Jestem obserwatorem polskich polityków od lat kilkudziesięciu. Przykro stwierdzić, ale z perspektywy tego czasu najlepiej wypadają znienawidzeni wówczas działacze komunistyczni, którzy do najwyższych władz dopuścili niejakiego Albina, albo rząd obsadzali według nazwisk odzwierciedlających (minister budownictwa Glazur). Jeszcze wcześniej był Gomułka, znany mi z nagrań, ale i tak człowiekowi z moim poczuciem humoru przyjemnie było go posłuchać (Rolnicy! Wy bydło, świnie - hodujcie!). Gomułka był prostym ślusarzem a kontakt z literaturą piękną, ogólnie słowem pisanym ograniczył zapewne do polskiego wydania: Historia WKP(b), a że sam przemówienia pisał, to i je potem wygłaszał... Sprawiali więc oni wszyscy wrażenie ludzi prostych, często niesympatycznych mruków, ale nigdy nie zauważyłem u nich symptomów paranoi.
A piszę to wszystko pod wpływem lektury dzisiejszej gazety, z której dowiaduję się, że w Czarnkowie od 12 lat organizowany jest Dzień Spieczonego Bliźniaka. Takie tam regionalne święto: konkursy, parady, koncerty. Wszystko to rozpoczyna się oczywiście mszą świętą 28 sierpnia rano. A potem zabawa.
Dowiedziała się o tym posłanka Szczypińska i wytknęła organizatorom brak empatii i wrażliwości "w tym strasznym roku", w którym nazwa "dzień spieczonego bliźniaka" mógłby zranić czyjeś uczucia.
Zgadzam się z panią posłanką i zachęcam do dalszych działań. Ja sam już podjąłem decyzję, że koniec z cowrześniowym pieczeniem kartofla, a żona nie weźmie więcej do ust kaczki w pomarańczy... |