Rozwinął się na świecie nowy rodzaj turystyki uprawianej w pojedynkę, parami, czasem grupowo. Jest to podróżowanie, w którym chodzi tylko o to, aby być w drodze, być gdzie indziej - bez żadnego zamiaru czy celu. Ci nowi turyści nie chcą nikogo poznać, niczego szczególnego dowiedzieć się, chcą po prostu być np. w Indiach, albo w Argentynie, albo w Maroku - i już, i tyle. Jest to rodzaj globalnego wałęsania się, współczesnego obierzyświatowania. Podróżują, aby przejechać z punktu A do punktu B i to właśnie jest ich jedyną ambicją - odbyć trasę z punktu A do punktu B. Ryszard Kapuściński - Lapidarium
Ale, jak pisze Dariusz Czaja w swojej książce o świeckiej pielgrzymce: "Każda podróż zaczyna się przecież od oczekiwania, od jakiejś wizji tego, co chcemy zobaczyć, co poznać chcemy". Czy można więc mówić o syndromie turysty, o chorobie współczesności, która objawia się tym, że człowiek niczego nie szuka, do niczego nie dąży, przemieszcza się tylko z miejsca A bez żadnych oczekiwań na to, co nadaje wartość podróżom? Jak nazwać ten nowy trend? Czy wraz z postępem cywilizacji umiera etos podróżnika i wędrowca, a rodzi się etos wałęsy? |