Naukowcy zastanawiają się czym jest czas, jaka jest jego natura. A ja zastanawiam się, czy on w ogóle jest. To znaczy, czy istnieje obiektywnie. Być może go (w sensie fizycznym) w ogóle nie ma. Został stworzony, jako pojęcie, przez ludzi obserwujących zmiany zachodzące w przyrodzie i w nich samych (starzenie się). Fizycy wprowadzili wielkość zwaną czasem jako bardzo użyteczną w równaniach opisujących ruch (S = V t, V = a t, itp.). Obiektywnie czas być może nie istnieje. Przed "wielkim wybuchem", gdy cały Wszechświat istniał w postaci statycznego praatomu - czas nie istniał. Również wtedy, gdy entropia osiągnie maksymalną wartość, temperatura Wszechświata wyrówna się i wszelkie procesy ustaną - czasu nie będzie. Mówi się potocznie, że im prędkość obiektu jest bliższa prędkości światła tym wolniej płynie czas dla obserwatora umieszczonego wewnątrz tego obiektu. Ale przecież tak naprawdę, to tylko procesy (fizyczne, chemiczne, biologiczne) zachodzące wewnątrz obiektu (i obserwatora) zachodzą wolniej. Zegarek też mu wolniej chodzi. Ale przecież zegarek (a nawet superprecyzyjny zegar atomowy lub molekularny) naprawdę nie mierzy czasu. Generuje on po prostu pewną powtarzalną i niezmienną sekwencję i zlicza ją. Zasada takiego "pomiaru" jest dokładnie taka sama (tylko o wiele dokładniejsza) jak obserwowanie przesypującego się piasku w klepsydrze, poruszającego się cienia lub liczenia wschodów lub zachodów słońca. Jak zresztą można mierzyć czas miernikiem "zanurzonym" w czasie. Przecież.. |