W dziale "ABC racjonalisty" Władek Lichacz napisał: >... Należeć do Kościoła, to także znaczy przyjąć wszystkie dogmaty - inaczej jesteś heretyczką... Sprawa bycia członkiem Kościoła jest jednak bardziej skomplikowana: wyczytałem gdzieś, że chrzest, podobnie jak kapłaństwo, pozostawia niezatarty ślad na duszy. Tak więc, jeżeli zostałeś ochrzczony czy wyświęcony (dla uproszczenia używam rodzaju męskiego, zastrzegam jednak, że to nie ma nic wspólnego z lekceważeniem płci nadobnej!), żadne apostazje itp. nic nie pomogą - jesteś chrześcijaninem (=katolikiem?) lub odpowiednio księdzem i już! Tak to wygląda przynajmniej w rozumieniu własnym tej instytucji, a takie - jak sądzę - ma WL na myśli, gdyż tylko ono może mieć związek z uznaniem dogmatów. Tak więc należeć do Kościoła, a uznawać dogmaty to nie to samo. Możliwe, że WL miał na myśli "należenie" w sensie osobistego przekonania, ale w takim przypadku tym bardziej uznanie dogmatów nie jest warunkiem sine qua non. Znam sporo osób, które twierdzą o sobie, że "należą" do Kościoła, ale np. nie uznają nieomylności papieża, oraz obowiązku niedzielnego nabożeństwa. Jeżeli by zaś chodziło o "należenie" rozumiane jako akceptacja przez duchownego, to pozwolę sobie przytoczyć podany przez któregoś z naszych oświeceniowców (chyba nie Mikołaj Rej?) cytat wypowiedzi jakiegoś ojca duchownego: "a wierz sobie choćby w kozła, byleś mi dziesięcinę płacił". Też tu raczej dogmaty przypuszczalnie nie były wymagane, a chociaż współczesny nam proboszcz.. |