Ochlokratyczne obalanie demokratycznie wybranych władz Tym właśnie jest wg. mnie każde referendum zmierzające od odwołania urzędującego prezydenta/burmistrza.
Ostatnio obiło mi się o uszy, że w sejmie leży projekt który zablokuje możliwość odwoływania prezydentów i burmistrzów w czasie trwania kadencji poprzez referendum.
Moja pierwsza reakcja - jak to tak! zamach na demokrację!
Ale po chwili przyszła refleksja. Kadencja prezydenta miasta (i odpowiedników) trwa 4 lata. Cztery. To niewiele. Nie dość, żeby zrealizować swoje obietnice - w cztery lata nie zrealizuje się poważnych, długofalowych projektów. Nie dość też, żeby narobić poważnych szkód.
Zwykle z inicjatywą referendum ws. odwołania występuje jakaś mała grupa wyborców, czasem inicjatorem jest jakieś ugrupowanie polityczne, bywa że opozycyjni radni.
Ze strony inicjatorów dochodzi do pewnej schizofrenii. Z jednej strony inicjatorzy referendum podważają decyzję wyborców, sugerują że wybrali źle, może łajdaka, może głupca, może łapówkarza - w każdym razie dali się omamić. Z drugiej strony powodzenie referendum powoduje rozpisanie przedterminowych wyborów i oddanie decyzji w ręce tych, którzy 2-3 lata wcześniej się nie sprawdzili i wybrali tego niedobrego, odwołanego prezydenta. To ci sami ludzi pójdą na wybory, to samo przypadkowe społeczeństwo.
W przypadku referendum dotyczącego prezydenta, który rządzi już 3-4 kadencje jest to już kompletna porażka demokracji. Jeżeli uda się odwołać takiego prezydenta, to wychodzi na.. |