmy.. |