. Fragment książki:
Każde z wyznań religijnych, dążąc do powszechności, musi w dłuższej perspektywie liczyć się z postępami nauki. Trudno bowiem trwale zaprzeczać oczywistościom. Można opóźniać ich akceptację, dokonywać reinterpretacji, podejmować mniej lub bardziej wyrafinowane próby dopasowania nowych ustaleń do dawnych dogmatów, lecz wraz ze wzrostem przeciętnego poziomu wykształcenia coraz mniej ludzi skłonnych jest przyjmować wiedzę wyłącznie na wiarę, bez empirycznych dowodów i racjonalnych uzasadnień. Magisterium Kościoła - a za nim liczna grupa uczonych duchownych oraz wierzących uczonych świeckich - podejmuje więc wysiłki wpisywania osiągnięć nauki w struktury religijnej doktryny. Czy jednak można robić to bez strat poznawczych i światopoglądowych? Wielu uczonych świeckich, jak również niemało teologów, ma co do tego poważne wątpliwości. Dziś jednak - co warto podkreślić - nauka może rozwijać się niezależnie od akceptacji teologicznej.
STARE DZIEJE
Prawie półtora wieku temu, w 1858 roku, Karol Darwin - chrześcijanin1 od urodzenia do śmierci, choć z biegiem lat coraz bardziej wątpiący2, absolwent kilkuletnich studiów teologicznych - przedstawił w książce "O pochodzeniu gatunków" teorię ewolucji. Jej zasadniczą tezą była nieustanna walka organizmów z warunkami środowiska oraz konkurencja między osobnikami tego samego i różnych gatunków. W walce o byt przeżywają ci, którzy są najlepiej przystosowani. Czasem decyduje o tym przypadek, lecz w skali masowej.. |