Proszę Was o komentarze w następującej sytuacji. Był sobie człowiek wątpiący w Boga, wychowany w rodzinie katolickiej, w Polsce. W pewnym momencie życia zwrócił się do Boga: "Jeśli istniejesz, daj mi jakiś znak, znak którego nie da się łatwo wytłumaczyć przypadkiem, pokaż że istniejesz!".
Prosiło o to Boga przed snem, leżąc w łóżku, oczy zamknięte. "Reakcje" Boga: Dzień 1. Jeszcze w trakcie formułowania prośby, zaczął nieświadomie powtarzać w myślach dekalog. Było to tak silne, że musiał dokończyć dekalog! Dzień 2. Bóg nie dał znaku. Dzień 3. W trakcie formułowania prośby zobaczył białą świetlistą kulę, która przeleciała na tle nieba. Dzień 4. Chwilę po sformułowaniu prośby zobaczył krzyże różnej wielkości, czuł że ktoś oczekuje od niego wyboru jednego z nich.
Jest to autentyczna historia z poprzedniego tygodnia, jest to osoba mi bliska, więc przyjmuję, że ta opowieść jest prawdziwa.
Co o tym sądzicie? Czy to przypadki? Może tak, ale w takim razie po ilu "reakcjach" Boga przestaną być przypadkami wg Was? Po 5, 10, może 100? Stojąc z boku można powiedzieć, że to przypadek, człowiek myślał o Bogu, niebie, to zobaczył gwiazdę, dekalog i krzyż. Jednak z punktu widzenia tego człowieka nie jest to prosta sprawa. A jak dostanie jeszcze 10 takich znaków, to co, przypadek? |