Cześć, przygotowuję się do pracy licencjackiej na temat transhumanizmu estetyczno-organicznego (nazwa robocza). Idee te opracowałem, bądź też odtworzyłem, w oparciu o ludzką potrzebę bycia kimś wyjątkowym, wybitnym. Polega ona na modyfikacjach, fundamentalnych zmianach genotypu ludzkiego, nie tylko w celu eliminacji tysięcy potencjalnych schorzeń chromosomalnych, zwiększeniu "sił witalnych", ale również w celach estetycznych - metamorfozy ciała w zaprogramowaną formę, najlepiej humanoidalną. Proponuję więc by człowiek miał możliwość zadecydowania jak chce wyglądać, czy chce mieć rogi, zieloną skóre, czy chce być włochaty, czy może pokryty łuską, itp itd.. Tego typu metamorfozy zapoczątkowałyby istnienie nowych ras, a nawet gatunków, bowiem w raz zmienionym genotypie utrwaliłyby się cechy dziedziczne.
Nie postuluje tutaj żadnej utopii, ani tym bardziej nie przemycam żadnych neomarksistowskich brednii. Abstrahuje również od jakichś biblijnych przekazów o podobieństwie. Nie szanuję świętości i nie uważam człowieczeństwa za coś trwałego, ani nawet szczególnie ważnego. Proszę się powstrzymać przed zarzutami o niemoralność i się zastanowić czy to rozum jest ich źródłem czy emocje.
Problem jest techniczny, bo o ile modyfikacje genetyczne we wczesnej fazie rozwoju prenatalnego są już niemal dostępne (może już są?), to tego typu zabiegi u dorosłych osobników wydają sie być kosmicznie odległe. Dlatego zastanawiam się jaka metoda umożliwiłaby metamorfozy u ludzi w stanie postnatalnym... |