Od rana zerkam w telewizor i w polskich i niemieckich stacjach tv śledzę sprawozdania z dzisiejszych obchodów 20 rocznicy upadku muru berlińskiego. Mam do tego wydarzenia osobisty stosunek bo wtedy mieszkałem w Berlinie Zachodnim i z całą rodziną osobistymi młotkami łupaliśmy mur. Podczas symbolicznego przejścia wiaduktem na Bornholmerstrasse pani kanclerz Merkel jednoznacznie podkreśliła zasługi obecnych na miejscu Michaiła Gorbaczowa i Lecha Wałęsy i, że to Polacy pierwsi zaczęli obalać komunizm. Jednocześnie większość prowadzących sprawozdania w polskich stacjach nieustannie ma za złe Niemcom, że usiłują stawiać obalenie muru przed wydarzeniami w Polsce. Czy to megalomania, czy całkiem nieuzasadnione poczucie niższości? Już widzę, jak jutro krytycy spod znaku braci Kaczyńskich rzucą się na Wałęsę (rzekomego agenta "Bolka"), że nie był uprawniony do reprezentowania Polski i Polaków. A swoja drogą, dla świata obalenie muru, a tym samym zjednoczenie Niemiec było wydarzeniem o wiele większej wagi, niż wydarzenia w Stoczni Gdańskiej. Większej nie dlatego, żeby celowo pomniejszyć zasługi Polski. Dlatego, że zjednoczone Niemcy stały się jeszcze większą potęgą światową, a nie wszyscy są pewni, że historia się nie powtarza. Znam Niemcy i Niemców bardzo dobrze i nie mam takich obaw. Przez kilkadziesiąt powojennych lat oni naprawdę bardzo rzetelnie odrobili lekcje z historii drugiej połowy XX wieku.
|