Kiedyś w mojej klasie wywiązała się dyskusja o tym, dlaczego uczniowie muszą zmieniać przed wejściem buty, a nauczyciele nie. Nasza wychowawczyni tłumaczyła to tym, że dorośli w żadnym z zakładów pracy nie muszą zmieniać obuwia. Rozumiem to, ale zastanawiają mnie przyczyny takiego rozdziału. Dlatego zapytałem, czy buty uczniów są inaczej brudne niż buty nauczycieli. Odpowiedzi się nie doczekałem. Mam wrażenie, że niektórzy dorośli nie czują się w powinności podawania niepełnoletnim powodów swojego postępowania. Wiem, nie muszą tego robić, ale czasami dobrze by było, przynajmniej dotyczy to nauczycieli w szkołach. Oni w większości swoje decyzje argumentują w ten sposób - "Bo nie." lub "Bo tak." Niektóre zarządzenia w szkołach są po prostu absurdalne, a uczniowi, który się sprzeciwia, nie da się przedstawić swoich argumentów. Jest zwyczajnie zakrzykiwany. W mojej szkole jakakolwiek próba dyskusji, nawet tej jak najbardziej uprzejmej, z dyrektorką kończy się awanturą oraz obniżoną oceną z zachowania. Bowiem dyskusja na temat decyzji dyrekcji podchodzi pod: "Aroganckie zachowanie wobec nauczyciela". Z reguły jest tak, że uczeń bez względu na wszystko nie ma racji, a nauczyciel tak.
Na myśl przychodzi mi: 1. Nauczyciel ma zawsze rację. 2. Jeśli nauczyciel nie ma racji, patrz punkt 1.
Przykładów tego typu traktowania jest wiele i bynajmniej nie dotyczą tylko uczniów. |